Muzyka dwojga dusz - Ewelina Nawara & Justyna Leśniewicz - ebook
BESTSELLER

Muzyka dwojga dusz ebook

Ewelina Nawara & Justyna Leśniewicz

4,6

Opis

 

Ian jest tajemniczy, skrywa przeszłość głęboko w sercu. Stara się, żyć jak inni przyjaciele, ciesząc się sukcesami zespołu i oddając się karierze bez reszty. Nie bawi się w związki, nie spotyka się z kobietami, egzystuje z dnia na dzień zamiast żyć pełną piersią. Na jego drodze jednak staje dziewczyna, która burzy spokój i mury, jakie przez lata wokół siebie zbudował.

Ona zagubiona wśród tłumów, zakochana w muzyce i po cichu spełniająca swoje marzenia. Nikt nigdy nie nauczył jej jak kochać. Choć ma obok siebie ludzi, którzy o nią dbają i starają się zapewnić spokój ducha, ona nie potrafi zapomnieć o latach, kiedy była pozostawiona sama sobie.

Ona i On zupełnie różne charaktery, choć łączy ich więcej niż chcieliby przepuszczać. Tragiczna przeszłość, podobne pasje i muzyka, która przynosi ukojenie. Czy tajemniczej dziewczynie uda się dotrzeć wprost do serca Iana? Tych dwoje połączyła muzyka, która gra głęboko w ich duszach. Jednak czy będą umieli się jej poddać, czy zatopią się w bezkresnym oceanie błędów przeszłości.

 

 ---------------

Zakończenie serii godne nagrody. Autorki po raz kolejny pozwoliły poczuć muzykę zapisaną pomiędzy kartkami. Jestem z Was dumna dziewczyny i oczywiście polecam!
Małgorzata Falkowska, autorka

W dzisiejszym świecie nie ma miłości gładkiej jak porcelana. Prawie zawsze jej powierzchnię szpecą pęknięcia i rysy. To czyni ją głębszą, prawdziwszą, piękniejszą. Tak jak w tej przejmującej historii.

Czy dwoje boleśnie poszarpanych przez los ludzi będzie umiało dać sobie szansę? Czy odnajdą siebie w świetle jupiterów i ulotnej sławy gwiazd rocka? Ta historia w piękny i czuły sposób pokazuje nam rzeczywistość, w której zawsze jest miejsce na prawdziwą przyjaźń i miłość. Polecam!
Agnieszka Zakrzewska, autorka

To była niesamowita muzyczna podróż! Tak bardzo się cieszę, że mogłam towarzyszyć chłopakom z Kings of Sin, którzy przez cztery kolejne tomy serii z bandy poranionych chłopaków stali się wyjątkowymi facetami, goniącymi własne szczęście i marzenia o karierze. Ewelinie Nawarze i Justynie Leśniewicz udało się połączyć ciepło i humor rodem z „Przyjaciół” z fascynującą ścieżką rozwoju aspirującej kapeli z brytyjskiego Nottingham. Historia skomplikowanego i wrażliwego Iana jest doskonałym podsumowaniem serii i na długo pozostawi ślad w waszej duszy!
Maria Zdybska, autorka

Ellie i Ian przeszli długą, usłaną cierniami drogę, aby w końcu odnaleźć szczęście. I chociaż muzyka od zawsze grała w ich duszach, dopiero kiedy otworzyli się na siebie, zrozumieli, co to znaczy żyć naprawdę i zaczęli grać wspólną melodię. „Muzyka dwojga dusz" to powieść pełna bólu, cierpienia i żalu z jednej strony, z drugiej ciepła, pokrzepiająca, miękko otulająca serce. Niezwykle dojrzała, boleśnie prawdziwa, przesycona prawdziwym życiem. Poruszy niejedno serce.
Monika Maliszewska, @maitiri_books

Aż trudno uwierzyć, że to już koniec. Ostatni tom serii Kings of Sin to historia przepełniona bólem przeszłości i nadzieją na lepszą przyszłość. Cudowna, wzruszająca, pozostająca w sercu na długo.
Patrycja Wakuła, @kredzia

Podobno najlepsze winno się zostawiać na koniec. I jak widać Ewelina Nawara i Justyna Leśniewicz zastosowały się do tej zasady, ponieważ to właśnie historia Iana, ostatniego członka Kings of Sin, okazała się tą najlepszą i najbardziej emocjonującą. A jej epilog sprawił, że łezka zakręciła mi się w oku. Uważam, że ,,Muzyka dwojga dusz" to dobre zwieńczenie serii pełnej dobrej muzyki, miłości, przyjaźni i marzeń.
Katarzyna Ewa Górka, @katherine_the_bookworm

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 287

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (116 ocen)
85
22
7
2
0
Sortuj według:
jezabel

Nie oderwiesz się od lektury

Super zakończenie serii. Bardzo podobały mi się wszystkie książki. Bardzo życiowe. Polecam.
00
agawojciech

Nie oderwiesz się od lektury

Super warta przeczytania
00
alabomba

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo fajna , lekka seria
00
Gosia243

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam całą serię czytało się świetnie💙❤️💙❤️
00
JoannaBura

Nie oderwiesz się od lektury

wspaniała seria o miłości, przyjaźni i marzeniach, które każdy może spełnić,jak bardzo się postara
00

Popularność




Prolog

Samotność ma wiele obliczy. Można być jednocześnie samotnym i otoczonym przez wielu ludzi. Można mieć przyjaciół, rodzinę, a w sercu czuć pustkę, której nie sposóbzapełnić.

Tajemniczy chłopak, co roku wygrywający melodię narynku.

Dziewczyna słuchająca muzyki, czująca ją całą sobą tak, jakby trafiała prosto do jejduszy.

Czy tajemnice, które przywarły do nich jak druga skóra,w końcu poznają światło dzienne? Czy podzielą się bólem, który dźwigają każdego dnia, bojąc siękochać?

Miłość i muzyka mogą być lekiem na każdąkrzywdę.

Czy uczucie płynące prosto z serca i muzyka trafiająca prosto do złamanej duszy pozwolą tej dwójce zacząć oddychać pełną piersią? Czy zakończą udrękę i rozpoczną nowe życie, dokładnie takie, na jakie obojezasługują?

I know the feeling of finding yourself stuck out on the ledge

And there ain’t no healing from cutting yourself with a jagged edge

I’m telling you that, it’s never that bad

And take it from someone who’s been where you’re at

You’re laid out on the floor and you’re not sure

You can take this anymore

Lullaby, Nickelback

Ellie

Po raz trzeci siedziałam na murku na rynku miasta i czekałam na melodię, która wkrótce miała popłynąć. Futerał ze skrzypcami stał bezpiecznie pomiędzy moimi nogami, a ja rozglądałam się, zastanawiając się, skąd przyjdzie tajemniczymężczyzna.

