Byłaś tylko planem - Katarzyna Lewandowicz - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Byłaś tylko planem ebook i audiobook

Katarzyna Lewandowicz

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

27 osób interesuje się tą książką

Opis

OD POCZĄTKU MIAŁ PLAN.

CHCIAŁ STAĆ SIĘ DLA NIEJ CAŁYM ŚWIATEM.

CHCIAŁ, BY POTRZEBOWAŁA TYLKO JEGO.

Okazało się jednak, że nawet najbardziej perfekcyjny plan potrafi wymknąć się spod kontroli, gdy w grę wchodzą uczucia.

 

Hazel miała idealne życie. Bogatą rodzinę, wiernych przyjaciół, popularnego chłopaka i przyszłość, o której marzyła. Czekały ją ostatnie beztroskie wakacje przed studiami na wymarzonej uczelni.

Ale zanim lato rozgościło się na dobre, jej życie zaczęło się powoli rozpadać. Traciła wszystko, co było dla niej ważne. Kiedy myślała już, że więcej nieszczęść nie zniesie, pojawił się on…

Landon – charyzmatyczny biznesmen budzący respekt, mężczyzna o hipnotyzującym, mrocznym spojrzeniu. Pewny siebie, zdeterminowany, a jednocześnie tajemniczy i nieprzystępny.

Przy nim po raz pierwszy od dawna mogła oddychać.

Hazel nie wie jednak, że ich spotkanie nie było przypadkiem. Nie wie, że Landon jest zdolny do rzeczy, których nigdy by się po nim nie spodziewała.

Kiedy prawda wychodzi na jaw, jest już za późno, by uciec bez ran.

 

 

To wciągająca powieść pełna sekretów, mrocznego klimatu i gwałtownych emocji. Skupia się na losach młodej dziewczyny, której dotychczasowy świat nagle się rozpada, zmuszając ją do zmierzenia się z całkowicie nową i niebezpieczną rzeczywistością. Na jej drodze staje tajemniczy mężczyzna o skomplikowanej przeszłości, a relacja, która ich łączy, jest pełna napięcia i nieprzewidywalnych zwrotów akcji.

Izabella, @belkowwa.czyta

 

Byłaś tylko planem to książka, która skłania do wielu refleksji. Tajemnice, nieoczekiwane plot twisty i gęsta atmosfera, którą można kroić nożem, sprawiają, że od tej historii trudno się oderwać. To idealna propozycja dla fanów mrocznych opowieści pełnych napięcia, sekretów i emocji.

Larysa, @garden.of.books_

 

Byłaś tylko planem to niesamowicie wciągająca i uzależniająca historia, która od pierwszych stron nie pozwala się od siebie oderwać. To jedna z tych książek, które do końca trzymają czytelnika w napięciu i pozwalają stopniowo odkrywać kolejne tajemnice. Jeśli lubicie odważne, nieoczywiste historie skrywające mnóstwo sekretów, to ta książka będzie dla Was idealnym wyborem!

Marta, @rinnbooks_

 

Bezczelnie wciągająca, gęsta od napięcia opowieść, w której granica między przypadkiem a precyzyjną manipulacją przestaje istnieć. Przekrocz próg mrocznego Nowego Jorku i wejdź do świata Klubu Scarlett – miejsca, w którym zasady dyktują władza, pożądanie i tajemnice. Landon gra na własnych zasadach, a Hazel staje się osią jego gry. Tylko co się stanie, gdy w grę wejdą prawdziwe uczucia? Ta historia uwikła Cię od pierwszej strony i nie puści aż do ostatniej!

Agnieszka, @ksiazkowy.labirynt

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 509

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 12 godz. 56 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Jakub SasakKamila Szafir

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Antiochia1

Nie oderwiesz się od lektury

świetna
00



Od samego początku…Byłaś tylko planem

Manipulacja definiowana jest jako działanie mające na celu wpłynięcie na innych lub sprawowanie kontroli nad innymi, zazwyczaj w sposób, który sprzyja osobistym celom manipulatora. Metody stosowane w manipulacji często zakłócają lub ukierunkowują percepcję osoby manipulowanej, szczególnie poprzez użycie uwodzenia, sugestii, perswazji oraz doprowadzenia do nieświadomego lub świadomego poddawania się wpływowi.

Wish I never met youStarted to regret youMy heart just droppedThinkin’ about youThe world just stopsWhen I’m without youCannons, Fire for You

Później…

– Skarbie, pamiętasz, jak nazywał się ten bar, w którym się poznaliśmy? – pytam, mimo iż znam odpowiedź.

Opierasz się o mnie tyłem, twoja śliczna buźka znajduje się na wysokości mojej piersi, więc zerkam na ciebie z góry, badając twoją twarz, choć znam każdy jej szczegół. Wyraźnie widzę odmalowującą się zmianę.

– Hm, chyba Cherry Vice.

Usta rozciągają ci się w słodkim uśmiechu, ale nagle kąciki zamierają. Marszczysz nosek, a przez całą twoją twarz przebiega bolesny grymas. Już chcę cię przyciągnąć do siebie bliżej i złożyć pocałunek na odsłoniętym skrawku skóry, gdy jednak uśmiechasz się promiennie. Ulga spada na moje serce, bo wspomnienie dnia, w którym mnie poznałaś, zwyciężyło nad wspomnieniem tego, że zawalił ci się świat.

– Wiesz co? Mogliby lepiej nazywać miejsce serwujące najlepsze truskawkowe margarity pod słońcem.

Patrzę na ciebie i mam ochotę zatopić język w dołeczkach na twoich policzkach. Nagle oczy ci mętnieją i mimowolnie pogrążasz się we wspomnieniach. Widmo przeszłości nie daje o sobie zapomnieć, choć od lata minęło wiele miesięcy.

Pamiętamy tamten dzień zupełnie inaczej. Dla mnie jest on jednym z moich ulubionych, choć częściej wracam do innego pamięcią. Dla ciebie ten dzień jest jednym z najgorszych w twoim dwudziestoletnim życiu. Do czasu, aż wpadliśmy na siebie przy barze w Cherry Vice. Wiem, że teraz jedynie to chciałabyś pamiętać z tamtego wieczoru. No i oczywiście niezapomniany smak słodkiego drinka.

Nie rozmawiamy już o tym, co cię spotkało, zanim mnie poznałaś. Zostawiliśmy to za sobą pewnego dnia, niedługo po tym, jak odkryłem twój pamiętnik. Chciałem go spalić, żeby wymazać wszystko, co w nim zapisałaś. Ale czy to by coś zmieniło? Niestety nie. Nie da się wymazać przeszłości.

Nigdy nie dowiesz się, że to ja byłem sprawcą tych wszystkich nieszczęść. Za kilka tygodni Nowy Jork i całe życie, które do tej pory wiodłaś, zostanie tylko marnym wspomnieniem. Zaczniemy na nowo. Razem. Tak jak sobie to zaplanowałem.

Uśmiecham się chytrze w duchu, słuchając, jak przywołujesz szczegóły tamtego sierpniowego wieczoru. Jesteś święcie przekonana, że nie spotkaliśmy się nigdy wcześniej. Tylko ja znam prawdę w tej kwestii.

Nic nie wydarzyło się przez przypadek.

No może z wyjątkiem chwili, w której zobaczyłem cię pierwszy raz.

Wtedy właśnie podjąłem decyzję, że cię zdobędę. Niedługo potem zdecydowałem, że z nikim nie będę się tobą dzielić.

Będziesz tylko moja.

Pamiętam, jak całą noc nie mogłem zmrużyć oka z twojego powodu, dlatego już kolejnego dnia zacząłem wprowadzać w życie swój misterny plan.

Jak widać, powiódł się, bo oto siedzisz na moich kolanach i próbujesz zaciągnąć mnie znowu do Cherry Vice, żeby jeszcze raz skosztować truskawkowej margarity. Zgadzam się oczywiście, bo jak mógłbym ci odmówić, kiedy kusisz mnie tym, że zupełnie inaczej niż wtedy potoczy się nasz wieczór.

Wcześniej…

Hazel

Po wejściu do lokalu, w którym umówiła się ze mną Ruby, zajmuję najbardziej oddalone miejsce przy barze, skąd mam idealny widok na wszystkich gości, a także na wejście. Przyjaciółka kazała mi tłuc się metrem pół godziny tylko dlatego, że wyczaiła bar, w którym podają podobno najlepsze margarity w całym Nowym Jorku. Przystałam na jej propozycję, bo została mi tylko ona, jedna z trzech przyjaciółek, ale też dlatego, że dzisiaj nie mogłam siedzieć w domu zdana tylko na siebie.

Potrzebuję towarzystwa sprzyjającej mi osoby, no i potrzebuję się wygadać. Muszę, bo inaczej wybuchnę. Ostatnie dwa miesiące były jedną wielką niekończącą się porażką. Gorzej – były i są katastrofą. A dzisiaj został wbity ostatni gwóźdź do mojej trumny. Z trudem panuję nad łzami. Czemu mnie spotyka taka niesprawiedliwość? Czy komuś zawiniłam? Jestem aż tak złym człowiekiem, że spotyka mnie taka okrutna kara?

Kolejnym powodem, dla którego zgodziłam się na spotkanie w Cherry Vice, jest to, że Ruby nie ma dla mnie ostatnio zbyt wiele czasu, więc wolałam pójść jej na rękę, bojąc się, że w przeciwnym razie znowu wymiga się od spotkania. Nie mam jej na wyłączność, jestem jedną z trzech przyjaciółek. Najbliższa jest jej Willow, z którą trzyma się od dziecka, a teraz jeszcze jedna osoba pojawiła się w jej życiu. Na pewno będzie nawijać o bzykaniu z tym swoim nowym facetem, o którym rzekomo nie może rozmawiać. Za każdym razem twierdzi, że to jakaś gruba ryba, ale śmiem w to wątpić. Podejrzewam, że koleś wcale nie obraca się w wyższych sferach i wszystko, co mówi Ruby, to pic na wodę, dlatego przyjaciółka wymyśliła swoją historyjkę.

– Zobaczycie, znajdę sobie bogatego naiwniaka i jeszcze przed ukończeniem studiów będę jego żoną mieszkającą w willi z ogromnym basenem i ze służbą.

Zawsze mierzyła wysoko, a teraz ze wstydu robi z tego wielką tajemnicę. Koleś pewnie jest nikim, ale dobrze się pieprzy, a raczej pieprzy Ruby, bo ona jest z tych, co chętnie oddają kontrolę.

