Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Bohaterka powieści Mokre wilgotne pragnie rozebrać się ze wszystkiego, w co odział ją świat. Chce wyróżnić swój indywidualny zapis poprzez ciało. Przechodząc metamorfozy, odkrywa seksualność na różnych eta pach dorastania, wszystkie są częścią doświadczania własnej niezależności. Jednak w patriarchalnym świecie każda próba wyzwolenia ma swoją cenę. Bohaterka mierzy się z presją społeczną, wstydem, stygmatyzacją. Bada swoje granice w skomplikowanych relacjach: jedne coś zabierają, drugie znów dają, ale żadna nie pozostawia jej w tym samym miejscu. Najgłębszą i najtrudniejszą jest relacja z matką – źródłem zachłannej miłości. Powieść lawiruje między seksualnością a śmiercią. Euforia doświadczania seksualnego miesza się z dysforią utraty, tworząc unikalną przestrzeń czasową. Język podąża za ciałem, przekraczając granice jakichkolwiek podziałów, stąd nie ma tu miejsca na tabu, jest miejsce na nieskrępowane zmysły i czucie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 215
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © by Małgorzata Kośla, 2026
Wydanie I
Warszawa 2026
córkom
dopiero co wpadłam do dołu na cmentarzu. Z lekkim bólem i wielkim zdziwieniem lecę w jeszcze większe dno, macham skrzydłami, przewracam milionem oczu, liżę pancerz i czułki, ostrzę kły, zrzucam starą skórę, wycieram sierść o szorstki tlen i korzenie. Byłam chwastem wyrwanym z chodnika, komarem zabitym na karku i egipską królową. Teraz jestem twoją córką. Łamiesz żebra, wypruwasz macicę, robisz kupę pod siebie, krew zalewa białka, krzyk, wody, pot, cukru, wymioty, ekscytacja. Szpitalny krzyż wisi prowokująco i kusi nagością, nie reagujesz na jego zaczepki, rodzisz mnie w piekle z dużym skupieniem, bo chcesz mieć dziecko. Schodzę na ziemię, bo na to zasłużyła
lubię moknąć. Nasiąkać wodą. Tryskać i zalewać materac. Gnić jak zapomniana szmata do podłogi, a potem chodzić nago. Dotykać męskiej ziemi, mieć orgazmy, mieć chłopców w garści i mężczyzn w dłoniach. Brać siebie i nie oddawać. Pożyczać i oddawać więcej, niż wzięłam. Mówić, kiedy trzeba milczeć, skakać sobie do gardła. Odchodzić, porzucać, podnosić z ziemi grosz na szczęście i rzucać go tobie, mamo
dwulistna koniczyna, zobacz, rdzawy liść o dziwnym kształcie, takiego jeszcze nie masz. Słuchaj, gdzie dziś tańczyłam, a teraz zobacz, jak się kręcę. Łaskoczą mnie kucyki i szwy ubrań na ciele, potykam się na prostej drodze. Moja niezdara, moja wariatka, moja, mówisz, a ja jestem twoja, córeczka mamusi. Upadam, wstaję i biegnę, bo ty
przychodzisz do dużego pokoju. Umiem nowy układ. Pokazuję ci go do I’m Slave 4 U i nie wiem, o czym to. Ty też nie wiesz, ale słyszysz. Dla nas liczą się dźwięki, drgania, bicia. Później mamy dreszcze. Uwielbiamy ten taniec i stan. Wiem to, bo mieszkałam w tobie. Bujam biodrami, dotykam klatki piersiowej, czuję ciepło i kości, gotują się we wrzątku, gotujesz je we mnie na wywar, a ja tańczę dla ciebie, z dumą. Z ciebie jestem. Dajesz mi uśmiech i mówisz, że pięknie. Przesuwasz się na środek kanapy, oglądasz mnie na tle teledysku. Inne dzieci nie mogą oglądać Britney, bo ma majtki na spodniach. Bo ocierają się o siebie. Bo ona dyszy. Bo jest mokro. A ty nie myślisz o tym nic, bo jesteś za mądra. W dodatku jesteś moja mama, taka z kobiety, przyszłej mnie. Pocę się i pewnie czerwienię, ale nie czuję wstydu, bo kiedy siedzisz przede mną, to tak jakbym tańczyła przed lustrem. A lubię swój widok. Kocham ten nowy taniec. Mam dreszcze z gorąca, czy to normalne? W końcu wychodzisz do kuchni, ale ja tego nie rozumiem. Chcę, żebyś została i tańczyła ze mną. Jest mi przykro, smutno i źle. Przecież od ciebie mam ten taniec, kiedy urodziłaś mnie ze wszystkiego i z niczego jak wszechświat. Ćwiczę dalej. Nauczę się całej choreografii i wtedy ci pokażę. Wtedy ci przypomnę i będziemy tańczyć razem
