Slow jogging - Maciej Kozakiewicz - ebook

18 osób właśnie czyta

Opis

Wolniej znaczy więcej

Więcej zdrowia, więcej radości, więcej witalności. Slow jogging ma wszystkie zalety biegania, a jednocześnie pozbawiony jest jego wad. Biegając w wolnym rytmie, zapobiegniesz chorobom cywilizacyjnym: otyłości, cukrzycy, chorobom krążenia, a nawet depresji. Jednocześnie nie narazisz się na kontuzje, bóle mięśni, nie przeforsujesz serca i nie odczujesz zmęczenia. Jest i bonus: łatwo zrzucisz kilka kilogramów. Nic dziwnego, że ten rodzaj aktywności okrzyknięto już japońskim sposobem na długowieczność!

Maciej Kozakiewicz, znawca tematu i najlepszy propagator idei slow joggingu w Polsce dzieli się swoim doświadczeniem i podpowiada:

• Co znaczy bieganie z uśmiechem (niko niko)?

• Czym Slow jogging różni się od zwykłego biegania i nordic walkingu?

• Czy można go uprawiać wszędzie, także we własnym domu?

• Jak zmienić technikę biegania, aby przyniosła jak najwięcej korzyści, również sportowych?

• Dlaczego warto uprawiać medytację w ruchu?

• Jak opracować służące zdrowiu plany treningowe?

Odkryj idealną formę ruchu!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 263

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Re­dak­cja: Klau­dia Ty­li­ba
Ko­rek­ta: Ka­ta­rzy­na Zio­ła-Ze­mczak
Pro­jekt ma­kie­ty, skład i ele­men­ty gra­ficz­ne: Mar­ta Krze­mień-Ojak
Pro­jekt okład­ki: Piotr Ma­jew­ski
Fo­to­gra­fie: To­masz Grzesz­czak
Shut­ter­stock Po­zo­sta­łe fo­to­gra­fie: Mar­cus We­ngen­roth (s. 13); Ane­ta Mło­dzik (s. 30, s. 285); Ur­szu­la Cza­pla (s. 31); In­ter­na­tio­nal Slow Jog­ging As­so­cia­tion (s. 69); Adam An­to­nij­czuk (s. 73; s. 154); Ma­rek Mro­czek eks­pert­fit­ness.com (s. 143); Fo­to­gra­fia Eff (s. 156); Ma­rio­la Będ­kow­ska (s. 158); Jo­lan­ta i Ja­cek Bo­ro­wia­ko­wie (s. 164); Ada Ryb­ka (s. 170); Ju­sty­na Ossow­ska (s. 171); Woj­ciech Ko­kosz­ka (s. 174); Mar­cin Pro­no­bis-Proń­ski (s. 176); Be­ata Brze­zow­ska (s. 178); Mag­da Ka­pe­la (s. 180); Jó­zef Ko­ciem­ski (s. 182); Mag­da­le­na Jac­kow­ska (s. 183)
Kon­sul­ta­cja gra­ficz­na do­ty­czą­ca okład­ki: Pa­weł Oświę­cim­ski
Ele­men­ty gra­ficz­ne wy­ko­rzy­sta­ne na okład­ce: Shut­ter­stock (Kat­fla­re)
Po­zo­sta­łe ele­men­ty gra­ficz­ne: Shut­ter­stock (Ka­pre­ski, Sa­mu­ray Stu­dio); Fre­epik (Va­le­ria­_ak­sa­ko­va)
Re­dak­tor pro­wa­dzą­ca: Kin­ga Ko­ściak
Re­dak­tor pro­jek­tu: Agniesz­ka Fi­las
Re­dak­tor na­czel­na: Agniesz­ka Het­nał
© Co­py­ri­ght by Ma­ciej Ko­za­kie­wicz © Co­py­ri­ght for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Pas­cal
Biel­sko-Bia­ła 2019
Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Żad­na część tej książ­ki nie może być po­wie­la­na lub prze­ka­zy­wa­na w ja­kiej­kol­wiek for­mie bez pi­sem­nej zgo­dy wy­daw­cy, z wy­jąt­kiem re­cen­zen­tów, któ­rzy mogą przy­to­czyć krót­kie frag­men­ty tek­stu.
ISBN 978-83-8103-490-6
Wy­daw­nic­two Pas­cal sp. z o.o. ul. Za­po­ra 25 43-382 Biel­sko-Bia­ła tel. 338282828, fax 338282829pas­cal@pas­cal.plwww.pas­cal.pl
Kon­wer­sja: eLi­te­ra s.c.

