Kochaj każdego dnia - Alexandra Solomon - ebook

Kochaj każdego dnia ebook

Alexandra Solomon

0,0
31,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Otwórz drzwi do miłości, która uzdrawia!

Czy pragniesz relacji pełnych zrozumienia, ciepła i autentyczności? Czy wierzysz, że bliskość może dawać więcej dobra — nie raniąc, lecz budując i niosąc ukojenie?

W książce „Kochaj każdego dnia” dr Alexandra Solomon udowadnia, że to naprawdę możliwe!

365 prostych, codziennych praktyk opartych na świadomości relacyjnej pomoże Ci tworzyć bliskie więzi — z czułością, szacunkiem i głębią. To przewodnik łączący samoświadomość z praktyką budowania zdrowych, wspierających relacji.

Zmień swoje relacje — i zacznij kochać każdego dnia!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dedykacja

Dla mojej wspa­nia­łej rodziny: Todda, Briana i Court­ney. Jeste­ście moją siłą i rado­ścią.

Wstęp

Lubię porów­ny­wać zako­chi­wa­nie się do potrzą­sa­nia szklaną śnieżną kulą: stare sprawy (z poprzed­nich związ­ków, a nawet z dzie­ciń­stwa) zostają pobu­dzone, uno­sząc się z miej­sca, gdzie wcze­śniej spo­koj­nie osia­dły na dnie. To nie dzieje się dla­tego, że ludzie są głupi czy zepsuci. Taka jest po pro­stu natura roman­tycz­nej miło­ści. Zamiast bać się burzy lub jej ulec, nasza praca nad związ­kiem powinna pole­gać na zało­że­niu czapki i ręka­wi­czek oraz sta­wie­niu jej czoła wspól­nie z part­ne­rem.

W ciągu ostat­nich dwóch dekad mia­łam przy­wi­lej uczyć tysiące stu­den­tów, pra­co­wać z set­kami par w mojej prak­tyce tera­peu­tycz­nej oraz dzie­lić się moimi spo­strze­że­niami na temat rela­cji z milio­nami osób w mediach spo­łecz­no­ścio­wych. Z rado­ścią zebra­łam wiele z tych reflek­sji w jed­nej książce, aby pomóc part­ne­rom zgłę­biać naj­waż­niej­sze i naj­bar­dziej palące wyzwa­nia naszych cza­sów. Ta książka, jak i moja szer­sza praca, ma na celu pomóc ci roz­wi­jać to, co nazy­wam świa­do­mo­ścią sie­bie w rela­cjach – cią­głą, pełną cie­ka­wo­ści i empa­tii rela­cję, którą każde z nas ma z samym sobą. Ucząc nas brać odpo­wie­dzial­ność za to, jak „pre­zen­tu­jemy się” w naszych związ­kach, świa­do­mość sie­bie w rela­cjach staje się fun­da­men­tem, który pozwala intym­nym rela­cjom roz­kwi­tać.

Podróż w kie­runku roz­wi­ja­nia świa­do­mo­ści sie­bie w rela­cjach nie polega na dąże­niu do per­fek­cji – cho­dzi o pokorę i cie­ka­wość wobec naszego wewnętrz­nego świata oraz tego, jak wcho­dzimy w rela­cje z innymi. W tej książce dosta­niesz zapro­sze­nie do roz­wi­ja­nia i dosko­na­le­nia umie­jęt­no­ści, takich jak empa­tyczne słu­cha­nie, rozu­mie­nie i prze­ry­wa­nie nie­zdro­wych sche­ma­tów, dba­nie o swoje potrzeby, skła­da­nie szcze­rych prze­pro­sin, opie­ko­wa­nie się swoim wewnętrz­nym dziec­kiem (lub, jak ja to nazy­wam, małą sobą), prak­ty­ko­wa­nie życz­li­wo­ści wobec sie­bie i wiele innych. Ponadto jed­nym z fila­rów świa­do­mo­ści sie­bie w rela­cjach jest umie­jęt­ność dosto­so­wy­wa­nia naszego spoj­rze­nia na sie­bie, aby zro­zu­mieć, jak nasz wewnętrzny świat, nasze wzorce rela­cyjne oraz szer­szy kon­tekst kul­tu­rowy wza­jem­nie na sie­bie wpły­wają. W tej książce znaj­dziesz wiele wpi­sów, które zgłę­biają, w jaki spo­sób różne wpływy na nasze rela­cje – te mikro (dyna­mika oddzia­ły­wań jed­no­stek i związ­ków) oraz makro (czyn­niki kul­tu­rowe) – wza­jem­nie się odzwier­cie­dlają.

Spoj­rze­nie w głąb sie­bie i intym­ność są nie­ro­ze­rwal­nie zwią­zane. Kiedy naprawdę kochamy i pozwa­lamy sobie na przy­ję­cie miło­ści, zwłasz­cza w dłu­go­trwa­łych rela­cjach, ujaw­niają się nasze wraż­liwe miej­sca, emo­cjo­nalne rany, naj­głęb­sze lęki i nie­pew­no­ści. Choć może to być prze­ra­ża­jące, daje nam moż­li­wość bycia widzia­nymi i kocha­nymi w naj­bar­dziej auten­tyczny spo­sób, jak rów­nież do uzdro­wie­nia ran z prze­szło­ści, z cza­sów, kiedy nie akcep­to­wano nas takimi, jakimi wów­czas byli­śmy.

Jeśli jesteś obec­nie w intym­nym związku, ta książka może pomóc tobie i two­jemu part­ne­rowi dodać waszej rela­cji klasy, spra­wić, że wszyst­kie wasze doświad­cze­nia (rado­sne, fru­stru­jące, nie­ja­sne, wzru­sza­jące) staną się lek­cjami, które pomogą wam bar­dziej zro­zu­mieć sie­bie nawza­jem. Nauczysz się współ­two­rzyć histo­rię miło­ści, która ma moc uzdra­wia­nia waszej prze­szło­ści oraz cele­bra­cji waszego indy­wi­du­al­nego i wspól­nego poten­cjału.

A jeśli obec­nie jesteś sin­glem lub prze­cho­dzisz z jed­nej rela­cji w kolejną, ta książka pomoże ci zro­zu­mieć twoją prze­szłość (zarówno w rodzi­nie, w któ­rej dora­sta­łeś, jak i w poprzed­nich intym­nych rela­cjach), by móc podej­mo­wać mądre i świa­dome decy­zje w teraź­niej­szo­ści oraz budo­wać pomyślną przy­szłość.

Two­rząc tę kolek­cję, zbie­ra­jąc moje dotych­cza­sowe tek­sty i doda­jąc nowe, mia­łam na uwa­dze czy­tel­ni­ków na róż­nych eta­pach roz­woju rela­cji. Ta książka jest dla osoby, która poślu­biła swoją szkolną miłość i na­dal jest w niej zako­chana po pięć­dzie­się­ciu latach. Jest dla mło­dego czło­wieka, który dopiero zaczyna swoją przy­godę z rand­ko­wa­niem i czuje się jed­no­cze­śnie zagu­biony i pod­eks­cy­to­wany, szu­ka­jąc kogoś wyjąt­ko­wego. Jest dla osoby, która leczy zła­mane serce lub pra­gnie zapo­mnieć o trud­nym dzie­ciń­stwie. I jest dla pary, która roz­po­czyna nowy roz­dział po waż­nym wyda­rze­niu życio­wym, powięk­sza swoją rodzinę lub staje w obli­czu wyzwa­nia w związku. Bez względu na to, kim jesteś, podróż ku samo­świa­do­mo­ści rela­cyj­nej jest dla cie­bie. Się­ga­jąc po tę książkę, doko­nu­jesz odważ­nej i zna­czą­cej inwe­sty­cji w sie­bie oraz swoje rela­cje.

Intym­ność to podróż, a nie cel. Mam nadzieję, że samo­świa­do­mość rela­cyjna sta­nie się twoim nie­za­wod­nym wewnętrz­nym kom­pa­sem, który popro­wa­dzi cię ku związ­kom, które kar­mią i wzbo­ga­cają, a odsu­nie od tych, w któ­rych powie­lasz stare błędy. Chcia­ła­bym, żeby pomo­gła ci rów­nież przy­jąć cudowną zło­żo­ność bycia zarówno takim, jakim jesteś, jak rów­nież sta­wa­nia się cią­gle roz­wi­ja­ją­cym się dzie­łem. Cie­szę się, że tu jesteś.

JAK KORZYSTAĆ Z TEJ KSIĄŻKI

Ta książka zawiera 365 wpi­sów, które mają pomóc ci się uzdra­wiać, roz­wi­jać i roz­kwi­tać. Nie ma zna­cze­nia, któ­rego dnia roku roz­po­czy­nasz swoją podróż. Po pro­stu znajdź dzi­siej­szą datę i zanurz się w lek­tu­rze.

Każdy wpis w tej książce odpo­wiada jed­nemu z dzie­wię­ciu głów­nych tema­tów świa­do­mo­ści sie­bie w rela­cjach: uzdra­wia­nie prze­szło­ści, prak­ty­ko­wa­nie życz­li­wo­ści wobec sie­bie, sza­cu­nek do swo­ich uczuć, zro­zu­mie­nie dyna­miki rela­cji, zaspo­ka­ja­nie swo­ich potrzeb, trans­for­ma­cja kon­fliktu, roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów w rela­cjach, roz­wi­ja­nie świa­do­mo­ści sek­su­al­nej oraz nawi­go­wa­nie przez etapy miło­ści. Każdy z tych tema­tów ma przy­pi­sany kon­kretny kolor, co uła­twia ich odna­le­zie­nie, a legenda znaj­duje się poni­żej. W zależ­no­ści od two­jej histo­rii może się zda­rzyć, że pewne tematy staną się bar­dziej istotne w okre­ślo­nych momen­tach. Jeśli więc twoja rela­cja staje się trudna lub nie­zro­zu­miała, możesz prze­wer­to­wać książkę, aby zna­leźć wpis, który odpo­wiada twoim potrze­bom w danym momen­cie. Jed­nak ważne jest, aby zgłę­bić każdy z dzie­wię­ciu tema­tów i zro­zu­mieć, jak się ze sobą łączą, aby twoja podróż ku świa­do­mo­ści sie­bie w rela­cjach była holi­styczna i pełna.

TEMATY – OPIS

Lecze­nie ran z prze­szło­ści

Zro­zum, jak dyna­mika rela­cji w two­jej rodzi­nie, bole­sne doświad­cze­nia oraz nagro­ma­dzony emo­cjo­nalny bagaż kształ­tują twoje obecne rela­cje. Prze­ana­li­zuj prze­szłość, aby dostrzec, jak odbija się ona w two­ich związ­kach dzi­siaj.

Ćwi­cze­nie samo­współ­czu­cia

Znajdź spo­kój w poczu­ciu wła­snej war­to­ści i odkryj potężne połą­cze­nie mię­dzy miło­ścią do sie­bie a bli­sko­ścią z part­ne­rem.

Sza­no­wa­nie wła­snych uczuć

Zro­zum i naucz się inter­pre­to­wać „dane” gro­ma­dzone w twoim wewnętrz­nym świe­cie oraz pra­cuj bar­dziej efek­tyw­nie nad czyn­ni­kami wyzwa­la­ją­cymi emo­cje (twoje wła­sne i two­jego part­nera).

Rozu­mie­nie dyna­miki rela­cji

Porzuć myśle­nie w kate­go­riach „ja kon­tra ty” i przejdź do podej­ścia „my kon­tra pro­blem”, które pogłę­bia bli­skość.

Zaspo­ka­ja­nie swo­ich potrzeb

Poznaj stra­te­gie two­rze­nia zdro­wych gra­nic i usta­la­nia ocze­ki­wań w spo­sób, który buduje wza­jemny sza­cu­nek i zapo­biega nara­sta­niu urazy.

Prze­pra­co­wa­nie kon­fliktu

Dowiedz się, co naprawdę ozna­cza walka z odda­le­niem, a nie ze sobą nawza­jem.

Roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów w związku

Zro­zum pro­blemy sto­jące za powszech­nymi, lecz skom­pli­ko­wa­nymi wyzwa­niami w związku, takimi jak zaufa­nie, zdrada, poczu­cie zdrady, zazdrość czy odczu­wa­nie sprzecz­nych emo­cji.

Roz­wi­ja­nie sek­su­al­nej samo­świa­do­mo­ści

Znajdź powody, by czuć się dobrze we wła­snej skó­rze i nawią­zy­wać z part­ne­rem bli­skość w spo­sób, który będzie spra­wiał przy­jem­ność wam obojgu.

Nawi­go­wa­nie mię­dzy eta­pami miło­ści

Cele­bruj roz­wój swo­jej intym­nej rela­cji i odkryj, co jest potrzebne, aby miłość trwała.

Pod koniec książki znaj­dziesz słow­ni­czek ter­mi­nów oraz dodat­kowe zasoby, które mogą wspie­rać cię na dro­dze do rela­cyj­nej samo­świa­do­mo­ści. Aby w pełni sko­rzy­stać z tej książki, zale­cam codzien­nie prze­zna­czyć tro­chę czasu na prze­czy­ta­nie jed­nego roz­działu. Następ­nie możesz pra­co­wać z nim w jeden lub we wszyst­kie z poda­nych poni­żej spo­so­bów:

1. Pro­wadź zapi­ski w swoim dzien­niku. Wiele roz­dzia­łów zawiera pyta­nia wspie­ra­jące roz­wój rela­cyj­nej samo­świa­do­mo­ści, które zachę­cają do reflek­sji. Możesz to osią­gnąć poprzez pisa­nie lub po pro­stu zasta­na­wia­nie się nad swo­imi myślami. W przy­padku roz­dzia­łów nie­za­wie­ra­ją­cych pytań do reflek­sji możesz sko­rzy­stać z nastę­pu­ją­cych pytań ogól­nych:

– O czym przy­po­mina ci ten roz­dział lub nad czym każe ci się zasta­no­wić?

– Jakie uczu­cia wywo­łuje w tobie ten roz­dział?

– Co dzięki prze­czy­ta­niu tego roz­działu chcesz prak­ty­ko­wać w swoim życiu? W jaki spo­sób możesz zacząć to robić?

2. Medy­tuj nad sło­wem lub frazą z roz­działu. Ustaw sto­per na 5–10 minut. Usiądź w ciszy i pozwól, aby prze­sła­nie roz­działu zako­rze­niło się w tobie.

