Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
10 osób interesuje się tą książką
Nie pozwól, by ktokolwiek rządził twoimi wyborami, emocjami i czasem!
Manipulatorzy otaczają cię ze wszystkich stron. Są obecni w mediach, w polityce, w pracy, a może nawet siedzą z tobą przy stole w twoim własnym domu. Nie zawsze wykorzystują swoje techniki w pełni świadomie, ale ich cel pozostaje ten sam – osiągnąć zarówno finansowe, jak i emocjonalne korzyści twoim kosztem. Ich metody można jednak przejrzeć, a kiedy już zaczniesz dostrzegać pewne wzorce zachowania i komunikacji, z łatwością nauczysz się przed nimi bronić.
Z tej książki dowiesz się:
• jaka jest różnica między wywieraniem wpływu, perswazją czy flirtem a manipulacją,
• czym się charakteryzują trzy typy manipulatorów: mroczni, biali i szarzy,
• czy masz cechy idealnej ofiary, które przyciągają manipulatorów,
• po czym poznać, że ktoś tobą manipuluje i jak temu zaradzić,
• jak uchronić się przed manipulacją w związku, w rodzinie i w pracy,
• jakim technikom manipulacji ulegają ekstrawertycy, a jakim introwertycy.
To jedyna książka o manipulacji, jakiej potrzebujesz, by żyć w pełni świadomie i niezależnie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 386
Data ważności licencji: 7/30/2030
Wprowadzenie
Źródło kontroli
W 1864 roku Emil Nobel zginął wraz z czterema innymi osobami wskutek eksplozji nitrogliceryny. Jego brat Alfred Nobel skupił się wówczas na opracowaniu bezpieczniejszego sposobu obchodzenia się z tą substancją. Właśnie tak powstał dynamit, który przyczynił się do postępu w różnych sektorach przemysłu, takich jak górnictwo czy budownictwo.
Człowiek jednak bardzo szybko wymyślił dla niego nowe zastosowanie i wykorzystał do zdobycia przewagi podczas pierwszej wojny światowej, która stała się jednym z najkrwawszych i najbardziej niszczycielskich wydarzeń w historii. Z tego powodu Nobel zyskał przydomek „handlarza śmiercią”, co oczywiście ani trochę nie przypadło mu do gustu. Postanowił zatem przekazać olbrzymią fortunę, której dorobił się dzięki swojemu wynalazkowi, żeby uhonorować osoby przyczyniające się znacząco do rozwoju ludzkości. W ten sposób powstała słynna Nagroda Nobla.
Co ciekawe, słowo „dynamit” pochodzi od starogreckiego terminu dýnamis, oznaczającego władzę i jak każda inna władza, wynalazek ten może być wykorzystywany mądrze bądź w sposób egoistyczny i destrukcyjny. Podobnie jak on, psychologia zapewnia narzędzia i wiedzę, które w niepowołanych rękach mogą stać się niebezpieczną bronią, zwłaszcza jeśli chodzi o książkę zgłębiającą temat manipulacji i technik kontroli umysłu.
Była to zresztą moja największa obawa, kiedy postanowiłam ją napisać: przekazanie potężnych narzędzi niewłaściwym osobom. Dlatego powtarzałam sobie: „Zdradzę, co czyni nas podatnymi na manipulację, i szczegółowo opiszę strategie, jakie stosują manipulatorzy, by podporządkować sobie myśli i wolę innych. Moim celem jest to, żeby czytelnik potrafił rozpoznać te sytuacje i nauczył się stawiać im czoło, ale… co, jeśli ta książka wpadnie w niepowołane ręce i zostanie wykorzystana w podłych celach?”.
