Ślad Wody - Magdalena Zawadzka-Sołtysek - ebook + audiobook

Ślad Wody ebook i audiobook

Magdalena Zawadzka-Sołtysek

4,3

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Pierwszy tom serii skierowanej do dorosłego czytelnika, osadzonej w świecie dawnych Słowian

Seria “ŚLADY LESZEGO”  będzie się składać z kilku niezależnych opowiadań.

“Ślady Leszego” to opowieści tylko pozornie o bogach i demonach. Przede wszystkim to historie o ludziach uwięzionych w potrzasku między jednym i drugim. To też opowieści o samotności, odrzuceniu i gniewie, który potrafi być tak wielki, że wreszcie musi spłonąć we własnym żarze. To również historie o tym, że czasem łatwiej mierzyć się z demonami atakującymi w ciemnym lesie niż z tymi, które czają się w ludzkiej duszy. Na szczęście są sposoby, by pokonać jedne i drugie.

Bohaterką pierwszego tomu pod tytułem “Ślad wody” jest Gniewicha. Nie jest piękna. Nie jest nawet miła. Nie jest bogata i nie dysponuje żadną magią. Jest niemal tak zwyczajna, że aż nudna. Ma jednak pewną ważną cechę. Jest niebywale inteligentna. Czy to wystarczy, by przetrwać w świecie Stworzy (słowiańskie demony)?

Fabuła ksiażki rozgrywa się na mapie gry planszowej Stworze. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 46

Rok wydania: 2019

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 1 godz. 20 min

Rok wydania: 2019

Lektor: Magdalena Zawadzka-Sołtysek

Oceny
4,3 (335 ocen)
170
103
54
7
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
anetakuziola96

Całkiem niezła

całkiem ciekawa historia, chociaż wielokrotne przypomnienia w temacie wyglądu głównej bohaterki są nużące
10
YolaB

Dobrze spędzony czas

Ciekawa, krotka historia z elementami folkloru, bardzo mi sie podobalo
00
MarzenaPikulska

Dobrze spędzony czas

fajnie
00
Calisia

Nie oderwiesz się od lektury

ckawy poczatek dluzsxrj historii
00
naresca

Nie oderwiesz się od lektury

super opowiadanie :)
00

Popularność




Projekt okładki:Patrycja Tkaczyk

Ilustracje:TUTUCONCEPT SPÓŁKA Z O.O.

Redakcja i korekta:Katarzyna Poryszko

Redakcja merytoryczna:ElżbietaŻukowska

Konsultacjauzupełniająca:Sylwia Elżbieta Mieruńska

Konsultacja stroju:Kasia Małuszawww.facebook.com/maluszacostumes/

Skład:TUTUCONCEPT SPÓŁKA Z O.O.

Copyright © by Magdalena Zawadzka-Sołtysek

Copyright © for the Polish editionby TUTUCONCEPT SPÓŁKA Z O.O.

CYKL - ISBN 978-83-949468-0-7 TOM I - ISBN 978-83-949468-1-4

TUTUCONCEPT SPÓŁKA Z O.O.

ul. Żeromskiego 26

81-346 Gdynia

[email protected]

Biografia autorki:

Magdalena Zawadzka-Sołtysek – urodzona w 1983 roku w Sławnie. Mieszka w Gdyni. Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Gdańsku, ale jej rozliczne zainteresowania wykraczają poza obszar sztuki wizualnej. Podejmuje wyzwania na wielu polach zawodowych. Literacko zadebiutowała krótkimi formami dla najmłodszych wydanymi w zbiorowej publikacji. W książkach Gra bogów, Saga jesionu oraz Trollscy wykorzystała swoją pasję historyczną i zamiłowanie do folkloru. W cyklu Ślady Leszego pierwszy raz zaczerpnęła z kultury słowiańskiej.

Słowo od autorki:

Długo zastanawiałam się, o czym będzie moja pierwsza, oddana szerszemu gronu czytelników, opowieść dla dorosłych. Mnie samą zupełnie zaskoczył fakt, że okazała się to historia osadzona w dawnej kulturze słowiańskiej. Muszę przyznać, że odklejenie się od dotychczasowych tematów sprawiło mi ogromną przyjemność, choć stanowiło również nie lada wyzwanie. Wplecenie w opowieść wątków mitologii słowiańskiej jest o tyleż trudne, że my, Słowianie, nie mamy komfortu, jakim dysponują Grecy czy Skandynawowie. Na skutek różnych splotów okoliczności i burz historii musimy naszą spuści znę odbudowywać mozolnie i łatać ją ze zrębów zwyczajów i wierzeń zachowanych w folklorze.

Mitologia słowiańska często bywa bardzo dyskusyjna, a wiele postaci, które się w niej wymienia, w zależ ności od obszaru, na jakim występują, różni się wyglądem i kompetencjami. Komfort, jaki mam ja jako autorka opowieści czysto beletrystycznej, podpartej wiedzą specjalistów, pole ga na tym, że mogłam dowolnie wybrać konkretne elementy i skorzystać z nich najlepiej jak potrafiłam dla dobra opowieści.

