Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
71 osób interesuje się tą książką
Richard VanRyan i jego żona Katy byli idealną parą. Połączył ich kontrakt, później pojawiły się namiętność i wielka miłość. Jej owocem były dwie prześliczne, bystre córeczki. Wszystko układało się znakomicie: perfekcyjny Richard odnosił sukcesy jako biznesmen i mentor dla młodszych współpracowników, rodzinę otaczali oddani przyjaciele. Każdy, kto liczył się w Toronto, wiedział, kim byli Richard i Katy. Wydawało się, że los dopisał do ich umowy paragraf "żyli długo i szczęśliwie".
Aż nagle wydarzyło się niewyobrażalne.
Richard runął ze szczytu. I szybko zrozumiał, że powrót jest niemożliwy.
W jednej chwili idealny świat Richarda i Katy legł w gruzach.
Wszystko musiało się zmienić.
Nowa klauzula. Nowe zasady. Nowa rzeczywistość...
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 397
Melanie Moreland
Nowa klauzula.
Kontrakt #2
Przekład: Wojciech Białas
Tytuł oryginału: The Amendment (The Contract #2)
Tłumaczenie: Wojciech Białas
Projekt okładki: Agata Pabian
ISBN: 978-83-289-2035-4
Copyright © 2019 Moreland Books Inc.
All rights reserved.
Published by arrangement with Bookcase Literary Agency, and Booklab Agency.
Polish edition copyright © 2026 by Helion S.A.
All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage retrieval system, without permission from the Publisher.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.
Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.
Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub w przeszłości — oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przypadkowe.
Drogi Czytelniku!
Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres
editio.pl/user/opinie/nowkl2_ebook
Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.
Helion S.A.
ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice
tel. 32 230 98 63
e-mail: [email protected]
WWW: editio.pl (księgarnia internetowa, katalog książek)
Nowa klauzula to wędrówka szlakiem miłości, przebaczenia i zrozumienia.
Jest tylko jedna osoba, której mogłam zadedykować tę książkę.
Dedykuję ją mojemu Matthew.
Bo kiedy z nim jestem,
przebaczenie jest na wyciągnięcie ręki,
wsparcie nigdy się nie kończy,
a miłość otacza mnie w każdym momencie mojego życia.
Zawsze i na zawsze Twoja – M.
Było już późno, kiedy zaparkowałem na podjeździe i westchnąłem z ulgą, że wreszcie wróciłem do domu. Dawniej uwielbiałem podróże służbowe, ale teraz zdałem sobie sprawę, że wręcz odrzuca mnie myśl o kolejnych wyjazdach. Nie cierpię zostawiać Katy i dziewczynek.
Mój samolot z Toronto wystartował z opóźnieniem, a potem to samo powtórzyło się w Calgary, więc miałem za sobą długi dzień. Wryłem sobie w pamięć, żeby porozmawiać z osobą, która w naszej firmie organizuje podróże służbowe. Zamierzałem jej powiedzieć, żeby bukowała mi tylko bezpośrednie loty. Miałem po dziurki w nosie przesiadek.
Dom tonął w mroku, ale w tej ciemności jarzyły się dwie plamy światła. Jedną tworzyła lampka nad drzwiami wejściowymi, która miała wskazywać mi drogę, a źródłem drugiej był przyćmiony blask, którym jaśniały szyby pokoiku dziecięcego. To oznaczało, że Katy jest na nogach i zajmuje się w tym momencie małą Heather. Byłem pewny, że właśnie ją karmi.
Otworzyłem drzwi auta i przeciągnąłem się. Moją uwagę przykuł promień ulicznej latarni odbity od jakiegoś białego przedmiotu. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem w tamtą stronę, po czym ruszyłem truchtem wzdłuż podjazdu, po drodze zauważając ze zdumieniem tabliczki z hasłami wyborczymi zaśmiecające mój trawnik. Były wśród nich reprezentowane wszystkie opcje polityczne. Zakląłem, po czym powyciągałem je z murawy i zaniosłem do garażu, gdzie rzuciłem w kąt. Potem chwyciłem walizkę i pospieszyłem do domu.
Wszedłem po schodach, pokonując po dwa stopnie naraz, przystanąłem na moment, żeby zostawić walizkę w naszej sypialni, po czym ruszyłem do położonego za ścianą pokoiku dziecięcego. Całe zmęczenie, stres i napięcie tego dnia przepadły bez śladu na widok sceny, jaką tam zastałem.
Na wymoszczonej poduszkami małej sofie drzemała moja piękna żona Katy, trzymając w ramionach małą Heather, a tuż przy nich spała przytulona Grace. Ułożyła się na podołku Katy, rozpostarta niczym rozgwiazda, tak by zająć tyle miejsca – i rzecz jasna uwagi swojej mamy – ile tylko zdołała. Na podłodze obok fotela leżała porzucona butelka. Wszystkie moje dziewczyny tworzyły razem przepiękną trójcę, chociaż dzieciaki rosły zdecydowanie szybciej, niż bym chciał.
Obserwowałem je, starając się nie objawiać głośno swojego rozbawienia. Wyjąłem z kieszeni telefon i strzeliłem im kilka fotek, a potem podszedłem do sofy, żeby poukładać swoje córeczki na przeznaczonych dla nich miejscach.
Wyłuskałem Heather z ramion żony, która drgnęła, więc uspokoiłem ją, szepcząc:
– Wszystko w porządku, skarbie. Trzymam ją.
– Wróciłeś – wymamrotała. – Późno… Czekałyśmy na ciebie.
– Wiem, kochanie. Przepraszam.
Katy chciała pogładzić mnie po policzku, ale chybiła.
– W porządku.
Roześmiałem się i ująłem jej rękę, po czym złożyłem na niej pocałunek.
– Teraz jestem już w domu.
– Tęskniłam.
To słowo sprawiło, że zrobiło mi się ciepło na sercu. Pocałowałem Katy w głowę.
– Ja też.
– Mhm – brzmiała jedyna odpowiedź.
– Mała nakarmiona? – zapytałem.
– Nakarmiona. Kolejny raz.
Wyszczerzyłem zęby. Heather miała niepohamowany apetyt. Cały czas była głodna i robiła się niecierpliwa, gdy musiała czekać na posiłek.
– OK, zostań tutaj. Zaraz wracam – powiedziałem.
Moja żona uśmiechnęła się, senna i zadowolona, po czym znowu przymknęła powieki.
Heather przylgnęła do mnie mocno, a ja przystanąłem nad jej łóżeczkiem, bo nie miałem jeszcze ochoty układać jej do snu. Była ciepłym, słodko pachnącym ciężarem spoczywającym w moich ramionach. Kołysałem się z boku na bok w rytmie, który zawsze działał na nią kojąco – uwielbiałem to uczucie, gdy leżała wtulona w moją pierś. W końcu położyłem ją i odgarnąłem jej z czoła niesforny kosmyk włosów, który odziedziczyła po mnie. Byłem pewny, że jeśli wdała się we mnie również z charakteru, to będzie ją to doprowadzać do szału.
Upewniłem się, że Heather jest ułożona jak należy, po czym wróciłem do sofy i popatrzyłem na Gracie. Moja starsza córka miała lekki sen, więc wiedziałem, że jeśli spróbuję ją poruszyć, to istnieje spore ryzyko, iż się przebudzi, a wtedy jedynym sposobem na to, by skłonić ją do ponownego zaśnięcia, będzie nasz wspólny łupieżczy najazd na pudełko z lodami. Siadaliśmy wówczas przy stole, Gracie gramoliła mi się na kolana, stawialiśmy przed sobą pudełko, a potem zaczynałem ją karmić łyżeczką, słuchając, jak papla o czymś niezwykłym, co przytrafiło jej się danego dnia, i starając się nie szczerzyć jak kretyn, gdy sepleniła, zniekształcając niektóre słowa.
– To było takie śmiesne, tatusiu! Nie mogłam psestać się śmiać!
Tym razem musiała być na szczęście zmęczona, bo nie przebudziła się ani na moment, kiedy brałem ją na ręce, przenosiłem, a potem układałem w jej łóżeczku, udekorowanym jak u księżniczki. Nachyliłem się nad nią i pocałowałem jej włosy. Czułem buzujący w piersi przypływ bezbrzeżnej miłości.
