Miłość na kredyt - Sandra Robins - ebook + audiobook + książka
BESTSELLER

Miłość na kredyt ebook i audiobook

Robins Sandra

4,2

Opis

Miłość należy się każdemu. Nawet gdy uważasz, że na nią nie zasługujesz.

Bolesne doświadczenia z dzieciństwa sprawiły, że Amy stara się jak najszybciej usamodzielnić i otoczyć opieką swoją młodszą siostrę, która raz po raz wpada w tarapaty. By zapewnić sobie niezależność finansową, Amy zatrudnia się w ekskluzywnej agencji towarzyskiej. W końcu jednak przychodzi dzień, w którym postanawia wprowadzić w swoim życiu radykalne zmiany. Ma jej w tym pomóc praktyka w salonie fryzjerskim.

Przewrotny los sprawia, że jej pierwszym klientem jest Lucas, nieziemsko przystojny lider drużyny hokejowej. Coś go intryguje w tej skromnej, staroświecko ubranej dziewczynie, kryjącej się za wielkimi okularami… Wkrótce okaże się, że oboje noszą w sobie tajemnice, które nie pozwalają im się odciąć od przeszłości. Zranieni, zamknięci w sobie i nieufni, czują zarazem, że w końcu mają szansę, by pokochać kogoś naprawdę. Czy będą potrafili ją wykorzystać?

Włożył mi kosmyk włosów za ucho, po czym sięgnął po moje okulary i zdjął je.
- Oddaj! - zaprotestowałam.
Zrobił krok w tył, by być poza moim zasięgiem, po czym założył je sobie na nos. Przekrzywił głowę. Zmarszczył oczy i sięgnął po nie, złożył i odłożył na stół.
Totalnie straciłam apetyt. Patrzyłam na niego niepewnie, czekając w napięciu, co powie.
- Po co je nosisz? Oboje wiemy, że nie masz wady wzroku.
Poczułam, jak nagle spociły mi się dłonie. Byłam przerażona tym, co zaraz miało nastąpić.
- Tylko nie kłam - upomniał mnie, zanim z moich ust wyszło jakiekolwiek słowo. Tak, miał rację, miałam zamiar go okłamać, ale mnie przejrzał.


Sandra Robins - obecnie mieszka, razem z mężem i nastoletnią córką, w Wielkiej Brytanii. Swoją drugą połowę poznała 20 lat temu, gdy była 15-letnią dziewczyną. Ich wspólne życie utwierdza ją w przekonaniu, że prawdziwa miłość istnieje. Jedną z jej pasji jest stylizacja paznokci, którą zajmuje się także zawodowo. Zadebiutowała w 2020 roku powieścią „Miłość na sprzedaż”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Novae Res. Kocha zwierzęta, a w szczególności spacery ze swoim psem.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 267

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 25 min

Lektor: Agnieszka Postrzygacz

Oceny
4,2 (587 ocen)
313
140
97
30
7
Sortuj według:
muckers

Z braku laku…

Bajka jakich wiele .
20
Zibik54

Nie oderwiesz się od lektury

polecam
00
zaczarowana-ksiazka

Nie oderwiesz się od lektury

Kolejna cudowna powieść autorki. Teraz wyczekuje na historię o Sue. Polecam 😍
00
polaraksa0101

Nie oderwiesz się od lektury

Książka warta przeczytania, jednakże zabrakło mi w niej pełnego zakończenia.... jakby autorce skonczyl się pomysł..... można było rozwinąć wątek głównych bohaterów, a autorka jakby się śpieszyła.
00
agagugagaga

Całkiem niezła

Historia bardzo dobra, ale tak jak i w pierwszej części zbyt szybkie zakończenie, nie wykorzystany potencjał.
00

Popularność




Książkę dedykuję Oli za wsparcie i przyjaźń od piaskownicy

Amy

Pędziłam po schodach w górę, przeskakując po dwa stopnie naraz; chciałam jak najszybciej podzielić się dobrą wiadomością z Sarah. Była moją najlepszą przyjaciółką od momentu pojawienia się w drzwiach Rezydencji, jak ładnie mieli zwyczaj nazywać ten ekskluzywny dom publiczny wszyscy odwiedzający go mężczyźni. Jej pojawienie się było niczym powiew świeżego powietrza. Motywowała mnie do działania. Dzięki niej odważyłam się marzyć, wyznaczyłam sobie nowe cele w życiu.

Wpadłam do jej pokoju bez pukania.

– Mam to! Udało się! – Spojrzałam na pomieszczenie, które tymczasowo zajmowała. Wszędzie leżały porozkładane kartonowe pudełka w różnych rozmiarach. – Co robisz? Pakujesz się? – Omiotłam wzrokiem bałagan, jaki panował na podłodze. Ciuchy, książki, przedmioty osobiste, wszystko gotowe do przeprowadzki.

Przyjaciółka spojrzała na mnie z poczuciem winy wypisanym na twarzy.

– Tak, przenoszę się do Borysa. No i mam jeszcze mieszkanie, które dzielę z Alanem. Niepotrzebny mi ten pokój. Może przyda się innej dziewczynie.

Obie dobrze wiedziałyśmy, że Rezydencja ma wiele pustych pokoi, więc nie musiała zabierać swoich rzeczy. Widząc moją minę, szybko zareagowała:

– Nie martw się, dalej będę pracować za barem. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz – dodała łagodnym tonem.

Dołożyła kolejne zapakowane pudełko pod ścianą. Mimo jej zapewnień wiedziałam, że kończył się pewien etap w naszym życiu. Mignął mi przed oczami jej zaręczynowy pierścionek na serdecznym palcu.

– Na razie będziesz przychodzić tu regularnie, a po ślubie coraz rzadziej, aż znikniesz z mojego życia. – Ciężko przysiadłam na fotelu, z którego najpierw przełożyłam książki na dywan.

– Pleciesz bzdury! Borys wie, że nie może mnie ograniczać. Ciężko to przyjął, ale zostaję w Rezydencji i w dalszym ciągu będę pracować za barem tak długo, jak zechcę. Jeszcze negocjuję taniec na scenie, ale i tak nie będzie miał wyboru, bo kocham tańczyć.

Uniosłam sceptycznie brwi.