Od pra­wie 30 lat kie­ru­ję Nie­miec­kim Sto­wa­rzy­sze­niem Wel­l­ness, któ­re pro­wa­dzi dzia­ła­nia w kie­run­ku za­in­te­re­so­wa­nia spo­łe­czeń­stwa zdro­wym try­bem ży­cia i czer­pa­nia z nie­go ra­do­ści oraz stwo­rze­nia struk­tur, któ­re to umoż­li­wia­ją. Wel­l­ness po­zwa­la tak da­le­ce wy­ko­rzy­stać po­ten­cjał czło­wie­ka, jak tyl­ko jest to in­dy­wi­du­al­nie moż­li­we, by kie­dyś mógł on spoj­rzeć wstecz na swo­je speł­nio­ne, szczę­śli­we i w znacz­nym stop­niu zdro­we ży­cie. Wła­ści­we na­sta­wie­nie do ży­cia przy­czy­nia się do tego bar­dziej ani­że­li me­dy­cy­na. Ruch fi­zycz­ny za­li­cza się do na­szych naj­bar­dziej nie­wy­ko­rzy­sta­nych bio­lo­gicz­nych po­ten­cja­łów. Czło­wiek dys­po­nu­je nie­zwy­kłym cia­łem z roz­wi­nię­ty­mi moż­li­wo­ścia­mi atle­tycz­ny­mi. Za­miast wy­ko­rzy­sty­wać te zdol­no­ści, spę­dza­my na­sze ży­cie głów­nie w fi­zycz­nej pa­syw­no­ści, sie­dząc lub le­żąc. Ruj­nu­je to w nie­za­mie­rzo­ny spo­sób zdro­wie, pro­wa­dzi już we wcze­snym okre­sie ży­cia do chro­nicz­nych do­le­gli­wo­ści, cho­rób i wresz­cie do przed­wcze­snej śmier­ci. Dzię­ki po­stę­po­wi tech­ni­ki ży­je­my w cza­sach, w któ­rych ruch po­strze­ga­ny jest jako zbęd­ne ob­cią­że­nie i wy­si­łek. W naj­lep­szym ra­zie w trak­cie za­jęć spor­to­wych nie­licz­ni go­to­wi są do uży­cia siły i wy­trzy­ma­ło­ści w spo­sób więk­szy, niż jest to nie­zbęd­ne i do tre­no­wa­nia w celu ich zwięk­sze­nia. Więk­szość jed­nak chęt­niej przy­glą­da się z ka­na­py, jak ro­bią to pro­fe­sjo­nal­ni spor­tow­cy. Bie­ga­nie sta­no­wi naj­prost­szy i naj­bar­dziej na­tu­ral­ny ro­dzaj ru­chu, do któ­re­go czło­wiek jest pre­dys­po­no­wa­ny ana­to­micz­nie i fi­zjo­lo­gicz­nie. Slow jog­ging jest zna­ko­mi­tym ro­dza­jem bie­gu, przy po­mo­cy któ­re­go mo­że­my przy­wró­cić ra­dość bie­ga­nia oso­bom nie­chęt­nym do po­ru­sza­nia się, po­nie­waż jest on od­czu­wa­ny jako lek­ki, a przez ak­ty­wo­wa­nie ukła­du en­do­kan­na­bi­no­ido­we­go wy­twa­rza swe­go ro­dza­ju szczę­śli­wy na­strój i spo­kój. Slow jog­ging to zna­ko­mi­ty wel­l­ness.

Lutz Her­tel,psy­cho­log zdro­wia i cer­ty­fi­ko­wa­ny tre­ner slow jog­gin­gu,Prze­wod­ni­czą­cy Za­rzą­du Nie­miec­kie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Wel­l­ness

W 2013 roku przy­śni­ło mi się, że po­wi­nie­nem za­cząć bie­gać. Tego po­ran­ka, krót­ko po prze­bu­dze­niu ubra­łem strój spor­to­wy i... wy­bie­głem. Mia­łem 42 lata. To, co po­czu­łem po kil­ku­set me­trach, wciąż mam w pa­mię­ci. Ból w płu­cach był za­ska­ku­ją­co sil­ny, ser­ce wa­li­ło mi jak młot pneu­ma­tycz­ny, czu­łem wiel­ki dys­kom­fort...

Czy to był pro­ro­czy sen? Fakt jest taki, że dzi­siaj, po pię­ciu la­tach, pia­stu­ję funk­cję pre­ze­sa Sto­wa­rzy­sze­nia Slow Jog­ging Pol­ska i mam za­szczyt pre­zen­to­wać ten te­mat przed szer­szą pu­blicz­no­ścią. A moje do­świad­cze­nia z ostat­nich kil­ku­na­stu mie­się­cy po­ka­zu­ją, że żad­na inna me­to­da nie przy­no­si tak szyb­ko tak do­brych efek­tów dla zdro­wia cia­ła, umy­słu i du­szy. W mo­ich tre­nin­gach wzię­ło już udział po­nad 500 osób. Ale prze­cież mam bli­sko 38 mi­lio­nów ro­da­ków. Po­czu­łem po­trze­bę, i obo­wią­zek, po­dzie­le­nia się z nimi swo­imi do­świad­cze­nia­mi.

Książ­ka ta od­kry­wa przed Tobą ja­poń­ską ta­jem­ni­cę wi­tal­no­ści – spo­sób bar­dzo pro­sty i do­stęp­ny dla każ­de­go, rów­nież dla osób w wie­ku eme­ry­tal­nym lub le­czą­cych kon­tu­zje. Prak­tycz­nie wszy­scy, któ­rzy go spró­bo­wa­li, po­twier­dza­ją, że jest ła­twy, lek­ki i przy­jem­ny. Dla­cze­go za­tem do­tąd o nim nie wiesz? Po­nie­waż na­wet je­śli ktoś z Two­ich zna­jo­mych sto­su­je go w wer­sji dla po­cząt­ku­ją­cych bie­ga­czy lub tre­nin­gu w tem­pie kon­wer­sa­cyj­nym, nie zda­je so­bie w peł­ni spra­wy z jego zdro­wot­nych skut­ków, któ­re być może sam na­wet ni­we­czy am­bi­cja­mi spraw­no­ścio­wy­mi i zbyt in­ten­syw­ny­mi tre­nin­ga­mi.