Następnie wróciłem do pokoiku dziecięcego. Korzystając z tego, że nie leżą już na niej dzieci, Katy zwinęła się w kłębek i twardo spała. Starałem się powstrzymać śmiech. Pomyślałem, że kiedy obudzi się rano, nie będzie pewnie pamiętała, że wróciłem w nocy do domu i że nawet zdążyła już ze mną porozmawiać, chociaż krótko. Pochyliłem się, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Zobaczyłem, że pościel po jej stronie łóżka jest czyściutka i nic a nic niepomięta – było jasne, że Katy sypiała na mojej połówce materaca, gdzie leżała powygniatana poduszka i skotłowana kołdra. Zawsze spała w ten sposób, kiedy wyjeżdżałem w delegację. Na mojej połówce łóżka, ubrana w moją koszulę i z moją poduszką pod głową.
Odciągnąłem na bok kołdrę po jej stronie i ułożyłem Katy na materacu. Zostawiłem ją pogrążoną we śnie i poszedłem wziąć długi, gorący prysznic, po czym sam wślizgnąłem się do łóżka u jej boku. Wystarczyła sekunda, by wtuliła się we mnie, opierając głowę na mojej piersi i zarzucając nogę na moje udo – niczym moja osobista rozgwiazda. Nie było wątpliwości, że Gracie odziedziczyła tę pozycję po swojej mamie.
A ja nie zrezygnowałbym z tego za żadne skarby świata.
Katy poruszyła się, przesuwając nogę wyżej i pocierając kolanem o moje krocze. Mój fiut drgnął pod jej dotykiem. Może wcale nie była taka śpiąca, jak mi się wydawało.
– Katy – odezwałem się ostrzegawczo – nie zaczynaj, jeśli jesteś zbyt zmęczona, żeby doprowadzić to do końca.
Przywarła do mnie jeszcze mocniej i powiodła dłonią po moim torsie.
– Tak bardzo się za tobą stęskniłam – powiedziała cichym, ochrypłym od snu głosem.
Podniosłem głowę i spojrzałem na nią uważnie. Jej oczy były zaspane i wąskie jak szparki, ale i tak wyzierało z nich uwielbienie. Moja żona umiała patrzeć na mnie w taki sposób, że czułem się, jakbym przerastał wszystkich o kilka głów. Jakby stać mnie było na absolutnie wszystko. Jakbym mógł być dla niej, kimkolwiek zechce.
Podciągnąłem Katy do góry, tak że jej usta znalazły się tuż przy moich wargach.
– Ja też za tobą tęskniłem, skarbie. Zawsze za tobą tęsknię.
Katy wsunęła mi dłoń w bokserki, które zakładałem do snu. Sypianie na golasa skończyło się, kiedy Gracie nauczyła się chodzić. Była ciekawskim dzieckiem i nie miała trudności z tym, żeby w środku nocy wgramolić się nam do łóżka.
Katy zamknęła dłoń wokół mojej twardniejącej fujary.
– Za nim też się stęskniłam.
– Obydwaj cieszymy się z powrotu do domu.
Moja żona podniosła się do pozycji siedzącej i przerzuciła nogę nad moimi biodrami, po czym chwyciła za gumę od bokserek.
– Podnieś tyłek – zakomenderowała.
Podniosłem biodra, a Katy ściągnęła bokserki, a potem pochyliła się nade mną tak, że poczułem dotyk jej skóry.
– Jezu, Katy, jeszcze kilka minut temu miałaś na sobie bieliznę.
Potrząsnęła głową, zarzucając sobie włosy na ramię.
– Moje majtki eksplodowały.
– Jak to eksplodowały?
– Dowiedziały się, że Richard VanRyan wrócił do domu i bum! Przepadły.
– Naprawdę?
Katy wyprężyła się na mojej piersi tak, że poczułem, jak centrum przenikającego ją żaru prześlizguje się po moim fiucie.
– Owszem.
– Mam nadzieję, że nie ucierpiałaś w trakcie wybuchu.
– Trochę mnie przypaliło. Ale jestem pewna, że będziesz umiał ugasić ten ogień.
Pocałowała mnie, wpijając się w moje usta, pospiesznie i zachłannie. Chwyciłem ją za biodro, wplatając palce drugiej dłoni w jej włosy, i odwzajemniłem pocałunek. Smak mojej żony i dotyk jej skóry na mojej skórze stanowił doznanie, którego nie da się porównać z niczym innym na świecie. Uwielbiałem takie chwile sam na sam z nią – kiedy byliśmy tylko we dwoje, razem.
Odchyliłem głowę, nie odrywając od niej wzroku. Uroda Katy zapierała mi czasem dech w piersiach. Pogłaskałem jej miękką skórę, wodząc dłońmi po jej brzuchu.
Zacząłem kreślić palcami niewielkie kółka na delikatnych krągłościach żony, a ona przygryzła wargę, po raz pierwszy unikając kontaktu wzrokowego. Powstrzymała mnie, nerwowo nakrywając moje dłonie swoimi.
– Hej – zawołałem cicho. – Katy, skarbie, wróć do mnie.
Podniosła oczy, a ja pokręciłem głową, bo dobrze wiedziałem, o czym myśli. Musnąłem palcami blade linie, których obecność na jej brzuchu i biodrach tak bardzo trapiła moją żonę. Obecnie już nieczęsto zdarzało jej się tracić przy mnie z tego powodu pewność siebie, ale musieliśmy to sobie wyjaśnić raz na zawsze.
– Twoje rozstępy nie mają dla mnie znaczenia, Katy, i ty też nie powinnaś się nimi przejmować. Nie jesteś przez nie ani odrobinę mniej piękna, a w moich oczach jesteś tylko piękniejsza. Stanowią część ciebie. Masz je na sobie, bo przez dziewięć miesięcy chroniłaś, żywiłaś i nosiłaś w sobie nasze dzieci, moje dzieci. Te czerwone kreski są dowodem na to, jaką siłą dysponujesz. Stanowią drobne przypomnienie tego, jakim cudem jest dla mnie twoje ciało. – Dźwignąłem się i pocałowałem ją, wlewając w ten pocałunek całą miłość, która wypełniała moje serce. – I tego, jakim cudem jesteś dla mnie ty sama.
– Jak to możliwe, że zawsze wiesz, co powiedzieć?
– Tu nie chodzi o dar wymowy, to po prostu szczera prawda.
– Kocham cię – szepnęła.
– I dobrze. – Puściłem do niej oko. – Bo zaraz cię przelecę i muszę wiedzieć, że chcesz tego samego co ja.
Na wargach Katy zamajaczył uśmiech – widać było, że zdążyła się już rozchmurzyć. Popchnęła mnie z powrotem na materac.
– Żebyś wiedział, że chcę, VanRyan.
Poruszyła się, unosząc biodra tak, że mój fiut prześlizgnął się po jej szparce, a ja syknąłem, poczuwszy jej gorąco i wilgoć. Potem opadła na niego, biorąc go w całości do środka.
Odrzuciłem gwałtownie głowę na poduszkę.
– Ja pierdolę!
– Tak – jęknęła Katy i zaczęła mnie ujeżdżać. – Tak. Pieprz mnie, Richard.
Dostroiłem się do rytmu jej ruchów, wchodząc w nią raz za razem.
– Katy, jesteś dzisiaj naprawdę szalona, skarbie.
– Cały dzień o tobie myślałam. – Zakręciła biodrami, odchylając się do tyłu, by wpuścić mnie głębiej do środka. – Myślałam o tym, żeby cię w sobie poczuć. O Boże, Richard…
Przetoczyłem się wraz z Katy o sto osiemdziesiąt stopni, nie wycofując się z niej ani na chwilę, i bez zastanowienia wdarłem się w nią mocnym pchnięciem. Pisnęła i wydała okrzyk, wpijając krótkie paznokcie w moje ramiona. Przykryłem jej usta własnymi wargami, po części dlatego, że potrzebowałem poczuć jej smak, a po części po to, żeby ją uciszyć, ponieważ nie chciałem, żeby Gracie zaskoczyła nas w takiej chwili. Zafundowałbym swojej córeczce dożywotni uraz psychiczny, bo nie było opcji, bym zdołał się w tym momencie powstrzymać od pieprzenia swojej żony.
Katy znieruchomiała i doszła z krzykiem, który zgasł na moich wargach. Sam wykonałem jeszcze kilka pchnięć biodrami i moim ciałem targnęła eksplozja orgazmu – nagły skurcz jaj i kaskada iskrzącej rozkoszy pulsującej wzdłuż kręgosłupa. Wszedłem jeszcze raz w swoją żonę, jęcząc jej imię i szczytując tak intensywnie, że cały wręcz dygotałem.
