Szepty Lsu - Aga Fox - ebook

Szepty Lsu ebook

Aga Fox

0,0

Opis

Szepty Lasu to opowieść o granicy między fascynacją a obłędem, nadzieją a beznadziejnością, gdzie las staje się metaforą zarówno uwięzienia, jak i możliwości oczyszczenia i odkupienia. Czytelnik zostaje wciągnięty w wir emocji i trzymający w napięciu thriller psychologiczny, który zadaje pytanie o naturę człowieczeństwa i siłę miłości, której konsekwencje sięgają daleko poza wyobraźnię.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 210

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Szepty lasu

Szepty lasu

1

Szepty lasu

2

Szepty lasu

AGA FOX

SZEPTY LASU

3

Szepty lasu

Projekt okładki - Agnieszka Lis. Copyright - Agnieszka Lis Redakcja - Daria Magdalena Ziemińska Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem całości lub fragmentów niniejszego dzieła bez uzyskania pisemnej zgody posiadacza praw jest zabronione.

Wydanie I

Warszawa 2024

ISBN 978-83-970614-2- 2

Wydawnictwo Agra

e-mail: [email protected]

4

Szepty lasu

Definicja strachu głosi, że to jedna z podstawowych cech pierwotnych zarówno u ludzi jak i u zwierząt. To stan emocjonalnego napięcia w sytuacji zagrożenia. Powoduje odruch silnego napięcia mięśni, a w konsekwencji ucieczkę lub walkę, a co jeśli ofiara nie może walczyć, a ucieczka jest niemożliwa…

Aga Fox

5

Szepty lasu

6

Szepty lasu

*W cichy, pogodny wieczór majowy biegła dziewica przez las dębowy biegła tak szybko i zadumana

Za nią Cyganka płachtą odziana Ach ty Cyganko, ty wróżyć umiesz ten wiatr co szumi, ty go rozumiesz Cyganka siada karty rozkłada Młodej dziewczynie tak opowiada

Jednego chłopca ty w życiu miała, jednego chłopca w życiu kochała

On ciebie nie kocha on kocha inne daremnie tracisz lata dziecinne

Smutek się kończy, radość nastaje

Bo jej kochanek rękę podaje

Rękę podaje i szczere serce

Tak, ja cię kocham, a innej nie chcę …

7

Szepty lasu

Rozdział 1

…Dzwonią mi w uszach słowa tej piosenki. Nuciła ją matka, kiedy byłam dzieckiem. Pamiętam, kiedy urzeczona jej głosem, prosiłam, żeby śpiewała ją ciągle. Miała piękny, melodyjny głos. Czasami usypiałam przy tej melodii i otulona jej ciepłym tonem, odpływałam razem z cyganką w piękną krainę, gdzie było mnóstwo kwiatów i piękne rozłożyste łąki, gdzieś daleko, poza zasięgiem teraźniejszości. Gdzie nie było pijanego ojca i ciągłego strachu. Wyimaginowany świat, który był moim azylem, kiedy czułam się krzywdzona i smutna. Matka śpiewała wtedy często, ale tylko tę krótką piosenkę zapamiętałam do dzisiaj. Było jeszcze kilka innych ludowych przyśpiewek, ale one nie były tak piękne i tak melodyjne. Nie docierały aż tak głęboko do małego, ale już rozbitego serca. Wspomnienia mam bolesne i staram się zakopać je jak najgłębiej, aby nic ani nikt, nigdy nie znalazł do nich drogi. …Było jak w tej piosence. Był właśnie cichy i spokojny wieczór. Był środek maja. Słońce przez 8

Szepty lasu

cały dzień nagrzało mocno powietrze i teraz mogłam się cieszyć przyjemnym ciepłem na mojej skórze. Biegłam przez las. Dystans ośmiu kilometrów już pokonałam, zostało jakieś trzy kilometry i znajdę się na żwirowej drodze. Nieuczęszczanej przez żadne samochody. Czasami tylko jakiś rowerzysta pojawi się, ale rzadko. Potem jeszcze dwa kilometry prostej i będę w domu. Upadam, potknąwszy się o coś, co wystawało z ziemi. Wmyślach stara piosenka przestaje brzmieć i ucicha głos matki. Dotykam dłonią czoła w miejscu, gdzie skóra zaczyna piec. Krew z rozcięcia popłynęła cienkim strumykiem. Rana szczypie. Nie lubię widoku krwi. Nawet moja własna, obrzydza mnie i przyprawia o mdłości. Nigdy nad tym nie panowałam. Teraz też czuję w żołądku lekkie poruszenie. Wycieram palce o mech i staram się oddychać głęboko. Wciągam do płuc zapach leśnej wilgoci, aby nie czuć zapachu krwi. Niby nic takiego, mała rana, lekkie zadrapanie, al e wyprowadza mnie z równowagi. Zamykam oczy. Chce pomyśleć o czymś innym. Wracam do melodii, która mnie uspokaja.