Gdy trzy lata temu szłam na rozmowę o pracę w sklepie muzycznym, nie spodziewałam się, że usłyszę melodię, która rozszarpie moją duszę na kawałki. Z niewielkiego dystansu obserwowałam chłopaka, który z bólem wypisanym na twarzy przesuwał palcami po strunach. Było w nim coś, co mnie fascynowało. Gdy w kolejnych dniach szłam do pracy, wypatrywałam uzdolnionego nieznajomego. Bez powodzenia. Prawie o nim zapomniałam, gdy rok później stanął w tym samym miejscu i grał tę samą melodię. Nikomu się nie przyznałam, ale przez kilka miesięcy katowałam siebie, próbując odtworzyć grany przez niego utwór. Niestety, daleko mi było do niego, dawały o sobie znać braki w wykształceniu,a może zwyczajnie on czuł tę melodię, a ja nie. Po tym drugim spotkaniu zrozumiałam, że ten dzień musiał coś dla niego znaczyć, że tylko wtedy mogę go spotkać i posłuchać, jak gra. Bardzo mnie korciło, by podejść do niego, zagadnąć, przyjrzeć się twarzy, na wpół ukrytej pod kapturem. Jednak gdy tylko zebrałam się na odwagę, on znikał. Kilka minut raz do roku musiało miwystarczyć.

Tym razem zjawiłam się wcześniej, mając nadzieję, że uda mi się go wypatrzeć. Nie, żebym chciała go śledzić… Z niepokojem spoglądałam na zegarek, bo czas mijał, a nieznajomy się nie pojawiał. Coś szarpnęło mnie za serce, instynktownie wiedziałam, że ten dzień, granie tu, ta melodia…wiele dla niegoznaczyły.

Gdy zegar zaczął wybijać równą godzinę, podniosłam się i podeszłam do miejsca, w którym zawsze grał. Wyjęłam skrzypce z futerału, próbowałam się rozluźnić, bo instrument nie lubił spiętych ludzi. Położyłam smyczek na strunach, wzięłam głęboki oddech i powoli zaczęłam grać tę melodię, która wyryła się w mojej pamięci już trzy lata temu. Zdawałam sobie sprawę, że gram niedoskonale, nie potrafiłam w stu procentach odtworzyć tego, co wydobyło się spod palcównieznajomego.

Dyskretnie rozglądałam się dookoła, próbując wypatrzeć go wśród mijających mnie przechodniów. W końcu się pojawił. Chyba przywołałam go myślami. Blady, jakby goniła go sama śmierć. Nie potrafiłam rozszyfrować jego spojrzenia. Chwilę później wyjął swój instrument i dołączył do mnie. Przymknął powieki, pozwolił, by kaptur spadł mu na plecy i grał, jakby zależało od tego jego życie. Nie mogłam się powstrzymać i przestać na niego patrzeć, był naprawdę przystojnym mężczyzną. Takim, za którym szaleją kobiety, a on może w nich przebierać do woli. Takim spoza mojej ligi. A więc patrzyłam na niego, zapamiętując każdy element jego twarzy, niewielką zmarszczkę obok brwi, która pogłębiała się, gdy grał. Zapisywałam w pamięci drobne piegi na jego prostym nosie, długie rzęsy, jasne, trochę przydługie włosy. Gdy wygraliśmy ostatnią nutę, otworzył oczy i przeszył mniespojrzeniem.

– Cześć, przepraszam, że zaczęłam grać, ale ciebie nie było… – Przerwałam swoją paplaninę i podałam mu rękę. – JestemEllie.

Popatrzył na mnie, jakby wyrosła mi trzecia głowa albo odstraszyły go tatuaże widoczne na moich rękach, jednak przyjął wyciągniętą dłoń ipowiedział:

– Ian.

– Słuchaj, Ian, jesteś naprawdę dobry, jestem podwraże…

Nie dokończyłam zdania, bo Ian już oddalał się ode mnie szybkimkrokiem.

Niech cię, cholera, weźmie – pomyślałam i zapakowałam skrzypce. Koleś może i był przystojny i utalentowany, jednak miał problemyinterpersonalne.

Strzepnęłam niewidzialne pyłki z bluzy, poprawiłam srebrne włosy, założyłam słuchawki i ruszyłam w stronę sklepu muzycznego, w którympracowałam.

Ian

Siedziałem w szpitalnej poczekalni i rwałem sobie włosy z głowy. Przyjaciele byli przy mnie, ale nikt nic nie mówił. Znali mnie jak nikogo i wiedzieli, że kiedy zechcę, sam powiem im, co siedzi w mojej głowie. Historię mojej przeszłości przedstawiłem im pobieżnie, ale nigdy nie pytali o szczegóły, nie naciskali i to chyba dlatego tak dobrze się przy nich odnajdywałem. Dziś jednak nie potrafiłem zapanować nad emocjami, czułem się, jakby koszmarny sen śnił mi się po raz drugi. Ojciec został przewieziony do szpitala. Był nieprzytomny, a ja nie wiedziałem, co się z nim działo. Lekarze nie mieli dla nas żadnych wiadomości, więc jedyne, co mogłem zrobić, to siedzieć bezczynnie iczekać.

– Tylko nie dziś – powtarzałem w kółko, a przyjaciele z każdym moim jękiem bezradności wyglądali na coraz bardziejprzerażonych.

Minuty ciągnęły się, jakby cały wszechświat zmówił się dziś przeciwko mnie, jakby chciał mnie dziś dobić. Przypomnieć, że życie jest kruche jak liść i wystarczy kilka sekund, aby je doszczętniezniszczyć.

Poczułem uścisk na ramieniu i spojrzałem w kasztanowe oczy mamy. Było mi głupio i źle, że nie potrafię jej teraz okazać wsparcia. Załamywałem się po raz kolejny, zamiast się niązaopiekować.

– Mamo… – Chciałem coś dodać, ale żal ścisnął migardło.

– Nic mu nie będzie, musisz w to wierzyć. – Rodzicielka gładziła mnie poramieniu.

W końcu w korytarzu pojawił się mężczyzna w białym kitlu, więc poderwałem się z miejsca i od razu zarzuciłem go pytaniami o stan ojca.

– Państwo są z rodziny? – zapytał lekarz beznamiętnymtonem.

– Jestem żoną Freda Thomasa, a to mój syn – odezwała sięmama.

– Dobrze…Pan Thomas przeszedł rozległy zawał serca, ale jego stan jest już stabilny, a sytuacja została opanowana. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że nie ma dodatkowych obrażeń. Z informacji służb interwencyjnych wynika, że zatrzymał się na barierkach przy stosunkowo niewielkiej prędkości. Zostanie jednak dłużej na oddziale, musimy wykonać szereg badań, a pacjent przede wszystkim będzie musiał zmienić tryb życia, jeżeli chce odzyskać pełnięsił.

– Możemy go odwiedzić? – zapytaliśmyjednocześnie.

– Pacjent jest osłabiony, zatem możecie wejść tylko na kilka minut. – Spojrzał po moich przyjaciołach. – Tylko najbliższarodzina.

Skinąłem głową i spojrzałem na mamę. Miałem wrażenie, że odczytała moje myśli, bowyszeptała:

– Idźpierwszy.

Uśmiechnąłem się słabo i ruszyłem w kierunku wskazanym przez lekarza.

