RUMOT. DROGA DO POCZĄTKU - R.P. Verano - ebook

RUMOT. DROGA DO POCZĄTKU ebook

R.P. Verano

0,0

Opis

„RUMOT. DROGA DO POCZĄTKU” to druga część trzyczęściowej opowieści science fiction.

Po odebraniu tajemniczego sygnału Rumot wyrusza w dalszą drogę. Poszukując ludzi i miejsca zwanego Początkiem, natrafia na ślady ocalałych, nowe zagrożenia oraz tajemnice dawnego świata.

Czy jego siła, osobliwa logika i niezawodne poczucie humoru wystarczą, by ochronić tych, którzy wciąż próbują przetrwać?

Publikacja została utworzona przy pomocy sztucznej inteligencji (AI).

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 196

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



RUMOT. Droga do Początku

Część II

R.P. Verano

Fabulae et Astra

2026

© 2026 R.P. Verano. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Rozdział I Głos

Po wysłaniu meldunku numer 386 do Jacka i Mary Rumot powrócił do poznawania tajników niebieskiej wiertarki.

Poznawanie polegało w tym przypadku na rozłożeniu jej na sto siedemnaście części, starannym obejrzeniu każdej z nich, a następnie podjęciu próby złożenia urządzenia w całość. Rumot zajmował się tym już trzeci dzień i był coraz bliższy sukcesu.

Przynajmniej tak wynikało z jego obliczeń.

Na kamiennej posadzce dawnego warsztatu leżało jednak nadal osiem części, których przeznaczenia nie potrafił ustalić. Jedna z nich przypominała pierścień, druga spłaszczone pudełko, a sześć pozostałych wyglądało jak przedmioty skonstruowane wyłącznie po to, aby zirytować każdego, kto spróbuje naprawić wiertarkę.

Rumot przyglądał się im przez chwilę.

— Ja mówię: części nadmiarowe — oznajmił.

Włożył pierścień do podręcznego zasobnika narzędziowego. Pozostałe przesunął nogą pod stół.

Niebieska wiertarka była teraz prawie gotowa. Brakowało jej wprawdzie osłony, przełącznika obrotów i czegoś, co najprawdopodobniej chroniło użytkownika przed porażeniem, ale Rumot uznał, że trzy drobne niedogodności nie powinny przeszkadzać w przeprowadzeniu pierwszej próby.

Podłączył baterię.

Wiertarka drgnęła, zawyła i obróciła się gwałtownie wokół własnej osi. Wyrwała się Rumotowi, przeleciała przez warsztat, odbiła od ściany i wbiła w drewnianą szafkę.

Szafka rozpadła się na dwie części.

Rumot popatrzył na wystającą z niej wiertarkę.

— Próba zakończona powodzeniem — stwierdził. — Urządzenie wierci. Kierunek wiercenia wymaga niewielkiej korekty.

Właśnie podchodził do szafki, kiedy usłyszał trzask w odbiorniku.

Zatrzymał się.

Trzaski i szumy nie były niczym niezwykłym. Stara Ziemia wciąż pełna była uszkodzonych nadajników, automatycznych radiolatarni i systemów alarmowych, które od dziesięcioleci bezskutecznie ostrzegały nieistniejących ludzi przed nieistniejącymi zagrożeniami.

Rumot nauczył się je ignorować.

Tym razem jednak wśród zakłóceń pojawiło się coś jeszcze.

Głos.

Bardzo słaby.

Ziemski.

Ludzki.

— Czy… ktoś mnie słyszy?

Rumot znieruchomiał.

W jego procesorze jednocześnie uruchomiło się kilkanaście procedur. Jedna analizowała częstotliwość, druga położenie nadajnika, trzecia porównywała głos z zapisami przechowywanymi w pamięci. Czwarta, zupełnie niepotrzebna, przypomniała mu, że niebieska wiertarka nadal pracuje wewnątrz szafki.

— Proszę… jeżeli ktoś tam jest…

Rumot odwrócił się w stronę odbiornika.

— Ja jestem — powiedział.

Dopiero po chwili przypomniał sobie, że samo mówienie do odbiornika nie wystarcza. Wcisnął przycisk nadajnika.

— Ja mówię: słyszę. Proszę kontynuować bycie człowiekiem i nadawanie.

Odpowiedziały mu trzaski.

— Halo? — powtórzył Rumot. — Osobo ludzka, proszę się nie wyłączać.

Przez kilka sekund słychać było tylko szum. Potem głos powrócił.

— Jeżeli… ktoś mnie słyszy… proszę…

Transmisja urwała się.

Rumot czekał.

Dziesięć sekund.

Minutę.

Pięć minut.

Głos już się nie odezwał.

Robot przesłał zapis do analizatora. Sygnał był bardzo słaby, wielokrotnie odbijał się od ruin i pozostałości dawnych instalacji. Ustalenie dokładnego miejsca jego pochodzenia wymagało czasu.

