Kieszeń pełna pieniędzy - David Cameron Gikandi - ebook

Kieszeń pełna pieniędzy ebook

David Cameron Gikandi

0,0
28,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Odkryj prawdziwą moc obfitości!

Czy uważasz, że zasługujesz na sukces, ale coś wciąż Cię zatrzymuje? Czy zastanawiasz się, jak inni przyciągają bogactwo z pozorną lekkością? A może chcesz zrozumieć, jak Twoja świadomość przyciąga dostatek?

Książka Kieszeń pełna pieniędzy pokazuje, że bogactwo zaczyna się w umyśle, a nie w portfelu. Autor prowadzi czytelnika przez świat świadomego tworzenia rzeczywistości, wizualizacji i mocy wdzięczności. To przewodnik, który łączy duchową mądrość z praktycznymi narzędziami, pomagając zmienić sposób myślenia o pieniądzach i własnym potencjale.

Ta książka dodaje odwagi, inspiruje do działania i uczy dostrzegać obfitość tam, gdzie wcześniej widziałeś jedynie ograniczenia. Jeśli pozwolisz, stanie się impulsem do życiowej transformacji – pełnej spokoju, pewności i dobrobytu.

Sięgnij po dobrobyt, który czeka właśnie na Ciebie!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Cytat

Ist­nieje Nauka o Zdo­by­wa­niu Bogac­twa i jest ona nauką ści­słą, tak jak alge­bra czy aryt­me­tyka. Ist­nieją pewne prawa rzą­dzące pro­ce­sem zdo­by­wa­nia bogac­twa; jeśli czło­wiek zde­cy­duje się ich nauczyći prze­strze­gać, to sta­nie się bogaty z mate­ma­tyczną wręcz pew­no­ścią.

Wal­lace D. Wat­tles

Przedmowa

Przed­mowa

Bob Doyle, jeden z nauczy­cieli w fil­mie Sekret, autor książki Rób to, co kochasz, a znaj­dziesz w sobie siłę

Na długo zanim dzięki fil­mowi Sekret i moim pro­gra­mom w inter­ne­cie sta­łem się znany ze swo­jej pracy nad pra­wem przy­cią­ga­nia, tak jak wielu innych, byłem poszu­ki­wa­czem. Roz­pacz­li­wie usi­ło­wa­łem zna­leźć drogę do polep­sze­nia wła­snego życia.

Ogrom­nie zain­try­go­wała mnie kon­cep­cja, na jaką się natkną­łem, że my jako istoty ludz­kie możemy w jakiś spo­sób „two­rzyć swoją rze­czy­wi­stość” – bo da się inten­cjo­nal­nie wpły­wać na to, jak doświad­czamy życia!

Przez wiele lat prze­czy­ta­łem nie­zli­czone książki i wysłu­cha­łem całych godzin poświę­co­nych tym ideom pro­gra­mów audio. Czy­ta­łem o wizu­ali­za­cji i medy­ta­cji. Prawdę mówiąc, dużo z prze­czy­ta­nych przeze mnie ksią­żek zali­czano do meta­fi­zycz­nych lub repre­zen­tu­ją­cych trend New Age. Nie mam nic prze­ciwko mate­ria­łom w tym duchu, ale bar­dzo sil­nie odczu­wa­łem potrzebę cze­goś wię­cej niż tylko dobrze brzmią­cych kon­cep­cji. Potrze­bo­wa­łem dowo­dów.

Co nie ozna­cza, że nie wie­rzy­łem w to, co czy­tam. Na pozio­mie świa­do­mo­ści dosko­nale rozu­mia­łem, jak sto­so­wa­nie narzę­dzi w rodzaju wizu­ali­za­cji i medy­ta­cji może w pew­nym sen­sie zmie­nić oko­licz­no­ści mojego życia. Nie uda­wało mi się jed­nak spra­wić, by dzia­łały, co było nie­sły­cha­nie depry­mu­jące.

Stu­dio­wa­łem wszakże to wszystko dosta­tecz­nie długo, aby poczuć chęć ucze­nia tych zasad innych. Two­rzy­łem pro­gramy audio i wygła­sza­łem odczyty w nadziei, że zaro­bię na utrzy­ma­nie, poka­zu­jąc ludziom, jak świa­do­mie two­rzyć wła­sne życie.

Pro­blem tkwił oczy­wi­ście w tym, że nie mogłem tego jesz­cze robić w pełni samo­dziel­nie. W ukła­dance bra­ko­wało kawał­ków, któ­rych wciąż potrze­bo­wa­łem, żeby ogar­nąć te poję­cia inte­lek­tu­al­nie na tyle, by móc je zasto­so­wać w prak­tyce i osią­gać rezul­taty.

Skut­kiem tego był brak wiel­kiego suk­cesu, cho­ciaż do dziś uwa­żam, że to, czego uczy­łem, było pra­wi­dłowe. Bra­ko­wało jed­nak pew­nych ele­men­tów, które musia­łem naj­pierw zna­leźć sam, zanim mógł­bym głę­boko odmie­niać życie innych ludzi.

Moje finanse osią­gnęły już tak zły stan, że wresz­cie mi to uświa­do­miło, że muszę po pro­stu prze­stać tak usil­nie się sta­rać. Ludzi poucza­łem, że „wszech­świat” wszystko dla nas poukłada, jeśli tylko mu na to pozwo­limy. Tak naprawdę jed­nak sam nie rozu­mia­łem, jak to się dzieje!

Krótko mówiąc, posta­no­wi­łem robić to, czego uczy­łem ludzi, czyli słu­chać wła­snej intu­icji i zgod­nie z nią postę­po­wać. Ozna­czało to uzy­ska­nie jasno­ści w kwe­stii, czego chcę w życiu, a następ­nie wypa­try­wa­nie zna­ków, co powi­nie­nem robić dalej. Z początku było to trudne, gdyż rze­czy, które mia­łem robić, zda­wały się nie mieć żad­nego logicz­nego sensu w świe­tle moich zamia­rów. Jed­nak słu­cha­łem tego, co mnie popy­chało, a to skie­ro­wało mnie na ścieżkę, która na zawsze zmie­niła moje życie.

Bez zbęd­nych szcze­gó­łów: seria inspi­ru­ją­cych roz­mów i „przy­pad­ko­wych spo­tkań” dopro­wa­dziła mnie do odkry­cia książki Kie­szeń pełna pie­nię­dzy autor­stwa Davida Came­rona Gikan­diego. Była ona wtedy dostępna jedy­nie w for­mie elek­tro­nicz­nej, do ścią­gnię­cia z inter­netu. Już po prze­czy­ta­niu mate­riału pro­mo­cyj­nego o zawar­tej w niej tema­tyce byłem dość pod­eks­cy­to­wany. Wyglą­dało to obie­cu­jąco – książka naj­wy­raź­niej oma­wiała wszyst­kie zagad­nie­nia i pro­blemy zwią­zane z moim dzia­ła­niem w tema­cie „two­rze­nia wła­snej rze­czy­wi­sto­ści”. Natych­miast ją naby­łem i prze­czy­ta­łem od deski do deski.

Mój umysł doznał szoku na wielu pozio­mach, gdyż książka ta dosłow­nie wypeł­niła w nim wszyst­kie białe plamy. Do tego odwo­ły­wała się – o potrze­bie czego nie zda­wa­łem sobie sprawy – do nauki!

Po raz pierw­szy byłem w sta­nie zro­zu­mieć praw­dziwą moc swo­ich myśli i prze­ko­nań – to, że są praw­dziwą ener­gią, mającą istotny wpływ na doświad­cza­nie przeze mnie życia. Dzięki lek­tu­rze tej książki zoba­czy­łem wyraź­nie, że choć podej­mo­wa­łem mnó­stwo dzia­łań i wysił­ków, by osią­gnąć suk­ces, moim praw­dzi­wym prze­ko­na­niem było: „pie­nią­dze są trudne do zdo­by­cia i ni­gdy nie ma ich wystar­cza­jąco dużo”. Tego mia­no­wi­cie doświad­cza­łem zawsze, gdy dora­sta­łem. Nagle poją­łem, jaką moc miały moje prze­ko­na­nia nad moją zdol­no­ścią do bycia, czy­nie­nia i posia­da­nia wszyst­kiego, czego chcia­łem w życiu.

Książka oma­wiała temat fizyki kwan­to­wej w spo­sób doprawdy sen­sowny i łatwy do zro­zu­mie­nia. Two­rze­nie wła­snej rze­czy­wi­sto­ści momen­tal­nie prze­stało się koja­rzyć z tren­dem New Age. Jest to auten­tycz­nie coś, co robimy w każ­dej chwili swo­jego codzien­nego życia.

Dosłow­nie w jed­nej chwili zyska­łem abso­lutną jasność co do tego, jakie mam pod­jąć następne kroki w życiu i jak roz­wi­jać swoją wizję w celu uła­twie­nia ludziom zro­zu­mie­nia tych kon­cep­cji tak, aby sta­no­wiło to dla nich kolo­salną róż­nicę.

Natych­miast wyobra­zi­łem sobie pro­gram online, w któ­rym będę mógł się dzie­lić ze świa­tem odkry­ciami Davida. Skon­tak­to­wa­łem się z nim, żeby zapy­tać, czy pozwoli mi włą­czyć swoją książkę do naszego pro­gramu „Bogac­two nie­ogar­nione rozu­mem” (który zresztą powstał z inspi­ra­cji jego książki i bez niej ni­gdy nie zostałby stwo­rzony!).

Jestem mu nie­skoń­cze­nie wdzięczny, że się zgo­dził.