***

Na rynek dobiegłem już mocno spóźniony. Grywałem tu każdego roku o tej samej porze. Od trzech lat grałem tę melodię do nieba, do gwiazdki, która zbyt szybko zgasła… Dokładnie w dniu jej urodzin. Robiłem tak od momentu, kiedy tylko nauczyłem się podstawowej gry na skrzypcach. Z każdym kolejnym rokiem z okazji jej urodzin wygrywałem nuty specjalnie dla niej. Nie mogłem ukryć zdziwienia, gdy, dobiegając do stałego miejsca, usłyszałem moją melodię… Nie mogłem opanować szoku, ale wziąłem skrzypce i zacząłem płynąć smyczkiem po strunach, oddając się całkowicie muzyce, która rozdzierała moje serce. Sprawiała ból, jednocześnie będąc oczyszczającą dla duszy. Kiedy zakończyłem grę, dziewczyna wyglądająca jak wróżka z disnejowskich bajek… Wytatuowana wróżka, ściśle rzecz ujmując, zagadała do mnie, żeby się przedstawić. Byłem przekonany, że kiedyś gdzieś już ją widziałem. Nie miałem jednak najmniejszej ochoty na wdawanie się w rozmowę. Założyłem kaptur i ruszyłem w drogę powrotną. W głowie ciągle wirowało mi imię Ellie, a przed oczami widziałem jej srebrne, rozwiane wiatrem włosy. Wyglądała ekscentrycznie i nie dało się wymazać jej z umysłu. Ruszyłem do domu, gdzie zastałem bandę kretynów, na których widok uśmiech sam rozkwitał natwarzy.

– A co wy tu robicie? – zapytałem, odkładającfuterał.

– No nie, książę Ian wybiega ze szpitala bez słowa i jeszcze liczy, że zostawimy go samego. – Pierwsza oczywiście odezwała sięCelia.

Ta dziewczyna mnie przerażała, a jednocześnie jak nikt inny potrafiła pokazać, że będzie walczyć o naszą rodzinę jak lwica. Bo byliśmy rodziną, zwyboru.

– Musiałem załatwić coś ważnego. – Wymigałem się, ale wiedziałem, że ona nie da mispokoju.

Chłopaki z zespołu nie drążyli, ale ich dziewczyny z Celią na czele musiały wiedzieć wszystko i każdemu pomagać. A prawda była taka, że nie każdą duszę da się uleczyć, nie wszystkim możnapomóc…

– Dobra, jak sobie chcesz, wpadliśmy po drodze do Nany po jedzenie. Schowałam kawałek dla ciebie, bo obawiałam się, że te żarłoki wszystko pochłoną. – Wskazała ręką na ciężarną Gwen i wiecznie głodnąJo.

Roześmiałem się i przeszedłem za nią do kuchni. To właśnie moi przyjaciele trzymali mnie w kupie zawsze wtedy, kiedy zaczynałem się rozsypywać. Nie robili nic szczególnego, a jednak potrafili mnieposkładać.

Ellie

Lubiłam swoją pracę, płacili mi za przebywanie w otoczeniu przedmiotów, które kochałam – instrumentów. Key Shop nie mógł pochwalić się wielkim ruchem. Był to raczej niewielki sklep; większość klientów stanowili rodzice z dziećmi, które koniecznie chciały nauczyć się gry. Gdybym za każdą sprzedaną gitarę dostawała funta, uzbierałaby się z tego niezła sumka. Podejrzewałam, że już po miesiącu większość instrumentów zbierała kurz w domach młodych właścicieli, bo mało kto miał w sobie wystarczająco dużo silnej woli i cierpliwości, by nauczyć się gry. Żałowałam, że tak mało ludzi interesuje się skrzypcami… Dla mnie miały one duszę, były wyjątkowe, tak blisko grającego na nich człowieka. Każde dotknięcie strun było jak delikatne muśnięcie skóry kochanka. Przynajmniej tak właśnie wyobrażałam sobie pieszczoty ukochanej osoby. Jak grę naskrzypcach.

Po pracy wracałam do swojego gównianego mieszkania, którego nienawidziłam całym sercem. Nie miałam możliwości finansowych, by przeprowadzić się do lepszego. Mieszkańcy naszego cudownego miasta omijali tę dzielnicę, domy domagały się generalnych remontów, ulice posprzątania, a tak naprawdę, to tylko miotacz ognia mógłby tu pomóc. Ale było blisko do centrum i czynsz był niski, co ratowało mójbudżet.

Każdego zaoszczędzonego funta wpłacałam na konto oszczędnościowe. Nie chciałam pakować się w kredyt, a wymarzone skrzypce elektryczne każdego dnia śmiały się ze mnie w sklepie. Nie mam pojęcia, co podkusiło szefa, by je zamówić, bo to nie jest instrument, po który przychodzi ktoś z ulicy, ale były cudowne. Raz, tylko jeden raz na nich zagrałam. Finley musiał mieć wtedy wyjątkowo dobry dzień i chciał nagrać krótki filmik z brzmieniem skrzypiec. Od pierwszej chwili, gdy ułożyłam instrument pomiędzy szyją a ramieniem, poczułam, że one należą do mnie. I wiedziałam, że muszę je mieć. Więc zbierałam funt do funta, odwołałam nawet umówioną wizytę u tatuażystki, by ten piękny, błyszczący czarno-różowy instrument trafił w mojeręce.

Gdy Mia, moja matka zastępcza, zapytała, czy nie chciałabym sobie dorobić na zajęciach dla maluchów, byłam zachwycona. Cieszyłam się, że zajęcia rytmiki dla dzieci zyskują coraz większą popularność, a dla mnie dwie godziny tygodniowo nie stanowiły problemu. Mia uwielbiała angażować się w różne projekty lokalnej społeczności, więc nie zdziwiło mnie, że podjęła się organizacji takich zajęć. Jeszcze mniej mnie zdziwiło to, że poprosiła mnie o pomoc. Mia i jej mąż Elijah byli ludźmi, którzy dosłownie uratowali mi życie. Nie przesadzam, gdyby nie oni, skończyłabym na dnie, bez szans na normalne życie. Żałowałam tylko, że trafiłam do nich tak późno, że doświadczyłam lat gnębienia i poniżania. Ale lepiej późno niż wcale. Zwłaszcza że Mia i Elijah ciągle utrzymywali ze mną kontakt, zapraszali na niedzielne obiady, interesowali się moim życiem, czekali aż w końcu znajdę sobie „kogoś napoważnie”.

Uzbrojona w bębenek weszłam do salki w osiedlowym klubie, gdzie otoczył mnie gwar rozmów oraz piski i śmiech maluchów. Rzadko rozmyślałam o dzieciach, bo najpierw musiałabym się z kimś związać, a poza tym, ktoś, kto wychował się bez matki, raczej nie mógłby być dobrym rodzicem, prawda? Ale te dzieciaki tutaj wyglądały na szczęśliwe i kochane. Szczęściarze.

– Dzień dobry, kochani! Witam na pierwszych zajęciach rytmiki. Dziś poznamy się ze sobą, pozwolimy, by dzieci poczuły się swobodnie w tej sali, wśród nas. – Mia potrafiła w jednej chwili przyciągnąć uwagę wszystkich, nawet maluchów. – Poznajcie Ellie, bo to tak naprawdę ona będzie najważniejszą osobą na tychzajęciach.

