Kupidyn - Monika Rępalska - ebook + książka
BESTSELLER

Kupidyn ebook

Rępalska Monika

4,1

Opis

Co zrobisz, gdy osobie, którą kochasz, zostanie kilka dni życia?

Brooke James jest odnoszącą sukcesy agentką FBI. A przynajmniej do czasu pewnej sprawy, która staje się jej osobistym koszmarem.

Co roku w walentynki równo o dziesiątej Brooke otrzymuje prezent. Piękne pudełko z ludzkim sercem. Nie można zidentyfikować sprawcy, który już od jakiegoś czasu bawi się z nią w kotka i myszkę. Mijające godziny to kolejne ofiary, a agentka zupełnie nie zbliża się do rozwiązania sprawy. Czternasty lutego, dzień zakochanych, to dla pięknych blondynek zamieszkujących stan Kolorado dzień śmierci.

Brooke jest w stanie pokonać wszystko, by tylko zdążyć, ale czy jej się uda?

W tym roku walentynki nie będą szczęśliwe, lecz krwawe.

A ty uważaj, komu oddajesz serce.

 

Wciągający, szorstki, krwawy i pełen napięcia ,,Kupidyn" wyzwoli w waszej duszy najgorsze pragnienia. Monika Rępalska w zupełnie innej, mrocznej odsłonie sprawi, że będziecie chcieli więcej. - Gypsy_Girl_Recenzuje - Ewelina Pańczyk

 

Kolejna, intrygująca i niepokojąca książka autorki bestsellerów "Zniszczona" i "Anioły ciemności. Piekielna miłość" bez reszty wciągnie Was w swój świat!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 222

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,1 (177 ocen)
88
43
25
14
7
Sortuj według:
Kasiaweronika177
(edytowany)

Nie oderwiesz się od lektury

Książka bardzo fajna szybko i konkretne choć jak dla mnie końcówka książki trochę za szybko taki jeszcze jeden rozdział i byłoby ok .
20
klaudiaw83

Nie oderwiesz się od lektury

Szybka fabuła ,szybkie zwroty akcji ,czyta się jednym tchem. Nie ma żadnego lania wody i przynudzania ,żadnego "ociągania " rach ciach i dzieje się ,rach ciach książka przeczytana 👍 polecam
20
darab

Z braku laku…

Nie mam zielonego pojęcia, za co ta książka dostała miano bestsellera. Nie czytało się tego zle, ale na pewno jest to dużo niższy poziom niż większość obecnie ukazujących się powieści. Ani to romans (nie było tam żadnych uniesień), ani kryminał (rozwój akcji, dedukcja detektywistyczna i przedstawienie pracy w FBI to jakiś żart).
10
Mike781
(edytowany)

Z braku laku…

Książka jest w kategorii obyczajowe -romanse, to chyba pomyłka? Mam wrażenie, że p. Monika nie powinna pisać kryminałów. Ale to jest moje odczucie. ☹️
10
Klaudiq123

Nie polecam

Książka w kategorii romans ale romansu tu nie ma. Taki kiepski kryminał.
10

Popularność




Copyright © by Monika Rępalska, 2021Copyright © by Wydawnictwo WasPos, 2021All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowaniaoraz udostępniania publicznie bez zgody Autora orazWydawnictwa pod groźbą odpowiedzialnościkarnej.

Redakcja: Kinga Szelest

Korekta I i II: Aneta Krajewska

Zdjęcie na okładce: © by CoffeeAndMilk/iStock

Projekt okładki: Justyna Sieprawska

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek

Ilustracje wewnątrz książki: © by pngtree.com

Wydanie I - elektroniczne

ISBN 978-83-67024-37-2

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Spis treści

♥ Rozdział 1 ♥

♥ Rozdział 2 ♥

♥ Rozdział 3 ♥

♥ Rozdział 4 ♥

♥ Rozdział 5 ♥

♥ Rozdział 6 ♥

♥ Rozdział 7 ♥

♥ Rozdział 8 ♥

♥ Rozdział 9 ♥

♥ Rozdział 10 ♥

♥ Rozdział 11 ♥

♥ Rozdział 12 ♥

♥ Rozdział 13 ♥

♥ Rozdział 14 ♥

♥ Rozdział 15 ♥

♥ Rozdział 16 ♥

♥ Rozdział 17 ♥

♥ Rozdział 18 ♥

♥ Rozdział 19 ♥

♥ Rozdział 20 ♥

Od autora

Serce w cierpieniach, gdy samotnośćwidzi,chcąc mieć pociechę, wszystkichznienawidzi.

George Gordon Byron, „Giaur”

♥ Rozdział 1 ♥

Oparłam łokcie na biurku, zamknęłam oczy i kolistymi ruchami zaczęłam masować skronie. Ten dzień dopiero się rozpoczął, a ja chciałam, żeby już się skończył. Dzisiaj były walentynki. Nienawidziłam tego święta, przypominało mi ono o jednym – mojejporażce.

– James, cojest?

Na dźwięk głosu swojego partnera powoli uniosłam głowę i odwróciłam się w jegostronę.

– To, co zwykle, Cole. Ale za dwie minuty powinno się to zmienić. – Mówiąc to, zerknęłam na zegar wiszący na ścianie tuż zanim.

Eliot Cole był moim wieloletnim partnerem w pracy, najlepszym agentem FBI, i tak się składa, że również byłym mężem. Zawieranie związków z kimś z tego samego wydziału nie było dozwolone, ale jeśli chodziło o nas dwoje, góra zrobiła wyjątek. Byliśmy zgraną parą, która rozwiązywała najwięcej spraw, odnosząc sukcesy dla naszej jednostki. Dlatego też szef często przymykał oko na nasze niekonwencjonalnerozwiązania.

Nie musiałam wyjaśniać, co miałam na myśli, Cole dobrze zdawał sobie z tegosprawę.

Gdy zegar wskazał dziesiątą, zadzwonił telefon na moimbiurku.

Tego dnia wszystko odbywało się w ten sam sposób co zawsze. Najpierw informacja o martwej kobiecie, potem dostarczano jej serce zapakowane w ozdobne pudełko niczym prezent. Do tego był dołączony cytat o nieszczęśliwej miłości. I tak od pięciulat.

– Zasługiwała na to jak onewszystkie.

Nie zdążyłam nawet się odezwać, kiedy w słuchawce usłyszałam bardzo dobrze znany mi jużgłos.

Zapętlone nagranie. Nie dałam znaku Eliotowi, by namierzył naszego rozmówcę, to do niczego nie prowadziło. Przy pierwszej ofierze sprawdzaliśmy każdy szczegół, czyściliśmy nagranie, żeby usłyszeć coś, co naprowadziłoby nas natrop.

Nic.

Kompletnie niczego niebyło.

– Zaczynasię.

Słysząc głos Eliota, przytaknęłam tylko, potwierdzając to, cooczywiste.

– Trzeba iść do szefa, powiedzieć mu, żeby zwołał konferencję prasową. Po raz kolejny musimy ostrzec mieszkańców, a przede wszystkim kobiety. Ten dzień będzie dniem krwawychżniw.

