Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł lub
0 zł
jeśli wykorzystasz 149 punktów Klubu Mola Książkowego
lub
0 zł
jeśli wykorzystasz 149 punktów Klubu Mola Książkowego
Możesz zamówić 2 tytuły w miesiącu bez dopłaty, wykorzystując punkty. Oferta dla wybranych użytkowników.
Możesz zamówić 2 tytuły w miesiącu bez dopłaty, wykorzystując punkty. Oferta dla wybranych użytkowników.
70 osób interesuje się tą książką
Ellie Foster od lat nosi w sobie tajemnicę, która nigdy nie powinna należeć do niej. Studia w Hartford Lane College, u boku starszego brata Connora, mają być dla niej szansą na nowy początek miejscem, gdzie wreszcie będzie mogła odetchnąć od przeszłości. Jednak każdy kolejny dzień przypomina Ellie, że od prawdy nie da się uciec, a zaufanie przychodzi jej coraz trudniej.
Luke Collins, kapitan uczelnianej drużyny hokejowej, wydaje się mieć idealne życie. Niewielu wie, że za pewnym siebie uśmiechem kryje się chłopak próbujący odnaleźć się po tragedii, która na zawsze odmieniła życie jego rodziny. Dodatkowo mierzy się z napiętą relacją z Connorem swoim dawnym najlepszym przyjacielem.
Kiedy drogi Ellie i Lukea się przecinają, żadne z nich nie przypuszcza, jak bardzo wpłyną na swoje życia. Ellie boi się komukolwiek zaufać. Luke zrobi wszystko, by jej udowodnić, że zaufanie nie zawsze przynosi ból.
Tylko czy nawet najszczersze uczucia wystarczą, jeśli przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć?
Książka dla czytelników powyżej szesnastego roku życia.Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 443
Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Sylwia Przybysz
Rozgrywka
Gra o zaufanie #1
Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lubfragmentu niniejszej publikacji wjakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.
Wszystkie znaki występujące wtekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.
Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub wprzeszłości — oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przypadkowe.
Opieka redakcyjna: Barbara Lepionka
Redakcja ikorekta: Beata Stefaniak-Maślanka
Ilustracje na okładce, wyklejce, barwieniu brzegów oraz we wnętrzu: Marta Urbaniak-Cerba @myartuse
Ilustracjękrążka wykorzystano za zgodą Shutterstock.
Źródłacytatów:
s. 329 — The Weeknd —Die For You. Autorzy: Abel Tesfaye, Martin McKinney, Mejdi Rhars, Dylan Wiggins, Magnus August Høiberg, William Thomas Walsh, Henry Russell Walter.
s. 363 — The Weeknd —The Hills. Autorzy: Abel Tesfaye, Ahmad Balshe, Carlo Montagnese, Emmanuel Nickerson, Thomas William Raybould.
s. 414 — The Weeknd feat. Daft Punk —IFeel It Coming. Autorzy: Abel Tesfaye, Guy-Manuel de Homem-Christo, Thomas Bangalter, Martin McKinney, Henry Russell Walter, Eric Chedeville.
s. 512 — The Kid LAROI —WITHOUT YOU. Autorzy: Charlton Howard, Blake Slatkin, Omer Fedi, Billy Walsh.
Helion S.A. ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwicetel. 32 230 98 63 e-mail: [email protected] WWW: beya.pl
Drogi Czytelniku! Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adresbeya.pl/user/opinie/pomoho_ebook Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.
ISBN: 978-83-289-4424-4
Copyright © Sylwia Dąbrowska 2026
Dla tych, którzy wierzą, że najpiękniejsze rzeczy zaczynają się tam,
Drogie Osoby Czytające!
W trosce o Was informujemy, że w książce pojawiają się wątki takie jak: spożywanie alkoholu, agresja, problemy rodzinne, niecenzuralne słownictwo, utrata bliskiej osoby, które mogą być nieodpowiednie dla osób wrażliwych bądź tych, które przeżyły traumę. Zalecamy ostrożność przy lekturze.
Pamiętajcie – jeśli zmagacie się z problemami, trudnym czasem, smutkiem, porozmawiajcie o tym z kimś bliskim lub zgłoście się po pomoc do specjalistów.
Przez długi czas uważałam, że obdarzenie kogoś zaufaniem jest wyborem. Że decyzję, by to zrobić, podejmujemy świadomie, w jednym momencie. Jak tę o przeprowadzce do nowego miasta lub zapisaniu się na studia.
Dziś wiem, że to nieprawda. Zaufanie nie pojawia się nagle. Nie rodzi się z jednego gestu, jednego słowa czy obietnicy. Buduje się je powoli. Dzień po dniu. Rozmowa po rozmowie.
Wiem też, że wystarczy chwila, żeby wszystko runęło. I kiedy tego doświadczysz, zaczynasz robić wszystko, żeby chronić przed tym osoby, które kochasz. Nawet jeżeli oznacza to noszenie ciężaru, który nie powinien być twój.
Sekrety mają jednak swoją cenę. Na początku wydaje ci się, że nad wszystkim panujesz. Ale z czasem one zaczynają żyć razem z tobą. Siadają obok przy śniadaniu. Wracają przed snem. Patrzą na ciebie z lustra. I nie zauważasz nawet, kiedy ty stajesz się osobą, której nie powinno się ufać. Nie dlatego, że chcesz kogoś skrzywdzić. Wprost przeciwnie, dźwigasz ciężar tajemnicy ze strachu i z miłości. Z potrzeby ochronienia ludzi, na których najbardziej ci zależy.
Ale granica między ochroną a kłamstwem jest cienka. Skoro sama wiedziałam, jak łatwo jest ukryć prawdę, jak łatwo patrzeć komuś w oczy i udawać, że wszystko jest w porządku, trudno było mi ufać innym.
Bo kiedy już zobaczysz, jak łatwo jest stracić zaufanie, zaczynasz wierzyć, że prędzej czy później każdy cię zawiedzie.
Od tej chwili nie ufasz już nikomu. Nawet tym, którzy nigdy nie dali ci ku temu powodu.
Zawsze byłam bardzo zżyta ze swoją rodziną. Nasz dom w Torrington kojarzyłam z nieodłącznym zapachem kawy unoszącym się w powietrzu i skrzypiącymi schodami. Spędziłam w nim cudowne dzieciństwo. To właśnie tam nauczyłam się, czym jest poczucie bezpieczeństwa. Często wracałam do niego myślami, kiedy świat wydawał mi się zbyt duży czy obcy. Rodzinny dom nigdy nie był dla mnie tylko budynkiem. Tam wszystko miało swoje tempo i sens. Czułam, że rodzina to bezpieczna przystań, do której zawsze można wrócić, nawet jeśli droga do niej prowadziłaby przez setki kilometrów. Byłam tam naprawdę szczęśliwa.
Właśnie, byłam… dopóki nie przyłapałam swojego ojca na zdradzie.
Nie powiedziałam nikomu. Ciężar tej tajemnicy przytłaczał mnie każdego dnia. Od tamtej chwili nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy, spędzać z nim czasu, robić mu porannej kawy, która była rytuałem. Nie mogłam znieść tego, że niczego nieświadoma mama patrzyła na niego z miłością. Przez lata byłam przekonana, że jeżeli istnieje idealny mąż, jest właśnie taki jak mój ojciec.
Wydawało mi się, że tata bardzo kochał mamę. Dlaczego więc to zrobił? Dlaczego zrobił to jej i nam, swoim dzieciom? Miałam tak dużo pytań i zero odpowiedzi. Czułam się oszukana i zlekceważona. Ojciec był świadomy, że wiem, mimo tego nigdy nie podjął próby wytłumaczenia się. Może zdawał sobie sprawę, że nic by to nie dało? Nie wiem, czy jakiekolwiek wytłumaczenie byłoby wystarczające.
Ojciec milczał.
I to było jego odpowiedzią.
Mój brat Connor, który trzy lata temu wyprowadził się na studia do Hartford, nie miał o niczym pojęcia. Choć prawda paliła mnie od środka, byłam pewna, że nie powinien jej poznać. Z pewnością złamałaby mu serce. Wiedziałam, że gdybym mu powiedziała, zburzyłabym świat, na który patrzył bez zastrzeżeń. Przecież ojciec był dla niego symbolem uczciwości, lojalności i siły. Sam chciał taki być. Prawda odebrałaby mu niewinność.
Dlatego postanowiłam wziąć to na siebie. Uznałam, że w ten sposób ochronię tych, których kocham. Podjęłam tę decyzję dla ich dobra i z miłości do nich. Nie wiedziałam tylko, że ten sekret odbierze mi spokój i z każdym kolejnym dniem będę coraz bardziej gubić samą siebie.
Cztery miesiące temu skończyłam szkołę. W wakacje pracowałam w lokalnym barze, by odłożyć trochę pieniędzy na nadchodzący rok akademicki. Byłam zestresowana, ale i podekscytowana, bo nadszedł moment, w którym chciałam zostawić za sobą żal i smutek. Zamykając walizkę, czułam, że zamykam też pewien rozdział w swoim życiu.
Wyprowadzałam się z domu.
