My Best Friend's Dad - Aldona Skrzypoń-Powroźnik - ebook

My Best Friend's Dad ebook

Skrzypoń-Powroźnik Aldona

4,0

Opis

GORĄCA I UZALEŻNIAJĄCA RELACJA Z DUŻĄ RÓŻNICĄ WIEKU.

 

Zuza to przebojowa i atrakcyjna dwudziestoletnia studentka administracji. Półsierota, znienawidzona przez własnego ojca. Ma jednak przy sobie dobrą duszyczkę, swoją najlepszą przyjaciółkę. To z Alą odreagowuje problemy, to z nią dzieli się cierpieniem. Nie ma rodzeństwa, ale gdyby mogła zdecydować, jaka miałaby być jej siostra, byłaby kopią przyjaciółki.

 

Przemek to mężczyzna przed czterdziestką, wiceprezes wielkiego banku. Gdy urodziła się Ala, miał zaledwie osiemnaście lat. Poczuwając się do odpowiedzialności, założył rodzinę. Mimo ciągłych nieporozumień z żoną i córką stara się naprawić ich skomplikowane relacje.

 

Los chciał, że Zuza poznała ojca Ali. Od pierwszych chwil narodziło się między nimi uczucie. Początkowo próbowali z tym walczyć, ale pożądanie okazało się zbyt silne. Ulegli. Raz, drugi, a potem już nie potrafili przestać.

 

To nie tylko historia o z góry skazanej na niepowodzenie historii miłosnej, lecz także doskonały przykład pięknej przyjaźni wystawionej na ciężką próbę i trudnych, często zaniedbanych relacji rodzinnych.

 

Czy Zuzkę i Przemka czeka happy end? Czy różnica wieku stanie się barierą nie do przejścia? A może Zuza zrezygnuje z szalonej i bardzo intensywnej relacji na rzecz przyjaźni, której tak wiele zawdzięcza?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 344

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (180 ocen)
93
36
21
18
12
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Wiksonek

Nie polecam

Główna bohaterka ma problem z głową. Główny bohater ma problem z głową. Nie polecam!
82
grusiaczek

Nie polecam

Nie da się tego Czytać
40
madzia1829

Całkiem niezła

Jestem zawiedziona, zapowiadało się super ale takie super nie było. Główna bohaterka strasznie denerwująca a główny bohater niby dorosły facet a zachowywał się czasami jak nastolatek.
20
LuiNie2

Całkiem niezła

Mam mieszane uczucia. Czasami miałam wrażenie że czytam o rozkaoryszonych nastolatkach a nie dorosłych ludziach. Ich zachowanie było straszne, samolubne i idiotyczne. Napewno nie wrócę do tej książki.
20
kstarzak

Nie polecam

Nie dałam rady. Przebrnęłam tylko przez kilka rozdziałów. Może później coś się dzieje ale ja nie wytrwałam. Dawno nie trafiła się tak irytująca i nudna postać.
20

Popularność




Tej autorki w Wydawnictwie WasPos

Oddaj migo!

Odzyskamcię!

Paragraf na diabła

Siostra diabła (wprzygotowaniu)

Wszystkie pozycje dostępne również w formie e-booka

Copyright © by Aldona Skrzypoń-Powroźnik, 2023Copyright © by Wydawnictwo WasPos, 2023 All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Kinga Szelest

Korekta: Aneta Krajewska

Projekt okładki: Magdalena Czmochowska

Zdjęcie na okładce: © by pexels

Ilustracje wewnątrz książki: © by pngtree

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]

Wydanie I – elektroniczne

Wyrażamy zgodę na udostępnianie okładki książki w internecie

ISBN978-83-8290-396-6

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

Rozdział 36

Rozdział 37

Rozdział 38

Rozdział 39

Rozdział 40

Rozdział 41

DorocieKiedy pisałam ostatnie zdania tej historii, dowiedziałam się o twoim wypadku. Przysięgam, że na moment zamarło mi serce. Ogromnie się cieszę, że nic poważnego ci się wtedy niestało.

Niniejszy utwór jest fikcjąliteracką.Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci, miejsc czy wydarzeń jest czystoprzypadkowe.To tylko wytwór mojej wyobraźni ;).

Rozdział 1

To samo miejsce, ten sam barman i to ten sam gównianynastrój.

– No dobra, dziewczyny. Moje stałe klientki. – Uśmiechnął się szeroko. – Co słychać tymrazem?

Kamil, bo tak miał na imię barman, był wysokim brunetem o pięknych niebieskich oczach, którymi obie byłyśmy zauroczone. Nie, nic z tych rzeczy. Nic za tym nie szło. Żadna z nas się do niego nie dobrała. Czy próbowałyśmy? Jasne, że tak, tyle że był obrzydliwie szczęśliwym narzeczonym, nie mając przy tym nawet trzydziestulat.

– Znowu to samo – zaczęła, jojcząc, Ala.

Kamil podparł się na łokciach i spojrzał na nią zewspółczuciem.

– Matka drze się na ojca, ojciec drze się na nią, a mnie mają gdzieś. – Upiła łyk drinka z sokiem pomarańczowym. – A, nie, przepraszam. – Zaśmiała się krzywo, unosząc ręce. – Ostatnio matka zapytała, czy zrobić mi przelew. Wspaniałomyślnakobieta.

Kamil zwiesił głowę, aby ukryć uśmiech błąkający się na jego twarzy. W sumie mnie też to rozbawiło, ale starałam się wspierać przyjaciółkę, więc zaproponowałamtoast.

– I za tę jej wspaniałomyś… myś… myś… tfu… za jej zajebistość wypijmy – wybełkotałam wkońcu.

Stuknęłyśmy się szklankami i upiłyśmy po sporymłyku.

– Zabijacie mnie – skomentował toKamil.

Pokręcił głową rozczarowany, wyprostował się, a potem i spojrzał w kierunku faceta, który właśnie gowołał.

– Muszę lecieć do klientów. Jak coś, wołajcie. I wolniej pijcie – poprosił twardo. – Jestem dzisiaj sam na zmianie. Nie mam czasu, aby holować was dodomu.

– Jasna sprawa, żołnierzu. – Zasalutowałam mu. – Dzisiajkulturalnie.

Pokręcił ponownie głową, zarzucił na ramię ścierkę, po czym podszedł do gościa po drugiej stronie baru, aby przyjąć zamówienie. Odprowadziłam go wzrokiem, a potem przeniosłam spojrzenie na przyjaciółkę. Wpatrywała się we mnie zewspółczuciem.

– A jak twój stary? Odzywałsię?

Ciężkim westchnięciem podsumowałam moje gówniane życie rodzinne. Życie, które prawie w ogóle nieistniało.

– Musiałby najpierw znaleźćczas.

Upiłam łyk drinka. Pozwoliłam alkoholowi przyjemnie palić mój przełyk, gdy w gardle poczułam ciążącą gulę. Zwiesiłam głowę i zacisnęłam zęby. Nie mogłam się rozkleić, pozwolić sobie na chwilę słabości. Choć moja przyjaciółka oglądała mnie w różnychstanach.

– Młoda żonka zajmuje mu go nadto – kontynuowałam. – Usilnie pracują nad dziedzicem godnym przejęcia jego browaru, którego ja nie jestem godna – wyjaśniłam, ponownie sięgając podrinka.

Mój ojciec był baronem w branży alkoholowej. W głównej mierze były to piwa, ale planował wejście na rynek alkoholi wysokoprocentowych. Nie wnikałam w szczegóły. Po co miałam to robić, skoro nie traktował mnie poważnie i otwarcie zapowiedział, że nie mam na co liczyć? Ani na pracę, ani tym bardziej na spadek. Z czego więc się utrzymywałam? Przesyłał mi jakieś ochłapy ledwo wystarczające na opłacenie mieszkania w Warszawie. Żyłam z oszczędności i spadku po zmarłej pięć lat wcześniejmatce.

– Jeszcze niepoczęty, a już ustawiony – burknęła Ala. – To wypijmy też za niego – zaproponowała, unoszącszklankę.

Wypiłyśmy jeszcze po jednym drinku. Zaczęło szumieć mi w głowie, po ciele rozchodziło się przyjemne ciepło. Wspaniałe uczucie, które ostatnio dodawało mi skrzydeł. Które pomagało się nie dołować. Pomagało nie nienawidzić ojca i nie tęsknić zamamą.

– Dam ci stówę zaloda.

Padło zdanie brzęczące mi za uchem. Odwróciłam głowę i zobaczyłam stojącego przed nami faceta. Był wysoki, dobrze ubrany i całkiem przystojny. Pewność siebie wręcz od niego biła. Tyle że on nie patrzył mnie, lecz na Alę. Tę śmiałą propozycję skierował właśnie doniej.

– Co? – pisnęła, mrużącoczy.

Facet się zaśmiał, po czymdoprecyzował:

– Loda, laskę, gałę. Jakkolwiek to nazywasz, słonko.

Ala spojrzała na mnie zdezorientowana, dopytującsię:

– On serio topowiedział?

Automatycznie przytaknęłam głową. W jednej chwili na jej twarzy dostrzegłam wściekłość. Przeniosła wzrok na mężczyznę i huknęła jak zarmaty.

– Ani za stówę, ani za dwie. Spadaj stąd, frajerze.

Facet nie dawał za wygraną, wręcz go to bawiło. Być może lubił niedostępne. Ala była dla niego zatem wyzwaniem. Zbliżył się do niej i wyciągnął rękę przed siebie. Zamierzał założyć jej kosmyk włosów za ucho, lecz szybka reakcja Ali go powstrzymała. Strąciła rękę, a potem zerwała się na równenogi.

– Mała, nie bądź taka. – Gość próbował na nią wpłynąć. Dotknął jej ramienia, na co Ala wkurzyła się jeszczebardziej.

Znałam ją, dlatego jej nie pomagałam. Stałam biernie z boku, kątem oka dostrzegając obserwującego nas w oddali Kamila. Dlaczego on również nie interweniował? Bo podobnie jak ja był przekonany, że Ala panuje nad sytuacją. Mimo młodego wieku była hardą osóbką, niedającą sobie w kaszędmuchać.

Cóż, wpływ kochającej jąrodzinki.

– Zabieraj łapy! – wrzasnęła na niego. – Czy ja wyglądam na dziwkę? Chcesz loda, zatrzymaj się przy ekspresówce. Spierdalajstąd.

– Świętoszka – rzucił, mierząc ją z góry nadół.

Ona robiła podobnie. Również mu się przyglądała. Po chwiliprychnęła.

– Patrz na niego – zwróciła się domnie.