A potem opadłem na Katy. Oplotła mnie ramionami, a jej dotyk był jak balsam dla mojej duszy.
– Kocham cię, Katy.
Poczułem na skórze, jak się uśmiecha.
– Wiem.
Parsknąłem śmiechem i przetoczyłem się na bok. Przyciągnąłem ją do siebie i przykryłem nas obydwoje kołdrą.
– Wszystko szło dobrze, kiedy mnie nie było?
– Tak. Jenna i Laura wpadły w odwiedziny, żeby sprawdzić, jak się miewamy. Dzwonił też Graham i pytał, czy wszystko w porządku. A jak tobie upłynęła podróż?
– Dobrze. Wszystko poszło jak trzeba.
– Chłopaki z BAM nie robią żadnych numerów?
– Na razie nie. Becca przesyła pozdrowienia. A w walizce mam kilka prezentów dla dziewczynek.
– Och, cudownie. Stęskniłam się za nią. Wszystko u niej w porządku?
– Na to wygląda.
– Reid dobrze ją traktuje?
Prychnąłem.
– Ten chłopak absolutnie za nią szaleje. Gdyby mógł, podarowałby jej cały świat, więc owszem, Becca ma się dobrze.
– Muszę do niej zadzwonić i wypytać, co u niej. Upewnić się, że wszystko u niej OK. Wiem, że nie zdążyła jeszcze do końca się odnaleźć w nowej sytuacji. Kiedy rozmawiałyśmy po raz ostatni, wydawała się zestresowana.
– Niedługo wpadnie w odwiedziny do domu. Jestem pewien, że tamtego dnia, kiedy rozmawiałyście, była zajęta. Jeśli będzie potrzebowała pogadać przed przyjazdem, to sama się odezwie.
– Nie. Zadzwonię do niej. Może się martwić, czy nie zawraca mi głowy. Sam wiesz, jak to jest. Chcę, żeby wszystko jej się ułożyło.
Westchnąłem, w pełni świadom, że spieranie się z Katy nie miało sensu – była to lekcja, którą zdążyłem już sobie przyswoić w trakcie naszego wspólnego życia. Moja żona była uparta – co w niej uwielbiałem. Przepadała za moją dawną asystentką, Beccą, i bardzo za nią tęskniła. Była to kolejna rzecz, którą w niej uwielbiałem – to, że tak mocno troszczyła się o innych.
Przypomniało mi się, co zobaczyłem, gdy zajechałem pod dom.
– Hej, a co robiły na trawniku te cholerne tablice wyborcze?
– Kandydaci pytali, czy mogliby je tam postawić, a ja nie chciałam żadnemu odmawiać, więc pozwoliłam, żeby wszyscy powtykali tam swoje reklamy.
– Nie cierpię tego badziewia.
– To je usuń.
– Już to zrobiłem. Wrzuciłem do garażu.
Katy parsknęła śmiechem.
– Komitety wyborcze pewnie ustawią nowe.
Jęknąłem.
– Szlag by to. Jak mam to powstrzymać? Obsadzić trawnik sumakiem jadowitym? A może postawić ogrodzenie i wypuścić w środku psa, żeby pilnował?
– Nie sądzisz, że to trochę drastyczne rozwiązanie?
– Masz lepsze sugestie?
– Może powinieneś postawić własną reklamę wyborczą.
– Przecież nie kandyduję na żaden urząd, Katy. Nie mam żadnej cholernej tablicy wyborczej.
– To by się nadawało.
– Co takiego?
– Richard VanRyan. Nie kandyduję na żaden urząd. Chciałem tylko mieć cholerną tabliczkę z hasłem. Moglibyśmy to wydrukować i rozwiesić w całej okolicy.
Wygłupy Katy naprawdę mnie rozbawiły.
– Może tak właśnie zrobię. Tyle że muszę wymyślić jakieś lepsze hasło.
Moja żona zachichotała.
– Richard VanRyan. Podpalacz majtek.
Musiałem wtulić twarz w poduszkę, żeby stłumić śmiech. Tylko Katy umiała mnie tak rozbawić. Była pierwszą i jedyną osobą, która to potrafiła.
– To chyba niezbyt dyplomatyczne.
– Masz lepszy pomysł?
Zastanowiłem się nad jej pytaniem, po czym wyszczerzyłem zęby.
– Jasne. Richard VanRyan. Ma się ten sprzęt.
Tym razem to moja żona nie zdołała powstrzymać wesołości.
– Jak sobie wolisz. – Przewróciła się na bok, ciągle chichocząc. – Co za ego.
Objąłem ją ramieniem w talii i przyciągnąłem z powrotem do piersi. Ugryzłem ją lekko w płatek ucha.
– Ale to przecież prawda, Katy. – Naparłem na nią biodrami, żeby poczuła wielkość mojego sprzętu.
– Pieprz się, VanRyan.
Roześmiałem się, usłyszawszy jej ulubiony zwrot.
– Wolę raczej pieprzyć ciebie. – Zarzuciłem sobie jej nogę na biodro i wypchnąłem krocze do przodu, prosto w jej ciepło. – I wydaje mi się, że ty też to wolisz.
Katy jęknęła i wyszła naprzeciw mojemu ruchowi, napierając na moje krocze.
– OK, panie Wielki Sprzęt. Postaraj się, żebym to zapamiętała.
Ugryzłem ją w szyję.
– Och, skarbie. Wyzwanie przyjęte.
Obudziłam się w pustym łóżku, choć na pościeli wciąż wyczuwałam ciepło ciała Richarda. Przesunęłam się na jego połowę materaca i zanurzyłam twarz w jego poduszkę. Był na niej jego zapach – ciepły, mocny i dekadencki. Cytrusy i morska bryza zmieszane z cięższą nutą piżma. Zawsze cudownie pachniał. Jego zapach podobał mi się nawet jeszcze wtedy, kiedy go nie lubiłam.
Podniosłam się do pozycji siedzącej, po czym przyciągnęłam kolana do piersi i objęłam je ramionami. Zerknęłam na zegar i skrzywiłam się. Było ledwo po siódmej, lecz w powietrzu dawał się wyczuć zapach kawy, a ja nie miałam cienia wątpliwości, że Richard przebywa w tej chwili w kuchni razem z obydwiema dziewczynkami, szykuje płatki owsiane dla Gracie i karmi Heather z butelki, popijając przy tym kawę i słuchając, jak nasza starsza córka opowiada mu o wszystkim, co go ominęło podczas nieobecności w domu.
Nigdy nie potrafiłam stwierdzić, które z nich bardziej tęskniło za drugim. Gracie była córeczką tatusia i umiała go sobie owinąć wokół palca. W odniesieniu do naszych córeczek Richard prezentował niewyczerpane pokłady cierpliwości. Nigdy nie okazywał wobec nich irytacji, zawsze przemawiał do nich z niezwykłą czułością, a jego oczy wręcz promieniały od miłości. Stanowił całkowite przeciwieństwo tamtego zimnego, obojętnego mężczyzny, z którym miałam do czynienia na początku naszej znajomości. Kiedy już raz otworzył się na miłość i pozwolił sobie na jej odczuwanie, doznał kompletnej transformacji. Gdy się we mnie zakochał, całe moje życie się odmieniło. Richard stanowił ucieleśnienie wszystkich tych cech, które mogłam sobie wymarzyć u męża i partnera, a obecnie również u ojca naszych córek. Jego kariera kwitła, nasze małżeństwo dawało nam absolutne poczucie spełnienia, a ja byłam w nim bardziej szczęśliwa, niż bym to kiedyś uznała za możliwe. Spojrzałam na zdjęcie, które stało na komodzie. Zrobił je Richard, a przedstawiało mnie i Penny.
Penny Johnson ocaliła mnie przed życiem na ulicy i zapewniła mi wszystko, czego potrzebowałam w życiu: dom, miłość i poczucie stabilności. Stała się dla mnie kimś więcej niż tylko opiekunką – była moją przyjaciółką, obrończynią, nauczycielką i matką. Jej utrata spowodowana chorobą Alzheimera była dla mnie druzgocącym ciosem. Nie zdołałabym sobie z tym poradzić, gdyby nie Richard.
