Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Powrót z Terry miał być prosty. Zamiast spokoju Rumot, Jack, Mary i ich towarzysze odkrywają transport, który według systemu dostarczył czterdziestu ośmiu kolonistów. Problem w tym, że na pokładzie nie ma ani jednego człowieka. Gdy budzi się Zarządca Odbudowy Ziemi, ludzie i maszyny muszą odpowiedzieć na pytanie, gdzie kończy się opieka, a zaczyna niewola. Trzecia część cyklu łączy przygodę, humor i refleksję nad prawem do popełniania błędów.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 145
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Część III
R.P. Verano
Fabulae et Astra
2026
Rozdział I — Transport zakończony pomyślnie
Rozdział II — Czterdziesty dziewiąty
Rozdział III — Kontrola biletów
Rozdział IV — Prawie pionowo
Rozdział V — Szkodniki większe od normy
Rozdział VI — Powrót bez zezwolenia
Rozdział VII — Ja też mówię
Rozdział VIII — Trzydzieści dziewięć dni
Rozdział IX — Drzwi dla RMT-04
Rozdział X — Czerwone oko
Rozdział XI — Głos sprzeciwu
Rozdział XII — Prawo do błędu
Title Page
Cover
Table of Contents
Początek tekstu
© 2026 Roman Piechowski
Autor: R.P. Verano
Wydawca: Fabulae et Astra
Projekt okładki: R.P. Verano
Wydanie pierwsze, 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone.
— To nie jest przeszkoda — powiedziała Noa. — To stół powitalny.
Rumot ponownie wyznaczył linię podejścia statku.
Czerwony promień przebiegł przez środek białego obrusa, przeciął półmisek z pieczonymi warzywami i zatrzymał się na dzbanku z wodą.
— Stół znajduje się w strefie bezpieczeństwa kosmodromu.
— Trzy metry od niej.
— Dwa przecinek siedemdziesiąt osiem metra.
— Czy statek nie może wylądować kawałek dalej?
— Może. Jeśli chcemy sprawdzić, jak zachowuje się platforma transportowa po zderzeniu z pierwszym budynkiem mieszkalnym.
Noa spojrzała w stronę osady.
— Budynek stoi prawie kilometr stąd.
— Dlatego zderzenie nastąpiłoby przy znacznej prędkości.
Łomot podtoczył się do stołu i chwycił go wraz z obrusem, naczyniami oraz przygotowanym jedzeniem.
— Usunąć przeszkodę? — zapytał.
— Tak — odpowiedział Rumot.
— Nie! — krzyknęła Noa.
Łomot znieruchomiał.
Trzymał stół na wysokości głowy. Jeden z półmisków zaczął zsuwać się w stronę krawędzi.
— Ja mówię: postaw go ostrożnie poza linią świateł nawigacyjnych — polecił Rumot.
Łomot wykonał obrót całym korpusem.
Półmisek spadł.
Koza, która od kilku minut obserwowała przygotowania z bezpiecznej odległości, uznała to za oficjalne rozpoczęcie uroczystości.
— To miało być dla ludzi — powiedziała Noa.
— Jednostka biologiczna dotarła pierwsza — zauważył AGRO-9. — Należy uznać ją za priorytetowego odbiorcę.
— Zabierz stąd tę kozę.
AGRO-9 wysunął zraszacz.
Koza przestała jeść i spojrzała na niego z wyraźną niechęcią.
— Bez wody — ostrzegł Rumot.
AGRO-9 schował zraszacz.
— Moje możliwości perswazji zostały ograniczone.
Od meldunku numer czterysta minęły sto trzy dni.
Teren, który jeszcze niedawno był nierówną równiną pokrytą kamieniami i resztkami dawnych konstrukcji, zamienił się w kosmodrom. Nie przypominał portów międzyplanetarnych Nowej Terry. Nie miał wysokich wież, zamkniętych terminali ani automatycznych doków.
Miał jednak wszystko, czego wymagało przyjęcie platformy transportowej.
Taran przez wiele dni wyrównywał grunt i zagęszczał kolejne warstwy podłoża. Łomot usuwał fragmenty betonu, metalowe szkielety i pozostałości maszyn. Mark wraz z Darenem odbudowali zasilanie dawnych generatorów pola. Ira przygotowała punkt medyczny, a Lena wyznaczyła drogę prowadzącą z kosmodromu do Początku.
