Kim jest moja żona? - Andie Brock - ebook
Opis

Gdy szejk Zayed poznaje Nadię Amani, natychmiast decyduje się na ślub. Nazajutrz po nocy poślubnej Nadia wyjawia Zayedowi prawdę o swoim pochodzeniu i własnych planach związanych z tym małżeństwem. Zayed, wściekły, że poślubił córkę człowieka, którego nienawidził, chce ją natychmiast odprawić. Potem jednak przychodzi mu do głowy pomysł, jak wyciągnąć dla siebie korzyści z tej sytuacji…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 156

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Andie Brock

Kim jest moja żona?

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Nadia miała nadzieję, że nie przyjechała za późno. Kiedy zbliżyła się do bram pałacu, ujrzała grupy młodych kobiet, które właśnie z niego wychodziły.

Wbiegła do budynku, przeciskając się przez zgromadzony wewnątrz tłum. Najpiękniejsze kobiety w kraju zebrały się, by zostać przedstawione szejkowi Zayedowi Al Afzalowi, który został koronowany na głowę państwa. Najwyraźniej żadna z nich nie spełniała jego wysokich wymagań, gdyż, jak dotąd, wszystkie zostały odesłane.

Cóż, będzie się musiała postarać. Nadia zebrała w rękę materiał spódnicy i zaczęła przemykać pomiędzy wychodzącymi w stronę drzwi gośćmi. Miała szczęście, bo strzegący ich ochroniarz akurat wdał się w rozmowę z jedną z wychodzących kobiet.

To była jej szansa. Zaczęła biec przez rozległy hol, stukając obcasami po marmurowej posadzce. Bransoletki na jej przegubach i ozdobny pasek podzwaniały przy tym jak mała perkusja.

Skierowała się prosto do otwartych drzwi, nie mając pojęcia, dokąd one prowadzą. Za wszelką cenę musiała zobaczyć się z szejkiem Zayedem Al Afzalem.

Wbiegła do przestronnej komnaty i, ku swemu zaskoczeniu, ujrzała siedzącego na ozdobnym tronie szejka.

Przez chwilę oboje patrzyli na siebie w milczeniu. Nadia poczuła, jak obcisły top wciska się w jej ciało, a ozdobny pas uwiera w talię.

Przynajmniej zwróciła na siebie jego uwagę. Czuła, że wzrok szejka obejmuje jej półnagie ciało i ten fakt wprawił ją w zmieszanie.

Wiedziała, że to jej jedyna szansa, mimo to trwała w bezruchu, jakby ją ktoś zauroczył. Szejk Zayed wyglądał zupełnie inaczej, niż go sobie wyobrażała. Wysoki, przystojny, wyciągnął przed siebie długie nogi, krzyżując je w kostkach. Był ubrany w białą koszulę, europejski garnitur i krawat, który teraz był rozluźniony i lekko przekrzywiony na bok. Choć sprawiał wrażenie zrelaksowanego, jego ręce były kurczowo zaciśnięte na głowach lwów zdobiących poręcze tronu.

Nadia spojrzała szejkowi prosto w oczy. To, co w nich zobaczyła przeraziło ją. Spodziewała się ujrzeć zimne, okrutne oczy zabójcy, tymczasem patrzyła w piękne, łagodne, wszystkowidzące oczy koloru ciemniej czekolady. To były oczy, których spojrzenie bez trudu mogłoby usidlić każdą kobietę.

Usłyszała za sobą ciężki oddech ochroniarza i po chwili poczuła na ramieniu uchwyt jego dłoni.

– Proszę wybaczyć, wasza wysokość, ale tej udało się przemknąć obok nas.

Tej? Jak śmiał się tak o niej wyrażać?

– Będę wdzięczna, jeśli zabierze pan ręce.

Ochroniarz zawahał się.

– Słyszałeś, co powiedziała ta pani. – Zayed wstał. – Puść ją.

Ochroniarz natychmiast wypełnił polecenie i cofnął się krok z lekkim skinieniem głowy.

– Dla twojej informacji, życzę sobie, aby moje polecenia były wypełniane w cywilizowany sposób. Nie będę tolerował żadnej brutalności i przemocy.

– Tak jest, wasza wysokość.

Nadia spojrzała na ochroniarza z lekką naganą, celowo pocierając ręką miejsce, które przed chwilą ściskał.

– A więc, młoda damo – Zayed zwrócił się w jej stronę – jak ma pani na imię?

– Nadia – powiedziała głośno i wyraźnie.