Na fotografii Penny dotykała dłonią mojego policzka i coś mówiła, a na jej twarzy malował się wyraz entuzjastycznego ożywienia, jakie wykazywała w tych rzadkich momentach, gdy wracała jej jasność myślenia. Brakowało mi jej każdego dnia, ale wiedziałam, że byłaby zachwycona, widząc, jak szczęśliwie ułożyło się moje życie. Uwielbiała Richarda i pomogła zmienić go w mężczyznę, którym aktualnie był. W kontakcie z nią odnalazł zdolność kochania drugiego człowieka – udało mu się otworzyć na uczucia, które od długiego czasu wypierał. To śmierć Penny zbliżyła nas do siebie w każdym sensie tego słowa i pomogła nam dojść do punktu, w którym znajdowaliśmy się w obecnej chwili.
Wspomnienie mojej przybranej matki sprawiło, że oczy zaszły mi łzami, i poczułam nagle, iż muszę zobaczyć Richarda. Odrzuciłam kołdrę i odbębniłam szybko swoją poranną rutynę, po czym ruszyłam po schodach na dół, do kuchni. Słyszałam dobiegający stamtąd cichy śmiech męża oraz głos trajkoczącej o czymś Gracie. Heather wydawała gulgoczące odgłosy, bez wątpienia ułożona w ramionach Richarda. Gdy wracał z delegacji, przez pierwszych kilka dni rzadko zdarzało mu się spuścić nasze córeczki z oka. Weszłam do kuchni i uśmiechnęłam się na widok sceny, którą tam zastałam. Cała trójka siedziała przy stole, na którym stały opróżnione miski po owsiance, a na blacie leżała skórka z banana, którego mój mąż pokroił na plasterki, by dodać je do śniadania Gracie.
Obydwie dziewczynki siedziały mu na kolanach, zamknięte w kręgu jego ramion. Gracie mówiła, a Heather patrzyła na to z sennym i pełnym zadowolenia wyrazem twarzy, w pełni bezpieczna w objęciach taty. Richard podniósł wzrok i spojrzał w moją stronę. Jego oczy wyrażały czułość i poczucie spełnienia.
– Cześć, kochanie. Czekaliśmy na ciebie.
Gracie zeskoczyła mu z kolana i pognała w moją stronę. W ręku trzymała nowego pluszaka, którego kupił jej Richard. Zawsze wracał do domu z prezentem dla każdej z nas. Wyciągnęłam ręce i poderwałam małą do góry, po czym zasypałam jej pucołowatą buzię całusami, aż nie mogła powstrzymać chichotu. Podeszłam do Richarda i pocałowałam w główkę Heather. Mój mąż sam odchylił głowę.
– A co z tatusiem? – zapytał. – Nie dostanie buzi?
Cmoknęłam go przelotnie w usta, ale zaraz pisnęłam, gdy chwycił mnie za kark i przyciągnął moją twarz do swojej, by pogłębić pocałunek. Jego język prześlizgnął się po moim, a palce pieściły moją szyję, dotykając jej w pewny i zaborczy sposób.
Wyprostowałam się powoli, nie odrywając spojrzenia od twarzy Richarda. Gracie zachichotała.
– Pocałowałeś mamusię, tatusiu.
Mój mąż ani na chwilę nie oderwał wzroku od moich oczu.
– Zgadza się, kochanie. Lubię całować mamusię.
– A mnie też?
Richard wstał z krzesła, uśmiechnął się znacząco, po czym złożył głośnego całusa na jej policzku.
– Owszem. Ciebie też.
Posadził Heather w jej foteliku, upewnił się, że jest dobrze zapięta, i przejął Gracie z moich ramion.
– Tatuś potrzebuje więcej kawy, żeby mieć siłę do całowania. – Uśmiechnął się do mnie.
Roześmiałam się. Richard dawał sobie radę ze wszystkim – z wyjątkiem przygotowywania jedzenia i napojów. Kawę zawsze robił paskudną, niezależnie od tego, ile razy pokazywałam mu, jak się ją parzy. Jego zdolności kulinarne ograniczały się do płatków zbożowych, naleśników i tostów. Naszym najbardziej eksploatowanym sprzętem kuchennym był ekspres do kawy Keuriga. Mój mąż byłby bez niego zgubiony, bo potrzebował kofeiny, jak tylko zerwał się z łóżka, a zawsze był na nogach przede mną.
Odwróciłam się, żeby zaparzyć kawę, kiedy Richard przyciągnął mnie z powrotem do siebie i pocałował jeszcze raz.
– Dzień dobry, Katy – mruknął. – Uwielbiam być w domu razem z tobą. Tęskniłem.
Położyłam mu dłoń na policzku.
– A my uwielbiamy, kiedy jesteś z nami w domu. Ja też za tobą tęskniłam.
– Wszystko gra? – zapytał. – Jakoś smutno wyglądasz.
Wzruszyłam ramieniem.
– To przez wspomnienia – przyznałam.
Richard czasami zauważał, że kiedy wspominam Penny, robię się smutna. Zawsze to rozumiał. Uśmiechnął się łagodnie i pocałował mnie w czoło, po czym wsunął mi do ręki niewielkie pudełko.
– To dla ciebie.
Otworzyłam wieczko i aż westchnęłam z zachwytu na widok misternych perłowych kolczyków leżących na ciemnym aksamicie. Drobne, różowe, czarne i kremowe klejnoty zawieszone na niteczkach z białego złota mieniły się w blasku światła.
– Są piękne.
– Podobnie jak ty.
Odwróciłam się i pocałowałam go, a nasze usta połączyły się w doskonałej harmonii.
– Uwielbiam twoje prezenty, ale szczególnie uwielbiam, kiedy jesteś w domu. To dla mnie zawsze najlepszy podarunek.
Richard objął mnie i przyciągnął do siebie.
– Dzięki, skarbie. Dla mnie też dom jest najlepszym podarunkiem.
* * *
Godzinę później mój mąż zjawił się przede mną ubrany w czarny jak smoła garnitur i srebrzystoszary krawat. Poprawił rękawy białej koszuli, której mankiety zdobiły wytłoczone litery RVR.
– Nie mogę sobie poradzić z tymi cholernymi spinkami, Katy – poskarżył się. – Zawsze mam problem z tym kompletem.
Odstawiłam kawę i wpięłam ciężkie, srebrne krążki w rękawy.
– Proszę.
Richard przyjrzał się z zadowoleniem swoim mankietom.
– Dzięki, skarbie.
– Wrócisz dziś późno?
Pokręcił głową ze znaczącym uśmieszkiem na ustach, po czym podniósł z blatu mój kubek i wypił z niego kilka ostatnich łyków kawy, jakie w nim pozostały.
– Cholera, twoja kawa jest zawsze najlepsza.
Przewróciłam oczami, czekając na odpowiedź.
– Nie, właściwie to myślałem, żeby wrócić koło trzeciej i bezzwłocznie rozpocząć weekend, chyba że w biurze zaistniałaby jakaś sytuacja kryzysowa. Może moglibyśmy zabrać dziewczynki do parku i wyskoczyć gdzieś na kolację.
– Bardzo chętnie.
– Co powiesz na Zandini’s? – zasugerował. – Dawno nie jedliśmy pizzy, a Gracie ją uwielbia.
Zachichotałam.
– Podobnie jak jej tatuś.
Richard uniósł znacząco brew, wyraźnie rozbawiony, a potem skradł mi całusa.
– To prawda. Chcę spędzić ten weekend ze swoimi dziewczynami. Strasznie się za wami stęskniłem.
Położyłam mu dłoń na policzku.
– Rodzinny weekend to doskonały plan.
– Świetnie. Sprawdzałem w kalendarzu i wygląda na to, że w przyszłym tygodniu będę miał urwanie głowy. Graham zajął mi każdy możliwy termin. Umówiłaś się na czwartek z nianią, prawda?
– Owszem. Kolacja?
Mój mąż skinął głową i skrzywił się na moment.
– Graham jest pewny, że zdobędziemy kilka nagród za kampanię dla BAM. Gdyby nie to, tobym sobie odpuścił.
Przyglądałam mu się przez chwilę.
– Czemu? – zapytałam. Richard zazwyczaj lubił wyjścia na kolacje i chętnie spędzał wieczory, rozmawiając z ludźmi ze swojej branży o marketingu i o różnych strategiach.