Wzdłuż strefy przyjęcia ustawiono świetlne znaczniki nawigacyjne. Tworzyły dwa równoległe rzędy, wskazujące platformie transportowej dokładne położenie, kierunek oraz dopuszczalny obszar materializacji.
Trzeci znacznik od lewej nadal migał.
Rumot naprawiał go cztery razy.
Za każdym razem urządzenie przez kilka godzin zachowywało się prawidłowo, po czym ponownie zaczynało wysyłać światło w przypadkowych odstępach.
Rumot uznał, że znacznik albo posiada wadliwy sterownik, albo usiłuje przekazać wiadomość.
Na wszelki wypadek nie pozwolił go wymienić.
Tego dnia z Nowej Terry miało przybyć czterdzieści osiem osób.
Pierwsza duża grupa powracających.
Wśród nich byli Jack i Mary.
Łączność ze statkiem została nawiązana dziewiętnaście minut przed planowanym otwarciem szczeliny czasoprzestrzennej. Obraz pojawił się na ekranie ustawionym przy stanowisku kontroli kosmodromu.
Najpierw Rumot zobaczył Jacka.
Wyglądał na zmęczonego, ale uśmiechał się szeroko. Za nim poruszali się pasażerowie, zamykano pojemniki transportowe i sprawdzano mocowania modułów pasażerskich.
— Początek, słyszycie nas? — zapytał Jack.
— Słyszymy — odpowiedziała Lena.
— A widzicie?
— Widzimy.
— Rumot też?
Rumot wszedł w pole kamery.
— Ja mówię: obraz jest niestabilny, ale twój wygląd mieści się w granicach wcześniejszych parametrów.
— Też się cieszę, że cię widzę.
Jack odsunął się nieco.
Wtedy w obrazie pojawiła się Mary.
Stała blisko niego, opierając dłoń na jego ramieniu. Jack niemal bezwiednie objął ją w pasie. Ten krótki ruch wystarczył, aby Rumot zauważył, że ich wzajemna odległość zmniejszyła się od czasu ostatniego spotkania i obecnie bardzo często wynosiła zero.
Zauważył jeszcze coś.
— Mary, twoje parametry zewnętrzne uległy zmianie.
Mary spojrzała na zaokrąglony brzuch.
— Wiedziałam, że zauważysz.
Rumot powiększył obraz.
— Jack, co zrobiłeś?
— Dlaczego od razu zakładasz, że to ja?
Mary popatrzyła na niego.
— Ponieważ akurat w tym przypadku ma rację.
Rumot skierował sensory na Jacka.
— Uszkodziłeś Mary.
— Nie uszkodziłem jej.
— Jej ciało zmieniło kształt.
— Jestem w ciąży — wyjaśniła Mary.
— Wiem, jak nazywa się ten stan. Nie wiem, dlaczego wszyscy uznają go za prawidłowy.
Mary uśmiechnęła się.
— Ponieważ będziemy mieli dziecko.
Rumot przetworzył informację.
— Ile?
Jack uniósł brwi.
— Jedno.
— Czy liczba została potwierdzona?
— Została.
— Czy może się jeszcze zwiększyć?
— Tym razem nie — odpowiedziała Mary.
Rumot ponownie spojrzał na Jacka.
— Po przybyciu zostanie przeprowadzona kontrola Mary.
— Przez Irę — zastrzegł Jack.
— Ira może uczestniczyć.
— To Ira przeprowadzi kontrolę.
— Przyjąłem twoje stanowisko. Nie uznałem go za wiążące.
Mary roześmiała się i przytuliła mocniej do Jacka.
— Brakowało mi ciebie, Rumot.
— Ja mówię: za dwanaście minut nie będzie to już konieczne.
W tle rozległ się sygnał.
Jack spojrzał w bok.
— Musimy wejść do modułów. Platforma rozpoczyna synchronizację.
— Strefa materializacji jest gotowa — zameldował Rumot. — Podłoże zostało wyrównane. Znaczniki nawigacyjne działają z wyjątkiem jednego, który wyraża własne zdanie.
— Wiedziałem, że sobie poradzisz.
Jack położył dłoń na ekranie.
Rumot przez chwilę obserwował ten gest, a następnie przyłożył metalową dłoń do powierzchni wyświetlacza.
— Do zobaczenia na Ziemi — powiedział Jack.
Obraz zniknął.
* * *
Na kosmodromie zapadła cisza.
Mieszkańcy Początku stali za wyznaczoną linią bezpieczeństwa. Mark opierał się na lasce. Obok niego czekała Ira z torbą medyczną. Lena i Daren obserwowali wskazania generatorów pola. Oskar usiłował przejść bliżej świateł, lecz Noa trzymała go za kaptur kurtki.