„Ślad wody” to wstęp do serii obliczonej na cztery, może pięć nowel, które przeprowadzą czytelników przez słowiański rok obrzędowy, a ścieżki bogów i demonów będą się krzyżować z drogami śmiertelników. Niebagatelne znacznie ma dla mnie fakt, że opiekę merytoryczną nad projektem zgodziły się objąć osoby dysponujące szeroką wiedzą w zakresie mitologii, kultury materialnej, historii stroju czy nawet uzbrojenia.Na koniec jeszcze słowo o tytułowej postaci serii, czyli o Leszym. W mojej opowieści, podążając za opinią niektórych badaczek i badaczy, rozdzielam Leszego i Borowego. Traktuję ichjako odrębne istoty. Borowy jest władcą i opiekunem lasów. To postać boska, jedyna i niepowtarzalna. Leszy to istota niższego szczebla i podobnie jak rusałki, mamuny czy wampiry, nie występuje jednostkowo. Leszych może być wielu. U mnie jest jeden, za to bardzo konkretny, bardzo złośliwy i bardzo zdeterminowany, by się dobrze bawić i odcisnąć na ludzkich losach swój ślad.

Magdalena Zawadzka-Sołtysek

Dedykacja:

Dla wszystkich kobiet,

które samotnie walczą z demonami.

ŚLADY LESZEGO

TOM 1

ŚLAD WODY

Na wąskiej ławie w podcieniu chaty siedziała młoda kobieta. Głowę miała nisko pochyloną, a twarz ukrytą w dłoniach. Wstrząsane szlochem plecy drżały.

— Nie płacz, Żywka. On już w Nawii. Zostaw go w spokoju. Nie trzeba ducha próżnym żalem na świat wywoływać.

Stara kobieta o długim, ptasim nosie gładziła gęste jak łan pszenicy włosy, z których dziewczyna zdarła małżeński czepiec. Przyniosło to jednak skutek odwrotny od zamierzonego. Tamta rozszlochała się jeszcze bardziej. Nie mogąc już dłużej powstrzymać żalu, zajęczała tak głośno i rozpaczliwie, aż czarne ptaki siedzące na dachu chaty poderwały się do lotu. Zgromadzone wokół niej sąsiadki i krewniaczki popatrzyły po sobie bezradnie. Co miały powiedzieć owdowiałej ledwo w dwa tygodnie po ślubie dziewczynie? Wiadomo! Życie! Nieraz się przytrafiło, że panna lub młodzian przed ślubem życie tracili. Ba! Bywało, że i w dzień zaślubin spadało na nowożeńców nieszczęście i nagle, zamiast swadźby[1], bogowie gotowali ludziom tryznę[2]. Nie wydawało się jednak sensownym przytaczanie owych życiowych mądrości w ramach pocieszenia.

— Ostaw! Niech ryczy — odezwał się gruby, chropawy głos. — Co inszego zresztą dziewczynie zostało, jak mąż ją tak szybko odumarł, a na dodatek nawet bez brzucha ostawił? Ha?! Nie dziwota, że beczy. Taka młoda, a już wdowa. Żeby jeszcze dzieciaka w brzuchu miała, byłaby to jakowaś pociecha. Dzieciak zawsze w gospodarstwie się przyda. Poza tym wiadomo by było, że płodna, a tak… — nagle w kręgu niewiast stanęła Gniewicha.

Bezceremonialnie przepchnęła się między zebranymi i przysiadła obok młodej wdowy. Mimo że zrobiła to bardzo delikatnie, ławka skrzypnęła niebezpiecznie, potem trzasnęła i jeden jej koniec zapadł się pod kobietą, podczas gdy drugi podniósł się do góry jak żuraw przy studni.

— A taka twoja mać zatracona! — ryknęła. — Robiotera takie ławki, co to człowiek ledwie przysiędzie, a zapada się jak w grzęzawisku! Chopy nie umiotera nic porządnie zrobić! Ani ławki, ani dzieciaka! Tfu! — sarkała, podczas gdy zrozpaczona dziewczyna zaczęła zawodzić jeszcze głośniej.

Żadna z obecnych kobiet nie odważyła się powiedzieć głośno tego, co każda z nich pomyślała na temat tuszy przybyłej. Wiedziały wprawdzie, że Gniewicha należała do ludzi mających poczucie humoru. Z tą jednak delikatną różnicą, że było to poczucie dotyczące innych osób. Absolutnie nie starczało już w nim miejsca na jej obszerny, żeby nie powiedzieć gigantyczny, rozmiar! Zresztą, była ona kobietą, która przerastała niemal wszystkie ramy, w jakie ktoś nieostrożny usiłowałby ją wepchnąć.

— Ciiii! — syknęła jedna z niewiast. — Po co takie rzeczy opowiadać?! I to teraz, gdy chłopaka ledwie co z rzeki wyłowili? Pewno wodnik[3]albo, co gorsza, utopiec[4]go na brzegu zdybał i capnął. Ciało jeszcze dobrze nie obeschło, a wy tak gadacie, jakbyście szpilę pod serce wkładały!

— Ja?! — zdumiała się Gniewicha. — Ja szpilę? Ja?! Dyć mówiłam ino, byśta się dziewczyninie wypłakać pozwoliły, co tylko ulgę sercu i duszy przynieść może! Chyba ja najlepiej wiem, jak to jest być wdową! I wiem, że dzieciak by ją pocieszył, a tak ostała sama — rzuciła takim tonem, jakby podobna sytuacja żadnej innej niewiasty dotąd nie spotkała.

Kobiety pochyliły się do przodu, by lepiej słyszeć. Jednocześnie usiłowały zrozumieć jej przedziwną paplaninę.

— A skąd wiesz, jak to jest? Wymądrzasz się, gdy twój własny dzieciak pod progiem leży[5]! — krzyknęła Zięba, patrząc na Gniewichę wyzywająco.

Ta poderwała się na równe nogi jak dźgnięta szydłem i wysyczała wściekle:

— To wy tak do mnie? Tfu! Jak takie uczone żeśta, to