– Będzie tam David. Jeśli plotki są prawdziwe, to w jego firmie nie dzieje się zbyt dobrze. Co oznacza, że będzie wyjątkowo wredny. Nie chcę, żeby się do ciebie zbliżał.
Pogłaskałam go po brodzie i poczułam pod palcami, jak bardzo Richard spiął się już na samą wzmiankę o Davidzie.
– To przeszłość, kochanie. On już nie może nam zaszkodzić.
Mój mąż odetchnął głęboko, nie spoglądając mi w oczy.
– Hej.
Podniósł wzrok, jakby z rezerwą.
– O co chodzi, kochanie? – zapytałam z naciskiem. – Powiedz mi.
Richard objął mnie ręką w talii i przyciągnął do siebie. Jego oddech muskał kosmyki włosów na moim czole.
– Jego widok i przebywanie z nim w jednym pomieszczeniu przypominają mi, jakim byłem kiedyś człowiekiem. Jakim sukinsynem byłem względem ciebie. I względem wszystkich. Przypominają mi, jak niewiele dzieliło mnie od tego, by stać się kimś takim jak on. Nie cierpię nawet dźwięku jego imienia, a co dopiero spotykania się z nim.
Przytuliłam go. Nawet obecnie rzadko się zdarzało, by mój mąż zdecydował się przede mną odsłonić.
– Wiem, że będzie mnie prowokował. Będzie próbował mi dopiec tymi swoimi złośliwymi uwagami, żeby przypomnieć mi o mojej przeszłości – powiedział.
Objęłam go mocniej.
– Nieważne, co będzie mówił, to i tak niczego nie zmieni.
Richard oparł policzek na mojej głowie.
– Martwi mnie, że sam mogę kiedyś wrócić do takich zachowań – wyznał ściszonym głosem. – Że stracę wszystko, co jest mi tak drogie.
Zadarłam głowę do góry i popatrzyłam mu w oczy.
– Nie, nic takiego się nie stanie. Nigdy nie będziesz taki jak on, Richard. Jesteś teraz kimś zupełnie innym. Wcześniej byłeś samotny i zagubiony. A teraz masz mnie. Masz dziewczynki. Rodzinę Gavinów. Nigdy byśmy do tego nie dopuścili. Sam nigdy byś do tego nie dopuścił. – Przyglądałam mu się przez chwilę. – Może powinieneś powiedzieć Grahamowi, że nie chcesz brać udziału w tej imprezie. Na pewno zrozumie.
Popatrzyliśmy sobie w oczy. W podejściu Richarda do tej sprawy dało się wyczuć niepokój.
– Katy…
– Kocham cię – oświadczyłam z naciskiem. – Kocham cię ze wszystkich sił. I kocham to, jakim jesteś człowiekiem.
– Wiem. – Pogłaskał mnie palcem po policzku, ale wciąż wydawał się zmartwiony.
– David prowokuje cię, bo masz coś, czego on nigdy nie zazna: szczęście. Jesteś spełnionym człowiekiem i niczego ci nie brakuje. Koniec końców masz dom i kochającą rodzinę. Natomiast on jest sam i godny pożałowania.
Poczułam, jak z ciała Richarda ustępuje napięcie. Wyprostował się nieco, a bruzdy zatroskania znaczące jeszcze przed chwilą jego twarz zniknęły bez śladu.
– Masz rację. Mam wszystko, czego on pragnie, a czego nigdy nie zdobędzie. Nie uda mu się grać na moich emocjach, bo mu na to nie pozwolę. W moim życiu jest zbyt wiele dobra.
– Żebyś wiedział, dokładnie tak.
Pochylił twarz i pocałował mnie, delikatnie dotykając moich warg swoimi.
– Dzięki, skarbie. Nie wiem, co mnie naszło, ale dziękuję, że mnie wysłuchałaś i że mogłem na ciebie liczyć.
– Zawsze możesz na mnie liczyć.
Pocałował mnie jeszcze raz.
– W takim razie mam wszystko, czego mi trzeba.
* * *
– Czy to będzie wszystko, panie VanRyan? – zapytała Sheila, właścicielka mojej ulubionej kwiaciarni.
– Tak. Ale dostarczycie je jeszcze dzisiaj rano?
– Oczywiście.
– Doskonale. Dziękuję. – Usatysfakcjonowany, zakończyłem połączenie i z głośnika w samochodzie ponownie popłynęła muzyka. Wiedziałem, że kwiaty dotrą do Katy w okolicy lunchu.
Nie miałem pojęcia, co mnie naszło tego poranka. Przecież po tym, jak odszedłem z agencji Davida, miałem już kilka ładnych razy okazję się z nim zetknąć. Bywaliśmy na tych samych bankietach i często rywalizowaliśmy o kontrakty u tych samych firm. Co jakiś czas zdarzało nam się wpadać na siebie w restauracjach. Victoria nie jest szczególnie wielką metropolią, a lokalne środowisko branży marketingowej ma ograniczoną liczebność, więc było to nieuniknione. Podczas mającej się niebawem odbyć kolacji zamierzałem się z nim zdawkowo przywitać i nic ponadto. Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego świadomość, że w nadchodzącym tygodniu czeka mnie spotkanie z moim byłym szefem, wzbudziła we mnie nagle taki niepokój. Ale jak zwykle miałem oparcie w Katy, która dała mi dokładnie to, czego potrzebowałem, żeby poukładać sobie to wszystko w głowie i móc skupić się na innych rzeczach.
Moja żona miała rację. Tamta dawna wersja mnie należała do przeszłości. Człowiek, którym byłem, kiedy pracowałem dla Davida i żyłem wedle reguł jego brutalnej filozofii, już dawno przestał istnieć. Miałem teraz prawdziwe życie i tę jedną rzecz, której Davidowi nie było pisane kiedykolwiek doświadczyć, bo po prostu był do tego niezdolny.
Miłość.
Dawała mi większą siłę i bogactwo, niż David miał szansę kiedykolwiek posiąść.
Czasami po prostu potrzebowałem, żeby ktoś mi o tym przypomniał.
* * *
Gdy Katy schodziła po schodach, jej soczyście czerwona sukienka falowała wokół kolan. W odsłaniającej ramiona i podkreślającej kształty kreacji prezentowała się bardzo seksownie. Była chodzącym ideałem.
Gracie klasnęła z zachwytem w dłonie.
– Ale ślicnie wyglądas, mamusiu! Plawda, ze ślicnie, tatusiu?
– O tak. Po prostu przepięknie.
Katy wzięła małą z moich ramion.
– Dziękuję, córeczko. Będziesz się grzecznie zachowywać przy pani Thomas?
Gracie pokiwała gorliwie główką. Pani Thomas była w naszym domu stałym gościem od narodzin naszej starszej córeczki. Była dla nas jak babcia i troszczyła się nieustannie zarówno o dziewczynki, jak i o nas. Mieszkała kilka domów dalej, wraz z mężem, który był na emeryturze i uwielbiał grać w golfa. Pani Thomas lubiła mieć jakieś zajęcie, więc zatrudniała się jako niania u kilku zamieszkałych w okolicy par. Dbałem o to, aby dobrze ją traktować i płacić jej wystarczająco dużo, by zawsze chętnie do nas przychodziła, kiedy tego potrzebowaliśmy. Przychodziło mi to z łatwością, bo kobieta przypominała trochę Penny i podobało mi się, w jaki sposób troszczyła się o moje dziewczyny.
O wszystkie moje dziewczyny.
– Pani Thomas ma psynieść puzzle.
Uśmiechnąłem się, słysząc, że Gracie wciąż jeszcze sepleni jak małe dziecko. Powoli z tego wyrastała, co bardzo mi się nie podobało, chociaż wiedziałem, że taka jest naturalna kolej rzeczy.
Nie cierpiałem tego, że tak szybko rośnie. To działo się zbyt szybko.
Katy potarła czule nosem o nosek Gracie.
– Przyszykowałam dla was coś pysznego, żebyście mogły później przekąsić.
Mała wyrzuciła ramiona do góry.
– Huraaa!
– Daj mamusi całusa na pożegnanie – poprosiłem. – A potem tatuś zgłosi się po swojego i będziemy musieli uciekać.
Kilka całusów, przytulasków i mizianek noskiem później ruszyliśmy w końcu na kolację. Katy ujęła mnie za rękę.
– Założyłeś mój ulubiony garnitur. Straszny z ciebie przystojniak.