Nie będę cię okłamywać, mówiąc, że nie czuję już tego niepokoju, bo wciąż istnieje możliwość, że ktoś dzięki przekazanej przeze mnie wiedzy „wyprodukuje dynamit”. Po długim namyśle doszłam jednak do wniosku, że ten, kto zechce manipulować, i tak to zrobi – z moją książką czy bez niej. Niestety ludzie, którzy pragną oszukiwać i są pozbawieni empatii oraz wyrzutów sumienia, zawsze znajdą sposób, żeby to robić. Tak więc, ponieważ makiawelizm nadal będzie istniał, niezależnie od tego, czy ta książka się ukaże, czy nie, postanowiłam przyczynić się do zmniejszenia grona osób, które – pozbawione odpowiedniej wiedzy i narzędzi – utknęłyby w nikczemnych i patologicznych relacjach.
Decyzja o wydaniu książki jest efektem wniosku, do jakiego doszłam na podstawie zarówno zawodowego, jak i osobistego doświadczenia, że powodami, dla których wiele nieszczęśliwych, pogubionych i pogrążonych w stagnacji osób nie rozumie źródła swojego złego samopoczucia i nie wie, w jakim kierunku należy pójść, są manipulacja i pułapki mentalne. Czasami zastawiają je inni ludzie, którzy przedkładają własne interesy ponad nasz dobrostan, ale bywa też i tak, że sami sabotujemy wszelkie szanse na osiągnięcie szczęścia, przysparzając cierpienia naszym najbliższym. W każdym razie prawda jest taka, że większość osób nie jest wolna ani mentalnie, ani emocjonalnie.
Najbardziej niepokojące jest to, że choć manipulacja jest niezwykle powszechnym zjawiskiem, w większości przypadków nie mamy świadomości, że ktoś nami manipuluje albo że my manipulujemy kimś. Być może kiedyś nieświadomie powiedziałeś: „Chcę tylko twojego dobra”, nakłaniając jakąś osobę do podjęcia decyzji, która ostatecznie opłaciła się bardziej tobie niż jej. Nie przejmuj się, wszyscy wpadamy w takie pułapki mentalne. Jesteśmy tylko ludźmi. A co, gdybym ci powiedziała, że istnieje sposób na rozpoznanie i unieszkodliwienie tych strategii? Że możesz się chronić, a ponadto nauczyć się zapobiegać temu, by twoje lęki uczyniły manipulatora z ciebie?
Ta książka będzie więc twoją mapą drogową, która pomoże ci rozszyfrować mechanizmy manipulacji występujące we wszystkich obszarach życia: w pracy, w związkach, w rodzinie, a nawet w społeczeństwie i w mediach. Poznasz manipulatora mrocznego, który stosuje techniki obliczone na to, żeby zasiać w tobie wątpliwości w kwestii twojego postrzegania rzeczywistości; manipulatora szarego, który – uwięziony we własnych kompleksach – doprowadza do konfliktów, by czuć, że zdobył twoją uwagę; a także manipulatora białego, który stosuje perswazję etycznie i przejrzyście, aby wpływać pozytywnie na innych, i dowiesz się, czego możesz się od niego nauczyć. Jednak zapoznasz się nie tylko z teorią. Wspierają ją liczne przykłady prawdziwych sytuacji, technik manipulacji, narzędzi obronnych, które będziesz mógł zastosować już po przeczytaniu pierwszych stron, a także dotyczące ich refleksje.
Nie spodziewaj się jednak, że przeczytasz tu, że wszystko możesz naprawić, odsuwając się od „toksycznych ludzi”, albo że problem nigdy nie leży w tobie. Nie, to nie jest przyjemna książka, która sprawi, że poczujesz się lepiej na krótką metę, podczas gdy w dłuższej perspektywie i tak nic nie ulegnie zmianie. Jest to książka o introspekcji, samokrytyce, podejmowaniu decyzji, a przede wszystkim o rozwoju. Każdy rozdział to zaproszenie do dezaktywacji pułapek, w które zostaliśmy schwytani zarówno przez innych, jak i przez siebie samych. Ponieważ dogłębne poznanie manipulacji, tak jak w przypadku nitrogliceryny Alfreda Nobla, oznacza nie tylko władzę, z której korzystania będziesz musiał się nauczyć; jest to także bilet do wolności umysłowej. Do życia, w którym będziesz podejmować bezpieczniejsze i bardziej świadome decyzje, w którym będziesz się w pełni cieszyć zdrowymi relacjami i w którym będziesz panem kierunku, jaki postanowisz obrać, a także tego, jak to zrobisz i kto będzie ci w tym towarzyszyć. Zaczynamy?
