Mądrzy rodzice, mądre dzieciaki - Jolanta Kucharczyk - ebook

Mądrzy rodzice, mądre dzieciaki ebook

Jolanta Kucharczyk

0,0
18,75 zł

Opis

Dziecko to nie choroba. Nie ma na nie lekarstwa. Żadne rady, poradniki i filmy nie zawierają na nie recepty. To czemu ma służyć moja książka? Chciałam uświadomić rodzicom, że każde dziecko jest zjawiskiem. Jest zjawiskiem pięknym, niepowtarzalnym, gwałtownym, zmiennym – i przemijającym na zawsze. Nasz czas obserwacji i oddziaływania jest niezwykle krótki. Składają się na niego chwile, zmieniające się sytuacje i krótkotrwałe zdarzenia.

    Nie będę Ci mówić, jak masz wychowywać swoje dziecko. Myślę, że wiesz to najlepiej. Pragnę jedynie pozbawić Cię wątpliwości i lęków, które towarzyszą rodzicom nierzadko przez długie lata. Chcę, byś miał pewność, że nikt nie może Cię zastąpić, a Twoja praca ma bezcenną wartość.

     Z wykształcenia jestem magistrem inżynierem zootechnikiem, nauczycielem dyplomowanym chemii i biologii. Skończyłam studia podyplomowe na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu (chemia), aktualnie kończę studia podyplomowe z dziedziny dysleksji i terapii pedagogicznej. Nauczyciel to mój drugi zawód, wykonywany z zamiłowaniem i z pełną świadomością, iż daleko mi do ideału nauczyciela. Wiem, że nauczyciela można wykształcić, jednak intuicja, wrażliwość i talent to dar Boży, który nie staje się udziałem większości. Jestem niestety wrogiem polskiego publicznego systemu edukacji w obecnym kształcie. Szkoła to w mojej ocenie zło konieczne, jak ospa, którą trzeba przechorować. Przykro mi, ale mam uraz. Byłam świadkiem wielu osądów i wyroków, które przesądzały o losach dzieci. Ich autorami byli mali, nieświadomi konsekwencji swoich decyzji ludzie. Mimo moich protestów zawsze mieli przeważający głos.  Nie pasuję do polskiego modelu nauczyciela, przynajmniej mam nadzieją, że tak właśnie jest. Ciągle wierzę w intuicję podpowiadającą kobietom, również tym niewykształconym, jak wychować swoje dzieci na wartościowych, szczęśliwych ludzi. Myślę, że wiedzą to lepiej niż niejeden utytułowany profesor pedagogiki.

Jolanta Kucharczyk

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 100




Redakcja:

Elżbieta Mamczarz

Korekta:

Zespół Wydawnictwa Varsovia

Redakcja techniczna:

studio KARANDASZ

Opracowanie graficzne okładki i książki:

studio KARANDASZ

Grafika na okładce i w książce:

fotolia.pl

Copyright © 2013 by Wydawnictwo Varsovia

Książka, ani żadna jej część, nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

W sprawie zezwoleń należy zwracać się do:

Wydawnictwo VARSOVIA

e-mail:[email protected]

www.varsovia.biz

ISBN 978-83-61463-15-3

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Spis treści

List do czytelnika

Tytułem wstępu

Jakie będzie Twoje dziecko?

Bądź tolerancyjny

Na przegranej pozycji

Zdążyć przed innymi!

Poświęcać się czy nie?

Być pewnym swoich racji

Obserwuj uważnie

Poczucie wartości

Wkraczaj zdecydowanie

Stawiaj wymagania

Kumpel własnego dziecka

Odpuść czasem

Stres jest potrzebny!

Mów prawdę

Własna przestrzeń

Rozwijaj swoje pasje

Zwierzęta w domu

Nie załamuj rąk

Nie bój się mówić o śmierci

Akceptuj wybory własnych dzieci

Pozwól dziecku wybierać i trwać przy własnym wyborze

Dobrze jest mieć własne zdanie

Na wszystko jest sposób

Ucz się od dzieci

Szacunek

Za wszystko, co zechciał mi ofiarować

Najważniejsza z ról

Koniec, który może będzie początkiem

Przypisy

Inne tytuły

List do czytelnika

Szanowni Państwo.

Chciałbym polecić Państwa uwadze książkę Mądrzy rodzice, mądre dzieciaki…, którą można czytać na dwa sposoby. Mogą ją Państwo potraktować jak zbiór porad doświadczonej pedagog, która w ciągu dwudziestu pięciu lat pracy otrzymała dwadzieścia nagród, poznała tysiące dzieci, setki rodziców i zrozumiała zależności między modelem wychowania a sukcesem podopiecznych. Zbiór porad mądrych, bo prostych. Pisanych bez kompleksów, ale także bez moralizatorstwa i pretensjonalności. Ale mogą też Państwo poświęcić książce trochę więcej uwagi i odnaleźć ukrytą między wierszami piękną i ciepłą historię dobrego człowieka i wspaniałej matki.