– Taniec erotyczny to spełnienie marzeń każdego faceta do momentu, gdy to nie jego żona wygina się dla obcych śliniących się facetów z wigwamem w spodniach.

– Namiotem w spodniach – poprawiła mnie.

– Co za różnica? Chodzi mi o sam fakt. Wątpię, że pozwoli ci tańczyć – dodałam zrezygnowana. Na jego miejscu nie pozwoliłabym swojej przyszłej małżonce przychodzić do takiego miejsca, a co dopiero pracować w nim. I nieważne, że nie świadczyła usług seksualnych, sama pomoc jako hostessa, kelnerka czy barmanka była nie na miejscu.

Sarah westchnęła ciężko, zupełnie jakby prowadziła taką rozmowę już wiele razy. I zapewne tak było. Zaręczyła się z Borysem kilka miesięcy temu i wiedziałam, że praca tutaj to jedyna rzecz, co do której nie umieli się porozumieć.

– Gdzie byłaś? Dziwnie wyglądasz. – Przeniosła na mnie uważny wzrok.

Podeszłam do lustra i dokładniej przyjrzałam się mojej rozkloszowanej spódnicy za kolano oraz białej bluzce zapiętej pod samą szyję. Dobrze, że Sarah nie widziała swetra à la staruszka, pasującego do kompletu. Nie ubierałam się tak na co dzień, mało tego, nigdy wcześniej się tak nie ubierałam. Wolałam skąpe stroje, miniówki i lateks, ale tym razem chciałam mieć pewność, że wzrok mojego rozmówcy będzie skupiał się na moich oczach, a nie na cyckach.

– Byłam na rozmowie, dostałam się na staż do salonu fryzjerskiego. Nie jest to najlepszy salon w mieście, ale musi wystarczyć. Do najmodniejszego nie mogłam pójść, bo tam mnie znają i wiedzą, co robię, na sto procent by mnie nie przyjęli.

– Staż? To wspaniale! – Sarah zignorowała moją samokrytykę. Taka właśnie była, zawsze widziała jasne strony każdej sytuacji. – Bardzo dobra nowina z rana! Poszłaś na spotkanie tak ubrana? – Zmarszczyła śmiesznie nos. – Wyglądasz jak staruszka w tych ciuchach. A skąd wytrzasnęłaś te okulary? – parsknęła śmiechem. – Przecież nie masz wady wzroku?

Poprawiałam okulary na nosie i rzekłam dumnie:

– Wyglądam idealnie.

– Po co ci to przebranie? – spytała podejrzliwie.

– Nie chciałam wyglądać jak... – „dziwka”, dodałam w myślach – kobieta do towarzystwa – dokończyłam na głos. Spuściłam głowę. Zabrzmiało bardziej żałośnie, niż zamierzałam.

Sarah podeszła bliżej i zmusiła mnie, bym na nią spojrzała.

– Nigdy, przenigdy nie możesz pozwolić, by ktokolwiek źle cię traktował. Rozumiesz? To, że pracujesz w ten sposób, nie czyni cię gorszą od innych. Nie musisz się ukrywać pod warstwą ubrań, które do ciebie nie pasują. Jesteś młoda, piękna, pełna energii, ciuchy tego nie zmienią. Nie ma sensu się ukrywać.

– Wiem – szepnęłam cicho, lecz nie miałam zamiaru rezygnować z mojego kamuflażu. Czułam się w nim bezpiecznie, żyjąc złudną nadzieją, że dzięki ubraniom już nikt nie nazwie mnie dziwką.

– Może czas odejść z Rezydencji?

Spojrzałam na nią, zaskoczona.

– I gdzie pójdę? Co zrobię? Nie mam pracy, zawodu...

Zaśmiała się serdecznie.

– Dasz sobie radę. Jesteś zaradna, coś wymyślisz. Nie patrz na mnie z taką miną. Naprawdę tak uważam. Wierzę w ciebie.

W moich oczach wezbrały niechciane łzy. Tak długo tkwiłam w tym miejscu, że na myśl o odejściu najzwyczajniej się bałam. Byłam zbyt dumna, by przyznać się do strachu, ale właśnie to uczucie mi towarzyszyło, gdy myślałam o zmianach w moim życiu.

– Borys! – Sarah spojrzała na swojego narzeczonego, który na moje nieszczęście był też moim szefem. Nie czułam się w jego obecności komfortowo, a widząc wzrok, jakim na siebie patrzyli, wiedziałam, że jestem tutaj zbędna.

– Pójdę już. – Wycofałam się pośpiesznie. Starłam dyskretnie niechcianą łzę z policzka.

– Czy ona się mnie boi? Zawsze ucieka, kiedy przychodzę.

Dobiegł mnie głos Borysa, gdy opuściłam pokój. Nie wiem, co odpowiedziała Sarah. Prawdą było, że przy nim czułam się dziwnie. Może coś by się zmieniło, gdybym odeszła z Rezydencji? Ta myśl zaczynała kiełkować w mojej głowie, musiałam dobrze przemyśleć wszystkie za i przeciw. W dalszym ciągu miałam siostrę na utrzymaniu. Powinnam się z nią skontaktować i dowiedzieć, co u niej słychać.

Usiadłam na łóżku w moim pokoju. Lubiłam tak o nim myśleć, choć prawdą było, że pokój nie był mój, mieszkałam w nim, ale to nie był mój dom. Pełniłam rolę dziewczyny do towarzystwa, a moi klienci płacili krocie za usługi, jakie świadczyłam.

Na łóżku leżała teczka; w środku znalazłam wypisane dane klienta na dzisiejszy wieczór. Czas wrócić do obowiązków. Zdjęłam przebranie grzecznej dziewczynki, wzięłam długi gorący prysznic, założyłam wymyślną bieliznę, a na wierzch zarzuciłam futro do kostek.

