Perfekcyjny świat Miwako Sumidy - Clarissa Goenawan - ebook + książka

Perfekcyjny świat Miwako Sumidy ebook

Clarissa Goenawan

4,0
39,90 zł

lub
Opis

Wszyscy mamy swoje sekrety.

Atrakcyjna i pewna siebie studentka Miwako Sumida pewnego dnia popełnia samobójstwo. Kilka miesięcy przed śmiercią dziewczyna wyjechała do odległej wioski w górach, zrywając kontakt z rodziną i znajomymi. Co kryło się za jej nieskazitelnym wizerunkiem? Od kogo lub czego uciekała? Czy Miwako odeszła na zawsze?

Perfekcyjny świat Miwako Sumidy to powieść o dziewczynie skrywającej mroczne tajemnice. Stopniowo wychodzą one na jaw dzięki trzem bliskim jej osobom. Przyjaciółka Chie odkrywa trudną historię rodzinną Miwako. Nieszczęśliwie zakochany Ryusei dowiaduje się, co dziewczyna robiła tuż przed śmiercią, a jego siostra Fumi spotyka ją po śmierci.

Napisana eleganckim językiem powieść Goenawan pokazuje świat, w którym każdy ma coś do ukrycia.

Goenawan wypracowała własny literacki głos. W swojej książce łączy tajemnice, magię i problemy społeczne.

„The Japan Times”

Główna bohaterka intryguje… Minimalistyczna proza Goenawan przywodzi na myśl japońskie malarstwo, a autorka precyzyjnie oddaje skomplikowane uczucia wrażliwej dziewczyny… Jej powieść to niepokojąca i misterna zagadka.

„Kirkus Reviews”

Elegancki i subtelny język Goenawan buduje skomplikowane i nieszczęśliwe postaci.

„Booklist”

Czuła powieść o tragedii… Piękna proza Goenawan pozwala uchwycić emocje bohaterów, którzy mierzą się ze swoją rodziną, płcią i seksualnością.

„Publishers Weekly”

Imponujące studium smutku… Pełna miłości opowieść o tym, jakie tajemnice skrywa ludzkie serce.

„New York Journal of Books”

Clarissa Goenawan – singapurska pisarka pochodząca z Indonezji. Absolwentka szkoły pisarstwa Curtis Brown Creative i uczestniczka projektu mentorskiego WoMentoring Project. Jej debiutancka powieść Deszczowe ptaki została nagrodzona Bath Novel Award dla najlepszej nieopublikowanej powieści na świecie, a prawa do jej przekładu zostały sprzedane do dziesięciu krajów. Clarissa uwielbia deszczowe dni, piękne książki i gorącą zieloną herbatę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 319

Oceny
4,0 (1 ocena)
0
1
0
0
0



Seriaz Żurawiem

Projekt okładki Małgorzata Flis

Tytuł oryginału: The Perfect World of Miwako Sumida

© by Clarissa Goenawan, 2020

By agreement with Pontas Literary & Film Agency.

© Copyright for the Polish Translation and Edition by Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Wydanie I, Kraków 2020 All rights reserved

Niniejsza publikacja stanowi utwór chroniony na podstawie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Prawami do tego utworu dysponuje Wydawca – Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Bez zgody Wydawcy niedopuszczalne jest kopiowanie, rozpowszechnianie lub inne korzystanie z niniejszej publikacji w całości bądź z jej fragmentów z wyjątkiem dozwolonego użytku osobistego, publicznego lub licencji otwartego dostępu udzielonych przez Wydawcę.

ISBN 978-83-233-4876-4 ISBN 978-83-233-7171-7 (e-book)

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Redakcja: ul. Michałowskiego 9/2, 31-126 Kraków tel. 12-663-23-80, tel./fax 12-663-23-83 Dystrybucja: tel. 12-631-01-97, tel./fax 12-631-01-98 tel. kom. 506-006-674, e-mail: [email protected] Konto: PEKAO SA, nr 80 1240 4722 1111 0000 4856 3325

PROLOG

Ryuseii Chie wrócili na ścieżkę. Wysokie trawy ustąpiły miejsca gęstwinie leśnej, w której drzewa stały tak blisko siebie, że niemal zasłaniały słońce. Część liści opadła, zakrywając pokrytą ciemnym mchem ziemię. Wokół korzeni rosły maleńkie białe grzybki. Szmer strumyka stopniowo cichł, ale co pewien czas w oddali ćwierkał jakiś ptak. Wśród tej niekończącej się fali drzew wydawało się, że na świecie nie ma już innych ludzi oprócz ich dwojga.

– Myślisz, że to tutaj Miwako się powiesiła? – spytał Ryusei.

Chie zatrzymała się. To pytanie wywołało ciąg niepokojących myśli. Czy faktycznie Miwako tu odebrała sobie życie? Teraz, kiedy ta wizja pojawiła się w jej głowie, góra już nie wydawała się takim spokojnym miejscem.

Nieomal słyszała wołanie leśnego ducha namawiającego ją, żeby tak jak Miwako połączyła się z nim duszą, żeby została tu na zawsze.

Zostań tutaj, a będziesz wolna. Nie będziesz już dłużej musiała dźwigać tego ciężaru.

Część pierwsza RYUSEI YANAGI

Nim się zorientowałem, zakochałem się w Miwako Sumidzie.

Ilekroć byłem na terenie kampusu, nieświadomie szukałem jej wzrokiem. Stale obserwowałem, dokąd idzie, co robi, w co jest ubrana. W jaki sposób spina długie włosy i poprawia okulary. Kiedy czytała, przechylała głowę na bok i opierała ją na szczupłych palcach, jakby ta była zbyt ciężka. Miwako zawsze wyglądała tak, jakby śniła na jawie.

Pewnego popołudnia usiadła koło mnie w bibliotece. Nie odrywałem oczu od książki, ale Miwako była tak blisko, że poczułem zapach jej szamponu. Słodki aromat letnich truskawek, dojrzałych i pełnych smaku.

Osiem miesięcy później Miwako Sumida się powiesiła.

Nie pozwoliłem jednak na to, żeby jej śmierć tak po prostu mi umknęła. Miwako chciała mi coś powiedzieć i musiałem dowiedzieć się, co to takiego było.

1

Niczym dawno niewidziany przyjaciel

15 marca, 1989

Poznałem Miwako Sumidę podczas gōkonu1zorganizowanego przez Toshiego, mojego przyjaciela.

Nigdy nie interesowały mnie randki grupowe. Był to środek dla desperatów, lecz Toshi był zdesperowany. Usiłował zdobyć względy ładnej, krótkowłosej dziewczyny ze swojego klubu pływackiego. Nie chciałem studzić jego zapału, ale ta studentka zgodziła się przyjść prawdopodobnie dlatego, że miał tam być Jin – nasz przyjaciel, bardzo popularny wśród płci przeciwnej przystojniak. Toshi i ja trzymaliśmy się razem od pierwszego roku studiów na Wasedzie i czułem się zobowiązany do uczestnictwa.