Miałam rozpocząć naukę w Hartford Lane College, gdzie studiował mój brat. Odliczałam dni do naszego spotkania – miałam mu tyle do powiedzenia! Choć rozmawialiśmy regularnie, to nie było to. Uzgodniliśmy, że przyjadę dwa tygodnie przed rozpoczęciem roku akademickiego i zatrzymam się u niego. Chcieliśmy nadrobić czas rozłąki.
Z Connorem zawsze byliśmy sobie bliscy. Choć był ode mnie trzy lata starszy, nigdy nie dawał mi odczuć tej różnicy i nie traktował mnie jak dziecka. Czuł się za mnie odpowiedzialny, ale mnie nie ograniczał – wręcz przeciwnie. Poznawał mnie ze swoimi znajomymi, wprowadzał w swój świat i pozwalał mi być jego częścią, co w dużym stopniu ukształtowało mój charakter. Dzięki Connorowi nauczyłam się być towarzyska, otwarta i odważna.
A skoro mowa o odwadze… musiałam pożegnać się z rodzicami i zostawić za sobą dawne życie w Torrington.
Ostatni raz obrzuciłam spojrzeniem swoją sypialnię. Pościelone łóżko, książki starannie poukładane na regale, fotografie w ramkach… to wszystko wyglądało, jakbym wcale nie wyjeżdżała. Jakbym w każdym momencie mogła zmienić zdanie i wrócić do dawnego życia. Sięgnęłam do klamki, gotowa wyjść, ale w tej samej chwili drzwi drgnęły – ktoś nacisnął ją z drugiej strony.
To był mój ojciec.
– Jesteś już spakowana? – spytał. – Przyszedłem pomóc z walizkami.
W jego głosie dało się słyszeć nutę smutku. A może ulgi? W końcu gdy wyjadę, przestanie czuć mój oddech na karku.
– Tak. Dzięki – odpowiedziałam, w ogóle na niego nie patrząc. – Zgarnę ostatnie rzeczy i zaraz zejdę – dodałam, wrzucając do torebki telefon, dokumenty i kluczyki od auta.
Gdy wyszedł, z nostalgią rozejrzałam się po pokoju i poczułam ukłucie w sercu.
Będę tęsknić, pomyślałam.
Rozpoczęcie nowego rozdziału z dala od domu miało być dla mnie pewnego rodzaju terapią. Chciałam zacząć od początku i więcej myśleć o sobie. Miałam nadzieję, że dodatkowe dwa tygodnie pomogą mi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Planowałam przeżyć najlepsze lata swojego życia i czułam, że z Connorem u boku właśnie takie będą.
Zeszłam po schodach na parter, gdzie czekali na mnie rodzice.
– Jedź bezpiecznie – poprosiła mama, ujmując w dłonie moją twarz. – Odezwij się, jak tylko dotrzesz na miejsce.
– Dobrze, mamo. – Przymknęłam oczy, gdy ucałowała mi czubek głowy.
– Dbajcie o siebie z Connorem.
– Będziemy – zapewniłam, uśmiechając się do niej.
– Zawsze możesz wrócić do domu – ciągnęła.
Dla niej to było bardzo trudne, bo nie wiedziała…
Ja nie czułam smutku. Czułam jedynie ulgę. Pokiwałam głową i pozwoliłam, aby mama mnie przytuliła.
Chwilę później odsunęłam się od niej i nie siląc się na udawaną czułość względem ojca, pożegnałam się z nim, mówiąc krótkie: „Pa, tato”. Jemu chyba to nie wystarczyło, liczył na coś więcej, bo zaproponował pomoc przy zapakowaniu walizek do auta. Nie chcąc przedłużać tej farsy, powiedziałam, że poradzę sobie sama. Mamy już nie dziwiło moje oschłe traktowanie ojca. Jasne, przeszkadzało jej to, wielokrotnie próbowała poznać powód, ale ostatecznie odpuściła, uznawszy to zapewne za swego rodzaju nastoletni bunt. To mi odpowiadało.
Z letargu wyrwał mnie mój telefon, który rozdzwonił się, gdy wsiadałam do samochodu.
– Cześć, Ellie. O której wyjeżdżasz? – Radosny głos Connora sprawił, że od razu poczułam się lepiej.
– Hej, Connie. Masz niezłe wyczucie czasu. Właśnie wsiadłam za kierownicę, będę za nieco ponad godzinkę, więc czekaj na mnie! – wykrzyknęłam z entuzjazmem.
– Czekam! Zabieram cię dziś na miasto. Pewnie chcesz poznać trochę ludzi, żeby szybciej się zaaklimatyzować w Hartford. Będzie Blair!
Blair była dobrą znajomą mojego brata i moją przyszłą współlokatorką. Connorowi zależało, żebym w akademiku trafiła na kogoś „normalnego”, więc dosłownie stanął na głowie, by to załatwić. Nie było mnie stać na wynajęcie domu poza kampusem jak mój brat, który pracował od początku studiów, by móc sobie na to pozwolić. Oczywiście zaproponował mi, bym zamieszkała z nim i jego współlokatorem, jednak odmówiłam. Nie chciałam iść na łatwiznę. Zdecydowanie wolałam posmakować życia studenckiego w stu procentach. Marzyłam o tym, by zamieszkać w akademiku, dzielić pokój ze współlokatorką, chodzić na imprezy i przede wszystkim utrzymywać się sama. Tego również nauczyłam się od brata. Wiedział, że w tej kwestii moje zdanie się nie zmieni, i w pełni to akceptował.
– Nie mogę się doczekać! – Uśmiechnęłam się do siebie. – Dobra, Connor, kończę i ruszam, widzimy się za maksymalnie półtorej godziny.
Pożegnaliśmy się i chwilę później przy akompaniamencie mojej ukochanej playlisty ruszyłam w drogę.
Czas rozpocząć nowy rozdział.
Zasługujesz na szczęście, Ellie, pomyślałam.
Zasługiwałam – i miałam nadzieję, że odnajdę je w Hartford.
Gdy tylko go zobaczyłam, wszystkie emocje związane z wyprowadzką i rodzicami zeszły na dalszy plan. Nie wiedziałam nawet, kiedy ruszyłam z miejsca. W jednej chwili stałam przy samochodzie, a w następnej biegłam już w jego stronę. Mój brat ledwie zdążył rozłożyć ramiona, gdy wpadłam na niego z impetem. Zaśmiał się i uniósł mnie nad ziemię.
– Aż tak się stęskniłaś?
– Zamknij się – odpowiedziałam, wtulając się w niego mocniej.
Odsunęłam się po chwili i utkwiłam wzrok w jego oczach. Sprawiały, że czułam się bezpiecznie i po prostu dobrze. Mama miała takie same. Ja niebieski kolor odziedziczyłam po ojcu. Poza tym byliśmy do siebie z Connorem bardzo podobni – te same rysy twarzy, delikatnie zadarty nos i niemal ten sam wzrost.
– Jeszcze chwila i zacząłbym organizować akcję poszukiwawczą – rzucił rozbawiony, na co pokręciłam głową.
– Były straszne korki – wytłumaczyłam.
– Założyłem, że pomyliłaś zjazdy i przez chwilę jechałaś do Nowego Jorku.
– Naprawdę? Tylko na tyle cię stać? – Spojrzałam na niego z politowaniem.
– To był żart powitalny. – Chłopak uniósł dłonie w obronnym geście. – Przyjmij moje przeprosiny, Elizabeth. – Zaśmiał się, ponownie mnie przytulając. – Na serio tęskniłem. Wszędzie dobrze, ale…
– Jeszcze lepiej, kiedy obok jest ulubiona siostra? – dokończyłam za niego.
– Jesteś moją jedyną siostrą. – Parsknął śmiechem.
– Ale nadal ulubioną.
– Nie da się ukryć – przyznał rozbawiony.
Uśmiechnęłam się pod nosem, ale po chwili zmarszczyłam brwi.
– Co ci się stało? – zapytałam, ruchem głowy wskazując w kierunku jego prawej ręki.
Wyciągnął ją w moją stronę i wtedy zauważyłam tatuaż. Miał ich sporo na całym ciele, ale ten musiał być świeży, ponieważ wciąż był przykryty folią.
– Kiedy go zrobiłeś? – zapytałam, chwytając za jego nadgarstek, i przyciągnęłam go do siebie, by przyjrzeć się z bliska.
– Kilka dni temu.
Kochałam jego tatuaże. Nowy był prosty. Zwykły napis rozbity na dwa wersy – No risk, No story.
– Serio wytatuowałeś sobie swoje własne motto? – Chichocząc, założyłam ręce na piersi.
– Tak na wszelki wypadek, żebym nie zgubił go po drodze. – Posłał mi lekki uśmiech, po czym oboje ruszyliśmy w stronę mojego samochodu.
Connor od razu otworzył bagażnik i sięgnął po walizki. Przeniosłam wzrok na folię na jego przedramieniu.
– Daj, ja to wezmę – powiedziałam szybko.
Spojrzał na mnie, jakby nie wiedział, o co mi chodzi.
– Co?
– No… masz świeży tatuaż.
Przez chwilę patrzył na mnie w milczeniu, po czym wybuchnął śmiechem.
– Ellie, to tylko tatuaż. Nie amputowali mi ręki – zażartował, a ja przewróciłam oczami.