Nieśmiało pomachałam do wpatrujących się we mnie ludzi, tych dużych i małych. Trochę żałowałam, że nie założyłam czegoś, co zakryłoby moje tatuaże. Nie wiedziałam, czy rodzice małych dzieci nie ocenią mnie z góry przez pryzmat mojegowyglądu.

– To co, Ellie, usiądź na środku sali i pozwól, by odważniejsze dzieci pierwsze do ciebie podeszły – powiedziała do mnieMia.

Zrobiłam, jak poprosiła. Usiadłam po turecku na dywanie na środku sali, przed sobą ustawiłam bęben iczekałam.

Przez chwilę nic się nie działo, a później jednocześnie trójka maluchów zbliżyła się nieśmiało. Dwójka zaczęła uderzać w bęben, a jedna dziewczynka zaciekawiła się obrazkami na moich rękach. Dwa wielokolorowe rękawy przyciągnęły jej uwagę, więc dotykała, szturchała i oglądała je z zaciekawieniem. Po chwili podeszła do niej młoda kobieta ipowiedziała:

– Łobuziaku, miałaś oglądać bęben, nie tatuaże Ellie. – Połaskotała ją pobrzuchu.

– Nie mam nic przeciwko – odpowiedziałam szybko, może zbyt szybko.

– Cieszę się, ale naprawdę miałam nadzieję, że zainteresuje ją instrument… Żeby mogła później podręczyć swojego tatę waleniem w bęben. – Kobieta zaśmiała się, a dziewczynka przytuliła się do jejramienia.

Obie odeszły i zrobiły miejsce dzieciakom, które chciały pouderzać w bęben, poprzepychać się z innymi dziećmi, czy po prostu podążyły za tłumem. Godzina zleciała błyskawicznie i wszyscy zebrali się dowyjścia.

– Jak ci się podobało? – zapytała Mia, głaszcząc mnie poramieniu.

Robiła tak, od kiedy pamiętam, jakby chciała dodać miotuchy.

– Było okej, na pewno pojawię się na kolejnychzajęciach.

Wyszłam z budynku, wdychając głęboko powietrze i kierując się w stronę tramwaju, by wrócić do mojego gównianegomieszkania.

Ian

Nie mogłem spać, przewracałem się na łóżku z boku na bok. Moje myśli krążyły wokół wspomnień sprzed lat i… tajemniczej dziewczyny. Jej wyróżniający się wygląd z pewnością przykuwał wzrok. A ja byłem naprawdę ciekawy, skąd u licha wiedziała, jak odtworzyć graną przeze mnie melodię. To była moja plątanina przeciągłych dźwięków. Moja i Cory. Nie mogła, ot tak, sobie jej wymyślić. Musiała ją już gdzieś usłyszeć. Widziała, jak grałem? Odtwarzała potem tę melodię, usiłując trafić w dźwięki… Tak wiele pytań w mojej głowie, tak mało odpowiedzi. A wszystko przez to, że zupełnie olałem jej próbę zagadania domnie.

Odrzuciłem na bok koc, którym byłem okryty i zerwałem się z łóżka. Od razu przebrałem się w luźne dresy, założyłem słuchawki i ruszyłem do wyjścia. Mama jeszcze spała, świt ledwo się budził, ale ja musiałem uciec, pobiegać, zmęczyć ciało i oczyścić umysł. Po wyjściu na zewnątrz wcisnąłem „play” na odtwarzaczu i rozległ się dźwięk Nightmare Avenged Sevenfold. Zacząłem powoli truchtać, jakby w rytm spokojnego początku utworu, po chwili jednak ruszyłem ostro, jakby od tego zależało moje życie. Nie robiąc sobie nic z podstawowej rozgrzewki, stopy rytmicznie uderzały o podłoże, czułem każdą nierówność pod sobą. Starałem się nie myśleć o niczym, tylko skupić się na tekście i mocniejszym brzmieniuutworu.

Nie mam pojęcia, ile czasu biegłem, ile pokonałem kilometrów. Do domu wróciłem zmęczony i wyczerpany. Z trudnością walczyłem o każdy oddech. Od razu ruszyłem w kierunku kuchni. Czułem, jak gardło pali mnie żywym ogniem. Musiałem jak najszybciej ugasićpragnienie.

– Wyglądasz jak śmierć. – Przywitała mnie siedząca przy kuchennej wyspie i klikająca coś w komputerzemama.

– Takiego powitania oczekiwałem. – Uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem w czubekgłowy.

– I jeszcze strasznie śmierdzisz – dodała, krzywiąc sięteatralnie.

– No na twoją szczerość zawsze można liczyć – skwitowałem.

Sięgnąłem po butelkę wody stojącą na blacie, ale od razu zderzyłem się z karcącym spojrzeniem mamy, więc otworzyłem przeszkloną szafkę, żeby wyciągnąć szklankę. Chyba nic jej tak nie wkurzało, jak picie prosto z butelki. Nalałem sobie wodę i opróżniłem ją jednym haustem. Napełniłem szklankę ponownie i przysiadłem obok mamy, gasząc pragnienie małymiłykami.

– Pojedziemy do taty, tylko ogarnę odpisywanie na maile – powiedziała, nie odrywając wzroku odkomputera.

– Wezmę prysznic i będziemy moglijechać.

– Koniecznie – odparła, stukając wklawisze.

– Miałem wczoraj dziwną sytuację na rynku. Jednadziewczyna…

– Dziewczyna? – przerwała mi mama, poruszając sugestywnie brwiami.

– Daj mi dokończyć, a nie, oczyma wyobraźni widzisz mnie już przy ołtarzu. – Roześmiałem się, na co rodzicielka wzruszyła tylkoramionami.

Streściłem jej całą historię wczorajszego występu na rynku. Wpatrywała się we mnie przez chwilę, a potem pokręciła głową ipowiedziała:

– Serio, Ian, wychowałam cię na takiego dupka? – Patrzyła na mnie spod lekko przymkniętychpowiek.

– Miałem w sobie zupełnie inne emocje, w głowie miałem tylko Corę i ojca, który otarł się ośmierć…

– Ale jak mogłeś jej choć nie podziękować, nie zaprosić na kawę? Cokolwiek!

– A bo ja wiem? Gdybym ją teraz spotkał, to bym zaprosił. – Wstałem z krzesła i schyliłem się do zmywarki, żeby odstawić pustą szklankę .

– No to na co czekasz? Idziesz na rynek i zapraszasz jąna kawę, wino, randkę. – Wyliczała napalcach.

– A potem się oświadczam i mamy gromadkę dzieci. – Zaśmiałem się i pokręciłemgłową.

– No,w końcu się rozumiemy. – Klasnęła w dłonie. – A tak serio, to powinieneś ją przeprosić, podziękować i zaproponowaćkawę.

Skinąłem tylko głową i już miałem wychodzić, kiedy mamawyszeptała:

– Ian, najwyższy czas, żebyś do naswrócił.

– Jestem – wymamrotałem i wyszedłem zkuchni.