Może paplać o tym facecie ile wlezie, byle tylko nie wspominała nic o Camilli i Willow. To, że dla mnie przestały istnieć, nie oznacza, że i ona nie będzie chciała utrzymywać z nimi kontaktu. Nie zdzierżę nawet jednego słowa o tych wywłokach, nawet będąc pod wpływem alkoholu, którego dzisiejszego wieczoru mam zamiar wlać w siebie całkiem sporo. Jestem gotowa wydać ostatnie oszczędności lub się zadłużyć. Nic już nie ma dla mnie znaczenia. Jeżeli dzisiaj nastąpił koniec życia, które miałam wieść tak, jak sobie wymarzyłam, to chcę je pożegnać z przytupem.

Zerkam na telefon. Zdążyłam, ale nigdzie nie widzę Ruby.

– Co podać? – pyta barman, zarzucając sobie wymiętą ścierkę na ramię.

– Czekam jeszcze na kogoś.

– Spoko. W każdej chwili możesz mnie zawołać – dodaje, odchodząc w stronę drugiego końca baru.

Zamawiam drinka, gdy mija piętnaście minut, a moja przyjaciółka dalej się nie pojawia. Jeszcze się nie denerwuję. Przyjdzie, na pewno przyjdzie. Obiecała. Tylko się odrobinę spóźnia. Kiedy jednak mija kolejny kwadrans, a ja gorączkowo zerkam to na telefon, to na drzwi wejściowe, prawa noga zaczyna mi lekko podrygiwać. Biorę do ręki telefon, który dosłownie sekundę temu odłożyłam na blat, i wystukuję kolejną już tego wieczoru wiadomość do przyjaciółki.

Ja: Gdzie jesteś? Będziesz? Za chwilę wyjdą truskawki i będziesz piła zwykłą margaritę.

Ty cholerna pipo! – dodaję w myślach.

Upijam łyk drinka i rozkoszuję się słodkim smakiem truskawki.

Wzdycham. Czemu Ruby mi nie odpisuje? Mam nadzieję, że jest to spowodowane tym, że pędzi na spotkanie ze mną.

Unoszę głowę w chwili, gdy drzwi od baru się otwierają, ale nie staje w nich moja przyjaciółka, tylko mężczyzna lekko po trzydziestce. Ma poluzowany krawat, włosy w nieładzie i są to w zasadzie dwie i jedyne skazy na jego nienagannym wyglądzie. Gołym okiem widać, że ma za sobą trudny dzień, więc w drodze do domu postanowił wpaść na drinka. Lub dwa, i to mocne.

Garniak zatrzymuje się przy barze, nachyla się nad blatem i przekazuje coś barmanowi, który w odpowiedzi przytakuje, uśmiechając się szeroko i odbierając coś od klienta. Chyba się znają. Potem mężczyzna kieruje się na koniec baru i siada na stołku nieopodal mojego. Z tej odległości mogę dostrzec kolejny szczegół i niedoskonałość. Garnitur kroposzczura jest pognieciony tak, jakby mężczyzna spędził w nim długie godziny na niewygodnym fotelu. Mogę także przyjrzeć się rysom jego przystojnej buźki, obecnie nie mam ciekawszego zajęcia, zwłaszcza że przyjrzałam się już pozostałym klientom i szybko straciłam nimi zainteresowanie.

Ale on? OMG! Od razu wiem, że mam przed sobą konkretny typ faceta.

Zerkam na prawą dłoń, wypatrując obrączki, ale jej nie dostrzegam. Kawaler? Nie, niemożliwe, na pewno nie. Nie z urokiem, który wokół siebie roztacza, a który jest połączeniem mroku, tajemnicy i pewności siebie. Mężczyzna, który wygląda tak jak on, jest traktowany w szczególny sposób. Kobiety ustawiają się do niego w kolejce, ale tylko te zdeterminowane i zuchwałe mają odwagę otworzyć buzię w jego towarzystwie. Reszta próbuje rozgryźć złożoność jego charakteru. Ale może się mylę. Może te brwi, mocno zarysowana szczęka z trzydniowym zarostem i oczy, które mają barwę mrocznej morskiej głębi, są mylące. Może mam przed sobą zwykłego mruka lub całkiem sympatycznego gościa, który tylko próbuje uchodzić za twardego i zamkniętego w sobie?

– Przepraszam, czy my się znamy? – odzywa się nagle, przyłapując mnie na bezczelnym gapieniu. Głos ma głęboki i nieco arogancki, co od razu wzbudza moją czujność.

Czyli jednak się nie pomyliłam. Mężczyzna należy do tych władczych, i to jeszcze jak. Cholera!

– Yyy, nie, nie sądzę.

– Przyglądałaś się w taki sposób, jakbyś mnie rozpoznała – łagodnieje, a wtedy powraca zmęczenie na jego przystojnej młodej twarzy.

– Przepraszam – wtrącam speszona.

Mruży lekko oczy, ale i tak dostrzegam w nich jakiś błysk.

– Nie szkodzi. W zasadzie mi ulżyło, bo powinienem zapamiętać osobę o tak niepospolitej i ładnej urodzie, jak twoja – odpowiada, a potem odwzajemnia się tym samym.

Mierzy mnie ciekawsko, począwszy od stóp, na których mam zwykłe tenisówki, przez sukienkę, skończywszy na oczach.

Gdy tak nie odrywa ode mnie wzroku, jego tęczówki pochłania coraz większy mrok. Nagle po karku przebiega mi dreszcz, podyktowany mieszanką podekscytowania i strachu. Podekscytowania, bo nie przytrafiło mi się nigdy nic podobnego; strachu, bo mężczyzna otacza się aurą bezwzględności, na którą chyba nie jestem gotowa.

Pierwsza uciekam wzrokiem. Zerkam nerwowo na ekran, spodziewając się wieści od Ruby. Ale te wciąż nie nadchodzą, więc przyjaciółka musi być w drodze. Na pewno zaraz wparuje do środka, sapiąc, a jeśli nie, to ukatrupię ją gołymi rękami. Jak może mi to robić? Przecież wyraziłam się jasno. Czerwony alarm. Wie, co oznacza komunikat, który ustaliłyśmy w naszej dziewczyńskiej paczce dawno temu, i wielokrotnie z niego korzystałyśmy w kryzysowych sytuacjach. Ma więc świadomość, że nie chodzi o złamany paznokieć czy o dylemat przy wyborze stylówki. Na te błahe problemy obowiązywał inny kod. Czemu więc, do jasnej cholery, jej tu przy mnie nie ma?! W chwili gdy wali się mój świat?

Warga zaczyna mi drżeć. Jeszcze moment i tama puści, a wtedy nie będę jej mogła zatrzymać.

– Czy ta czerwona breja, którą masz przed sobą, nadaje się do spożycia? – Słyszę pytanie nieznajomego, co wyrywa mnie z zamyślenia.

Zerkam na niego, trzy sekundy zajmuje mi ponowne ściągnięcie myśli do baru i zrozumienie sensu słów. Drink może wygląda jak breja, ale Ruby się nie myliła, to najlepsza margarita, jaką kiedykolwiek piłam.

– Przekonaj się sam – rzucam wyzwanie garniakowi, po czym upijam solidny łyk.

Mężczyzna przywołuje barmana i zamawia dla nas po kolejce. Nie sądziłam, że taki mężczyzna jak on gustuje w kobiecych drinkach. Nosi dobrze skrojony garnitur, drogi zegarek, a jego fryzura wyszła spod nożyczek najdroższego stylisty na Manhattanie. Ciekawe, jakie stanowisko zajmuje w swojej firmie. Nie wygląda na zwykłego księgowego czy asystenta, ale nie sądzę też, by był prezesem. Jego młody wiek to wyklucza. Teraz jestem niemal pewna, że jest młodszy, niż pomyślałam w pierwszej chwili.

Kiedy młody chłopak za barem stawia przed nami drinki, odzywa się mój smartfon. Właśnie miałam zadzwonić do przyjaciółki i ochrzanić ją za spóźnienie.

Teraz nie będzie to już konieczne.

Ruby: Sorka, bejb. Muszę odwołać spotkanie, wypadło mi coś mega pilnego.

– Kurwa!

– Złe wieści? – pyta elegancik.

Wzdycham, kręcąc głową zawiedziona. Łapię za nowego drinka i piję łapczywie. Krztuszę się za sprawą wyraźnego alkoholowego posmaku. Albo mi się tylko wydaje, albo drink jest mocniejszy od poprzedniego. Zerkam na barmana, a ten puszcza do mnie oczko. Natychmiast odwracam wzrok, dając mu tym znać, że nie jest w moim typie. Dużo bardziej podoba mi się mężczyzna po mojej prawej stronie. Intryguje mnie, choć to przecież nie moja liga. W przeciwieństwie do Ruby nigdy nie podobali mi się starsi faceci, choć różnica wieku, która nie przekracza dziesięciu lat, jest jeszcze dopuszczalna.

Mężczyzna właśnie przesiada się na stołek sąsiadujący bezpośrednio z moim, więc będę miała okazję czegoś się o nim dowiedzieć. Tylko czy mi się uda? Brunet nie wygląda na takiego, który lubi o sobie mówić. Kiedy znajduje się parę centymetrów ode mnie, dolatuje mnie intensywny cedrowy zapach, który sprawia, że mogłabym zaprzedać swoją duszę diabłu.

Z przyjemnością uświadamiam sobie, że jednak nie spędzę tego wieczoru w samotności. Równocześnie dopada mnie inna myśl. Przypominam sobie, co doprowadziło do tego, że siedzę teraz w barze w towarzystwie seksownego nieznajomego i dojrzałego mężczyzny. Ta myśl niestety do miłych nie należy.

Przymykam oczy, bo czuję, że zaczyna brakować mi tchu.

CZĘŚĆ PIERWSZA

I tried to screamBut my head was underwaterBillie Eilish, everything i wanted

1. Koniec szkoły

Jeszcze wcześniej…

Hazel

Pierwszy dzień wolności postanawiamy zacząć od mrożonej pistacjowej latte i wypadu do Central Parku, żeby złapać trochę promieni słońca, wylegując się na Sheep Meadow. Przez najbliższy tydzień będziemy musiały sobie jakoś radzić w tej miejskiej betonowej dżungli. A potem? Potem mnie, Ruby, Camillę i Willow czekają dwa miesiące błogiego obijania się w domku przy plaży. Co prawda w drugiej połowie lata mają do nas dołączyć moi rodzice, ale razem z dziewczynami już obmyślamy plan awaryjny.

