Pegaz - Danielle Steel - ebook + książka

Pegaz ebook

Danielle Steel

4,5

Opis

Wojna, która zmieniła życie.

Historia miłosna, która odbije się echem na przestrzeni pokoleń.

 

 

U progu drugiej wojny światowej w Europie Nicolas i Alex, dwaj owdowiali mężczyźni, wiodą szczęśliwe, spokojne życie w swoich bawarskich posiadłościach, samotnie wychowując dzieci. Jednak na jaw wychodzi skrywana tajemnica pochodzenia Nicolasa, zagrażając bezpieczeństwu jego rodziny. Razem z synami musi opuścić Niemcy i szukać schronienia w Ameryce. Zabierają ze sobą osiem koni czystej krwi, prezenty od Alexa, w tym dwa olśniewające lipicanery. Okażą się one przepustką do nowego życia, zapewniając Nicolasowi pracę w słynnym cyrku braci Ringling. Biały ogier Pegaz i jego pan staną się największą atrakcją pokazu, a piękna, młoda akrobatka wkrótce skradnie serce mężczyzny. Podczas gdy Nicolas z trudem przystosowuje się do nowego życia, Alex i jego córka mierzą się z wyzwaniami wojny w Europie. Jak potoczą się losy obu rodzin?

 

 

Danielle Steel

To jedna z najbardziej znanych i najchętniej czytanych autorek na świecie, a jej powieści sprzedano w blisko miliardzie egzemplarzy. Do licznych międzynarodowych bestsellerów Steel należą: Romans, Sąsiedzi, To, co bezcenne, Pegaz i inne wysoko oceniane powieści. Jest również autorką książek: Światło moich oczu: historia życia Nicka Trainy, opowiadającej o losach jej syna; Życie na ulicy, wspomnień z pracy z bezdomnymi; Expect a Miracle, zbioru jej ulubionych cytatów niosących inspirację i pocieszenie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 461

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (25 ocen)
18
3
3
1
0
Sortuj według:
iska0

Z braku laku…

Wydawać by się mogło, że kiedy w książce.pojawia się w tle wątek II WŚ musi byc piekna, bo i czas trudny, niezwykły. Autorka, której lata temu czytałam każdą powiesc, zrobiła z tej książki lukrowany torcik. W trzecim rozdziale już cukrzyca gwarantowana. Pewne wydarzenia tylko opisane w dwóch zdaniach. I koncowka, gdzie kilka pokoleń opisanych jest w jednym krótkim rozdziale.... nuuuuudy
00

Popularność




Tytuł oryginału: Pegasus
Copyright © 2014 by Danielle Steel All rights reserved.
Copyright for the Polish Edition © by Wydawnictwo Luna, imprint Wydawnictwa Marginesy 2022 Copyright for the Polish Translation © 2014 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Wykorzystanie przekładu za zgodą Wydawnictwa AMBER Sp. z o.o.
Wydawca: NATALIA GOWIN
Korekta: Redaktornia.com, DOMINIKA ŁADYCKA/e-DYTOR
Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz//PANCZAKIEWICZ.ART.DESIGN – www.panczakiewicz.pl
Zdjęcie na okładce: © Callipso88 /Dreamstime.com
Skład i łamanie: JS Studio
ISBN 978-83-67262-36-1
Wydawnictwo Luna Imprint Wydawnictwa Marginesy Sp. z o.o. ul. Mierosławskiego 11a 01-527 Warszawawww.wydawnictwoluna.plfacebook.com/wydawnictwolunainstagram.com/wydawnictwoluna
Konwersja:eLitera s.c.

Moim ukochanym dzieciom:

Beatie, Trevorowi, Toddowi, Nickowi, Sam,

Victorii, Vanessie, Maxxowi i Zarze.

Historii, magii, przetrwaniu i nowemu życiu.

Pegazowi w życiu każdego z nas,

żeby niósł nas naprzód.

I odwadze, żeby dzielnie go ścigać i dosiąść.

Tak bardzo was kocham,

Mama D.S.

Rozdział 1

Zapadł już zmrok, kiedy stajenni usłyszeli zbliżające się konie. Tętent kopyt grzmiał jak odległe werble, na długo zanim ktoś niewtajemniczony mógłby się zorientować, co to takiego. Jeźdźcy wracali z polowania i parę minut później stajenni usłyszeli nawoływania, śmiech i rżenie koni. Kiedy wjechali na dziedziniec zamku Altenberg i dotarli do stajni, od razu było widać, że są w świetnych nastrojach, a polowanie się udało. Jeden z tych, którzy przyjechali pierwsi, powiedział, że psy dopadły lisa, czego wszyscy się spodziewali. Konie tańczyły, wciąż podniecone porywającym dniem. Zarówno jeźdźców, jak i wierzchowce cieszyła chłodna październikowa pogoda, a mężczyźni w szkarłatnych kurtkach, białych bryczesach i wysokich czarnych butach do konnej jazdy wyglądali jak z portretu, kiedy zsiadali z siodeł i oddawali wodze stajennym. Chłopcy ze stajni pomogli też zsiąść kilku kobietom. Niektóre siedziały w damskich siodłach i chociaż wyglądało to bardzo elegancko, nie ułatwiało polowania. Towarzystwo, które dzisiaj wybrało się na łowy, od lat jeździło wspólnie konno. Tak było, odkąd się poznali, odkąd wyrośli z dziecinnych lat i mogli brać udział w polowaniach. Konie były ich pasją, a jeździectwo ulubionym sportem.

Alex von Hemmerle szczycił się sławą jednego z najlepszych jeźdźców w powiecie i trzymał wspaniałe konie, od chwili gdy osiągnął wiek męski. Całe jego życie, podobnie jak życie jego towarzyszy, podporządkowane było tradycji. Nie było tu nowych twarzy, nie było niespodzianek. Te same rodziny zamieszkiwały okolicę od stuleci, składały sobie wizyty, żyły według odwiecznych rytuałów i tradycji, zawierały między sobą małżeństwa, gospodarowały w swoich majątkach i kochały swój kraj. Alex dorastał w zamku Altenberg, tak jak pokolenia jego przodków od XIV wieku. W Boże Narodzenie wyprawiał bal, tak jak jego dziadowie. Było to najbardziej olśniewające wydarzenie, którego każdego roku wszyscy wyczekiwali. Rok wcześniej Marianne, córka Alexa, skończyła szesnaście lat i wystąpiła na balu w roli gospodyni.

Teraz miała lat siedemnaście. Wyrosła na taką samą jak niegdyś jej matka uderzająco piękną, eteryczną kobietę o doskonałych rysach. Wysoka jak Alex, miała niemal przezroczystą porcelanową cerę, niezwykle jasne włosy matki i elektryzujące niebieskie oczy ojca. Była jedną z najpiękniejszych młodych kobiet w okolicy i równie wyśmienitą amazonką. Ojciec sadzał ją na końskim grzbiecie, zanim nauczyła się chodzić, jeździła na wszystkie polowania, tego więc dnia była wściekła, że nie mogła z nim pojechać, ale paskudne przeziębienie i gorączka sprawiły, że ojciec kazał jej zostać w domu. Mimo subtelnej urody była odporniejsza, niż na to wyglądała. Inaczej niż jej matka, znacznie bardziej delikatna. Umarła dzień po urodzeniu Marianne z powodu krwotoku i ostrej infekcji. Niejedna kobieta umierała przy porodzie, ale ta strata bardzo dotknęła Alexa. Od tamtego czasu nie znalazł żadnej, która by tyle dla niego znaczyła. I chociaż miewał dyskretne flirty, córka stała się jedyną kobietą, którą naprawdę kochał. Nie pragnął ponownie się ożenić po śmierci Annaliese. Wiedział, że nigdy tego nie zrobi.

Pojawiały się jakieś dalekie kuzynki, dziewczęta z dzieciństwa, chociaż był parę lat od nich starszy. Nigdy nie myślał, że owdowieje w trzydziestym roku życia, ale przez siedemnaście lat, odkąd stracił żonę, życie z córką i przyjaciółmi było wszystkim, czego pragnął, i zawsze ostrzegał kobiety, z którymi spotykał się w tajemnicy, żeby nie oczekiwały od niego stałego związku.

Czas poświęcał gospodarowaniu w ogromnym majątku ziemskim, a jego duma – hodowla koni lipicańskich – wypełniała mu życie prawie tak jak córka, która podzielała pasję ojca do tych zwierząt. Uwielbiała oglądać nowe źrebaki i patrzeć, jak ojciec je trenuje. Mówiono, że jego śnieżnobiałe lipicany są najwspanialsze, najłatwiej się je układa i mają najczystszą krew. Starannie dobierał ogiery rozpłodowe i klacze reprodukcyjne. Uczył też Marianne wszystkiego na ten temat, kiedy była jeszcze małą dziewczynką.