– Po prostu nie chciałam, żebyś coś sobie zrobił.
– Obiecuję, że przeżyję. – Puścił do mnie oczko i bez problemu wyciągnął moje rzeczy z bagażnika.
– Chciałam być miła.
– Zanotuję ten historyczny moment – odparł z powagą, na co pokręciłam głową.
Po wejściu do domu od razu napisałam SMS-a do mamy, że dotarłam na miejsce, po czym udałam się do pokoju, który przez najbliższe dwa tygodnie miałam nazywać swoim.
Nie czułam się źle z tym, że spędzę następne dni z dwoma facetami. Współlokator Connora, Tyler, tak jak mój brat rozpoczynał trzeci rok socjologii. Nie mieliśmy okazji poznać się na żywo, ale regularnie gadaliśmy przez FaceTime’a, bo gdy przyłapywał mnie i Conniego na rozmowie, zawsze dołączał. Rzucał zabawne żarty i często gadał głupoty, ale z tego, co zdążyłam zauważyć, był dobrym kumplem. Nie dało się go nie lubić. Nawet podczas krótkich rozmów potrafił skutecznie poprawić mi nastrój. Oprócz Tylera był jeszcze Luke – kapitan uczelnianej drużyny hokejowej, o którym bardzo często słyszałam, jednak nigdy nie mieliśmy okazji się poznać. Nie wiedziałam nawet, jak wyglądał, bo nie dość, że nie widziałam go nigdy przez FaceTime’a, to jeszcze nie miał zdjęć na Instagramie, na których byłoby widać jego twarz. No i oczywiście Blair – moja przyszła współlokatorka. Ponoć była naprawdę szalona i nie mogłam się doczekać, aż ją poznam. Cieszyłam się, że mój brat znalazł w Hartford przyjaciół, na których mógł polegać.
– Jesteś gotowa? – usłyszałam głos brata, kiedy poprawiałam makijaż na wspólne wieczorne wyjście. – Powinniśmy się zbierać. Blair i Logan są już w drodze, a Tyler dołączy do nas później. Pracuje w Black Cup i kończy zmianę za dwie godziny – dodał.
Zanim Tyler zamieszkał z Connorem, był współlokatorem Logana. Mieszkali razem aż dwa lata i dalej utrzymywali kontakt.
– Daj mi pięć minut, muszę się jeszcze tylko przebrać – oznajmiłam, po czym ruszyłam w stronę walizek, by znaleźć coś odpowiedniego na dzisiejszy wieczór.
Chciałam zrobić dobre pierwsze wrażenie, ale też nie przesadzić. Zdecydowałam się na jeansy baggy z obniżonym stanem oraz kurtkę w odcieniu jasnego brązu.
Chwilę później byłam gotowa do wyjścia. Na zewnątrz czekał już zamówiony przez Connora Uber.
Po niecałych dziesięciu minutach wysiedliśmy pod niewielkim barem w centrum miasta. Z zewnątrz nie robił najlepszego wrażenia. Nad wejściem migotał stary neon, a elewacja prosiła się o remont. Przez chwilę zastanawiałam się nawet, czy Connor nie pomylił adresów. Zmarszczyłam brwi i rozejrzałam się po okolicy. Gdzieś w oddali rozległo się szczekanie psa, a z bocznej uliczki dobiegały podniesione głosy.
Spojrzałam sceptycznie na brata.
– Daj mu szansę – poprosił rozbawiony, widząc moją reakcję.
Miał rację, gdy tylko przekroczyliśmy próg, poczułam się bardzo komfortowo. W środku było zadziwiająco… inaczej niż na zewnątrz.
Ten bar musiał być popularny wśród studentów, bo pękał w szwach. Stoliki uginały się pod ciężarem alkoholu, a muzyka wydobywająca się z głośników i gwar, który tu panował, sprawiły, że całkowicie się wyluzowałam.
Z zamyślenia wyrwał mnie wysoki głos dziewczyny, która pojawiła się nagle tuż obok. Zaraz za nią stał ciemnowłosy, wytatuowany chłopak. To z pewnością byli Blair Harrington i Logan Walker.
– Ty musisz być Ellie! – powiedziała i od razu mnie przytuliła, jakbyśmy znały się od lat, a nie od kilku sekund. – Jestem Blair. Connor tyle nam o tobie opowiadał! Ale serio, jesteście do siebie niesamowicie podobni. Te same rysy, ten sam uśmiech… Chociaż ty wyglądasz milej od niego. Jak minęła podróż? Podoba ci się Hartford? Zdążyłaś już coś zobaczyć? – wyrzucała z siebie kolejne słowa w takim tempie, że trudno było ją zrozumieć.
– Blair – przerwał jej Connor.
– Co?
– Weź oddech.
Posłała mu oburzone spojrzenie.
– Miło mi cię w końcu poznać – odezwałam się do dziewczyny. – Nie miałam okazji jeszcze nic zobaczyć. Pewnie jutro trochę pospaceruję. Muszę wybrać się na miasto. Może zajrzę do jakiejś galerii? Potrzebuję kilku rzeczy.
– Cudownie! W takim razie ja cię oprowadzę. – Podekscytowana klasnęła w dłonie.
Wizualnie była moim przeciwieństwem – miała piękne ciemne włosy, które kaskadami opadały na ramiona. Jej oczy wydawały się niemal czarne. Makijaż był perfekcyjny i wyglądał, jakby zajmowała się tym profesjonalnie.
Wiedziałam, że się polubimy. W Torrington nie miałam prawdziwej przyjaciółki, dlatego liczyłam, że relacja z Blair będzie miała potencjał, by przemienić się w przyjaźń na lata. Chciałam w to wierzyć, bo bardzo potrzebowałam takiej osoby w swoim życiu. Kogoś, komu mogłabym się zwierzyć bez strachu, że mnie oceni.
Gdy tylko dziewczyna się przesunęła, przeniosłam uwagę na chłopaka stojącego za nią. Złapaliśmy kontakt wzrokowy i od razu się przedstawił, wyciągając w moją stronę rękę. Uścisnęłam ją i obdarzyłam go ciepłym uśmiechem. Był naprawdę wysoki i bardzo dobrze zbudowany. Roztaczał wokół siebie aurę tajemniczości. Obstawiałam, że onieśmielał co drugą kobietę. Zdecydowanie uprawiał jakiś sport. Może koszykówkę?
Po zapoznaniu się i krótkiej rozmowie Connor i Logan udali się do baru, by kupić alkohol. Byłyśmy z Blair niepełnoletnie, więc oficjalnie nie mogłyśmy zamówić drinków samodzielnie. Na szczęście z tego, co mówił mój brat, obsługa nie należała tu do przesadnie skrupulatnych. Blair dysponowała fałszywym dowodem, a mnie większość brała za starszą. Nikt nawet nie próbował tego weryfikować.
Jakieś dwie godziny i trzy drinki później czułam, jakbym znała swoją przyszłą współlokatorkę całe życie. Nie przestawała mówić. Z ulgą przyjęłam wiadomość, że studiuje dziennikarstwo. Jaka była szansa, że jest na tym samym kierunku, który wybrałam ja? Właśnie rozpoczynała drugi rok, co oznaczało, że nie byłam skazana na samotne błądzenie po kampusie i panikowanie przed zajęciami. Dowiedziałam się też, w jaki sposób jej i Connorowi udało się załatwić, bym zamieszkała w pokoju właśnie z nią. Okazało się, że podarowała pani z administracji kilka świec sojowych, które sama wykonała. Przy okazji poznałam jedną z pasji Blair. Ja też uwielbiałam świece zapachowe i w domu zawsze miałam ich pełno.
Logan zaczynał trzeci rok studiów. Moje przypuszczenia, że należy do jednej z drużyn akademickich, się potwierdziły. Był hokeistą. W takim razie grał w drużynie z Lukiem, którego, o dziwo, nie było z nami. Zastanawiałam się dlaczego, skoro przyjaźnił się z Connorem.
– Więc… Elizabeth. – Logan przysunął się nieco bliżej, gdy Blair poszła do łazienki.
– Tylko mama mówi do mnie „Elizabeth”. I czasem Connor, jak chce mnie wkurzyć. – Wzruszyłam ramionami. – „Ellie” wystarczy.
Oparłam plecy o wygodną kanapę, bawiąc się słomką w swoim napoju. Logan nachylił się w moją stronę. Speszyłam się intensywnością jego spojrzenia. Przygryzłam wargę.
– Więc, Ellie… – stuknął się ze mną szklanką, po czym upił łyk – …byłaś kiedyś na meczu hokeja?
Pokręciłam głową.
– Widziałam tylko urywki w telewizji – oznajmiłam. – Ten sport wydaje się dość brutalny.
– Czemu tak sądzisz? – W jego oczach błysnęło rozbawienie.
– Bo za każdym razem, gdy już trafię na jakiś mecz, ktoś kogoś popycha, przewraca albo przygniata do bandy.
– To się nazywa rywalizacja.
– Ja nazwałabym to problemami z kontrolowaniem emocji – rzuciłam, chowając uśmieszek za szklanką.
– Auć. – Teatralnie złapał się za serce, udając, że go zraniłam. Po chwili nachylił się nad blatem i spojrzał mi w oczy. Był niezwykle czarujący. – Przyjdź na jutrzejszy mecz. Może zmienisz zdanie – kusił.
