Sprzedana diabłu. Królowie mafii #1 - Michelle Heard - ebook

Sprzedana diabłu. Królowie mafii #1 ebook

Michelle Heard

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Zdradzona i sprzedana przez własnego brata, trafia wprost do świata pełnego mroku, przemocy i... namiętności

Kiedy Vittoria Romano zgadza się pójść na przyjęcie organizowane przez jej przybranego brata Giorgia w imponującej rezydencji Angela Rizzo, nie spodziewa się, że przyjmuje zaproszenie na własny ślub. Pan młody to zimny, bezwzględny boss nowojorskiej cosa nostry, który, nie doczekawszy się zwrotu zaciągniętych przez Giorgia długów, domaga się jako ich spłaty... Vittorii. Zdradzona przez własnego brata dziewczyna wie, że nie ma ucieczki. Tak działa ten świat - pełen mroku, przemocy i śmierci.

Nie płacz. Zachowaj te łzy na długie lata przed tobą...

Angelo Rizzo może mieć wszystko i wszystkich, za nic ma zasady. A teraz chce Vittorii. Jej niewinność, piękne, młode ciało, przyszłość - to wszystko będzie należeć do niego. Ona ma być wierną żoną, która będzie dzielić z nim łoże i rodzić mu dziedziców.

Tymczasem, po latach brutalnej przemocy i rządów twardej ręki, groźny mafioso czuje przebłysk miłości.

Czasem musisz przejść przez piekło...

Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 291

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Michelle Heard

Sprzedana diabłu

Królowie mafii #1

Przekład: Paulina Więcek

Tytuł oryginału: Tempted by the Devil (Kings of Mafia #1)

Tłumaczenie: Paulina Więcek

ISBN:

Copyright © 2023 TEMPTED BY THE DEVIL by M. A. Heard All rights reserved.

Polish edition copyright © 2026 by Helion S.A.

All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage retrieval system, without permission from the Publisher.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub w przeszłości — oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przypadkowe.

Drogi Czytelniku! Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adreseditio.pl/user/opinie/sprkm1_ebookMożesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.

Helion S.A. ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice tel. 32 230 98 63 e-mail: [email protected]: editio.pl (księgarnia internetowa, katalog książek)

Kup w wersji papierowejPoleć książkę na Facebook.comOceń książkę
Księgarnia internetowaLubię to! » Nasza społeczność

Moim Czytelniczkom,

marzącym o poznaniu własnego wątpliwego moralnie drania, którybędzie je kochał i wielbił.

Lista piosenek

Kliknij tutaj (Spotify):

https://open.spotify.com/playlist/6l2VgkTkWAEwYza2Qt2mkW?si=ff56c88435be4d50

Knocking onHeaven’s Door – RAIGN

Metamorphosis – MILCK

Here Come The Monsters – ADONA

What a World We Live In – Oshins

Stand ByMe – Ki:Theory

Caught In The Fire – Tommee Profitt, Sam Tinnesz

Save You – Turin Brakes

The Heart Wants What ItWants – KELSON

Have A Little Faith In Me – SYML

WhereIt Stays – Charlotte OC

Life Begins – Shelly Fraley

Od autorki

Ta powieść porusza tematy, które mogą być trudne dla niektórych czytelników, takie jak: sceny seksu, w których nie jest do końca jasne, czy obie strony tego chcą; aranżowane małżeństwo; przemoc fizyczna i psychiczna; strata członków rodziny; szczegółowe opisy przemocy.

Książka przeznaczona wyłącznie dla czytelników powyżej 18 roku życia.

Czytasz na własną odpowiedzialność.

„Strach tnie głębiej niż miecze”.

George R.R. Martin, Gra o tron

Rozdział 1

Tori

– Jeszcze wspomnisz moje słowa – wygraża się Giorgio. – Do końca roku zostanę jednym z bossów.

Prawie parskam śmiechem. Słuchanie, jak mój przybrany brat rozwodzi się nad ważnością swojej pozycji w Cosa Nostra, jest zwyczajnie śmieszne.

Chciałby.

Giorgio… cóż, Giorgio to narcystyczny dupek. Inaczej nie da się tego ująć. Każdy wie, że w Cosa Nostra jest tylko pięciu bossów: Rizzo, Torrisi, Vitale, La Rosa oraz Falco. Nowym Jorkiem rządzi więc piątka familii, którym nikt nie śmie się przeciwstawiać.

Giorgio tylko dużo gada i pewnego dnia przypłaci to życiem.

Ech, marzenia.

Natychmiast zalewa mnie fala wyrzutów sumienia. Właśnie życzyłam śmierci własnemu przyrodniemu bratu!

Wybacz mi, Ojcze.

Po wypadku samochodowym, w którym siedem lat temu zginęli nasi rodzice, Giorgio przejął obowiązki taty w organizacji. Nowa rola szybko uderzyła mu do głowy i teraz trudno jest z nim wytrzymać.

Ciotka ze strony mamy prosiła Giorgia, żeby pozwolił mi z nimi zamieszkać, ale on nie chciał o tym w ogóle słyszeć. Niestety, moja Mamma zmarła na zapalenie płuc, gdy miałam trzy latka. Ciotka, wujek i kuzynka to więc jedyna rodzina, która mi została.

Miałam wówczas tylko szesnaście lat, a że Giorgio stał się nową głową naszej rodziny, nikt nie odważył się z nim kłócić. Teraz jestem dwudziestotrzylatką i wciąż tu tkwię.

Podejrzewam, że łajdak trzyma mnie przy sobie tylko po to, żeby móc przejąć moją część spadku, do której dostanę dostęp po ukończeniu dwudziestu pięciu lat. Sam zmarnotrawił już ponad połowę swojej części, wydając pieniądze na hazard, alkohol i kobiety.

Giorgio był idealnym przybranym synem, którego Papà nawet oficjalnie adoptował, dlatego nie mogę go winić za to, że powierzył mu nasze finanse. I ja byłam w szoku, gdy dotarło do mnie, jak podłą osobą tak naprawdę jest.