Gōkonmiał odbyć się we wtorek w południe w rodzinnej restauracji niedaleko kampusu. Kwadrans po umówionej godzinie dziewczyn nadal nie było. Zamówiliśmy koktajle mleczne i dalej czekaliśmy, słuchając cotygodniowego zestawienia najlepiej sprzedających się singli z jedynego głośnika, jaki znajdował się w restauracji.

– Jesteś pewien, że te dziewczyny nas nie wystawiły? – dokuczał Toshiemu Jin.

– Nie mów tak, po prostu się spóźniają. – Toshi postukał palcami w blat. – Lada moment przyjdą.

– Bez względu na to, czy przyjdą czy nie, ty płacisz rachunek, tak jak obiecałeś. Damy im jeszcze pięć minut, a potem zamawiamy jedzenie.

– Zamknij się.

Wyjrzałem przez okno, ziewając. Mokre liście połyskiwały w jaskrawym słońcu. Poprzedniego dnia po południu i przez całą noc padał deszcz, ale przestał dokładnie w tym momencie, kiedy rano wyszedłem z domu. W powietrzu unosił się jeszcze zapach mokrej ziemi wymieszany z wonią kwitnących śliw.

Nagle Toshi wstał i zamachał. Obróciłem się ku drzwiom i zobaczyłem, że do naszego stolika zmierzają trzy dziewczyny.

Przodem szła piękna studentka pierwszego roku, dla której Toshi stracił głowę, a idące za nią dziewczyny stanowiły swoje dokładne przeciwieństwo. Jedna miała długie, jedwabiście czarne włosy i poważną minę, a na nosie staromodne okulary w grubych oprawkach. Druga była efektowna, ubrana w obcisłą sukienkę, która podkreślała jej krągłości, miała rozjaśnione i ondulowane włosy. Blondynka była w stu procentach w typie Jina, więc wiedziałem, że mnie przypadnie rozmowa z dziewczyną w okularach.

Zanim ktokolwiek zdołał coś powiedzieć, odezwał się Jin.

– Własnym oczom nie wierzę, Sumida! – wykrzyknął.

Dziewczynaw okularach uśmiechnęła się do niego blado.

– Wzajemnie. Nigdy bym nie podejrzewała, że kiedykolwiek jeszcze się zobaczymy. Jestem zaskoczona, że pamiętasz, jak się nazywam.

Jin zachichotał.

– No przestań, nie mam aż tak kiepskiej pamięci.

– Znacie się? – spytał Toshi.

– Chodziliśmy do jednej klasy w liceum – wyjaśnił szybko Jin. – Ale najmocniej przepraszam. To niewłaściwa kolejność działań, prawda? Proszę, drogie panie, usiądźcie wygodnie i dokonamy prezentacji.

Wszystkie trzy usadowiły się wygodnie na długiej kanapie. Ładna dziewczyna nazywała się Sachiko Hayami, wystylizowana – Chie Ohno, a ta w okularach – Miwako Sumida.

– Sachiko, Chiei Miwako – powtórzył Toshi. – Nie macie nic przeciwko temu, żebyśmy mówili sobie po imieniu?

– Oczywiście, że nie – odpowiedziała Chie pogodnie. Była bardzo przyjazna, najwyraźniej należała do tych dziewczyn, w których towarzystwie każdy dobrze się czuje.

Toshi zamówił lekkie przekąski i przystąpiliśmy do zwyczajowej studenckiej rozmowy. Co studiujesz? Och, ciekawe. Należysz do jakiegoś klubu? Myślę, czy by się tam nie zapisać. A ty, Ryusei? Masz jakieś ciekawe hobby? Och, ja też. Cały czas słucham radia. Głównie muzyki. Mam dość eklektyczny gust. Ojej, o mnie też tak powiedzieli! Widzieliście ostatnio jakieś dobre filmy? I co myślisz? Czekaj, nie opowiadaj zakończenia. Dopiero się na to wybieram.

Podczas tej zapoznawczej pogawędki zafascynowały mnie różnice między dziewczynami. Sachiko i Chie były dość rozmowne, podczas gdy Miwako odpowiadała krótko i bez większego zainteresowania na każde zadane jej pytanie, zupełnie jakby nie miała ochoty z nami przebywać. Z drugiej strony ja również pojawiłem się na tym spotkaniu tylko po to, żeby było na nim więcej osób.

Po pewnym czasie stało się oczywiste, że Miwako naprawdę nie chce tam być. Nie przestawała patrzeć na zegarek, który wydawał się za duży na jej szczupły nadgarstek. Zgodnie z przewidywaniami Sachiko bardziej interesowała się Jinem niż Toshim. Natomiast moją ciekawość wzbudziło napięcie pomiędzy Jinem i Miwako. On wydawał się nazbyt świadom jej obecności i co jakiś czas na nią zerkał, po czym odwracał wzrok. Natomiast ona otwarcie wpatrywała się w niego, gdy tylko na nią spojrzał.

Kiedy dziewczyny przeprosiły i poszły do toalety, Toshi nie tracił czasu i od razu zaczął maglować Jina.

– Byłeś już kiedyś na randce z Miwako, prawda? – zapytał.

Nieźle jak na Toshiego. Tego dnia był zaskakująco bystry.

Jin siorbnął czekoladowy koktajl.

– Nic podobnego. Ona nie jest w moim typie.

– Nie wierzę ci. Ciągle na ciebie patrzyła.

– Chcesz powiedzieć, że się gapiła. – Jin się zaśmiał. – Jeżeli już musisz wiedzieć, łączy nas nieprzyjemna historia. Ja nie zamierzam być tym, który się wygada, więc daruj sobie i nie pytaj. – Zniżył głos. – Ale ta druga dziewczyna, Chie. Niezła jest.

– Tak, i do tego miła. – Toshi najwyraźniej zapomniał o swoim pytaniu. – Więc będziesz próbował ją poderwać? Ryusei, myślę, że tobie dobrze pójdzie z…

– Dojrzałym typem – dokończył za niego Jin. – Wolisz chyba starsze dziewczyny, prawda?

– Nigdy tego nie powiedziałem – stwierdziłem, mieszając koktajl słomką.

– Słuchaj… Po prostu spróbuj, chyba że będziesz miał stanowcze zastrzeżenia – zamknął temat Jin.

Nie odpowiedziałem. Nawet bez ich sugestii i tak wolałbym Miwako od jej towarzyszek. Robiła wrażenie rozsądnej. Dziewczyna jej pokroju nie będzie oczekiwała zbyt wiele w takiej sytuacji. Bez względu na to, z kim koniec końców będę rozmawiał, prawdopodobnie pójdziemy razem na karaoke, z grzeczności wymienimy się numerami telefonów i rozejdziemy, po czym nigdy więcej się nie spotkamy. Ona zapomni o mnie, jao niej. I tyle.

Kiedy jednak chodziło o Miwako Sumidę, nic nie było takie, jak można było się spodziewać.