- Oj ty cyganko ty wróżyć umiesz... -

nucę pod nosem cicho. Wyciągam z kieszeni cienkiej bluzy, zmiętoloną chusteczkę i przykładam do miejsca, gdzie czuję , 9

Szepty lasu

że jest ta niewielka rana. Nie patrzę czy i ile krwi tam jest. Powoli wstaje i wyrzucam za siebie chusteczkę tak, żeby przez przypadek na nią nie spojrzeć. Hamuję na siłę odruch wymiotny, przełykając ślinę raz po raz. Powoli wraca jasność widzenia i mdłości nieco ustępują. Od dziecka posiadam ogromny wstręt do krwi. Nie ma dla mn ie nic bardziej obrzydliwego.

- Ten las, co szumi, ty go rozumiesz...

- głośniej nieco, żeby zagłuszyć wewnętrzną siebie, jeszcze bardziej. Już jest prawie dobrze. Kołowrotek w żołądku przestaje terkotać, a własna ślina nie jest już zbyt gęsta i obrzydliwa. Zapach lasu zwycięża i przynosi ukojenie. Wdech i wydech. Jeszcze raz wdech i wydech. Ogromny haust świeżego powietrza. Dmucham sobie sama w twarz, przywracając świadomość. Zaciskam mocno palce na styku brwi i nosa, to pozwala na całkowity powrót do rzeczywistości. Stojąc, rozglądam się, czy aby na pewno czegoś nie zgubiłam. Obmacuje kieszenie w poszukiwaniu telefonu i kluczy, ale wszystko jest na swoim miejscu. Ostatni głęboki wdech i mogę ruszać dalej. Odwracam głowę w kierunku głębi lasu, skąd przybiegłam. Przez chwilę wydaje mi się, że kogoś widzę w oddali, ale mój wzrok nadal nie jest 10

Szepty lasu

wystarczająco ostry po całym tym wysiłku, który włożyłam w to, aby opanować torsie. Potrząsam głową i kiedy już mam zamiar biec dalej, spoglądam na miejsce, w którym upadłam i moim ciałem wstrząsa fala ogromnego obrzydzenia. Już nie jestem w stanie się pohamować. Padam na kolana i wymiotuję. Sprawia mi to ból, bo w żołądku mam pustkę. Moim ciałem wstrząsają drgawki. Na czole występują duże krople zimnego potu. Palce zaciskam na mchu, wyrywając duże jego kępy. Ból i panikę , jakie czuję sprawiają, że świat zaczyna wirować, a w głowie dudniącym echem rozbija się krótkie; - Uciekaj! Nie patrząc na ogromną kałużę krwi, lekko przykrytą niedbale narzuconymi na nią liśćmi, uciekam. Praktycznie nie łapiąc oddechu i ile sił w nogach, biegnę na oślep przed siebie. Wbardzo szybkim tempie znajduję się w domu i szybko zanur zam twarz w zimnej wodzie, czuję ulgę. Nie mogę się skupić na niczym, tak bardzo jestem rozbita makabrycznym widokiem krwi. Mam tylko nadzieję, że to było jakieś zwierzę, które padło ofiarą innego, większego drapieżnika. Bardzo dużo wysiłku kosztuje mnie zachowanie jakiejkolwiek równowagi. - O czym myślisz? - zapytała. - O tej jutrzejszej imprezie. Chyba nie mam co na 11

Szepty lasu

siebie włożyć. - odpowiadam zgodnie z prawdą. Nie lubię tych niby spotkań, niby imprez. Plan jest taki, że mamy się integrować, a w rzeczywistości spotkanie przeradza się w pijacki spęd i nikt nie pamięta, jak dotarł do domu. Nikt nie pamięta, z ki m tej nocy spał i wstyd, rozczarowanie unosi się na śniadaniu jak gęsta mgła. Tym razem to niby szkolenie połączone z imprezą integracyjną jest w wynajętym małym hotelu oddalonym o jakieś sześćdziesiąt kilometrów od naszego uroczo nudnego miasteczka. Z ciekawości przejrzałam plan hotelu i zdjęcia z okolicy. Chciałam wiedzieć, gdzie ewentualnie mogłabym niepostrzeżenie czmychnąć, aby nie uczestniczyć w tej chorej imprezie. Zaliczę tylko szkolenie i początek imprezy, a potem i tak nikt nie zauważy, że jakaś tam, nic nieznacząca Ala zniknęła. Zośka, właśnie nurkuje w mojej szafie w poszukiwaniu czegoś, co nadawałoby się do wielkiego wyjścia. Od kiedy zamieszkałam w Oleśnicy, musiałam przywyknąć do tej, dla mnie dużej zmiany, przede wszystkim w mentalności ludzi i sposobie ich reakcji na rzeczy, które w moim przekonaniu w ogóle tej reakcji nie były warte. Uciekłam z dużego miasta, gwarnego i szybkiego. Zamieszkałam pod miastem, w moim własnym 12