Od tam­tego czasu mia­łem zaszczyt pre­zen­to­wać tre­ści zawarte w książce Kie­szeń pełna pie­nię­dzy tysiącom ludzi i widzia­łem, że i na nich ma podobne oddzia­ły­wa­nie. Na całym świe­cie ludziom otwie­rały się oczy dzięki nie­sa­mo­wi­tej zdol­no­ści Davida do obja­śnia­nia, jak naprawdę funk­cjo­nuje wszech­świat i jak zasto­so­wać tę wie­dzę w prak­tyce, żeby mieć cudowne, magiczne życie.

Swój suk­ces, karierę zawo­dową, to, jak byłem w sta­nie odmie­nić życie innym, oraz nie­wia­ry­godne szanse, jakie uzy­ska­łem (na przy­kład rola w fil­mie Sekret) – wszystko stało się dzięki tej nie­zwy­kłej książce, którą trzy­ma­cie w rękach. Davida uwa­żam za przy­ja­ciela i jedną z nie­licz­nych osób, o któ­rych rze­czy­wi­ście myślę jako o swo­ich men­to­rach i ido­lach.

Ta książka jest zupeł­nie odmienna od innych porad­ni­ków roz­woju oso­bi­stego, które kie­dy­kol­wiek czy­ta­łem.

Kie­szeń pełna pie­nię­dzy zatrzę­sie waszym świa­tem. Baw­cie się dobrze!

Rozdział 1. Pieniądze

Roz­dział 1

Pie­nią­dze

Ilu­zja – cień cze­goś innego

Pierw­szy krok do posia­da­nia bogac­twa to wie­dzieć, czym ono jest. Nie­wielu ludzi wie, czym ono samo w sobie jest naprawdę. Co to takiego bogac­two? Co jest jego źró­dłem i przy­czyną? Zacznijmy od pie­nię­dzy, sym­bolu pie­nię­dzy na świe­cie, a potem zagłę­bimy się w temat.

Pie­nią­dze nie są realne.

Pie­nią­dze to tylko legalny śro­dek płat­ni­czy, forma wymiany. Uży­wamy ich do wymiany war­to­ści. Repre­zen­tują war­tość.

Pie­nią­dze są „cia­łem” war­to­ści. Fizycz­nym przed­sta­wie­niem war­to­ści, którą my sami wewnętrz­nie pod­no­simy lub obni­żamy. Nie w „rze­czach” na zewnątrz nas, lecz wewnątrz nas. Bo na zewnątrz, jaką war­tość ma na przy­kład samo­chód? Żadną, przy­naj­mniej dla nas. Ina­czej ujmu­jąc, to my, obser­wa­to­rzy, nada­jemy rze­czom war­tość, lecz w isto­cie ta war­tość tkwi w nas – my okre­ślamy war­tość rze­czy mate­rial­nych. Rze­czy mate­rialne nie mają w sobie war­to­ści „pie­nięż­nej”, my ją usta­na­wiamy. A więc pie­nią­dze są zewnętrzną, fizyczną repre­zen­ta­cją danego frag­mentu naszej wewnętrz­nej war­to­ści, którą nosimy w sobie. Dla­tego też dom lub pakiet akcji wyce­niany dziś na milion dola­rów jutro może być wart zale­d­wie pół miliona, jeśli w ser­cach zaan­ga­żo­wa­nych w to ludzi zosta­nie zasiany lęk. Lęk zmniej­sza ich wewnętrzne oceny war­to­ści, co znaj­duje odbi­cie w pie­nią­dzu papie­ro­wym, będą­cym cia­łem war­to­ści.

Jest jesz­cze coś: fizyczny pie­niądz papie­rowy nawet nie repre­zen­tuje w pełni pie­niądza. Nie jest w sta­nie tego zro­bić. Według nie­któ­rych sza­cun­ków (a te róż­nią się w poszcze­gól­nych kra­jach) tylko 4 pro­cent pie­nię­dzy w ban­kach ist­nieje w for­mie fizycz­nej. Wyobraźmy sobie, ile bawełny, lnu, celu­lozy i metalu trzeba by zużyć na świe­cie, żeby wytwo­rzyć wszyst­kie pie­niądze zgro­ma­dzone przez nas na kon­tach ban­ko­wych. Ile potrzeba byłoby miej­sca na prze­cho­wy­wa­nie tych wszyst­kich pie­nię­dzy w postaci bank­no­tów lub monet.

Gdyby zgro­ma­dzić stos bank­no­tów dola­ro­wych o łącz­nej war­to­ści miliona dola­rów, ważyłby on jedną tonę i miałby wyso­kość 110 metrów. Dokład­nie z tego samego powodu nie ist­nieje także pie­niądz w postaci rezerwy w zło­cie. Już w latach sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku utra­ci­li­śmy realną zdol­ność utrzy­my­wa­nia stan­dardu złota.

Zatem jako co ist­nieje ten pie­niądz, o któ­rym stale mówimy? Cóż, jest to jedna wielka ilu­zja. To tylko liczby zapi­sane na papie­rze lub w pamięci kom­pu­tera i przy­pi­sane ludziom oraz takim jed­nost­kom jak przed­się­bior­stwa czy grupy inwe­sty­cyjne – czyli mówiąc dokład­niej, kolejna ilu­zja! Aby to wyra­zić dobit­niej, na każde 100 dola­rów lub ich rów­no­war­tość w innej walu­cie tylko około 4 dola­rów ist­nieje w postaci papie­ro­wych bank­no­tów i monet, a pozo­stałe 96 dola­rów ist­nieje jako liczby zaksię­go­wane w doku­men­tach lub kom­pu­terach ban­ków, firm i innych jed­no­stek. Jedy­nym powo­dem, dla któ­rego ten sys­tem się nie zawa­lił, jest to, że weń wie­rzymy. Ostatni raz ludzie prze­stali mu wie­rzyć w znacz­nym stop­niu tuż przed Wiel­kim Kry­zy­sem, gdy w wiel­kiej licz­bie ruszyli do swo­ich ban­ków wyco­fać pie­niądze i dowie­dzieli się, że wszy­scy ich nie dostaną. Nie to było przy­czyną Wiel­kiego Kry­zysu, ale w dużej mie­rze go przy­spie­szyło.

A więc pie­nią­dze nie są realne – realne jest coś innego. Pie­nią­dze są jedy­nie cie­niem tego cze­goś. Pierw­szy krok do bogac­twa to wie­dzieć, czym naprawdę są pie­nią­dze, co repre­zen­tują. Naucz­cie się nie patrzeć cały czas na pie­nią­dze. Jak się wkrótce prze­ko­na­cie, rzadko potrze­bu­jemy w ogóle patrzeć na pie­nią­dze tak, jak je dzi­siaj znamy – jako gotówkę, konto ban­kowe, koszty itp. To jest rap­tem cień, a nie praw­dziwa rzecz. Nie­ba­wem zro­zu­mie­cie, że patrze­nie na cień, na fizyczne pie­nią­dze, jest prze­waż­nie bar­dzo nie­mą­dre i nie­zdrowe dla was i waszych finan­sów.

Zamiast tego spójrz­cie na war­tość wewnątrz sie­bie i wewnątrz ludzi oraz na prze­pływ i wymianę tej war­to­ści pomię­dzy ludźmi. To war­tość wewnątrz nas two­rzy pie­niądz. Jest on cie­niem naszej wewnętrz­nej war­to­ści. Roz­wiń­cie tę wewnętrzną war­tość w sobie i w innych, a wasze zewnętrzne pie­niądze i bogac­two pro­por­cjo­nal­nie wzro­sną – auto­ma­tycz­nie i nie­za­wod­nie.

Jed­nak miej­cie tę świa­do­mość: pie­nią­dze repre­zen­tują jeden aspekt war­to­ści wewnętrz­nej czło­wieka, co nie ozna­cza, że repre­zen­tują całość jego wewnętrz­nej war­to­ści. To bar­dzo ważne. Nie cho­dzi o poczu­cie wła­snej war­to­ści. Pie­nią­dze repre­zen­tują tylko jeden aspekt tej wewnętrz­nej war­to­ści, który odnosi się do bogac­twa. Nie można więc powie­dzieć, że czło­wiek bogaty ma lep­szą samo­ocenę i war­tość niż biedny. Nato­miast prawdą jest, że w spra­wach zwią­za­nych z pie­niędzmi osoba bogata ma wyż­szą wewnętrzną war­tość w tym aspek­cie swo­jej war­to­ści lub świa­do­mie wybiera wyż­szy poziom tej wewnętrz­nej war­to­ści. Ów wyci­nek wewnętrz­nej war­to­ści prze­ja­wia­jący się na zewnątrz jako pie­nią­dze, gdy znaj­duje zasto­so­wa­nie, okre­ślany jest mia­nem świa­do­mo­ści bogac­twa. Mamy do niej wszy­scy jed­na­kowy dostęp i każdy może ją w sobie roz­wi­nąć w rów­nej mie­rze. Podob­nie jak wszy­sko inne ważne dla utrzy­ma­nia życia – jak powie­trze – świa­do­mość bogac­twa jest dar­mowa dla wszyst­kich. Jed­nak można wybrać, czy ją roz­wi­niemy czy nie, czy będziemy z niej korzy­stać czy nie. W każ­dej chwili można ten swój wybór zmie­nić i nic na zewnątrz nie może tego powstrzy­mać. Nie potrze­bu­jemy niczego z zewnątrz, aby zwięk­szyć swoją świa­do­mość bogac­twa, a co za tym idzie ilość pie­nię­dzy. Wszystko, czego potrze­bu­je­cie, jest już teraz w was. Może o tym nie pamię­ta­cie, ale jest. Teraz sobie przy­po­mnij­cie. Pierw­szy krok zawsze polega na przy­po­mnie­niu sobie, że pie­nią­dze nie są realne. Są cie­niem cze­goś innego.