*

Zgodniez przewidywaniami po zjedzeniu lunchu Toshi zaproponował, abyśmy wybrali się do pobliskiego baru karaoke.

Miwako westchnęła.

– Ile to potrwa?

Chie okręcała pasmo włosów na palcu.

– Góra dwie, trzy godziny?

– To ja się już z wami pożegnam. Nie lubię śpiewać przed ludźmi i muszę iść do księgarni.

– Ale będzie nam brakowało jednej dziewczyny! – zaprotestowała Sachiko.

Wstałem.

– Nie martwcie się, pójdę z nią. Ja też muszę kupić książkę.

Jin zarżał.

– Co za przypadek.

– Jakieś stanowcze zastrzeżenia? – zaripostowałem, papugując go.

Rzucił mi triumfujący uśmieszek.

– Żadnych. Wszystkow porządku. Zobaczymy się jutro.

– Miwako, nie masz nic przeciwko temu? – spytała Chie.

– Nie, niby dlaczego – odpowiedziała, sięgając po torbę.

Wyszliśmy razem, Miwako pierwsza, a ja parę kroków za nią. Kiedy oddaliliśmy się od restauracji o kilka przecznic, dziewczyna zatrzymała się i odwróciła do mnie.

– Ryusei Yanagi, tak? Nie musisz już za mną iść.

Zaimponowała mi tym, że zapamiętała moje imię i nazwisko, chociaż słyszała je tylko raz.

– Odeszliśmy wystarczająco daleko. Twoi znajomi nie zauważą, jeżeli każde z nas pójdzie teraz w swoją stronę. Chyba że chcesz wymienić się numerami, ale w takim przypadku nie jestem zainteresowana – dodała.

Postanowiłem jej ustąpić.

– Ja też nie. Szczerze mówiąc, chcę tylko iść do księgarni.

Zmarszczyła brwi.

– Dobra, ale nie zawracaj mi głowy.

– Jeżeli czujesz się tak nieswojo z tym, że ktoś zobaczy cię ze mną w miejscu publicznym, możemy udawać, że się nie znamy.

– Tego nie powiedziałam, ale miejsce, do którego się wybieram, jest nieco zaniedbane. Może ci się nie spodobać.

Nie odpowiedziałem, chociaż doskonale wiedziałem, dokąd się wybiera, z racji kierunku, w jakim zmierzaliśmy.

Pewien stary człowiek imieniem Ikeda prowadził za rogiem mały antykwariat. Otwory na śruby wskazywały miejsce, gdzie powinien wisieć szyld. Spadł dawno temu i właściciel nawet nie próbował go naprawić. Stali klienci nazywali to miejsce księgarnią Ikedy, a ja bywałem tam często od czasu liceum.

Przy wejściu starzec układał nowszy towar, tworząc wieże z książek, które w każdej chwili groziły zawaleniem. W głębi blisko siebie stały drewniane półki i skrzynki wypchane żółknącymi tomami w miękkiej i twardej oprawie. Dwie dorosłe osoby nie były w stanie iść obok siebie pomiędzy półkami. Cały sklep wypełniał przyjemny zapach starego papieru.

Ikeda trzymał u siebiew domu jeszcze więcej książek. Jeżeli potrzebowałem konkretnego tytułu, wystarczyło mu powiedzieć. Gdy zjawiałem się następnym razem, książka czekała na ladzie, niczym dawno niewidziany przyjaciel.

Tak się złożyło, że w księgarni Ikedy sprzedawano wyłącznie anglojęzyczne książki. Według plotek Ikeda był niegdyś handlarzem starzyzną, który w Azabu natrafił na letnią rezydencję należącą do brytyjskiego lorda. Arystokrata zmarł, zostawiając ogromną kolekcję angielskich książek i nie mając żadnego dziedzica, który mógłby rościć do nich prawa. Stary Ikeda dogadał się z dozorcą i wykupił całą bibliotekę.

Ta historia brzmiała tak, jakby wymyślił ją stały klient dla znajomego, którego przyprowadził do księgarni, niemniej była dość prawdopodobna. Jak inaczej stary Ikeda zdobyłby tak ogromną kolekcję?

Miwako zajrzała do środka.

– Przepraszam.

– Tak? – Stary Ikeda pojawił się pomiędzy półkami i poprawił okrągłe okularyo grubych szkłach. – A, no już – wymamrotał. – Już, chwila.

Powłócząc nogami, przepchnął stołek i wdrapał się na niego, żeby wyjąć książkę z drewnianej skrzynki stojącej na półce. Potem udał się za ladę i wrócił z kolejną. Zawsze lubiłem patrzeć, jak wyciąga książki. Mimo panującego w sklepie chaosu dokładnie wiedział, gdzie znajduje się każda z nich.

– Te, o które prosiliście – oznajmił i wręczył jedną z książek Miwako, a drugą mnie.

Ona dostała powieść z okładką przedstawiającą europejską damę z wyższych sferi dobrze ubranego arystokratę, a ja zamówiony Portret Doriana Graya Oscara Wilde’a.

– Jestem ci winna przeprosiny – powiedziała Miwako, kiedy wyszliśmy z antykwariatu. – Sądziłam, że zmyślasz. No wiesz, kiedy powiedziałeś, że chcesz tu przyjść.

Zaśmiałem się.

– Dlaczego? Sprawiam wrażenie osoby, która nie czyta książek?

– Tak – powiedziała bez mrugnięcia okiem. – Wydajesz mi się dość niepoważny.

– Niepoważny? – Obróciłem się do niej, zaskoczony jej szczerością. – Naprawdę?

– Często tam chodzisz? – spytała, ignorując moją uwagę.

– Przynajmniej raz lub dwa w tygodniu – odpowiedziałem. – To przyjemne miejsce. Nigdy nie wiesz, na co się natkniesz. Czasem trafiają się prawdziwe perełki.

Przypomniałem sobie ulubione książki, które przez lata tam znalazłem – ilustrowana wersja Przygód Alicjiw Krainie Czarów, opatrzony autografem egzemplarz 451 stopniFahrenheita, pierwsze wydanie Kwiatów dla Algernonaz 1966 roku – wszystkie wyeksponowane na domowym regale. Za każdym razem, kiedy wyciągałem jedną z tych książek, przypominałem sobie dzień, w którym natknąłem się na nią w drewnianej skrzynce.

Prócz klasyki czasami wybierałem jeden czy dwa tytuły, o których nigdy nie słyszałem, ale wydawały się ciekawe. Na ogół miałem szczęście.

– Znasz to uczucie satysfakcji, jakie pojawia się, kiedy trafisz na coś naprawdę dobrego? To prawie jak poszukiwanie skarbów. Mógł-bym robić to godzinami – ciągnąłem.

– Chciałeś zostać tam dłużej? – spytała Miwako. – Przepraszam, nie wiedziałam.

– Nie, w porządku. Ciągle tam chodzę.

Zerknęła na książkę, którą trzymałem w ręku.

– Co kupiłeś?

