Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
AUTORKA BESTSELLEROWYCH ROMANSÓW POWRACA Z HISTORIĄ, W KTÓREJ MIŁOŚĆ, POŻĄDANIE I KŁAMSTWA TWORZĄ ŚMIERTELNIE NIEBEZPIECZNĄ MIESZANKĘ.
Helena Wysocka była przekonana, że zna swojego męża lepiej niż ktokolwiek inny. Nie wiedziała, że jedno kłamstwo wystarczy, by w ich idealnym małżeństwie pojawiły się pierwsze rysy.
Przekonana, że Adam skrywa przed nią niewygodną prawdę, Helena coraz bardziej oddala się od człowieka, któremu kiedyś ufała bezgranicznie. Gdy na jej drodze pojawiają się mężczyźni budzący dawno uśpione pragnienia, granica między tęsknotą za bliskością a pokusą zaczyna się zacierać.
Wkrótce z nieznanych numerów przychodzą do niej niepokojące wiadomości.
Ktoś obserwuje każdy jej krok.
Ktoś nie zamierza zostawić jej w spokoju.
Ktoś jej zagraża.
Ktoś z nią pogrywa, sycąc się jej strachem.
Im bardziej Helena próbuje odkryć prawdę, tym głębiej wpada w sieć kłamstw, niedomówień i manipulacji. Wkrótce stawką staje się nie tylko jej małżeństwo, ale również bezpieczeństwo najbliższych.
Pierwsze kłamstwo to pełen napięcia thriller psychologiczny o sekretach, obsesji i konsekwencjach jednej przemilczanej prawdy.
Pierwsze kłamstwo to historia, która ani na moment nie zwalnia. Każdy rozdział przynosi kolejne niepewności, stawia pytania, dlatego nie da się tej książki odłożyć na później. Powieść uzależnia od pierwszej strony. Obiad się przypali, a pies nie wyjdzie na spacer, ale nieważne, bo to jeszcze nic. Końcówka i tak namiesza Wam w głowach. Ona nie wciska w fotel, ona nie powala – ona po prostu niszczy! Takiego plot twistu nikt się nie spodziewa.
Agata Żuchowska, @moj_swiat_ksiazek_
Napięcie, tajemnice i ciągłe próby odkrycia prawdy niesamowicie mnie wciągnęły. Im bardziej zagłębiałam się w fabułę, tym lepiej się w niej odnajdywałam. Musiałam mocno się skupić, żeby nie pogubić się w wydarzeniach, ale właśnie to sprawiło, że jeszcze bardziej chciałam poznać zakończenie. Prawdy, która wyszła na jaw, kompletnie się nie spodziewałam – nawet nie przeszło mi to przez myśl! Ta historia pokazała mi, że czasem nic nie jest takie, jakie się wydaje.
Patrycja Wrona, @zaczytanapatka18
Pierwsze kłamstwo to zupełnie inna odsłona twórczości Kasi, którą znamy z romantycznych powieści. Tutaj mamy tajemnice, kłamstwa, mrok, miłość i pożądanie. Akcja gęstnieje z każdą chwilą, a kolejne rozdziały pokazują, jak bardzo jedno kłamstwo może zmienić wszystko… To książka, od której się nie oderwiecie. Więc jak? Dacie się wciągnąć w tę niebezpieczne grę?
Justyna Chojnowska, @mloda_mama_czyta
Co zrobisz, kiedy zaczniesz podejrzewać, że człowiek, któremu ufasz najbardziej, nie mówi ci całej prawdy? W tej historii nie zabraknie małżeńskich tajemnic, pokus i niepokojących wiadomości, przez które Helena coraz bardziej będzie chciała odkryć, kto tak naprawdę pociąga za sznurki. Jeśli lubicie thrillery, w których kłamstwa mieszają się z pożądaniem, a za pozornie zwyczajnymi wydarzeniami kryje się coś znacznie mroczniejszego, to jest powieść dla Was!
Andrea Lizoń i Katarzyna Grzybowska, @zbookowane_ksiegary
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 497
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Dla Eli – ta historia zawsze będzie kojarzyć mi się z Tobą, z wieloma dniami spędzonymi na placu zabaw z dziećmi, zwłaszcza podczas pandemii, i długimi godzinamirozmów o fabule, bohaterach i pomysłachDziękuję, że byłaś obok, gdy rozwijałam pisarskie skrzydła
CZĘŚĆ I
Największe kłamstwa zaczynają się od jednej przemilczanej prawdy.
Teraz
7 czerwca 2017
Dzisiaj prawie zdradziłam męża.
Fakt, że sam miał romans, nie dawał mi prawa do łamania reguł, którym od zawsze byłam wierna. Zasada oko za oko, ząb za ząb sprawdziłaby się tutaj idealnie, ale ani przez sekundę nie brałam jej pod uwagę. Ślubowałam przecież wierność, uczciwość małżeńską… Miłość, aż po grób.
Po ślubie nigdy nie wodziłam wzrokiem za innymi mężczyznami. Nie śliniłam się na widok zadbanego, umięśnionego przystojniaka. Miałam swojego na wyciągnięcie ręki, choć któregoś dnia okazało się, że nie na wyłączność. Ale nawet wtedy reszta męskiej populacji nie miała dla mnie znaczenia. Do pewnego momentu…
Romans Adama trwał od dłuższego czasu, ale pewność zyskałam dopiero przed trzema miesiącami. Kiedy konkretnie się zaczął, nie miałam pojęcia. Może w okolicy walentynek, może znacznie wcześniej, a może nawet zaraz po zatrudnieniu nowej asystentki. Była piękna, młoda, miała jędrne ciało i ambicje. Jednego byłam pewna – Adam nie zdawał sobie sprawy z faktu, że jestem świadoma tego, jak obecnie wygląda jego życie erotyczne. Nie dosłownie. Na gorącym uczynku go nie złapałam, ale miałam sporo innych niepodważalnych dowodów.
Już gdy zaczęłam podejrzewać go o zdradę, wiedziałam, że nic z tym nie zrobię. Nie odejdę ani nie zrobię mu awantury. Jasne, byłam zdruzgotana, ale starałam się ratować nasze małżeństwo, bo wciąż kochałam tego drania i nie wyobrażałam sobie życia, które musiałabym wieść bez niego. Jednak głównie starałam się dla naszego syna. Franek niczemu nie zawinił, miał dopiero dziesięć lat i zasługiwał na szczęśliwe dzieciństwo.
Istniał jeszcze jeden zasadniczy powód.
Sama byłam sobie winna. Gdyby nie to, co wydarzyło się kilka miesięcy temu, Adam nie szukałby pocieszenia w ramionach innej kobiety.
Mimo decyzji o trwaniu u boku męża bez względu na wszystko czasem brakowało mi już sił. Tak jak dziś. Dzisiaj miarka się przebrała.
Gdyby jeszcze olewał tylko mnie, przymknęłabym na to oko, ale Franek nie zasłużył sobie na tak podłe traktowanie z jego strony. Od paru tygodni przypominałam Adamowi o występie tanecznym, do którego nasz syn przygotowywał się kilka miesięcy i który był dla niego bardzo ważny. Franek na pewno chciał zobaczyć na widowni oboje rodziców. Mąż obiecywał, że będzie. Obiecywał nawet dzisiaj rano przy pieprzonym śniadaniu! Ale gdy zadzwonił parę minut przed rozpoczęciem występu, wiedziałam już, co powie. Nagle poczułam wzbierającą falę gniewu, lecz dopiero gdy usłyszałam śmiechy tamtej kobiety, coś we mnie pękło.
Rozłączyłam się drżącą ręką, a następnie wróciłam na swoje miejsce obok teściowej.
Występ syna przetrwałam z przyklejonym do twarzy uśmiechem. Franek jak zawsze zatańczył z pasją, niesamowicie się poruszał. Kochał taniec od zawsze, wiedzieliśmy to już wtedy, gdy dopiero co, jak nauczył się chodzić. Na dźwięk jakiejkolwiek muzyki wstawał i zaczynał swoje wygibasy. Im starszy był, tym bardziej te pląsy zaczynały przypominać konkretne kroki taneczne, które widział w bajkach, filmach i teledyskach. Od około trzeciego roku życia szczególnie upodobał sobie hip-hop.
Nie było innej rady, zapisaliśmy go na zajęcia, które początkowo miały być formą wyszumienia się. Szybko się jednak okazało, że Franek ma prawdziwy talent. I tak lekcje trwają do dzisiaj. Kilka razy startował w różnych zawodach i zajmował miejsca w czołówce. Byłam z niego naprawdę dumna. Byliśmy razem z mężem, lecz ostatnio przeważnie sama kibicowałam synowi.
Po występie pojechaliśmy do domu, choć pierwotny plan zakładał coś zupełnie innego. Mieliśmy zjeść obiad na mieście, w ulubionej pizzerii Frania, ale bez Adama pomysł ten rozszedł się po kościach. Chłopak chciał wrócić do grania na komputerze, Teresa nagle przypomniała sobie o jakiejś ważnej sprawie, a ja… cóż, straciłam ochotę. Dobrze, że z wczorajszego obiadu zostało trochę klopsików, które młody wprost uwielbiał.
Chciałam poczekać na tego drania i wszystko mu wygarnąć, ale gdy przymierzałam się do odgrzewania obiadu, mój wzrok zatrzymał się na liście spraw do załatwienia, przyczepionej magnesami do lodówki. Zrobiłam ją dzień wcześniej i liczyła kilka pozycji, między innymi wizytę u mechanika.
Codzienne robienie listy było pomysłem, a w zasadzie zaleceniem mojej terapeutki. Miała mi ona pomóc zmobilizować się do różnych czynności w ciągu dnia. Po dramacie sprzed kilku miesięcy długo nie mogłam dojść do siebie i dopiero wizyty u pani Reni pomogły mi stanąć na nogi, jednak nie na tyle, żebym wróciła do codziennych obowiązków z łatwością.
Lista pomagała mi się zorganizować w ciągu dnia, choć niektóre punkty zdarzało mi się przerzucać na kolejne dni. Tak jak na przykład wizytę u mechanika w celu sprawdzenia hamulców, bo nie działały tak, jak powinny. I teraz pewnie też bym to odłożyła, ale do powrotu Adama zostało jeszcze parę godzin i nie wytrzymałabym tego bezczynnego czekania. Byłam podminowana do tego stopnia, że nie mogłam usiedzieć spokojnie w jednym miejscu.