Często wybierała się z ojcem do Wiednia, do Hiszpańskiej Szkoły Jazdy Konnej. W jej oczach rygorystycznie dokładne ćwiczenia wyglądały jak balet. Patrzyła, jak piękne białe konie tańczą, wykonując niewiarygodnie skomplikowane kroki. Wstrzymywała oddech, przyglądając się, jak stają dęba, robią kapriolę albo kurbetę, albo krupady z wyrzutem tylnych nóg do góry. Za każdym razem, kiedy to widziała, przeszywał ją dreszcz emocji. Podobnie przeżywał to Alex. I on wyćwiczył w ten sposób niektóre ze swoich koni. Marianne chciała się uczyć w takiej szkole, miała ku temu wszelkie predyspozycje, ale Hiszpańska Szkoła Jazdy Konnej nie przyjmowała kobiet i ojciec powiedział, że nic z tego nie będzie. Musiało jej wystarczyć, gdy widziała, jak konie ojca spisują się w domu albo w Wiedniu. Pomagała mu je trenować, zanim je odesłano. Raz na jakiś czas, bardzo rzadko, pozwalał, żeby ich dosiadała. Nie zabraniał jej jednak jeździć na arabach, które także hodował w swoich stajniach. Jej umiejętności jeździeckie były instynktowne, dorastała w jednej z najlepszych niemieckich stadnin i uczyła się wszystkiego, w co wdrażał ją ojciec. Tak jak i on konie miała we krwi.

– Udane polowanie – podsumował Alex. Wyglądał na szczęśliwego i odprężonego. Szedł ze swoim przyjacielem Nicolasem von Bingenem wśród jeźdźców rozmawiających z ożywieniem na dziedzińcu. Nie śpieszyli się, nawet po długiej jeździe. Po zapadnięciu nocy zapanował przeszywający chłód, ziemia była twarda, ale to im nie przeszkadzało, bo wszyscy mieli dobre wierzchowce, chociaż może nie tak wspaniałe jak koń ich gospodarza. Nicolas dosiadał nowego arabskiego ogiera, którego pożyczył mu Alex, przekonał się, że to doskonały rumak.

– Chyba go od ciebie odkupię – powiedział.

Alex się roześmiał.

– Nie jest na sprzedaż. Zresztą obiecałem go Marianne, jak tylko go ułożę. Nadal jest trochę dziki.

– Taki mi się podoba. – Nicolas uśmiechnął się do przyjaciela z dzieciństwa. – Zresztą ten koń jest dla niej zbyt narowisty. – Uwielbiał swoje konie i wyzwania, które trzeba było okiełznać.

– Nie mów jej tego! – odparł Alex z uśmiechem. Marianne nie zniosłaby takiej obelgi, a jej ojciec nie był pewien, czy tak jest w istocie. Była lepszym jeźdźcem niż Nick, chociaż Alex nie śmiałby mu tego powiedzieć. Nick bywał trochę zbyt ostry wobec koni, a Marianne miała łagodniejszą rękę. Alex sam ją uczył, z niespodziewanie dobrym skutkiem.

– Przy okazji, gdzie się dzisiaj podziewała? Chyba nigdy dotąd nie darowała sobie polowania – zauważył Nick, zaskoczony jej nieobecnością. Na polowaniach nigdy jej nie zabrakło, a przyjaciele jej ojca zawsze chętnie ją tam widzieli.

– Jest chora. Musiałem prawie przywiązać ją do łóżka, żeby zatrzymać ją w domu. Masz rację, ona nie daruje sobie polowania – powiedział Alex, robiąc zatroskaną minę.

– Mam nadzieję, że to nic poważnego. – Nick spoważniał.

– Jest przeziębiona i ma gorączkę. Wczoraj wieczorem przyszedł lekarz. Bałem się, że choroba przerzuci się na płuca. Kazał jej zostać w domu. Wiedziałem, że moje słowo nie wystarczy, że się nim nie przejmie, ale myślę, że czuła się gorzej, niż się przyznawała. Kiedy rano wychodziłem, jeszcze spała, a to się jej nie zdarza.

– Nie powinieneś wezwać lekarza dziś wieczór? – Nick miał złe doświadczenia z grypą. Przed pięciu laty, po epidemii, która ogarnęła kraj, i wyjątkowo mroźnej zimie, umarły jego żona i pięcioletnia córeczka. Utrata ich obu zdruzgotała go. Podobnie jak Alex był teraz wdowcem, tyle że z dwoma synami, Tobiasem i Lucasem. Tobias miał dziesięć lat, kiedy odeszły jego matka i siostra, nadal obie pamiętał. Lucas miał teraz tylko sześć lat i w chwili ich śmierci ledwie wyrósł z niemowlęctwa. Cichy i spokojny Tobias uwielbiał Marianne, dwa lata od niego starszą. Lucas był żywym, psotnym, przepełnionym radością dzieckiem, zawsze szczęśliwym, szczególnie kiedy siedział na końskim grzbiecie. Tobias znacznie bardziej przypominał swoją łagodną matkę, w Lucasie zamieszkały cała energia i zapał ojca. Nick, kiedy był młodszy, wplątywał się we wszelkiego rodzaju kłopoty, w okolicy do tej pory bywał obgadywany, gdy zaczynał romans z jakąś kobietą, czasem nawet z mężatką, albo zakładał się i pędził w siodle na złamanie karku. Był świetnym jeźdźcem, chociaż brakowało mu doskonałości Alexa i cierpliwości, żeby wyćwiczyć konia tak, jak robił to Alex, chociaż fascynowały go lipicany przyjaciela i to, co potrafił z nich wydobyć. Zanim jeszcze obaj wybrali się do Hiszpańskiej Szkoły Jazdy Konnej, Alex zaczął już wyuczać swoje wierzchowce skomplikowanych figur, z których słynęły te piękne białe konie.

– Masz chwilę? – zapytał go Alex, kiedy przechodzili obok stajni. Pozostali zaczęli powoli się rozchodzić i życzyć sobie dobrej nocy, wsiadając do samochodów.

– Nie spieszy mi się za bardzo do domu – stwierdził Nicolas, uśmiechając się zdawkowo. Poszli w stronę stodoły. Przyjaźnili się od dzieciństwa i chociaż Alex był starszy o cztery lata, w młodości razem wyjechali do szkoły z internatem w Anglii. Alex był lepszym uczniem, ale Nick znacznie lepiej się bawił. Tak było do tej pory. Nicolas von Bingen cieszył się życiem. Był dobrym przyjacielem, dobrym ojcem i człowiekiem życzliwym, chociaż Alex wiedział, że trochę za bardzo lubił szaleć i czasami bywał nieodpowiedzialny. Gdy owdowiał, trochę przygasł, ale jeszcze nie wziął sobie na barki zarządzania majątkiem. Jego ojciec nadal żył i bardzo dobrze sobie radził. Dzięki temu Nick miał sporo czasu na zabawę, inaczej niż Alex, który zajmował się posiadłością i majątkiem, bo jego ojciec zmarł niedługo po tym, jak Alex ukończył dwadzieścia lat. Nick często postępował i zachowywał się jak chłopiec, Alex od ponad dwudziestu lat prowadził bardzo ustabilizowane życie. Ale pasowali do siebie, raczej jak bracia niż przyjaciele.

Nick poszedł za Alexem do zabudowań, Alex wprowadził go do nieskazitelnie utrzymanej stajni, gdzie jedna z jego lipicańskich klaczy karmiła źrebię, które urodziła zaledwie kilka dni wcześniej. Czarny jak węgiel źrebak stał chwiejnie na nogach, klacz spojrzała na nich obu wielkimi ciemnymi oczami. Nick wiedział, że źrebięta lipicanów rodzą się ciemnobrązowe albo czarne, tak więc maść źrebaka, tak odcinająca się od śnieżnej bieli klaczy, nie zaskoczyła go. Wiedział, że musi minąć pięć, sześć lat, żeby sierść zbielała, wiedział też, że dopiero za dziesięć lat koń będzie w pełni wyćwiczony. Źrebię spędzi cztery lata u Alexa, a sześć w szkole, w Wiedniu. Tresura lipicanów trwa długo, jest staranna, wymaga lat pedantycznej pracy.

– Piękna, co? – zapytał z dumą Alex. – Jedna z najlepszych, jakie widziałem. Rozpłodnikiem był Pluto Petra – Nick wiedział, że to najlepszy ogier Alexa, używany do hodowli – a ta mała kobyłka świetnie sobie poradziła. Będę miał dużo radości, kiedy go będę trenował. – Był tak dumny z nowo narodzonego konia, jakby był jego ojcem.

Nick się uśmiechnął.

– Jesteś wspaniały – powiedział serdecznie, kiedy razem wychodzili ze stajni. Alex zaprosiłby Nicka na kolację, ale chciał ją zjeść razem z Marianne w jej pokoju.

– Pojechałbyś jutro ze mną do północnego skraju? – zapytał Alex. – Zastanawiam się nad wycinkami w lesie. Chciałbym rzucić na to okiem. Ruszam wcześnie, żeby wrócić w południe. Po przejażdżce zjedlibyśmy lunch.

– Chętnie bym to zrobił, ale nie mogę – powiedział z żalem Nick. Zatrzymał się przy duesenbergu, którego postawił pod drzewem. Znacznie bardziej wolał swoje bugatti, ale chciał wzbudzić większy szacunek, jadąc na polowanie do Alexa. – Muszę się spotkać z ojcem. Chce ze mną o czymś porozmawiać. Nie mogę ciągle się domyślać, o co mu chodzi. Od tygodni nie zrobiłem niczego, co mogłoby go zdenerwować. – Obaj się roześmieli. Nick pozostawał w bliskich stosunkach ze swoim ojcem, chociaż ten często go beształ, gdy docierały do niego plotki, że syn ugania się za spódniczkami, rozbija konno albo jeździ samochodem jak wariat. Przede wszystkim jednak Paul von Bingen ciągle próbował przyuczyć Nicka do zarządzania majątkiem. Nick domyślał się, że jutro ojciec będzie chciał z nim mówić właśnie o tym. Był to powracający temat. – Chyba chce, żebym przejął zarząd nad gospodarstwami, a to dla mnie okropna robota.