Pokazałem jej okładkę.

– O czym to? – zaciekawiła się.

– Przystojny młodzieniec zachowuje swoją urodę, sprzedając duszę ciemności. On pozostaje młody, natomiast starzeje się jego portret. I za każdym razem, kiedy on zrobi coś strasznego, postać z obrazu staje się coraz szkaradniejsza i wynaturzona.

– Brzmi okropnie. – Obróciła się do mnie. – Dlaczego wybrałeś coś takiego?

– A dlaczego nie? – Nie byłem pewien, co powiedzieć. – A ty? Kupiłaś ten romans, ponieważ marzysz o tym, żeby zostać zbiegłą księżniczką?

Po raz pierwszy miała kłopot ze znalezieniem odpowiedzi. Oboje umilkliśmy i zacząłem liczyć kroki.

Kiedy doszedłem do dwudziestu siedmiu, ciszę zakłócił dźwięk dzwonka. Dwa kroki później minął nas pędzący rower, rozchlapując brudną wodę z kałuży na moje spodnie. Na szczęście były dość ciemne. Rozejrzałem się za nieuważnym rowerzystą, ale już zniknął w tłumie. A my tymczasem znaleźliśmy się już przy metrze.

– Ty też jedziesz? – spytała Miwako.

– Nie, tylko cię tu odprowadziłem – powiedziałem. Chociaż nie miałem pojęcia dlaczego.

Spojrzała mi prosto w oczy.

– Ale nie zamierzasz mnie poprosić o numer telefonu.

Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem się.

– Zgadza się.

– To daj mi swój – Wyciągnęła notes i długopis. – Wybierzmy się znowu do księgarni Ikedy. Następnym razem nie będziemy się śpieszyć. – Zawahała się. – Chyba że wolisz tam pójść sam.

Faktycznie zawsze chodziłem do Ikedy sam, ale odmiana mogła być przyjemna.

– Nie, oczywiście, że nie. Bardzo chętnie pójdę tam z tobą.

Patrząc, jak dziewczyna schodzi na peron, zastanawiałem się, czy kiedykolwiek zadzwoni.

Ledwie kilka dni po tej pierwszej przechadzce Miwako i ja wróciliśmy do księgarni Ikedy. Tym razem spędziliśmy tam kilka godzin i zostaliśmy aż do zamknięcia. A potem niemal co tydzień któreś pytało, czy wybierzemy się znowu razem. Księgarnia Ikedy stała się naszym cotygodniowym zwyczajem i w pewnym momencie złapałem się na tym, że gdy tylko minie jeden czwartek, ja już wyczekuję następnego.

Od pierwszego roku studiów dużo czasu spędzałem w uniwersyteckiej bibliotece. Najwyraźniej Miwako również, chociaż przed gōkonemnigdy jej tam nie zauważyłem. Kiedy się poznaliśmy, zacząłem się za nią rozglądać, ilekroć wszedłem do biblioteki. Gdy tylko ją dostrzegłem, wybierałem miejsce przy tym samym stole.

Nie rozmawialiśmy dużo, ale bardzo lubiłem dyskretnie na nią zerkać i patrzeć, jak czyta. Zawsze lekko przechylała głowę, opierała ją na lewej ręce i gładziła róg strony prawym kciukiem i palcem wskazującym. Miała długie, szczupłe palce i bardzo delikatnie obchodziła się z książkami. Od czasu do czasu poprawiała okulary i odgarniała jedwabiste, czarne włosy za ucho. Czasami spinała je w koński ogon czarną gumką. Miała smukłą, jasną szyję. Kiedy na nią patrzyłem, zawsze myślałem: „Ona wygląda tak spokojnie”.

Miesiąc później Toshii Chie zostali parą, a wkrótce potem Jin zaczął spotykać się z Sachiko. Ponieważ nasza szóstka zawsze spędzała czas wspólnie, ludzie sądzili, że ja chodzę z Miwako, chociaż tak nie było. Od czasu do czasu rzeczywiście zastanawiałem się nad taką możliwością. Życie było radośniejsze z Miwako, nawet kiedy nie robiliśmy niczego szczególnego. I gdy tylko była w pobliżu, moje serce biło szybciej.

1Gōkon – grupowa randka w ciemno organizowana przez dwie osoby zapraszające po kilkoro swoich znajomych (przyp. tłum.).

Drogi Ryusei,

kiedy to przeczytasz, mnie już nie będzie w Tokio. Nie szukaj mnie, proszę. Musiałam uciec.

Na pewno jesteś zdezorientowany, ale wkrótce to należycie wyjaśnię.

Dziękuję Ci za wszystko. Chwile, które wspólnie spędziliśmy, należą do najcenniejszych w moim życiu.

Trzymaj się, Ryusei. I przekaż, proszę, moje przeprosiny Fumi-nee.

Miwako

2

Kobieta, która chce, żeby w jej życiu był mężczyzna

Miwako pierwszy raz zobaczyła moją siostrę, kiedy Fumi-nee szukała mnie w bibliotece uniwersyteckiej. Przypadkowo zostawiłem w jej pracowni swoje klucze do domu.

– Ty głuptasie. – Siostra rzuciła mi klucze na książkę. – Jak możesz być tak nieuważny?

Podniosłem wzrok i zmarszczyłem brwi.

– Skąd wiedziałaś, że tu jestem?

– Niosłeś stertę książek z biblioteki. – Przewróciła oczami. – Nie sądzisz, że to dość wyraźna wskazówka?

– Dobra robota, Sherlocku.

Na to ona nachyliła się i szepnęła:

– Ryusei Yanagi, gdy następnym razem zapomnisz kluczy, będziesz spał w korytarzu.

Odsunąłem się odrobinę. Siostra zerknęła na Miwako, która obserwowała nas z drugiej strony stołu, ale nic do niej nie powiedziała.

– Do zobaczenia na kolacji – powiedziała i poszła.

Kiedy zniknęła, Miwako zadała mi pytanie:

– Czy to była twoja dziewczyna?

Miałem ochotę się roześmiać, ale zamiast tego postanowiłem się z nią trochę podroczyć.

– A co, jesteś zazdrosna?

– Tak.

Poczułem ucisk w gardle. Miałem nadzieję, że Miwako się zmiesza i zaprzeczy, a ja będę mógł się z niej naśmiewać, ale powiedziała to bardzo poważnym tonem i odniosłem wrażenie, że to ona ze mnie kpi.

– Twoja dziewczyna jest bardzo ładna – ciągnęła. – Nie chcę być nieuprzejma, ale chyba jest trochę starsza od ciebie?

– Owszem. Właśnie skończyła dwadzieścia dziewięć lat.

Miwako uniosła brwi.

– Lubię starsze kobiety. Są bardziej doświadczone – dodałem.

– Aha – stwierdziła, jakby nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia, i wróciła do gazety. Pierwszy raz widziałem, żeby czytała coś innego niż podręczniki czy romanse.