A oto druga tajem­nica: świa­do­mość bogac­twa jest po pro­stu roz­sze­rze­niem naszej całej świa­do­mo­ści na ele­ment bogac­twa w naszej jaźni. Dla­tego wła­śnie wszystko, czego potrze­bu­jemy, by zwięk­szyć świa­do­mość bogac­twa, jest już wewnątrz nas. Jeste­śmy już bogaci, ale nauczono nas wybie­rać nie­do­świad­cza­nie swo­jego bogac­twa. Ta wie­dza zmie­nia wszystko. Tak jak ludzie bogaci, wiemy teraz, jak zacząć doświad­czać boga­tego sie­bie – i posta­na­wiamy to robić.

Mamy wewnątrz sie­bie poten­cjał bogac­twa więk­szy, niż jeste­śmy w sta­nie doświad­czyć w ciągu całego życia. Nie musimy się mar­twić, że w jaki­kol­wiek spo­sób lub na sku­tek jakich­kol­wiek oko­licz­no­ści prze­kro­czymy swój limit boga­ce­nia się. Nie musimy też wie­dzieć, jak prze­kształ­cić świa­do­mość bogac­twa w bank­noty papie­rowe. Jak się prze­ko­na­cie, dzieje się to auto­ma­tycz­nie. Wszystko, co macie zro­bić, to posze­rzyć swoją świa­do­mość bogac­twa i posłu­gi­wać się nią, uży­wać jej, a sytu­acje i moż­li­wo­ści odpo­wied­niej kon­wer­sji na gotówkę poja­wią się dla was auto­ma­tycz­nie. Nikt z nad­zwy­czaj­nie boga­tych dzi­siaj ludzi w cza­sie, gdy jesz­cze nie był bogaty, nie mógł ani prze­wi­dzieć, ani zapla­no­wać dokład­nego prze­biegu wyda­rzeń, które zapro­wa­dzą go do nie­zmier­nych bogactw. Naj­praw­do­po­dob­niej mieli wyzna­czone cele i plan, ale każdy z nich wam powie, że doświad­czyli nie­zli­czo­nych „zbie­gów oko­licz­no­ści” i szans „łączą­cych im kropki” w spo­sób, jakiego ni­gdy by nie prze­wi­dzieli. Cele wyzna­czyli sobie sami, ale drogi, które dopro­wa­dziły do ich osią­gnię­cia i prze­kro­cze­nia, były zdu­mie­wa­jąco sen­sowne, choć nie­prze­wi­dy­walne. Teraz dowie­cie się, co zro­bić, by zaist­niały w waszym życiu. Nawet jeśli nie będzie­cie potra­fili prze­wi­dzieć ich kolej­no­ści, z pew­no­ścią będzie­cie w sta­nie spra­wić, że takie „szczę­śliwe zbiegi oko­licz­no­ści” będą się wyda­rzały w każ­dym dniu waszego życia.

Nawia­sem mówiąc, nie tylko papie­rowe pie­nią­dze nie są realne. Wiele ota­cza­ją­cych was rze­czy, które uwa­ża­cie za realne, wcale takimi nie są. Wła­śnie uda­je­cie się w piękną, moco­rodną i wyzwa­la­jącą podróż, która pokaże wam dokład­nie, czym jest wasz świat. Zoba­czy­cie go tak, jak ni­gdy dotąd go nie widzie­li­ście. Podróż ta otwo­rzy wam oczy i doda skrzy­deł. Zaj­rzy­cie „pod maskę” życia. Dowie­cie się, jak uczy­nić swój świat takim, jakim go pre­fe­ru­je­cie.

Uzy­ska­cie świa­do­mość bogac­twa. Gdy to zro­bi­cie, bar­dzo trudno wam już będzie unik­nąć suk­ce­sów i bogac­twa. Tak, dobrze prze­czy­ta­li­ście. Gdy posią­dzie­cie świa­do­mość bogac­twa, bar­dzo trudno będzie wam nie odnieść suk­cesu i nie zyskać bogac­twa. Suk­ces i bogac­two będą wam towa­rzy­szyć wszę­dzie. Nie będzie­cie musieli trosz­czyć się o ich szu­ka­nie. One same was znajdą. A wy będzie­cie mogli swo­bod­nie doświad­czać innych aspek­tów życia, o jakich może ni­gdy nawet nie śni­li­ście – doprawdy nie­zwy­kłych wymia­rów sie­bie samych i życia. To samo doty­czy szczę­ścia, o czym dowie­cie się, czy­ta­jąc tę książkę.

Jeśli na­dal jeste­ście zain­te­re­so­wani, to przy­stąpmy do rze­czy.

Kroczymy ku bogactwu i szczęściu

Wyru­szy­li­ście w podróż, na końcu któ­rej będzie­cie wie­dzieli, jak stwo­rzyć sobie wszel­kie bogac­two i szczę­ście, jakich zawsze pra­gnę­li­ście – teraz, bez żad­nych ogra­ni­czeń. Wkrótce też pozna­cie wiele ponad­cza­so­wych prawd o tym, kim naprawdę jeste­ście, co tutaj robi­cie i o co cho­dzi w tej grze zwa­nej życiem. Oto etapy podróży, na którą uda­je­cie się z niniej­szą książką:

Naj­pierw przyj­rzy­cie się z grub­sza fizyce kwan­to­wej, gdyż wie­dza o tym, jak zbu­do­wany jest świat i wy sami, to pierw­szy krok do zro­zu­mie­nia, jak spra­wić, by dzia­łał on tak, jak chcemy. Ni­gdy już potem nie będzie­cie tak samo patrzeć na świat. Uzy­ska­cie cudowne poczu­cie uczest­nic­twa we wszech­świe­cie i jego mocy.

Następ­nie odsło­nimy wam tajem­nice czasu, począw­szy od faktu, że czas w ogóle nie ist­nieje. Dowie­cie się, jak wyko­rzy­sty­wać tę ilu­zję, zamiast być przez nią wyko­rzy­sty­wa­nymi. Ist­nieje tylko teraz.

Potem nauczy­cie się kre­ować wła­sny świat z pola kwan­to­wego, uży­wa­jąc do tego obra­zów w swoim umy­śle. To pierw­sza część nauki two­rze­nia.

Dalej nauczy­cie się, jak kre­ować za pomocą swo­ich myśli, jak myśleć w spo­sób wła­ściwy i po co naprawdę jest umysł, a także kiedy wyłą­czyć go z korzy­ścią dla sie­bie.

A potem pozna­cie moc praw­dzi­wego wyzna­cza­nia celów w spo­sób, o jakim może ni­gdy nie sły­sze­li­ście – spo­sób naj­po­tęż­niej­szy.

Po nim dosta­nie­cie naj­po­tęż­niej­sze ze wszyst­kich narzę­dzi two­rze­nia, wasz stan świa­do­mo­ści.

Osta­teczne narzę­dzie kre­acji, dzia­ła­nie, przed­sta­wimy wam w praw­dzi­wej per­spek­ty­wie i celo­wo­ści.

Pozna­cie magiczny, zasad­ni­czy skład­nik – pew­ność i jak mieć jej pod dostat­kiem.

Wtedy będzie już czas, by zapo­znać się z pod­sta­wo­wym pra­wem wszech­świata i tym, jak je sto­so­wać, aby zapew­nić sobie obfi­tość szczę­ścia i bogac­twa. Jest to prawo przy­czyny i skutku.

Oma­wia­jąc to prawo, przyj­rzymy się, czym tak naprawdę są oko­licz­no­ści. To was zasko­czy, roz­śmie­szy, umocni i uwolni.

Przy oka­zji uwa­run­ko­wań zro­zu­mie­cie swoje poło­że­nie i zacznie­cie osią­gać nie­ustanne suk­cesy, bez żad­nych pora­żek.

Zoba­czy­cie też, co głów­nie zabija bogac­two i szczę­ście, i dowie­cie się, jak tego w pełni unik­nąć.

Przej­dziemy następ­nie do coraz więk­szych spraw. Zacznie­cie od wybra­nego przez was samych celu pobytu na ziemi. Dla­czego tu przy­szli­ście? Dowie­cie się.

Otrzy­ma­cie ponadto zdol­ność obda­rza­nia i dary, jakie w zamian ona wam przy­nosi.

Z kolei odsło­nimy przed wami moc wdzięcz­no­ści. Okaże się ona dla was prze­po­tężna.

Wresz­cie przyj­dzie czas, aby przyj­rzeć się świa­do­mo­ści i odkryć, co powo­duje wasze prze­bu­dze­nie tu i teraz.

Wtedy zrobi się naprawdę cie­ka­wie, gdyż dotrze­cie do swo­jej jaźni, przy­czyny spraw­czej wszyst­kiego, co znaj­duje się w waszym świe­cie. Poznaj­cie swoją jaźń, a wasz świat zmieni się rady­kal­nie.

Po tym zaś odkry­je­cie, co jest więk­sze niż jaźń – to, czego czę­ścią jeste­ście wy i wszy­scy inni. Jest tym jed­nia. Wie­dza, jak jeste­ście powią­zani ze wszyst­kim, co jest, źró­dłem, oraz doświad­cze­nie tego wprawi was w stan bez­gra­nicz­nej rado­ści i obfi­to­ści.

I dzięki temu zro­zu­mie­cie, jakiej obfi­to­ści fak­tycz­nie dostę­pu­je­cie.

Od tej pory będzie­cie dostrze­gać swoją praw­dziwą naturę i to, jak ją kul­ty­wo­wać. Ona jest czy­stą rado­ścią.

Zato­czyw­szy pełne koło, będzie­cie wie­dzieli, jak naj­le­piej posłu­gi­wać się papie­ro­wymi pie­niędzmi, które obec­nie zna­cie, aby zwięk­szyć swoje bogac­two.