Cettina, matka Giorgia, wyszła za tatę dwa lata po śmierci mojej mamy. Miałam pięć lat, a Giorgio trzynaście. Wychowywaliśmy się razem jak prawdziwe rodzeństwo.

I nagle, z dnia na dzień, stał się zupełnie innym człowiekiem. Agresywnym, egoistycznym i chytrym.

Nie mam pojęcia, co zrobię, gdy za dwa lata dostanę spadek, ale Giorgio nie otrzyma z tego choćby dziesięciocentówki. Liczę, że uda mi się wypłacić te pieniądze i uciec z gotówką gdzieś, gdzie przybrany brat mnie nie znajdzie.

Odchrząkuję.

– Przepraszam, muszę do toalety…

Giorgio jest zajęty wpatrywaniem się w nowo przybyłą piękną kobietę, dlatego nie zwraca na mnie żadnej uwagi, gdy podnoszę się z krzesła.

W drodze na tyły restauracji rozglądam się po lokalu. Roi się tu od ludzi, jak zawsze. Mimo że spędziłam wśród nich całe życie, wszyscy są mi obcy.

Każdego piątku jadamy lancz w Piccola Sicilia. Właścicielem restauracji jest Angelo Rizzo. Widziałam go tylko kilka razy, ale nigdy na tyle długo, żeby dobrze mu się przyjrzeć. Nie żebym chciała. Bossowie Cosa Nostry absolutnie mnie przerażają. W sprawach tyczących się interesów słyną z bezlitosnej brutalności.

Dorastanie wewnątrz organizacji mafijnej nauczyło mnie respektu przed piątką rządzących nią rodzin. Boję się ich równie mocno, jak reszta Sycylijczyków, którzy nazywają Nowy Jork swoim domem.

Nawet Giorgio się ich boi. Przy mnie udaje, że co to nie on, ale gdy przychodzi co do czego i rozmawia z którymś z ludzi Angela Rizzo, zachowuje się z wręcz żałosną pokorą.

A kiedy tylko musi posypać głowę popiołem, to ja ponoszę tego konsekwencje. Po tym, jak ostatnim razem Wielki Ricky udzielił Giorgiowi nagany za to, że przyszedł spóźniony do pracy, w odwecie złamał mi dwa żebra.

Rzadko kiedy zostawia ślady na twarzy, bo uwielbia się mną chwalić przed tymi z Cosa Nostry, którzy nie mają jeszcze stałych partnerek. Wiem, że planuje oddać mnie któremuś za żonę, ale czeka jeszcze na mój spadek.

Jedyną pociechę w całej tej gównianej sytuacji stanowi dla mnie fakt, że Giorgio nie może mnie zmusić, żebym to za niego wyszła. Jesteśmy częścią bardzo zżytej sycylijskiej społeczności, która nigdy by tego nie pochwaliła; w końcu wychowywaliśmy się jako rodzeństwo. To mój jedyny ratunek i jedyny powód, dla którego nigdy nawet na mnie nie spojrzał w seksualny sposób. Dla Giorgia liczy się wyłącznie to, żeby położyć te swoje brudne łapska na moim spadku.

Wślizguję się do toalety, korzystam z ubikacji, po czym myję dłonie i poprawiam błyszczyk. Pospiesznie taksuję wzrokiem letnią sukienkę w pastelowym, brzoskwiniowym kolorze, aby się upewnić, że jej fragment nie utknął w bieliźnie. Przydarzyło się to mojej kuzynce Aidzie, gdy miałyśmy po czternaście lat. Prawie wtedy umarłam z zażenowania. Bardzo mi jej było żal. Od tego czasu zawsze sprawdzam, czy wszystko na pewno jest na swoim miejscu.

Wpatruję się w swoje odbicie w lustrze i unoszę wyżej podbródek.

Jeszcze dwa latatego piekła, a będziesz mogła uciec i zbudować sobie noweżycie.

Kiedy wychodzę z toalety, żeby wrócić do naszego stolika, po prawej nagle otwierają się drzwi biura. Odruchowo spoglądam w tamtą stronę. I natychmiast mnie zmraża.

Z mojego miejsca mam niczym niezmącony widok na Angela Rizzo trzymającego jakiegoś mężczyznę za szyję. Co prawda nie słyszę, co mówią, ale załapuję się akurat na chwilę, gdy Angelo wbija temu komuś nóż w gardło.

Matko Boska.

Wyrywa mi się piśnięcie. Wielki Ricky od razu mnie zauważa.

Cholera!

Serce natychmiast rzuca się do galopu, a ja do biegu. Mam oczywiście świadomość, że to niezbyt mądre posunięcie, ale włączył mi się instynkt przetrwania, a w takich sytuacjach zawsze stawiam na ucieczkę.

Nie udaje mi się dotrzeć nawet do końca korytarza. Ktoś chwyta mnie za rękę i ciągnie z powrotem.

Nie, nie, nie, nie, nie!

– Niczego nie widziałam – zapewniam, ale Wielki Ricky całkiem mnie ignoruje. Przechodzę więc do błagania. – Nikomu nic nie powiem. Proszę.

Następnie zostaję wepchnięta do biura. Zataczam się i wpadam do środka. Mój wzrok od razu ląduje na panu Rizzo, który właśnie wyciera nóż z krwi. Zamieram. Z pochyloną głową skupia się na dokładnym oczyszczeniu ostrza z pozostałości szkarłatnej cieczy.

– Pozbądź się ciała – poleca niskim, groźnym głosem.

Szeroko rozwartymi oczami patrzę, jak Maluch przeciąga zwłoki przez boczne drzwi. Nawet się przy tym nie poci; w końcu typ jest przecież jedną wielką kupą mięśni. Na wykafelkowanej podłodze zostaje za nimi ścieżka z rozmazanej krwi. Mdli mnie.

Ojcze, zawsze byłam grzeczna i posłuszna. Nigdysię z nikim nieumawiałam. Zachowuję czystość dla przyszłego męża. Każdej niedzieli chodzę do kościoła. Proszę, uratuj mnie. Jesteś mito winien.