– O mój Boże. Rozgrzewka! – krzyknęła nagle Blair, która zdążyła wrócić do stolika.
Przeniosłam na nią wzrok, nie rozumiejąc jej reakcji.
– Najważniejsze pytanie wieczoru: widziałaś kiedyś rozgrzewkę przed meczem?
– Nie? – Zerknęłam najpierw na nią, potem na Logana. Chłopak w reakcji na jej słowa przewrócił oczami. – A powinnam?
Spojrzała na mnie tak, jakbym właśnie przyznała, że nigdy nie jadłam pizzy.
– Ellie, oni… ja… Nie!
– Nawet nie kończ – wtrącił Logan.
– Ja naprawdę nie wiem, jak opisać to w cywilizowany sposób. Po prostu musisz to zobaczyć na własne oczy – podsumowała cała w emocjach.
Zaintrygowało mnie to.
– Okej, nie musisz nic mówić. Przekonałaś mnie.
Blair zapiszczała z ekscytacji i złapała mnie za przedramię.
– O mój Boże, Ellie. Jutro będziesz mi dziękować.
Logan tylko pokręcił głową.
Kolejne minuty mijały, a ja co jakiś czas łapałam go na tym, że mi się przygląda. Zdecydowanie był pewny siebie, dokładnie wiedział, co i kiedy powiedzieć, by zrobić wrażenie na kobiecie. Zastanawiałam się, czy każdą nowo poznaną dziewczynę zapraszał na swój mecz.
– Ellie! – usłyszałam nagle głos, który świetnie kojarzyłam. – Ale się cieszę, że jesteś. W końcu mogę cię podziwiać na żywo!
Kąciki moich ust poszybowały w górę.
– Tyler! Chodź tu do mnie! – wykrzyknęłam, podnosząc się zza stołu, a po chwili już się przytulaliśmy. Przepadłam dla jego kręconych blond włosów i dołeczków w policzkach.
Miałam wrażenie, że znam go od lat. Biła od niego tak dobra energia, że nie chciałam wypuścić go z uścisku.
– Nie wierzę, że przytula mnie taka laska – szepnął tak, żebym tylko ja usłyszała.
– Ta laska to moja siostra, więc uważaj, pajacu – ostrzegł Connor z udawaną powagą. Uśmiechnął się szeroko i wstał, by zbić piątkę z kumplem. – Jak tam w pracy?
– Jak zawsze. – Tyler wzruszył ramionami. – Kiedy do zamknięcia pozostaje ostatnie pięć minut, nagle wchodzi dwadzieścia osób. W dodatku musiałem zostać dłużej. Raport dzienny się nie zgadzał i nie mogłem zamknąć zmiany, bo musiałem wszystko jeszcze raz przeliczać. Spędziłem z paragonami dodatkowe czterdzieści minut, dlatego wybaczcie spóźnienie. To co robimy? Jaki mamy plan? – Odebrał od Connora szklankę z alkoholem i upił łyk.
Usiadłam i rozejrzałam się po twarzach znajomych, stukając paznokciami w stół.
– Ja mam jutro mecz, więc zaraz spadam – powiedział Logan.
– My też nie będziemy siedzieć długo – rzucił mój brat.
– Serio? – Tyler spojrzał na nas z niedowierzaniem. – Dopiero wszedłem, a wy już kończycie wieczór?
– Nie dramatyzuj. Wracamy do tego samego domu.
– I właśnie w tym momencie czuję się, jakbym wygrał życie.
– Zapominasz się. – Connor szturchnął go lekko w ramię.
Chłopak uniósł ręce w obronnym geście.
– Spokojnie. Musimy się lepiej poznać.
– Nie musicie.
– Ależ ty jesteś przewrażliwiony.
– A ty problematyczny.
– Wzajemnie.
Parsknęłam śmiechem, przysłuchując się ich wymianie zdań.
– Jak wy ze sobą wytrzymujecie? – zapytałam rozbawiona.
– Pytanie, jak ty z nimi wytrzymasz… – wtrąciła Blair.
– Daję jej tydzień i sama będzie chciała się wyprowadzić – dodał Logan.
– Ellie zostaje u nas dwa tygodnie, ty wytrzymałeś ze mną dwa lata, więc chyba nie było tak źle – odpowiedział mu Tyler, krzyżując ręce na piersi.
Uśmiechnęłam się w duchu na myśl o tym czasie, który mieliśmy razem spędzić.
Czekając na zewnątrz na Ubera, wymieniłam się numerem z Blair.
– Jutro dziewiąta? – spytałam, wsuwając dłonie do kieszeni kurtki.
Dziewczyna wywróciła oczami.
– A może tak dziesiąta? – zaczęła błagać. – Nie patrz tak na mnie. Potrzebuję się wyspać – oznajmiła, jakby to było oczywiste.
– Jasne, może być dziesiąta. – Posłałam jej szeroki uśmiech.
– Świetnie! – Rozpromieniła się. – A wieczorem wybierzemy się na mecz. Ach, no i koniecznie sprawdź na TikToku, jak wygląda rozgrzewka! Do jutra! – mówiąc to, przytuliła mnie na pożegnanie.
Nasz kierowca podjechał, gdy żegnałam się z Loganem. Chłopak przekrzywił głowę, patrząc na mnie spod zmrużonych powiek. Zagryzłam policzek, aby się nie uśmiechnąć. Tego dnia robiłam to zbyt często.
– Miło było cię poznać, Ellie – szepnął, zniżając głos. – Mam nadzieję, że przyjdziesz mi jutro pokibicować.
Czy używał tego tonu, kiedy z kimś flirtował…?
– Jeszcze się zastanawiam. Nie wiem, czy umiałabym ci kibicować, gdybyś przegrał – odpowiedziałam pewna siebie.
– To w porządku – mruknął. – Nauczę cię kibicować też po porażkach.
Ta wypowiedź była tak elektryzująca, że aż wprawiła mnie w zawstydzenie. Logan znów patrzył na mnie zbyt intensywnie.
– Do jutra. – Pocałował mnie w policzek, pozostawiając na nim ciepło.
Uśmiechnęłam się pod nosem po raz ostatni i wsiadłam do auta, które zawiozło nas do domu chłopaków.
Gdy dotarliśmy na miejsce, przygotowałam nam herbatę i usiedliśmy przy stole. Po dniu spędzonym na pakowaniu, podróży i po spontanicznym wyjściu do baru byłam zmęczona. Chwilę przed północą stwierdziliśmy, że rozmowę dokończymy jutro, bo Tyler również był padnięty po ciężkiej zmianie w kawiarni.
Udałam się do pokoju gościnnego, w którym znajdowały się moje rzeczy, i przykucnęłam, by otworzyć jedną z walizek. Wyjęłam z niej najpotrzebniejsze rzeczy i przeszłam do łazienki, która sąsiadowała z moim pokojem. Wzięłam szybki prysznic, umyłam i wysuszyłam włosy oraz wykonałam wieczorną pielęgnację. Była dla mnie świętością, więc mimo zmęczenia nie pominęłam żadnego kroku.
Gdy skończyłam, opuściłam łazienkę, wróciłam do pokoju i wskoczyłam do łóżka. Postanowiłam zajrzeć jeszcze na Instagram, bo dostałam powiadomienie o nowej wiadomości od użytkownika @logan.w25.
Serce zabiło mi szybciej, gdy zobaczyłam znajome imię. Zerwałam się do siadu, okryłam kołdrą nogi i wbiłam wzrok w ekran. Czy to był ten Logan, z którym rozmawiałam kilka godzin temu?
@logan.w25:
Chciałbym cię jutro zobaczyć na trybunach Ellie.
Czyli ten sam. Przygryzłam wargę, zastanawiając się nad odpowiedzią. Cieszyłam się do telefonu jak mała dziewczynka.
@itselliefoster_:
Uważasz, że hokej mnie zainteresuje?
@logan.w25:
Mam nadzieję, że nie tylko hokej
Wytrzeszczyłam oczy, czytając ostatnią wiadomość. Czy on ze mną flirtował?
Dobra. Nie było sensu się oszukiwać. To był flirt.
Tylko czy to coś złego? Wyczułam między nami chemię, ale nic więcej nie mogło z tego wyjść. Sytuacja z moim ojcem sprawiła, że choć byłam towarzyska i otwarta na nowe znajomości, nie potrafiłam nikomu zaufać. Nie było mowy o wejściu w relację bez strachu, że spotka mnie to samo, co spotkało mamę. Dlatego od odkrycia zdrady ojca nie związałam się z nikim na poważnie. Ograniczałam się do przelotnych znajomości, które nie wymagały zaangażowania żadnej ze stron. Dzięki brakowi wzajemnych oczekiwań nie bałam się, że pewnego dnia i mnie ktoś skrzywdzi.
Logan wydawał się jednak bezpieczny… odniosłam wrażenie, że nie interesują go stałe związki i zobowiązania.
Nic już nie odpisałam. Rzuciłam telefon na łóżko, chcąc iść spać. Zaraz jednak coś mi się przypomniało…
Odblokowałam ekran, a mój wzrok przyciągnęła ikonka TikToka.