A na zakoń­cze­nie tej czę­ści podróży wska­żemy wam drogę ku następ­nym kro­kom do umoc­nie­nia, jakie może zechce­cie pod­jąć po prze­czy­ta­niu tej książki.

Jak czytać tę książkę ze zrozumieniem

Żeby dobrze zro­zu­mieć jej zawar­tość, trzeba ją naj­pierw prze­czy­tać w cało­ści. W trak­cie czy­ta­nia będzie­cie mieć wiele pytań i nie­które rze­czy mogą jesz­cze wtedy nie mieć dla was sensu. Nie przej­muj­cie się tym i czy­taj­cie dalej. Kolejne roz­działy wyja­śnią wam pewne rze­czy, któ­rych w poprzed­nich roz­dzia­łach nie zro­zu­mie­li­ście lub nie wydały wam się praw­dziwe. Język funk­cjo­nuje line­ar­nie, a świa­do­mość bogac­twa jest nie­li­ne­arną cało­ścią, w któ­rej etap pierw­szy może być powią­zany z eta­pem siód­mym i tak dalej. Świa­do­mość bogac­twa jest sta­nem, nato­miast język two­rzą sym­bole. Stanu trzeba doświad­czyć; sym­bole nie mogą pre­cy­zyj­nie odzwier­cie­dlić doświad­cze­nia. Mogą jedy­nie wska­zać drogę, słu­żyć jako prze­wod­nik. Toteż pod­czas lek­tury książki wiele fan­ta­stycz­nych rze­czy od razu uzna­cie za sen­sowne, ale cał­ko­wi­tego sensu nabiorą one, gdy prze­czytacie i przy­swo­icie sobie całość. Wtedy dopiero powie­cie sobie „Aha!”.

Gdy już skoń­czy­cie czy­tać książkę, prze­czy­taj­cie ją jesz­cze raz powoli. Czy­ta­jąc po raz drugi, zdo­ła­cie wszystko peł­niej zro­zu­mieć, gdyż będzie­cie już w sobie mieli obraz cało­ści. Mate­riał przed­sta­wiony w tej książce obej­muje wiele pozio­mów rozu­mie­nia. To, co rozu­mie­cie na dziś, odsłoni swoje jesz­cze głę­biej ukryte prawdy, zasto­so­wa­nia i obli­cza, gdy prze­czy­ta­cie o tym jutro. Teraz, gdy już zna­cie całość, czy­taj­cie codzien­nie po tro­chu, a wasz pro­ces przy­swa­ja­nia sobie bogac­twa i szczę­ścia oraz sta­wa­nia się boga­tym i szczę­śli­wym przy­spie­szy.

Nie czy­taj­cie tej książki logicz­nym umy­słem. Czuj­cie pobie­rane z niej lek­cje. Nie­które poru­szane tu sprawy są logiczne, lecz mogą się odno­sić do dzie­dziny, któ­rej logika nie jest w sta­nie ogar­nąć w pełni. Nato­miast wasza jaźń to wszystko wie i dosko­nale rozu­mie. Otwórz­cie się na tę lek­turę i poczuj­cie istotę tego, o czym czy­ta­cie. Wielu rze­czy nie da się ogar­nąć mózgiem, bo jest on skoń­czony i czte­ro­wy­mia­rowy. A są rze­czy nie­skoń­czone i wie­lo­wy­mia­rowe. Poj­mie je tylko wasza jaźń, mająca naturę wie­lo­wy­mia­rową i nie­skoń­czoną. Cza­sem poczu­je­cie, że rozu­miecie coś na głęb­szym pozio­mie. Nie będzie­cie w sta­nie ogar­nąć tego umy­słem, a jed­nak gdzieś głę­boko będzie to dla was jasne. Sza­nuj­cie ten głę­boki poziom, bowiem wasz umysł i tak ni­gdy go w pełni nie poj­mie. Tak czy siak, umysł jest narzę­dziem, a wszystko, co wie­cie, znaj­duje się w waszej jaźni. Jeste­ście jaź­nią, mającą umysł – potężne narzę­dzie, o ile nie zacznie ono nad wami domi­no­wać. Nie­stety jed­nak więk­szość ludzi utoż­sa­mia się ze swoim umy­słem i uważa, że są umy­słem. I to jest wła­śnie począ­tek kło­po­tów i ogra­ni­czeń. Teraz wznie­sie­cie się ponad to.

Prze­czy­taj­cie tę książkę i weź­cie ją sobie do serca. Żyj­cie według niej, a bogac­two, dobro­byt i obfi­tość przyjdą do was auto­ma­tycz­nie na takie spo­soby i w takich ilo­ściach, jakich dotąd nie uwa­ża­li­ście za moż­liwe, zgod­nie z pra­wami, które ni­gdy nie zawo­dzą. Noście ją ze sobą, gdzie tylko się da. Kładź­cie ją przy łóżku i czy­taj­cie przez kilka minut każ­dego rana po prze­bu­dze­niu i wie­czo­rem przed zaśnię­ciem. Gdy skoń­czy­cie, zacznij­cie na nowo, codzien­nie po kilka stron. Powta­rza­nie cze­goś spra­wia, że to przy­swa­jamy i staje się naszą drugą naturą. Zro­zu­mie­cie tę książkę w takim stop­niu, w jakim zechce­cie. Gotowi? Wciąż zain­te­re­so­wani? To zaczy­najmy.

Rozdział 2. Fizyka kwantowa

Roz­dział 2

Fizyka kwan­towa

Wiedz, z czego skła­dasz się ty i świat

Może­cie być zdzi­wieni: co ma wspól­nego fizyka kwan­towa z bogac­twem i szczę­ściem. Lepiej mi uwierz­cie, że wszystko. Jak wybu­du­je­cie dom, gdy nie wie­cie, z czego się składa dom i jak się go buduje?

Fizyka kwan­towa zaczyna wyja­śniać, jak powstaje wszystko w naszym świe­cie. Mamy bez­po­śred­nią kon­trolę nad całym świa­tem fizycz­nym, choć możemy być tego faktu nie­świa­domi. Brak świa­do­mo­ści tego, jak powstaje mate­ria fizyczna i jaką odgry­wamy w tym rolę, spra­wia, że postrze­gamy życie jako zja­wi­sko poza naszą kon­trolą. Może nam się wyda­wać, że jeste­śmy ofia­rami oko­licz­no­ści, pod­czas gdy cały czas to my jeste­śmy przy­czyną tych oko­licz­no­ści, włą­cza­jąc w to doświad­cza­nie bogac­twa lub jego braku.

Fizyka kwan­towa to pierw­szy krok do nie­sa­mo­wi­tego prze­bu­dze­nia, któ­rego nie­ba­wem dozna­cie. Nie tylko zro­zu­mie­cie samą budowę wszyst­kiego, co widzi­cie wokół sie­bie, ale też dokład­nie poj­mie­cie, w jaki spo­sób wasze myśle­nie i wiara two­rzą mate­rię, jak zbie­ramy to, co zasia­li­śmy, jak otrzy­ma­cie, zanim jesz­cze popro­si­cie. Wyja­śnia­jąc to, nauka doga­nia w końcu ducho­wość i zdrowy roz­są­dek! Pomy­śl­cie, jeżeli wie­rzy­cie komuś, że wszystko jest moż­liwe, gdy tylko wam tak mówi, to czy nie będzie­cie wie­rzyli w to jesz­cze bar­dziej, wie­dząc, jak krok po kroku i zgod­nie z nauką wasze prze­ko­na­nie zmie­nia wszech­świat i stwa­rza to, w co wie­rzy­cie?

Jedną z korzy­ści z rozu­mie­nia abso­lut­nych pod­staw fizyki kwan­to­wej (a pod­stawy to wszystko, co potrze­bu­je­cie rozu­mieć) jest to, że wresz­cie widzi­cie jasno, jak dzia­łają potężne idee w rodzaju wiary i wła­ści­wego myśle­nia. Dostrze­ga­nie i rozu­mie­nie tego, posia­da­nie tej wie­dzy pozwala wam utrzy­mać cał­ko­witą pew­ność sie­bie, pozbyć się wąt­pli­wo­ści oraz świa­do­mie, pięk­nie i z mocą kre­ować swoją rze­czy­wi­stość – a pod wie­loma wzglę­dami czyni was jesz­cze potęż­niej­szymi.

Fizyka kwan­towa poka­zuje wam rów­nież, jak jeste­śmy wszy­scy połą­czeni, sta­no­wiąc razem jedną istotę, która nie­ustan­nie pod­trzy­muje ilu­zję oddziel­nych, poje­dyn­czych istot. Daje wam rów­nież poję­cie o tym, jak łączy się duch z mate­rią, jak współ­działa umysł z mate­rią, jak fak­tycz­nie doko­nuje się two­rze­nie i jak wraz z Bogiem jeste­śmy współ­twór­cami. W tym i następ­nych czte­rech roz­dzia­łach ze zdu­mie­niem dowiesz się, jaką masz moc, jak nie­sa­mo­wity jest wszech­świat i jak łatwo jest two­rzyć wszystko, cokol­wiek sobie wybie­rzesz.