Pan Rizzo niespiesznie podnosi głowę. Kiedy jego piwne oczy spotykają się z moimi, przeszywa mnie seria dreszczy. Jestem przerażona.

Szlag.

Jedno spojrzenie Angela Rizzo wystarcza, żeby wyschło mi w ustach. W gardle staje gula paniki. Z trudem ją przełykam.

Leniwie omiata mnie wzrokiem, począwszy od głowy, a na sandałkach na moich stopach skończywszy. Potem przenosi go na Wielkiego Ricky’ego.

– Widziała wszystko – wyjaśnia.

Szybko potrząsam głową.

– Nikomu niczego nie powiem, obiecuję – proszę drżącym głosem.

Pan Rizzo podnosi rękę do ust i ponownie wbija we mnie wzrok, w zadumie wodząc kciukiem po swojej dolnej wardze.

Z nerwów ściska mnie w żołądku. Jego oczy zioną bezdusznością.

Ojcze, nie chcęumierać. Uratuj mnie, a zrobię, cokolwiek zechcesz.

Wtedy do biura wraca Maluch. Pan Rizzo nawet na moment nie przestaje mi się przyglądać, gdy bez słowa wręcza mu broń, którą dopiero co kogoś zabił.

– To siostra Romano – informuje szefa Wielki Ricky.

Jeśli puls jeszcze trochę mi przyspieszy, zemdleję.

Pan Rizzo unosi jedną brew.

– Vittoria.

Zna moje imię?

Oczywiście, że je zna. Pewnie wie o wszystkim, co ma miejsce na jego terytorium.

Pan Rizzo bierze głęboki wdech i powoli rusza w moją stronę.

– Nie widziałem cię od pogrzebu twojego ojca.

Wszystko we mnie pragnie się wycofać, ale jakimś cudem udaje mi się pozostać w bezruchu. Mężczyzna zatrzymuje się zaledwie centymetry ode mnie. Muszę zadrzeć głowę, żeby móc w dalszym ciągu na niego patrzeć.

Gdybym nie była teraz tak cholernie przerażona, doceniłabym jego urodę. Czarne włosy wyraziście kontrastują z piwnymi oczami. Niewielkie złote plamki sprawiają wrażenie, jakby w brązowo-zielonych tęczówkach coś się żarzyło. Wiem, że ma trzydzieści parę lat i jeszcze się nie ożenił, bo jest zbyt zajęty rządzeniem żelazną pięścią swoim terytorium.

Maluch staje nieco za panem Rizzo, a ja zdaję sobie sprawę, że są tego samego wzrostu. Co oznacza, że obaj przewyższają mnie o jakieś dwie i pół głowy.

Maluch jest jednak napakowany mięśniami i emanuje brutalną siłą; pan Rizzo ma bardziej zbitą sylwetkę, subtelniejszą. Przypomina podstępną śmierć w drogim garniturze. Maluch ma okrągłą twarz; pan Rizzo kanciastą szczękę.

Przeskakuję między nimi wzrokiem, przez cały ten czas aż nazbyt świadoma obecności stojącego za mną Wielkiego Ricky’ego.

Pan Rizzo ani na moment nie odrywa oczu od mojej twarzy. Nie mogę już dłużej wytrzymać tego napięcia.

– Nikomu nie powiem, co zobaczyłam.

Między jego brwiami pojawia się zmarszczka. Kiedy się odzywa, słowa wychodzą z niego w formie miękkiego, ale i groźnego pomruku:

– Wiem.

Co to znaczy? Mogę odejść, czyzaraz mnie zabije?

BOŻE!

Ni stąd, ni zowąd zbliża dłoń do mojej twarzy. Wzdrygam się i wydaję przestraszony odgłos. Zaciskam mocno i powieki, i pięści, i zęby. Przygotowuję się na przyjęcie ciosu. Skóra, jakby w oczekiwaniu, napina się na kościach policzkowych oraz żuchwie.

Mijają sekundy. Nagle czuję lekkie pociągnięcie za włosy i natychmiast otwieram oczy. Pan Rizzo nadal badawczo mi się przypatruje, jednocześnie owijając sobie wokół palca wskazującego kosmyk moich włosów.

Zdezorientowana jego postępowaniem, znowu się wzdrygam, gdy na zewnątrz biura rozlega się grzmiący głos Giorgia:

– Do kurwy nędzy, Tori, wyłaź z tego kibla!

Słyszę, że Wielki Ricky gdzieś idzie. Zawiasy otwieranych drzwi skrzypią.

– Twoja siostra jest z panem Rizzo – informuje go.

– Co? – sapie w szoku Giorgio.

Znowu jakiś ruch za mną. Ja jednak nie odrywam wzroku od największego zagrożenia w tym pomieszczeniu: Angela Rizzo.

– Coś ty zrobiła?! – syczy do mnie Giorgio.

Czoło pana Rizzo pokrywa się bruzdami. Puszcza lok, a ja nerwowo przeczesuję włosy palcami i robię pospieszny krok do tyłu, z dala od tego strasznego człowieka. Czuję, że muszę się wytłumaczyć. Włącza mi się słowotok.

– Akurat wychodziłam z toalety, gdy otworzyły się drzwi biura, co zwróciło moją uwagę, i przez przypadek zobaczyłam, jak pan Rizzo… ach… coś robi. Nie chciałam. To było odruchowe. – Przykładam dłoń do miejsca, w którym tłucze mi się rozszalałe serce. – Przysięgam, że niczego nikomu nie powiem.

Pan Rizzo spogląda na Wielkiego Ricky’ego.

– Odprowadź pannę Romano do stolika i zamów dla niej filiżankę kawy. Ja w tym czasie porozmawiam sobie z jej bratem.

Hę?

Chyba się przesłyszałam.

– Mogę odejść? – upewniam się.

Przeszywające spojrzenie pana Rizzo znów kieruje się na mnie.

– Na razie.

Zalewa mnie fala intensywnej ulgi. Pospiesznie opuszczam biuro w towarzystwie Wielkiego Ricky’ego. Po drodze zerkam na niego ostrożnie. Jest niewiele ode mnie wyższy.