– Co tam masz? – Nachyliłem się i zobaczyłem dział ogłoszeń z ofertami pracy w niepełnym wymiarze godzin. – Och, jesteś spłukana.

Rzuciła mi gniewne spojrzenie.

– Nie, nie jestem. A nawet gdybym była, to nie twoja sprawa.

– Przestań, tylko żartuję – powiedziałem. – Jakiego rodzaju pracy szukasz?

– Nie wiem. Coś niezbyt trudnego? Najlepiej nie na nocną zmianę. Może kelnerowanie albo pomoc w sklepie. Potrzebuję po prostu dorywczej pracy na czas ferii.

Mimowolnie wyobraziłem sobie Miwako w kelnerskim uniformie. Była taka pracowita – koledzy z pracy z pewnością ją polubią, a w takich miejscach zawsze zaczynają się romanse. Ta myśl wprawiła mnie w przygnębienie.

– Dziwna jesteś – oznajmiłem. – Większość ludzi w czasie wolnym wolałaby odsypiać albo odpoczywać w domu.

– Nie każdy jest tak leniwy, jak ty.

– No dobrze, Panno Pracowita, znalazłaś coś, co cię zainteresowało?

Potrząsnęła głową.

– Widziałam kilka wakatów niedaleko mojego mieszkania, ale mają za niską stawkę godzinową. Mam nadzieję, że znajdę coś za lepsze pieniądze. Naprawdę muszę trochę odłożyć.

– Chcesz, żebym cię przedstawił mojej szefowej? Znajdzie się dość zajęcia dla nas obojga.

– Nie wiedziałam, że pracujesz – powiedziała. – Co robisz?

– Nic szczególnie trudnego. Tylko pomagam. Jestem pewien, że też mogłabyś to robić.

– A ile zarabiasz za to, że „tylko pomagasz”?

Nachyliłem się do niej i wyszeptałem kwotę.

– Tak dużo? – zdziwiła się, nieco za głośno. Ludzie podnieśli na nas wzrok, a bibliotekarz rzucił nam ostrzegawcze spojrzenie.

– Przepraszam. – Zniżyła głos i zwróciła się do mnie: – To gdzie jest ta praca?

– Całkiem niedaleko. Idę tam później. Jeżeli dziś po południu nie masz zajęć, możesz pójść ze mną, ale nie ma gwarancji, że moja szefowa cię zatrudni.

– Nie przejmuj się. Zrobię co w mojej mocy, żeby ją przekonać.

*

Na zewnątrz było chłodno. Żółkły liście klonów rosnących rzędem wzdłuż chodnika, co sygnalizowało początek jesieni.

Tego dnia Miwako była ubrana w luźny beżowy sweter i długą, pastelową szyfonową spódnicę. Wiatr podniósł jej rąbek, gdy dziewczyna weszła na opadłe liście. Zawsze poruszała się niemal na palcach, jakby tańczyła. Ten zwiewny ruch kojarzył mi się z watą cukrową. Pewnie nawet nie miała świadomości, że to robi.

Kopnąłem żwirek, zastanawiając się, co ludzie sobie myślą na widok dwojga studentów. Z pewnością wyglądamy, jakbyśmy byli na randce. Ta myśl sprawiła, że się zarumieniłem.

– Czemu się uśmiechasz? – spytała Miwako.

Odwróciłem do niej twarz.

– Bez powodu.

– To dziwaczne.

Nadal uśmiechając się szeroko, przyśpieszyłem kroku i skręciłem w boczną uliczkę. Po obu jej stronach stały stare magazyny, każdy ogrodzony wysokim drewnianym płotem. Odnalazłem numer dwadzieścia trzy. Złota tabliczka została zdjęta i zastąpiły ją cyfry namalowane czarnym sprayem na całej powierzchni gigantycznych niebieskich drzwi. Przeskoczyłem przez płot i otworzyłem furtkę od wewnątrz.

– Co robisz? – syknęła Miwako. – Ludzie pomyślą, że się włamujemy.

– To jedyny sposób, żeby się tu dostać. Tę furtkę można otworzyć tylko od środka – wyjaśniłem. – Uznałem, że tak będzie ci wygodniej wejść, ale może wolisz przeskoczyć przez płot w tej ładnej spódnicy?

Spojrzała na mnie z marsową miną.

– No chodź. – Poprowadziłem ją na tył budynku.

Magazyn był prawie całkiem pusty. Jedna ze ścian została częściowo rozebrana dla poprawy wentylacji. O drugą opierały się dwa rowery. Nieopodal na stertach starych gazet stały wiadra z farbą i puszki natryskowe. Chociaż ogromny wentylator pod sufitem wymuszał tak bardzo potrzebny ruch powietrza, pomieszczenie i tak wypełniał ostry chemiczny zapach.

Po przeciwnej stronie magazynu znajdowało się małe wydzielone biuro. Otworzyły się drzwi i ze środka wyszła moja siostra w roboczym fartuchu. Był poplamiony tyloma farbami, że nie sposób było ustalić jego pierwotnego koloru.

– Ach, mamy gościa – powiedziała, podchodząc do nas. – Jesteś tą dziewczyną z biblioteki, prawda?

Miwako nie odpowiedziała.

– Tak, to ona – powiedziałem. Gestem dałem jej znać, żeby się przedstawiła, ale kiedy nadal milczała, musiałem zrobić to za nią. – To Miwako Sumida. Również studiuje na Wasedzie.

Fumi-nee zmarszczyła czoło.

– Szuka pracy – ciągnąłem, trącając Miwako łokciem.

Ukłoniła się nerwowo.

– Dobry wieczór.

Siostra zmusiła się do uśmiechu.

– Chwileczkę – powiedziała do Miwako i odciągnęła mnie na bok. – Powiedziałam ci chyba, żebyś przyprowadził kogoś, kto mi pomoże w pracy, tak? – wyszeptała.

– I to zrobiłem.

– O czym ty mówisz? To tylko twoja dziewczyna – zaprotestowała, odrobinę za głośno. – Jest drobniutka. Jakim cudem miałaby pomóc w malowaniu gigantycznego muralu? To ciężka praca, dobrze o tym wiesz.

Uśmiechnąłem się do niej promiennie.

– Ty też jesteś dziewczyną, prawda?

Przez chwilę milczała.

– Spójrz na jej ubrania. Czy ona zamierza w nich pracować?

– Czy to nie ty zawsze mówisz, żeby nie osądzać ludzi po wyglądzie?

Fumi-nee przewróciła oczami.

– Dobra. Pozwolę jej spróbować, ale nie miej do mnie pretensji, jeżeli ucieknie z płaczem do domu.

Zaśmiałem się.

– Jest twardsza, niż się wydaje.

Siostra podeszła do Miwako, która patrzyła na nią z całkowicie wymuszonym uśmiechem.

– Możesz mówić do mnie Fumi-nee – powiedziała. – Jestem starszą siostrą Ryu i właścicielką Studia Sól. Witaj w mojej pracowni.

Miwako szeroko otworzyła oczy.