Dzisiejszej nocy moim klientem miał być lekarz o reputacji specjalisty w swojej dziedzinie. Był też idealnym mężem... Cóż, pozory mylą. Nie mogłam powiedzieć, żeby w sypialni był takim ułożonym i zrównoważonym człowiekiem, za jakiego go uważano. Szczerze go nie lubiłam. Chciałam podsunąć go innej dziewczynie, bo dobrze płacił, ale on zawsze pytał o mnie. Czekała mnie zatem ciężka noc; nie mogłam tego zrobić na trzeźwo. Nalałam sobie wódki i wypiłam dwa kieliszki, tak na odwagę. Potem wypiłam jeszcze trzy i dopiero wtedy poczułam się gotowa na czekający mnie wieczór. Lekko wstawiona, poczłapałam w stronę limuzyny, którą po mnie przysłał. Zawsze wysyłał po mnie transport. Chciał, żebym czuła się wyjątkowa, przynajmniej tak mówił. Nie dbałam o jego słowa, chciałam zrobić swoje i wrócić do domu, zmyć z siebie jak najszybciej jego dotyk.

Zajechałam pod najlepszy hotel w mieście, gdzie dobrze znałam ludzi na recepcji. Nie musiałam nawet pytać o numer pokoju. Podeszłam do kontuaru, a recepcjonistka przesunęła w moją stronę kartę magnetyczną. Można by pomyśleć, że renoma hotelu nie pozwalała na takie rzeczy. Nic bardziej mylnego. Właśnie ekskluzywne hotele dbały o gości, spełniając ich wszystkie zachcianki. Nawet te najdziwniejsze. Nuciłam pod nosem melodię, którą usłyszałam w limuzynie, pragnęłam zachować pogodny nastrój na cały wieczór. Tuż po przekroczeniu progu pokoju klienta działałam jak automat. Miałam zadanie do wykonania, potem mogłam wrócić do mojego normalnego życia. Otworzyłam drzwi kartą magnetyczną i weszłam do apartamentu.

***

Łzy ściekały po moich policzkach. Ile razy obiecywałam sobie, że to ostatni raz? Tarłam ciało gąbką tak długo, aż skóra zrobiła się czerwona i podrażniona. Za wszelką cenę chciałam zmyć z siebie zapach mężczyzny, z którym byłam. Który to już raz? Trudno zliczyć.

W tym momencie czułam się brudna, pusta i pokonana. Przyłożyłam czoło do szyby prysznica. Para wypełniała całą łazienkę. Woda ściekała po moich plecach, nawet jej krople sprawiały ból. Zdawałam sobie sprawę, że z czasem będzie coraz gorzej, lecz dziś sytuacja zwyczajnie mnie przerosła. Zamknęłam oczy, by zapomnieć o minionym koszmarze. Zamiast tego obrazy zaczęły napływać z całą intensywnością…

– Podejdź tutaj. – Mężczyzna wskazał miejsce u swych stóp.

Podeszłam do niego ze swoim firmowym uśmiechem, kręcąc zachęcająco biodrami. W tym zawodzie wszystko sprowadzało się do jednej rzeczy – pieniędzy. Zadowolony klient oznaczał dobrą zapłatę, i o to tutaj chodziło.

Wyciągnęłam rękę, by go dotknąć. Siedział oparty o sofę.

– Na kolana! – rozkazał, wyraźnie z siebie zadowolony.

Pociągnął mnie za wyciągniętą dłoń; wylądowałam na kolanach przy jego stopach. Nie było to nic nowego. Widziałam wybrzuszenie w spodniach na poziomie swojego wzroku. Tak naprawdę myślami byłam gdzie indziej. Zazwyczaj planowałam kolejny dzień lub starałam się nie myśleć o tym, co właśnie robiłam. Sięgnęłam do rozporka jego spodni i wyjęłam naprężonego penisa. Z wprawą poruszałam dłonią. Mężczyzna wypchnął biodra do przodu. Był dużo starszy ode mnie, równie dobrze mógłby być moim ojcem. Pomyślałam o różnicy wieku i automatycznie poczułam do siebie obrzydzenie. Co ja wyprawiam ze swoim życiem?

– Mocniej! – usłyszałam nakazujący ton. Złapał moją dłoń i zacisnął ją jeszcze mocniej na swoim członku. – Ssij! – zażądał.

Robiłam to wiele razy, co się zatem zmieniło, że chciałam uciec? Mężczyzna musiał widzieć moje niezdecydowanie, bo złapał mnie za włosy i wepchnął mi penisa do ust. Chciało mi się płakać. Klęczałam na dywanie przed obcym facetem. Szorstki dywan wbijał mi się w kolana. Miałam dość. Wyrwałam się na tyle, na ile mogłam, ale to tylko jeszcze bardziej go nakręcało. Mimo wieku był krzepki i wysportowany, mój opór nie stanowił dla niego żadnej przeszkody. Wepchnął mi penisa jeszcze głębiej do gardła i w końcu doszedł, zadowolony. Zakrztusiłam się jego spermą. Próbowałam zaczerpnąć powietrza, ale trzymał mnie w mocnym uścisku. Sperma spływała mi po brodzie…

Otrząsnęłam się ze złych wspomnień. Próbowałam wyrzucić obraz mężczyzny z głowy. Jeszcze raz umyłam dokładnie ciało. Zupełnie jakby kąpiel miała wymazać koszmarne kadry i poczucie brudu. Ile razy byłam dotykana przez obce dłonie? Czułam do siebie wstręt. Na samą myśl o odbytych stosunkach zrobiło mi się niedobrze. Otworzyłam drzwi kabiny prysznicowej i w ostatniej chwili zdążyłam podnieść klapę sedesu. Zwymiotowałam. Najwidoczniej przyszedł czas, by coś zmienić w swoim życiu – ostatecznie doszłam do takiego wniosku z głową pochyloną nad muszlą klozetową.

Pracowałam w Rezydencji ponad dwa lata. Przez ten czas udało mi się opłacić studia młodszej siostrze. Była moją jedyną rodziną, bo rodzice dla mnie nie istnieli, za to dla siostry zrobiłabym absolutnie wszystko. Łączyła nas wyjątkowa więź, zawsze o nią dbałam, opiekowałam się nią. Nasza matka była ślepo posłuszna ojcu, który często za pomocą paska próbował wpłynąć na nasze zachowanie, w jego mniemaniu naganne. Nienawidziłam go, matki zresztą też, bo była słaba i w pełni uległa. Każde wspomnienie o niej sprawiało ból. Wolałam myśleć, że jej nie ma, niż przyznać, że o nas nie dbała. Nigdy nie sprzeciwiła się ojcu, nigdy też nie stanęła w naszej obronie. Dlatego przysięgłam chronić moją młodszą siostrę przed nimi i przed całym światem.