mam tylko dziewięć lat i dopiero dziś poczułam mokre przez ubranie. Mokre w miejscu, z którego wyszłam z ciebie. Nie wiem jeszcze tylu rzeczy i boję się tej niewiedzy przed sobą, ale dużo już czuję, bardzo dużo. Tylko jak o tym mówić? Za mało znam dorosłych słów, a dziecięce są takie głupiutkie, tak źle dobrane, za małe, żeby zauważyli. Kiedy je mówię, to jedni dorośli gapią się na mnie bez wyrazu i nazywają laleczką i pięknotką, a drudzy dorośli prychają i przewracają oczami, więc nie mówię wiele, zaczynam wtedy ruch. Bieg za piłką po boisku. Wspinanie na drzewa. Skakanie po dachach garaży. Plucie na odległość. Bicie. Kopanie w piachu. Pyskowanie obcym. Malowanie, rysowanie, kreślenie. Zabawę w sklep i rodzinę. Uciekanie z lekcji. Taniec i pot. Naukę tego, jak pachnie lato
spociłam się potem, który nie ma zapachu, a liście na drzewach pokryły się suchym piachem. Jest tak gorąco. Tak gorąco. Piję wodę źródlaną, wypijam prawie całą naraz. Specjalnie upijam za duże łyki, żeby nie mieściła się w buzi i spływała po mnie, gasiła żar, który przydeptuję pod stopami. Piekło jak w teledysku. Wcześniej nie zauważyłam nawet, że ona ma majtki na spodniach, dopiero wtedy, gdy brat to powiedział. Pasowały do bluzki, to widziałam ja. Nie zauważyłam, że coś jest nie tak z tym teledyskiem, że jest taki ojezusmaria. Dopiero wtedy, kiedy tata to powiedział. Stał kiedyś za mną i oglądał przez chwilę, zanim przełączył na TVP Kultura. Ten teledysk chyba faktycznie był omatkoicórko, dlatego kupiłaś mi najnowszą płytę na bazarze, mamusiu. Pan rozłożył się na plastikowych stołach i składanym krześle, a ty powiedziałaś, że chcesz najnowszą płytę Britney dla córki. Uśmiechnął się drwiąco pod wąsem i wlepił wzrok w twoje duże piersi, a ty mu powiedziałaś, że się ubrudził w kroku. Wzięłaś płytę i poszłaś. On długo szukał brudu, ty długo się śmiałaś, jadąc rowerem przez park. Piękna
dałaś mi. Śpiewałam do dezodorantu La Rive ze Społem, stojąc na łóżku, sztywna jak statyw na scenie. Nie umiałam się rozluźnić i spocić, bo bałam się wpaść do lisiej nory. Tata mnie tak straszy, żebym nie niszczyła sprężyn w wersalce po nieżyjącej babci. A ja boję się dziur. I boję się latania, bo ono też kiedyś kończy się piachem, jeszcze większą dziurą w ziemi, gdy spadnie się z naprawdę dużej wysokości. Śmiertelnie boję się twojej śmierci. Kiedy próbuję sobie to wyobrazić, nie mogę się poruszyć. Sufit jest granatowy, podłoga czarna, ja niedobra. To największa kara za brudne myśli. Muszę się ruszać i żeby o tym nie myśleć, zastanawiam się, po co mi ta maleńka dziurka między nogami. Nie wchodzi tam nawet pół palca. Ledwo opuszka. To jest niewyobrażalne. Nie ma nikogo, kto wytłumaczyłby mi tę dziurkę. Jak twoją śmierć, bo moją na pewno kiedyś zrozumiem