Prawda była jednak taka, że razem z Corą odeszła moja dusza, fragment mojego serca. Odeszło moje dawne, beztroskie życie. Bo wszystko traci sens, jeżeli gasną gwiazdy, a życie spowija mrok. Nie da się urodzić po raz drugi i przeżyć życia inaczej, nie da się zapomnieć i żyć, jakby jutra miało niebyć.

Po szybkim prysznicu owinąłem się ręcznikiem i z jeszcze ociekającymi wodą włosami przeszedłem do swojego pokoju. Ciemnogranatowe ściany mogłyby przytłaczać, ale dla mnie oznaczały harmonię, przywoływały spokój. Pod oknem stał czarny pulpit do nut, nieużywany od dawna. Trzymałem go już chyba tylko z sentymentu. Na podłodze tuż obok niego leżał futerał ze skrzypcami. Przejechałem palcami po skórzanej powierzchni i rozsunąłem zamek. Wyciągnąłem instrument i przyłożyłem do ramienia. Nie grałem, trzymałem tylko skrzypce, czując ich przyjemny, lekki ciężar. Jakbym je tulił tylko po to, żeby za moment schować je z powrotem namiejsce.

– Ian, gotowy? – krzyknęła mama, ściągając mnie naziemię.

– Już się ubieram! – odkrzyknąłem, chowając instrument namiejsce.

Przebrałem się i z jeszcze wilgotnymi włosami ruszyłem nadół.

W szpitalu dowiedzieliśmy się, że tata jest w coraz lepszym stanie. Rozmawiał z nami i żartował, mówiąc o tym, jak bardzo jest mu tu źle i żenie pozwalają mu pospać, bo ciągle się ktoś kręci. Po powrocie wstąpiliśmy na małe zakupy, odstawiłem mamę do domu i ruszyłem w kierunku rynku. Postawiłem sobie za punkt honoru odnalezienie małej, srebrnowłosej wróżki, siejącej zamęt w moimumyśle.

Ellie

Kolejne zajęcia dla dzieciaków dobiegły końca, a ja nie miałam ochoty wychodzić z budynku. Po słońcu, które jeszcze przed zajęciami cudownie ogrzewało miasto, nie zostało ani śladu. Teraz niebo zasnuły ciężkie, ciemne chmury, z których padał zimny deszcz. Wiedziałam, że gdyby Mia mogła, to odwiozłaby mnie do domu, jednak miała jeszcze dwie godziny zajęć. Z westchnieniem skierowałam się do wyjścia, gdzie stała kobieta, której córka na poprzednich zajęciach podeszła do mnie jakopierwsza.

– Dzięki, ratujesz mi skórę. Matt jest w pracy, a ja myślałam, że jednak nie będzie padało, więc wybrałyśmy się na spacer… – Przypadkowo podsłuchałam jej rozmowę telefoniczną. – Do zobaczenia za chwilę.

Patrzyłam z niesmakiem przez oszklone drzwi, ciesząc się, że bęben zostawiłam Mii. Z cichym westchnieniem zarzuciłam na głowę kaptur i gdy już miałam wyjść na deszcz, odezwała się takobieta.

– Ellie? Chyba nie wychodzisz na tendeszcz?

– W naszym kraju ciągle pada. – Uśmiechnęłam się. – Poza tym nie jestem z cukru, nic mi nie będzie. Wybacz, ale nie pamiętam twojego imienia – dodałamzawstydzona.

– Kelly, a ta mała łobuziara to Vicky. – Podała mi rękę. – Za chwilę przyjedzie po nas ojciec chrzestny małej, możemy ciępodrzucić.

Choć jej propozycja mnie kusiła, wolałam, by nie wiedziała, gdzie mieszkam.

– Słuchaj, przytrzymałabyś małą na chwilę? Skoczę tylko do toalety. – Uśmiechnęła się domnie.

Niestety, asertywność nie należała do moich atutów, więc wzięłam dziewczynkę na ręce. Dziwiło mnie, z jaką ufnością do mnie przylgnęła. W końcu widziała mnie drugi raz. Dzieci były niezwykłe, idealne ze swoją bezwarunkową miłością, szczerą radością, ciekawością świata. Szkoda, że większość z nich szybko przekonuje się, że życie jest trudne, niesprawiedliwe i cholernie samotne. Coś jednak mi mówiło, że ta mała miała szczęście i spore wsparcie odbliskich.

Minęła dłuższa chwila, a Kelly nie wracała. Zaczęłam się denerwować i już miałam pójść do toalety i sprawdzić, czy coś jej się nie stało, gdy Vicky zaczęła piszczeć ze szczęścia na widok mężczyzny wchodzącego dobudynku.

– Cześć, mój Pączuszku. – Wyciągnął ręce do dziewczynki, jednak zrobiłam krok do tyłu i stanęłam bokiem, by odsunąć małą odniego.

– Wybacz, ale cię nie znam, więc się cofnij. – Próbowałam zapanować nad drżącymgłosem.

Z opałów uratowała mnie Kelly, która wyszła z toalety i uśmiechnęła się donieznajomego.

– Cześć, James. Dzięki, że przyjechaliście z Celią. – Przytuliła go na powitanie. – Ellie, to James, ojciec chrzestnyVicky.

Zrobiło mi się głupio i czułam, jak poczerwieniałam po same końce włosów. Podałam dziewczynkę jej mamie i przywitałamsię:

– Cześć, wybacz za to… – Ręką zrobiłam bliżej nieokreślonygest.

– Cieszę się, że tak zareagowałaś. Broniłaś mojejksiężniczki.

Ależ ten facet był przystojny. A gdy się uśmiechnął, zrobił się niebezpiecznieprzystojny.

Niebezpiecznie dlamnie.

Próbowałam wymyślić jakąś odpowiedź, ale głos ugrzązł mi w gardle, gdy do budynku wszedł drugimężczyzna.

Niech mnie piekłopochłonie.

– Ludzie, zgubiliście się? – zapytał, jeszcze mnie niezauważając.

Postanowiłam zachować się jak gówniarz, szybko wyszeptałam pożegnanie, zarzuciłam kaptur i już miałam wyjść, gdy dobiegł mnie jego zachrypniętygłos:

– Ellie?

Odwróciłam głowę, uśmiechnęłam się do niego smutno irzuciłam:

– Cześć, Ian.

Wybiegłam na deszcz, który teraz wydawał mi się mniej niebezpieczny od mężczyzny, którego zostawiłam zaplecami.

Ian

Spodziewałbym się dziś wszystkiego, tylko nie tego, że spotkam Ellie. Tym razem jednak to ona zachowała się jak gbur, założyła kaptur i uciekła. Biegła w deszczu, jakby od tego zależało jej życie. Niewiele myśląc, ruszyłem za nią, ignorując nawoływania Jamesa. Cholera, będę się musiał nieźle tłumaczyć z tego zrywu. Odwróciłem się tylko do przyjaciół i rzuciłem przezramię:

– Jedźcie beze mnie, dojadęuberem.

Dostrzegłem jeszcze tylko wpatrzone we mnie pytające oczy Celiii byłem pewny, że mi nie daruje. Po kilku szybkich skokach przez kałuże udało mi się dogonić dziewczynę. Złapałem ją za ramięi ledwo udało mi się uchylić przed pięścią podążającą w mojąstronę.