Część pierwsza
Manipulacja i jej pułapki
Rozdział 1
Tajemnica manipulacji: czym jest tak naprawdę?
Pomyśl o chwili, kiedy przyjaciel, partner lub partnerka, a nawet ktoś nieznajomy skłonił cię do zrobienia czegoś, czego tak naprawdę nie chciałeś zrobić. Być może uległeś, chociaż czułeś, że jesteś pod presją. Możliwe, że uzmysłowiłeś to sobie dopiero po jakimś czasie, a może nigdy nie zdałeś sobie sprawy z tego, że padłeś ofiarą manipulacji. Niewykluczone też, że w którymś momencie zorientowałeś się, że sam uciekłeś się do jakiejś nieznacznej strategii emocjonalnej, chcąc sprawić, by ktoś się na coś zgodził. Nie przejmuj się, nie jesteś sam, a manipulacja jest częścią naszego życia.
To mocne słowo kojarzy się ponuro – z oszustwami i kontrolą. Ale czy to naprawdę tak mroczne zjawisko, jak się wydaje? Prawda jest taka, że zasadniczo nie jest ono ani złe, ani zarezerwowane tylko dla „podłych” ludzi. Ogólnie rzecz biorąc, manipulacja to działanie, które wpływa na zachowanie, myśli czy decyzje innej osoby w konkretnym celu. I chociaż często wiąże się ją z próbą osiągnięcia czegoś w celu uzyskania korzyści dla siebie, nie przejmując się wolą drugiego człowieka, to może ona przybierać subtelne formy, które bardzo często pozostają niezauważone. W gruncie rzeczy manipulacja opiera się na sile komunikacji i wpływie, jaki mamy na innych: sposób, w jaki przedstawiamy nasze pomysły, język, jakiego używamy, a nawet nasze emocje oddziałują na to, jak jesteśmy postrzegani i jak pozostałe osoby reagują na nasze słowa.
Czym więc różni się codzienny wpływ od manipulacji emocjonalnej, która może wyrządzić nam krzywdę? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, najpierw musimy odsunąć na bok proste i ugruntowane pojęcia. Ponieważ, drogi czytelniku, ta książka nie ma na celu powiedzieć ci, że istnieją „dobrzy” i „źli” ani wskazywać palcem tych, którzy – jak ty i ja – niekiedy działają powodowani własnymi ranami i brakami emocjonalnymi. Celem tej publikacji jest natomiast pomóc ci zrozumieć, że manipulacja to coś znacznie więcej niż mroczne narzędzie; to lustro naszych emocji, pragnień i lęków. Kiedy już to zrozumiesz, będziesz wiedział, jak się chronić, uleczyć i, co najważniejsze, znacznie swobodniej i autentyczniej porozumiewać się z innymi.
Postawmy sprawę jasno: wszyscy manipulujemy. Robimy to, ponieważ jesteśmy ludźmi, a nasz umysł jest tak zaprojektowany, żeby szukać sposobów na zaspokojenie naszych potrzeb, rozwiązywanie konfliktów lub unikanie niewygodnych konfrontacji. Nie znaczy to oczywiście, że wszyscy działamy ze złymi intencjami ani że powinniśmy usprawiedliwiać szkodliwe zachowania. Jednak zrozumienie tego, że każdy z nas stąpa po tym samym gruncie, jest aktem pokory i dojrzałości.