Zrobiłam, o co prosiła, spojrzałam na faceta, który przeniósł wzrok na mnie, zaskoczony, jakby wcześniej nie zarejestrował mojej obecności. Przyglądałam mu się, ale nie zauważyłam nicniepokojącego.

– A żonka wie, że tu jesteś? – Wskazała na jegodłoń.

Zmrużyłam oczy, próbując dopatrzeć się obrączki. Pomrugałam kilkukrotnie, ale to nie pomogło. Nadal nie widziałam na palcu mężczyzny złotego krążka. Może byłam zbyt pijana? Może alkohol zaburzał mi ostrośćwidzenia?

– Zdjąłeś ją i schowałeś do tylnej kieszeni? – zgadywała.

Facet w jednej sekundzie pobladł, odwrócił się iodszedł.

– Widziałaś go? – zwróciła się do mnie, odprowadzając go wzrokiem. – Skurwiel – rzuciła, siadając na hokerze. – Miał odcisk po obrączce – wyjaśniła. – Może nie jestem świętoszką, ale nie jestem też kurwą, która rozbija małżeństwa. Nigdy tego nie zrobię. Nie będę tądrugą.

Przyjrzałam się jej uważnie. Jej reakcja była dziwna. Nigdy tak do tego nie podchodziła, a przynajmniej nie mówiła o tym głośno. Byłyśmy młode, bawiłyśmy się życiem. Robiłyśmy wiele rzeczy, tych niegrzecznych przedewszystkim.

– Wszystko okej? – dopytałam się, widząc, jak łapczywie opróżnia szklankę. – Może jużpójdziemy?

– Tak. – Zeszła z krzesła. – Straciłam ochotę nazabawę.

Przywołałam Kamila, podsunęłam w jego stronę kartę, aby uregulowaćrachunek.

Czekając na finalizację transakcji, obserwowałam Alę. Coś było nie tak. Coś się w niej zmieniło. Zabrałam kartę i schowałam ją doportfela.

Pożegnałyśmy się z Kamilem, a potem opuściłam bar, trzymając przyjaciółkę podramię.

– Może przenocujesz dzisiaj u mnie? – zapytała, kiedy szłyśmy na postójtaksówek.

– No nie wiem. Twoi rodzice nie będą mieli nicprzeciwko?

Nigdy nie byłam u Ali w domu, co za tym idzie – nigdy nie poznałam jej starych. Pamiętałam tylko ich imiona i to, że zbyt często siękłócą.

– Przecież oni mnie nie zauważają – wyjaśniła smutno. – Nie zauważą i ciebie. – Wzruszyła ramionami. – Jutro sobota, pewnie pojadą do dziadków nadziałkę.

– Ty nie jedziesz znimi?

– Nie przepadam za dziadkami od strony matki. Poza tym, jutro ma być gorąco… właśnie. – Klasnęła w dłonie. W jednej chwili wróciła stara Ala. Rozpromieniona i radosna. – Tym bardziej u mnie nocujesz – zdecydowała za mnie. – Przecież możemy urządzić sobie cały dzień przy basenie. Że też nie pomyślałam wcześniej. Ten alkohol zabija mi szarekomórki.

– Macie basen? – zdziwiłam się i na momentprzystanęłam.

– No jasne. Co moja matka robiłaby całe dnie? – Wzruszyła ramionami. – No raczej nieszydełkuje.

Wsiadłyśmy do taksówki, Ala podała adres, a kierowca bez słowa zawiózł nas do celu. Gdy wjeżdżaliśmy na posesję jej domu, opadła mi szczęka. Okej, mój ojciec również był majętnym człowiekiem, ale to? To przebiło moje najśmielszeoczekiwania.

Wysiadłam z auta i rozejrzałam się po okolicy. Mimo że był środek nocy oświetlenie wokół domu pomogło mi dostrzec piękno tego budynku. Niczym pałac, ogromny i wielki. Przed wejściem stała fontanna i rosły ozdobne przystrzyżonedrzewka.

Gdy ja podziwiałam dom, Ala płaciła taksówkarzowi. Nawet nie zakodowałam, kiedyodjechał.

– Tak, wiem. Robi wrażenie – powiedziała, stając obok mnie. – Przepych aż bije po oczach. Resztę zobaczysz jutro. Chodźmy.

Weszłyśmy do środka, nie włączając światła. Drogę oświetlałyśmy sobie telefonem. Zamarłam, kiedy dotarły do mnie jakieś krzyki. Zatrzymałam się jednak, bo to nie były krzyki, tylko jęki. Otworzyłam usta zupełnie zaskoczona. Nie, ja byłam zażenowana. To były odgłosy towarzyszące zbliżeniom. Tak, ktoś właśnie się pieprzył zaścianą.

Zaraz, skoro Ala byłajedynaczką….

– Nie przejmuj się nimi. Tak jest prawie codziennie – skomentowała, ciągnąc mnie za rękę w głąbdomu.

Nie była ani trochę zażenowana jękami swojejmatki.

…to znaczy, że to byli jejstarzy.

– Jezu… Czy oni? – dopytałam się ooczywiste.

– A, no tak, zapomniałam wspomnieć – zbyła temat, jakby to była błahostka. Nadal nie mogłam w to uwierzyć. – Seksem załatwiają wszystkie problemy. A że kłócą się często… rozumiesz.

Na samą myśl o moim ojcu z Moniką, jego drugą żoną, zbierało mi się nawymioty.

– Ile lat ma twójojciec?

Może to było nie na miejscu, ale słysząc jęki jej matki, pomyślałam, że musi być w tym naprawdęniezły.

– Oboje mają po trzydzieści osiem lat. Zrobili mnie, kiedy byli gówniarzami. I tylko dlatego się pobrali. I tylko dlatego jeszcze sąrazem.

Ala otworzyła drzwi do swojego pokoju i zniknęła za nimi. Stałam zaskoczona izdezorientowana.

– Trzydziestoośmiolatek? – zapytałam siebie. – Nonieźle.

Nie wiedziałam dlaczego, ale jej ojciec w jednej chwili wydał mi się niezwykle ciekawym człowiekiem. Wiek, aktywność seksualna… Chciałam czym prędzej poznać sprawcę tego nocnegohałasu.

Rozdział 2

Obudziłam się nad ranem. Już świtało. Od przepełnionego pęcherza rozbolał mnie brzuch. Zapewne to ten dyskomfort mnie zbudził. Podparłam się na łokciach i rozejrzałam wokół. Ala leżała obok, spała. Spod kołdry wystawał pukiel jej włosów. Wczoraj nie było czasu na rejestrowanie szczegółów jej sypialni. Była ogromna i pięknie urządzona. Ściany w kolorze jasnego, pudrowego różu i białe meble to pierwsze, co dostrzegłam. Było też duże okno, a długie, ciężkie zasłony w kwiaty dodawały uroku temu pomieszczeniu. Trochę cukierkowo, zupełnie nie w stylu mojejprzyjaciółki.

Ból w dole brzucha przypomniał mi o mojej potrzebie. Przekręciłam więc głowę i spojrzałam ponownie na Alę. Zsunęłam z niej kołdrę, dostrzegając, że jej twarz zatopiona jest w poduszce. Trąciłam ją łokciem, aby wydusić z niej informacje ołazience.

– Alka, sikać mi się chce – powiedziałam, kiedy sięporuszyła.

Podniosła głowę i uchyliła na momentoko.

– Drzwi obok – wybełkotała, po czym naciągnęła na siebie kołdrę i odwróciła się na lewy bok. – Jeszcze noc, daj mi spać – marudziła.

Czym prędzej wstałam z łóżka i obciągając brzegi niebieskiej koszulki, w której spałam, podeszłam do drzwi. Nie widziałam sensu naciągać na tyłek wczorajszych spodni. Myślałam przede wszystkim o zaznaniuulgi.

Uchyliłam drzwi i wystawiłam głowę. Rozejrzałam się wokół, by upewnić się, że nikogo nie ma. Potem pomyślałam, że skoro dopiero świta i jest sobota, reszta domowników śpi. Jakie było moje zdziwienie, gdy łazienka okazała się zajęta… Bez pukania wparowałam do niej, zastając tam półnagiego mężczyznę. I cholera, jaki to byłmężczyzna.

Nie musiałam zgadywać. Gołym okiem było widać, kim jest. To musiał być ojciec Ali. Była dosłownie jego kopią. To po nim odziedziczyła ciemny kolor włosów i brązowe oczy. Podobne rysy twarzy, tylko nos nieco inny. Ona miała mniejszy, wręcz malutki, podczas gdy on miał długi iszpiczasty.

Zamarłam w pół kroku, on również był zaskoczony. Zmarszczył brwi, ale nie odezwał się, po prostu zastygł ze szczoteczką do zębów w ręce. Kiedy miałam go już przeprosić, pochylił się nad umywalką, puścił wodę i upił odrobinę bezpośrednio z kranu. Gdy on płukał usta, ja przełykałam ślinę, czując, jak działa na mnie tak banalna z pozoru czynność. W jego wykonaniu była czymś niezwykle seksownym ipodniecającym.

Boże, chciałabym być tą wodą… To ojciec twojej przyjaciółki, ogarnij się, idiotko.

Kątem oka dostrzegłam tatuaż na żebrach. Nie wiedziałam, co przedstawiał, mężczyzna zbyt szybko skończył myć zęby. Przymknęłam powieki, kiedy zrobiło mi się naprawdę gorąco. Nie pomagało też pulsowanie w dole brzucha. Zwiesiłam głowę zawstydzona. Czułam wykwitające na twarzy rumieńce. Kątem oka dostrzegłam, że się odwrócił. Moją uwagę przykuło znaczne wypuklenie w spodniach. Mimowolnie otworzyłam usta i wzięłam głęboki wdech. To była erekcja. Zapewne poranna, ale mamuńciu… Była całkiemokazała.

Więc to jest sprawca nocnego hałasu? To on powoduje takiejęki?

Pokręciłam głową i odchrząknęłam. Nie wiedziałam, jak mi się toudało.

Ostatkami sił się otrząsnęłam. Podniosłam wzrok i przeprosiłam za nagłewtargnięcie.

– Myślałam, że o tej porze wszyscy śpią – kontynuowałam.

Starałam się utrzymać jego spojrzenie, choć najchętniej ponownie zawiesiłabym oko na jegowzwodzie.

– Codziennie o szóstej biegam – wyjaśnił, sięgając poręcznik.

Skusiłam się i kątem oka znów zeszłamniżej.

O mój Boże, zaraz sięposikam.

– Kim jesteś? – zapytał, zanurzywszy brodę w puchatym ręczniku. Wytarł też ręce, po czym odwiesił go z powrotem nahaczyk.

