Psy gończe III. Lacerta - Joanna Ufnalska - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Psy gończe III. Lacerta ebook i audiobook

Joanna Ufnalska

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

13 osób interesuje się tą książką

Opis

Najlepszy duet kryminalny powraca. Śledczy Jakub Gajcer i doktor Szmul Wenke znów na tropie zagadkowych przestępstw.

W Łodzi przed świtem ktoś zostawia na ulicach zawiniątka z niemowlętami. W tym samym czasie dochodzi do tajemniczej śmierci właściciela domu wypoczynkowego w Rudzie Pabianickiej. Sprawę komplikuje mężczyzna, który pojawia się w urzędzie i twierdzi, że popełnił morderstwo. 

Gajcer próbuje ustalić, czy wszystkie te wydarzenia są ze sobą powiązane. W toku dochodzenia odkrywa kolejne sekrety i kłamstwa, a rozwiązania zagadek okazują się znacznie bardziej skomplikowane, niż początkowo przypuszczał.

Łódzkie tajemnice mnożą się jak matrioszki…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 587

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 15 godz. 9 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Marcin Stec

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Psy gończe IIILacerta

Joanna Ufnalska

Wydawnictwo: Pulp Books

Redaktorka prowadząca: Sylwia Kirke Jędrzejewska

Redaktorki: Magdalena Świerczek-Gryboś, Ania Hyman, Marta Sobiecka

Korektorka: Angelika Stohnij

Grafika okładkowa: Piotr Sokołowski

Projekt okładki i stron tytułowych: Piotr Sokołowski

Skład: Krzysztof Biliński

Lektor wersji audio: Marcin Stec

Pulpbooks Sp. z o.o.

ul. Łagiewnicka 121

91-863 Łódź

www.pulpbooks.pl

Łódź 2026

Wydanie pierwsze

ISBN: 978-83-68848-20-5

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga zgody Wydawnictwa i Autorki.

Niniejsza powieść jest wyłącznie fikcją literacką. Podobieństwo do prawdziwych wydarzeń i postaci jest przypadkowe.

Copyright © by Joanna Ufnalska

Copyright © by Wydawnictwo Pulp Books Łódź 2026

Nie ma bowiem nic ukrytego,

co by nie wyszło na jaw,

ani nic tajemnego,

co by się nie stało wiadome.

Ewangelia wg św. Łukasza 12,2

przekład z Biblii Tysiąclecia

Wyjątkowo krótka przedmowa

W tym miejscu pragnę uprzedzić każdą Czytelniczkę i każdego Czytelnika, że sprawa, którą zgłasza do Urzędu Śledczego w Łodzi Rozalia Wenke, nie jest wytworem mojej wyobraźni. Stanowi ukazanie podobnej sprawy, jaka miała miejsce w Warszawie kilka lat przed właściwą akcją książki i jest o niej mowa także na tych stronach.

Autorka.

Prolog

Mężczyzna leżał przed nim z pustym wzrokiem wbitym w rozgwieżdżone niebo. Nie poruszał się, nie reagował na wezwania. Kilkanaście sekund temu jeszcze żył. Gestykulował, podnosił głos. Wcześniej także śmiał się i żywiołowo opowiadał, rzucał anegdotami, tryskał humorem. Jeszcze kwadrans temu nic nie zapowiadało, że nie dożyje jutra.

„Rusz się, do cholery, przecież nic się nie stało – myślał gorączkowo świadek upiornej sceny. – Rusz się, ludzie tak szybko nie umierają, przed chwilą miałeś tyle do powiedzenia!”

Nie potrafiłby wytłumaczyć, co się wydarzyło, opisać przebiegu zdarzeń. Nie wiedział nawet, gdzie jest. Czuł, jakby gdzieś opadał, i zaraz spojrzał na siebie, czy sam nie jest przypadkiem ranny. Ale nie był. Patrzył teraz w jeden punkt – krwawą ranę pośrodku klatki piersiowej tego, jak mu się zdawało, miłego, niczemu winnego człowieka. Spojrzał na swoje dłonie. Były puste. I czyste. Usłyszał w głowie głos: „Trzeba go ukryć”.