3. Podziel się tym roz­dzia­łem z kimś, kogo kochasz i komu ufasz, i wyko­rzy­staj go, aby roz­po­cząć roz­mowę. Pamię­taj, by roz­po­cząć tę roz­mowę z uko­chaną osobą (part­ne­rem, przy­ja­cie­lem, człon­kiem rodziny) w spo­sób cie­kawy i otwarty. Nie zaczy­naj od wywo­ły­wa­nia poczu­cia winy („Mógł­byś przy­naj­mniej prze­czy­tać ten roz­dział dla mnie!”) ani kry­tyki („Naprawdę potrze­bu­jesz prze­czy­tać ten roz­dział!”). Takie podej­ście naj­praw­do­po­dob­niej wywoła reak­cję obronną u dru­giej osoby, a roz­mowa nie pój­dzie dobrze. Zamiast tego spró­buj cze­goś w stylu: „Bar­dzo mi zależy, żebyś czy­tał te roz­działy razem ze mną” albo „Uwiel­biam, kiedy wyko­rzy­stu­jemy te roz­działy jako począ­tek roz­mowy. Tak wiele się wtedy uczę!”.

4. Stwórz krąg czy­tel­ni­czy z przy­ja­ciółmi lub bli­skimi. Wyko­rzy­staj roz­działy jako punkt wyj­ścia do roz­mów i wza­jem­nej tro­ski o sie­bie nawza­jem.

Nie ma złych spo­so­bów na korzy­sta­nie z tej książki. Sprawdź, który będzie naj­lep­szy dla cie­bie!

UWAGA NA TEMAT PŁCI

Ta książka została stwo­rzona z myślą o czy­tel­ni­kach wszyst­kich toż­sa­mo­ści płcio­wych i sek­su­al­nych, na każ­dym eta­pie roz­woju rela­cji. Jed­nak bada­nia poka­zują, że normy ról płcio­wych naj­czę­ściej wystę­pują w spo­sób naj­bar­dziej sztywny i ogra­ni­czony w obsza­rze rela­cji intym­nych. Mając to na uwa­dze, nie­które roz­działy odno­szą się do spe­cy­ficz­nych i szko­dli­wych skut­ków hete­ro­nor­ma­tyw­no­ści w tego typu związ­kach. Sta­ra­łam się uwzględ­nić, w jaki spo­sób dany temat może doty­czyć osób nale­żą­cych do spo­łecz­no­ści LGB­TQIA+. Nie­mniej jed­nak, ponie­waż każda osoba i każdy zwią­zek jest wyjąt­kowy, mogą zda­rzyć się sytu­acje, w któ­rych pewne doświad­cze­nia nie zostały w pełni uwzględ­nione. Mam nadzieję, że na tych stro­nach poczu­jesz się dostrze­żony, wspie­rany i doce­niany.

WITAJ NA ZAJĘCIACH

Miłość to kurs, w cza­sie któ­rego uczymy się o sobie, innych i ota­cza­ją­cym nas świe­cie w naj­głęb­szy i naj­bar­dziej pokorny spo­sób, jaki można sobie wyobra­zić. Ponie­waż nikt z nas nie otrzy­mał instruk­cji obsługi do związ­ków intym­nych, nauka, jak kochać innych i jak przyj­mo­wać miłość, to podróż trwa­jąca całe życie. Tera­pia, wspar­cie ze strony spo­łecz­no­ści oraz książki takie jak ta mogą być w tej podróży pomocne. Poszu­ki­wa­nie zaso­bów, które pomogą popra­wić twoje rela­cje, to znak siły i emo­cjo­nal­nej doj­rza­ło­ści, a także inwe­sty­cja, która będzie pro­cen­to­wać przez wiele lat. Mam nadzieję, że ta książka posłuży ci jako pod­ręcz­nik do two­jego związku, pobu­dza­jąc do reflek­sji i autoreflek­sji w tej pięk­nej prze­strzeni nauki. Jestem wdzięczna, że mogę towa­rzy­szyć ci w tej podróży.

SŁOWO NA TEMAT PRZEMOCY ORAZ DODATKOWE ZASOBY

W książce poru­szam sze­roki zakres typo­wych dyna­mik w związ­kach, ofe­ruję słow­nic­two, narzę­dzia i wska­zówki, jak zarzą­dzać swo­imi myślami i emo­cjami, aby móc w pozy­tywny i sku­teczny spo­sób komu­ni­ko­wać się ze swoim part­ne­rem. Jed­nak te porady nie są odpo­wied­nie dla czy­tel­ni­ków, któ­rzy trwają w związku, w któ­rym docho­dzi do prze­mocy.

Kra­jowa Info­li­nia ds. Prze­mocy Domo­wej (http://the­ho­tline.org) defi­niuje prze­moc w związku jako wzo­rzec przy­mu­sza­ją­cego zacho­wa­nia, sto­so­wa­nego w celu utrzy­ma­nia wła­dzy i kon­troli nad obec­nym lub byłym part­ne­rem. Takie rela­cje mogą obej­mo­wać nie­które lub wszyst­kie z nastę­pu­ją­cych zacho­wań:

– Prze­moc emo­cjo­nalna (wyzy­wa­nie, poni­ża­nie).

– Prze­moc fizyczna (szar­pa­nie, bicie, popy­cha­nie).

– Prze­moc sek­su­alna (zmu­sza­nie lub nakła­nia­nie do aktyw­no­ści sek­su­al­nej).

– Groźby i zastra­sza­nie mające na celu zdo­by­cie lub utrzy­ma­nie wła­dzy.

– Izo­la­cja (ogra­ni­cza­nie, kon­tro­lo­wa­nie lub unie­moż­li­wia­nie kon­taktu z rodziną i przy­ja­ciółmi).

– Prze­moc finan­sowa (unie­moż­li­wia­nie komuś pod­ję­cia pracy).

– Wyko­rzy­sty­wa­nie dzieci do zdo­by­cia wła­dzy (okła­my­wa­nie dzieci na temat part­nera, gro­że­nie ode­bra­niem dzieci).

Aby uzy­skać wię­cej infor­ma­cji doty­czą­cych prze­mocy domo­wej, zapo­znaj się z sek­cją nt. wspar­cia kry­zy­so­wego na końcu tej książki.

Styczeń

1 stycz­nia

Pro­ces lecze­nia nie jest linią pro­stą.

Na początku naszej drogi do uzdro­wie­nia czę­sto mówimy o zmia­nach, któ­rych pra­gniemy, w spo­sób, który nie­świa­do­mie wywiera na nas ogromną pre­sję. Mamy ten­den­cję do mówie­nia rze­czy takich, jak:

„Chcę prze­stać zacho­wy­wać się w ten spo­sób”.

„Nie­na­wi­dzę tej czę­ści sie­bie”.

„Chcę napra­wić ten pro­blem”.

Trud­ność ze sto­so­wa­niem takiego języka polega na tym, że osta­tecz­nie two­rzy on bar­dzo sztywny podział:

Złe kon­tra dobre zacho­wa­nie.

Nie­ak­cep­to­walne kon­tra akcep­to­walne czę­ści sie­bie.

Roz­bite kon­tra uzdro­wione.

Podziały binarne mogą być nie­zwy­kle ogra­ni­cza­jące, co mie­li­śmy szczę­ście poznać dzięki tym, któ­rzy odkry­wają nie­skoń­czone spo­soby życia poza binar­nymi nor­mami płci. Na przy­kład:

Podziały binarne zamy­kają nas w szu­flad­kach.

Jestem albo

tym

, albo

tam­tym

.

Podziały binarne two­rzą warunki do samo­bi­czo­wa­nia.

Jeśli nie jestem

tym

, to zna­czy, że jestem

tam­tym

, a teraz jestem „skre­ślony”, bo powie­dzia­łem sobie i innym, że już nie jestem

tam­tym

.

Podziały binarne są zbyt per­fek­cyjne i trwałe.

Jeśli jestem

tym

, to nie mogę/nie będę/nie wolno mi ni­gdy być

tam­tym

.

Pro­ces lecze­nia nie działa jak włącz­nik on/off. Ludzka natura wymaga drogi peł­nej głę­bo­kiej łagod­no­ści. Zobacz, co zmie­nia się w twoim wnę­trzu, kiedy uży­wasz poda­nych niżej zwro­tów, by mówić o zmia­nach, które chcesz wpro­wa­dzić:

„Pra­cuję nad tym, by być mniej

taki

, a bar­dziej

taki

…”.

„Pozwa­lam sobie odpu­ścić

to

i zaczy­nam robić

tamto

…”.

„Zobo­wią­zuję się odda­lać od

tego

i przyj­mo­wać

tamto

…”.

2 stycz­nia

Miej odwagę zapy­tać sie­bie: jak to jest być ze mną w tym momen­cie?

Łatwo jest być nie­świa­do­mym wpływu, jaki wywie­ramy na ludzi wokół nas, ponie­waż więk­szość z nas ma swoją histo­rię pier­wotną – doświad­cze­nia, przez które prze­szli­śmy, a które ukształ­to­wały nasze obecne podej­ście do rela­cji. To powo­duje, że mamy ten­den­cję do nad­mier­nego sku­pia­nia się na tym, co robi ktoś inny (nasz rodzic, part­ner, dziecko). Na przy­kład:

Jako dziecko byłeś nie­zwy­kle wraż­liwy.

Sku­pie­nie uwagi na nastro­jach doro­słych wokół cie­bie praw­do­po­dob­nie pomo­gło ci przy­go­to­wać się na doświad­cza­nie nagłych i nie­prze­wi­dy­wal­nych emo­cji.

Masz jedną lub wię­cej mar­gi­na­li­zo­wa­nych toż­sa­mo­ści

. Sku­pia­nie się na oso­bach, które mają wię­cej wła­dzy, może być stra­te­gią prze­trwa­nia.

W swo­jej rodzi­nie byłeś uwa­żany za cudowne dziecko.

W rezul­ta­cie nikt nie uwa­żał cię za odpo­wie­dzial­nego za to, jak twoje zacho­wa­nie wpły­wało na innych.

Zaj­mu­jesz jedną lub wię­cej uprzy­wi­le­jo­wa­nych pozy­cji.

To może spra­wić, że bar­dziej przy­wy­kłeś do nada­wa­nia tonu niż reago­wa­nia na niego.

Dwie pierw­sze kwe­stie repre­zen­tują bez­sil­ność, nato­miast dwie ostat­nie ozna­czają mylne poczu­cie wła­dzy. Żadna z tych postaw nie sta­nowi fun­da­mentu do budo­wa­nia zdro­wych rela­cji.

Być może życie nie dało ci wielu oka­zji, aby zasta­no­wić się, jak ludzie wokół cie­bie cię postrze­gają. Jed­nak nawet gdy osią­gamy tzw. prze­łom roz­woju (czyli coś, nad czym obec­nie pra­cu­jemy, sta­ra­jąc się to ulep­szyć lub opa­no­wać w naszym życiu), który nie jest naszą „winą”, to mimo wszystko naszym zada­niem jest zająć się naprawą. Uświa­do­mie­nie sobie tego braku to pierw­szy krok do jego roz­wią­za­nia.

Roz­wi­jaj nawyk wyobra­ża­nia sobie, jak inni ludzie czują się w two­jej obec­no­ści:

Czy two­rzę bez­pieczną prze­strzeń, aby inni mogli mówić do mnie otwar­cie i z wraż­li­wo­ścią?

Jak bar­dzo łagodny jest mój ton?

W jakim stop­niu moja ener­gia otwiera dia­log, a w jakim go zamyka?

Jeśli nie podo­bają ci się twoje odpo­wie­dzi na poprzed­nie pyta­nia, nie trak­tuj ich jako powodu do samo­kry­tyki. Zamiast tego potrak­tuj je jako oka­zję do zro­zu­mie­nia sie­bie i wpro­wa­dze­nia nowych, lep­szych roz­wią­zań:

Czy potrze­bu­jesz wię­cej snu?

Czy potrze­bu­jesz wię­cej prze­strzeni?

Czy jesteś surowy dla innych, ponie­waż jesteś surowy dla sie­bie?

Czego się oba­wiasz, sta­jąc się bar­dziej otwarty?

3 stycz­nia

Kiedy wzorce rela­cji intym­nych, które obser­wo­wa­łeś w dzie­ciń­stwie, pozo­sta­wiają cię z wyraź­niej­szym poczu­ciem, czego nie chcesz, niż czego pra­gniesz, masz oka­zję samo­dziel­nie te luki wypeł­nić.

Naj­więk­szymi szczę­ścia­rzami wśród nas są ci, któ­rzy dora­stali oto­czeni zdro­wymi wzor­cami bli­skich rela­cji. Pozo­stali, nie­stety, widzieli kon­flikt, dystans, a cza­sem coś jesz­cze gor­szego. Zosta­li­śmy pozo­sta­wieni sami sobie, nie­po­rad­nie pró­bu­jąc zło­żyć obraz miło­ści z bajek, kome­dii roman­tycz­nych, por­no­gra­fii i tek­stów pio­se­nek. Jed­nak aby doświad­czyć praw­dzi­wej intym­no­ści, musisz – a jed­no­cze­śnie masz przy­wi­lej – spa­lić te wyświech­tane wzorce i z popio­łów zbu­do­wać coś auten­tycz­nego.

Pyta­nia poma­ga­jące w budo­wa­niu świa­do­mo­ści w rela­cjach

W moim związku intym­nym:

Chcę czuć…

Chcę, aby mój part­ner czuł…

Chcę być postrze­gany jako…

Chcę, aby mi ufano w kwe­stii…

Chcę wie­dzieć…

Chcę, aby mój part­ner wie­dział…

Chcę, aby mój part­ner potra­fił…

Chcę, aby­śmy ja i mój part­ner potra­fili…

Nie trak­tuj powyż­szych pytań jak żądań. To są inten­cje, myśli prze­wod­nie i zapro­sze­nia do miło­ści, jakiej pra­gniesz. Zde­fi­niuj ją. Opisz ją. Zade­kla­ruj ją.

4 stycz­nia

Kiedy łapiesz się na tym, że twoja reak­cja w danej chwili wydaje się sil­niej­sza, niż „powinna” być, przy­po­mnij sobie, że dzieje się tak dla­tego, że nowy ból łączy się z daw­nym bólem.

Dzi­siej­szy smu­tek przy­wo­łuje żal sprzed lat. Uczu­cia, które już kie­dyś zna­łeś, powra­cają, spo­tę­go­wane przez to, że są ci zna­jome. Smu­tek wymaga, by z nim współ­pra­co­wać, a nie wal­czyć. Musisz go przy­jąć, a nie odpy­chać. Jeśli czu­jesz, że łzy cisną ci się do oczu, mam nadzieję, że pozwo­lisz im swo­bod­nie pły­nąć. Oprzyj się poku­sie, by wmó­wić sobie, że powi­nie­neś czuć coś innego. Czuj to, co czu­jesz.