Ścisnąłem jej palce.
– Tak sądziłem, że ci się spodoba. – Puściłem do niej oko. – Miałem nadzieję, że dzięki temu uśmiechnie się dziś do mnie szczęście. Moja olśniewająca aparycja miała przesądzić sprawę.
Z gardła Katy wyrwał się głęboki chichot, ale zaraz odwróciła twarz w stronę okna.
– Co za ego. Pieprz się, VanRyan.
Roześmiałem się i skręciłem w stronę hali bankietowej, czując, jak schodzi ze mnie napięcie. Katy zawsze wiedziała, jak mnie rozweselić.
– Kocham cię, Katy VanRyan.
Spojrzała na mnie, a jej oczy błyszczały w ciemnym wnętrzu samochodu.
– A ja kocham ciebie. I jestem tuż obok. OK?
Podniosłem jej rękę do swoich ust i złożyłem pocałunek na jej dłoni.
– OK.
* * *
Zgiełk wypełniał całe pomieszczenie, skąpane w zbyt jaskrawym świetle, a sama impreza była jak zwykle wydarzeniem, które chciało się mieć jak najszybciej za sobą. Jednak dwie nagrody stojące na stole oraz świadomość, że Gavin Group zawdzięcza je moim wysiłkom, wprawiały mnie w dobry nastrój. Przemawiając podczas przyjmowania nagród, Gavin zadbał o to, by cała sala wiedziała, kto na nie zapracował. Kazał mi nawet wstać i się ukłonić. Katy aż się rozkleiła z dumy, a jej ciche łzy radości były dla mnie dowodem na to, co czuła. Scałowałem je z jej policzków, a potem pocałowałem ją w usta.
– Czy to oznacza, że mam gwarancję na szczęśliwe zakończenie wieczoru? – zapytałem, nie odrywając się od jej miękkich warg. Poczułem, jak na jej twarzy pojawia się szeroki uśmiech.
– Zdecydowanie tak.
– Bingo.
Stanąłem w kolejce przy barze, przyjmując gratulacje od innych. Następnie zamówiłem kolejkę drinków dla naszego stolika i zaczekałem cierpliwie, aż będą gotowe, zadowolony, że mam chwilę dla siebie.
– Jakie to uczucie?
Zesztywniałem na dźwięk tego głosu i obróciłem nieznacznie głowę. Obok mnie stał David Anderson. Wyglądał starzej, bruzdy żłobiące jego czoło wydawały się głębsze. Miał przerzedzone włosy i grymas permanentnej złości na ustach.
– Słucham? – rzuciłem chłodnym tonem.
– To już trzeci rok z rzędu, jak zdobywasz nagrody dla firmy Gavina. Trzeci rok, jak przynosisz chwałę Grahamowi. Jak ci się za to odwdzięczył?
Odwróciłem się i stanąłem z nim twarzą w twarz.
– To, jak mi się za to odwdzięczył, to nie twój interes, David. O ile dobrze pamiętam, to w swoim czasie wywalczyłem też kilka nagród dla twojej firmy, za co nigdy nie uznałeś za stosowne mi podziękować. Wystarczy powiedzieć, że Graham rewanżuje mi się o wiele hojniej, niż ty kiedykolwiek to zrobiłeś – odparłem.
– Mogę zaoferować ci stanowisko partnera. Byłbym nawet gotów mianować cię wiceprezesem. Dostałbyś stanowisko, prestiż i pieniądze. Pełen wypas.
Jego tupet wprawił mnie w osłupienie. Ogarnęło mnie rozdrażnienie, że miał czelność robić to w takiej chwili. A miejsce irytacji zajęła zaraz paląca wściekłość.
Pochyliłem się do przodu i odpowiedziałem lodowatym tonem:
– Nie ma takich pieniędzy, stanowisk ani w ogóle niczego, co mógłbyś mi zaoferować, żeby nakłonić mnie, bym znowu dla ciebie pracował. Ty i twoja firma to czysta trucizna i nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
Mój rozmówca popatrzył na mnie z pogardą i rzucił szyderczo:
– Kiedyś byłeś prawdziwym wymiataczem, Richard. Nikt ci nie dorównywał. Przez pracę u Gavina zrobiłeś się miękki. Potrzebujesz, by ktoś rzucał ci wyzwania. Ja to potrafię.
Zaniosłem się śmiechem.
– Miękki? Jest dokładnie na odwrót. Wiem, kim obecnie jestem. Pracuję w firmie, której sukces budują pozytywne emocje. Ludzie są tu dumni ze swojej pracy i z kreowanych przez siebie kampanii. Cieszą się nieposzlakowaną reputacją. Jestem dumny, że stanowię część drużyny Gavin Group. Już sam ten fakt jest dla mnie wystarczającą nagrodą. A jeśli chodzi o wyzwania, to mam wrażenie, że nagrody, jakie dziś zdobyłem, mówią same za siebie. Wywalczyłem je dzięki uczciwości i pracy zespołowej.
Odwróciłem się na pięcie, zaklinając los, by drinki były już gotowe, kiedy David odezwał się ponownie:
– On nigdy nie mianuje cię partnerem w swojej firmie. Będzie wykorzystywał twój talent i klepał cię po plecach, ale nigdy nie będziesz jednym z nich. Graham awansuje wyłącznie członków swojej rodziny. – W jego głosie pojawił się ton pożałowania. – Może i zarabiasz dla niego kupę forsy, ale nigdy nie będziesz należał do jego rodziny.
Dłonie same zacisnęły mi się w pięści, ale postanowiłem nie zaszczycać go odpowiedzią. Wziąłem z baru tacę z drinkami i minąłem Davida, zmuszając go, żeby zszedł mi z drogi. Gdybym kontynuował tę rozmowę, sprawy mogłyby wymknąć się spod kontroli, a ja nie zamierzałem stawiać Grahama w takiej niezręcznej sytuacji.
– Odezwij się, kiedy zmienisz zdanie – zawołał za mną mój dawny szef.
Zignorowałem go.
Następnego dnia rano siedziałem właśnie z nosem w laptopie, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Podniosłem wzrok znad ekranu i zobaczyłem stojącego w progu gabinetu Grahama, opartego o framugę.
– Mogę wejść?
Wyszczerzyłem zęby i zapisałem plik, nad którym akurat pracowałem, po czym wskazałem ręką krzesło po drugiej stronie mojego biurka.
– To twoja firma, Graham. Moim zdaniem możesz wchodzić, gdzie ci się tylko żywnie podoba.
Mój szef uśmiechnął się i zajął miejsce naprzeciwko mnie.
– Nie chciałem ci przeszkadzać. Wyglądałeś na bardzo zamyślonego.
– Szlifowałem właśnie taki jeden pomysł dla chłopaków z BAM. Becca zaproponowała świetną koncepcję, ale trzeba to było trochę podretuszować. Myślę, że ten projekt im się spodoba.
BAM był jednym z naszych największych klientów, a ich centrala mieściła się w Toronto. Naszą łączniczką w kontaktach z nimi była Becca, która wspaniale się sprawdzała w tej roli, ale właściciel firmy, Bentley, chciał, żebym ja również był zaangażowany w tę współpracę. Biorąc pod uwagę udział tej firmy w obrotach naszej agencji oraz relacje, jakie nawiązałem z zatrudnionymi tam ludźmi, bardzo chętnie przystałem na taki układ.
– Nie wątpię. Sprawiasz wrażenie, jakby praca przy ich kampaniach dodawała ci wiatru w żagle. – Graham przesunął się na krześle i powiódł palcem po doskonale zarysowanym kancie swoich spodni. Takie nerwowe gesty były w jego przypadku rzadkością.
– Co się dzieje? – zapytałem, po czym podniosłem kubek i upiłem łyk kawy.
– Chciałem ci pogratulować na osobności. Ostatniego wieczoru odniosłeś ogromny sukces.
– Wszyscy odnieśliśmy sukces. Becca miała ogromny wpływ na końcowy efekt mojej pracy, podobnie jak wszyscy inni ludzie z naszego biura. – Przechyliłem głowę. – To ty mnie tego nauczyłeś, Graham. Pracy zespołowej. A mnie udało się zrealizować jedne z najlepszych projektów w swojej karierze właśnie dzięki temu zespołowi.
Mój szef splótł palce obu dłoni i wsparł na nich podbródek.