Naj­pierw jed­nak: co to jest fizyka kwan­towa? Fizyka kwan­towa zaj­muje się bada­niem ele­men­tów skła­do­wych wszech­świata. Na przy­kład nasze ciało składa się z komó­rek. Komórki z kolei zło­żone są z czą­ste­czek, te zaś z ato­mów. Nato­miast atomy skła­dają się z czą­stek ele­men­tar­nych, takich jak elek­trony. To jest świat fizyki kwan­to­wej. Wszystko jest zbu­do­wane z „więk­szych grup” czą­stek ele­men­tar­nych. Nasze ciało, drzewo, myśli, pojazdy, pla­neta, świa­tło i wszystko inne to „zagęsz­cze­nia” ener­gii. Wszyst­kie one są dużymi sku­pi­skami pra­wie takich samych rodza­jów czą­stek ele­men­tar­nych. Jedyna róż­nica polega na spo­so­bie, w jaki te cząstki są zespo­lone, razem two­rząc coraz więk­sze ele­menty skła­dowe. Wie­dza o tym, jak one dzia­łają, sta­nowi klucz do umie­jęt­no­ści kre­owa­nia na nowo sie­bie i ota­cza­ją­cego świata.

Mówiąc popraw­nie: cząstka sub­a­to­mowa nie jest w isto­cie cząstką w takim sen­sie, jak jest nią ziarnko pia­sku. O ile atomy i więk­sze czą­steczki są przed­mio­tami lub rze­czami, o tyle cząstki sub­a­to­mowe nie sta­no­wią przed­mio­tów jako takich. Są „praw­do­po­dob­no­ściami ist­nie­nia”, a jed­no­cze­śnie „wie­lo­ra­kim i ist­nie­niami”. Są zara­zem falo­po­dobne i cząst­ko­po­dobne. W tym roz­dziale dowie­cie się, co to wszystko ozna­cza.

Fizyka kwan­towa zadaje pyta­nie, czym są owe sub­a­to­mowe cząstki i jak dzia­łają. A więc: cząstki sub­a­to­mowe są pakie­tami ener­gii, zwa­nymi cza­sem kwan­tami. Wszystko w tym wszech­świe­cie składa się z ener­gii, a pakiety ener­gii zacho­wują się w naj­bar­dziej zdu­mie­wa­jący spo­sób! Cze­kają na nasze roz­kazy! Przy­czyną, która spra­wia, że orga­ni­zują się na przy­kład w luk­su­sowy sta­tek, są nasze indy­wi­du­alne i kolek­tywne myśli. Czy zaczy­na­cie dostrze­gać zwią­zek mię­dzy bogac­twem a fizyką kwan­tową? Dotąd być może pro­jek­to­wa­li­ście swój świat przy­pad­kowo i nie­świa­do­mie. Teraz się prze­bu­dzi­cie i będzie­cie to robić świa­do­mie i z roz­my­słem, pod prze­wod­nic­twem.

Podróż do pola kwantowego

Z czego zbu­do­wane jest wasze ciało? Z tka­nek i narzą­dów. Z czego zbu­do­wane są tkanki i narządy? Z komó­rek. Z czego zbu­do­wane są komórki? Z czą­ste­czek. Z czego zbu­do­wane są czą­steczki? Z ato­mów. Z czego zbu­do­wane są atomy? Z czą­stek sub­a­to­mo­wych. Z czego zbu­do­wane są cząstki sub­a­to­mowe? Z ener­gii? Nie. Nie są zbu­do­wane z ener­gii; one są ener­gią. Jeste­ście jed­nym wiel­kim kawał­kiem ener­gii. Duch i umysł sca­lają ener­gię w kształty fizyczne, które widzi­cie wokół.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Fizyka kwan­towa mówi nam, iż to akt obser­wo­wa­nia obiektu spra­wia, że on tam jest. Ener­gia to cząstki sub­a­to­mowe, które z kolei two­rzą atomy, a w końcu mate­rię. Ener­gia ist­nieje w for­mie fal roz­cho­dzą­cych się w cza­sie i prze­strzeni. Tylko wów­czas, gdy coś obser­wu­jemy, fale te stają się cząst­kami umiej­sco­wio­nymi jako zda­rze­nie cza­so­prze­strzenne – każda cząstka w kon­kret­nym „cza­sie” i „miej­scu”. Gdy tylko prze­sta­niemy obser­wo­wać, stają się znów falami. Czyli jak widzi­cie, to wasza obser­wa­cja – wasza uwaga skie­ro­wana na coś oraz wasza inten­cja – dosłow­nie stwa­rza tę rzecz jako zda­rze­nie cza­so­prze­strzenne. Stwier­dziła to nauka. W innych roz­dzia­łach dowie­cie się, jak się sku­piać, kon­cen­tro­wać i nad­zo­ro­wać swoją uwagę, inten­cję oraz myśli, aby dokład­nie two­rzyć wła­sną rze­czy­wi­stość.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Żaden przed­miot stały nie jest stały. Składa się z szybko prze­ska­ku­ją­cych pakie­tów ener­gii. Miliardy i biliony pakie­tów ener­gii. Wpa­dają i wypa­dają z prze­strzeni, którą zaj­muje „przed­miot”. Nie zatrzy­mują się tam. Dla­czego więc ciało ludz­kie czy samo­chód wyglą­dają jak stałe i trwałe rze­czy, skoro już wiemy, że tak naprawdę są szybko prze­miesz­cza­ją­cymi się polami ener­gii? Pomy­śl­cie o obra­zie fil­mo­wym. Gdy oglą­damy film, widzimy, jak ktoś płyn­nie poru­sza się na ekra­nie, lecz w rze­czywistości jest to seria dwu­dzie­stu czte­rech nieco róż­nią­cych się od sie­bie kadrów prze­su­wa­ją­cych się w każ­dej sekun­dzie przed naszymi oczami, tak że nie zauwa­żają one prze­rwy pomię­dzy kadrami. A każdy z tych kadrów jest kom­po­zy­cją zło­żoną z miliar­dów świetl­nych foto­nów pędzą­cych z pręd­ko­ścią świa­tła. Oto, czym jest nasz świat – szyb­kim pul­so­wa­niem świa­tła stwa­rza­ją­cym ilu­zję, że jest „stały” i „trwały”. Gdy zro­zu­mie­cie, czym jest rze­czywiście i praw­dzi­wie wasz świat, zacznie­cie rozu­mieć jego praw­dziwe zacho­wa­nie i naturę. Wów­czas będzie­cie nań patrzeć ina­czej. A wraz ze zmie­nio­nym postrze­ga­niem zmie­ni­cie swój spo­sób kre­owa­nia go. To jest pierw­szy krok do bogac­twa.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Każdy fizyk zgo­dzi się co do jed­nej rze­czy: cząstki sub­a­to­mowe, owe „pakiety” ener­gii lub kwanty, nie sta­no­wią czą­stek w kon­kret­nym punk­cie w cza­sie i prze­strzeni – tak jak stół czy krze­sło. One są praw­do­po­do­bień­stwem, że mogą zaist­nieć w róż­nych punk­tach czasoprze­strzeni. Nasz akt obser­wa­cji prze­ista­cza je w cząstki „fizyczne” w kon­kret­nym punk­cie czasu i prze­strzeni, a gdy wyco­famy się z uwagą, znów stają się moż­li­wo­ścią. Wyobraź­cie sobie, że krze­sło w waszym pokoju dzien­nym jest jedną dużą cząstką sub­a­to­mową. Oto jak będzie się ona zacho­wy­wać.

Gdy nie ma was w domu i nie myśli­cie o swoim krze­śle, ono „znik­nie” i sta­nie się moż­li­wo­ścią, że pojawi się ponow­nie gdzieś w waszym pokoju lub gdzie indziej we wszech­świe­cie. Gdy wró­ci­cie do domu i pomyśli­cie, żeby usiąść na krze­śle w kon­kret­nym miej­scu w pokoju dzien­nym, oraz poszu­ka­cie wzro­kiem krze­sła w tym miej­scu, ono magicz­nie pojawi się znowu!

Nie jest to jakaś zmy­ślona bajka. Tak wła­śnie zacho­wują się cząstki sub­a­to­mowe! To zdu­mie­wa­jące, ale wszelka mate­ria składa się wyłącz­nie z potęż­nych ilo­ści tych czą­stek. Dla­tego też każda mate­ria zacho­wuje się dokład­nie tak, jak zacho­wy­wa­łaby się duża grupa czą­stek sub­a­to­mo­wych. To, że krze­sło „jest tutaj”, to sku­tek tego, że na nie patrzymy i posta­na­wiamy, że tu jest. Nie jest to ist­nie­nie cał­ko­wi­cie nie­za­leżne. Żadna mate­ria nie ist­nieje cał­ko­wi­cie nie­za­leż­nie od wszyst­kich jej obser­wa­to­rów. Jak twier­dzą nie­któ­rzy naukowcy, gdyby wszy­scy i wszystko we wszech­świe­cie prze­stało patrzeć na księ­życ oraz myśleć o nim, nie byłby on już fizycz­nie księ­życem – byłby praw­do­po­do­bień­stwem ist­nie­nia. Akt obser­wa­cji spra­wia, że praw­do­po­do­bień­stwo staje się okre­śloną rze­czą, a wszyst­kie inne praw­do­po­do­bień­stwa ist­nie­nia tego w tym samym świe­cie są zerowe. Cią­gła uwaga utrzy­muje ten stan, two­rząc ilu­zję sta­łego i trwa­łego ist­nie­nia fizycz­nego księ­życa.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Fizycy odkryli rów­nież, że „cząstki” kwan­towe podej­mują decy­zje. Kie­rują się inte­li­gen­cją. I nie tylko to; wie­dzą one natych­miast, jakie decy­zje zostały pod­jęte przez inne cząstki gdzie­kol­wiek indziej we wszech­świe­cie! Ta syn­chro­nicz­ność w prze­strzeni i cza­sie jest bły­ska­wiczna – cząstki „komu­ni­kują się” w jed­nym momen­cie i bez poko­ny­wa­nia prze­strzeni. Mogą one dotrzeć z punktu A do punktu B, nie poko­nu­jąc dystansu pomię­dzy nimi, a punkt A i punkt B mogą ist­nieć w róż­nym cza­sie. Pamię­taj­cie, że cząstki kwan­towe to nie są cząstki w takim sen­sie, jak zazwy­czaj myśli­cie o cząst­kach. Nie są to „rze­czy” pozo­sta­jące w danym „miej­scu” i „cza­sie” – są one roz­rzu­cone w prze­strzeni i cza­sie.