Gdzieś tu była łopata, widział ją przed momentem. Stała oparta o drzewo, jak niemy, więc bezużyteczny świadek zbrodni. Na chwilę ogarnęła go panika, potworny strach zacisnął gardło. Zakręciło mu się w głowie już nie tylko z powodu wypitego alkoholu. I być może, by zachować resztki trzeźwości, wziął tę nieszczęsną łopatę w ręce. Miał nadzieję, że wystarczy mu sił. I że kiedyś zrozumie, czy to, co widzi, dzieje się naprawdę.

W tym momencie usłyszał za sobą gardłowe „Chryste Panie”.

Pół roku wcześniej.2 października 1923, wtorek

Poranne światło dostawało się przez szparę pomiędzy ciemnymi zasłonami w sypialni Gajcerów. Okna były skierowane na południe, ale jak to w typowej łódzkiej kamienicy – część z nich wychodziła na stronę podwórka-studni, więc słońce zaglądało w nie tylko, gdy stało odpowiednio wysoko, o ile w ogóle. Zimą wcale tam nie docierało. Ostatnimi dniami niebo spowijał ciężki całun chmur.

Zosia usłyszała, jak za Jakubem z lekkim stuknięciem zamknęły się drzwi. Oznaczało to, że było po szóstej, bo na siódmą z groszami miał stawić się na stacji Łódź Fabryczna. Zaraz przypomniała sobie, jak potoczył się wczorajszy wieczór. Powiedziała mężowi, że spotkała na ulicy jego ojca. I nie musiała tego komentować, ale ona po raz kolejny wdała się z nim w dyskusję. Uważała, że powinni ze sobą wreszcie porozmawiać, zamiast traktować się jak obcy ludzie. I skończyło się jak zawsze – kłótnią. Nie mogła tego pojąć, a jednocześnie mogła to przewidzieć. Teraz nie dość, że się pokłócili, to jeszcze tuż przed podróżą Kuby do Sosnowca – nie wiedziała nawet, czy jej mąż wróci z niej nazajutrz, czy kolejnego dnia. To zawsze pozostawało niewiadomą.

Nie miała dziś dyżuru i mogła jeszcze zostać w ciepłym łóżku, ale wyczuła, że Jakub zagrzał sobie zupę na śniadanie i szkoda jej było za jakiś czas na nowo rozpalać pod piecem. Wstała więc i owinęła się szczelnie grubym szlafrokiem. Spojrzała na siebie w lustrze, przeczesała palcami jasne włosy i pomyślała, że oto nadszedł moment, kiedy nawet w miarę dobrze przespana noc nie gwarantuje, że rano będzie wyglądała świeżo i promiennie.

„No trudno, skoro to zauważyłam, znaczy, że nie mam poważniejszych problemów. Nic, tylko się cieszyć” – pomyślała i związała włosy niedbale wstążką, żeby póki co nie latały jej po twarzy. Pod nogami pojawił się Pan Winkiel, czarno-biały puszysty kocur. Kręcił się w kółko, pomiaukiwał i wbijał w nią upominające, niemal rozgniewane spojrzenie, na wypadek gdyby zapomniała, że trzeba go nakarmić. Weszła do pokoju syna. Na grubym, brązowym kocu, którym okryty był chłopak, leżała zwinięta w kłębuszek trójkolorowa kotka.

– Zbychna, pora wstawać – oznajmiła.

– Już wstaję – mruknął, a Zosię zdziwiło, że nie zerwał się do szkoły jak zawsze. Zauważyła też, że obok łóżka leży rozpostarta książka.

„Znów czytał do nocy, a ja go nawet nie upomniałam” – pomyślała i wyszła do kuchni.