Uciekłam z domu, mając osiemnaście lat. Dokładnie dzień po urodzinach. Od jakiegoś czasu odkładałam pieniądze i chowałam je w opuszczonej stodole. Nie było tego dużo, wystarczyło na bilet autobusowy i na to, by przeżyć pierwszy miesiąc. Wyjechałam z chłopakiem, który niestety okradł mnie ze wszystkich pieniędzy i zostawił w wielkim mieście. Pamiętam, jaka byłam zagubiona i samotna. Zatrudniłam się w barze, tam znalazła mnie Sue i zaproponowała pracę w Rezydencji. Widziałam w tym szansę, by pomóc sobie i siostrze, która była jeszcze nieletnia, a nie mogła przecież zostać w rodzinnym domu. Nie z ojcem.

Nie uczyłam się dobrze, choć dla Kate nauka była odskocznią od rodzinnych problemów, ciągłych krzyków i awantur. Dla mnie taką odskocznię stanowiły imprezy i rozrywkowe towarzystwo. Zresztą na własnej skórze przekonałam się, ile warci byli ludzie, z którymi wtedy się zadawałam.

Pamiętam czasy, gdy żyła moja babcia, a ja byłam wtedy dzieckiem. W domu panował ład i porządek, a obiad był zawsze na czas. Tata pracował w fabryce konserw, potem przyszły zmiany, fabryka upadła, a on nie mógł znaleźć pracy. Jego los podzieliła połowa miasteczka. Coraz więcej pił, częściej robił awantury. Po jakimś czasie babcia wprowadziła się do nas. Wmawiała nam, że jest coraz starsza i chce z nami spędzać jak najwięcej czasu, zanim umrze. Teraz wiedziałam, że to było kłamstwo. Pomagała nam finansowo, oddawała mamie swoją emeryturę. Jej śmierć okazała się wtedy najgorszym dniem w moim życiu. Byłam starsza od Kate, rozumiałam więcej. Nagle w domu zabrakło wszystkiego. Tata dalej pił, mama przestała się uśmiechać. Każdego dnia stawała się smutniejsza i bardziej osowiała. Zobojętniała, już nie zajmowała się domem. Wtedy nauczyłam się gotować podstawowe potrawy i przejęłam jej obowiązki. Planowałam ucieczkę przez długi czas, wyjechałam, gdy tylko mogłam. W rodzinnym miasteczku nie było przyszłości. Z nauką byłam na bakier, za to ludzie chętnie brali mnie do sprzątania lub pomocy w ogródku. Litowali się nade mną, zlecając lekkie prace domowe, za które otrzymywałam skromne wynagrodzenie. Byłam sumienna, szanowałam pracę, wiedziałam, że mogę liczyć tylko na siebie.

Często dzwoniłam do siostry, chociaż ostatnio jakby unikała moich telefonów. Planowała przyjechać do mnie na wakacje. Dobrze będzie mieć ją blisko siebie, chociażby na krótko, bo mogła mnie odwiedzić tylko w okresie wolnym od nauki. Pragnęłam przekazać jej nowinę o moim stażu i nauce w szkole fryzjerskiej. Sarah podszepnęła mi kiedyś, że powinnam rozwijać wrodzony talent do upinania włosów. Ta myśl krążyła w mojej głowie, aż postanowiłam zaryzykować i spróbować swoich sił. Wiedziałam, że nie mogę być dziewczyną do towarzystwa przez resztę życia. Musiałam znaleźć cel, zanim stracę resztę szacunku do samej siebie.

Lucas

Prowadziłem campervana, czując wewnętrzny niepokój. Przez ostatnie pięć miesięcy camper był moim domem na kółkach, nie tylko dla mnie, lecz także dla mojego nowego przyjaciela, biało-brązowego czworonoga, który smacznie spał na siedzeniu pasażera. Przynajmniej on nie denerwował się powrotem do ludzi. Jemu wystarczyła pełna micha, woda i ciepły kąt do spania. Nie chciałem myśleć o swojej podróży jak o ucieczce, ale tym właśnie była. Ucieczką od problemów i przygniatającego poczucia winy. Na samą myśl zatykało mnie w mostku. Mijający czas nie pomógł uporać się z chaosem w mojej głowie. Samotność też nie była lekarstwem. Musiałem się pogodzić z konsekwencjami swoich czynów i żyć dalej.

W pierwszym tygodniu podróży, jadąc przed siebie bez celu, zatrzymałem się na krótki postój w motelu. Marzyłem, by po wielu godzinach za kółkiem przespać się w łóżku i wziąć gorący prysznic. Szybko się nauczyłem, że w drodze bieżąca ciepła woda to luksus; wcześniej nie doceniałem takich wygód, pozornie oczywistych, bo łatwo dostępnych.

Przed motelem, gdzie ze ścian schodziła farba, a podłoga w pokoju trzeszczała z każdym stawianym krokiem, na betonowej posadzce leżał zabiedzony pies. Spojrzał na mnie swoimi dużymi brązowymi oczami i już wiedziałem… Nie mogłem go zostawić. Zapytałem w recepcji o właściciela czworonoga. Mężczyzna z kozią bródką poinformował mnie, że pies jest bezpański i jeśli chcę, to mogę go sobie zabrać, przynajmniej on nie będzie musiał go dłużej dokarmiać. Biorąc pod uwagę wygląd i kondycję psa, nie najlepiej wychodziło mu to dokarmianie. Zabrałem więc psiaka do motelowego pokoju i wykąpałem, próbując pozbyć się jego ohydnego zapachu. Pies miał łagodne usposobienie, ze stoickim spokojem znosił wszelkie zabiegi pielęgnacyjne. Potem nakarmiłem go konserwą mięsną; jako jedyna nadawała się na tymczasowe jedzenie dla psa. Musiałem jak najszybciej kupić miski i psią karmę.