Nie planowałam tego, co wydarzyło się później. Ale było mi z tym cholernie dobrze i straciłam nawet ochotę, żeby robić mężowi awanturę z powodu niewspierania syna w jego pasji.
Podjechałam do warsztatu Igora, naszego wspólnego znajomego, choć to Adam lepiej go znał. Chodzili razem do podstawówki. Kolegowali się, ale kiedy wybrali się do różnych szkół, ich kontakt się zerwał. Po studiach na siebie wpadli, umówili się na piwo, a potem na kolejne spotkanie i tak już zostało do dziś.
Początkowo nie byłam zachwycona, ponieważ Adam nie ukrywał przede mną faktu, że Igor dopiero co wyszedł z więzienia. Przekonałam się do niego dopiero, kiedy poznałam go osobiście i zobaczyłam, jaki świetny kontakt ze sobą mają. Igor był cichym, a przez to nieco mrocznym facetem, ale zyskiwał przy bliższym poznaniu. Po latach nawet nie pamiętałam o swoich uprzedzeniach i cieszyłam się, że mamy takiego znajomego. Nie tylko dlatego, że był świetnym fachowcem. Dbał o nasze auta w zamian za reklamę w firmie Adama, ale też super dogadywał się z Frankiem. Młody wręcz ubóstwiał swojego jedynego wujka, który zabierał go do siebie i pokazywał mu różne techniki obrony w swojej sali do ćwiczeń.
Liczyłam, że zastanę Igora i szybko załatwię sprawę hamulców, lecz gdy wysiadłam z auta, na terenie warsztatu zobaczyłam tylko jednego pracownika. Poza nim żywej duszy. Choć z postury mężczyzna podobny był do Igora, z całą pewnością nim nie był.
Ciemnowłosy mechanik, który pochylał się nad maską samochodu, uniósł głowę i obrócił w moją stronę. Miał na sobie obcisły biały podkoszulek, pod którym widać było zarys jego wyrzeźbionego ciała oraz popielate spodnie robocze gdzieniegdzie ubrudzone czarnym smarem. Niesforne włosy opadały na lekko spocone czoło, szczęka, która mimo młodego wieku była mocno zarysowana, drgnęła, gdy uniósł kącik ust. W jasnobrązowych oczach pojawił się charakterystyczny błysk, od którego poczułam się nieswojo.
Przed sobą miałam widok niczym z reklamy oleju silnikowego. Byłam pewna, że młody mężczyzna poświęca dużo czasu na ćwiczenia. Adam również należał do umięśnionych tam, gdzie trzeba i tak jak trzeba. Dbał o formę, chodząc na siłownię, ostatnio rzadziej, i dobrze się odżywiał, ale nie miał aż tak wyrzeźbionego ciała. Sylwetka mechanika to zupełnie inna liga. Biła od niego siła. Był potężny, piękny i…
Dość!
Od razu zbeształam się za niesforne myśli, a chwilę później pojawiło się skrępowanie, gdyż nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się fantazjować o innym mężczyźnie.
– Zastałam może Igora? – rzuciłam, gdy tylko upomniałam siebie w myślach.
Złość jednak pozostała, bo nie mogłam oderwać spojrzenia od mężczyzny przede mną.
Zmierzył mnie wygłodniałym wzrokiem, co sprawiło, że poczułam ciepło na policzkach. Zdecydowanie należał do tego typu mężczyzn, którzy lubili prowokować, flirtować lub peszyć kobiety. Swoją pewnością siebie zmusił mnie do odwrócenia wzroku. Zawstydziłam się jak jeszcze nigdy i zrobiło mi się gorąco, mimo iż pogoda dzisiaj nie rozpieszczała.
– W czwartki po południu zawsze jestem sam.
Po tych słowach puścił do mnie oczko. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens jego słów. Czy to była jakaś propozycja? Teraz to już na pewno spiekłam raka.
– Szef wróci dopiero za dwie godziny – dodał, cały czas patrząc na mnie.
– Jakiś czas temu dzwoniłam do Igora w sprawie hamulców.
– A co się z nimi dzieje?
Zmarszczyłam lekko czoło, ale odpowiedziałam.
– Dziwnie stukają. I drżą.
– Drżą? – zapytał i uniósł brew. – Mogę na to zerknąć, ale musiałaby pani zostawić auto. Chyba że woli pani przyjechać jutro rano?
Nie odrywał ode mnie wzroku, co niesamowicie mnie peszyło. Nie chciałam wyjść na dzikuskę, choć jedyne, o czym marzyłam, to wziąć nogi za pas. Coraz mniej podobała mi się atmosfera, którą chłopak wokół siebie roztaczał.
– Nie, nie. Wolę załatwić to od razu – odparłam pewnie.
– Okej. W takim razie niech pani zaparkuje samochód w tamtym miejscu. Zadzwonię, gdy będę coś wiedzieć. Najpóźniej jutro przed południem będzie do odbioru.
– Jasne.
Kiedy zaparkowałam w wyznaczonym miejscu, wysiadłam z auta z zamiarem pożegnania się, ale mechanika nigdzie nie było. Skierowałam się do biura wewnątrz warsztatu, bo nie wypadało tak odejść bez słowa. Poza tym musiałam zostawić kluczyki.
Mężczyzna czekał na mnie oparty o biurko z rękami założonymi na piersi. Przechylając lekko głowę, ponownie przeszywał mnie spojrzeniem. Na twarzy malował mu się słodki, ale też lekko zadziorny uśmieszek. Na widok jego pozy, która ewidentnie wskazywała, co chodzi mu po głowie, nogi mi zadrżały. Chwyciłam się więc framugi, choć powinnam była raczej spierniczać co sił w nogach. Zamiast tego stałam jak słup soli, konsekwentnie ignorując intuicję, która podpowiadała mi, że to się źle skończy.
Z drugiej strony byłam niemal pewna, że tylko sobie coś ubzdurałam. Nic przecież nie mogło się wydarzyć, gdyż byłam klientką, w dodatku znajomą jego szefa. Nie mógł i nie powinien był tak na mnie patrzeć, a jednak nic sobie z tego nie robił. Wyglądał na faceta, który lubił łamać zasady i przekraczać granice. A teraz miałam wrażenie, że rzucał mi wyzwanie.
– To ja może… – zająknęłam się, więc wyciągnęłam przed siebie rękę z kluczykami.
Przeczesał ręką włosy, odepchnął się od biurka, a potem zrobił zdecydowany krok w moją stronę. Mogłam inaczej zareagować, gdy zbliżał się do mnie i skupił swój wzrok na moich ustach, a następnie na dekolcie. Mogłam obrócić się na pięcie i odejść, lecz nie zrobiłam tego. Znieruchomiałam, czekając na to, co zamierza zrobić. Sięgnął po kluczyki, obejmując je razem z moimi palcami. Jego ciepło przeszło na mnie. Gdy nie wyrwałam dłoni, bez zbędnych pytań przeszedł do działania. Po raz kolejny nie zrobiłam nic.
Chłopak naparł na mnie, zmuszając, żebym przylgnęła plecami do framugi, i zanurzył twarz w moim odsłoniętym dekolcie. Tego dnia włożyłam zwykły top i kardigan. Mężczyzna wsuwał właśnie pod niego swoje ręce. Wydałam z siebie ciche westchnienie, poddając się cudownym pieszczotom ciepłych rąk i ust.
– Byłem pewny, że masz miękką i delikatną skórę. – Usłyszałam.
Jego usta pozostawiały palący ślad, a gdy pocałunki nabrały intensywności, znalazłam się na krawędzi i jedynie chwila dzieliła mnie od tego, bym pozbyła się wszelkich zahamowań. Brunet właśnie zaczął wsuwać ręce pod miseczkę biustonosza, czym mnie ostudził i wywołał impuls, który pozwolił mi zapanować nad sytuacją.
Po pierwsze nie byłam taką kobietą, nie zdradzałam.
Po drugie to się wydarzyło tak nagle, nie planowałam tego, zaskoczył mnie. I wreszcie po trzecie – wciąż kochałam Adama. Na chwilę wyłączyłam myślenie, poddałam się, ale musiałam to przerwać. Teraz, natychmiast, już! Byłam pewna, że na drugi dzień żałowałabym słabości. Nigdy nie zastanawiałam się nad zemstą. Czy miałam prawo również wdać się w romans lub chociaż mieć przygodę na jedną noc? Gdy zadałam sobie to pytanie, od razu poznałam odpowiedź.
Odepchnęłam chłopaka gwałtownie, a on znowu wlepił we mnie swój wzrok. Tym razem nie był już taki przenikliwy, lecz zraniony, uroczo zraniony. Pomyślałam, że straszny z niego słodziak i w innych okolicznościach pewnie bym się nie powstrzymywała. Schlebiało mi, że młodszy ode mnie mężczyzna – bo ile on mógł mieć lat? Co najwyżej dwadzieścia parę – zwrócił na mnie uwagę. Na kobietę po trzydziestce, która ledwo wyszła z depresji. Co prawda byłam zgrabna, ale w ostatnim czasie nie przywiązywałam zbyt wielkiej uwagi do podkreślania urody. Uważałam się za przeciętną, niczym niewyróżniającą się kobietę. Przeciętny wzrost, przeciętne brązowe włosy do połowy pleców, które przeważnie wiązałam w koński ogon, i przeciętne niebieskie oczy. Biust również miałam mało wydatny, więc co temu chłopakowi mogło się we mnie spodobać? A może liczył na szybki numerek? Może robił to już wcześniej i nie byłam pierwszą klientką, na którą się rzucił?
Nie odzywając się słowem, w pośpiechu opuściłam warsztat. Dopiero gdy odeszłam na bezpieczną odległość, zatrzymałam się i dotknęłam dłonią miejsca, które znaczyły usta mechanika. Na nowo oblałam się rumieńcem. Z jednej strony było mi dobrze, bo to miejsce już dawno nie było pieszczone, a z drugiej czułam żal, że nie były to usta Adama.
Wtedy
9 miesięcy temu28 października 2016
Adam zsunął się ze mnie i położył na plecach. Oboje łapaliśmy oddech po namiętnym seksie, który zaczęliśmy tuż po przekroczeniu progu naszego domu. Franek spał u swojego najlepszego kolegi Kuby, więc nie musieliśmy zachowywać się cicho. Już dawno nie mogliśmy pozwolić sobie na takie namiętne igraszki, w pełnej swobodzie. Dużo pracowaliśmy, czasem mijając się w drzwiach, a jak już znajdowaliśmy chwilę, to musieliśmy uważać i być cicho. Zwykle kochaliśmy się w łazience pod prysznicem lub zaraz po nim. Szybko, ale zawsze czule i namiętnie. Po kilkunastu latach wciąż na siebie działaliśmy.