– Przyjdzie dzień, że będziesz musiał to zrobić. Przecież możesz zacząć już teraz – powiedział rozsądnie Alex.

Na swoich ziemiach nadal mieli chłopów, którzy niegdyś byli kontraktowymi pracownikami, a teraz dzierżawili gospodarstwa za grosze. Stanowili niezbędną część systemu i tradycji rządzącej nimi od lat. Nie pasowali do nowoczesnego świata, ale wieś pozwalała im na prowadzenie spokojnego życia z dala od miast. Niemcy od lat borykały się z trudnościami, najpierw chaos i kiepska sytuacja gospodarcza po wielkiej wojnie, potem wielki kryzys. Gospodarka pod rządami Hitlera poprawiła się, ale problemy kraju jeszcze się nie skończyły. Hitler próbował przywrócić Niemcom poczucie dumy, choć jego gorączkowe mowy i rozhisteryzowane wiece nie przemawiały ani do Alexa, ani do Nicka. Alex uważał Hitlera za wichrzyciela, mierziła go większość jego idei politycznych. Przy tym anektowanie Austrii w marcu było niepokojącym sygnałem ambicji wodza. Ale to, co robił Hitler, wydawało się bardzo odległe od ich spokojnej bawarskiej wsi. Nic nie mogło ich tutaj dosięgnąć, nic się nie zmieniało. Ich rody zamieszkiwały tę okolicę od stuleci i nadal będą ją zamieszkiwać i żyć tak samo przez kolejne dwieście, trzysta lat. Byli odizolowani od świata. I obu pocieszała myśl, że ich dzieci i wnuki kiedyś nadal tutaj będą.

Alexa i Nicka wychowano na panów i to wystarczało. Przypadły im w udziale ogromne fortuny, o których nigdy nie mówili, a i myśleli z rzadka. Mieli chłopów dzierżawców i służbę, rozległe latyfundia, które przejdą na ich dzieci w całkowicie bezpiecznym życiu i świecie.

– Nie rozumiem, dlaczego miałbym teraz zajmować się farmami – powiedział Nick. Popatrzył na przyjaciela i wcisnął długie nogi do samochodu. – Ojciec będzie żyć jeszcze trzydzieści lat, a robi to znacznie lepiej niż ja – dodał z kwaśnym uśmiechem. – Dlaczego miałbym to teraz popsuć? Wolałbym robić coś innego. Na przykład wybrać się z tobą jutro na konną przejażdżkę, ale ojciec byłby zły, gdybym chociaż nie udawał, że go słucham. – Nick znał na pamięć, co do słowa, tyrady ojca.

– Wstydu nie masz – skarcił go Alex, chociaż wiedział, że Nick jest sumienniejszy, niż wynikałoby to z jego zachowania. Doskonale sobie radził ze swoimi synami i bardzo poprawił los dzierżawców, wykorzystując własne fundusze na naprawy ich domów. Dbał o nich jako o ludzi, tyle że nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za ich ziemię i gospodarstwa. Uważał to za coś niewiarygodnie nudnego, ale myślał, że ojciec to lubi. Nicka bardziej obchodziły dobrobyt ludzi, którym mniej się poszczęściło niż jemu, i wychowywanie chłopców, z którymi spędzał mnóstwo czasu, tak jak Alex z Marianne. Obaj byli oddanymi ojcami, ludźmi, którzy stawiali rodzinę na pierwszym miejscu w tradycyjnym swojskim świecie.

– Wybacz, nie mogę jutro wybrać się z tobą na przejażdżkę – powtórzył z żalem Nick, włączając silnik. – Zajrzę po śniadaniu i popatrzę, jak trenujesz tego swojego ogiera. – Nick od miesięcy przyglądał się, jak Alex pracuje nad swoim lipicanem, i nie opuszczał go podziw dla zdolności przyjaciela.

– Nadal mam z nim dużo pracy. Obiecałem oddać go w styczniu do szkoły jazdy. Osiągnął już właściwy wiek, ale chyba nie jest jeszcze gotowy. – Ogier czterolatek miał mnóstwo animuszu i Nick nigdy się nie nudził, obserwując, jak Alex uczy go kroków. Lipican zachwyciłby każdego nawet teraz, ale nie Alexa, który był perfekcjonistą i rzadko bywał zadowolony ze swoich osiągnięć. – Wpadaj, kiedy chcesz – powiedział Alex.

Parę minut później Nick odjechał, beztrosko machając ręką, i skierował się do swoich dóbr odległych o kilka kilometrów. Alex wrócił do zamku, żeby spotkać się z córką i zobaczyć, co u niej.

Marianne leżała w łóżku z książką, wyglądała na znudzoną. Nadal miała gorączkę, ale było lepiej niż poprzedniego wieczoru. Lekko dotknął dłonią jej czoła, ulżyło mu, bo było już chłodniejsze, chociaż oczy miała nadal zamglone, a nos zaczerwieniony.

– Jak się czujesz? – zapytał i usiadł obok niej przy łóżku.

– Głupio mi, że tu leżę. Dobrze się bawiliście na polowaniu? Dopadli lisa? – Oczy jej się zaświeciły, kiedy to mówiła. Cały dzień myślała o każdym z myśliwych.

– Oczywiście. Bez ciebie nie było takiej zabawy, ale cieszę się, że zostałaś w łóżku. Mroźno było. Idzie ostra zima, skoro tak wcześnie jest już mróz.

– To dobrze. Lubię, kiedy pada śnieg. – Cieszyła się, że ojciec do niej przyszedł. – Dzisiaj odwiedził mnie Toby. – Rozpromieniła się lekko, mówiąc o synu Nicka. Stale ją odwiedzał. Od lat miał do niej słabość, a ona traktowała go jak małego braciszka. Toby ledwie mógł się doczekać dnia, kiedy będzie już się do niej zalecać, a ona potraktuje go poważnie. Marianne wiedziała jednak, że taki dzień nigdy nie nadejdzie. – Nie mów jego ojcu, że tutaj był. Wiesz, jaki jest Nick, kiedy ktoś zachoruje. – Choroba wytrącała go z równowagi, odkąd jego żona i córka zmarły na grypę, a o swoich synów troszczył się szczególnie. – Graliśmy w szachy. Pobiłam go – powiedziała radośnie. Ojciec uśmiechnął się do niej.

– Bądź dla niego lepsza. On myśli, że słońce wschodzi i zachodzi dla ciebie.

– Tylko dlatego, że nie zna innych dziewczyn.

W ogóle nie zdawała sobie sprawy ze swej urody i wpływu, jaki wywiera na mężczyzn. Kilku młodych ludzi, a nawet ich ojców, zerkało na nią tęsknie od kilku ostatnich lat. Alex cieszył się, że nie zawróciło jej to w głowie. Znacznie bardziej niż mężczyznami interesowała się końmi i wolała spędzać czas z ojcem. Chwytała go za serce ta jej dziecięca niewinność. Nie mógł znieść myśli, że przyjdzie dzień, kiedy Marianne wyjdzie za mąż i się wyprowadzi. Ale wiedział, że nawet wtedy daleko nie odejdzie.

Marianne chodziła do miejscowej szkoły razem z dziećmi innych arystokratycznych rodzin i nie była zainteresowana wyjazdem na uniwersytet, szczególnie teraz, kiedy w miastach i miasteczkach tyle było niepokojów i zamętu. Ojciec Alexa nalegał, by syn wstąpił na uniwersytet w Heidelbergu, ale on był szczęśliwy, kiedy znów wrócił do domu, który uważał za najpiękniejsze miejsce na świecie. Ulżyło mu, że Marianne zgadza się z nim w tej sprawie. Czasem czuł się winny, że pozbawia ją okazji towarzyskich, ale przy tym zamieszaniu w kraju lepiej jej było w domu. Lubił ją mieć blisko siebie, wiedział, że z nim jest bezpieczna.

– Tato, mogę zjeść kolację z tobą, na dole? – zapytała, gotowa wstać z łóżka, chociaż nadal była blada. Alex pokręcił głową z surowym wyrazem twarzy.

– Nie, jeszcze nie wydobrzałaś. A na dole są przeciągi. Powiedziałem, żeby tutaj przynieśli tace. Marta przyjdzie z nimi za chwilę. Chcę, żebyś wyzdrowiała i przyszła zobaczyć nowe źrebię. Jest piękne, wygląda nawet lepiej od swojego ojca. Po polowaniu zabrałem z sobą Nicka, żeby je obejrzał. Jeśli chcesz, jutro możesz przyjść popatrzeć, jak pracuję z Plutem. Dobrze sobie radzi. – Ojciec opowiedział jej, co się wydarzyło, i Marianne z westchnieniem znów opadła na poduszki. Alex stwierdził, że nie jest z nią tak dobrze, jak mu powiedziała. Był bardzo zadowolony, że nie wychodziła dziś z domu. To szaleństwo, ale była taka uparta, że mogła spróbować.