Szepty lasu

domu jednorodzinnym. Dom, w którym kiedyś mieszkała moja babka. Remont i przywrócenie go do stanu tylko zadowalającego, trwało kilka lat, ale udało mi się. Jestem dumna, że dałam radę i że mam w końcu swoje miejsce na ziemi. Tutaj świat ja kby wyhamował. Zegary tykały wolniej. Czas leniwie płynął i w końcu dał się ujarzmić. Zrezygnowałam z pracy w korporacji na rzecz bycia agentem ubezpieczeniowym w lokalnej firmie. Imprezy integracyjne były niezwykle ważnym wydarzeniem i odbywały się kilka razy w roku. Mężczyźni obmyślali plan działań, jeśli chodzi o imprezę. Dziewczyny wybierały najlepsze kiecki, bo w końcu pokazanie się światu bez obowiązkowej granatowej lub zielonej garsonki, było dla nich świętością. Zośka już miesiąc temu wyciągnęła mnie na zakupy do najdroższego butiku w mieście i kupiła sukienkę, która najlepiej uwydatniała jej sporej wielkości piersi. Chłopaka ona już miała, ale najwyraźniej szukała męża lub ojca swoich wymarzonych bliźniaków. Sylwka, choć był przystojny, traktow ała bardziej, jako pogotowie seksualne, niż potencjalnego kandydata do stworzenia z nim rodziny. Ja nie kupiłam nic. Cała szafa modnych ciuchów i brak pieniędzy skutecznie powstrzymywały mnie przed spełnianiem byle jakich 13

Szepty lasu

zachcianek. Rozwód, zamiast wnieść do m ojego życia spokój, wniósł spore zadłużenie i brak możliwości szastania pieniędzmi na lewo i prawo. - Może ta? - pyta z entuzjazmem. Jej wesoły lekko dziecinny głos wyrwał mnie ze wspomnień z sali rozpraw i ostatniego spotkania z mecenasem Krzysztofem Kamińskim, moim byłym mężem. Patrzę na letnią sukienkę z odkrytymi plecami, sięgającą ledwo do kolan. Połyskuje srebrną nitką w atłasowym materiale i pamiętam, jak pięknie mieniła się w słońcu. Przypomniała mi wakacje na Hiszpańskiej wyspie. Ostatnie spędzone razem z hardym, niedostępnym, wiecznie zapracowanym Krzyśkiem. - Ta nie. - odpowiedziałam, zdając sobie sprawę, że każda z nich kojarzyć będzie mi się z nim. - Jest śliczna. Musiała kosztować majątek. - Kosztowała. - Materiał jak dotyk anioła. - Zośka ekscytuje się, delikatnie i z czcią dotyka jedwabnej podszewki. - To tylko kiecka. - Proszę, załóż ją, cała impreza padnie z wrażenia. - Jest na mnie za mała. - ucinam krótko, kłamiąc. Nie znalazłam lepszego wytłumaczenia na chwilę obecną. Przed oczami zawirował mi znowu obraz, ki edy 14

Szepty lasu

ostatniego wieczoru na imprezie pożegnalnej , rzeczywiście wszyscy zachwycali się tym, jak wyglądam. Potem oboje upojeni alkoholem w jednym z najdroższych hoteli, kochaliśmy się i... Wtedy postanowiłam, że muszę od niego odejść, bo kiedy następnym razem pobije mnie tak bardzo, ja tego nie przeżyję . - Możesz ją sobie wziąć. - mówię Zośce, która po cichu na to właśnie liczy. - Naprawdę? - Tak. Weź sobie ją i dupy nie zawracaj. Odrzuca kieckę, jakby ją oparzyła, kiedy sprawdziła w internecie, ile kosztuje. - Zwariowałaś!? Za tą kieckę można kupić dobrej klasy samochód! Nie mogę jej przyjąć! - No to wyrzuć. Nie wiem, zrób, co chcesz. - Ty chyba na głowę upadłaś! - Tam na dole w szafie są jeszcze do niej buty i torebka. - Skąd ty masz takie drogie ciuchy? - Nieważne. Zabieraj to i koniec tematu. - ucięłam. Nie chcę jej nic tłumaczyć. Im mniej wiedzą o mnie, tym dla mnie lepiej. Koleżanka, a właściwie można ją nazwać przyjaciółką, pospiesznie pakuje kieckę, buty, torebkę i komplet biżuterii i szybko znika za płotem 15