Położyłam głowę na falującej piersi męża i palcem kreśliłam kółka na jego umięśnionym i lekko owłosionym brzuchu.
– Powinnaś częściej wysyłać Franka do kolegi na noc – powiedział, łapiąc oddech.
– Albo do twojej mamy – dodałam.
– Do tego nawet nie trzeba byłoby go namawiać. Mają ze sobą świetny kontakt.
To była prawda. Odkąd Teresa sprzedała dom w Tarnowcu i przeprowadziła się bliżej nas, częściej spotykała się ze swoim jedynym i ukochanym wnukiem. Bardzo się do siebie zbliżyli, co niezwykle nas cieszyło. Tak naprawdę miał tylko ją. Moja mama większość roku spędzała w Niemczech, opiekując się seniorami. Franek nie miał dziadków, mój tata zmarł kilka lat przed jego narodzinami, a ojciec Adama zniknął z jego życia, gdy ten był jeszcze malutki. Byliśmy jedynakami, a więc Franek nie miał żadnych cioć, wujków ani kuzynostwa, z którymi łączyłyby go więzy krwi. Chcieliśmy, aby miał chociaż rodzeństwo, ale się nie udało. Za każdym razem, gdy wracałam pamięcią do nieudanych prób, serce pękało mi na nowo.
– Połączyła ich miłość do tańca. Wiedziałeś, że Franek nauczył babcię kilku kroków tańca współczesnego?
– Na pewno szybko załapała. Roztańczona z nas rodzinka – podsumował.
Z tego, co mi opowiadał, gdy się poznaliśmy, jego mama długo trenowała taniec towarzyski. Po urodzeniu syna miała kilkuletnią przerwę, a potem wróciła do tańca, lecz jedynie dla przyjemności. Próbowała zaszczepić miłość do tańca w Adamie, ale on nie podzielał tej pasji, mimo iż nauka kroków przychodziła mu z łatwością.
– No ba! Przecież talentu nie odziedziczył po mnie – powiedziałam i zaśmiałam się w głos.
– Kocham twoje dwie lewe nogi.
– Uzupełniamy się, bo ty masz dwie prawe.
Teraz oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Gdy się uspokoiliśmy, podniosłam głowę i spojrzałam ukochanemu głęboko w oczy. Chciałam mu powiedzieć, jak bardzo go kocham, ale w tym momencie słowa były zbędne.
To, co jest między nami, jest tak piękne, że aż straszne. Boję się tego, co może przynieść jutro – pomyślałam.
Myśl ta sprawiła, że spięłam całe ciało. Mąż jakby wyczuł ogrom moich uczuć, bo przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło. Trwaliśmy w tej pozycji kilka długich i przyjemnych minut, aż moje palce znowu zaczęły wodzić po ciele ukochanego.
– Co powiesz na drugą rundkę? – spytałam, odchylając głowę.
Adam natychmiast wciągnął mnie na siebie i zaczął namiętnie całować.
Mój oddech, który dosłownie przed chwilą wrócił do normy, na nowo przyśpieszył. Nasze ciała znowu się ze sobą połączyły i po raz kolejny oddaliśmy się sobie nawzajem w całości.
Po wszystkim, kiedy zasypiałam w jego objęciach, usłyszałam szept blisko ucha.
– Też cię kocham, Eleni.
Zasnęłam spokojna.
***
Następnego dnia, gdy pod wieczór wracaliśmy z kina przez park, temperatura była dość przyjemna jak na koniec października. Franek szedł parę kroków przed nami i stukał w swój telefon. Kino raz w miesiącu, przeważnie w sobotę, stało się naszym zwyczajem, od kiedy syn był w stanie przez dwie godziny usiedzieć spokojnie w fotelu. Czyli od jakichś trzech lat.
Na początku chodziliśmy na same bajki, bywało, że dwa razy na tę samą; teraz były to przeważnie filmy młodzieżowe i familijne, ale czasem z braku laku wybieraliśmy komedie romantyczne. Na tym korzystałam oczywiście tylko ja, choć chłopcy nie protestowali, bo spędzaliśmy ten czas razem. Po seansie szliśmy zazwyczaj do pobliskiej pizzerii, ale dzisiaj za bardzo najedliśmy się popcornem, więc zdecydowaliśmy zjeść w domu jakąś lekką kolację.
– Mówiłem ci już, jak promiennie dziś wyglądasz? – szepnął mi do ucha Adam.
Od paru dni obdarzał mnie komplementami częściej niż zwykle.
– Tak? A wiesz, że całkiem odwrotnie się czuję?
– Nic nie wspominałaś, kochanie. Co się dzieje?
– Nic, nic. Czuję się tylko zmęczona i osłabiona. To pewnie z powodu przesilenia jesiennego.
Pierwszy raz zdarzyło się podczas seansu, że głowa mi poleciała. Dobrze, że szliśmy prosto do domu.
Po kolacji od razu zakopię się w łóżku – pomyślałam.
– No i za dużo pracujesz. Może poproś Tomasza o kilka dni wolnego? – zaproponował zmartwiony.
– Dam radę. Wkrótce zmiana czasu, więc w końcu będę mogła się wysypiać.
Pocałował mnie w skroń. Nie mówiłam mu o swoim gorszym samopoczuciu, bo nie chciałam, żeby niepotrzebnie się martwił. Okres jesienno-zimowy zawsze był dla mnie trudny. Osłabienie organizmu, senność i wypadanie włosów to typowe objawy, które co roku mi doskwierały.
– Pamiętasz, że za dwa tygodnie idziemy na bal charytatywny?
– Pamiętam. Dwunastego listopada, tak? – upewniłam się jednak, a on skinął głową. – Przypomnisz mi, na co będą przeznaczone pieniądze z darowizn?
– Na oddziały dziecięce w szpitalach w mniejszych miejscowościach.
– Wspaniała inicjatywa.
– Głównym organizatorem i fundatorem jest nasz najważniejszy klient. Zlecił nam reklamę całej imprezy, więc nie może nas na niej zabraknąć.
– Będziemy się świetnie bawić, a przy okazji zrobimy coś dobrego dla chorych dzieci – zapewniłam radośnie, lecz po chwili mina mi zrzedła. – Będziesz miał teraz sporo pracy…
Ostatnio tylko się mijaliśmy. Jak nie jego praca i nadgodziny, to moja popołudniowa zmiana w klinice, a jak nie to, to jego coraz częstsze wyjazdy w delegacje, podczas których okrutnie za nim tęskniłam. Nigdy nie rozstawaliśmy się na dłużej niż jeden czy dwa dni. Nie licząc okresu studiów, który dla nas obojga był koszmarny. Tęsknota odbierała nam całą radość życia.
Zaraz po studiach zrewidowaliśmy swoje plany na przyszłość, głównie moje, i zamieszkaliśmy razem. Gdy byliśmy narzeczeństwem, obiecaliśmy sobie już więcej nie rozstawać się na dłużej. Byliśmy od siebie uzależnieni, uwielbiałam to, co jest między nami. Nigdy nie miałam dość towarzystwa i bliskości męża.
Adam dwa lata temu założył firmę reklamową i od tamtej pory zmuszony był wyjeżdżać w interesach, przeważnie do Warszawy, zawsze wtedy zasypywał mnie SMS-ami i dzwonił, żeby choć na chwilę usłyszeć mój głos, a wieczorem łączyliśmy się przez wideoczat. Innym nasza relacja mogłaby wydawać się niezdrowa. Przerwa dobrze wpływała na każdy związek, ale my tego zwyczajnie nie potrzebowaliśmy. Owszem, niekiedy potrzebowałam czasu dla siebie lub czasu, aby spotkać się z Elizą, ale o dłuższej rozłące nie było mowy, i Adam czuł podobnie. Gdy miał wybór między pójściem z kumplami na piwo a spędzeniem wieczoru ze mną, wybierał to drugie. Rozczulał mnie wtedy. I utwierdzał w przekonaniu, że wygrałam los na loterii.
– Niestety, jest jeszcze wiele spraw do załatwienia, ale nie powinienem wracać do domu sporo później, bo właśnie zatrudniłem asystentkę – powiedział z nadzieją, a jednak jego ton zabrzmiał dziwnie, jakby mówił coś, czego sam nie jest pewien. – Zaczyna już w ten poniedziałek, liczę, że szybko się wdroży w swoje obowiązki i mnie odciąży w wielu sprawach organizacyjnych. Może nawet po balu będę mógł spokojnie zostawić firmę w jej rękach, tak, żeby mieć więcej czasu dla ciebie i Franka.
– Którą dziewczynę w końcu wybrałeś, Iwonę czy Marlenę? – zapytałam, starając się ukryć nutę zazdrości w swoim głosie.
Parę dni temu Adam przyniósł do domu podania dwóch kandydatek, między którymi się wahał, i poprosił o pomoc w wyborze. Nie dziwiłam się, że miał problem. Obie kobiety miały prawie identyczne referencje. Wyraźną różnicę można było dostrzec dopiero na zdjęciach.
– Marlenę – odparł z lekkim zawahaniem.
– Wiedziałam, że wybierzesz długonogą blondynkę – powiedziałam i szturchnęłam go lekko w bok.
Chcąc pomóc mu w wyborze, poprosiłam go, żeby streścił mi przebieg rozmów kwalifikacyjnych. Iwona była niziutką kobietą o łagodnych rysach twarzy, a Marlena oprócz wyglądu seksbomby reprezentowała silny charakter. Jej pewność siebie emanowała także ze zdjęcia dołączonego do CV i miałam cichą nadzieję, że mąż wybierze jednak Iwonę.
– Daj spokój. Nikt nie ma takich nóg jak ty, kochanie.
Rozejrzał się dookoła, a następnie zsunął rękę, którą cały czas obejmował mnie w pasie, na pośladek. Ścisnął go, a ja cichutko jęknęłam.
– Koniecznie musisz kupić sobie jakąś wystrzałową sukienkę na bal – zmienił temat.
– Bez przesady.
Machnęłam ręką.
Nie należałam do kobiet, które lubiły trwonić pieniądze na sukienkę, którą włożą raz w życiu.
– Czemu nie? W końcu będę mógł się tobą pochwalić przed klientami i pracownikami.