– Naprawdę przepraszam – powtarzam.

Kącik ust nieznacznie unosi mu się do góry. Kiwa głową.

– Nic się nie stało, bellissima – mówi i odprowadza mnie do stolika. Podbródkiem wskazuje krzesło. – Zaczekaj tutaj, aż pan Rizzo skończy rozmowę z twoim bratem.

– Przybranym bratem – poprawiam. Wielki Ricky jest z nich wszystkich najmniej straszny, co daje mi odwagę, by zapytać: – W jak dużych tarapatach jestem?

Potrząsa głową.

– Jeśli niczego nikomu nie powiesz, nic ci się nie stanie.

Jeszcze więcej ulgi. Napełnia mnie nadzieja.

– Naprawdę?

Znowu przytakuje i gestem daje znać kelnerowi, żeby podszedł.

– Proszę przynieść pannie Romano filiżankę kawy – zwraca się do niego, a kiedy ten odchodzi, znowu skupia się na mnie. – Zostań tutaj.

Skinąwszy, patrzę, jak odchodzi w stronę innego stolika, przy którym trójka mężczyzn je właśnie lancz. Wypuszczam wstrzymywane powietrze i osuwam się trochę na krześle, ocierając czoło wierzchem dłoni.

Dobry Boże, to było coś.

Wbijam wzrok w blat, odtwarzając w głowie ostatnie kilka minut.

Szlag, ale misię oberwie od Giorgia.

Czuję osiadający na barkach ciężar. Znowu zerkam w stronę korytarza. Nie mieści mi się w głowie, że właśnie stanęłam twarzą w twarz z samym Angelem Rizzo.

Boże, jaką on ma aurę!

I jaki jest przystojny.

Icholernie przerażający.

Teraz, gdy nie boję się już o własne życie, mogę w pełni docenić jego atrakcyjność. Rozumiem już, dlaczego moja kuzynka Aida była nim aż tak zauroczona, gdy spotkałyśmy się parę miesięcy temu na przyjęciu rodzinnym.

Ten człowiek należy chyba do najprzystojniejszych mężczyzn, jakich widziałam w życiu. Co nie umniejsza jego straszności. Właściwie to wręcz przeciwnie.

Ojcze? Toznowu ja. Dzięki za ratunek.

Wtedy jednak moje myśli wędrują do morderstwa, którego byłam świadkiem, i strach powraca.

Można by pomyśleć, że z racji wychowywania się w Cosa Nostrze powinnam już przywyknąć do widoku przestępstw i wszechobecnej demoralizacji, ale nie – ja chyba nigdy nie zdołam się przyzwyczaić do patrzenia na czyjąś śmierć.

Jeszcze dwa lata, a uciekniesz od Giorgia itego świata.

Rozdział 2

Angelo

Vittorię wyprowadzono z pomieszczenia, toteż podchodzę do swojego biurka i zajmuję za nim miejsce. Rzucam okiem na Giorgia. Wygląda, jakby sekundy dzieliły go od zesrania się ze strachu w gacie.

Co prawda miał tylko dwadzieścia jeden lat, gdy przejął obowiązki Tony’ego, ale przez ostatnie siedem nie zrobił dla mnie nawet połowy tego, co zwykł robić Tony. W dodatku ma problem z hazardem, który zaczyna mnie dużo kosztować.

– Doszły mnie słuchy, że lubisz spędzać czas w Fallen Angels – komentuję.

To nazwa klubu ze striptizem, który jest też pierwszym otworzonym przeze mnie biznesem. Mam do niego sentyment.

Klub został podzielony na trzy sekcje: Niebo, gdzie goście mogą wyłącznie obserwować tańczące dziewczyny; Piekło, gdzie wszystko jest dozwolone; oraz Czyściec, gdzie znajduje się pokój do uprawiania hazardu.

Chyba nie muszę wspominać, ile dzięki temu zarabiam.

– Tak, proszę pana – odpowiada Giorgio.

Chciał usiąść na jednym z foteli stojących przed moim biurkiem, ale Maluch w porę przyłożył mu dłoń do piersi i potrząsnął głową. W moim towarzystwie się nie siedzi. No, o ile nie ma się na nazwisko Rizzo, La Rosa, Torrisi, Falco czy Vitale.

– Ile jest dłużny? – pytam, mimo że znam dokładną sumę. Nie chcę jednak, aby Giorgio sobie pomyślał, że jego życie jakkolwiek mnie interesuje.

– Prawie trzysta tysięcy – podsuwa Maluch.

Unoszę brew i kręcę z dezaprobatą głową. Giorgio wyraźnie się poci. Zgromadzone na czole kropelki zaczynają spływać mu po skroniach.

– Niedługo ureguluję rachunek.

– Owszem. Dzisiaj.

Oczy ma wielkie jak spodki.

– Nie dam rady tak szybko zebrać pieniędzy.

– To już twój problem – stwierdzam bez krztyny litości na twarzy.

Maluch robi jeden groźny krok w jego stronę.

– Oddam wszystko, tylko potrzebuję miesiąca! – wypala Giorgio.

Mrużę oczy. Skurwiel skacze roztrzęsionym wzrokiem między mną a Maluchem. Potem dodaje:

– Tori nie ma żadnej rodziny poza mną. Proszę o jeszcze miesiąc. Obiecuję, że wszystko oddam.

Już to słyszałem.

Zazwyczaj tuż przed zakończeniem czyjegoś życia.

Ale to nie z powodu długu Giorgio właśnie przede mną stoi. Jeśli to o to by chodziło, już by nie żył. Prawdę powiedziawszy, jutrzejszy dzień miał być jego ostatnim. No, gdyby nie jego siostrzyczka.

Vittoria Romano.

Byłem taki zapracowany, że przegapiłem moment, w którym ta dziewczyna rozkwitła i stała się piękną kobietą. Przyzwyczaiłem się już do ludzi patrzących na mnie ze strachem, ale przerażenie w oczach Vittorii sprawiło, że fiut stanął mi z prędkością światła, co nie jest dla mnie normalną reakcją.