Słowa Blair na temat rozgrzewki hokeistów tkwiły w mojej głowie. Ciekawość wzięła górę i chwilę później, po wpisaniu odpowiedniej frazy w wyszukiwarkę, zamarłam. Czy oni…? To wyglądało, jakby…
Nie byłam pewna, czy wypity wcześniej alkohol miał z tym coś wspólnego, ale zdecydowanie chciałam zobaczyć to na własne oczy.
– Jeżeli chcemy zdążyć na rozgrzewkę, musimy już wychodzić – usłyszałam z parteru głos Blair.
Spędziłam z nią cały dzień. Rano, tak jak planowałam, wyszłyśmy na miasto. Pokazała mi najciekawsze miejsca w Hartford. Odwiedziłyśmy między innymi kawiarnię, w której pracował Tyler. Udałyśmy się też na wspólny lunch. Byłam niesamowicie podekscytowana. Nie miałam pewności, czy to dlatego, że rozpoczynałam nowy rozdział, czy przez to, że tak dobrze dogadywałam się z Blair. A może chodziło o to, że za chwilę miałyśmy pójść na mecz Logana? Coś mnie do niego przyciągało. Może ta jego pewność siebie? Może to, że był piekielnie przystojny? W mojej głowie paliła się jednak ostrzegawcza lampka. Miałam przeczucie, że Logan to pies na baby. Ale czy mi to przeszkadzało? Gdybym szukała czegoś stałego, z pewnością by tak było. Tyle że nie szukałam.
Z letargu wyrwał mnie tym razem krzyk mojego brata:
– Ellie! Wychodzimy!
– Już schodzę – odpowiedziałam, ostatni raz przeczesując włosy.
Po kilku minutach dotarliśmy na halę.
– Czy tu zawsze jest taki tłok? – zapytałam, przeciskając się korytarzem.
– Zawsze przychodzi mnóstwo ludzi, ale dziś Breaker- si grają z Regentsami z New Haven – oznajmił Connor. – To dwie miejscowe drużyny, więc rywalizacja jest ostra.
– Na ich meczach często dochodzi do bójek, jest na co popatrzeć – dodała podekscytowana Blair.
– Bójek? Co to za dziwny sport? – skomentowałam zaskoczona.
– Taaak… kibice to kochają. To tylko sparing, więc zawodnicy raczej będą tego unikać, żeby nie zaliczyć kontuzji przed sezonem – wyjaśnił mój brat. Po chwili zastanowienia dodał: – Chociaaaż… Lokalni wrogowie i osobiste spiny? Podejrzewam, że sędziowie nie będą się nudzić.
– Oj, tak… Będzie się działo – skwitowała entuzjastycznie Blair.
Parę chwil później udało nam się odszukać nasze miejsca. Connor udał się po przekąski i napoje, a my przyglądałyśmy się zawodnikom, którzy właśnie wjeżdżali na lód.
– Uff, zdążyłyśmy. – Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
W tym samym momencie odszukałam wzrokiem Logana. Na jego koszulce oprócz nazwiska „Walker” widniał numer „25”. W stroju hokeisty wyglądał zdecydowanie zbyt dobrze.
Chłopak zaczął się rozglądać po trybunach i nagle jego spojrzenie padło na mnie. Uniósł rękę, chcąc się przywitać, i posłał mi przy tym zniewalający uśmiech. Poczułam, jak moje policzki oblewa rumieniec.
Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Być może filmiki, które znalazłam na TikToku, były specjalnie zaaranżowane? Czy to możliwe, by rozgrzewka była taka hot?
Moje rozmyślania przerwał Logan, który właśnie padł na kolana.
– Ja pierdolę – powiedziałam sama do siebie, wytrzeszczając oczy. Na co dzień nie zdarzało mi się przeklinać, ale w tym wypadku nie dało się tego skomentować inaczej.
Właśnie patrzyłam na to, jak pochylony nad taflą wykonywał rytmiczne ruchy biodrami, jednocześnie kreśląc kolanami okręgi na lodzie.
– Chyba się zawstydziłam.
– A nie mówiłam? – zagadnęła Blair, poruszając wymownie brwiami.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo nagle wtrącił się Connor:
– Dlaczego masz taką minę? Coś cię boli? – Przyjrzał się z uwagą dziewczynie.
– Tak. Serce na myśl, że nie mam chłopaka hokeisty – powiedziała z żalem.
– Zawsze możesz spróbować, znasz już Logana.
– O nie, mój drogi, Logan jest zainteresowany Ellie, a ja im kibicuję – odparła, zakładając ręce na piersi.
Możliwe, że podczas dzisiejszego lunchu wspomniałam jej o naszej krótkiej wymianie wiadomości na Instagramie. Nie była zdziwiona, stwierdziła, że zauważyła, jak na mnie patrzył w barze.
– Logan i Ellie? – Connor uniósł brew. – Czy ja o czymś nie wiem? – Przeniósł na mnie spojrzenie.
– Nie – oznajmiłam, wchodząc mu w słowo. – Nic się nie dzieje, dopiero się poznajemy.
– Jestem pewna, że Logan chciałby cię poznać… dogłębnie – wtrąciła Blair, mrużąc oczy.
Zaraz zapadnę się pod ziemię.
– Udam, że tego nie słyszałem – powiedział, ucinając temat, mój brat.
Rozmowa zaabsorbowała nas tak bardzo, że nawet nie zauważyliśmy, kiedy zawodnicy zjechali z lodu po zakończonej rozgrzewce. Za chwilę miał się rozpocząć mecz.
Spiker przedstawił składy obu drużyn, po czym hokeiści znowu pojawili się na lodzie.
W kolejnych minutach wodziłam wzrokiem po lodowisku jak zahipnotyzowana. Nie znałam zasad gry w hokeja, a cała rozgrywka była tak dynamiczna, że co chwilę traciłam z oczu krążek, ale też zawodników, bo ci zmieniali się dosłownie co minutę. To, z jaką precyzją się poruszali, było imponujące. Mecz, tak jak zapowiadali Blair z Connorem, okazał się brutalny. Raz po raz któraś z drużyn grała w osłabieniu przez notoryczne faule i – co za tym idzie – kary dla zawodników.
Co w takim razie będzie się działo podczas meczu ligowego, gdy rzeczywiście zawalczą o punkty?
Ponownie zdałam sobie sprawę z tego, jak nikła jest moja wiedza o hokeju.
Udało mi się kilka razy dostrzec na lodzie Logana, ale moją uwagę przyciągnął jeszcze jeden zawodnik. Na koszulce miał numer „13” i nazwisko „Collins”. Znałam je. To musiał być Luke. Próbowałam mu się przyjrzeć, jednak przez ten kask nie dało się wiele zobaczyć.
Chłopak zdobył aż trzy gole, dzięki czemu Breakersi wygrali. Wrzawa na trybunach była przeszywająca. Po kolejnych kilku minutach okrzyków radości i przyśpiewek kibiców zawodnicy zjechali z lodu, by udać się do szatni na zasłużony odpoczynek.
– Chodźcie, złapiemy Logana, żeby mu pogratulować – powiedziała Blair, cała w emocjach.
Chwilę później, stojąc już pod szatnią naszych, zauważyłam go, gdy wychylił się zza drzwi. Włosy miał mokre po prysznicu. Widząc nas, uśmiechnął się szeroko i podszedł bliżej.
– Gratulacje, stary! Zajebisty mecz! – powiedział mój brat, zbijając z nim piątkę.
– Dobrze, że się tam nie pozabijaliście – dodała Blair, przytulając go na przywitanie.
Logan spojrzał na mnie z cwaniackim uśmieszkiem. Blair, widząc to, pociągnęła Connora za ramię. Dała nam chwilę dla siebie, za co byłam jej wdzięczna.
– Usatysfakcjonowana? – zapytał chłopak unosząc brew.
– Całkiem przyjemne widowisko. Szczególnie rozgrzewka – oceniłam, patrząc na niego zaczepnie.
Przewrócił oczami, ale widziałam, że podobały mu się moje słowa.
– Dobrze grałeś – dodałam z lekkim uśmiechem, szturchając go w brzuch. Poczułam twarde mięśnie.
Logan, nie odrywając ode mnie wzroku, znienacka wyciągnął rękę w kierunku zabłąkanego kosmyka moich włosów i założył mi go za ucho. Było w tym coś hipnotyzującego.
Nagle coś, a raczej ktoś za nim przykuł moją uwagę. Wtedy nasze oczy po raz pierwszy się spotkały.
– Dobry mecz, Collins – usłyszałam za plecami głos brata.
Obróciłam głowę, by na niego spojrzeć. Wyglądał na tak zakłopotanego, jakby to, co powiedział, wymsknęło mu się automatycznie, a teraz żałował swoich słów i chciał się schować za Blair.
– Dzięki – odpowiedział jego przyjaciel. – Dobrze cię widzieć, Foster – dodał.
Wyminął nas i zbił z nim piątkę. Ten z pozoru normalny gest w ich wykonaniu wydał mi się nienaturalny.
– Kojarzysz moją siostrę Ellie – powiedział Connor, wskazując na mnie. – Właśnie rozpoczyna studia na naszej uczelni.
O co chodzi? Nie powiedział mu o tym wcześniej?
