Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Ile jesteś w stanie poświęcić, by osiągnąć cel? Róża doskonale wie czego chce i jest gotowa ofiarować wiele, nawet swoją tożsamość. Sytuacja na pozornie niewinnym wyjeździe sprawia, że lis w kurniku może zostać zdemaskowany. Przewrotny kryminał, który pozostawia czytelnika z szeregiem refleksji.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 17
Rok wydania: 2023
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Wyczuwam obcego, jak tylko się do nas dosiada.
Nie chodzi o to, że nigdy wcześniej go nie spotkałam.
Oliviera przecież też znam zaledwie od dwóch tygodni. Ale o jego istnieniu wiem od dawna – z plotek Koko, z Facebooka, z Instagramu. Wiem, że na stałe mieszka we Francji i studiuje na Sorbonie. Kolekcjonuje zabytkowe papierośnice i przyrządza najlepszą potrawkę z dzika, najchętniej przez siebie upolowanego.
O obcym nie wiem natomiast nic. Nie należy do towarzystwa. Nie mam pojęcia, skąd się tu wziął. W tym klubie, przy naszym stoliku, wśród nas. Siada między Koko i jej młodszym bratem Frankiem, jakby to miejsce czekało na niego.
Mówi, że ma na imię Karol, dla znajomych Lolek. Jest tak pewny siebie i bezczelny, jak tylko może być ktoś, kto ma mnóstwo pieniędzy, i to raczej tych starych. A jednak jestem przekonana, że obcy kasy nie ma. Ani starej, ani nowej. Kilka stów na karcie i słój z miedzią na lodówce. Jest w jego posta-wie pewna niezgrabność, której nie zatuszuje wystudiowana nonszalancja. Coś, co zdradza, że dorastał w otoczeniu plastikowych paprotek, uwędzony w dymie tanich fajek, karmiony parówkami i białym chlebem powszednim. Mam ochotę go zapytać, ile okazów liczy rodzinna kolekcja puszek po piwie, wieńcząca serwantkę w salonie. Uśmiecham się tylko. Sam wkrótce zrozumie, że pomylił galaktyki. Zauważam delikatne przetarcie na łokciu drogiej marynarki. Każdy z moich znajomych już dawno oddałby tę szmatę tak zwanym biednym.
Oj, oj, oj, chłopczyk kupił kostium supermana w spożywczym dyskoncie i myśli, że daleko pofrunie. I może nawet posunie jakąś dziedziczkę. A jak mu się naprawdę poszczęści, to nieszpetną. W pewnym momencie, gdy nasze spojrzenia się spotykają, obcy mruga do mnie poufale. Chyba oszalał.
Nawet mi się nie chce marnować pogardliwego grymasu na tego prostaka.
Olivier zamawia u kelnerki jeszcze dwie butelki różowego Moët & Chandon. Wie, że to mój ulubiony. Ale ja oznajmiam, że jestem zmęczona, i jadę do domu.
Olivier nie kryje zawodu, ale wychodzi ze mną przed lokal, aby dotrzymać mi towarzystwa. Czekamy na taksówkę.
Ulicę spowija gęsta, grudniowa, wilgotna mgła. On opowiada o swojej chatce w górach, wybieramy się tam wszyscy następnego dnia. Uśmiecham się, rzucam jakiś żart, ale tak naprawdę nie słucham. Nie mogę przestać myśleć o obcym.
Kim jest? Co tu robi? Coś mi się bardzo w nim nie podoba.