Eliot miał rację. Tylko w chwili przekazania informacji do mediów zacznie się szaleństwo. Ludzie będą wydzwaniać do najbliższych komisariatów, że widzieli coś podejrzanego. Oczywiście nie będziemy mogli tego zignorować, wyślemy tam patrol. Chłopaki sprawdzą „podejrzanego”, a ten tak naprawdę okaże się napalonym kolesiem, który naoglądał się pornosów, by sprawić swojej kobiecie niezapomniane walentynki. W raporcie przeczytamy, że do żadnego przestępstwa nie doszło, że to była tylko zabawa, która miała podkręcićatmosferę.

Tak jest każdego roku. Połowa społeczności Denver będzie chowała się w swoich domach, wychylając przez okno wyłącznie czubek nosa, trzymając w pogotowiu telefon, by zawiadamiać odpowiednie służby o tym, co zobaczyli, a przynajmniej tak im się zdawało w strachu. Inni będą drwili z losu, nie przyjmując do wiadomości tego, że mogą znaleźć się w stanie zagrożenia. A tak naprawdę jedna osoba, kobieta, brązowooka blondynka około trzydziestki, mówiąc szczegółowo, zostanie w tym czasiezamordowana.

Przez te pięć lat poznałam chyba każdy scenariusz, który może się wydarzyć tego dnia. I to mnie cholerniedobijało.

– Znowu dostaniemy po dupie, ta sprawa już za długo się ciągnie. Ten psychol nie może być mądrzejszy od nas, coś przeoczyliśmy. – Z totalnej niemocy, że nie potrafię tego rozgryźć, zaczęłam nerwowo podrygiwaćnogą.

– Tym razem nam się uda, Brooke.

Gdy usłyszałam stanowczy, a zarazem kojący głos Eliota oraz poczułam jego dłoń na swoim kolanie, chcącą powstrzymać drżenie, zrobiło mi się niecolepiej.

Choć nie byliśmy już razem, zawsze mogłam na nim polegać. W tym momencie dawał mi siłę, którejpotrzebowałam.

Słysząc nad nami znaczące chrząknięcie, oderwałam wzrok od twarzyEliota.

– To przyszło przed chwilą, zaadresowane dociebie.

Nie musiałam pytać, kto jest nadawcą. Doskonale wiedziałam, od kogo była przesyłka i co miałam znaleźć w środku, gdybym tylko uchyliławieko.

Podniosłam się z krzesła, tym samym zmuszając Eliota, by się odsunął i zabrał rękę. Od razu poczułam zimno w miejscu, gdzie leżała jego dłoń dająca mi pocieszenie. Otworzyłam szufladę z pierdołami i wyciągnęłam parę lateksowych rękawiczek. Choć byłam przekonana, że nasz złoczyńca nie zostawił żadnych śladów, nie chciałam dorzucać swoich odcisków palców. Paczka i tak, patrząc na jej stan, przeszła przez wiele rąk. To było zaplanowane jak wszystko inne, co do tej pory nastąpiło i co będzie się odbywało aż do jutra, kiedy ucichnie. Ta bezsilność za każdym razem przynosiła gorzki smak porażki i niestety będzie trwała, dopóki nie dorwę tego skurwiela i go niezamknę.

– Idź pogadaj ze starym, ja zaniosę to do laboratorium – rzuciłam przez ramię doEliota.

Nie odwróciłam się, by ponownie na niego zerknąć, bo wiedziałam, że w tej chwili był wkurzony. To on dostanie opieprz za to, co powie szefowi. Gdy ja do nich dotrę, będzie już po sprawie. Wystawienie Eliota na pożarcie złemu wilkowi było perfidne. I mimo paskudnego dnia musiałam uśmiechnąć się podnosem.

***

Po niespełna dziesięciu minutach znalazłam się w laboratorium. Jakby jazda windą z ósmego piętra do piwnicy nie mogła być szybsza. Przebijając się przez labirynt biurek, za którymi siedzieli z pochylonymi głowami ludzie w białych fartuchach, udało mi się w końcu dotrzeć doSusan.

Susan była niską, krągłą hiszpanką, która kiedy coś nie szło po jej myśli, wyklinała wszystkich po kolei; nieważne, czy osoba była winna przewinienia, czy nie. Jej charakterek był jak papryczka habanero – najostrzejsze cholerstwo, jakie może być. Wiem, bopróbowałam.

– Cześć, Sue.

Na dźwięk mojego głosu odwróciła się na pięcie. I wtedy, dokładnie sekundę po tym, jak jej oczy wylądowały na pudełku w moich rękach, dostrzegłam zachodzącą w niej zmianę. Skuliłam się w sobie i przymknęłam oczy. Jeszcze najchętniej zakryłabym uszy, ale trzymając paczkę, chwilowo nie miałam jak tegozrobić.

– De puta madre1, James. Znowu to samo. Kiedy ten cabrón2zostaniezamknięty?!

– Też tego chcę, Sue, dlatego potrzebna mi twoja pomoc. – Położyłam pudełko na blacie jejbiurka.

Susan zmarszczyła nos, jakby jej coś śmierdziało. Oparłam się biodrem o stół laboratoryjny i obserwowałam, jak Susan pobiera materiał. Odciski palców wrzuciła na skaner, który od razu rozpoczął przeszukiwanie w bazie danych. Resztę śladów poddała szczegółowejanalizie.

– Gotowa zobaczyć, co kryje się w środku? – zapytała.

Wiedziałyśmy, że znajdziemy tam serce, ale to cytat był zawsze kluczem do miejsca, gdzie spoczywałociało.

Susan uchyliła wieko pudła. I tak nie byłyśmy zaskoczone tym, co zobaczyłyśmy. Machnięciem dłoni przywołała kogoś ze swoichpodwładnych.

– Irma, zanieś to, proszę, do doktora Patta. – Przekazała dowód, umieściwszy go w kolejnympojemniku.

Wcześniej stałam i obserwowałam wszystko z boku, ale w momencie, gdy Susan złapała coś przypominające szczypce, zrobiłam krok doprzodu.

– Dedykacja dla ciebie, James.

„Miłość jest skrzydłem, które Ten dał człowiekowi, aby ten mógł wzlecieć doNiego”.

Szczęśliwych walentynek, agentko.

Mam nadzieję, że będziemy się bawili tak uroczo jak coroku.

Twój Kupidyn ♥

– Pieprzona zagadka. – Byłam zła. Zamiast zacząć działać i znaleźć ciało, będę musiała teraz marnować czas na jej rozwiązanie. – Bawi się ze mną i przy okazji sobie ze mnie kpi. On nie może być taki cwany. Dzisiaj go dorwę i zakończę jego pojebanągrę.

– Poradzisz sobie z tym, James. – Sue poklepała mnie po ramieniu. – Zajmę się dowodami, a jak tylko coś znajdę, niezwłocznie dam ciznać.

Wyjąwszy telefon, zrobiłam zdjęcie kartki, po czym pożegnałam się z Susan i wróciłam do biura. Nie zamierzałam marnować czasu, każda sekunda mogła świadczyć o ludzkim życiu, za które byłamodpowiedzialna.

***

Stukałam nerwowo ołówkiem w blat, wpatrując się w ekran komputera, na którym wyświetlone było zdjęcie zrobione przeze mnie w laboratorium. Analizowałam tę wiadomość chyba już na wszystkie sposoby. Wpisałam tekst w wyszukiwarkę, autorem był Michał Anioł. Poszłam od razu w religię, skupiając się na Kościołach, ale po zastanowieniu się uznałam, że nie tędy droga. Wracając pamięcią do poprzednich lat, uświadomiłam sobie, że Kupidyn uwielbiał przyciągać uwagę, więc miejsce, w którym zostało porzucone ciało, musiało być zauważalne iruchliwe.