Na razie wypady na koncerty boysbandu The Shivers, który w lipcu rozpocznie trasę po Stanach, to tylko luźna propozycja, ale chłopcy są naszymi idolami od początku naszej przyjaźni i już samym pomysłem jesteśmy podekscytowane. Teraz musimy tylko zarobić trochę kasy, żeby łatwiej było nam przekonać rodziców, choć z moimi nie powinno być problemu. Zazwyczaj nie ingerują w to, co robię ze swoim życiem… O ile nie wpływa to na ich reputację. Tata jest poważnym biznesmenem, a matka zajmuje się jedynie odgrywaniem roli kochającej idealnej żony. Tak naprawdę jest próżna i egocentryczna.

Wczoraj oficjalnie zakończyłyśmy liceum. Ja i Cam z rocznym opóźnieniem, gdyż nasza wymiana szkolna nie przebiegła tak, jak powinna była, choć z naszej perspektywy miesiące w Anglii były najlepszym czasem w całym naszym życiu. Oprócz tego, że miałyśmy sporo nieobecności, wydarzyło się coś, co nie pozwoliło nam ukończyć klasy razem z rówieśnikami. Było, minęło. Najważniejsze, że o tamtych zdarzeniach nie dowiedziała się uczelnia, na którą się teraz wybieram.

Columbia była moim marzeniem praktycznie od zawsze. W przeciwieństwie do większości znajomych studia wzbudzają we mnie radość, bo to pierwszy krok do tego, kim chcę zostać. Praktyki i staże mają być ciekawym doświadczeniem. Nie przeszkadza mi fakt, że zostanę na miejscu. W zasadzie ma to swoje plusy. Nie muszę na przykład martwić się szukaniem lokum. Mieszkanie w akademiku na pewno też ma swoje pozytywne aspekty, ale nie myślę o nich. Zamierzam się wyszaleć w wakacje, a w czasie trwania nauki tylko sporadycznie wyskoczyć na imprezę. Podchodzę poważnie do kariery dziennikarskiej. Drugim powodem, dla którego cieszę się, że zostaję na miejscu, jest moje miasto, ukochany NY.

Trudno było przełknąć decyzję dyrekcji o powtarzaniu roku, ale gdybyśmy mogły cofnąć czas i zmienić tamte wydarzenia, to i tak zrobiłybyśmy wszystko tak samo. Warto było. No i dołączyłyśmy do klasy naszych o rok młodszych przyjaciółek, co osłodziło gorycz tego wyroku. Z Willow i Ruby trzymałyśmy się od dawna, Camilla i Willow są kuzynkami, mieszkającymi razem. Co prawda ich rodziny zajmują osobne piętra, jednak te dwie traktują obie przestrzenie jak swoje. Ich rodzice przyzwyczaili się już do ciągłej obecności obu dziewczyn. A nawet czterech na raz.

– Hej, Hazel! Connor został u ciebie na noc po wczorajszej imprezie? – pyta nagle Camilla, żądna pikantnych szczegółów.

Odprowadził mnie i miał wejść przez okno, ale w domu czekała na mnie niespodzianka, która pokrzyżowała nasze plany.

– Nie przekroczył nawet progu mojego domu – odpowiadam z naburmuszoną miną. – Starzy czekali z małym przyjęciem, aż wrócę. To dlatego tak uparcie do mnie wydzwaniali. Byli wściekli. Chyba chcieli wynagrodzić mi to, że nie zjawili się na rozdaniu dyplomów.

– Twojego ojca pracoholika można jeszcze jakoś wytłumaczyć, ale twoja mama zachowała się niewybaczalnie. Co takiego miała do roboty, że nie przyszła nawet na chwilę?

Przełykam gulę rozczarowania. Z przykrością obserwowałam radosne koleżanki w towarzystwie bliskich, tym bardziej że rodzice obiecali być obecni. Jak zawsze nie mogłam uświadczyć od nich za grosz wsparcia.

– Dzisiaj przemycę Connora do swojego pokoju na całą noc i będę mieć go całego dla siebie – chwalę się, zmieniając temat.

Strasznie tęsknię za swoim chłopakiem, chociaż chodziliśmy do tej samej szkoły. Ale tak to już jest, gdy chodzi się z kapitanem drużyny. Wieczne treningi uniemożliwiały nam spotkania, ale teraz mamy nadrobić stracony czas. Już wczoraj zamierzaliśmy zacząć.

Znaliśmy się od dawna, ale dopiero po moim powrocie z Anglii, dwa lata temu, Connor się mną zainteresował. A ja byłam w siódmym niebie, bo czemu by nie, skoro szalała za nim połowa szkoły, a on wybrał właśnie mnie. Od tamtej pory jesteśmy parą i nie wyobrażam sobie nikogo innego u mojego boku. Jestem zakochana po uszy!

– Korzystaj, bejbe – odzywa się Ruby – bo od jutra zaczynamy rundkę po nowojorskich klubach.

Zaplanowaliśmy to już wiele tygodni temu. Zamierzamy się bawić od świtu do nocy przez cały tydzień, aż do wylotu do Tybee Island, które leży około trzydziestu kilometrów od Savannah w Georgii. Całe nasze wakacje to jeden wielki plan, a w zasadzie lista rzeczy, które chciałybyśmy zrobić przed rozpoczęciem studiów.

Camilla i Ruby wyjeżdżają aż do Kalifornii, chcą robić karierę w show-biznesie, Willow wyjeżdża jedynie do Pensylwanii, ale mała odległość nie ma znaczenia przy kierunku, który wybrała. Pragnie zostać prawnikiem i ten zawód bardzo do niej pasuje. Od zawsze jest tą najrozsądniejszą i najrozważniejszą z nas. Dlatego też teraz mówi:

– Jesteśmy na to gotowe? Chyba będę miała dość po dwóch dniach.

– Nie zaczynaj – ucina Ruby. – Marudzisz jak kobieta przechodząca menopauzę.

– Skąd wiesz, że się wtedy marudzi?

– Wiem z doświadczenia. Matka właśnie wkroczyła w ten etap. Bez przerwy narzeka na uderzenia gorąca. Znacie ją, więc wiecie, że jest oazą spokoju. Ja właśnie jestem w trakcie poznawania jej drugiego oblicza. Wczoraj wydarła się na ojca, bo kupił nie te płatki śniadaniowe, co trzeba.

– Współczujemy – odpowiadamy chórem niezbyt przejęte.

Każda z nas użera się z matką, tylko Ruby ma ze swoją bliższą relację. Teraz poznaje na własnej skórze to, co my przechodzimy na co dzień.

Odbieramy zamówione kawy i wychodzimy z kawiarni, kierując się do parku po drugiej stronie jezdni. Pogoda jest cudowna, to będzie udany dzień, mimo że wszystkie jesteśmy wykończone po wczorajszej imprezie.

***

– Boże, Hazel, jak mi tego brakowało – mruczy Connor, zatapiając twarz w moim dekolcie.

Całuje, jednocześnie walcząc z obcisłą bluzką, którą włożyłam specjalnie po to, by utrudnić mu nieco zadanie.

– Mi te… Och, Connor – jęczę, kiedy gorące usta odnajdują uwolniony spod materiału sutek.

– Dobrze ci, kotku? – pyta, a ja czuję, jak jego usta rozciągają się w uśmiechu.

– Och, tak… Przecież wiesz…

Chwilę potem jego gorące, wilgotne i zachłanne usta na nowo znaczą najpierw zagłębienie mojej szyi, a następnie miejsce tuż pod uchem.

– Obróć się! – warczy nagle.

Wykonuję jego polecenie i opieram się przodem o biurko, do którego parę minut temu zostałam przyparta. Gdy tylko Connor wszedł przez okno do mojej sypialni, rzucił się na mnie jak wygłodniałe zwierzę. Mam to szczęście, że mój pokój znajduje się nad zadaszonym tarasem, z boku którego przymocowana jest drewniana drabinka z wijącymi się kwiatami.

Connor zazwyczaj gości u mnie, wszedłszy tradycyjnym wejściem, ale wtedy mama, która bez przerwy jest w domu, każe zostawić nam otwarte drzwi do pokoju. Jestem już dorosła, a wciąż nie mogę robić tego, co bym chciała, dlatego bardzo rzadko zapraszam do siebie chłopaka. Zazwyczaj gdy już ma wolne od treningów, spędzamy popołudnia i wieczory u niego. Jego starzy wracają późno, więc nie ograniczamy się jedynie do jego pokoju.

Uwielbiałam, gdy na przykład szykując sobie kanapki, mówił:

– Nie przypominam sobie, żebyśmy robili to w tym miejscu. – Poklepał blat wyspy.

W ten sposób szybkim numerkiem ochrzciliśmy każdy kąt jego domu. Najlepiej było na wirującej pralce i wtedy na blacie w kuchni, bo do zabawy dołączył syrop klonowy.

Teraz nie potrzebujemy dłuższej gry wstępnej, wręcz jest ona zbędna. Wiem, że później w łóżku będziemy się kochać długo, delikatnie i namiętnie. Pozwalam więc, żeby najpierw było szybko, brutalnie, byle tylko spuścić trochę napięcia. Connor podwija moją plisowaną spódniczkę, którą także włożyłam specjalnie dla niego. Uwielbia, gdy ubieram się tak wyzywająco, choć czasem marudził, gdy paradowałam tak po szkole. Wiem jednak, że lubi się mną chwalić, więc nic nie robię sobie z tego, że próbuje być zaborczy.

Słyszę dźwięk rozrywania folii i już po chwili czuję Connora w sobie. Wchodzi we mnie jednym gwałtownym pchnięciem, wciąga powietrze i nieruchomieje.

– Uwielbiam to. Uwielbiam ten moment.

– Dalej, Connor, zlituj się – proszę, kręcąc lekko pupą.

– Taka jesteś niecierpliwa, tak?

– Och, wal się! – warczę i sama zaczynam nadawać rytm moim biodrom.

Wtedy Connor łapie za nie i przejmuje kontrolę, prowadząc nas na skraj przepaści. Natarczywie chwyta za moje piersi i miętosi je niedbale, na co nie zwracam uwagi. Oblizuję dwa palce i kieruję je między uda. Bez tego nie dojdę. Czasem to Connor mnie tam dotyka, ale dziś za bardzo skupia się na sobie, zawsze tak robi, gdy mamy kilkudniową przerwę od seksu.