Ponie­waż żal nie­ustan­nie wraca jak echo, trzeba obcho­dzić się z nim bar­dzo deli­kat­nie. Kiedy wszystko wydaje się przy­tła­cza­jące, skup się na tym, co jest praw­dziwe, tu i teraz. Na przy­kład:

Śmiech two­jego dziecka.

Wie­czorne cyka­nie świersz­czy.

Nocna słodka prze­ką­ska.

Koc na two­ich kola­nach.

Wcią­ga­jący serial, który pozwala ci na chwilę „uciec”.

Kiedy pozwa­lasz, by żal prze­pły­nął przez cie­bie, otwie­rasz sobie prze­strzeń na coś nowego. Może to być czy­jaś obec­ność. Może czu­łość. Może przy­po­mnie­nie, że bycie żywym ozna­cza mie­rze­nie się z sil­nymi i trud­nymi emo­cjami, przy jed­no­cze­snych sta­ra­niach bycia zaan­ga­żo­wa­nym i życz­li­wym.

5 stycz­nia

Możemy trak­to­wać nasze główne rany z deli­kat­no­ścią, nawet jeśli sto­su­jemy nasze stra­te­gie radze­nia sobie.

Główna rana to ból, który pozo­staje po doświad­cze­niu lub zmia­nach, z któ­rymi musie­li­śmy się zmie­rzyć, będąc zbyt mło­dymi, by to zro­zu­mieć, kon­tro­lo­wać lub zmie­nić. Główne rany wyni­kają z prze­żyć, które były dla nas zbyt trudne do udźwi­gnię­cia, wyda­rzyły się zbyt wcze­śnie w naszym życiu lub musie­li­śmy się z nimi zma­gać sami. Przy­kłady głów­nych ran to:

Nie jestem prio­ry­te­tem.

Nie jestem chro­niony.

Nie pasuję.

Nie zasłu­guję.

Stra­te­gie radze­nia sobie to dzia­ła­nia, które zaczę­li­śmy podej­mo­wać, aby uczy­nić nasze zbyt silne emo­cje bar­dziej zno­śnymi. To są „miej­sca”, do któ­rych ucie­kamy, gdy czu­jemy się przy­tło­czeni. Przy­kłady stra­te­gii radze­nia sobie to:

Zado­wa­la­nie innych, by zyskać ich apro­batę.

Znie­czu­la­nie się przy uży­ciu nar­ko­ty­ków lub alko­holu.

Wyma­ga­nie od sie­bie per­fek­cji lub nad­mierna praca, by zagłu­szyć emo­cje.

Potrzeba bycia potrzeb­nym.

Nad­mierna, prze­sadna samo­dziel­ność.

Odej­ście, zanim ktoś zdąży odejść od cie­bie.

W moich wie­lo­let­nich doświad­cze­niach tera­peu­tycz­nych ni­gdy nie spo­tka­łam głów­nej rany, która nie budzi­łaby we mnie głę­bo­kiego współ­czu­cia. Nato­miast wiele stra­te­gii radze­nia sobie, które napo­tka­łam, bywa nie­po­ko­ją­cych i nisz­czą­cych bli­skość. Główne rany oraz stra­te­gie radze­nia sobie rodzą się we wcze­snych latach naszego dzie­ciń­stwa i towa­rzy­szą nam w doro­słym życiu.

Praca nad świa­do­mo­ścią sie­bie w rela­cjach polega na zro­zu­mie­niu, w jaki spo­sób twoja prze­szłość kształ­tuje teraź­niej­szość, oraz na pie­lę­gno­wa­niu rela­cji, w któ­rych czu­jesz się na tyle bez­piecz­nie, aby podzie­lić się swoją histo­rią z part­ne­rem. Nie powinna być trak­to­wana jako wymówka dla „złego” zacho­wa­nia, lecz jako kon­tekst dla zro­zu­mie­nia i budo­wa­nia bli­sko­ści.

6 stycz­nia

Zamiast pytać: „Dla­czego nie zro­bi­łeś X?”, spró­buj zapy­tać: „Co powstrzy­mało cię przed zro­bie­niem X?”.

Part­ner A prosi Part­nera B o coś, lecz Part­ner B tego nie reali­zuje. Part­ner A czuje mie­szankę zra­nie­nia, zagu­bie­nia i zło­ści. Kiedy Part­ner A zwraca się do Part­nera B, by zro­zu­mieć, dla­czego sprawy poszły nie tak, powi­nien zadać pyta­nie, które w świe­cie tera­pii rodzin nazy­wamy pyta­niem o ogra­ni­cze­nia.

Pyta­nie o ogra­ni­cze­nia opiera się na prze­ko­na­niu, że nasza uko­chana osoba chce speł­nić nasze ocze­ki­wa­nia, ale coś jej w tym prze­szka­dza. Aby deli­kat­nie zapro­sić do udzie­le­nia odpo­wie­dzi peł­nej miło­ści, któ­rej pra­gniemy, i zaszcze­pić nasiono bli­sko­ści, pyta­nie o ogra­ni­cze­nia zaczyna się od słów: „Co powstrzy­mało cię przed…”.

Zamiast pytać: „Dla­czego skła­ma­łeś?”, zapy­taj: „Co powstrzy­mało cię przed powie­dze­niem prawdy?”.

Zamiast pytać: „Dla­czego nie zadzwo­ni­łeś?”, zapy­taj: „Co powstrzy­mało cię przed zadzwo­nie­niem?”.

Kiedy zada­jesz pyta­nie o ogra­ni­cze­nia, zapra­szasz swo­jego part­nera do wspól­nego przyj­rze­nia się temu, co blo­kuje jego pełną miło­ści, łączącą lub adap­ta­cyjną odpo­wiedź. Zamiast sku­piać się wyłącz­nie na jego błę­dach, nie­do­sko­na­ło­ściach i głów­nych ranach – takie pyta­nie jest aktem odwagi, ponie­waż pod­daje szcze­gó­ło­wej ana­li­zie samą rela­cję.

Muszę cię jed­nak ostrzec: zada­nie pyta­nia o ogra­ni­cze­nia wiąże się z ryzy­kiem. Możesz usły­szeć coś deli­kat­nego od swo­jego part­nera, na przy­kład: „Twoje reak­cje są gwał­towne i nie­prze­wi­dy­walne. Boję się być z tobą szczery”. To nie ozna­cza, że jego kłam­stwo jest twoją winą. Ozna­cza to jed­nak, że oboje jeste­ście zapro­szeni do przyj­rze­nia się, jaki kli­mat rela­cyjny razem two­rzy­cie. Macie szansę wspól­nie odkryć, jak prze­rwać ten cykl – ty możesz pra­co­wać nad regu­la­cją emo­cji, by zachę­cać do więk­szej szcze­ro­ści, a part­ner może być bar­dziej praw­do­mówny, abyś mniej się zło­ścił. Pyta­nie o ogra­ni­cze­nia usta­wia was oboje po tej samej stro­nie pro­blemu.

7 stycz­nia

Mał­żeń­stwo, któ­rego potrze­bu­jesz w wieku 30 lat, różni się od tego, któ­rego potrze­bu­jesz w wieku 50 lat, a oba będą róż­nić się od mał­żeń­stwa, któ­rego potrze­bu­jesz w wieku 70 lat. Jeśli masz dużo szczę­ścia (i sporo umie­jęt­no­ści), wszyst­kie te mał­żeń­stwa prze­ży­jesz z tą samą osobą.

Jedną z pięk­nych rze­czy we współ­cze­snych rela­cjach intym­nych jest to, że tak bar­dzo cenimy sobie praw­dziwą bli­skość – czyli praw­dziwe postrze­ga­nie sie­bie nawza­jem. Dążymy do tego, by wyjść poza role chło­paka, dziew­czyny, part­nera, męża, żony, współ­mał­żonka i naprawdę doce­nić duszę osoby, z którą jeste­śmy zwią­zani.

Nasze dusze nie są ogra­ni­czone przez line­ar­ność, czas ani role. Kochać czy­jąś duszę to kochać istotę, która prze­kra­cza mokry ręcz­nik rzu­cony na pod­łogę, zgryź­liwy nastrój przy kola­cji czy nie­po­ro­zu­mie­nia na tle finan­so­wym. W tym świe­tle bli­ski zwią­zek to towa­rzy­sze­nie w podróży duszy uko­cha­nej osoby. W tym świe­tle zmie­niają się oko­licz­no­ści, zmie­niają się ciała, zmie­niają się poziomy ener­gii, zmie­niają się dra­maty, ale to, co pozo­staje nie­zmienne, to dar bycia bli­sko kogoś, kogo naprawdę cenimy.

Chcia­ła­bym zwró­cić twoją uwagę na rów­no­cze­sną rolę szczę­ścia i umie­jęt­no­ści: obie te rze­czy są nie­zbędne, aby zwią­zek mógł się roz­wi­jać, choć nie znam dokład­nych pro­por­cji, jakich potrze­buje każda para – każdy zwią­zek jest prze­cież inny! Umie­jęt­no­ści poma­gają… ale szczę­ście także ma zna­cze­nie. Cię­żary i przy­wi­leje nie są równo roz­dzie­lone mię­dzy nas, a doty­czy to rów­nież par. Pamię­taj, że mimo kapry­sów losu praca, którą wyko­nu­jesz nad sobą i wewnątrz swo­jego związku, naprawdę ma zna­cze­nie.

8 stycz­nia

Nasze związki zazwy­czaj potrze­bują mniej roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów i rad, a wię­cej bez­piecz­nej, otwar­tej prze­strzeni i empa­tii.

Roz­trop­ność polega na wła­ści­wej oce­nie sytu­acji i wybra­niu odpo­wie­dzi, która naj­le­piej służy związ­kowi. Kiedy ktoś się przed nami otwiera, nasze odpo­wie­dzi można podzie­lić na dwie sze­ro­kie kate­go­rie:

Odpo­wiedź nasta­wiona na roz­wią­zy­wa­nie pro­blemu:

Taka odpo­wiedź sku­pia się na napra­wia­niu lub dawa­niu rad i brzmi mniej wię­cej tak:

„Powi­nie­neś…”

„Musisz…”

„Trzeba zro­bić…”

Odpo­wiedź oparta na empa­tii:

Ta odpo­wiedź polega na stwo­rze­niu prze­strzeni dla dru­giej osoby i może brzmieć tak:

„To jest skom­pli­ko­wane”.

„Rozu­miem, dla­czego jest ci z tym ciężko”.

„Myślę, że na twoim miej­scu czuł­bym się podob­nie”.

Można śmiało powie­dzieć, że więk­szość naszych rela­cji zyska­łaby na jako­ści, gdy­by­śmy ofe­ro­wali wię­cej empa­tii, a mniej rad. Empa­tia daje siłę – pomaga dru­giej oso­bie lepiej zro­zu­mieć uczu­cia i samo­dziel­nie pod­jąć decy­zję, jak roz­wią­zać pro­blem. Jej kolejny krok będzie bar­dziej auten­tyczny i zgodny z ich uczu­ciami, ponie­waż wypływa z jej wła­snych emo­cji, a nie z narzu­co­nych wska­zó­wek. Dzięki temu zbli­żamy się do naszego part­nera, sta­jąc się dla niego peł­nym wyro­zu­mia­ło­ści słu­cha­czem.

9 stycz­nia

„Prze­sadna reak­cja” może ozna­czać, że wcze­śniej tłu­mi­łeś swoje uczu­cia wobec drob­nych uraz.

Mój pierw­szy kli­niczny opie­kun dr Bill Pin­sof zwykł mawiać: „Bóg tkwi w sekwen­cji”. Miał na myśli, że jedna z naj­waż­niej­szych rze­czy, jakie tera­peuta par może zro­bić, to śle­dze­nie zna­jo­mych wzor­ców – „cho­re­ogra­fii” ich inte­rak­cji. Na przy­kład:

Part­ner A nie odśnie­żył pod­jazdu, mimo że to „jego obo­wią­zek”.

Part­ner B czuje się z tego powodu bar­dzo zde­ner­wo­wany.

Part­ner B pod­cho­dzi do Part­nera A ze łzami w oczach i wyraź­nym żalem w gło­sie.

Part­ner A odpo­wiada: „Strasz­nie prze­sa­dzasz. Zaraz to zro­bię”.

Przede wszyst­kim, jeśli zależy ci na szczę­śli­wym i spo­koj­nym związku, na zawsze wykreśl ze swo­jego słow­nika słowo „prze­sa­dzasz”. To słowo unie­waż­nia czy­jeś uczu­cia i wywo­łuje reak­cję obronną. A po dru­gie, spró­bujmy zro­zu­mieć siłę reak­cji Part­nera B na pozor­nie drobne prze­wi­nie­nie Part­nera A:

Być może Part­ner B dusił w sobie ból przez długi czas, zno­sząc wiele bole­snych momen­tów w rela­cji z Part­nerem A, a incy­dent z odśnie­ża­niem był kro­plą, która prze­lała czarę.

Może Part­ner A jest osobą, do któ­rej trudno się zwró­cić z pro­ble­mami lub oba­wami.

Może Part­ner B dora­stał w rodzi­nie, która nie była emo­cjo­nal­nie dostro­jona, więc nauczył się mówić: „Jest dobrze / ze mną wszystko w porządku”.

Uzdra­wia­nie polega na nauce dostrze­ga­nia wszyst­kich odcieni emo­cji. Kiedy sta­jesz się lep­szy w śle­dze­niu sekwen­cji i z cie­ka­wo­ścią przy­glą­dasz się temu, co je wywo­łuje, możesz prze­rwać swoją zwy­kłą cho­re­ogra­fię i razem z part­ne­rem stwo­rzyć nowy zestaw kro­ków.

10 stycz­nia

Każdy wnosi do swo­jego związku pewien bagaż. Ci odważni otwie­rają swoje pakunki, by móc odkry­wać i dzie­lić się tym, co w nich ukryte.

Nie możemy być odpo­wie­dzialni za nasze tem­pe­ra­menty. Nie możemy być odpo­wie­dzialni za rodziny, w któ­rych się uro­dzi­li­śmy. W rze­czy­wi­sto­ści nie możemy być odpo­wie­dzialni za wiele zawi­ro­wań, roz­cza­ro­wań i strat w życiu. Mimo to te czyn­niki kształ­tują nasze zacho­wa­nia i ocze­ki­wa­nia wobec sie­bie i innych. Nie­któ­rzy z nas uni­kają zagłę­bia­nia się w to, co miłość budzi w nas i mię­dzy nami, ponie­waż:

Czu­jemy się wtedy nara­żeni na zra­nie­nie.