Sfrustrowana potarłam twarz dłonią. Słysząc zbliżające się kroki, wiedziałam, że zaraz usłyszę marudzenie Cole’a.

– Musiałem przez dobre pół godziny wysłuchiwać, że ten psychopatyczny morderca robi z nas kretynów. Czy mam ci powiedzieć, czego oczekujestary?

Nawet nie zaszczyciłam go odpowiedzią. Dokładnie wiedziałam, co wykrzyczał szef. Tyle razy byłam tego świadkiem przy innych sprawach, że miałam przed oczami jego czerwoną, wściekłą twarz i zaciśnięte pięści, kiedy wydajerozkazy.

– Co tam masz? – Cole w końcu zwrócił uwagę na dowód wyświetlony naekranie.

– Coś, co daje mi w kość – mruknęłam podnosem.

Eliot nachylił się nade mną i wlepił wzrok w ekran. Usłyszałam, jak czytał podnosem.

– Wpisywałaś słowa w przeglądarkę? Może będzie jakaś interpretacja, która nam trochęrozjaśni.

– Taa. Bawię się z tym, odkąd wyszłam z laboratorium. Cholernie mnie to frustruje. Czas nam ucieka, a musimy jeszcze podjąć jego pieprzoną grę, by znaleźćciało.

– Hmm, miłość jest skrzydłem, które ten dał człowiekowi, aby ten mógł wzlecieć do niego. Skrzydło, wzlecieć, chodzi olotnisko?

Cholera, faktycznie mogło takbyć.

– Trzeba zebrać ludzi i jechać na nasze w Denver. On lubi rozgłos, więc to może być dobry trop. Jest tam mnóstwo osób, idealnemiejsce.

– Bierz spluwę, ja idę zebrać ludzi, za dziesięć minut widzimy się naparkingu.

Kiwnęłamgłową.

– A, Cole, dzięki. Rozgryzłeśto.

Uśmiechnął się jeszcze do mnie, po czym złapał za komórkę, by zorganizowaćwyjazd.

Czytając ostatni raz wiadomość, pokazałam środkowy palec Kupidynowi. Złapałam swojego glocka 19, kaliber 9 i szybko sprawdziłam, czy był naładowany. Kiedyś będę musiała zmierzyć się z tym sukinsynem, a wolałam mieć pewność, że będę w stanie wpakować mu kulkę w łeb. Jeszcze tylko kamizelka kuloodporna pod kurtkę i byłamgotowa.

Siedząc w samochodzie, nerwowo poruszałam nogą. Oby to rzeczywiście było to miejsce. Czas nam uciekał, dochodziła już dwunasta. Jak Kupidyn będzie w tym roku trzymał się planu, o czternastej powinna być kolejna przesyłka. Musiałam mieć jakiś punkt zaczepienia, niewielki ślad, odcisk palca, cokolwiek.

– James, znajdziemygo.

– Cole, od pięciu lat każdego roku słyszę to samo. Chciałabym w touwierzyć.

Przez resztę podróży zatraciłam się w myślach, wyglądając przez okno. Pochmurne niebo idealnie opisywało mój stan. Czułam, że niepowodzenie w tej sprawie staje się moimprzeznaczeniem.

1Z hiszpańskiego: cholera.

2Z hiszpańskiego: bydlak.

♥ Rozdział 2 ♥

Ewakuacja lotniska nie przebiegła tak szybko, jak bym tego oczekiwała. Biorąc pod uwagę, jaki mieliśmy dzień, ludzi było znacznie więcej niż zwykle. Rozdzieliliśmy się na grupy, by przeszukać całe lotnisko. Bagaże zostały powtórnie prześwietlone, psy węszyły we wszystkich kątach, obsługa została przesłuchana, a taśmy z ochrony zabrane jako potencjalnydowód.

Rozmyślając intensywnie, nawet nie zauważyłam, że podszedł do mnieCole.

– Niczego nie znaleźliśmy – oznajmiłoczywistość.

– To było za proste, nie chodziło mu o lotnisko. Coś przeoczyliśmy w tejwiadomości.

Wyjęłam telefon z kieszeni spodni i sprawdziłam godzinę. Niebawem czekała mnie kolejna przesyłka. Było parę minut po dwunastej, a ja czułam siębezradna.

– Powinnyśmy wracać, przeanalizować to jeszcze raz. Może Susan coś znalazła i będzie w stanie nampomóc.

Cole skinął głową, wyciągnął w moim kierunku kluczyki, mówiąc, żebym wsiadała do auta, a on da znać ekipie, że sięzbieramy.

Opadłam tyłkiem na siedzenie, oparłam głowę o zagłówek, zastanawiając się, gdzie nasz Kupidyn mógł schowaćciało.

Nie ma zbrodni doskonałych, on w końcu musi wpaść. Podejrzewałam wcześniej kogoś od nas, bo zachowuje się tak, jakby znał się na naszej pracy. Zawsze jest krok, a nawet dwa przed nami. I jak zwykle moje przypuszczenia diabli wzięły. Ponownie sięgnęłam po komórkę, by przyjrzeć się wiadomości na zdjęciu, kiedy zadzwoniłtelefon.

– Co tam, siostra? – rzuciłam naprzywitanie.

– No hej, Brooke.

Wyczułam w jej głosie, że coś było na rzeczy. Sierra była moją młodszą siostrą, od zawsze zwariowaną i lubiącą łamać wszelkie zasady. Dlatego też pomyślałam, że wykombinowała coś, co mi się niespodoba.

– Wiem, co dzisiaj za dzień i że mamyobstawę.

Od samego rana rodzinę moją i Cole’a chronili policjanci. Poprosiłam przełożonych, aby tego dnia moi najbliżsi bylibezpieczni.

– Ale naprawdę muszę lecieć do pracy. Ten dom czekał na właściciela tak długo, może uda mi się go sprzedać. Prowizja też będzie niezła. Po prostu chciałam dać ci znać, że muszę wyjść, Brooke. Nie martw się, ten policjant będzie moim cieniem. Mogę dać ci go do telefonu, jak chcesz. Będębezpieczna.

– Jaki dom? Dokąd jedziesz? Chcę mieć co pół godziny telefon odciebie.

W ogóle nie podobało mi się to, że musiała jechać pokazać klientowi nieruchomość, ale nie mogłam całkiem zwariować i zamknąć jej w domu, tym bardziej że nie miała szesnastu lat. Była dorosłą kobietą, pracowała, mieszkała z facetem, więc wyjście na kilka minut w asyście policji to nic takiego, prawda?

Jeszcze trochę i miałam oszaleć przez tęsprawę.

– Jasne, będziemy cały czas w kontakcie. Mam nadzieję sprzedać ten stary dom naprzeciwko Country Club, na N Hight. A jak idziesprawa?

Westchnęłam. Moja rodzina dobrze wiedziała, jak wpływała na mnie ta porażka. Chcieli, aby te morderstwa wreszcie się skończyły, nie tylko z powodu śmierci tych biednych, młodych kobiet, ale i z powodu mojegozdrowia.

– Szczerze?

– Mhm.