– Zuzka, koleżanka pana córki. Nocowałam tu – doprecyzowałam, kiedy zmarszczyłbrwi.

– Chciałaś skorzystać z toalety? – zapytał, kiedy zacisnęłam mocniejuda.

Bynajmniej nie tylko dlatego, że chciało mi się siku. Spojrzałam na sedes i przytaknęłamgłową.

– Tak, nie mogę już wytrzymać. Wiem, że to pana łazienka, ale czy mógłby pan dać mi minutkę? Proszę.

Uśmiechnął się szeroko, ukazując szereg prostychzębów.

– Jasne. Już skończyłem. Teraz idę biegać, a jak wrócę, wezmę prysznic w łazience na dole. Nie chcęprzeszkadzać.

Sięgnął po bluzę wiszącą na drzwiach od kabiny prysznicowej. Włożył ją przez głowę i naciągnął bezpośrednio naciało.

– Przepraszam, nie chciałam… To pana dom… – dodałam, kiedy mnie mijał, zmierzając dodrzwi.

– Nic się nie stało. To żaden problem. – Wzruszył ramionami. – Jesteś gościem mojej córki. Do zobaczenia na śniadaniu – dodał, zanimzniknął.

Czym prędzej zsunęłam z siebie majtki i załatwiłam swoją potrzebę. Uczucie ulgi mieszało się z uczuciem rozczarowania. Żałowałam, że wyszedł, żałowałam, że włożył tę cholerną bluzę. Czułam, że wypływa ze mnie podniecenie. Przewróciłam oczami poirytowana. Przecież to było złe. Był zakazanym owocem, który bardzo mnie kusił. A może to dlatego, że dawno nie byłam z facetem? I zgłupiałam, widząc jego całkiem fajnie wyrzeźbioneciało?

– Boże, nawet mnie nie dotknął, a całą rozpalił – westchnęłam, patrząc na swoje odbicie w lustrze. – Musisz stąd wyjść przed śniadaniem – powiedziałam do siebie. – Dojdziesz, patrząc, jak on je. Dojdziesz, widząc, jak wkłada jedzenie do ust. Bożeee – jęknęłam.

Mimowolnie przypomniałam sobie, jak wypłukiwał usta. Ten cholernie seksowny widok nawiedził mój umysł. A potem… a potem jak jakaś głupia idiotka pomyślałam o moich ustach na jegowzwodzie.

– Potrzebne ci bzykanie. Głupiejesz.

Odkręciłam kurek i ochlapałam policzki zimną wodą. Wzięłam do ręki ręcznik i schowałam w nim twarz. Cholera, to był ten sam ręcznik, którego przed chwilą użył. Czując pastę do zębów i jego woń, przymknęłam powieki. Znów sięrozmarzyłam.

– Dość tego. To jej ojciec, kretynko.

Odwiesiłam ręcznik na haczyk i wróciłam do sypialni Ali. Spała na tym samym boku, na którym leżała, gdy wychodziłam. Wsunęłam się pod kołdrę i przyłożyłam głowę do poduszki. Było pewne, że nie zasnę. Leżałam na boku, wpatrując się ślepo w okno. Ślepo, bo nie dostrzegałam nic poza moimi natrętnymi myślami, krążącymi wokół ojca mojej najlepszej i jedynej przyjaciółki. Zaczęłam mieć wyrzuty sumienia. Nie mogłam tak myśleć, nie powinnam była. Najlepszym wyjściem byłoby unikać wizyt domowych, ale z drugiej strony chciałam się upewnić, czy podczas drugiego spotkania zareaguję na niego tak samo. Wtedy mogłabym zacząć się martwić. Sięgnęłam po swój telefon, aby zająć myśli czymś innym niż jego sterczący kutas. Przeglądałam Facebooka i Instagram, tak zleciało mi czterdzieści minut. Odłożyłam komórkę i spojrzałam na Alę. Było za wcześnie, żeby ją budzić, ale nie mogłam już wyleżeć. Podniosłam się z łóżka i podeszłam do okna. Chciałam przez nie wyjrzeć, pamiętałam, jakie wrażenie zrobiło na mnie otoczenie domu. Podziwiając kwiaty i ozdobne drzewka, dostrzegłam wbiegającego na teren posesji ojca Ali. Momentalnie schowałam się za zasłoną. Serce biło mi jak oszalałe. Wzięłam głęboki wdech i próbowałam nad tym zapanować. Usiadłam na łóżku i pokręciłam głową, kiedy nasunęła mi się kolejna zboczona scena z nim w roligłównej.

Teraz idę biegać, a jak wrócę, wezmę prysznic w łazience nadole.

– O matko – westchnęłam.

Zacisnęłam ręce w pięści, walcząc z sobą, aby „przypadkiem” się na niego nienatknąć.

– Co się ze mną dzieje? – Potarłam czoło, analizując za i przeciw, jeśli chodziło o zbliżenie się do tego faceta. – Tylko w taki sposób przekonasz się, czy to zwykłafanaberia.

Podeszłam do krzesła, na którym wczoraj zostawiłam spodnie. Naciągnęłam je na tyłek, a koszulkę wcisnęłam do środka. Upewniłam się jeszcze, czy Ala śpi, i po cichu wyszłam z pokoju. Zeszłam schodami w dół, a przechodząc obok zamkniętych drzwi, usłyszałam szum wody. Przymknęłam powieki i westchnęłam ciężko. Poszłam dalej, odnalazłam kuchnię, a w niej dzbanek z wodą. Nie chciałam być nieuprzejmą, ale musiałam się napić. Od wizji kolejnego spotkania z tym facetem robiło mi się gorąco. Nalałam sobie pół szklanki i niemal całąwypiłam.

Kątem oka dostrzegłam zdjęcie stojące na komodzie. Podeszłam bliżej i wolną ręką wzięłam ramkę. To była fotografia przedstawiająca Alę i jej rodziców siedzących wspólnie na kanapie. Spojrzałam na salon połączony z kuchnią, w którym stała owa kanapa. Wróciłam wzrokiem do zdjęcia. Przyjrzałam się uważnie ojcu Ali, a właściwie jego szczeremu i szerokiemu uśmiechowi. Był tak samo przystojny w świątecznym sweterku z reniferem, jak i bez niego. Pokręciłam głową, odganiając myśli o jego ciele. Spojrzałam na mamę Ali. Była piękną kobietą, ale bił od niej chłód. Była taka posągowa. Mimo wszystko pasowali do siebie. Ona piękna, onprzystojny.

Usłyszałam za plecami chrząknięcie. Zamarłam, kiedy odwróciłam się i go dostrzegłam. Z lekkim uśmiechem na twarzy opierał się biodrem o ścianę. Ubrany był w jasne jeansy i kaszmirowy bordowy sweterek. Jego włosy połyskiwały, były czarne jak smoła iwilgotne.

Najchętniej zanurzyłabym w nichdłoń.

– Przepraszam. – Odwróciłam się na moment, aby odstawić ramkę. – Przyszłam się napić wody. – Wskazałam na szklankę. – Nie chciałam niczego dotykać. Przepraszam – powtórzyłam.

– Jasne, nie ma problemu – powiedział, spoglądając nazdjęcie.

– Tworzycie fajną rodzinę – skomentowałam.

– Taaa – westchnął.

Odepchnął się od ściany i podszedł bliżej. Oparł się łokciami o wyspę kuchenną izapytał:

– A jaka jest twoja rodzina? Niefajna?

Zrobiło mi się głupio. Byłam półsierotą, a ojciec mnie nie tolerował. Niespełna rok po śmierci mamy znalazł sobie nową kobietę, a po dwóch miesiącach wzięli ślub. Czym było się tuchwalić?

– Niefajna – stwierdziłam smutno, odwracającwzrok.

Spojrzałam przez okno. Słońce wdzierało się do środka. Było słychać świergot ptaków. Czułam na sobie jego wzrok. Poczułam się nieswojo, więc zmieniłamtemat.

– Zapowiada się piękny dzień. – Popatrzyłam na niego ponownie. – Ala zaprosiła mnie na basen. Ma coś panprzeciwko?

Wyprostował się i pokręciłgłową.

– Nie, absolutnie nie. Wyjeżdżamy z żoną. Bawcie się dobrze, ale z głową. Nie lubię, gdy moja córka sięzatacza.

– Jasne – odparłam z lekkimuśmiechem.

Wczoraj właśnie w takim stanie wróciła. Ja nie byłam lepsza, ale o mnie nikt się nie martwił. Nie każdy mógł takiej błahostki doświadczyć. Nie każdy ojciec był taki jak on, a na pewno niemój.

– Chcesz kawy? – zaproponował, podchodząc do ekspresu. Sięgnął po kubek doszafki.

– Nie, dziękuję – odparłam, śledząc jegopoczynania.

Patrzyłam, jak wsypuje ziarna i nastawia urządzenie. Na jego prawej ręce dostrzegłam obrączkę. Rano jej tam nie było. Poczułam swego rodzaju ukłucie zazdrości. Przygryzłam wargę, podziwiając jego posturę i jego bose stopy. Może zbyt długo się gapiłam, bo nagle zaprzestał swoich działań. Przeniosłam wzrok z jego rąk na twarz i zapewne spaliłamburaka.

Przełknęłam ślinę, kiedy zobaczyłam, w jaki sposób na mnie patrzył. Jak patrzył? Przenikliwie, aż moje ciało pokryła gęsia skórka. Jego ciemne oczy były nieodgadnione. Z jednej strony seksownie podkreślały rysy twarzy, a z drugiej strony wzbudzały mój strach. Podniecał mnie i lekkoprzerażał.

– Lepiej pójdę się jeszcze położyć. – Odstawiłam szklankę do zlewu. – Nie chciałabym sięnarzucać.

Przeszłam obok niego, ale zatrzymał mnie w pół kroku, chwytając za przedramię. Przymknęłam powieki, czując jego dotyk. Poczułam przeskakującąiskrę.

Pochylił się iwyszeptał:

– Nie narzucaszsię.

Poczułam jego ciepły oddech na policzku. Odwróciłam głowę i z ogromną satysfakcją dostrzegłam jego wzrok na moich ustach. Chciał mniepocałować?

Odwróciłam się twarzą do niego, a wtedy nasze oczy sięspotkały.

– Mogę coś powiedzieć? – zapytałam, na coprzytaknął.

Pochyliłam się i zaciągnęłam jego zapachem. Może to było zbyt śmiałe, ale jak wytłumaczyć jego zachowanie? Wątpiłam, aby mu toprzeszkadzało.

– Ładnie panpachnie.