– Cóż, Nadio, obawiam się, że będę zmuszony poinformować panią, że odbyła pani tę podróż na próżno. – Stał przed nią wyprostowany, z rękami skrzyżowanymi na piersiach. – Nie mam zwyczaju wybierać sobie towarzystwa w sposób, w jaki zostało to dziś zorganizowane. Jestem zmuszony przeprosić panią za niedogodności, jakie musiała pani z tego powodu ponieść.

Nie wiedzieć czemu, zabrzmiało to bardziej jak reprymenda niż przeprosiny.

– Ale, wasza wysokość… – Otworzyła szeroko oczy, po czym spuściła wzrok, z nadzieją, że wyglądało to kusząco. – Skoro już tu jestem, dlaczego nie miałabym urządzić dla waszej wysokości małego pokazu?

Nie czekając na odpowiedź, zaczęła wolno i z pewnym wahaniem kręcić biodrami w sposób, w jaki robiły to tancerki w jej własnym pałacu, kiedy chciały dostarczyć rozrywki ojcu i bratu.

Niejednokrotnie przyglądała się im z ukrycia, a potem naśladowała ich ruchy w swoim pokoju. Teraz musiała sobie tylko przypomnieć to, czego się wówczas nauczyła.

Uniosła ramiona nad głowę, splotła dłonie w kuszącym geście, poruszając jednocześnie prowokacyjnie biodrami. Bransolety i pasek lekko przy tym podzwaniały, a stopy dreptały w miejscu.

– Młoda damo. – Zayed zszedł z podestu i ruszył w jej stronę. Taniec Nadii z każdą chwilą stawał się coraz bardziej śmiały. Nie miała już nic do stracenia. Czuła się upokorzona i tym śmielej poruszała przed nim brzuchem i biodrami.

Zayed stanął tuż przed nią. Wysoki, ciemny, trochę przerażający.

Mimo to nie przestała. Ze wzrokiem wbitym w jego pierś kreśliła dłońmi w powietrzu skomplikowane wzory.

– Chyba nie wyraziłem się dostatecznie jasno. – Silne dłonie chwyciły ją za nadgarstki, po czym opuściły jej ręce wzdłuż tułowia. Delikatnie, ale stanowczo odwrócił ją o sto osiemdziesiąt stopni. – Drzwi są tam.

Zayed popatrzył za młodą kusicielką, która, odprowadzana przez ochroniarza, pospiesznie szła w stronę drzwi. Sprawiała wrażenie osoby, która jak najszybciej chce opuścić miejsce, w którym się znajduje. Trochę go to zdziwiło, zważywszy na fakt, że jeszcze przed chwilą tak kusząco przed nim tańczyła.

Musiał przyznać, że zrobiła na nim wrażenie. Była piękną kobietą i widok jej jasnego ciała zadziałał na jego zmysły silniej, niżby chciał to przed sobą przyznać. W innych okolicznościach zapewne z przyjemnością zawarłby z nią bliższą znajomość. Ale nie tutaj i nie tak. Być może miał opinię kobieciarza, ale miał też swoje zasady. Wybieranie spośród kobiet, które były mu prezentowane niczym bydło na targu, zupełnie go nie bawiło. Zastanawiał się, skąd taka kobieta jak Nadia znalazła się pośród nich.

Zdjął marynarkę i przerzucił ją przez ramię. Co się stało z jego życiem? Jeszcze kilka miesięcy temu prowadził firmę, podróżował po świecie, zarabiał pieniądze, przejmując upadające firmy i stawiając je na nogi.

Tymczasem matka nakazała mu powrót do domu, do królestwa Gazbiyaa. Dowiedział się, że to on, a nie jego starszy brat Azeed ma zostać szejkiem. Ta decyzja była ogromnym zaskoczeniem dla nich obojga. Zayed zupełnie nie był przygotowany do tej roli, podczas gdy Azeed przez całe życie był wychowywany w świadomości, że przejmie władzę po ojcu.

Świeżo koronowany szejk Zayed Al Afzal, oficjalny władca królestwa Gazbiyaa, rozejrzał się po pustej sali. Będzie musiał wprowadzić tu sporo zmian. Zamierzał czym prędzej wprowadzić tu swoje rządy, by nigdy więcej nie uczestniczyć w czymś takim jak dzisiejsza szopka. Harem. Skąd w ogóle taki pomysł?