– Nie zapominaj, że jest to bal charytatywny, a na taki bal powinno się ubrać skromnie. Może włożę tę moją długą granatową sukienkę z rękawami z koronki?
Uwielbiałam ją. Podkreślała kolor moich jasnoniebieskich oczu.
– Jestem za! Wyglądasz w niej nieziemsko. Jesteś pewna, że nie chcesz kupić sobie czegoś nowego?
– Bo my tak często wychodzimy na takie imprezy… Tylko będzie zbierać kurz w szafie.
– Mogłabyś ją potem włożyć na sylwestra. – Spojrzał mi w oczy i zobaczyłam dobrze znany mi błysk.
Co on kombinował?
– Tak? Czy chciałbyś mi o czymś powiedzieć?
– Dowiesz się w swoim czasie, kochanie – powiedział i puścił do mnie oczko.
Z doświadczenia wiedziałam, że gdy coś planował, to nawet gdybym bardzo, ale to bardzo prosiła, on niczego by nie zdradził. Odpuściłam. Miałam na niego pewne sposoby, więc byłam przekonana, że dowiem się szybciej, niż sam planował.
– Jeżeli tak bardzo nalegasz, bym sobie coś kupiła, to… – Urwałam w pół zdania i uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
– To…? Co pani chodzi po tej pięknej główce, pani Wysocka? – podjął temat, mrużąc oczy.
Pochyliłam się w jego stronę i szepnęłam mu do ucha o nowo otwartym sklepie z bielizną dla dorosłych, który poleciła mi przyjaciółka. Po tych słowach jego oczy zaczęły błyszczeć z pożądania. Jak na zawołanie jednocześnie przyśpieszyliśmy kroku, aby czym prędzej znaleźć się w domu. Franek patrzył się na nas jak na wariatów. Ciekawe, co pomyśli sobie, gdy wyjątkowo pozwolimy mu wziąć kolację do swojego pokoju.
Teraz
8 czerwca 2017
Gdy Franek poszedł umyć zęby po śniadaniu, stanęłam przy blacie, żeby zrobić mu kanapki do szkoły. Od kilku miesięcy Adam w tym czasie wychodził do samochodu i tam czekał na syna, żeby zawieźć go na lekcje. Jednak dziś zrobił coś, czego kompletnie się po nim nie spodziewałam. Stanął za mną, położył swoje dłonie na moich biodrach, a potem pochylił się i ustami musnął mój odkryty kark. Najpierw przeszył mnie prąd, zadrżałam, a potem znieruchomiałam.
Kiedy ostatni raz okazał mi taką naturalną czułość? A może chciał jedynie załagodzić sytuację po wczorajszej wpadce?
W jednym momencie wróciły do mnie wspomnienia sprzed kilku miesięcy, które teraz wydawały się wiecznością. Wtedy jeszcze wszystko było dobrze. Wręcz cudownie. A takie czułe gesty były na porządku dziennym.
– Przepraszam… – zaczął.
A więc jednak chodziło o wyrzuty sumienia.
– Mnie nie masz za co. Przeproś Franka. Było mu bardzo przykro, choć słowem nie pisnął – odezwałam się bez emocji, chociaż wewnątrz mnie toczyła się walka.
Nie byłam już na niego tak wściekła, jak wczoraj. Dziwnym sposobem walczyłam teraz sama ze sobą, aby nie obrócić się i nie rzucić mu się na szyję. Bardzo tego pragnęłam, a z drugiej strony wiedziałam, że przecież zaraz poleci do niej. Zacisnęłam mocno powieki i dłonie.
– Już z nim rozmawiałem.
– Och, to dobrze.
Adam wciąż nie ruszył się z miejsca. Stał tak blisko mnie, że czułam na skórze jego ciepły oddech, który mnie dekoncentrował.
– Nie rozumiem… Spodziewałem się wczoraj awantury…
Nie było żadnej awantury. Gdy wrócił z pracy, leżałam już w łóżku i czytałam książkę, a raczej próbowałam ją czytać. Miałam w głowie gonitwę myśli. Od paru miesięcy myśli kotłowały się w mojej głowie, a incydent z mechanikiem tylko pogorszył sprawę. Adam wziął prysznic, zjadł kolację, a potem zamieniliśmy parę zdań na tematy mało istotne. Oczywiście przeprosił za nieobecność na występie syna, ale w żaden sposób na to nie zareagowałam, zatem uciął temat, bojąc się zaczynać burzę.
Teraz znowu milczałam, więc kontynuował.
– Za dużo pracuję i odbija się to na naszej rodzinie. Czuję się z tym okropnie. Chciałbym wam to dzisiaj wynagrodzić.
Schylił się ponownie i pocałował to samo miejsce co wcześniej. Tym razem mocniej. I tym razem przeszedł mnie dreszcz. Niepewnie odwróciłam się i stanęłam przodem do niego, opierając się o blat. Nie oderwał swoich rąk od moich bioder. Wsunął kciuki i palce wskazujące pod moją koszulkę i pogładził skórę, patrząc mi jednocześnie głęboko w oczy. Coś zmieniło się w jego zachowaniu i wyrazie twarzy. Wiele razy przepraszał mnie za spóźnienia, nieobecności czy zmianę planów w ostatniej chwili. Patrzył mi wtedy w oczy ze skruchą, całował przelotnie w policzek lub w usta. Od kilku miesięcy były to jednak jedynie puste czyny, ale jak głupia zawsze na nie czekałam. Teraz czułam, że jest inaczej. A może tylko sobie wmawiałam szczerość jego uczuć?
Czemu on wciąż tak na mnie działa? – zapytałam się w duchu.
Setki razy zadawałam sobie to pytanie. Działał na mnie tak samo, jak w momencie gdy się poznaliśmy. Po upływie czternastu lat nic się nie zmieniło. Nie zmieniła tego nawet świadomość romansu, który miał na boku. Jak to możliwe? Czy nie powinnam go raczej pogonić na drzewo? Pewnie tak. Problem w tym, że nie byłam w stanie.
– Zabieram was dziś do kina, a potem na kaczkę po pekińsku – kontynuował. – Co ty na to?
– Odpada – odezwał się nasz syn, który zbiegł właśnie po schodach i zaczął wkładać swoje czarne Converse’y.
– Dlaczego? – zapytał jego tata, oglądając się za siebie.
– Po szkole idę do Kuby i chyba zostanę u niego na noc. Musimy zrobić projekt z historii na zaliczenie.
– A nie możesz tego przełożyć?
Odsunął się ode mnie nieznacznie, żeby porozmawiać z synem.
– No właśnie nie. Jutro mija ostatni termin oddawania prac.
– Czemu nie zrobiłeś tego wcześniej? – zapytałam ostrzej, niż powinnam była.
– Mamo… – jęknął, ale widząc moją minę, dodał: – Miałem dużo treningów, a potem padałem ze zmęczenia.
– Franek, pamiętasz, na co się umawialiśmy? Nauka najważniejsza, dopiero potem taniec.
– Tak, wiem, mamo… ale wiesz, że ten występ był dla mnie ważny, a poza tym mamy praktycznie koniec roku…
– Tym bardziej powinieneś się przyłożyć do nauki przed klasyfikacją.
– Słuchaj się mamy, Franek.
Stały tekst Adama. Na nim kończyło się jego wychowywanie. No może trochę przesadzałam, ale kwestia wykształcenia od zawsze spoczywała na moich barkach. To ze mną syn odrabiał lekcje, to ja załatwiałam korepetycje oraz zajęcia pozalekcyjne i to ja najczęściej go na nie zawoziłam. Choć jeszcze parę miesięcy temu nie miałabym takiego poczucia osamotnienia w kwestii wypełniania obowiązków rodzicielskich.
Franek pożegnał się ze mną i wychodząc, zwrócił się do ojca.
– Zabierz mamę. Idźcie do tego kina sami. Chyba dawno nigdzie nie wychodziliście? – rzucił, a potem wypadł z domu bez pożegnania.
Jeszcze rok temu mogłam liczyć na buziaka, chociaż w policzek, teraz musiałam pogodzić się z tym, że okazywanie mamie uczuć to dla niego obciach.
Adam spojrzał na mnie w charakterystyczny dla siebie sposób. Kiedyś częściej widziałam to przenikliwe spojrzenie. W jego głowie układał się wtedy fascynujący plan. I zawsze udało mu się mnie zaskoczyć. Zaskakiwał mnie wycieczkami, piknikami, weekendami bez Franka. Potem trochę przejęłam od niego tę spontaniczność i też starałam się zorganizować nam wspólne chwile. Najbardziej lubiłam, gdy patrząc w ten określony sposób, mówił, że zaplanował coś specjalnego na wieczór. Wtedy cały dzień nie mogłam usiedzieć na miejscu, a moje pożądanie rosło z każdą myślą o tym, co tym razem wymyślił. Miewał szalone pomysły. Teraz na samą myśl o nich dostałam rumieńców. Stare dobre czasy.
Zrobił krok w moim kierunku i po chwili już obejmował mnie jedną ręką, bo w drugiej trzymał teczkę.
– Wybierzesz się dzisiaj ze mną na randkę? – zapytał zalotnie, a mnie aż coś ścisnęło w żołądku.
Czy ja się przypadkiem nie przesłyszałam?
– Na randkę? – wyrzuciłam z siebie ogromnie zaskoczona.
Nie chciałam dać tego po sobie poznać, ale nic nie mogłam poradzić na fakt, że nie spodziewałam się takiej propozycji. Ostatnio jeżeli Adam chciał coś wynagrodzić, to przeważnie spędzaliśmy czas w trójkę. Jakby Franek był naszym łącznikiem. Bez niego nie umieliśmy funkcjonować.
– Porywam cię wieczorem, nie pytaj gdzie. Po prostu się zgódź, okej?
Tęskniłam za tym głosem. Stanowczym, lekko zachrypniętym. Rozpływałam się pod wpływem tego brzmienia.
– Okej… – odpowiedziałam niepewnie, ale mimo to posłałam mu jeden z moich czarujących uśmiechów.
Jego wzrok mówił, że tym razem nie zawiedzie, że nie odwoła w ostatniej chwili. Przez moment badał spojrzeniem moją twarz, aż wreszcie zatrzymał się na ustach, które instynktownie rozchyliłam, a wtedy wzmocnił uścisk, przysuwając mnie bliżej siebie. Pocałował mnie w końcu namiętnie, wręcz zaborczo, a ja oddałam mu pieszczotę, czując wzbierające motyle w podbrzuszu. Oddałam w pieszczocie całą siebie, co ostatnio rzadko mi się zdarzało. Gdy już była między nami jakaś bliskość, to któreś z nas zaczynało się wycofywać albo nie dawało z siebie wszystkiego tak jak kiedyś. Najczęściej miałam przed oczami jego asystentkę. On pewnie też. Lecz nie teraz. Teraz było inaczej. Teraz liczyłam się ja.