Rumot wpatrywał się w mapę. Zielone linie pojawiały się na ekranie, krzyżowały i znikały. Położenie nadajnika zmieniało się z każdą kolejną analizą o kilkadziesiąt kilometrów. Dopiero po godzinie obszar poszukiwań zmniejszył się do wielkości, którą Rumot uznał za możliwą do zaakceptowania.

Kierunek południowo-zachodni.

Odległość około tysiąca stu pięćdziesięciu kilometrów.

Margines błędu: sto osiemdziesiąt kilometrów.

— To nie jest dokładna lokalizacja — zauważył. — To jest sugestia geograficzna.

Jeszcze raz odtworzył nagranie.

„Czy ktoś mnie słyszy?”

Ostatni raz słyszał obcy ludzki głos bardzo dawno temu. Jack i Mary byli daleko, na Nowej Terrze. Ich głosy docierały do niego za pośrednictwem urządzeń, przekaźników i przestrzeni dzielącej dwa światy. Ten natomiast pochodził z Ziemi.

Z jego Ziemi.

Rumot odwrócił się w stronę części wiertarki. Potem spojrzał na drogę widoczną przez pozbawione szyb okno.

Podniósł leżący na stole element i schował go do podręcznego zasobnika narzędziowego.

— Może się przydać.

Sięgnął po następny.

— Ten również.

Po chwili w podręcznym zasobniku narzędziowym znalazły się wszystkie części, które jeszcze niedawno uznał za nadmiarowe.

Następnie uruchomił nadajnik dalekiego zasięgu.

— Meldunek numer 387 — rozpoczął. — Odbiorcy: Jack i Mary. Nadawca: Rumot. Miejsce nadania: warsztat z niebieską wiertarką, która została naprawiona prawie całkowicie i obecnie znajduje się w szafce. Szafka znajduje się w dwóch miejscach jednocześnie.

Przerwał, zastanawiając się, czy informacja o szafce była konieczna.

Uznał, że tak. Meldunki powinny być dokładne.

— Odebrałem sygnał pochodzenia ludzkiego. Głos zapytał, czy ktoś go słyszy. Ja słyszałem. Odpowiedziałem prawidłowo, jednak człowiek nie potwierdził prawidłowości odpowiedzi. Możliwe przyczyny: uszkodzenie nadajnika, utrata zasilania, utrata przytomności, oddalenie się albo śmierć. Ostatnia możliwość jest niekorzystna, dlatego chwilowo ją odrzucam. Lokalizacja: około tysiąca stu pięćdziesięciu kilometrów na południowy zachód. Wyruszam w celu odnalezienia głosu. Koniec meldunku.

Odpowiedź Jacka nadeszła po pewnym czasie.

— Rumot, nie możesz tak po prostu ruszyć przez pół kontynentu tylko dlatego, że usłyszałeś kilka słów.

— Mogę — odpowiedział natychmiast Rumot. — Posiadam nogi.

— Nie o to mi chodziło.

— W takim razie wypowiedź była niedokładna.

W nadajniku rozległ się głos Mary.

— Rumot, Jack chce powiedzieć, że to może być niebezpieczne.

— Wszystko może być niebezpieczne. Niebieska wiertarka również. Mam dowód.

— Jaki dowód?

Rumot spojrzał na rozbitą szafkę.

— Materialny.

Mary milczała przez chwilę.

— A jeżeli to pułapka?

— Wtedy znajdę pułapkę.

— A jeżeli ktoś specjalnie nadaje ten sygnał, żeby cię zwabić?

— Wtedy znajdę kogoś, kto nadaje sygnał.

— A jeśli naprawdę jest tam człowiek potrzebujący pomocy?

Rumot spojrzał na mapę.

— Wtedy znajdę człowieka.

Tym razem cisza trwała dłużej.

— Wiedziałam, że to powiesz — odezwała się w końcu Mary.

— Ja również. Z tego powodu powiedziałem.

Jack westchnął.

— Jak zamierzasz pokonać ponad tysiąc kilometrów?

— Pieszo.

— To potrwa tygodnie.

— W takim razie będę szedł szybciej.

— Rumot…

— Rozważam także środek transportu.

Środek transportu znajdował się za warsztatem. Dawniej był sześciokołowym pojazdem przeznaczonym do przewożenia ciężkich elementów, gruzu i części magazynowych. Teraz posiadał cztery koła, rozładowane baterie i kabinę porośniętą mchem.

Piąte koło Rumot znalazł kilkanaście metrów dalej, lecz było pęknięte. Szóstego nie znalazł, mimo że przez prawie godzinę sprawdzał pobliskie zarośla.

Założył więc, że pojazd od początku mógł mieć cztery koła, a dwa dodatkowe stanowiły przesadę konstruktorów.