Zmarszczył czoło, na co ja się lekko uśmiechnęłam. Chyba nie tego się spodziewał. Czego zatem oczekiwał? Bałam się nawet o tympomyśleć.

Wpatrywał się we mnie spod lekko przymrużonych oczu. Jego oddech przyspieszył. Mężczyzna górował nade mną, miałam przed sobą jego klatkę, która nienaturalnie opadała. Zapewne, gdybym przyłożyła dłoń, poczułabym łomot serca. Czy to było możliwe, że czuł się w mojej obecności tak samo, jak ja w jego? Czy wywoływałam w nim takie same reakcje i doznania? Postanowiłam go jeszcze przetestować. Sprawdzić, czy mam rację. Oblizałam wargi, na które od razuspojrzał.

– Idealnie dobrany zapach – kontynuowałam, patrząc mu głęboko w oczy. – Taki mężczyzna właśnie tak powinien pachnieć – dodałam kokieteryjnie. – Pójdę już. Do zobaczenia na śniadaniu – powtórzyłam jego słowa z naszego poprzedniegospotkania.

Rozpalona i do granic możliwości podniecona wróciłam do pokoju jegocórki.

Rozdział 3

Usiadłyśmy przy stole, a jakaś starsza pani zaczęła nas obsługiwać. Nachyliłam się do Ali, kiedy nalewała sobie do kubka świeżo zaparzonejherbaty.

– Macie obsługę? – W dalszym ciągu śledziłam poczynania krzątającej się po kuchnikobiety.

– Nie mieszka z nami, ale przychodzi codziennie – wyjaśniła. – To pani Stasia. Koleżanka pani Marii, naszejsprzątaczki.

Nie chcąc, aby kobieta mnie usłyszała, pochyliłam się jeszcze bardziej i zapytałampółszeptem.

– A co szkodziłoby twojej mamie zrobić śniadanie albo ogarnąćdom?

Moja przyjaciółka sięzaśmiała.

– Zapytaj jej. Będziesz miała okazję poznać moich starych. Jeśli już wyjdą zsypialni.

Zmarszczyłambrwi.

– Jak wracałam po telefon, słyszałam jej jęki – wyjaśniła bez krztyzawstydzenia.

Otworzyłam usta i szybko pomrugałam powiekami. Zaraz, czy ja dobrze słyszałam? Bzykali się w domu pełnymludzi?

Odwróciłam wzrok, aby się niezdradzić.

Poczułam ukłucie zazdrości. To był psychologiczny policzek, jaki miwymierzył.

Na co liczyłaś, idiotko? Ma żonę. W dodatku jest piękną i dojrzałą kobietą, a nie dzieciakiem jakty.

– Mówisz to tak spokojnie – rzuciłam pod nosem, sięgając po kromkęchleba.

Naszła mnie ochota na kanapkę zdżemem.

– Kwestia przyzwyczajenia. – Wzruszyła ramionami. – Są młodzi, to normalne, że siębzykają.

– Chyba lubią seks – przyznałam. – Wczoraj wieczorem też ichsłyszałyśmy.

– Widocznie tym razem matka musiała coś przehandlowaćciałem.

Odłożyłam kromkę posmarowaną masłem na talerzyk, a potem spojrzałam nanią.

– Przehandlować?

– Pewnie chciała kasę na jakieś bzdety. Nie patrz tak na mnie. Nie jestem mężatką. Nie wiem, jak to działa, kiedy kobieta jest zależna finansowo odmęża.

– I jeszcze długo się nie dowiesz. – Sięgnęłam podżem.

– Może wybierzemy się wieczorem do klubu? Pochwalimy sięopalenizną.

– No nie wiem. Musiałbym wrócić domieszkania.

– Pożyczę ci kieckę. Tylko nie wspominaj o naszym wyjściu przy starych. Ich nie będzie, więc nie będę musiała siętłumaczyć.

– Planujesz coś konkretnego? – zapytałam, biorąc pierwszykęs.

– Bzykanie i dużo picia. – Poruszyła brwiami. – Tobie też się przyda. Kiedy ostatni raz zaliczyłaś jakiśnumerek?

– Zdecydowanie ta przerwa trwa zbyt długo – przyznałam z niesmakiem. – Co powiesz na konkurslizania?

Gdy poznałyśmy się na studiach, od razu złapałyśmy świetny kontakt. Zaczęłyśmy imprezować. I wtedy wpadłyśmy na pomysł zawodów. Najwięcej pocałunków z obcymi facetami z klubu w określonym czasie. Zdarzały się niezłe towary, ale nieraz ta liczba nie przekraczała dziesiątki. Zarówno u mnie, jak i uAli.

– A jeśli złapię opryszczkę jak poprzednimrazem?

– Pomyśl, od jakiego przystojniaka to złapałaś. Pamiętasz te mięśnie? Wylewały się spodkoszuli.

Jej grymas ustąpił miejscauśmiechowi.

– Masz rację, byłowarto.

Wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem. Nie mogąc zapanować nad głupawką, nie dostrzegliśmy nagłego pojawienia się jejrodziców.

– Przepraszamy zaspóźnienie.

Znajomy głos przedarł się przez stworzony przez nashałas.

Spojrzałyśmy w tamtym kierunku izamarłyśmy.

– Dzień dobry – rzuciła chłodno matkaAli.

– Dzień dobry. – Odpowiedziałam skinieniem głowy i lekkimuśmiechem.

– I atmosfera siadła. – Alka nie kryła się zrefleksją.

– Udam, że tego nie słyszałam – burknęła jej matka, posyłając jej wrogiespojrzenie.

Zrobiło się trochęniezręcznie.

– Widzę, że mamy gościa – dorzucił jej ojciec, spoglądając to na mnie, to na swojącórkę.

Tym razem był to obojętny wzrok. Jakby widział mnie pierwszy raz, jakby nasze poprzednie spotkania nie zrobiły na nimwrażenia.

A może nie zrobiły? A ja to sobiewymyśliłam?

Odsunął krzesło żonie, a ta usiadła za stołem. Kiedy Ala mnie przestawiała, on zajął miejsce obok żony, tym samym naprzeciwkomnie.

Zwiesiłam głowę zawstydzona i upokorzona. Nie mogłam słuchać, jak mówi do niej „kochanie” i jak ona zwraca się od niego „kotku”.

– Nie jesteś głodna? – zapytała mnie matkaAli.

W głosie wyczułam pretensje. Podniosłam wzrok i dostrzegłam za jej plecami paniąStasię.

– Jest naprawdę smaczne – zapewniłam starsząkobietę.

Lekko się uśmiechnęła, po czym wróciła do swoichzajęć.

– Po prostu…straciłam apetyt – dodałam, spoglądając na ułamek sekundy na ojcaAli.

– Ale na basen nie straciłaś ochoty? – dopytała mnie mojaprzyjaciółka.

– Nie, chętnie wystawię swoje kości nasłońce.

– Jak ja bym chciała być taka szczupła – powiedziała zgrymasem.

– To nie jedz tyle słodkiego – odparła natychmiast jej rodzicielka. – I tego chemicznegożarcia.

Okej, nosiłam rozmiar S, ale Alka, nosząc M, nie była wcale gruba. Miała wąską talię i szersze biodra. Miała też większy biust. Po prostu miała kobiece kształty. Ja za to byłam wręcz płaska, małe cycki, wąski tyłek. Ona wyglądała jak kobieta, a ja jaknastolatka.

– Zaraz zrzucisz kilka kilogramów – dodała, przegryzając surowąmarchewkę.

Wtedy przyjrzałam się jej pseudośniadaniu. Zielony sok, na którego widok chciało się rzygać, na talerzu kromka ciemnego pieczywa i plasterek białegosera.

O matko, zaraz zwrócę te dwa kęsy mojejkanapki.

– Nina, jak możesz jej tak mówić? – przemówił panniemowa.

Całe śniadanie milczał, wypowiedział jedynie kilka fraz typu „kochanie, podaj mi sól”. Nie patrzyłam na niego. Choć czasami czułam jego wzrok na sobie. Nie chciałam znów się nakręcać. Był przystojny i pociągający, ale nie dla mnie. Nie wiedziałam, na co liczyłam. To była dziwna chwilowa obsesja, która nie miała prawa siępowtórzyć.

– To wina twoich genów – odparła.

– Że niby twoje są takie genialne? – krzyknęła niemal córka, po czym wstała odstołu.

– Jak śmiesz, gówniaro? – wycedziła przez zaciśniętezęby.

– Gówniaro? Serio?

Przez chwilę mierzyły się na spojrzenia. Żadna nie chciała ustąpić. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale czułam, że nie kłócą się tylko o rozmiar, jaki nosiAla.

– Dziewczyny, mamy gościa. Niewypada…

– Zuzką się nie przejmuj. Ma w domu równie wielki bajzel jakmy.

Jej rodzice automatycznie na mniespojrzeli.

Czując się pod presją, pokrótcewyjaśniłam:

– Moja mama nie żyje, a ojciec ma drugą żonę – westchnęłam. – Dużo młodszą żonę – doprecyzowałam. – Cóż, powiedzieć, że się nie dogadujemy, to nie powiedzieć nic. Traktują mnie jak powietrze, więc mogę również powiedzieć, że jestem sama jakpalec.

– Przykro mi – wymsknęło musię.

– Taaa – westchnęła jego żona. – Wracając do sprawy. – Spojrzała ponownie nacórkę.

– Nie podoba mi się, jak sięzachowujesz.

– I co z tego? – odpysknęła jej. – Widujemy się tylko przelotnie. Jeśli chcesz, mogę sięwyprowadzić.

– Tak? I z czego będzieszżyła?

– Będę na utrzymaniu taty. Tak jak ty. Bo nie powiesz, żepracujesz?

– Przemek, zrób z nią coś, bo…

– Bo co? Usuniesz mnie? – zapytała tak serio, że sięwystraszyłam.

Kątem oka dostrzegłam nagłe zainteresowanie Przemka. Sprawiał wrażenie, jakby znikąd pojawił się w tej rodzinie. Jakby nie miał pojęcia o złych relacjach między matką acórką.

Nie chciałam być świadkiem ich rodzinnejkłótni.

Wstałam i pomogłam Ali przerwać tę trudną dla niej rozmowę. Była zdenerwowana, głos jej się łamał. Chyba słusznie sądziłam, że jej konflikt z matką ma inne, bardziej skomplikowanepodłoże.

– Ala, może pójdziemy już na basen, co? – zaproponowałam, chwytając ją podramię.

– Tak, weź ją. Chcę zjeść wspokoju.