Przerwaliśmy dopiero, gdy usłyszeliśmy klakson. Franek zaczął się niecierpliwić.
– Bądź gotowa na osiemnastą – rzucił mąż i puścił do mnie oczko.
Kolejny ruch, który miał mi zasugerować, że dawny Adam wrócił.
Zamknęłam za nim drzwi i się o nie oparłam. Zajście mające miejsce przed momentem rozbudziło skrywane uczucia, które tkwiły we mnie uśpione. Wywołało też złość, ale nie na niego, tylko na siebie. Wyrzuty sumienia dotyczące wczorajszego zdarzenia w warsztacie zaczęły przebijać się na powierzchnię. Jak dobrze, że w porę zahamowałam zapędy młodego mechanika.
***
Pół godziny temu wyszłam spod prysznica. Włożyłam ulubioną małą czarną, którą Adam też lubił, i zrobiłam subtelny makijaż, taki, żeby jedynie podkreślić oko. Miałam jeszcze piętnaście minut, więc zamierzam nalać sobie lampkę czerwonego wina i poczekać na męża na kanapie na parterze.
Kiedy rano zostałam sama w domu, dopiłam zimną kawę i wzięłam się do drobnych porządków. Starałam się nie myśleć o czekającej mnie wizycie w warsztacie, żeby odebrać samochód. Obawiałam się, że widok młodego może pogłębić trawiące mnie wyrzuty sumienia. Nie chciałam go spotkać, nie byłam pewna, czy potrafiłabym ukryć targające mną emocje. Głównie wstyd. Im bliżej było południa, tym bardziej się stresowałam.
Zmierzając w stronę przystanku autobusowego, włączyłam sobie audiobook. Dobry kryminał powinien skutecznie odwrócić uwagę od uporczywych myśli. I to był dobry wybór. Co prawda na początku kilka razy złapałam się na tym, że odpływam myślami od toczącego się śledztwa, ale potem akcja przyśpieszyła, zrobiło się krwawo i słuchałam w skupieniu. O mały włos przegapiłabym przystanek przy warsztacie.
– Hej. Hamulce działają jak nowe – przywitał mnie Igor.
Rozejrzałam się pośpiesznie po wnętrzu i poczułam ulgę, gdy nie dojrzałam nikogo więcej w pobliżu.
Był sam.
– To dobrze. Nie było z nimi za wiele problemu?
– Błażej uwinął się z nimi w mig.
Aha… Błażej. Wolałam nie poznawać jego imienia, ale trudno. Na jego wzmiankę odruchowo zerknęłam w stronę wejścia do biura przyjaciela. Przed oczami przeleciały wspomnienia wczorajszej słabości, aż dostałam wypieków na policzkach. Przypomniałam sobie silne ręce mechanika na moich biodrach oraz jego gorące wargi na dekolcie. Schodził nimi coraz niżej, niżej, aż wyswobodził jedną pierś z miseczki biustonosza. Zassał sutek, na co jęknęłam przeciągle. Złapał za moje uda, podniósł mnie i zrobił kilka kroków. Posadził mnie na biurku, rozchylił moje uda, a potem jego ręka odnalazła…
Dość tego! Tak, mogłoby to wczoraj wyglądać właśnie w ten sposób, ale na szczęście żadna z tych rzeczy się nie wydarzyła.
Helka, opamiętaj się – upomniałam się w myślach – musisz jak najszybciej opuścić to miejsce. Czeka cię dzisiaj cudowna randka z mężem. A być może jeszcze lepszy seks.
Miałam nadzieję, że Igor nie zauważył moich zarumienionych policzków. Oby tylko Błażej trzymał gębę na kłódkę. Choć przeczuwałam, że milczenie jest także w jego interesie. Igor pewnie wyrzuciłby go na zbity pysk, gdyby dowiedział się, że podczas jego nieobecności podrywa zamężne klientki.
Gdy schodziłam do kuchni po wino, dostałam wiadomość, której wolałabym nie dostać.
Adam: Spotkamy się na Rynku za czterdzieści pięć minut? Muszę dokończyć jedną ważną umowę.
Ja: Naprawdę musisz, nie może tego zrobić za ciebie ktoś inny?
Adam: Nikogo tu już nie ma o tej porze, a muszę mieć tę umowę na jutro. Wyjaśnię Ci wszystko na miejscu.
Ja: Okej.
Usiadłam z lampką winą w salonie i czekałam na taksówkę, którą właśnie zamówiłam. Miałam być na miejscu za pół godziny. Liczyłam, że Adam będzie już na mnie czekać, gdy tam dotrę. Nie miałam ochoty gdybać, co takiego zaplanował na nasz wieczór. Przywykłam już do zmiany planów, zdarzało mu się to nagminnie, a najgorsze było to, że potrafił zadzwonić lub napisać w ostatniej chwili. Tak jak było wczoraj i teraz.
Bycie właścicielem prężnie rozwijającej się firmy reklamowej zobowiązywało i nic dziwnego, że miał sporo na głowie. Zapracował na swój sukces samodzielnie. Wszystkiego chciał dopilnować sam, choć miał od tego kilku ludzi.
Miał Wiktorię. Długonogą asystentkę i kochankę.
Ale ze mnie kretynka! Wystroiłam się dla niego, czekam na niego, a on pewnie ją teraz dyma w swoim biurze – pomyślałam gniewnie.
Przed oczami ukazała mi się wizja ostrego seksu na sofie, na biurku, przy ścianie. Całkowicie się mu poddawała, gdy z niego wychodził dziki zwierz. Nie mogłam pozbyć się z głowy tego obrazu.
– Przestań – mruknęłam do siebie pod nosem.
Chciałam ratować nasze małżeństwo, nawet kosztem siebie, ale coraz częściej nawiedzały mnie myśli, że to nie ma sensu. Tyle razem przeszliśmy. Tyle szczęśliwych lat. Franek. Kochaliśmy się przez dwanaście lat małżeństwa i dwa lata, zanim się pobraliśmy. Miałam wrażenie, że z każdym dniem obdarzamy siebie coraz większym uczuciem. Chciałam to ratować.
Czemu wszystko się zepsuło? – pytałam siebie wciąż, choć przecież znałam odpowiedź.
Wciąż kochałam Adama, może trochę mniej, ostatnie miesiące nas naznaczyły i z dnia na dzień traciłam nadzieję na to, że nasze uczucie będzie jeszcze tak silne jak kiedyś. Byłam głupia, skoro wierzyłam w jakiś pieprzony cud.
Chciałam z nim być mimo wszystko. Kochać go i czuć jego dotyk, miłość. Ale czy on kochał mnie choć trochę, pomimo romansu? Dziś rano wydawało mi się, że tak. Ale właśnie, może tylko mi się wydawało. Może ona dawała mu wszystko, czego potrzebował, a ja byłam jedynie dla pozoru, jedynie dla Franka, jedynie ze względu na to, co przeżyliśmy. Może jemu także było trudno pożegnać wspaniałe lata i zakończyć nasze małżeństwo?
Z jednego kieliszka zrobiły się dwa. Tuż przed wyjściem wypiłam duszkiem pełniutką lampkę i kiedy wsiadałam do taksówki, czułam lekkie zawroty głowy. Po piętnastu minutach czekałam już na Rynku, zerkając co chwilę na telefon.
Ja: Gdzie jesteś? Czekam pod Warką.
To był nasz ulubiony pub. Domyśliłam się, że skoro kazał mi przyjechać na Rynek, to właśnie tutaj chciał mnie porwać na randkę i powspominać stare lata. Z tym barem wiązało się wiele wspomnień. To do niego mnie zabierał za każdym razem, gdy przyjeżdżałam w odwiedziny ze stolicy, gdzie studiowałam. W nim podejmowaliśmy większość decyzji, jak choćby tę, że po licencjacie nie będę kontynuowała studiów. W nim dałam namówić się na przeprowadzkę do Tarnowa, a tym samym zmiany planów dotyczących kariery zawodowej w Warszawie.
Drugim takim naszym miejscem był Park Strzelecki. Zwykle szliśmy tam przed wypadem do Warki albo zaraz po. Był blisko naszego pierwszego mieszkania. Ciasnej kawalerki z obskurną łazienką. W parku mieliśmy swoją ulubioną ławkę z dala od głównych ścieżek. Na tej ławce podjęliśmy decyzję o przyśpieszeniu ślubu. Początkowo chcieliśmy poczekać, nazbierać trochę środków i wyprawić huczne wesele. Każda kobieta marzy przecież o tym, aby wszyscy podziwiali ją ubraną w piękną białą suknię. Mnie również na tym zależało, ale perspektywa wstrzymywania się roku czy dwóch mi ciążyła. Jak się okazało, nie tylko mnie. Adam rzucił pomysł od niechcenia, a ja z miejsca się na niego zgodziłam.
Mignęły mi przed oczami twarze przepełnione szczęściem. Byliśmy szaleni. I tak bardzo w sobie zakochani.
Adam miał dzisiaj w oczach coś z tamtego młodzieńca. Naiwnie łudziłam się, że czeka mnie niezapomniany wieczór w towarzystwie męża. Miałby porwać mnie na rundkę po naszych miejscach?
Zapomnij, Hela, na co ty liczysz?! – zganiłam się w duchu.
Racja, tak pięknie nie mogło być, tym bardziej że w dalszym ciągu nie doczekałam się odpowiedzi na swoją wiadomość.
Wybrałam jego numer, ale usłyszałam kobiecy głos. Od razu mnie zemdliło, bo wiedziałam, kto odebrał.
– Tak?
– Gdzie Adam?
– Wyszedł do toalety. Coś mu przekazać? – zaszczebiotała.
– Tak! – krzyknęłam.
Wprost gotowało się we mnie ze złości. Czy przypadkiem nie pisał, że jest sam w biurze? Pewnie dlatego zaproponował spotkanie na Rynku. Nie chciał, żebym podjechała taksówką pod jego biuro, które znajdowało się dosłownie kilka minut spacerem od miejsca spotkania.
– Niech do mnie oddzwoni jak najszybciej!