Szepty lasu

z drewnianych desek, który wygląda, jakby miał się zaraz przewrócić. Na porządne ogrodzenie nie starczyło mi pieniędzy, więc naruszony zębem czasu płot został. Deski stare i połamane, wielu brakuje. Reszta ledwo się trzyma na pordzewiałych gwoździach i patrząc z domu w stronę lasu, pasują do widoku. Patrząc jednak od strony lasu na dom, ogrodzenie szpeci go okrutnie. Zośka znika za pierwszymi drzewami. Widać tylko jej blond długie włosy, które lśnią w słońcu, a po chwili już jej nie widzę. Oddycham z ulgą, że pozbyłam się kol ejnej rzeczy, która mi go ciągle będzie przypominać i koszmar z nim związany. Patrzę na szafę otwartą i na panujący w niej bałagan. Kiedyś to ogarnę, ale jeszcze nie teraz, nie dzisiaj. Jestem dziwnie zmęczona. Uświadamiam sobie, co mnie tak męczy. Robienie sobie samej psychoanalizy zdarza mi się coraz częściej. Rozmawiam sama, ze sobą o swoich uczuciach, odczuciach i wyłapuję wnioski. Tak jak teraz. Łapię się na tym, że męczy mnie ciągłe odganianie wspomnień. Stawiam codziennie od nowa mur obronny, przed samą sobą. Wznoszę go cegła po cegle, tylko po to, aby nie zawalił mi się ten świat, który jest w środku mojej twierdzy. Wolę być tą, która się przyprowadziła do domu po starej Nowakowej niż jej wnuczką Alicją Kamińską , 16

Szepty lasu

z domu Szafrańską. Jeśli będą chcieli, to znajdą informacje o Kamińskiej, na szczęście na razie nie chcą. Mam nadzieję, że Zośka nie zacznie pytać. Myślę, że jest tak bardzo pochłonięta sobą, że nie wpadnie na to, żeby przekopać Internet w poszukiwaniu moich starych zdjęć, gdzie jestem w towarzystwie znanych polityków i celebrytów. Oczywiście w towarzystwie równie sławnego i obrzydliwie bogatego męża, sadysty. Muszę pobiegać. Teraz. Natychmiast. To uspokaja, wycisza, odgania wszelkie myśli. Ubieram szybko przewiewną koszulkę i krótkie spodenki. Zrzucam klapki i wkładam, drogie jak cholera buty do biegania. Moje mięśnie od razu przechodzą w tryb sportowy, nie potrzebuję rozgrzewki. Ruszam truchtem tuż za równie zdezelowaną jak cała reszta płotu furtką. Wbiegam na żwirową drogę, a potem w bukowy lasek na skróty, aby znaleźć się jak najszybciej w głębi. Słońce jeszcze nie chyli się ku zachodowi. Muszę się spieszyć.

Cichy pogodny wieczór majowy...

Zaczyna się. Głos matki. Tego właśnie było mi teraz trzeba. Powietrze jest rześkie. Gęsty las nie przepuszcza zbyt wielu promieni słonecznych. W powietrzu czuję wilgoć. Zapach konwalii unosi się , lekko tłumiony przez soczysty zapach mchu. 17

Szepty lasu

Czuję, jak bije moje serce, jak krew pompowana przez nie, dudni mi głośno w tętnicach. Kolejne kilometry. Dobiegam do polany w środku lasu. To moja meta. Zatrzymuje się, opieram dłonie o kolana , wyrównuję oddech. Serce powoli zwalnia. Melodia w mojej głowie ucicha. Owiewa mnie wiatr na tym kawałku otwartej przestrzeni. Wysoka trawa szeleści na wietrze. Ostatni głęboki wdech i moje ukojenie dopełnia się. Ocieram pot, który zalewa mi skronie. Powoli ruszam w kierunku strumyka po drugiej stronie polany. Uwielbiam jego kojący szum. Chyba niewiele osób wie o nim, bo od kiedy przybiegam tutaj, ani razu nie znalazłam przy nim odbicia ludzkiej stopy. Wychodzi na to, że to moje miejsce. Uśmiecham się na tę myśl. Tu nikt by mnie nie znalazł. Na szczęście jednak, że nikt mnie nie szuka. Jest i on, strumień. Cienka, ale dość wartka nitka , biegnąca pomiędzy drzewami i mnóstwem wymytych kamieni. Szumi, niczym rozmowa kilkuset ust, ale taka cicha subtelna. Jak plotkujące nastolatki, z których każda ma tak wiele do powiedzenia. Zabieram do płuc zapach lasu, wody , konwalii i czegoś jeszcze. Nie znam tego z apachu. Na chwilę wytrąca mnie to z równowagi, bo zapach ten nie pasuje do tego miejsca. Nie jest ani leśny, ani tym bardziej naturalny. Rozglądam się. 18