– Do dupy. Ten koleś jest chyba lepszy ode mnie. Wydaje mi się, że nawet nie depczę mu po piętach, bo jestem daleko w tyle. Czuję się odpowiedzialna za tedziewczyny.

– Wcale nie jest lepszy, Brooke. On wie, że tylko ty mu dasz radę. Wybrał sobie godnego przeciwnika. Musi być zraniony, dlatego zabija te kobiety. Widocznie kogoś mu przypominają, sama tak mówiłaś. Idź tym tropem. Dzisiaj będzie dużo imprez, może tamuderzy.

Czułam, że ustąpił stres. Skupiłam się na tym, co powiedziała Sierra, na tym, że Kupidyn był zraniony i że dla wielu ludzi był to szczęśliwy dzień, któryświętują.

– Dzięki, siostra, dałaś mi do myślenia. – Zaśmiałam się. – Bądź ostrożna, jak wyjdziesz, i dawaj miznać.

– Będę, obiecuję. Okej, Tanya przyjechała. Jedziemy razem. Buźka.

Akurat się z nią pożegnałam, kiedy wsiadł Cole. Wyglądał na pokonanego. Za wcześnie cieszyliśmy się z rozwiązaniazagadki.

– Rozmawiałam z Sierrą, podsunęła mi pomysł. Chodzi o dzisiejsze imprezy, może ciało znajduje się na jednej znich.

Cole wpatrywał się we mnie przez dłuższą chwilę. Wiedziałam, że brzmiało to niedorzecznie, ale nie miałam lepszego pomysłu. Trzeba próbowaćwszystkiego.

– Dałem się namówić Lunie na walentynkową randkę. Nie mamy nic do stracenia i tak błądzimy we mgle. Przeczytaj mi jeszcze raz tęwiadomość.

Tak też zrobiłam, a podczas jazdy do biura ponownie rozmyślaliśmy o cytacie, który dołączyłKupidyn.

***

– Chan, myślałam, że jesteś najlepszy w te klocki, zaczynam w to wątpić, stary. – Stałam i popijałam kawę, jednocześnie marudząc nad głową naszego technikakomputerowego.

Wiedziałam, do czego ten dzieciak był zdolny, dlatego by nie zanudzał się na śmierć w pracy, lubiłam wykorzystywać jego komputerowe umiejętności. Nie oszukujmy się, nie zawsze to jest zgodne z prawem, ale przy niektórych sprawach uważałam za stosowne nagiąć paręparagrafów.

– Jestem. Tylko dekoncentrujesz mnie tym swoim siorbaniem – powiedział, klikając zaciekle w klawiaturę, nawet nie zaszczycając mniespojrzeniem.

– Słyszałeś kiedyś o pracy pod presją? – zapytałam.

Skubaniec nie dawał się wciągnąć w potyczki słowne i świadomie mnie ignorował. Przyciągnęłam więc krzesło i usiadłam. Położyłam nogi na biurku obok iczekałam.

Chan podczas pracy mruczał coś do siebie, a ja skupiłam się na zdjęciu stojącym obok mojej wyciągniętej stopy. Chyba właściciela tego biurka można było zaliczyć do stereotypu. Koleś miał w ramce zdjęcie siebie i matki. Właśnie odkryłam kujona w okularach, uwielbiającego informatykę i do tego maminsynka. Przyglądając się tej fotografii, doszłam do pewnego wniosku: może właśnie Kupidyn jest takim typem osoby. Chyba należało ściągnąć jakiegoś dobrego behawiorystę i ponownie sporządzić profil naszego krwawegolowelasa.

– Będę miała dla ciebie jeszcze jedno zadanie. – Odwróciłam się do Chana i kątem oka zauważyłam kierującego się w naszą stronę Cole’a.

– Co tymrazem?

– Potrzebuję dobrego behawiorysty, speca nad specami – powiedziałam.

– Po co? – dopytywał sięCole.

– Potrzebujemy profilu. To, co zrobili nasi ludzie, jest do dupy. Nic się nie sprawdziło, nawet nie mamy punktu zaczepienia. Według nich to może być każdy, a wiesz, ilu ludzi przebywa wDenver?

Cisza.

Cole i Chan tylko się na mniegapili.

– Czas nam ucieka. Kupidyn jest w tej chwili tak samo nieuchwytny jak piasek przesypywany przez palce naplaży.

– Okej, James, zrozumiałem. Chan, możesz kogoś takiegoznaleźć?

– Jasne, ale to może potrwać – zaczął.

– Zostało nam tylko nieco ponad dwanaście godzin – przerwałam mu – postaraj się to ogarnąć, Chan. Dla tych kobiet każda sekunda jestcenna.

Pokiwałgłową.

Poczułam na sobie spojrzenie Cole’a. Wiedziałam, że chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie Chan obwieścił, że ma dla nas spis wszystkich imprez. Zarówno tych oficjalnych, jak i zamkniętych, na które potrzebne było specjalnezaproszenie.

Spoglądaliśmy mu przez ramię, gdy pokazywał nammiejsca.

– Cholera, sporo tego. – Colezagwizdał.

– A sądziłeś, że będzie inaczej? To popularne święto – zwrócił się do niegoChan.

Przyglądałam się spisowi budynków, gdy przesuwałlistę.

– Czekaj! – krzyknęłam.

– Maszcoś?

– Tak mi się wydaje. – Odwróciłam się do Cole’a. – Pamiętasz tenliścik?

Pokiwałgłową.

– Myślę, że chodzi o jakiś wieżowiec. Chan, który z tych budynków jestnajwyższy?

Znowu rozległo się stukanie w klawiaturę i naszym oczom ukazała się RepublicPlaza.

– To musi być on. Jaka impreza ma się tam obyć? – dopytywałam się, czując ogromnepodekscytowanie.

– Chwila.

Przyglądałam się, jak przesuwał kursorem myszy po ekranie, otwierając kilkanaście stroninternetowych.

– Jest to biurowiec, w jednej z firm na ostatnim piętrze ma się odbyć imprezatematyczna.

– Wieszjaka?

– Niestetynie.

Poczułam, jak opadły miramiona.

– To jeszcze nic. – Cole przejął dowodzenie. – Wygrzeb coś o tymbudynku.

– Co niby chcesz wiedzieć? – zapytałam.

Cole spojrzał mi woczy.

– Czuję, że masz rację, Brooke.

Gdy użył mojego imienia, wiedziałam, że chciał trafić do mojego wnętrza. Właśnie wtedy przyciągnął mojąuwagę.

– Powinniśmy przyjrzeć się temu obiektowi, zanim tam wejdziemy. Bo tym razem – rzekł z przekonaniem – znajdziemy ciałokobiety.

Nie odpowiedziałam, pokiwałam głową i szybko odwróciłam się w stronę monitora, na którym wyświetlała się historia wieżowca RepublicPlaza.

– Rozwiń ten skrót założycieli biura architektonicznego – polecił Cole, wskazując na skrótSOM.

Chan kliknął podkreślony napis i pokazał nam trzy nazwiska, które kompletnie nic mi nie mówiły. Powoli sądziłam, że to grzebanie i przeglądanie kolejnych stron do niczego nieprowadziło.

– Okej, Skidmore, Owings and Merrill LLP. Czy Sierra nie uczyła się o nich, kiedy zaczynała pracę wnieruchomościach?

Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się nad tym, o co zapytałCole.

– Nie mampojęcia.

– Chan, na kim wzorowali swojeprace?