Na śniadanie Zosia nalała im po talerzu kwaśnej, okraszonej skwarkami zalewajki, ukroiła po grubej kromce czerstwego już chleba, który Zbyszek zaraz zamienił w rybki, czyli porwał w małe kawałki pływające po wierzchu zupy. Wcześniej z talerza usunął wszystkie białe skwarki. Nigdy ich nie tykał. Kotom do misek nałożyła twarogu odsączonego przez noc na kawałku gazy. Przywdziała granatową sukienkę z białym kołnierzykiem, włosy upięła jak zwykle w niski koczek i nim się obejrzała, musieli już wychodzić. Założyła płaszcz, na głowę naciągnęła kapelusik, niestety już nie ten jasny, urodzinowy od Jakuba, ale ciemny, jesienny, który pamiętał jeszcze berlińskie, beztroskie przedwojenne życie. Pospieszyła Zbyszka i wyszli. Lubiła wykorzystywać wolne od dyżurów poranki, by odprowadzać chłopca do szkoły.

Na zewnątrz było chłodno, jak to w październiku. Dym unosił się już nie tylko z fabrycznych kominów, ale także z tych kamienicznych. Szli spiesznym krokiem, mijając rozpędzone dorożki, gdzieś w oddali rozbrzmiał wściekle dzwonek – ktoś najwyraźniej nie zauważył tramwaju. Zosia zatrzymała się tylko na chwilę, by kupić gazetę od kostropatego gazeciarza i zaraz pożałowała, bo Zbyszek nie przepuszczał żadnej okazji, by chociaż przewertować świeże strony mocno pachnące drukarską farbą.

– Spóźnimy się – powiedziała, kiedy stanął i zaczął przeglądać „Republikę”. – Ta gazeta będzie czekała na ciebie w domu, kiedy wrócisz.

– Tylko sekundkę – mruknął, nie odrywając wzroku od druku.

– Niech ci będzie. – Popatrzyła na niego i uśmiechnęła się sama do siebie, bo nie wyobrażała sobie teraz, jak wyglądałoby ich życie, gdyby nie pojawił się w nim ten nieco specyficzny chudy chłopiec.

Na szóstej stronie Zbyszek zatrzymał się dłużej.

– Dziś są wyścigi konne – powiedział ze zdziwieniem i popatrzył na Zosię wielkimi zielonymi oczami. – O drugiej po południu1.

– Wiem, twój dziadek mi mówił. Ale one są w Rudzie Pabianickiej.

– To co, chciałbym iść.

– Zbyszku. – Podeszła do niego bliżej. – Po pierwsze, dziś jest wtorek i musisz iść do szkoły. A po drugie, to żeby się tam dostać, musielibyśmy pojechać tramwajem. Albo z dziadkami autem. – Jak to? – Chłopak wzdrygnął się na samą myśl o warczącym silniku.

– To jest w innym mieście. Blisko, ale już nie w Łodzi – wyjaśniła. – Poza tym tam będzie bardzo dużo ludzi, będą gwizdy, hałas. Obawiam się, że nie lubisz takich miejsc.

Chłopak milczał przez moment, po czym przytaknął, poprawił sobie starą maciejówkę Jakuba, zamknął gazetę, złożył ją na pół, oddał Zosi i ruszył bez słowa w stronę szkoły. Więcej podczas drogi się nie odezwał. Za to Zosia, która dawno na wyścigach nie była, uznała, że to całkiem dobry pomysł. Odstawiła chłopaka do szkoły i ruszyła w stronę ulicy Andrzeja, gdzie w potężnej, secesyjno-neobarokowej kamienicy mieszkali państwo Wysoccy.

– Zofio, czy coś się stało? – zdziwiła się Maria, kiedy ta, wpuszczona do mieszkania przez Zuzannę, stanęła w progu salonu. W swojej skromnej granatowej sukience, nadgryzionym zębem czasu płaszczu i z gazetą w ręce czuła się, jakby przyszła tu starać się o posadę, i zaraz rozbawiło ją, że matka prawdopodobnie pomyślała o tym samym.

Mieszkanie Wysockich było przestronne, dobrze doświetlone, urządzone głównie meblami, które przywieźli z Berlina, część zaś, szczególnie drewnianej zabudowy w gabinecie dentystycznym Andrzeja, wykonał jeden z najlepszych łódzkich stolarzy, z zacięciem snycerskim.