Szepty lasu

Nic podejrzanego nie widzę, zanurzam więc dłonie w lodowatej wodzie i obmywam twarz. Ulga. Woda sprawia, że skupiam się na jej przyjemnym , orzeźwiającym chłodzie. Wzdycham z ulgą i siadam na trawie. To miejsce jest magiczne. Jakby przykryte całunem tajemniczości. Takie dzikie, niezdobyte i nieskażone ludzkim bytem. Przez krótką chwilę czuję się jak zdobywca, który odkrył nowy, nikomu jeszcze nieznany ląd. Kładę głowę na wilgotnej trawie i słucham dźwięków, które mnie otaczają. Strumyk szemrze uspokajająco, ptaki gdzieś wysoko wydają wesołe okrzyki. Pszczoły brzęczą, radując się nektarem z polnych kwiatów, które i mnie wabią zapachem. Las szumi. Zamykam oczy i powoli popadam w lekki sen. Otacza mnie magia i spokój. Nie istnieje nic oprócz mnie i kojącej muzyki, która utula każdy centymetr mojego ciała. Wmomencie, kiedy wydobywam z siebie cichy pomruk zadowolenia, gdzieś niedaleko słychać trzask łamanej suchej gałązki. Gwałtownie siadam. Rozglądam się. Serce nabiera rozpędu, a strach zaciska gardło. Przez ułamek sekundy panika uderza we mnie z ogromną siłą. Bacznie obserwuje miejsce , skąd wydawało mi się, dochodził dźwięk. Nic tam nie ma. Patrzę na czubki drzew, czy ptaki nie podrywają się gwałtownie do lotu, wyczuwając 19

Szepty lasu

jakiekolwiek niebezpieczeństwo, ale nic takiego się nie dzieje. Dalej słychać ich radosny śpiew. Wkońcu postanawiam zlekceważyć złowieszczy sygnał i powoli uspokajam się. Oddycham równo i znowu przymykam oczy. Karce w myślach wyobraźnię za to, że zbyt agresywnie interpretuje świat. Strach powinien być moim przyjacielem i doradcą, a nie wrogiem. Powinien być, ale czasami nie trzyma się naszej cichej umowy i powoduje zamęt w głowie. Uśmiecham się i wciągam duży chust powietrza. Kiedy już znowu jest mi na tyle dobrze, że tracę poczucie czasu i przestrzeni, ściąga mnie z powrotem ten sam zapach. Ledwo wyczuwalny, ale jednak. Tak, jakby przywiał go właśnie ten delikatny podmuch wiatru. Dociera do mnie raz za razem jakby falami. Wstaje gwałtownie i znowu rozglądam się gorączkowo. Nikogo nie widzę, ale wiem, że to nie jest wymysł mojej wyobraźni. Nie czekam dłużej tylko rzucam się biegiem w byle jakim kierunku, aby jak najdalej od tego miejsca. Paniczny strach próbuje przebić się przez moją barierę ochronną. Tą, którą sama budowałam przez ostatnie kilka lat, aby nie czuć lęku na każdym kroku. Bariera do tej pory była stabilna i wytrzymywała wiele, ale teraz mam wrażenie, że jest cienka jak papier i zaraz wszystko 20

Szepty lasu

trafi szlag. Jeśli ona nie wytrzyma, ja rozpadnę się na kawałki. Uciekam, biegnę ile sił w nogach. J estem już daleko, ale nie zatrzymuje się. Jeszcze nie. Mam przedziwne wrażenie, że cały czas ktoś na mnie patrzy. Czuję przeszywające na wskroś spojrzenie. Mimo że kluczę pomiędzy drzewami i staram się zmieniać swoją trasę tak, jakbym chciała zmylić wroga, to nic to nie daje. Ciągle czuję przyczepiony do pleców świdrujący i kłujący wzrok. Zapach męskich perfum już dawno uleciał. Nie czuję już ich przytłaczającego ciężkiego odoru. Może to wszyst ko mi się tylko wydawało. Wyobraźnia popełniła błąd i ja teraz uciekam jak głupia przed samą sobą. Zatrzymuje się, bo już nie mam siły na dalszą ucieczkę. Opadam na kolana i próbuję złapać oddech. Walczę z bólem w klatce piersiowej. Ocieram twarz z kropel potu. Rozglądam się w poszukiwaniu sprawcy całego zamieszania. Nikogo tu nie ma. Dłuższą chwilę patrzę na drzewa i krzewy i nie poznaję tego miejsca. Jestem oszołomiona i lekko zdezorientowana. Nie znam tej części lasu. Jeszcze jeden głęboki oddech i powoli moje serce zaczyna zwalniać, a ręce przestają drżeć. Wysokie sosny przepuszczają słońce w niewielkim stopn iu. Paprocie skupione w jednym miejscu delikatnie szeleszczą. Suche igły strzelają mi pod stopami przy 21