dowiem się, po co mam cipkę. „Cipka” to słowo, które bardzo mnie krępuje i wiąże na supeł. Zaciska się wokół gardła, a do mnie nie dochodzą tlen ani światło. Jest jak w najgłębszej dziurze świata. W najgłębszej cipce. Pot, który wycieka, jest lepki, przezroczysty i lekko biały. Trochę obrzydliwy. Nie pachnie. Nie wiem, czy smakuje, boję się spróbować. Myślę o Chrystusie, kiedy wpadam na pomysł spróbowania własnego ciała, bo do tej pory jadłam tylko jego. Czuję się niewierna. Potem czuję, że muszę się wyspowiadać, ale bardziej niż własnych myśli wstydzę się mówić o nich księdzu. A brudne myśli to duży grzech i w kościele leje się od treści, które nie mają źródła, ale ja wiem, skąd pochodzi źródło mojego potu, kiedy jestem w kościele. Choć nie zawsze wiem, kiedy się pocę, a ty, mamusiu, mówisz na to „upławy” i od zawsze używasz wkładek higienicznych, więc i mi je dajesz. Mniej więcej po tym I’m Slave 4 U dostałam pierwszą. Nie powiedziałam ci, co odkryłam, ale chyba wiedziałaś po sposobie, w jaki tańczę. Pewnie jakoś głębiej i szybciej, mocniej i bardziej mokro. Może dlatego sobie poszłaś
tańczę wciąż. Gorąco, gorąco. Brakuje tchu. Nie czuję podniecenia, bo chyba nie znam jeszcze tego słowa. Nie znam go na pewno, teraz sobie przypominam. Ale znam wstyd, znam Jezusa Chrystusa, wszystkich świętych, wszystkich zmarłych, pierwszą komunię świętą i moją babcię, która jest aniołem i patrzy na mnie z góry. Często o tym myślę, bo zmarła niedawno, a ja nie wiem, czy mogę tańczyć i myśleć o dotykaniu swojego ciała. Ona tak lubiła tańczyć, śpiewać, śmiać się, pewnie też dotykać, chociaż to obrzydliwe w jej przypadku. Idę do pokoju. Straciłam nastrój. Po niej mam wersalkę
pogrzeb był zabawny, bo świeciło słońce i padał deszcz, który kapał nam z oczu, a potem wysychał na butach. Na górze słuchaliśmy ulubionych piosenek babci. Mieszkała tam razem z dziadkiem, który włączał nam kasety z disco polo. Uciekałam do niej, kiedy było mi źle, i sobie słuchałyśmy. Dostawałam miętową czekoladkę, a później oglądałyśmy telenowele. Tam się całowali. A babcia wzdychała
wzdychała i wzdychała. Końca nie było. Dla mnie to był jeden wielki początek wszystkiego, co przyjemne, bo później masowała mnie po pleckach ciepłymi i mokrymi dłońmi, a ja oglądałam duży pokój, ogromny. Wnętrze góry było zielone, kamieniste i niebieskie. Babcia była tam królową, a dziadek jak ten kamień. Zimny i milczący, uwięziony w pokoju obok oglądał nieaktualny atlas geograficzny z lat młodości. Czasem zakładałam jego okulary do czytania i przez chwilę żyłam w innej rzeczywistości. Obraz był rozmazany i wyostrzony jednocześnie. Chodziłam po strychu i udawałam, że to sen. Jeśli tak widzą starzy ludzie, to nie przychodzi mi do głowy nic mądrego
uciekałam na górę też wtedy, kiedy miał lecieć Big Brother. Uznałaś, mamusiu, że nie powinnam uczyć się w tym wieku podglądania innych, zwłaszcza tych, którzy są już dorośli i czasem nadzy, ale ty też bywasz naga, i tata, i brat, i sąsiadka, i ludzie na plaży nad rzeką, a ja to wszystko widziałam. Tak samo jak ludzi ocierających się o siebie, trzymających za ręce, wycierających usta, Pamelę Anderson w Słonecznym patrolu, American Beauty i te sceny w płatkach róż, MTV po dwudziestej drugiej, ofertę filmów dla dorosłych na zablokowanym kanale, no i te wszystkie teledyski. Kiedy widziałam to w samotności, w ogóle się nie śmiałam. Do policzków napływała krew, a do gardła powaga sytuacji. Później było pulsowanie i bicie jak w Slave 4 U. Ale gdy dorosły przy mnie był, robiłam fuuuj i bleee, weź to, zabierz, obrzydliwe. Inaczej było z koleżankami. Z nimi się śmiałam i dziwiłam na głos, haha i hihi, o co w tym wszystkim chodzi, porąbane. Z chłopcami nie próbowałam jeszcze, ale nawet gdyby, to wiem, że udawaliby zwierzęce odgłosy, a z siebie robili małpy, chore. No ale Big Brothera nie mogłam podglądać, koniec i kropka, Nie dyskutuj i złaź na dół!, krzyczał tata ze schodów. Pewnie w tym wieku nie mogłam też pogłaskać się palcami pod prysznicem i poczuć czegoś miłego, a i tak to zrobiłam. Myślę, że babcia mogła mieć tak samo, kiedy wzdychała za zamkniętymi drzwiami