Nie odrywałam wzroku od Cole’a, ponieważ nie miałam pojęcia, do czego zmierzał. To wydawało siępokręcone.

– Stary, a czego mam konkretnieszukać?

Chyba nie tylko ja byłam zdezorientowana poleceniami Cole’a.

– Ludwig Mies van der Rohe był autorem aforyzmów między innymi takich jak: „Bóg jest ukryty w szczegółach”. Może uznacie mnie za świra, ale czy to nie wiąże się w jakiś sposób z tym cytatem, którydostałaś?

Chwyciłam telefon i szybko włączyłam galerię. Kliknęłam odpowiednie zdjęcie i chyba po raz setny przeczytałam tęwiadomość.

– O cholera! Myślisz, że to jest powiązane, bo cytat pochodzi od Michała Anioła, a ten koleś gadał o Bogu w swoich pracach. Wiesz, że to naciągane i kupy się nietrzyma.

– A mamy coś lepszego niż te nasze pokręcone przypuszczenia? – Wzruszyłramionami.

– Nie, nie mamy. – Westchnęłamciężko.

– Chyba musimy się zbierać, by tosprawdzić.

– Taaa. – Skupiłam się teraz na Chanie. – Poszukaj mi tego speca od ludzi, okej?

– Tak jest. – Zasalutował i pogrążył się wpracy.

Odwróciłam się do wyjścia i niespiesznie podeszłam do Cole’a, który czekał na mnie przy drzwiach. Położył mi dłoń na karku i pomasował obolałe mięśnie. Wiedział, czego w tej chwili potrzebowałam, i podziękowałam muuśmiechem.

♥ Rozdział 3 ♥

Pod Republic Plaza podjechaliśmy od Tremont Pl. Kolejne trzy wozy okrążyły budynek, tak by każdy róg był obstawiony. Uważałam, że jeśli udało nam się znaleźć miejsce, które wskazywała zagadka, po Kupidynie już dawno nie było śladu, ale obstawa zawsze sięprzyda.

Parkując samochód, kątem oka widziałam, jak Cole odwrócił się w moją stronę, i poczułam jego świdrujący wzrok. Zamiast na nim skupiłam się na otoczeniu, zastanawiając się, czy może Kupidyn czeka gdzieś w ukryciu, obserwując nasze poczynania. Jednak głośne westchnienie zmusiło mnie do spojrzenia na mojegopartnera.

– Powinniśmy go tym razem wychwycić. Wszędzie są kamery. Na przejściu, w budynku biurowca i w Starbucksie zapewne też. Obok jest przystanek autobusowy, nie ma możliwości, by przeszedł z ciałemniezauważony.

– To żadne pocieszenie – zrobiłam zgorzkniałą minę – ile było już miejsc z monitoringiem i niczego nie udało nam się ustalić. To jest jakaś pieprzona gra zwidmem.

Chcąc zakończyć rozmowę, która do niczego nie prowadziła, chwyciłam za klamkę i wyszłam z auta. Ten drapacz chmur to aż pięćdziesiąt sześć pięter, uniosłam więc głowę, by objąć spojrzeniem całybudynek.

– Mam nadzieję, że winda działa – mruknęłam pod nosem, ale chyba nie dość cicho, bo usłyszałam śmiech Cole’a.

– I tak musimy przejść i sprawdzić każde piętro. – Słyszałam w jego głosie, że też nie miał ochoty na robienietego.

– Zaczniemy od samej góry – powiedziałam. – Skupmy się na treści wiadomości, nie po to stoimy przed najwyższym budynkiem, by przeszukiwaćgaraże.

– Z tego, co wiemy, są dwa główne wejścia. Jakaś boczna uliczka, coś niewidocznego, ukryte przejście? – dopytywałam się, kierując dobiurowca.

– Wąski przejazd od siedemnastej ulicy, nie ma wejścia, ale naprzeciwko znajduje się pizzeria z wyjściem od strony naszego budynku. Można by spróbować coś zadziałać od tamtej strony. U nas za dużo siędzieje.

– Myślę, Cole, że ludzie mniej zwracają uwagę na tłum niż pojedynczą osobę w zaułku. – Wchodząc do biurowca, kiwnęłam głową mężczyźnie z ochrony, po czym udałam się prosto dowindy.

Zanim drzwi się zasunęły, rozejrzałam się po holubudynku.

Wszędzie byli funkcjonariusze w granatowychuniformach.

Nagle migawka aparatu fotograficznego jednego z policjantów podsunęła mi pewienpomysł.

– Powinniśmy zrobić zdjęcie windy – powiedziałam do Cole’a. – A tak w ogóle to trzeba zajrzeć, czy nikt nie grzebał przyszybie.

– Nie naoglądałaś się przypadkiem za dużo filmów akcji? – Usłyszałam nutę rozbawienia w jegowypowiedzi.

Pokręciłamgłową.

– Wydaje mi się, że musimy działać inaczej – odezwałam się, rozglądając po ciasnym wnętrzu. – Cały czas nie wiemy, z kim mamy do czynienia. Może to jest właśnie jakiś małolat, który naoglądał się filmików na YouTube, i zabawia się z policją? Trzymamy się procedur, działamy według schematu. Może musimy wrócić do początku i zmienićpodejście?

– Chodzi ci o wrócenie się do pierwszej ofiary? O taki początek ci chodzi, James?

– Uch, nie. – Westchnęłam, bo nie zrozumiał. – Miałam na myśli akademię i to, jak wtedydziałaliśmy.

– Akademię. – Oczy zaczynały mu się rozszerzać, kiedy przypominał sobie zapewne, co wtedy wyczynialiśmy. Nie zawsze było to odpowiednie, ale jakżeskuteczne.

– Trochę naginania przepisów, poza tym mieliśmy wówczas świetne pomysły. Działaliśmy z marszu, bez zbędnych rekalkulacji. Obecnie wszystko kręci się wokół czegoś… nawet nie wiemy wokół czego konkretnie. Giną kobiety, a my mamy tylko dobę na znalezienie sukinsyna, który za tym stoi. Minie ten czas i góra ponownie zapomni o sprawie na rok, aż dowiemy się o kolejnym ciele. Jak długo jeszcze będziemy mieli związaneręce?

Cole przyglądał mi się w milczeniu. On był w naszym małżeństwie rozsądkiem, zawsze opanowany, podejmujący przemyślane decyzje. Nie to co ja – najpierw robiłam, potem myślałam. Ogień, którego nie dało siękontrolować.

Cisza, która zapanowała w windzie, zaczęła miprzeszkadzać.

Dzięki Bogu dojechaliśmy na samą górę i drzwi sięrozsunęły.

W tym samym czasie dostałamSMS.

– No chociaż raz się mnie posłuchała – powiedziałam sama dosiebie.

Zalała mnie ulga, że z Sierrą byłodobrze.

Dopóki nie dostałam tej wiadomości, nie zdawałam sobie nawet sprawy, jak bardzo byłamzestresowana.

Chowając telefon do tylnej kieszeni spodni, chciałam ruszyć przed siebie, ale Cole złapał mnie za przedramię i zatrzymał wmiejscu.

– Zawsze będę po twojej stronie, Brooke. Choć może mi się to nie podobać – spojrzał mi głęboko w oczy – będę cię wspierał. Potrzebujesz mojej pomocy, dostaniesz ją. Pamiętaj otym.