Szepty lasu

każdym kroku. Uświadamiam sobie, jak daleko jestem od mojego szlaku, który znam. Na wszelki wypadek wracam, omijając ogromnym łukiem miejsce, gdzie kilka chwil temu niebezpieczeństwo zacisnęło na moim gardle swoje suche, kościste palce. Kieruję się na wschód, bo dzięki temu wiem, że na pewno uda mi się wydostać z lasu gdzieś w okolicach mojego domu. Wiem też, że za chwilę będę musiała zacząć biec, bo inaczej czas powrotu będzie tak długi, że nie zdążę, zanim słońce zajdzie za korony drzew. Jeszcze nie biegnę, bo nie mam na tyle siły. Jestem zmęczona i ucieczką i strachem. 22

Szepty lasu

Rozdział 2

…Tak jak przypuszczałam, impreza firmowa przybrała formę seks schadzki bardzo szybko. Kilka par zniknęło mi z pola widzenia już jakiś czas temu. Zośka bryluje w mojej kiecce i muszę przyznać, że wygląda w niej dużo lepiej niż ja. Kiedy po raz kolejny ktoś zachwycił się jej wyglądem, puściła do mnie oko w ramach podziękowania i dumnie wypinała swoje duże piersi. - Idę zapalić. - powiedziałam do kolegi obok, który towarzyszy mi przy stole. - Mam iść z tobą? - zapytał, chcąc być w minimalnym stopniu szarmancki. - Potrafię o siebie zadbać. Zabieram swoją, srebrną mini torebkę na srebrnym łańcuszku i sprytnie omijam tańczące pary. Wieczór jest piękny. Wszędzie unosi się zapach kwiatów , tych poustawianych w wazonach, jak i tych posadzonych na rabatach wokół całego budynku. Muzyka na zewnątrz nie jest tak ogłuszająca, a im bardziej się oddalam, staje się bardziej delikatna. Lekkie nuty pomieszane z ciszą i zapachem. 23

Szepty lasu

Przepiękna kompozycja. Wgłębi ogrodu dostrzegam niewielką altankę. Lekko oświetlona i zatopiona w pnączach winorośli. Przypalam papierosa i mocno się nim zaciągam. Po chwili wypuszczam biały obłok dymu, który delikatnie unosi się nad moją głowę. Palę tylko na imprezach, to stary nawyk. Kiedy to dawno temu nie wypadało nie palić w wyższych sferach. Teraz jest odwrotnie, wstyd się przyznać do jakiegokolwiek nałogu, tym bardziej do papierosów. Powinniśmy przecież być nieskazitelni. Prawda? Papieros przynosi mi delikatny zawrót głowy, ale tylko na chwilę. Przymykam oczy i wdycham lekko wilgotne powietrze. W oddali słychać głośny śmiech i piski dziewczyn, które udają, że im przeszkadzają podszczypywania i obmacywania pijanych facetów. Skończy się jak zawsze. Wszyscy wyjdą z tej imprezy z moralnym kacem. Ja nie. Ja nie mogę sobie na to pozwolić. Nie potrzebuje być w centrum uwagi. Poza tym, na mnie alkohol działa usypiająco. Po kilku drinkach najchętniej poszłabym spać, a nie udawać uciekającą po lesie łanie, która całkiem przez przypadek pozwala się złapać. Najchętniej zniknęłabym stąd, ale to też nie wchodzi w grę. Brak integracji z otoczeniem, to też jest powód do tego, aby wzbudzić zainteresowanie, a ja absolutnie nie chcę wzbudzać 24

Szepty lasu

zainteresowania. - Co tutaj robisz? - pada ciche pytanie. Wyrywa mnie ono z zamyślenia. Wzdrygam się, pomimo że głos jest cichy i przyjemny, jednak męski. Nie odpowiadam, nie chcę wchodzić w dyskusje z nieznanym typem. - Krystian jestem. - informuje mnie, jakby to miało zrobić na mnie jakieś ogromne wrażenie. Zerkam na papierosa, którego wypaliłam dopiero połowę i zastanawiam się, czy już go wyrzucić i odejść, czy zostać i nie pozbawiać się tej przyjemności mimo wszystko. - Ty pewnie jesteś z tej imprezy integracyjnej. - mężczyzna dalej próbuje zmusić mnie do rozmowy. Skoro wie, że jestem z tej właśnie imprezy, to prawdopodobnie doszedł do wniosku, że jestem jedną z tych łaknących przygód kobiet, które pozbawione wszelkich zahamowani, łatwo ulegają prymitywnym podrywaczom. Wyrzucam w zarośla niedopalonego papierosa i odchodzę, zostawiając nieznajomego pod altanką. Siadam przy stole, przy którym nie zostało już zbyt wielu zaproszonych gości. Nawet mój kolega , siedzący do niedawna obok mnie, gdzieś znikn ął. Przede mną stoi kolorowy drink. Wysoka szklanka z 25