Weszłam do pubu zrezygnowana i zamówiłam lampkę wina. Zastanawiałam się, jaką bajeczką tym razem mnie uraczy. Zadzwonił dopiero, gdy kończyłam sączyć trunek.
– Przepraszam cię, kochanie. Trochę się przedłużyło.
– Dlaczego dzwonisz dopiero teraz? – zapytałam oschłym tonem. – Prosiłam Wiktorię, żeby ci…
– Yyy… dzwoniłaś? – Był zamieszany i zaskoczony.
A to suka! Nie powiedziała mu.
– Czekam na ciebie od niemal godziny.
– Już prawie kończymy…
Przymknęłam powieki i pokręciłam głową z rozczarowaniem.
– Za pół godzinki powinienem być na miejscu. Czekasz w Warce?
– Żarty sobie ze mnie robisz?! – Nie wytrzymałam.
– Postaram się być jak najszybciej, Hela.
Tak właśnie zachowywał się Adam od kilku miesięcy. Coraz mniej przypominał mężczyznę, w którym zakochałam się po same uszy.
– Wiesz co? Nie będę na ciebie czekała. Wystroiłam się i miałam nadzieję na miły wieczór.
– Jeszcze może być miły.
– Idę do Wall Street. Jak dalej będziesz chciał spędzić ten wieczór ze mną, to mnie znajdziesz – rzuciłam i się rozłączyłam.
Klub znajdował się niedaleko Rynku, więc po paru minutach byłam na miejscu.
Po drodze zadzwoniłam do Elizki.
Przyjaźniłyśmy się od przedszkola i żadna rozłąka nie zerwała łączącej nas więzi. Kiedy dowiedziała się, że przeprowadzam się do Tarnowa, rzuciła kiepsko płatną pracę w sklepie spożywczym w Żabnie i dołączyła do mnie.
Eliza bywała w klubie niemal codziennie, mieszkała rzut beretem. Imprezowała ze swoją młodszą o rok siostrą albo z koleżanką z pracy, albo z Tobiaszem, jej nibychłopakiem, albo z jakimś nowo poznanym facetem. Taka już była Lizka. Rozrywkowa, otwarta, bezwstydna i niestała w uczuciach, lecz ja zawsze wiedziałam, że przyjdzie pora i na nią. Mimo iż byłyśmy całkiem różne, to nasza przyjaźń była bardzo mocna. Uczyłam się od niej bycia wyluzowaną, a nawet nieprzyzwoitą, ale nie zawsze mi to wychodziło.
Ja natomiast pokazywałam jej, jak zachowywać się odpowiedzialnie, choć nie raz machała tylko ręką, po czym stwierdzała, że szkoda na to życia.
– No co tam, laska? – zapytała entuzjastycznie.
– Będziesz dziś w klubie?
– Będę. Właśnie zbieram się do wyjścia. Czemu pytasz?
– To się pośpiesz, za chwilę tam będę.
– Co się stało!? Nigdy nie imprezujesz w środku tygodnia!
Nic dziwnego, że dobrze mnie rozszyfrowała. Choć lubiłam zabawić się razem z nią, to zwykle nie robiłam tego na ostatnią chwilę. Zazwyczaj umawiałyśmy się z kilkudniowym wyprzedzeniem. Teraz była wyjątkowa sytuacja i ona dobrze o tym wiedziała.
– Im szybciej przywleczesz swój tyłek, tym szybciej się dowiesz.
– Zamów nam drinki, już lecę!
Zajęłam dwa wolne miejsca przy barze i zamówiłam dwie whisky z colą, dla siebie podwójną. Z Elizą nie widziałam się od kilku dni. Nie miała więc pojęcia o epizodzie z mechanikiem. Na ogół wszystko od razu jej mówiłam, ale tym razem miałam opory. Trudno było mi o tym mówić, ponieważ takie zachowanie nie było do mnie podobne. Im dłużej myślałam o tym incydencie, tym bardziej chciałam o nim zapomnieć. Doszłam do wniosku, że spanikowałam, dlatego nie od razu go od siebie odsunęłam. Przyjaciółka na sto procent będzie zachwycona, już dawno sugerowała mi, żebym zrobiła skok w bok. Dla niej to chleb powszedni, dla mnie nie.
Kiedy Eliza zjawiła się w klubie, od razu się do mnie przysiadła. Wypiłyśmy drinki i wyszłyśmy zapalić. W kilka minut zdążyłam przedstawić jej obecną sytuację. Tak jak myślałam, rozradowała ją informacja o Błażeju. Nie było tak trudno o tym opowiedzieć, jak zakładałam, a to za sprawą alkoholu, który rozwiązał mi język. Głównie skupiłam się na Adamie i nie ukrywałam nerwów, które mną targały.
– Wiesz, co myślę? Że Adaś zaraz do ciebie napisze lub zadzwoni, że nie ma ochoty tu przychodzić. Znasz go przecież najlepiej.
– Znam, ale nie jest powiedziane, że tu zostaniemy. Ma tylko po mnie wpaść – łudziłam się, choć już nie byłam tak pewna, czy chcę ten wieczór spędzić z mężem.
– To nie zmienia faktu, że Adam nie lubi tu przychodzić.
– I dobrze, to nasze miejsce. I wiesz co… już straciłam ochotę na tę całą randkę.
Taka była przykra prawda. Adam znowu nawalił. Wskrzesił we mnie nadzieję, a teraz lądowałam na twardej dupie.
– To mu to powiedz!
– Powiem!
Pod wpływem impulsu, ale również wypitego alkoholu wyjęłam telefon z torebki.
– Skarbie, ja już naprawdę wychodzę. Właśnie zamykam biuro. – Usłyszałam skruszony głos.
Wcale nie zdziwiło mnie, że jeszcze jest w firmie, ale i tak poczułam szczypanie pod powiekami. Jak głupia myślałam, że tym razem rzuci wszystko i wybierze mnie.
– Wiesz co, możesz jechać do domu. Spotkałam w klubie Elizę.
– Ale to miał być nasz wieczór… – Próbował jeszcze coś zdziałać, choć w jego głosie nie usłyszałam autentycznego zaangażowania.
– Miał być, ale… czar prysł – powiedziałam oschle.
– Aha, tak… No tak… Znowu wszystko zepsułem.
– No brawo! Ale nie przejmuj się. Jedź do domu i odpocznij. Jutro pewnie znowu czekają na ciebie sprawy niecierpiące zwłoki – dodałam kąśliwie.
– A ty?
– Ja zostaję tutaj.
– Nie mówisz poważnie.
– Kochanie, mówię jak najbardziej poważnie. Dzisiaj mam już tylko ochotę potańczyć, napić się i zaszaleć. Masz ochotę do nas dołączyć? – zapytałam, choć przecież dobrze znałam odpowiedź.
– Nie. Ale… jutro na pewno wyrwę się wcześniej z pracy. Będę miał dla ciebie całe popołudnie. Obiecuję.
Znowu to samo. Obiecanki cacanki. Miałam już tego po dziurki w nosie, więc niespodziewanie wypaliłam:
– Czemu powiedziałeś mi, że jesteś w biurze sam?
– Ja… Yyy… Wiki miała zaraz wyjść. Miała tylko pomóc mi znaleźć ważne dokumenty.
Zapadła chwilowa cisza.
– Chyba nie myślisz, że…
– Nie myślę… co?
– No wiesz. Że my…
– Hm, a mam powody?
Nie to chciałam powiedzieć. Cisnęło mi się na usta, by powiedzieć mu, że już znam prawdę. Powstrzymałam się jednak, bo nie miałam zamiaru psuć sobie tego wieczoru do końca.
– Nie masz, kochanie, oczywiście, że nie masz. Baw się dobrze z Elizą.
– Taki mam zamiar, pa.
– Hela, chodź, zaraz będzie tu Tobi! – zawołała Lizka, która stała już przy wejściu do klubu.
– Jeszcze nie dał sobie z tobą spokoju? – zażartowałam.
– Oj tam. Dobrze nam razem i tyle. Mamy układ, który nam odpowiada i którego nie chcemy psuć.
– Skoro on ci tak odpowiada, to może czas się wreszcie ustatkować? – podpuszczałam ją.
– Niedoczekanie twoje. – Parsknęła śmiechem.
Tak, moje niedoczekanie. Elizka nigdy nie zagrzała miejsca przy żadnym facecie. Szybko się nudziła. Zmieniała facetów, pracę, a nawet mieszkania jak rękawiczki. Dobrze, że chociaż przyjaciółce była wierna.
Weszłyśmy do klubu i od razu poczułam się na odpowiednim miejscu. Uwielbiałam to miejsce. Znałam je jeszcze ze sporadycznych licealnych wypadów z Elizą do Tarnowa. Ona zaczęła imprezować dużo wcześniej i znacznie częściej. Dopiero po którymś razie przekonałam się do tego miejsca. Nie byłam duszą towarzystwa, ale kiedy się ustatkowałam, nieco zmieniło się moje nastawienie do tych spraw. Zwłaszcza po urodzeniu dziecka. Taki wolny wieczór był jak zbawienie.
Zamówiłyśmy następną kolejkę drinków. Chwilę potem pojawił się Tobiasz, więc w trójkę ruszyliśmy na parkiet. Przetańczyłam kilka kawałków, szybko jednak zdałam sobie sprawę, że bardziej mam ochotę się uraczyć dzisiaj alkoholem niż szaleć na parkiecie. Tym bardziej że patrząc na seksowne wygibasy Elizy i Tobiasza, czułam się tam nie na miejscu.
Usiadłam samotnie przy barze i kołysałam szklaneczką tak, żeby lód odbijał się od ścianek. Nie cieszyłam się długo samotnością, miejsce obok zajął jakiś mężczyzna. Już miałam się odezwać, że to miejsce jest zajęte, lecz gdy spojrzałam w stronę nieznajomego, przeszyło mnie spojrzenie ciemnych tęczówek.
Wtedy
12 listopada 2016
Siedziałam na skraju łóżka i próbowałam zapanować nad odruchami wymiotnymi. Męczyły mnie od samego rana. Od dwóch tygodni z dnia na dzień czułam się coraz gorzej. Cały czas odczuwałam osłabienie, ale doszły też męczące migreny oraz nudności. Nie obyło się bez kilku dni zwolnienia w pracy. Nie wiedziałam, jak długo jeszcze mój szef będzie cierpliwy i wyrozumiały.