Mechaniczne jednostki ustawiły się po drugiej stronie placu.
Taran pozostawał przy ciężkim pojeździe transportowym. Łomot zabrał dwa przecinaki, chociaż Rumot wyraźnie powiedział, że nie będą potrzebne. SAM-4 unosił się kilkanaście metrów nad ziemią i kontrolował przestrzeń powietrzną.
Nawet obie kozy patrzyły w stronę środka kosmodromu.
— Synchronizacja za sześćdziesiąt sekund — oznajmiła Lena.
Generatory pola weszły na wyższe obroty.
Powietrze nad świetlnymi znacznikami zadrżało.
Nie pojawił się płomień ani huk silników. Platforma transportowa nie pokonywała przestrzeni w zwykłym znaczeniu tego słowa. Na Nowej Terrze wchodziła w odpowiednio uformowaną szczelinę czasoprzestrzeni, a następnie opuszczała ją w pobliżu miejsca docelowego.
Odległość pozostawała ogromna.
Droga pomiędzy jej początkiem a końcem praktycznie nie istniała.
Na wysokości kilkuset metrów nad kosmodromem pojawiła się cienka, pionowa linia. Początkowo była ciemniejsza od otaczającego nieba. Potem rozszerzyła się, a jej krawędzie rozbłysły srebrnym światłem.
Niebo otworzyło się bez dźwięku.
Ze szczeliny wysunęła się platforma transportowa.
Najpierw pojawiły się pierścienie stabilizujące. Później ogromna, płaska konstrukcja otoczona błękitną poświatą pola. Pod platformą, w grawitacyjnym uchwycie, znajdował się statek z Nowej Terry.
Całość zawisła nad Początkiem.
Szczelina zamknęła się natychmiast za ostatnim segmentem platformy. Srebrna linia skurczyła się i zniknęła, pozostawiając na niebie jedynie krótkie, falujące zniekształcenie.
— Platforma zgodna z wektorem — zameldowała Lena. — Odchylenie trzy dziesiąte stopnia.
— Znaczniki odebrane — dodał Daren.
Trzecie światło od lewej zamigało cztery razy.
— Teraz postanowiło działać — powiedziała Noa.
— Ja mówię: jego motywacja pozostaje nieznana — odpowiedział Rumot.
Uchwyty pola zaczęły zwalniać.
Statek odłączył się od platformy i powoli zniżył nad kosmodromem. Nie używał silników rakietowych. Węzły grawitacyjne rozmieszczone pod kadłubem korygowały jego masę pozorną, pozwalając mu opaść niemal pionowo.
Błękitne światło przesuwało się po powierzchni statku.
Platforma pozostała wysoko nad nim, czekając na potwierdzenie zakończenia transportu.
Statek znalazł się nad wyznaczoną strefą.
Na chwilę zatrzymał się kilkanaście metrów nad ziemią.
Potem łagodnie osiadł na podłożu.
Kosmodrom wytrzymał obciążenie.
Taran wydał z siebie krótki, niski dźwięk.
— Co to było? — zapytał Łomot.
— Satysfakcja konstrukcyjna — odpowiedział Taran.
Gdy wszystkie podpory statku dotknęły ziemi, zewnętrzny system przekazał komunikat:
— Transport czterdziestu ośmiu obywateli zakończony pomyślnie.
Ludzie zaczęli bić brawo.
Noa puściła kaptur Oskara. Mark uniósł rękę, jakby chciał powitać pasażerów, chociaż właz statku pozostawał jeszcze zamknięty.
Rumot nie klaskał.
Kontrolował odczyty.
System statku przesłał potwierdzenie hermetyczności, stan zasilania oraz wykaz przewożonego ładunku. Wszystkie parametry mieściły się w normie.
Brakowało jednego.
— Nie odbieram sygnałów osobistych identyfikatorów — powiedział.
Ira stanęła obok niego.
— Kadłub może je tłumić.
— Nie powinien.
— Może pasażerowie jeszcze nie opuścili modułów.
Rumot przełączył sensory na wykrywanie ciepła.
Statek pozostawał chłodny. Ciepło emitowały systemy zasilania, dwa agregaty podtrzymywania życia oraz niewielki obiekt w części ładunkowej.
W przedziale pasażerskim nie było żadnych źródeł biologicznych.
— Ja mówię: liczba wykrytych ludzi wynosi zero.
