Miles in the sky - Kamila Kolińska @Zocharett - ebook
NOWOŚĆ

Miles in the sky ebook

Kamila Kolińska @Zocharett

4,6

142 osoby interesują się tą książką

Opis

Większość życia Skylar Grant wypełniały cierpienie i trudności. Razem z siostrą Avą ledwo wiążą koniec z końcem, łącząc pracę ze szkołą, by zapewnić normalne dzieciństwo swojemu młodszego bratu, jako że nie mogą liczyć na matkę, która bardziej od rodziny kocha używki. Trudno jednak mówić o normalności w północnej części Foxville, dzielnicy z fatalną reputacją.

Niespodziewanie z więzienia wychodzi Miles Wood, członek rodziny najbardziej znanych kryminalistów w okolicy. Nikt nie wie, że łączy go ze Sky fizyczna relacja. Ona jedyna dostrzega w nim kogoś więcej niż młodego recydywistę. Sprawy się komplikują, gdy do życia dziewczyny wkracza Aiden Powton, chłopak z szanowanej rodziny prawniczej. Miles upiera się, że to dla niej niebezpieczne. A może po prostu jest zazdrosny?

Sieć intryg i kłamstw bardzo szybko wymyka się spod kontroli, ale największą niewiadomą pozostaje wiszące w powietrzu uczucie, którego żadne z nich nie ma odwagi zdefiniować. 

Do czego Miles jest zdolny posunąć się dla Sky?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 375

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (38 ocen)
28
6
3
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
magdakacz12

Nie oderwiesz się od lektury

Jednym słowem Cudo! Przeczytałam na jeden raz i dosłownie nie mogłam się oderwać od historii Miles i Sky. Autorka wykonała kawał dobrej roboty a książka stała się jedną z moich ulubionych! Kocham <3
40
gonick

Nie oderwiesz się od lektury

Jakie to było dobre. Surowe, brzydkie, a na swój sposób piękne. Czekam na drugi tomz
30
Myyrt

Nie oderwiesz się od lektury

Z niecierpliwością czekam na kolejny tom!
20
Maja323

Nie oderwiesz się od lektury

Jestem pod wrazeniem, ze to jest debiut. Czyta się z zapartym tchem, nie bylo ani chwili nudy, przewracania stron czy omijania kwestii. Naprawde swietna pozycja i czekam na kontyunację
20
Ilona102

Nie oderwiesz się od lektury

Więcej niż świetna.
10

Popularność




Copyright ©

Kamila Kolińska @Zocharett

Wydawnictwo White Raven

Wszelkie prawa zastrzeżone

All rights reserved

Kopiowanie, reprodukcja, dystrybucja lub jakiekolwiek inne wykorzystanie niniejszej publikacji w całości lub w części, bez wyraźnej zgody autora lub wydawcy, jest surowo zabronione zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa o prawach autorskich. Niniejszy tekst stanowi wyłączną własność autora i podlega ochronie zgodnie z przepisami międzynarodowymi oraz krajowymi dotyczącymi praw autorskich.

Redaktor prowadzący

Ewa Olbryś

Redakcja

Dominika Surma @pani.redaktorka

Korekta

Dominika Kamyszek @opiekunka_slowa

Redakcja techniczna i graficzna

Marcin Olbryś

www.wydawnictwowhiteraven.pl

Numer ISBN: 978-83-68175-12-7

Ostrzeżenie

Treści nieodpowiednie dla czytelników poniżej

18. roku życia oraz dla osób wrażliwych. Książka

zawiera sceny przemocy, zażywania narkotyków, opisy

zabójstw oraz wątki erotyczne.

Dedykacja:

Dla kochanych widzów, których od teraz mam przyjemność nazywać również moimi czytelnikami.

– Wróciłam – oznajmiłam tonem niewiele głośniejszym od szeptu, świadoma, że odpowiedź nie nadejdzie.

Trzasnęłam drzwiami, które ledwo utrzymywały się we framudze, i zrzuciłam kurtkę z ramion. Spadła gdzieś na podłogę, a ja zaczęłam gorączkowo pocierać dłonie, żeby się rozgrzać. W naszym starym domu było niewiele cieplej niż na dworze, gdzie temperatura w nocy spadała do pięciu stopni. W przedpokoju unosił się dziwny zapach stęchlizny – moja starsza siostra Ava zasugerowała kiedyś, że może jakiś szczur zdechł w ścianie, ale w tej sytuacji zastosowałam moją ulubioną filozofię: czego nie widzę, tego nie ma. Jeszcze nie byłam gotowa mierzyć się z perspektywą spania pod jednym dachem ze szczurami, tak jakbyśmy nie miały wystarczająco problemów.

Stara podłoga skrzypiała rytmicznie pod moimi butami, gdy przemierzałam pospiesznie salon w stronę kuchni. Marzyłam już tylko o napiciu się czegoś i pójściu spać po tym, jak zwykle, bardzo męczącym dniu.

– Cholera! – Poleciałam gwałtownie do przodu i ledwo odzyskałam równowagę, gdy potknęłam się o przeszkodę na mojej drodze. Odwróciłam głowę i od razu straciłam resztki energii, jakie mi pozostały.

Moja matka leżała nieprzytomna, rozciągnięta w progu, z twarzą w swoich własnych wymiotach. Trąciłam ją butem w ramię, a jej ciało poruszyło się bezwładnie.

Pochyliłam się nad nią i woń, która uderzyła mnie w nozdrza, zawiązała mi żołądek w supeł. Musiałam się cofnąć na moment, żeby złapać powietrze.

– Penny, żyjesz? – krzyknęłam nad jej uchem. – Halo?

Zero reakcji, ale nie spodziewałam się niczego innego. Gorączkowo zaczęłam szarpać ją za kurtkę.

– Zamierzasz zrobić mamusi sztuczne oddychanie? – Dotarł do mnie rozbawiony głos z kuchni.

Ava stała oparta o blat i przyglądała się scenie, co chwilę unosząc butelkę piwa do ust.

Wykrzywiłam się.

– Wal się. Patrzę, czy ma jakąś forsę.

Z ust mojej siostry wydarł się głośny, wymuszony śmiech.

– Tak jakby kiedykolwiek miała. – Obeszła wokół wysepkę kuchenną. – Przywlekła się do domu zaraz, jak wyszłaś do szkoły. Miała przy sobie tylko to. – Uniosła dłoń trzymającą foliowy woreczek.

Zmrużyłam oczy, ale musiałam podejść bliżej, by dojrzeć zawartość. Wzięłam go do ręki i spojrzałam pod światło na dwie małe tabletki.

– Co to jest? Oksy?

Ava wzruszyła ramionami.

– Nie wiem. Połknij, to zobaczymy, co się stanie.

Pokazałam jej środkowy palec, a ona uśmiechnęła się głupawo. Odruchowo schowałam woreczek do kieszeni, kiedy Ava przesunęła piwo po blacie. Wzięłam duży łyk, a napój nieprzyjemnie schłodził mój i tak już przemarznięty organizm.

– Kiedy ty byłaś w szkole, a potem w pracy, przez cały boży dzień poza domem, mamusia słodko spała, śliniąc się na nasze panele.

– Nie zaskoczyłaś mnie.

Twarz Avy nagle przybrała smutny wyraz, który rzadko u niej widywałam.

– Sky, masz dopiero siedemnaście lat, nie powinnaś pracować.

Zbyłam to machnięciem ręki.

– Dostawca pizzy zbiera niezłe napiwki. No i mam żarcie za free. Mogło być gorzej.

– No. Mogło – zgodziła się, patrząc ponad moim ramieniem na naszą matkę.

Przez chwilę stałyśmy w ciszy. Te krótkie momenty ceniłyśmy najbardziej. Tych kilka minut późno w nocy, gdy ja już wróciłam z pracy, a Ava musiała wyjść dopiero za kilka minut. Gdy nasz dwunastoletni brat Tom już dawno spał i nie miałyśmy chwilowo żadnych obowiązków. Musiałyśmy już tylko przygotować się psychicznie na następny dzień, który będzie wyglądał dokładnie tak samo jak poprzedni.

Ava klasnęła w dłonie, po czym chwyciła torebkę z blatu.

– Dobra, lecę do pracy. Pamiętasz, że Tommy ma jutro dentystę na trzynastą?

Skinęłam głową.

– Zerwę się z ostatniego angielskiego i z nim pójdę.

– Dzięki, Sky. – Ava pocałowała mnie w policzek i odsunęła się, by mi się przyjrzeć. – Wspominał, że znowu krzyczałaś w nocy. Kolejny koszmar?

Zamarłam. Miałam nadzieję, że nie zobaczyła żadnej zmiany w mojej postawie. Zakryłam niepokój uśmiechem i miałam nadzieję, że wygląda on przekonująco.

– To nic takiego, naprawdę.

– Przeżyłaś koszmar, nie ma nic złego w przyznaniu tego.

Ostatnie, co chciałam zrobić, to martwienie czymkolwiek mojej siostry. I tak już miała za dużo na głowie. Odkąd pamiętałam, brała na siebie rolę opiekunki mojej i Tommy’ego, bo na naszą matkę nie można było liczyć. Ava rzuciła szkołę, gdy tylko było to możliwe, by móc pracować i zapewnić nam jedzenie na stole. Nie miałam zamiaru nigdy dokładać jej powodów do niepokoju. Choćby stało się najgorsze.

A przecież się stało.

Odgoniłam od siebie te myśli. Spojrzałam wymownie na zegarek.

– Leć już.

Ostatni raz obdarzyła mnie tym swoim zbolałym spojrzeniem i ruszyła do drzwi. Chwyciła za klamkę i zawahała się na moment. Odwróciła się do mnie, a na jej twarzy zagościł chytry uśmieszek.