– Byłabym wdzięczna, gdybyś mnie nie dotykał. Przestraszyłamsię.

– Dlaczego przede mną uciekasz? – Odsunąłem się na stosowną odległość i nachyliłem, żeby móc spojrzeć jej woczy.

– Spieszę się – wyszeptała i zrobiła kilkakroków.

– Umów się ze mną – wyrzuciłem z siebie, zaskoczony własnymi słowami. – Na kawę, nie na randkę. Chciałem ci podziękować za to, że zagrałaśza mnie narynku.

– Podziękowanie przyjęte. – Wzruszyłaramionami.

Kaptur zsunął się z jej głowy, odsłaniającwłosy.

– Wiem, że zachowałem się jak dupek, ale zaskoczyłaśmnie.

– Dobra, posłuchaj. Nie musisz okazywać mi wdzięczności, płaszczyć się przede mną czy coś. Podziękowałeś mi, super, to wystarczy. A teraz każde z nas może wrócić do swojegożycia.

– Ja pieprzę, Celia numer dwa – wymruczałem ledwiesłyszalnie.

– Co powiedziałeś? – Wbiła we mniespojrzenie.

– Kawa jutro? – Przymknąłem powieki, wyczekującodpowiedzi.

– Nie mogę. Może innym razem. – Ruszyła przedsiebie.

– Jak mogę cię znaleźć!? – krzyknąłem do jejpleców.

– Zapytaj Kelly – odpowiedziała, poprawiła kaptur i ruszyła biegiem przedsiebie.

Dopiero teraz dotarło do mnie, że przez cały ten czas padał deszcz. Przeczesałem mokre włosy i zadzwoniłem po transport. Liam mnie zabije. Nigdy się nie spóźniłem na próbę, a dziś przeszedłem samegosiebie.

***

Wpadłem spóźniony do studia. Znajomi byli zajęci debatowaniem nad czymś. Kiedy tylko zobaczyli, że przyszedłem, oczy wszystkich zwróciły się właśnie namnie.

– Co to miało być, stary? – zapytał James, nie kryjącrozbawienia.

– Poznałem tę laskę ostatnio na rynku i zachowałem się wobec niej jak buc, więc chciałemprzeprosić.

Napotkałem zdziwione spojrzenia kumpli i rozbawiony wzrok naszejmanagerki.

– Bierzemy się za robotę, czy naszym dzisiejszym zajęciem jest wpatrywanie się we mnie? – zapytałem.

– Ja bym dał mu już spokój. Niech zostawi siły na wieczór, bo dziewczyny nie dadzą mu żyć – skwitował Adrian, poklepując mnie po ramieniu.

– Dobra, nad czym debatowaliście, zanimprzyszedłem?

– W sumie to gadaliśmy o tobie. – Lauren się roześmiała, ale po chwili przybrała poważny wyraz twarzy. – Może przejdźmy do konkretów – dodała i wyciągnęła zza ucha długopis.

– To co masz dla nas ciekawego? – Liam oparł się o konsolę i założył ręce na piersi.

– Ruszamy z kopyta, moi drodzy. Jestem w fazie dogrywania szczegółów z wytwórnią, wy macie gotowy materiał na płytę. Pozostaje zorganizowanie koncertów promujących wasz pierwszy album. No i umówiłam was na sesję zdjęciową. Chciałabym, żebyście pokazali się na pierwszej płycie. Żeby okładka była z waszymitwarzami.

– Sprzedajesz nasze twarze czy muzykę? – Liam sięzapieklił.

– Męczysz mnie, chłopie. – Przewróciła oczami. – Jesteście rozpoznawalni tylko wśród niewielkiej części młodzieży, dlatego ja i Jamie uznaliśmy, że przy pierwszym albumie pokażemy was, żeby ludzie kojarzyli płytę zwami.

Rejestrowałem wszystko, co mówiła do nas Lauren, potakiwałem, jednak myślami ciągle uciekałem do srebrnowłosej. Rozsiadłem się wygodnie w skórzanym fotelu, który wraz z taką samą kanapą zdobił naszestudio.

– Kiedy sesja zdjęciowa, kiedy trasa koncertowa? – Adi chciałwiedzieć.

Gwen była na półmetku ciąży, nie dziwiły mnie więc jego pytania. Z pewnością wolałbyć przy niej, kiedy wszystko się zacznie. Jednocześnie znałem naszą przyjaciółkę na tyle, żeby wiedzieć, że nie będzie miała mu za złe, jeśli nie będzie go przy niej. Wiedziała, że Adrian jest w stanie rzucić wszystko i zostać przy niej. Nie ośmieliłaby się jednak nigdy mu tego zaproponować. Rozumiała naszą pasję i miłość domuzyki.

– Niestety, kochasiu, trasa wypadnie na przełomie lipca i sierpnia. Może się okazać, że zostaniesz ojcem, kiedy akurat będziecie graćkoncert.

Adrian wyciągnął tylko kciuk w geście akceptacji, przysiadł obok mnie na podłokietniku fotela i zaczął stukać w ekrantelefonu.

– To wszystko wygląda świetnie – przemówił Liam. – Teraz tylko trzeba trzymać kciuki, żeby po drodze nie jebnęło nicniespodziewanego.

– Nie kracz – wycedziła Lauren. – Do czasu sesji zdjęciowej macie urlop. Czyli jakieś czterydni…

– To nam dałaś wolnego. – Adrian parsknąłśmiechem.

– Nie mogę wam popuścić, bo się rozleniwicie. – Lauren pogroziła nam teatralnie palcem, pozbierała sterty swoich notatek i ruszyła dowyjścia.

– A jak nie chcecie wolnego, możecie zbierać materiał na drugą płytę – rzuciła w progu i pomachała nam napożegnanie.

– Ona jest cyborgiem, jak Boga kocham. – Liam opadł na kanapę i położył nogi na niewielkim drewnianymstoliku.

– Przyjedziesz dziś do nas na kolację, Celia specjalnie ją zorganizowała – powiedział James, strzelając kostkamipalców.

– Nie, dziś nie mogę. Nie chcę, żeby mama siedziała zbyt długo sama. – Pokręciłemgłową.

– Przyznaj się lepiej, że boisz się dziewczyn. – Adrian wybuchnąłśmiechem.

Miał cholerną rację, nie chciałem się dzisiaj nikomu z niczego spowiadać. Nawet nie wiedziałem, co miałbym im powiedzieć… Że poznałem laskę, którą potraktowałem jak dupek? A kiedy ponownie spotkałem ją przypadkiem, to ona zachowała się jak suka? Idealna historia na zwierzenia przy wieczornympiwku.

Pogadaliśmy jeszcze trochę o planach na trasę koncertową, płycie i skończonym materiale na nią. Pożegnałem się z towarzystwem, chłopaki wsiedli do samochodu Liama i odjechali. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że samochód zostawiłem w domu. Nie chciałem marnować kasy na ubera, więc zarzuciłem kaptur na głowę i ruszyłem na najbliższy przystanek autobusowy. Włączyłem playlistę i przełączyłem na losowe wybieranie piosenek. Ze słuchawek popłynęło Skin Sixx: A.M. Nabrałem powietrza w płuca i podążyłem w wybranym przez siebie kierunku. Telefon zawibrował mi w dłoni. Zerknąłem na wyświetlacz i zobaczyłem wiadomość odCelii:

I tak Cię przepytam wcześniej czypóźniej.