Niestety zbyt późno dowiedział się o całej imprezie, żeby ją odwołać. Większość kobiet była już na miejscu i nie pozostawało mu nic innego, jak je przyjąć. Przed jego oczami przewinął się cały korowód pięknych kobiet, paradujących przed nim i wdzięczących się niczym łabędzice. W końcu jego cierpliwość się wyczerpała i kazał je wszystkie odprawić. Kiedy podniesionym głosem wydał polecenia, aby natychmiast opuściły pałac, na ich twarzach odmalowało się przerażenie. Był zły na siebie, nie na nie, ale one oczywiście nie mogły o tym wiedzieć. Był wściekły na to, że musi prowadzić życie, którego wcale nie pragnął.

Tylko ta ostatnia, Nadia, różniła się od pozostałych. W jej oczach nie dostrzegł strachu. Wyszła pospiesznie, ale wyprostowana, dumna i bynajmniej niespeszona.

Nagle złapał się na tym, że usiłuje sobie przypomnieć kolor jej oczu. Były niebieskie? Szare? A może fiołkowe?

Zayed potrząsnął głową i wyszedł z pokoju. O czym on w ogóle myśli? Czyżby nie miał teraz większych zmartwień?

Kiedy chłodne powietrze owiało jej rozgrzane ciało, Nadia mimowolnie zadrżała. Co teraz? Ochroniarz odprowadził ją do samej bramy i zamknął ją za nią z głośnym trzaskiem. Patrzyła, jak stanął w drzwiach pałacu, upewniając się, że nie przemknie obok niego jak poprzednio.

Cóż, będzie musiała przejść do planu B. Jedno było pewne: nie zamierzała się poddać. Nie teraz, kiedy na własne oczy zobaczyła szejka Zayeda Al Afzala. I to niezależnie od wyrazu niesmaku, jaki dostrzegła na jego twarzy po tym, jak urządziła dla niego to małe przedstawienie.

Owszem, czuła się upokorzona, ale nie mogła zaprzeczyć, że jego osoba zrobiła na niej ogromne wrażenie. Wysoki, doskonale zbudowany, był niezwykle przystojnym mężczyzną. Ale było w nim coś więcej: niewątpliwa inteligencja, obycie i pewność siebie, które, wraz z jego pociągającym wyglądem, tworzyły piorunującą mieszankę. Nadia nigdy wcześniej nie poznała kogoś takiego jak on. Ten człowiek budził w niej zupełnie nowe uczucia, których nawet nie potrafiła nazwać.

Skrzyżowała ramiona na piersiach i zaczęła rozcierać zziębniętą skórę. Popatrzyła na pałac, którego rozświetlone okna lśniły w ciemności niczym lampy jakiegoś UFO. Pałac Gazbiyaa nie pozostawiał żadnych wątpliwości co do bogactwa i wpływów jego mieszkańców.

Życie w pałacu nauczyło ją jednego: zawsze jest jakiś sposób, żeby się dostać do środka, musi go tylko znaleźć. Właśnie miała zacząć to robić, kiedy jej uwagę przyciągnął ruch, który dostrzegła w jednym z okien. Skryła się w cieniu, żeby nie zostać dostrzeżoną. Jedno z francuskich okien otworzyło się na oścież i dostrzegła w nim sylwetkę Zayeda. Czwarte okno w lewym skrzydle. Serce zabiło jej żywiej. Tam właśnie musi się dostać, żeby popełnić najniebezpieczniejszy i, być może, najgłupszy czyn swojego życia. Musi znaleźć sposób, żeby tam wejść.

Zayed z przyjemnością wciągnął w nozdrza słodki zapach nocnego powietrza. Pod nim rozciągało się jego królestwo. Niedawno wzniesione drapacze chmur sięgały nieba, stanowiąc żywy dowód ludzkiego geniuszu i wyobraźni. Każdy kolejny był wyższy, wspanialszy od poprzedniego. Marzeniem jego brata było uczynienie z królestwa Gazbiyaa głównego gracza nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale także w świecie. Pytanie tylko, jakim kosztem? Azeed był tak zdeterminowany, że, gdyby został szejkiem, bez wątpienia nic nie byłoby go w stanie powstrzymać przed usiłowaniem wprowadzenia tego planu w życie.

To dlatego ich matka złamała swój ślub milczenia i zainicjowała szereg działań, które doprowadziły do tego, że to jej młodszy syn objął tron.

Poprzez odgłosy miasta Zayed usłyszał wezwanie do modlitwy, płynące z dziesiątków minaretów rozmieszczonych w różnych punktach miasta.

Wszedł do sypialni i skierował się do łazienki, żeby wziąć prysznic. Miał za sobą długi i męczący dzień.