Kilka minut później przyszli Marta i jeden ze służących. Na tacach nieśli kolację. Ojciec pozwolił owiniętej w koc Marianne wstać i usiąść przy kominku. Opowiadał jej o polowaniu. Kiedy wróciła do łóżka wyglądała na zmęczoną, ale nie wyczuł gorączki, kiedy dotknął jej policzka i pocałował ją.

– Dobranoc, mój aniele – powiedział z uśmiechem, a ona spojrzała na niego łagodnym wzrokiem.

– Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, że mam takiego ojca jak ty – powiedziała. Rozczulił się na te słowa. On też tak myślał o niej. A potem przypomniała sobie coś, o czym zapomniała powiedzieć mu przy kolacji. – Słuchałam dzisiaj radia, w Berlinie był jakiś wiec. Słychać było, jak równym krokiem maszerują żołnierze i śpiewają piosenki, jakby toczyła się wojna. Führer wygłosił mowę i żądał, żeby wszyscy przysięgli mu lojalność. To mnie przeraziło... Tato, myślisz, że będzie wojna?

Wyglądała tak młodo i niewinnie. Hitler przekonał wszystkich, że zajęcie Austrii pozwoli uniknąć wojny i że po Anschlussie będzie dość Lebensraumu.

– Nie, nie sądzę – odparł pocieszająco, chociaż przed dwoma miesiącami Hitler ogłosił mobilizację. – Nie sądzę, żeby to było tak niebezpieczne, jak się wydaje. A nam nic się tutaj nie stanie. Śpij dobrze, kochanie... słodkich snów. Mam nadzieję, że rano będziesz się lepiej czuła. Ale i tak chcę, żebyś przez parę dni została w domu i nie chodziła do szkoły. Możesz mi dotrzymać towarzystwa w stajni.

Uśmiechnęła się, kiedy wychodził z pokoju, poczuła się lepiej po tym, co powiedział. Kiedy po południu słuchała mowy Führera, zrobiło się jej zimno ze strachu, jakby cały świat miał się zmienić. Hitler powiedział przez radio, że świat się zmieni. Ale była pewna, że ojciec ma rację. Wódz mówił tylko do mas, żeby je podekscytować i omamić. Nie miało to nic wspólnego z nimi. Zasnęła, myśląc o balu bożonarodzeniowym. Jakże będzie wesoło! Zaczęła już przygotowania, zostały tylko dwa miesiące. A Nick powiedział, że w tym roku po raz pierwszy na bal przyjdzie Toby, dostanie swój pierwszy frak i cylinder, a ona śmiała się z tego. Toby to przystojny chłopiec, ale dla niej nadal był dzieckiem. Sama się czuła dziecinnie, gdy zasypiała. Nie mogła się doczekać, kiedy zobaczy czarnego jak atrament lipicana. Przypomniała sobie, jak to było, kiedy zobaczyła pierwszego. Była wstrząśnięta tym, że nie jest biały. A potem źrebak wyrósł i stał się pięknym śnieżnobiałym koniem, takim jak inne, które zdawały się tańczyć w powietrzu. Zasypiając, marzyła o lipicanach ojca, jakby to były magiczne istoty z doskonałego świata. Ze świata, w którym nie mogło się jej stać nic złego. Wiedziała o tym, bo było tak, jak powiedział ojciec, że zawsze będzie bezpieczna.

Rozdział 2

Rankiem Nick zajechał niebieskim bugatti pod wielki dwór, w którym mieszkał jego ojciec. Starszy pan przeprowadził się tutaj, kiedy Nick się ożenił, i zostawił synowi z żoną zamek, który jego zdaniem lepiej do nich pasował. Zachęcał wtedy Nicka, żeby zajął się zarządzaniem włościami. Do tej pory próbował go do tego nakłonić, ale bez powodzenia. Nicka całkowicie zadowalały odwiedziny u dzierżawców, spędzanie czasu z przyjaciółmi i opiekowanie się synami, co według niego było ciężką pracą, bo przecież nie mieli matki, która mogłaby o nich zadbać. Paul von Bingen był zadowolony, że syn tak się troszczy o dzieci, ale chciałby, żeby także bardziej interesował się ziemią i pewnego dnia nauczył się samemu nią zarządzać. W wieku czterdziestu trzech lat Nick był przekonany, że ten czas jest jeszcze odległy i że ma jeszcze wiele lat, żeby nauczyć się, czego trzeba. Nadal uważał się za młodego. Jego ojciec miał lat sześćdziesiąt pięć i też prezentował się młodo na swój wiek, był przystojnym, żywotnym mężczyzną, ale tego dnia Nick zauważył, że ojciec nie wygląda najlepiej. Wydawał się zmęczony, blady, zmarszczył brwi, kiedy Nick wszedł do biblioteki i usiadł na krześle przy jego biurku.

– Dobrze się czujesz, ojcze? – zapytał zatroskany.

– Dobrze – odparł Paul, siadając za biurkiem. Przyglądał się synowi z posępnym wyrazem twarzy, potem wstał i zamknął drzwi.

Nick domyślił się, że czeka go poważna rozmowa, może nawet pouczanie. Żałował, że nie pojechał na spacer z Alexem. To nie będzie wesołe, ale od czasu do czasu musiał wysłuchiwać tyrad ojca na temat odpowiedzialności, zobowiązań i powinności, jakie mają wobec swojej spuścizny. Nick znał główne tematy kazań na pamięć, przygotował się na to, co miało nadejść.

Ojciec znowu usiadł za biurkiem, miało się wrażenie, że waży słowa. Było to jak na niego niezwykłe. Zazwyczaj przechodził wprost do dobrze wyćwiczonej listy rzeczy, które syn powinien robić, a nie robi. Nick wysłuchiwał tego od dwudziestu lat i czekał cierpliwie, aż się zacznie.

– Chcę ci powiedzieć o paru sprawach, o których wcześniej nigdy z tobą nie rozmawiałem – zaczął Paul wyważonym tonem, a Nick spojrzał na niego zaskoczony. To była nowość, nie miał pojęcia, o co chodzi. – Kiedy byłem młody, bardzo przypominałem ciebie. Właściwie byłem znacznie bardziej szalony, niż jesteś czy kiedykolwiek byłeś ty. Zdaje się, że masz słabość do pięknych kobiet i szybkich samochodów, ale uważam, że to nic złego. W dodatku jesteś wspaniałym ojcem i oddanym synem.

– Tak jak ty jesteś cudowny, tato – przerwał mu Nick, patrząc na niego z miłością. – I z cierpliwością podchodzisz do tego, że nie chcę zarządzać posiadłością. Po prostu myślę, że robisz to lepiej, niż ja bym kiedykolwiek zrobił, i byłoby szkoda, gdybym coś zepsuł po przejęciu majątku od ciebie. – Ojciec uśmiechnął się ozięble. Nick nigdy jeszcze się z tym nie spotkał. Tego dnia było w nim coś dziwnego, ale nie miał pojęcia co. Ojciec był w smutnym nastroju, przerażało to Nicka. Miał nadzieję, że Paul nie jest chory. Niepokoił się coraz bardziej, widząc, że ojciec szuka słów jak po omacku. – Czy stało się coś złego?

Przeszedł od razu do sedna sprawy. Ojciec nie odpowiedział. To też nie było do niego podobne.

– Kiedy miałem dwadzieścia jeden lat – mówił Paul, unikając wzroku Nicka – spotkałem twoją matkę. Miałem dwadzieścia dwa lata, kiedy się urodziłeś. Była przepiękną i bardzo młodą dziewczyną. Miała ciemne włosy i ciemne oczy jak ty, chociaż inne. W ogóle nie jesteś do niej podobny. – Nick wiedział, że jest wykapaną podobizną swojego dziadka ze strony ojca, nie licząc ciemnych włosów. – To była egzotyczna piękność i myślałem, że jesteśmy w tym samym wieku. Pewnego lata, kiedy nie miałem nic do roboty, połączył nas krótki i pełen uniesień romans. Niemal natychmiast zaszła w ciążę. Później odkryłem, że ma zaledwie piętnaście lat. Kiedy ciebie urodziła, miała szesnaście. Nie trzeba dodawać, że moi rodzice nie byli zadowoleni. A nawet gorzej, gdy się dowiedzieli, kim są jej rodzice. Jej ojcem był jeden z naszych dzierżawców, a właściwie jego kuzyn. Przybył z miasta z żoną i dziećmi, żeby razem z kuzynem pracować w gospodarstwie. Właśnie dlatego wcześniej nie spotkałem twojej matki. Zadurzyłem się w niej natychmiast. Ich kuzyni, a nasi dzierżawcy kiedyś byli naszymi pańszczyźnianymi chłopami, co mojemu ojcu szczególnie nie przypadało do gustu. Twierdziłem, że ją kocham, i być może kochałem. W tym wieku chyba nikt nie wie, czym jest miłość i czym się może skończyć. Nie zna się następstw i spraw, które mogą się źle potoczyć. Kiedy powiedziała mi, że jest w ciąży, zrobiłem, co uważałem za słuszne, i poślubiłem ją w kaplicy w naszych dobrach. Ceremonia była skromna. Obudziłem tym gniew rodziców. Ojciec ubił interes z jej ojcem. Nikt nie może się dowiedzieć, że ją poślubiłem. Ustaliliśmy, że kiedy cię urodzi, natychmiast potem się rozwiedziemy. Mój ojciec załatwił to z adwokatem w Monachium. Ona zgodziła się oddać dziecko po urodzeniu, co stanowiło część kontraktu zawartego przez mojego ojca. Na rok wyjechałem za granicę, do Hiszpanii i Włoch. Świetnie się bawiłem, chociaż czułem się fatalnie ze względu na nią. Rozwiedliśmy się zaraz po twoim urodzeniu, tak jak z nią uzgodniono. Potem wyjechali. Razem z rodzicami, braćmi i siostrami wróciła do miasta, a mój ojciec kupił od ich kuzynów gospodarstwo za ładną sumkę. Po dwustu latach na naszej ziemi poczuli się zhańbieni tym, co się stało, i chcieli się stąd wynieść. Wreszcie wróciłem z wojaży. Udawałem, że poślubiłem we Włoszech młodą hrabinę, która cię urodziła i umarła na gorączkę połogową, co w tamtych czasach było powszechne. Nikt nigdy nie kwestionował tej historyjki, kiedy po moim powrocie pojawiłeś się przy mnie. Wszyscy mnie żałowali. Tak młodo owdowieć i zostać z dzieckiem na ręku. Twoja babka pomagała mi opiekować się tobą i nikt nie znał prawdy poza moimi rodzicami, twoją matką i jej rodziną, których już tu nie było, księdzem, który udzielił nam ślubu, i akuszerką, która cię przyjęła. Nikt nie puścił pary z ust. Nigdy już nie zobaczyłem twojej matki, co było tchórzliwym łajdactwem. Ale przecież ledwie ją znałem, a ty jesteś skutkiem młodzieńczej żądzy, przelotnego letniego szaleństwa. Zresztą jedyną prawdziwą miłością była moja miłość do ciebie. Zakochałem się w tobie w chwili, gdy cię zobaczyłem, i nawet przez chwilę nie żałowałem, że ciebie mam. Właśnie to w młodym wieku zrobiło ze mnie człowieka odpowiedzialnego i dobrze się stało, bo rodzice zmarli, kiedy nadal byłem jeszcze młody. Musiałem się nauczyć wszystkiego, czego ty przez całe swoje życie nie chcesz się uczyć. Nie miałem wyboru. Miałem dziecko, wielką posiadłość, którą musiałem zarządzać. Robiłem to dla ciebie, żeby pewnego dnia przekazać ci wszystko w dobrym stanie.