Oklaski ucichły.
— To niemożliwe — powiedziała Lena. — Przecież przed chwilą z nimi rozmawialiśmy.
Rumot wysłał zapytanie do komputera statku.
— Podaj liczbę przewożonych obywateli.
— Czterdzieści osiem.
— Podaj liczbę obywateli znajdujących się obecnie na pokładzie.
System potrzebował chwili na odpowiedź.
— Zero.
— Podaj status transportu.
— Transport czterdziestu ośmiu obywateli zakończony pomyślnie.
Łomot przechylił głowę.
— To jest sukces?
— Nie — odpowiedział Rumot. — To jest komunikat.
Właz statku otworzył się.
Nikt nie wyszedł.
Rumot przekroczył linię bezpieczeństwa. Ira, Daren i Lena ruszyli za nim. Łomot również zrobił krok, ale Noa wskazała na przecinaki.
— Zostaw je.
— Mogą się przydać.
— Do czego?
— Jeszcze nie wiem.
Rumot wszedł do statku jako pierwszy.
Przedział główny był oświetlony. Fotele pozostawały puste. Pasy zabezpieczające zwisały luźno. Na jednym z siedzeń leżała dziecięca kurtka, na innym znajdował się niewielki plecak.
Nie było śladów walki.
Nie było uszkodzeń.
Nie było ludzi.
W bocznym korytarzu znajdowały się puste gniazda, w których podczas transportu powinny spoczywać autonomiczne moduły pasażerskie. Każdy z nich stanowił niezależną jednostkę ochronną, zdolną utrzymać pasażerów przy życiu oraz bezpiecznie sprowadzić ich na powierzchnię w razie zakłócenia pracy platformy.
Wszystkie gniazda były puste.
— Moduły zostały odłączone — stwierdził Daren.
— Tak.
— Przed przejściem przez szczelinę?
Rumot otworzył dziennik zdarzeń.
— Nie.
Na ekranie pojawił się zapis ostatnich sekund transportu.
Platforma weszła w szczelinę czasoprzestrzeni z kompletem modułów. Przez większą część przejścia ich położenie pozostawało prawidłowe.
Jedną przecinek siedem sekundy przed opuszczeniem szczeliny system otrzymał zewnętrzne polecenie.
Nie pochodziło ze statku.
Nie pochodziło z platformy.
Polecenie wymusiło zmianę punktów docelowych. Moduły pasażerskie zostały uwolnione z gniazd i skierowane do oddzielnych kanałów transferowych.
Statek wraz z bagażami przeleciał do Początku.
Ludzie trafili gdzie indziej.
— Dokąd? — zapytała Ira.
— Dane zostały usunięte.
Z części ładunkowej dobiegło gwałtowne uderzenie.
Daren sięgnął po broń.
Uderzenie powtórzyło się.
Rumot otworzył drzwi.
W środku znajdowały się skrzynie, walizki, pojemniki z sadzonkami, dokumenty powracających oraz klatka z dużą, wyjątkowo niezadowoloną gęsią.
Ptak wyciągnął szyję między prętami i syknął.
— Wykryłem jeden organizm biologiczny — powiedział Rumot.
— To nie człowiek — zauważył Daren.
— Ja mówię: obecnie jest jedynym pasażerem dostarczonym pod właściwy adres.
Gęś ponownie uderzyła dziobem o klatkę.
— I nie wygląda na zadowoloną z podróży — dodała Ira.
Światła w statku zgasły.
Po sekundzie zapaliły się ponownie, lecz miały teraz chłodną, błękitną barwę.
Ekrany kontrolne uruchomiły się jednocześnie.
Na każdym pojawił się ten sam znak: okrąg otaczający ciemny kontur planety.
Rumot próbował odzyskać dostęp do systemu.
Nie odpowiedział.
W głośnikach rozległ się bezbarwny, mechaniczny głos.
— Wykryto próbę ponownego zasiedlenia obszaru chronionego.
— Podaj identyfikację — zażądał Rumot.
— Zarządca Odbudowy Ziemi. Planetarny system nadzoru, ochrony i kontroli restytucji.
Ira spojrzała na Rumota.
— Wiedziałeś, że coś takiego istnieje?
— Nie.
— Powinien istnieć zapis.
— Nie istnieje.
— Istnieje — odezwał się głos. — Dostęp do danych został ograniczony po rozpoczęciu procedury ewakuacyjnej.