– Przy okazji, w twoim pokoju czeka niespodzianka. Pomoże ci się odprężyć.

Skrzywiłam się z obrzydzeniem.

– Mówiłam już, żebyś mi nie przynosiła żadnych obrzydliwych wibratorów z tego burdelu.

– Po pierwsze, pracuję w klubie ze striptizem, a nie w burdelu, gówniaro – powiedziała moja starsza o trzy lata siostra. – A po drugie, to nie ten rodzaj niespodzianki.

Jej odpowiedź mnie zaintrygowała. Oparłam się o blat.

– Skołowałaś zioło?

– Nie.

– Czy to coś do jedzenia?

Ava uciekła spojrzeniem w zastanowieniu.

– Można to tak ująć.

To mnie ożywiło. Akurat tego wieczoru nie narzekałam na głód, co nie znaczyło, że pogardziłabym czymś słodkim.

– Coś dobrego? – dopytałam.

Ava prychnęła.

– Zdecydowanie nie. Zepsute i do wyrzucenia. Ale za to ostre, a ty chyba takie lubisz, co? – Spojrzała na zegarek i przeklęła pod nosem. – Nie zagaduj mnie już, bo się spóźnię. Miłej nocy.

– Miłego ssania fiutów – zawołałam słodko.

– Mam tu coś dla ciebie do possania – odparła Ava, ale zanim zdążyłam odwrócić się w jej stronę, by zobaczyć, jak wskazuje na swoje krocze, zamknęła drzwi.

I teraz naprawdę nastała cisza. Stałam przez chwilę i się nią napawałam, ale tkwienie w bezruchu szybko przypomniało mi o zmęczeniu. Otworzyłam lodówkę i wzięłam pierwsze z brzegu piwo. Przekroczyłam Penny, której ślina skapywała na podłogę, i otworzyłam butelkę zębami. Kapsel wyleciał z moich ust gdzieś na schody. Nie dbałam o to.

Dotarłam na piętro i zatrzymałam się naprzeciwko pokoju Toma. Zawsze kusiło mnie uchylenie drzwi i zobaczenie, jak śpi spokojnie, nie bardzo świadomy tego, w jakiej posranej rodzinie się urodził. Musiałam jednak odpuszczać za każdym razem – nie chciałam obudzić go smugą światła.

Pchnęłam więc drzwi do mojego pokoju, które skrzypnęły głośno. Przystawiając butelkę do ust, kopnęłam je, by się zamknęły. Wtedy butelka raptownie zniknęła z mojej ręki. Nie roztrzaskała się jednak na podłodze.

– Jak miło z twojej strony, że przyniosłaś mi piwo. – Pomieszczenie wypełnił głos, który zmroził mi krew w żyłach.

Mój mały, zagracony pokój nagle wydawał się jeszcze mniejszy przez uosobienie mroku, które stało w jego centrum. Jego czarne nieokiełznane włosy już dawno powinny zobaczyć fryzjera, a stalowy, nieodgadniony wzrok palił mi skórę jak zwykle. Na policzku widniał siniak, który musiał tam być od dawna, bo zaczął już blednąć. Pod czarnymi rękawami spostrzegłam zarys mięśni, których nie było, gdy ostatni raz stał w tym pokoju. Materiał zasłaniał niestety również jego tatuaże. To akurat najbardziej w nim lubiłam. Mierzyłam go powoli wzrokiem i jakoś trudniej było mi oddychać.

– O, cholera. Miles? – Tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić. Zapomniałam, jak się chodzi i mówi. Nie spodziewałam się go tu zobaczyć w ciągu najbliższych dwóch lat.

Musiałam mieć bardzo głupią minę, bo zwykle pasywna, nieodgadniona twarz chłopaka przybrała wyraz rozbawienia. A może pogardy. Trudno stwierdzić.

– Na co się gapisz? – Wyciągnął zza ucha papierosa. Niespiesznie wsadził go pomiędzy swoje duże wargi, zerkając na mnie z ukosa. Chmura dymu coraz bardziej wypełniała mój pokój, gdy w ciszy przetrawiałam jego obecność.

Odchrząknęłam w końcu, wycierając spocone dłonie w spodnie.

– Kiedy wyszedłeś z paki?

Miles zgasił papierosa o blat biurka i rozłożył się na moim łóżku.

– Rano. Musiałem jeszcze zajrzeć do paru osób, które nadal wiszą mi kasę. Koniec ośmiomiesięcznych wakacji bez odsetek, skurwysyny.

– Gościu, ledwo wyszedłeś i od razu wracasz do tego gówna?

– Ktoś cię pytał o zdanie? – Jego ton nagle stał się wrogi i natarczywy.

Uniosłam ręce w geście pokoju.

– Tylko mówię. Jak życie daje ci cytryny, to dodaj cukier i zrób lemoniadę. Nie pryskaj sam sobie sokiem w oczy, bo zapiecze.

– Mnie życie, jak dotąd, daje sam spirytus i robię z niego wódkę.

Skrzywiłam się, kręcąc głową.

– Chcesz być debilem, to bądź. Nic mi do tego.

Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Miles zerwał się z łóżka z prędkością, jakiej nie przewidziałam, i zanim nawet zdążyłam na niego spojrzeć, pchnął mnie na drzwi. Uderzyłam o nie plecami. Jego ciało naparło na moje. Wyswobodziłam ręce i próbowałam odepchnąć go za ramiona, ale jego nowe mięśnie dały o sobie znać. Chwycił mnie za nadgarstki i złączył je nad moją głową, wciskając kolano między moje nogi. W końcu znieruchomiałam, świadoma, że z nim nie wygram. Oboje ciężko oddychaliśmy. Serce waliło mi w piersi jak szalone. W mojej głowie mimowolnie pojawiło się pytanie, czy on czuje to samo. Patrzył mi prosto w oczy, a nasze twarze dzieliły centymetry.

– Nie przychodzę tu wysłuchiwać rad, a tym bardziej obelg.

– To mój dom, więc będziesz robił, co ci każę. – Starałam się dopasować ton głosu do jego.

Na twarzy Milesa pojawił się szyderczy uśmiech, który nie dosięgnął jego oczu.

– Taka jesteś twarda, gwiazdo?

– Nie wiem, ale ty z pewnością już jesteś – odparłam, wymownie spoglądając w dół.

Z łatwością zmienił chwyt, zaciskając oba moje nadgarstki w jednej dłoni. Drugą przesunął powoli na moje włosy, odgarniając je za ucho. Zbliżył się tak, że jego ciepły oddech na mojej szyi posłał prąd wzdłuż kręgosłupa.

– Może tym razem to ja dam tobie radę – wyszeptał. Odsunął nagle twarz na tyle, by spojrzeć mi w oczy. – Mniej gadania, więcej pieprzenia.

Nie musiał powtarzać dwa razy. Wpiłam się w jego usta, jakby to była ostatnia rzecz na tym świecie. Nie wiem, czy była to kwestia siły, z jaką na niego naparłam, czy element zaskoczenia, ale rozluźnił uścisk i zatoczył się do tyłu. Jego ręce szybko odnalazły moje ciało. Zacisnęły się na włosach, gdy wpadliśmy przypadkiem na biurko. Nasze wargi poruszały się rytmicznie, gdy zaczęłam drżącymi rękami walczyć z jego paskiem.

Boże, jak ja tęskniłam za tymi ustami. Zlizałam smak papierosa z jego dolnej wargi, nie otwierając oczu w obawie, że ugnę się pod jego wzrokiem.

Zsunęłam jego jeansy, a on złapał mnie mocno w talii i uniósł, bym usiadła na biurku. Oplotłam go nogami w pasie.

– Kurwa. – Wciągnął mocno powietrze, gdy we mnie wszedł.

– Witaj z powrotem, Miles.

Miles wyciągnął się na łóżku, by otworzyć okno. Od naszych przyspieszonych oddechów sprzed chwili zrobiło się nieznośnie gorąco.

Oparłam się na łokciach i przyjrzałam jego mięśniom na plecach. Zadziwiające, jak człowiek może się zmienić w ciągu zaledwie kliku miesięcy. W każdym razie z wyglądu. Nie dostrzegłam zmian w jego charakterze po ponad pół roku w instytucji, która w teorii miała zadbać o resocjalizację niebezpiecznych dla społeczeństwa osób. Nie tak łatwo było go złamać.

Chłopak usiadł na łóżku i po raz kolejny odpalił papierosa. Drugą ręką przeczesał włosy i nagle obejrzał się w moją stronę. Od razu się skrzywił.

– Przestań się gapić – powiedział.

Ten jego wyraz twarzy zawsze sprawiał, że miałam problem z powstrzymaniem śmiechu. Taki niby groźny. Przygryzłam więc wargę i odwróciłam głowę.

– Zastanawiam się, ilu więźniów zrobiło z ciebie swoją dziwkę...

– Proszę cię. Mógłbym napisać doktorat z unikania takich sytuacji.

– Powiedział gość bez skończonego liceum.

Miles odwrócił się w moją stronę. Bezwstydnie przejechał wzrokiem po moim nagim ciele, jakby próbował zarejestrować ten obraz na dłużej. Jego spojrzenie zatrzymało się gwałtownie tuż nad moim udem. Pochylił się, by przyjrzeć się temu miejscu, mrużąc oczy. Gdy tylko się zorientowałam, co tak przykuło jego uwagę, chciałam się obrócić, ale jego ciężka dłoń spoczęła tuż nad bliznami i uniemożliwiła mi ruchy.

– Jezu Chryste, co mnie ominęło?