Opi­sa­na przez Ja­poń­czy­ka, prof. Hi­ro­akie­go Ta­na­kę me­to­da bie­ga­nia po­ja­wia się w mo­men­cie waż­nym w aspek­cie kon­dy­cji zdro­wot­nej Eu­ro­pej­czy­ków i Po­la­ków. O ile w roz­wi­nię­tych kra­jach azja­tyc­kich licz­ba osób oty­łych wciąż nie prze­kra­cza 5% po­pu­la­cji, o tyle w na­szym re­jo­nie geo­gra­ficz­nym oty­łość do­ty­ka po­nad ⅓ spo­łe­czeń­stwa. I nie jest to pro­blem czy­sto es­te­tycz­ny. W kon­se­kwen­cji skra­ca­my bo­wiem dni na­sze­go ży­cia, któ­re mo­gli­by­śmy spę­dzić z naj­bliż­szy­mi, ma­jąc w do­dat­ku znacz­nie gor­sze sa­mo­po­czu­cie, ge­ne­ru­jąc przy tym nie­wy­obra­żal­ne kosz­ty spo­łecz­ne i nisz­cząc śro­do­wi­sko. Po pierw­sze spo­ży­wa­my za dużo, a po dru­gie spo­ży­wa­my nie to, co po­win­ni­śmy, a po­win­ni­śmy jeść po­kar­my ro­ślin­ne z naj­bliż­szej oko­li­cy i jak naj­mniej prze­two­rzo­ne. A to wszyst­ko w po­łą­cze­niu z sie­dzą­cym try­bem ży­cia. Sami fun­du­je­my so­bie ży­cio­wy rol­ler­co­aster: od chwi­lo­wej eu­fo­rii do nie­unik­nio­ne­go spad­ku na­stro­ju.

Do tego na­de­szła epo­ka zu­peł­nej zmia­ny struk­tu­ry za­wo­do­wej oraz wszech­obec­nej mo­to­ry­za­cji, ra­dy­kal­nie zmniej­sza­ją­ca oka­zje do prze­miesz­cza­nia się w po­zy­cji pio­no­wej po­przez usa­dze­nie nas przy biur­kach oraz wsa­dze­nia za kie­row­ni­cę, by za­wsze zdą­żyć na – nie­ustan­nie ucie­ka­ją­cy – czas.

Pu­stych ka­lo­rii nie za­stą­pi­my od­po­wied­nią die­tą. Mamy ich bo­wiem set­ki ro­dza­jów, a sfru­stro­wa­nych ich sto­so­wa­niem dzie­siąt­ki mi­lio­nów. Je­dy­nym pa­na­ceum jest co­dzien­ny ruch i od­po­wied­nie por­cje je­dze­nia. Książ­ka ta jest wła­śnie o ru­chu, o krop­ce nad i dla oso­by już dba­ją­cej o zdro­wie oraz o ko­twi­cy ra­tun­ko­wej dla tych, któ­rzy do­pie­ro na tę ścież­kę wkra­cza­ją. Prak­ty­ku­jąc slow jog­ging, do­sta­jesz dru­gie ży­cie – je­śli je wy­ko­rzy­stasz, dość szyb­ko stra­cisz na wa­dze i przy­wró­cisz or­ga­ni­zmo­wi har­mo­nię, lecz je­śli po­trak­tu­jesz je tyl­ko jak tem­pe­rów­kę do tę­pią­cej się kred­ki, po pew­nym cza­sie wy­czer­piesz li­mit stru­gań.

Dzie­lę się z Tobą tym, co naj­lep­sze. Wie­dzę i go­to­wość do jej przy­ję­cia oraz świa­do­mość gro­ma­dzi­łem przez bli­sko 30 lat. Po­mi­mo tego, że z wy­kształ­ce­nia je­stem eko­no­mi­stą, mam dużą wraż­li­wość i świa­do­mość cia­ła, a jed­no­cze­śnie chciał­bym wnieść do co­dzien­ne­go ży­cia Po­la­ków i do pro­gra­mu edu­ka­cji swo­istą lek­cję „re­li­gii” – re­li­gii co­dzien­ne­go dba­nia o sie­bie sa­me­go. Je­stem prze­ko­na­ny, że w prze­cią­gu dzie­się­ciu lat blok „Hi­gie­na wi­tal­na” sta­nie się obo­wiąz­ko­wym ele­men­tem edu­ka­cji już od przed­szko­la. Ina­czej bu­dże­ty pań­stwa i gmin nie udźwi­gną ro­sną­cych kosz­tów cho­ru­ją­ce­go spo­łe­czeń­stwa.