Mimo że byłam twarda, słowa Cole’a trafiły prosto w moje serce. Przełknęłam głośno ślinę i tylko przytaknęłam. Jak zwykle okazał mi lojalność i miłość, co mniewzruszyło.

Wyczuwając mój dyskomfort spowodowany chwilą, można rzec, czułości, Cole wskazał ręką na schody, które najprawdopodobniej prowadziły na dachwieżowca.

– Jakoś obawiam się, co tam zobaczymy – odezwałam się, wspinając po krętych, metalowychstopniach.

Cole coś za mną mruczał. Dochodząc do potężnie wyglądających drzwi, kiwnął mi, abyśmy przygotowali broń. Tak naprawdę mogła to być pułapka, ponieważ nikt nie wiedział, co działo się w głowie tegoświra.

Kiedy złapałam za klamkę, drzwi, mimo że masywne, otworzyły się bez żadnych trudności. Wyszłam na dach, trzymając w wyciągniętej dłoni pistolet. Na tej wysokości wiatr szalał niemiłosiernie. Mroźne powietrze uderzało w moją twarz niczym igły, do oczu od razu napłynęły mi łzy. Rozejrzałam się, lecz z miejsca, w którym się znajdowaliśmy, wszystko wydawało się w porządku. Trzeba więc było obejść całydach.

– Nie powinniśmy się rozdzielać, choć tak pewnie byłoby szybciej – zasugerował Cole, a ja całkowicie się z nimzgadzałam.

Było tutaj wiele miejsc do obejścia, a na tej wysokości i przy tym wietrze moje ciało trzęsło się niekontrolowanie, a palce zamarzały. Kiedy zbliżaliśmy się do jednego z kominów, coś zwróciło moją uwagę. Cole także to dostrzegł, po czym kiwnął do mnie, bym trzymała się za nim, gdy zbliżał się do nieznanegoobiektu.

– Co to, do cholery, jest? – Patrzyłam zdezorientowana na wielki czarny worek na śmieci. – Po ciele ani śladu, chybaże…

Nie skończyłam zdania, bo aż mi się niedobrze zrobiło, kiedy pomyślałam, że właśnie w tym worku mogły być zwłoki poszukiwanejkobiety.

– Myślę, że aby mieć pewność, trzeba to otworzyć. Trudno, zostawimy swoje ślady, ale musimy tosprawdzić.

– Jasne, zrób to. – Spoglądałam mu przez ramię, obserwując, jak rozwiązuje naszeznalezisko.

Worek został lekko uchylony, a mnie już ścisnął się żołądek. Zimno niweczyło zgniły zapach rozkładającego się ciała, ale poćwiartowane kończyny nie były miłymwidokiem.

– Chyba ją znaleźliśmy. – Mówiąc to, Cole odwrócił się w moimkierunku.

– Ty to zakryj, a ja zadzwonię potechników.

***

Zanim ciało – a raczej jego resztki – zapakowane w czarny worek wylądowało na stole doktora Patta, minęło cholernie dużo czasu. Po raz kolejny niczego nie znaleziono ani w budynku, ani w jego pobliżu. To tak jakby zwłoki same się teleportowały i nikt niczego nie zauważył. Przecież to było niemożliwe. Frustracja kipiała ze mnie, dając znać innym, że byłam tykającą bombą. Jedyną nadzieją było to, że w czasie sekcji zwłok zostanie znalezione coś, co dałoby mi punkt zaczepienia, dzięki któremu mogłabym schwytaćKupidyna.

Nienawidziłam schodzić do podziemni, mimo że prosektorium nie przypominało mrocznego, budzącego lęk miejsca rodem z horrorów. To nie strach mnie zniechęcał, ale smutek i współczucie. Bo przecież każdy, kto tam trafił, stracił życie, zostawiając swoich najbliższych. Nie pomagał fakt, że właśnie tego dnia leżała tam kolejna młoda kobieta, która była ofiarą Kupidyna. Czułam odpowiedzialność za jej śmierć i nie mogłam sobie tego darować. Dlatego też, gdy mój partner był już na dole, musiałam zostać przez moment sama. Schowałam się w toalecie i, opierając się o drzwi kabiny, drżącymi rękoma wyłowiłam z kieszeni spodni tabletkęXanaxu.

Dziesięć minut później stanęłam przed drzwiami prowadzącymi doprosektorium.

Za każdym razem, gdy tutaj byłam, czytałam napis wyryty na mosiężnej tabliczce: „Tutaj umarli uczążywych”.

Nie zwlekając już ani chwili dłużej, weszłam do środka. Od razu zmarszczyłam nos, bo w powietrzu unosił się zapachformaliny.

– Dobrze, że już jesteś – odezwał sięCole.

Reszta znajdująca się w tym pomieszczeniu kiwnęła mi głową naprzywitanie.

– Mamy coś? – zapytałam, podchodząc dostołu.

– Patrząc na to, mogę powiedzieć, że jest to biała kobieta około trzydziestki. Została poćwiartowana, a sprawca użył tępego narzędzia. – Doktor Patt wskazywał na poszczególne części ciała. – Widać tutaj szarpane kawałki tkanki. Sądząc po zadanych ciosach, mogę wnioskować, że wyżywał się naofierze.

– Czy ciało zostało poćwiartowane pośmiertnie? – zapytałam.

Aż bałam się pomyśleć, że Kupidyn był tak bestialski i robił te wszystkie okrutne rzeczy, gdy ofiara jeszczeoddychała.

– Patrząc na sinowiśniowe zabarwienie ciała, nasza Jane Doe, została rozczłonkowana pośmiertnie. Tylko tyle mogę wam w tym momencie powiedzieć. Muszę zbadać mózg i narządy wewnętrzne, a to trochę potrwa. Niemniej jednak postaram się zająć tym jak najprędzej, abyście mieli corobić.

Byłam trochę zawiedziona brakiemkonkretów.

Razem z Cole’em ruszaliśmy już do wyjścia, gdy nagle coś wpadło mi do głowy i podeszłam jeszcze raz doofiary.

– Doktorze, a co z jejsercem?

– Sercem? – powtórzył ze zmarszczonymczołem.

Przytaknęłam i obserwowałam, jak rozcinał ubranie na klatce piersiowej, która pozostała nienaruszonym kawałkiem. Kiedy doktor Patt odsłonił nagie piersi kobiety, szukałam jakiegoś cięcia, które świadczyłoby o wyjęciu serca, ale nic takiego niebyło.

– To nie serce tej ofiary dostałam rano – wyszeptałam.

Nie mogłam uwierzyć, że ta kobieta była przypadkowąofiarą.

Jeśli nie miała powiązań z Kupidynem, to dokąd prowadziła wskazówka, którą mizostawił?

– Cholera, to był dobry trop. Może chce nas zmylić. Trzeba znaleźć na niej jakieś ślady. Doktorze, może ten pojeb coś w niejukrył?

Przyjrzeliśmy się każdemu kawałkowi ciała leżącemu nastole.

Nagle moją uwagę przyciągnął ciemny skrawek włosów, to był tylko mały odrost, ale zaczęłam intensywniemyśleć.

– Cole, wszystkie ofiary Kupidyna to naturalne blondynki – powiedziałam.

– Cosugerujesz?