Ciekawe, jak by to było ją złamać, podporządkować…

Mam zdrowe libido, niemniej ostatnio wszystkie kobiety zlewają mi się w jedno. W chuj mnie to już nudzi. Poza tym wujek ciągle truje, że już czas, żebym się ustatkował.

I oto nagle na mojej drodze staje zlękniona sarenka, a jej wystraszone oczka sprawiają, że krew szybciej płynie mi w żyłach.

– Vittoria ma dwadzieścia trzy lata – zauważam.

Giorgia początkowo aż cofa. Potem jaśnieje ulgą.

– Tak.

– W tym wieku może już wyjść za mąż.

– Tak. – Entuzjastycznie kiwa głową. – Czekam tylko, aż skończy dwadzieścia pięt lat, i ją za kogoś wydam.

Skurwiel jest tak zabawny, że aż parskam cichym śmiechem. A to rzadko się zdarza.

– Dlaczego myślisz, że wolno ci ją za kogoś wydać? – Unoszę rękę i zataczam nią okrąg nad swoim biurkiem. – Coś mi umknęło? To ty tutaj rządzisz?

Giorgio znowu wytrzeszcza oczy.

– N-nie, proszę pana.

I dlaczego czeka, aż skończy dwadzieścia pięć lat?

Tymczasowo spycham tę myśl na dalszy plan. Maluch przyjrzy się życiu prywatnemu Vittorii, gdy już skończę z jej bratem.

Opieram łokcie na blacie i się nachylam.

– Nie wolno ci jej za nikogo wydawać bez mojej zgody – oznajmiam. Chcę się porządnie nacieszyć tą kobietą, zanim oddam ją komuś, kogo uznam za godnego.

Giorgio od razu przytakuje. Potem pyta:

– Co do tego długu, proszę pana… Miesiąc będzie w porządku?

Narazie.

Wyrażam zgodę skinieniem i macham ręką w stronę drzwi, sygnalizując skurwielowi, że może sobie pójść. Gdy już go nie ma, zerkam na Malucha.

– Chcę wiedzieć wszystko o Vittorii Romano.

– Tak jest, szefie – odpiera, ale się nie rusza. – Co mam zrobić z ciałem Duncana?

– Podrzuć je do jego domu, żeby rodzina mogła go pochować – instruuję, wyciągając komórkę z górnej kieszeni marynarki. – Zapłać za pogrzeb i przekaż żonie pięćdziesiąt tysięcy. Przydadzą się jej po tylu latach z tym człowiekiem.

Po wyjściu Malucha do biura wchodzi Wielki Ricky.

– Dziewczyna wyszła razem z bratem.

Kiwam głową i biorę się za przeglądanie maili oraz wiadomości.

– Raczej nic nie wygada – dodaje.

Znowu kiwam. Mam umówione spotkanie na wtorek o piątej po południu. Głowy pięciu rodzin Cosa Nostry widują się regularnie co dwa tygodnie. Początkowo robiliśmy to w celu zachowania pokoju między familiami, jednak przez lata zaprzyjaźniliśmy się ze sobą i teraz rozmawiamy o interesach przy stole pokerowym.

To mój kuzyn miał zająć fotel przeznaczony dla kogoś o nazwisku Rizzo, lecz został zamordowany przez kartel Quintero, gdy ci próbowali wtargnąć do Nowego Jorku.

Miałem dziewiętnaście lat, kiedy objąłem przywództwo nad rodziną Rizzo, żeby mój wujek mógł przejść na emeryturę. Nadal pomaga mi jednak z interesami na Sycylii i monitoruje dla mnie tamtejszą sytuację, o czym zresztą zamierzam z nim porozmawiać. Najwyższa pora, aby całkowicie odsunął się w cień i cieszył jesienią życia.

Kurwa, serio minęło już piętnaście lat?

Ależ ten czas leci, gdy człowiek jest zajęty bogaceniem się.

Nic dziwnego, że wujek Maurizio tak mnie naciska, żebym znalazł sobie żonę. Na pewno się boi, że ktoś mnie zabije, nim zdążę spłodzić następcę.

Problem polega na tym, że potencjalnie stosowne kandydatki są albo ode mnie starsze, albo wciąż chodzą do szkoły. Wujek rzuca aluzje, że powinienem zastanowić się nad Valentiną Toscano, która pochodzi z wpływowej rodziny. Bez szans. Nie dość, że jest ode mnie o sześć lat starsza, to jeszcze kompletnie stuknięta.

Nagle przed oczami widzę piękną twarz Vittorii. Szybko potrząsam głową, odpędzając te myśli. Rodzina Romano plasuje się w hierarchii o wiele niżej od naszej.

Ale przynajmniej jest jebaną Sycylijką.

Znowu potrząsam głową. Co jak co, ale Giorgia to ja za szwagra nie chcę.

Spuszczam wzrok i wpatruję się w swoją prawą dłoń. Pocieram o siebie palce, wspominając miękkość jej jedwabistych włosów. Wzdrygnęła się tak, jak gdyby sądziła, że ją zaraz uderzę. Tylko kobiety, które bito, miewają tego typu reakcje.

Mrużę oczy, gdy wracam pamięcią do rodziców. Nim zginęli potrąceni przez kierowcę, który uciekł z miejsca zdarzenia, ojciec zwykł brutalnie bić matkę. Co drugą noc ściany zdobiła jej krew.

Przez to, w jakim świecie dorastałem, musiałem wyhodować sobie grubą skórę, ale przenigdy nie uderzyłbym kobiety.

Znowu widzę przed oczami, jak się wtedy wzdrygnęła.

Zaczynam bębnić palcami o biurko. Głowę mam pełną myśli o Vittorii.

Jestem od niej co najmniej dwa razy większy. Jej twarz przypomina kształtem serce. Otaczające ją złotobrązowe loki wyglądają, jakby nie dało się nad nimi łatwo zapanować. Sarnie oczy emanują jakąś tajemniczą mocą, która wzbudziła moje zainteresowanie.

Co za kurewsko piękna kobieta.