– Dzień dobry, mamo. O ile mi się dobrze wydaje, jedziecie dziś z ojcem na konie do Rudy.

– Tak. Czy chcesz nam towarzyszyć? – zapytała Wysocka.

Zosia widziała, że matka miarkuje się, by na twarzy nie odbiła jej się dezaprobata na widok żałosnego, w jej mniemaniu, ubioru córki. W rzeczywistości zaś pani Gajcer nosiła się znacznie lepiej niż większość mieszkanek Łodzi, co mimo wszystko nie było dla Marii żadnym argumentem. W jej mniemaniu Zofia, wychodząc za polskiego policjanta, zaliczyła spadek klasowy i żadne tłumaczenia, że po wojnie to przestało mieć znaczenie, nie skutkowały. Maria Wysocka nie mogła przeboleć wcześniejszych zerwanych zaręczyn córki z człowiekiem z ich klasy społecznej i majątkiem.

– Po to przyszłam. – Zosia uśmiechnęła się i weszła śmiało do pokoju, by ucałować matkę w policzek.

– Ojciec będzie wniebowzięty – powiedziała Wysocka, mrużąc oczy i marszcząc usta, co prawdopodobnie miało być uśmiechem.

Kiedy słońce, które niespodziewanie przedarło się przez chmury, zaczęło w końcu ogrzewać powietrze, można było zapomnieć, że to początek jesieni. Dzień robił się ciepły i słoneczny. Gwar, jaki panował na terenie wyścigów konnych w Rudzie Pabianickiej, z pewnością nie spodobałby się Zbyszkowi i Zosia podziękowała sobie w duchu, że wiedziona przeczuciem go nie zabrała. Gdy przechodzili przez budynek, by zakupić bilety w kasie, musieli przeciskać się przez tłum, który zgromadził się do okienek totalizatora, by obstawić gonitwę. Widać było, że widownię stanowili głównie żądni emocji przedstawiciele wyższej klasy, a przynajmniej tacy, którzy za elitę chcieli uchodzić. Część ubranych z przesadną elegancją pań wyglądała groteskowo, ale tylko Zosia zdawała się to zauważać. Zresztą z mężczyznami nie było wcale lepiej – niektórzy panowie popisywali się jasnymi marynarkami, choć zaczęła się już jesień. I szampańskie, i piwo podawali w bufecie, więc humory dopisywały, ale też wybuchały konflikty i słowne przepychanki, regularnie odwracające uwagę od rżenia koni i filigranowych dżokejów. Na trybunie dla prasy i sędziów emocje sięgały zenitu. Widzowie przekrzykiwali się, gwizdali, stawiali zakłady, wiwatowali.

– Andrzeju, dlaczego nie zasiądziemy w lożach stosownych dla naszej pozycji?

– Ja zajmuję miejsca stosowne dla mojego urodzenia – burknął Wysocki. – Ty jak chcesz, możesz zasiąść tam, gdzie ci pasuje. Dla klasy, w której się przypadkiem urodziłaś i w której pozostałaś dzięki pieniądzom, które zarobiłem.

Zosia zrobiła wielkie oczy. Czekała na reakcję matki, ale ta nie nastąpiła. Maria siadła tam, gdzie córka i mąż.

– Tato, czy coś się stało? – zapytała Zosia, gdy Maria była zajęta z kimś z obsługi.

– Nic, dziecko. Po prostu kiedy przyszłaś, zaszła do mnie do gabinetu, poinformowała, że z nami jedziesz i podzieliła się spostrzeżeniem, że nawet gdyby twojego męża interesowały takie rozrywki, to nie jest pewna, czy miałby na bilet.

Zosi lekko podniosło się ciśnienie, ale nie dała tego po sobie poznać. Zamiast powiedzieć matce, co o tym myśli, zwróciła się do ojca:

– Odpowiedziałeś jej coś?

– Nic, bo mnie zaskoczyła i zaraz wyszła, za to zdecydowałem, że przy pierwszej okazji dam jej znać, co o tym sądzę.

– Rozumiem – stwierdziła i obiecała sobie, że nie da poznać, że wie.