Myślimy, że to ozna­cza obwi­nia­nie naszych bli­skich albo uspra­wie­dli­wia­nie samych sie­bie.

Patrze­nie w przy­szłość, a nie w prze­szłość, to jedyny spo­sób, jaki znamy, by prze­trwać.

Intym­ność nie polega na cze­ka­niu na baj­kowy moment, kiedy twój bagaż życiowy w końcu zosta­nie napra­wiony. Nie cho­dzi o zna­le­zie­nie „dru­giej połówki”, która podró­żuje przez życie bez wła­snych trud­no­ści. Cho­dzi o zna­le­zie­nie kogoś, kto będzie z tobą auten­tyczny – kto potrafi trosz­czyć się o cie­bie i przyj­mo­wać twoje kło­poty, a dla kogo ty możesz robić to samo. Zro­zu­mie­nie sie­bie pomaga pogłę­bić zaan­ga­żo­wa­nie, dzie­lić się wdzięcz­no­ścią i ją przyj­mo­wać, być obec­nym i połą­czo­nym pod­czas intym­nych chwil, a także poko­ny­wać nie­unik­nione trud­no­ści na wspól­nej dro­dze. Im bar­dziej oboje jeste­ście gotowi zro­zu­mieć i wziąć odpo­wie­dzial­ność za to, co wno­si­cie do rela­cji, tym zdrow­szy będzie wasz zwią­zek.

11 stycz­nia

Świa­do­mość sie­bie w rela­cji to mara­ton, nie sprint.

Naj­czę­ściej sły­szane zda­nie od osób, które uczą się prak­ty­ko­wać świa­do­mość rela­cyjną? „Szkoda, że nie odkry­łem tego kilka lat wcze­śniej!” W rze­czy­wi­sto­ści auto­re­flek­sja czę­sto pro­wa­dzi do róż­nych odkryć. Na przy­kład:

Ucze­nie się, jak zwra­cać uwagę na to, co dzieje się w tobie, pod­kre­śla lata, kiedy nie wie­dzia­łeś, jak słu­chać samego sie­bie.

Ucze­nie się sku­tecz­niej­szej komu­ni­ka­cji z part­ne­rem ujaw­nia lata, kiedy to strach, a nie miłość, kie­ro­wał two­imi rela­cjami.

Ucze­nie się, jak usta­na­wiać zdrow­sze gra­nice, uwi­dacz­nia wszyst­kie te momenty, kiedy twoje gra­nice powo­do­wały ból w tobie lub wokół cie­bie.

Spoj­rze­nia w głąb sie­bie mogą wywo­ły­wać nie­cier­pli­wość. Nasze myśli mogą brzmieć tak: „Muszę ciężko pra­co­wać nad świa­do­mo­ścią rela­cyjną; chcę to wszystko zro­zu­mieć natych­miast”. Są jed­nak dwa pro­blemy z takim podej­ściem:

1. Nie ma osta­tecz­nego celu. Nie „dotrzesz” do świa­do­mo­ści rela­cyj­nej. Zamiast tego roz­wi­niesz zestaw narzę­dzi, które pomogą ci radzić sobie z bole­snymi i fru­stru­ją­cymi momen­tami z więk­szą cier­pli­wo­ścią i zro­zu­mie­niem.

2. Szyb­ciej nie zna­czy lepiej. Uzdra­wia­nie ma swoje wła­sne tempo, a zmu­sza­nie się do więk­szego wysiłku może obró­cić się prze­ciwko tobie, pro­wa­dząc do wypa­le­nia i zobo­jęt­nie­nia.

Dla­tego tak bar­dzo cenię struk­turę tej książki – two­rzy ona prze­strzeń na reflek­sje w małych daw­kach. Zaj­rzyj w głąb sie­bie, zatrzy­maj ten obraz, pra­cuj z nim, scal go. Potem stwórz kolejny. Ta wewnętrzna intym­ność, zro­dzona z wglądu i reflek­sji, pomaga ci budo­wać intym­ność z part­ne­rem.

12 stycz­nia

Miłość zmie­nia nas na zawsze. Naszym zada­niem jest, by nas ona roz­wi­jała, a nie ogra­ni­czała.

Strach przed utratą sie­bie w bli­skiej rela­cji wynika ze świa­do­mo­ści, że miłość cię zmie­nia. Jeśli wyczu­wasz, że ta zmiana będzie ogra­ni­cze­niem, a nie roz­wo­jem, to znak, że czas na auto­re­flek­sję. Możesz odczu­wać ten strach z róż­nych powo­dów, w tym (ale nie tylko):

Obser­wo­wa­nie, jak jedno z rodzi­ców nie­ustan­nie dosto­so­wuje się do dru­giego.

Doświad­cze­nie wcze­śniej­szego związku, w któ­rym twoje potrzeby i obawy były igno­ro­wane.

Nale­że­nie do jed­nej lub wię­cej mar­gi­na­li­zo­wa­nych grup, przez co świat wysy­łał ci sygnały, że jesteś mniej ważny niż inni.

Miłość nie zosta­wia nas tam, gdzie nas zna­la­zła. Musimy się otwo­rzyć, aby wpu­ścić drugą osobę do naszego życia. Musimy odsu­nąć na bok wła­sne pra­gnie­nia, potrzeby i opi­nie, aby zro­bić prze­strzeń dla tych, które wnosi ktoś inny. Nie utoż­sa­miaj zmiany ze stratą. W zdro­wej, intym­nej rela­cji mamy szansę stać się bar­dziej sobą.

Bli­ska rela­cja zawsze wymaga pew­nego prze­su­nię­cia od ja do my. Pro­ces dąże­nia do współ­za­leż­no­ści jest bar­dziej intu­icyjny niż logiczny, bar­dziej jako­ściowy niż ilo­ściowy. Jeśli zaczniesz liczyć, ile razy to ty dosto­so­wa­łeś się do part­nera, a ile razy druga strona dosto­so­wała się do cie­bie, skoń­czysz wyczer­pany. Dodat­kowo takie podej­ście nie sprzyja bli­sko­ści sek­su­al­nej, bo zwią­zek opie­ra­jący się na wymia­nie korzy­ści i ero­tyzm nie idą w parze.

Wej­ście w zagma­twane doświad­cze­nie miło­ści to akt odwagi. Dla­tego, para­dok­sal­nie, strach przed utratą sie­bie może być zna­kiem postępu w kie­runku intym­no­ści!

Pyta­nia pozwa­la­jące na osią­gnię­cie świa­do­mo­ści sie­bie w rela­cji

Co kon­kret­nie boisz się stra­cić?

Kim boisz się stać?

Jakie znaki mogłyby świad­czyć o tym, że fak­tycz­nie tra­cisz sie­bie?

Co chciał­byś, aby twój part­ner zro­zu­miał na temat two­jego lęku przed utratą sie­bie?

13 stycz­nia

Życz­li­wość wobec sie­bie przy­nosi korzy­ści zarówno tobie, jak i two­jemu part­ne­rowi.

Możemy być milsi dla naszego part­nera niż dla sie­bie, przy­naj­mniej przez jakiś czas. Jed­nak taki plan jest nie do utrzy­ma­nia – dłu­go­fa­lowo pro­wa­dzi do nara­sta­ją­cej urazy wobec part­nera. Jeśli odda­jemy wszyst­kie zasoby, nie zosta­wia­jąc nic dla sie­bie, w końcu wyczer­piemy się cał­ko­wi­cie. Prak­tyka życz­li­wo­ści dla sie­bie pomaga w naszych intym­nych rela­cjach, odży­wia­jąc naszą duszę i przy­go­to­wu­jąc nas na praw­dziwą bli­skość z drugą osobą. Jak nie­sa­mo­wite jest to, że prak­tyka zapro­jek­to­wana do uzdra­wia­nia nas jako jed­no­stek jest rów­nież nie­zwy­kle pomocna dla par!

Według dr Kri­stin Neff życz­li­wość wobec sie­bie składa się z trzech ele­men­tów:1

1. Życz­li­wość wobec sie­bie: Roz­ma­wia­nie ze sobą tak, jak roz­ma­wiał­byś z bli­skim przy­ja­cie­lem.

2. Poczu­cie wspól­noty z ludźmi: Pamię­ta­nie, że nie jesteś pierw­szą, ostat­nią ani jedyną osobą, która zmaga się z tym, z czym się zma­gasz.

3. Uważ­ność: Sku­pia­nie swo­jej uwagi na chwili obec­nej i rezy­gno­wa­nie z osą­dza­nia.

Kiedy zda­jesz sobie sprawę, że cier­pisz, to znak, by prak­ty­ko­wać życz­li­wość wobec sie­bie. Celem nie jest zmniej­sze­nie cier­pie­nia, ale prze­pra­co­wa­nie go w inny spo­sób. Zamiast sku­piać się na tym, że nie powi­nie­neś w ogóle zna­leźć się w tej sytu­acji, że ktoś mądrzej­szy/ faj­niej­szy/bar­dziej bystry pora­dziłby sobie z tym lub że to nie powinno aż tak boleć, połóż rękę na sercu i okaż sobie życz­li­wość. Zwol­nij. Oddy­chaj głę­boko. Stwórz w sobie poczu­cie bez­pie­czeń­stwa.

14 stycz­nia

Nie­po­kój zachęca nas, by dosko­na­lić umie­jęt­ność odnaj­dy­wa­nia spo­koju w samym sercu burzy.

Nie­po­kój jest nie­zwy­kle uwo­dzi­ciel­ski. Szep­cze, że będzie można zła­pać oddech, dopiero gdy dotrzesz do mety. Na przy­kład:

„Poczuję się mniej nie­spo­kojna, gdy osią­gnę 20. tydzień ciąży”.

„Będę mógł się zre­lak­so­wać po spraw­dze­niu tej par­tii prac”.

„Poko­cham swoje ciało, gdy stracę pięć kilo­gra­mów”.

Dzie­ląc więk­sze zada­nia na mniej­sze czę­ści, odkry­wamy w sobie wewnętrzną siłę (to dla­tego moi instruk­to­rzy z Pelo­ton® mówią mi, że zostało tylko 20 sekund w trud­nym inter­wale). Ale to rów­nież karmi bestię. Obiet­nica mety odsuwa w cza­sie klu­czową pracę nad roz­wi­ja­niem spo­koju, siły, rado­ści czy poczu­cia kom­fortu, gdy znaj­du­jemy się w samym środku burzy.

Życie nie daje nam żad­nych gwa­ran­cji ani obiet­nic. Zamiast tego raz po raz zapra­sza nas, byśmy byli obecni w trak­cie odkry­wa­nia jego tajem­nicy. To wła­śnie w nie­pew­no­ści odnaj­du­jemy swoją odpor­ność – ale tylko wtedy, gdy przyj­miemy to wyzwa­nie.

Pyta­nia pozwa­la­jące na osią­gnię­cie świa­do­mo­ści sie­bie w rela­cji

Jakie etapy koń­cowe wyzna­czy­łeś sobie w swoim życiu?

Jaką odro­binę spo­koju możesz odna­leźć teraz, zamiast uza­leż­niać ją od przy­szłych wyda­rzeń?

Czy jest ktoś w twoim życiu, kto daje ci prze­strzeń i pomaga radzić sobie z lękami? Czy ty rów­nież możesz być taką osobą dla kogoś innego?

15 stycz­nia

„Lęk przed zaan­ga­żo­wa­niem” może być błęd­nym zro­zu­mie­niem tego, czego od nas ocze­kują.

Są dwa powody, dla któ­rych chcę poru­szyć temat lęku przed zaan­ga­żo­wa­niem w kon­tek­ście płci. Po pierw­sze, gdy pyta­nia na ten temat tra­fiają do mnie, zazwy­czaj pocho­dzą od kobiet będą­cych w związku z męż­czy­znami. Po dru­gie, chcę zwró­cić uwagę na sce­na­riu­sze oparte na rolach płcio­wych, które mogą two­rzyć ogra­ni­cze­nia wobec zaan­ga­żo­wa­nia:

Czy wszy­scy męż­czyźni boją się zaan­ga­żo­wa­nia? Nie.

Czy nie­które kobiety, które kochają męż­czyzn, oba­wiają się zaan­ga­żo­wa­nia? Tak!

Czy pary jed­no­pł­ciowe oraz osoby żyjące poza binar­no­ścią płciową rów­nież mogą odczu­wać lęk przed zaan­ga­żo­wa­niem? Oczy­wi­ście!

Gdy ktoś unika zaan­ga­żo­wa­nia, nie­zwy­kle pomocne może oka­zać się roz­pra­wie­nie się z duchami prze­szło­ści – wspólne bada­nie, w jaki spo­sób ból z prze­szło­ści zakłóca budo­wa­nie więzi i poczu­cia spo­koju w teraź­niej­szo­ści. Czy na dro­dze do głęb­szej intym­no­ści stoi rana z dzie­ciń­stwa, trauma z prze­szło­ści lub zła­mane serce? A może jest to pro­jek­cja, która prze­szka­dza w dal­szym roz­woju rela­cji?

Tra­dy­cyjny (i wciąż domi­nu­jący) model rela­cji zakłada, że gdy męż­czy­zna się anga­żuje, przyj­muje na sie­bie odpo­wie­dzial­ność za zapew­nie­nie bytu. Nawet jeśli kobieta jasno komu­ni­kuje, że pra­gnie wspól­nie stwo­rzyć model współ­za­leżny, który odpo­wiada im obojgu finan­sowo, emo­cjo­nal­nie i prak­tycz­nie, jej słowa mogą nie wpły­nąć na jego wyobra­że­nie, czego ona pra­gnie i czego będzie od niego ocze­ki­wać. Ona sama może być nie­świa­doma prze­ko­nań swo­jego part­nera, ponie­waż gdy ktoś się wyco­fuje, odbiera się to jako coś głę­boko oso­bi­stego. Może wtedy łatwo zagu­bić się w prze­ko­na­niu, że on by się zaan­ga­żo­wał, gdyby była inna/lep­sza/bar­dziej war­to­ściowa.

Zada­nie dla pary w takiej sytu­acji polega na tym, by sta­nąć ramię w ramię i wspól­nie roz­mon­to­wać kul­tu­rowy bagaż, który oboje odzie­dzi­czyli. Ten pro­ces nie­sie ze sobą obiet­nicę wyzwo­le­nia się z ocze­ki­wań innych, w celu stwo­rze­nia swo­ich wła­snych zasad i war­to­ści.

16 stycz­nia

Jesteś opo­wie­ścią. Kim byłeś, kim jesteś i kim będziesz – to roz­działy jed­nej toczą­cej się histo­rii.