Szepty lasu

wielobarwnym płynem i kostkami lodu. Wyciągam z niej niepotrzebne ozdoby i słomkę. Wypijam łapczywie i szybko, aby nie poczuć smaku alkoholu. Słodycz i cierpkość zalewa mi gardło i zaspokaja pragnienie. Przez chwilę zastanawiam się, czy zostać tutaj do rana, czy wezwać taksówkę i najzwyczajniej w świecie spędzić tę noc w domu. Uruchamiam w telefonie aplikacje i zamawiam transport i piszę SMS-a do Zośki.

SMS

: -

Jadę do domu. Boli mnie głowa. Baw się dobrze.

Wiem, że odczyta go dopiero rano. Nerwowo spoglądam na telefon i czekam na potwierdzenie, że taksówka jest w drodze. Dudniąca muzyka zaczyna mi przeszkadzać. Najwyraźniej nad tym, co w tej chwili leci z głośników, ktoś przestał mieć już dawno kontrolę. Do szklanki z lodem dolewam sobie wódki, wypijam i wychodzę. Na zewnątrz jest zdecydowanie ciszej. Siadam na betonowych schodach i czekam. Potwierdzenie zleconego kursu nie przychodzi. Sprawdzam, czy poprawnie wpisałam adres. To miejsce zaczyna mnie irracjonalnie mierzić. Nie chcę tutaj dłużej być. Jakieś wewnętrzne przeczucie każe mi uciekać. Znowu. Czasami mam wrażenie, że tracę rozum. Tym razem zwalam to na wypity przed chwilą 26

Szepty lasu

alkohol. To na pewno on miesza mi w głowie i powoduje powstawanie w niej bezsensownych lęków. Staram się je przezwyciężyć, ale średnio mi to wychodzi. Mija kolejne piętnaście m inut. Podchodzi do mnie grupka moich znajomych. - Ala, czemu tu siedzisz? Choć! Idziemy tańczyć! – mówi, zdecydowanie za głośno Jacek, na którym wiszą Beata i Dorota. - Święta zabawa! - wykrzykuje jedna z nich. Na szczęście z sali wybiega kolejny, pijany szczęściem kolega z butelką i nawołuje ich. D zięki Bogu skutecznie. Pozostawiają mnie w spokoju i chwiejnym krokiem idą do stołu bawić się dalej . - Uciekaj! - podświadomość krzyczy do mnie. Nerwowo obracam w dłoniach telefonem i głośno przełykam ślinę. Mam ochotę rzucić się biegiem przed siebie, ale rozsądek mi na to nie pozwala. Sygnał SMS-a zwraca moją uwagę. Nadzieja rozlewa się po całym umyśle, że to właśnie taksówka, która zaraz mnie stąd zabierze w bezpieczne miejsce.

SMS

: - Odwieść cię do domu? Nadzieja natychmiast przeradza się w panikę. Przestaję oddychać. Wpatruję się w krótką wiadomość i czuję jak telefon, zaczyna niebezpiecznie parzyć mnie w dłonie. Gardło zaciska 27

Szepty lasu

się i wiem, że na twarzy zaczynam robić się mocno czerwona. Staram się złapać oddech, ale mój organizm zmierza do samo destrukcji i mimo prób , nie jestem w stanie nabrać powietrza do płuc. Panika przejmuje kontrolę. Krople zimnego potu spływają mi po twarzy. Wtym samym momencie oślepiają mnie światła samochodu, który nagle pojawia się na podjeździe, kilka metrów przede mną. Drzwi czarnego BMWotwierają się i wysiada z nich mężczyzna w śnieżnobiałej koszuli. Delikatnie podwinięte rękawy nadają mu łobuzerskiego wyglądu. Jest nieziemsko przystojny i ma to coś, co sprawia, że na moment zapominam o swoim panicznym strachu. Udało nawet mi się przemycić odrobinę tlenu do płuc. Mężczyzna patrzy w moim kierunku i uśmiecha się. Odwracam głowę, żeby sprawdzić, do kogo się tak uśmiecha i po którą szczęściarę przyjechał. Za mną nikogo nie ma. - Pytałem, czy cię odwieść Alicjo? Skuliłam się w sobie. Poczółam jak wszystkie najmniejsze włoski na moim ciele, właśnie się podniosły. Mam ochotę uciekać. Panika, która przez ułamek sekundy osłabła, teraz uderzyła we mnie z taką mocą, że prawie straciłam przytomność. Zamykam oczy, bo mam nadzieję, że kiedy je otworzę, zniknę stąd. To on napisał do mnie 28