– Przepraszam?

– Studio Sól – powtórzyła. – Zdziwiła cię nazwa?

– Nie, chodzi o to, że… Ryusei powiedział mi, że jesteś jego dziewczyną.

Moja siostra wybuchnęła śmiechem.

– Ja, jego dziewczyną? Żartujesz? Nie interesują mnie chłopcy w okresie dojrzewania.

– Ej, przestań – zaprotestowałem. – Nie powiedziałem, że jesteś moją dziewczyną. To ona wyciągnęła pochopny wniosek. Nie kręcą mnie kuguarzyce.

Fumi-nee mnie zignorowała.

– Jesteś taka urocza, Miwako. Ach, mogę zwracać się do ciebie po imieniu?

– Tak.

– A ja akurat jestem wolna, więc jeśli masz miłego i przystojnego starszego brata, możesz mu mnie przedstawić. – Rzuciła jej jeden ze swoich popisowych uśmiechów. – No dobrze, pewnie całkiem dobrze malujesz. Możesz zacząć już dziś?

Miwako spojrzała na mnie.

– Właściwie nadal nie mam pojęcia, na czym polega ta praca i… – Przeniosła wzrok na moją siostrę, która teraz wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami. – I nie za bardzo potrafię malować.

– Ty jej niczego nie powiedziałeś, Ryusei?

– Powiedziałem jej, że ta praca polega na pomaganiu tobie, co jest prawdą.

– To bez sensu. – Fumi-nee westchnęła. – No dobrze, jestem malarką i dostałam zlecenie na mural na budynku sierocińca. To całkiem spora ściana, więc potrzebuję pomocy przy nanoszeniu gruntu, a więc pokryciu całej ściany kolorem podkładowym, a następnie przy pomalowaniu linii, które narysuję, i wypełnieniu ich kolorami. To wyczerpująca praca, wymagająca fizycznie. Jesteś na to gotowa?

Miwako skinęła potakująco głową.

– No to zacznijmy dzisiaj. Możemy się tam przejść, stąd to jakiś kwadrans na piechotę. –Siostra przechyliła głowę. – Ale na pewno chcesz malować w tym stroju? Ubrania mogą ci się zabrudzić.

– Nie ma problemu. Mogę zacząć od razu.

– Świetnie. Spakujmy potrzebne rzeczy. – Odchodząc, Fumi-nee zawołała przez ramię: – Jeżeli nie odejdziesz przed końcem dnia, zatrudnię cię na cały czas trwania projektu.

*

Słońce było wysoko, kiedy moja siostra nas zostawiła i poszła kupić lunch. My dalej malowaliśmy ścianę białą farbą podkładową.

Mimo chłodnego wiatru Miwako była mokra od potu i zdjęła sweter. Pod spodem miała lawendowy podkoszulek bez rękawów, teraz usmarowany farbą. Upięła włosy, ale pojedyncze spocone kosmyki przykleiły się jej do twarzy. Była tak skupiona na malowaniu muru, że nie zwracała na nie uwagi i ich nie odgarniała.

– To męczące, prawda? – Zanurzyłem pędzel w kuble z farbą. – Możesz chwilę odpocząć. Nic nie powiem Fumi-nee.

– Nie ma mowy. Dostaję za to pieniądze – odpowiedziała Miwako.

Cała ona. Kiedyś myślałem, że to czysty upór, ale z czasem zacząłem podziwiać jej wytrzymałość.

Zerknąłem na Miwako i byłem zaskoczony, kiedy się okazało, że ona też na mnie patrzy.

– Na co się gapisz? – spytałem, odwracając wzrok.

– Teraz, kiedy się dobrze przyjrzałam, widzę podobieństwo między tobą a Fumi-nee – powiedziała. – Macie takie same rysy twarzy, zwłaszcza nos. U obojga jest ostro zarysowany, co sprawia, że masz ładny profil.

Zmieszałem się.

– To brzmi nieomal tak, jakbyś mówiła, że jestem przystojny.

– Nigdy nie powiedziałam, że nie jesteś. Masz harmonijne rysy twarzy i ładne oczy.

Zaśmiałem się z jej rzeczowego komplementu, ale bez przekonania.

– Z pewnością podoba ci się również moja osobowość, nieprawdaż?

Roześmiała się.

– Co to za pytanie? Nie należę do osób, które spędzałyby tyle czasu z kimś, kogo nie lubią. – Spojrzała mi w oczy. – Chyba nigdy ci tego nie powiedziałam, ale naprawdę miło jest chodzić z tobą do księgarni.

Zanim zdołałem się powstrzymać, zadałem jej pytanie.

– Miwako, zostaniesz moją dziewczyną?

Spojrzała na mnie zdziwiona, a potem potrząsnęła przecząco głową.

– Nie. Nie mogę.

Przełknąłem ślinę.

– Dlaczego nie?

– Bo to jesteś ty.

Myślałem, że się przesłyszałem.

– Przepraszam?

– Twoja przyjaźń jest dla mnie zbyt ważna. Gdybyśmy mieli ze sobą chodzić, prędzej czy później sprawy by się popsuły i nie moglibyśmy spędzać razem czasu. I utrudniłoby to sytuację reszcie grupy.

– Skąd ta pewność, że sprawy by się akurat tak potoczyły?

– Niektóre związki nie mogą się udać – powiedziała, a potem spojrzała na mnie. – Przepraszam. – Wyznała to takim tonem, jakby przedstawiała zestaw oczywistych faktów.

Stałem osłupiały w ciszy, żałując, że nie mogę wyzbyć się uczuć do Miwako, tak jak ona by tego chciała. Ale nawet gdybym się wyparł, że po raz pierwszy w życiu jestem zakochany, niczego by to nie zmieniło.

– Twoja siostra jest naprawdę fajna – Miwako zmieniła temat. – To bardzo odważne z jej strony, że wybrała niekonwencjonalną karierę artystki.

Zmusiłem się do konwersacji.

– Za szybko wyciągasz wnioski. Chciała być lekarką.

– I dlaczego do tego nie dążyła?

– Nie każdy ma pieniądze na studia, a te medyczne są szczególnie drogie. – Nadal pokrywałem ścianę szerokimi białymi liniami. – Tak się złożyło, że moja siostra ma talent plastyczny. Prowadziła zajęcia rysunku dla dzieci w szkole artystycznej i w końcu założyła własną pracownię, ale nigdy nie planowała zostać malarką. Po prostu tak wyszło.

– Rozumiem.

– Nie można powiedzieć, że nienawidzi swojej pracy, ale to nie jest jej wymarzone zajęcie – powiedziałem, starając się nie myśleć o tym, co siostra poświęciła dla nas – dla mnie.

– Co planuje tutaj namalować? – spytała Miwako, zanurzając pędzel w wiadrze z farbą.

– Nie jestem pewien. Prawdopodobnie dzieci, które tu mieszkają, i pastora – powiedziałem. – Dzieci wkrótce wrócą, więc będziesz mogła się z nimi pobawić.