Wyzwa­nia, z któ­rymi mie­rzysz się dziś, są kształ­to­wane przez takie czyn­niki jak miej­sce, w któ­rym żyjesz, praca, którą wyko­nu­jesz, oraz osoby, które cię ota­czają. Ale jeśli spoj­rzysz głę­biej, odkry­jesz, że obecne trud­no­ści czę­sto się akty­wują i są akty­wo­wane przez stare sprawy. Bada­nie związku mię­dzy obec­nie dzia­ła­ją­cym na cie­bie czyn­nikiem stresu a tym, jakie obrazy z prze­szło­ści on przy­wo­łuje, jest pomocne – dajesz sobie szansę na zaję­cie się daw­nym bólem, a ludziom wokół sie­bie stwa­rzasz moż­li­wość zro­zu­mie­nia cię na głęb­szym pozio­mie.

Pyta­nia pozwa­la­jące na osią­gnię­cie świa­do­mo­ści sie­bie w rela­cji

Jak obecne wyzwa­nie przy­po­mina ci wcze­śniej­szy roz­dział two­jego życia?

O co możesz teraz popro­sić, czego wtedy nie mogłeś otrzy­mać?

Co możesz teraz zro­bić dla sie­bie, czego wcze­śniej nie byłeś w sta­nie zro­bić?

17 stycz­nia

Gdy sta­rasz się poko­nać róż­nice w pozio­mie samo­świa­do­mo­ści w swo­jej bli­skiej rela­cji, uwa­żaj, aby nie pomy­lić braku doświad­cze­nia z bra­kiem sza­cunku.

Jedną z naj­bar­dziej dez­orien­tu­ją­cych róż­nic, które muszą poko­nać nie­które pary, jest kon­trast w pozio­mie świa­do­mo­ści rela­cyj­nej. Jed­nak zgod­ność nie jest warun­kiem wstęp­nym do budo­wa­nia intym­no­ści. Tak naprawdę wspólne i cie­kawe zgłę­bia­nie natury waszych róż­nic może być potęż­nym narzę­dziem do pogłę­bia­nia bli­sko­ści.

Nie suge­ruję, abyś zosta­wał lub odcho­dził, jeśli sta­jesz w obli­czu róż­nicy w świa­do­mo­ści rela­cyj­nej. Twier­dzę jed­nak, że ist­nieje wiele powo­dów, dla któ­rych poziom samo­świa­do­mo­ści u ludzi może się róż­nić. Dyna­mika domu rodzin­nego two­jego part­nera, bariery płciowe lub kul­tu­rowe mogły powstrzy­mać go przed korzy­sta­niem z zaso­bów wspie­ra­ją­cych roz­wój. Podob­nie wcze­śniej­sze rela­cje mogły nie wyma­gać od niego tego rodzaju głębi, któ­rej teraz poszu­ku­jesz. W rezul­ta­cie mógł uznać, że „bro­dzik” jest gra­nicą, pod­czas gdy ty zapra­szasz go, by zanu­rzyć się w głę­bi­nach.

Brak doświad­cze­nia w świa­do­mo­ści rela­cyj­nej brzmi tak:

„Nie jestem pewien, czego ode mnie ocze­ku­jesz, ale chcę zro­zu­mieć”.

„Nie mam wielu słów, aby opi­sać swoje doświad­cze­nia, ale chcę spró­bo­wać”.

„Doce­niam, jak potra­fisz mówić o swo­ich uczu­ciach, i też chcę się tego nauczyć”.

„Roz­ma­wiajmy w ten spo­sób dalej”.

Pogarda dla świa­do­mo­ści rela­cyj­nej brzmi tak:

„Nie wie­rzę w tera­pię”.

„Jesteś zbyt emo­cjo­nalny”.

„To, co wyda­rzyło się w moim dzie­ciń­stwie, jest bez zna­cze­nia”.

„Nie chcę o tym roz­ma­wiać”.

Czy potra­fisz wyczuć tę róż­nicę? Jeśli twój part­ner jest nie­do­świad­czony, ale chętny, twoja cier­pli­wość jest aktem miło­ści, a nie naiw­no­ści. Gdy twój part­ner wkra­cza na tę życiową ścieżkę świa­do­mo­ści rela­cyj­nej, czy potra­fisz nauczyć się cie­szyć z jego postę­pów, zamiast sku­piać się na bra­kach?

18 stycz­nia

Nie­któ­rzy z nas muszą nauczyć się uży­wać „prze­pra­szam” zamiast „dzię­kuję”.

Będąc dziećmi, być może sły­sze­li­śmy:

„Dzieci powinny być widziane, a nie sły­szane”.

„Nie rób zamie­sza­nia”.

„Nie bierz naj­więk­szego kawałka”.

…i byli­śmy bar­dzo uważ­nymi słu­cha­czami! Wewnętrz­nie przy­ję­li­śmy te prze­kazy i nauczy­li­śmy się, jak nie rzu­cać się w oczy, wto­pić w tłum lub rezy­gno­wać z wła­snych potrzeb. Ta ten­den­cja towa­rzy­szyła nam w doro­słym życiu, co może powo­do­wać trud­no­ści z przy­sto­so­wa­niem się. Kiedy ktoś zmie­nia swoje plany, aby uwzględ­nić nasze potrzeby, czę­sto reagu­jemy prze­pro­si­nami:

„Prze­pra­szam, że wybra­li­śmy tę restau­ra­cję z powodu mojej aler­gii na glu­ten”.

„Prze­pra­szam, że zaczę­li­ście spo­tka­nie pięć minut póź­niej przez opóź­nie­nie mojego pociągu”.

„Prze­pra­szam, że nie mogli­śmy spró­bo­wać tej pozy­cji sek­su­al­nej z powodu mojej kon­tu­zji”.

W każ­dym z tych przy­pad­ków prze­pro­siny wyni­kają z prze­ko­na­nia, że nie powin­ni­śmy wyma­gać, aby inni dosto­so­wali się do naszych potrzeb. Prze­ana­li­zujmy te przy­kłady jesz­cze raz, zamie­nia­jąc „prze­pra­szam” na „dzię­kuję”:

„Dzię­kuję, że odwie­dzi­łeś tę restau­ra­cję ze mną. Ten bez­glu­te­nowy maka­ron jest prze­pyszny!”

„Dzię­kuję, że zaczę­li­ście spo­tka­nie tro­chę po cza­sie z powodu opóź­nie­nia mojego pociągu. Jestem bar­dzo pod­eks­cy­to­wany tym pro­jek­tem!”

„Dzię­kuję za dzi­siej­szą kre­atyw­ność w łóżku. Ta kon­tu­zja mnie męczy, ale dzięki tobie poczu­łem się naprawdę dobrze!”

Jak reaguje twoje ciało, gdy czy­tasz te alter­na­tywne odpo­wie­dzi?

Spró­buj zamie­nić kilka swo­ich „prze­pra­szam” na „dzię­kuję”. Zwróć uwagę na swoją wewnętrzną reak­cję. Jak ta zmiana wpływa na twoje samo­po­czu­cie? Jak zmie­nia dyna­mikę mię­dzy tobą a drugą osobą?

19 stycz­nia

Tłu­ma­cze­nie przed oka­za­niem empa­tii blo­kuje nawią­za­nie więzi.

Jak wspo­mnia­łam we wstę­pie, zako­cha­nie się przy­po­mina potrzą­sa­nie kulą śnieżną: dawne sprawy (z poprzed­nich związ­ków, dzie­ciń­stwa itd.), które wyda­wały się już uło­żone, znów się uno­szą. Nie dla­tego, że jeste­ście nie­doj­rzali czy zepsuci – taka jest po pro­stu natura miło­ści roman­tycz­nej. Mogła­bym wręcz powie­dzieć, że poja­wie­nie się ran głów­nych to znak, że pozwo­li­łeś komuś stać się dla cie­bie kimś waż­nym. Ale postawmy sprawę jasno: obec­ność rany głów­nej NIE jest prze­pustką do mówie­nia lub robie­nia, co tylko nam się podoba. Ist­nieje ogromna róż­nica mię­dzy racjo­na­li­za­cją a kon­tek­stu­ali­za­cją.

Załóżmy, że druga osoba mówi ci, że wycho­dzi ze zna­jo­mymi, a ty mil­czysz cały dzień, nadą­sany. Pyta, dla­czego odma­wiasz roz­mowy, a ty odpo­wia­dasz: „Zacho­wuję się tak, bo czuję lęk przed porzu­ce­niem!”. Przed­sta­wia­nie swo­jej rany głów­nej jako uspra­wie­dli­wie­nia dla swo­jego zacho­wa­nia to rela­cyjna ślepa uliczka. Co będzie dziać się dalej w tym związku? Twój part­ner odwoła swoje plany ze zna­jo­mymi? Ty mil­cząco zako­mu­ni­ku­jesz swój ból? Opcji nie ma zbyt wielu.

W prze­ci­wień­stwie do tego ścieżka świa­do­mo­ści rela­cyj­nej zachęca cię do zatrzy­ma­nia się i wsłu­cha­nia się w sie­bie, gdy part­ner pyta o twoje mil­cze­nie. Możesz:

Prze­wi­nąć taśmę

. Ziden­ty­fi­ko­wać moment, w któ­rym prze­sze­dłeś od otwar­to­ści do zamknię­cia, kiedy part­ner poczy­nił plany.

Wziąć odpo­wie­dzial­ność za swoją reak­cję

. „Tak, naprawdę się wyco­fa­łem, prawda?”

Oka­zać empa­tię

. „Mogę sobie wyobra­zić, że to było dla cie­bie dez­orien­tu­jące i przy­kre”.

Dodać kon­tekst do tej sytu­acji.

„W mojej pracy nad samo­świa­do­mo­ścią stało się jasne, że nie­które rze­czy, które prze­sze­dłem w dzie­ciń­stwie, spra­wiły, że jestem bar­dzo wraż­liwy na odrzu­ce­nie. Na­dal pra­cuję nad sobą, aby móc roz­ma­wiać z tobą, gdy czuję nie­po­kój, zamiast komu­ni­ko­wać to swoim zacho­wa­niem. Mam w sobie dużo empa­tii dla sie­bie za to, przez co prze­sze­dłem jako dziecko, i mam nadzieję, że ty rów­nież. Wiem, że mam szansę w naszym związku zro­bić to ina­czej”.

20 stycz­nia

Ta sama cecha u two­jego part­nera może być źró­dłem fascy­na­cji w łatwych chwi­lach i powo­dem fru­stra­cji w trud­nych momen­tach.

Naukowca przy­ciąga arty­sta, ponie­waż arty­sta przy­po­mina mu, że to, co irra­cjo­nalne, jest święte. Intro­wer­tyk czuje pociąg do eks­tra­wer­tyka, bo eks­tra­wer­tyk wypro­wa­dza go poza strefę kom­fortu. Osoba kie­ru­jąca się uczu­ciami przy­ciągana jest do myśli­ciela, ponie­waż myśli­ciel poka­zuje jej, że cza­sem naj­krót­sza droga mię­dzy dwoma punk­tami to zwy­czaj­nie linia pro­sta.

Jed­nak w chwi­lach fru­stra­cji i stresu nauko­wiec pra­gnie, aby arty­sta potra­fił stwo­rzyć plan i się go trzy­mał, intro­wer­tyk chciałby, by eks­tra­wer­tyk potra­fił cie­szyć się spo­ko­jem w domu, a osoba kie­ru­jąca się uczu­ciami pra­gnie, by myśli­ciel cza­sem odpu­ścił i pozwo­lił sobie na łzy.

To jedna z nie­za­chwia­nych prawd miło­ści: ta sama cecha, która nas do part­nera przy­ciąga, ma rów­nież moc, by nas od niego odpy­chać. Ta dwo­istość róż­nic bywa zagad­kowa. Jed­nak kryje się w niej ukryte piękno, które przy­po­mina nam, żeby:

Być pokor­nymi:

Zło­żo­ność miło­ści jest po to, by ją zgłę­biać, a nie roz­wią­zy­wać.

Ćwi­czyć wyro­zu­mia­łość:

Gdy potra­fimy kochać wie­lo­wy­mia­rowe prawdy o naszym part­ne­rze, uczymy się tole­ro­wać je rów­nież w sobie.

21 stycz­nia

Kochać kogoś to zna­leźć moty­wa­cję do porzu­ce­nia daw­nych mecha­ni­zmów radze­nia sobie, które kie­dyś były nie­zbędne, by prze­trwać.

Wszy­scy uczymy się, jak radzić sobie z bólem. Dla nie­któ­rych z nas wcze­sne lata były pełne cier­pie­nia: poczu­cia bycia nie­wi­dzial­nymi i nie­ro­zu­mia­nymi, doświad­cza­nia krzywd fizycz­nych i emo­cjo­nal­nych, mie­rze­nia się z trud­no­ściami, które prze­kra­czały nasze moż­li­wo­ści radze­nia sobie. Stra­te­gie radze­nia sobie, które wykształ­ci­li­śmy, aby chro­nić się przed bólem – obwi­nia­nie, kry­ty­ko­wa­nie, ucie­ka­nie, odrę­twie­nie, zamy­ka­nie się, mil­cze­nie, uspo­ka­ja­nie innych, zado­wa­la­nie, auto­ma­tyczne prze­pra­sza­nie – były nie­zbędne, a może nawet rato­wały nam życie.

Ale potem dora­stamy i się zako­chu­jemy. Miłość wymaga przej­ścia od postawy obron­nej do otwar­to­ści. Pod­waża dawne stra­te­gie radze­nia sobie, zmu­sza­jąc nas do otwar­cia się na wraż­li­wość.

Dla dziecka, które wciąż jest w nas obecne, otwar­cie się i zaufa­nie jest prze­ra­ża­jące. W rze­czy­wi­sto­ści to praw­dziwy kosz­mar. To małe dziecko boi się, że taka wraż­li­wość sprawi, iż znów poczuje się nie­pewne i nie­wi­doczne.

Dla­tego sen­sowne jest, aby budo­wać intymną rela­cję powoli. Ważne jest rów­nież, by poin­for­mo­wać part­nera, gdy czu­jemy się nie­pew­nie i chwiej­nie: „Instynk­tow­nie ucie­kam od tej deli­kat­nej, mylą­cej lub przy­tła­cza­ją­cej chwili, opie­ra­jąc się na daw­nych stra­te­giach radze­nia sobie. Ale kocham cie­bie. Kocham sie­bie. Kocham nas. Chcę pozo­stać tu i teraz”.

22 stycz­nia

Postawa neu­tralna nie jest warun­kiem uzdro­wie­nia.