Szepty lasu

wiadomość. Kim on jest? Skąd zna mój numer telefonu? Czego ode mnie chce? Nic z tego nie rozumiem! Zaciskam mocno powieki, chcę uciekać, ale jestem tak sparaliżowana strachem, że nie mogę się ruszyć. Słyszę przytłumioną muzykę, śmiech i krzyki ludzi wewnątrz i szelest żwiru na szutrowej drodze i jego głos znowu. - Hej to ja, Krystian. Jeśli chcesz, odwiozę cię do domu. Widzę, że impreza nie przypadła ci do gustu. 29

Szepty lasu

Rozdział 3

…Wgłowie zaczyna mi pulsować. Pytania przeobrażają się w krwawy scenariusz. Patrzę tępo na człowieka, który ma na twarzy wypisaną ciekawość. Opiera się o samochód i rozchełstana koszula na piersi lekko faluje na delikatnym wietrze. Bez sensu skupiam swoją uwagę na zegarku, na butach, pasku i kilkudniowym zaroście, na jego mocno zarysowanej szczęce. Powinnam uciekać, ale nie mam dokąd. Zamiast tego, moja wyobraźnia rysuje jego portret z najdrobniejszymi szczegółami tak, jakbym musiała to wszystko zapamiętać, aby opisać komuś sprawcę mojego morderstwa. Wpatrując się tak intensywnie w biel jego koszuli , nie zauważyłam, kiedy podszedł do mnie i wyciągnął dłoń w moim kierunku. Coś powiedział, ale w tym momencie coś innego zwróciło moją uwagę. Obok czarnego BMWparkuje inny samochód. Wysiada z niego mężczyzna w czapce z jakimś odblaskowym logo. Patrzy w moim kierunku. - Alicja Szafrańska? Nie odpowiadam. Jestem sparaliżowana. 30

Szepty lasu

Moje ciało nie reaguje. - Zamawiała Pani kurs do Zborowa? Te magiczne słowa wyrywają mnie z odrętwienia. Wstaję bez słowa i udając opanowaną, idę w kierunku taksówki. Wsiadam i kiedy kierowca zamyka drzwi, postanawiam złapać pierwszy oddech, który w ostatniej chwili ratuje mnie przed utratą przytomności z braku powietrza. - Wszystko okej? - pyta kierowca i bacznie mi się przygląda we wstecznym lusterku. - Tak! Okej! - odpowiadam, trochę zbyt gwa łtownie. Spuszczam wzrok i udaję, że czegoś szukam w swojej mikro torebce. Na szczęście kierowca nie ma ochoty na dalsze pogawędki. Podgłasza radio i skupia się na drodze. Na szczęście, bo ja skupiam się na tym, żeby wrócić do normalnego funkcj onowania. Poziom adrenaliny powoli spada, a serce już bije wolniej. To dobrze. Jestem potwornie zmęczona. Mięśnie powoli tracą wymuszone na siłę napięcie i wygodniej zagłębiam się w siedzenie. Prawą ręką masuję sobie obolały kark, to przynosi ulgę. Przymykam oczy i przez ułamek sekundy ciemność , w którą się zapadam, jest cudownie uzdrawiająca. Samochód sunie po lekko wyboistej drodze i wiem, że za chwilę wyjedzie na trasę szybkiego ruchu. Już niedługo będę w domu. Wiem też, że muszę 31

Szepty lasu

otworzyć oczy, bo inaczej zasnę, a tego bym nie chciała. Biorę głęboki oddech i podnoszę ciężkie powieki. Spoglądam na wsteczne lusterko. Mężczyzna zdaje się nie zwracać na mnie uwagi, po prostu prowadzi. Na pewno nie jest zachwycony faktem, że ktoś przydzielił mu nocny kurs na t akie zadupie. Przez chwilę chcę mu podziękować, bo nawet sobie nie zdaje sprawy, ale został moim wybawcą i najprawdopodobniej uratował mi życie, ale rezygnuję z wybuchu wdzięczności. Zamiast tego pytam: - Czemu nie przyszło mi powiadomienie o realizacji kursu? Wiem, że to głupie pytanie i w tym momencie mało istotna odpowiedź, ale byłam ciekawa, jaki anioł stróż, przysłał mi tego człowieka, w najbardziej potrzebnym momencie. - Wcentrali mają jakiś problem techniczny. Od tygodnia informatycy się nad tym głowią. Potwierdzenia przychodzą czasami z dużym opóźnieniem, albo wcale. Nie znam się na tym. Ustrojstwa czasami odmawiają posłuszeństwa. - Rozumiem. Chwilę później jestem już w domu. Najwyraźniej w międzyczasie przysnęłam, a może i nie, tylko zapadłam się jak zwykle w otchłań, w ciemnych 32

Szepty lasu