– Ona musiała być farbowana. Myślę, że to wywołało jego złość i dlatego postąpił z nią inaczej niż z poprzednimi. Czuł się oszukany i ją poćwiartował. Zazwyczaj mieliśmy ciała bez serca, nigdy nie robił niczego takpotwornego.

Cole nachylił się nad głową ofiary, mrużącoczy.

– Doktorze, wydaje mi się, że tutaj cośjest.

Faktycznie w okolicach ucha widać było jakąś nitkę, prawie niedostrzegalną, dlatego w pierwszej chwili nie zwróciliśmy na niąuwagi.

– Jak wspominałem, nie zdążyłem jeszcze dokładnie obejrzeć zwłok. – Doktor Patt wziął w dłonie głowę denatki i odwrócił. – Za uchem ma ranę, ktoś jązszywał.

Razem z Cole’em obserwowaliśmy uważnie, jak patolog rozcina nożyczkami szwy, a potem wyjmuje spod skóry głowy foliową torebkę z czymśbiałym.

– Co to, kurwa, jest?!

– Miałam zadać to samo pytanie. Myślę, że to wiadomość odKupidyna.

Oddychając ciężko, wpatrywałam się w trzymaną przez Patta wskazówkę i byłam przerażona tym, co mogłam tamznaleźć.

♥ Rozdział 4 ♥

Spojrzeliśmy z Cole’em na siebie, jakby ta cicha wymiana mogła nas przygotować na to, co miało się za moment wydarzyć. Doktor Patt odłożył dowód na blaszaną misę. Cole stał przy nim, a ja nie ruszałam się z miejsca, zbyt przerażona kolejną wiadomością. Czas nieubłaganie uciekał, nie miałam nawet chwili na przeanalizowanie dowodów, ciągle dokądś biegałam. Czułam, że Kupidyn znowu zrobi swoje, a mnie pozostanie gorzki posmak porażki, martwe ciała i obwinianie się, że nie zdążyłam nic z tymzrobić.

Z obawą, która była nie do opisania, patrzyłam, jak foliowa torebka została otwarta. Doktor Patt bardzo powoli wyjął szczypczykami złożony kawałek kartki. Poczułam, jak mój oddech przyspieszył. Xanax, który wcześniej połknęłam, miał mnie lekko otępić, ale przyniósł zupełnie odwrotny skutek. Czułam się pobudzona, a strach przedzierał się przez mój umysł, bombardując mnie ze zdwojoną siłą. Pot rosił moje czoło, a ręce zaczynały drgać. Zaciskałam mocno dłonie, chcąc opanować ich drżenie. Musiałam się uspokoić, więc wziąwszy głęboki oddech, wypuściłam bezgłośnie powietrze i powoli zmusiłam nogi doruchu.

– Znowu cholerna łamigłówka – przeklinałCole.

– Może to być kolejna ofiara, ale nie wykluczajmy, że sprawca jak zwykle z nami pogrywa i ta wiadomość zaprowadzi nas do kobiety, której serce dostałamrano.

Nachyliłam się nadkartką.

Cole miał rację, to następna zagadka. Zgrzytałam zębami. Będziemy musieli poświęcić kupę czasu, by rozszyfrować podpowiedź Kupidyna, który jawnie z nasszydził.

„Maluje się tylko po to, aby oszukaćoczy”.

Tik-tak, tik-tak, agentko.

Twój Kupidyn ♥

– Kurwa! – wymsknęło misię.

– Od razu sprawdźmy w Internecie, czyje to słowa. Ostatnio pomogło, mam nadzieję, że i tym razem to szybko rozgryziemy. – Mówiąc to, Cole wyciągnął telefon i zrobił zdjęcie leżącej na blacie stołukartki.

– Przekaz jest dość jasny – zaczęłam. – Nasza ofiara go oszukała. A przynajmniej on tak to postrzega. Kupidyn szuka blondynek, ona była farbowana, stąd tawiadomość.

– Może dzięki temu, że działał pod wpływem gniewu, coś przeoczył. Zawsze był opanowany, a zmiana schematu mogła zaburzyć jegopoczynania.

Jeśli Cole się nie mylił, a o to się modliłam, to miałam nadzieję, że tym razem sprawca zostawił jakiśślad.

– Doktorze, gdy przeprowadzi pan już dokładną sekcję, proszę od razu dać mi znać. Nie możemy czekać zbyt długo, inne sprawy się nie liczą, ta jest priorytetem. – W moim głosie brzmiałastanowczość.

Po tym, jak wyszliśmy z prosektorium, dostałam SMS. Sierra zameldowała się po raz kolejny. Mając świadomość, że mnie posłuchała i chwilowo była bezpieczna, wypuściłam głośno powietrze, nie wiedząc nawet, że wstrzymywałam oddech. Dopiero kiedy ten dzień się skończy, całe napięcie z moich barkówuleci.

***

Wychodząc z windy, od razu skierowałam się do swojego biurka, by jak najszybciej spróbować rozwiązać zagadkę Kupidyna. W ogóle nie zwracałam uwagi na to, co dzieje się dookoła, skupiałam się wyłącznie na słowach zawartych wwiadomości.

Wpisałam zapamiętane zdanie i niecierpliwie czekałam, aż kółeczko kręcące się w wyszukiwarce zatrzyma się i pokaże mirezultaty.

– Szybciej, szybciej, szybciej – mamrotałam pod nosem, podrygując przy tym nogą podbiurkiem.

– Mówienie do siebie i takie ruchy oznaczają zdenerwowanie i rozdrażnienie. Śmiało mogę powiedzieć, że miałaś ciężki dzień. Twoja szczęka nieświadomie się zaciska, ciało stężało, a wcześniej drgnęło, kiedy się odezwałem. Choć jeszcze nic nie mówisz, wiem, co sobiepomyślałaś.

Próbowałam się rozluźnić, pokazując, że jakiś facet, którego nie powinno tutaj być, mylił się w swojej ocenie. Odwróciłam się do niego ze słodkim, wymuszonymuśmiechem.

– Nieupoważnionym osobom nie wolno tutaj przebywać. Kim panjest?

Myślałam, że tym pytaniem go onieśmielę i wtedy to ja zyskam przewagę nad tym bezczelnym facetem. Mrużąc oczy, chciałam go nastraszyć. Nie dość, że miałam sprawę niecierpiącą zwłoki, to jeszcze wkurzała mnie obecność tego faceta. Jeśli był świadkiem, to nie powinien był tu wchodzić, w dodatku sam. Czemu ktoś zostawił go samego, i to przy moimbiurku?

I gdzie, do cholery, byłCole?

– Zanim każesz mnie skuć bądź zabijesz wzrokiem, może się przedstawię. – Wyciągnął dłoń w moją stronę. – Connor Adams, człowiek, któregoszukałaś.

Otworzyłam szerzej oczy, gdyż jego słowa mniezszokowały.

W pierwszej chwili głupio pomyślałam, że Kupidyn sam do mnie przyszedł, ale szybko się zreflektowałam. To byłoby przecieżniedorzeczne.

Można powiedzieć, że zostałam ogłuszona tą informacją, dlatego też nie zauważyłam przyjścia Cole’a i Chana. Dopiero gdy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, bardzo powoli odwróciłam wzrok od mężczyzny siedzącego tużobok.

– Widzę, że poznałaś już naszego pomocnika. Jako jedyny zgodził się przyjechać niemalże od razu i pomóc przy sprawieKupidyna.

