Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
„RUMOT. NOWA ZIEMIA” to pierwsza część trzyczęściowej opowieści science fiction.
Na odległej Nova Terra ludzie próbują zbudować swój świat od początku. Tymczasem na opuszczonej Ziemi Jack, Mary i skonstruowany z przypadkowych części robot Rumot ruszają w drogę, która może odmienić los obu światów.
To historia o przetrwaniu, samotności, pamięci i poszukiwaniu własnego miejsca — z niezwykłym robotem, który dopiero uczy się, co znaczy być człowiekiem.
Publikacja została utworzona przy pomocy sztucznej inteligencji (AI).
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 35
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
R.P. Verano
Wydawnictwo FABULAE ET ASTRA
2026
I. Kupa żelastwa
II. Dziewczyna z karabinem
III. Sektor siedemnaście
IV. Człowiek, który nie chciał być znaleziony
V. Wiemy. Czekaj.
VI. RMT-04
VII. Sześć osób
VIII. Ci, którzy zostali
IX. Archiwum
X. Most
XI. Kierunek: kosmodrom
XII. Ostatni pasażer
Epilog. Nowy początek
RUMOT POWRÓCI
Title Page
Cover
Table of Contents
© 2026 R.P. Verano
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Autor: R.P. Verano
Tytuł: RUMOT. NOWA ZIEMIA
Wydawca: Wydawnictwo FABULAE ET ASTRA
Wydanie pierwsze, 2026
Wszystkie postacie i wydarzenia przedstawione w utworze są fikcyjne.
Rok 2120.
Miasto nie umarło nagle. Najpierw zgasły reklamy, później witryny sklepów, potem światła w oknach. Na końcu ucichły samochody. Po kilkudziesięciu latach asfalt popękał, drzewa weszły między domy, a wiatr nauczył się otwierać drzwi budynków, do których nikt już nie zaglądał.
Jack miał dwadzieścia kilka lat i określał siebie jako „prawie inżyniera”. Nie dlatego, że brakowało mu wiedzy. Brakowało uczelni, wykładowców i dyplomu.
Fabrykę robotów znalazł przypadkiem. Ogromna hala przetrwała lepiej niż większość miasta. Na taśmach montażowych stały szkielety maszyn, a magazyny pełne były silników, przewodów, czujników i kończyn należących kiedyś do różnych modeli.
Jack przez dwa tygodnie wybierał części.
Korpus znalazł w dziale serwisowym. Prawą rękę w skrzyni oznaczonej „AG-7”. Lewą wziął z robota spawalniczego. Jedna noga była czarna, druga żółta. Głowa wyglądała, jakby projektantowi pod koniec zmiany zabrakło cierpliwości.
Jack podłączył ostatni przewód i cofnął się.
— No, dawaj, stary. Rusz się, kupo żelastwa.
Nic.
Sprawdził zasilanie.
— To już czternasty raz. Jeżeli teraz nie wstaniesz, zrobię z ciebie szafkę.
Robot zaiskrzył.
Jack odskoczył.
W korpusie coś zazgrzytało. Zielona dioda zamigotała, zgasła, po czym zapaliła się ponownie. Maszyna wyprostowała najpierw jedną nogę, później drugą i z wysiłkiem podniosła się z podłogi.
Rozejrzała się.
— Ja mówię: kto to jesteś ty?
Jack otworzył usta.
— Jestem Jack. Twój konstruktor.
Robot spojrzał na niego jednym zielonym okiem.
— Konstruktor jest ten, kto skonstruował?
— Tak.
— A części skonstruowali inni.
Jack zawahał się.
— Dobrze. Złożyłem cię.
— To precyzyjniejsze.
Jack patrzył na niego przez chwilę.
— Dopiero wstałeś i już się czepiasz.
— Co to znaczy „czepiasz”?
— Dowiesz się. Będziesz moim pomocnikiem. Słuchasz, co mówię, i pomagasz mi przeżyć. Zrozumiałeś?
— Ja mówię: tak, Jack.
— I potrzebujesz imienia.
Robot czekał.
Jack obejrzał swoje dzieło. Krzywy korpus, niedopasowane ręce, żółta noga, czarna noga, kilka miejsc pokrytych rdzą.
— Rumot.
— Ja Rumot.
— Pasuje.
Robot obejrzał się w kawałku pękniętego lustra.
— Dlaczego?
— Później.
— Ludzie często mówią „później”, kiedy nie chcą odpowiedzieć?
Jack spojrzał na niego.
— Skąd ty to wiesz?
— Nie wiem.
To była pierwsza rzecz, która Jacka zaniepokoiła.
Drugą odkrył pięć minut później.
Rumot podniósł metalową skrzynkę, którą Jack z trudem przesuwał po podłodze, i odstawił ją jedną ręką.
— Ile ważysz? — zapytał Jack.
— Sto dziewięćdziesiąt trzy kilogramy.
— A ile możesz podnieść?
— Nie wiem.
— To sprawdzimy.
Rumot popatrzył na niego.
— Ludzie najpierw budują, a potem sprawdzają, co zbudowali?
— Czasami.
— To wyjaśnia stan miasta.
Jack przez chwilę milczał.
Potem zaczął się śmiać.
Rumot zapisał ten dźwięk w pamięci.
Nie rozumiał jeszcze, do czego służy.
Wyruszyli trzy dni później.
Jack zabrał wodę, konserwy, narzędzia, mapę i stary odbiornik radiowy. Rumot zabrał skrzynkę części zamiennych, dwie baterie i metalowy kubek, który znalazł w fabryce.
— Po co ci kubek? — zapytał Jack.
— Ty masz.
— Ja piję.
— Ja obserwuję.
— I?
— Chcę wyglądać, jakbym uczestniczył.
Jack nie znalazł odpowiedzi.
Miasto kończyło się powoli. Zrujnowane bloki ustępowały magazynom, magazyny polom, a pola lasowi, który przez dziesięciolecia odzyskiwał ziemię.
Rumot zatrzymywał się przy wszystkim.
Przy znaku drogowym.
Przy dziecięcym rowerze.
Przy szkielecie autobusu.
— Dlaczego ludzie budowali pojazd dla sześćdziesięciu osób, a potem każdy chciał mieć własny samochód?
— Bo mogli.
— To nie jest odpowiedź.
— Jest. Ludzka.
Rumot zapisał.
Pod wieczór znaleźli dom z dymem unoszącym się z komina.
Jack ruszył pierwszy.
Nie zdążył dojść do furtki.
Huk wystrzału rozdarł ciszę.
Pocisk uderzył w murowany słupek pół metra od jego głowy. Odłamek cegły przeciął mu policzek.
Jack znieruchomiał z rękami uniesionymi do połowy.
— Ani kroku dalej! Następny strzał nie będzie ostrzegawczy.