Mówił to ze smutkiem. Nick zrozumiał, że wyznanie, które uczynił ojciec, leżało mu na sercu kamieniem. Nie rozumiał jednak, dlaczego postanowił opowiedzieć mu o tym właśnie teraz. Próbował uporządkować sobie w głowie jego słowa, zrozumieć, jakie mają dla niego znaczenie. Najbardziej wstrząsnęło nim to, że matka, o której myślał, że zmarła przy porodzie, żyła. I nie była włoską arystokratką, tylko młodą dziewczyną z jednego z ich gospodarstw, córką chłopa albo jego kuzyna z miasta, ale ta sprawa jeszcze całkiem do niego nie dotarła. Nie, najbardziej bulwersujące było to, że jego matka prawdopodobnie nadal żyła, tym bardziej że tak młodo go urodziła.

– Chcesz powiedzieć, że moja matka nadal żyje, że żyła przez cały ten czas? Ojcze, dlaczego mówisz mi o tym właśnie teraz?

– Bo musisz wiedzieć. Nie mam żadnego wyboru, muszę ci powiedzieć. I nie wiem, czy jeszcze żyje. Zakładam, że tak. Powiedziano jej, żeby już nigdy się z nami nie kontaktowała. Posłuchała. Była porządną dziewczyną, dotrzymała słowa. Nie mam pojęcia, dokąd się przeprowadziła, ale jestem pewien, że jej nie znajdziemy. Sądzę, że nadal żyje. Miałaby teraz pięćdziesiąt dziewięć lat, nie byłaby jeszcze stara. Przykro mi, że ci o tym wszystkim mówię. W ogóle nie miałem zamiaru ci o tym opowiadać.

Zacierał dokładnie ślady, mówiąc, że rodzina żony winiła go za jej śmierć i nie chciała więcej widzieć ani jego, ani dziecka. To wyjaśniało nieobecność dziadków ze strony matki w życiu Nicka, który nigdy o to nie pytał, a dzieciństwo miał szczęśliwe, chociaż brakowało mu matki. Czuł się świetnie pod opieką dziadków ze strony ojca, kiedy jeszcze żyli, a przede wszystkim ojca, który uważał, że wszystko musi być dla jego syna. Paul nigdy ponownie się nie ożenił i Nick nie mógł zrozumieć dlaczego, skoro nie musiał opłakiwać nieletniej panny młodej, którą kochał. Nick myślał, że może okoliczności całej sprawy były tak niesmaczne, że wyleczyły go na zawsze z chęci zawierania trwałych związków, chociaż wiedział, że ojciec miał kilka długich romansów, które nie zakończyły się małżeństwem. Zawsze mówił, że jedyną rodziną, której chciał i pragnął, był jego syn.

– Teraz, kiedy o tym myślę – mówił dalej Paul – niejasno przypominam sobie pogłoski, że wkrótce potem wyszła za mąż. Wiedział o tym chyba adwokat mojego ojca, ten, który załatwiał rozwód. Uwolniono mnie od niej. Pamiętam, jak mój ojciec coś o tym mówił, ale nie zwracałem na to uwagi. Miałem ciebie i tylko ty miałeś dla mnie znaczenie. A jeśli ponownie wyszła za mąż, to na pewno ma inne dzieci. Była śliczną, zdrową dziewczyną. Ale ja chciałem i miałem tylko ciebie. – Wymienił z Nickiem poważne spojrzenia. Przez jakiś czas się nie odzywali.

Nick był oszołomiony świadomością, że ojciec, którego zawsze uważał za prawdomównego, przez cały czas kłamał co do okoliczności jego narodzin. Wstrząsnęła nim wiadomość, że gdzieś żyje jego matka, która zdaje się sprzedała go za pokaźną sumkę. Ojciec nie wspomniał o pieniądzach, ale było oczywiste, że stanowiły część kontraktu, miały nakłonić ją i jej ojca do warunków rozwodu i oddania dziecka.

– Jak się nazywa? – zapytał cicho Nick i nagle zaczął się zastanawiać, jak wygląda jego matka. Nigdzie nie było jej zdjęć ani portretów, ojciec mówił, że byłoby to dla niego zbyt bolesne. Nick nawet przez chwilę tego nie kwestionował, szanował uczucia ojca wywołane „tragiczną stratą”.

– Hedwig Schmidt. – Nick skinął głową, nazwisko wyryło mu się w pamięci. Ojciec głęboko zaczerpnął tchu i mówił dalej. – Mówię ci o tym teraz, bo dwa dni temu odwiedził mnie człowiek, którego nie widziałem od lat. Jako młodzi ludzie byliśmy przyjaciółmi. Przeniósł się do Indonezji i odtąd go nie widziałem. Teraz jest generałem. Była to wizyta grzecznościowa. Nie wiem, skąd ani jak to do niego trafiło, ale miał akt mojego małżeństwa, papiery rozwodowe i wiedział o tobie. Ludzie mówią teraz rzeczy, o których nigdy się nie mówiło. Na całe Niemcy wieje śmierdzący wiatr z Berlina. – Paul spojrzał twardo na syna. – Ten mój przyjaciel, Heinrich von Messing, powiedział mi, że twoja matka była w połowie Żydówką. Wtedy o tym nie wiedziałem, ale i tak nie miałoby to dla mnie znaczenia. Jej pochodzenie społeczne wystarczało, by nasze małżeństwo było nie do przyjęcia. Jej rodzice byli kuzynami naszych dzierżawców i, według mojego przyjaciela, rodzina jej matki to byli Żydzi, co znaczy, że ona była pół-Żydówką, ty jesteś Żydem w jednej czwartej, a twoi synowie w jednej ósmej. Według słów Heinricha nawet kropla żydowskiej krwi jest w naszych czasach bardzo niebezpieczna.

Wszyscy o tym wiedzieli od kilku lat, odkąd wprowadzono ustawy norymberskie. Żydów uznano za odrębną rasę i odarto ich z praw obywatelskich. Od tamtego czasu sto dwadzieścia innych ustaw odebrało im kolejne prawa, a niearyjska krew w rodowodzie stała się czymś bardzo złym. Paul nawet sobie nie wyobrażał, że ciężki los Żydów w Niemczech może ich dotyczyć. A teraz dotyczył, szczególnie jego syna. Dla Paula ta wiadomość była gromem z jasnego nieba.

Łzy wypełniały jego oczy, gdy mówił dalej, ale nie ruszył się z fotela. Widział, że Nick był jak ogłuszony tym, czego się do tej pory dowiedział.