Czysty i najedzony, pies wskoczył na stary fotel, ułożył się wygodnie, najwidoczniej postanowił mi zaufać, bo po chwili zasnął. Nigdy wcześniej nie myślałem o tym, by mieć psa. Styl życia sportowca na to nie pozwalał. Aż któregoś dnia jeden incydent wszystko zmienił…

Jeszcze raz spojrzałem na mojego towarzysza; niczym nie przypominał zagłodzonego psa, którego znalazłem pod motelem. Lucky, bo tak go nazwałem, miał dużo szczęścia. Wyciągnąłem dłoń, pogłaskałem go po miękkiej ciepłej sierści. Uniósł łeb, by po chwili ułożyć się ponownie na siedzeniu i zasnąć.

Zbliżały się urodziny mojej mamy. Co roku byłem obecny na przyjęciu urodzinowym. Tym razem nie mogło być inaczej. Po drodze do rodzinnego domu chciałem odwiedzić przyjaciela. Będąc w pobliżu, zawsze do niego zajeżdżałem. Ostatnim razem wiedziałem go na otwarciu jego dyskoteki. Interes się rozkręcał, potrzebował kogoś, kto przyciągnie media na otwarcie lokalu. Nie mogłem odmówić. Prawda była taka, że lubiłem imprezy prawie tak samo jak rywalizację sportową.

Skręciłem na żwirową drogę prowadzącą do Rezydencji mojego przyjaciela. Tak zwyczajowo nazywaliśmy ekskluzywny dom publiczny dla zamożnych klientów, który ten przejął po ojcu. Chociaż tak naprawdę prowadziła go, i to żelazną ręką, ciotka Borysa, Sue.

Zostawiłem campera z tyłu ogromnej kamiennej posiadłości. Odrapany stary wóz bardziej nadawał się na złom niż jako środek lokomocji gwiazdy hokeja. Uśmiechnąłem się pod nosem na wspomnienie sportowych samochodów, które stały w garażu mojej luksusowej willi. Ten van miał nad nimi przewagę – nie rzucał się w oczy. Tymczasowo wolałem zniknąć z życia publicznego.

Wszedłem tylnym wejściem, a następnie krętym korytarzem wprost do ogromnej kuchni. Już wcześniej wysłałem Borysowi wiadomość, że niebawem się pojawię i z chęcią napiję się ciepłej kawy. Przywitał mnie zapach upieczonego ciasta.

– Lucas! Jesteś! – Przyjaciel uściskał mnie serdecznie. Wyglądał lepiej niż ostatnim razem. Poczułem ukłucie zazdrości, widząc go szczęśliwym. Oczywiście życzyłem mu jak najlepiej.

– Drzwi były otwarte, więc wszedłem. Przyprowadziłem też mojego psa. – Wskazałem dłonią na włochacza tuż przy mojej nodze.

Borys przykucnął i pogłaskał go za uchem.

– Ty i pies? Nie wierzę. Jak się czujesz?

Wyprostował się i przyjrzał mi się uważnie. Wystarczyło to jedno spojrzenie, by mój żołądek boleśnie się skurczył.

– Schudłeś coś ostatnio – drażnił się ze mną. Obaj wiedzieliśmy, że utrzymywałem świetną kondycję. Mimo podróży regularnie biegałem i jeździłem na rolkach; moje ciało było narzędziem mojej pracy, musiałem o nie dbać. Forma ponad wszystko.

Prychnąłem, rozbawiony, na jego komentarz.

– Przyjechałeś! – Sarah, rozpromieniona, weszła do kuchni z czystymi ręcznikami w dłoniach. Odłożyła je na szafkę i uściskała mnie serdecznie. Potem spojrzała na Borysa i rozpromieniła się jeszcze bardziej.

– Dobrze, że przyjechałeś. Zrobię kawę. Siadajcie. Upiekłam też szarlotkę, zaraz podam.

– Upiekła ciasto specjalnie dla ciebie i nawet nie dała mi skosztować kawałeczka.

– Musisz się zmieścić w garnitur. – Pogroziła palcem narzeczonemu i zaśmiała się serdecznie. Zauważyła psa siedzącego u mych stóp. – Co to za przystojniak do nas zawitał?

Zwierzę zamachało radośnie ogonem.

– W lodówce powinien być kawałek kiełbaski, jeśli dziewczyny nie wyjadły. – Otworzyła lodówkę, przeszukując jej wnętrze. – O, mam! – Pokroiła w plasterki i podała psu na talerzyku.

– Przekupiłaś go. Teraz będzie cię kochał miłością dozgonną. No nie, Lucky?

Pies postawił uszy i spojrzał na mnie, słysząc swoje imię.

– Lucky? Fajne imię. – Sarah pogłaskała go za uchem.

– Znalazłem go przy drodze. I przygarnąłem. – Wzruszyłem ramionami, jakby adopcja bezdomnych psów była u mnie na porządku dziennym.

Sarah postawiła na stole kawę i ciasto. Nałożyłem sobie kawałek; to była najlepsza szarlotka, jaką w życiu jadłem. Spojrzałem na przyjaciela. Siedział i przyglądał mi się niepewnie.

– Nie jesz? Chętnie zjem twój kawałek – zaproponowałem żartobliwie.

Przeniósł zatroskane spojrzenie z mojej twarzy na kawałek ciasta i się uśmiechnął.

– Nie dzielę się kobietą i ciastem – dodał.

Sarah zakrztusiła się łykiem kawy, a jej twarz przybrała kolor włosów.

– Stary, to jasne – zaśmiałem się.

Ładna brunetka w obcisłych szortach weszła do kuchni i spojrzała na mnie zalotnie. Potem wzięła jogurt z lodówki i bez słowa wyszła. Spoglądałem na jej kształtny tyłek, aż zniknęła mi z oczu. Musiałem przyznać, że w agencji pracowały same fajne laski.

– Jesteś na głodzie? Da się coś z tym zrobić.

Sarah wywróciła oczami.

– Lepiej powiedz, czy masz już garnitur na nasz ślub? I z kim przyjdziesz. – Ochoczo zmieniła temat.

– Garnituru nie mam. – Byłem facetem, nie potrzebowałem kupować kreacji trzy miesiące wcześniej; wystarczył wypad do jednego, ale dobrego sklepu. – Przyjdę sam.

– Sam? – zainteresował się Borys. – Co się stało z tą piosenkarką? Jak jej było?