– Nie twoja sprawa – odparłam, strącając jego rękę. Zmieniłam pozycję, żeby nie patrzył na ślady po oparzeniach od papierosów na moim ciele.

Uważne spojrzenie Milesa śledziło każdy mój ruch. Czułam się jak leśna zwierzyna na celowniku kłusownika. Obawiałam się nawet głośniej odetchnąć, żeby nie wyczytał nic z mojego zachowania.

– Kto ci to zrobił, gwiazdo?

– Kochanek. – Kłamstwo wyślizgnęło się z moich ust nieprzekonująco. – Lubił na ostro. Chyba nie myślałeś, że na ciebie czekałam przez te osiem miesięcy?

– Próbujesz mi powiedzieć, że lubisz być przypalana podczas seksu? Chyba bym się zorientował do tej pory.

Nie miałam szansy wygrać z jego przewiercającymi mnie na wylot oczami. Zmiana strategii. Założyłam ręce na piersiach, z nadzieją, że w tej pozycji odwrócą jego uwagę od niekomfortowego tematu, i rzuciłam mu wyzywające spojrzenie. Jego postawa pozostała kamienna.

– Wiesz, że za dwie stówy mogę skrzyknąć braci i porozmawiać z typem odpowiedzialnym za te blizny.

– Nie wtajemniczaj mnie w swoją działalność kryminalną.

Uśmiechnął się na te słowa. Zaraz jednak spoważniał, wracając myślami do śladów.

– Jakbyś się namyśliła, to masz mój numer.

– Słuchaj, jestem zainteresowana spotkaniami z królem północy, więc jeśli już nim nie jesteś, to możesz załatwić mi kontakt do jakiegoś kolegi, który będzie się dobrze pieprzyć, zamiast gadać o uczuciach. Bo tak właśnie się umawialiśmy. Pamiętasz czy wyprali ci mózg w pierdlu?

Miles zrobił urażoną minę, ale zrozumiał przekaz. To był łatwy układ. Zaspokajaliśmy swoje potrzeby fizyczne, a potem szliśmy każde w swoją stronę. Nikt nawet nie wiedział o naszych spotkaniach. Nie chciałam mieć nic wspólnego z jego dysfunkcyjną rodziną, która w naszym mieście budziła postrach. On natomiast upierał się, że będę bezpieczniejsza, jeśli pozostawimy nasze spotkania w tajemnicy. Nigdy nie było mowy o żadnym wsparciu emocjonalnym. A już na pewno nie zamierzałam rozmawiać z nim o tym, co do tej pory nawiedzało mnie w koszmarach.

Powróciłam do rzeczywistości, gdy położył wytatuowaną dłoń na moim podbrzuszu, a jego kciuk wykonał okrężny ruch.

– Okej, dotarło. Gotowa na drugą rundę?

Wbrew temu, co podpowiadało moje nadal rozpalone ciało, pokręciłam głową. Moja ręka ślepo wymacała koszulkę na podłodze. Wciągnęłam ją na siebie przez głowę.

– Nie da rady, gościu, muszę iść spać. Mam jutro szkołę od ósmej.

Miles wypuścił dym z pogardliwym prychnięciem.

– Rozumiem, że to znaczy, że ty nie wracasz do szkoły?

– Nie wiem, czy zauważyłaś, ale jestem trochę za stary na szkołę.

– Nie wiem, czy ty zauważyłeś, ale kiblowałeś cztery razy. To jest Foxville, przyjmą cię bez problemu.

– Mam robotę – odparł niezainteresowany.

– Legalną?

Kolejne parsknięcie powiedziało więcej, niż musiałam wiedzieć.

– Rodzinny biznes.

Każdy w tej dzielnicy wiedział, jaki rodzina Wood prowadzi biznes. Był bardzo mocno rozgałęziony, oferowali mnóstwo usług, ale ani jednej legalnej.

Usiadłam obok Milesa.

– Wiesz, że to nie jest jedyna droga, prawda?

Położyłam dłoń na jego ramieniu, a on od razu ją zepchnął, jakby go opatrzyła, i wstał. Pospiesznie zaczął zakładać ubrania.

– Jeśli uważasz, że dzieciaki z tej dzielnicy mają jakiekolwiek inne perspektywy niż robienie przekrętów, to jesteś głupsza, niż myślałem.

Przewróciłam oczami. Miles pozbierał z biurka swoje rzeczy, w tym również moją paczkę papierosów.

– Każdy może znaleźć uczciwą pracę.

– Aha, za gówniane pieniądze w magazynie, gdzie szef pluje ci w ryj.

– Lepiej jak twój stary będzie pluć ci w ryj?

Miles rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie. Skuliłam się na moment. Dopiero gdy się odwrócił, miałam odwagę kontynuować myśl:

– W uczciwej pracy przynajmniej nie musiałbyś się martwić odsiadką i miałbyś czyste sumienie.

– Wolałem cię przy tej gadce o królu północy.

– To działa w jedną stronę. Ty masz się nie interesować moim życiem, ja twoim będę nadal.

– Bez sensu.

– Bez sensu to są twoje wybory życiowe.

– Jak będę potrzebował moralnego rozgrzeszenia, to wiem, gdzie cię znaleźć – warknął nieprzyjaźnie.

– Miles, nie bądź kutasem.

Chłopak westchnął z irytacją.

– To nie wygłaszaj swoich nieproszonych opinii.

– Nie wygłaszam, tylko rozmawiam. Nie wiem, czy słyszałeś o koncepcie konwersacji, normalni ludzie tak robią.

Wyprostował się, wyraźnie nie w nastroju.

– Przychodzę tu na seks, nie na rozmowy od serca.

Pokiwałam szybko głową.

– Ostatni raz, jak tu byłem, tobie też to pasowało. Coś się zmieniło? – Na jego twarzy pojawił się szyderczy półuśmiech. – Masz kogoś?

– Twoją starą – odburknęłam.

Sama myśl o tym, że miałabym się z kimś związać, była absurdalna. W tej dzielnicy mieszkali sami alkoholicy, ćpuni albo kryminaliści. Paru dobrych chłopaków prędzej czy później wybierze którąś z tych dróg. Nie życzyłam nikomu źle, ale takie po prostu były realia tej dziury. Nawet jeśli trafiłby się jakiś wyjątek, nie mogłam sobie pozwolić, żeby cokolwiek mnie tu zatrzymało. Miałam plany. Najważniejszy z nich: wyrwać się z tej doliny śmierci. Dlatego seks z Milesem był całkiem bezpieczną opcją. Każda inna osoba z Foxville zaśmiałaby się, słysząc, że używam tego słowa, gdy mówię o kimś z rodziny Wood. Może i przez większość czasu mało się odzywał, a gdy już to robił, to był niezbyt miły, ale umiał się dobrze pieprzyć. I obojgu nam pasował ten układ, czymkolwiek był.

– No to masz dwie możliwości, Skylar – przerwał mi znudzonym głosem. – Albo przestaniesz się do mnie cisnąć i będziesz dalej korzystać z nieziemskiego seksu, jaki ci oferuję, albo więcej mnie nie zobaczysz.

Uniosłam brwi rozbawiona.

– Nieziemski? Tak ci powiedzieli kumple z celi?

– Jeśli tak bardzo cię jara myśl o moim życiu seksualnym za kratkami, to po prostu spytaj.

Pokręciłam głową z uśmiechem.

– Nie, wolę sobie to wyobrażać po swojemu.

Miles założył ręce na piersiach. Zobaczyłam na jego dłoni nowy tatuaż, którego nie było tam wcześniej. Wyciągnęłam dłoń w jego stronę.

– Mogę obejrzeć? – Zmieniłam temat.

Nic w życiu nie pasjonowało mnie tak jak tatuaże, a tych Miles miał naprawdę sporo. Może to dlatego tak mi się podobał, czysto fizycznie. Gdybym urodziła się gdziekolwiek indziej, w rzeczywistości, w której byłoby mnie stać na odłożenie pieniędzy na zakup sprzętu, chciałabym wykonywać ten zawód. Ale żyjąc na północy Foxville, mogłam zadowolić się tylko rysowaniem wzorów w zeszycie.

Miles spełnił moją prośbę, ale gdy wyciągnęłam przed siebie dłonie, by dotknąć czarnej siekiery zdobiącej jego ciało, wycofał się.

– Dotknij mnie, a wylecisz przez okno w niewyjaśnionych okolicznościach.

Przewróciłam oczami. Jego groźby były dla mnie prawie tak samo straszne jak plastikowe żołnierzyki z młodszych lat Tommy’ego.

– Jakoś przed chwilą ci to nie przeszkadzało – przypomniałam niewinne.

– Wysyłasz sprzeczne sygnały. Chcesz się znowu pieprzyć czy nie?

– Nie.

– Ale zgodziliśmy się kiedyś, że dotykamy się tylko podczas seksu?

– No.

– To chcesz się pieprzyć czy nie?

– Przecież mówię, że nie. Idę spać.

– Na pewno?

– Tak.

– To po co próbujesz mnie dotknąć?

Walnęłam się w czoło dłonią.

– Jezu Chryste, chciałam tylko obejrzeć nową dziarę.

Mierzyliśmy się przez chwilę spojrzeniami. Stał na środku pokoju, analizując moją twarz. Ciszę w pomieszczeniu przerwał odgłos klaksonu samochodu i dwa krzyczące na siebie głosy. Żadne z nas nie zwróciło na to uwagi. Dzień bez kłótni na ulicy w północnej dzielnicy Foxville był dniem straconym.

Miles pierwszy przerwał kontakt wzrokowy. Klasnął w dłonie, rozglądając się po pokoju.

– Okej, to czas na mnie.