Manipulacja przejawia się na różne sposoby, jej spektrum rozciąga się od zachowań subtelnych aż po najbardziej szkodliwe. Na jednym końcu skali znajdują się manipulatorzy mroczni: osoby, które w sposób umyślny i wyrachowany używają swoich umiejętności, żeby szkodzić, kontrolować lub wykorzystywać innych, podczas gdy na jej drugim końcu mieszczą się manipulatorzy biali, których celem jest pomaganie innym poprzez perswazję. Jednakże – jak się później przekonasz – większość osób manipulujących robi to z pozycji wypośrodkowanej i nieświadomie, kierując się ranami emocjonalnymi, lękami i schematami, których nawet nie jest świadoma.
W każdym razie problem nie polega tylko na tym, że inni nami manipulują, lecz także na tym, że często sami wzmacniamy tę manipulację. Ile razy ulegliśmy jakiejś prośbie, ponieważ czuliśmy się winni? I ile razy woleliśmy się na coś zgodzić, byle tylko nie doprowadzić do konfliktu? Te mechanizmy, oprócz podtrzymywania kontroli, jaką mają nad nami inni, karmią też nasze własne pułapki mentalne.
Zanim ogarną cię strach i konsternacja na myśl o tym, co ta książka może dla ciebie oznaczać, chcę ci przekazać motywującą wiadomość: dzięki tej lekturze nauczysz się rozpoznawać różne typy manipulatorów, oraz dowiesz się, z jakich powodów każdy z nich manipuluje, w jaki sposób to robi i jak dezaktywować ich strategie. Ponadto wiedza o tym, jak działa ludzka psychika, pomoże uchronić ciebie i twoich bliskich przed wpadnięciem w sidła patologicznych dynamik, jak również pozwoli ci nawiązywać zdrowsze, swobodniejsze i bardziej konstruktywne relacje.
Wiele problemów i cierpień w relacjach międzyludzkich bierze się bowiem z manipulacji, zarówno tej, którą stosujemy wobec innych, jak i tej, którą nieświadomie stosujemy wobec samych siebie. Tak więc, zanim zagłębimy się w mroczną psychologię i temat manipulacji, zachęcam cię do ćwiczenia dojrzałości i do zrozumienia, że w którymś momencie wszyscy, choć staramy się zachowywać empatycznie, życzliwie i szczerze, wpadamy we własne pułapki mentalne, a w konsekwencji zastawiamy je na innych. Jesteśmy tylko ludźmi.
Jedną z pierwszych rzeczy, o których powinniśmy zapomnieć, by naprawdę zrozumieć manipulację, jest paradygmat „dobrzy i źli”. Przyznaję, to wygodny schemat mentalny: dzieli świat na dwie wyraźne kategorie, tak że wszystko wydaje się łatwiejsze do zaakceptowania. Jednak to uproszczenie sprawia, że tracimy z oczu złożoność ludzkich relacji i czyni nas podatnymi na mechanizmy, które utrwalą cierpienie.
Na czym ogólnie polega schemat „dobry i zły”? Owa dychotomia opiera się na przekonaniu, że osoby, które nami manipulują, robią to dlatego, że są „złe”, a te, które tego nie robią, są „dobre”. Daje nam to fałszywe poczucie bezpieczeństwa, ponieważ myślimy, że wystarczy rozpoznać „złych”, żeby ich od siebie odsunąć, i otaczać się jedynie „dobrymi”. Uważamy, że to rozwiąże wszystkie nasze problemy. Tymczasem prawda, jak zapewne już się zorientowałeś, jest znacznie bardziej złożona.
Problem tego schematu polega na tym, że nie dość, że jest uproszczony, to w dodatku nie pozwala nam postępować dojrzale i w odpowiedni sposób w naszych relacjach. Akceptacja tego, że ktoś, kto nas kocha, może jednocześnie nieświadomie nami manipulować, nie jest wyrazem uległości, tylko szczerością. Powinniśmy zresztą umieć przyznać, że nawet my sami, mając jak najlepsze intencje, możemy wpaść w pułapki mentalne, które szkodzą innym, lecz to nie czyni nas złymi osobami – czyni nas ludźmi.