– Widziałem, jak rozmawiałeś wczoraj z Davidem. Po powrocie do naszego stolika wydawałeś się nieco wzburzony. Nie chciałem tego wczoraj drążyć, ale chciałbym cię teraz o to zapytać.
Opadłem na oparcie fotela i obrzuciłem Grahama uważnym spojrzeniem. W przeciwieństwie do Davida mój obecny szef zmienił się w bardzo niewielkim stopniu. Owszem, był odrobinę starszy, ale to samo można też przecież było powiedzieć i o mnie. Obydwu nam przybyło siwych włosów na głowie. Jednak, inaczej niż w przypadku Davida, twarz Grahama miała spokojny, niezmącony wyraz, mimo że w jego oczach dostrzegałem jakiś niepokój.
Machnąłem ręką.
– Jak zwykle dał popis swojej arogancji. Uważa, że zmiękłem i że potrzebuję wyzwania.
Mój szef uniósł znacząco brew.
– Wyzwania? Nie słyszał, ile nagród wygrałeś, od kiedy się do nas przeniosłeś?
Prychnąłem.
– Tym razem zaproponował mi pozycję partnera i wiceprezesa w swojej firmie, jeśli tylko zgodzę się tam wrócić. Powiedział, że mogę określić własne warunki zatrudnienia. Podbija stawkę.
Nie była to pierwsza oferta od Davida, ale jak do tej pory zdecydowanie najbardziej śmiała.
Graham postukał się palcem w podbródek.
– I nie kusi cię to?
Nie byłem przygotowany na to pytanie.
– Ani odrobinę. Nie interesuje mnie opcja, żeby znowu dla niego pracować. – Odsapnąłem głęboko. – Wiesz przecież, jakim byłem wtedy człowiekiem, Graham. Nie mam ochoty wracać do dawnych nawyków, bez względu na to, jaką marchewką David pomacha mi przed nosem. Kocham swoje życie. Swoją rodzinę. Swoją pracę. – Umilkłem na moment, bo coś przyszło mi nagle na myśl. – Chyba się o to nie martwiłeś, prawda?
– Szczerze mówiąc, bardziej martwi mnie to, że możesz się zdecydować na przeprowadzkę do Toronto. Bentley byłby szczęśliwy, gdyby mógł mieć cię w swoim zespole. Wiele razy nie pozostawił co do tego najmniejszej wątpliwości. Wystarczy, że powiesz jedno słowo, i mógłbyś dyktować mu warunki swojego kontraktu.
– Ale jakim kosztem? – zapytałem. – Miałbym ciągnąć żonę i dzieci na drugi koniec kraju, z dala od wszystkiego, co znają, po to, by przeprowadzić się do miasta, które może i lubię odwiedzać, ale w którym nie chciałbym mieszkać na stałe? Miałbym porzucić firmę, która odmieniła moje życie i której zawdzięczam całe dobro, jakim mogę się obecnie cieszyć? – Potrząsnąłem głową. – Nie, Graham. Nie interesuje mnie wyjazd z Victorii. Ani teraz, ani w przewidywalnej przyszłości. Wpoiłeś mi bardzo cenną lekcję, której istotą jest lojalność, i zamierzam pozostać dokładnie tutaj, gdzie jestem: u ciebie.
Nasze spojrzenia skrzyżowały się na pełną powagi i napięcia chwilę. Musiałem rozładować atmosferę.
– Chyba że chcesz się mnie pozbyć. Wtedy przyjmę oczywiście ofertę Bentleya. David może się pieprzyć. Zachciało mu się nagród. Miejsce nagród jest tutaj. – Puściłem oko do Grahama.
Mój szef zachichotał, napięcie wyczuwalnie zelżało. Pochylił się i oparł łokcie na kolanach.
– Jesteś bardzo istotnym, wręcz kluczowym pracownikiem mojej firmy, Richard.
– Dziękuję.
– Wiesz również, że oprócz Terence’a wszyscy wiceprezesi w tej firmie są członkami mojej rodziny.
Terence Gifford dołączył do Grahama na samym początku istnienia Gavin Group. Był najdawniejszym przyjacielem Grahama i jego najbardziej zaufanym sojusznikiem spoza kręgu rodziny.
– Zdaję sobie z tego sprawę. Wiedziałem o tym, gdy się u was zatrudniałem, i muszę przyznać, że dawnemu Richardowi nie byłoby łatwo tego przełknąć. Ale teraz rozumiem, że są ważniejsze sprawy. To, co powiedziałem Davidowi, to szczera prawda. Jestem dumny z pracy, jaką tu wykonuję. Dumny, bo mam świadomość, że któregoś dnia moje dzieci zobaczą przygotowaną przeze mnie kampanię i same będą dumne ze mnie. W Anderson Inc. nigdy nie czułem tego rodzaju satysfakcji. W tamtej firmie to była po prostu walka o byt.
Mój szef pokiwał ze zrozumieniem głową, po czym powiedział:
– Terence odchodzi.
– Poważnie? A co się stało?
– Wszystko w porządku. A nawet lepiej niż w porządku. Jego syn spodziewa się wraz z żoną bliźniaków. Mieszkają w Edmonton, więc Terence i jego żona, Jill, zdecydowali się tam przeprowadzić, żeby być bliżej wnucząt.
– Czyli odchodzi na emeryturę?
– Tak.
– To pięknie.
Na chwilę zapadła cisza. Graham rozsiadł się wygodnie, obecnie już całkiem rozluźniony i pewny siebie.
– Odbyliśmy wczoraj rodzinną burzę mózgów. Dyskutowaliśmy o Terencie i o tym, jakie braki spowoduje jego odejście. Zamierzamy wprowadzić pewne zmiany. Porozdzielamy jego obowiązki i trochę przemeblujemy model funkcjonowania firmy. Poza tym postanowiliśmy zatrudnić nowego pracownika.
Byłem skołowany. Przyjęcie nowego pracownika nie mogło tak naprawdę zapełnić pustki po Terencie.
– OK.
– Chcielibyśmy, żebyś wziął go pod swoje skrzydła.
Poczułem jeszcze większy mętlik w głowie.
– Jasne, Graham, co tylko uznasz za stosowne.
– To trochę niesforny chłopak. Brad jest siostrzeńcem Laury i niedawno skończył szkołę. Odbył staż w pewnej firmie w Calgary, ale postanowił wrócić do naszego miasta. Wiem, że Laura i jej siostra miały nadzieję, że do nas trafi. Siostra mojej żony mieszka o godzinę drogi stąd, więc miałaby syna znowu bliżej siebie. Szczerze mówiąc, nigdy nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego upierał się, żeby pracować gdzieś indziej, skoro miał szansę trafić do nas, ale Brad zawsze lubił chodzić własnymi ścieżkami. – Graham umilkł na chwilę, pocierając podbródek z wyrazem rozbawienia na twarzy. – Ma wielki talent i doskonałą intuicję w kwestiach związanych z naszą branżą. Ale czasami wyrywa się zbyt daleko do przodu. No i jest przekonany, że zjadł wszystkie rozumy. Nie ma co ukrywać, chłopak ma charakterek. Brzmi znajomo?
Roześmiałem się.
– Jestem pewien, że zdołam go trochę utemperować.
Graham wyszczerzył zęby.
– Nie stłamś go. Mam do niego pewien sentyment. Ale sądzę, że na początek dobrze mu zrobi, jeśli przez jakiś czas popracuje pod twoim kierownictwem. Niech zobaczy, jak się kreuje nagradzane kampanie.
– Zrobię, co w mojej mocy.
Mój szef opadł na oparcie krzesła i założył nogę na nogę.
– Przekażę mu twój gabinet.
Wyprostowałem się na fotelu, nagle zirytowany. Lubiłem swój gabinet.
– Co? Nie możesz mu dać innego? A gdzie ja będę, do diabła, pracował? – wypaliłem.
Graham powiódł po mnie wzrokiem, obserwując moją reakcję.
– W gabinecie na rogu, obok mojego. Gratulacje, Richard. Jesteś nowym wiceprezesem Gavin Group i przekazuję ci kontrolę nad wszystkimi naszymi klientami we wschodniej Kanadzie. – Zachichotał. – Bentley dostałby chyba szału, gdybym przydzielił ci inny rejon. Odwalasz tam kawał świetnej roboty, więc przekazuję ci nadzór nad wszystkimi naszymi kampaniami na tamtym terenie. Dzięki twoim staraniom to dla nas coraz ważniejszy rynek.