Spuściła wzrok.

– Nie lubię dzieci.

– Naprawdę? To zaskakujące, bo sama wyglądasz jak dziecko – drażniłem się. – Tylko poczekaj, aż będziesz miała własne.

– Nigdy nie będę miała dzieci. Znienawidziłabym je – Ton jej głosu był tak ostry, że niemal mnie przeraził.

– O czym rozmawiacie? – spytała Fumi-nee, podchodząc z dwiema plastikowymi torbami.

Zignorowałem jej pytanie, chociaż byłem zadowolony, że już wróciła.

We troje weszliśmy do sierocińca i siostra zaprowadziła nas do jadalni.

– Wydajesz się dobrze znać to miejsce – powiedziała Miwako do Fumi-nee, kiedy usiedliśmy przy stole.

– Oczywiście. – Siostra otworzyła pierwszą plastikową torbę i wyjęła trzy pudełka z jedzeniem. – Ryu i ja spędziliśmy tu dużo czasu.

Miwako rozdała jednorazowe pałeczki.

– Ach, jesteście wolontariuszami? To miłe.

Podniosłem wzrok. Fumi-nee uśmiechnęła się blado na znak, żeby tak to zostawić, ale ja nie chciałem tego ukrywać przed Miwako.

– Kiedyś tu mieszkaliśmy – powiedziałem.

Oczy siostry się rozszerzyły.

– W porządku, Fumi-nee – uspokoiłem ją. – Możesz jej powiedzieć.

– Spędziliśmy tu kilka lat – wyjaśniła siostra, rozłamując pałeczki. – Nasi rodzice zginęli w wypadku samochodowym.

– Przepraszam, nie chciałam tego przywoływać – powiedziała Miwako.

– Nie przejmuj się, to było dawno temu. Jest, jak jest. – Fumi-nee otworzyła swoje bentō: kurczak katsu z warzywami, mój ulubiony.

– Zmieniając temat – przyjrzałam się temu, co namalowałaś, Miwako. Wydajesz się taka zorganizowana, ale w rzeczywistości jesteś nieco nieporadna.

Miwako przygryzła wargę.

Fumi-nee się zaśmiała.

– Nie przejmuj się. Ryu pokaże ci, co i jak. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że związek z tobą będzie dla mojego braciszka sporym wyzwaniem.

– Czekaj, doszło do nieporozumienia. Między nami nic nie ma.

Miwako spojrzała na mnie, żebym potwierdził jej słowa, ale ja tylko wzruszyłem ramionami i otworzyłem swoje bentō. Wszyscy mieliśmy identyczne zestawy.

– Ja też chcę chłopaka – lamentowała siostra, ignorując protesty Miwako.

– Jesteś taka piękna – stwierdziła Miwako. – Jestem pewna, że miałabyś więcej wielbicieli, gdybyś nie była taka onieśmielająca.

Wpatrywałem się w nią z otwartymi ustami, zaskoczony jej obcesowością.

– Miwako – powiedziałem pośpiesznie. – Dlaczego nie jesz? – Po czym zwróciłem się do siostry: – Nie to miała na myśli.

– Wiem. – Westchnęła. – Ale może ma rację. Ja naprawdę chcę kogoś znaleźć. Czuję się ostatnio taka samotna, a młodsza już nie będę. Znalezienie chłopaka nie jest tak proste jak kiedyś.

Ja również westchnąłem.

– A nie zerwałaś z ostatnim ledwie tydzień temu? Trochę za wcześnie na szukanie nowego.

– Nie ma lepszego sposobu, żeby dojść do siebie po rozstaniu, niż nowy romans – oznajmiła moja siostra z oburzeniem. Zwróciła się do Miwako: – Chyba się ze mną zgodzisz?

Miwako uniosła brew, ale skinęła potakująco.

– No błagam – jęknąłem. Obie się roześmiały.

Fumi-nee potrząsnęła głową.

– Mój biedny brat nie rozumie kobiecego serca.

– Zamknij się – syknąłem.

– Może wygląda na podrywacza, ale prawda jest taka, że nie spotykał się z nikim od czasu, kiedy zaczął studia.

Miwako otworzyła szerzej oczy.

– To prawda?

– Nie – odparłem, odwracając wzrok. – Nie przedstawiam swojej siostrze każdej dziewczyny, z którą się umawiam.

Fumi-nee zakryła usta, tłumiąc chichot.

– A więc to prawda – powiedziała Miwako.

Zawsze potrafiła mnie przejrzeć. Ale miałem nadzieję, że dzięki temu zrozumie, że naprawdę traktuję ją poważnie.

– Wygląda na to, że ty miałaś wiele związków, Fumi-nee – stwierdziła Miwako.

– Oczywiście – przyznała otwarcie siostra. – Lubię, gdy w moim życiu jest mężczyzna. Lubię być rozpieszczana.

– I dlatego za każdym razem trafiasz na czarującego dupka. – Ugryzłem kawałek mięsa. – Powinnaś zmienić kryteria. Nie potrafisz wybierać odpowiednich mężczyzn. Za szybko ufasz ludziom.

– Kto tak mówi?

– Pamiętasz rzekomego handlowca? Powinnaś była pójść na policję.

Fumi-nee rzuciła mi gniewne spojrzenie.

– Przestań, Ryu.

Miwako obróciła się do mnie.

– Co się stało?

– Nie mów jej.

– Powiem, żeby wiedziała, na ile trafny jest twój osąd. – Odłożyłem pałeczki. – Posłuchaj, Miwako. Moja siostra spotykała się kiedyś z facetem, który udawał, że pracuje dla przedsiębiorstwa handlowego. Okazał się oszustem. Uciekł z jej wszystkimi oszczędnościami. – Spojrzałem Fumi-nee w oczy. – Powiedz mi, że tak nie było.

Siostra patrzyła przed siebie niewidzącym wzrokiem.

– To już należy przeszłości. Dostałam nauczkę.

– No to powinnaś była pójść na policję, zwłaszcza po tym, jak go wyśledziłem. Ale nie, nie chciałaś tego zrobić. Nie powinnaś litować się nad takimi ludźmi. Jemu wcale na tobie nie zależało. Nigdy cię nie kochał. Widział w tobie źródło dochodu, chciał tylko twoich pieniędzy. Taki facet…

Poczułem dłoń Miwako na swojej.

– Wystarczy – powiedziała cicho.

Siostra milczała.

Wstałem.

– Skończyłem. Dziękuję za lunch.

*

Miwako i ja skończyliśmy nakładać podkład gruntujący, kiedy już dawno minęła pora obiadu. Zaprosiłem ją do pobliskiej budki, w której serwowano yakitori, gdzie zjedliśmy zdecydowanie za dużo szaszłyków z kurczaka. Potem wróciliśmy do pracowni, żeby posprzątać.

Fumi-nee kazała mi odprowadzić Miwako do domu. Dziewczyna z początku nie chciała, ale siostra nalegała.

