Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
45 osób interesuje się tą książką
Niektóre rany uleczyć może tylko miłość.
Los nigdy nie oszczędzał Marcela i skazał go na dzieciństwo pełne bólu, a potem dorosłość na ulicy. Ale dał mu również Sylwię, kobietę, która go ocaliła i urodziła ukochanego syna. To dzięki niej dowiedział się, że życie może być pełne nadziei i bliskości. Razem zbudowali dom, w którym mogą oddychać bez lęku, i stworzyli rzeczywistość, która nie jest jedynie walką o przetrwanie.
Czy gdy demony przeszłości zaczną dobijać się do drzwi, Marcelowi i Sylwii uda się zachować wspólne szczęście?
Moc nadziei to niezwykła i przejmująca opowieść o stawaniu się nowym człowiekiem i wybaczeniu, także samemu sobie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 258
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej książki nie może być reprodukowana w jakiejkolwiek formie ani w jakikolwiek sposób bez pisemnej zgody wydawcy.
Projekt okładki i stron tytułowych
Ilona Gostyńska-Rymkiewicz
Redakcja
Agnieszka Luberadzka
Zdjęcia na okładce
© Charoen | stock.adobe.com
Redakcja techniczna, skład i łamanie
Grzegorz Bociek
Opracowanie wersji elektronicznej
Karol Bociek
Korekta
Aleksandra Wrońska
Karina Bednarska-Markot
Niniejsza powieść to fikcja literacka. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń rzeczywistych jest w tej książce niezamierzone i przypadkowe.
Wydawnictwo Szara Godzina s.c.
www.szaragodzina.pl
Tekst © Marta Nowik
© Copyright by Wydawnictwo Szara Godzina s.c., 2025
ISBN 978-83-68674-49-1
Tym, którzy szukają
swojego miejsca na ziemi
Ktoś kiedyś powiedział, że kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat. Mnie, przed wielu laty, uratowała pewna kobieta, która była jak anioł w ludzkim ciele. Gdyby nie ona, dalej mieszkałbym na ulicy i zapewne zdziczałbym do reszty, otaczając się tymi, którym często na skutek picia i palenia czegokolwiek się dało zaczynało brakować rozumu.
Każdego dnia dziękuję Bogu za Sylwię, obecnie moją żonę i mamę naszego Jasia. Zazwyczaj odbywa się to nocą, kiedy przyglądam się, jak spokojnie śpią. Ich klatki piersiowe poruszają się wtedy delikatnie. Twarze mają łagodne rysy, ponieważ ich sny są dobre i piękne. Siadam na schodach i wspominam stare czasy.
Bezsenność. To mi pozostało z dawnych lat. Tryb czuwania do dzisiaj mi się nie wyłączył. Nie daję rady zamknąć oczu, gdy moi bliscy przewracają się właśnie na drugi bok, a zegar wybija najpierw północ, potem stopniowo kolejne godziny.
Często wtedy czytam, pochylony nad małą nocną lampką. Światło pada na nieraz pożółkłe ze starości kartki książek, znajdowanych przeze mnie na strychu domu, w którym mieszkamy. Pozostawili je poprzedni lokatorzy. Przyznam, że ucieszyłem się z własnoręcznie odkrytych skarbów. Dzięki nim to miejsce pełne jest tajemnic i zagadek, które lubię.
Początkowo Sylwia martwiła się, czy zmieścimy się z naszymi rzeczami. Ja nie miałem zbyt wiele. Żyjąc wcześniej na ulicy, nauczyłem się nie przywiązywać do klamotów i systematycznie ograniczać ich liczbę. Dzięki temu łatwiej było ich pilnować przed złodziejami i niesfornymi dzieciakami.
Przyjaciel z sąsiedztwa, który jest ogrodnikiem, namawiał mnie wielokrotnie, abym spisał swoją historię, szczególnie to, czego doświadczyłem, funkcjonując przez wiele lat jako odrzucony przez społeczeństwo bezdomny. Początkowo nie podobał mi się ten pomysł. Skończyłem zaledwie szkołę zawodową, i to z wielkim trudem. Gdyby nie fakt, że odnaleźliśmy z kolegą skradziony samochód wychowawcy, zapewne zakończyłbym swoją edukację jedynie na podstawówce. A tak nauczyciel skutecznie przepychał mnie z klasy do klasy. Z moich lekcji języka polskiego w zawodówce zapamiętałem tylko tyle, że mieliśmy ładną nauczycielkę, którą próbowaliśmy na różne sposoby poderwać. Jednak okazała się mądrą kobietą i bardzo umiejętnie poradziła sobie z nami, nastoletnimi łobuzami, którym nie w głowie była wtedy nauka ani przyszłość. Od ukończenia szkoły więcej jej nie spotkałem. Słyszałem tylko, że wyszła za mąż za anglistę. Zdziwiłem się, bo ten człowiek nie wzbudził naszej sympatii, gdyż wyzywał nas często od skończonych idiotów. Mogłem mieć nadzieję, że jest szczęśliwa. Życzyłem jej tego z całego serca.