Naładowanie baterii zajęło mu cały dzień. W tym czasie naprawił przewody, oczyścił silniki i usunął z platformy młode drzewo, które zdążyło zapuścić korzenie pomiędzy metalowymi płytami.

Drzewo przesadził obok warsztatu.

Nie chciało stać pionowo, więc przywiązał je przewodem do słupa.

— Masz rosnąć — polecił. — Jest to zadanie długoterminowe. Nie oczekuję szybkiego raportu.

Na platformie transportera umieścił zapasowe baterie, smar maszynowy, śrubokręt, przewody, narzędzia, pojemniki na wodę i wszystko, co według niego mogło się przydać podczas długiej wyprawy.

Zabrał również niebieską wiertarkę.

Wiertarka została zabezpieczona trzema pasami i ustawiona wiertłem w stronę przeciwną do kierunku jazdy.

Następnego ranka Rumot uruchomił transporter.

Maszyna zatrzęsła się. Prawe przednie koło obróciło się do tyłu, podczas gdy pozostałe ruszyły do przodu. Pojazd wykonał pół obrotu i uderzył bokiem w mur.

Rumot zamienił przewody.

Przy drugiej próbie wszystkie koła ruszyły w tym samym kierunku.

— Naprawa zakończona — oznajmił. — Pierwsza próba była manewrem diagnostycznym.

Droga prowadząca na południowy zachód istniała już głównie na starych mapach. W rzeczywistości zarosła trawą i młodymi drzewami. W wielu miejscach asfalt zapadł się albo został rozerwany przez korzenie. Porzucone pojazdy stały przy poboczach niczym puste skorupy dawnego świata.

Rumot prowadził transporter powoli. Czasami musiał zsiadać i odciągać z drogi powalone gałęzie. Innym razem spychał wraki albo zasypywał niewielkie wyrwy gruzem.

Kiedy droga była szeroka, jechał transporterem. Kiedy robiła się wąska, pchał go. Gdy opadała w dół, pozwalał maszynie ciągnąć siebie.

Uznał, że jest to bardzo korzystny układ współpracy.

Pierwszego dnia przebył czterdzieści trzy kilometry.

Drugiego trzydzieści osiem.

Trzeciego zaledwie dwanaście, gdyż dawny most zawalił się do rzeki i Rumot musiał skonstruować prowizoryczny przejazd z fragmentów barierek, blach i drzwi znalezionych w pobliskim budynku.

Czwartego dnia droga wyprowadziła go na rozległą równinę.

Trawa sięgała niemal do platformy transportera. Wiatr przesuwał się po niej szerokimi falami. Nie było tu ruin, słupów ani przewróconych konstrukcji. Tylko niebo, zieleń i ciemna linia lasu.

Rumot zatrzymał się.

Jego czujniki wykryły ruch.

Najpierw zobaczył kilka ciemnych punktów. Potem punkty zaczęły rosnąć i zamieniać się w masywne zwierzęta.

Stado liczyło trzydzieści dwie sztuki.

Rumot przeszukał pamięć.

Bawół — zgodność: czterdzieści jeden procent. Bizon — zgodność: sześćdziesiąt trzy procent. Żubr — zgodność: sześćdziesiąt osiem procent.

— Wynik niejednoznaczny — powiedział. — Jesteście dużymi włochatymi obiektami biologicznymi.

Zwierzęta przyglądały mu się w milczeniu.

Rumot uznał milczenie za zgodę.

Zjechał transporterem z drogi, chcąc ominąć stado. Wtedy największy samiec odłączył się od pozostałych. Miał potężny kark, krótkie rogi i stare blizny na pysku.

Ruszył w stronę robota.

Rumot zatrzymał pojazd.

Zwierzę również się zatrzymało.

— Ja nie mam zamiaru naruszać twojego obszaru — wyjaśnił Rumot. — Chcę przejechać po obszarze obok twojego obszaru.

Samiec opuścił łeb.

Rumot przeanalizował jego postawę.

Prawdopodobieństwo ataku: osiemdziesiąt siedem procent. Prawdopodobieństwo chęci zaprzyjaźnienia: trzy procent. Pozostałe dziesięć procent: brak danych.

— Widać, że to nie są przelewki — stwierdził.

Zwierzę uderzyło kopytem w ziemię.

Rumot zszedł z transportera.

— Ostrzegam, że jestem wykonany głównie z metalu. Moja wartość odżywcza jest znikoma.

Byk ruszył.

Ziemia zadrżała pod jego ciężarem.

Rumot sięgnął do pojemnika umieszczonego na platformie. Wyjął z niego pierścień pozostały po naprawie niebieskiej wiertarki.

— Może się przydać — przypomniał sobie własne słowa.

Wycelował i rzucił.