Chłopak wyciągnął rękę w moją stronę. Teraz mogłam mu się przyjrzeć z bliska.
– Luke.
– Ellie.
Więc tak wygląda Luke…
Kilkanaście godzin wcześniej
Niewiele trzeba było, żeby zjebać mi humor.
Wkurzali mnie ludzie, którzy zatrzymywali się w przejściu tylko po to, żeby sprawdzić telefon. Albo ci, którzy mówili „zaraz”, mając na myśli pół godziny. Irytowały mnie źle naostrzona łyżwa i słabe podanie. I to uczucie, kiedy miałem coś powiedzieć, ale myśl uciekała szybciej niż krążek lecący w stronę bramki.
Lista była długa, jednak gdyby ktoś zapytał mnie tego dnia, co działało mi na nerwy najbardziej, odpowiedź pojawiłaby się natychmiast.
Logan Walker.
A konkretniej: jego niekończący się monolog o Elizabeth Foster.
Nigdy nie poznałem jej osobiście i myślałem, że straciłem tę możliwość, gdy oddaliliśmy się od siebie z Connorem. Ale dziś była okazja, bo zobaczyłem ją w kawiarni w swojej okolicy. Od razu ją rozpoznałem. Widziałem ją nie raz na ich wspólnych zdjęciach. Poza tym być może obczajałem ją wcześniej na Instagramie…
Wiedziałem, że jest piękną dziewczyną, ale gdy zobaczyłem ją na żywo… kurwa.
Tylko co ona robiła w Hartford? Może przyjechała odwiedzić Connora?
Nie podszedłem do niej. Uznałem, że to nie jest dobry pomysł z uwagi na moją napiętą relację z jej bratem. W dodatku była z jego znajomą, której również wcześniej nie poznałem, bo złapali kontakt po całej tej akcji, która wydarzyła się między mną a Fosterem. Żadna z dziewczyn nie zwróciła na mnie uwagi. Ellie – jestem tego wręcz pewien – nie wie nawet, jak wyglądam. Jest jednak szansa, że ja wiem o niej prawie wszystko. Gdy Connor rozpoczynał temat swojej siostry, ciężko było go zatrzymać. Wiedziałem, jak nazywał się jej chomik i dlaczego rozstała się ze swoim pierwszym chłopakiem. Znałem jej ulubiony kolor. Powiedział mi nawet, że ma uczulenie na cynamon! Jak można mieć uczulenie na cynamon!?
Próbowałem ignorować Logana, ale to było równie skuteczne jak próba zaśnięcia obok wyjącego alarmu przeciwpożarowego. Co chwilę docierały do mnie urywki jego wypowiedzi. Przymknąłem oczy i przetarłem twarz ręcznikiem. Nie trzeba było być detektywem, żeby połączyć fakty. Logan wczoraj osobiście poznał małą Foster i najwyraźniej uznał to za wydarzenie dnia.
Connor też tam był. Musiał być. Znałem go i nie wyobrażałem sobie, żeby zostawił siostrę samą pierwszego wieczoru w obcym mieście. Ale to dobrze. Im więcej czasu spędzała z bratem, tym mniejsze było ryzyko, że Walker zacznie snuć wobec niej swoje standardowe plany.
Wyłączyłem się. Myślenie o byłym przyjacielu wprawiło mnie w zbyt duży dyskomfort.
Usiadłem przy swojej szafce i wrzuciłem do torby treningowej ręcznik i resztę rzeczy. Byłem zmęczony, choć dziś postawiliśmy tylko na kilka prostych ćwiczeń, żeby nie zajechać się przed wieczornym meczem.
– Słyszałeś Logana? – odezwał się ktoś zza moich pleców.
Nie podniosłem od razu głowy. Poznałem głos. Carter – nasz obrońca. Mieliśmy normalną relację, jak to między członkami jednej drużyny. Nie byliśmy wrogami, ale nie nazwałbym go też swoim przyjacielem.
– Trudno go nie słyszeć – odburknąłem, dopinając zamek torby.
Carter parsknął cicho śmiechem i oparł się o sąsiednią szafkę.
– Typ chyba naprawdę oszalał. Cały czas gada o tej całej Foster.
– Za tydzień zmieni obiekt westchnień – mruknąłem pod nosem.
– Chyba jeszcze nigdy nie był tak nakręcony – skomentował. – Podobno to niezła laska.
Zacisnąłem szczęki. To był jeden z tych komentarzy, których nie znosiłem. Logan dużo gadał, choć repertuar miał dość ograniczony. Zwłaszcza jeśli chodziło o dziewczyny, które planował zaliczyć. Od miesięcy słuchałem tych samych historii. Zmieniały się tylko imiona, ale schemat pozostawał identyczny. Flirtował, czarował, dostawał to, czego chciał, a potem szedł dalej.
Elizabeth Foster nie mogła znaleźć się na liście jego zdobyczy. W przypadku tej dziewczyny powinien trzymać język za zębami. W ogóle powinien się trzymać od niej z daleka.
– Niektóre powiązania powinien respektować – rzuciłem chłodno.
Carter spojrzał na mnie uważniej, ale nie dopytał, co miałem na myśli.
– Podobno zaprosił ją na dzisiejszy mecz – zaczął ściszonym głosem. – Boję się… że to go trochę rozproszy.
Wstałem i zarzuciłem torbę na ramię.
– Może zapraszać, kogo chce – powiedziałem. – Dopóki nie odbija się to na jego grze, nie wnikam.
Nie traktowałem hokeja jak przyszły zawodnik NHL, ale, do cholery, jak już coś robiłem, to zawsze na sto procent. Wiedziałem, co jest najważniejsze przed meczem.
Chłopak potaknął, ale nie byłem pewien, czy rzeczywiście się ze mną zgadzał.
Teraz nie musiał. Ważne, że zgadzaliśmy się na lodzie.
– No nic – rzucił na koniec. – Do zobaczenia wieczorem.
– Jasne.
Wyszedłem na parking, naciągając kaptur na głowę. Wrzuciłem torbę do bagażnika, usiadłem za kierownicą i ruszyłem w stronę centrum Hartford. Ruch był niewielki, bo ulice zwykle zapełniały się dopiero późnym popołudniem.
Zaparkowałem w garażu podziemnym budynku, w którym znajdowało się moje mieszkanie, i przez chwilę siedziałem w aucie. Nie wiedziałem, czemu czułem się rozkojarzony i spięty. Potrzebowałem resetu. Po kilku minutach w końcu wysiadłem, zabrałem rzeczy i wjechałem windą na górę.
Cisza po wejściu do mieszkania była niemal ogłuszająca.
Niemal, bo w mojej głowie znów pojawiła się ona.
Rzuciłem się na łóżko. To nie miało sensu. Wieczorem był mecz i tylko to powinno się liczyć.
A jednak ta myśl nie chciała zniknąć.
Zerknąłem na wiszący na ścianie zegar. Pięć minut.
Logan nie przestawał pieprzyć na temat Elizabeth nawet teraz, na jebane pięć minut przed meczem. To nie powinno mieć w ogóle miejsca. Musiał się skupić.
– Przyszła. Widziałem ją na trybunach w czasie rozgrzewki – rzucił do kogoś po raz kolejny.
Słyszałem to już z dziesięć razy. Starałem się nie reagować, ale i tak zostało mi to gdzieś z tyłu głowy. Mała Foster tu jest. Pewnie przyszła z Connorem.
Czemu w ogóle to rozkminiałem? A może denerwowałem się myślą o potencjalnym spotkaniu z byłym przyjacielem? Tak, to na pewno to.
Muzyka na chwilę ucichła i zaraz rozbrzmiała ponownie, co tylko budowało napięcie. Spiker przedstawił składy, na co kibice zareagowali głośnymi okrzykami. Światła migały, zalewając widownię kolorowymi plamami. Trybuny prawie zawsze były pełne. Mimo że byliśmy drużyną uniwersytecką, zapewnialiśmy niezłą rozrywkę. Hartford nie miało wiele do zaoferowania pod tym kątem, ale my graliśmy na naprawdę wysokim poziomie. Dla części chłopaków liga uniwersytecka była tylko przystankiem przed draftem i hokejem zawodowym.
Zawsze czułem to samo – stres. Ale ten był pozytywny, pobudzający. Ogarniało mnie coś w rodzaju niecierpliwości. Przed meczem nie potrafiłem wysiedzieć w miejscu – nawet jeżeli był to tylko sparing i jego wynik nie wpływał na naszą pozycję w tabeli. Mimo że na hali panowała wrzawa, a w ostatnim czasie przytłaczał mnie natłok myśli, w momencie, gdy ostrza łyżew zetknęły się z lodem, w mojej głowie pojawiła się niczym niezmącona cisza. Tak było za każdym pieprzonym razem. Kochałem ten stan. Poprawiłem rękawice i udałem się na swoją pozycję. Byłem napastnikiem, ale też kapitanem drużyny, więc czułem się odpowiedzialny za chłopaków nie tylko na lodzie. Nie miałem na myśli wtrącania się w ich życie prywatne, ale zdarzało się, że musiałem ich zgarniać z imprez i stawiać do pionu.