stałam w rządku na schodach przed kościołem za Martynką, która miała taką czuprynę, że wchodziła do nosa, ust i oczu. Tfu!, wypluwałam jej włosy z buzi i przekręcałam głowę w kierunku kolegów. Większość dziewczynek miała koki, loki, czupryny i głowy prosto, piękne głowy, wydęte usta, błyszczące rzęsy. Głowa prosto i nie pluj!, usłyszałam. Siostry zakonne pilnowały porządku. Mnie uczesałaś sama na szczotkę, mamusiu, i skróciłaś grzywkę nożyczkami do papieru. Dobrze, że miałam krótkie włosy, bo w długich bym się ugotowała. Gorąco jak w piekle, powiedziała siostra. Chłopcom pot ciekł od czół po kostki, ale mi też. Zapatrzyłam się na Maćka. Jaki ten Maciek jest ładny, jaki wysoki, jak ja lubię, jak ten Maciek siedzi przede mną w ławce i może być mój w wyobraźni. Poprawiam i bałaganię sukienkę, bo wachluję się nią przez chwilę. Ślina napływa mi do gardła, przełykam ją głośno zamiast świętej wody. Ręce w amen!, słyszę od siostry zakonnej. Jezu, aż podskoczyłam. Dobra, już dobra, chwilę o Maćku nie można pomyśleć, myślę sobie i na chwilę łączę ręce. Mam białe satynowe rękawiczki za łokcie, koronkę na klatce piersiowej, medalik z bozią na szyi, białe kabaretki i błyszczące lakierki, czuję się staro. Sukienkę kupiłyśmy na Bazarze Różyckiego. W ogóle mi się nie podobała, ale ty powiedziałaś, że jestem piękna, więc w moment spodobała mi się bardzo. Stanęłam na skrzynce i zrobiłam obrót. Brawo, brawo, zaklaskała sprzedawczyni, córka wygląda jak księżniczka. Skrzywiłyśmy się obie, bo żadna z nas nie lubiła księżniczek, ale sukienkę wzięłyśmy. Dziś nie mogłam się doczekać, aż zdejmę ją z siebie, włożę legginsy w groszki i będę się ganiać z rodzeństwem ciotecznym po podwórku, a jeszcze bardziej nie mogłam się doczekać, aż będę ganiać z Maćkiem po szkole w poniedziałek. Maciek, Maciek, Maciek. Oblizuję usta, wachluję się sukienką, Amen!, ledwo zdążyłam i cyk, zdjęcie. Poszliśmy do ołtarza, do Jezusa Chrystusa, który czeka z otwartymi ramionami, cierpiąc na krzyżu za nasze grzechy. My klękamy w pięknych sukniach, garniturach i czuprynach, jemy Jego ciało, Mmmaciek, jakie pyszne to ciało, rozpuszcza się na języku i podniebieniu. Ksiądz patrzy, jak długie mamy języki, szerokie, mięsiste, wybiera sobie ulubione języki, ulubione czupryny, garnitury i popija winem. My w przerwach od modlitw i pieśni zerkamy na siebie ukradkiem. Moglibyśmy już teraz wziąć śluby i z głowy, bo z prawej chłopiec, z lewej dziewczynka, świat jest poukładany specjalnie dla nas, ale w ogóle nie myślimy o porządku, bo pot ścieka nam po udach, pot wchodzi do gardła, pot wisi na czubku języka, pot klei się między palcami, zostaje we włosach, na brzuchu, pośladkach i buziach, pot wybucha z gorąca jak wulkan, pali, parzy, leje się po naszych ciałkach i zastyga, Maciek, skąd ja wiem takie rzeczy, Mmmaciek