Moja pewność jej dobroci wynika z tego, że nie raz widziałem, jak całym sercem angażuje się w zadania, za które wzięła odpowiedzialność, bez gwarancji sukcesu czy nagrody (choć nagrody też się zdarzały – jeden z wychowanków zadedykował jej pracę magisterską z dziedziny nauki, której podstaw uczyła go jeszcze w podstawówce, i poprosił, żeby została matką chrzestną jego córki).

Wiem też, że jest świetną matką, bo doskonale spisała się, wychowując swoje dzieci, mimo że los zrzucił jej na barki dwa przytłaczające przypadki: jednego syna upartego, obdarzonego niezachwianym przekonaniem, że jeśli pragnie się dokonać czegoś niemożliwego, wystarczy spróbować jeszcze raz… i jeszcze raz… i jeszcze raz… (choć uczciwość każe mi przyznać, że zwykle kończyło się to sukcesem), i drugiego syna, całkowicie pozbawionego pokory (choć też nie bez przyczyny).

Niezależnie od tego, którą metodę Państwo wybiorą, i tak otrzymają Państwo nagrodę, którą ta książka w sobie zawiera, a która już jest w posiadaniu Autorki – przekonanie, że jej dzieci są na dobrej drodze, by być szczęśliwe!

Z całego serca polecam

Syn Niepokorny

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

Tytułem wstępu

Ta książka to zbiór refleksji na temat relacji rodzice – dzieci. To także zbiór obserwacji, których dokonałam w swoim życiu osobistym i zawodowym, dotyczących kształtowania postaw u dzieci i rozwoju ich osobowości. Są to moje wnioski na temat doskonalenia siebie w roli mądrego rodzica, świadomie wychowującego dzieci.

Nie będę Ci mówić, jak masz wychowywać swoje dziecko. Myślę, że wiesz to najlepiej. Pragnę jedynie pozbawić Cię wątpliwości i lęków, które towarzyszą rodzicom nierzadko przez długie lata. Chcę, byś miał pewność, że nikt nie może Cię zastąpić, a Twoja praca ma bezcenną wartość.

Moje refleksje zrodziły się w ciągu trzydziestoletniego stażu rodzicielskiego, małżeńskiego i nauczycielskiego. Dopiero teraz mam czas, by je pozbierać, uporządkować i ocenić. Wychowałam dwóch synów. Jeden z nich przeżył wylew krwi do mózgu, paraliż i afazję głęboką po wypadku samochodowym w dziesiątym roku życia. Do dziś boryka się ze skutkami tego zdarzenia. Uczestniczyłam w wychowaniu trójki moich siostrzeńców, osieroconych po tragicznej śmierci matki, pozostających pod opieką ojca. Poznałam tysiące dzieci, pracując w różnego typu szkołach. Rozmawiałam z wieloma rodzicami. Poznałam historie wielu rodzin. Miałam możliwość obserwowania, jak na przestrzeni lat kształtowały się losy nie tylko moich dzieci, ale i moich uczniów. Obserwowałam rozwój dzieci moich przyjaciół i ich samych borykających się z trudami rodzicielstwa. Mogłam ocenić, jak działania wychowawcze rodziców wpłynęły na ich dalsze życie.

Czy uniknęłam błędów w wychowaniu swoich dzieci? Oczywiście, że nie. Popełniłam ich mnóstwo! Mam tego świadomość, mam także pewność, że miałam prawo je popełnić. Dlaczego? Bo żaden z nich nie wynikał z mojego lenistwa czy zaniedbania. W mojej ocenie jest to jedyne usprawiedliwienie rodzicielskich błędów. Po prostu działaj, próbuj, ucz się. Nawet jeśli zrobisz mnóstwo błędów, to i tak zawsze jest to lepsze od zaniechania! To nas wzbogaca i rozwija.

Po prostu działaj, próbuj, ucz się. Nawet jeśli zrobisz mnóstwo błędów, to i tak zawsze jest to lepsze od zaniechania!

Aby skorzystać z tego, co napisałam, musisz mieć świadomość tego, że w roli rodzica jesteś niezastąpiony. Nie istnieje osoba czy instytucja, która jest w stanie zająć Twoje miejsce.

W roli rodzica jesteś niezastąpiony. Nie istnieje osoba czy instytucja, która jest w stanie zająć Twoje miejsce.