Dziś graliśmy sparing z The Regents z Northwell College, z sąsiedniego miasta – New Haven. Ta drużyna już jakiś czas temu stała się naszym największym rywalem. Byli mocni, co bardzo mnie cieszyło, bo to oznaczało ciekawy mecz. Jeden z nich – Mason Reed – grał wyjątkowo agresywnie, przez co łapał kary w prawie każdym meczu. Dwie minuty na ławce były u niego normą. Zresztą wszyscy zawodnicy Regentsów działali bez kalkulowania i rzadko zjeżdżali z lodu bez bójki. Do tego Logan po jednym z meczów podrywał dziewczynę ich bramkarza, co tylko pogłębiło konflikt…
Kto by się tego spodziewał?
Od początku było ostro. Tak jak się spodziewałem, przeciwnicy grali bardzo agresywnie, więc my musieliśmy odwdzięczyć się tym samym. Pierwsza tercja w ogóle nam nie siadła. Przegrywaliśmy zero do dwóch i było widać, że ten wynik nas zestresował, bo nie potrafiliśmy stworzyć żadnej sensownej akcji bez faulu. Nie panikowałem, ale byłem sfrustrowany ciągłym graniem w osłabieniu przez kary, które dostawali nasi zawodnicy.
W drugiej tercji zaczęliśmy wychodzić na prostą. Graliśmy dokładniej i udało mi się strzelić pierwszego gola. Chwilę później Logan wyleciał na dwie minuty, co mnie w ogóle nie zdziwiło. To była już chyba jego czwarta kara. Miałem ochotę zerwać mu kask i przypierdolić w pysk, żeby się ogarnął. Odpuściłem, gdy wrócił na lód i przy jego asyście udało mi się wpakować krążek do siatki.
Nie pomyliłem się co do Reeda. Facet był dziś w doskonałej formie. Ciągle czułem jego obecność za plecami. Doskonale wiedział, jak uderzyć, by utrudnić, a nawet przerwać akcję i nie dostać kary. Krążek co chwilę lądował niebezpiecznie blisko naszej bramki.
Dawałem z siebie wszystko. Skupiłem się tylko na meczu i na tym, co miałem zrobić. Tak jak powinno to wyglądać od początku.
W trzeciej tercji w końcu mecz zaczął się kleić, bo odrobiliśmy stratę z nawiązką. Byłem tam, gdzie trzeba, i strzeliłem jeszcze jedną bramkę, która zapewniła nam zwycięstwo. Wszystko inne zeszło na dalszy plan. Liczyło się tylko to, że dowieźliśmy wynik, a ja zaliczyłem hat tricka[*].
Gdy tylko przekroczyliśmy próg szatni, zaczął się istny chaos. Niekontrolowana radość i darcie, które tylko w takich momentach akceptowałem.
Po chwili do szatni wszedł trener – Richard Hale. Jako kapitan starałem się trzymać chłopaków w ryzach, a on miał do mnie zaufanie. Lubiłem z nim współpracować.
– Pierwsza tercja? Katastrofa… Kary, jeden wielki chaos i zero współpracy. Jak dzieci zagubione we mgle. W drugiej w końcu coś ruszyło. A w trzeciej… W trzeciej odrobiliście stratę i dokończyliście robotę. To nie był łatwy mecz. Dwie bramki w plecy, ale odnaleźliście się i walczyliście do końca. Luke wziął to na siebie, jak prawdziwy kapitan, ale te gole nie padłyby bez waszej pracy, bloków, zmian i walki przy bandzie. Zapamiętajcie ten mecz, bo właśnie tak powinna wyglądać drużyna. Cieszcie się chwilą. Jutro wracamy do pracy – powiedział, po czym poklepał mnie po plecach i skierował się w stronę wyjścia z szatni. – A tobie dodatkowo gratuluję częstotliwości wizyt na ławce kar. Dziś się udało, ale następnym razem możemy za to zapłacić wynikiem – rzucił do Logana, którego szafka znajdowała się najbliżej drzwi.
Po kilkunastu minutach krzyki zostały zagłuszone przez dźwięk wody w prysznicach, choć wciąż było słychać dogryzających sobie chłopaków i snucie planów na dzisiejszy późny wieczór.
Wygrzebałem z torby telefon i zauważyłem nieodebrane połączenie od taty. Był na każdym meczu, który rozgrywaliśmy u siebie, bo nasz rodzinny dom znajdował się w Bloomfield, oddalonym o około piętnaście minut jazdy od Hartford. Mama nie przyjeżdżała na moje mecze. Tłumaczyła się tym, że nie może patrzeć na brutalność tego sportu. Mimo to wspierała mnie w mojej pasji tak samo jak tata. Na pewno dzwonił z gratulacjami. Przesunąłem palcami po wilgotnych po prysznicu włosach i skierowałem się do wyjścia z szatni, aby oddzwonić.
I wtedy zobaczyłem ją ponownie tego dnia.
Logan stał obok. Na moje oko zbyt blisko jak na normalną rozmowę. Wkurwiło mnie to, jak uczepił się tej biednej dziewczyny. Głupio się do niej szczerzył i maltretował ją swoim durnym gadaniem. Parę metrów dalej zauważyłem Connora pochłoniętego rozmową ze swoją koleżanką i jakimś typem.
Elizabeth wyglądała tak dobrze. Była dosyć wysoką blondynką, a jej oczy od razu przyciągnęły moją uwagę. Wcześniej nie miałem okazji przyjrzeć się temu, jak ten jasny błękit idealnie kontrastuje z jej opaloną skórą. Trudno było odwrócić od niej wzrok. Kiedy lekko się uśmiechnęła, wszystko inne zgasło.
Obserwowałem, jak Logan ujął palcami jasny kosmyk włosów dziewczyny i założył jej go za ucho. Zarumieniła się. Chociaż nie podobało mi się to, doskonale rozumiałem, dlaczego Walker się nią zachwycał.
Cholera… Elizabeth Foster była niezaprzeczalnie piękna.
Gdy nasze spojrzenia się spotkały, zastygłem z telefonem w ręku, zapominając, po co w ogóle tu przyszedłem.
[*] Hat trick (ang.) – w hokeju oznacza to zdobycie trzech goli w tym samym meczu (przyp. autorki).
Obecnie
– Luke.
– Ellie.
Gdy nasze dłonie się dotknęły, poczułam, jak prąd przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa. Dlaczego moje ciało zareagowało na niego w ten sposób?
Miał ostre i idealnie proporcjonalne rysy twarzy. Czarne, przydługie kosmyki opadały mu na czoło. Był niezaprzeczalnie jednym z przystojniejszych mężczyzn, jakich w życiu widziałam – to pewnie dlatego…
Poczułam nagle, że Logan obejmuje mnie ramieniem. Wyglądało to trochę jak zaznaczenie terytorium, co było zabawne.
Po chwili rozmowy o meczu Luke nas przeprosił, informując, że musi zadzwonić, i odszedł na bok. W tym momencie odezwał się mój brat:
– Ktoś ma ochotę na małe świętowanie? Może wyskoczymy na piwo?
– Oj, zdecydowanie mamy co świętować – odparł Logan.
– Chodźmy – zgodziłam się bez wahania.
Chwyciłam Blair pod rękę i ruszyłyśmy w stronę wyjścia z hali.
Pół godziny później weszliśmy do zatłoczonego baru. Wyglądało na to, że wiele osób postanowiło świętować wygraną Breakersów, bo na miejscu można było zobaczyć kibiców w granatowych koszulkach. Connor i Logan zamówili piwo i drinki, a potem oddali się ożywionej dyskusji na temat dzisiejszej gry.
Ile można gadać o jednym meczu? Przewróciłam oczami.
Gdy zajęliśmy wolny stolik, pogrążyłam się w rozmowie z Blair. Chciałam dowiedzieć się o niej więcej, dlatego zapytałam o jej zainteresowania. Z zaangażowaniem opowiadała mi o procesie tworzenia świec.
– Wbrew pozorom nie jest to takie skomplikowane i wcale nie potrzeba do tego wielu rzeczy.
– Jak tylko się przeprowadzę, urządzimy babski wieczór i będziemy tworzyć świece! – zapowiedziałam podekscytowana.
– Boże… nie mogę się doczekać! – wykrzyczała w moją stronę.
Jak zwykle miała perfekcyjnie wykonany makijaż. To, jak się okazało, było jej drugą pasją.
– Musisz koniecznie zrobić mi szkolenie, totalnie nie potrafię się malować – powiedziałam.
– Ellie, ty jesteś naturalnie piękna, nie potrzebujesz makijażu. Ale jak chcesz, to mogę ci pokazać kilka trików dla podkreślenia urody – zaproponowała z uśmiechem.
Zerknęłam na zegarek – byliśmy w tym lokalu od dwóch godzin. Odszukałam wzrokiem brata i ku mojemu zdziwieniu dostrzegłam obok niego Luke’a. Rozmawiali przy barze. Obserwowałam ich przez dłuższy czas, bo znów coś mi nie grało. Zauważyłam między nimi dziwny dystans. Nie wyglądali jak para przyjaciół. W sumie na korytarzu po meczu też prawie nie rozmawiali. Dlaczego Luke nie przyjechał tu z nami?