jest już po wszystkim. Dorośli piją alkohol i przekrzykują się przy stole, a kto krzyczy najgłośniej, krzyczy najgłupiej, i jest to wujek Józek. Jemy słodycze i wydurniamy się w legginsach, naśladując kury. Trochę słyszymy, a trochę się bawimy, coś tam wchodzi do głów z ciekawości, ale też fuj, nie chcemy słuchać dorosłych. Mama puszcza głośniej Majteczki w kropeczki, a wujek Józek przekrzykuje radio, że dziewczynki gdaczą, jakstare kuuuu… (zatrzymuje literkę dla dorosłych) wy, dokańcza i dostaje w łeb od mojej mamy. Patrzymy po sobie i chichramy się chwilę, choć atmosfera robi się napięta. Idziemy na podwórko. Za chwilę tata wyprowadza wujka za bramę. On śpiewa i zatacza się, Łohohoho! Myślałam, że coś naprawdę nabroił i już nigdy go nie zobaczę, ale za miesiąc odwiedzają nas z ciocią znów. Oglądamy zdjęcia z komunii. Nagle wujek nachyla się nade mną i mówi, że mam kurwiki w oczach. Zatrzymuję w policzkach duży łyk herbaty, patrzę przestraszona za mamą albo chociaż tatą, ale oni są w kuchni. Przestań, Józek! Jak ty się wyrażasz przy dziecku!, ciocia zdzieliła go przez łeb, a ja przełknęłam te kurwiki głośno i głęboko jak ślinę, myśląc sobie, że to walenie ich po łbie chyba nie działa. Zbliżyłam się i spojrzałam na niego kurwikami
na szczęście mam też drugą babcię. Tamta była biała i dobra. Druga babcia jest czarna i jeszcze żyje. Ma oczy takie, jakie się ma, kiedy patrzymy na kogoś spod brwi, spod rzęs, znad talerza z zupą i czyjegoś brzucha. Ciemną skórę. Ciemne włosy. Ta babcia jest czarownicą. Co wieczór klęka przy ścianie i szepcze zaklęcia, trzymając w dłoniach koraliki. Kiedy tylko chce, zamienia chleb w mąkę i sól. Wszystko robi sama, chleb, pierogi, pieczeń, od początku, od pierwszych składników. Często widzę, jak stoi w kuchni z brudnym od wieprzowej krwi nożem. I buja biodrami, czarnymi, a ja wcinam coś, co właśnie zrobiła. Nawet nie skończę jeść, a ona już tłucze kolejne mięso. To wszystko jest straszne, ale takie pyszne, że nie można przestać
babcia ma małą emeryturę, a zawsze wciska mi duże papierowe pieniądze do kieszeni. Jak raz dostałam pięć dych, to mi się w głowie zakręciło, dosłownie nie wiedziałam, czy przeżyję, jak nakupię sobie za to słodyczy. Poszła kiedyś na pielgrzymkę na kolanach. Przyjechała do nas na rowerze w upał. Wygrała wycieczkę nad morze. Sprzedawała ciasta do cukierni po śmierci dziadka pijaka. A dla mnie zamienia złotówkę w lody Bambino, wysyłając mnie do sklepu, kiedy przyjeżdżam na weekend. Idę poboczem. Po ulicy nie jeździ nic poza rowerami. Ważki i muchy przelatują mi przez palce, boli, kiedy uderzają w uda. Mam na sobie krótkie zielonkawe szorty, które pewnie są majtkami dla niektórych chłopców, a dla innych w ogóle ich nie mam, od razu dupa na wierzchu. Choć kobiety też tak mówią, na przykład ciotka Kryśka. Tak, zwłaszcza kobiety. Choć „kobieta” brzmi dziwnie, może lepiej „pani”. Dziś ciotka do mnie wyskoczyła, że mogłabym coś założyć na dupę, a babcia do niej: Gorąc jest, dobrze się ubrała, dupa też musi oddychać. Od razu widać, że to mama mojej mamusi. A potem, pod prysznicem, kiedy ciotka Kryśka myła mnie i córkę, powiedziała, że wcale taka szczupła nie jestem, brzuch mi wywaliło, tłusty mam ten brzuch, oj, tłusty, i przekazała to sąsiadce zza płotu, która się z nią zgodziła. Wtedy się dowiedziałam, że w ogóle mam brzuch, bo wcześniej tak o sobie nie myślałam. A teraz nagle jesteśmy ja i on, obcy i brzydki. Brzydki, racja, oj, tłuściutki, oj, albo zgubi, albo taka jej uroda