Przewróciłam oczami, kiedy opuszczałyśmykuchnię.

Boże, co zababsztyl.

Nie wytrzymałabym z nią w jednym domu ani chwili. Bardzo współczułamprzyjaciółce.

– Przepraszam cię za nią – zaczęła, kiedy wchodziłyśmy do jejpokoju.

– Daj spokój. Nie masz zaco.

Podeszła do łóżka i usiadła na nim. Zwiesiła głowę i zaczęła skubaćskórki.

– Chcę żebyś wiedziała, że jestem – zapewniłam ją o swojej bezgranicznejprzyjaźni.

– Od zawsze mną pomiata. Jak byłam w podstawówce, zabraniała mi jeść słodycze, bo miałam za duży tyłek i nie przypominałam swoich szczupłychrówieśniczek.

Przysiadłam obok niej nałóżku.

– Wypominała mi wagę, brudne włosy, choć wcale takie nie były. Czepiała się wszystkiego. Raznawet…

Otarła policzki, a wtedy zauważyłam, że płacze. Przytuliłamją.

– Powiedziała, że mnie nienawidzi, bo zmarnowałam jejżycie.

– O mój Boże. – Wciągnęłam głośno powietrze. – Twój ojciec o tymwie?

– Nie. Nikt opróczciebie.

– Nie wiem, co ci powiedzieć – westchnęłam. – Wiem, co czujesz. Też czuję się jak gówno, gdy jadę do domu. Ale wiesz co? Nie zaprzątajmy sobie tymgłowy.

– Jasne. – Podniosła się z łóżka. – Teraz basen, a potem kluby? – zaproponowała.

Nie miałam ochoty na imprezę, ale wiedziałam, że to jej najlepszy sposób na wyładowanie stresu i zapomnienie oproblemach.

– Dobra, ale robimykonkurs.

Uśmiechnęłam się lekko i przytaknęłam głową. Wstałam i podeszłam do niej. Przytuliłam ją najmocniej, jakpotrafiłam.

– Wiesz, że zawsze możesz zamieszkać u mnie. Co prawda kanapa jestniewygodna…

– W życiu na niej nie będę spać. – Otrzepała się z obrzydzenia. – Nie po tym, jak rżnęłaś się na niej z Bartkiem. Fuj…

Na samo wspomnienie seksu z naszym kolegą z roku przewróciłam oczami. To był cholerny błąd. Wstydliwy błąd. Jak się okazało, był prawiczkiem. Kilka dni później wyznał mi miłość. Nigdy więcejmałolatów.

– Rozdziewiczyłaś go. – Skrzywiła się. – Jak to w ogólebrzmi.

Pokręciła głową, podchodząc do komody, z której wyciągnęła kilka strojów kąpielowych. Rzuciła je nałóżko.

– Wybieraj – powiedziała, szukając jakiegoś dla siebie. – Może ten? – zaproponowała mi skąpe, dwuczęściowe bikini w odcieniu ciemnego różu. To była fuksja. – Będzie zajebiście pasował do twoich długich czarnychwłosów.

Wzięłam do ręki skrawek materiału. Skrzywiłam się, kiedy zamiast klasycznych majtek dostrzegłamstringi.

– Zrobię ci superfotę na Insta – dodała zentuzjazmem.

– Żartujesz? Z gołą dupą do Internetu? Poza tym są twoi rodzice. Jak mogę paradować przed nimi w czymśtakim?

– Oj, nie marudź. Idź do łazienki i sięprzebierz.

– Masz jakiś szlafrok, żebym mogła sięzasłonić?

Przewróciła oczami, ale podała mi cieniutki satynowy szlafroczek w odcieniu pudrowegoróżu.

– Coś lubisz ten róż? – zapytałam, wskazując również napokój.

– Cóż, moja matka ma w tym domu zbyt dużo do powiedzenia – dodałasmutno.

Zaczęła się rozbierać, więc wyszłam z pokoju. W łazience nie było nikogo. Zapewne jej rodzice jeszcze jedli śniadanie. Jeśli jedzenie spożywane przez matkę Ali można było nazwaćśniadaniem.

Zrzuciłam z siebie koszulkę. Razem ze spodniami i ze stanikiem odłożyłam na zamknięty sedes. Najpierw włożyłam „majtki”. Obejrzałam się w lusterku. Mój tyłek super się w nich prezentował. Ale to nadal były stringi. Westchnęłam i sięgnęłam po stanik. Związałam ramiączka na karku, a potem z tyłu pleców. Kiedy poprawiałam miseczki, usłyszałam za sobą szmer. Sądziłam, że toAlka.

– Jeszcze nie skończyłam – powiedziałam. – Wiem, że widziałaś już moje małe cycki, ale poczekaj, ażskończę.

– Przepraszam za wtargnięcie. – Usłyszałam męskigłos.

Odwróciłam się i otworzyłam usta. Minęła chwila, zanim sięgnęłam po szlafrok. W tym czasie on przyglądał się mojemu ciału. I chyba podobało mu się to, co widzi. Dostrzegłam, jak przełykał ślinę. Doskonale znałam ten rodzaj spojrzenia. Często doświadczałam go w klubach i w barze. To był rozmarzony i wygłodniaływzrok.

Zaraz, przecież niespełna godzinę temu był ze swojążoną.

Nie przerywając kontaktu wzrokowego, otuliłam się szlafrokiem. Postanowiłam po raz kolejny się z nim zabawić. Podeszłam bliżej i bezwstydnie przyłożyłam rękę do jegokrocza.

– Co ty robisz? – zapytał przerażony, ale nie odsunął się. Nie przerwałtego.

– Tylko coś sprawdzam – odparłam, bezczelnie sięuśmiechając.

– Niby co? – Udawałgłupiego.

– Przecież go czuję. – Pomasowałam wypukłość w spodniach. – Stoici.

Westchnął ciężko, odchrząknął i odwróciłsię.

– Pójdę do drugiej łazienki – rzucił naodchodne.

– Rozładować się? – zapytałam, śmiejącsię.

– Co? – Znów na mnie spojrzał. Tym razem był wściekły. – Jesteś…

– Bezczelna? – dokończyłam za niego. – Ciekawa jestem tylko jednego. – Ponownie się do niegozbliżyłam.

Poczułam jego zapach. Ciężkie, męskie perfumy. Idealne.

– Rano, kiedy pieprzyłeś się ze swojążoną…

Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami, jakby zaskoczony słowem, które opuściło mojeusta.

– Pieprzyłeś ją, bo ja ciępodnieciłam?

– Udam, że tego niesłyszałem.

Prychnęłam.

– Dlaczego? Przecież czułam i nadal widzę twoją erekcję. – Popatrzyłam na moment w kierunku miejsca, w którym chwilę wcześniej spoczywała mojaręka.

– Jesteś jeszcze dzieckiem. Nie mów takichsłów.

Wybuchnęłamśmiechem.

– Powiedziałem coś zabawnego? – zapytał, marszczącczoło.

– Nie jestem dziewicą – postawiłam sprawęjasno.

– Domyśliłem się. Jesteś zbytotwarta.

– A tobie to niby przeszkadza? – Wspięłam się na palcach, by ponownie zaciągnąć się jego zapachem. Mój nos musnął jego szyję. – Spokojnie, nie zgwałcę cię przecież – dodałam, kiedy próbował się odsunąć. Sama zrobiłam krok w tył. – A za widoki nie musisz dziękować. Też się ranonapatrzyłam.

Puściłam mu oczko i z satysfakcją malującą się na twarzy, opuściłam łazienkę. Po chwili razem z jego córką szalałyśmy już nabasenie.

Rozdział 4

Zaraz po śniadaniu rodzice Ali wyjechali do dziadków. Matki już więcej tego dnia nie widziałam, z kolei jej ojciec przyszedł do nas, kiedy moczyłyśmy się wwodzie.

– Ala, my wyjeżdżamy – powiedział, przerywając nam rozmowę o zbliżającej sięsesji.

Odwróciłyśmy się, jak tylko usłyszałyśmy jego głos. Mimo że był skwar, zrobiło mi się gorąco na jego widok. Miał na sobie eleganckie, beżowe szorty i białą koszulkę polo. Włosy w artystycznym nieładzie, aż chciało się zanurzyć w nich rękę. Na nosie miał przeciwsłoneczne ray-bany, które idealnie pasowały do jego kilkudniowegozarostu.

– Wracamy jutro po południu – dodał.

Nie wiedziałam jego oczu, nie wiedziałam, czy zwracając się do córki, patrzy akurat na nią. Mógł przecież przyglądać się mnie. Kiedy oblizałam wargi, a on odchrząknął, nabrałam tejpewności.

– Dasz sobieradę?

Odniosłam wrażenie, że naprawdę się o nią martwi. Że mimo iż mu to nie wychodzi, stara się być dla niej dobrym ojcem. Alka przewróciła oczami, widocznie nie odczytała tego w ten samsposób.

– Zawsze daję sobie radę – zbyła go chłodno. – Jedźcie i się mną nie przejmujcie. Jak zawszezresztą.

– Ala… – próbował ciągnąć tęrozmowę.

Przyklęknął przy basenie i westchnął ciężko. Poczułam, że to moment, aby sięulotnić.

– Zostawię was – powiedziałam, a potem zanurzyłam się wwodzie.

Popłynęłam na drugi brzegbasenu.

Kiedy się wyłoniłam i spojrzałam w ich stronę, nadal rozmawiali. Jej ojciec zdjął okulary, dzięki czemu z dalszej odległości mogłam dostrzec jego emocje. Zawzięcie tłumaczył coś Ali, a ona pozostawała niewzruszona. Odwróciłam wzrok i oparłam się dłońmi o brzeg basenu. Promienie słońca smagały moją skórę. Znając moją skórę i karnację, wiedziałam, że mogę tego późniejżałować.

A co tam, piegi przykryjefluid.

Nie codziennie można korzystać z takiego basenu ogrodowego. To nie był żaden dmuchany basen, ani też taki na stelażu. Był wkopany w ziemię i wyłożony biało-niebieskimi kafelkami. Taki jak w amerykańskich filmach. Willa z ogrodem ibasenem.

– Mam dobre wieści. – Usłyszałam głos przyjaciółki, więc uchyliłam powieki. – Starzy wyjechali, wrócą jutro po obiedzie, więc bez przeszkód możemy dzisiaj wyjść. Pani Stasi nie będzie już dzisiaj, dlatego na obiad zamówimy pizzę. Co ty nato?

– Myślałam, że straciłaś ochotę na kluby? Twoja rozmowa z ojcem chyba nie przebiegła po twojejmyśli?

– Tym bardziej muszę wyjść – skomentowałakrótko.