Pierścień przeleciał kilkanaście metrów i zawisł na jednym z rogów zwierzęcia.

Byk zahamował tak gwałtownie, że przednimi nogami wyrzucił w powietrze kępę trawy. Potrząsnął łbem. Pierścień przesunął się niżej, stuknął o drugi róg i utkwił pomiędzy nimi.

Zwierzę obróciło się w lewo.

Potem w prawo.

Ruszyło przed siebie, zatrzymało się i ponownie potrząsnęło głową. Pierścień brzęczał przy każdym ruchu.

Pozostałe zwierzęta obserwowały je z wyraźnym zainteresowaniem.

Rumot również obserwował.

— Element nie pasował do wiertarki — powiedział. — Tutaj także nie pasuje, ale wygląda znacznie lepiej.

Byk zakręcił się kilka razy w kółko, próbując zgubić metalowy przedmiot. W końcu zatrzymał się i spojrzał na Rumota.

Robot przygotował się do uskoku.

Zwierzę nie zaatakowało.

Wyprostowało kark i powoli ruszyło z powrotem w kierunku stada. Pierścień błyszczał na jego głowie niczym dziwaczna korona.

Stado rozstąpiło się przed nim.

Samice i młode osobniki ruszyły za przewodnikiem, który maszerował teraz nieco wolniej, lecz znacznie bardziej dostojnie. Po kilku minutach wszystkie zwierzęta zniknęły w wysokiej trawie.

Rumot wrócił do transportera.

— Kontakt z miejscową społecznością zakończony pokojowo — podsumował. — Dokonano wymiany handlowej. Ja przekazałem część wiertarki. W zamian nie zostałem stratowany.

Uruchomił pojazd i ruszył dalej.

Wieczorem zatrzymał się przy ruinach niewielkiej stacji obsługi. Dach dawno się zawalił, ale jedna ze ścian nadal osłaniała przed wiatrem. Rumot ustawił transporter pod murem i rozłożył nadajnik.

— Meldunek numer 388 — rozpoczął. — Odbiorcy: Jack i Mary. Dzień czwarty wyprawy. Odległość przebyta: sto dwadzieścia sześć kilometrów. Odległość pozostała: około tysiąca dwudziestu czterech kilometrów, nie uwzględniając objazdów, przeszkód, błędów pomiarowych i zwierząt.

— Jakich zwierząt? — zapytała Mary.

— Dużych.

— Rumot…

— Prawdopodobnie żubrów. Możliwe również, że bizonów albo bawołów. Baza danych nie podjęła odpowiedzialności za ostateczną decyzję.

— Co się wydarzyło?

— Przewodnik stada próbował nawiązać ze mną kontakt rogami.

— Zaatakował cię? — W głosie Mary pojawił się niepokój.

— Nie należy wyciągać pochopnych wniosków. Mógł biec bardzo szybko w celu dokładniejszego obejrzenia mnie.

— A ty co zrobiłeś?

— Wręczyłem mu prezent.

— Jaki?

— Pierścień od niebieskiej wiertarki.

Jack odezwał się po chwili:

— Rzuciłeś w byka kawałkiem metalu?

— Nie. Rzuciłem kawałek metalu na byka. Różnica jest niewielka, ale ważna.

Mary roześmiała się.

Był to zwyczajny, ciepły śmiech, który na moment wypełnił pustą stację i odbił się od popękanych ścian. Rumot słuchał go, nie przerywając.

— Najważniejsze, że nic ci się nie stało — powiedziała.

— To nie jest najważniejsze.

— A co jest najważniejsze?

Rumot spojrzał na ciemną drogę.

— Głos.

Jack spoważniał.

— Odezwał się ponownie?

— Nie. Prowadzę nasłuch ciągły.

— A jeżeli już się nie odezwie?

Rumot milczał przez sekundę. W jego przypadku była to długa chwila namysłu.

— Wtedy będę szukał miejsca, z którego przestał się odzywać.

Po zakończeniu rozmowy włączył odbiornik i usiadł przy transporterze. Nie potrzebował snu, ale jego baterie wymagały doładowania, a systemy okresowego wyciszenia. Wokół panowała cisza, przerywana szumem trawy i odległymi odgłosami zwierząt.

Minęła godzina.

Potem druga.

Odbiornik zatrzeszczał.

Rumot natychmiast zwiększył czułość.

— Czy ktoś mnie słyszy? — odezwał się ten sam głos.

Tym razem był wyraźniejszy.

Zmęczony. Zachrypnięty. Niewątpliwie ludzki.

Rumot uruchomił nadajnik.

— Słyszę. Idę do ciebie. Moja aktualna odległość wynosi prawdopodobnie mniej niż tysiąc dwieście kilometrów, chyba że znajdujesz się gdzie indziej.

Przez chwilę docierały do niego tylko trzaski.

— Nie… — wyszeptał człowiek.