Ponadto ten dychotomiczny model powoduje, że podejmujemy decyzje na podstawie skrajności. Jeśli ktoś, kogo kochamy, nami manipuluje, czujemy, że zwrócenie mu na to uwagi albo wyznaczenie granic jest równoznaczne z przyczepieniem mu etykiety „złego”. Dlatego, jeśli to robimy, ogarniają nas poczucie winy i wątpliwości: „Może przesadzam?”, „Czy jestem niesprawiedliwy?” lub „Jak mogę tak myśleć o swojej matce, partnerze czy najlepszym przyjacielu?”. A więc zamiast działać konstruktywnie, żeby poprawić tę relację, dalej tkwimy w sprawiającej nam ból spirali bierności. To ważne, by zaakceptować, że jako ludzie nie jesteśmy doskonali, ale jednocześnie powinniśmy być inteligentni i asertywni, żeby radzić sobie z tą niedoskonałością.
Podczas sesji terapeuci często stykają się z reakcją, która idealnie odzwierciedla ten problem, a która ujawnia się, gdy wskazują pacjentowi (zawsze z dużym wyczuciem) manipulacyjne zachowanie ze strony jego rodziny, wyjaśniające w dużej mierze odczuwany przez niego dyskomfort. W takich przypadkach, zwłaszcza gdy terapeuta niewłaściwie zarządzał czasem i nie przygotował odpowiednio gruntu, pacjent reaguje zwykle defensywnie: „Moja rodzina jest bardzo dobra i mnie kocha, jak mogliby zrobić mi coś takiego?” albo „Moja rodzina dużo wycierpiała, ma własne problemy i stara się, jak może, nie chcę obwiniać jej o moją sytuację”.
W takim przypadku paradygmat dychotomiczny utrudnia pacjentowi rozpoznanie u bliskich osób pewnych zachowań, które należy przeanalizować, przepracować i naprawić, ponieważ ma on przekonanie, że jest to równoznaczne z uznaniem ich za złe osoby albo obwinianiem. Dlatego, nawet nieświadomie, woli ponosić konsekwencje manipulacji, by w ten sposób utrwalić wizerunek swoich krewnych i swojej relacji z nimi. W rezultacie, jeśli terapeuta nie pomoże mu przełamać tego paradygmatu, pacjent dalej będzie zmagał się z tymi samymi problemami, co zawsze, i nie zdoła zbudować zdrowszego i szczęśliwszego życia.
Świadomość naszych własnych pułapek mentalnych, jak również pułapek osób z naszego najbliższego otoczenia, otwiera nam mnóstwo możliwości, by zrozumieć i uzdrowić nasze relacje oraz się rozwijać. Chcę, żebyś właśnie to wyniósł z lektury tej książki: samoświadomość, zrozumienie i narzędzia do poprawy twoich relacji.
Ale chcę pójść jeszcze dalej: dzięki tej książce nie tylko nauczysz się rozpoznawać i dezaktywować pułapki mentalne, lecz także, dowiadując się coraz to więcej o manipulacji, poprawisz również swoje umiejętności wywierania wpływu i perswazji. Koniec końców manipulowanie, wpływanie i perswadowanie mają pewne wspólne podstawy wiedzy i umiejętności, często więc bywają mylone. Zatrzymajmy się na chwilę i przyjrzyjmy, na czym polegają różnice między nimi.
Kiedy staramy się wpływać na innych i na ich decyzje, możemy to robić na wiele sposobów, a różnice między nimi są bardzo subtelne.
Wywieranie wpływu odbywa się spontanicznie i przyjaźnie, perswadowanie zaś oznacza celowy zamiar przekonania kogoś do czegoś, choć zawsze bez zmuszania czy wyrządzania krzywdy. Manipulacja natomiast polega na osiągnięciu własnych korzyści poprzez stosowanie ukrytych technik, które wywołują cierpienie drugiej osoby.