Otworzył okno szerzej, gotowy wyjść tą samą drogą, którą wszedł.

– Okej – powtórzyłam tym samym tonem. – Miłego dilowania prochami i bronią do końca życia. Pozdrów tatusia.

Miles zesztywniał z jedną nogą za oknem. W półmroku nie widziałam jego twarzy. Wydawało mi się, że mrugnęłam i przegapiłam moment, w którym wciągnął się z powrotem do środka. Wystarczyły dwa pewne kroki i już stał naprzeciwko mnie, pochylając się, by spojrzeć mi w oczy. Znowu widziałam w nich dzikość i roztargnienie.

– Lepiej trzymaj język na wodzy, bo jedno słowo za dużo przy nieodpowiedniej osobie, a moi bracia ci go odetną. – Przejechał palcem po mojej wardze. – A byłaby szkoda, bo czasem się przydaje.

Pochyliłam się do przodu, otwierając szerzej usta, ale Miles się wyprostował.

– Tylko spróbuj mnie, kurwa, pocałować.

– Nie rozumiem cię.

Jego próby przeciśnięcia swojego wielkiego ciała przez małe okno były naprawdę żałosne. Szkoda, że nigdy nie widziałam, jak do mnie wchodził. Zawsze przez to okno. Musiał się nieźle nagimnastykować.

– Wiesz, możesz po prostu wyjść drzwiami.

– Nie ma opcji.

– Miles – warknęłam, przywołując jego uwagę. – Moja matka leży nieprzytomna. Podejrzewam, że przedawkowała, a Ava chyba i tak wie, że się pieprzymy. Powiedziała dziś coś dziwnego na ten temat.

Miles wbił rozzłoszczony wzrok w szybę i się zawahał.

– Nie rozmawiaj o mnie z siostrą ani z nikim innym.

Jego słowa aż prosiły się o przewrócenie oczami.

– Dramatyzujesz.

– Mówię poważnie, Skylar. Lepiej dla ciebie, żeby nikt nie wiedział, że się w ogóle znamy.

– To jest Foxville, gościu, tutaj każdy każdego zna.

Miles nie odpowiedział, świadomy, że moglibyśmy się tak przegadywać przez całą noc. Wyminął mnie w progu i ruszył schodami w dół ze swobodą, jakby był u siebie.

Podążyłam za nim, zdziwiona nagłą zmianą zdania.

Akurat pojawiłam się na dole, gdy Miles przekraczał moją matkę. Mniej lub bardziej umyślnie zahaczył podeszwą o jej potylicę. Głowa Penny odskoczyła na bok. Matka wymruczała coś, ale to nadal było za mało, by otworzyła oczy.

– Hej! – krzyknęłam za Milesem.

Na jego twarzy nie było skruchy.

– Penny wisi mojej rodzinie kasę – oznajmił sucho.

Wzruszyłam ramionami. Co mnie to niby obchodziło?

– Twoja rodzina to banda kretynów, jeśli dajecie jej cokolwiek na krechę. Dosłownie na krechę. Rozumiesz? – Uśmiechnęłam się, ale on nie docenił żartu.

– Powiedz jej rano, że czekamy do piątku.

– Nic jej nie będę mówić, gówno mnie obchodzą jej długi.

– A powinny, bo jeśli nie dopadną jej, to moi bracia będą ścigać ciebie i Avę. – Patrzył mi głęboko w oczy, jakby sprawdzał, czy traktuję go poważnie. Gdy nie znalazł tego, czego szukał, dodał: – I młodego. Jak mu tam na imię?

Wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł paraliżujący dreszcz. Wyprostowałam się, próbując to ukryć. Chwyciłam Milesa za gardło i przyciągnęłam do siebie.

– Tommy’emu nie spadnie nawet jeden włos z głowy albo…

– Daruj sobie tę gadkę. – Złapał mnie za nadgarstek, zmuszając do rozluźnienia chwytu. – Nie grożę ci, tylko ostrzegam. Za co, swoją drogą, powinnaś być wdzięczna. Inni ludzie dostają ostrzeżenia w postaci wybitych zębów.

Zacisnęłam szczękę, po części ze złości, a po części na wyobrażenie, jak jakiś psychol z rodziny Wood wyrywa mi zęby. Popchnęłam Milesa na drzwi, bo wiedziałam, że coraz trudniej jest mi nie okazywać emocji.

– Wypierdalaj, Miles.

– Próbuję od kilkunastu minut. – Otworzył drzwi i bez pożegnania skierował się do wyjścia.

Włożyłam ręce do kieszeni, obserwując, jak zbliża się do płotu. Nagle wymacałam w spodniach coś, o czym zapomniałam.

– Ej, czekaj! – krzyknęłam za nim.

Oparł się o ogrodzenie.

– Naprawdę nie możesz beze mnie żyć, co, gwiazdo?

Pospiesznie zeszłam po schodach, rozglądając się na boki. Gdy byłam już na tyle blisko, by znowu czuć jego zapach, wepchnęłam mu do dłoni woreczek, który Ava znalazła w kieszeni matki. Początkowo cofnął dłoń, chyba w obawie, że będę się chciała po prostu potrzymać za ręce, ale gdy poczuł szeleszczący materiał, zgarbił się i rozejrzał.

– Czy to pokryje dług? – spytałam z nadzieją.

Zerknął na dwie tabletki w swojej dłoni i zmarszczył brwi.

– Chyba żartujesz – odparł z pogardą. – To to możesz sobie co najwyżej wsadzić w…

– Miles.

Wieczna walka na spojrzenia rozpoczęła się na nowo. Na zewnątrz dużo trudniej było wróżyć z jego rysów twarzy. W tej dzielnicy miasto nie dbało o wiecznie popsute latarnie. Nikogo nie obchodziło bezpieczeństwo mieszkańców, bo to nie brak światła stanowił największe zagrożenie. Teraz byłam za to wdzięczna. Łatwiej było wytrzymać jego spojrzenie, gdy zasłaniał je mrok.

Miles schował woreczek do kieszeni.

– Dziesięć tysięcy do piątku – rzucił.

Nie czekał na odpowiedź. Odwrócił się na pięcie i przeskoczył płot, chociaż pół metra dalej była furtka. Skierował się szybkim krokiem na północ. Nie umknęło mojej uwadze, że jego dom znajdował się w przeciwnym kierunku.

– Jutro o tej samej porze? – spytał, chociaż nawet się nie odwrócił, by zobaczyć, czy kiwam głową.

Miles jednak nie pojawił się kolejnego dnia. Ani następnego, ani następnego. Nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie. Wręcz przeciwnie, teraz, gdy miałam z tyłu głowy myśl o potencjalnej konfrontacji z jego psychopatycznymi krewnymi, wolałam unikać kontaktu. Postanowiłam nie wspominać o groźbach mojej siostrze. Miała wystarczająco zmartwień, w końcu zajmowała się prowadzeniem domu i wszystkimi obowiązkami naszej matki ćpunki, która w ogóle nie widziała problemu w swoim trybie życia. Gdy w czwartek rano udało mi się ją dorwać, chwilowo świadomą otaczającej ją rzeczywistości, obiecała, że zorganizuje pieniądze, które jest winna Woodom. Wtedy też widziałam ją po raz ostatni.

Dotarliśmy z Tomem pod szkołę. To był budynek łączonym z moim liceum. Większość ludzi po tej stronie miasta tak właśnie żyła. Po skończeniu szkoły przenosili się drzwi dalej. Obie placówki były lekko przeludnione, ale z braku innych możliwości dla młodych w tej okolicy wszyscy chodzili tutaj.

– Jakbyś mnie potrzebował, będę obok – powiedziałam jak co dzień, czochrając Toma po włosach.

Młodszy brat odsunął się ode mnie ze złą miną, jako że jego koledzy czekali na niego pod szkołą. Gdy tylko ich zobaczył, zerwał się biegiem, zapominając o mnie na parę godzin. Plecak podskakiwał mu śmiesznie na ramionach w rytm kroków.

Obserwowałam go, aż zniknął za drzwiami.

– To twój syn? – Usłyszałam za sobą męski głos.

Nie miałam pewności, czy pytanie było skierowane do mnie, ale gdy żadna odpowiedź nie nadeszła, odwróciłam się. Nie mogłabym wyobrazić sobie osoby bardziej niepasującej do tej dzielnicy. Stał za mną chłopak na oko w moim wieku, z ulizanymi blond włosami z przedziałkiem na środku. Miał na sobie bardzo eleganckie ubrania, a w ręce trzymał aktówkę. Na jego twarzy wymalowany był najgorszy, bananowy, cwaniacki uśmiech, który od razu rozpoznałam, chociaż widziałam gościa pierwszy raz na oczy. Patrzył na mnie z góry, czuł się ode mnie lepszy. Musiał pochodzić z południa Foxville.

Wymusiłam uśmiech.

– Tak, to mój syn. Urodziłam go, jak miałam pięć lat. – Skierowałam się wzdłuż płotu w kierunku szkoły.

Blondyn rozejrzał się na boki i potruchtał za mną.

– Przepraszam, jeśli cię uraziłem. Słyszałem, że po tej stronie miasta dziewczyny bardzo młodo zachodzą w ciążę i…

Zatrzymałam się tak raptownie, że zderzył się z moimi plecami. Zachwiałam się w miejscu i odwróciłam do niego.

Uniósł ręce.

– Wybacz, nie chciałem… – zaczął mówić tonem, który wskazywał, że zamierza coś jeszcze dodać, ale nie znalazł słów.

Zadarłam głowę, by spojrzeć mu w oczy.

– Czy mogę ci jakoś pomóc? – spytałam zirytowana bez najmniejszej intencji pomagania mu w czymkolwiek.