Mój Na­uczy­ciel, prof. Hi­ro­aki Ta­na­ka, od­krył, że wol­ne bie­ga­nie ak­ty­wi­zu­je pro­ce­sy przy­wra­ca­nia zdro­wia. Od sie­bie do­da­ję to wszyst­ko, cze­go nie opi­sał, a co war­to wie­dzieć, by utrzy­mać mo­ty­wa­cję do co­dzien­ne­go truch­ta­nia. Wie­rzę, że slow jog­ging lub, jak kto woli, trucht wi­tal­ny jest pa­na­ceum na więk­szość do­le­gli­wo­ści Eu­ro­pej­czy­ków, gdyż nie ma wąt­pli­wo­ści, że są one głów­nie wy­ni­kiem bra­ku na­wy­ku re­gu­lar­ne­go ru­chu.

Na­le­ży jed­nak pa­mię­tać, iż slow jog­ging, mimo nie­wąt­pli­wych atu­tów, nie jest le­kar­stwem na wszel­kie do­le­gli­wo­ści cy­wi­li­za­cyj­ne. Je­że­li nie zmie­nisz swo­ich na­wy­ków, czę­sto od­bie­ga­ją­cych od tego, jak wy­ewo­lu­owa­ło Two­je po­trze­bu­ją­ce re­gu­lar­ne­go i na­tu­ral­ne­go ru­chu cia­ło, je­dy­nie prze­su­niesz w cza­sie po­ja­wie­nie się nie­któ­rych do­le­gli­wo­ści. Sie­dzą­ce­go try­bu ży­cia nie zni­we­lu­jesz trze­ma tre­nin­ga­mi w mie­sią­cu czy żad­ną inną me­to­dą, a nie­któ­ry­mi z nich mo­żesz je­dy­nie po­gor­szyć swo­je zdro­wie, gdyż cia­ło nie bę­dzie do nich przy­go­to­wa­ne. Prze­strzeń na­szych ośrod­ków miej­skich i na­sze co­dzien­ne oby­cza­je cze­ka nie­unik­nio­na r-ewo­lu­cja[1], je­śli bu­dże­ty państw mają udźwi­gnąć to, co na­le­ży się nam w na­gro­dę za zdro­wy styl ży­cia, czy­li na­szą dłu­go­wiecz­ność.

Eu­ro­pa nie po­trze­bu­je żad­nych cu­dow­nych roz­wią­zań, a je­dy­nie prze­ko­na­nia oby­wa­te­li co do tego, że brak co­dzien­nej ak­tyw­no­ści i ob­żar­stwo nie słu­żą ni­cze­mu do­bre­mu, a ra­czej, że słu­żą one wszyst­kie­mu złe­mu. Na ko­lej­nych stro­nach wy­ja­śniam, dla­cze­go war­to wyjść na skwer i re­gu­lar­nie truch­tać, bez wzglę­du na po­go­dę, a może na­wet na prze­kór po­go­dzie...

1. DŁU­GO­WIECZ­NOŚĆ – naj­praw­do­po­dob­niej je­steś koło czter­dziest­ki, za­tem śmia­ło moż­na po­wie­dzieć, że cze­ka Cię jesz­cze dłu­gie ży­cie. Na świe­cie żyje obec­nie po­nad 455 tys. stu­lat­ków, a ich licz­ba w 2050 roku ule­gnie po­dwo­je­niu. W wie­lu kra­jach świa­ta ocze­ki­wa­na dłu­gość ży­cia prze­kro­czy­ła 80 lat i zbli­ża się do 90. Z ob­ser­wa­cji wie­my, że aby na dłu­żej utrzy­mać or­ga­nizm w zdro­wiu, na­le­ży prak­ty­ko­wać na­tu­ral­ny ruch.

2. PO­STA­WA STO­JĄ­CA – nasi przod­ko­wie spę­dza­li na sto­ją­co wie­le go­dzin, przy co­dzien­nych czyn­no­ściach i zdo­by­wa­jąc po­ży­wie­nie. Na­sze cia­ła są „za­pro­jek­to­wa­ne” do bie­ga­nia. Z po­wo­du ogra­ni­cze­nia co­dzien­nej ak­tyw­no­ści Świa­to­wa Or­ga­ni­za­cja Zdro­wia (WHO) umiesz­cza sie­dzą­cy tryb ży­cia na czwar­tym miej­scu li­sty przy­czyn śmier­ci, któ­rych moż­na było unik­nąć. Po­zy­cja sie­dzą­ca nie jest na­tu­ral­na dla czło­wie­ka.

3. KON­TAKT Z NA­TU­RĄ – prze­sia­da­jąc się z ko­mu­ni­ka­cji pu­blicz­nej do sa­mo­cho­dów, prak­tycz­nie prze­sta­li­śmy prze­by­wać na po­wie­trzu. Co­raz mniej jest pra­cy fi­zycz­nej. Dzie­ci do­wo­żo­ne do przed­szko­li i szkół krzy­wią się już na lek­ki po­dmuch wia­tru czy mżaw­kę. Taka izo­la­cja od wa­run­ków po­go­do­wych zwięk­sza po­dat­ność na in­fek­cje. Je­ste­śmy jed­nym z nie­wie­lu eu­ro­pej­skich spo­łe­czeństw, któ­re tak mało zwra­ca uwa­gi na har­to­wa­nie cia­ła. Tre­ning w każ­dych wa­run­kach po­go­do­wych jest do­sko­na­łą oka­zją, by przy­wró­cić w tym wzglę­dzie nor­mal­ność.