– Anita – podpowiedziałem życzliwie. – Nic, już się nie spotykamy.

Nie musiał wiedzieć, że nasz związek okazał się kompletną katastrofą.

– Tylko nie zniknij przed ślubem. – Borys pogroził mi palcem. – Jesteś moim honorowym gościem.

– To nie ja mam cykora – odciąłem się koncertowo.

– Zostaniesz na noc? – zapytała Sarah.

– Nie będę was kłopotał, pojadę do rodziców.

– Jesteś moim przyjacielem. – Borys spojrzał mi w oczy. Zawsze rozumieliśmy się bez słów, śmiał się nawet, że jestem jego bratem pomimo braku pokrewieństwa. Wiedziałem, że martwi się tym, co widzi. Długie, nieprzystrzyżone włosy, pies przybłęda przy nodze. Zniknąłem na długi czas i nie chciałem z nikim rozmawiać. Nie odbierałem telefonów, sporadycznie odpisywałem na wiadomości.

– Wiem, co powinienem zrobić – zapewniłem go szybko.

– Ogarnąć się – podpowiedział.

Pokiwałem głową.

– Tak zrobię.

***

Zostawiłem śpiącego psa w samochodzie na parkingu; uchyliłem szybę, by miał dostęp świeżego powietrza i mógł swobodnie oddychać. Lucky przyzwyczaił się, że czasem zostawał sam, nie wszędzie mogłem go ze sobą zabrać.

Mijałem śpieszących się ludzi. Ktoś przypadkiem trącił mnie barkiem. Zastanawiałem się, kiedy ostatnio byłem tak zaganiany. Nie pamiętałem. Przez ostatnie kilka miesięcy żyłem innym życiem. Wszystko wokół mnie zwolniło; wstawałem wraz ze świtem, kładłem się, gdy poczułem zmęczenie. Próbowałem odetchnąć pełną piersią i nie myśleć o przeszłości.

Jeszcze raz przyjrzałem się swojemu odbiciu w szybie wystawowej. Przydługie, niechlujnie opadające włosy, pikowany bezrękawnik, sprane dżinsy i wysokie, ciężkie, brudne buty. Wyglądałem nieporządnie, zupełnie inaczej niż zazwyczaj. Próbowałem przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz byłem u fryzjera. Nie udało się. W podróży przestałem zwracać uwagę na wygląd zewnętrzny. Dalej ostro trenowałem, ale tego akurat nie mogłem odpuścić. Na pierwszy rzut oka wyglądałem jak przybłęda. Nie powinienem jechać do rodziców w takim stanie. Prawdopodobnie zmartwiłbym ich jeszcze bardziej. Już sam pomysł podróży donikąd wydawał się niedorzeczny. Zignorowałem wibrującą komórkę w kieszeni spodni. Dzwoniła któryś raz z rzędu.

Wybrałem pierwszy napotkany salon. Przekroczyłem jego próg i cztery pary oczu zwróciły się w moją stronę. Fryzjerka przejrzała grafik i pokręciła głową. Nie było wolnego miejsca. Powinienem to przewidzieć. Obowiązywały zapisy. Kobieta spojrzała na mnie jeszcze raz i zawołała z zaplecza stażystkę. W sumie było mi obojętne, kim jest osoba, która będzie ścinała mi włosy, przynajmniej tak długo, jak długo zostawi w spokoju moje uszy. Uśmiechnąłem się do siebie z własnego dowcipu.

Młoda dziewczyna, która założyła mi pelerynę ochronną, uśmiechnęła się nieśmiało. Chyba myślała, że mój uśmiech był skierowany do niej. Uśmiechnąłem się więc ponownie, a ona uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Potem skromnie spuściła wzrok. Zachowywała się bardzo profesjonalnie, chociaż widziałem cichą wymianę gestów między nią a szefową salonu. Byłem na łasce dziewczyny, która prawdopodobnie umiała tylko zamiatać podłogę. Ta myśl rozbawiła mnie do reszty. Brunetka o drobnej budowie ciała sprawnie wzięła się za mycie, a później obcinanie moich włosów. Bardzo się starała, choć domyślałem się, że brakuje jej doświadczenia. Przyjrzałem się dokładnie jej odbiciu w lustrze. Miała niemodną bluzkę zapiętą pod samą szyję i spódnicę sięgającą za kolano, na nosie duże okulary, a na stopach czarne czółenka. Zdecydowanie odbiegała wizerunkiem od kobiet, do których byłem przyzwyczajony. Miała przyjemny, radosny wyraz twarzy, ale mało mówiła.

Podziękowałem za usługę i zapłaciłem przy kasie. W ostatniej chwili zawróciłem w kierunku dziewczyny, która już zdążyła złapać za miotłę i sprzątała podłogę.

– Hej, może w czasie przerwy na lunch napijemy się kawy?

Spojrzała na mnie spod długich rzęs. Poprawiła ramki okularów na nosie. Kosmyki włosów spadły jej na oczy. Miałem ochotę zgarnąć je i założyć za ucho. Spojrzała na mnie, potem pytająco na szefową.

– Idź, idź. Poradzimy sobie bez ciebie – usłyszałem głos szefowej.

– Wezmę tylko torebkę. Mam pół godziny – odpowiedziała nieśmiało brunetka i zniknęła na zapleczu.

Miałem dosłownie chwilę, żeby zmienić zdanie i prysnąć. Zamiast tego poczekałem spokojnie kilka minut. Myślałem nawet, że się rozmyśliła. Wyszła z zaplecza w największym i najbrzydszym płaszczu, jaki kiedykolwiek widziałem. Powiedziała, że wróci na czas i ruszyła do drzwi.

– Na rogu ulicy jest Costa, może tam napijemy się kawy? – zaproponowała.

– Świetny pomysł, nie chcę, żebyś się spóźniła do pracy.

Uśmiechnęła się lekko.

– Jesteś nowa, prawda?

Zasłoniła dłońmi oczy w wielkich okularach i przystanęła i odparła:

– Rozgryzłeś mnie.

– Było dobrze. – Chwyciłem jej dłonie i zdjąłem z jej twarzy. Zdałem sobie sprawę, że nadal trzymam jej ciepłe ręce. Puściłem je nagle, zmieszany. – Chodźmy – powiedziałem ostrzej, niż zamierzałem.