Usłyszałem skrzypnięcie drzwi od sypialni. Drgnąłem niespokojnie. Podeszła do mnie Sylwia w swoich wielkich puchatych kapciach przypominających niedźwiedzie polarne. Dostała je w prezencie na urodziny od koleżanki z pracy. Ja jej wtedy podarowałem wisiorek z serduszkiem jako wyraz mojej miłości do niej. Cieszyłem się, kiedy go nosiła.
– Nie bój się, to tylko ja. Przecież nikogo tu poza nami nie ma. Posiedzę przy tobie – powiedziała i usiadła obok. Poczułem jej zapach.
– Nic nie poradzę na to, że moje ciało reaguje jak kiedyś, gdy niespodziewane nadejście kogoś w nocy oznaczało zazwyczaj kłopoty.
Sylwia przytuliła się do mnie. Objąłem ją, aby było jej cieplej.
– Która godzina? – spytała.
– Dochodzi druga. Nie wyśpisz się. Będzie ci ciężko wstać do pracy.
– Jutro sobota.
– Rzeczywiście. Przecież ma nas odwiedzić sąsiad. Zawsze, jak się u nas pojawia, mam wątpliwości, czy w naszym ogrodzie jest ład i porządek.
Zaśmiała się, słysząc te słowa. Odgarnęła z czoła kosmyk włosów, który tak zabawnie opadał jej na prawe oko.
– Zapewniam cię, że kontrola stanu naszego ogrodu nie jest celem jego wizyty.
– A co? – zainteresowałem się.
– Nie wiesz?
Domyślałem się. Jerzy już kolejny raz postara się zachęcić mnie do spisania mojej historii.
– Nie wiem, czy dam radę – przyznałem. – To nie będzie dla mnie łatwe.
– Może powrót do przeszłości pomoże ci się z nią rozliczyć i w pewien sposób ją pożegnać?
– Czy mam w niej wspomnieć o Konradzie?
– Przecież był twoim przyjacielem.
Jestem mu to winien, pomyślałem. Kto jak kto, ale on zasługuje na to, aby oddać mu cześć na kartach książki. W sumie tak jak każdy z naszej dawnej paczki. Dlaczego tylko mnie udało się zacząć nowe, jakby drugie życie? Czym sobie na to zasłużyłem? Moi dawni koledzy albo już umarli, albo znajdują się na prostej drodze do zakończenia życia.
– Mam coś dla ciebie. Poczekaj, zaraz przyniosę.
Zaskoczyła mnie.
– Nigdzie się nie wybieram – zapewniłem zaciekawiony.
***
Jerzy przyszedł jak zwykle pięć minut przed umówioną godziną. Przyniósł duże, soczyste czereśnie i czekoladki. Po przywitaniu Sylwia zajęła się myciem owoców. Jego spojrzenie zatrzymało się na dłużej na komodzie w salonie. Najwyraźniej zainteresował się moim wczorajszym prezentem, który tam leżał.
– Co to? – spytał, jednocześnie biorąc interesującą go rzecz do ręki.
– Nowy notes. Dostałem od żony.
– Gruby. Bardzo gruby.
– Zgadza się – potwierdziłem.
Gość odłożył go na miejsce. Sprawiał wrażenie, jakby coś rozważał.
– Będziesz pisał?
– Jeszcze nie wiem.
– Ja bym na twoim miejscu nawet się nie zastanawiał. Człowieku, dostałeś drugą szansę od życia! Inni nie mieli tyle szczęścia, co ty. Nie znam bezdomnego, któremu udało się zacząć wszystko od nowa. Masz dobrą pracę, śliczną żonę, zdrowego synka. Wiedzie ci się całkiem nieźle, a przecież kiedyś byłeś na samym dnie. Stary, ta historia może pomóc i dać nadzieję tym, którzy ją stracili.
– Myślisz, że tam, na ulicy, jest czas czy ochota na czytanie książek?
– Pomyśl o młodych, którzy w swojej beztrosce i naiwności nawet nie przypuszczają, jak łatwo jest się stoczyć.
– Jerzy, proszę cię, nie naciskaj. Zastanowię się nad tym. Możemy się tak umówić? Dam ci znać, gdy podejmę decyzję. Dowiesz się o tym pierwszy. A właściwie drugi. Pierwsza będzie Sylwia.