Po słowach Cole’a wszystko w mojej głowie wskakiwało na swojemiejsce.

Ten cały Connor Adams to mójbehawiorysta.

Ponownie przeszyłam gowzrokiem.

– Znasz szczegóły sprawy? Co myślisz o jego zachowaniu? Czy jesteś w stanie powiedzieć, z kim mamy do czynienia? Skoro jesteś najlepszy, to czemu tak szybko podjąłeś się współpracy z nami? Czy zapracowana osoba ot tak przybywa FBI na ratunek? – atakowałam pytaniami. – Może masz jakiś ukryty cel, no wiesz, będzie głośno o tobie w lokalnej prasie i telewizji, to zawsze pomaga przypracy.

Rozsiadłszy się na fotelu, skrzyżowałam ramiona i czekałam, aż udzieli mi odpowiedzi. Kątem oka widziałam zdenerwowanego Chana i kręcącego głową Cole’a.

Nie przejmowałam się nimi. Jeśli zamierzaliśmy dorwać Kupidyna przy pomocy człowieka od zachowań, to wolałam wiedzieć, że pracuję ze specem, a nie doktorkiem, który nie miał o niczym pojęcia. Nieraz mieliśmy do czynienia z amatorami, a to prowadziło do kolejnego ślepegozaułka.

Czułam, że będę miała problem z tym facetem. Jeszcze nie raczył odpowiedzieć na moje pytania, a jego pyszałkowaty uśmiech już zaczynał podnosić miciśnienie.

Nie pomagało nawet to, że mężczyzna był atrakcyjny. Gdyby się nie odzywał, byłby do zniesienia. Chociaż nie, cofam to, sam jego przenikliwy wzrok powodował, że drgała mi powieka. Nie lubiłam, gdy ktoś się na mnie patrzył, a on śledził i analizował wszystko, co robiłam. Czułam, jak skręcam się pod wzrokiemnieznajomego.

– Zanim jednak odpowiem na pytania, mogę zapytać, cobierzesz?

Zbił mnie z tropu. Natychmiast spojrzałam na Cole’a, któremu w wyniku dezorientacji pojawiła się zmarszczka naczole.

Moja noga zaczęła samoczynnie podrygiwać, od razu poprawiłam się na krześle i przyjęłam inną pozycję. Za późno zorientowałam się, że ten ruch całkowicie mniezdradzał.

– Brooke?

Westchnęłam głośno. Cole zwracał się do mnie po imieniu, kiedy sięmartwił.

Chcąc wszystko zbagatelizować, odwróciłam się do byłego męża, mówiąc:

– Cole, czy naprawdę sądzisz, że bym coś brała? Jesteśmy w trakcie śledztwa, nawet pieprzona kawa nas pobudza. Nie potrzebuję niczego. Mamy sprawę do wyjaśnienia, skupmy się na tym, a nie na głupotach, jakie wygaduje człowiek, którego dopiero copoznaliśmy.

Kłamstwa. To samekłamstwa.

Nie mogłam pozwolić, by to wypłynęło. Odsunięto by mnie od śledztwa. Nie zamierzałam do tego dopuścić. Kupidyn był mój. Chciałam widzieć, jak zostaje schwytany. Pragnęłam spojrzeć mu w oczy, by zobaczyć jegoporażkę.

Gdy to się skończy, Xanax nie będzie mi już potrzebny. Ale teraz potrzebowałam go, by pomógł mi pokonać wyrzuty sumienia. Towarzyszyły mi za każdym razem, gdy nie zdążyłam uratować bezbronnej dziewczyny, stającej się ofiarą psychopatycznegognojka.

Świdrując wzrokiem tego behawiorystę od siedmiu boleści, przekazałam mu spojrzeniem, że pogadamy sobie o tym później. Lepiej, żeby miał się nabaczności.

– Nie mówimy o mnie, panie… – Choć zapamiętałam jego personalia, specjalnie czekałam, aż poda swojenazwisko.

– Adams. ConnorAdams.

Zacisnęłam zęby, kiedy zauważyłam, jak unosi kącik ust. W środku aż płonęłam. Miałam nadzieję, że znał się na swojej pracy, bo najchętniej bym gopostrzeliła.

Najlepiej tu iteraz.

***

Po tym dziwnym zapoznaniu postanowiłam odpuścić sobie na jakiś czas przesłuchanie Connora. Jedno się nie zmieniło – będę miała go na oku. Myślę, że nie tylko ja. Odkąd nasze oczy się spotkały, wyczuwałam, że każdy mój ruch jest kontrolowany. Miałam na końcu języka, żeby przestał mnie analizować i skupił się na Kupidynie, ale dałam sobiespokój.

Nie powinien był mnie rozkojarzyć. Zwrócenie uwagi dałoby mu poczucie wygranej, a ja starałam się go ignorować. Choć naprawdę było to trudne, ponieważ stał się moimcieniem.

Cole uśmiechał się do mnie, zdając sobie sprawę, że ta cała sytuacja działała mi nanerwy.

Czy nie powinien mnie ratować? W końcu był moim eksmężem, a nieznajomy mężczyzna naruszał moją przestrzeń, więc to powinien być znak, byzareagował.

Ale on nic takiego nie robił. Całkowicie wyluzowany wysunął krzesło zza biurka obok i usiadł przy Chanie, gotowy do pracy. To było nie dopomyślenia.

– To mojekrzesło.

Odwróciłam się na dźwięk nijakiego głosu. Gdybym tego nie zrobiła, pomyślałabym, że to dziewczyna. Ale wystarczył szybki rzut oka i od razu wiedziałam, z kim mam do czynienia. To ten maminsynkowatykomputerowiec.

– Wypożyczam je na czas trwaniaśledztwa.

Przygryzłam wargi, by nie parsknąć śmiechem na odpowiedź Cole’a. Współczułam chłopakowi, kiedy widziałam, jakodchodzi.

– Serio, Cole? – Uniosłam brew. – Głupszej rzeczy niesłyszałam.

Zbywając mnie, wzruszył ramionami, by po chwili odwrócić się do komputera. Teraz cztery pary oczu wlepione były w ekran. Chan, tak jak ostatnio, z prędkością światła przeskakiwał ze strony na stronę. Sapnęłam, kiedy natrafiliśmy na autora tekstu, który zostawiłKupidyn.

– Czy to nie jest znowu Michał Anioł? – dopytywał sięChan.

– To on. Musi coś znaczyć dla Kupidyna, prawda? – rzuciłam.

Spojrzałam w bok i zdziwiłam się, że Connor był tak blisko mnie. Gdyby jedno z nas się nachyliło, nasze usta by się spotkały. Natychmiast wyrzuciłam z głowy ten popaprany pomysł, cofając się o krok, aby być bliżej Cole’a.

Nie umknął mi dziwny błysk w oku Adamsa. Jednak szybko zniknął, kiedy mężczyzna zauważył, jak od niego uciekałam. A gdy zaczynał mówić, wydawało mi się, że sobie to zmyśliłam. Xanax najwyraźniej mieszał mi wgłowie.

– Tak – potwierdził moje przypuszczenia Connor. – To musi być dla niego ważne. Sam Michał Anioł bądź to, czym się zajmował, jego prace, miejsca, w których był. Nawet sama religia, wiara, ona jest tym, co często kieruje ludźmi. Jak widać, nie zawsze wykorzystuje się ją do dobrychcelów.