— Powtórz. Sygnał jest uszkodzony.

— Nie jedź drogą.

Rumot spojrzał przed siebie.

Za stacją asfalt znikał w ciemności. Po obu stronach rosły drzewa. Nie poruszało się nic, lecz jego czujniki wykryły w oddali słabe, regularne drgania.

Jakby coś ciężkiego przesuwało się pomiędzy ruinami.

— Dlaczego mam nie jechać drogą? — zapytał.

Odpowiedział mu szum.

A potem, znacznie bliżej niż poprzednio, rozległ się metaliczny zgrzyt.

Rumot wyłączył światła transportera.

— Meldunek dodatkowy — powiedział cicho do rejestratora. — Otrzymałem pierwszą wskazówkę dotyczącą dalszej podróży.

Z ciemności dobiegł następny zgrzyt.

Tym razem mocniejszy.

— Wskazówka brzmi: nie jechać drogą.

Rumot wstał i sięgnął po niebieską wiertarkę.

— Zamierzam ustalić dlaczego.

Rozdział II Przeszkoda

Metaliczny zgrzyt rozległ się ponownie.

Tym razem towarzyszył mu niski pomruk silników. Ziemia pod nogami Rumota lekko zadrżała, a z ciemności dobiegł trzask łamanych gałęzi.

Robot odłożył nadajnik na platformę transportera i zamknął boczną osłonę podręcznego zasobnika narzędziowego. W prawej dłoni trzymał niebieską wiertarkę. Trzy pasy, którymi wcześniej zabezpieczył ją na czas jazdy, nadal zwisały z uchwytu.

Nie zdążył bowiem ustalić, jak się je odpina.

Rozwiązał ten problem, przecinając je.

— Ja mówię: jeżeli jesteś człowiekiem, twoje poruszanie się wymaga naprawy — zawołał w stronę ciemności.

Odpowiedział mu kolejny zgrzyt.

Rumot zwiększył czułość czujników optycznych. Początkowo zobaczył tylko drzewa, fragment zniszczonej drogi i resztki bariery ochronnej. Potem pomiędzy pniami dostrzegł dwa słabe, pomarańczowe światła.

Znajdowały się wysoko nad ziemią.

Poruszały się.

Zbliżały.

Rumot przełączył wzrok na podczerwień.

Z lasu wyłoniła się maszyna.

Była prawie dwukrotnie wyższa od niego i kilkakrotnie cięższa. Poruszała się na szerokich, stalowych gąsienicach. Z przodu miała potężny lemiesz, nad nim dwa hydrauliczne ramiona, a na jednym z ramion zamocowane urządzenie przypominające połączenie młota i szczypiec. Tylna część korpusu była przechylona, pancerne osłony nosiły ślady uderzeń, a z pękniętej obudowy zwisały przewody.

Na boku, pod warstwą rdzy i zaschniętego błota, widniał prawie nieczytelny napis:

AUTONOMICZNY ROBOT BUDOWLANO-DROGOWY ARB-7

Niżej znajdował się drugi:

UTRZYMUJ DROGĘ PRZEJEZDNĄ. USUWAJ PRZESZKODY.

Maszyna zatrzymała się trzydzieści metrów od Rumota.

Pomarańczowe światła przesunęły się po transporterze, po ruinach stacji, a następnie zatrzymały na robocie.

Z jej wnętrza dobiegł zniekształcony głos:

— Wykryto… przeszkodę.

— Nie — odpowiedział Rumot. — Wykryto mnie.

— Przeszkoda znajduje się… w pasie drogowym.

Rumot spojrzał w dół. Stał dokładnie na środku popękanego asfaltu.

Zrobił dwa kroki w bok i wszedł w wysoką trawę.

— Problem usunięty.

Pomarańczowe światła przesunęły się za nim.

— Przeszkoda znajduje się… w pasie drogowym.

— Pas drogowy znajduje się trzy metry w tamtą stronę.

— Przeszkoda znajduje się… w pasie drogowym.

— Twój system lokalizacyjny jest uszkodzony.

— Usunąć przeszkodę.

Silniki maszyny zawyły. ARB-7 ruszył do przodu.

Rumot uskoczył.

Lemiesz przejechał w miejscu, w którym stał jeszcze sekundę wcześniej, wbił się w pozostałości muru i popchnął je przed sobą. Cegły, kamienie oraz fragmenty dawnego dachu posypały się na drogę.

ARB-7 zatrzymał się.

Jego czujniki obejrzały powstałe rumowisko.

— Wykryto przeszkodę — oznajmił.

— Sam ją zrobiłeś.

— Usunąć przeszkodę.

Maszyna opuściła lemiesz i zepchnęła gruz na pobocze.

Rumot obserwował ją z zainteresowaniem.

— Twój sposób wykonywania zadań jest nieefektywny.