– To nie dla ciebie. To dla mnie – powiedziała do niej. – Jest późno, a ja chcę mieć pewność, że młoda dziewczyna, którą zatrudniłam, bezpiecznie dotarła do domu. Jeżeli odmówisz, nie będę mogła z czystym sumieniem cię zatrudnić. Nadal chcesz tu pracować po dzisiejszym dniu?

– Oczywiście, że tak.

Siostra dotrzymała słowa i oficjalnie zatrudniła Miwako jako swoją asystentkę. Jedyną ofiarą tamtego dnia był strój Miwako, pochlapany białą farbą.

– Nic się nie stało. Kupiłam te rzeczy na wyprzedaży w dzielnicy Shinjuku – powiedziała mi, kiedy odprowadzałem ją do domu. – Nie uważasz, że jeżeli spojrzy się na te plamy pod odpowiednim kątem, to wyglądają na zrobione celowo?

Potrząsnąłem przecząco głową. Nikt by tak nie pomyślał.

– Jeżeli chcesz, mogę namalować coś, co będzie do nich pasowało – zaoferowałem. – Ale nie jestem tak dobry jak moja siostra. Nie mogę obiecać, że mi się uda.

– Będzie dobrze. Ufam ci.

Ufam ci. Jej słowa sprawiły mi ból.

– Po co ci te pieniądze? – spytałem. – Nie jesteś zadłużona u bandy lichwiarzy ani nic podobnego, prawda?

Miwako przechyliła głowę.

– A jak myślisz?

– Znając cię, pewnie chodzi o romansidła.

– Tak, oczywiście – odpowiedziała.

– Książek nigdy dosyć.

– To prawda. Tylko pytanie, gdzie je trzymać.

– Kupić nowy regał?

– A co jeżeli nie ma na niego miejsca?

– Znaleźć większe mieszkanie.

Skinęła głową.

– No to mam plan. Muszę tylko wyliczyć, ile godzin należy przepracować, żeby na to zarobić.

Zaśmialiśmy się oboje. W końcu dotarliśmy do jej dzielnicy.

Noc była spokojna, ulica pusta. Od czasu do czasu słyszałem tylko szelest liści. Spojrzałem w górę, przeciągając się. Jasny i idealnie okrągły księżyc rozświetlał ciemne niebo.

W dzieciństwie wyobrażałem sobie, jak mogą wyglądać mieszkańcy Księżyca. Moja mama opowiedziała mi bajkę o księżniczce Kaguyi. Bezdzietny starzec zbierający bambus znalazł ją jako maleńkie dziecko wewnątrz jarzącej się łodygi tej rośliny. Nadał jej imię Kaguya, a ona wyrosła na nadzwyczajną piękność, która podbiła serca wielu mężczyzn. Kaguya okazała się niebiańską księżniczką z Księżyca i ostatecznie wróciła do swojego domu, zostawiając przybranych rodziców we łzach.

Kaguya miała być księżniczką, ale ja zawsze wyobrażałem ją sobie jako duszka, w powiewającej szacie i stąpającą tak lekko, jakby tańczyła w powietrzu, przeskakiwała z jednego dachu na drugi w drodze na Księżyc. Raz, dwa, trzy…

– Twoja siostra jest naprawdę ładna. – Miwako wyrwała mnie z zamyślenia.

– Powiedziałaś to już kilka razy – oznajmiłem.

– Jest jak modelka z wybiegu, i taka wysoka. – Spojrzała na mnie. – Czy ona nie jest prawie tak wysoka jak ty? Ile masz wzrostu, Ryusei?

– Jakiś metr osiemdziesiąt.

– Twoja siostra musi mieć co najmniej metr siedemdziesiąt pięć. To dużo jak na dziewczynę.

Zachichotałem, chociaż poczułem się przy tym jak wariat. Miwako nie miała pojęcia, jak blisko jest prawdy o Fumi-nee.

– Co cię tak śmieszy? – spytała.

– Nic – odparłem. – Ty zawsze mówisz to, co myślisz, prawda?

Wzruszyła ramionami.

– Czy to źle?

– Nie, to jedna z cech, które mi się w tobie najbardziej podobają. Nie powinnaś się zmieniać.

Zamilkła, najwyraźniej zakłopotana.

– Tutaj mieszkam – powiedziała Miwako i zatrzymała się. – Możesz już wracać.

Spojrzałem na budynek. Skromna trzypiętrowa konstrukcja pomalowana na biało, z rzędami blisko rozmieszczonych drzwi – pewnie mieszkania z jedną sypialnią.

– Mieszkasz tu sama? – spytałem.

Skinęła głową.

– Dom mojej rodziny jest zbyt daleko od kampusu. Nie chciałam marnować tyle czasu na dojazdy.

– Rozumiem – wymamrotałem. – W porządku. Do zobaczenia jutro. Dobranoc, Miwako.

– Dobranoc, Ryusei.

Uśmiechnęła się do mnie, a potem ruszyła po schodach. Udawałem, że wracam, ale po dwóch krokach spojrzałem za siebie. Miwako też na mnie patrzyła. Roześmialiśmy się oboje.

– Idź już do domu! – krzyknęła.

Pomachałem jej i zrobiłem osiem kroków, zanim odwróciłem się ostatni raz. Wchodziła do mieszkania na pierwszym piętrze, trzeciego od prawej strony. Zastanawiałem się, czy mieszkanie Miwako ma numer dwadzieścia trzy, taki sam jak pracownia.

W drodze do domu zatrzymałem się w sklepie spożywczym i kupiłem butelkę umeshu2. Piłem w ciszy, sam w swoim pokoju. Fumi-nee musiała zobaczyć pustą butelkę, gdy następnego ranka sprzątała, ale nie powiedziała ani słowa.

Pijąc, myślałem o tym, czego tego dnia dowiedziałem się o Miwako. Że nieporadnie maluje, że kupuje ubrania na przecenach w Shinjuku i że nie lubi dzieci.

To były małe kroczki. Ale jeżeli nadal będę je stawiał, pomyślałem, któregoś dnia może w końcu dotrę do Miwako Sumidy.

2Umeshu – deserowy napój alkoholowy o stężeniu około 15 procent, wytwarzany w wyniku maceracji owoców moreli japońskiej umew wódce (przyp. tłum.).

Drogi Ryusei,

jak się miewasz? Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie dobrze.

O tej porze rokuliście w Tokio na pewno zaczęły już opadać. Prawdopodobnie jest wietrznie i zimno, zwłaszcza nocą. Wiem, że zwykle nosisz cienkie ubrania. Proszę, zakładaj przynajmniej szalik, kiedy wychodzisz, żebyś nie zachorował.

Jestem w wiosce, w której dorastała moja prababka. Obawiałam się przyjazdu tutaj, bo to dość odległe miejsce – można do niego dotrzeć jedynie na piechotę – a nigdy wcześniej w nim nie byłam. Ale jest tu tak pięknie i spokojnie. Mieszkamy na szczycie góry, więc powietrze jest rześkie i