Po mniej więcej półgodzinie mój brat w końcu postanowił do nas dołączyć, jednak nie sam. Przyszedł z przyjacielem, który wyglądał na nieco skrępowanego. Connor zatrzymał się i poklepał go po plecach, po czym przysiedli się do naszego stolika. Przez chwilę było niezręcznie, ale na szczęście szybko wróciliśmy do rozmowy. Tylko Logan skutecznie ignorował obecność swojego kapitana.
O co tu chodzi? Co ten chłopak nabroił?
– A więc dziennikarstwo? – Luke przeniósł na mnie spojrzenie.
Zdziwiło mnie to, że wiedział, co będę studiować. Musiał dowiedzieć się od Connora podczas rozmowy przy barze, bo jeszcze kilka godzin temu nie miał pojęcia, że zaczynam tu studia.
– Uwielbiam poznawać ludzi i lubię słuchać ich historii, więc dziennikarstwo chyba do mnie pasuje – oznajmiłam, patrząc mu w oczy trochę za długo. – A ty? Co studiujesz? – odbiłam piłeczkę.
W sumie Connor nigdy mi tego o nim nie powiedział, a ja nie dociekałam. Wiedziałam, że zaczynali studia w tym samym momencie.
Nachylił się w moją stronę.
– To samo co Logan – rzucił półgłosem.
– Czyli co? – dopytałam i upiłam nieco bezalkoholowego drinka. Connor mówił, że w tym miejscu potrafią sprawdzić dowód nawet dwa razy. Wolałam nie ryzykować.
Zawahał się, robiąc krótką pauzę, jakbym go zaskoczyła. Po chwili odpowiedział:
– Biznes i zarządzanie. Większość zawodników jest na tym kierunku, bo łatwo pogodzić zajęcia z treningami. Jak hokej się skończy, też może się przydać. – Uśmiechnął się, podnosząc kufel z piwem, po czym przysunął go do ust i upił zdrowy łyk.
– A ty planujesz z tym skończyć? – zapytałam z ciekawością.
– Trzeba mieć plan B – odparł bez emocji.
Nie chciałam na siłę kontynuować rozmowy, bo ta ewidentnie się nie kleiła.
– Idę do łazienki – rzuciłam, chcąc uniknąć dalszej niezręczności.
– Też idę – powiedział Logan, wstając od stołu.
W drodze do toalety postanowiłam zapytać o jego studia.
– Serio studiujesz biznes? – zagadnęłam z przekąsem, podnosząc na niego wzrok.
Uniósł kącik ust.
– Biznes i zarządzanie.
– Nie wyglądasz na kogoś od zarządzania. – Posłałam mu kpiący uśmieszek.
– A na kogo? – dopytał, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Przystanęłam i robiąc krok w jego stronę, odpowiedziałam:
– Na kogoś, kto raczej lubi ryzyko.
Nasze spojrzenia spotkały się tylko na moment – sekundę później jego wzrok opadł na moje usta. Poczułam dotyk jego opuszek na linii żuchwy.
– Bo lubię – powiedział cicho.
Jego oddech owiał moje usta, a potem chłopak się pochylił i mnie pocałował. Powoli, sprawdzając, czy się wycofam. Oderwał się po kilku sekundach, zostawiając między nami napięcie i chęć na więcej.
Przez krótką chwilę stałam nieruchomo, próbując nabrać tchu i zrozumieć, jak to możliwe, że po dwóch dniach znajomości potrafił tak skutecznie uśpić moją czujność. Bo nie czułam w tym błędu. Nie przyszło mi do głowy, by myśleć o jutrze i o tym, kim właściwie dla siebie jesteśmy.
Wiedziałam jedno – nie szukałam niczego stałego i miałam przeczucie, że on też nie.
Rano obudziłam się z poczuciem dziwnej pustki. Pamiętałam pocałunek z Loganem i to jego opanowanie. Gdyby był nachalny, łatwiej byłoby go odrzucić. Ale czy musiałam to robić? To nie było nic takiego.
Dlaczego więc o tym rozmyślałam?
Postanowienie na dziś – zero zadręczania się. Chciałam spędzić ten dzień z bratem. Tylko ja i on. Przez dwa dni byliśmy otoczeni ludźmi. Tak bardzo brakowało mi czasu z nim sam na sam…
Pospiesznie wyskoczyłam z łóżka. Przebrałam się w luźne ubrania, zrobiłam delikatny makijaż, a włosy związałam w wysoki kucyk. Podekscytowana perspektywą wspólnego spędzania czasu, zeszłam na parter.
– Connie! Dziś jest twój szczęśliwy dzień! – wykrzyczałam.
– Doprawdy? – Uniósł brwi.
– Tak. Spędzisz cały dzień z ukochaną siostrą. – Wyszczerzyłam się w jego stronę.
– No to faktycznie jestem szczęściarzem. – Zaśmiał się. – Co będziemy robić?
– Możemy iść pobiegać do parku albo po prostu na spacer nad rzekę, jeśli nie masz ochoty na aktywność. Blair wspominała o jakichś tacosach, których koniecznie muszę spróbować. Podobno są gdzieś po drodze – rzuciłam.
– O tak! To nasze ulubione! – powiedział z entuzjazmem. – Możemy zajrzeć do Tylera po kawę. Akurat jest dziś w pracy – dodał.
– Ekstra! Będzie fajnie! – podsumowałam. – Dzień zaczniemy od wspólnego śniadania, które nam za chwilę przygotuję.
Ruszyłam w kierunku kuchni, a za plecami usłyszałam:
– Tęskniłem, Ellie.
Przystanęłam i uśmiechnęłam się pod nosem. Odwróciłam twarz w stronę brata i odpowiedziałam:
– Też tęskniłam, Connie. Nawet nie wiesz, jak bardzo…
Zabrałam się za przygotowywanie posiłku. Postawiłam na tosty z serem i szynką. To było nasze ulubione śniadanie, które przyrządzaliśmy sobie w dzieciństwie. Chciałam, żeby chociaż przez jeden dzień było jak dawniej. Jak wtedy, gdy żyliśmy beztrosko, wierząc w to, że dorastamy w kochającej się rodzinie. Connor nadal tak myślał. Tak było lepiej.
Szybko przegoniłam niechciane myśli, przypominając sobie, że przecież dziś jest dzień niezadręczania się.
Gdy postawiłam przed bratem talerz z tostami, na jego twarzy wymalował się ogromny uśmiech. Być może dlatego, że tosty się do niego śmiały, bo tak jak to robiliśmy w dzieciństwie, narysowałam im za pomocą ketchupu radosne buźki.
– Tak, wiem, mało wyszukane. – Zachichotałam. – Ale widzę uśmiech, więc cel został osiągnięty.
– Jesteś najlepsza – zawyrokował i cmoknął mnie w głowę.
Kilkanaście minut później wsiedliśmy do auta i w pierwszej kolejności ruszyliśmy w stronę kawiarni, w której pracował Tyler. Musieliśmy zaliczyć poranną kawę.
Chłopak przywitał nas z takim entuzjazmem, że aż zrobiło mi się ciepło na sercu.
– Moje ulubione rodzeństwo! – wykrzyczał, nie zważając na obecność innych klientów.
– Mój ulubiony współlokator! – odpowiedział mu mój brat.
– Słodcy jesteście – skomentowałam, patrząc na nich z uśmiechem.
– Wzajemnie – odparł Tyler, na co Connor z rozbawieniem przewrócił oczami. – Dobra, co wam podać?
– Dla mnie latte na mleku owsianym – powiedziałam z automatu.
– A dla mnie americano z dodatkowym espresso – odezwał się mój brat.
– Już się robi. Dajcie mi trzy minuty.
Co może się stać w trzy minuty?
W teorii niewiele. W praktyce wszystko. Dowodem na to był Luke Collins.
Te trzy minuty wystarczyły, by chłopak pojawił się w drzwiach kawiarni, w której akurat czekaliśmy na nasze zamówienie. I, o ironio, jego spojrzenie padło na nas. Ależ to było niezręczne. Naszej wczorajszej rozmowy w barze nie mogłam zaliczyć do udanych. Nie miałam pojęcia, jak powinnam się zachować. Przez moment liczyłam, że Connor nas uratuje. Spojrzałam na brata – kiwnął głową w kierunku chłopaka, chyba na przywitanie. Mężczyźni byli dla mnie zagadką. Znaczenia połowy tych ich gestów nie umiałam odczytać. Tym razem jednak chyba się nie myliłam, bo chwilę później Luke ruszył w naszą stronę.
– Siema – powiedział, podając rękę mojemu bratu, po czym spojrzał na mnie. – Dobrze cię widzieć, Ellie. – Posłał mi uśmiech.
– Ciebie również – odpowiedziałam uprzejmie.
Luke wyglądał naprawdę dobrze w oversize’owej bluzie z kapturem i czapce z daszkiem skierowanym do tyłu. Od zawsze miałam słabość do facetów noszących czapkę w ten sposób. Plus dziesięć punktów do atrakcyjności. U niego było to szczególnie niesprawiedliwe. Trudno było podnieść poprzeczkę wyżej – przynajmniej, gdy chodziło o wygląd…
– Nadal tu mieszkasz? – zagadnął go mój brat.
– Jak widać – odpowiedział Luke, lekko się uśmiechając. – Odwiedzacie Tylera czy jesteście tu przelotem?