To azam[1] stworzył Nadii szansę. Ruszyła wzdłuż muru na tyły pałacu, ale tam bramy również były zamknięte. Dostrzegła jednak grupę ubranych na biało mężczyzn, z których jeden za pomocą pilota otworzył jedną z bram. Nadia niepostrzeżenie wsunęła się za nimi, zanim ciężkie drzwi zamknęły się z głuchym łoskotem.

Cały czas ukrywając się w cieniu, ruszyła w stronę pałacu. Minęła pięknie utrzymane trawniki, palmy i fontanny i skierowała się do kuchennych drzwi. Zatrzymała się na chwilę pod drzewem granatu, żeby odetchnąć i zastanowić się, co robić dalej.

Drzwi kuchni otworzyły się i stanął w nich jeden z ochroniarzy, rozmawiając przez telefon. Gdyby zdołała odwrócić jego uwagę, mogłaby wślizgnąć się do środka.

Rozejrzała się wokół i sięgnęła po leżący na ziemi owoc granatu. Mogłaby rzucić go gdzieś na bok. Wtedy strażnik na pewno zainteresowałby się tym, co spowodowało ten hałas, a ona weszłaby do pałacu.

Zdjęła bransoletki z ręki, zrobiła zamach i rzuciła owoc tak daleko, jak zdołała. Rezultat przeszedł jej najśmielsze oczekiwania. Granat wylądował na masce czarnej limuzyny, której początkowo nawet nie zauważyła. Ochroniarz natychmiast ruszył, żeby sprawdzić, co się tam dzieje, a ona w jednej chwili znalazła się w pałacu.

Na szczęście o tej porze kuchnia była całkowicie pusta. Zaczęła zaglądać do poszczególnych pomieszczeń, aż w końcu odnalazła schody dla służby. Wbiegła po nich niemal w panice, mając świadomość, że robi coś bardzo, bardzo niebezpiecznego.

Zatrzymała się dopiero na czwartym piętrze, z trudem łapiąc powietrze. Ostrożnie wyjrzała na korytarz. Był pusty. Czwarte okno we wschodnim skrzydle. Powinna pójść tym korytarzem do końca, skręcić w lewo i odliczyć drzwi.

Położyła rękę na klamce. Jeśli się nie myliła, za chwilę znajdzie się w sypialni szejka Zayeda Al Afzala. Ostrożnie nacisnęła ciężką ołowianą klamkę. Teraz już nie mogła się wycofać. Niezależnie od tego, co ją czekało za drzwiami, wiedziała, że jej życie nie będzie już takie jak dotąd.

Zayed wycierał się po kąpieli, kiedy usłyszał za drzwiami jakiś hałas. Znieruchomiał. Ktoś był w jego sypialni, co do tego nie miał wątpliwości. Zaczął nasłuchiwać, ale tym razem niczego nie usłyszał.

Jednak szósty zmysł mówił mu, że nie jest sam. Oczywiście, jak zwykle, pomimo upomnień ochroniarzy nie zamknął drzwi na klucz. Kto by pamiętał o takich drobiazgach?

Teraz, rzecz jasna, żałował, że nie posłuchał ich rady. Rozejrzał się wokół siebie w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby mu służyć jako broń, nic jednak nie wpadło mu w oko. Będzie musiał użyć mięśni i własnej inteligencji. Był silny, wysportowany i wiedział, jak rozbroić napastnika, zwłaszcza wykorzystując element zaskoczenia. Co jednak zrobi, jeśli się okaże, że napastników jest więcej? Cóż, nie miał wielkiego wyboru. Przewiązał w pasie ręcznik i ruszył do pokoju.

Nadia zrobiła głęboki wdech, wsunęła się do sypialni i znieruchomiała. Ujrzała ogromne łoże z baldachimem. Czy w nim był? Podeszła na palcach bliżej i ostrożnie rozchyliła draperie. Łóżko było puste. Zapewne jest w łazience. Powoli wypuściła powietrze. Zrzuciła sandały i wsunęła się do łóżka. Oparła głowę na poduszce i przykryła się satynową narzutą. Była gotowa na przyjęcie swojego losu.

Po chwili usłyszała dziwny hałas, przypominający ryk jakiegoś zwierzęcia, przez mgnienie oka ujrzała nad sobą szeroką pierś i rozłożone ramiona, po czym poczuła, jak zwala się na nią ciężkie, niemal nagie i nafaszerowane adrenaliną męskie ciało.

[1] Azam – wezwanie do modlitwy w islamie (przyp. tłum.)

Tytuł oryginału: The Sheikh’s Wedding Contract

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2015

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Anna Jabłońska

© 2015 by Harlequin Books S.A.

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-2536-6

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.