Poniższa tabela szczegółowo pokazuje te różnice:
KRYTERIUM
WYWIERANIE WPŁYWU
PERSWAZJA
MANIPULACJA
Uwzględnienie potrzeb
Osoba wpływająca szanuje potrzeby i zdanie drugiej osoby, nie próbując zmieniać jej ostatecznej decyzji.
Osoba perswadująca bierze pod uwagę potrzeby i zdanie drugiej osoby, chociaż stara się je zmienić.
Osoba manipulująca ma na uwadze jedynie własne potrzeby i własne zdanie.
Korzyść
Korzyść odnoszą zwykle obie strony albo żadna, ponieważ celem tego działania nie jest kontrola ani dominacja.
Zachowanie przynosi korzyści obu stronom; zysk może być obopólny.
Zyskuje tylko strona manipulująca, zaś manipulowany często ponosi konsekwencje.
Odpowiedź negatywna
Osoba wpływająca przyjmuje „nie” bez wywierania nacisku.
Osoba perswadująca przyjmuje „nie”, ale może być trochę natarczywa.
Osoba manipulująca nie przyjmuje „nie”: sięga po szantaż emocjonalny, kary, groźby i inne narzędzia.
Kontekst i przejrzystość
Interakcja odbywa się naturalnie, w atmosferze szacunku i bez żadnych ukrytych intencji.
Interakcja odbywa się na zasadzie symetrii, gdzie obie osoby mają świadomość perswazji.
Osoba manipulująca stara się kamuflować, pozostawać niezauważona i stanowczo zaprzeczy, jeśli ktoś ją zdemaskuje.
Stan psychiczny rozmówców
Obie osoby są w zdrowej kondycji psychicznej i mają swobodę decydowania, bez żadnej presji.
Obie osoby są w dobrej kondycji psychicznej, w pełni władz umysłowych i mają swobodę decydowania.
Osoba manipulująca wykorzystuje problemy psychologiczne, braki, lęki, samotność, izolację oraz bezbronność.
Powtarzalność
Działanie ma zwykle charakter jednostkowy i nie powtarza się, jeśli nie jest mile widziane.
Działanie nie powtarza się, jeśli poddana mu osoba okazała dyskomfort i nastąpiły negatywne konsekwencje.
Zachowanie utrzymuje się i powtarza wielokrotnie, nawet jeśli osoba manipulowana okazała niezadowolenie.
Żebyś mógł lepiej zrozumieć te różnice, poniżej zamieszczam kilka przykładów:
Wywieranie wpływu:
Luis wpływa na swojego przyjaciela Adriána, kiedy mówi mu o swoim zamiłowaniu do pieszych wędrówek i opowiada o szlakach, które odkrył, a także o tym, jak przyjemnie jest spacerować na łonie natury. Nie starając się go przekonać, dzieli się swoim doświadczeniem i oznajmia, że po każdej wędrówce czuje się bardziej zrelaksowany, a jednocześnie naładowany energią. Po wysłuchaniu go Adrián postanawia spróbować i wybiera się na długi spacer w pojedynkę. Chociaż Luis nie próbował go przekonywać ani tym bardziej nim manipulować, jego szczery entuzjazm i to, jak korzystnie oddziałują na niego piesze wędrówki, ostatecznie wpłynęły na decyzję Adriána, by też spróbować. Wywieranie wpływu odbyło się w sposób całkowicie przyjazny i spontaniczny.
Perswazja:
Psycholog sięga po perswazję, żeby pacjent miał świadomość swojej sytuacji, powodu swojego złego samopoczucia i tego, jak ważne jest stosowanie się do zaleceń, żeby rozwiązać problem. W tym celu używa metafor, żeby jego podopieczny mógł zobaczyć sytuację w szerszej perspektywie, stawia otwarte pytania, by skłonić go do refleksji, umieszcza go w rozmaitych scenariuszach, żeby wyobraził sobie różne konsekwencje. Takie techniki aktywują emocje i zmieniają schematy poznawcze, które mobilizują pacjenta do leczenia. Tutaj perswazja jest wykorzystana dla dobra drugiej osoby, żeby pomóc jej w podjęciu decyzji, które przyniosą poprawę jej zdrowia psychicznego.