Tuż przed tym, jak oczy zachodzą mi mgłą, dostrzegam za oknem zakapturzoną postać, skrywającą się pod drzewem po drugiej stronie ulicy. Kiedy odzyskuję ostrość widzenia po orgazmie, ulica jest pusta. Chyba mi się coś przywidziało.

Connor doprowadza się do porządku, a potem siada na podłodze, opierając się o łóżko.

– Dokąd się jutro wybieracie? – pyta, nie odrywając ode mnie spojrzenia, kiedy poprawiam ubrania. Uśmiecha się jak dzieciak, który dostał cukierka.

Zna nasze plany odwiedzenia jak największej liczby klubów w Nowym Jorku. Kilka tygodni temu obiecałyśmy sobie babskie wakacje, ale tylko czekam, aż któraś z dziewczyn złamie zasadę i pozna jakiegoś kolesia, a wtedy towarzystwo Connora w naszej babskiej paczce wróci do łask. Z naszej czwórki tylko ja jestem w stałym związku. I to od dwóch pieprzonych lat.

– Chyba zaczniemy w tym nowym klubie. Jak on się nazywa? Avalone? W sumie nie mamy jeszcze konkretnych planów. Rano mamy dogadać się na czacie. A ty co będziesz robić? – pytam, ale nie uzyskuje odpowiedzi.

– Wpuszczą was?

– Pewka! Mamy świetne lewe dowody, sprawdzone. – Mrugam do niego.

– Pewnie kosztowały majątek.

Mój chłopak i reszta moich znajomych mają nieco niższy status społeczny niż ja. Nie mają ojca, który ma własną dobrze prosperującą firmę na samym Manhattanie, ale nigdy nie narzekają na brak kasy. No chyba że chodzi o jakieś zbyteczne wydatki czy kaprysy, jak na przykład lewe dowody z prawdziwego zdarzenia.

– W końcu jakiś pożytek z nadzianego zapracowanego starego – mówię, kręcąc się na krześle przy biurku, gdzie przy lusterku poprawiam włosy.

– Gdzie będziesz nocować? – pyta, przechylając głowę.

– Chyba u Ruby. Czemu pytasz? – Zerkam na niego w szklanym odbiciu.

– Może wpadnę i powtórzymy to, co przed chwilą?

Uśmiecha się łobuzersko. Chętnie powtórzę, ale dzisiaj w nocy.

Mrużę oczy, bo coś mi tutaj nie gra. Kiedy Connor podrywa się z podłogi, upewniam się, że mam rację. Wiem nawet, co teraz usłyszę.

„Muszę lecieć”.

– Muszę lecieć, kotek.

– Wykluczone! – krzyczę, także zrywając się na równe nogi.

– Wybacz, kotku – zaczyna, zbliżając się do mnie. – Nie mogę zostać na noc. Ojciec jest ostatnio na mnie cięty, muszę być w chacie przed dwudziestą drugą – tłumaczy się, jakby mówił do rozkapryszonego bachora, i chce mnie przytulić.

– No to mamy jeszcze chwilę – mruczę, przykładając dłoń do jego piersi.

– Muszę coś jeszcze załatwić. Wynagrodzę ci to jutro, okej?

Rezygnuje z ponownej próby zbliżenia się do mnie i kieruje się w stronę okna.

– Jaja sobie ze mnie robisz?! Przecież umawialiśmy się na całą noc!

– Wiem… I przepraszam – mówi, przekładając nogę przez framugę okna.

– Jeśli teraz wyjdziesz, możesz tylko pomarzyć o jutrze!

– Oj, kotku, daj spokój. Przecież wiem, że chcesz tego tak samo bardzo jak ja. Sama do mnie jutro napiszesz!

Connor zawsze bierze, co chce, i niewiele daje w zamian, ale teraz przegina. Najpierw przeprasza w mało przekonujący sposób, a teraz sugeruje, że nasz związek sprowadza się do jednego.

– Za kogo ty mnie masz!?

– Za swoją dziewczynę – mówi i chce dać buziaka na do widzenia, nachylając się przez okno, ale widząc moją zawziętą i wkurwioną minę, przystaje. – Kocham cię, kotku. Wiesz o tym, prawda?

– Nie udobruchasz mnie takim tekstem po tym, jak wpadasz tutaj na kwadrans, żeby tylko mnie bzyknąć. Co ty sobie w ogóle myślałeś? Kiedy ostatnio spędziliśmy ze sobą cały wieczór bez seksu?

– Nie rób sceny, Hazel. Kocham cię i jutro…

– Spadaj! Nie chcę cię już oglądać! – wybucham.

Wzrusza ramionami, a potem zawiesza się na dachu i z niego zeskakuje. Odchodzi, nie oglądając się za siebie. Nie do wiary!

– Dupek! – krzyczę za nim i mam gdzieś, że rodzice mogą mnie usłyszeć i dowiedzieć się o wizycie Connora w moim pokoju.

2. Zniknięcie Connora

Hazel

Ból rozsadza mi głowę, kiedy słyszę dzwonienie mojego telefonu. Dopiero nad ranem skończyłyśmy imprezować w tym nowym klubie, który okazał się takim hitem, że postanowiłyśmy go nie zmieniać. Nasz plan zakładał odwiedzenie kilku lokali jednej nocy, ale nie zdziwię się, jeżeli dziewczyny będą chciały wrócić jeszcze do Avalone. Może nawet dzisiejszego wieczoru. Mnie też się tam spodobało, choć bawiłam się średnio. Cały czas z tyłu głowy miałam to, jak potraktował mnie mój chłopak.

Nasz związek w dużej mierze opiera się na seksie, jesteśmy młodzi i niewyżyci, zwłaszcza Connor, który często potrzebuje spuścić nieco nagromadzonego napięcia. Ale lubimy też spędzać ze sobą czas, świetnie się dogadujemy i prawie w ogóle się nie kłócimy. Connor zawsze traktuje mnie jak księżniczkę. Nie jest jednym z tych chłopaków, którzy dają z siebie absolutne minimum. Nie stara się zbytnio, to fakt, ale znajduje dla mnie czas.

Ostatnio jednak słyszałam tylko wykręty, ale nie zwracałam na nie uwagi. Myślałam, że faktycznie ma ograniczony czas. I właśnie dlatego tak bardzo przedwczoraj mnie wkurzył. Liczyłam na wieczór i nockę razem. Potrzebowałam jego uwagi i ciepła, którego brakowało mi w ostatnich miesiącach przed zakończeniem szkoły.

– Hazel, wyłącz ten cholerny telefon! – warczy któraś z dziewczyn, śpiących na łóżku.

Ja z Cam śpimy na podłodze w pokoju Ruby. O niczym innym teraz nie marzę, jak wtulić się w przyjaciółkę i znowu odpłynąć w sen.

Odszukuję ręką smartfon i wzdycham ciężko, widząc połączenie od mamy. Zerkam na godzinę i ogarnia mnie niepokój. Rodzice nie mają pojęcia o naszych nocnych klubowych podbojach, wiedzą tylko o babskim wieczorze u jednej z nas. Wiedzą też, że zwykle kładziemy się spać nad ranem, bo nie możemy przestać plotkować czy oglądać jakiegoś serialu. Mama nie dzwoniłaby zaraz po siódmej, gdyby nie miała ważnego powodu.

Odbieram, wymykając się do łazienki.

– Halo.

– Hazel, kochanie, widziałaś się wczoraj z Connorem? Jest może teraz z tobą? – Słyszę ostrożność w jej głosie i natychmiast czuję ucisk w żołądku.

Nie widziałam się z nim od czasu, gdy mnie tak perfidnie wystawił.

Wczoraj kilkukrotnie próbował się do mnie dodzwonić, wysłał też parę żałosnych SMS-ów, ale na żaden mu nie odpowiedziałam. Wciąż mam na niego focha. Podejrzane, że mama o niego pyta, i to jeszcze z takim spokojem w głosie.

– Nie, a dlaczego pytasz?

– Dzwoniła do mnie właśnie jego mama. Connor nie wrócił na noc, nie uprzedzał też, że ma zamiar spać poza domem. Wiesz coś o tym?

– Nie, nie rozmawialiśmy ze sobą od piątku. Znajdzie się, pewnie przenocował u Dylana lub Ethana.

– Ella nie może się z nim skontaktować. Jego koledzy tak samo.

Przygryzam wnętrze policzka. Chłopaki na pewno go kryją. Mam taką nadzieję, bo jeżeli kumple nie wiedzą, gdzie jest, to musiało mu się coś stać.

– Zaraz zadzwonię do niego i do jego znajomych – obiecuję.

– Jeżeli się czegoś dowiesz… jeżeli coś ukrywają, od razu daj znać pani Nelson, odchodzi od zmysłów.

Słysząc ostatnie zdanie, boję się, że faktycznie coś jest na rzeczy. Czy mój chłopak naprawdę zniknął? To do niego niepodobne. Z racji tego, że Connor ma surowego ojca, dla którego liczy się tylko jego kariera sportowa, zgrywa grzecznego synka, który nie stosuje używek, wysypia się i chodzi na wszystkie treningi. W rzeczywistości jest jednak zupełnie inaczej. Ale żeby jego starzy nie domyślili się prawdy, dotąd zawsze informował ich o tym, gdzie się wybiera i kiedy wróci. Wciskał im ściemę, a oni ślepo mu wierzyli. Podziwiałam, jak wspaniale Connor odgrywa rolę przykładnego ucznia i oddanego sportowca. Z drugiej strony coś w tym było, nie bez powodu nosił tytuł kapitana drużyny.

Wybieram numer chłopaka, ale operator od razu informuje mnie o wyłączonym aparacie.

Co jest?! Podejrzane, bardzo podejrzane. Connor nigdy nie rozstaje się z ładowarką do telefonu, na czym sama czasem korzystam.

Dzwonię do Dylana, najlepszego kumpla mojego chłopaka, odbiera do piątym sygnale.

– Kto to? – Słyszę w tle męski głos.

– Dylan? Dylan, jest z tobą Connor?

– To Hazel, pyta o Connora. – Dociera do mnie przytłumiony głos, musiał zasłonić głośnik. – Hej…

– Jest tam? Dasz mi go do telefonu?

– Nie ma go tutaj.

– Więc z kim rozmawiałeś?! – unoszę się.