Chłopak najwyraźniej miał problem z wyczuciem sarkazmu, bo uśmiechnął się promiennie i wyciągnął rękę.

– Właściwie to byłoby wspaniale. Jestem Aiden. To mój pierwszy dzień w tej szkole. Przydałby mi się ktoś, kto pomoże mi się tu zorganizować.

Zmarszczyłam brwi i zaczęłam zastanawiać się, czy nie robi sobie ze mnie żartów.

– Kto zmienia szkołę trzy miesiące przed zakończeniem roku? – Nim zdążył odpowiedzieć, odezwałam się znowu: – Nie, mam inne pytanie. Kto normalny z własnej woli przenosi się do TEJszkoły?

– Zdecydowanie nie z własnej woli. – Aiden podrapał się nerwowo po głowie, gdy nie przyjęłam uścisku dłoni. – Można powiedzieć, że bardzo podpadłem moim rodzicom. Stwierdzili, że poznanie życia tu, na północy, nauczy mnie pokory.

– Z tą fryzurą nauczy cię przyjmować wpierdol.

Z twarzy chłopaka zniknął uprzejmy uśmiech i został zastąpiony zmartwieniem. Rozejrzał się niespokojnie. Oczywiście, że ludzie się na niego gapili, gdy nas mijali. Pasował tu jak wół do karety. Jak moja matka do trzeźwości. Jak Miles do uczciwej pracy.

Aiden rozłożył ręce w geście poddania.

– Pomóż mi.

Odsunęłam się o krok, by jeszcze raz mu się przyjrzeć. Obserwował mnie zaciekawiony, gdy stanęłam na palcach, by zmierzwić mu włosy. Były tak sztywne od żelu, że opierały się mojej ręce. Gdy skończyłam, wyglądały okropnie, ale przynajmniej pasowały do standardów uczniów w naszej szkole.

Aiden podskoczył, gdy moje dłonie powędrowały do jego paska. Zamaszystym ruchem wyciągnęłam koszule z jego spodni, a następnie rozpięłam dwa guziki od góry.

W końcu stanęłam bez ruchu, a Aiden zrobił obrót.

– No i jak?

– Wyglądasz jak kretyn. Ale trochę mniej niż wcześniej.

– To brzmi prawie jak komplement.

Znienawidzony przez wszystkich dźwięk dzwonka przerwał nam rozmowę. Zerknęłam na zegarek.

– Powodzenia w pierwszy dzień – powiedziałam na odchodne. – Nie daj się pobić ani okraść.

– Samo „powodzenia” by wystarczyło! – krzyknął do moich pleców. – Hej, nadal nie wiem, jak masz na imię!

Pokazałam mu środkowy palec, wspinając się po schodach.

***

Lekcje u profesora Winstona były najbardziej męczące. Opowiadał o historii w taki sposób, jakby sam miał dosyć słuchania własnego głosu. Nie przejmował się nawet tym, że nikt nie zwraca na niego uwagi. Bujał się na krześle i z przymrużonymi oczami recytował wyuczone formułki. Nienawidziłam tego, zresztą tak jak większości przedmiotów szkolnych. Jedynym powodem, dla którego nadal tkwiłam w tej dziurze, był fakt, że gdy Ava zrezygnowała ze szkoły, żeby mieć więcej czasu na pracę, wymusiła na mnie obietnicę, że nie zrobię tego samego.

Mój telefon głośno zawibrował na ławce. Pochyliłam się do przodu, przy okazji rozciągając plecy.

Danny:Wyglądasz jak trup

Uniosłam wzrok na moją przyjaciółkę Danielle, która uśmiechała się do mnie głupawo spod okna. Wszyscy nauczyciele już dawno się na nas poznali i nie pozwalali nam siadać razem. Tak więc ona siadała z Patrickiem, działaczem samorządu, który wiecznie próbował nas wciągać w organizacje eventów szkolnych. Ja natomiast jako jedyna siedziałam sama. Nie wiedziałam, co jest ze mną nie tak, że nikt nie chciał się dosiąść. Nie żeby jakoś specjalnie mi to przeszkadzało.

Pokazałam Danielle język, a ona przesłała mi całusa. Wyciągnęłam się z powrotem na krześle i przymknęłam oczy. Szkoła była dobrym miejscem do regenerowania się przed pracą. Jeśli tylko się nie spóźnialiśmy i nie przeszkadzaliśmy, nauczyciele zostawiali nas w spokoju. Dlatego jedna połowa uczniów w klasie stukała w ekrany telefonów, a druga spała. Zamierzałam dołączyć do tych drugich.

Moje ciało zaczęło się odprężać, a umysł wyciszać i gdy już byłam na krawędzi snu, drzwi do klasy skrzypnęły wściekle.

Wszystkie zdezorientowane oczy, łącznie z profesorem Winstonem, skierowały się w ich stronę.

Uniosłam się na łokciach i moje usta wykrzywił mimowolny uśmiech. W progu stał zdyszany Aiden. Jego blada twarz nabrała rumieńców. Oddychał ciężko.

– P-przepraszam, że tak wpadam – wydyszał. – To mój pierwszy dzień, zgubiłem się, a potem… No, w każdym razie nie mogłem znaleźć klasy. To się więcej nie powtórzy. Mogę wejść?

Zdezorientowany nauczyciel przywołał go do siebie, by porozmawiać, najwyraźniej nieświadomy, że będzie miał nowego ucznia. Aiden pochylił się nad biurkiem i zaczął coś szeptać.

Zmrużyłam oczy, by przyjrzeć mu się lepiej. To nie rumieńce zdobiły jego twarz, ale odcisk dłoni. Jego biała koszula była teraz wymięta i miejscami brudna, a eleganckie spodnie przetarte na kolanie. Miał również zaczerwienione oczy.

Profesor Winston wyprostował się i rozejrzał po klasie. Odchrząknął.

– Dobrze, to jest wasz nowy kolega, Aiden Powton. Aiden, tam obok Sky jest wolne miejsce, usiądź.

Po klasie przeszły pomruki, w tym jedno głośne gwizdnięcie od strony okna.

Rzuciłam Danielle ostrzegawcze spojrzenie, które nie zrobiło na niej żadnego wrażenia.

Oczy chłopaka odnalazły puste miejsce, a następnie przeniosły się na moją twarz. Coś się w nim zmieniło. Ucieszył się na mój widok. Takie reakcje nie zdarzały mi się zbyt często.

Winston wrócił do prowadzenia lekcji i nowy uczeń przestał wszystkich interesować równie szybko, jak zaczął.

Aiden odsunął krzesło i opadł na nie, sycząc.

Przychyliłam się do niego i wyszeptałam:

– Kazałam ci nie dać się pobić.

– W takim razie przepraszam, że złamałem zakaz.

– Okradli cię?

Potrząsnął głową. Poszedł za moim przykładem i też się przychylił, ale jego skrzywiona twarz zdradziła, że ten ruch go zabolał.

– Zapytałem jakąś grupkę o drogę do klasy, ale chyba przy tym jakoś przypadkiem ich uraziłem. Chyba mam do tego talent.

Przygryzłam wargę, hamując uśmiech.

– Chyba tak.

Mój telefon zawibrował, a ja szybko odwróciłam go ekranem w dół. Pewnie czekała tam jakaś obleśna wiadomość z podtekstem od Danielle.

Aiden poruszył się niespokojnie.

– Czy tutaj nauczycieli nie obchodzi to, że zostałem pobity? Przecież chyba widać wyraźnie.

Mało brakowało, a wybuchnęłabym śmiechem.

– Tutaj co drugi dzień ktoś przychodzi z podbitym okiem. Komu by się chciało to zgłaszać? Są też dobre strony, mój nowy przyjacielu. Może teraz twoi bogaci rodzice zlitują się nad kochanym synkiem i pozwolą ci wrócić do bananowej szkoły na południu?

Chłopak zmarszczył brwi, albo z bólu, albo z urazy.

– Takie masz o mnie zdanie?

– Jak my wszyscy. Dlatego dostałeś wpierdol.

Rozległo się głośne westchnienie nauczyciela.

– Skylar Grant, przeszkadzasz mi.

– Nic nowego – odezwał się klasowy błazen.

Wychyliłam się na krześle, by odszukać go spojrzeniem.

– Możesz mi possać, Reggie.

– Mówisz, masz, kochanie.

Reggie wstał, łapiąc się za krocze, a klasa nagle się ożywiła. Kiedy ja również odsunęłam krzesło, doszły mnie śmiechy i zachęcające okrzyki. Reggie zdążył objąć mnie w pasie, a ja pchnąć go mocno na ławkę Danny, gdy nauczyciel zaczął walić pięścią w biurko.

– Dosyć, starczy już tego przestawienia! – krzyknął, chociaż w jego głosie było słychać tylko zmęczenie. – Wynoście się z mojej klasy.

Nie trzeba było nam powtarzać dwa razy. Jednym ruchem ręki zmiotłam wszystkie moje graty do torby, gdy Winston przemówił ponownie.

– Miałem na myśli was wszystkich. Koniec lekcji, mam was serdecznie dosyć, diabły.

***

Przez resztę dnia zapomniałam o Aidenie. Nie wiedziałam nawet, czy był ze mną na tych samych zajęciach, czy może ktoś właśnie podtapiał go w kiblu. Na przerwach mało mówiłam, głównie słuchałam o najnowszych podbojach łóżkowych Danny i lokalnych plotkach, które usłyszała w salonie kosmetycznym, w którym pracowała jako pomoc. Czas w szkole zleciał wyjątkowo szybko.