Czym jest więc inte­li­gen­cja, która daje im tę moc? Otóż pocho­dzi ona z umy­słu źró­dła, Boga – wszyst­kiego, co jest. Z tego, co w odpo­wied­nich pro­por­cjach two­rzy nasz wła­sny, jed­nost­kowy umysł, a także jed­nost­kowe umy­sły reszty wszech­świata, w zależ­no­ści od dzie­dziny, zakresu i siły woli.

Prze­my­śl­cie to sta­ran­nie. Pomy­śl­cie, że to fakt: wszystko, co widzą wasze oczy, zło­żone jest z tych cudow­nych czą­stek, które macie pod swoją kon­trolą. Pomy­śl­cie o ist­nie­ją­cych obec­nie dowo­dach nauko­wych na to, że wy jeste­ście spraw­cami lub współspraw­cami wszyst­kiego, co was ota­cza, oraz że nic, co obser­wu­je­cie, nie może ist­nieć bez waszej obser­wa­cji. Musi­cie tylko doko­nać wyboru, co chce­cie obser­wo­wać – wyboru z peł­nym prze­ko­na­niem i kon­se­kwen­cją – a to sprawi, że pole ener­ge­tyczne zma­te­ria­li­zuje tę rzecz „w cza­sie”, zależ­nie od waszej kla­row­no­ści, stop­nia sku­pie­nia i pew­no­ści. Naukowcy odkryli, że nawet w eks­pe­ry­men­tach z podwój­nie ślepą próbą ich ocze­ki­wa­nia na­dal wpły­wają na wyniki oraz że nie­moż­liwe jest prze­pro­wa­dze­nie takiego eks­pe­ry­mentu, w któ­rym abso­lut­nie brak wpływu obser­wa­tora na wyniki tego bada­nia.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Kwan­towe pakiety czą­stek naj­le­piej okre­ślić jako praw­do­po­do­bień­stwa ist­nie­nia. Na przy­kład powiedzmy, że mamy pakiet kwan­towy zwany panem X. Zanim zechcemy przy­wo­łać pana X, nie ist­nieje on jako osoba. Ist­nieje jako poten­cjalna osoba. Będzie on obecny jed­no­cze­śnie na całym świe­cie, z róż­nym poten­cja­łem poja­wie­nia się jako osoba w Moskwie, Nowym Jorku, Kabulu, Tokio, Syd­ney, Cape Town czy każ­dym innym mie­ście świata. Nato­miast gdy zwró­cimy się do niego, pojawi się tam, gdzie się do niego zwró­ci­li­śmy; w tym momen­cie praw­do­po­do­bień­stwo jego poja­wie­nia się w jakim­kol­wiek innym mie­ście będzie równe zeru. A następ­nie, gdy skoń­czymy z nim roz­ma­wiać, znowu znik­nie. Prze­sta­nie być osobą zlo­ka­li­zo­waną, roz­pły­nie się jak fala i sta­nie się ponow­nie nośni­kiem praw­do­po­do­bień­stwa poja­wie­nia się gdzie­kol­wiek na świe­cie. Tak będzie się zacho­wy­wał pakiet kwan­towy o nazwie pan X. Pamię­taj­cie, że wszystko w tym wszechświe­cie zło­żone jest z pakie­tów kwan­towych.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Inną cechą kwan­tów jest ich wie­lo­wy­mia­ro­wość. I tak, w przy­kła­dzie z panem X, gdy jest on praw­do­po­do­bień­stwem, jest wie­lo­wy­mia­rowy. Po zlo­ka­li­zo­wa­niu się, gdy go przy­wo­łamy, staje się obiek­tem w naszym czte­ro­wy­mia­ro­wym świe­cie. (Świat, który my znamy, jest wła­ści­wie czte­ro­wy­mia­rowy; te wymiary to dłu­gość, sze­ro­kość, wyso­kość i czas. To jest fakt naukowy. Teraz widzi­cie, że zgod­nie z nauką nasz wszech­świat jest wie­lo­wy­mia­rowy, choć naszymi zmy­słami potra­fimy wykryć tylko wymiary dłu­gość, sze­ro­kość, wyso­kość i czas. Nasze dusze są jed­nak wie­lo­wy­mia­rowe. Słu­chaj­cie swo­jej duszy, swo­ich uczuć).

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Świat fizyczny zbu­do­wany jest dosłow­nie z idei i ener­gii.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Jeśli kie­dy­kol­wiek czu­je­cie się bez­silni, zasta­nów­cie się nad tym: Ein­stein i inni fizycy kwan­towi dowie­dli, że wszelka mate­ria fizyczna składa się z pakie­tów ener­gii, nie­ogra­ni­czo­nych prze­strze­nią ani cza­sem. Two­rzą one pole ener­ge­tyczne pozba­wione wyraź­nie okre­ślo­nych gra­nic. Wszech­świat jest lite­ral­nie waszym roz­sze­rzo­nym, bez­cza­so­wym i nie­skoń­czo­nym cia­łem. Nauka dowio­dła także, iż umysł nie ma gra­nic. Wszyst­kie umy­sły są „połą­czone” w jeden umysł. Jeste­śmy więksi i potęż­niejsi, niż nam się wydaje. Więc prze­stań­cie się mar­twić drob­nost­kami.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Macie już wszystko. Było powie­dziane: zanim jesz­cze popro­sisz, już jest ci to dane. Nauka zaczyna udo­wad­niać, poprzez fizykę kwan­tową, że jest to praw­dziwe. Nie­skoń­czona inte­li­gen­cja i poten­cjał na pozio­mie kwan­to­wym – pozio­mie, który stwa­rza wszystko wokół nas, oraz nasze wro­dzone zdol­no­ści wpły­wa­nia na to pole spra­wiają, że „mamy już wszystko”. Zaczy­namy to pozna­wać na więk­szą skalę naukowo, a także duchowo.

Macie już bogac­twa wykra­cza­jące poza wasze naj­śmiel­sze marze­nia. Macie je. Może nie doświad­cza­cie ich w tej chwili, ale macie. Mieć a doświad­czyć to dwie różne rze­czy. Łatwo to wytłu­ma­czyć nastę­pu­jąco: macie zdol­ność lata­nia samo­lo­tem lub sur­fo­wa­nia na falach czy nur­ko­wa­nia, ale może jesz­cze nie doświad­czy­li­ście tego aspektu swo­ich zdol­no­ści. Nie musi­cie nic robić, żeby posiąść tę zdol­ność; ona już jest w was. Została wam zapew­niona. Potrze­bu­je­cie jedy­nie tego doświad­czyć.

W naszym życiu naprawdę tylko prze­no­simy się świa­do­mo­ścią, by doświad­czać aspek­tów samych sie­bie, które zawsze mie­li­śmy, we wszech­świe­cie, który ma wszystko, co mogli­by­śmy zechcieć mieć, nawet to, czego ist­nie­nia w ogóle sobie nie wyobra­ża­li­śmy. Pole kwan­towe może for­mo­wać nie­skoń­czoną liczbę kształ­tów i doświad­czeń. De facto ono już tak zro­biło. Stro­nice tej książki są czymś takim; słowa, które czy­ta­cie, są czymś takim; wasza następna myśl będzie czymś takim. A jed­nak ni­gdy nie przy­pusz­cza­li­ście, że będzie­cie tych rze­czy doświad­czać. To wasze pra­gnie­nie czy­ta­nia tych słów spo­wo­do­wało, że trzy­ma­cie tę książkę w rękach. W grun­cie rze­czy słowa te ist­niały zawsze. Nie potrze­bu­je­cie dokład­nie prze­wi­dy­wać, co się sta­nie; potrzebne jest tylko wasze pra­gnie­nie, inten­cja i prze­ko­na­nie, że to jest moż­liwe, a zosta­nie to dla was zor­ga­ni­zo­wane i przyj­dzie.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Liczni naukowcy pra­cu­jący nad cząst­kami sub­a­to­mo­wymi doszli do odkry­cia kilku cie­ka­wych rze­czy o naszym wszech­świe­cie. Stwier­dzili na przy­kład, że dwie cząstki oddzie­lone w cza­sie i prze­strzeni mogą mieć „nie­wi­doczne” wza­jemne połą­cze­nie i dzia­łać w syn­chro­ni­za­cji. Odkryli rów­nież, że świat, w któ­rym żyjemy, jest naj­wy­raź­niej tak skon­stru­owany, iż zna sam sie­bie. Doko­nuje się to praw­do­po­dob­nie wsku­tek „roz­cię­cia” jedni na co naj­mniej dwa byty – jeden zapro­jek­to­wany tak, żeby widział, a drugi tak, żeby był widziany. Ten zapro­jek­to­wany, żeby widzieć, trwa w ilu­zji, że jest oddzie­lony od zapro­jek­to­wa­nego, żeby być widzia­nym. Jest to ilu­zja konieczna i trwała. Lecz w isto­cie wszystko jest jed­nią.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Cały wszech­świat jest powo­ły­wany do ist­nie­nia przez udział lub obser­wa­cję tych, któ­rzy uczest­ni­czą w obser­wa­cji. Bogac­two jest powo­ły­wane do ist­nie­nia przez was i przez nas wszyst­kich, któ­rzy na nie patrzymy. Stwa­rza je wasza pew­ność, że jest, wiara, że jest, i kie­ro­wana ku niemu wasza uwaga. W rze­czy­wi­sto­ści ono już ist­nieje jako fala praw­do­po­do­bień­stwa, ale to wy teraz powo­du­je­cie, że staje się kon­kretną rze­czą, zda­rze­niem w punk­cie prze­strzeni i czasu. Idzie to nawet jesz­cze głę­biej. Ono już ist­nieje jako zda­rze­nie, lecz wasze postrze­ga­nie czasu spra­wia, że wygląda na „odda­lone” i „oddzie­lone”. Gdy zro­zu­mie­cie, co to jest czas i jak on działa, będzie­cie w sta­nie przy­wo­łać rze­czy do swo­jego doświad­cze­nia szyb­ciej i w więk­szych ilo­ściach.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