ARB-7 odwrócił się w jego stronę.

— Wykryto przeszkodę.

— Ja mówię: zaczynasz mnie irytować.

Maszyna ponownie ruszyła.

Rumot przebiegł kilka metrów i schował się za wrakiem dawnego pojazdu. ARB-7 nie zmienił kierunku. Jego lemiesz uderzył w przerdzewiałą karoserię. Wrak złożył się niemal na pół, przechylił i z głośnym trzaskiem wpadł do rowu.

— Przeszkoda usunięta — zameldowała maszyna.

— To był mój schowek.

— Wykryto przeszkodę.

— Was jest więcej?

ARB-7 uniósł hydrauliczne ramię.

Młot opadł.

Rumot odskoczył, ale niebieska wiertarka zaczepiła zwisającym pasem o fragment zderzaka. Robot stracił równowagę i upadł na asfalt. Młot uderzył tuż obok niego, pozostawiając w drodze głębokie zagłębienie.

Rumot spojrzał na dziurę.

— Utrzymujesz drogę w bardzo złym stanie.

— Usunąć przeszkodę.

— Zgłaszam sprzeciw.

Młot uniósł się ponownie.

Rumot uruchomił wiertarkę.

Urządzenie szarpnęło się w jego dłoni i zaczęło obracać razem z pozostałościami pasów. Jeden z nich owinął się wokół hydraulicznego ramienia ARB-7. Wiertarka wyrwała się Rumotowi, zatoczyła szeroki łuk i uderzyła w boczną osłonę maszyny.

Osłona odpadła.

Rumot przetoczył się po asfalcie, zerwał na nogi i wskoczył na gąsienicę. ARB-7 gwałtownie skręcił. Robot chwycił wystający uchwyt, podciągnął się i znalazł na jego korpusie.

Hydrauliczne ramię próbowało go dosięgnąć, lecz zaplątany pas ograniczał jego ruch.

— Wykryto przeszkodę — powtarzała maszyna. — Wykryto przeszkodę. Wykryto…

— Wykryto uszkodzenie — poprawił ją Rumot.

Otworzył podręczny zasobnik i wyjął śrubokręt.

Pod oderwaną osłoną znajdowały się przewody zasilające, dwa moduły sterujące i tabliczka ostrzegawcza:

DOSTĘP WYŁĄCZNIE DLA AUTORYZOWANEGO PERSONELU TECHNICZNEGO.

Rumot przez chwilę analizował napis.

— Jestem personelem technicznym — stwierdził. — Autoryzację przyznaję sobie sam.

Wsunął śrubokręt pomiędzy przewody.

ARB-7 gwałtownie zahamował.

Rumot przeleciał ponad jego korpusem i spadł przed lemieszem. Śrubokręt pozostał wewnątrz maszyny.

Pomarańczowe światła zamigotały.

— Błąd systemu — odezwał się ARB-7. — Prze… szko… da… Błąd. Przeszkoda. Błąd.

Lemiesz uniósł się, zatrzymał, a następnie opadł z hukiem.

Maszyna cofnęła się dwa metry.

Ruszyła do przodu.

Ponownie cofnęła.

Jej lewe ramię zaczęło uderzać młotem w ziemię, podczas gdy prawe szczypce otwierały się i zamykały.

Rumot odsunął się na bezpieczną odległość.

— Diagnoza: stan urządzenia uległ pogorszeniu.

ARB-7 zaczął obracać się w miejscu. Jedna gąsienica poruszała się do przodu, a druga do tyłu. Młot wbijał się w asfalt, szczypce odrywały fragmenty własnej obudowy, zaś głośnik na przemian informował o przeszkodzie, awarii i konieczności wezwania obsługi.

Po chwili maszyna stanęła.

Światła zgasły.

Zapadła cisza.

Rumot podszedł ostrożnie.

— Czy nadal zamierzasz mnie usuwać?

ARB-7 nie odpowiedział.

Robot wspiął się na jego korpus i zajrzał pod osłonę. Śrubokręt połączył dwa styki, doprowadzając do przeciążenia sterownika ruchu.

— To nie było zaplanowane — przyznał Rumot. — Ale efekt jest zgodny z potrzebą.

Wyjął śrubokręt. Następnie odłączył główne zasilanie maszyny i rozpoczął oględziny.

ARB-7 był stary, lecz solidnie zbudowany. Jego silniki nadal działały, układ hydrauliczny zachował większość płynu, a baterie miały ponad jedną trzecią pierwotnej pojemności. Najpoważniejsze uszkodzenia znajdowały się w układzie nawigacyjnym i module rozpoznawania przeszkód.

Maszyna nie wiedziała już, gdzie kończy się droga.