– Z Ethanem, chcesz go do telefonu?

– Gdzie jest Connor? Nie kryj go.

– Wyszedł od nas o pierwszej w nocy – wyjaśnia i zdaje się brzmieć szczerze.

– I gdzie poszedł? Bo na pewno nie do siebie.

– Wiem. Jego matka dzwoniła do nas już trzy razy.

Dylan wydaje się zirytowany, ale słyszę też w jego głosie zaniepokojenie. W przeciwieństwie do swojego przyjaciela nie jest aż tak dobrym aktorem.

– I co jej powiedzieliście?

– To samo, co tobie. Że wyszedł od nas o pierwszej i że miał do ciebie wstąpić na chwilę.

– Do mnie? Przecież wiedział, że mnie nie będzie.

– Chciał do ciebie zadzwonić, poszukać cię u dziewczyn.

Przykładam dłoń do czoła i je pocieram. Nie podoba mi się to. Ani trochę. Gdzie jesteś, skarbie? Nagle cała złość na Connora ulatuje.

– Cholera!

– No, cholera, cholera. Razem z Ethanem od półgodziny wisimy na telefonie, dzwonimy do kolegów z drużyny i innych znajomych. Masz pomysł, gdzie mógł poleźć?

– Nie. Pokłóciliśmy się.

– Dam znać, gdy się czegoś dowiem.

Dziękuję mu i się rozłączam, a potem po raz kolejny wybieram numer ukochanego, ale słyszę ten sam komunikat, co chwilę wcześniej. Szlag!

Przemywam twarz zimną wodą i wracam do pokoju. Nie ma sensu, żebym się kładła, bo i tak nie zmrużę już oka. Siadam na materacu i przymykam powieki, by przez chwilę zastanowić się, co robić, gdzie szukać Connora, gdzie mógł pójść. I dlaczego nie zadzwonił do mnie w nocy? Czy to, że chciał się ze mną spotkać, było tylko ściemą dla kolegów? Może mnie zdradza? Może jest teraz u jakiejś panny, o której nikt miał nie wiedzieć? Tylko czemu nie dał znać matce, że nie wróci na noc?

– Hazel, wszystko w porządku? – pyta zaspana Cam, unosząc się na łokciu.

– Nie – odpowiadam szeptem, czując łzy zbierające się pod powiekami.

Przyjaciółka otacza mnie ramieniem i próbuje wyciągnąć ode mnie jakieś informacje, a gdy jej się to wreszcie udaje, stawia na równe nogi śpiące smacznie dziewczyny.

– Czerwony alarm! – drze się na całe gardło.

Kocham tę dziewczynę!

Przyjaciółki nie opuszczają mnie na krok, kiedy robimy burzę mózgów i ruszamy na poszukiwania. Są też przy mnie, gdy w końcu dzwoni telefon, pode mną uginają się kolana na wieści, które słyszę.

3. Odwiedziny w szpitalu

Hazel

Pół godziny później docieramy do szpitala, do którego o świcie został przetransportowany Connor. Zadzwoniła do mnie Meggie, jego siostra, i poinformowała mnie, że został napadnięty, pobity i okradziony. Zabrano mu portfel, telefon i pozostawiono nieprzytomnego na poboczu. Karetkę wezwał poranny biegacz i dopiero w szpitalu ustalono tożsamość Connora. Z tego, co mówiła zapłakana dziewczyna, niewiele można było zrozumieć, więc całą drogę drżałam, bojąc się tego, w jakim stanie znajdę chłopaka. Wyobrażam sobie najokropniejsze scenariusze, a złamane kończyny są w nich najłagodniejszym uszczerbkiem.

Płaczę, odkąd siostra Connora się rozłączyła. Gdyby nie przyjaciółki, nie wiem, jak dotarłabym do szpitala. Dziewczyny pomagają mi też odnaleźć właściwy oddział, a gdy widzimy państwa Nelsonów, pytają o stan mojego chłopaka. Drżę tak bardzo, że nie jestem w stanie myśleć, a co dopiero mówić. Po prostu chcę go już zobaczyć. Inaczej się nie uspokoję.

– Właśnie wrócił z badań. Jego stan jest stabilny, został mocno poturbowany, ale na szczęście nie doznał żadnych poważnych urazów – informuje nas ojciec Connora.

Jego mama stoi tuż obok niego, obejmując córkę, obie wyglądają na wstrząśnięte całą sytuacją.

– Jutro powinni go wypuścić do domu.

– Czy mogę… Mogę do niego wejść? – pytam, próbując zapanować nad głosem. Gardło mam ściśnięte, ale nie wybaczyłabym sobie, gdybym go teraz nie zobaczyła.

– Nie. Musi odpoczywać – odpowiada stanowczo pan Nelson.

– Proszę, tylko na dwie minutki.

– Chyba wyraziłem się jasno!

– Charles, pozwól jej – wtrąca się jego żona, która chce zapobiec scenie na korytarzu oddziału szpitalnego.

Mężczyzna ma surową minę, ale przytakuje, więc biorę wdech, a potem otwieram drzwi sali i na drżących nogach przekraczam jej próg. Mój wzrok od razu ląduje na Connorze, na widok jego twarzy wstrzymuję oddech. Jak ktoś mógł go tak potraktować!?

– Lekarze mówią, że gdy zejdzie opuchlizna, nie będę wyglądać tak źle – odzywa się po tym, jak uniósł lewą powiekę, żeby sprawdzić, kto wszedł do środka.

Prawa część jego twarzy jest zmasakrowana, kompletnie nie przypomina tej drugiej strony.

Podbiegam do łóżka i ostrożnie przywieram do klatki piersiowej chłopaka, ale odsuwam się, gdy słyszę syk bólu. Wstrząsa mną szloch, który wstrzymywałam od dłuższej chwili.

– Ciii, nie płacz. Nic mi nie jest. Jestem cały.

Connor głaszcze mnie po włosach.

– Kto… kto ci to zrobił?

– Nie wiem, nie widziałem go. Zaatakował mnie znienacka od tyłu. Powalił mnie na ziemię. Niewiele pamiętam.

W wejściu pojawia się pan Nelson, informuje syna, że pojadą do domu po rzeczy dla niego.

– A ty, młoda damo, daj Connorowi odpocząć.

– Jeszcze chwilę, tato. Muszę powiedzieć jej coś ważnego – mówi poważnym tonem, a potem obraca twarz w moją stronę i dodaje: – To nie może czekać.

Gdy zostajemy sami, łapie mnie za dłoń.

– Chciałem cię przeprosić, za to, jak cię ostatnio potraktowałem. Zachowałem się jak kutas, a powinienem był wykazać się większą wyrozumiałością, wiedząc, że przed twoim wyjazdem będziemy mieć dla siebie ograniczony czas. Wiesz, że mi na tobie zależy. Nigdy w to nie wątp, dobrze? – prosi, ale brzmi jakoś dziwnie, jak nie mój Connor. Mam wrażenie, jakby zawczasu przygotował sobie całą wypowiedź, a teraz wyrecytował ją na jednym wydechu.

– Do…dobrze – zgadzam się, bo w tej sytuacji nie mogłabym postąpić inaczej.

Wiem, że jestem dla niego ważna. Wierzę mu, choć brakuje mi w jego głosie znajomego ciepła, ale to pewnie z powodu okoliczności i tego miejsca. Może wciąż jest wystraszony? Ja bym była.

– Muszę ci się jeszcze do czegoś przyznać – zaczyna, po czym przełyka ślinę.

To coś, co chce mi wyznać, dużo go kosztuje. Zaczynam się bać, bo jego poważny ton w połączeniu z jego obrażeniami sprawiają, że mózg podsuwa mi czarne scenariusze.

– Tylko, proszę, obiecaj, że się nie wkurzysz – wyrzuca z siebie.

– O co chodzi, Connor? – pytam, starając się psychicznie nastawić na najgorsze.

– W piątek wcale nie musiałem wracać na chatę o wyznaczonej godzinie. Umówiłem się z Jamesem, dostał brykę na zakończenie liceum i zaprosił mnie na przejażdżkę.

I wszystko jasne, jego beznamiętny ton wynika z grzeszku, którego tak naprawdę wcale nie żałuje. Tylko dlaczego mi się do niego przyznaje? Zmiękczył go napad?

Przegryzam wnętrze policzka.

Wiem, kim jest James. Wszyscy wiedzą. W całej naszej szkole nie ma chyba ani jednej osoby, która by go nie znała. James jest chłopakiem, którym chciałby być każdy nastolatek, którym chciałby być Connor. Mimo że to on w liceum był kapitanem drużyny, to właśnie do Jamesa należał i dalej należy tytuł najbardziej popularnego i ubóstwianego chłopaka. Koleś ma wszystko: wygląd, którym wzbudza respekt i uznanie, kasę, układy i charakter, dzięki któremu skupia wokół siebie ludzi. Jest wyluzowany i sympatyczny, ale niepokorny, kiedy trzeba, i błyskotliwy.

– Och, spoko.

– Naprawdę?

– Oczywiście, że nie! Ale nie mogę się na ciebie wściekać, gdy tak wyglądasz, gdy ktoś cię pobił i zostawił na pastwę losu. Policja już z tobą rozmawiała? – pytam, gładząc skórę na ramieniu, gdzie nie ma żadnych zadrapań.

– Daj spokój. I tak go nie znajdą. Nie miałem szans mu się przyjrzeć, a w miejscu, w którym mnie napadł, nie było ani monitoringu, ani świadków.

– Mam nadzieję, że spotka go zasłużona kara.

– Zostawmy to już. Jutro mnie wypuszczą, wpadniesz do mnie do domu? – pyta, zmieniając temat.

– Pewnie, przyniosę nawet twoje ulubione przekąski.

Zostaję jeszcze parę minut, a potem się ulatniam, żeby uniknąć spiny z ojcem Connora.

***

Dwa dni później Connor wygląda gorzej, niż zapowiadali lekarze. Co prawda opuchlizna z twarzy zeszła, ale uwidoczniły się siniaki. Prawą połowę jego oblicza pokrywa cała paleta odcieni. Jak ktoś mógł go tak zmasakrować? Napastnikowi nie wystarczył jeden cios, który na pewno skutecznie zamroczył Connora? Mógł bez problemu zabrać fanty i uciec. Chłopak uparcie twierdzi, że był to napad rabunkowy, ale nikt w to nie wierzy. To bardziej wygląda jak zemsta, ale Connor zaprzecza. Może kogoś kryje?