Dzisiaj było najgorzej. Od śniadania praktycznie nie opuszczałam łazienki. Zwymiotowałam całą zawartość żołądka, a gdy już był pusty, wymiotowałam żółcią i wodą, którą mimo wszystko staram się pić, żeby się nie odwodnić.
Spojrzałam na granatową suknię zawieszoną na drzwiach szafy. Jeszcze kilka godzin temu miałam nadzieję, że wygram z nieprzyjemnymi dolegliwościami i pojawię się z Adamem na balu, chociaż na chwilę. Później modliłam się już tylko o to, żeby ustały torsje i żebym mogła odpocząć.
Wisząc nad sedesem, usłyszałam kroki męża. Zwykle starał się soboty spędzać w domu, zabierał dokumenty i pracował w gabinecie, ale dzisiaj rano musiał jechać do firmy. Kilku jego ważnych klientów miało być na balu, chciał się przygotować, gdyż zamierzał porozmawiać z nimi o interesach.
– Jesteś gotowa? Najpóźniej za pół godziny musimy… – Przerwał, gdy zobaczył mnie w łazience. – Co się dzieje?
W mig klęknął obok mnie.
– Nie dam rady pójść z tobą. Przepraszam, nie dam rady – powiedziałam słabo i niemal płaczliwie.
– Czemu nie zadzwoniłaś?
– Myślałam, że mi przejdzie. Wymiotuję od samego rana.
Podniosłam się i podeszłam do umywalki, by przepłukać usta.
Złapał mnie pod ramię i zaprowadził do łóżka, nakrył kocem i usiadł na skraju materaca.
– Nie wyglądasz dobrze. Jesteś prawie przeźroczysta.
Przez chwilę milczał, jednak jego twarz zdradzała, jak bardzo walczy ze sobą. Malowały się na niej troska, smutek i obawa. Wiedziałam, co zaraz powie, i nie mogłam na to pozwolić. Sam przecież mówił, że nie może go zabraknąć na balu. Musiał na niego pójść.
– Idź się szykować – nakazałam ledwo słyszalnym głosem.
– Wykluczone. Nie mogę zostawić cię samej w takim stanie.
– Możesz i musisz. Poza tym nie jestem sama. Franek jest za ścianą.
– No nie wiem.
– Jestem tak bardzo wykończona, że pewnie zaraz zasnę.
– Brałaś coś na te wymioty? – zapytał, gładząc moją dłoń.
– Wszystko się skończyło.
– Wyskoczę do apteki. – Zerwał się z łóżka.
– Nie! Adam, proszę cię… Spóźnisz się na przyjęcie – protestowałam łamiącym się głosem.
Ponownie usiadł obok i pogładził mnie po plecach. Poczułam spływające łzy. Dopadła mnie okropna bezsilność i choć musiałam być stanowcza, wygonić go za drzwi, bo wiedziałam, jak bardzo ten bal jest dla niego ważny, to pragnęłam, by się mną zaopiekował, by wskoczył w dres i położył się obok. Pragnęłam, aby schował mnie w swoich ramionach. Byłam tak bardzo osłabiona, że nie miałam nawet siły się obrócić. Jednak bez względu na wszystko nie mogłam prosić Adama, żeby przy mnie został. Żałowałam, że pokrzyżowałam mu plany. Bardzo chciałam być przy nim i wspierać go w sukcesie.
– Zaraz wrócę z lekami, zrobię ci herbatę i dopiero pojadę.
Nie protestowałam, bo wiedziałam, że i tak nie odpuści. Mocno mnie kochał i ta świadomość w tym momencie musiała mi wystarczyć.
– Kochanie? – Odwrócił się, gdy był już w progu sypialni. – Jeszcze jedno. Po weekendzie umówisz się do lekarza.
– Ale… – zaprotestowałam, choć sama nie wiedziałam, co chciałam tym osiągnąć.
Chyba próbowałam oszukać samą siebie, choć dobrze wiedziałam, że nie jest to już zwykłe jesienne osłabienie, nie z tymi objawami. Obawiałam się najgorszego.
– Żadnych „ale”. Męczysz się już dwa tygodnie. Martwię się o ciebie.
Wtedy
13 listopada 2016
Coś było nie tak.
Adam od rana dziwnie się zachowywał i zastanawiałam się, czy miało to jakiś związek z imprezą charytatywną. Wrócił wczoraj dość wcześnie, wyrywając mnie z lekkiego snu.
– Która godzina? – szepnęłam, gdy położył się obok.
– Cii. Jest po dwudziestej trzeciej. Śpij – odpowiedział ściszonym głosem i założył kosmyk moich włosów za ucho.
Potem pocałował mnie w czoło.
Oprócz krótkiej wymiany zdań podczas późnego śniadania był wyjątkowo milczący. To do niego niepodobne. Na ogół buzia mu się nie zamykała. Tryskał humorem i opowiadał o planach na dany dzień. Kiedy zapytałam, jak udał się wieczór, odpowiedział wymijająco.
– Wszystko poszło zgodnie z planem. Zebraliśmy sporo gotówki.
Przez cały dzień czaiłam się i czekałam na odpowiedni moment, aby móc drążyć temat. Ciągle tłumaczył, że jest po prostu zmęczony, lecz mu nie wierzyłam. Nie raz byliśmy bardziej zmęczeni po pracy czy skacowani po jakiejś imprezie, ale potrafiliśmy usiąść w salonie, poprzytulać się czy zwyczajnie porozmawiać o minionym dniu. Nie dawało mi również spokoju to, że nie rozstaje się ze swoim telefonem. Cały czas z kimś pisał.
Czułam się już lepiej. Najwidoczniej leki, które przywiózł mi wczoraj Adam, pomogły. Przespałam nawet całą noc. Rano postanowiłam ugotować rosół, bo – jak mówiła moja babcia – rosół był dobry na wszystko.
I faktycznie po nim poczułam się jeszcze lepiej. Osłabienie nie minęło, ale mogłam w końcu wstać z łóżka i w miarę funkcjonować.
Następnego dnia nie mogłam wytrzymać już milczenia męża i gdy Franek szykował się do szkoły, naskoczyłam na Adama. Podeszłam i założyłam ręce na biodra.
– Jeżeli zaraz mi nie powiesz, co się dzieje, to zacznę się poważnie martwić.
– Nic się nie dzieje! – fuknął.
Fuknął na mnie!
– Porozmawiaj ze mną wreszcie! – krzyknęłam, co prawie nigdy mi się nie zdarzało.
Adam aż zdębiał.
– Co się dzieje? – zapytał Franek, który nie wiadomo skąd wziął się na ostatnim stopniu schodów.
– Idź do samochodu, zaraz przyjdę.
Gdy zostaliśmy sami, wypowiedział wyłącznie jedno zdanie, które musiało mi wystarczyć. Tylko czemu nie powiedział mi o tym od razu? Nigdy nie mieliśmy przed sobą tajemnic.
Po wyjściu chłopaków zaczęłam zbierać się do pracy. Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam delikatny makijaż, żeby zakryć cienie pod oczami, a potem naszykowałam sobie lekki lunch. Miałam drugą zmianę, ale chciałam wcześniej pojechać do przychodni i spróbować dostać się do lekarza pierwszego kontaktu. Gdy wkładałam płaszcz, dostałam wiadomość.
Adam: Przepraszam! Po prostu się o Ciebie martwię! Nie chcę Cię stracić! Myślisz, że tak łatwo patrzeć mi, jak nikniesz w oczach. Jesteś taka blada, schudłaś… zauważyłaś? Nie chciałem dokładać Ci nowych zmartwień.
Stojąc w przedpokoju, zerknęłam w lustro i spojrzałam na siebie oczami męża. Musiałam przyznać mu rację. Schudłam i wyglądałam blado jak nigdy, nawet podkład na niewiele się zdał. Czy te wymioty spowodowane były zatruciem pokarmowym? Nawet jeżeli tak, to już dawno powinnam była poczuć się lepiej. Przerażały mnie te objawy, ponieważ podobnie czuł się ojciec, gdy zachorował.
Po chwili przyszedł jeszcze jeden SMS.
Adam: Za godzinę masz wizytę u doktora Bilskiego.
Teraz
9 czerwca 2017
Obudził mnie rozsadzający ból głowy. Oczywiście pierwsze, o czym pomyślałam, to ogromny kubek kawy, lecz gdy tylko podniosłam się do pozycji siedzącej, zrezygnowałam z tego pomysł. Zemdliło mnie. Musiałam wymyślić inny sposób na doprowadzenie się do porządku, by jakoś ogarnąć ten dzień.
Gdy sięgałam do szuflady szafki nocnej po tabletki przeciwbólowe, zobaczyłam godzinę na stojącym tam zegarku i przeraziło mnie to, jak późno już jest. Nie wiedziałam, jak to się stało, ale ominęło mnie szykowanie śniadania dla chłopaków. Postanowiłam zostać w łóżku do momentu ustania zawrotów głowy. Wiedziałam, że zażywanie pigułek na pusty żołądek to zły pomysł, ale ból był tak dotkliwy, że nie dałabym rady doczłapać na dół do kuchni, żeby coś zjeść.
Kiedy masowałam skronie, nagle zaczęły napływać do mnie wspomnienia z poprzedniego wieczoru. W pewnym momencie przyłożyłam dłoń do ust.
Nie, to nie mogło się znowu stać! – huczało mi w głowie.
***
– Znowu się spotykamy – powiedział mężczyzna o ciemnobrązowych oczach.
Miał mocny męski głos, na którego dźwięk poczułam dreszcze na całym ciele. Aby oderwać wzrok, obróciłam się na krześle tak, aby móc obserwować wygibasy przyjaciół i innych bawiących się w rytm latino. Za Chiny ludowe nie kojarzyłam mężczyzny siedzącego na krześle obok, a wyglądał przecież jak ktoś, kogo trudno zapomnieć.
– Nie wydaje mi się – zdołałam wydukać.
– Widziałem cię tutaj kilka razy – powiedział po krótkiej chwili.
Czułam, że łatwo nie odpuści, więc odwróciłam się z powrotem w jego stronę. Przyjrzałam mu się uważniej. Noż kurwa! Wypisz wymaluj Adam Levine. Był cholernie do niego podobny. Trzydniowy zarost, włosy zaczesane do góry, no i tatuaże na rękach wystające z czarnej koszuli podwiniętej do łokci.