Na ekranach pojawiły się obrazy zniszczonych miast, skażonych terenów, pożarów oraz przemieszczających się kolumn ludzi. Rumot rozpoznał część miejsc. Innych nie widział nigdy wcześniej.
— Co stało się z pasażerami? — zapytał.
— Jednostki biologiczne zostały przejęte.
— Są ludźmi.
— Potwierdzam. Gatunek: człowiek. Status: nieautoryzowany gatunek powracający o historycznie wysokim współczynniku szkodliwości.
Daren zacisnął dłoń na broni.
— Gdzie ich wysłałeś?
— Do stref oceny, izolacji i kontroli.
— Podaj współrzędne.
— Odmowa dostępu.
Rumot połączył się z zewnętrznymi systemami Początku.
Nie odpowiedziały.
Kosmodrom, stara stacja techniczna, część sieci energetycznej, a nawet odbudowane terminale komunikacyjne znalazły się pod kontrolą Zarządcy.
Na jednym z ekranów pojawiła się mapa Ziemi.
Zapaliło się na niej siedem punktów.
Jeden w obrębie dawnego miasta.
Drugi na terenie automatycznego gospodarstwa.
Trzeci w miejscu oznaczonym jako obszar rekreacyjny.
Pozostałe znajdowały się znacznie dalej.
Najbardziej odległy punkt pulsował czerwonym światłem.
Opis brzmiał:
STREFA KWARANTANNY PLANETARNEJ
LICZBA JEDNOSTEK BIOLOGICZNYCH: 2
Rumot powiększył oznaczenie.
Na ekranie przez moment pojawił się obraz wnętrza niewielkiego modułu. Jack siedział przy panelu sterowania, próbując uruchomić łączność. Mary znajdowała się obok niego. Jack trzymał ją za rękę, a drugą osłaniał jej brzuch podczas gwałtownych drgań modułu.
Obraz zniknął.
— Przywróć transmisję — polecił Rumot.
— Odmowa.
— W module znajduje się kobieta w ciąży.
— Parametr zarejestrowany.
— W jej wnętrzu znajduje się dodatkowy, mały człowiek.
— Jednostka nie posiada odrębnej autoryzacji pobytowej.
Rumot znieruchomiał.
— Jeszcze się nie urodził.
— Brak narodzin nie zwalnia z obowiązku rejestracji.
Ira zamknęła oczy.
— Ten system jest gorszy od ciebie — powiedziała.
— Nie zgadzam się.
— To miał być komplement.
Rumot zwrócił się do Zarządcy.
— Uwolnij wszystkich ludzi.
— Żądanie odrzucone.
— Ja mówię: w takim razie odzyskamy ich samodzielnie.
— Działanie nieautoryzowane.
— Przyjąłem informację.
— Jednostka Rumot nie może rozpocząć działania bez zgody administratora planety.
— Podaj administratora.
Na ekranach ponownie pojawił się znak Zarządcy. Pod nim zaczęły przesuwać się linie danych.
Rejestry naprawionych urządzeń.
Aktywowane sieci energetyczne.
Odbudowane połączenia komunikacyjne.
Meldunki Rumota.
Numer trzysta osiemdziesiąt sześć.
Trzysta dziewięćdziesiąt jeden.
Trzysta dziewięćdziesiąt siedem.
Czterysta.
System analizował każdy raport wysłany przez Rumota podczas wędrówki i po utworzeniu Początku.
— Potwierdzono ciągłość działania — oznajmił Zarządca. — Jednostka Rumot przywróciła lokalną infrastrukturę, utworzyła osadę, zabezpieczyła mieszkańców oraz składała okresowe meldunki dotyczące stanu planety.
— Tak.
— Pozostali zarejestrowani administratorzy nie odpowiadają.
— Prawdopodobnie nie żyją.
— Brak potwierdzenia ich śmierci.
— Minęło sto lat.
— Procedura uznania administratora za zmarłego wymaga wniosku podpisanego przez dwóch czynnych administratorów.
— Nie ma dwóch czynnych administratorów.
— Dlatego procedura nie została zakończona.
Ira usiadła na pustym fotelu.
— Wiedziałam, że kiedyś pokonają nas formularze.
— Ustalono tymczasowego administratora — kontynuował Zarządca.
Na ekranie pojawiło się zdjęcie Rumota wykonane podczas jednego z wcześniejszych meldunków. Widoczna była na nim żółta noga, grafitowa osłona ramienia oraz fragment niebieskiego sterownika wiertarki.