Powiedzieć, że jego słowa wprawiły mnie w osłupienie, byłoby sporym niedopowiedzeniem. Na moment po prostu mnie zatkało. Siedziałem z rozdziawionymi ustami i gapiłem się na swojego szefa.
– Słucham? – wydusiłem wreszcie.
Graham wydawał się rozbawiony moim osłupieniem.
– Dobrze usłyszałeś, Richard. Jesteś nowym wiceprezesem Gavin Group. Czeka cię zmiana biura, wynagrodzenia i stanowiska, a dodatkowo staniesz się właścicielem niewielkiej części udziałów w naszej firmie. Brad będzie pracował razem z tobą, możesz go przyuczyć i powierzać mu pracę nad pomniejszymi kampaniami, żeby nabrał doświadczenia. Myślę, że nie mógłby sobie wymarzyć lepszego mentora.
– Ale przecież ty nigdy… – wyjąkałem. – To rodzinny biznes. Dbasz, żeby zarząd firmy spoczywał w rękach członków twojej rodziny. Wiedziałem o tym, kiedy się tu zgłosiłem i kiedy mnie zatrudniłeś. Nigdy się nie spodziewałem… – Urwałem, bo ze zdumienia w dalszym ciągu nie potrafiłem sformułować sensownej wypowiedzi albo choćby logicznie myśleć.
Graham rozsiadł się wygodnie, zrelaksowany i spokojny.
– Podczas naszego pierwszego spotkania powiedziałem ci, że moja firma to rodzina. Że właśnie tak traktuję zatrudnionych w niej ludzi. Mówiłem serio.
– Wiem. Często powtarzałem ci, jak bardzo podziwiam twój sposób zarządzania tym biznesem. Sam wiesz, jak bardzo zmieniło to moje życie, jak bardzo ty je zmieniłeś, zarówno pod względem zawodowym, jak i osobistym.
– Właśnie na tym polega różnica między tobą a innymi członkami mojego personelu, Richard. Stałeś się częścią mojego życia pod względem osobistym. Twoja rodzina stanowi przedłużenie mojej własnej. Laura ma takiego samego bzika na punkcie twoich dzieci jak na punkcie naszych wnuków. Jenna i Adam uważają cię za przyszywanego brata. Adrian patrzy na ciebie z podziwem. – Wzruszył ramionami. – Stałeś się… kimświęcej. – Umilkł na moment, uśmiechnął się, po czym podjął na nowo: – Laura i ja traktujemy cię jak adoptowanego syna, Richard, na tej samej zasadzie, jak to miało miejsce w przypadku Adriana, kiedy ożenił się z Jenną. Dałeś mi powód do dumy z tego, jakim stałeś się człowiekiem, i z tego, że mogę być pewny, iż taki pozostaniesz. Zasłużyłeś na to.
Przełknąłem z wysiłkiem ślinę, przezwyciężając ścisk w gardle. Zanim zdołałem odpowiedzieć, musiałem kilkukrotnie zamrugać. Potrafiłem już okazywać emocje względem Katy i dziewczynek. Łatwo było mi dawać wyraz miłości i czułości wobec nich. Moja żona pokazała mi, jak opuścić gardę, kiedy mam z nimi do czynienia. Wciąż jeszcze uczyłem się, jak to robić względem innych osób. Mogłem sobie żartować z Maddoxem. Drażnić się z Jenną. Ściskać Laurę i pozwalać, żeby mi matkowała. Zaufanie, jakim obdarzył mnie Graham, czasami wręcz mnie przytłaczało, bo miałem świadomość, że zaspokaja kryjącą się w moim sercu głęboką potrzebę takiej akceptacji. Nieustające wsparcie i duma, z jakimi spotykałem się z jego strony, sprawiały, że widziałem w nim ojca, którego brakowało mi przez całe dotychczasowe życie.
Odchrząknąłem, ale kiedy się odezwałem, mój głos i tak zabrzmiał głucho i ochryple.
– To znaczy dla mnie więcej, niż jestem w stanie wyrazić, Graham. – Na moich wargach zamajaczył uśmiech, gdy uświadomiłem sobie ironię całej tej sytuacji, bo w końcu byłem specem od słów i od idei, ale to była inna para kaloszy. Było to coś osobistego, coś, co mnie przerastało. Zaufanie i opinia tego człowieka miały dla mnie pierwszorzędne znaczenie. Popatrzyłem Grahamowi prosto w oczy. – Nie zawiodę cię. Dziękuję.
– Wiem, że mnie nie zawiedziesz. To posunięcie, na którym wszyscy skorzystamy. Zadzwoń do żony i przekaż jej dobre wieści. A później zajrzyj do mojego gabinetu i podpiszemy wszystkie dokumenty. – Zachichotał. – Chodzi o formalności, których nie da się uniknąć. No wiesz, wszystkie te wymogi z działu kadr. Nie pozwolą nam tego pominąć.
Wstałem i wyciągnąłem rękę nad biurkiem.
– Dziękuję, Graham. To fantastyczna niespodzianka. Cała ta koncepcja jest dla mnie niezwykle ekscytująca.
Zamknął moją dłoń w pewnym i silnym uścisku. Następnie wstał i ruszył w kierunku drzwi. W progu odwrócił się i uśmiechnął znacząco.
– Cieszę się, że masz takie nastawienie, ale możliwe, że nie będziesz mi dziękował, kiedy poznasz Brada.
Nie przejąłem się tymi słowami. W przeszłości miałem już do czynienia z wieloma menadżerami niższego szczebla. Sam byłem kiedyś jednym z nich. Wiedziałem, jak sobie radzić z ich buńczucznym nastawieniem. A tak w ogóle to jaki problem mógł być z takim dzieciakiem? Skoro Graham i Laura darzyli go sentymentem, a Graham przyjął go do naszej firmy, to chłopak musiał mieć w sobie potencjał. Potrzebował zapewne poczuć mocną rękę kogoś, z kim nie łączyły go więzy pokrewieństwa. Skoro miał być członkiem mojego zespołu, to zamierzałem go nadzorować i dopingować do działania.
Szczerząc się z radości, podniosłem komórkę, by jak najszybciej podzielić się tym newsem z Katy. Pomyślałem, że może uda nam się ściągnąć panią Thomas, żeby została z dziećmi, a ja mógłbym wyjść z żoną na miasto, żeby uczcić swój awans. Kolacja i kilka godzin w hotelowym pokoju, żebym mógł mieć ją wyłącznie dla siebie. Już sam ten pomysł wywołał uśmiech na mojej twarzy – podobała mi się ta koncepcja.
* * *
Wpatrywałem się w swoją żonę, która siedziała po drugiej stronie stolika. Płomyki świec migotały w przyciemnionym wnętrzu, rzucając cienie na ścianach pomieszczenia i podkreślając jej cudowne rysy twarzy. Piękne oczy Katy jaśniały z dumy i ze szczęścia – a jednocześnie zasnuwała je lekka mgiełka po szampanie, który wypiliśmy, żeby uczcić moje nowe stanowisko.
– Jestem z ciebie taka dumna, Richard.
Przechyliłem głowę.
– Bez ciebie nigdy by mi się to nie udało, Katy. To wszystko, moje życie, moją karierę, moje dzieci, zawdzięczam właśnie tobie. – Wypowiadając te słowa, rozumiałem w pełni, jak bardzo są prawdziwe. Katy stanowiła punkt zwrotny w moim życiu i gdyby nie ona, nic nie miałoby znaczenia. Sprawiła, że się zmieniłem i stałem się człowiekiem, którym byłem obecnie. Sięgnąłem ręką do kieszeni i wyjąłem z niej długie, płaskie pudełko, po czym przesunąłem je w stronę żony po blacie stolika. – To dla ciebie.
Katy wbiła wzrok w puzderko, wiercąc językiem pod swoją dolną wargą. W dalszym ciągu miałem ubaw z tego, że mimo upływu czasu wciąż się nie przyzwyczaiła, iż lubię ją rozpieszczać. Na każdy mój prezent reagowała z takim samym zaskoczeniem i zachwytem. Niezależnie od tego, czy kupiłem jej coś dużego, czy małego, i tak była w siódmym niebie. To powodowało, że dawanie jej prezentów sprawiało mi tym większą frajdę.
– Otwórz, skarbie. – Popchnąłem pudełko w jej stronę.