Tylko na Tobie spoczywa ten obowiązek i odpowiedzialność. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Nie zrobi tego za Ciebie ani szkoła, ani psycholog, ani Kościół. To ty kształtujesz proces wychowawczy. Im więcej wiesz, tym lepiej dla Ciebie i dla Twoich dzieci. Trudno cofnąć błędy, które się popełniło. Oznacza to, że ich liczbę trzeba ograniczyć do minimum. Trzeba być świadomym, dyskretnym obserwatorem i jednocześnie aktywnym uczestnikiem procesu wychowania. Jeśli nie jesteś leniwy, bierny i bezmyślny, będziesz umiał właściwie wykorzystać wszelką dostępną Ci wiedzę. Może po wielu latach usłyszysz od swoich dzieci: „Spisałeś się na medal. To dzięki Tobie…”.

Lidii Murlik dziękuję za przyjacielskie wsparcie, pomoc i czas mi poświęcony.

Jakie będzie Twoje dziecko?

Zaplanuj je sobie.

To nie tak jak myślisz! Nie planuj jego wyglądu czy poziomu IQ. To może okazać się niebezpieczne. Nie planuj dziecku drogi życiowej. Zrobi to świetnie samo, bez Twojej podpowiedzi, pod jednym warunkiem: że mu na to pozwolisz. „To co właściwie mam planować?”. Odpowiem najprościej jak potrafię. Zaplanuj człowieka (żeby nie było wątpliwości – płeć nie ma znaczenia). Wyobraź sobie osobę, człowieka dorosłego. Człowieka, który by Cię zainteresował. Człowieka, któremu można zaufać. Kogoś, kto ma przyjaciół, rodzinę, cieszy się szacunkiem. To Ty decydujesz, jakie wartości będzie uznawał. Od Ciebie zależą jego przyszłe poczynania. Masz już pełny obraz. Piękny, prawda?

Wyobraź sobie osobę, człowieka dorosłego. Człowieka, który by Cię zainteresował. Człowieka, któremu można zaufać. Kogoś, kto ma przyjaciół, rodzinę, cieszy się szacunkiem.

„Co dalej?” – zapytasz. No właśnie. Teraz ta trudniejsza i twórcza część planu – jego realizacja. Obraz człowieka, który powstał w Twojej głowie, okaże się bardzo przydatny. Zawsze gdy jako rodzic będziesz się zastanawiać, czy postąpiłeś właściwie, wróć do niego. Przypomnij sobie człowieka, którego wymyśliłeś. Odpowiedz sobie na pytanie, czy moje decyzje zbliżą dziecko do tego zbudowanego wcześniej ideału. A może całkiem odwrotnie? Może moje postępowanie burzy podstawy tego ideału i cofam się w pół drogi? Jeśli dojdziesz do takiego wniosku, zmień najpierw swoje postępowanie, a później dopiero zachowanie dziecka.

A jeśli już masz dziecko? Przypomnij sobie okres oczekiwania na jego narodziny. Z całą pewnością miałeś już wówczas jakieś wyobrażenie o nim. Teraz będzie Ci łatwiej do tego powrócić. Znasz temperament i predyspozycje własnego dziecka. Jesteś przecież dobrym obserwatorem. Jeśli tak nie jest, naucz się je obserwować w różnych sytuacjach i spróbuj je poznać.

W dążeniach do celu pamiętaj o najważniejszym. Nie wychowujesz dziecka dla siebie. To stara prawda, o której rodzice mimo wszystko wciąż zapominają. Wychowujesz swoje dziecko dla innych, dla społeczeństwa, dla wnuków. I nie mów, że to niesprawiedliwe. Dziecko nie zastąpi Ci partnera, przyjaciół czy pasji i zainteresowań. Będzie oczywiście uczestniczyć w Twoim życiu w mniejszym lub większym stopniu, ale nie będzie Ci go organizować. Popatrz na swoje dziecko jak na kogoś, kto zagościł na dłużej w Twoim życiu. To, co mu w tym czasie ofiarujesz, zabierze ze sobą.

Nie wychowujesz dziecka dla siebie.

Kiedy będziesz mógł powiedzieć, że byłeś dobrym rodzicem? Tylko wówczas, gdy innym ludziom będzie dobrze z Twoim synem lub córką. Gdy Twoje dziecko z pasją i ciekawością podejdzie do czekających je zadań i poradzi sobie z trudnościami. Gdy sprawdzi się jako mąż lub żona. Gdy samo stanie się mądrym rodzicem. A gdzie jest miejsce dla Ciebie? Pamiętaj, że zawsze z boku.

A gdzie jest miejsce dla Ciebie? Pamiętaj, że zawsze z boku.

Nie Twoje racje będą się wtedy liczyły. Swoje dzieło kończysz wówczas, gdy dziecko dorasta. Mój syn ujął to kiedyś słowami: „Wszystko, co mogliście zrobić, już zrobiliście. Teraz decyzje, które mnie dotyczą, podejmuję sam i sam ponoszę ich konsekwencje”. Czy miał rację? Zdecydowanie tak. Nasza praca dobiegła końca. Teraz syn musi żyć na własną odpowiedzialność, a życie pokaże, czy nasze działania były skuteczne.