Wyszłyśmy na zewnątrz i od razu uderzył nas chłód marcowego powietrza. Za ogrodzeniem zaczęłam zwalniać, osłaniając papierosa przed wiatrem, żeby go odpalić.

– A więc tak wygląda codzienność po tej stronie miasta?

Nie musiałam unosić wzroku, by wiedzieć, że Aiden do nas dołączył. Wsadził ręce głęboko do kieszeni idiotycznego płaszcza, który wyglądał, jakby został znaleziony na damskim dziale, i przedstawił się Danielle.

– Jeszcze wszystko przed tobą – powiedziała, zanosząc się za głośnym śmiechem.

Aiden jęknął teatralnie.

– W takim razie muszę się dobrze zrelaksować przed jutrem.

– Poproś lokaja, żeby przygotował ci kąpiel z bąbelkami – zasugerowałam.

On tylko pokręcił głową. Śmiesznie wyglądał, stojąc obok Danny. Jej neonowo zielone włosy połączone z obcisłymi, błyszczącymi ubraniami, które nadawałyby się bardziej do klubu niż do szkoły, sprawiały, że w żadnej innej rzeczywistości nie stałaby tak blisko chłopaka w szytych na miarę lnianych spodniach.

– Nie idziecie jeszcze? – spytał.

– Nie. – Danielle wyciągnęła mi papierosa z ust i się zaciągnęła. – Czekamy na brata Sky. Za jakieś dziesięć minut powinien wyjść.

– A ty czemu tu nadal sterczysz? – zadałam pytanie, na które ona była zbyt miła.

Danny klepnęła mnie w ramię z szerokim uśmiechem, eksponując krzywe zęby.

– Pewnie czeka na szofera.

Obie się zaśmiałyśmy, a Aiden wyglądał, jakby coś go trapiło.

– Coś w tym stylu.

Danielle odwróciła się do mnie.

– Miałam cię pytać już wczoraj, ale zapomniałam. Co powiesz na to, żebyśmy zgłosiły się do komitetu do pomocy przy organizacji balu?

Skrzywiłam się na samą myśl.

– Żartujesz, prawda?

Ale podekscytowany uśmiech na jej twarzy wcale nie wskazywał na żarty.

– Patrick powiedział, że szukają rąk do pomocy. Ja idę na bank. Łatwiej nam będzie przemycić wódkę, jak będziemy wśród organizatorek. Ale potrzebna będzie zgoda rodziców. Ogarniesz podpis Penny?

– Umiem podrabiać podpis Penny, odkąd nauczyłam się pisać – prychnęłam. – Co nie znaczy, że się zgadzam.

Zgasiłam papierosa butem, gdy zobaczyłam, że drzwi się otwierają i dzieciaki zaczynają wypadać, jakby ktoś je gonił. Czasem zastanawiało mnie, skąd w nich tyle energii. Obie z Danielle wypatrywałyśmy Tommy’ego, gdy nagle na ulicy zrobił się ogromny szum.

Sportowy, czarny samochód z przyciemnianymi szybami zahamował gwałtownie, gdy tuż przed maską przebiegła mu cała gromada dzieci. Młodzi się tym w ogóle nie przejęli. Nie było też na horyzoncie żadnych rodziców, którzy mogliby zrobić awanturę kierowcy za nieostrożną jazdę.

Silnik nadal pracował, wydając niskie buczenie, gdy drzwi od strony kierowcy otworzyły się z impetem, jakby zostały kopnięte.

– O w mordę – usłyszałam gwizdnięcie Danielle.

Z samochodu wysiadła ostatnia osoba na tym świecie, której bym się spodziewała. Nie znałam się na markach i cenach samochodów, ale jego nie byłoby stać nawet na starego grata. To się nie mogło dziać naprawdę.

Danielle złapała mnie za ramię i wskazała palcem w kierunku chłopaka.

– Kiedy niby młody Wood wyszedł z pierdla?

– Nie wiem – odpowiedziałam nieobecnym głosem.

Miles nie przypominał siebie. Miał na sobie pogniecioną, czarną koszulę, która mogłaby sprawiać pozory elegancji, gdyby założył ją ktokolwiek inny. Jego czarne włosy były zaczesane do tyłu, ale wyglądały, jakby były mokre, a nie wystylizowane. Miał na ręce zegarek, który ukradł, jeszcze zanim poszedł siedzieć ostatnim razem, a na nosie okulary przeciwsłoneczne, które teraz zdjął i wrzucił do samochodu. Chociaż nie rozglądał się na boki, wydawało się, że szuka kogoś w tłumie nastolatków wychodzących ze szkoły.

– Jebaniutki – kontynuowała Danielle, kręcąc głową z dezaprobatą. – Po co pokazuje się tu w takiej furze? Przecież na kilometr śmierdzi kradzieżą.

Miles odwrócił głowę w naszą stronę, a jego mowa ciała od razu się zmieniła: znalazł tego, kogo szukał. Moje serce zaczęło walić jak szalone. Piątek. Przyjechał po pieniądze, których ja dla niego nie miałam. Mimo wszystko musiałam przyznać, że ta sytuacja była dziwna. Miles Wood powtarzał jak mantrę, że mam nikomu nie mówić, że się pieprzymy. Jeśli ktokolwiek by pytał, to nigdy z nim nie rozmawiałam. Miał dziwne przeświadczenie, że jakiekolwiek znajomości wychodzące poza grono rodzinne tylko utrudniłyby mu życie.

„Jakbyś dostała wezwanie na przesłuchanie w jakiekolwiek mojej sprawie, musiałbym cię zabić”, powiedział kiedyś, a ja do tej pory nie byłam pewna, na ile poważnie powinnam traktować tę groźbę.

Pomimo tego, co słyszałam już wiele razy, stał tu teraz na środku ulicy oparty o samochód i czekał, ignorując trąbiących na niego kierowców. Patrząc w naszym kierunku, skinął głową na auto i wsiadł do środka.

Nie mogłam złapać oddechu. Jak niby miałam wytłumaczyć Danielle, dlaczego zamierzam odjechać z Milesem? Tym bardziej że zdecydowanie tego nie chciałam. W głowie krążyło mi milion myśli jednocześnie. Rzucić się do ucieczki? Daleko bym na nogach nie zwiała. Wrócić do szkoły? Na pewno by go to nie powstrzymało.

Odwróciłam się do Danielle z otwartymi ustami, gotowa wypowiedzieć pierwszą lepszą wymówkę, jaka przyjdzie mi do głowy, gdy nagle odezwał się Aiden:

– No, to ten… Czas na mnie. – Pocierając kark, uśmiechnął się niezręcznie i zaczął kuśtykać w stronę samochodu Milesa.

Musiałyśmy mieć idiotyczne miny, obserwując, jak ten porządny chłopak z południa odjeżdża z najgorszym patusem z północy, bo gdy Tommy w końcu pożegnał się z kumplami, wyminął nas, udając, że nas nie zna.

– Mówię ci, coś tu śmierdzi – powiedziałam, podążając za Avą, która krzątała się po domu, bezskutecznie próbując doprowadzić go do porządku po całym tygodniu.

– Mówisz o szczurach czy znowu o tym chłopaku ze szkoły? – Wyminęła mnie po raz kolejny. Z każdym kolejnym razem, gdy przez przypadek weszłam jej w drogę, coraz głośniej sapała z irytacją.

Zrobiłam jej miejsce, a gdy skierowała się schodami w dół, poszłam w jej ślady niczym cień.

– Nowy chłopak mówi, że musi chodzić do tej szkoły, bo rodzice dają mu nauczkę za to, że wpadł w kłopoty, a tu ze szkoły odbiera go Miles Wood w kradzionym samochodzie?

Zatrzymałyśmy się, bo Ava zaczęła zbierać ubrania Toma porozrzucane na ostatnich stopniach.

– Nie masz pewności, czy jest kradziony – zauważyła.

– Oczywiście, że mam. Mówimy o Woodach.

– Tych samych strasznych Woodach, którzy zapowiadali, że kasa ma być do piątku? Bo z moich obliczeń wynika, że dziś już poniedziałek, a dług nadal niespłacony i nic się nie stało. – Ava wrzuciła ubrania do kosza na pranie i przeszła przez korytarz do kuchni.

– A z moich obliczeń wynika, że Penny ostatni raz pojawiła się tu w czwartek.

Moja siostra wzruszyła ramionami.

– No i?

– No i pewnie leży już martwa na dnie jeziora.

– Nie wiem jak ty, ale ja bym im za to podziękowała.

Uderzyłam dłońmi w blat kuchenny z frustracji.

Ava uniosła głowę spod zlewu.

– Co jest, Sky?

Przygryzłam wargę, tupiąc nerwowo w podłogę. Uważanie na słowa nigdy nie było moją mocną stroną.

– Po prostu… – Zaczęłam skubać etykietę na butelce piwa, która stała na blacie, Bóg wie od kiedy. – Wiesz, że ludzie mówią, że stary Wood zabijał ludzi, co nie?

– Stary Wood siedzi w więzieniu – odparła bez emocji, zawiązując worek na śmieci.

– Z więzienia też można wydawać polecenia. Poza tym wychodzi za tydzień.

– Info z pierwszej ręki?

To skutecznie zamknęło mi usta.

Uśmiechnęła się triumfalnie i wcisnęła mi w klatkę piersiową worek ze śmieciami, nie upewniając się, czy go złapię.

– Słuchaj, Sky. Nie musisz przejmować się problemami Penny, każdy wie, jaka ona jest, i nikt nie będzie od nas oczekiwał, że spłacimy jej dług. – Złapała mnie za ramiona i przychyliła się. – Skup się na nauce.

Nie było sensu z nią dyskutować, skoro moje argumenty do niej nie docierały. Podrzuciłam worek w rękach i ruszyłam w stronę drzwi.