– Szefie? – Wielki Ricky próbuje zyskać moją uwagę.

Zapomniałem, że w ogóle jest ze mną w biurze. Potrząsam głową, pozbywając się z niej Vittorii Romano, i wsuwam telefon z powrotem do kieszeni.

Następnie wzdycham i wstaję.

– Chodźmy do klubu – mamroczę pod nosem.

Codziennie otaczają mnie piękne kobiety, ale żadna nie zaintrygowała mnie w równym stopniu jak ta zlękniona sarenka z nieujarzmionymi włosami i niewinnymi oczętami.

Rozdział 3

Tori

– Ty jebana szmato! – wrzeszczy Giorgio, wpychając mnie do domu.

Kiedyś dom rodzinny kojarzył mi się wyłącznie z miłością i śmiechem. Zanim Papà i Cettina, matka Giorgia, zmarli. Teraz jest w nim miejsce tylko na beznadzieję i przemoc.

Dłoń przybranego brata spotyka się z moją potylicą, przez co tracę równowagę i ląduję na drewnianej podłodze, której polerowanie zawsze zajmuje mi długie godziny. Głowę przeszywa intensywny ból, a torebka wpada pod stojący przy wejściu stolik. Zanim zdołam się podnieść, Giorgio już wymierza mi kopniaka w prawy bok. Wgryzam się w wargę, żeby zdusić okrzyk bólu.

Kiedy uderzył mnie po raz pierwszy, podbił mi oko. Przez dwa tygodnie nie mogłam wyjść z domu. Potem wszyscy w parafii wypytywali, gdzie byłam, z czego Giorgio nie był zbyt zadowolony. Od tego czasu nie zbliża się do mojej twarzy.

– Przez ciebie mam tylko miesiąc na to, żeby zebrać od chuja forsy! Będę musiał wyciągnąć ją ze swoich udziałów. I to sporo.

Celny kopniak w brzuch i opuszcza mnie całe powietrze. Obraz zachodzi mroczkami. Z ust wyrywa się bolesny odgłos. Czuję, jak łzy ciekną mi po policzkach. Staram się skupić na oddychaniu, żeby znieść jakoś ból.

Wykłócanie się albo proszenie go, żeby przestał, na nic by się zdało. Jeśli ośmielę się pisnąć choć słówko, tylko bardziej go tym rozwścieczę – i dobrze o tym wiem, dlatego jedynie kulę się w pozycję embrionalną i oplatam ramionami w pasie.

Giorgio dociska mi but do pleców i napiera na mnie całym ciężarem ciała, sycząc z pogardą:

– Pewnego dnia cię zabiję.

Potem nacisk znika. Słyszę, że gniewnie maszeruje do salonu.

Dupek.

Odpycham się od podłogi i tłamszę jęk, gdy po brzuchu oraz klatce piersiowej rozchodzi mi się nowa fala bólu. Nie zawracam sobie głowy wyciąganiem torebki spod stolika i ruszam prosto do sypialni, po drodze zataczając się i podpierając o ścianę.

W środku zamykam za sobą drzwi na klucz i, wreszcie bezpieczna, osuwam się i siadam na tyłku. Po policzkach płyną mi łzy. Nawet nie próbuję ich ocierać.

Jeszcze tylko dwa lata.

A jednak mam wrażenie, jakby to była cała wieczność. Czy te pieniądze są tego w ogóle warte? Może mogłabym już teraz uciec w środku nocy i zacząć pracować jako kelnerka w jakimś niewielkim miasteczku?

Marz sobie dalej. Nie masz ani centa. Co, pieszo tam pójdziesz?

Czuję, że utknęłam w sytuacji bez wyjścia. Przyciągam kolana do piersi, otaczam rękoma piszczele i przytulam się sama do siebie. Boże, Papà, tak za tobą tęsknię! Mamy za bardzo nie pamiętam. Mówiono mi jednak, że wyglądam kropka w kropkę jak ona.

Byłam oczkiem w głowie taty aż do dnia jego śmierci. Nawet po tym, jak ożenił się z Cettiną, nic między nami nie uległo zmianie. Zyskałam kochającą macochę i starszego brata. Miałam się za największą szczęściarę na tym świecie. Było nam tak dobrze. A potem zginęli.

Ledwie mrugnęłam, moje życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Słońce zastąpiły deszczowe chmury. Burza wciąż trwa. Nie zelżała choćby na moment. Właściwie to sytuacja jedynie się pogarsza.

Nagle Giorgio zaczyna walić pięścią w moje drzwi. Podskakuję.

– Posprzątaj bałagan w salonie!

Zamykam oczy i przełykam łzy.

– Już idę – odpowiadam.

Gdy słyszę, że odchodzi, podnoszę się z podłogi, przekręcam klucz i uchylam drzwi. Przez powstałą szczelinę widzę, jak Giorgio trzaska za sobą drzwiami.

Miesiąc po pogrzebie rodziców przeniósł się do ich sypialni. Moim zdaniem okazał im w ten sposób brak szacunku, ale kiedy o tym wspomniałam, spoliczkował mnie z taką siłą, że aż zagrzechotały mi zęby. Powiedział mi wtedy, że główna sypialnia mu się należy, bo od teraz to on jest głową rodziny.

Po tamtym pierwszym uderzeniu nie mogłam przestać płakać. Nie potrafiłam pojąć, dlaczego aż tak się zmienił. Z czasem zrozumiałam jednak, że zawsze był złym człowiekiem i po prostu ukrywał to przed naszymi rodzicami.

Teraz spieszę przez korytarz do swojej łazienki, gdzie trzymam tabletki. Potrzebuję paru na tępy ból w boku. W drodze do salonu zatrzymuję się obok stolika i podnoszę leżącą pod nim torebkę. Odstawiam ją na jedną z kanap i dopiero wtedy dostrzegam rozsiane po podłodze odłamki szkła. Ze ściany ścieka whisky.

Wzdycham i kieruję się do kuchni po rzeczy, które będą mi potrzebne do posprzątania bałaganu, jaki narobił Giorgio.