– Twój ojciec… – Spojrzałam w kierunku domu, ale mężczyzny już tam nie było. – Chyba się o ciebietroszczy?

Wzruszyłaramionami.

– Może, ale mam to gdzieś. Jest tylko szyją, którą kręci matka. Przez całe życie pozwalał mnie tak traktować, niech nie oczekuje nagle mojej miłości i szacunku. Już dawno nie ma po nichśladu.

– Przykromi…

Zrobiło mi się jej żal. Była wspaniałą dziewczyną, która zasługiwała na najlepsze. Czy kochający rodzice to tak wiele? Cóż, też bym chciała znać odpowiedź na topytanie.

– Niepotrzebnie. Jestem dużą dziewczynką. To co, pływamy?

– Jasne – przytaknęłam. – Może się ścigamy? – zaproponowałam.

– Ale potem robimy fotkę na Insta. – Pogroziła miplacem.

– Nieodpuścisz?

Pokręciła głową, po czym zanurzyła się wwodzie.

Zanim zaczęłam ją gonić, raz jeszcze spojrzałam w kierunku domu. Po co? Nowłaśnie…

*

Wysiadłyśmy z taksówki na Mazowieckiej, gdzie skupiały się warszawskie kluby. W bardzo krótkich i obcisłych sukienkach trudno było nam wydostać się z auta. Zapewne gdybyśmy były celebrytkami, paparazzi mieliby ręce pełne roboty. Na każdym zdjęciu świeciłybyśmy gołymityłkami.

Od razu skupiłyśmy uwagę palących przed budynkiem grupek facetów. Same również postanowiłyśmy zapalić. To był nasz zwyczaj. Przed wejściem wypalałyśmy jednego grubego marlboro na spółkę. Żadna z nas nie paliła na co dzień, więc skąd ten zwyczaj? Kiedyś myślałyśmy, że to jest spoko. Potem już takzostało.

Przez ten czas zaliczyłyśmy parę krótkich flirciarskich wymian zdań z przechodzącymi obok facetami. Kilku puściło oczko, kliku zagwizdało, kilku odważyło się zaproponować drinka. Uwielbiałam to. Uwielbiałam komplementy i przenikliwe spojrzenia napalonych facetów. Czułam się wtedy wyjątkowo. Adoracja i uwaga były mi potrzebne. Być może to nie był właściwy sposób odreagowywania samotności i braku rodziców. Ale nawet będąc dla faceta jednorazowym numerkiem, czułam się potrzebna. Czułam sięważna.

Wyrzuciłyśmy niedopałek do kosza i weszłyśmy do klubu. Od razu do moich nozdrzy dotarł zapach spoconych ciał, alkoholu i seksu. W uszach dudniła mi muzyka puszczana przez DJ-a. Alka wskazała palcem na bar i ruszyła przodem. Ja podążyłam zanią.

– Cześć, dziewczyny – przywitał nas całkiem przystojnybarman.

Całkiem, bo nie w moim typie. Wysoki i łysy. W czarnej koszulce z logo klubu. Ręce miał w całości pokryte kolorowymi tatuażami. Akurat jego dziary mi siępodobały.

– Co pijecie? – dopytał się, zarzucając ściereczkę naramię.

Zamówiłyśmy drinki i upiłyśmy po dosłownie łyku, kiedy do Ali podbił jakiś facet, a potem wyrwał na parkiet. Dała mi swoją torebkę, którą przewiesiłam przez ramię. Uśmiechnęłam się szeroko, śledząc jej poczynania. Ciarki mnie przeszły, kiedy wysoki brunet, z którym tańczyła, zaczął się o nią ocierać i szeptać jej coś do ucha. Śmiała się, była lekko zawstydzona. Znałam ją i jej gust. Pasowało jej to jakcholera.

Trzymałam drinka i rozglądałam się po klubie. Poczułam wibracje telefonu. Spojrzałam na nasze torebki. Przyłożyłam rękę do obu i poczułam, że dochodzą one z torebki Ali. To był impuls. Zajrzałam do środka i wyciągnęłam telefon. Moje serce przyspieszyło, a dłonie zaczęły mi drżeć, gdy na wyświetlaczu zobaczyłam, że dzwoni jejojciec.

– Fuck – zaklęłam, odstawiając drinka nabar.

Spojrzałam w kierunku bawiącej sięprzyjaciółki.

– A pieprzyć to. Niech się o nią trochę pomartwi – burknęłam, po czym przeciągnęłam zieloną słuchawkę. Zanim się odezwałam, wzięłam jeszcze głęboki wdech. – Haaalo – rzuciłamrozbawiona.

Tak, bawiło mnie to. Stres jakby wyparował. Zapragnęłam się zemścić za dzisiejsze zachowanie. Nie tylko względem córki, ale również mnie. Zatkałam palcem lewe ucho i nasłuchiwałamodpowiedzi.

– Ala, gdziejesteś?

Było głośno, lecz dotarł do mnie zmartwionygłos.

Kurde, znów grasz dobregopolicjanta?

– Ooo. Dzwoni panpiękny.

Jak tylko wymknęło mi się to z ust, przyłożyłam do nich dłoń. Nie byłam aż tak pijana. Wypiłam raptem półdrinka.

– Ala? Co się dzieje? – zapytał podniesionymtonem.

– Twoja córka właśnie tańczy z jakimś całkiem fajnym kolesiem. Fajny tyłek, fajne dziary… Spoko facet. Być może dobry materiał na zięcia. – Zachichotałam podnosem.

W chwili, kiedy wypowiadałam te słowa, Ala na mnie spojrzała. Dałam jej znak, że wychodzę na korytarz, aby swobodnie porozmawiać. Skinęła głową, po czym całą uwagę z powrotem skupiła na przystojnymmięśniaku.

– Jesteś tam? – zapytałam, idąc wzdłuż baru. – Zaniemówiłeś? – dopytałam się, kiedy cisza sięprzedłużała.

Zatrzymałam się pod szatnią, gdzie było nieco ciszej. Nadal było słychać muzykę, ale na tyle, aby móc rozmawiać bezprzekrzykiwania.

– Ty ją tamwyciągnęłaś?

Oskarżał mnie? Przecież nie moja wina, że macica jego córki upominała się o przygodny seks. Nie mnie było to oceniać. Ja sama potrzebowałam się wyładować po poznaniu jej ojca. Tymczasem rozmawiałam z nim przez telefon i czułam, że jego władczy głos niebezpiecznie na mniedziała.

– Twoja córka jest pełnoletnia – odparłam trochę urażona. A przynajmniej na taką chciałam wyjść. – Nigdzie nie musiałam jejciągnąć.

– Gdzie jesteście? Powiedz, przyjadę powas.

– Nie ma mowy! – krzyknęłam, zwracając tym uwagę przechodzących obok dwóchbrunetów.

Byli nieźli. Chętnie zapoznałabym się z nimi bliżej. Mimowolnie zatrzepotałam długimi rzęsami, na wypadek ich zainteresowania. Skinęli głowami i lekko sięuśmiechnęli.

– Posłuchaj…

– Nie, to ty posłuchaj – warknęłam. – Twoja córka będzie nocować u mnie. Nie martw się o nią. Co ja mówię – prychnęłam – przecież z żonką macie ją w dupie. Potraficie się tylko rżnąć. Ty wiesz, że to słyszą ludzie? – obruszyłam się, aby zaakcentować mojenastawienie.

– Co? – zapytałzaskoczony.

– Tak, nie tylko Ala słyszy jęki twojej nudnej i zimnej jak ryba żony. Też je słyszałam, więc może po prostu znów ją bzyknij, co? Zajmij się nią, a swojej córce pozwólżyć.

Wkurzyłam się. Na samo wspomnienie jęków jego żony ciśnienie mi skoczyło. I może gdyby nie nasze trzy poranne rozmowy i to, co wydarzyło się między nami, dałabym mu spokój. Ale to nie były zwyczajne rozmowy ojca z koleżanką córki. Nie. I jeszcze to udawanie, ukrywanie, że nie poznaliśmy się przed śniadaniem. Po co to zrobił, skoro w jego opinii nic takiego się nie wydarzyło? Po co zataił to przed żoną i córką? Nie miałam zamiaru go wyręczać i tego prostować. Podporządkowałam się jego grze. Grze, w którą byłam gotowazagrać.

– Dlaczego taka jesteś? – zapytał już nieco łagodniej. Tonem, jakim rozmawiał ze mnąrano.

– A to dobre – kontynuowałam, nadal chichocząc pod nosem. – Wiem, że rano cię podnieciłam. – Zrobiłam przerwę, gdy dotarł do mnie świst powietrza, które gwałtownie wciągnął. – I wiem, że dlatego z nią byłeś. Chciałabym tylko, żebyś toprzyznał.

– Zuza…

– Jasne, nie było tematu. Nie było też spotkania w łazience i w kuchni. Nie patrzyłeś na mnie w ten sposób ani ja nie patrzyłam tak na ciebie. To nie ja dotknęłam twojego twardego kutasa przez spodnie i to nie ja chciałam go… – Przerwałam i głębokowestchnęłam.

Nie poniżaj się, dziewczyno.

Pokręciłam głową idodałam:

– Muszę kończyć. Nie martw się o córkę. Bezpiecznie odholuję ją do swojegomieszkania.

– Poczekaj – rzucił prędko, kiedy odsuwałam komórkę od ucha. – To prawda. Patrzyłem na ciebie w sposób, w jaki patrzeć nie powinienem był. I to prawda, zadziałałaś na mnie do tego stopnia, że musiałem to zrobić z żoną – przyznał.

Przez ułamek sekundy się uśmiechałam. Przez ułamek sekundy miałam to, czegochciałam.

Zbytkrótko…

– Mówisz to tak, jakby seks z twoją żoną był dla ciebiekatorgą.

– Zuza! – westchnął. – Jestem żonaty, a ty jesteś w wieku mojej córki. Mógłbym być twoimojcem.

– Ale nim nie jesteś – powiedziałam smutno. – Naprawdę żałuję, że jesteś jejojcem.

Rzeczywiście tak czułam. Gdyby nie Ala, uwiodłabym go. Mogłabym być tą drugą. I mimo że mnie pociągał, bardzo mi się podobał, nie mogłam. Nie mogłam zrobić tego swojejprzyjaciółce.

– To się więcej nie może powtórzyć – dodał oschle, przez co zakuło mnie w sercu. – Mam rodzinę i to ona jest dla mnie najważniejsza. Nie stracę tego dla jakiejś fantazji czypokusy.