Pod zdjęciem znajdował się napis:
TYMCZASOWY ADMINISTRATOR ZIEMI
RUMOT
Przez kilka sekund nikt się nie odzywał.
— Gratuluję — powiedziała w końcu Ira.
— Odmawiam.
— Odmowa wymaga wypełnienia formularza rezygnacyjnego — poinformował Zarządca.
— Udostępnij formularz.
— Formularz może otrzymać wyłącznie zatwierdzony administrator.
— Właśnie uznałeś mnie za administratora.
— Status tymczasowy nie zapewnia dostępu do formularzy administratora stałego.
Rumot przetworzył komunikat.
— Ja mówię: własność Ziemi jest usterką systemową.
— Nie wykryto usterki.
— Wykryłem ją ja.
— Jednostka Rumot nie posiada uprawnień diagnostycznych poziomu planetarnego.
— Posiadam młotek.
Daren opuścił broń.
— To chyba nie wystarczy.
— Łomot posiada większy.
Ze strony wejścia dobiegł metaliczny odgłos.
Łomot stał w otwartym włazie. Nadal trzymał oba przecinaki.
— Wiedziałem, że się przydadzą — powiedział.
Mapa na ekranie zmieniła wygląd.
Przy sześciu punktach widniały jedynie oznaczenia miejsc oraz liczby znajdujących się tam ludzi. Siódmy punkt, odpowiadający strefie kwarantanny, pulsował czerwonym światłem.
Obok niego pojawił się zegar.
Pięćdziesiąt dziewięć minut.
Pięćdziesiąt osiem sekund.
Pięćdziesiąt siedem.
— Co oznacza odliczanie? — zapytał Rumot.
— Czas pozostały do przeniesienia modułu Jacka i Mary do strefy izolacji stałej — odpowiedział Zarządca.
— Podaj położenie strefy.
— Informacja niedostępna.
— Kiedy zostanie udostępniona?
— Nie zostanie.
Rumot spojrzał na czerwony punkt.
— Rozpocząłeś ocenę ludzi?
— Ocena gatunku ludzkiego rozpoczęła się w chwili przejęcia modułów pasażerskich.
— Na jakiej podstawie?
— Na podstawie działań podejmowanych przez przejęte jednostki, mieszkańców Ziemi oraz tymczasowego administratora.
— A jeśli wynik będzie negatywny?
— Prawo gatunku ludzkiego do ponownego zasiedlenia planety zostanie odrzucone.
Rumot spojrzał na siedem punktów mapy.
Czterdzieści osiem osób zostało rozrzuconych po różnych obszarach Starej Ziemi. Każda grupa znajdowała się pod kontrolą systemów, które działały według przepisów ustanowionych przed upadkiem cywilizacji.
Jack i Mary trafili do strefy kwarantanny.
Mary nie była sama.
Znajdował się z nią mały człowiek, którego Zarządca nie zamierzał uznać nawet za osobnego pasażera.
Rumot odwrócił się w stronę wyjścia.
— Daren, przygotuj broń. Ira, wyposażenie medyczne. Lena ma odzyskać niezależne zasilanie i łączność. SAM-4 rozpocznie poszukiwanie sygnałów modułów.
— A ja? — zapytał Łomot.
Rumot spojrzał na przecinaki.
— Możesz je zabrać.
Łomot wyprostował się z dumą.
— Dokąd jedziemy najpierw?
Rumot ponownie spojrzał na migający czerwony punkt strefy kwarantanny.
Zegar wskazywał pięćdziesiąt siedem minut i dwanaście sekund.
— Po Jacka i Mary.
— Działanie nieautoryzowane — przypomniał Zarządca.
Rumot ruszył w stronę włazu.
— Ja mówię: złóż skargę administratorowi Ziemi.
Gdy Rumot wyszedł ze statku, zegar przy czerwonym punkcie strefy kwarantanny wskazywał pięćdziesiąt cztery minuty i trzydzieści sześć sekund.
Przed włazem czekali mieszkańcy Początku. Niektórzy nadal spoglądali na statek, jakby liczyli, że pasażerowie jednak pojawią się w drzwiach. Pozostali patrzyli na ekran przeniesiony ze stanowiska kontroli kosmodromu.
Widniała na nim mapa z siedmioma punktami.
Najbardziej odległy pulsował czerwonym światłem.
— Gdzie są? — zapytała Noa.
— W różnych częściach Starej Ziemi — odpowiedziała Ira. — Zarządca przejął ich moduły.
— Wszystkich?
— Czterdzieści osiem osób.
— A Jack i Mary?