Wczoraj, gdy wrócił do domu, spędziłam z nim cały wieczór, będąc na każde jego skinienie, choć o nic mnie nie prosił. Bałam się przesadnie mocno do niego tulić, gdyż miał stłuczone także żebra.

Podobnie jak wczoraj, dzisiaj też odwołałam wypad do klubu, ale dziewczyny doskonale mnie rozumieją. Solidaryzują się ze mną i też nigdzie się nie wybierają. Zastaję Connora rozwalonego na łóżku i grającego na konsoli. Gdy mnie widzi, natychmiast żegna się z kumplami i wychodzi z gry, co jest urocze. W tym momencie czuję się dla niego najważniejsza. Zrywa się na równe nogi. Poza tym, że ma siniaki na twarzy, wygląda, jakby nic mu się nie przytrafiło. Ale stało się i wciąż nie mogę w to uwierzyć. Pobicie mogło się skończyć dla niego dużo gorzej. Napastnik mógł mu połamać kości, a kto wie co wtedy byłoby z jego sportową karierą.

– Hej, kocie. Nie mogłem się ciebie doczekać. Myślałem, że wpadniesz szybciej – mruczy, kiedy jest przede mną i bierze moją twarz w dłonie.

Krzywię się, gdy dostrzegam na nich kilka zadrapań.

– Hej… Jak się czujesz?

– Świetnie – odpowiada i zbliża się, żeby mnie pocałować.

Pozwalam mu na to, sądząc, że będzie to szybki słodki buziak, ale nie, Connor od razu wpycha mi w usta język.

– Przestań – mówię, odchylając głowę.

– Czemu? Czemu nie mogę pocałować swojej dziewczyny?

– Zostałeś pobity, powinieneś odpoczywać.

– Nie przesadzaj. Nic mi nie jest.

Może przesadzam, ale to jest silniejsze ode mnie. Nigdy nie zapomnę widoku, który zastałam w szpitalu, i tego, co przeżyłam, zanim do niego dotarłam. Przytulam się do niego ostrożnie, chcąc go udobruchać.

– Daj spokój, Hazel. Zachowujesz się tak, jakbym doznał wstrząśnienia mózgu lub miał połamane żebra. A mi nic nie jest, czuję się już świetnie.

Wzdycham lekko, starając się przemówić sobie do rozsądku.

Daję poprowadzić się na łóżko, gdzie opieramy się o poduszki ułożone przy wezgłowiu. Connor włącza na Netflixie pierwszą lepszą nowość o nastolatkach. Sekundę później znowu atakuje moje usta i wpycha mi rękę pod bluzkę. Choć bardzo się staram, nie czuję nic. Nie mam ochoty na żadne pieszczoty. Potrzebuję czasu, aby uporządkować swoje myśli.

– Oglądajmy, dobrze?

– Nie chcesz? – pyta z nutą żalu w głosie.

Kręcę głową, przygryzając wnętrze policzka.

– Nawet troszkę?

– Connor…

– Możesz sama się mną zająć. Wiem, że potrafisz być delikatna i ostrożna. Proszę, potrzebuję tego – zniża głos, robiąc minę słodziaka.

Przewracam oczami. Znowu myśli tylko o sobie, a co gorsza, bierze mnie na litość. Podnoszę się z pewnością siebie, by po chwili zawisnąć nad nim. W odpowiedzi robi tę swoją minę, której nigdy nie potrafiłam się oprzeć, ale tym razem kompletnie do mnie nie przemawia, bo widzę tylko te pieprzone siniaki. Mimo to zsuwam się niżej, wędrując jednocześnie palcem wskazującym po jego ciele. Con zagryza wargę, szykując się na to, co zaraz nastąpi. Zahaczam palcem o gumkę spodni dresowych i uśmiecham się łobuzersko, by nagle się wyprostować, spoważnieć i chwycić za torebkę, którą chwilę temu rzuciłam na łóżko.

– Skoro nic ci nie jest, to rączkę masz sprawną!

Wychodzę, nie oglądając się za siebie.

4. Byłaś impulsem, na który czekałem

Landon

Hazel Davis. Odkrycie, jak się nazywasz, było dziecinnie proste. Kilka telefonów i plik gotówki załatwiły sprawę. Gdybyś w tamtej kawiarni nie zapłaciła kartą, byłoby o wiele trudniej, ale i tak znalazłbym sposób na poznanie twojego imienia.

Hazel.

Od momentu gdy poznałem twoje imię, które symbolizuje wytrwałość i zdolność do przystosowania się do zmian, ciągle rozbrzmiewa ono w mojej głowie.

Gdy pierwszy raz cię zobaczyłem, emanowałaś radością i energią, wtedy moje wewnętrzne zimno zaczęło topnieć, a moja martwa dusza zaczęła odczuwać coś, czego dawno już nie czuła. Minęłaś mnie na ulicy niczego nieświadoma, nawet moje czujne spojrzenie nie zwróciło twojej uwagi. Dostrzegłem cię chwilę wcześniej po drugiej stronie jezdni, czekałaś na zielone światło w towarzystwie koleżanek. Zwykła dziewczyna, a jednak coś w tobie zwróciło moją uwagę i nie pozwoliło odwrócić wzroku.

Całe szczęście.

Przechodząc obok mnie, zaśmiałaś się z czegoś, co powiedziała jedna z twoich towarzyszek. Teraz już wiem, że dziewczyną tą była Ruby. Dostrzegając twój promienny uśmiech, powieki zwężone w szparki, lekkie i swobodne gesty, czując twój zapach wymieszany z kwiatowymi perfumami, nie mogłem przejść obok ciebie obojętnie.

Po prostu nie mogłem.

Byłaś impulsem, na który od tak dawna czekałem i na który już straciłem nadzieję.

Od razu wiedziałem, że jesteś tą, która odmieni mój żywot na tym parszywym świecie. Podjąłem więc działania niczym stuknięty stalker, mające na celu poznanie twojej tożsamości, choć jeszcze do końca nie wiedziałem, co zrobię z uzyskanymi informacjami. Podświadomie jednak zdawałem sobie sprawę, że drobne śledztwo mi nie wystarczy i niezależnie od jego wyniku zapragnę się do ciebie zbliżyć. Nawet jeżeli przebywanie blisko ciebie miałoby pozostać jedynie moim słodkim sekretem.

Od roku ani przez sekundę nie czułem czegoś podobnego. Ani namiastki tego. Nie cieszyły mnie sukcesy w pracy czy chwile z rodziną, która próbowała dawać mi wsparcie, co było trudne, bo odtrącałem bliskich na każdym kroku. Coraz bardziej odcinałem się od nich. Nie potrzebowałem nikogo ani niczego. A przynajmniej tak mi się wydawało.

Do czasu spotkania cię na jednej z manhattańskich ulic byłem zobojętniały na wszystko, no może z wyjątkiem pracy, której starałem się nie zawalać, lecz oprócz pracoholizmu nie było we mnie ani krzty życia, ale w chwili, gdy cię ujrzałem, jakaś maleńka cząstka mnie zadrżała. W przeciwieństwie do swoich koleżanek, które do szerokich jeansów włożyły obszerne T-shirty, ty miałaś na sobie bluzeczkę na wiązanych ramiączkach, w kwiecisty wzór. Ta część garderoby nie zakrywała twojego płaskiego brzucha, na którym chętnie zatrzymałbym wzrok na dłużej, jednak bardziej zahipnotyzował mnie twój uśmiech. I dołeczki w policzkach.

Obejrzałem się za siebie, przystanąłem po drugiej stronie ulicy, żeby jeszcze raz dojrzeć cię znikającą w tłumie ludzi. Jakiś głos w głowie wołał, żeby za tobą pójść. Tak też zrobiłem, nawet nie musiałem się śpieszyć, żeby nie stracić cię z oczu, bo na moje szczęście weszłaś z koleżankami do kawiarni. Podszedłem do witryny i odszukałem cię wzrokiem. Płaciłaś właśnie za zamówienie. Kartą. Szczęście znowu się do mnie uśmiechnęło. Twoją uroczą twarz wciąż rozświetlał uśmiech, który mnie hipnotyzował. Dziwiłem się sam sobie, że to potrafiło wyrwać mnie z zawieszenia, w którym tkwiłem.

Minął przeszło rok od dnia, gdy zawalił się cały mój świat, i nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek poczuję coś do innej kobiety. Nawet jeśli miałaby to być jedynie niezdrowa fascynacja dziewczyną wkraczającą dopiero w dorosłe życie, byłem w stanie zaryzykować.

W tamtym momencie byłem zauroczony twoim beztroskim zachowaniem. Uśmiechałaś się tak prawdziwie, tak szczerze i tak promiennie, że w jednej chwili zapragnąłem, żebyś uśmiechała się tak tylko dla mnie. Żebym tylko ja był powodem twojej radości i twojego szczęścia.

Zapragnąłem mieć udział w tym, jak potoczą się twoje losy na tym paskudnym padole, i w tym, kim się staniesz. Dzięki mnie.

Czy pragnę zbyt wiele?

Tamtego dnia wróciłem do siebie, nie mogąc wyrzucić cię z głowy. Zadzwoniłem do Marcusa, zaufanego informatyka, który pracował w mojej firmie, i poprosiłem o dane na twój temat z terminem na wczoraj. Miałem je po godzinie. Dowiedziałem się, gdzie mieszkasz, gdzie się do tej pory uczyłaś, gdzie wybierasz się na studia, kim są twoi rodzice, kiedy masz urodziny, i jeszcze kilku formalnych informacji. Reszty postanowiłem dowiedzieć się sam. Z praktyki. Chciałem poznać rutynę twojego dnia, ulubione rzeczy i zajęcia. Postanowiłem też dowiedzieć się, jakimi ludźmi się otaczasz i czy są warci twojej uwagi.

Pragnąłem się dowiedzieć, jaka jesteś, gdy nikt nie patrzy.

Dlatego kolejny raz wcieliłem się w rolę stalkera. W osobę, która nie cofnie się przed niczym, dopóki nie dopnie swego. Tę cechę charakteru wypracowywałem w sobie przez ostatnią dekadę, obiecując sobie, że już nigdy nie będę słaby.