pies biegnie w moim kierunku, ale na szczęście brama jest zamknięta, więc nie ugryzie mnie w kostkę. Mógłby zjeść ten mój brzuch. Wtedy byłabym niewidoczna i mogła w spokoju chodzić po lody, lizać lody, połykać lody o świcie i na środku drogi, z całą dupą na wierzchu, ale nie taki jest świat. Świat jest taki, że boję się zrobić kupę. Od kilku dni mam problem i chowam się za drzwiami, żeby ją wstrzymywać. Po prostu kucam na piętach i mocno zaciskam pośladki. Mama to kiedyś przyuważyła i wiem, że powiedziała babci, która teraz ma na mnie oko i patrzy, kiedy idę do łazienki po zjedzeniu Big Milka. Jej ciemne spojrzenie krępuje mnie jeszcze bardziej, więc w efekcie nie robię kupy kolejne dni, a potem mam wrażenie, że to w ogóle nie jest potrzebne. Aż w końcu łapie mnie taki ból tłustego brzucha, tak okropny skurcz, że chcę umrzeć. Tata wchodzi do pokoju i mówi, jaka biedna jestem i słaba, jaka nieodporna na zarazki, jak bardzo niechlujna i niemyjąca rąk po szkole, nienauczona higieny osobistej, i strasznie kłopotliwa w tym chorowaniu, bo ciągle zdana na tę naszą biedną mamę, a mnie łapie wtedy ciągłość skurczu wielkości całego ciała
to wszystko dzieje się po powrocie od babci. Mama wyszła do apteki, więc według taty to jest właśnie czas na wykład o beznadziejności mojego zdrowia i charakteru, no i zrobienie tej kupy. On mnie nauczy, on mnie wychowa, więc ciągnie mnie na siłę do łazienki. Tłumaczę mu, że mi się nie chce, nie mogę, a on, że zrobię, jak tylko usiądę na sedesie. Ściąga mi majtki i tak bardzo się wstydzę, zasłaniam ręką, a on patrzy. Nie chcę, żeby patrzył czarnymi oczami jak babcia. Zaciskam pośladki jeszcze bardziej, on zaczyna się denerwować i tłumaczyć mi, jak się to robi, że trzeba przeć, że mocno napinać brzuch, a ja nigdy nie byłam bardziej napięta niż teraz, więc mówi mi, że nawet tego nie potrafię zrobić, i wtedy czuję, jakbym miała wybuchnąć, Mama!, krzyczę przez drzwi, tata wychodzi i jest ona. Ma czarne oczy, brwi i włosy. Patrzy na mnie z troską i zdejmuje okulary przeciwsłoneczne
opowiada mi historię o takich małych ludzikach, które są w nas, i one, jak się o nich pomyśli, zaczynają pomagać i wypychają tę kupkę na zewnątrz, tylko trzeba się rozluźnić, oddychać głęboko, a kupki nie ma się co bać, bo to jest po prostu inna forma tego, co zjadam, i trzeba to z siebie wydalić, żeby było miejsce na kolejne pyszne rzeczy, bo jak ładnie zrobię, co trzeba, to dostanę coś dobrego, no i dostałam
zanim to wszystko się stało, zrobiliśmy z rodzeństwem ciotecznym dom z koców. Zawsze jest tak samo. Znosimy na podwórko wszystkie koce i za niektóre dostajemy po łapach, bo nie są na podwórko. Dorośli przebierają w nich i kłócą się między sobą, który jest do czego. W tym czasie znosimy poduszki, mnóstwo poduszek. Dorośli nie wiedzieli nawet, że takie są w domu, i oczywiście po łapach za nie, bo okazuje się, że to najważniejsze poduszki świata. Się nagle przypomniało. Kiedy kłócą się o poduszki, my wybieramy koce, które nam się podobają. I tak to się kręci w naszym świecie. Rozkładamy krzesła mniej więcej w kwadrat albo prostokąt i dostawiamy jedno na środku do podparcia całej konstrukcji. Brat cioteczny jest głównym dowodzącym, bo jest najstarszy i najsilniejszy, a my, siostrzyczki i córeczki, trzymamy rogi koców albo podajemy mu poduszki. Po trzech godzinach pracy albo trzech minutach, nie wiem, nie umiem oszacować czasu, udaje się zrobić najważniejszy dom na świecie, ważniejszy od poduszek dorosłych. Przynosimy tam wodę, soki, słodycze i tyle, bo tyle