– Wiesz, czym się chcę zajmować zawodowo, i wiesz, że szkoła nie ma z tym nic wspólnego – rzuciłam na odchodne.

Coś przeleciało obok mojej głowy. Ava zaczęła wygrażać się, że muszę skończyć szkołę.

W progu minęłam się z Danielle. Weszła do nas jak do siebie, ale żadna z nas nie była tym zdziwiona.

– Panny Grant, mam niesamowitą wiadomość. – Zatrzymała mnie, łapiąc za łokieć. – Pan Jones z końca ulicy właśnie zszedł na zawał. Idziemy go okraść, zanim przyjedzie policja?

Wyswobodziłam się z jej uścisku i fuknęłam z dezaprobatą.

– Udam, że tego nie słyszałam.

– Daj spokój, przecież był ultrastary. Na pewno chciałby, żebyśmy wzięły sobie jego wartościowe rzeczy, żeby nie trafiły do tych jego dzieci, co go odwiedzały raz na rok!

Wiedziała, że mnie nie przekona, więc przeniosła uwagę na moją siostrę.

– Lepsza panno Grant, idziesz?

– No pewnie – odparła Ava z entuzjazmem, wycierając ręce w spodnie. – Daj mi sekundę, dopiję kawę.

Zostawiłam je w kuchni same. Przeszłam przez nasze niewielkie podwórko za dom. Kubły na śmieci stały w samym końcu placu, jak najdalej od domu. Przez szelest worka coraz głośniej przebijały się jakieś głosy. Nie mogłam nic poradzić na hałas plastiku, więc po prostu szłam przed siebie.

Wyłoniłam się zza rogu i stanęłam jak wryta. Moja podświadomość przeszła w tryb paniki szybciej, niż ja sama zdążyłam przetworzyć, co się dzieje. Furtka z tyłu była otwarta, a za naszym niskim ogrodzeniem stał zaparkowany sportowy, czarny samochód z przyciemnionymi szybami. Drzwi od strony pasażera były otwarte, ale z miejsca, w którym stałam, nie mogłam dostrzec wnętrza auta. Jeden szczegół przykuł moją uwagę i doprowadził do szału. Z samochodu wystawał kawałek chłopięcej tenisówki, którą rozpoznałabym wszędzie, bo sama ją kupiłam.

Powinnam była przemyśleć, co zrobić. Najlepszym rozwiązaniem pewnie byłoby zakraść się tam po cichu i wyciągnąć mojego brata z samochodu. Niestety, instynkt przetrwania i absolutna panika ogarniająca całe moje ciało przejęły kontrolę.

– Tommy!

Wypuściłam worek z rąk i rzuciłam się biegiem przed siebie. Mój mózg był zaćmiony, widziałam przed sobą tylko ten mały kawałek stopy mojego młodszego brata. Czas zdawał się zwolnić, a ja pomimo lat doświadczenia w uciekaniu nie byłam wystarczająco szybka.

Silnik w samochodzie zaczął warczeć. W rozbiegu podparłam się jedną ręką o płot i przeskoczyłam nad nim. Przy lądowaniu lewa stopa wygięła się pod nienaturalnym kątem, ale moje podniesione tętno zagłuszało wszystkie czynniki zewnętrzne. Liczyło się tylko uratowanie brata. Wszystko inne wydawało się rozmyte i nieważne.

Tom został brutalnie wypchnięty z samochodu. Padł na ziemię, twarzą w dół z głośnym okrzykiem. Samochód ruszył z piskiem opon. W pośpiechu nawet nikt nie zamknął drzwi za chłopcem. W przypływie adrenaliny, kompletnie bezmyślnie, rzuciłam się do przodu.

Kierowca był szybszy albo ja niewystarczająco zwinna. Wpadłam prosto na drzwi od strony pasażera. Skutecznie domknęły się pod moim ciężarem. Siła, z jaką odbiłam się od nich, rzuciła mnie na trawę. Przetoczyłam się skulona, przyciskając ręce do żebra.

– Co się tu dzieje, do cholery?! – usłyszałam z oddali krzyk Avy.

Nie mogłam złapać oddechu, ale zmusiłam ciało do współpracy. Wymacałam na oślep Tommy’ego, unosząc się na łokciu. Siedział z głową wciśniętą między kolana. Jego chude ramiona trzęsły się niekontrolowanie.

– Hej – wychrypiałam, przysuwając się do niego. – Hej, już, jestem tu.

Objęłam go niezgrabnie, chowając jego wątłe ciało w uścisku. Tom nie wydawał z siebie żadnych dźwięków. Nie płakał, nie krzyczał. Po prostu się trząsł.

Ava wybiegła na drogę i przystawiła rękę do czoła, mrużąc oczy w kierunku, w którym odjechał samochód. Zaraz odwróciła się do nas z twarzą bladą jak ściana. Kucnęła przed Tomem. Jedną rękę położyła na jego kolanie, a drugą na mojej dłoni.

– Tommy. – Starała się mieć stanowczy ton głosu, ale przebijało przez niego drżenie. – Kto to był i czego od ciebie chciał?

Młody nie odpowiedział, ale prędzej czy później Ava coś z niego wyciągnie. Była lepsza ode mnie w opiekowaniu się bratem. Ja aktualnie bardziej przydałabym się gdzie indziej, bo byłam przekonana, że znałam odpowiedzi na oba jej pytania.

Poklepałam brata po plecach i ruszyłam biegiem do domu. Nic mnie nie bolało ani nie czułam zmęczenia. Gniew przejął nade mną kontrolę.

Wyciągnęłam spod kanapy łom i wypadłam na ulicę.

***

Waliłam pięścią w drzwi, aż na mojej skórze pojawiły się przetarcia. Nie było opcji, żeby nikogo akurat nie było w tym domu. Rodzina Wood mnożyła się jak wszy i tak samo też uprzykrzała życie. Ktokolwiek z nich stanie na mojej drodze, będzie mieć przejebane. Z moją rodziną się nie zaczyna.

W końcu rozległy się głośne kroki i jeszcze głośniejszy zirytowany głos:

– Co jest, kurwa mać, posrało kogoś? – Miles Wood otworzył drzwi tak mocno, że uderzyły w ścianę.

Na mój widok zmarszczył brwi i już otwierał usta, by powiedzieć coś głupiego, gdy bezceremonialnie zamachnęłam się łomem.

– O ja pierdolę! – krzyknął i zrobił unik.

Moja broń zderzyła się z framugą. Kurz i odłamki drewna spadły na ziemię.

Miles wyciągnął ręce w idiotycznej próbie wyrwania mi go z ręki. Zrezygnował jednak z tego pomysłu, gdy zamachnęłam się ponownie, celując w jego głowę. Puścił się biegiem w głąb domu.

Uznałam to za zaproszenie. Przekroczyłam próg i podążyłam za dźwiękiem kroków.

Co za idiota ucieka na piętro?, pomyślałam, pokonując stopnie.

W którymś momencie kroki przycichły i zrobiło się całkowicie cicho. Za cicho. Wychyliłam głowę na korytarz.

Panował tu jeszcze większy syf niż u mnie. Rozkład pomieszczeń był bliźniaczo podobny do tego w moim domu. Stałam w wąskim korytarzu, z którego wychodziły drzwi do pokojów. Te na końcu korytarza przykuły moją uwagę. Były niedbale przemalowane na czarno, a na samym środku wisiał przyklejony plakat przedstawiający człowieka bez głowy. Miałam nadzieję, że nie prawdziwego, ale wykreowanego komputerowo.

Chwyciłam łom w obie dłonie i położyłam na ramieniu. Powoli przemierzałam korytarz, uważając, by ani kroki, ani nawet oddech nie zdradziły mojego położenia. Zaglądałam do pokoi, których drzwi były otwarte, ale nie próbowałam swoich szans z zamkniętymi. Wolałam nie wiedzieć, co mogłabym tam znaleźć.

Dotarłam na koniec korytarza. Pulsowało mi w skroniach i nie myślałam o żadnych konsekwencjach. Położyłam jedną rękę na klamce.

Wtedy poleciałam do przodu, gwałtownie pchnięta na drzwi. Ktoś oparł na mnie ciężar ciała, uniemożliwiając ruchy, i szarpnął gwałtownie za narzędzie do walki, które kurczowo trzymałam w ręce. Gdy nie odpuściłam, rąbnął mnie w zgięcie łokcia. Jęknęłam, a palce mimowolnie się wyprostowały. Odrzucił łom gdzieś w bok. Chociaż wierzgałam z całych sił, wszystko działo się za szybko na jakąkolwiek reakcję. Drugą rękę napastnik położył na moich ustach. Biłam go na oślep, wyrzucając ręce do tyłu tak daleko, jak tylko mogłam. W końcu chwycił mnie w pasie, obrócił nas i wrzucił mnie za czarne drzwi do pokoju. Zatoczyłam się do przodu i upadłam na kolana, uderzając twarzą o materac na łóżku Milesa. Już miałam się podnosić, gdy ciężka ręka opadła na mój kark, uniemożliwiając wstanie na nogi.

– Nawet o tym nie myśl.

Głos Milesa często powodował u mnie przyspieszone bicie serca, ale niekoniecznie w ten sposób. Użyłam wszystkich sił, które mi pozostały, by wyswobodzić się spod jego ręki. Sapałam, wierzgałam i kopałam na oślep, ale bez żadnego rezultatu.

– Uspokoisz się czy mam ci w tym pomóc?

– Pierdol się, Miles! – wrzasnęłam najgłośniej, jak umiałam. – Już nie żyjesz, jesteś jebanym żywym trupem, rozumiesz?!