– Słuchaj, może jednak kawa to zły pomysł – zaczęła nieśmiało, patrząc w podłogę.

– Przepraszam. – Zmieszałem się swoim nieuprzejmym zachowaniem.

– Ostatnio mało przebywałem wśród ludzi. Chyba wyszedłem z wprawy.

Zamówiliśmy kawę. Zapłaciłem rachunek i pozwoliłem wybrać jej stolik. Zdjęła swój dziwny płaszcz i przewiesiła przez oparcie krzesła. Wyprostowała się i rozejrzała niespokojnie po pomieszczeniu.

– Jadę właśnie do domu. Nie było mnie kilka miesięcy. Uratowałaś mnie przed niepotrzebnymi pytaniami dotyczącymi moich zbyt długich włosów. – Dotknąłem swojej nowej fryzury.

Ściągnęła lekko brwi i zmarszczyła nos.

– Nawet nie wiem, jak masz na imię.

– Lucas, miło mi cię poznać. – Wyciągnąłem przed siebie dłoń.

– Amy.

Dziewczyna podała mi dłoń, a ja lekko nią potrząsnąłem.

– Wiem już, że masz na imię Amy, lubisz kawę z mlekiem i cukrem, i jesteś stażystką w salonie fryzjerskim. Do tego śmiesznie marszczysz nos, gdy się nad czymś zastanawiasz – dodałem, ale już tylko w myślach.

– To całkiem sporo. Za to ja nie wiem o tobie nic. – Spuściła wzrok i przyglądała się z udawanym zainteresowaniem swojej kawie.

Kobiety lubiły mnie adorować; czasem robiły to subtelnie, czasem nachalnie. Pierwszy raz wzbudzałem w kimś takie zakłopotanie. Mimo to chciałem poznać ją bliżej. Dowiedzieć się, jaka jest, gdy nie ucieka spłoszonym wzrokiem w bok. Zaintrygowała mnie. I była tego zupełnie nieświadoma. Poprawiła, zakłopotana, okulary na nosie. Już dawno nie czułem pragnienia poznania nowej osoby tak bardzo, jak teraz jej.

– Mam młodszą siostrę i chcę zostać fryzjerką. – Spojrzała na zegarek na przegubie dłoni, który zupełnie do niej nie pasował. Wyglądał na bardzo drogi, kontrastował z jej skromnym strojem. Zaintrygowała mnie tym odkryciem jeszcze bardziej.

– Co robisz wieczorem? Zostaję na noc w mieście. Może wyskoczymy na kolację? – Wcześniej nie planowałem zostać. Teraz wieczór w mieście wydawał się świetnym pomysłem.

– Nie mam planów – odpowiedziała po namyśle. – Podaj telefon, wpiszę ci mój numer – zaproponowała.

Była jedną wielką sprzecznością. W jednej chwili nieśmiała, by po chwili przejąć kontrolę nad sytuacją. Intrygowała mnie coraz bardziej.

Po kawie odprowadziłem ją pod drzwi zakładu fryzjerskiego. Obiecałem dać znać, gdy tylko zdobędę stolik w restauracji na dzisiejszy wieczór. Zanim zamknęła drzwi salonu, odwróciła się do mnie, a ja uśmiechnąłem się jak głupek.

W drodze do samochodu zadzwoniłem do znajomego, który prowadził najlepszą włoską restaurację w mieście i poprosiłem o przysługę. Wiedziałem, że stoliki były rezerwowane kilka tygodni na przód. Poprosiłem, aby dostawił stolik specjalnie dla mnie. Zgodził się bez namysłu. Miał u mnie dług wdzięczności, kiedyś załatwiłem mu wejściówki VIP na ważny mecz.

Wysłałem Amy wiadomość z godziną i miejscem spotkania. Wziąłem Lucky,ego na spacer po parku. Zjadłem hamburgera w knajpce, a pies czuwał przy mojej nodze. Do wieczornego spotkania zostało kilka godzin.

Wynająłem pokój w najlepszym hotelu w mieście. Recepcjonistka spojrzała na psa u mego boku, zaczęła coś mówić o zakazie wprowadzania zwierząt. Wyciągnąłem kartę VIP, a kobieta od razu zmieniła swój urzędowy ton. Niewiarygodne, jak działała magia pieniądza.

Zadzwoniłem do mamy i zapowiedziałem swój jutrzejszy przyjazd. W tym czasie Lucky ułożył się na środku łóżka pośród ozdobnych poduszek. Położyłem się obok niego i szybko razem zasnęliśmy.

Amy

W Rezydencji zastanawiałam się, co mam ubrać na wieczorne spotkanie. Na ostatniej randce byłam... w zasadzie nigdy. Nawet ta gnida, z którą tu przyjechałam, nie zabierała mnie na randki. Spotkania z klientami się nie liczyły, to tylko praca. Nie podchodziłam do nich emocjonalnie.

Przysiadłam na skraju łóżka i włożyłam głowę między kolana. Słyszałam, że taka pozycja pozwala pozbyć się napadów lęku i paniki, które we mnie narastały. Nie mogę się z nikim umawiać, nie jestem przecież jak inne dziewczyny. Nawet jeśli związek będzie miał szansę przetrwać, prawda o mnie wszystko zniszczy. Powinnam zadzwonić i odwołać spotkanie. Z drugiej strony to tylko kolacja. Nie zaproponował mi dzieci i domu z ogródkiem, tylko wspólne wyjście do restauracji. Wyrównałam i uspokoiłam nieco oddech.

– To jakaś nowa forma jogi?

Podniosłam głowę i zobaczyłam zaciekawioną twarz Sarah.

– Medytuję i modlę się o słońce, potem idę na randkę.

– Przydałoby się trochę słońca, pada zdecydowanie za długo.

Spojrzałam na nią, zdziwiona.

– Co tak wlepiasz we mnie swoje ślepia? Idziesz na randkę, słyszałam. W co się ubierzesz? I kim jest przystojniak?

– Poznałam go dzisiaj w pracy, w salonie. Zaprosił mnie na kolację, a ja głupia się zgodziłam.

– Co w tym złego? Spędzisz miło czas, coś zjecie, pogadacie.

– Serio?