mamy. Zabieramy też chińczyka, w którego i tak nie będziemy grać. Wypełniamy pustkę albo niepokój, bo w środku jest duszno, ciemno i gorąco. Kładziemy się, każdy inaczej, i po prostu leżymy w tej ciszy. Szukam słów na nazwanie tego uczucia. Jest specyficznie. Nasze twarze i ciała są w kolorze koca naświetlonego słońcem, lekko różowe, trochę czerwone, jakieś takie dziwne. Nagle jesteśmy bardzo cicho, powietrze stoi gęsto. Stoi, rośnie i twardnieje. Robi się ostre. Nie wiemy, o czym mamy ze sobą rozmawiać ani co tu właściwie robić w tej ciemni. Wychodzimy pod pretekstem gorąca albo siku i zawsze wpadamy na wzrok babci albo ciotki, stojących niebezpiecznie blisko. Te spojrzenia są czarne jak noc, więc nagle nasz dom staje się ciepłym i jasnym miejscem. Chcemy wejść tam znów albo zrobić lepszy. Będzie jeszcze większy. Będzie ciemniejszy. Urośnie w naszych dłoniach i oczach
szukam czegoś ciekawego. Dotykam bioder. Chyba są za szerokie. Tak jak twoje piersi, mama. Są za duże. Widać to nawet od tyłu. Ludzie mają do ciebie pretensje o te piersi. Widzę to na bazarze, kiedy kupujemy cukierki na wagę, nowe płyty, wybierasz mi na stoisku majtki w motyle i żaby. Twoje za duże piersi są cały czas z tobą, ale nie ma tych wszystkich ludzi z pretensjami. Oddalają się coraz bardziej i są malutcy jak muszki owocówki, kiedy pędzisz na rowerze przez park. Masz wtedy rozwiane włosy w ciemnym odcieniu i opaloną skórę, oczy wielkie jak u sarny, brązowe jak kasztany, jak grzyby, zielone jak mech, kojarzą mi się z zagubieniem w lesie, ciemne i piękne. Nosisz kolory, dużo kolorów i wzorów, które ruszają się, nawet kiedy stoisz, a to też czasem się zdarza, choć nieczęsto, bo my już tak mamy, że nas wszędzie pełno. Wszystkie kobiety w naszej rodzinie lubiły tańczyć, powiedziałaś mi pewnego razu. Myślę, że dlatego mają dzieci i córeczki. Tańczyły biodrami, tańczyły na dole i górze, na trawie i materacu, po przebudzeniu i tuż przed snem. Czuję w sobie, jak tańczyły kobiety z naszej rodziny, kiedy sprawdzam szerokość swoich bioder. Córeczki są właśnie z tańca. Nagle dochodzi do mnie ta myśl i jestem przerażona
dotykam kosteczek i ciałka. Łokcie, barki, kolana. Pupa i brzuch. Czuję, jakbym coś zgubiła. Macam się po niewidzialnych kieszeniach. Krew odpływa z głowy i robię się niebieska i przezroczysta jak woda. Czy kiedyś wyjdzie ze mnie dziecko? Skąd niby? Jak tam trafi? Dziadek przecież już mi to kiedyś przepowiedział. Usłyszałam od niego, że powinnam zacząć sobie wyobrażać, że z tych moich bioderek wyjdzie kiedyś dzidziuś. Dopiero myślałam o tym lęku, kiedy włożyłam w dziurkę opuszkę palca wskazującego, a teraz jeszcze dziecko? Z gigantyczną głową, brzuchem i biodrami. Ze strachu siadam na pupie i łapię się za głowę. Ja nawet nie umiem sobie wyobrazić, żeby włożyć do środka cały palec. Ja nawet nie umiem powiedzieć na głos „cipka”
koniec tego. Biorę się za rękę i idę do łazienki
to raczej boli. Sprawdzam swoje reakcje. Mam jedenaście lat, jestem dzielna, nie tracę nadziei. Zdejmuję jeansy i siadam na sedesie z podniesionymi nogami. Kiedy robię sobie dobrze, pocierając się szczoteczką do zębów albo długopisem, często tak siadam. Przyjemna pozycja. Ułożenie moich ud i pupy na zimnej klapie sedesu bywa czasem przyjemniejsze od tego, co sobie robię. Tylko jest jeden problem. Mamy szybę w drzwiach łazienki i nie wiem, że widać moje kontury. Kiedy tata puka do drzwi, a ja krzyczę
zajęęęęęteeeee!