Odczu­wa­nie obo­jęt­no­ści wobec byłego part­nera nie jest warun­kiem naszego uzdro­wie­nia ani dowo­dem na to, że jeste­śmy gotowi, by ruszyć dalej. Nie musimy cze­kać na cał­ko­wity brak uczuć wobec daw­nych part­ne­rów, aby otwo­rzyć się na moż­li­wość poko­cha­nia kogoś na nowo. Ponie­waż miłość ni­gdy nie zosta­wia nas tam, gdzie nas zna­la­zła, możemy nosić w sobie „wieczną tęsk­notę”, myśląc o nich. I to jest w porządku.

Nakła­damy per­fek­cjo­ni­styczne ocze­ki­wa­nia na nasze wizje tego, jak „powinno” wyglą­dać nasze uzdro­wie­nie. Na przy­kład:

„Muszę to za sobą zamknąć”. (Jakby miłość kie­ro­wała się zasa­dami pro­stoty i line­ar­no­ści).

„Muszę być w sta­nie myśleć o byłym part­ne­rze bez żad­nego poczu­cia smutku”. (Jakby nie ist­niało 50 odcieni emo­cjo­nal­nej sza­ro­ści pomię­dzy świeżo zła­ma­nym ser­cem a nostal­gicz­nym żalem za tym, co było kie­dyś).

„Muszę być w sta­nie mówić o byłym part­ne­rze spo­koj­nym i opa­no­wa­nym gło­sem”. (Jakby nie można było jed­no­cze­śnie być w miej­scu wewnętrz­nej pełni i ludz­kiej nie­do­sko­na­ło­ści).

Oto, co wiem na pewno: masz nie­skoń­czoną zdol­ność do kocha­nia i bycia kocha­nym. Twoje prze­szłe doświad­cze­nia nie odbie­rają niczego two­jej teraź­niej­szo­ści. Miłość jest zaso­bem odna­wial­nym.

23 stycz­nia

Naj­sil­niej­sze pary to pogromcy duchów prze­szło­ści.

Kiedy się zako­chu­jemy, nasza prze­szłość budzi się w nas na nowo. Jedy­nym pyta­niem jest, co zro­bisz, gdy duchy z prze­szło­ści zaczną zagra­żać two­jej otwar­to­ści, zamie­nia­jąc miłość w strach, a spo­kój w potrzebę kon­troli. Odpo­wiedź: znajdź part­nera, który jest pogromcą duchów prze­szło­ści! Kogoś, kto potrafi roz­po­znać moment, w któ­rym jego prze­szłość przej­muje stery i zaczyna kie­ro­wać jego dzia­ła­niami.

Popro­sisz ją, żeby pod­nio­sła mokry ręcz­nik z pod­łogi; zauwa­żysz, jak się napina, i nie będziesz wie­dzieć dla­czego. Ale ona ma w sobie dość odwagi, aby zatrzy­mać się, skie­ro­wać uwagę do wewnątrz i zro­zu­mieć, dla­czego twoja prośba wywo­łuje taką reak­cję. Wtedy mówi coś w stylu: „Myślę, że mie­rzymy się z duchem prze­szło­ści. Gubię się w sta­rej histo­rii, która staje nam na dro­dze. W takich chwi­lach czuję, jak­bym miała przed sobą wyma­ga­ją­cego ojca, w któ­rego oczach ni­gdy nie byłam wystar­cza­jąco dobra. Ale prze­cież ty tego nie robisz, prawda? Jesteś zestre­so­wany i porząd­ko­wa­nie cha­osu pomaga ci się uspo­koić”.

Dzięki takiej posta­wie mała dziew­czynka, która czuła, że ni­gdy nie speł­niała ocze­ki­wań, odsuwa się na dal­szy plan, a pewna sie­bie doro­sła kobieta wyciąga rękę do swo­jego part­nera w imię miło­ści. Oboje wypusz­cza­cie powie­trze z ulgą, a potem przy­bi­ja­cie sobie żół­wika, bo jeste­ście nie­sa­mo­wi­tymi pogrom­cami duchów prze­szło­ści. Gdy połą­cze­nie zostaje przy­wró­cone, mówisz: „Dzię­kuję, że wzią­łeś stery w swoje ręce. Obie­cuję zro­bić to samo, kiedy obu­dzi się we mnie dziecko”.

Naj­lep­sze, co możesz zro­bić, to pra­co­wać nad uwol­nie­niem sie­bie i swo­ich part­ne­rów od ran, o które nie pro­si­łeś, ale do któ­rych uzdro­wie­nia zosta­łeś wywo­łany.

24 stycz­nia

Zdrową, intymną rela­cję można zmie­rzyć stop­niem, w jakim możesz być naj­praw­dziw­szą wer­sją samego sie­bie.

Zdrowa, intymna rela­cja nie polega na byciu dosko­na­łym, lecz na tym, w jakim stop­niu możesz być w niej naj­praw­dziw­szą wer­sją sie­bie. W zdro­wej, intym­nej rela­cji nie speł­nią się wszyst­kie twoje potrzeby, ale nikt też nie będzie cię kry­ty­ko­wał za to, że je masz. W zdrową, intymną rela­cję możesz wno­sić całą sie­bie: swoje zabawne ja, deli­katne ja, odważne ja, zadziorne ja, zagu­bione ja, ostre ja, leniwe ja, pełne pasji ja. Zdrowa, intymna rela­cja to dwie osoby, które wspól­nie odnaj­dują drogę, udo­sko­na­la­jąc i na nowo wyobra­ża­jąc sobie swój zwią­zek w trak­cie tej podróży.

25 stycz­nia

Uzdro­wie­nie wstydu polega na two­jej rela­cji ze sobą.

Bada­nia poka­zują, że zdrowa, intymna rela­cja ma moc, żeby:

spra­wić, że scep­tyczny part­ner ponow­nie uwie­rzy w siłę miło­ści.

pomóc part­ne­rowi z lęko­wym sty­lem przy­wią­za­nia roz­wi­jać stra­te­gie bez­piecz­nego przy­wią­za­nia.

dodać odwagi part­ne­rom, aby podej­mo­wali ryzyko i pró­bo­wali rze­czy, które ich prze­ra­żają.

Nie­stety zdrowa rela­cja sama w sobie nie może uzdro­wić wstydu. Wstyd ma mniej wspól­nego z tym, co twój part­ner o tobie myśli, a wię­cej z tym, co ty myślisz o sobie. Twój part­ner może ofia­ro­wać ci wspar­cie i bli­skość, gdy prze­ży­wasz falę wstydu, ale nie jest w sta­nie prze­nieść cię od wstydu do poczu­cia war­to­ści. To jed­no­cze­śnie smutne i wyzwa­la­jące. Smutne, bo uświa­da­miasz sobie, że ktoś inny nie może cię ura­to­wać ani napra­wić. Wyzwa­la­jące, bo wiesz, że masz moc, aby deli­kat­nie i z miło­ścią oka­zać sobie współ­czu­cie – nie musisz cze­kać na nikogo innego!

Stwo­rze­nie i utrzy­ma­nie szczę­śli­wej, zdro­wej rela­cji intym­nej nie wymaga bycia w stu pro­cen­tach wol­nym od wstydu przez cały czas. Wystar­czy, że będziesz pamię­tać, iż tro­ska o swój wstyd to twoje zada­nie.

26 stycz­nia

Naj­wyż­szy czas, aby­śmy uwol­nili sie­bie i innych od prze­ko­na­nia, że ist­nieje wła­ściwy i niewła­ściwy wiek na osią­gnię­cie cze­go­kol­wiek w życiu.

Dzie­dzi­czymy mnó­stwo prze­ka­zów doty­czą­cych odpo­wied­niego czasu i kolej­no­ści. Wie­rzymy, że musimy postę­po­wać w usta­lo­nej kolej­no­ści: naj­pierw zro­bić to, potem tamto. Wie­rzymy, że musimy osią­gać okre­ślone progi: nie rób tego przed osią­gnię­ciem okre­ślo­nego wieku. Te prze­kazy uwo­dzą nas myślą, że ist­nieją pewne i nie­zmienne sekrety osią­gnię­cia suk­cesu. Podej­mo­wa­nie decy­zji bywa stre­su­jące, więc nic dziw­nego, że szu­kamy „prze­pisu”, który przy­nie­sie nam wewnętrzny spo­kój i poczu­cie więzi z innymi. Jed­nak prawda jest taka, że życie roz­wija się w spo­sób nie­prze­wi­dy­walny, a żaden har­mo­no­gram nie jest lep­szy od innego.

Ukrytą zaletą odej­ścia od z góry usta­lo­nego har­mo­no­gramu jest to, że zaczy­nasz czuć się głę­boko zwią­zany ze swo­imi wybo­rami i doświad­cze­niami, które z nich wyni­kają. Ufać ryt­mowi wła­snego życia ozna­cza poja­wiać się dla innych i dla sie­bie z otwar­to­ścią i cie­ka­wo­ścią, a także być wzo­rem dla tych, któ­rzy idą inną ścieżką. Ni­gdy nie wiesz, co się wyda­rzy, gdy zbo­czysz z utar­tych dróg. Na przy­kład:

Ktoś, kto koń­czy stu­dia w wieku 48 lat, ma nie­sa­mo­wite prze­ko­na­nie o tym, czego nauczył się na uczelni z dodat­kową doj­rza­ło­ścią. Poza tym pro­fe­so­ro­wie i rówie­śnicy uwiel­biają star­szych stu­den­tów, więc to też jest zaleta!

Ktoś, kto zakłada rodzinę w wieku 22 lat, na długo przed swo­imi rówie­śni­kami, może stra­cić nie­które doświad­cze­nia lub wcze­sne kroki kariery, ale w poło­wie życia może wspi­nać się po fan­ta­stycz­nej dra­bi­nie zawo­do­wej.

Ktoś, kto zapi­suje się na zaję­cia hip-hopu w wieku 64 lat, osiąga nowy rytm i spo­sób ruchu, inspi­ru­jąc ludzi wokół sie­bie do podą­ża­nia za jego entu­zja­zmem.

Kiedy uwal­niasz się od narzu­co­nych sobie (lub przez spo­łe­czeń­stwo) ter­mi­nów, otwie­rasz się na znacz­nie wię­cej moż­li­wo­ści i doświad­czeń, niż kie­dy­kol­wiek mogłeś sobie wyobra­zić. Rela­cje stają się o wiele bar­dziej war­to­ściowe i budu­jące, gdy two­rzą je ludzie, któ­rzy prze­szli przez różne ścieżki.

27 stycz­nia

Mówiąc do dru­giej osoby: „Gdy­byś mnie kochała, to…”, dajesz zie­lone świa­tło, by odpo­wie­działa: „Gdy­byś mnie kochał, nie pro­sił­byś mnie o to, bym…”.

Te czę­ści naszego mózgu, które przej­mują kon­trolę, gdy jeste­śmy zde­ner­wo­wani, nie słyną z dostrze­ga­nia niu­an­sów ani odcieni sza­ro­ści. Dla­tego popa­da­nie w myśle­nie binarne jest cha­rak­te­ry­styczne dla kon­fliktu. „Albo ja wygry­wam, albo ty. Albo moje potrzeby się liczą, albo twoje”. Tego rodzaju myśle­nie pro­wa­dzi jedy­nie do walki o wła­dzę.

Nie możesz zmie­nić wzorca, dopóki go nie ziden­ty­fi­ku­jesz. Naucz się dostrze­gać momenty, kiedy ty i twój part­ner wpa­da­cie w tę binarną postawę. (Samo zauwa­że­nie to ogromny krok naprzód!)

Następ­nym kro­kiem jest zmiana podej­ścia:

Kiedy wspól­nie z part­ne­rem spoj­rzy­cie na pro­blem, zacznie­cie dostrze­gać nowe ścieżki pro­wa­dzące od oddzie­le­nia do połą­cze­nia oraz nowe moż­li­wo­ści, jak może­cie wza­jem­nie poma­gać sobie w zna­le­zie­niu rów­no­wagi mię­dzy akcep­ta­cją a zmianą.

Pyta­nia pozwa­la­jące na osią­gnię­cie świa­do­mo­ści sie­bie w rela­cji

Prze­ana­li­zuj­cie wspól­nie z part­ne­rem poniż­sze pyta­nia:

Do part­nera, który chce zmiany:

Czego oba­wiasz się, gdy zaak­cep­tu­jesz obecny stan rze­czy?

Jakie wnio­ski chcesz, żeby twój part­ner wycią­gnął z faktu, że ta zmiana jest dla cie­bie ważna?

Kiedy wcze­śniej doświad­czy­łeś tej obawy? Innymi słowy, jak ten strach przed sta­tus quo łączy się z twoją raną główną?

Do part­nera opie­ra­ją­cego się zmia­nie:

Czego się oba­wiasz, jeśli doko­nasz tej zmiany?

W jaki spo­sób twój part­ner może pomóc ci poczuć się bar­dziej bez­piecz­nym i dum­nym z tej zmiany?

Kiedy wcze­śniej doświad­czy­łeś tej obawy? Innymi słowy, jak ten opór wobec zmiany łączy się z twoją raną główną?

Jeśli cho­dzi o bie­żący pro­blem, jaka jest nad­rzędna war­tość (wol­ność, ela­stycz­ność, zaufa­nie, afir­ma­cja, zaan­ga­żo­wa­nie, kom­fort itd.), z którą oboje się zga­dza­cie?

28 stycz­nia

Zro­zu­mie­nie, że czy­jeś szko­dliwe zacho­wa­nie wynika z jego ran głów­nych lub nie­za­ła­twio­nych spraw, nie zwal­nia tej osoby z odpo­wie­dzial­no­ści ani nie wymaga od cie­bie tole­ran­cji.

Podróż ku rela­cyj­nej samo­świa­do­mo­ści posze­rzy twoją per­spek­tywę:

Przej­dziesz od pro­stych, binar­nych odpo­wie­dzi do opi­sów, które uwzględ­niają odcie­nie sza­ro­ści.

Będziesz mniej wska­zy­wać pal­cem, a wię­cej zasta­na­wiać się nad sobą.

Prze­sta­niesz szu­kać szyb­kich roz­wią­zań i zaczniesz tole­ro­wać nie­pew­ność.

Wła­śnie wtedy, gdy wydaje ci się, że wszystko masz już roz­pra­co­wane, napo­tkasz wyzwa­nie, by odczu­wać współ­czu­cie głę­bo­kie i sze­ro­kie, jed­no­cze­śnie sta­wia­jąc gra­nice, które są mocne i oparte na wewnętrz­nej sile. Ale to, że możesz, nie ozna­cza, że musisz:

To, że potra­fisz dostrzec, że okropne zacho­wa­nie jest nie­mal zawsze odzwier­cie­dle­niem bólu,

nie

ozna­cza, że musisz być czy­imś kozłem ofiar­nym.