Zostawiłam to bez dłuższego komentarza. Sarah dobrze wiedziała, co myślę o facetach. Nie zasługiwałam na normalny związek. Nawet nie wiedziałam, czy potrafię z kimś być dłużej niż na dobre bzykanie.

– Włożę sukienkę. – Wskazałam na wieszak z przewieszoną sukienką z golfem sięgającą za kolano.

– Trochę za skromna jak na ciebie, ale szpilki załatwią sprawę.

– Założę baleriny.

– Szpilki!

– Baleriny!

Sarah podeszła do mnie i przyłożyła mi dłoń do czoła.

– Nie masz gorączki, a majaczysz. Tylko nie zakładaj tych okropnych okularów. W sumie przyszłam ci przypomnieć o przymiarce sukienki jutro w południe. Pamiętałaś, prawda?

– Oczywiście. Lepiej powiedz, jaki wybrałaś smak tortu.

Na wzmiankę o zbliżającym się ślubie Sarah rozpromieniła się i śmiało mogła zastąpić słońce, a co za tym idzie, moja medytacja okazała się niepotrzebna.

– Zdecydowaliśmy się na trzypiętrowy tort, cały biały. Tylko róże będą w kolorze złota, jak twoja sukienka druhny. Każda warstwa tortu będzie w innym smaku. Ja wybrałam śmietankowy, Borys czekoladowy i wspólnie uzgodniliśmy trzeci – truskawkowy. Tort wjedzie z odpalonymi sztucznymi ogniami.

Kiwałam głową z przerażeniem, słuchając wywodu na temat tortu. Bo to był tylko tort, a Sarah opowiadała o nim, jakby od niego zależało jej życie. Wstałam i przytuliłam ją. Zaskoczona, odwzajemniła uścisk.

– Cieszę się twoim szczęściem – szepnęłam.

Tak dużo wycierpiała. Straciła ukochaną babcię, która stanowiła jej jedyną rodzinę. Dobrze, że spotkała miłość swojego życia, która pozwoliła jej się rozwijać. Ta myśl mnie uderzyła. Ona też miała pod górkę. Jej droga do szczęścia była pogmatwana, a mimo to wszystko się ułożyło. Może jest jednak dla mnie nadzieja na szczęście?

– Muszę się szykować, bo się spóźnię. – Popchnęłam ją lekko w stronę drzwi. – Do zobaczenia jutro w salonie sukien ślubnych.

***

Byłam przed restauracją dwie minuty przed czasem. Zerknęłam jeszcze raz na zegarek i mocniej otuliłam się płaszczem. Miałam nadzieję, że nie należał do spóźnialskich, bo mogłoby mnie przewiać i złapałabym katar. Zobaczyłam, jak kroczy w moim kierunku w czarnym golfie i marynarce. Włożył też czyste buty i dżinsy. Wyglądał świetnie i zdecydowanie inaczej niż dzisiejszego poranka.

– Spóźniłem się?

– Nie, to ja przyszłam za wcześnie.

– Stolik czeka. – Wskazał na drzwi lokalu i przepuścił mnie przodem.

– Lucas! – przywitał nas starszy mężczyzna. – Dobrze cię widzieć, na dodatek w tak pięknym towarzystwie. – Mężczyzna puścił do mnie oko.

– Czaruś! – Lucas pogroził mężczyźnie palcem, jednocześnie śmiejąc się serdecznie. Poklepał go po plecach i odwrócił się w moją stronę. – Poznaj mojego dobrego znajomego. Gustavo, to jest Amy.

Mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie i ucałował delikatnie moją dłoń.

– Miło poznać. Mam dla was specjalny stolik. Zaprowadzę was.

Minęliśmy rzędy stolików, aż dotarliśmy na tył sali. Słyszałam szmer rozmów, kilka osób zerkało na nas z zaciekawieniem. Gustavo poprowadził nas do pomieszczenia oddzielonego szklanymi drzwiami.

– Życzę miłego wieczoru, kelner za moment przyjmie zamówienie. – Zasunął za sobą drzwi i zniknął jak kamfora. Kilka osób nadal spoglądało w naszą stronę. Nie patrzyli na mnie, więc musieli przyglądać się Lucasowi. Ten, niczego nieświadomy, odsunął mi krzesło, po czym usiadł po drugiej stronie stolika. Nie spuszczał ze mnie wzroku.

Próbowałam umalować się ładnie, ale subtelnie. Założyłam też moje duże okulary. Dodawały mi pewności siebie, czułam się kimś innym, kimś lepszym.

Z jednej strony mieliśmy widok na restaurację pełną ludzi, z drugiej na oszklony taras, za którym połyskiwało oświetlone blaskiem księżyca jezioro. Magiczne miejsce.

– Czym się zajmujesz? Ludzie ci się przyglądają.

Zerknął przelotnie przez szybę. Zasępił się nieco.

– Niczym szczególnym – stwierdził po chwili wymijająco.

Kelner uratował go od najwyraźniej niewygodnego pytania. Zamówiliśmy kurczaka parmigiana i butelkę czerwonego wina.

– Nie chcesz mi powiedzieć, czym się zajmujesz. Dobrze, ale to nic nielegalnego?

Zaśmiał się i upił łyk wina.

– Nie, to nie jest nielegalne. Przynosi niezłe dochody, ale nie jest nielegalne.

– I nie powiesz mi, co to?

– W swoim czasie.

– Ale jesteś tajemniczy. – Wydęłam usta i udawałam przez chwilę naburmuszoną.

– Masz żonę? – Musiałam być pewna, zanim zrobię z siebie wariatkę, przystawiając się do niego.

Prawie wypluł potrawę z ust, usłyszawszy moje bezpośrednie pytanie.

– Nie mam.

– Dziewczynę?

– Też nie. – Odłożył sztućce, zaintrygowany moim zachowaniem. Rozsiadł się wygodnie na krześle w niedbałej pozie.

– Okej. – Zdałam sobie sprawę, że moja wścibska i głośna natura dochodzi do głosu. Natychmiast zajęłam się jedzeniem.

– Tylko tyle? W porządku. Jesteś chodzącą sprzecznością. Miałem cię za cichą i zawstydzoną dziewczynę z salonu fryzjerskiego.