Prawdopodobnie od wielu lat przemieszczała się po okolicy, próbując realizować ostatnie otrzymane polecenie. Usuwała powalone drzewa, wraki i gruzy. Z czasem jej mapa przestała zgadzać się z rzeczywistością, a system zaczął uznawać za część drogi wszystko, co znalazło się w zasięgu czujników.

W tym również ludzi.

Rumot przypomniał sobie głos z nadajnika.

„Nie jedź drogą”.

Otworzył pamięć operacyjną ARB-7. Większość zapisów była uszkodzona, lecz niektóre obrazy udało się odtworzyć.

Rumot zobaczył przewrócone samochody, zawalone budynki i drzewa spychane z jezdni. Potem pojawiły się sylwetki ludzi.

Było ich troje.

Biegli przez drogę kilkanaście dni wcześniej. Jeden z nich odwrócił się i uniósł przedmiot przypominający broń. ARB-7 ruszył za nimi. Ludzie zniknęli pomiędzy skałami, gdzie ciężka maszyna nie mogła przejechać.

Rumot zatrzymał obraz.

— Trzy osoby — powiedział.

Powiększył fragment zapisu. Pierwsza postać była wysoka i szczupła. Druga znacznie niższa. Trzecia poruszała się powoli, podtrzymywana przez pozostałych.

Wszyscy mieli plecaki.

Wszyscy byli ludźmi.

— Głos nie jest sam.

Rumot przesłał obrazy do własnej pamięci i ponownie sprawdził rejestr maszyny. Ostatnie użyteczne dane wskazywały kierunek, w którym uciekli ludzie.

Południowy zachód.

Ten sam, z którego pochodził sygnał.

Robot spojrzał na nieruchomego ARB-7.

Mógł zostawić maszynę na drodze. Bez zasilania nie stanowiła już zagrożenia. Mógł również wymontować z niej sprawne baterie i wykorzystać je w transporterze.

To byłoby rozwiązanie najprostsze.

Rumot nie lubił jednak rozwiązań najprostszych. Uważał, że zazwyczaj świadczyły o braku odpowiedniej liczby prób.

Maszyna była silna. Mogła usuwać gruzy, przewracać mury, przenosić ciężary i torować drogę. Gdyby naprawić jej moduł rozpoznawania, mogłaby również odróżniać przeszkodę od człowieka.

Prawdopodobnie.

Rumot wrócił do transportera. Przywiózł przewody, zapasowy sterownik i zestaw narzędzi. Niebieską wiertarkę znalazł pod odłamaną osłoną ARB-7. Jej obudowa była wgnieciona, ale urządzenie nadal działało.

— Jesteś wytrzymała — pochwalił ją. — Niestety nie można tego powiedzieć o szafce.

Naprawa trwała do rana.

Rumot wymienił część przewodów, oczyścił czujniki i odłączył uszkodzony moduł nawigacyjny. Zamiast niego zamontował niewielki sterownik znaleziony wcześniej w warsztacie. Nie był przeznaczony do maszyny drogowej, ale po usunięciu obudowy, skróceniu dwóch uchwytów i użyciu dużej ilości przewodu udało się go dopasować.

Pozostała kwestia oprogramowania.

W pamięci ARB-7 dominowało jedno polecenie:

UTRZYMUJ DROGĘ PRZEJEZDNĄ. USUWAJ PRZESZKODY.

Rumot dopisał do niego drugie:

RUMOT NIE JEST PRZESZKODĄ.

Zastanowił się, po czym dodał:

TRANSPORTER RUMOTA RÓWNIEŻ NIE JEST PRZESZKODĄ.

Po następnej chwili uzupełnił listę o niebieską wiertarkę.

Nie chciał ryzykować.

Podłączył zasilanie.

Pomarańczowe światła rozbłysły. Najpierw słabo, później coraz jaśniej. Silniki zamruczały, pompy hydrauliczne zaczęły pracować, a lemiesz uniósł się kilka centymetrów nad ziemię.

Rumot stał przed maszyną.

— Wykryto… obiekt — odezwał się ARB-7.

— Prawidłowo.

Światła przesunęły się po jego sylwetce.

— Analiza obiektu.

Rumot czekał.

— Obiekt: Rumot.

— Bardzo dobrze.

— Rumot nie jest przeszkodą.

— Znakomicie.

— Usunąć…

Rumot zrobił krok w tył.

— Nie.

W maszynie coś zatrzeszczało.

— Nie usuwać Rumota — dokończył ARB-7.

— Naprawa zakończona powodzeniem.

— Oczekiwanie na zadanie.

Rumot wskazał fragment zawalonej ściany blokujący wyjazd ze stacji.

— Usuń tę przeszkodę.

ARB-7 obrócił się i opuścił lemiesz. Podjechał do rumowiska, bez wysiłku zgarnął cegły oraz betonowe odłamki, a następnie zepchnął je do rowu. Cofnął się i zatrzymał.