4. SPA­LA­NIE KA­LO­RII – do­stęp do żyw­no­ści ni­g­dy nie był tak pro­sty. A jej war­tość od­żyw­cza tak wąt­pli­wa. Prze­my­sło­we prze­twa­rza­nie pro­duk­tów do­pro­wa­dzi­ło do sy­tu­acji, w któ­rej co­dzien­nie przyj­mu­je­my mnó­stwo ka­lo­rii w nie­przy­dat­nej for­mie. Dla­te­go też trud­no nam jest utrzy­mać bi­lans ka­lo­rycz­ny. Po­nad po­ło­wa Po­la­ków ma nad­wa­gę lub cier­pi na oty­łość. Pół go­dzi­ny truch­ta­nia po­zwa­la spa­lić na­wet 10% zbęd­nych ka­lo­rii.

5. DO­STĘP­NOŚĆ CZA­SO­WA – w co­dzien­nej go­ni­twie dys­po­nu­je­my małą ilo­ścią wol­ne­go cza­su, nie za­wsze też mamy od­po­wied­ni bu­dżet. Do­jazd na za­ję­cia może za­jąć wię­cej cza­su niż sam tre­ning. Na slow jog­ging znaj­du­jesz czas wszę­dzie: ru­sza­jąc po po­ran­ne za­ku­py, ro­biąc so­bie prze­rwę w biu­rze, od­re­ago­wu­jąc stre­sy po ca­łym dniu. Wy­mier­ny efekt uzy­sku­jesz, in­we­stu­jąc 30 mi­nut dzien­nie[2]. Na każ­dy ki­lo­metr prze­by­tej tra­sy zu­ży­wasz dwa razy wię­cej ka­lo­rii niż w trak­cie spa­ce­ru czy prac do­mo­wych.

Zdro­wym sty­lem ży­cia zaj­mo­wa­łem się prak­tycz­nie od „uro­dze­nia”, tzn. od pierw­sze­go roku stu­diów, kie­dy to wdro­ży­łem na kil­ka lat die­tę we­ge­ta­riań­ską i za­po­zna­łem się z li­te­ra­tu­rą do­ty­czą­cą me­dy­cy­ny na­tu­ral­nej. W la­tach 90. by­łem zna­nym w oko­li­cy „eko­lo­giem” i mia­łem wie­lu nie­je­dzą­cych mię­sa zna­jo­mych. To były pio­nier­skie cza­sy. O we­ga­ni­zmie nikt wte­dy nie sły­szał, już sam we­ge­ta­ria­nizm ucho­dził za die­tę eks­tre­mal­ną. 25 lat temu te­ma­ty­ka ho­li­stycz­ne­go po­dej­ścia do zdro­wia była zu­peł­na ni­szo­wa. Dla zo­bra­zo­wa­nia po­niż­sza aneg­do­ta. Są­siad pro­wa­dzą­cy osie­dlo­wy skle­pik po­sta­no­wił iść z po­wsta­ją­cą eko­mo­dą i stwo­rzyć sto­isko ze zdro­wą żyw­no­ścią. Jako że miesz­ka­li­śmy w let­ni­sko­wej miej­sco­wo­ści pod Ło­dzią, a nie było jesz­cze dys­try­bu­to­rów zdro­wej żyw­no­ści, zaś hur­tow­nie tego typu do­pie­ro racz­ko­wa­ły, wy­ru­szył do je­dy­ne­go wte­dy skle­pu z żyw­no­ścią na­tu­ral­ną na Na­ru­to­wi­cza, za­opa­trzył się w kil­ka skrzy­nek pro­duk­tów i... po kil­ku ty­go­dniach więk­szość z nich spo­żył sam wraz ze swo­ją ro­dzi­ną. Ale naj­za­baw­niej­sze w tej hi­sto­rii jest to, że naj­więk­szym za­in­te­re­so­wa­niem cie­szy­ła się ka­sza ja­gla­na, któ­rą sys­te­ma­tycz­nie uzu­peł­niał na pół­ce. Oka­za­ło się, że jed­na z go­spo­dyń ku­po­wa­ła ją... do kar­mie­nia kur, gdyż ni­g­dzie in­dziej nie była ona do­stęp­na. W tam­tym cza­sie ten naj­bar­dziej szla­chet­ny pro­dukt od­kwa­sza­ją­cy or­ga­nizm nie był obec­ny w zwy­kłych skle­pach. I prak­tycz­nie ni­ko­mu nie był zna­ny. To jest wła­śnie sym­bol epo­ko­wej zmia­ny, jaka się do­ko­na­ła. Ak­tu­al­nie ka­sza ja­gla­na jest w każ­dym skle­pie, czę­sto w dwóch wer­sjach i cer­ty­fi­ko­wa­na jako pro­dukt BIO, a na­wet w po­sta­ci cia­stek i zdro­wych prze­ką­sek. O set­kach prze­pi­sów na ku­li­nar­nych blo­gach nie wspo­mi­na­jąc.