Kiedy łatwiej dziecku obrać własną drogę? Zawsze, gdy ma pewność, że i Ty masz coś, co jest dla Ciebie ważne, że zbudowałeś swoje życie, wiedząc, że dziecko ma prawo odejść. Zawsze powtarzam własnym dzieciom, uczniom i słuchaczom: dzieci są gośćmi w moim domu. Gośćmi, którzy siedzą długo, czasem sprawiają kłopoty, kosztują dużo i zawsze są mile widziani – ale kiedyś odejdą.

Dzieci są gośćmi w moim domu. Gośćmi, którzy siedzą długo, czasem sprawiają kłopoty, kosztują dużo i zawsze są mile widziani – ale kiedyś odejdą.

Tak jak każdy z gości, mogą wyjść z Twojego domu bogatsze duchowo, silne psychicznie i szczęśliwe. Mogą też opuścić dom w gniewie i złości, zachowując urazy na długie lata. To właśnie zależy od Ciebie! To tak jak z planowaniem wizyty przyjaciół. Dokładasz wszelkich starań, często mimo braku czasu, zmęczenia czy gorszego nastroju. Później zwykle jesteś zadowolony. Do niczego więcej Cię nie namawiam. Zaplanuj wizytę dziecka w swoim domu. Gościem jest tak długo, jak długo będzie tego potrzebowało. Pozwól, by odeszło, gdy uzna, że jest gotowe. I żeby wracało, ciesząc się perspektywą radosnego spotkania.

Bądź tolerancyjny

Słyszysz całe życie, że trzeba być tolerancyjnym. Czy taki jesteś? W mojej ocenie ludzie tolerancyjni to rzadkość. Trudno nam się pogodzić z faktem, że ktoś postępuje inaczej, myśli inaczej, a nawet wygląda inaczej. Lubimy proste schematy. Równocześnie jednak zachowujemy świadomość tego, że brak tolerancji jest źle odbierany przez nasze otoczenie. Zaczynamy udawać. Głośno mówimy o potrzebie tolerancji i wszystko jest OK. Czujemy się lepiej.

Pewnego dnia rodzi nam się dziecko. Od tej chwili nasza tolerancja zostaje wystawiona na ciężką próbę. Dziecko rośnie i szybko zaczyna ujawniać swoje predyspozycje, zdolności i temperament. Okazuje się wówczas, że nie taki miałeś plan. Nie tak to obmyśliłeś. Miałeś tyle pięknych wyobrażeń, do których niestety Twoje dziecko nie przystaje. Dlaczego nie wpasowało się w Twoje plany? Powodów może być wiele: wygląd, wzrost, temperament, zdolności. Rodzicom trudno to zaakceptować, choć często udają, że nie stanowi to żadnego problemu.

Pisałam wcześniej, że powinieneś zaplanować sobie dziecko. Jak najbardziej – zaplanować człowieka, a nie jego zdolności czy predyspozycje. Gdy dziecko pojawi się w Twojej rodzinie, czeka Cię najtrudniejsza lekcja w życiu. Lekcja tolerancji. Nie będzie to niestety krótka lekcja. Jak sądzę, potrwa całe życie.

Jestem osobą dość porywczą, szybką w działaniu. Urodziłam syna, który jest powolny. Robi wszystko z rozwagą i skupieniem, zawsze planuje swoje czynności. Potrzebuje trochę więcej czasu. Niby żaden problem. Oczywiście, jednak tylko do chwili, gdy nigdzie się nie spieszyłam! Trzeba przecież było dotrzeć na czas do przedszkola i żłobka, no i zdążyć do pracy. Wiele razy poganiałam synka, wydawałam mu kilka poleceń równocześnie. Działał wówczas jeszcze wolniej. Gubił się w chaosie spraw do wykonania. W końcu znalazłam proste rozwiązanie. Wszystkie zadania dawałam synowi odpowiednio wcześniej. Pomogło. Często jednak myślałam: jaka szkoda, że jest taki powolny, żeby tak działał choć troszkę szybciej.

Mój mąż zawsze powtarza: „Uważaj, o co prosisz. Życzenia się spełniają”. Miał rację. Doczekałam się. Urodziłam drugiego syna. Teraz to się dopiero zaczęło! Gdy tylko opuścił swoje łóżeczko, dał nam popalić. Był wszędzie: na parapecie okna, na stole, na oparciu fotela, wisiał na framudze drzwi. Rozmawiając z nami, nieoczekiwanie robił fikołka lub salto i wracał do rozmowy jakby nigdy nic. Przez nasz dom przetaczało się istne tornado. Efekt był taki, że na jedno dziecko stale czekaliśmy, jednocześnie ciągle ścigając drugie.

Nie