W tym rozgardiaszu, atmosferze małomiasteczkowej elegancji i zupełnego rozprężenia nikt nie zauważył, że jeden z mężczyzn wyłuskał z tłumu Zosię i od tej pory nie spuszczał z niej oka.

– Weißt du vielleicht, wer diese Frau ist? Die mit den graphitfarben Hut? – zapytał swojego kompana korpulentny, jasnowłosy mężczyzna z lornetką przystawioną do oczu.

– Machst du Witze? Ich kenne nicht jeden in dieser Stadt – obruszył się tamten.

– Haben Sie hier einen Spion?

– Natürlich, was brauchst du?

– Damit er sie für mich verfolgen. Ich möchte wissen, wo sie wohnt2 – powiedział blondyn, nie odrywając oczu od Zofii, jakby chciał nasycić się jej obrazem na zapas.

[1] Tego dnia faktycznie odbywały się wyścigi konne, o czym w istocie informowała „Republika” na stronie szóstej. Artykuły z prasy, o których mowa w tekście, z wyjątkiem tych napisanych w całości na potrzeby akcji autorstwa Juliusza Kutrzeby, są prawdziwymi tematami, które pojawiały się w prasie w dzień, kiedy były przytoczone fabularnie – tu zachowuję pełną zgodność dat i numerację stron [wszystkie przypisy pochodzą od autorki].

[2] (Niem.) Czy wiesz może, kim jest ta kobieta? Ta w grafitowym kapeluszu?

– Żartujesz? Nie znam wszystkich w tym mieście.

– Masz tu jakiegoś umyślnego?

– Oczywiście, a co potrzebujesz?

– Żeby ją dla mnie śledził. Chciałbym wiedzieć, gdzie mieszka.

Książkę współtworzyli

Sylwia Kirke Jędrzejewska

Pasjonatka technologii, samouk i osoba o naturze poszukiwaczki. Swoją przygodę z komputerami rozpoczęła od poznawania ich budowy, by z czasem zgłębiać tajniki oprogramowania, sieci komputerowych, grafiki i nowych technologii. Ciekawość świata i potrzeba tworzenia od lat skłaniają ją do szukania nieszablonowych rozwiązań i zdobywania nowych umiejętności. Na co dzień pracuje w dużej amerykańskiej korporacji, gdzie łączy obszary rozliczeń, logistyki i IT. Zarządza zadaniami i zespołem, szkoli nowych pracowników, a także uczestniczy we wdrażaniu pracowników przejmowanych firm, pomagając im odnaleźć się w nowych strukturach i systemach. Równolegle rozwija własną działalność w SJ Wolf, zajmując się projektowaniem logo, wizytówek, voucherów i gadżetów reklamowych oraz wspierając firmy w marketingu internetowym i prowadzeniu mediów społecznościowych. Jej zdaniem każda firma ma w sobie coś wyjątkowego, trzeba tylko pomóc jej to odkryć i pokazać światu. Droga zaprowadziła ją również do PulpBooks, gdzie połączyła swoje doświadczenie technologiczne, organizacyjne i kreatywne z pracą przy powstawaniu książek. Lubi zadania, przy których trzeba coś wymyślić, zorganizować, naprawić albo po prostu zrobić coś z niczego. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych są najwyżej takie, na które trzeba znaleźć sposób. Potrafi gasić pożary, działać pod presją czasu i zachować spokój, kiedy plan właśnie przestaje działać. Prywatnie mama nastolatka i opiekunka owczarka staroniemieckiego. Miłośniczka gier, komputerów i wszystkiego, co pozwala choć na chwilę zanurzyć się w innym świecie.