Nie przepadałam za Maroon 5, chociaż swego czasu była jedna piosenka, która zajebiście mi się podobała. Oprócz tego This Summer’s Gonna Hurt Like a Motherf****r miała świetny teledysk. Gdy pierwszy raz go zobaczyłam, inaczej spojrzałam na wokalistę zespołu. Wydał mi się superprzystojny i męski. Kupił mnie zwłaszcza swoimi tatuażami. Adam nie chciał sobie zrobić nawet jednej malutkiej dziary.
A tutaj proszę, mój prywatny Adam Levine siedział obok mnie i posyłał mi czarujący uśmiech. Mogłam się tylko domyślać, jak wyglądała moja mina na jego widok. Pewnie szczękę miałam opuszczoną aż do podłogi, a z ust sączyła się ślina jak u psa na widok kości. W końcu musiałam coś powiedzieć, bo uniesiona brew mężczyzny sugerowała, że chciałby wiedzieć, czy go rozpoznałam.
– Tak? Ja ciebie nie kojarzę.
– Chyba nie jestem tu tak często jak ty, ale za każdym razem mam to szczęście, że cię spotkam.
***
Po kilkunastu minutach ból głowy wreszcie zelżał, więc zwlekłam się z łóżka i poszłam nastawić ekspres. Wiedziałam, że uratuje mnie jedynie mocna kawa.
Na blacie obok ekspresu zauważyłam kartkę od męża.
Nieźle wczoraj poszalałaś. Ledwo stałaś na nogach :)) Doprowadź się do porządku. O 12 mam ważne spotkanie, ale potem jestem cały TWÓJ!!!
Ooo matko! Chyba wziął sobie do serca poprawę zachowania, jednak tym razem to ja będę musiała pokrzyżować mu plany. Kac męczył mnie tak bardzo, że na nic nie miałam ochoty. Poza tym tylko czekałam na moment, gdy zadzwoni, by powiedzieć, że coś mu jednak wypadło. Na pewno zadzwoni, to więcej niż pewne.
Z kubkiem kawy i kanapką – na wypadek gdybym jednak zgłodniała – wróciłam do sypialni. Rozsiadłam się w fotelu i chwyciłam za Szeptacza. Niedługo minie rok od premiery książki, a ja dalej jej nie przeczytałam. Nie była zła, ale spodziewałam się czegoś innego. Zwykle byłam na bieżąco z nowościami książkowymi. Pragnęłam zatracić się w lekturze, jednak coś nie dawało mi spokoju. A raczej ktoś.
Krystian.
***
Po tym, jak się przedstawił, postawił mi kolejnego drinka. Dowiedziałam się, że pracuje w korporacji i często wyjeżdża. Wypiłam drugiego drinka, a potem chyba jeszcze jednego. Oczywiście wszystkie stawiał Krystian. Alkohol, który płynął w moich żyłach, sprawił, że stałam się bezwstydna i odważna. Pozwoliłam sobie na niewinny flirt. Byłam wpatrzona w niego jak w obrazek. No bo jak nie zawiesić wzroku na takim przystojniaku! Ilekroć unosił brew, rozpływałam się. Mój ideał. Byłam o tym przekonana, choć na trzeźwo w życiu bym tak nie powiedziała, mój typ wyglądał zupełnie inaczej. Wyglądał jak Adam. On był moim ideałem. Wysokim niebieskookim ideałem. Mimo że nie miał żadnego tatuażu, które od zawsze były dla mnie cechą męskości. I moją słabością. Chyba trochę ciągnęło mnie do łobuziaków.
Rozmowa z nowo poznanym mężczyzną toczyła się wyjątkowo przyjemnie. Nie krył zainteresowania, a ja nie miałam nic przeciwko temu. Wręcz przeciwnie, odważnie odpowiadałam na jego zaczepki.
Gdy wracałam z ubikacji, która znajdowała się na końcu niezbyt oświetlonego korytarza, Krystian zagrodził mi nagle drogę. Najpierw niepewnie zbliżył się o krok, a gdy nie protestowałam, przyparł mnie do ściany i oparł swoje ręce na wysokości mojej głowy. Poczułam się jak w potrzasku, ale o dziwo nie czułam się zagrożona. Policzki owiewał mi jego ciepły oddech z lekką wonią alkoholu. Kręciło mi się w głowie i z trudem powstrzymywałam się, żeby nie wesprzeć się na Krystianie. Przesadziłam z drinkami do tego stopnia, że byłam inną osobą. Osobą, której nie poznawałam. Byłam osobą, która czekała na jego następny ruch i czuła z tego powodu podekscytowanie.
– I co teraz zrobisz?
– A co byś chciał? – Słowa wypłynęły z moich ust bezwiednie i nie wierzyłam w to, co powiedziałam.
Co ja wyprawiam? – pomyślałam.
Oderwał rękę od ściany i odgarnął włosy z mojej szyi, a potem położył dłoń na mojej talii i się pochylił. Zaczął delikatnie całować miejsce, które właśnie odsłonił, aż wszystkie włoski na moim ciele stanęły dęba. Jego ręka zaczęła wędrować w kierunku mojej piersi, a ja znowu stałam jak sparaliżowana.
Nie protestowałam, bo nie byłam pewna, czy chcę zatrzymać ten rozpędzony pociąg.
– Chodź, coś ci pokażę – szepnął ledwo słyszalnie.
Złapał mnie za rękę i pociągnął w głąb korytarza, lecz w przeciwną stronę niż ubikacja. Wszystko działo się tak szybko, że nie miałam czasu zareagować. Wepchnął mnie do jakiegoś pomieszczenia, a potem stanął do mnie przodem.
Blisko.
Zbyt blisko.
– Co to za miejsce? – zapytałam, czując mieszankę sprzecznych emocji.
Mrok panujący w pomieszczeniu potęgował strach, który mieszał się z podekscytowaniem.
– Zaplecze – odpowiedział, pchając mnie jednocześnie do tyłu.
Zrobił to bez uprzedzenia. Zamarłam na chwilę, lecz rozluźniłam się, gdy poczułam, że upadłam na… materac.
– Skąd wziął się tutaj materac?
– Znajomy czasem tu odsypia po pracy i dopiero rano wraca do domu. Praca barmana bywa męcząca.
– Ach, tak.
Nagle Krystian znalazł się nade mną. Jego dłoń znowu wędrowała po moim ciele w kierunku piersi. Opuścił ramiączko mojej sukienki i natychmiast zaczął pieścić moją pierś. Ssał i przygryzał sutek przez cieniutki materiał biustonosza. Momentalnie zaczęłam drżeć. Od wina i whisky miałam nieźle w czubie. Jego dotyk był taki przyjemny. Mnie było przyjemnie. Zatraciłam się w tej chwili i pragnęłam, by trwała jak najdłużej. Pragnęłam więcej.
Szarpnęłam sprzączkę od jego spodni. Na ten gest sam zsunął do kolan jeansy wraz z bokserkami. Złapałam go w dłoń, poczułam, jak bardzo jest podniecony. Zaczęłam go masować, a z jego ust wydobył się pomruk zadowolenia.
Zsunął drugie ramiączko sukienki wraz z biustonoszem i spojrzał na moje niewielkie piersi. Nim wziął sterczący sutek do ust, ponownie zamruczał. To, co wyczyniał językiem, przekraczało moje najśmielsze oczekiwania.
Adam… – chciałam szepnąć, czując rosnącą rozkosz, ale w porę się powstrzymałam.
Zdałam sobie sprawę, że te gorące usta nie należą do mojego męża.
Wzdrygnęłam się.
Przez moją głowę przeleciało mnóstwo myśli. Co ja wyprawiałam? Przecież jedyny facet, z którym byłam, to mój mąż. I dalej go kochałam. Mimo iż mnie zdradzał, dalej go kochałam. Przysięgałam mu wierność. Jeżeli miałabym pójść na całość z jakimś innym facetem, to dopiero po rozwodzie. Nie z Krystianem, który był przypadkowym mężczyzną, nawet jeśli wyglądał jak pieprzony Adam Levine! Nie tu, nie teraz. Nie chciałam tego!
Kurwa!
Niewiele myśląc, wyswobodziłam się z objęć mężczyzny i uciekłam, nie dając mu szansy na reakcję. Znalazłam swoją torebkę i ramoneskę. Nie żegnając się z Liz, czym prędzej opuściłam klub. Na szczęście pod lokalem akurat zaparkowała taksówka, z której wysiadła jakaś młoda para, więc szybko wślizgnęłam się do środka i odjechałam, czując narastające mdłości na myśl o tym, jak blisko byłam przekroczenia granicy. Żałowałam bardzo. Byłam zbyt pijana i to moje jedyne wytłumaczenie tego, jak łatwo mogłam stracić nas sobą kontrolę.
***
To by było na tyle. Nie wiedziałam, co się ze mną ostatnio działo, ale to się musiało skończyć. Nie byłam ani taka jak Eliza, ani taka jak Adam. Zawsze uważałam wierność za moją najlepszą cechę charakteru. Wierność nie tylko partnerowi, lecz także przekonaniom. Adam był moim pierwszym mężczyzną i miał być ostatnim. Mieliśmy się razem zestarzeć. Cóż, nie wyszło, a ja coraz częściej myślałam, czy nie lepiej byłoby się skonfrontować z mężem, skończyć to i zacząć żyć na nowo. Jednak zaraz potem przypominałam sobie o Franku i decydowałam się cierpieć dla niego. Nie chciałam, aby żył w rozbitej rodzinie. Ale bałam się, że nie da się tego uniknąć. Nie wiedziałam, ile jeszcze będę w stanie dzielić się moim mężem z inną kobietą.
Po wypiciu czarnej mocnej kawy zemdliło mnie i musiałam się znowu położyć. Kac dawał o sobie mocno znać i obawiałam się, że utrudni mi to zaśnięcie. Myliłam się.
Obudził mnie dźwięk telefonu.
Adam: Jestem już po spotkaniu. Zaraz będę się zbierać do domu. Gotowa?
Najpierw dotarło do mnie, że jest już tak późno, a dopiero potem, że Adam naprawdę chce wywiązać się z obietnicy. Tylko że tym razem ja nie chciałam się spotkać, nie byłam w stanie. Na myśl o wyjściu z domu znowu robiło mi się słabo.
Zamknęłam oczy, wzięłam głęboki oddech i postanowiłam zadzwonić.
– No co tam kochanie? – zapytał, będąc w radosnym nastroju.
– To ja się pytam.
– To znaczy?
– Jak to się stało, że o tej porze kończysz pracę?
– Podpisałem ważną umowę. Możemy to uczcić. Reszta spraw może poczekać do poniedziałku.
– Do poniedziałku?