SIŁA Z ROŚLIN

Re­zy­gnu­jąc ze spo­ży­cia mię­sa w wie­ku 21 lat, od­kry­łem, że mam znacz­nie wię­cej ener­gii. Wy­re­gu­lo­wał mi się ze­gar bio­lo­gicz­ny. Wciąż pa­mię­tam to eks­cy­tu­ją­ce uczu­cie, gdy bu­dzi­łem się z pierw­szy­mi pro­my­ka­mi słoń­ca, oto­czo­ny po­ran­ną ci­szą, z do­brym na­sta­wie­niem do ży­cia. Ten rytm po­zo­stał mi prak­tycz­nie do dzi­siaj. Ni­g­dy nie sto­so­wa­łem mod­nych diet, ale eks­pe­ry­men­to­wa­łem z róż­ny­mi spo­so­ba­mi oczysz­cza­nia or­ga­ni­zmu oraz z me­dy­cy­ną na­tu­ral­ną. Poza drob­ny­mi in­cy­den­ta­mi w cią­gu swo­je­go ży­cia ra­czej nie cho­ro­wa­łem. Bar­dzo rzad­ko za­ży­wa­łem też ja­kie­kol­wiek leki.

Spo­ro się zmie­ni­ło w 2008 roku. W tam­tym okre­sie uświa­do­mi­łem so­bie, że co­raz go­rzej się od­ży­wiam, w mo­jej die­cie po­now­nie po­ja­wi­ło się mię­so, a do tego moja ak­tyw­ność ogra­ni­cza­ła się do spa­ce­rów z dzieć­mi i ro­dzin­nych za­baw. Może dla­te­go w wie­ku 38 lat za­uwa­ży­łem u sie­bie wy­raź­ne ozna­ki spad­ku sa­mo­po­czu­cia, na­wet ja­kiejś for­my de­pre­sji. Po­czu­łem, że coś nie­do­bre­go dzie­je się z moim or­ga­ni­zmem. Moje sa­mo­po­czu­cie znacz­nie się ob­ni­ży­ło, otar­łem się o stan de­pre­sji. Roz­po­czą­łem kar­ko­łom­ną po­dróż do za­ka­mar­ków mo­jej du­szy i mo­je­go cia­ła. Błą­dząc – jak­bym stą­pał po polu mi­no­wym – po kil­ku głęb­szych pro­ce­sach te­ra­peu­tycz­nych po­czu­łem wy­raź­ną po­trze­bę ak­tyw­no­ści. Za­czą­łem się stop­nio­wo od­ra­dzać.

POCZUŁEM GŁÓD RUCHU

W kon­se­kwen­cji na­stę­pu­ją­cych we mnie prze­mian na 40. uro­dzi­ny za­ku­pi­łem pro­fe­sjo­nal­ne kije nor­dic wal­king oraz mar­ko­wy kom­plet odzie­ży (buty, spoden­ki, ko­szul­ka, blu­za). Ty­po­wy nu­wo­rysz ak­tyw­no­ści ru­cho­wej, re­pre­zen­tant kla­sy śred­niej. Le­piej wy­glą­da, niż fak­tycz­nie dzia­ła. Jed­nak z dnia na dzień cho­dze­nie z ki­ja­mi sta­ło się moją ulu­bio­ną for­mą ak­tyw­no­ści. Po­czu­łem głód ru­chu. Po­tra­fi­łem spę­dzać co­dzien­nie od pół do dwóch go­dzin w oko­licz­nych te­re­nach zie­lo­nych. Wciąż czu­ję ten za­pach zie­le­ni, gdy idę przez park, wciąż pa­mię­tam wi­dok ła­bę­dzi na sta­wie. Ob­raz­ki, któ­rych nie uj­rzysz, sie­dząc ze­stre­so­wa­ny za biur­kiem. Nor­dic wal­king stał się moją su­per­ak­tyw­no­ścią na kil­ka lat. Ale mu­szę tu­taj za­zna­czyć, że ni­g­dy nie lu­bi­łem in­ten­syw­ne­go wy­sił­ku. Choć każ­dy sym­pa­tyk cho­dze­nia z kij­ka­mi wie, że i przy nich moż­na się nie­źle na­po­cić.