Magdalena Świerczek-Gryboś

Znana w sieci jako Cool Story Naz, pisarka, filozofka, redaktorka związana z wieloma wydawcami. Współodpowiada za liczne antologie fantastyczne, w tym na Rok Lema, jak Nowoświaty, Niezwyciężone, Ku gwiazdom. Publikowała w „Nowej Fantastyce”, „Fantomie”, „Gazecie Wyborczej”, w wydawnictwach i pismach sieciowych, antologiach. Trzykrotnie nominowana do Nagrody Zajdla i tyle samo do Nagrody Macieja Parowskiego. Podczas obchodów stulecia urodzin Stanisława Lema była jedną z osób inaugurujących festiwal Bomba Megabitowa, koordynowała blok programowy Fantastyka i Futurologia na 25. Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie oraz Blok Kultury na Kongresie Futurologicznym 2023. W 2024 wykładała techniki pisania opowiadań na UKSW.

Ania Hyman

Historyczka, tłumaczka, przewodniczka. Współzałożycielka Fundacji Koper Pomaga, Dyrektor ds. Rozwoju Baltic Opera Festival. Pasjonatka architektury, podróży bez celu, starych winyli, przydługich filmów, gotowania i zakurzonych książek, ale przede wszystkim miłośniczka wszystkiego, co łódzkie. Matka dwóch psów, żona jednego męża. Na codzień mieszka w Nowym Jorku.

Marta Sobiecka

Rocznik 90.; ukończyła studia na kierunkach: dziennikarstwo i filozofia na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Na co dzień pracuje jako redaktorka i korektorka. Regularnie pisze publicystykę i prozę; publikowała m.in. na łamach: „Nowej Fantastyki”, „Nieznanego Świata”, „Fenixa. Antologii”, „SFinksa”, magazynu „PULP”. W 2019 roku otrzymała wyróżnienie w konkursie Pigmalion Fantastyki. W 2021 wydała debiutancki zbiór opowiadań Algorytm życia (Wydawnictwo IX), rozgrywający się w futurystycznej Japonii. Oficer policji Kaori Nakamura prowadzi śledztwa związane z cyberprzestępczością. W 2023 roku ukazała się kontynuacja przygód policjantki, powieść mozaikowa Chindōgu. W 2023 roku otrzymała Nagrodę im. Macieja Parowskiego „Reflektor”, przyznawaną przez redakcję „Nowej Fantastyki”. W 2025 nakładem wydawnictwa Pulp Books ukazała się powieść Kaori. W 2026 roku nominowana do Nagrody „Nowej Fantastyki” w Kategorii Książka Roku oraz do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla.

Angelika Stohnij

Filolożka do szpiku kości. Wiek młodzieńczy spędziła chłonąc literaturę, na studiach w czarownym budynku WFPiK na poznańskim UAM wybrała zgłębianie jej tajników, by móc dalej krzewić piękno literackich światów i zawarte w niej zrozumienie o otoczeniu. Alter ego to kochająca kotki brokatowa wróżka, wierzy w triadę platońską.

Piotr Sokołowski

Projektant graficzny, ilustrator. Autor okładek wielu książek, m.in. nowego wydania Kłamcy czy książek autorstwa Marcina Mortki. Projektuje ilustracje do gier planszowych. Jest wielkim pasjonatem gier konsolowych. Dawniej dyrektor artystyczny magazynu technologicznego „CHIP”.

Krzysztof Biliński

Założyciel i właściciel Wydawnictwa IX, a jednocześnie pasjonat zajmujący się składem tekstów i przygotowaniem książek do druku.

Marcin Stec

Urodzony w 1980, aktor i lektor, nagrał ponad 200 audiobooków. Nagrał książki takich autorów jak Vladimir Nabokov, George Orwell, Arthur C. Clark, Izaak Singer, Andrea Camilleri, Valerie Perrin, Sally Rooney, Olga Rudnicka, Krzysztof Zajas.

Współpracuje z wieloma wydawnictwami m.in. Wydawnictem Pruszyński Media, Dom Wydawniczy Rebis, W.A.B., Wydawnictwem Poznańskim.

Spis treści

Wyjątkowo krótka przedmowa

Prolog

I. Praeterita mutare nemo potest

II. Ignis, mare, mulier – tria mala

III. Vivere militare est

IV. Iustitias vestras iudicabo

V. Conscientia mille testes est

VI. In cauda venenum

Podziękowania

Książkę współtworzyli

Punkty orientacyjne

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Kolofon