Przymknęłam powieki i zacisnęłam mocno szczękę. Choć tak się nie czułam, pewnie i dumnie zakończyłamrozmowę.

– Tak, jak powiedziałam, Ala jest bezpieczna – westchnęłam, opierając się ościanę.

Pokusa, fantazja. Tym dla niego jesteś. Musisz o nim zapomnieć. Po prostu nie chodź więcej do niej dodomu.

Odepchnęłam się od ściany i wróciłam do klubu. Muzyka dudniła mi w uszach, miałam ochotę się nawalić i bzyknąć z jakimś facetem. Kiedy dotarłam do baru, Ala nadal była na parkiecie. Skinęłam na barmana, zamówiłam tym razem czystą i nowy sok. Opróżniłam kieliszek i popiłam alkohol. Rozejrzałam się po klubie. Wyłapałam spojrzenie wysokiego blondyna, który jak tylko się do niego uśmiechnęłam, uniósł szklankę w geście toastu. Ja uniosłam kolejny kieliszek nalany przez barmana, a potem go wychyliłam. Gdy kończyłam popijać wódkę sokiem, facet stał już przedemną.

– Cześć piękna – rzucił, szeroko sięuśmiechając.

To był naprawdę fajnyuśmiech.

– Cześć – odparłamkokieteryjnie.

Chłopak był w moim typie. Przystojny, elegancko ubrany, przed trzydziestką. Miał zarost, co lubiłam w facetównajbardziej.

– Jak ci na imię? – zapytał, odstawiając swoją szklankę nabar.

– Zuza.

– Piękne imię dla pięknejkobiety.

Przewróciłam oczami i sięzaśmiałam.

– Średnibajer.

– Nadrabiam w czymś innym. – Puścił mioczko.

Okej, koleś chyba myślał o tymsamym.

Uśmiechnęłam się zalotnie i przysunęłam bliżej. Musnęłam dłonią jego przedramię. Automatycznie napiął biceps. Lubiłam napakowanychfacetów.

I choć miałam tylko dwadzieścia lat, kilku takich spotkałam na swojejdrodze.

– Cóż. – Pochyliłam się i wyszeptałam: – Chyba jestem zainteresowana i chciałabym to zobaczyć, siedząc w pierwszymrzędzie.

Oddalając się od niego, puściłam mu oczko. Facet spojrzał na moje lekko rozchylone usta i przełknął mocnoślinę.

– Tylko nie jestem tutaj sama. – Wskazałam naparkiet.

– Spokojnie, Łukasz to mój kumpel. Przyszliśmy tu razem z chłopakami. – Popatrzył na miejsce, gdzie wcześniejstał.

Faktycznie, była tam grupka kilkuznajomych.

– Nic jej nie zrobi – zapewnił. – Oczywiście nic, czego by nie chciała – dodał z lekkimuśmiechem.

– Zanim wyjdziemy, jak ci naimię?

– Przemek.

Przymknęłam powieki i pokręciłam głową. Zaśmiałamsię.

Nie, to się nie dziejenaprawdę.

– Niech zgadnę, imię twojegobyłego?

Otworzyłam oczy, a gdy napotkałam jego spojrzenie, przytaknęłamgłową.

– Nie były, ale ktoś, o kim wolałbym zapomnieć. Przynajmniej na jednąnoc.

– Czyli zemsta? – zapytał, unoszącbrew.

– A masz z tymproblem?

– Nie widzę żadnego problemu, ślicznotko.

Sięgnął dłonią do mojej twarzy i objął policzek. Wpatrywał mi się w usta, a chwilę później przejechał kciukiem po dolnej wardze. Rozchyliłam usta i musnęłam jego palec językiem. Nie mogłam oderwać od niego oczu, kiedy zanurzał we mnie palec. To był podniecające i dla kogoś z boku zapewnewyzywające.

– Mogę być dla ciebie kimkolwiek. Zemstą, przygodą, byle tylko poczuć te usta. – Pochylił się, wziął moją twarz w dłonie, a potem złączył naszewargi.

To był delikatny i niewinny pocałunek. Wyczułam od niego whisky i miętówkę. Mimo iż nie była to namiętna i mocna pieszczota, rozpaliła mnie. Podnieciła do tego stopnia, że miałam ochotę kontynuować. Gdy mężczyzna się ode mnie odsunął, z moich ust wydobył się jękzawodu.

– Najsłodsze usta, jakie kiedykolwiek miałem okazję kosztować – skomentował z szerokimuśmiechem.

Tak, zdecydowanie chciałam tokontynuować.

Rozdział 5

Uchyliłam lekko powiekę. W jednej sekundzie poczułam tępy ból głowy. Jakby rozsadzało mi czaszkę. Jakby ktoś walił w nią kijem bejsbolowym. Jęknęłam, żałując, że sięgnęłam wczoraj poalkohol.

– Nooo, księżniczka się obudziła. – Dobiegł mnie głos mojejprzyjaciółki.

– Gdzie ja jestem? – wychrypiałam.

Próbowałam przełknąć ślinę, ale miałam zbyt sucho wustach.

– U siebie w mieszkaniu – wyjaśniłaszybko.

Niechętnie podniosłam się na łokciach i rozejrzałam wokół. Dostrzegłam podobne, błękitne zasłony i dywan. Nie, one były moje. To był mójpokój.

– Faktycznie – przyznałam jejrację.

Przewróciłam się na plecy i ciężko westchnęłam. Starałam się coś sobie przypomnieć, ale nie dałam rady. Przyjrzałam się swojej przyjaciółce. Wyglądała promiennie i tak nierealnie dobrze. Jej entuzjazm i wesołość wzbudziły moją podejrzliwość. To niemożliwe, że nie miała kaca. Przecież zawsze cierpiała bardziej niż ja. W jednej chwili pojęłam, że nic niepamiętam.

Boże, urwał mi sięfilm…

– A ty? Czemu w takim dobrymstanie?

Dlaczego wyglądała tak dobrze? Być może lekki makijaż przykrył oznaki zmęczenia i przepicia. Szybko naprowadziła mnie na właściwetory.

– Może dlatego, że wczoraj prawie nic niewypiłam?

Skrzywiłam się. Jak to nic nie wypiła? Przecież po to poszłyśmy doklubu.

– Pożyczyłam sukienkę. – Wskazała na swójubiór.

Dopiero zauważyłam, że ma na sobie mojeubranie.

– W spodnie nie mogłam wcisnąć swojego wielkiego dupska. Miałaś mnie pilnować – powiedziała po chwili, widząc mojezdezorientowanie.

Mimo pulsującej głowy starałam się cokolwiek sobie przypomnieć. Pojawiły się pierwsze przebłyski. Alka tańcząca z jakimś wielkim facetem i ja, pijąca drinki z innym. Ile było tych drinków? Sądząc po moim stanie, chyba zbytdużo.

– Wróciłyśmy same? – dopytałam się. – A co z tymifacetami?

– Mówisz o tych, których wystraszyłaś? – Zaśmiała się. – Wykrzykiwałaś coś o swojej wielkiejmiłości.

Po raz kolejny się zdziwiłam. Usiadłam na łóżku, nie odrywając od niejwzroku.

– Miłości?

Przytaknęłagłową.

– Przecież ja nikogo niemam.

– Tak teżmyślałam.

– Mówiłam coświęcej?

– Nie mnie. Rozmawiałaś z kolegą Łukasza. Chłopka, którego wyrwałam. Przelizałaś się z nim i ponoć ustawiłaś się z nim na seks, ale wcześniej chciałaś się napić. Ponoć zbyt bardzo sięotworzyłaś.

– Toznaczy?

– Powiedział, że zawija żagle, bo nie chce rozbijać szczęśliwego związku. Naprawdę nic nie pamiętasz? To dziwne – dodała, kiedy zaprzeczyłam głową. – Nieważne. Zmieniając temat, czemu nie powiedziałaś mi, że mój stary wczorajdzwonił?

W jednej sekundzie mnie otrzeźwiło. O matko, to on był tą moją „wielką miłością”? To o nim wspominałam temufacetowi?

– Skąd…? – zapytałam, krzywiącsię.

– Zaraz tutajbędzie.

Przypomniał mi się fragment wczorajszej rozmowy z jej ojcem. Słowa Przemka jakobym była jego pokusą i fantazją. To, co się między nami wydarzyło, miało się więcej niepowtórzyć.

– Po co? – zapytałamniepewnie.

– Po mnie. Wkurzył się, że wczoraj wyszłam bez jego zgody. Musiał wracać do domu, zapomniał jakichś dokumentów czy coś. Zostawił matkę u dziadków. W domu pustki, powiedzmy, że się zmartwił. Taka oto niemiłaniespodzianka.

– Nie wyglądasz na taką, która by się tymprzejęła.

– Żartujesz? – prychnęła. – Niech poudaje ojca roku. Mam gdzieś, że sięmartwił.

Odsunęłam kołdrę i wyszłam złóżka.

– Ala, to twój ojciec – powiedziałam, mijającją.

Musiałam doprowadzić się do ładu. Przeczesałam dłonią włosy i z grymasem na twarzy wyczułam kołtuny. Podeszłam do komody, wzięłam czystą bieliznę. Zerknęłam przez okno, zapowiadał się upalny dzień. Zgarnęłam jeszcze szorty i bluzkę naramiączkach.

– Na miano ojca trzeba zasłużyć. – Ala wyszła ze mną na korytarz. – Idę zaparzyć nam kawę, a ty zmykaj do łazienki. Ogarnij się, nie chcę, żebyś go wystraszyła. Wyglądasz koszmarnie. Pomyśli, że to był gruby melanż. Wystarczą mi jego porannewrzaski.

Po szybkim prysznicu nałożyłam lekki makijaż. Mokre włosy pozostawiłam rozpuszczone. Naturalne loki idealnie współgrały z odsłoniętymi ramionami i głębokim dekoltem. Nie miałam zbytnio czym się pochwalić. Uwielbiałam jednak swoje wystające kości obojczykowe i nieco skromny biust, który w staniku nie wyglądał najgorzej. Kiedy wzięłam do ręki flakonik perfum, usłyszałam dzwonek do drzwi. Pospiesznie rozpyliłam zapach, po czym pokręciłam głową, aby poprawić niecowłosy.

– No, dajesz, mała – dopingowałam się, obciągającbluzkę.

Nie wiedziałam, po co właściwie to robiłam. Może to był instynkt? Z automatu chciałam się dobrze zaprezentować, jakby jego pokrewieństwo z Alą nie było żadnąprzeszkodą.

Zamykając drzwi łazienki, usłyszałam jego podniesiony głos. Spięłam się, ale ułamki sekund później wzięłam głęboki wdech, po czym ruszyłam przedsiebie.