Uśmiechnąłem się pod nosem i pokręciłem głową. James musiał ją już poinformować, że mnie dziś z nimi nie będzie. Byłem jednak świadomy, że jak ta pijawka przy najbliższej okazji się do mnie przyssie, to nie będziezmiłuj.

Ellie

Wiedziałam, że zachowałam się jak gówniara, ale się wystraszyłam. Zdziwiło mnie też to, że za mną pobiegł. Jaki facet wybiega w deszcz za obcą dziewczyną? Znani mi mężczyźni raczej poczekaliby,aż deszcz ustanie, wyciągnęliby telefon i napisali SMS-a. A on za mną pobiegł. Rozumiałam wdzięczność, sama nigdy nie będę umiała odwdzięczyć się Mii za to, co dla mnie zrobiła, ale bez przesady. Nie miałam zamiaru przyznać się nawet sama przed sobą, że jego zachowanie, ta lekka niezdarność w zaproszeniu mnie na kawę, poruszyła coś w moim sercu. Nie ułatwiłam mu zadania. Jeśli chciał się umówić, będzie musiał zapytać Kelly, a to pokaże mi, czy jest wart zachodu… Nauczyłam się, że ludzie rzadko podejmują wysiłek, by kogoś poznać. Chodzimy na skróty, najczęściej szukając relacji, które przyniosą nam jakąś korzyść. Znajomość ze mną niosła jedynie bagaż paskudnych doświadczeń, więc wolałam chronić się w jedyny znany mi sposób. Moje głupie serce cichutko szeptało, że Ian to ktoś, kto może mnie zaskoczyć, ktoś, kto nie ucieka przed wyzwaniem. Ciekawił mnie też jego związek z Kelly, czy są rodziną, a możeprzyjaciółmi?

***

Dzień mijał za dniem, nic się nie zmieniało. Moje życie było nudne. Rutynę przełamywały jedynie zajęcia dla dzieciaków. Na profilach znajomych widziałam, jak wygląda ich życie, a raczej, na jakie je kreują. Imprezy, zakupy, randki… Mnie do tego było daleko. Poniżana w dzieciństwie, z trudem otworzyłam się na ludzi, a to tylko dzięki Mii. Próbowałam znaleźć przyjaciół, umawiałam się na randki, jednak po raz kolejny się zawiodłam. Najwidoczniej związek i przyjaciele to nie dla mnie. Teraz zwracałam większą uwagę na osoby w moim otoczeniu, już sam mój wygląd był pierwszym sprawdzianem. Ufarbowane na szaro włosy, liczne tatuaże, kilka kolczyków w uszach. Brano mnie za buntowniczkę, chociaż bliżej mi było do grzecznej dziewczyny w niegrzecznym opakowaniu. Tylko Mia i Elijah wiedzieli, co kryje się za kolorowymi obrazkami na moim ciele, tylko oni wiedzieli, ile one dla mnieznaczą.

Na kolejne zajęcia przyszłam podekscytowana. Byłam ciekawa, czy Ian zapytał o mnie Kelly… Ani na początku, ani w trakcie zajęć kobieta nie wspomniała nic na ten temat, więc moja radość opadła. Gdy zobaczyłam, że wychodzi z budynku, osiągnęła zero. Cóż, widocznie tak musi być – pomyślałam.

– Już myślałem, że wyszłaś innymwyjściem.

– Cholera, Ian! – krzyknęłam, gdy wyszedł zza rogu. – Wystraszyłeśmnie!

– Przepraszam, nie chciałem. To co? Idziemy nakawę?

Patrzyłam na niego osłupiała, bo moją sugestię wziął bardzodosłownie.

– Nie szukaj wymówki, nie masz pojęcia, przez co będę musiał przejść podczas najbliższego spotkania zdziewczynami…

– To dużo masz tychdziewczyn?

Zaśmiał się chrapliwie, a ja pomyślałam, że to bardzo seksowny dźwięk.

– Tak określam przyjaciółki: dziewczyny, siostry i żony moich przyjaciół.

Nie odpowiedział wprost, ale wyglądało na to, że jest singlem. Bardzodobrze.

– Przez co będziesz musiałprzejść?

– Piekło, zrobią mi piekło. Więc pójdziesz ze mną nakawę?

– Z przyjemnością – odpowiedziałam i pozwoliłam, by poprowadził mnie w stronęsamochodu.

Zaskoczył mnie, otwierając przede mną i zamykając za mną drzwi. Jednak w prawdziwe zdumienie wprawił mnie już w aucie, gdzie poczekał,aż zapnę pas, cały czas śledząc moje ruchy, i dopiero gdy upewnił się, że wszystko jest okej, uruchomił silnik i włączył się do popołudniowegoruchu.

Ian zawiózł nas w okolice centrum, gdzie zaparkował przed małą, nienależącą do sieciówki kawiarnią. Weszliśmy do środka, gdzie uderzył mnie absolutnie cudowny zapachkawy.

– Więc Ellie, czym się zajmujesz? – zapytał, gdy usiedliśmy przy stoliku i czekaliśmy na zamówionenapoje.

– Pracuję w sklepie muzycznym w centrum. Aty?

– Dogadałabyś się z Jamesem.Też kiedyś pracował w sklepiemuzycznym.

– Piękny unik, ale powiedz, czym się zajmujesz. – Widziałam, że chciał uniknąć tematu, ale nie pozwoliłam mu nato.

– Nie lubię mówić o pracy zawodowej, ale mam z przyjaciółmi zespół iwłaśnie pracujemy nad pierwszymalbumem.

Tego się nie spodziewałam. To znaczy, był cholernie zdolnym muzykiem, ale jednak mało który zespół ma skrzypka wekipie.

– Zaskoczona? – Zaśmiał się cicho i, podobnie jak poprzednio, ten chrapliwy dźwięk zmusił moje serce do szybszegobicia.

– Nie spotkałam się jeszcze z tym, żeby skrzypek grałw zespole, gratuluję. Gdzie można wasposłuchać?

– Gram na gitarze. Skrzypiec używam tylko raz wroku.

– Na rynku? – Strzelałam w ciemno, ale tylko wtedy widziałam go z tyminstrumentem.

Ian nie odpowiedział, kiwnął głową, zamykając się w sobie. Czułam, że to była historia z drugim dnem, jednak nie chciałam na niego naciskać. Siedziałam więc cicho, zastanawiając się, jaki temat poruszyć, żeby nie uciekł, gdzie pieprzrośnie.

– Dobrze, że dziś nie pada, co?

Ian spojrzał na mnie zdziwiony i uśmiechnął się szeroko. Zmiana tematupomogła.

Podziękowania

WOW! Nie sądziłam, że będę miała możliwość, by postawić ostatnią kropkę w Kings ofSin.