To, że masz w sobie głę­bo­kie pokłady miło­ści,

nie

ozna­cza, że musisz wciąż pró­bo­wać kochać kogoś, aby dopro­wa­dzić go do uzdro­wie­nia.

Powta­rza­jące się tole­ro­wa­nie skut­ków czy­je­goś szko­dli­wego zacho­wa­nia (ponie­waż wiesz, że wynika ono z ich fun­da­men­tal­nej rany) może w rze­czy­wi­sto­ści unie­moż­li­wić im kon­fron­ta­cję, która mogłaby zain­spi­ro­wać ich do prze­miany. Oto kilka sfor­mu­ło­wań, któ­rych możesz użyć:

„Kiedy mil­czę na temat wpływu two­jego zacho­wa­nia na mnie, pozba­wiam cię istot­nych infor­ma­cji”.

„Wiem, że nie chcesz mnie zra­nić,

ale

czuję się zra­niony twoim zacho­wa­niem. Jeśli/kiedy będziesz gotowy, aby o tym poroz­ma­wiać, daj mi znać”.

„Naprawdę sta­ram się zna­leźć spo­sób, aby wspie­rać cie­bie, jed­no­cze­śnie chro­niąc sie­bie”.

Cza­sem jedy­nym wybo­rem jest miłość na odle­głość. Przy­naj­mniej przez jakiś czas.

29 stycz­nia

Miłość roman­tyczna nie­uchron­nie budzi w nas dawne pra­gnie­nia i histo­rie, które w nas tkwią, przy­wra­ca­jąc moż­li­wość, że ponow­nie zosta­niemy zra­nieni w nasze naj­czul­sze miej­sca.

Zako­cha­nie na nowo budzi w nas wraż­li­wość, która odzwier­cie­dla tę, jaką odczu­wa­li­śmy jako dzieci w rela­cji z doro­słymi. To jest nie­unik­nione. Jeśli to, co otrzy­ma­li­śmy od naszych opie­ku­nów, było nie­wy­star­cza­jące, nie­prze­wi­dy­walne lub krzyw­dzące, możemy oba­wiać się ryzyka kolej­nego zra­nie­nia w podobny spo­sób. Zako­cha­nie jest praw­dzi­wym aktem odwagi. Nawet jeśli drze­miące w nas dziecko boi się dopu­ścić kogoś bli­sko do sie­bie, nasza doro­słość może być na tyle odważna, aby prze­jąć stery. Miłość roman­tyczna przy­nosi rów­nież moż­li­wość uzdro­wie­nia:

Nasza doro­słość potrafi zarzą­dzać gra­ni­cami w spo­sób, do jakiego dziecko nie byłoby zdolne.

Nasza doro­słość potrafi pro­sić o to, czego potrze­buje, w spo­sób, w jaki dziecko by nie potra­fiło.

Nasza doro­słość potrafi wziąć odpo­wie­dzial­ność za swoje myśli, uczu­cia i zacho­wa­nia w spo­sób, na który dziecko nie mogłoby sobie pozwo­lić.

Teraz może być ina­czej. Jed­nak aby nasza doro­słość mogła prze­jąć stery w miło­ści, musimy naj­pierw uznać obec­ność dziecka, które mieszka w każ­dym z nas. Musimy wsłu­chać się w jego strach i złość, dając mu pocie­sze­nie i zapew­nie­nie: „Widzę cię, Małego Sie­bie. Wiem, że się boisz. Jesteś tu ze mną i jesteś bez­pieczny”. Kiedy jeste­śmy w sta­nie to zro­bić, miłość roman­tyczna staje się nie­zwy­kle potęż­nym narzę­dziem uzdra­wia­nia. Kiedy opie­ku­jemy się sobą od wewnątrz, możemy głę­boko łączyć się z uko­chaną osobą i two­rzyć rela­cję, która pro­wa­dzi do uzdro­wie­nia.

30 stycz­nia

To, że coś jest trudne, nie ozna­cza, że robisz to źle.

Wyobraź sobie sie­bie w nastę­pu­ją­cych sytu­acjach (i mając te upo­rczywe myśli, które wszy­scy mie­wamy w pew­nym momen­cie):

Jesteś w parku, a twoje dziecko wpada w histe­rię. Roz­glą­dasz się wokół na inne dzieci, które tak się nie zacho­wują.

Pod­stępna myśl: „Z pew­no­ścią źle pod­cho­dzę do rodzi­ciel­stwa”.

Ty i twój part­ner prze­ży­wa­cie trudny okres (brak bli­sko­ści, sprzeczki itp.). Prze­glą­dasz media spo­łecz­no­ściowe i widzisz te wszyst­kie „szczę­śliwe” pary.

Pod­stępna myśl: „Z pew­no­ścią źle pod­cho­dzimy do tej rela­cji”.

Ciężko pra­cu­jesz w pracy lub szkole. Roz­glą­dasz się na swo­ich współ­pra­cow­ni­ków lub kole­gów z klasy, któ­rzy wydają się spo­koj­nie wypeł­niać swoje obo­wiązki.

Pod­stępna myśl: „Z pew­no­ścią źle pod­cho­dzę do tej pracy”.

Nie cho­dzi mi w tym miej­scu o pod­kre­śla­nie aspektu porów­ny­wa­nia się. Jest to z pew­no­ścią bru­talne i szybko pozba­wia cię rado­ści i wdzięcz­no­ści. Chcę jed­nak zwró­cić uwagę na sub­telny błąd w rozu­mo­wa­niu: „Jeśli jest mi trudno, to z pew­no­ścią ozna­cza, że robię to źle”. To wyraża upo­rczywe prze­ko­na­nie, że ktoś inny w tych samych warun­kach potra­fiłby zmie­rzyć się z sytu­acją z wdzię­kiem i pro­stotą, o któ­rych ty możesz jedy­nie marzyć.

Jeśli to do cie­bie prze­ma­wia, pierw­szym kro­kiem jest zauwa­że­nie, kiedy to prze­ko­na­nie się do cie­bie skrada. Świa­dome zauwa­że­nie daje ci moc wyboru:

Ścieżka 1: Podą­żać za tym prze­ko­na­niem na dno, co kosz­tuje cię zdro­wie emo­cjo­nalne i zdol­ność do stwo­rze­nia więzi z ota­cza­ją­cymi cię ludźmi. Wstyd odcina cię od połą­cze­nia, czy­niąc cię nie­do­stęp­nym.

Ścieżka 2: Podejść do tego prze­ko­na­nia z wyro­zu­mia­ło­ścią dla sie­bie: „Jest mi trudno, bo to trudne zada­nie”. Taka wyro­zu­mia­łość uspo­kaja kry­tykę i towa­rzy­szący jej wstyd, uwal­nia­jąc cię do tego, by brać życie takie, jakim jest.

Wybie­ra­jąc ścieżkę 2, prak­ty­ku­jesz łagod­ność wobec sie­bie i dajesz przy­kład tym, któ­rych kochasz.

31 stycz­nia

W naszych rela­cjach musimy zwra­cać uwagę na chwile, kiedy zna­jomy sce­na­riusz roz­grywa się ina­czej. Te momenty przy­po­mi­nają nam, że zmiana jest moż­liwa.

Kiedy tera­peuci poznają parę pod­czas tera­pii, ich zada­niem jest prze­ana­li­zo­wa­nie ana­to­mii kon­fliktu. Zada­jemy pyta­nia takie, jak:

Jak czę­sto się kłó­ci­cie?

O co naj­czę­ściej?

Jak zaczyna się kłót­nia?

Co każde z was robi w trak­cie typo­wej sprzeczki?

Jaka była wasza naj­gor­sza kłót­nia?

W jaki spo­sób napra­wia­cie waszą rela­cję?

Zada­jemy te pyta­nia, aby poznać wymiar, głę­bię i ton waszych chwil fru­stra­cji i nie­zro­zu­mie­nia. Więk­szość par ma swo­istą cho­re­ogra­fię, którą part­ne­rzy potra­fią opi­sać. Tematy prze­wod­nie. Waria­cje na temat. Typowe gesty i ruchy.

Pytamy rów­nież o alter­na­tywną, adap­ta­cyjną sekwen­cję – odstęp­stwo od wypra­co­wa­nej cho­re­ogra­fii. Może to brzmieć tak: „Opo­wiedz­cie o sytu­acji, gdy warunki były sprzy­ja­jące do wybu­chu kłótni (ten sam deli­katny temat, trudna pora dnia, zale­gły rachu­nek), a mimo to wyda­rze­nia poto­czyły się ina­czej i udało się wam unik­nąć kon­fliktu”.

Jak pyta­nie o alter­na­tywną, adap­ta­cyjną sekwen­cję może pomóc w związku?

Może wzbu­dzić nadzieję.

Ty i twój part­ner praw­do­po­dob­nie czu­je­cie się bez­silni i przy­tło­czeni. Przy­po­mnie­nie sobie momentu, w któ­rym udało się odnieść małe zwy­cię­stwo, może dodać otu­chy i pod­nieść na duchu.

Pod­kre­śla waszą spraw­czość.

Udało wam się – i na­dal może­cie – zro­bić coś, co zmieni prze­bieg trud­nej chwili.

Wska­zuje drogę do trans­for­ma­cji.

Zro­zu­mie­nie, co oboje może­cie zro­bić, by pozo­stać zaan­ga­żo­wani i empa­tyczni, pomaga wyobra­zić sobie ścieżkę naprzód.

Kiedy ostat­nio ty i twój part­ner pora­dzi­li­ście sobie z kon­flik­tem z więk­szą tro­ską, cier­pli­wo­ścią i uwagą? Jak może­cie stwo­rzyć warunki, by taka pozy­tywna reak­cja mogła wyda­rzyć się ponow­nie? Oboje macie już tę siłę w swo­ich rękach. Bądź­cie czujni i wypa­truj­cie tej alter­na­tyw­nej, adap­ta­cyj­nej sekwen­cji!

Luty

1 LUTEGO

Kiedy twój part­ner ma kło­poty w rela­cjach z twoją rodziną, sta­jesz mię­dzy oso­bami, które kochasz, ale jed­no­cze­śnie odgry­wasz rolę lidera rela­cyj­nego, poma­ga­jąc wszyst­kim lepiej się zro­zu­mieć.

Ist­nieje stare powie­dze­nie: „Kiedy bie­rzesz ślub z kimś, bie­rzesz ślub także z jego rodziną”. Choć brzmi to nieco zbyt mocno, nie można zaprze­czyć, że bycie parą ozna­cza budo­wa­nie mostu mię­dzy dwoma sys­te­mami rodzin­nymi. Jest to rów­nież moment przej­ściowy w życiu każ­dej rodziny:

To jest

wspa­niałe

na wiele spo­so­bów, przy­nosi nowe moż­li­wo­ści nawią­zy­wa­nia rela­cji i two­rze­nia wspól­nych rytu­ałów.

To rów­nież

ogromne wyzwa­nie

, otwie­ra­jące prze­strzeń dla podzia­łów, kon­flik­tów i naru­szeń gra­nic.

Wiele ról, które przyj­mu­jemy w sys­te­mie rodzin­nym (zięć, teściowa itp.), to role, do któ­rych nie zosta­li­śmy w żaden spo­sób przy­go­to­wani ani prze­szko­leni, a każda z nich potrafi wzbu­dzić w nas wewnętrzny chaos. Dla­tego naszą odpo­wie­dzial­no­ścią jest korzy­sta­nie z narzę­dzi świa­do­mo­ści rela­cyj­nej, by z cie­ka­wo­ścią przyj­rzeć się temu, jakie uczu­cia ta nowa rola w nas wzbu­dza.

Każde z part­ne­rów musi odróż­nić się od swo­jej rodziny na rzecz związku, jed­no­cze­śnie oka­zu­jąc wdzięcz­ność i sza­cu­nek tym, któ­rzy praw­do­po­dob­nie dali mu wszystko, co mogli naj­lep­szego. Dąży się do tej deli­kat­nej rów­no­wagi, a celem jest:

By wszy­scy człon­ko­wie matrycy rela­cyj­nej (para, rodzice itp.) czuli, że są w jed­nej dru­ży­nie: Dru­ży­nie Rodzina.

By part­ne­rzy czuli się prio­ry­te­towo trak­to­wani przez sie­bie nawza­jem.

By każde z nich oka­zy­wało empa­tię i pró­bo­wało spoj­rzeć na świat oczami innych.

2 LUTEGO

Naucz się roz­po­zna­wać i pra­co­wać nad swoją postawą obronną, aby inni mogli czuć się przy tobie bez­piecz­nie.

Postawę obronną odczu­wasz jako:

ści­ska­nie w klatce pier­sio­wej,

przy­spie­szone bicie serca,

rumie­niec na policz­kach.

Postawę obronną wyra­żasz sło­wami:

„Tak, ale…”.

„Nie o to mi cho­dziło”.

„Mylisz się”.

Postawę obronną oka­zu­jesz:

prze­wra­ca­jąc oczami,

krzy­żu­jąc ramiona,

głę­boko wzdy­cha­jąc.

Postawa obronna jest nie tyle cechą oso­bo­wo­ści, ile bar­dziej wzor­cem, który poja­wia się w kon­tek­ście rela­cyj­nym. Nie­któ­rzy z nas reagują na naj­mniej­szy sygnał, dostrze­ga­jąc kry­tykę, zagro­że­nie lub ocenę tam, gdzie ich w rze­czy­wi­sto­ści nie ma. Może to wyni­kać z:

wycho­wy­wa­nia się wśród osób, które zda­wały się cze­kać na nasze potknię­cia,

związku z bar­dzo kry­tycz­nym part­ne­rem w prze­szło­ści,

bar­dzo kry­tycz­nego nasta­wie­nia wobec sie­bie – wyobra­żamy sobie, że inni robią nam to, co my sami robimy sobie.

Kiedy czu­jesz nara­sta­jącą w tobie reak­cję obronną, skie­ruj się w stronę empa­tii. Pamię­taj, że osoba udzie­la­jąca ci infor­ma­cji zwrot­nej pra­gnie zostać wysłu­chana i zro­zu­miana. Ma pro­blem, dla któ­rego roz­wią­za­niem jest twoja obec­ność.

Pyta­nia pozwa­la­jące na osią­gnię­cie świa­do­mo­ści sie­bie w rela­cji

W jaki spo­sób odczu­wasz postawę obronną w swoim ciele?

Co jest tak bole­snego w poczu­ciu nie­zro­zu­mie­nia lub kry­tyki?

Czy to uczu­cie nie­zro­zu­mie­nia przy­po­mina ci podobne emo­cje z prze­szło­ści?