Wytrzymasz jeszcze dwalata. Potrzebujesz tego spadku, żeby móczacząć od nowa, gdzieśdaleko stąd.

Zbieram rozbite szkło i wyrzucam do kosza, po czym zajmuję się czyszczeniem ściany. Po zakończonej robocie wracam do kuchni.

To moje absolutnie ulubione miejsce na tym świecie. Kocham piec i gotować. A że obecnie potrzebuję się rozproszyć, biorę się za przygotowywanie szarlotek na parafialne spotkanie przy kawie, jakie zawsze odbywa się po nabożeństwie.

Gdy tak obieram jabłko za jabłkiem, napięcie powoli opuszcza ciało, a tabletki uśmierzają rozchodzący się wzdłuż mojego boku ból.

Kroję owoce na kawałki, oddając się fantazjom. Marzę o tym, że gdy już przeprowadzę się do tego wyśnionego, niewielkiego miasteczka, poznam tam czułego mężczyznę, który mnie pokocha. Będziemy mieli biały, uroczy płotek wokół naszego domu. Może trójkę albo czwórkę dzieci. No i psa.

Zostanę pełnoetatową mamą zajmującą się domem i dbaniem o to, aby po powrocie z pracy na mojego męża zawsze czekała przepyszna kolacja.

Będę z dala od Giorgia, z dala od Cosa Nostry.

Z czasem zapomnę nawet o ich istnieniu.

***

Po niedzielnej mszy świętej prawie biegnę do stołów, przy których niedługo mają się zebrać parafianie, i zaczynam podgrzewać termosy z kawą i herbatą.

Minęły dwa tygodnie od czasu tamtego incydentu w Piccola Sicilia. Giorgio zdaje się podenerwowany sprawą pieniędzy, jakie jest dłużny panu Rizzo, i wyładowuje na mnie swój stres. Próbował mnie nawet zmusić do podpisania dokumentu, zgodnie z którym na wypadek mojej śmierci to on miałby zostać wyłącznym spadkobiercą.

Kręcę głową. Wciąż nie mogę uwierzyć, że ma mnie za na tyle głupią, żeby w ogóle pomyśleć, że podpisałabym własny wyrok śmierci. Przecież dobrze wiem, że z chwilą złożenia takiego podpisu od razu by się mnie pozbył. Giorgio chce moich pieniędzy i byłby zdolny dla nich zabić.

Zagrożenie rośnie z każdym dniem. Nie jestem już taka pewna, czy dam radę wytrzymać kolejne dwa lata, ale nie wiem też, co innego mi pozostaje.

Jeśli udam się do ciotki Marii, Giorgio mnie tam znajdzie, a ona skończy w bardzo trudnej sytuacji. Całą rodzinę obowiązują prawa Cosa Nostry. Nawet gdybym poprosiła ją tylko o pieniądze na to, żebym mogła uciec, będzie miała problemy przez udzielenie mi pomocy. Cosa Nostra wie o wszystkim, co dzieje się w jej strukturach.

Nie widząc żadnego wyjścia, ciężko wzdycham.

– Przyniosłaś trzy placki? – pyta Rosa, dołączając do mnie za stołami.

Przyklejam do twarzy przyjazny uśmiech.

– Tak, ale dzisiaj jest więcej ludzi niż zwykle.

– Odłóż kawałek dla ojca Parisiego.

Przytakuję, otwieram pojemniki z ciastami i odkrawam jeden kawałek, po czym kładę go na talerzyku. Rosa tymczasem przygotowuje filiżankę herbaty, którą następnie zanosi razem z talerzykiem księdzu. Zabieram się do nakładania kolejnych porcji parafianom, którzy zdążyli zgromadzić się przy stole.

Witam każdego z uśmiechem, a kiedy wszyscy już siedzą na swoich miejscach, z ciastem i napojem, wreszcie mogę i sobie nalać kawy.

Mam schyloną głowę, gdy nagle rozlega się mrukliwy głos:

– Dzień dobry, Vittorio.

Błyskawicznie podnoszę wzrok i przez przypadek oblewam gorącą wodą rękę.

– Ała!

– Wszystko dobrze? – pyta Rosa, podczas gdy pan Rizzo, który właśnie nieomal przyprawił mnie o zawał, pospiesznie okrąża stół.

Kiedy się do mnie zbliża, natychmiast zasycha mi w ustach, a serce szaleje. Rosa przebiega na drugi koniec stołu, żeby jak najbardziej się od nas oddalić, i z rezerwą obserwuje poczynania pana Rizzo. Nawet jedna dusza w tym pomieszczeniu nie ośmieliłaby się mu przeciwstawić.

Mężczyzna chwyta za leżącą na stole ścierkę, ujmuje moją dłoń w swoją i ostrożnie ją osusza, po czym przygląda się czerwonemu śladowi.

Unoszę wysoko brwi i rozchylam w szoku usta.

– Nie wygląda źle – stwierdza tym samym niskim tonem. – Musisz bardziej uważać, gdy obchodzisz się z wrzątkiem.

Z wytrzeszczonymi oczami wpatruję się w stojącego obok Angela Rizzo. Patrzę na niego tak, jak gdyby co najmniej postradał zmysły.

Serio przejął się tym, że poparzyłam sobie dłoń?

Jego oczy niespodziewanie spotykają się z moimi, a mnie znowu ściska w żołądku na widok drzemiącej w nich brutalności. Wyswobadzam rękę i z trudem przełykam ślinę.

– Ma pan może ochotę na herbatę albo kawę? – pytam uprzejmie.

Mruży oczy. Przez wytrącającą z równowagi chwilę jedynie milcząco mi się przygląda. Wreszcie powoli kręci głową.

– Chodź ze mną.

Co?

Skrajnie zestresowana, nerwowo zwilżam wargi.

– Gdzie?

Nie odpowiada. Zamiast tego obraca się na pięcie i rusza ku wyjściu z budynku, z Maluchem i Wielkim Rickym tuż za nim.

Jeszczenigdy nie widziałam pana Rizzo na mszy. Zły znak.