Justyno, nawet nie wiesz, jak jestem wdzięczna za to, że nasza znajomość przerodziła się w coś więcej. Dziękuję ci za tę przygodę, za cztery wspólne książki, za pierwszą zakończoną serię. Jestem pewna, że nie mogłabym sobie wybrać lepszej partnerki do tej szalonej przejażdżki zKingsami.

Marcinowi Dobkowskiemu dziękuję za szansę, jaką otrzymałyśmy. Gdyby nie Twoja wiara w Melodię serc, nie byłoby nas w tymmiejscu.

Mojemu mężowi, za wszystko, co robiłeś, gdy znikałam w świecie muzyków zNottingham.

Moim rodzicom oraz siostrze dziękuję za pomoc, wiarę we mnie i wszystko, co dla mnie robicie. Ściskam Wasnajmocniej!

Uściski przesyłam Małgosi Falkowskiej, Marysi Zdybskiej i Agnieszce Zakrzewskiej. Znalezienie szczerych i bliskich osób w tym biznesie nie jest łatwe. Dziękuję więc za Wasze wsparcie i wiarę wemnie.

Podziękowania kieruję także w stronę patronek i blogerek, które poświeciły swój czas na promowanie i recenzowanie książek z serii Kings of Sin. Robicie świetnąrobotę!

Dziękuję też Tobie, Drogi Czytelniku. Gdyby nie Ty, nie byłoby tych książek. Dziękuję za to, że poświęciłeś nam swój czas. Mam nadzieję, że spotkamy się przy kolejnychpowieściach.

To była szalona, cudowna przygoda. Dużo się nauczyłam, nie tylko o książkach, ale także o wydawniczym świecie. Otrzymałam wiele wsparcia, za które nigdy się nie odwdzięczę w wystarczającym stopniu. Dzięki Melodii serc przekonałam się, że kocham tworzyć historie, wymyślać losy nowych bohaterów. Przez kolejne tomy przekonywałam się coraz mocniej, że to jest to, co chcę robić. Kings of Sin to moja pierwsza ukończona seria, ale możecie mi wierzyć, że nieostatnia.

Uściski!

Ewelina

Jestem szczerze wzruszona tym, że udało nam się zakończyć tę szaloną przygodę. Kings of Sinna zawsze zostaną w naszych sercach na specjalnej półce. Ewelino, dziękuję ci, że wytrwałaś ze mną, choć nie ukrywam, że przygoda z tą książką była dla nas obu czymś nowym i nieznanym. To już nasza czwarta powieść, a w tym przypadku obie musiałyśmy się zmierzyć z czymś innym. Dziękuję, że zobaczyłaś we mnie kompana do pisania i osobę, z którą chcesz dzielić serię. Kings of Sin zawsze będą dla mnie wyznacznikiem naszejznajomości.

Dziękuję moim córkom, Julii i Amelii, za to, że w każdej możliwej chwili pytały mnie, jak idzie nam pisanie i kiedy będą wystarczająco duże, żeby móc przeczytać nasząhistorię.

Dziękuję mojemu mężowi, który był dla mnie wsparciem w czasie tworzenia serii Kings of Sin. Jestem wdzięczna losowi, że postawił Cię na mojejdrodze.

Dziękuję moim trzem muszkieterkom: Kasi Opawskiej, Klaudii Świerczewskiej i Magdzie Słuszniak, które okazały się dla mnie wielkim wsparciem. Jesteście niepowtarzalne, szalone i zdrowo zakręcone, a takich osób najbardziej potrzeba w gorszychchwilach!

Dziękuję serdecznie Marcinowi Dobkowskiemu za wiarę w nas! Gdyby nie dana nam szansa, nie zaszłybyśmy tak daleko! Dzięki!

Podziękowania należą się również Małgorzacie Falkowskiej i Marysi Zdybskiej za obecność, wsparcie i motywację. Dałyście nam porządnego kopa do działania i wierzyłyście w nas, nawet jak mywątpiłyśmy.

Dziękuję Dominice Latos, Edycie Wójcik i Natalii Bąk za nieustającą pomoc w promocji, wiarę w nasz sukces i radość na wieść o kolejnych tomach Kingsów. Chciałabym otaczać się tylko takimi osobami, które pobudzają dodziałania.

Wielkie podziękowania dla Ewy Pirce za godziny rozmów, motywację do działania i wiarę, że można, bo wystarczychcieć.

Podziękowania kieruję również do wyjątkowego zespołu, w którym pracuję, czyli do dziewczyn z Gminnej Biblioteki Publicznej im. Jana Pawła II w Mierzęcicach. Będę to powtarzała bez końca, ale praca z wami to przyjemność, nieobowiązek!

Dziękuję wszystkim patronkom pomagającym przy promocji Kings of Sinza entuzjazm, kiedy informowałyśmy o kolejnych tomach i wszelkie działania, które podjęłyście, żeby o Kingsach usłyszało więcejosób.

Podziękowania kieruję w stronę recenzentów, blogerów, bookstagrammerów, którzy dołożyli swoją cegiełkę do promocji całejserii.

Na koniec zostawiłam niemniej ważne podziękowania dla Czytelników. Kochani, to właśnie Wy jesteście tymi osobami, bez których nie byłoby nas. Dziękujemy, że chcecie czytać nasze opowieści i że wytrwaliście z nami do ostatniegotomu!

W ostatnim tomie rozpisałam się z podziękowaniami, ale nie mogłam inaczej…To wszystko dlatego, że nie chcę się żegnać, że ciągle chciałabym przebywać w świecie naszych chłopców i ichkobiet.

Justyna

Playlista:

Lullaby, Nickelback

Nightmare, Avenged Sevenfold

Skin, Sixx: A.M.

Hail To The King, Avenged Sevenfold

Heaven, Bryan Adams (Boyce Avenue feat. Megan Nicolecover)

Blinding Lights, The Weeknd (Fame on Firecover)

Say You Won’t Let Go, James Arthur Cover by Tanner Patrick

Home, Jacob Lee

Can You Feel the Love Tonight, Elton John Violin cover by Daniel Jang

S.O.S, Fame OnFire.

Riot, Three Days Grace

Halo, Beyoncé (Peter Katzcover)

What If I Was Nothing, All That Remains

My Immortal, Evanescence (Lindsey Stirlingcover)

Lullaby Love, Roo Panes

All I Want, Kodaline

Fix You, Coldplay

Iris, Goo Goo Dolls (DIAMANTE & Breaking Benjamincover)

High Hopes, Kodaline

Hail To The King, Avenged Sevenfold

Name, GooGoo Dolls

Wish You Were Here, Avenged Sevenfold

Muzyka dwojga dusz

Copyright © Ewelina Nawara & Justyna Leśniewicz

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Copyright © for the cover photo by Viorel Sima/Adobe Stock

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rightsreserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2021r.

książka ISBN 978-83-7995-583-1

ebook ISBN 978-83-7995-584-8

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Katarzyna Chojnacka-Musiał

Korekta: Monika Kociuba

Korekta techniczna: Beata Paździurkiewicz

Adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Agnieszka Zawadka

Skład i typografia: www.proAutor.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgodywydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

Książka najtaniej dostępna w księgarniach

www.MadBooks.pl

www.eBook.MadBooks.pl