Jeszcze tego samego wieczora przebrany w strój do biegania stałem pod twoim oknem. Obserwowałem cię z ukrycia i uśmiechałem się w duchu, widząc cię krążącą po pokoju, szykującą się do wyjścia. To wtedy podjąłem decyzję, że cię zdobędę. Tym bardziej że już wiedziałem, że nie jesteś nastolatką, tylko młodą kobietą. Zdawałem sobie sprawę, że znajdą się ludzie, którym osiem lat różnicy między nami będzie przeszkadzać, ale nie zważałem na to. Nic nie było w stanie mnie powstrzymać. Tamtego wieczoru zdecydowałem także, że z nikim nie będę się tobą dzielić.

Będziesz tylko moja.

A potem utwierdziłem się w swojej decyzji. Okazało się bowiem, że wcale nie zbierałaś się do wyjścia. Szykowałaś się dla tego swojego chłoptasia. Dla dzieciaka, który nie jest ciebie wart! Patrzyłem na to, jak zakrada się do twojego pokoju przez okno, i na to, jak cię potraktował. Z trudem nad sobą panowałem, słysząc waszą wymianę zdań po tym, jak bzyknął cię jak pierwszą lepszą. Dyszałem jak rozwścieczony byk, gdy ten chłystek przyparł cię do biurka i załatwił swoją potrzebę. Wkurwiło mnie, że na to pozwoliłaś.

Wkurwiło mnie to, że nie mogłem temu zaradzić!

Gdybym tylko mógł znaleźć się w twoim pokoju, zamiast tego dzieciaka, który nie wiedział, jak należy zająć się kobietą, nie musiałabyś pomagać sobie ręką. Zgadza się, nie umknął mi ten szczegół. Przy mnie mogłabyś się dotykać tylko na moje wyraźne polecenie. Albo i nie. Wolałbym sam dać ci rozkosz.

Zakradłem się bliżej twojego domu, wiedząc, że wasz błyskawiczny numerek dobiega końca. Chciałem usłyszeć przez otwarte okno, o czym będziecie rozmawiać. Żal w twoim głosie sprawiał, że coś ciężkiego spadło na moje serce. Gotowało się we mnie, gdy chłopak wykradał się tą samą drogą, którą przyszedł, ale jeszcze nie wydałem na niego ostatecznego wyroku. Dopiero gdy śledząc chłopaka, dowiedziałem się, dla kogo cię olał, wiedziałem, że tak tego nie zostawię. Wiedziałem też, od kogo rozpocznę oczyszczenie twojego otoczenia.

Całą noc nie zmrużyłem oka z twojego powodu, dlatego już kolejnego dnia zacząłem wprowadzać swój misterny plan w życie.

Zleciłem Marcusowi kolejną robotę. Miał prześwietlić firmę twojego ojca, którą bardzo dobrze znałem, a nieraz i z nią współpracowałem. Gość był śliski i modliłem się, żeby mój pracownik niczego obciążającego na niego nie znalazł. W nocy podjąłem decyzję, że będziesz moja. Moja i tylko moja, ale nie zamierzałem odcinać cię od rodziny. Jesteś jedynaczką i choć jeszcze nie wiedziałem, jakie masz relacje z rodzicami, tej furtki nie zamierzałem ci zamykać. Zamierzałem za to bliżej przyjrzeć się twoim znajomym, począwszy od Connora.

Ogarnąłem kilka spraw w biurze i wyszedłem przed czasem, wzbudzając tym poruszenie wśród pracowników. W ciągu ostatniego roku zostawałem w firmie do późnych godzin wieczornych. Tylko w wyjątkowych sytuacjach, takich jak wczoraj, wychodziłem wcześniej. Zwykle na drugi dzień nadrabiałem pracę, ślęcząc nad papierami, po czym wychodziłem z biura jako ostatni. Pewnie dlatego wywołałem poruszenie. Nikt nie spodziewał się, że wyjdę wcześniej, i to drugi dzień z rzędu.

Gdybym wczoraj odwołał wizytę fryzjera, jak miałem w zamiarze, nie wpadłbym na ciebie. Nie uważasz, że przeznaczenie mogło maczać w tym swoje palce?

Kolejne spotkanie z twoim chłoptasiem nie potoczyło się tak, jak miałem w zamyśle.

Zaczaiłem się na niego, żeby dać mu jedynie nauczkę. Naprawdę, taką malutką. Nie zamierzałem go nawet drasnąć. Zacisnąłem jedynie ramię na jego krtani, zachodząc go od tyłu, żeby go lekko nastraszyć i syknąłem mu do ucha.

– Jeżeli jeszcze raz potraktujesz swoją dziewczynę tak jak wczoraj, gorzko tego pożałujesz. Zrozumiano!?

Przytaknął energicznie, więc go puściłem, żeby mi się czasem nie zesrał w gacie. Trzymając go, czułem, jak drży ze strachu na całym ciele. Popełniłem błąd, nie doceniając przeciwnika. A może po prostu nie byłem tak do końca zepsuty? Zlitowałem się i gorzko tego pożałowałem. Gdy młody był wolny, zareagował natychmiast, wymierzając mi solidny cios w szczękę. Sportowiec wykorzystał element zaskoczenia i powalił mnie na ziemię.

– Ale ona lubi, jak ją tak traktuję. Lubi być pomiatana – rzucił, górując nade mną i przestępując z nogi na nogi pobudzony adrenaliną. – Zawsze jest chętna. Pieprzy się jak zawodowa dziwka. Co ci do tego?

Buzowało we mnie wkurwienie, ale dałem mu powiedzieć to, co miał do powiedzenia. Nie zdawał sobie sprawy, z kim zadarł, i przez chwilę pozwoliłem, by żył w nieświadomości. Zareagowałem dopiero, kiedy chłopak podniósł nogę, chcąc wymierzyć mi kopniaka. Byłem szybszy. Złapałem za stopę, przekręciłem ją tak mocno, że teraz to on znalazł się na ziemi. Szybko się poderwałem i usiadłem na nim okrakiem. Nie dałem mu czasu na reakcję, tylko zacząłem okładać go po mordzie.

– Przeprosisz Hazel. I do wszystkiego się jej przyznasz. Inaczej cię odnajdę. A wtedy nie będę już taki delikatny.

Po każdym zdaniu wymierzałem mu cios.

– Rozumiesz, parszywa gnido?

Ponownie go uderzyłem.

Widziałem, że ma dość, że ledwo kontaktuje, ale to mnie nie powstrzymało. Dopiero gdy z jego nosa trysnęła krew, uznałem, że wystarczy. Wytarłem knykcie o jego czarną bluzę i się wyprostowałem. Spojrzałem na robaka pod sobą. Na robaka, którego należało tępić. Wymierzyłem mu więc jeszcze kilka kopniaków w żebra.

Przeczucie co do tego śmiecia mnie nie myliło.

Miałem nadzieję, że lekcja, którą dostał, czegoś go nauczyła, ale nawet jeśli tak się stało, to i tak czekała go jeszcze nie jedna kara.

– Będę mieć na ciebie oko – warknąłem, choć nie miałem pewności, czy zarejestrował te słowa.

Odchodząc, napawałem się cichymi jękami.

5. Aresztowanie ojca

Hazel

Connor codziennie pyta, czy go odwiedzę, ale po ostatnim wolę imprezować z dziewczynami niż go odwiedzać. Nie chodzi o to, że za nim nie tęsknię, bo tęsknię, i to bardzo, ale nie mogę się przemóc. Cały czas przed oczami mam purpurę na jego twarzy, więc oglądanie jej na żywo jest podwójną udręką. Niech najpierw wydobrzeje, a potem dołączy do nas w Tybee, gdzie wynagrodzę mu wszystko. W końcu nie tylko nadrobimy igraszki w łóżku, ale również spędzimy trochę czasu razem, przepędzając tym kryzys, który wdarł się do naszego związku. Już uprzedziłam dziewczyny, początkowo marudziły, że miały to być wakacje bez facetów, ale je udobruchałam.

Wracam właśnie z ostatniej nocki szaleństw po nowojorskich klubach i jednocześnie ostatniej nocki przed wylotem. Tydzień minął w mgnieniu oka, ale co się dziwić, skoro całe dnie odsypiałam imprezowanie, które za każdym razem chciałam sobie darować z powodu wyrzutów sumienia, jednak dziewczyny nie chciały słuchać moich protestów.

Jest ledwo po pierwszej i każda z nas wraca do siebie zdrzemnąć się kilka godzin, by potem na spokojnie przystąpić do misji pakowanie.

Uśmiecham się na myśl o kilku tygodniach w domku przy plaży.

Mamy go, odkąd sięgam pamięcią, ale do tej pory rodzice nie pozwalali mi latać tam samej. Wybieramy się tam co roku na kilka tygodni. Kilka razy była ze mną Camilla, a na ostatnie wakacje na tydzień przyleciały dziewczyny, i choć rodzice bez przerwy nad nami wisieli, to i tak bawiłyśmy się przednio.

Teraz będziemy same dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zero kontroli, zero hamulców. To będą niezapomniane wakacje. I jedyne takie w całym naszym życiu.

Razem z dziewczynami mamy zamiar zatrudnić się w jakimś sklepie odzieżowym przy deptaku tuż przy plaży, skąd będziemy mieć wszędzie blisko. Na razie pomysł z trasą koncertową The Shivers zszedł na dalszy plan, ale kasa zawsze się przyda na drobne wydatki. Nie mam problemu z proszeniem ojca o przelew, bo zawsze chętnie je robi. Jakby chciał kupić sobie moją miłość i spokój. To matka zazwyczaj czepia się, że wydaję za dużo kasy. Dlatego teraz, choć nie muszę pracować, zatrudnię się, żeby mieć na wszystkie swoje zachciewajki. I żeby być cały czas z dziewczynami.

Rano jeszcze przed budzikiem budzi mnie głośne walenie do drzwi wejściowych.

– Policja, otwierać!

Momentalnie jestem cała rozbudzona. Zbiegam na dół w chwili, gdy mama drżącą ręką otwiera drzwi. Szeroko otwartymi oczami patrzę na wydarzenia, które dzieją się w błyskawicznym tempie.

Do środka wpada kilku mężczyzn w policyjnych mundurach, pytając o ojca.

Gdy ten zjawia się w piżamie, jest blady jak ściana. Policjant trzyma w ręce jakiś dokument, mówi coś, czego nie rozumiem, a potem zakuwa mojego ojca i wyprowadza na zewnątrz. W piżamie. Dwaj inni funkcjonariusze idą do gabinetu i robią przeszukanie, po czym wychodzą z jakimiś teczkami wypchanymi dokumentami i laptopem.