3 LUTEGO

Kiedy uko­chana osoba daje Ci infor­ma­cję zwrotną na temat tego, jak wpływa na nią ton two­jego głosu, spró­buj zamiast postawy obron­nej obu­dzić w sobie cie­ka­wość.

W świe­cie, który prio­ry­te­towo trak­tuje myśle­nie, nasze odczu­cia i emo­cje są sys­te­ma­tycz­nie igno­ro­wane. Jed­nak inte­li­gen­cja naszego ciała ma zna­cze­nie. Twój ton głosu odbija się w twoim part­ne­rze i ma moc wywo­ły­wa­nia napię­cia lub spo­koju w jego wnę­trzu.

Z jed­nej strony kon­tro­lo­wa­nie tonu to coś, co osoby z przy­wi­le­jami czę­sto robią w roz­mo­wie z oso­bami mar­gi­na­li­zo­wa­nymi.

„Trudno mi słu­chać, kiedy jesteś taki wście­kły!” – takie stwier­dze­nie, wypo­wia­dane przez osobę z więk­szą przy­pi­saną kul­tu­rowo wła­dzą, nakłada dodat­kowy wysi­łek na osobę o mniej­szej mocy, by dosto­so­wała swój ton, by był bar­dziej „przy­jemny”.

Part­ne­rzy w bli­skiej rela­cji powinni zwra­cać uwagę na ton, jakim się posłu­gują, oraz na to, jak oddzia­łuje on na drugą osobę.

Aby komu­ni­ka­cja prze­bie­gała płyn­nie, twój ton powi­nien poma­gać part­ne­rowi pozo­stać obec­nym, otwar­tym i zaan­ga­żo­wa­nym zamiast odda­lo­nym lub defen­syw­nym.

Jeśli twój part­ner zwraca uwagę, że nie radzi sobie z twoim tonem, zare­aguj z cie­ka­wo­ścią, pyta­jąc go:

Czy mój ton przy­po­mina ci kogoś z prze­szło­ści? Kogo?

Jakie masz odczu­cia, gdy sły­szysz ten ton w moim gło­sie?

Wró­cimy do tego tematu w jutrzej­szym wpi­sie.

4 LUTEGO

Kiedy słowa i ton są nie­spójne, ton przej­muje kon­trolę.

„Nie cho­dziło o to, co powie­dzia­łeś. Cho­dziło o to, w jaki spo­sób to powie­dzia­łeś!”

Nie zli­czę, ile razy sły­sza­łam tę frazę pod­czas tera­pii par! Ton ma zna­cze­nie. Kiedy potrze­bu­jesz dać part­ne­rowi infor­ma­cję zwrotną na temat jego tonu, zamiast kry­ty­ko­wać („Twój ton jest zbyt ostry”), spró­buj:

Opi­sać, co sły­szysz.

„Dla mnie twój głos staje się gło­śniej­szy, a ton ostry i naglący”.

Powie­dzieć, co dzieje się w tobie.

„Zaczy­nam czuć napię­cie i potrzebę obrony, co utrud­nia mi słu­cha­nie cie­bie tak, jak bym chciał”.

Popro­sić o to, czego potrze­bu­jesz.

„Naprawdę chcę dalej nad tym pra­co­wać razem z tobą. Czy mógł­byś spró­bo­wać mówić łagod­niej­szym tonem?”

5 LUTEGO

Prze­stańmy trak­to­wać nie­które zacho­wa­nia sek­su­alne jako waż­niej­sze od innych.

Fakt, że nasz domi­nu­jący sce­na­riusz sek­su­alny opiera się na heterosek­su­alnym wzorcu, jest pro­ble­ma­tyczny i spra­wia, że każda osoba nie­he­te­ro­sek­su­alna jest „wyklu­czona” i postrze­gana jako „inna”. Ponadto, sta­wia­jąc heterosek­su­alny wzo­rzec na pie­de­stale, two­rzymy hie­rar­chię, w któ­rej seks pene­tra­cyjny jest uzna­wany za waż­niej­szy od innych form bli­sko­ści. W rezul­ta­cie seks pene­tra­cyjny zaczyna być postrze­gany jako naj­bar­dziej intymny lub naj­istot­niej­szy spo­sób oka­zy­wa­nia bli­sko­ści.

Zro­zu­mie­nie tego jest zapro­sze­niem dla nas wszyst­kich do zmiany myśle­nia na korzyść każ­dego czło­wieka. Odejdźmy od hie­rar­chicz­nego podej­ścia do seksu, w któ­rym jedne zacho­wa­nia są cenione bar­dziej niż inne. Zacznijmy patrzeć na seks jak na paletę arty­sty – żaden kolor nie jest lep­szy od innego, a bez względu na to, jakich kolo­rów uży­jemy, mamy szansę wspól­nie stwo­rzyć coś pięk­nego.

6 LUTEGO

Mał­żeń­stwo to: eks­cy­ta­cja, a także nuda. Łatwość, a także wyzwa­nie. Prze­wi­dy­wal­ność, a także zasko­cze­nie.

Jako kul­tura jeste­śmy o wiele bar­dziej zafa­scy­no­wani zako­chi­wa­niem się niż życiem w miło­ści. Cenimy roman­tyzm bar­dziej niż zaan­ga­żo­wa­nie. Ide­ali­zu­jemy pościg i depre­cjo­nu­jemy pie­lę­gno­wa­nie uczu­cia. Rezul­tat? Wiele osób ma pro­blem, gdy pożą­da­nie zamie­nia się w miłość. Pewna samotna kobieta powie­działa mi, że jej zamężna przy­ja­ciółka stwier­dziła: „Myślę, że cią­gle czu­jesz się roz­cza­ro­wana swo­imi chło­pa­kami, bo uwa­żasz miłość za bar­dziej eks­cy­tu­jącą, niż jest w rze­czy­wi­sto­ści”. Szcze­rze, kto może ją za to winić?! Kome­die roman­tyczne ni­gdy nie poka­zują nam zwy­kłego śro­do­wego wie­czoru po ośmiu latach związku. Rezul­tat? Jeśli nasza histo­ria miło­sna traci tro­chę z tego zapie­ra­ją­cego dech w pier­siach cało­wa­nia się w desz­czu, myślimy, że coś robimy źle. Mówimy coś w stylu: „Może to nie jest ta wła­ściwa osoba dla mnie”. Albo pytamy: „Co ze mną jest nie tak?”.

Jeśli czu­jesz się roz­cza­ro­wany, zamknięty w sobie lub zawsty­dzony swoim związ­kiem, musisz podejść do tego jak do pro­blemu „wspól­nego”. Zwróć się do dru­giej strony, kie­ruj się miło­ścią i poproś o pomoc: „Czuję się ostat­nio odsu­nięty. Tęsk­nię za tym, jak kie­dyś się zacho­wy­wa­li­śmy. A ty?” Wspól­nie zasta­nów­cie się, co może pomóc każ­demu z was wró­cić od wyco­fa­nia do zaan­ga­żo­wa­nia.

7 LUTEGO

Trud­no­ści sek­su­alne się zda­rzają. Ważne jest, w jaki spo­sób sobie z nimi radzimy.

Bada­nia wska­zują, że 43 pro­cent kobiet i 31 pro­cent męż­czyzn zgła­sza pewien sto­pień trud­no­ści sek­su­al­nych. 1 na 4 kobiety przed meno­pauzą i 1 na 2 kobiety w okre­sie meno­pauzy zmaga się z niskim libido, pod­czas gdy aż 1 na 2 męż­czyzn powy­żej 40. roku życia zgła­sza pro­blemy z erek­cją, a 1 na 3 męż­czyzn przed­wcze­sny wytrysk2. Według Naro­do­wego Cen­trum Zapo­bie­ga­nia Ura­zom aż 1 na 2 kobiety i 1 na 3 męż­czyzn jest ofiarą jakiejś formy prze­mocy sek­su­al­nej3. Osoby, które prze­żyły prze­moc sek­su­alną, czę­sto zma­gają się z dłu­go­trwa­łymi pro­ble­mami sek­su­al­nymi, takimi jak uni­ka­nie, obawa lub brak zain­te­re­so­wa­nia sek­sem, emo­cjo­nalne odda­le­nie pod­czas seksu oraz trud­no­ści z osią­gnię­ciem orga­zmu4.

W kwe­stiach sek­su­al­nych wraż­li­wość jest nie­unik­niona, co ozna­cza, że wstyd zawsze może się poja­wić. Możemy uni­kać tych deli­kat­nych uczuć, gdy nasza sek­su­al­ność działa bez zarzutu: pożą­da­nie jest sta­bilne, erek­cje nie­za­wodne, orga­zmy regu­larne. Jed­nak gdy napo­ty­kamy prze­szkody, wstyd może powstrzy­mać nas przed zaję­ciem się pro­ble­mem, popro­sze­niem o pomoc lub roz­mową o nim z part­ne­rem. Innymi słowy, ryzy­ku­jemy, że coś trud­nego sta­nie się jesz­cze trud­niej­sze.

Jeśli jesteś sin­glem, pamię­taj, że twoje wyzwa­nia sek­su­alne nie wpły­wają na twoją war­tość czy atrak­cyj­ność. Jeśli jesteś w związku, sta­raj się budo­wać emo­cjo­nalne bez­pie­czeń­stwo, cie­ka­wość i tro­skę w prze­strzeni mię­dzy wami, aby­ście zawsze mogli grać w tej samej dru­ży­nie.

8 LUTEGO

Wyraź zgodę na tera­pię dla par za pierw­szym razem, gdy part­ner cię o to poprosi.

Im dłuż­sza prze­rwa mię­dzy waszą pierw­szą roz­mową o tera­pii dla par a pierw­szą sesją, tym wię­cej pracy będzie­cie musieli wyko­nać wspól­nie we troje. Jeśli powta­rzasz swo­jemu part­ne­rowi: „Myślę, że przy­dałby nam się ktoś trzeci, kto pomoże nam lepiej się zro­zu­mieć”, a twój part­ner cię igno­ruje, dosko­nale to rozu­miesz. Kolejna cegła jest dokła­dana do muru mię­dzy wami za każ­dym razem, gdy mini­ma­li­zuje on twoje obawy lub mówi, że nie wie­rzy w tera­pię. Tera­pia dla par to nie Święty Miko­łaj; to nie jest coś, w co można wie­rzyć lub nie.

Prak­ty­kuję od ponad 20 lat i rozu­miem to: nikt nie chce cho­dzić na tera­pię dla par. To nie jest ani przy­jemne, ani łatwe, ani relak­su­jące. Jed­nak bada­nia są jed­no­znaczne:

Tera­pia dla par działa.

Pro­blemy, które pary przy­no­szą na tera­pię, zwy­kle same się

nie

roz­wią­zują.

Ni­gdy nie jest za wcze­śnie, by pójść na tera­pię. Uwiel­biam, gdy pary w trak­cie rand­ko­wa­nia zgła­szają się na tera­pię. Nie musisz cze­kać, aż będzie­cie miesz­kać razem, zarę­czeni czy po ślu­bie. I na pewno nie chcę, byś cze­kał, aż znaj­dzie­cie się na skraju roz­sta­nia.

Jak roz­po­znać, że nad­szedł czas na tera­pię dla par? Roz­waż­cie poniż­sze pyta­nia i omów­cie je z part­ne­rem, gdy będzie­cie gotowi:

Czy wciąż mamy te same kłót­nie lub nie­po­ro­zu­mie­nia?

Czy ciężko mi zro­zu­mieć spo­sób, w jaki mój part­ner prze­twa­rza różne sprawy?

Czy czuję się nie­zro­zu­miany przez part­nera?

Czy jedno lub oboje wno­simy do związku skom­pli­ko­waną histo­rię rela­cji? Czy te doświad­cze­nia spra­wiają, że nasze pro­blemy wydają się trud­niej­sze do roz­wią­za­nia?

Czy pod­wa­żam trwa­łość naszego związku?

9 LUTEGO

Twoja sek­su­al­ność to dyna­miczna, roz­wi­ja­jąca się opo­wieść, którą masz prawo two­rzyć.

Wno­simy do sypialni to, co głę­boko ludz­kie: nasze pra­gnie­nia, nasze rany, nasze nadzieje, nasze lęki. Naszą naj­waż­niej­szą i naj­od­waż­niej­szą pracą jest zwró­ce­nie się ku zna­cze­niu i emo­cjom towa­rzy­szą­cym zacho­wa­niom z pełną dozą zacie­ka­wie­nia i wyro­zu­mia­ło­ści dla sie­bie. Sek­su­alne ja jest istotną, choć czę­sto nie­zro­zu­mianą, a nawet porzu­coną czę­ścią tego, kim jeste­śmy jako ludzie.

Nad­szedł czas, aby podejść do swo­jej sek­su­al­no­ści z peł­nym zaan­ga­żo­wa­niem. Twoja sek­su­al­ność jest twoja. Zawsze była i zawsze będzie. Twoja, by pozna­wać ją na nowo. Twoja, by wyra­żać ją w spo­sób, który daje ci poczu­cie połą­cze­nia ze sobą, z part­ne­rem, z życiem. Seks to potężny kanał połą­cze­nia i uzdra­wia­nia, ale musimy sami wypo­sa­żyć się w wie­dzę i zro­zu­mie­nie dla sie­bie.

10 LUTEGO

Ty decy­du­jesz, komu przy­słu­guje przy­wi­lej wyra­ża­nia opi­nii na temat two­ich wybo­rów.

Opi­nie i rady to główne formy komu­ni­ka­cji tych, któ­rzy nie potra­fią znieść cię­żaru emo­cji dru­giego czło­wieka. (Albo wła­snych, prawdę mówiąc). Jeśli zma­gasz się z czymś i zapra­szasz mnie, bym towa­rzy­szyła ci w twoim wewnętrz­nym cha­osie, będzie to z two­jej strony prze­jaw zarówno życz­li­wo­ści, jak i mądro­ści, gdy okre­ślisz „zasady mojego zaan­ga­żo­wa­nia”.

Możesz powie­dzieć mi, że potrze­bu­jesz, żebym była lustrem odbi­ja­ją­cym twoje myśli, ale bez udzie­la­nia instruk­cji.

Wtedy ja mogę zde­cy­do­wać, czy potra­fię (i czy chcę) to zaofe­ro­wać. Jeśli zde­cy­duję, że mogę, zasłu­guję, by być z sie­bie dumną, bo bycie lustrem jest jed­nym z naj­pięk­niej­szych darów, jakie możemy ofia­ro­wać. To moc nie do prze­ce­nie­nia – bycie prze­strze­nią, głę­bo­kim słu­cha­czem, brat­nią duszą.