on stoi przez chwilę i czeka. Wisi nade mną jego cień. Słyszę w tej ciszy wstyd, aż ciarki przechodzą, zostają między nogami i w dłoni. Na pewno widzi stopy uniesione wysoko, ale chcę wierzyć, że to, co robię ze sobą, zostaje tylko ze mną. No ale nie. Inni ludzie biorą mnie bez mojej wiedzy i zgody. Dobrze, że przynajmniej w dziurce od klucza jest klucz i to ja decyduję, kiedy się nim zamykam i otwieram. Jednak wciąż czuję, że moja dziurka, mimo że przykryta jest materiałem, i tak zawsze jest za przezroczystą szybą. Cała jestem za szybą, a świat ogląda moje kontury. Chude i cienkie, duże i grube, przekrzywione, smukłe, gęste, suche, za chude, za cienkie, za duże, za grube. Ja siebie nie widzę tak, jak widzą mnie oni. Patrzę ze środka, więc nie umiem ocenić konturów. Jestem w ich skórze. Tu mi się zatrzęsie, tu napnie, ale czy to jest takie, jakie powinno się nosić? Nie wiem i moje koleżanki też tego nie wiedzą, dlatego przed wuefem pokazujemy sobie majtki i klatki. Porównujemy je i oceniamy. Wtedy dowiaduję się o tym, jak wyglądam i jak chcę, żeby wyglądała koleżanka. Jesteśmy w tym razem
dowiadujemy się, kto wypycha stanik skarpetkami, bo wtedy, żeby się przebrać, ucieka do łazienki. Ej, ona wypycha skarpetkami, serio, ale przypał, mówi jedna. Dowiadujemy się, kto nosi bawełniany top, a kto prawdziwy stanik z fiszbinami, Wow, ale fajny, mówi druga, Nie jest ci w nim sztywno na wuefie?, pyta trzecia. A ja mogę już sama kupować sobie majtki, te są z 5.10.15, zsuwam spodnie z bioder. Wiemy, kto się całował, kto lizał, kto z kim pisał. Kto z kim umówił się na lody, który chłopak śmierdzi najbardziej, wiemy nawet, kto ma okres. Ale nie wiemy, która z nas robi sobie dobrze. Nie mam klucza do swojego pokoju, dlatego przychodzę do łazienki. Gdzieś muszę to robić. Jestem pewna, że wszystkie robimy to właśnie tu. Ale czuję też, że jedne z nas wychodzą do łazienki wyciągnąć skarpetki ze stanika, a drugie idą do łazienki pocierać się do czerwoności. Robię sobie źle. Piecze, swędzi, drapie jak metka w majtkach. Tata się za mnie wstydzi, a co dopiero robią ze mną inni ludzie
Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.
Projekt okładki: Agnieszka Prus
Projekt typograficzny i skład: Robert Oleś
Redakcja: Ewa Saska / d2d.pl
Korekta: Karolina Górniak-Prasnal / d2d.pl, Beata Marzec / d2d.pl
ISBN 978-83-68881-02-8
Wydanie I
Warszawa 2026
Wydawnictwo Cyranka
Al. Promienistych 6, 02-648 Warszawa
wydawnictwocyranka.pl
Redakcja: [email protected]
Sprzedaż: [email protected]