To teraz skom­pli­kujmy to nieco bar­dziej. Wiemy już, że cząstki sub­a­to­mowe ist­nieją jako praw­do­po­do­bień­stwo oraz że obser­wu­jąc je, powo­du­jemy ich ulo­ko­wa­nie w kon­kret­nym punk­cie w cza­sie i prze­strzeni. Ina­czej mówiąc, cząstka ma poten­cjał bycia w miej­scu A, B, C i D. Gdy obser­wu­jemy miej­sce C, poja­wia się w miej­scu C i traci praw­do­po­do­bień­stwo poja­wie­nia się w miej­scach A, B i D, przy­naj­mniej dopóki nie prze­sta­niemy jej obser­wo­wać w punk­cie C. Choć nowa szkoła myśle­nia zaj­muje się obec­nie bada­niem teo­rii Eve­retta-Whe­elera-Gra­hama, według któ­rej kwanty te są fak­tycz­nie umiej­sco­wione we wszyst­kich czte­rech punk­tach, każdy w innym świe­cie współist­niejącym z naszym! Innymi słowy, wszyst­kie moż­li­wo­ści rze­czy­wi­ście mani­fe­stują się w świe­cie fizycz­nym, lecz w róż­nych świa­tach rów­no­le­głych! Są na to dowody – pocho­dzą od fizy­ków bada­ją­cych prze­jawy tego, iż wszech­świat jest gigan­tycz­nym, wie­lo­wy­mia­ro­wym holo­gra­mem. Jak to działa? A więc jeśli cząstka ma praw­do­po­do­bień­stwo bycia w miej­scach A, B, C i D, nie wybiera tylko jed­nego miej­sca na zaist­nie­nie; wybiera wszyst­kie cztery. Lecz aby to było moż­liwe, wszech­świat „roz­sz­cze­pia się” na cztery rów­no­le­głe światy, każdy z nich nie­wie­dzący o ist­nie­niu trzech pozo­sta­łych. Nazywa się to wie­lo­świa­tową inter­pre­ta­cją mecha­niki kwan­to­wej.

To brzmi jak sza­leń­stwo, ale pomy­śl­cie. Jest to abso­lut­nie moż­liwe – dla źró­dła, Boga nie ma nic niemoż­liwego. Wiele reli­gii powiada, że jesz­cze zanim popro­simy, jest nam dane. Mówią nam też, że wszystko, co może zaist­nieć, ist­nieje teraz. Wiemy rów­nież, że wszech­świat roz­dziela się, a raczej two­rzy ilu­zję oddzie­le­nia, w ten spo­sób jedna „część” może być czę­ścią obser­wo­waną, a druga „część” czę­ścią obser­wu­jącą – i dzięki temu zna sie­bie. Jed­nia roz­dziela się tak, aby móc znać sie­bie i mieć coś, z czym może sie­bie porów­nać. Gdy bowiem jest tylko jed­ność, nie ma moż­li­wo­ści porów­na­nia, które pozwoli jej wie­dzieć, czym jest.

Nasza jaźń, nasz duch czy dusza są wieczne i ist­nieją w całej cza­so­prze­strzeni. Każda kolejna pod­jęta przez nas decy­zja roz­dzieli wszech­świat. Będziemy świa­domi tej czę­ści wszech­świata, którą wybie­rzemy. Będziemy rów­nież ist­nieć w innej czę­ści, któ­rej nie wybra­li­śmy, ale nie będziemy do niej „prze­bu­dzeni”, cho­ciaż jej istota wciąż będzie do nas docie­rać i poma­gać nam w pozna­niu tej, którą wybra­li­śmy, i na odwrót. Inni ludzie, któ­rzy wybrali drugi świat, ten, któ­rego my nie wybra­li­śmy, będą „prze­bu­dzeni” tam, ale nie tu, w naszym świe­cie. Widzi­cie zatem, jak działa wolna wola bez wcho­dze­nia w kon­flikt z sobą samą oraz jak prawdy mogą się wyda­wać sprzeczne, a mimo to są praw­dziwe.

Wszech­świat jest rów­nież roz­dzie­lony na naszą obecną jaźń, nasze prze­szłe jaź­nie i nasze przy­szłe jaź­nie, choć my jeste­śmy prze­bu­dzeni jed­no­ra­zowo tylko do jed­nej z tych jaźni (naszej obec­nej jaźni). Dla­tego na przy­kład nasze przy­szłe jaź­nie są w sta­nie ostrzec naszą obecną, „prze­bu­dzoną” jaźń przed rze­czami, któ­rych doświad­czyły i nie podo­bały im się, tak żeby­śmy my ich nie doświad­czali. Jest to potężna, nie­ustan­nie zmie­nia­jąca się, nie­sły­cha­nie zło­żona matryca. Z każdą decy­zją prze­kształca się cała matryca. Życie jest struk­turą wiecz­nych pro­ce­sów odby­wa­ją­cych się jed­no­cze­śnie ze wszyst­kimi moż­li­wymi for­mami ist­nie­nia – teraz – a my tylko wybie­ramy to ist­nie­nie, do któ­rego będziemy z momentu na moment prze­bu­dzeni. Fizyka dopiero dziś zaczyna to potwier­dzać dowo­dami. Przy oka­zji – śnie­nie jest po pro­stu innym sta­nem świa­do­mo­ści. Gdy śnimy, nasza świa­do­mość prze­bywa w innej sfe­rze, innym świe­cie lub cza­sie. Czy teraz rozu­mie­cie, skąd mogą pocho­dzić wasze sny?

Wszystko to nabie­rze wię­cej sensu, gdy poj­mie­cie, czym jest czas i jak on działa.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Mamy już wie­dzę, że cały wszech­świat powstał z maleń­kich, sub­a­to­mo­wych bytów cząst­ko­po­dob­nych i od tam­tej chwili roz­sze­rza się z pręd­ko­ścią więk­szą, niż potra­fimy sobie wyobra­zić, two­rząc oce­any i całe światy. Zawdzię­czamy ją fizyce kwan­to­wej. Lecz prawda wygląda jesz­cze magicz­niej. Wszech­świat nie­ustan­nie rodzi nowe wszech­światy. Wielu fizy­ków widzi dowody na ten rodzaj pro­cesu „wielu świa­tów”; ist­nieje w odnie­sie­niu do niego kilka inter­pre­ta­cji fizyki kwan­to­wej. Więk­szość fizy­ków uważa, że jest to zja­wi­sko cią­głe, lecz cha­otyczne i przy­pad­kowe, głów­nie dla­tego, że nie zna­leźli innej jego przy­czyny. Ale zasta­nów­cie się: jaką rolę odgrywa tu duch? Jaką rolę odgry­wa­cie wy, wasza jaźń, wasza dusza? Czy wasze wybory mogą być przy­czyną owego zaob­ser­wo­wa­nego „cha­otycznego” roz­dzie­la­nia się świa­tów? Fizycy wolą wyklu­czać ze swo­ich badań ducha, ale to duch two­rzy mate­rię, a nie na odwrót. Prze­my­śl­cie to. Ein­stein był jed­nym z nie­licz­nych fizy­ków, któ­rzy nie chcieli uznać, że wszystko dzieje się przy­pad­kowo i na ślepo. Jaw­nie dekla­ro­wał swój brak prze­ko­na­nia, aby „Bóg grał w kości”.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Zapew­niam was: świat kwan­towy jest świa­tem praw­dzi­wym. Świat, który widzi­cie oczami, to tylko nie­do­sko­nała per­cep­cja pew­nej grupy dzia­ła­nia kwan­to­wego. Jed­nak dzia­ła­nie kwan­towe jest spo­wo­do­wane przez was – to wy jeste­ście pierw­szą przy­czyną. Nie myśl­cie, że to, co widzi­cie oczami, jest pierw­szą przy­czyną – otóż wła­śnie to jest skut­kiem. Dobrze ilu­struje to słynny eks­pe­ry­ment myślowy z kotem Schrödingera (Erwin Schrödinger otrzy­mał Nagrodę Nobla w 1933 roku). Obra­zuje on, co fak­tycz­nie się dzieje, gdyby umie­ścić kota w pojem­niku z zamkniętą butelką tru­ją­cego gazu oraz urzą­dze­niem, które otwo­rzy tę butelkę i tym samym zabije kota. Potem zamkniemy pudełko, żeby nie widzieć, co znaj­duje się w środku. Jed­nak gaz ulotni się z butelki tylko wtedy, gdy roz­pad­nie się jeden kon­kretny radio­ak­tywny atom w pudełku. Fizyka kwan­towa poka­zuje, że ten radio­ak­tywny atom ist­nieje rów­no­cze­śnie w sta­nie „roz­padu” i „nieroz­padu”, dopóki nie zosta­nie to zmie­rzone (dopóki nie otwo­rzymy pojem­nika, żeby zoba­czyć, czy kot jest mar­twy czy nie). Pamię­tajmy, wszystko ist­nieje we wszyst­kich moż­li­wych sta­nach, dopóki tego nie obser­wu­jemy. Nie dowiemy się, czy kot jest mar­twy czy żywy, bez otwar­cia pojem­nika. Gdy pojem­nik pozo­staje zamknięty, kot jest jed­no­cze­śnie i żywy i mar­twy. Dla­tego fizyka kwan­towa jest tak zwa­rio­wana – dwa sprzeczne stany rze­czy­wi­ście współ­ist­nieją! Gdy otwo­rzymy pojem­nik, żeby spraw­dzić, czy radio­ak­tywny atom roz­padł się czy nie – a w związku z tym czy kot zdechł – jeden z tych skut­ków się zma­te­ria­li­zuje. Jed­nakże obec­nie fizycy wie­dzą, że choć ich ocze­ki­wa­nia i myśli wpły­wają na wyniki, teo­ria ist­nie­nia „wielu świa­tów” zakłada, iż stały się jed­no­cze­śnie oba warianty, lecz w dwóch oddziel­nych świa­tach stwo­rzo­nych przez doko­nany przez nas wybór.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Wiemy już, że wszystko we wszech­świe­cie jest duali­zmem falowo-czą­stecz­ko­wym. Co ozna­cza, że wszystko, łącz­nie z naszymi cia­łami i naszymi samo­cho­dami, jest jed­no­cze­śnie i falą, i cząstką. Nie ma róż­nicy mię­dzy wami a świa­tłem, z wyjąt­kiem faktu, że świa­tło ma inną czę­sto­tli­wość niż wy. Poza tym jed­nym jeste­ście zupeł­nie tym samym, czym jest świa­tło. I nie zapo­mi­naj­cie, że teraz mówią nam to fizycy. Kilka tysięcy lat temu to samo mówili nam różni nauczy­ciele duchowi – że pocho­dzimy od świa­tła. Jeste­ście świa­tłem. W rze­czy samej wasze ciało oglą­dane pod mikro­sko­pem w 99 pro­cen­tach składa się z „prze­strzeni”. Reszta, czyli część stała, jest po pro­stu zbio­rem dokład­nie tego samego, z czego składa się świa­tło, tych samych czą­stek sub­a­to­mo­wych. Tak naprawdę nawet ta „prze­strzeń” jest wypeł­niona ener­gią. Wasz umysł, pocho­dzący z ducha, utrzy­muje wasze ciało w „cało­ści” jako „stały” orga­nizm. To samo czyni on wzglę­dem innych ota­cza­ją­cych was rze­czy. Wszelka mate­ria jest utrzy­my­wana w cało­ści za pomocą infor­ma­cji pły­ną­cej z waszego umy­słu oraz z umy­słów ludzi wokół was, jak i w całym wszech­świe­cie.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Nawet naj­mniej­szy kawa­lą­tek mate­rii zawiera w sobie kolo­salną ilość ener­gii (w ten spo­sób zacho­dzą eks­plo­zje nukle­arne).