– Przyszedł, żeby mnie ostrzec, żebym cię zaalarmował. Powiedział, że ktoś założył ci teczkę i twoje pochodzenie ze strony matki wyszło na jaw. To może być fatalne dla ciebie i twoich chłopców. Teraz niewiele trzeba, żeby zniszczyć nam spokój. Ty i twoje dzieci możecie być zatrzymani i wygnani, nie pozwolą wam zostać tutaj, na naszej ziemi. Heinrich uważa, że ze względów bezpieczeństwa musicie natychmiast wyjechać z Niemiec. Jeśli tego nie zrobicie, z takimi papierami o twoim pochodzeniu to tylko kwestia czasu, i to nieodległego czasu, kiedy wszyscy trzej zostaniecie osadzeni w jakimś obozie dla „niepożądanych”. Teraz być w Niemczech Żydem to prawie zbrodnia, i nawet bycie Żydem w jednej czwartej naraża ciebie i chłopców na wielkie niebezpieczeństwo. Dla „niepożądanych” wszelkiego rodzaju mają Dachau pod Monachium. A teraz to ty i twoje dzieci należycie do tej kategorii. – Łzy spływały Paulowi po policzkach, gdy to mówił. – Heinrich powiedział, że będzie jeszcze gorzej. Zapytałem, czy mógłbym się za tobą wstawić albo czy moglibyśmy dostać jakiś specjalny immunitet, gdyby rzucili się na Żydów ćwierć krwi, ale powiedział mi, że w Niemczech każdy, kto ma żydowską krew albo pochodzenie, jest w niebezpieczeństwie i nie ma co do tego dwóch zdań. – Paul po tych słowach zakaszlał, żeby ukryć szloch, który utkwił mu w krtani jak ość. Wyglądało, jakby za chwilę miało mu pęknąć serce. – Kochany synu, ty i twoje dzieci musicie wyjechać. Natychmiast. Jak najszybciej. Zanim coś wam się stanie. Według Heinricha nie wolno marnować czasu.

W pokoju zapadła cisza. Paulowi łzy spływały z policzków. Nie ruszali się, Nick patrzył na ojca, jego słowa zaczynały do niego docierać.

– Mówisz to poważnie? Muszę wyjechać? To śmieszne. Nie jestem Żydem. Może moja matka była, ale ty nie jesteś. Ja nie jestem. Nawet nie wiedziałem. A chłopcy tym bardziej nie są. Ich matka była katoliczką, krewną biskupa.

– Nie dla Hitlera i jego rządu. Jeśli masz w sobie żydowską krew, bez względu na wyznanie jesteś Żydem – oznajmił z goryczą Paul. – Tu nie chodzi o religię, tu chodzi o rasę, a teraz, w tym kraju, już nie jesteś czystej krwi Niemcem Aryjczykiem.

– To absurd. – Nick wstał i zaczął chodzić po pokoju, nie był w stanie uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. – Nie mam nic przeciwko Żydom, ale nie jestem jednym z nich. – Zamilkł.

– Dla nich jesteś – powtórzył Paul. – Nie chcę, żeby zabrali cię z domu i wysłali do obozu pracy. Mój przyjaciel powiedział, że mogą przyjść po ciebie, że zrobią to na pewno, dla przykładu. Im wszystko jedno, kim jesteś, jak żyjesz – ludzie żydowskiego pochodzenia muszą odejść albo ryzykować, jeśli zostaną. I kto wie, co zrobią potem. Teraz wysyłają ich do obozów pracy i nazywają elementem przestępczym, żeby ludziom łatwiej było przyjąć, że są zamykani razem z homoseksualistami, Cyganami i każdym, kogo się nie chce w Niemczech Hitlera. Nauczyciele Żydzi nie mogą pracować, Żydów pozbawia się ich firm i wyrzuca z pracy, nie wolno im chodzić do parków ani na baseny. Jak sądzisz, do czego to doprowadzi? Za specjalnym pozwoleniem nadal można dostać paszport, żeby wyjechać z Niemiec. Póki możesz, zabieraj chłopców i jedź. Zanim nie będzie gorzej. – Teraz Paul sam zaczął wierzyć, że może być gorzej. Mówił do Nicka naglącym tonem.

– O ile gorzej? – zapytał sceptycznie Nick. – Tato, jesteśmy szanowanymi ludźmi. Masz jeden z największych majątków ziemskich w Niemczech. Pochodzimy z jednej z najstarszych rodzin. – Nick mówił to z rozpaczą, walczył o prawo do pozostania w jedynym miejscu, które uważał za dom.

– W ich oczach matka Żydówka przekreśla wszystko inne – powiedział ze smutkiem Paul. – Nie obchodzi ich, jak stary i szanowany jest nasz ród, z pochodzenia jesteś Żydem, nawet jeśli się z tym nie zgadzasz. A Żydów tutaj nie chcą, właśnie tak powiedział mi generał. Sam bardzo ryzykował, przyjeżdżając żeby nas ostrzec. Powiedział, że twoja teczka trafiła już na czyjeś biurko w Berlinie. Sprawdzają wszystkie stare rodziny, wszystkie metryki, małżeństwa, akty urodzin. Systematycznie wyszukują Żydów. Powiedział, że musimy działać szybko. To kwestia tygodni, kiedy po was przyjdą.

– Co mam zrobić? – Nick prawie krzyknął na ojca, ale nie było na kogo krzyczeć, na kogo narzekać, chyba tylko na los. Ze względu na matkę, której nie znał, a nawet nie wiedział o jej istnieniu, razem z synami musiał opuścić dom i uciekać. – Co mam zrobić? Uciekać?

Paul popatrzył mu w oczy z głębokim smutkiem i pokiwał głową.

– Tak. Heinrich powiedział, że ludzie wyjeżdżają do Ameryki, jeśli uda im się znaleźć poręczyciela albo pracę, co nie jest łatwe. Zrobiłem listę ludzi, których tam znam, ale nie wiem, czy zechcą pomóc. Chcę napisać do dyrektora twojej szkoły w Anglii, może on za ciebie poręczy. Musimy dotrzeć do każdego, kogo znamy, żeby cię stąd wydostać. Ale żeby to zrobić, musisz mieć zawód.

– A co będę robił, tato? Zostanę szoferem? Nie znam się na żadnej pracy. – Mówiąc to, poczuł się jak głupiec, ale obaj wiedzieli, że to prawda. Świat, w którym żyli, nie wymagał od niego pracy czy umiejętności robienia czegoś produktywnego. Nie nauczył się nawet zarządzania własnym majątkiem ziemskim.

– Może pracowałbyś w banku – rzucił z nadzieją Paul. – Nie wolno ci wywieźć więcej niż określoną sumę. Oni nie chcą, żeby jakakolwiek wielka fortuna wypłynęła z Niemiec. Dam ci wszystko, co będę mógł. – Paul wyglądał na przygnębionego. Przemyślał już wszystko. – Musisz przecież zająć się chłopcami.

– Życie nie przygotowało mnie do tego – wyznał Nick z rozpaczą. – Wychowano nas tylko do jazdy konnej i prowadzenia samochodów, uprzejmości na proszonych kolacjach i tańców na balach. Czy jestem zdolny do podjęcia pracy?

– Musimy coś szybko wymyślić. Nie można marnować czasu. Jak tam będziesz, możesz uczyć niemieckiego. Dobrze mówisz po angielsku – to dlatego chcę napisać do dyrektora twojej szkoły. Może załatwi ci posadę nauczyciela w Anglii albo w Stanach. To szanowany zawód, wyżywisz i siebie, i chłopców.

– A co mam powiedzieć dzieciom? – Nie miał pojęcia, co im powie, takie to było zagmatwane, takie dziwaczne i obrzydliwe. Toby, piętnastolatek, nic nie zrozumie, tym bardziej sześcioletni Lucas. Sam tego nie rozumiał. – Że wyjeżdżamy z Niemiec, bo uznano nas za kryminalistów? Moi synowie nawet nie wiedzą, kto to taki Żyd. I ja mam im powiedzieć, że ze względu na wariata, który rządzi Niemcami, jesteśmy teraz zmuszani do porzucenia domu, do wyjazdu tam, gdzie niczego nie mamy, nikogo nie znamy. Tato, to jest obłęd.

– Tak, to jest obłęd – zgodził się Paul. – Kiedy sprawy się uciszą, a jestem pewien, że w końcu tak się stanie, będziesz mógł wrócić, ale teraz musisz wyjechać. Heinrich bardzo jasno mi to przedstawił, a ja mu wierzę. Nie masz wyboru. Napiszę listy, a ty pomyśl, czy znasz kogoś, kto mógłby pomóc albo za ciebie poręczyć, albo dać ci pracę. – Nick siedział przez chwilę w milczeniu, oszołomiony tym, co usłyszał. A Paul też był zaskoczony własnymi słowami.

– Ludzie, z którymi chodziłem w Anglii do szkoły, robią to samo co my. Polują, jeżdżą konno i zarządzają swoimi dobrami. Nie mają zawodów. A ja chciałbym, chociaż raz, spotkać się ze swoją matką, chciałbym zobaczyć, kim jest. – Nagle zaczęło to być dla niego ważne, chociaż nie wiedział dlaczego. Zaczęła go interesować kobieta, która go urodziła. A skoro prawdopodobnie jeszcze żyła, chciał zobaczyć jej twarz.

– Rozumiem. Pomogę ci w tym. – Wyglądało na to, że Paul mówi to poważnie, chociaż nie jest zadowolony. Odeszła czterdzieści trzy lata temu, a on nie miał ochoty wygrzebywać jej z przeszłości. Ale najpierw trzeba było się zająć sprawami ważniejszymi niż zaspokajanie ciekawości Nicka, jak wygląda jego matka. – Teraz nie możemy tracić czasu. Musimy jak najszybciej wydostać ciebie i chłopców z Niemiec.