– Pospiesz się, nie mamy czasu – mówił do córki. – Czeka mnie dużo pracy, a jeszcze muszę skoczyć pomamę.

Nie chciałam podsłuchiwać czy też przerywać ich rozmowy. Byliśmy jednak w moim mieszkaniu. Nasze spotkanie było nieuniknione. A rozmowę mogli przecież odbyć po wyjściu albo w samochodzie. Niczym prawdziwa gospodyni postanowiłam powitać swojegogościa.

Odwagi.

Gdy od kuchni dzieliło mnie dosłownie kilka kroków, usłyszałam krzykiAli.

– To po co w ogóle tu przyjeżdżałeś, co? Poradziłabym sobie. Jak przez ostatnie dwadzieścialat.

Wtargnęłam do kuchni i rozejrzałam się po niej. Stał przed swoją córką i wpatrywał się w nią intensywnie. Był wzburzony, a jego twarz wydawała sięzmęczona.

Może naprawdę martwił się o córkę, przez co nie spał całąnoc?

– Nie bądź… – Przerwał nagle, gdy mniedostrzegł.

Momentalnie jego wyraz twarzy się zmienił. Przez ułamek sekundy zawiesił oko na moim dekolcie. Od tego spojrzenia zaczęła piec mnie skóra. Automatycznie dotknęłam jej ręką i potarłam. Nie uszło to jego uwadze. Uniósł brew, a potem kręcąc głową, wrócił wzrokiem docórki.

– Zabierz swoje rzeczy i wychodzimy – rzuciłoschle.

– Pójdę po nie, a potem skoczę jeszcze dokibelka.

Wychodząc z kuchni, przyjaciółka spojrzała na mnie. Na jej twarzy malowało się zmieszanie. Posłałam jej pocieszający uśmiech, puściłam oczko, dając znak, że wszystko okej. Kiedy zostałam sam na sam z jej ojcem, weszłam w głąbkuchni.

– Dzień dobry – burknęłam pod nosem, nie patrząc naniego.

Wzięłam z szafki kubek i nalałam sobie kawy. Starałam się nie dać po sobie poznać, że nadal czekałam na jakiekolwiek przywitanie z jegostrony.

Podeszłam do lodówki, otworzyłam ją, a potem sięgnęłam po mleko. Zamknęłam drzwiczki i pisnęłam ze strachu. Stał oparty o lodówkę z założonymi rękami na piersi. Wpatrywał się we mnieintensywnie.

– Jezu, wystraszyłeś mnie. – Oderwałam od niego wzrok, ale zanim podeszłam do świeżo zaparzonej kawy, dostrzegłam lekki uśmiech na jegoustach.

Wlałam odrobinę mleka, posłodziłam jedną łyżeczką i zamieszałam. Wzięłam gotowy napój do rąk, a potem odwróciłam się twarzą do Przemka. Oparłam się tyłkiem o szafkę i przyjrzałam się uważnie mężczyźnie. Miał na sobie granatową koszulę wsadzoną w ciemne jeansy. Dostrzegłam połyskującą ozdobną klamrę na pasku. Kiedy ja obczajałam jego, on obczajał mnie. Ślinił się na widok moich nagichnóg.

A co, jeśli teraz wyobraża sobie to, co zaprząta moje myśli? Czy podobnie jak ja oczyma wyobraźni widzi moje nogi zarzucone na swoje umięśnione ramiona i swoją głowę zanurzoną pomiędzy moimiudami?

Odchrząknęłam, przywołując do porządku swoje myśli. Nie przerywając kontaktu wzrokowego, uniosłam kubek do ust i upiłam spory łyk. Czułam ogromną satysfakcję, widząc, jak Przemek śledzi wzrokiem ruchy mojego języka oblizującego wargi z resztekkawy.

Zadarłam wysoko głowę, kiedy odepchnął się od lodówki i ruszył w moim kierunku. Serce zaczęło mi galopować, dudniło mi w uszach. Oddech stał się płytszy. Czy to był strach? Czy jeszczeekscytacja?

Podszedł na tyle blisko, że mogłam poczuć jego przyjemny zapach. Wyprostowałam się i spojrzałam mu głęboko w oczy. Wziął ode mnie kubek i nie odrywając ode mnie oczu, upił kilkałyków.

– Robisz to specjalnie? – zapytał między jednym adrugim.

– A tociekawe.

Usiadłam na blacie i założyłam ręce na piersiach. Kubek nadal spoczywał w jegodłoniach.

– Niby co takiegorobię?

Spojrzał na mój biust, a potem odstawił pusty kubek do zlewu. Położył dłonie na moich kolanach, po czym rozsunął mi nogi. Stanął pomiędzy udami i przysunął się najbliżej, jak to byłomożliwe.

– Co ty robisz? – zapytałam przerażona, mając na uwadze obecność jego córki wmieszkaniu.

W każdej chwili mogła do naswrócić.

On, nie zważając na moje obawy, otarł się o mnie. Napięty materiał jego spodni drażnił moją skórę, jednocześnie rozpalając moje wnętrze i moją wyobraźnię. Tylko resztkami zdrowego rozsądku zakodowałam trzask zamykanych drzwiłazienkowych.

– Ala idzie – rzuciłam pospiesznie, odepchnęłam go, a potem zeskoczyłam zblatu.

Odsunęłam się od Przemka na bezpieczną i niebudzącą podejrzeń Aliodległość.

Gdy moja przyjaciółka wchodziła do kuchni, ja już myłam kubek pokawie.

– Jestem gotowa. Włożę tylko buty i kurtkę – oznajmiła ojcu, idąc w stronę drzwiwejściowych.

– Świetnie, zatem możemyjechać.

Ponownie zostaliśmy sami. Wykorzystując ten moment, podszedł do mnie, a potem musnął dłonią moje plecy. Wzdrygnęłam się automatycznie. Poczułam jego ciepły oddech na karku, od czego zrobiła mi się gęsiaskórka.

– Pyszna kawa – wyszeptał. – Dziękuję.

Podniosłam wzrok i odwróciłam głowę w jego stronę. Patrzył na moje usta. Miałam nadzieję, że bez względu na konsekwencje pochyli się i mnie pocałuje. On jednak uniósł dłoń i zatrzymał ją na wysokości mojej twarzy. Zamarłam, kiedy kciukiem przejechał po mojej dolnej wardze. Jego dotyk mnie rozpalił, zapragnęłam więcej. Nie chciałam jego palca, chciałam jego ust, chciałam jego – całego.

– Do zobaczenia. – Cofnął rękę i spoglądając prosto w oczy, dodał: – Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś nas odwiedzisz. Byłbymszczęśliwy.

Rozdział 6

Przez kilka kolejnych dni nieustannie wracałam myślami do jego „pożegnania”. Nie wiedziałam, co o tym sądzić. Przecież podczas sobotniej rozmowy wyraził się jasno. To był błąd, którego więcej nie powinniśmy popełniać. Tymczasem następnego dnia oznajmił, że liczy na kolejne spotkanie. Nie chciałam wzbudzać podejrzeń Ali, wypytując się o szczegóły ich powrotu i o zachowanie jej ojca w domu. Niby jakim prawem? I pod jakimpretekstem?

Przez te kilka dni byłam nieobecna na zajęciach, zupełnie nie przypominałam siebie. Niby na nie chodziłam, ale nic z nich nie wyciągałam. Myślami byłam daleko stąd. Często zbywałam Alę, która nieprzerwanie pytała, czy wszystko okej i czy na pewno kogoś nie mam. Według niej wyglądałam nazakochaną.

– Skąd możesz wiedzieć, jak wygląda ktoś zakochany? – zapytałam, kiedy po raz kolejny użyła tegoargumentu.

– Okej, przyznaję, nie miałam nigdy chłopaka, ale oglądam telewizję i czytamksiążki.

Prychnęłamrozbawiona.

– Alka, proszę cię. Nic mi nie jest – zbyłamją.

– To co się dzieje? – Nie dawała za wygraną. – Coś zojcem?

Tak, ztwoim.

– Myślisz, że przejmowałabym się nim do tegostopnia?

Rozbawiłamnie.

– No to co ci jest? To przez zbliżające sięegzaminy?

Nie mogłam powiedzieć jej, że coś nieokreślonego i niezdefiniowanego połączyło mnie z jej ojcem. Nigdy nie mogła się o tym dowiedzieć. Nigdy! Postanowiłam więc skłamać. Kolejny raz. To zaskakujące, z jaką łatwością w ostatnim czasie przychodziły mi kłamstwa. Wymyślałam je na poczekaniu. Miałam świadomość, że skrywanie prawdy było równoznaczne zkłamstwem.

Cóż, stałam się bezwstydnąkłamczuchą.

– Nie. Chodzi o moją przyszłość. Nie wiem, co potem – wypaliłam bez zastanowienia, ale przyjaciółka sprawiała wrażenie zainteresowanej. Postanowiłam kontynuować i przedstawić jakąś ubarwioną historyjkę. – Ala, jestem na drugim roku, właściwie to go kończę, a ja zupełnie nie wiem, czy to ma sens. Męczy mnie to. Mój stary, brak matki, jestem tu sama… Poza tym, rozkłada mnie chyba jakaś grypa. Sama nie wiem, pierdolę od rzeczy. – Pokręciłam głową, a potem jązwiesiłam.

Przyłożyła mi rękę do czoła, aby upewnić się, czyzachorowałam.

– Ciepłą masz tę głowę – powiedziałaprzejęta.

Może faktycznie czułam się trochę gorzej. Rozkojarzona i zmęczona. Przez myśli o jej ojcu nie spałam zbyt dobrze, nie miałam też wielkiego apetytu. Nie podlegało dyskusji, że moje zauroczenie źle na mniewpływało.

– Może jedź do domu – zasugerowała. – Połóż się i odpocznij. Wpiszę cię na listę – dodała z lekkimuśmiechem.

– Nieee. – Pokręciłam głową. – Wszystkookej.

Po wykładzie pojechałam prosto do mieszkania. Jak tylko przekroczyłam próg, zapragnęłam kawy. Nastawiłam czajnik z wodą i poszłam do łazienki. Przebrałam się w krótki top i długie getry, czyli mój strój domowy, po czym wróciłam do kuchni. Z kubkiem kawy rozsiadłam się wygodnie nakanapie.

Pod wieczór dostałam wiadomość od Ali. Biedna, naprawdę się o mniemartwiła.

Po raz kolejny dopadły mnie wyrzuty sumienia. Nie chciałam, aby nadal truła mi o moim zakochaniu, więc aby dała mi spokój, brnęłam w