– Nie czekaj zbyt długo. Życie szybko przemija. Szkoda każdego dnia, w którym nie uczyniliśmy nic dobrego.
– Przeceniasz mnie i moje możliwości. Czuję się nieraz jak analfabeta. Przez większość życia nie przeczytałem ani jednej książki. Dopiero od niedawna zacząłem to robić. Poza tym nie mam pojęcia o regułach ortograficznych. O interpunkcji tym bardziej.
– Sylwia mówiła, że ci pomoże. Przecież w pewnym momencie twoja historia przeplata się z jej. Wasze drogi tamtego dnia tak niesamowicie się zeszły…
– Wiesz, co mnie najbardziej blokuje? – spytałem, patrząc w jego szare oczy. W podobnym odcieniu miał na sobie pięknie wyprasowaną koszulę, która wyglądała, jakby przejechał po niej walec drogowy. Nie miała żadnego zagniecenia.
– Nie mam pojęcia. Za każdym razem, gdy tylko poruszam ten temat, sprawiasz wrażenie skulonego, małego, bezbronnego chłopca.
– I właśnie o niego chodzi. – Dostrzegłem zdziwienie na jego twarzy.
– Możesz jaśniej?
– Nie chciałbym, aby mój syn, kiedy dorośnie, musiał się wstydzić własnego ojca, jak ja swojego, kiedyś, dawno temu, zanim wylądowałem na ulicy.
– Jestem pewien, że Jan będzie z ciebie dumny.
– A ja nie. Skąd mogę mieć gwarancję, że gdy przeczyta to, co chcesz, abym napisał, nie przekreśli mnie i nie odwróci się ode mnie? Nie poda mi na starość nawet szklanki wody, kiedy dowie się, jakim byłem bydlakiem.
– Marcel, co ty mówisz? Przecież twoja historia ma szczęśliwe zakończenie.
– Moja może i tak, ale sam doskonale wiesz, że losy kumpli z mojej paczki nie potoczyły się zbyt dobrze. No i Konrad… Tego nie mogę sobie do dziś wybaczyć.
– Ale musisz.
– To ja powinienem być teraz na jego miejscu.
– Widocznie tak miało być.
Sylwia wróciła z kuchni, a ja odetchnąłem z ulgą, że nie muszę kontynuować tej coraz trudniejszej rozmowy z przyjacielem. Nie miał złych intencji, ale pomimo to czułem, że zupełnie nieświadomie rozdrapuje moje stare rany, które tak długo próbowałem wygoić i pozalepiać plastrami czasu.
Ucieszyłem się, kiedy żona zabrała naszego gościa do ogrodu, aby skonsultować z nim parę nowych nasadzeń planowanych w przyszłości.
Gdy zostałem sam, jeszcze raz spojrzałem na prezent od Sylwii. Ostrożnie wziąłem go do ręki, jakby był kruchy i delikatny i poprzez to mógłby się lada moment rozpaść na tysiąc kawałków. Trwając w zamyśleniu, nie zauważyłem, jak podszedł do mnie syn.
– Tato, mama zdradziła mi, że napiszesz dla nas książkę!
Jego entuzjazm mnie przeraził. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć wpatrzonemu we mnie jak w obrazek dziewięciolatkowi.
– Naprawdę?
– Obiecała, że opowiesz nam niezwykłą historię.
– Jasiu, rzeczywiście chciałbyś, abym to napisał?
– No pewnie! Tata Maksa zdobywa szczyty w wysokich górach. Tata Mikosia skacze na bungee. Tata Moniki nurkuje, i to bardzo głęboko! A mój napisze książkę! Super!
– Nie wiem, czy jest się czym chwalić. Jeszcze tego nie zrobiłem. Nawet nie mam pojęcia, czy mi się uda…
– Tobie się wszystko udaje! Tak powiedziała mama. A ona przecież wie, co mówi.
– Jasiu, ale to nie będzie bajka o słoniku z różową trąbką czy o śwince, która zgubiła słomkowy kapelusz.
– I dobrze. Takie historie są dla maluchów.
Gdy Sylwia poszła utulić go do snu, biłem się z myślami. Nie chciałem zawieść syna, który, byłem święcie przekonany, nie zapomni o dzisiejszej rozmowie. Nawet się spodziewałem, że już jutro pojawi się na jego wiecznie roześmianych ustach pytanie, kiedy moja książka będzie gotowa. Zdziwiłem się, jak bardzo mu zależało na tym, aby pochwalić się w szkole osiągnięciami swojego taty. Tylko co, jeśli moja historia mu się nie spodoba? Zakładałem, że przeczyta ją dopiero, gdy będzie dorosły. To zdecydowanie nie jest opowieść dla dzieci.
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Dedykacja
Rozdział 1. Teraz
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Dedykacja