Chociaż czuję na sobie wzrok reszty parafian, wiem, że nikt z nich mi nie pomoże. Jestem zdezorientowana i przestraszona. Niechętnie podążam za mężczyzną.

Katedrę otacza zarośnięty ogród. Na tyłach znajduje się bardzo stary cmentarz. Żołądek zawiązuje mi się w supeł, gdy zauważam, że to właśnie tam się skierowali. Idę za nimi, ale zachowuję bezpieczną odległość. Pan Rizzo ogląda mijane podniszczone nagrobki.

Otaczam się rękoma. Cisza się przeciąga. Zaczynam drżeć.

Ojcze,nie pozwól temu człowiekowi mnie zabić na świętej ziemi.

Właściwieto w ogóle nie pozwól mu mnie zabić.

Po najdłuższych kilku minutach mojego życia pan Rizzo daje głową znak Maluchowi i Wielkiemu Ricky’emu. Jego psy obronne posłusznie się oddalają, aby dać nam trochę prywatności. Zostajemy sami. Trawiący mnie strach jedynie się wzmaga.

Lekki wietrzyk wzbija moją sukienkę w powietrze. Szybko przyciskam ręce wzdłuż boków i mnę materiał w pięściach, żeby pozostał na miejscu.

Pan Rizzo dalej milczy.

– Dlaczego chciał pan, żebym z panem poszła? – pytam drżąco.

Jedną dłoń trzyma w kieszeni. Drugą unosi do twarzy i pociera nią swoją szczękę. Ponownie mruży oczy. Ciągle na mnie patrzy.

Chryste, jeślisię nie odezwie, zaraz tu zejdę.

– Wyglądasz na zmęczoną – komentuje, marszcząc przy tym czoło.

Łał. Czyli wyglądam okropnie. Dobrzewiedzieć.

Skrępowana tą obserwacją, również marszczę czoło i potrząsam głową.

– Szczerze mówiąc, bardzo stresuje mnie ta sytuacja. Mógłby mi pan, proszę, powiedzieć, dlaczego chciał ze mną porozmawiać?

Przymknij się, Tori!

Może to przez to, że nieustannie czuję się taka uwięziona, spętana i przerażona. Może to dlatego coś we mnie zaczyna się łamać.

Pewnie to sobie wyobraziłam, ale kącik ust pana Rizzo jakby na moment się uniósł, zanim zacisnął je w typową dla siebie surową linię. Trwało to może ułamek sekundy.

Niespodziewanie się do mnie zbliża. Ruchy jego ciała przypominają wilka, który zapędza w kozi róg swoją ofiarę. Zdjęta nagłym strachem, szybciej oddycham. Mężczyzna zatrzymuje się tuż przede mną, schyla głowę i nawiązuje kontakt wzrokowy.

– Odwiedził mnie wczoraj twój brat.

– Przybrany brat – poprawiam.

Nie znoszę, gdy ludzie nazywają Giorgia moim bratem.

Pan Rizzo unosi prawą brew.

– Nie chciałam panu przerywać – przepraszam szybko.

– Możesz mi mówić: Angelo.

W życiu nie słyszałam,żeby ktoś zwracał się do niego po imieniu.

Mrugam bez słowa, skołowana.

On tymczasem zakłada ręce na piersi i po prostu mi się przygląda, wyglądając przy tym, delikatnie mówiąc, przerażająco.

– Giorgio poinformował mnie, że jesteś nietknięta.

Co. Do. Cholery?

W dalszym ciągu milcząco mrugam. Czuję, jak krew uderza mi do twarzy. Zażenowanie zżera mnie od środka.

Nawet nie mogę się unieść i obrazić, bo bossowie Cosa Nostry mają pełne prawo znać status każdej kobiety będącej w wieku umożliwiającym wydanie jej za mąż. W większości przypadków ich błogosławieństwo jest wymagane, żeby w ogóle mogło dojść do takiego zamążpójścia. Ta rozmowa nie jest więc dla Angela niczym nietypowym.

Czerwona od stóp do głów, kiwam twierdząco głową.

Ojcze, proszę, proszę, błagam. Nie pozwól,żeby ten człowiekzaaranżował dla mnie małżeństwo. Wtedy już nigdynie ucieknęod Giorgia.

Ponownie mruży oczy.

– Jesteś dziewicą?

Orany.

Potwierdzam.

– Nigdy się z nikim nie umawiałaś?

Jeszcze bardziej zarumieniona, przytakuję po raz trzeci.

Kiedy nagle zbliża dłoń do mojej twarzy, instynktownie się wzdrygam – w odruchu wyrobionym przez lata przemocy, jakiej doświadczałam z ręki Giorgia.

Cholera.

Angelo zastyga na moment. Jego spojrzenie nabiera ostrości. Następnie zaczyna owijać sobie kosmyk moich włosów wokół palca.

– Wzdrygasz się tak, jakbym miał cię zaraz uderzyć.

Mrozi mnie na te słowa. Ciało dygocze jeszcze bardziej.

– Przerażasz mnie – przyznaję. Nie potrafię kłamać na świętej ziemi.

– Bicie kobiet nie sprawia mi przyjemności – szepcze i puszcza trzymany lok.

Nie uspokaja mnie tymi słowami.

Rozdział 4

Angelo

Od dwóch tygodni nie potrafię przestać myśleć o Vittorii.

Po tym, jak Maluch dowiedział się na jej temat wszystkiego, co tylko był w stanie, kazałem przyprowadzić do siebie Giorgia. Skurwiel szybko uzupełnił brakujące informacje. Stało się dla mnie wtedy jasne jak słońce, że nie żywi żadnej lojalności względem swojej rodziny. Nie chciałem jednak wierzyć mu na słowo. Potrzebowałem usłyszeć to bezpośrednio od Vittorii. Wiedziałem, że za bardzo się mnie, kurwa, boi, żeby skłamać.

Teraz wiatr porusza jej lokami, a ja karmię oczy jej pięknem. Mimo że jasnobrązowe tęczówki dosłownie trzęsą się jej ze strachu, nie przerywa kontaktu wzrokowego.