Wy i wszystko inne jeste­ście po pro­stu ener­gią zor­ga­ni­zo­waną w całość przez infor­ma­cję pły­nącą z umy­słu.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Świat sub­a­to­mowy nie jest w ogóle sta­tyczny. Jest nie­zwy­kłym tań­cem nie­koń­czą­cego się two­rze­nia i nisz­cze­nia, gdzie cząstki nisz­czą sie­bie i zara­zem dają począ­tek nowym cząst­kom. Więk­szość czą­stek sub­a­to­mowych ma nie­wy­obra­żal­nie krótki żywot (miliar­dowe czę­ści sekundy). Cały wszech­świat jest w nie­skoń­czo­ność two­rzony na nowo. Może­cie sobie wyobra­zić, jak wszystko jest kaso­wane i odtwa­rzane w nieco innej postaci z każdą miliar­dową sekundy. No dobrze. A oto kolejna zdu­mie­wa­jąca rzecz: gdy cząstka zostaje stwo­rzona, natych­miast poru­sza się z pręd­ko­ścią świa­tła! A więc dosłow­nie powsta­li­śmy ze świa­tła, tak jak mówi wiele histo­rii stwo­rze­nia. I jesz­cze jedno: cząstki mogą poru­szać się w cza­sie do przodu i do tyłu. No i to jest coś, z czego jeste­ście zro­bieni i nad czym macie kon­trolę!

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Nie ma cze­goś takiego jak pusta prze­strzeń. Cała prze­strzeń jest wypeł­niona ener­gią – tą samą ener­gią, która two­rzy was i wszystko inne. Tyle że wasze pięć zmy­słów – wzrok, słuch, dotyk, smak i węch – nie wykrywa wielu róż­no­rod­nych form ist­nie­ją­cych we wszech­świe­cie. Ina­czej mówiąc, może­cie odbie­rać tylko formy roz­po­zna­walne przez te pięć zmy­słów (o ile nie roz­wi­nę­li­ście w sobie innych zmy­słów). Nie ozna­cza to jed­nak, że formy postrze­galne dla czło­wieka są jedy­nymi, jakie ist­nieją w tym wszech­świe­cie. Myśl­cie o wszech­świe­cie jako o holo­gra­mie. W każ­dym razie cho­dzi głów­nie o to, by wie­dzieć, że jeste­śmy czę­ścią gigan­tycz­nego oce­anu ener­gii i dosłow­nie nic nie oddziela nas od wszyst­kiego innego. Jedyne „oddzie­le­nie”, jakie widzimy, jest ilu­zją wyni­ka­jącą z posia­da­nia ogra­ni­czo­nych pię­ciu zmy­słów. Cał­kiem dosłow­nie wszy­scy jeste­śmy jed­nym.

Jeste­śmy jedną wielką, orga­niczną cało­ścią, któ­rej czę­ści cały czas się zmie­niają. Każda część może oglą­dać inne czę­ści oraz ma wła­sny poziom świa­do­mo­ści i przy­tom­no­ści. Mimo to całość funk­cjo­nuje dokład­nie jako całość, pod­czas gdy jej czę­ści funk­cjo­nują jako czę­ści tej cało­ści, mające wła­ści­wo­ści tak swoje indy­wi­du­alne, jak i cało­ści.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

W 1964 roku dr J.S. Bell, fizyk z Euro­pej­skiej Orga­ni­za­cji Badań Jądro­wych (CERN) w Szwaj­ca­rii, prze­pro­wa­dził mate­ma­tyczny dowód na to, że wszyst­kie „oddzielne” czę­ści wszech­świata są bli­sko i bez­po­śred­nio połą­czone. Obec­nie liczne eks­pe­ry­menty poka­zują, że cząstki oddzie­lone w cza­sie i prze­strzeni jakimś spo­so­bem dokład­nie wie­dzą, co robią inne cząstki w dokład­nie tym samym cza­sie, gdy one robią daną rzecz. Jed­nakże cząstki nie komu­ni­kują się ze sobą. Komu­ni­ko­wa­nie się wymaga czasu i prze­sła­nia wia­do­mo­ści. Tu zacho­dzi coś innego. One wie­dzą bez koniecz­no­ści komu­ni­ko­wa­nia się. Dzia­łają jed­no­cze­śnie, jak gdyby były w jakiś spo­sób bli­sko połą­czone w prze­strzeni i cza­sie, ale tak, że ich oddzie­le­nie w prze­strzeni i cza­sie nie ma na to wpływu.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Inną nie­zwy­kle istotną rze­czą poka­zaną w obli­cze­niach mate­ma­tycz­nych Bella jest fakt, że dzia­ła­nie cząstki sub­a­to­mo­wej uza­leż­nione jest od cze­goś, co dzieje się gdzie indziej wobec innej cząstki sub­a­to­mo­wej. Jed­nym sło­wem, wszyst­kie zda­rze­nia sub­a­to­mowe są skut­kiem innych i przy­czyną innych. To sta­wia w zupeł­nie nowym świe­tle prawo przy­czyny i skutku, prawo kar­miczne i zbie­ra­nia tego, co posie­jesz! Prawa te są już nie tylko duchowe, ale i udo­wod­nione naukowo.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Od samego początku powta­rzam, że wszyst­kie myśli we wszech­świe­cie, indy­wi­du­alne i kolek­tywne, powo­dują, iż ener­gia przy­biera kształty rze­czy­wi­sto­ści fizycz­nej, któ­rej doświad­czamy. Tak jest, ale ist­nieje jesz­cze sil­niej­szy powód – bycie, stan bycia. Jest wiele sta­nów bycia, jak bycie szczę­śli­wym, szyb­kim, boga­tym i tak dalej. To naj­waż­niej­szy powód, pierw­sza przy­czyna wszyst­kiego. Jest nim dla­tego, że wyraża dekla­ra­cję ducha, jaźni. Z danego stanu płyną dane myśli do niego się odno­szące.

Jestem bogac­twem. Jestem obfi­to­ścią. Jestem rado­ścią.

Jest jesz­cze inny spo­sób rozu­mie­nia tego, jak wszy­scy jeste­śmy jed­no­ścią. Nauka potwier­dza, że wszystko składa się z ener­gii i przez cały czas zacho­dzą prze­miany tej ener­gii na naj­bar­dziej zło­żone spo­soby. Ener­gia jest ele­men­tem budul­co­wym mate­rii. Ener­gia, z któ­rej składa się wasze ciało, to ta sama ener­gia, z któ­rej skła­dają się cegły waszego domu i rosnące obok drzewa. Nie ma „ener­gii drzew” i „ener­gii czło­wieka”. Wszystko to ta sama ener­gia. Pozo­staje ona w cią­głym prze­pły­wie, cały czas zmie­nia­jąc formę. To naj­prost­sze wytłu­ma­cze­nie dość skom­pli­ko­wa­nego zja­wi­ska.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki