Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
10 osób interesuje się tą książką
Żyj zdrowiej i dłużej dzięki temu znakomitemu poradnikowi dotyczącemu długowieczności autora bestsellera Jak nie umrzeć przedwcześnie.
Wszyscy chcemy zachować zdrowie z biegiem lat, lecz ze względu na ogrom sprzecznych niekiedy porad i informacji trudno określić, jakich zaleceń naprawdę warto przestrzegać. W książce Jak się nie zestarzeć doktor Michael Greger omawia najlepsze recenzowane badania dotyczące starzenia się i długowieczności, a wyciągnięte z nich wnioski składają się na kompletny przewodnik, w którym opisane zostały optymalne metody wydłużania życia i spowalniania skutków starzenia się.
Zainspirowany dietą i stylem życia stulatków z całego świata oraz mieszkańców tak zwanych niebieskich stref, gdzie ludzie żyją najdłużej, doktor Greger opisuje proste, oparte na dowodach naukowych podejścia do dbania o ważne aspekty funkcjonowania organizmu, dzięki którym czujemy się fizycznie i psychicznie młodo. Czy powiedzenie „kto codziennie jabłko zjada, tego lekarz rzadko bada” rzeczywiście jest słuszne? Czy z perspektywy długowieczności lepiej jest biegać cztery godziny tygodniowo, czy jeść dwie garści orzechów dwa razy w tygodniu?
Ten pełen eksperckiej wiedzy poradnik stanowi zbiór praktycznych metod, które pozwalają żyć jak najdłużej i jak najzdrowiej oraz cieszyć się każdą chwilą.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 1199
Tytuł oryginału: HOW NOT TO AGE. THE SCIENTIFIC APPROACH TO GETTING HEALTHIER AS YOU GET OLDER
Copyright © 2023 by NutritionFacts.org Inc. Copyright © 2026 for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca Copyright © for the Polish translation by Piotr Cieślak
All rights reserved
Wydawca: Katarzyna Słupska Konsultacja merytoryczna: dr hab. n. med. Daniel Śliż Redakcja: Marta Tyczyńska-Lewicka Korekta: Maciej Korbasiński, Beata Wójcik Projekt okładki i ilustracji: Daniel Rusiłowicz Wersję elektroniczną w systemie Zecer przygotowała Róża Rozaxa
Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.
Wydanie pierwsze Warszawa 2026 ISBN: 978-83-8382-982-1
Dla mojej babci ciotecznej Pearl(1911–2015)
W trakcie pisania tej książki stuknęła mi pięćdziesiątka, więc z osobistej perspektywy jej tematyka ma dla mnie bardziej żywotne znaczenie niż kwestie poruszone w poprzedniej, zatytułowanej Jak się nie odchudzać, w której pisałem o odżywianiu i gubieniu zbędnych kilogramów. Między tymi dziedzinami istnieje jednak wyraźne podobieństwo: obie są skażone tym samym korupcyjnym wpływem interesów handlowych. Branża dietetyczna1 i przeciwstarzeniowa2 to giganty obracające miliardami dolarów. Gdy w grę wchodzą tak wielkie pieniądze, pokusa promowania produktów, których idea opiera się na wszelkiego rodzaju absurdalnych deklaracjach, najwyraźniej jest nie do odparcia.
Nawet oczytany laik, który poszukuje podstawowych praktycznych porad w obu obszarach, chcąc schudnąć albo żyć dłużej, staje w obliczu nieprzebranej oferty pigułek i mikstur. Nawet dla mnie jako lekarza mającego przywilej swobodnego drążenia w recenzowanej literaturze medycznej pokazanie, że król jest nagi, stanowiło niemałe wyzwanie. Ale samo to czyni niniejsze przedsięwzięcie jeszcze ważniejszym. Skoro mnie odsianie ziaren od plew w dziedzinie nauk o starzeniu zajęło trzy lata, obawiam się, że przypadkowa osoba próbująca oddzielić fakty od bzdur stoi na straconej pozycji. Były prezes Gerontological Society of America napisał, że „niewiele jest tematów (…) równie mylących dla bezkrytycznych i stanowiących intratniejszy biznes dla pozbawionych skrupułów”3.
Mówi się, że dziedzina przeciwdziałania starzeniu się jest „podatnym gruntem dla przekrętów, oszustw i sposobów szybkiego wzbogacania”4, a literatura popularna na ten temat zawiera „ogrom dezinformacji”5. Spece od marketingu często obierają za cel osoby starsze, oferując szarlatańskie lekarstwa przeciwdziałające skutkom starzenia się6. Produkty te są szeroko promowane w internecie, a także w stacjonarnych klinikach „przeciwstarzeniowych”7. Tego rodzaju knowania były przedmiotem wielu dyskusji, jakie odbywały się w amerykańskim Senacie i Kongresie pod hasłami takimi jak „Oszuści, handlarze i sprzedawcy cudownych remediów”8 czy „Szarlataneria, czyli skandal wart 10 miliardów dolarów”9. Obecnie przemysł przeciwstarzeniowy w Ameryce może być wart ponad 88 miliardów dolarów10, a jego światową wartość wycenia się na 292 miliardy dolarów11. W kwotach tych zawiera się właściwie wszystko, od kremów przeciwzmarszczkowych po porady telewizyjnego guru Pata Robertsona, oferującego „białkowe naleśniki przeciwko starzeniu”. Jak stwierdzono w jednym z artykułów poświęconych ekonomii, starzenie się nie jest może korzystne dla zdrowia, ale „z pewnością jest korzystne dla biznesu”12.
Według jednego ze stowarzyszeń branżowych 60 procent Amerykanów w wieku sześćdziesięciu pięciu lat i starszych stosuje zabiegi przeciwdziałające starzeniu się13, choć zdaniem dyrektora Institute for Biomedical Aging Research właściwie żadna z tych metod nie jest poparta badaniami naukowymi14. Promuje się je jednak tak, jakby były. Odkrycia naukowe nagłaśniane przez żądną sensacji prasę od dawna są oportunistycznie wykorzystywane przez spekulantów.
Dziewiętnastowieczne postępy w dziedzinie magnetyzmu doprowadziły do powstania reklam, w których twierdzono, że „żaden mieszkaniec Ameryki nie byłby chory (…) gdyby nasza magnetokonserwatywna bielizna znalazła się w garderobie każdej kobiety i każdego mężczyzny, i była zakładana niemowlętom i dzieciom”. Mniej komiczny, a bardziej tragiczny wydźwięk miało publiczne zainteresowanie pracami Marii Skłodowskiej-Curie, które skutkowało stworzeniem wielu radioaktywnych produktów mających rzekomo „rewitalizować” i „energetyzować”15. Zgodnie z chwytliwym nagłówkiem, jaki pojawił się w dzienniku „Wall Street Journal”, „Woda radowa działała dobrze, dopóki nie odpadła szczęka”16.
Dziś przejawy tego żerowania na nauce, które dorobiło się angielskiego terminu scienceploitation, są oczywiste – wystarczy spojrzeć na setki szarlatańskich „klinik komórek macierzystych” zlokalizowanych w Kalifornii i na Florydzie17 i posługujących się językiem nauki, by nadać pozory uczciwości swoim niesprawdzonym terapiom18. W opublikowanym w „Scientific American” artykule Oszukańcze źródło młodości trzech znanych badaczy procesów starzenia się stwierdziło, że „społeczeństwo jest bombardowane kłamstwami oraz informacyjnym szumem”19.
Jeden z tych badaczy został pozwany przez współzałożycieli American Academy of Anti-Aging Medicine20 na kwotę 200 milionów dolarów za przyznanie tej organizacji Silver Fleece Award, prześmiewczej nagrody szydzącej z „najbardziej absurdalnych, oburzających, niepopartych badaniami naukowymi lub przesadnych twierdzeń dotyczących interwencji przeciwstarzeniowych bądź chorób związanych z wiekiem”21. American Academy of Anti-Aging Medicine odparła, że „nie promuje ani nie popiera żadnej konkretnej formy terapii ani nie sprzedaje i nie popiera żadnego produktu komercyjnego”22. Wystarczyło jednak odwiedzić stronę internetową organizacji, by się przekonać, że gromadziła ona i przedstawiała obszerny katalog reklam pod hasłem „znajdź produkt przeciwstarzeniowy lub usługę”, którego opracowanie uzasadniała „licznymi zapytaniami otrzymywanymi każdego dnia”23, 24.
„Establishment gerontologiczny” był oskarżany o próby bezpardonowego sabotowania start-upów, takich jak wspomniana American Academy of Anti-Aging Medicine25, której współzałożyciel twierdzi, że walczy z „wygasłym kanonem filozoficznym”, zgodnie z którym „starzenie się jest nieuniknione, nie można nic na nie poradzić i trzeba się z nim pogodzić – zestarzeć się i umrzeć”26. Dostrzegam zasługi po obu stronach tego zderzenia kulturowego, w którym dziedzina gerontologii (nauki o starości) walczy o utrzymanie z trudem wywalczonych korzyści dotyczących publicznego finansowania podstawowych badań nad starzeniem, stojąc w obliczu ambitniejszych bojowników przeciwko starości, którzy wydają się kwestionować jej fundamentalne założenia. W oficjalnej odpowiedzi American Academy of Anti-Aging Medicine na wspomnianą krytykę napisano: „Mówiąc najprościej, gerontologiczny kult śmierci rozpaczliwie stara się podtrzymywać tajemnicze i nieaktualne stanowisko, zgodnie z którym starzenie się jest naturalne i nieuniknione”27.
Z jednej strony ruch medycyny przeciwstarzeniowej zyskałby większą wiarygodność, gdyby został zapoczątkowany przez osoby kierujące się wynikami badań naukowych, a nie „przedsiębiorczych biznesmenów reagujących na okazje rynkowe”28, z drugiej jednak ostry sprzeciw wobec nowej fali inicjatyw przeciwdziałających starzeniu mógł pójść zbyt daleko. Jak zauważył założyciel i redaktor naczelny czasopisma „Biogerontology”, historia badań nad przeciwdziałaniem starzeniu się istotnie i niewątpliwie jest „pełna oszustw, pseudonauki, przekrętów i szarlatanerii”29, lecz (godna podziwu!) krucjata przeciwko najmniejszym przejawom niestosowności zdaje się prowadzić do odruchowego uznawania, że wszystko jest tylko krzykliwą reklamą, z którą nie należy wiązać żadnych nadziei, a takie podejście neguje rzeczywisty postęp naukowy, jaki dokonał się w obszarze interwencji przeciwstarzeniowych30.
Zdaję sobie sprawę z tego, że w pewnych kręgach „nauka” stała się brzydkim słowem. Po latach szaleństwa związanego z epidemią COVID odniosłem wrażenie, że koledzy, których kiedyś szanowałem za intelekt, zatracili umiejętność krytycznego myślenia. Jeśli i ty zostałeś wepchnięty do króliczej nory kabalistycznych spisków, być może nie jest to książka dla ciebie. Prawdą jest, że pandemia ujawniła rażące wady instytucjonalne, których konsekwencje przeniknęły nawet do literatury naukowej. Dwa niezwykle prestiżowe czasopisma medyczne zostały zmuszone do wycofania części swych publikacji ze względu na obawy dotyczące rzetelności danych31, 32. Czasopisma naukowe pozostają jednak niekwestionowanym standardem w kwestii dążenia do przybliżania prawdy. Parafrazując słowa Winstona Churchilla o demokracji jako formie rządów, recenzowana literatura medyczna jest najgorszym sposobem ustalania faktów na temat naszego zdrowia… ale nie wymyślono niczego lepszego.
Redaktor naczelny czołowego czasopisma gerontologicznego twierdzi, że większość pracujących w dziedzinie przeciwdziałania starzeniu się naukowców „powszechnie znanych opinii publicznej to pozbawieni skrupułów dostawcy bezużytecznych panaceów”33. Łatwo jest dać się zwieść charyzmatycznym guru, lecz gdy chodzi o coś tak ważnego jak zdrowie i dobrostan nasz i naszych bliskich, nie powinniśmy opierać się na mrzonkach, tylko na twardych dowodach. Dlatego potwierdzam swoje słowa tak wielką liczbą przypisów. W książce Jak nie umrzeć przedwcześnie zamieściłem mniej więcej 2000 przypisów. W książce Jak się nie odchudzać było ich już 5000. W tej książce w pewnym momencie liczba ta wzrosła do 13 000, co okazało się problemem.
Obiecałem wydawcy, że zmieszczę materiał na 600 stronach, lecz po zakończeniu pracy manuskrypt liczył ich prawie 2150. Ups. Nie chciałem brutalnie ciąć treści, więc w ramach pierwszej próby odchudzenia książki przeniosłem 995 stron przypisów do internetu. W ostatnim rozdziale znajduje się adres strony internetowej (see.nf/citations) oraz odsyłający do niej kod QR. Strona zawiera pełną listę przypisów zamieszczonych w tej książce, z możliwością ich wyszukiwania.
W ciągu trzech ostatnich lat mój zespół i ja przeczytaliśmy ponad 20 tysięcy artykułów na temat starzenia się, dzięki czemu ty nie musisz tego robić – choć, rzecz jasna, zachęcam! Zaletą przeniesienia przypisów do internetu była możliwość połączenia ich z odsyłaczami prowadzącymi bezpośrednio do źródeł. Dzięki temu możesz pobierać źródłowe pliki PDF i uzyskać dostęp do cytowanych badań.
Odchudzony manuskrypt nadal miał jednak czterocyfrową liczbę stron. Musiałem znaleźć jakiś sposób, by zmniejszyć jego objętość praktycznie o połowę, a tym samym spełnić wymagania drukarskie wydawcy. Problem polegał na tym, że nie pozostało już zbyt wiele plew do odsiania. Wielu lekarzy piszących książki przeznaczone dla masowego odbiorcy czerpie z treści swoich wcześniejszych prac, aby zarobić na kolejnej publikacji. Ja staram się postępować odwrotnie – każda moja książka zawiera wyłącznie nowy materiał – dlatego w całym tekście odsyłam do fragmentów poprzednich książek, w których omawiałem przytaczane koncepcje. (Na stronie internetowej worldcat.org możesz przeszukać biblioteki publiczne pod kątem moich wcześniejszych prac w formie drukowanej, elektronicznej i audiobooków). Jedynym sposobem mającym na celu osiągnięcie wymaganej liczby stron, jaki przyszedł mi do głowy, było przekształcenie książki Jak się nie zestarzeć w publikację multimedialną.
W całej tej książce będziesz napotykać odsyłacze do materiałów filmowych. Wraz z zespołem nagrałem kilkaset krótkich filmów, każdy o długości mniej więcej pięciu minut, aby zawrzeć w nich setki tysięcy słów dodatkowych informacji, które musiałem wyciąć z pierwotnej wersji książki. Nie przejmuj się: wszystkie praktyczne informacje są zamieszczone w tekście. Po prostu nie chcę, aby ktokolwiek wierzył mi na słowo. Zawsze staram się dokładnie uzasadnić, w jaki sposób doszedłem do określonych zaleceń. Niestety brak miejsca nie zawsze pozwalał mi na zrobienie tego w treści niniejszego tomu, więc choć zawarłem w nim najistotniejsze wnioski, możesz skorzystać z podanych odsyłaczy, aby bliżej zapoznać się z dowodami, które do nich doprowadziły.
Starzenie się rzeczywiście jest główną przyczyną śmierci.
Być może nie ma czegoś takiego jak śmierć ze starości. W badaniu uwzględniającym wyniki ponad 42 tysięcy sekcji zwłok wykazano, że osoby, które przeżyły ponad sto lat, w 100 procentach przeanalizowanych przypadków zmarły wskutek chorób. Choć większość z nich tuż przed śmiercią była uważana za zdrowe – nawet przez ich lekarzy – ani jedna nie umarła „ze starości”. Ludzie ci umierali z powodu chorób, a najczęstszą przyczyną śmierci był zawał serca34. Podobne rezultaty dały sekcje zwłok stulatków35 oraz osób mających powyżej osiemdziesięciu pięciu lat, czyli przedziału wiekowego określanego w literaturze medycznej jako oldest-old (najstarsi starzy)36, 37, 38.
Skoro starzenie się zabija poprzez choroby39, dlaczego moja książka Jak nie umrzeć przedwcześnie nie jest jedyną rozprawą o długowieczności, jaka mogłaby być komukolwiek potrzebna? Napisałem w niej, co możemy zrobić, aby powstrzymywać, hamować i odwracać tok zdarzeń w przypadku każdej z piętnastu głównych przyczyn zgonów, począwszy od chorób serca, które są głównym zabójcą nie tylko stulatków, lecz także ogółu ludzkości40. W Stanach Zjednoczonych choroby serca są najważniejszą przyczyną zgonów od 1900 roku, z wyjątkiem roku 1918, kiedy to królowała pandemia grypy41. (Dla porównania, zgodnie z tym, co szczegółowo opisałem w książce How to Survive a Pandemic, COVID znalazł się dopiero na trzecim miejscu listy42). Choroby serca są główną przyczyną zgonów i niepełnosprawności na całym świecie i były nią przez większą część obecnego stulecia41. Przewiduje się, że sytuacja ta nie ulegnie zmianie w ciągu najbliższych dekad44. Ale czy są nią rzeczywiście?
Ponieważ podeszły wiek jest najważniejszym czynnikiem ryzyka w przypadku większości śmiertelnych chorób45, można argumentować, że główną przyczyną śmierci jest w rzeczywistości starzenie się46. Wskaźnik zgonów dla chorób związanych z wiekiem, takich jak choroby serca, nowotwory, udar i demencja, wzrasta wykładniczo47. Jeśli porównamy osoby z tego samego przedziału wiekowego, ta z nich, która będzie miała wysoki poziom cholesterolu, będzie dwadzieścia razy bardziej narażona na choroby serca48, lecz u osiemdziesięciolatka ryzyko zawału może być nawet pięćset razy większe49 niż u dwudziestolatka50. Dieta roślinna może zmniejszać ryzyko demencji aż trzykrotnie51, ale różnica w częstości występowania demencji między osobami w wieku powyżej 85 lat a osobami młodszymi niż 65 lat jest trzystukrotna52. Skupiamy się na czynnikach takich jak cholesterol, ponieważ należą one do czynników ryzyka podlegających modyfikacji, ale co, jeśli tempo starzenia również miałoby tę właściwość?
A jeśli tak zamiast dotychczasowego wyrywkowego podejścia skupiającego się na poszczególnych chorobach degeneracyjnych spowolnilibyśmy sam proces starzenia? Pamiętam, że jako młody kujon bardzo chciałem znaleźć lekarstwo na raka, kiedy dorosnę. Nawet gdyby udało się wyeliminować wszystkie formy raka, średnia długość życia w Stanach Zjednoczonych zwiększyłaby się jedynie o mniej więcej trzy lata53. Dlaczego? Ponieważ uniknięcie nowotworu oznaczałoby po prostu opóźnienie śmierci z powodu zawału serca lub udaru mózgu. Jeśli nie dopadnie nas jedna dolegliwość związana z wiekiem, zrobi to inna. Zamiast bawić się w „zbijanie kretów”, zajmując się każdą chorobą z osobna, moglibyśmy postawić na postęp w dziedzinie spowalniania starzenia się, który rozwiązałby wszystkie te problemy jednocześnie54.
Wyobraź sobie, że istnieje interwencja terapeutyczna, która zmniejsza ryzyko wystąpienia nie tylko głównych chorób-zabójców, lecz także zapalenia stawów, demencji, osteoporozy, choroby Parkinsona i niepełnosprawności sensorycznej. Ponieważ wskaźnik tego ryzyka podwaja się co siedem lat, samo spowolnienie procesu starzenia się tak, by przeciętny 65-latek cechował się takim profilem zdrowotnym i ryzykiem zapadalności na choroby jak 58-latek, powinno zmniejszyć o połowę prawdopodobieństwo śmierci, zespołu kruchości i niepełnosprawności u każdego z nas55.
Dlatego napisałem książkę Jak się nie zestarzeć.
Czy starzenie się samo w sobie jest chorobą?
Przez dziesięciolecia jedna z najbardziej spornych kwestii w gerontologii dotyczyła tego, czy samo starzenie się należy uznać za chorobę56. Owszem, starzenie się jest czymś naturalnym, lecz podobnie jest z infekcją, a jednak nazywamy ją chorobą. Starzenie się jest zjawiskiem powszechnym. Tak, ale przeziębienie także dotyka każdego57. Jeśli intryguje cię to zagadnienie, jego szersze omówienie znajdziesz w filmie dostępnym pod adresem see.nf/agingdisease. Jakie znaczenie ma nazewnictwo? To, co zwiemy różą, pod inną nazwą zwiędłoby równie szybko. Chodzi o to, że zaklasyfikowanie starzenia się do zbioru chorób mogłoby doprowadzić do przydzielenia większych środków na jego badania, tak jak miało to miejsce w przypadku niedawnego uznania otyłości za chorobę58.
Można pomyśleć, że giganci przemysłu farmaceutycznego, potocznie nazywani Big Pharmą, chętnie zainwestowaliby w lek, który mógłby okazać się prawdziwym hitem. Ale po co wydawać pieniądze na badania, skoro można je przeznaczać na marketing wszystkich niesprawdzonych produktów przeciwstarzeniowych, które już się sprzedają? Wiele znanych marek suplementów diety jest własnością firm farmaceutycznych59, 60. Producent leków Sanofi nawiązał nawet współpracę z Coca-Colą, aby opracować „napój upiększający”63. Firmy tego rodzaju już teraz zarabiają krocie, żerując na łatwowierności i desperacji społeczeństwa w kwestii produktów przeciwdziałających starzeniu64. Po co marnować pieniądze na udowadnianie, że coś faktycznie działa?
Na pytanie: „Jak długo chcesz żyć?” z czterema odpowiedziami do wyboru (85 lat, 120 lat, 150 lat lub wiecznie) mniej więcej dwie trzecie osób odparło, że chciałoby dożyć osiemdziesięciu pięciu lat. Ale gdy treść pytania ubrano w nieco inne słowa: „Jak długo chciałbyś żyć, mając gwarancję zdrowia psychicznego i fizycznego?”, najpopularniejszą odpowiedzią okazało się „wiecznie”65. Nie chodzi więc tylko o to, jak długo żyjemy, ale także o jakość tego życia, co ucieleśnia grecki mit o Titonosie, któremu Zeus podarował życie wieczne, lecz nie wieczną młodość, przez co nieszczęśnik z wiekiem skurczył się i zaczął bełkotać (nim ostatecznie został przemieniony w świerszcza)66.
Długowieczność byłaby zaiste pyrrusowym zwycięstwem, gdyby dodatkowe lata życia miały się wiązać z nieubłaganym pogorszeniem stanu zdrowia67. Tylko mniej więcej 18 procent ludzi można opisać jako osoby „pomyślnie się starzejące”68. Badania wykazały, że powszechność wielochorobowości, czyli współistnienia kilku chorób przewlekłych, wynosi u osób w podeszłym wieku od 55 do 98 procent69. W wieku osiemdziesięciu pięciu lat ponad 90 procent osób cierpi na co najmniej jedną chorobę, a średnio na cztery choroby współistniejące70. I tak jak 85 procent pacjentów chorych na raka ma tendencję do przeceniania swoich szans przeżycia71, tak dzieje się w przypadku osób cierpiących na inne choroby przewlekłe. Osoby z niewydolnością serca lub przewlekłą obturacyjną chorobą płuc oraz rozedmą są narażone na śmierć w ciągu kolejnego roku około trzykrotnie bardziej, niż sądzą. Aż 96 procent pacjentów poddawanych dializie ambulatoryjnej uważa, że ma szanse na przeżycie kolejnych pięciu lat, lecz prawie połowa z nich umiera w ciągu niecałych dwóch lat72.
Nasuwa się w związku z tym koncepcja długości życia spędzonego w dobrym zdrowiu, czyli wolnego od chorób przewlekłych i niepełnosprawności73, określanego angielskim terminem healthspan. Nic dziwnego, że ludzie są sceptycznie nastawieni względem interwencji dotyczących długowieczności, skoro obserwujemy wprawdzie wydłużanie średniego czasu życia, lecz towarzyszy mu skracanie okresu życia w zdrowiu. Parafrazując słowa Jonathana Swifta, każdy chce żyć wiecznie, ale nikt nie chce się starzeć.
Na przykład w Stanach Zjednoczonych dłużej żyje się w chorobie niż w zdrowiu. W 1998 roku dwudziestolatek mógł się spodziewać, że przeżyje kolejnych pięćdziesiąt osiem lat, podczas gdy dwudziestolatek w 2006 roku mógł liczyć na lat pięćdziesiąt dziewięć. Ale dwudziestolatek z lat 90. mógł obawiać się dziesięciu lat życia z chorobą przewlekłą, teraz zaś okres ten wydłużył się do trzynastu lat. Wydaje się zatem, że zrobiliśmy krok do przodu i trzy kroki w tył. Naukowcy zauważyli również, że możemy liczyć na dwa mniej niż dawniej lata funkcjonalne, czyli takie, podczas których możemy wykonywać podstawowe czynności życiowe – na przykład pokonanie marszem dystansu 400 metrów, stanie lub siedzenie przez dwie godziny bez konieczności położenia się lub stanie bez pomocy specjalnego sprzętu74. Innymi słowy, żyjemy dłużej, ale jesteśmy bardziej chorzy.
Dlatego ta książka dotyczy zarówno długowieczności, jak i czasu życia w zdrowiu. Jaki jest sens dłuższego życia, skoro nie można się nim w pełni cieszyć? Mam szczerą nadzieję, że niniejsza praca nie tylko doda lat do twojego życia, ale też doda życia twoim latom.
Moja wcześniejsza książka, Jak nie umrzeć przedwcześnie, nie opowiadała o życiu wiecznym. Jej tytuł nie brzmiał wszak Jak nie umrzeć. Chodzi o to, by nie umrzeć zbyt młodo, w bólu, po przewlekłej i wyniszczającej chorobie. Przekazałem w niej dobrą wiadomość, taką mianowicie, że mamy ogromny wpływ na losy własnego zdrowia, ponieważ znacznej większości przedwczesnych zgonów i niepełnosprawności można zapobiec, stosując odpowiednią dietę i prowadząc zdrowy styl życia. Przesłanie książki Jak się nie zestarzeć jest podobne. Nie jest to książka o nieśmiertelności, lecz raczej o tym, jak starzeć się z wdziękiem i witalnością, zamiast cierpieć z powodu niemocy i zniedołężnienia. Ale dlaczego nie możemy powstrzymać procesów starzenia i żyć wiecznie?
Człowiek nigdy nie będzie zadowolony, dopóki nie pokona śmierci
Bernard Strehler
Począwszy od Eposu o Gilgameszu sprzed ponad 4000 lat75 aż po niedawne pięćsetlecie poszukiwań źródła młodości przez Ponce de Leóna, ludzkość marzyła o mitycznym eliksirze życia, który zaradziłby zmorze starzenia się76. Bo dlaczego nie? To nie tak, że starzenie jest w świecie przyrody czymś stałym. Ewolucja sprawiła, że długość życia poszczególnych gatunków zwierząt różni się nawet milion razy, od jętek, których dorosłe życie może trwać zaledwie kilka minut, po małże żyjące ponad pięćset lat77. Podobnie jak bracia Wright czerpali inspirację z ptaków, my możemy inspirować się zwierzętami, które starzeją się bardzo powoli albo nie starzeją się w ogóle78.
Dlaczego nie możemy żyć wiecznie? Niektóre organizmy to potrafią i nie mówię tu o dwustuletnim wielorybie ani nawet o tysiącletnim drzewie. Istnieją gatunki (o nazwach takich jak „nieśmiertelna meduza”1), które najwyraźniej się nie starzeją i, teoretycznie rzecz biorąc, mogą żyć wiecznie79. W pewnym sensie ludzie też są nieśmiertelni, ponieważ kilka naszych komórek żyje dalej – w postaci plemników i komórek jajowych, które mają szczęście się odnaleźć. Każde dziecko wyrasta z jednej z naszych komórek i już samo to – mam na myśli fakt, że z jednej komórki może powstać człowiek – powinno sprawiać, że koncepcja utrzymywania organizmu w dobrej kondycji w nieskończoność będzie biologicznie trywialna. Jedna mikroskopijna zapłodniona drobina może się przemienić w być może najbardziej złożony w znanym wszechświecie obiekt, jakim jest ludzki mózg, zbudowany z 86 miliardów neuronów81, tworzących 150 bilionów połączeń82, których łączna długość wynosi 160 tysięcy kilometrów80. Jeśli coś takiego jest w biologii możliwe, to co nie jest?
Mimo to w środowisku naukowym panuje duży sceptycyzm. Wielu badaczy uważa, że starzenie się jest procesem nieodwracalnym83. Hasło „przeciwstarzeniowy” jest porównywane do koncepcji antygrawitacji84. Głośni krytycy wywodzący się ze społeczności gerontologicznej nazywają osoby sugerujące istnienie możliwości znacznego wydłużenia życia ludzkiego „godnymi pogardy (…) za wprowadzanie w błąd opinii publicznej” i twierdzą, że „wszystko powyżej 130 [lat życia] stanowi niedorzeczność”85. Na takie wątpliwości merytorycznie odpowiadają apologeci cytujący dawnych wybitnych naukowców, których podobnie absolutystyczne stwierdzenia (nomen omen) nie zestarzały się najlepiej86. Pewien fizyk, laureat Nagrody Nobla, mówił o perspektywie energii czerpanej z atomu jako o „bzdurach”, „całkowicie nienaukowym utopijnym marzeniu, dziecięcych fantazjach”87. Lord Kelvin, uważany za jednego z najwybitniejszych naukowców swoich czasów, wielokrotnie powtarzał, że „skonstruowanie maszyn latających cięższych od powietrza jest niemożliwe”88, a w 1902 roku – zaledwie rok przed pierwszym lotem w Kitty Hawk – podkreślał ich niepraktyczność89.
Tymczasem w warunkach laboratoryjnych wprowadzanie mutacji genetycznych może wpływać na dziesięciokrotne wydłużenie życia, przynajmniej w przypadku jednego gatunku malutkiego nicienia90. U myszy manipulacja dietą i genetyką przekłada się na zwiększenie długości życia o mniej więcej 70 procent91. Pojedyncze interwencje, takie jak ograniczenie metioniny, uwzględnione w mojej Przeciwstarzeniowej Ósemce (zob. „Jak zadbać o godność”), wydłużają średnią i maksymalną długość życia szczurów o blisko 40 procent92, co potencjalnie mogłoby przełożyć się na wydłużenie średniej długości życia ludzkiego do 110 lat, a w przypadkach tak rzadkich jak dzisiejsi stulatkowie nawet do 140 lat93. Wyniki te nie zostały jeszcze uzyskane u ludzi, lecz gdybyśmy odkryli metody, które nie tylko spowalniają starzenie się, ale także naprawiają skumulowane szkody, możliwości byłyby właściwie nieograniczone.
Rozmarzeni naukowcy zajmujący się tą dziedziną wyobrażają sobie, że czas można byłoby „stopić” niczym na znanym surrealistycznym obrazie przedstawiającym roztapiające się zegary94; że można osiągnąć „odmłodzenie ciała prowadzące do niekończącego się lata wiecznej młodości”95. Snuje się teorie „prędkości ucieczki przed śmiercią”, zgodnie z którymi musielibyśmy po prostu żyć wystarczająco długo, by innowacje wydłużały życie szybciej, niż ono mija, z punktem krytycznym, w którym każdego roku możemy wydłużyć średni czas życia o co najmniej jeden dodatkowy rok96. Teoretycznie mogłoby to pozwolić ludziom na osiągnięcie zasadniczo nieograniczonego czasu życia. Wyobraź sobie, że umierasz na rok przed tym krytycznym momentem! Pozostaję agnostykiem wobec rozważań, czy taki przełom jest możliwy, lecz żywię nadzieję, że książka ta pomoże ci niezależnie od tego, czy chcesz pożyć wystarczająco długo, żyć wiecznie97, czy też chcesz umrzeć, czując się młodo w jak najpóźniejszym wieku.
Gdy zasiadłem do pisania (a raczej wstałem i zacząłem chodzić na bieżni przy biurku do pracy stojącej), musiałem podjąć decyzję. Na czym chcę się skupić? Na bardziej powierzchownych oznakach starzenia się, które interesują każdego, takich jak zmarszczki i siwienie, czy też na aspektach klinicznych, takich jak pogorszenie funkcji poznawczych? A może powinienem się skoncentrować na spowalnianiu samego procesu starzenia? Jak zapewne domyślasz się po kalibrze tego tomu – zwłaszcza jeśli czytasz go w staromodnej formie drukowanej – zdecydowałem się uwzględnić wszystko powyższe.
Moją inspiracją do napisania Jak się nie zestarzeć był dokument zatytułowany „Interwencje na rzecz spowalniania starzenia się ludzi”, opracowany w ramach konsensusu przez czołowych badaczy medycyny przeciwstarzeniowej – prawie wszystkich cenionych naukowców z tej dziedziny – takich jak doktorzy Fontana, Longo, Sinclair i dziesiątki innych. Zebrawszy się w celu zidentyfikowania najbardziej obiecujących strategii opracowywania leków przeciwdziałających starzeniu, określili listę „najważniejszych szlaków”, takich jak farmakologiczne hamowanie hormonu IGF-1 czy leki blokujące enzym mTOR. Przeglądając tę listę, uświadomiłem sobie jedno: każdy z tych szlaków można regulować poprzez dietę. Tak powstała pierwsza część tej książki.
Naukę o starzeniu się nazwano „najbardziej dynamiczną i wyzywającą we współczesnej biologii”98. Próba klasyfikacji teorii starzenia się opublikowana ponad trzydzieści lat temu pozwoliła zidentyfikować ponad trzysta takich teorii, a od tego czasu liczba ta, rzecz jasna, jeszcze wzrosła99. W części I identyfikuję jedenaście najbardziej obiecujących ścieżek spowalniania piasków czasu, a omówienie każdej z nich kończy się praktycznymi propozycjami ich naturalnego uregulowania poprzez zmianę diety i stylu życia. Część I jest tą najbardziej naukową i zawiera najważniejsze koncepcje i terminy, które są używane w całej książce.
Szanse dożycia stu lat wzrosły z mniej więcej jednej na dwadzieścia milionów do nawet jednej na pięćdziesiąt100. Dlaczego niektórzy ludzie dożywają setnych urodzin, a inni nie? To nie tylko kwestia „lepszych” rodziców. Badania bliźniąt jednojajowych sugerują, że dziedziczeniem genów da się wytłumaczyć nie więcej niż 20–30 procent różnicy w długości życia101. Media uwielbiają historie o zapracowanych stulatkach, którzy swoją długowieczność przypisują jakiejś kombinacji smalcu, wódki i ulubionej marki papierosów, ale co tak naprawdę jedzą i jak żyją stulatkowie i superstulatkowie (osoby mające więcej niż 110 lat)?
W części II szczegółowo omówiłem zachowania wspólne dla przedstawicieli pięciu „niebieskich stref” z całego globu, których mieszkańcy cieszą się długim życiem. Konstruując optymalną dietę przeciwstarzeniową, przyglądam się najlepszym i najgorszym produktom spożywczym i napojom. Czy czerwone wino zasługuje na swój symboliczny status napoju długowiecznych? A co z kawą? Omawiam ergotioneinę, zwaną witaminą długowieczności, piętę achillesową diety wegetariańskiej, a także najlepsze podejścia do treningu i snu, które zapewniają najdłuższe i najzdrowsze życie.
W części III przechodzę do sedna sprawy. Co możesz zrobić, aby zadbać o kości, jelita i krążenie? O włosy, słuch i równowagę hormonalną? O układ odpornościowy i stawy? O umysł i mięśnie? O życie seksualne i skórę? O zęby, wzrok i wreszcie o własną godność w obliczu śmierci? Każdemu z tych zagadnień poświęciłem osobny rozdział. Zapowiedzi możesz obejrzeć na stronie internetowej pod adresem see.nf/trailer.
Ostatnia część tej książki jest poświęcona Przeciwstarzeniowej Ósemce. Stanowi ona praktyczną listę kontrolną, która uzupełnia Codzienny Tuzin omówiony w jednej z moich poprzednich książek – Jak nie umrzeć przedwcześnie. W całej książce Jak się nie zestarzeć zawarłem wiele praktycznych zaleceń, a w jej ostatniej części skupiłem się na konkretnych produktach spożywczych, suplementach i metodach postępowania, które mogą potencjalnie przełożyć się na najskuteczniejsze spowolnienie tempa starzenia się lub wydłużenie życia. Moim celem było omówienie wszystkich aspektów optymalnej diety oraz stylu życia, zapewniających najdłuższe i najzdrowsze życie, z wykorzystaniem najlepszych dostępnych dziś materiałów naukowych.
rozdział I
Od dawna mawia się, że największe nadzieje na długie życie daje mądry wybór rodziców102. Czy długowieczność nie jest po prostu przekazywana z pokolenia na pokolenie? Z jednej strony rodzeństwo stulatków ma zdecydowanie większe szanse na to, by także dożyć setki, a ich rodzice niejednokrotnie żyją po dziewięćdziesiąt lat i dłużej103. Z drugiej zaś długość życia małżonków czasami jest skorelowana w takim samym lub nawet w większym stopniu niż genetycznych krewnych104. Twój partner może mieć na to taki sam wpływ jak rodzic. W końcu przekazujemy nie tylko geny. Być może zdrowe przepisy kulinarne babci albo zamiłowanie do biegania także są obecne w rodzinie od dawna.
Jak ważne są geny?
Aby określić rolę genetyki, naukowcy często decydują się na badania bliźniąt i porównują różnice dzielące bliźnięta jednojajowe i dwujajowe105. Aby zapoznać się z tą genialną metodą badania dziedziczności oraz odkryciami dokonanymi dzięki niej i innym podejściom naukowym, obejrzyj film dostępny pod adresem see.nf/genes. Krótko mówiąc, od genów zależy tylko mniej więcej 15–30 procent106 lub nawet mniejsza część107 długości ludzkiego życia, co oznacza, że sposób, w jaki żyjemy, może mieć decydujący wpływ na nasze losy.
Aby wykorzystać swobodę, jaką mamy poza stosunkowo niewielkim komponentem genetycznym, należy najpierw poznać różne szlaki starzenia się. Termin „przeciwstarzeniowy” jest w kulturze popularnej często nadużywany. Opatruje się nim wszelkiego rodzaju niesprawdzone produkty i zabiegi. Tymczasem powinien zostać zarezerwowany raczej dla czynników, które mogą opóźniać lub odwracać proces starzenia się poprzez ukierunkowanie na jeden lub kilka znanych mechanizmów starzenia108. W przełomowym artykule Cechy charakterystyczne starzenia się, cytowanym w literaturze biomedycznej ponad 7000 razy109, określono dziewięć wspólnych mianowników procesów starzenia się. Przedstawiłem je w filmie dostępnym pod adresem see.nf/genes i odniosłem się do każdego z nich w tej książce.
W moich badaniach nad starzeniem się jest mucha!
Tajemnice starzenia można odkrywać na wiele sposobów. Można na przykład badać osoby długo żyjące, takie jak stulatkowie i superstulatkowie (ludzie, którzy dożyli co najmniej 110 lat), bądź też szczególnie długowiecznych palaczy, aby odkryć sekrety ich odporności110. Można też pójść w przeciwnym kierunku i badać ludzi żyjących krótko, analizując tragiczne zespoły przyspieszonego starzenia się, takie jak progeria. Choroba ta skutkuje szybszym o osiem do dziesięciu razy tempem starzenia się dzieci111, które łysieją, nabawiają się zmarszczek i umierają w wieku około trzynastu lat na zawał serca lub udar112. Można też badać długowieczne zwierzęta, takie jak małż o nazwie cyprina islandzka, którego serce uderza ponad miliard razy w ciągu pięćsetletniego życia113.
W filmie dostępnym pod adresem see.nf/models opowiadam zarówno o możliwościach, jak i o trudnościach związanych z ekstrapolacją danych gromadzonych na podstawie „organizmów modelowych” wykorzystywanych w badaniach nad starzeniem się, takich jak drożdże, nicienie, muchy i myszy114. Mówię też o obywatelskich inicjatywach naukowych, w ramach których poddaje się psy nieinwazyjnym badaniom, mającym na celu ustalenie, dlaczego niektórzy czworonożni matuzalemowie dożywają dwudziestu pięciu lat i więcej, w odróżnieniu od 99,9 procent pozostałych psów115. Wiekowe psiska cierpią z powodu wielu właściwym ludziom skutków starzenia się, takich jak zapalenie stawów, nowotwory, zaćma, problemy z nerkami i atrofia mięśni116. Postępy naukowe w obszarze długowieczności psów mogą mieć zastosowanie nie tylko w odniesieniu do starzenia się ludzi, lecz także mają samoistną wartość – chodzi o poprawę jakości i długości życia ponad 70 milionów psich towarzyszy, z którymi dzielimy nasze domy w samych tylko Stanach Zjednoczonych117.
W mojej książce Jak się nie odchudzać, dotyczącej metod odchudzania się opartych na dowodach naukowych, znajduje się rozdział zatytułowany „Aktywacja AMPK”. AMPK, czyli kinaza aktywowana 5’AMP, jest występującym u roślin i zwierząt enzymem, którego działanie przypomina czujnik; możesz go porównać ze wskaźnikiem paliwa w samochodzie. Uaktywnia się on, gdy wykryje, że nasze paliwo jest na wyczerpaniu, na podobnej zasadzie, jak na desce rozdzielczej zapala się kontrolka jazdy na rezerwie. AMPK przełącza organizm z magazynowania tłuszczu na spalanie go, aby przywrócić równowagę energetyczną. Dlatego AMPK jest znany nie tylko jako główny czujnik energii118 w ciele – nazywa się go także kontrolerem tłuszczu119. Z tego samego powodu odegrał ważną rolę w książce Jak się nie odchudzać. Jego funkcje nie ograniczają się jednak do kontrolowania wagi. Może on też wpływać na tempo starzenia się120.
W okresach obfitości komórki organizmu pracują pełną parą. Ale gdy przychodzą chudsze czasy, bo na przykład zwierzę nie ma wystarczająco dużo pożywienia albo roślina nie otrzymuje odpowiedniej ilości światła (ciemność zasadniczo prowadzi do wygłodzenia rośliny)121, AMPK uaktywnia się i przełącza komórki w tryb oszczędzania energii oraz uruchamia mechanizmy czerpania z jej zapasów, takie jak spalanie tłuszczu. W komórkach może się też włączyć program recyklingu, który nosi nazwę autofagii.
Autofagia jest procesem porządkowym, w ramach którego wadliwe składniki komórek, takie jak źle sfałdowane białka, zgromadzone w czasach nadwyżek energetycznych, są rozkładane i wykorzystywane jako magazyny części zamiennych. Zgodnie z tym, o czym napisałem szerzej w rozdziale „Autofagia”, proces ten jest z jednej strony operacją ratunkową, a z drugiej utylizującą: umożliwia jednoczesne odzyskanie deficytowych surowców oraz usunięcie części nagromadzonych szczątków, które wpływają na tempo procesów starzenia. Jest to jeden z powodów, dla których AMPK jest coraz częściej uznawany za czynnik sprzyjający długowieczności122. Enzym ten uruchamia wspomnianą autofagię, czyli wielkie porządki, w ramach których usuwane są odpady, a komórki wracają do swojego pierwotnego stanu123.
Naukowcy zajmujący się długowiecznością identyfikują szlak starzenia się na podstawie trzech kryteriów: Czy dany czynnik pogarsza się z wiekiem? Czy wzmocnienie go przyspiesza starzenie się? Czy stłumienie go spowalnia procesy starzenia, a tym samym wydłuża życie?124 Zmiany poziomu aktywności AMPK z biegiem lat spełniają wszystkie trzy wymienione warunki. Z wiekiem poziom AMPK się zmniejsza i trudniej ów enzym aktywować, czyli przestawić przełącznik w tryb ładowania akumulatorów125. Nasilenie tempa spadku poziomu AMPK skutkuje przyspieszeniem starzenia się (przynajmniej u myszy)126, ale odwrócenie tego procesu i usprawnienie aktywacji AMPK przyczynia się do wydłużenia życia organizmów modelowych127. W przypadku nicienia C. elegans, o którym opowiadam w filmie dostępnym pod adresem see.nf/models, wydłużenie to sięga 38 procent128.
Niezależnie od tego, na jaki wycinek drzewa ewolucji spojrzymy, najbardziej niezawodnym sposobem wydłużenia życia są długoterminowe restrykcje żywieniowe129. Uważa się, że jednym z mechanizmów biorących udział w spowodowanym nimi wzroście długowieczności jest aktywacja AMPK. Co ciekawe jednak, eksperymenty z pobudzaniem AMPK u zwierząt przekładały się na wydłużenie ich życia, nawet jeśli pozwolono im jeść, ile dusza zapragnie130. Aktywatory AMPK mogą skutecznie wmówić organizmowi, że głoduje, i przełączyć go w ochronny tryb robienia porządków bez przykrych skutków ubocznych ograniczania pożywienia. Z tej perspektywy aktywatory AMPK można uznać za mimetyki (czyli imitatory) restrykcji kalorycznych. Dlatego ów enzym jest uznawany za jeden z tych aspektów długowieczności, na który można wpływać farmakologicznie, a firmy farmaceutyczne wytwarzają różnorodne aktywatory AMPK131.
Czy możemy w jakiś sposób usprawnić aktywację AMPK, aby spowolnić procesy starzenia bez niedojadania? Ponieważ mechanizmy AMPK są uruchamiane wskutek niedoboru paliwa, jeśli nie chcemy ograniczać ilości energii dostarczanej drogą pokarmową, musimy zwiększyć jej wydatkowanie poprzez mięśnie. Na podstawie biopsji mięśni kolarzy stwierdzono, że już po zaledwie 20 minutach treningu aktywność AMPK rośnie prawie trzykrotnie132. To jeden ze sposobów, w jaki trening fizyczny może prowadzić do chudnięcia.
Aktywacja AMPK sprzyja też biogenezie mitochondrialnej, czyli powstawaniu nowych mitochondriów – małych elektrowni, w których spala się tłuszcz133. Oznacza to, że AMPK nie tylko wrzuca więcej tłuszczu do pieca, lecz także buduje więcej pieców, które go spalają. Wyjaśnia to zarazem, dlaczego trening wytrzymałościowy pozwala nam z czasem biegać szybciej i dalej. Czy jeśli weźmiemy to wszystko pod uwagę, możemy uznać, że aktywatory AMPK pełnią funkcję „treningu w pigułce”? Okazało się, że gdy nieruchawym myszom przez miesiąc podawano środek aktywujący AMPK, ich wytrzymałość biegowa wzrosła o 44 procent134. Po tym, jak jeden z takich środków został wykryty podczas słynnego Tour de France135, aktywatory AMPK zostały zakazane przez Światową Agencję Antydopingową136.
Czy oznacza to, że mówimy nie tylko o poście w pigułce, ale też o środku naśladującym skutki wysiłku fizycznego? O sposobie oszukania organizmu tak, by myślał, że głoduje – ale nie odczuwał głodu – pozwalającym jednocześnie zwiększyć sprawność fizyczną? Grupa farmakologów napisała, że osoby otyłe często „unikają nawet minimalnej aktywności fizycznej, co wskazuje, że leki imitujące ćwiczenia wytrzymałościowe są wysoce pożądane”137. Pokusa przyjmowania takich środków może skłonić Big Pharmę do „postrzegania braku aktywności fizycznej przez pryzmat rynku, który można zmedykalizować dla zysku”138, ale to jeszcze nic w porównaniu z powszechnym zapotrzebowaniem na środki przeciwstarzeniowe.
W swojej rozprawie On Youth and Old Age2 grecki filozof Arystoteles opisał śmierć jako utratę wewnętrznego ciepła139. Cóż, postępująca degeneracja 10 milionów miliardów mitochondriów – na tyle bowiem szacuje się ich liczbę w organizmie człowieka140 – jest uważana za jedną z biologicznych podstaw starzenia141 i jedną z jego dziewięciu cech charakterystycznych142. Dysfunkcja mitochondriów nie jest jednak tylko konsekwencją starzenia się, ale także jedną z jego przyczyn. Uważa się, że dysfunkcyjne mitochondria przyczyniają się do procesu starzenia143, o czym świadczą wyniki pionierskiego eksperymentu opublikowanego na początku lat 90. ubiegłego wieku144.
Jeśli wstrzyknie się mitochondria pobrane od młodego szczura do ludzkiej komórki, nic się nie dzieje. Komórka zdaje się tego nie zauważać. Każda komórka ludzkiej skóry zawiera średnio 300 mitochondriów, a dodanie 10 czy 15 pobranych od młodego gryzonia nie wywiera na nią większego wpływu. Ale jeśli wprowadzi się do niej taką samą liczbę mitochondriów pobranych od starego szczura – stulatka, w przeliczeniu na ludzki wiek145 – ludzka komórka zaczyna wykazywać oznaki degeneracji już po zaledwie paru dniach146. Nawet kilka procent starych mitochondriów wystarcza, by przedwcześnie doprowadzić ludzką komórkę do śmierci. Oznacza to, że upośledzone przez wiek mitochondria są nie tylko mniej wydajne, ale też mogą być zwyczajnie szkodliwe. Tu do akcji wkracza AMPK.
Z biegiem lat sprawność mitochondriów się pogarsza147, ale budowanie nowych komórkowych elektrowni, rozbudowa istniejących i wyłączanie starych (czyli tak zwana mitofagia) dzięki działaniu AMPK może sprzyjać przetrwaniu148. Mówi się, że AMPK pełni funkcję „strażnika mitochondrialnego” i pomaga chronić organizm przed destrukcyjnym wpływem chorób wieku dojrzałego149.
Nietrudno sobie wyobrazić, że jeśli lek aktywujący AMPK rzeczywiście usprawniałby spalanie tłuszczu i zapewniał zdrowotne korzyści wynikające z poszczenia, a wszystko to bez konieczności trenowania i głodowania, stałby się jednym z najlepiej sprzedających się farmaceutyków na świecie.
I dokładnie takim się stał.
Sprzedawana pierwotnie pod nazwą handlową Glucophage (co dosłownie oznacza „zjadacza cukru”), metformina jest obecnie przepisywana ponad 85 milionów razy rocznie w samych tylko Stanach Zjednoczonych150. Mimo postępów biotechnologii Big Pharma wciąż nie wymyśliła bezpieczniejszej i skuteczniejszej farmakoterapii pierwszego rzutu w cukrzycy typu 2 niż zwiększający poziom AMPK lek, którego cena detaliczna wynosi kilka centów za tabletkę151. W filmie pod adresem see.nf/metformin omówiłem interesującą historię tego środka oraz jego zalety, a także zdumiewające odkrycie, że diabetycy przyjmujący metforminę mogą żyć dłużej niż osoby, które nigdy nie chorowały na cukrzycę152. Z punktu widzenia długowieczności wygląda to tak, jakby zdiagnozowanie cukrzycy było… korzystne, ponieważ daje dostęp do leku wydłużającego życie. Jeśli metformina jest tak potężna, że może z nawiązką zniwelować skutki wyniszczającej choroby, czy powinien ją przyjmować każdy?
W filmie pod adresem see.nf/metformindownsides opisałem typowe i łagodne skutki uboczne oraz jeden rzadki, lecz potencjalnie śmiertelny153. Inne niekorzystne następstwo przyjmowania metforminy jest nie tyle skutkiem ubocznym, co rezultatem głównego mechanizmu jej działania. Sposób, w jaki metformina aktywizuje AMPK, upośledza zdolność organizmu do wytwarzania energii. Działa ona jak łagodna trucizna mitochondrialna, nie stanowi więc zaskoczenia, że może zmniejszać zyski w zakresie sprawności fizycznej wypracowane dzięki ćwiczeniom, w tym wydolność tlenową154 oraz przyrost mięśni155.
Jedyny sposób na ustalenie, czy korzyści płynące z przyjmowania metforminy w zakresie wydłużania życia i zdrowia u osób, które nie chorują na cukrzycę, przewyższają ryzyko, polega na poddaniu jej badaniom. Tu na scenę wkracza eksperyment o nazwie TAME (Targeting Aging with Metformin), który omawiam w filmie pod adresem see.nf/tame. Podsumowując, istnieją przesłanki, które każą trochę utemperować oczekiwania. Choć metformina może zwiększyć średnią długość życia niektórych myszy o 5 procent, przy większych dawkach skutkuje zmniejszeniem przeżywalności156. Dalsze zastrzeżenia co do jej cudownych właściwości rodzi przełomowe badanie Diabetes Prevention Program, w ramach którego lek wydawał się przynosić korzyści tylko osobom obciążonym największym ryzykiem zdrowotnym157. W jednym niewielkim badaniu wykazano nawet, że o ile u diabetyków metformina łagodzi insulinooporność, o tyle u osób otyłych, które nie chorują na cukrzycę i nie mają rodzinnej historii tej choroby, stan zdrowia się pogarsza158. Osoby zdrowsze mogą więc nie czerpać z przyjmowania metforminy korzyści, które próbujemy ekstrapolować z badań nad długowiecznością diabetyków.
Kwas palmitynowy, jeden z rodzajów tłuszczów nasyconych, hamuje działanie AMPK159. Choć odkryto go w oleju palmowym, kwas ten w największych ilościach występuje w mięsie oraz tłuszczach zawartych w nabiale160. Spośród wszystkich tłuszczów nasyconych kwas palmitynowy wydaje się mieć szczególnie patogenne działanie pod względem chorób metabolicznych i układu krążenia, nowotworów, chorób neurodegeneracyjnych oraz stanów zapalnych161, które to działanie przynajmniej w pewnym stopniu przypisuje się hamowaniu szlaku AMPK. Być może właśnie z tego względu tłuszcze nasycone mogą być tak toksyczne dla wątroby162.
Niealkoholowa stłuszczeniowa choroba wątroby stała się jednym z głównych schorzeń wątrobowych na świecie163. Naukowcy szacują, że obecnie cierpi na nią 75–100 milionów osób w Stanach Zjednoczonych, czyli mniej więcej co trzeci dorosły Amerykanin164. Gromadzenie się tłuszczu w wątrobie jest spowodowane nadmierną podażą kalorii165, lecz nie wszystkie kalorie tuczą wątrobę w jednakowym stopniu. Jako głównego winowajcę często przedstawia się cukier, lecz tłuszcze nasycone są jeszcze gorsze. Szczegółowe informacje na ten temat znajdziesz w filmie dostępnym pod adresem see.nf/liver, tu zaś pokrótce napiszę, że nadmiar słodkości, takich jak cukierki i napoje gazowane, może zwiększyć ilość tłuszczu wątrobowego o 33 procent, a analogiczny nadmiar tłuszczów nasyconych (masło i ser) zwiększa go o 55 procent166. Nadmiar tłuszczów nienasyconych, zawartych na przykład w orzechach pekan i oliwie z oliwek, przełożył się na jedynie 15-procentowy wzrost ilości tłuszczu wątrobowego167, przypuszczalnie dlatego, że tłuszcze nienasycone nie zaburzają działania AMPK tak silnie jak nasycone168.
Tłuszcze nasycone są wyjątkowo zdradliwe także dlatego, że mogą prowadzić do stłuszczenia wątroby, nawet jeśli ktoś się nie przejada. Nadmiar kalorii z cukru może otłuścić wątrobę, ale jeśli dodasz do czyjejś diety 25 łyżeczek cukru spożywanych każdego dnia w formie słodyczy i napojów gazowanych, ilość tłuszczu wątrobowego nie zmieni się, o ile ogólna podaż kaloryczna pozostanie na dotychczasowym poziomie. Wprowadzając natomiast ułamek tej ilości kalorii w postaci tłuszczów nasyconych zawartych w mięsie i nabiale, nawet nie zmuszając badanych osób do przejadania się, doprowadzisz do sytuacji, w której ilość tłuszczu w ich wątrobie w ciągu czterech tygodni wzrośnie o 39 procent169.
Znamy ponad sto produktów pochodzenia roślinnego, które mogą aktywować AMPK170, lecz wiele z nich jest toksycznych i odstrasza potencjalnych amatorów. Przyjrzyjmy się na przykład nikotynie. Z biopsji tkanki tłuszczowej wynika, że w porównaniu z osobami niepalącymi, aktywacja AMPK u palaczy jest ponadpięciokrotnie silniejsza171. Nic dziwnego, że po zerwaniu z nałogiem palacze często przybierają na wadze172, a żucie gumy z nikotyną pozwala to zjawisko zminimalizować173. Choć palenie tytoniu może być jedną z największych krzywd, jakie możesz sobie wyrządzić, stanowi zarazem niezwykle skuteczny sposób na schudnięcie – właśnie dzięki AMPK174. Czy są jakieś sposoby na osiągnięcie korzyści związanych z aktywacją AMPK bez ryzyka straszliwej śmierci z powodu raka płuc?
Ponieważ pobudzanie AMPK sprzyja chudnięciu, w książce na ten temat omawiam wiele naturalnych aktywatorów tego enzymu, w tym berberynę, która występuje w berberysach. Pozwól, że zamiast się tutaj powtarzać, odeślę cię do sekcji „Brawo, berberys” w rozdziale „Aktywacja AMPK” książki Jak się nie odchudzać.
Pokrótce, berberysy, które w suszonej postaci można kupić niedrogo w sklepach z produktami z Bliskiego Wschodu, skutecznie obniżają poziom cholesterolu LDL o średnio 14 mg/dl175, leczą trądzik176 i usprawniają funkcjonowanie tętnic177, a oprócz tego mają korzystny wpływ na poziom trójglicerydów i cukru we krwi3 oraz na insulinooporność178. Terapeutyczną dawkę berberyny, powszechnie stosowanej w Chinach w kontrolowaniu cukrzycy179 i prawdopodobnie aktywującej AMPK, można przyjąć poprzez spożywanie zaledwie dwóch łyżeczek berberysu trzy razy dziennie lub jednej łyżki dwa razy dziennie180. Lepiej jest stosować produkt pełnowartościowy, zwłaszcza że analiza suplementów berberyny wykazała, iż zawartość 60 procent z nich nie odpowiada deklaracjom podanym na etykietach181.
Warto mieć na uwadze, że berberys został zaklasyfikowany jako produkt niebezpieczny do spożycia w czasie ciąży i nie zaleca się jego konsumpcji w okresie karmienia piersią182. Powodem, dla którego tak wiele różnych roślin wytwarza związki aktywujące AMPK, może być prozaiczne przetrwanie; prawdopodobnie próbują one odstraszać roślinożerców, wytwarzając substancje, które zaburzają zwierzęcy metabolizm. Ich działanie da się umiejętnie wykorzystać, lecz może ono szkodzić rozwijającym się płodom i niemowlętom. Innym aktywatorem AMPK jest… cyjanek, który może zabić wskutek całkowitego zablokowania produkcji energii, podczas gdy związki takie jak berberyna i metformina jedynie w pewnym stopniu zaburzają funkcjonowanie mitochondriów, co przekłada się na spadek ich wydajności energetycznej183.
Jest to kolejna roślina pobudzająca mechanizmy AMPK, tradycyjnie stosowana w kuchniach Bliskiego Wschodu184 (zapoznaj się z sekcją „Czarny kumin – czarnuszka” w rozdziale „Hamowanie łaknienia” książki Jak się nie odchudzać). Pokrótce, z ponad tysiąca opublikowanych w literaturze medycznej artykułów na temat tej przyprawy – obejmujących przeglądy systematyczne i metaanalizy randomizowanych badań kontrolowanych – wynika, że codzienne spożywanie czarnuszki znacząco przyspiesza chudnięcie185, poprawia poziom cholesterolu i trójglicerydów186, obniża ciśnienie tętnicze187 oraz poziom cukru we krwi188. Typowe dawki stosowane we wzmiankowanych badaniach to zaledwie 1–2 g czarnuszki dziennie, czyli niecałe ćwierć łyżeczki189. Stosowanie tak małych ilości ułatwiło badaczom przeprowadzenie randomizowanych, podwójnie ślepych, kontrolowanych placebo badań z wykorzystaniem całej przyprawy (podawanej w kapsułkach) zamiast tylko kilku wyekstrahowanych z niej składników.
Czarnuszka obniża też markery stanów zapalnych, takich jak białko C-reaktywne190, i redukuje zapalenie – związane na przykład z astmą191, reumatoidalnym zapaleniem stawów192 oraz powszechną przyczyną niedoczynności tarczycy, nazwaną chorobą Hashimoto193. Czarnuszka wydaje się także usprawniać procesy wydalania kamieni nerkowych194 i łagodzić objawy menopauzy195. Cena dziennej dawki stosowanej we wspomnianych badaniach wynosi około 3 centów.
Innym środkiem roślinnym, który aktywizuje mechanizmy AMPK, jest hibiskus196. Napar z hibiskusa ma lekko cierpki smak przypominający żurawinę i różowy kolor właściwy niektórym herbatkom owocowym. Pyszne napoje z hibiskusa, nazywanego też ketmią i różą chińską, są od tysiącleci spożywane na całym świecie na ciepło i na zimno; roślina ta już w starożytności była uważana za środek leczniczy197. W książce Jak nie umrzeć przedwcześnie opisałem jej terapeutyczny wpływ na ciśnienie krwi – działa ona równie dobrze198, a w niektórych przypadkach nawet przewyższa skutecznością leki przeciwnadciśnieniowe w badaniach klinicznych199. Z kolei w książce Jak się nie odchudzać, w części „Flower Power” rozdziału „Blokery tłuszczu”, opisałem jej rolę w aktywowaniu AMPK200 oraz korzystny wpływ na poziom cukru we krwi i cholesterolu LDL201, sprawność tętnic202 i utratę wagi203, przy czym może ona być stosowana sama bądź w połączeniu z innym naparem roślinnym – herbatką z werbeny cytrynowej (zajrzyj na „Jak zadbać o zęby”, aby zapoznać się z uwagami dotyczącymi wpływu kwaśnych napojów na szkliwo zębów).
Mechanizm zwiększania poziomu AMPK przez hibiskus204 i czarnuszkę205 jest taki sam jak w przypadku berberyny z berberysu i metforminy – opiera się na zakłóceniu wytwarzania energii przez komórki. Czy da się pobudzić AMPK bez manipulowania mitochondriami?
Kolejnym produktem pochodzenia roślinnego, który aktywuje AMPK, jest alkohol, lecz mechanizm jego działania jest zupełnie inny. Detoksykacja alkoholu przez organizm polega na przekształceniu go w kwas octowy, którego dalsze metabolizowanie wymaga dostarczenia energii206. AMPK aktywuje się w reakcji na ten nadprogramowy wydatek energetyczny207. Zanim jednak alkohol zostanie całkowicie przekształcony w kwas octowy, powstaje toksyczny produkt pośredni, aldehyd octowy, który ma znane właściwości rakotwórcze. Między innymi z tego powodu stwierdzono, że spożycie alkoholu zwiększa ryzyko zapadnięcia na co najmniej kilka nowotworów208, w tym raka piersi, nawet wśród osób pijących z umiarem209. Czy możemy jakoś pominąć ten toksyczny etap i bezpośrednio dostarczyć organizmowi kwasu octowego?
Po przeanalizowaniu roli, jaką AMPK odgrywa w procesach spalania tkanki tłuszczowej, pewien badacz ustalił, że należy „opracować związki do stosowania doustnego o dużej biodostępności, które będą bezpiecznie i długotrwale pobudzać AMPK (…) w celu długoterminowej utraty wagi i jej utrzymania”210. Tylko po co opracowywać taki związek, skoro można go kupić w każdym sklepie spożywczym? Chodzi o zwykły ocet.
Ocet, którego nazwa pochodzi od łacińskiego terminu acetum, z definicji jest po prostu wodnym roztworem kwasu octowego211. Kiedy spożywamy ocet, kwas octowy jest wchłaniany i metabolizowany, co skutkuje naturalnym zwiększeniem aktywności AMPK. Wystarczy porcja, jaką zwykle doprawia się na przykład dressing do sałatki212.
W części „Odlot z kwasem” rozdziału „Aktywacja AMPK” książki Jak się nie odchudzać opisałem mechanizmy, dzięki którym ocet może prowadzić do zmniejszenia ilości tłuszczu trzewnego i podskórnego213 oraz obniżenia poziomu glukozy we krwi u diabetyków ze skutecznością porównywalną do leków przeciwcukrzycowych214. Wynika to z faktu, że usprawnia on wychwytywanie glukozy z krwi przez mięśnie215. Za zjawisko to, obserwowane także podczas ćwiczeń fizycznych, odpowiada AMPK216. Co ciekawe, ocet w połączeniu z metforminą skuteczniej kontrolował poziom cukru we krwi niż sama metformina, co sugeruje albo dodatkowe korzyści wynikające z silniejszej stymulacji AMPK (zastosowana w badaniu dawka metforminy była stosunkowo niewielka), albo istnienie innych zalet octu, wykraczających poza wpływ na AMPK217.
Wykazano również, że ocet usprawnia funkcjonowanie tętnic218 i przynosi inne korzyści wynikające z wpływu na AMPK, takie jak obniżenie poziomu cholesterolu i trójglicerydów we krwi219. Czy ocet może wydłużać życie? U C. elegans ocet „dał wymierny efekt przedłużający życie”220, lecz podobne eksperymenty nigdy nie zostały przeprowadzone na ludziach. W badaniu Harvard Nurses’ Health Study wykazano, że kobiety, które spożywały co najmniej jedną łyżkę stołową dressingu sałatkowego na bazie oliwy i octu przez pięć lub więcej dni w tygodniu, miały mniej niż połowę śmiertelnych zawałów serca w porównaniu z kobietami, które nigdy nie używały tego rodzaju dressingów. Nawet przy uwzględnieniu spożycia większych ilości warzyw okazało się, że ryzyko śmierci z powodu tej najczęstszej przyczyny zgonu wśród kobiet używających octu jest o 54 procent mniejsze221.
Nie lubisz octu? Zamiast spożywać kwas octowy, możesz dostarczyć go do krwiobiegu niejako z drugiej strony. Wiesz z pewnością, że fermentowane warzywa i zboża stają się kwaśne (pomyśl na przykład o kiszonej kapuście czy zakwasie). Dzieje się tak dzięki korzystnym bakteriom, takim jak Lactobacillus, które wytwarzają kwas mlekowy i inne kwasy organiczne. Kwas octowy to rodzaj krótkołańcuchowego kwasu tłuszczowego, wytwarzanego przez obecną w jelitach przyjazną florę bakteryjną z błonnika i skrobi opornej, które spożywamy. Szczególnie bogatymi źródłami tych prebiotyków są rośliny strączkowe (fasola, groch, ciecierzyca i soczewica) oraz produkty pełnoziarniste, lecz błonnik występuje w całym królestwie roślin. Kiedy jemy pełnowartościowe produkty roślinne, flora jelitowa wytwarza kwas octowy w okrężnicy poprzez fermentację błonnika. Kwas ten jest następnie wchłaniany do krwiobiegu. W odniesieniu do pobudzenia AMPK przez kwas octowy możemy więc zastosować podejście „odgórne” (spożywanie octu) lub „oddolne” (spożywanie błonnika)222.
O jakiej ilości błonnika mówimy? Spożywanie nawet minimalnej zalecanej porcji, która wynosi 30 g dziennie, może przełożyć się na wytworzenie ponad czterech łyżek octu w okrężnicy223, 224. Część nieuchronnie zostanie usunięta z organizmu, a reabsorpcji ulegnie tylko mniej więcej 40 procent wytworzonego w okrężnicy kwasu octowego, lecz jeśli spożywasz wystarczająco dużo zdrowej żywności, może to mieć znaczący wpływ na poziom AMPK. Podejrzewa się, że pobudzanie AMPK przez produkowany w okrężnicy kwas octowy odpowiada za niektóre korzyści metaboliczne diety wysokobłonnikowej226.
Między innymi dzięki badaniom ludzkich koprolitów227, czyli skamieniałych odchodów (paleokupa!), wiemy, że nasi praprzodkowie mogli spożywać ponad 100 g błonnika dziennie228. To ponad pięć razy więcej, niż dziś zjada przeciętny Amerykanin229. Ewolucja uczyniła z nas maszyny do aktywowania AMPK – nie tylko dlatego, że często głodowaliśmy i byliśmy aktywni fizycznie, ale też przez to, że nasze jelita codziennie wytwarzały duże ilości octu ze spożywanych roślin. Uprzedzę twoje pytanie: przyjmowanie suplementów z błonnikiem, na przykład na bazie babki płesznika (plantago afra), nie wystarczy, ponieważ nie ulegają one fermentacji, co oznacza, że bakterie jelitowe nie mogą ich zjeść. Choć suplementy tego rodzaju mogą sprzyjać regularności wypróżnień, nie da się ich wykorzystać do wytwarzania kluczowych składników aktywujących AMPK230.
Strawa dla umysłu
Odkrycie AMPK jest uważane za jeden z najważniejszych przełomów w biomedycynie w ciągu kilku ostatnich dekad231. Ponieważ enzym ten bierze udział w funkcjonowaniu większości mechanizmów regulujących starzenie się, w tym autofagii, która zostanie omówiona dalej, rola AMPK w podejściach przeciwstarzeniowych jest nie do przecenienia232.
Metformina aktywuje AMPK, lecz wykazuje skutki uboczne i może nie dawać oczekiwanych korzyści w przypadku osób zdrowych. Jak już wspomniałem, AMPK jest detektorem energii, aktywuje się więc, gdy mniej jemy lub więcej się ruszamy. Niektóre składniki żywności, takie jak tłuszcze nasycone, mogą hamować AMPK, podczas gdy inne, na przykład błonnik, mogą pobudzać jego działanie. Istnieją też konkretne związki aktywujące AMPK, które występują między innymi w berberysie, czarnuszce, herbatkach z hibiskusa i occie.
Aby każdego dnia spowalniać proces starzenia się, spróbuj wprowadzić następujące nawyki:
ogranicz spożycie tłuszczów nasyconych (występujących głównie w mięsie, nabiale i deserach),zwiększ spożycie błonnika (którego najbogatszymi źródłami są rośliny strączkowe i produkty pełnoziarniste),stosuj wszystkie wymienione poniżej środki: 2 łyżeczki berberysu,szczypta (1/12 łyżeczki) mielonej czarnuszki,¾ szklanki naparu z hibiskusa zmieszanego z ¼ szklanki naparu z werbeny cytrynowej,2 łyżeczki octu (nigdy nie spożywaj go bezpośrednio; dodawaj do jedzenia lub napojów).W okresach deficytu pożywienia organizm przechodzi w tryb oszczędzania: spowalnia podział komórek i uruchamia proces autofagii233, którego nazwa pochodzi od greckich słów auto (ja; siebie) oraz phagy (jeść). Autofagia oznacza zatem dosłownie zjadanie samego siebie.
Po uzmysłowieniu sobie niedoboru jedzenia organizm zapoczątkowuje operację przeszukiwania komórek pod kątem wszystkiego, czego nie potrzebujemy – wadliwych białek, niesprawnych mitochondriów i innych elementów, które już nie spełniają swoich funkcji. Usuwa lub poddaje recyklingowi śmieci, przekształcając je w paliwo lub nowe materiały budulcowe, a przez to odnawia komórki. Autofagia odgrywa zatem dwie podstawowe role: umożliwia odzyskiwanie składników odżywczych oraz kontrolowanie kondycji komórek. Zachowanie autofagii przez ponad miliard lat biologicznej ewolucji dobitnie dowodzi znaczenia tego uniwersalnego mechanizmu recyklingu234, którego zbadanie zostało w 2016 roku uhonorowane Nagrodą Nobla235.
W każdej chwili życia większość komórek naszego organizmu wytwarza i zwija ponad 10 tysięcy różnych białek236. Każde z nich może w dowolnym momencie zostać zwinięte nieprawidłowo lub uszkodzone i należy je uprzątnąć. Ewoluowaliśmy w kontekście niedoborów; w czasach, gdy o pożywienie było trudno. Nie można było przewidzieć, kiedy pojawi się okazja do następnego posiłku. Organizm spodziewa się więc, że chude czasy mogą dopaść nas w każdej chwili – może nawet jutro – i zakłada, że może odłożyć sprzątanie, aż nadejdą. Ale obecnie takie deficyty prawie nigdy się nie zdarzają. Większość z nas ma pod dostatkiem pożywienia, organizm uznaje więc, że nie ma sensu się męczyć. Można rzucić wadliwe białko lub mitochondrium w kąt i wyprodukować kolejne. W ten sposób w komórkach nieustannie gromadzą się śmieci.
Nawarstwianie się takich szczątków jest nie tylko niegospodarne, ale też szkodliwe. Zastępowanie przeterminowanych produktów nowymi pozwala uzupełnić spiżarnię, a jednocześnie pozbyć się źródeł potencjalnego rozkładu. Nasi praprzodkowie zwykle jadali tylko raz dziennie albo przez kilka dni głodowali, więc procesy autofagii uruchamiały się u nich właściwie bez przerwy237. Dziś, w świecie trzech posiłków dziennie, komórki nie muszą już szukać każdej resztki pożywienia, by przetrwać, a sterty śmieci piętrzą się w nich coraz wyżej.
We współczesnych realiach stosunkowo łatwego dostępu do wystarczającej ilości składników odżywczych (ba, nawet do nadmiaru pożywienia) podstawowe tempo autofagii jest małe238 i dodatkowo zwalnia z wiekiem. Spadek zdolności do autofagii z biegiem czasu został zaobserwowany u właściwie wszystkich badanych pod tym kątem zwierząt239. Zjawisko to przyczynia się do jeszcze intensywniejszego gromadzenia się szczątków komórkowych, co dodatkowo osłabia starzejące się komórki. Między innymi z tego powodu niewystarczająca autofagia jest nie tylko konsekwencją starzenia się, lecz także jedną z jego przyczyn.
Autofagia stanowi niezwykle istotny aspekt większości podejść do wydłużania życia. Zablokowanie szlaków autofagii, bez względu na to, czy będzie ono pokłosiem diety, przyjmowania leków czy manipulacji genetycznych, uniemożliwia czerpanie wielu korzyści sprzyjających długowieczności. Co więcej, autofagia wydaje się nie tylko niezbędnym, lecz w niektórych przypadkach samoistnie wystarczającym mechanizmem wydłużania życia240. Samo nasilenie autofagii prowadzi do wydłużenia życia myszy o średnio 17 procent oraz poprawia stan ich zdrowia241. Nic dziwnego, że proces ten jest priorytetowo traktowany w wielu badaniach nad długowiecznością242.
Najczęściej przytaczanym czynnikiem wywołującym autofagię są restrykcje kaloryczne, co nadaje nowe znaczenie pojęciu „diet oczyszczających”243, lecz proces ten osiąga maksymalną efektywność dopiero po 24, a nawet 48 godzinach postu, a tego rodzaju głodówki są zbyt długie, by można było bezpiecznie stosować je bez nadzoru244 (zob. „Restrykcje kaloryczne”, „Nie próbuj tego w domu”). Na podstawie biopsji mięśni ochotników z Calorie Restriction Society wykazano jednak, że nawet umiarkowane ograniczenie podaży kalorycznej może przynosić korzyści w dłuższej perspektywie. Szczegółowe informacje na ten temat znajdziesz w filmie pod adresem see.nf/fast.
Restrykcje kaloryczne zostały obwołane najbezpieczniejszym sposobem stymulowania autofagii245. W rzeczywistości jednak wyróżnienie to należałoby przyznać aktywności fizycznej, choć pobudzenie autofagii w ten sposób wymaga co najmniej 60 minut umiarkowanych lub intensywnych ćwiczeń o charakterze aerobowym (55–70 procent VO2 max)246. Po szczegóły ponownie odsyłam cię do wspomnianego filmu. Trening interwałowy o dużej intensywności (HIIT) zdaje się nie przynosić takich korzyści247, a dane dotyczące ćwiczeń oporowych są niewystarczające, by jednoznacznie ocenić ich wpływ na autofagię248.
W poprzednim rozdziale pisałem o tym, że enzym AMPK aktywuje autofagię. Oznacza to, że wszystko, co tłumi działanie AMPK – na przykład spożywanie tłuszczów nasyconych – może też hamować autofagię. Z kolei enzym mTOR (zob. rozdział „mTOR”) dezaktywuje autofagię249, a zatem wszystko, co pobudza mTOR do działania – na przykład białka zwierzęce250 – może torpedować ten proces. Gdy uczestnikom pewnego badania po zakończeniu 36-godzinnego postu podano koktajl na bazie białka serwatkowego, poziom autofagii spadł u nich zdecydowanie wyraźniej niż w przypadku podania posiłku bardziej kalorycznego, lecz składającego się właściwie z samych węglowodanów251. Należy przy tym zauważyć, że niektóre produkty wysokowęglowodanowe, zwłaszcza frytki i chipsy ziemniaczane252, mogą hamować autofagię w inny sposób – za pośrednictwem akrylamidu.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w filmie pod adresem see.nf/acrylamide, tu zaś ograniczę się do wyjaśnienia, że akrylamid jest substancją chemiczną, która powstaje wskutek narażania węglowodanów na wysokie temperatury i może hamować autofagię (a przynajmniej tak stwierdzono w przypadku komórek na szalce Petriego)253. Może to wyjaśniać, dlaczego duże ilości akrylamidu w diecie skutkują zwiększoną śmiertelnością254. Obniżona długość życia osób często stołujących się w fast foodach i objadających się przekąskami nie jest może doniosłym spostrzeżeniem, lecz w eksperymencie opisanym we wspomnianym powyżej filmie porównano efekt spożycia chipsów ziemniaczanych z efektem zjedzenia gotowanych ziemniaków wymieszanych z tym samym co w przypadku chipsów rodzajem oleju i solą. Wyniki sugerują, że może chodzić właśnie o omawianą substancję chemiczną255, choć akrylamid nie jest, rzecz jasna, jedynym potencjalnie szkodliwym produktem ubocznym smażenia na głębokim tłuszczu. Jak proroczo stwierdzono w jednym z najstarszych podręczników geriatrii, wydanym w 1849 roku, „smażenie to zło”256.
Każdy produkt żywnościowy, który aktywuje AMPK, powinien też pobudzać autofagię, zatem wszystkie opisane w poprzednim rozdziale substancje i produkty sprzyjające działaniu AMPK wpisują się w nasze oczekiwania. Szlaki autofagii mogą jednak zostać pobudzone bezpośrednio, niezależnie od AMPK. Najpewniejszym sposobem na przyspieszenie autofagii jest zapewne ograniczenie jedzenia, lecz restrykcje dietetyczne mają również wady: głodzenie się, jak to zostało eufemistycznie ujęte w ważnym badaniu przeglądowym, „rodzi dyskomfort”257. Możemy jednak spożywać coś, co indukuje autofagię, a co wiele osób uznaje za krzepiące: kawę.
O tym, że spożywanie alkoholu może skutkować stanami zapalnymi wątroby, wiemy od dawna. Jednak w 1986 roku grupa norweskich badaczy dokonała nieoczekiwanego odkrycia: picie kawy wiąże się ze złagodzeniem stanów zapalnych wątroby258. W późniejszych badaniach przeprowadzonych na całym świecie potwierdzono te spostrzeżenia. Na przykład w Stanach Zjednoczonych naukowcy przyjrzeli się osobom obarczonym dużym ryzykiem chorób wątroby – na przykład otyłym lub nadużywającym alkoholu – i odkryli, że badani, którzy pili więcej niż dwie filiżanki kawy dziennie, byli o połowę mniej narażeni na wystąpienie przewlekłych problemów z wątrobą niż osoby pijące średnio mniej niż jedną filiżankę kawy dziennie259. Fakt, że regularne spożywanie kawy wydaje się chronić przed rozwojem stłuszczenia wątroby260, nasunął badaczom pewien pomysł.
Ponieważ autofagia odgrywa ważną rolę w usuwaniu tłuszczu z wątroby261, naukowcy postanowili sprawdzić, czy kofeina ma właściwości oczyszczające komórki. Okazało się, że istotnie jest ona silnym stymulantem autofagii262. Czy kawa albo kofeina wydłuża życie organizmów modelowych, takich jak drożdże i nicienie? Tak263 i tak264. Myszy także. U myszy kawa w dawce odpowiadającej typowej ludzkiej porcji wyzwalała autofagię w ciągu kilku godzin. Co więcej, wspomagające autofagię właściwości kawy nie zależały od zawartości kofeiny – kawa bezkofeinowa okazała się równie skuteczna265. Zarówno kawa zwykła, jak i bezkofeinowa miały u myszy podobny wpływ przeciwstarzeniowy na inny szlak (enzymu mTOR)266. A jak jest u ludzi?
W przeglądzie systematycznym wpływu kawy na zdrowie stwierdzono, że „codzienne spożycie kawy powinno być zalecane” pacjentom z przewlekłą chorobą wątroby267. Jeśli kawa nasila autofagię, to czy korzyści płynące ze spożywania tego napoju nie powinny obejmować szerszego zakresu chorób? Owszem. Picie kawy wiąże się z obniżeniem ryzyka chorób nerek268 i innych schorzeń, takich jak dna moczanowa, cukrzyca typu 2, nowotwór skóry i choroba Parkinsona. Wykazano też, że liczne korzyści zdrowotne ma picie kawy bezkofeinowej269. Wyniki zdumiewają, tym bardziej że w wielu badaniach nie wzięto poprawki na palenie tytoniu i niezdrowe nawyki żywieniowe, które zwykle towarzyszą piciu kawy270. Kawosze wydawali się zdrowsi mimo skłonności do niezbyt zdrowych zachowań. Czy wszystko to przekłada się na ich dłuższe życie? Najwyraźniej tak.
Prowadzone na szczurach badania interwencyjne, pokazujące, że kawa może wydłużać życie, sięgają lat 40. ubiegłego wieku271. Jeśli chodzi o picie kawy i śmiertelność u ludzi, dysponujemy jedynie wynikami badań obserwacyjnych, lecz na podstawie ponad dwudziestu eksperymentów, w których przez długi czas przyglądano się łącznie ponad 10 milionom osób, można dojść do wniosku, że osoby pijące trzy filiżanki kawy dziennie są o 13 procent mniej narażone na śmierć z dowolnej przyczyny272. Dla kogoś, kto pije kawę przez całą dorosłość, może się to przekładać na mniej więcej dodatkowy rok życia273.
Trzy filiżanki kawy bezkofeinowej zdają się mieć identyczny efekt ochronny, nie chodzi więc o kofeinę274. Potwierdzają to dane pokazujące, że korzyści związane z długowiecznością obejmują zarówno te osoby, które z powodów genetycznych metabolizują kofeinę wolniej, jak i te, które metabolizują ją szybciej275. Jeśli nie chodzi o kofeinę, to o co? Kawa zawiera ponad tysiąc substancji bioaktywnych. Spośród wszystkich obecnych w jej ziarnach przeciwutleniaczy najobficiej występuje jeden z polifenoli, kwas chlorogenowy276, naukowcy zaczęli więc właśnie od niego i odkryli, że jest on w stanie nasilać autofagię w kulturach ludzkich komórek277.
Na podstawie badań ponad stu rodzajów kawy stwierdzono, że poziom kwasu chlorogenowego różni się w nich ponadtrzydziestokrotnie. Co ciekawe, główną winowajczynią takiego rozstrzału okazała się kawa kupiona w sieci Starbucks, która zawierała bardzo niewiele kwasu chlorogenowego – średnio dziesięć razy mniej niż inne278. Może to wynikać ze stosowanych w kawach Starbucks procesów bardzo ciemnego palenia ziaren279. Kofeina jest wprawdzie stosunkowo odporna na wysoką temperaturę, ale ciemne palenie ziaren może usunąć z nich prawie 90 procent kwasu chlorogenowego280. Różnica między średnim a jasnym paleniem wydawała się nie mieć znaczenia – przynajmniej pod względem zwiększenia ilości przeciwutleniaczy we krwi po wypiciu tych rodzajów kawy281.
Nie daj się zwieść hasłom o „niskiej kwasowości” kawy. Nie pomaga to na refluks żołądkowy, zgagę ani rozstrój żołądka, które nękają niektórych kawoszy. Niska kwasowość odnosi się do małej zawartości kwasu chlorogenowego, na którym nam przecież zależy. Producenci kawy o niskiej kwasowości stosują długotrwały proces palenia ziaren, który niszczy związek aktywujący autofagię. To tak, jakby firma wytwarzająca sok pomarańczowy robiła co w jej mocy, by zniszczyć zawartą w nim witaminę C, a potem reklamowała swój produkt jako „sok o niskiej kwasowości”. Formalnie byłaby to prawda, ponieważ witamina C jest kwasem (askorbinowym), lecz czy producent soku chwaliłby się, że niszczy cenny składnik odżywczy? Tymczasem właśnie to robią firmy produkujące kawę o niskiej kwasowości282.
Czy warto zostawiać w filiżance kawy miejsce na mleko?
Dodanie do kawy mleka krowiego lub śmietanki może zniweczyć niektóre korzyści płynące z jej spożywania. Kazeina, czyli białko zawarte w mleku, wiąże się z kwasem chlorogenowym, mogąc blokować jego wchłanianie w przewodzie pokarmowym283. Na podstawie badań moczu u ludzi stwierdzono, że picie kawy z mlekiem zmniejsza biodostępność kwasu chlorogenowego z 68 procent (czarna kawa) do 40 procent (latte)284. Białko mleka może też ograniczać korzyści płynące z picia herbaty285 oraz jedzenia owoców jagodowych286 i czekolady287.
A jak jest z mlekiem sojowym? Na podstawie badań laboratoryjnych stwierdzono, że zawarte w kawie fitoskładniki wiążą się nie tylko z białkami z produktów mlecznych, ale także tymi z jaj i soi288. Na razie nie przeprowadzono na ludziach badań dotyczących spożycia jaj, nie wiemy więc, czy omlet może zaburzyć wchłanianie cennych substancji z małej czarnej, lecz soja dostała zielone światło. Wprawdzie białka soi wiążą się w jelicie cienkim z substancjami zawartymi w kawie, lecz korzystne bakterie uwalniają je, dzięki czemu związki te mogą zostać wchłonięte w dalszej części przewodu pokarmowego289. Inne mleka roślinne, takie jak migdałowe, ryżowe, owsiane i kokosowe, zawierają tak mało białka, że problem z wiązaniem przez nie innych substancji raczej ich nie dotyczy, lecz nie zostały jeszcze pod tym kątem zbadane.
Procesy liofilizacji i suszenia rozpyłowego stosowane przy produkcji kawy rozpuszczalnej nie wydają się mieć większego wpływu na stężenie kwasu chlorogenowego, ale metoda przygotowywania zwykłej kawy jest już istotniejsza. Tradycyjnie parzona kawa zawiera więcej tego kwasu niż espresso, prawdopodobnie ze względu na dłuższy czas kontaktu kawy z wodą, a także na większą objętość napoju290.
Sposób parzenia ma też znaczenie w kontekście wpływu kawy na poziom cholesterolu. Obejrzyj film dostępny pod adresem see.nf/cafestol, aby się dowiedzieć, dlaczego kawa parzona przy użyciu papierowych filtrów jest zdrowsza. Przeprowadzone w Norwegii badanie z udziałem pół miliona mężczyzn i kobiet, którym naukowcy przyglądali się przez średnio 20 lat, zdaje się potwierdzać przesłanki dotyczące cholesterolu w skali dużej populacji. Wskaźnik śmiertelności wśród osób pijących kawę parzoną przez papierowe filtry był niższy niż wśród smakoszy kawy niefiltrowanej291. Odkrycia te skłoniły niektórych do narzekań na rosnącą popularność „niefiltrowanych” naparów z ekspresów kapsułkowych292, ale plastikowe kapsułki (takie jak K-cup) są w istocie wyposażone w papierowy filtr. W kawie zaparzonej z kapsułek znajduje się wprawdzie więcej substancji chemicznych podobnych do estrogenu293, czego zasadniczo można oczekiwać po podgrzaniu dowolnego rodzaju tworzywa sztucznego (niezależnie od tego, czy zawiera ono BPA)294, ale zmierzone poziomy były niskie w porównaniu z aktualnymi normami bezpieczeństwa295.
Ziarno wątpliwości?
Kawa nie jest dla każdego. Osoby z jaskrą296 lub nawet rodzinną historią tej choroby297 powinny unikać kawy kofeinowej. Picie kawy zostało też skojarzone z nietrzymaniem moczu u kobiet298 i mężczyzn299. Znane są przypadki osób z padaczką, u których po odstawieniu kawy napady pojawiały się rzadziej, jeśli więc cierpisz na zaburzenia tego rodzaju, z pewnością warto choćby wypróbować rozbrat z małą czarną300. Kawa może również zaostrzać objawy choroby refluksowej przełyku301. Jest też oczywiste, że w przypadku problemów z zasypianiem warto racjonalnie dawkować sobie kofeinę. Zaledwie jedna filiżanka kawy kofeinowej wypita wieczorem może doprowadzić do znacznego pogorszenia jakości snu302.
Wykazano też zależność między piciem kawy podczas ciąży a niektórymi niekorzystnymi zjawiskami, takimi jak przedwczesny poród, mała masa urodzeniowa, a nawet poronienie. Spożycie kawy nie zostało wprawdzie powiązane z występowaniem wad wrodzonych u dzieci, ale może zwiększać ryzyko białaczki303.
Poza tym – nie wtykaj jej sobie w zadek… Autorzy niedawnego przeglądu badań dotyczących wątpliwego bezpieczeństwa lewatyw z kawy ostrzegają przed ich stosowaniem, powołując się na przypadki zapalenia okrężnicy, zaburzenia równowagi elektrolitowej, oparzenia odbytu i perforacje304.
Pamiętaj, że codzienne spożywanie napojów zawierających kofeinę może doprowadzić do fizycznego uzależnienia. Nieprzypadkowo sami Amerykanie wydają na kawę prawie 75 miliardów dolarów rocznie305. Objawy odstawienia kofeiny obejmują kilkudniowe bóle głowy, poczucie zmęczenia, trudności z koncentracją i zaburzenia nastroju306. Paradoksalnie, uzależniające właściwości kawy mogą mieć także dobrą stronę. Jeśli kawa rzeczywiście wywołuje autofagię i wydłuża życie, codzienny nawyk jej picia może okazać się zaletą307.
W 1676 roku Antoni van Leeuwenhoek, ojciec mikroskopii, jako pierwszy człowiek w dziejach ujrzał bakterie. Rok później oglądał pod mikroskopem między innymi własne plemniki308, a w 1678 roku odkrył maleńkie kryształki tworzące się w pozostawionych śladach nasienia309