Żaden nie wiedział jeszcze, jak to zrobić, wiedzieli, że muszą obmyślić plan. Zależało od tego życie Nicka i chłopców, a na pewno ich bezpieczeństwo. Nicka przerażała myśl, że ześlą go z chłopcami do obozu pracy, a Paul nie był w stanie wyobrazić sobie tego, co może być gorsze, chociaż generał dawał do zrozumienia, że to zaledwie pierwszy etap i może nadejść coś gorszego, a on nie chciał, żeby ich to spotkało. To, że generał złożył Paulowi wizytę i ostrzegł go, było nieocenionym darem. Drżał na myśl, co mogłoby się stać, gdyby nie przyszedł. Wzięto by ich z zaskoczenia i byłoby po Nicku i chłopcach.

– Porozmawiamy o tym później – powiedział Nick ze smutną miną. – Potrzebuję świeżego powietrza.

– Dokąd idziesz? – zapytał ojciec, obawiając się tego, co zamierza zrobić Nick.

– Do Altenbergu, spotkać się z Alexem. – Zawsze, gdy przytrafiało mu się coś złego albo dobrego, chciał się spotkać z przyjacielem.

– Chcesz mu powiedzieć? – zmartwił się Paul.

– Nie wiem. Chcę tam po prostu pobyć przez jakiś czas. Oczywiście, powiem mu, kiedy będę wyjeżdżał. I muszę pomyśleć, do kogo napisać i od czego zacząć. Nie znam nikogo w Stanach. – Nie widział siebie w roli nauczyciela w angielskiej szkole. W ogóle nie mógł sobie wyobrazić, że opuszcza Niemcy. Po co? Żeby co robić?

– Znam kilku ludzi w Stanach – stwierdził cicho Paul. – Napiszę do nich listy z prośbą, żeby poręczyli za ciebie i chłopców i dali ci pracę.

– Mogę pracować jako stajenny albo instruktor tańca – powiedział smutno Nick i właściwie nie był to żart. To jedne z nielicznych rzeczy, na których się znał. Nie oporządzał własnych koni, odkąd był chłopcem, ale wiedział, że potrafiłby to robić.

– Postaram się znaleźć ci coś lepszego – rzekł ze smutkiem ojciec, przerażony sytuacją, w jakiej się znaleźli. Zrobiłby wszystko, żeby ratować syna i wnuków.

Kilka minut później Nick jechał już bugatti. I on, i ojciec byli zatopieni w myślach. Prowadząc piękny sportowy samochód, Nick zrozumiał, że życie, które znał, kończy się na lata, jeśli nie na zawsze. A Paul próbował przyzwyczaić się do myśli, że wkrótce straci całą rodzinę i będzie oddzielony od wszystkich, którzy byli mu bliscy. Mógłby wyjechać z nimi, ale nie chciał porzucić majątku. Jego obowiązkiem było pozostać tutaj ze względu na ziemię i dzierżawców, żeby utrzymać w mocy dziedzictwo i wszystko, czego nauczono go szanować. Czuł się też za stary na wyjazd. Ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzebuje Nick, to starzec, którym trzeba się zajmować. Będzie miał dość roboty z chłopcami. Paul wiedział, że powinien zostać. Ale Nick i chłopcy muszą wyjechać. I to szybko.

Nick dojechał do Altenbergu, zaparkował samochód i poszedł do stajni, gdzie znalazł Alexa, pracującego z Plutem. Wytrwale powtarzał z koniem kroki, kazał mu skręcać w ułamkach sekund, uczył go stać bez ruchu na tylnych nogach, co się nazywało lewada, a lipicany były jakby do niej stworzone. Nick zauważył, że Pluto zrobił duże postępy przez ostatnie tygodnie, odkąd go po raz ostatni widział. Wynik wielu godzin treningu z Alexem był nadzwyczajny. Pluto z natury nadawał się do pokazów i za kilka miesięcy, w Wiedniu, świetnie da sobie radę. Alex nie był jednak usatysfakcjonowany. Zamachał ręką, kiedy zobaczył, jak Nick sadowi się na płocie, żeby oglądać przyjaciela i lipicana przy pracy.

– Bardzo ci ojciec nagadał?! – zawołał przez ramię.

Nick wzruszył ramionami. Nie chciał go okłamywać, ale nie mógł mu także powiedzieć prawdy. Nadal trawił to, co usłyszał. To było zbyt obrzydliwe, żeby mogło być prawdą. Razem z chłopcami musi opuścić Niemcy w ciągu kilku tygodni, a nie ma dokąd się udać i nie ma za co utrzymać synów, jeśli gdzieś dotrze. To, co rano wyznał mu ojciec, było koszmarem i Nick chciał tylko obudzić się i dowiedzieć, że to żart. Ale to nie był żart. Myślał także o swojej matce, patrząc na Alexa pracującego z Plutem. Teraz Alex do wyprostowanej pozycji dodawał podskoki. Nick wiedział, że to kurbeta. Przez całe lata widział, jak Alex uczy konie tej sztuki. Tak samo jak najważniejszego, kaprioli i krupady, przy których wspaniałe białe konie jakby szybowały w powietrzu w perfekcyjnie ułożonym balecie. Alex nazywał te manewry lataniem nad ziemią. Genialnie potrafił wyćwiczyć także swoje araby w haute ecole i na lonży. Nick trochę się uspokoił, patrząc, jak Alex pracuje z Plutem tego popołudnia. Kiedy skończył, na dworze było już ciemno, stajenny odprowadził konia. Alex przemawiał do Pluta, uspokajał go przez kilka minut, zanim wyszedł, jakby dziękował mu za ciężką pracę i bajeczny występ. Pluto sprawił się tego popołudnia lepiej niż kiedykolwiek. Alex wyglądał na zadowolonego, gdy Nick zeskoczył z płotu i podszedł do niego.

– Nie mam pojęcia, jak je do tego nakłaniasz – powiedział z podziwem Nick. – Tysiąc razy patrzyłem, jak to robisz, i nadal widzę w tym magię, jakby z twojej woli koń unosił się w powietrze. Słowo daję, magik z ciebie.

– Mają to we krwi. One tego chcą – zapewnił go skromnie Alex. – Ja im tylko dodaję odwagi, żeby spróbowały. Jak już wiedzą, że mogą, idzie łatwo i razem się bawimy. – Wyglądało na to, że Nick jest czymś zaniepokojony, że coś go rozprasza. Alex spojrzał mu w oczy. – Z twoim ojcem w porządku? – zapytał niespokojnie. Nagle pomyślał, że ojciec Nicka może być chory. Miał nadzieję, że nie, ale Nick wyglądał na głęboko nieszczęśliwego.

– Tak, dobrze się czuje – odparł obojętnie, kiedy wychodzili ze stajni. Alex dokładnie mu się przyjrzał. Nick był spięty, a jego oczy wyglądały jak dwie sadzawki bólu. Zbyt długo byli przyjaciółmi, żeby tego nie zauważył.

– Nie musisz mi mówić – odezwał się ostrożnie Alex. – Nie masz wobec mnie żadnych zobowiązań. Ale wiem, że kłamiesz. Gdybym mógł ci pomóc, tylko powiedz.

Nick pokręcił głową. Wbrew jego woli z oczu trysnęły mu łzy. Odwrócił się, żeby popatrzeć na przyjaciela, który był dla niego jak brat: to Alex pocieszał go, kiedy umarły mu żona i córka, był z nim przy każdym ważnym życiowym wydarzeniu, dobrym czy złym. Razem świętowali, razem płakali, dzielili smutki i radości, jak bracia, za których się uważali.

– Moja matka żyje... Ojciec okłamywał mnie przez wszystkie te lata. Właśnie odkrył, że jest w połowie Żydówką. Nie wiedział o tym. Ma przyjaciela w Wehrmachcie, który przyjechał, żeby mu to powiedzieć. I że chłopcy i ja zostaniemy gdzieś zesłani, pewnie do obozu pracy, jeśli nie wyjedziemy. Muszę opuścić Niemcy w ciągu kilku tygodni, bo teraz zostałem uznany za Żyda. Potrzebuję pracy i poręczyciela w Ameryce albo w Anglii, czy gdzieś, dokąd pojadę. Alex, nie mam pojęcia, co robić, jak utrzymać chłopców, kiedy już tam się dostanę. Mógłbym być tylko stajennym, koniuszym albo szoferem. – Mówił to ze łzami w oczach. Wyglądał, jakby ogarnęła go panika. Alex zatrzymał się, słuchał i patrzył na niego.

– Mówisz poważnie? To nie jest jakiś dowcip? – Alex nie był w stanie uwierzyć. Wszystko to brzmiało niewiarygodnie. Mniejsza, że matka Nicka żyła, a on miał żydowską krew w żyłach. Znacznie gorszą wiadomością było to, że i on, i chłopcy mogą zostać zabrani do obozu pracy i muszą natychmiast wyjeżdżać. To nie mieściło się w głowie.

– Czy wyglądam, jakbym sobie dowcipkował? Co mam, do diabła, robić?

– Znajdź poręczyciela i pracę, i to cholernie szybko – stwierdził poważnie Alex. Obaj wiedzieli, co się dzieje w Niemczech od wprowadzenia z inicjatywy Hitlera ustaw norymberskich. Tylko nie wiedzieli, że stosują się one do Nicka i jego chłopców. To była bardzo, ale to bardzo zła wiadomość, i całkowicie wyjaśniała ponury wygląd Nicka.

– I co miałbym robić w tej pracy? – mówił dalej Nick. – Ty przynajmniej umiesz trenować konie. Ja nawet tego nie umiem. Po prostu na nich jeżdżę, kiedy ktoś inny je wyćwiczy.