Zacisnął dłoń na moich włosach i szarpnął, zmuszając, bym uniosła głowę. Wcisnął ją z powrotem w materac, uniemożliwiając mi nie tylko mówienie, ale i nabieranie powietrza. I tak już oddychałam płytko z emocji i wysiłku, więc szybko zaczęłam panikować.

– Zamknij się – wycedził szeptem przez zaciśnięte zęby. – Nie powinno cię tu być. Nikt cię nie może usłyszeć. Rozumiesz to?

Nie mogłam odpowiedzieć. Ponownie zaczęłam wierzgać, ale teraz była to niekontrolowana reakcja organizmu, desperacka próba znalezienia dostępu do tlenu.

Przetrwać.

Miles pochylił się nade mną.

– Wiesz, że mógłbym cię teraz zabić, gdybym chciał – powiedział lodowatym tonem i wzmocnił uścisk na moich włosach.

Dopiero teraz to sobie uświadomiłam. Naprawdę mógł zrobić, co chciał. Nikomu nie powiedziałam, że tu idę. Nikt nie wiedział nawet, że się znamy. Tylko czy byłby do tego zdolny? Wiedziałam, co mówi się o nim w dzielnicy. Ile z tego było prawdą?

– Oto co się teraz wydarzy – kontynuował. – Puszczę cię, a ty przestaniesz się rzucać, przestaniesz się drzeć i spokojnie wyjaśnisz, dlaczego wparowałaś tu z łomem jak jebana psychopatka. – Jak powiedział, tak zrobił.

Oderwałam się od łóżka tak gwałtownie, że przewróciłam się na podłogę. Położyłam się na plecach i objęłam dłońmi za szyję. Przez moje łapczywe próby złapania oddechu z gardła zaczęło wydobywać się dziwne świszczenie. Żołądek zaczął podchodzić mi do gardła. Gdyby była w nim jakaś porządna treść, pewnie bym zwymiotowała.

– Powoli, tlenu starczy dla wszystkich – powiedział.

Do mojego ciała zaczęły dopływać bodźce z zewnątrz. Chwilę trwało, zanim doprowadziłam się do porządku. W oczach stanęły mi łzy, nad którymi nie miałam kontroli. Zacisnęłam mocno powieki, bo prędzej dałabym się nabić na pal, niż zapłakała w obecności Milesa Wooda.

W końcu mój oddech wrócił do normy, czego nie do końca można było powiedzieć o stanie psychicznym. Podciągnęłam się do pozycji siedzącej.

Spojrzenie Milesa było we mnie wbite bez ruchu, przez co przeszły mnie zimne dreszcze. Szybko odwróciłam wzrok. Brunet wstał, a ja cała się spięłam, przygotowana na kolejny atak. Miles jednak wyjął z biurka paczkę papierosów. Odpalił tylko jednego i wrzucił zapalniczkę do szuflady. Zaciągnął się.

Obserwowałam każdy jego krok, napinając się coraz bardziej, gdy szedł niespiesznie w moją stronę.

Kucnął przede mną, a gdy nasze oczy się spotkały, wypuścił dym prosto w moją twarz.

Rozgoniłam szarą chmurę, której zapach tak lubiłam.

– Może wygrałeś tę bitwę, ale przegrasz wojnę – zapewniłam. – Nie daruję ci tego, Miles. Zabiję cię. Poderżnę ci gardło, jak będziesz spać. Utnę ci fiuta i wsadzę do gardła, żebyś się nim udusił.

Miles machnął ręką lekceważąco.

– Gdybym dostawał dolara za każdym razem, gdy to słyszę… – Pochylił się w moim kierunku i wsadził mi swojego papierosa do ust. Usiadł na podłodze naprzeciwko mnie, opierając się plecami o ramę łóżka. Wyrzucił ręce w powietrze, uwalniając frustrację. – Co jest grane, gwiazdo?

Dym papierosowy nieprzyjemnie podrażnił mi płuca, ale ukoił nerwy. Przetarłam twarz.

– Rozpoznałam ten samochód.

Nie wiem, jakiej reakcji oczekiwałam, ale nie otrzymałam żadnej. Miles był tak obojętny, jakbym była przezroczysta.

– Nic nie masz mi do powiedzenia?

Cisza. Beznamiętność. Chłód.

– Miles, wiem, że to byłeś ty.

To nie na moje nerwy. Z całej siły kopnęłam go w kostkę.

– Aua! – Zgiął się wpół, chwytając za nogę.

– Próbowałeś zastraszyć mi brata, a teraz nie masz nic do powiedzenia?!

Miles wbił we mnie lodowate spojrzenie. Wysunął się do przodu.

– Muszę zadać ci pytanie, ale jeśli mnie znowu zaatakujesz, to przysięgam na Boga, że spuszczę ci łomot twoim własnym łomem.

– Boga nie ma w tym domu.

– Skylar – uciął twardo. – Jesteś teraz naćpana?

Wybuchnęłam śmiechem, w którym nie było ani krzty rozbawienia. Przestałam, gdy poczułam promieniujący ból w żebrach.

– Nie, Miles. Nie będziemy robić ze mnie wariatki. Nie dam ci się omotać.

– Sama z siebie robisz wariatkę.

– Powiedział największy psychopata w północnej części Foxville.

Znienacka złapał mnie za uda i przyciągnął bliżej siebie. Od razu go odepchnęłam, ale gdy jego ręka zacisnęła się na moim karku, a nasze oczy się spotkały, zobaczyłam w nich stanowczość, która kazała mi się nie ruszać.

– Sytuacja wygląda tak: jak dla mnie to możesz histeryzować nawet i całą noc, wszystko mi jedno. Ale nie wyjdziesz stąd, dopóki nie powiesz, o co ci chodzi – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Jestem zajętym człowiekiem, gwiazdo. Jeśli się nie uspokoisz, będę zmuszony zabrać cię na interwencję. A wtedy możesz być współwinna czegoś, czego nie chciałabyś być nawet świadkiem.

Przełknęłam ślinę.

Miles puścił moją głowę i wstał, nie dając mi szansy na odpowiedź.

– Przyniosę ci piwo, może będziesz łatwiejsza. W rozmowie, oczywiście. – Wyminął mnie i przeszedł przez drzwi.

Dopiero gdy usłyszałam skrzypnięcie schodów, wróciłam do rzeczywistości. Wstałam na nogi, gotowa za nim podążyć. Z krzykiem upadłam z powrotem na podłogę. Moja lewa stopa pulsowała niemiłosiernie, jakby ktoś wbił w nią gwoździe. Podwinęłam materiał jeansów i przeklęłam pod nosem. Moja kostka była dwukrotnie większa, niż powinna, i zaczynała sinieć.

– Świetnie – mruknęłam sama do siebie.

Ostrożnie oparłam się o biurko i podciągnęłam do góry. Podskakując na prawej nodze, opuściłam pokój Milesa. Na korytarzu schyliłam się po łom i użyłam go jako laski do podparcia. Skierowałam się pokracznie schodami w dół. Powoli dochodziło do mnie, w jak tragicznym byłam stanie. Żebra bolały mnie przy każdym ruchu. Starałam się panować nad oddechem, bo wtedy mniej to czułam.

– Dokąd to się wybieramy, gwiazdo?

Miles stał na parterze z dwoma piwami w rękach.

– Ani słowa – warknęłam. – Mam skręconą kostkę, nie dam rady się tam wdrapać z powrotem.

Milczał, gdy go wyminęłam i skierowałam się do salonu. Opadłam ciężko na kanapę, z której uniosła się warstwa kurzu. Wyciągnęłam obolałą nogę na stolik.

Miles podał mi piwo i usiadł w fotelu naprzeciwko.

– Wiem, że to ty nagabywałeś dziś mojego brata. Domyślam się, że chodzi o pieniądze, które wisi twojemu ojcu Penny, ale, do cholery, Miles, to jest dziecko. Zrobiłeś mu krzywdę i psychiczną, i fizyczną. I ci tego nie daruję.

– To poważne oskarżenia – stwierdził spokojnie.

– Co mu nagadałeś, skurwielu? Był roztrzęsiony.

Miles powoli uniósł do ust butelkę i wziął duży łyk.

– Biorąc pod uwagę, że nigdy nawet nie widziałem gnoja na oczy, odpowiedź brzmi: nic.

Zacisnęłam zęby.

– Nie jestem w nastroju do tych przepychanek, sam chciałeś rozmawiać.

– Zdecydowanie nie chcę z tobą rozmawiać, Skylar. Jesteś rozhisteryzowana i impulsywna. Jakbym miał wybór, to wolałbym się teraz z tobą pieprzyć, ale obawiam się, że wydrapałabyś mi oczy.

– Wal się, Miles. To jest dla ciebie żart?

– Ty mi powiedz – odparł niezainteresowany, wyciągając się w fotelu. – Nadal nie wiem, dlaczego z góry założyłaś, że to ja, i bez słowa wyjaśnienia chciałaś mi rozwalić głowę.

Postawiłam butelkę z hukiem na stole, a zawartość porozlewała się na boki.

– BO ROZPOZNAŁAM JEBANY SAMOCHÓD. Ten sam, którym przyjechałeś pod moją szkołę, pajacu.

Przez kamienną twarz Milesa przebiegł jakiś cień.

Zamarłam, przypatrując mu się. Jego reakcje mówiły więcej niż słowa. Nie mogłam nic przegapić.

Uchylił lekko usta i nabrał powietrza, ale nie przemówił. Zamknął je z powrotem. Zmarszczył brwi i wstał.

– Hej! – krzyknęłam.

Miles odwrócił się w progu.

– Sprzedałem to auto dzisiaj rano.