Za­in­spi­ro­wa­ny li­te­ra­tu­rą do­ty­czą­cą dłu­go­wiecz­no­ści wcho­dzi­łem na ko­lej­ne po­zio­my wta­jem­ni­cze­nia. Po kil­ku la­tach re­gu­lar­nej ak­tyw­no­ści moje cia­ło nie­co się od­ro­dzi­ło. W kon­se­kwen­cji „pro­ro­cze­go” snu i swo­iste­go roz­ru­sza­nia się, w 2013 roku po­czu­łem wię­cej ener­gii i za­czą­łem rów­nież bie­gać. Od pa­mięt­nych kil­ku­set me­trów z bó­lem płuc do kil­ku­ki­lo­me­tro­wych tre­nin­gów. Mój naj­dłuż­szy bieg li­czył po­nad 15 ki­lo­me­trów. Rok póź­niej za­li­czy­łem pierw­szy pa­ra­me­try­zo­wa­ny bieg na 10 ki­lo­me­trów, któ­ry po­prze­dzał łódz­ki ma­ra­ton. Od tego cza­su kije i bie­ga­nie sta­ły się mo­imi for­ma­mi re­kre­acji. Kije dla przy­jem­no­ści, bie­ga­nie z roz­sąd­ku. Prak­ty­ko­wa­łem też chiń­skie tai-chi oraz chi kung, mia­łem nie­śmia­łe po­dej­ście do za­jęć jogi. I o zgro­zo! Uzmy­sło­wi­łem so­bie, że je­śli mój umysł jest tak sztyw­ny jak moje cia­ło, to sam so­bie szcze­rze współ­czu­ję. Za­czą­łem też rów­no­le­gle pra­co­wać z róż­ny­mi tech­ni­ka­mi te­ra­peu­tycz­ny­mi. Do naj­głęb­szych prze­żyć za­li­czam dzie­się­cio­dnio­we od­osob­nie­nie me­dy­ta­cyj­ne Vi­pas­sa­ny. Wi­sien­ką na tor­cie był za­re­ko­men­do­wa­ny przez przy­ja­ciół­kę ze Szwe­cji cykl warsz­ta­tów tań­ca „5Ryt­mów” oraz cer­ty­fi­ko­wa­ny kurs tech­nik an­ty­stre­so­wych MBSR obej­mu­ją­cy 8 ty­go­dni za­jęć.

TURBOWYSZCZUPLANIE

Po­nie­waż w moim ro­dzin­nym domu pa­no­wał duch zdro­we­go od­ży­wia­nia, w la­tach 90. prze­czy­ta­łem kil­ka­na­ście ksią­żek o pra­wi­dło­wej die­cie i o we­ge­ta­ria­ni­zmie oraz re­gu­lar­nie uzu­peł­nia­łem swo­ją wie­dzę w tym za­kre­sie i uzna­wa­łem się za oso­bę zna­ją­cą za­sa­dy dba­nia o pra­wi­dło­we ży­wie­nie. Jed­nak utrzy­ma­nie opty­mal­nej wagi, czy­li brak „brzusz­ka”, za­czy­na­ło być dla mnie co­raz więk­szym wy­zwa­niem. O ile w pierw­szym roku na die­cie bez­mię­snej zrzu­ci­łem 10 ki­lo­gra­mów, o tyle póź­niej kon­se­kwent­nie, z każ­dy ro­kiem, nad­ra­bia­łem owe ki­lo­gra­my. Na zdję­ciach z po­dró­ży po­ślub­nej z grec­kiej wy­spy Thas­sos – mia­łem wte­dy 32 lata – wy­glą­dam jesz­cze cał­kiem nie­źle, ale wraz ze zbli­ża­niem się do czter­dziest­ki po­ja­wia­ły się ko­lej­ne ki­lo­gra­my.

Wio­sna 2016 – 76 ki­lo­gra­mów

Lato 2017 – 63 ki­lo­gra­my

Rok 2017 przy­niósł nie­praw­do­po­dob­ną i nie­spo­dzie­wa­ną zmia­nę. Za­nim jed­nak to na­stą­pi­ło, ogra­ni­cze­nie ak­tyw­no­ści ru­cho­wej i za­nie­dba­nia w die­cie spra­wi­ły, że za­czą­łem „puch­nąć” w oczach. Wie­czo­rem 1 stycz­nia 2017 roku osią­gną­łem szczyt swo­jej ży­cio­wej wagi – 76,6 ki­lo­gra­ma. Po chwi­lo­wym szo­ku od 2 stycz­nia mia­łem już pro­sty plan: jem uważ­nie, zgod­nie z za­sa­da­mi mind­ful­ness (nie prze­ja­dam się oraz wy­klu­czam szko­dli­we pro­duk­ty) oraz wra­cam do bie­ga­nia. By mieć z tego choć tro­chę ra­do­ści, za­ło­ży­łem, że w stycz­niu będę po­ko­ny­wał po 2 ki­lo­me­try w for­mie po­ran­ne­go jog­gin­gu, a z każ­dym mie­sią­cem będę do­da­wał do tego dy­stan­su pół ki­lo­me­tra. Mia­ło mnie to do­pro­wa­dzić do re­gu­lar­nych tre­nin­gów na dy­stan­sie 8 ki­lo­me­trów, jako opty­mal­nych dla zdro­wia. Tak wte­dy ro­zu­mo­wa­łem.

Aż do cza­su, gdy w kwiet­niu 2017 roku po­ja­wi­łem się na szko­le­niu z tech­ni­ki slow jog­gin­gu pro­wa­dzo­ne­go oso­bi­ście przez ja­poń­skie­go fi­zjo­lo­ga spor­tu prof. Hi­ro­akie­go Ta­na­kę. Trud­no opi­sać moją ra­dość, gdy do­wie­dzia­łem się, że od­po­wied­nio wy­ko­ny­wa­ny trucht ma wszel­kie atry­bu­ty bie­ga­nia, ale ni­we­lu­je wszyst­ko to, cze­go nie cier­pia­łem w tre­nin­gach bie­go­wych: nie­ustan­ne zma­ga­nie się z wła­snym cia­łem oraz w efek­cie stres o dy­stans i o koń­co­wy wy­nik, a w kon­se­kwen­cji nie­unik­nio­ne kon­tu­zje, któ­re do­ty­ka­ją dwóch z każ­dej trój­ki bie­ga­ją­cych.

Od kwiet­nia, za spra­wą każ­de­go ko­lej­ne­go spa­lo­ne­go ki­lo­gra­ma, zo­sta­łem wier­nym fa­nem slow jog­gin­gu. Te­raz pseu­do­nim, któ­ry sam so­bie kie­dyś nada­łem, czy­li Mack z Parą – taka gra słów na­wią­zu­ją­ca do po­sta­ci Jac­ka Spar­ro­wa – oka­zał się jesz­cze bar­dziej za­sad­ny. Ta­kie slow jog­gin­go­we bie­ga­nie jest pi­rac­ko prze­wrot­ne. Re­gu­lar­ne, nie­zbyt in­ten­syw­ne tre­nin­gi przy­nio­sły re­zul­ta­ty, o ja­kich na­wet nie śni­łem. Przy­jeż­dża­jąc na kurs, po trzech mie­sią­cach wła­sne­go jog­gin­gu, by­łem już lżej­szy o 5 ki­lo­gra­mów. Ja­kież było moje za­sko­cze­nie, gdy po co­dzien­nych 25–45 mi­nu­to­wych prze­bież­kach w tem­pie niko niko za­czą­łem re­gu­lar­nie „top­nieć” w oczach. W cią­gu ko­lej­nych 8 mie­się­cy spa­li­łem po­nad 10 ki­lo­gra­mów. Co ra­zem da­wa­ło po­nad 16 ki­lo­gra­mów w nie­speł­na 11 mie­się­cy. I uda­ło się to, choć moja die­ta nie była wol­na od ulu­bio­nych lo­dów, gorz­kiej cze­ko­la­dy, (zdrow­szych) prze­ką­sek, re­gu­lar­nych ak­tów prze­ja­da­nia się i ewi­dent­nych wpa­dek (jak póź­ne ko­la­cje we Wło­szech czy wie­czo­ry z lamp­ką wy­traw­ne­go wina).

Po­łą­cze­nie po­ran­nych ćwi­czeń od­de­cho­wych opar­tych o fi­lo­zo­fię mind­ful­ness i re­gu­lar­nych se­sji truch­ta­nia oraz sto­so­wa­nie uważ­nej die­ty od­mło­dzi­ło mnie wi­zu­al­nie o po­nad 10 lat. A pew­ne­go dnia oka­za­ło się, że moja waga spa­dła o po­nad 2 ki­lo­gra­my po­ni­żej po­zio­mu, któ­ry osią­gną­łem na die­cie we­ge­ta­riań­skiej w wie­ku 21 lat. Za­tem trud­no się dzi­wić, że zo­sta­łem naj­bar­dziej zmo­ty­wo­wa­nym i en­tu­zja­stycz­nym in­struk­to­rem slow jog­gin­gu w Pol­sce i w Eu­ro­pie. I że każ­de­go pra­gnę prze­ko­nać o tym, że slow jog­ging jest bra­ku­ją­cym ogni­wem w utrzy­ma­niu zdro­wia i wi­tal­no­ści Eu­ro­pej­czy­ków. Je­śli w ten spo­sób za­dzia­łał na mnie, to naj­praw­do­po­dob­niej za­dzia­ła rów­nież na Cie­bie. Tym bar­dziej że po­dob­ną hi­sto­rię opo­wia­dał nam nasz Na­uczy­ciel i Mistrz, prof. Hi­ro­aki Ta­na­ka, któ­ry, zrzu­ca­jąc w wie­ku 45 lat zbęd­ne ki­lo­gra­my, do­pra­co­wał tech­ni­kę bie­gu i tre­nin­gi tak, że był w sta­nie po­ko­nać ma­ra­ton w cza­sie 2 go­dzin i 38 mi­nut. Nam nie trze­ba mie­rzyć w taki wy­czyn. Wy­star­czy po pro­stu za­dbać o sie­bie, od­naj­du­jąc ra­dość z co­dzien­ne­go wi­tal­ne­go truch­tu. A na­szym ce­lem po­win­na być wy­spor­to­wa­na syl­wet­ka i do­bre sa­mo­po­czu­cie.

Za­pra­szam do po­wsta­nia z ka­na­py, zza biur­ka, z sa­mo­cho­do­we­go fo­te­la i do za­dba­nia o daw­kę co­dzien­ne­go ru­chu, by czer­pać ra­dość z ży­cia do set­nych uro­dzin, albo i dłu­żej.

Za­pra­szam do Po­wsta­nia Wi­tal­ne­go!

Całość dostępna w wersji pełnej.

PRZY­PI­SY

[1]Why diet and exer­ci­se don’t work – 9 qu­es­tions for Dan Bu­et­t­ner, Au­gust 16, 2016, http://www.blu­ezo­nes.com/2016/08/diet-exer­ci­se-dont-work/ (do­stęp: 14.12.2018).

[2] Ka­ren Feld­scher, Five he­al­thy ha­bits to live by, https://news.ha­rvard.edu/ga­zet­te/sto­ry/2018/04/5-he­al­thy-ha­bits-may-in­cre­ase-life-expec­tan­cy-by-de­ca­de-or-more/ (do­stęp: 14.12.2018).