Przypatruję się temu z rozdziawioną buzią. Zerkam co jakiś czas na matkę, która opiera się plecami o ścianę i prawie się z nią zlewa. Jest taka blada. Kiedy trzaskają drzwi wejściowe i zostajemy same, podbiegam do niej i pomagam jej przejść na kanapę w salonie.

– Mamo, rozumiesz coś z tego?

Nic nie odpowiada. Wygląda, jakby myślami była zupełnie gdzie indziej. Zapewne jest w szoku. Próbuję do niej dotrzeć, ale nie ma z nią kontaktu. Przynoszę jej wodę, a potem macham przed oczami, lecz nic to nie daje.

Czuję ucisk w piersi. Ogarnia mnie bezradność. Wiem, że powinnam coś zrobić, ale kompletnie nie wiem co, w głowie mam pustkę. Najchętniej zrobiłabym to, co matka, zawinęła się w kłębek i przeniosła myślami do jakiegoś przyjemnego miejsca. Ale nie robię tego, potrząsam mamą, bo nie może mi teraz tego robić.

– Mamo? Ocknij się.

Nie wiem, co robić. Kurwa! Nie wiem.

– Mamo! Musimy coś zrobić! Chyba trzeba zadzwonić po naszego prawnika!

Moje słowa sprawiają, że mruga kilkakrotnie. W końcu jakaś reakcja. Podchodzę do barku i nalewam do kieliszka słodkiej nalewki, którą mama czasem sączy, towarzysząc ojcu.

– Wypij to – nakazuję, mając nadzieję, że odrobina alkoholu jej pomoże, choć bardziej chodzi o cukier, który podobno jest pomocny w stresowych sytuacjach.

Kurwa! Co tu się właśnie odpierdoliło? Aresztowali mi ojca!

Kiedy to do mnie dociera, nalewam trunku i dla siebie. A potem sięgam po telefon i wykręcam numer do wujka Cadena, który jest współpracownikiem ojca, więc na pewno będzie wiedzieć, co robić. Poproszę go też, żeby ciocia Grace się tutaj zjawiła i pomogła mi z mamą, bo sama mogę co najwyżej chlusnąć jej w twarz zimną wodą.

***

Od kilku dni bez przerwy siedzę z mamą, martwiąc się o nią. Na okrągło przebywa w swojej sypialni i łyka tabletki na uspokojenie, jakby były zwykłymi cukierkami. Kompletnie załamała się po aresztowaniu ojca, nie wspominając już o zarzutach, jakie otrzymał. Mnie też trudno w nie uwierzyć, ale podobno policja i prokurator mają twarde dowody.

Mój ojciec jest oszustem!

Ponoć bogacił się na fałszowaniu dokumentów, dlatego od teraz aż do wyjaśnienia sprawy wszystkie nasze konta zostały zamrożone. Ojciec siedzi w areszcie i nie wyjdzie z niego, dopóki nie zostanie wpłacona kaucja. Gigantyczna kaucja. Wujek Caden cały czas jest w kontakcie z prawnikami ojca, którzy już pierwszego dnia zaproponowali sprzedaż domu w Tybee. Ta informacja mnie załamała. Chciałam walczyć o ten dom, bo nie wyobrażałam sobie stracić miejsca, które tak wiele dla mnie znaczyło. Spędziłam tam najwspanialsze lata dzieciństwa. Niestety, nie mam prawa głosu.

Nie zdążyłam się nawet oswoić z faktem, że musiałam przełożyć wylot na wakacje, a już okazało się, że muszę z nich całkowicie zrezygnować. Niespodziewanie znajduje się kupiec, który jest w stanie zapłacić większą kwotę, niż została podana w ofercie. Powinien cieszyć mnie fakt, że ktoś kupi dom za tyle, ile tak naprawdę jest wart, ale się nie cieszę. Ani ociupinkę.

Z tym domem wiąże się tyle wspomnień i tak naprawdę jestem teraz wściekła na ojca, że przez niego go tracimy. Nie mogę tam nawet polecieć, żeby spakować osobiste rzeczy i się z nim pożegnać. Nie mogę zostawić mamy, gdy tak bardzo mnie potrzebuje. Boję się, że podczas mojej nieobecności mogłaby sobie coś zrobić. Nigdy nie widziałam jej w tak okropnym stanie. Poza tym nie mam nawet środków na bilet.

Nowy właściciel obiecał wynająć firmę, która spakuje nasze rzeczy oraz meble i umieści je w wynajętym magazynie. Chociaż tyle. Przynajmniej tym nie muszę się teraz martwić.

Kolejny raz tego dnia sprawdzam, co u mamy, a potem piszę do Connora, prosząc, żeby do mnie zajrzał. Nie widzieliśmy się już od prawie dwóch tygodni. Przyjaciółki odwiedziły mnie, gdy ogłosiłam czerwony alarm. Wyłam w poduszkę, a one razem ze mną, bo także musiały zrezygnować z wakacji. Potem przychodziła do mnie już tylko Cam, ale od dwóch dni się nie pokazała. Dziewczyny chyba nie pogniewały się o odwołany wyjazd… Przecież jest to niezależne ode mnie.

Telefon brzęczy, więc natychmiast odczytuję wiadomość.

Connor: Szykuję się na imprezę u Dylana. Jak chcesz, to wpadnij do nas.

Ja: Nie mogę zostawić matki. Przecież wiesz.

Connor: Mówiłaś, że jest na lekach. Wyrwij się, chociaż na dwie godzinki, na pewno prześpi Twoją nieobecność.

Mam ochotę rzucić telefonem. Dlaczego on nic nie rozumie i mnie nie wspiera? Dlaczego nie ma go tutaj, gdy najbardziej go potrzebuję? Czy zawsze taki był, czy dopiero teraz dostrzegam jego obojętność? A może odpłaca się za to, że też nie odwiedziłam go, gdy mnie o to prosił. To była jednak inna sytuacja. Teraz naprawdę nie mam jak wyjść z domu.

Pytam dziewczyny na grupie, co porabiają. Zwariuję, jeśli przyjdzie mi spędzić jeszcze jeden samotny wieczór.

R: Jesteśmy u mnie. Zaraz odpalamy Igrzyska śmierci.

O nie! Po moim trupie. Miałyśmy razem obejrzeć wszystkie części. Maraton był planem na leniwe dni w Tybee. Jak mogą mi to robić?

Ja: Beze mnie? :(

W:Wybacz, nudzi nam się.

R:Dasz radę się wyrwać?

Ja:Przyjdźcie do mnie, proszę! Nie zniosę kolejnego wieczoru sama w czterech ścianach.

Jestem gotowa błagać, żeby tylko przywlekły tutaj swoje dupska.

Przyjaciółki milczą przez kilka minut i już zaczynam się martwić, że mnie olały. Bardziej jednak martwi mnie to, że Cam jest nieaktywna. Piszę do niej na prywatnym czacie, ale też nie odpisuje. Nawet nie odczytuje wiadomości. Nie ma jej z resztą dziewczyn? Już mam o to zapytać na grupie, ale wtedy dostaję odpowiedź.

R:Będziemy u Ciebie za pół godziny.

Uff. Pędzę do kuchni, żeby przygotować popcorn i inne przekąski. Kiedy stawiam na tacy dzbanek z lemoniadą, słyszę dzwonek do drzwi. Ruby i Willow tryskają humorem, co sprawia, że od razu też się uśmiecham. Tak bardzo mi ich brakowało.

– A gdzie Camilla? – pytam, nie kryjąc rozczarowania.

Dziewczyny wymieniają spojrzenia.

– Chyba dołączy później – tłumaczy ją kuzynka, wzruszając ramionami.

Już mam zapytać, czy wiedzą, gdzie jest, ale pędzą schodami na górę.

Wracam do kuchni po napój i szklanki. Kiedy wchodzę do pokoju, widzę, że film jest zatrzymany na tytule. Tak bardzo im się śpieszy do oglądania? Myślałam, że chwilę pogadamy. Moszczę się na łóżku obok Ruby, a ta natychmiast kieruje pilota w stronę ekranu.

Jakąś godzinę później do okna stuka Cam. Dziwne. Do tej pory tylko Connor korzystał z tej drogi. Wstaję, żeby jej otworzyć.

– Nie chciałam dzwonić do drzwi, żeby nie oderwać was od filmu – mówi zdyszana, jakby tutaj biegła.

– Gdzie byłaś? – pytam, wracając na łóżko. Staram się brzmieć beztrosko, ale drżenie głosu mnie zdradza.

Nawet na mnie nie patrzy, tylko wyciąga z torebki butelkę tequili.

– Załatwić to. Przyniesiesz kieliszki?

Zbiegam do kuchni, a gdy wracam, widzę, że przyjaciółka usiadła między Ruby i Willow, które tłumaczą jej, co przegapiła, choć wszystkie znamy film niemal na pamięć. Jest mi przykro, bo myślałam, że usiądzie obok mnie i będę mogła pocieszyć się w jej ramionach. Znamy się od małego, traktuję Cam jak siostrę bliźniaczkę. Była zawsze, kiedy jej potrzebowałam. Nigdy jednak nie potrzebowałam jej tak bardzo, jak teraz. Czy ona o tym nie wie?

Mam nadzieję, że tylko niepotrzebnie się zamartwiam, że przyjaciółki się ode mnie odsuwają.

Kiedy mija kilka kolejnych minut filmu, zatrzymuję go i zarządzam pierwszą kolejkę. Potrzebuję się dzisiaj znieczulić. Przez następną godzinę przerywamy seans jeszcze kilkakrotnie, aż w końcu przełączamy na kanał muzyczny. Przynoszę też z barku ojca kolejną butelkę, więc wszystkie jesteśmy już trochę wstawione. Mimo że atmosfera się rozluźnia, cały czas mam wrażenie, że coś jest nie tak. Zerkam na Camillę, ale ona unika mojego spojrzenia i zagaduje do Willow. Nie chcę ze mną rozmawiać? Aż tak bardzo jest niezręcznie po aresztowaniu mojego ojca?

– W sumie dobrze, że nas do siebie zaprosiłaś. Musimy ci o czymś powiedzieć, bejbe – rzuca znienacka Ruby, zerkając na pogrążone w rozmowie kuzynki.

Z mojej twarzy odpływają wszystkie kolory. Czyli jednak niczego sobie nie wymyśliłam.