– Jesteś pewien, że nie ma sposobu, żeby się z tego wydostać albo namówić ludzi, żeby dali ci spokój? – Alex ciągle nie był w stanie uwierzyć, Nick też, ale to była przerażająca prawda.

– Według mojego ojca nie. Jego przyjaciel, generał Wehrmachtu, powiedział, że musimy natychmiast wyjeżdżać, w ciągu paru tygodni, a może szybciej. Nie mam pojęcia, co mamy robić. I dlaczego ktokolwiek miałby poręczać za mnie i chłopców albo gdzieś mnie zatrudnić?

– Coś wymyślimy – pocieszył go Alex. Chciał pomóc, ale znalezienie dla Nicka poręczyciela i pracy to problem, poza tym zmagał się z myślą, że przyjaciel z dzieciństwa, kumpel od serca, brat i współtowarzysz we wszystkim ma wkrótce opuścić Niemcy, prawdopodobnie na zawsze, a na pewno na długi czas, póki kraj nie powróci do normalności, a kto wie, jak długo to potrwa?. – Czy chłopcy już wiedzą? – zapytał, denerwując się za Nicka.

– Dowiedziałem się o tym dzisiaj rano i nie mam zamiaru im mówić, póki nie będę wiedział, co robić. A jeśli niczego nie znajdę i ześlą nas do obozu?

– Przeżyjesz, ale musimy zrobić wszystko, żeby do tego nie doszło.

Nie był w stanie znieść myśli, że Nick z synami zostaną zamknięci. To byłoby zbyt okrutne, a gdyby jeden z nich albo wszyscy trzej nie przeżyli? Alex chciał zrobić cokolwiek, żeby pomóc. Próbował sobie wyobrazić, jak by to było, gdyby on i Marianne musieli wyjechać z Niemiec, tak jak Nick i jego dzieci. Przekraczało to granice jego wyobraźni. Nick był zrozpaczony, kiedy odprowadził go do samochodu, a Alex jeszcze nigdy o nikogo tak się nie bał jak teraz o niego i chłopców. Przeżywał taki sam niepokój jak wtedy, kiedy żona i córka Nicka zachorowały.

– Coś wymyślimy – powtórzył, gdy Nick wsiadał do samochodu, a przyjaciel podniósł wzrok, w oczach miał smutek. Żaden z nich nawet sobie nie wyobrażał, że coś takiego może się stać w ich ukochanym kraju. Ich życie wydawało się tak bezpieczne i pewne. I tak miało być zawsze, dla wszystkich przyszłych pokoleń, a teraz Nick musi wyjechać. Nie można było tego przyjąć, zgłębić, nie mówiąc o tym, żeby rozwiązać taki problem.

– A jeśli nie ma na to rady? – zapytał szczerze Nick.

– Coś się znajdzie – powiedział spokojnie Alex. – Musi coś się znaleźć. Ale to nie powinno się zdarzyć w cywilizowanym kraju, takim jak Niemcy. Cóż to kogo obchodzi, że twoja matka była Żydówką?

– Chcę ją zobaczyć – przyznał Nick. – Gdyby nie ta cała reszta, byłbym zły na ojca, że przez tyle lat nie mówił mi prawdy. Teraz nie mogę się na niego wściekać. Biedak boi się o nas, jest załamany tym, że musimy uciekać. Mimo to chciałbym zobaczyć, kim ona jest. Jeśli nawet nie mamy ze sobą nic wspólnego, i tak jest moją matką, a ja zawsze o niej myślałem. 

Alex pokiwał głową. Rozumiał Nicka, chociaż ta sprawa była znacznie mniej ważna od innych problemów.

– Czy to naprawdę takie istotne? – zapytał.

– Dla mnie tak – odparł Nick. – Chociaż najpierw muszę znaleźć poręczyciela i pracę w Anglii. Potrzebny mi ktoś, kto mnie zatrudni, żebym mógł utrzymać chłopców.

– Pomyślę o tym wieczorem – obiecał Alex.

Nick dotknął jego ramienia przez otwarte okno wozu.

– Dziękuję – zaczął – za wszystko... za to, że byłeś moim przyjacielem przez te lata.

Alex skinął głową, przez chwilę nie był w stanie nic powiedzieć, zbierało mu się na płacz. Nie znalazł słów, żeby wyrazić uczucia, by powiedzieć, jak wiele Nick i jego dzieci dla niego znaczą. Nienawidził nazistów za to, co robili. Kraj zwariował, skoro szedł za tym małym potworem, który chce wygnać godnych szacunku ludzi z ich domów i wyrzucić ich razem z dziećmi. Nick von Bingen i jego rodzina to kręgosłup Niemiec, ich tradycja, istota. Traktowanie ich jak przestępców musi zostawić ziejącą ranę na duszy kraju, który Alex nazywał ojczyzną. Mógł myśleć tylko o tym, jak będzie tęsknił za Nickiem i chłopcami. Nie był w stanie znieść tej myśli. Nadal słyszał słowa Nicka, idąc w stronę zamku, ocierał oczy. Płakał za przyjacielem, za jego synami i ojcem, który będzie załamany rozłąką, za krajem, który kochał, a teraz zaczynał nienawidzić za wygnanie przyjaciela. To, co nadchodziło, było niepowetowaną stratą dla nich wszystkich i przerażającym znakiem czasu. Bezpieczne, spokojne życie legło w gruzach. Alex był pewien, że nic w jego życiu nie będzie już takie samo.

Rozdział 3

Dla Paula po tym, co powiedział Nickowi, że musi uciekać, dni zlewały się w czas pełen napięcia, podszyty nieustającym strachem. Nick nadal nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje, Paul trawił dni na pisaniu listów do ludzi, których ledwie znał w Ameryce, z nadzieją, że znajdzie poręczyciela i pracę dla syna. Każdemu, kto chciał słuchać, objaśniał, w jak trudnym położeniu się znaleźli.

Lucas nie był świadomy napięcia, w jakim żyli, ale do Tobiasa szybko to dotarło. Zapytał ojca, co się dzieje. Była to jedna z najbardziej bolesnych chwil w życiu Nicka, objaśnianie synowi, dlaczego muszą opuścić dom. Żaden z nich nie widział w tym sensu.

Tobias najpierw rozpłakał się i powiedział, że nie wyjedzie, potem wybrał się na rowerze do Marianne, żeby jej o tym opowiedzieć. Właśnie wychodziła ze stajni, kiedy się na nią natknął. Patrzyła, jak ojciec trenuje Pluta. Zdążyła już dojść do siebie po przeziębieniu, chociaż nadal trzymał się jej paskudny kaszel, a szyję miała owiniętą czerwonym szalem. Ledwie zobaczyła Toby’ego, domyśliła się, że płakał. Przestraszyła się, że stało się coś strasznego. Ojciec nie powiedział jej o tym, co grozi Bingenom. Nie chciał mówić, dopóki nie okaże się, dokąd jadą, żeby był w tym jakiś konkret zamiast zgrozy pożerającej teraz Nicka i jego ojca. Obaj bali się, że nikt im nie pomoże i że wylądują w końcu w obozie pracy. Ich dni na wolności były policzone, a czas pędził. Jeśli mieli się wydostać z Niemiec, musieli szybko coś znaleźć.

– Wyjeżdżamy! – krzyknął Tobias. Rzucił rower, wyplątał z niego długie nogi podrostka i podbiegł do Marianne.

– Dokąd wyjeżdżacie? – Wyglądała na zaskoczoną i zaniepokojoną. Zgroza malująca się na jego twarzy przeraziła ją. Oczy miał pełne łez.

– Jeszcze nie wiemy. Ale to już niedługo. Może do Ameryki albo do Anglii. Tata i dziadek pracują nad tym. Matka taty była w połowie Żydówką i wcale nie umarła. Dokądś wyjechała, rozwiedli się – szepnął konspiracyjnym tonem. – A teraz musimy wyjechać, bo oni myślą, że my też jesteśmy Żydami.

– To śmieszne. – Marianne, patrząc na niego, próbowała zbagatelizować jego słowa. Był równie wysoki jak ona, widziała, że wstrząśnięty tym, co mu powiedziano, drży ze strachu, a może od zimnego wiatru, który zwiewał jej jasne włosy na twarz. – Nie jesteś Żydem. Kto powiedział, że masz wyjeżdżać i dokąd?

– Rzesza mówi, że jesteśmy Żydami, nawet jeśli tylko troszeczkę. Ze względu na matkę taty, a on jej w ogóle nie widział. Odeszła po jego urodzeniu i oddała go dziadkowi. Tata właśnie mi powiedział. Nigdzie nie pojadę – stwierdził nagle Tobias. – Chcę zostać. Tu jest nasz dom. – Wybuchnął płaczem, objęła go, przyciągnęła do siebie i też się rozpłakała. – Tata twierdzi, że jeśli nie wyjedziemy, dokądś nas zabiorą. Chyba do obozu pracy. Tego też nie chcę.

– Czy Lucas wie? – spytała zaniepokojona.

Byli dla niej jak bracia. Wiedziała, że Tobias jest w niej zadurzony, ale nie zwracała na to uwagi. Uważała go za dziecko, chociaż był tylko dwa lata młodszy. Ale kiedy ma się siedemnaście i piętnaście lat, różnica istnieje. Ogromna.