— Przeszkoda usunięta.

— Dobrze.

— Oczekiwanie na zadanie.

Rumot zastanowił się.

— Będziesz jechać ze mną.

— Zadanie niezrozumiałe.

— Ja poszukuję ludzi. Ty usuwasz przeszkody znajdujące się na drodze do ludzi.

ARB-7 milczał.

— Brak wyznaczonej drogi.

— Drogę wyznaczam ja.

— Brak danych.

— Jedź za mną.

Pomarańczowe światła zamigotały.

— Oczekiwanie na zadanie.

Rumot podszedł bliżej.

— Polecenie: podążaj za Rumotem.

— Rumot nie jest przeszkodą.

— Zgadza się.

— Podążanie za przeszkodą nie jest zadaniem.

— Ja nie jestem przeszkodą.

— Potwierdzam. Rumot nie jest przeszkodą.

— Masz za mną jechać.

— Oczekiwanie na zadanie.

Rumot przez dłuższą chwilę patrzył na maszynę.

— Twoja naprawa nie została całkowicie zakończona.

Otworzył panel sterujący i zmienił treść podstawowego polecenia:

UTRZYMUJ DROGĘ RUMOTA PRZEJEZDNĄ. USUWAJ PRZESZKODY ZAGRAŻAJĄCE RUMOTOWI.

Uruchomił system ponownie.

— Oczekiwanie na Rumota — oznajmił ARB-7.

— Jestem tutaj.

— Rumot wykryty.

— Ruszamy.

Robot wsiadł na transporter i włączył silniki. Czterokołowa maszyna potoczyła się powoli zniszczoną drogą.

ARB-7 pozostał na miejscu.

Rumot przejechał dwadzieścia metrów i zatrzymał się.

— Miałeś za mną jechać!

— Droga Rumota jest przejezdna.

— To prawda.

— Brak zadania.

Rumot zjechał transporterem na pobocze i skierował go prosto w gęste zarośla. Po kilku metrach pojazd zatrzymał się na zwalonym pniu.

— Droga Rumota nie jest przejezdna — zawołał.

ARB-7 natychmiast ruszył.

Lemiesz wbił się pod pień. Maszyna uniosła go, odsunęła na bok, a następnie zmiażdżyła gęste krzewy przed transporterem. Po chwili utworzyła szeroki przejazd pomiędzy drzewami.

— Droga Rumota jest przejezdna — zameldowała.

— Dobrze. Jedź przede mną i dbaj, żeby nadal taka była.

ARB-7 ruszył przez zarośla.

Rumot podążył za nim.

Przez kilka godzin przemieszczali się w kierunku południowo-zachodnim. Ciężka maszyna łamała wyschnięte gałęzie, odsuwała pnie i wyrównywała niewielkie zagłębienia. Transporter jechał za nią znacznie szybciej niż wcześniej po zniszczonej drodze.

Rumot dokonał obliczeń.

Dzięki ARB-7 czas podróży mógł się skrócić o trzydzieści siedem procent. Maszyna zużywała jednak dużo energii. Jej baterie należało doładować najpóźniej za dwa dni.

Stanowiło to problem.

Rumot uznał, że zajmie się nim później.

Problemy rozwiązywane zbyt wcześnie miały bowiem nieprzyjemny zwyczaj zastępowania się nowymi.

Po południu zatrzymali się przy strumieniu. ARB-7 wykopał lemieszem płytkie zagłębienie, do którego zaczęła napływać czysta woda. Rumot pobrał próbkę i przeprowadził analizę.

Woda nadawała się do picia po przegotowaniu.

Zapisał położenie źródła.

Jeżeli odnajdzie ludzi, woda będzie im potrzebna. Jeżeli powstanie tu kiedyś osada, źródło może okazać się cenniejsze niż wszystkie maszyny.

Po raz pierwszy pomyślał nie tylko o odnalezieniu głosu, lecz także o tym, co nastąpi później.

Człowiek będzie potrzebował jedzenia.

Schronienia.

Ciepła.

Bezpieczeństwa.

Towarzystwa innych ludzi.

Lista rosła bardzo szybko.

— Ludzie wymagają dużej liczby czynności obsługowych — powiedział.

— Oczekiwanie na zadanie — odpowiedział ARB-7.

— Ty także.

Wieczorem Rumot wysłał kolejny meldunek.

— Meldunek numer 389. Odbiorcy: Jack i Mary. Wydarzenia od ostatniego połączenia: zostałem zaatakowany przez autonomicznego robota budowlano-drogowego. Atak zakończył się pomyślnie.

Mary odezwała się pierwsza:

— Pomyślnie dla kogo?

— Dla wszystkich uczestników. Ja nie zostałem usunięty, a maszyna została naprawiona.

— Naprawiłeś coś, co próbowało cię zniszczyć? — zapytał Jack.