Manipulacja:
W miejscu pracy szef manipuluje pracownikiem, żeby ten zgodził się na nadgodziny bez dodatkowego wynagrodzenia. Ponieważ wie, że pracownik czuje się niepewnie co do swojej pozycji w firmie, sugeruje, że wzięcie dodatkowych obowiązków może „pokazać jego zaangażowanie” i „zabezpieczyć mu przyszłość” w miejscu pracy. Tymczasem tak naprawdę szef robi to, żeby nie zatrudniać dodatkowych osób, dzięki czemu obcina koszty, aby realizować swoje cele finansowe. Wykorzystując niepewność podwładnego, osiąga korzyść kosztem jego dobrostanu i praw pracowniczych, co definiuje manipulację jako działanie egoistyczne i wyzyskujące.
Klucz
Różnica między tymi trzema scenariuszami polega na zamiarze i rezultacie. Podczas gdy wywieranie wpływu odbywa się spontanicznie jako naturalny efekt naszego zachowania wobec innych, perswazja i manipulacja mają wyraźny cel: wywołanie zmiany w drugiej osobie. Różnica polega jednak na tym, że perswazja skupia się na pozytywnej modyfikacji działań drugiej osoby dla jej własnego dobra i dobra innych, tymczasem manipulacja koncentruje się na wymuszeniu zmiany zachowania dla własnych korzyści, bez wzięcia pod uwagę krzywdy, jaką może to wyrządzić drugiej osobie. Jak widzisz, linia oddzielająca perswazję od manipulacji jest cienka – to rozróżnienie zależy od empatii, wartości, szacunku, etyki, poczucia winy i sumienia.
Gdybym miała zdefiniować manipulację jednym zdaniem, powiedziałabym, że jest to wykorzystywanie emocji, lęków czy słabości dla osiągnięcia własnej korzyści. Ta definicja obejmuje mnóstwo sytuacji, z którymi stykamy się na co dzień, ponieważ koniec końców z natury jesteśmy podatni na manipulację: nasze emocje, pragnienia i myśli sprawiają, że stajemy się nieodporni na wpływ ze strony innych.
Trzeba jednak pamiętać, że my również jesteśmy manipulatorami. Każdemu z nas zdarzyło się kiedyś uciec do smutnego spojrzenia, subtelnego komentarza czy strategicznego przemilczenia, żeby coś osiągnąć. I nie zdecydowaliśmy się na to dlatego, że jesteśmy złymi osobami, tylko dlatego, że w naszą ludzką naturę wpisane są chronienie i zaspokajanie swoich potrzeb, raz bardziej, a raz mniej etycznie.
Dzięki tej książce chcę ci przekazać nie strach, tylko władzę. Władzę, abyś mógł się zorientować, kiedy jesteś poddawany manipulacji, a także byś potrafił przerwać tę spiralę i bardziej świadomie budował relacje. Chcę również, żebyś nauczył się patrzeć w głąb siebie, dzięki czemu będziesz rozpoznawał pułapki mentalne, które sprawiają, że ulegasz manipulacji albo nieświadomie sam manipulujesz – i to nie tylko innymi, ale także sobą, wmawiając sobie na przykład, że „to nie jest wcale takie złe”, że „nic się nie stanie, jeśli tym razem ustąpię” albo że „pewnie przesadzam”. Tak więc rozpoznanie wewnętrznych pułapek jest równie kluczowe, jak dostrzeganie zewnętrznych zagrożeń.
Ale skoro manipulacja wydaje nam się czymś niegodnym, to dlaczego wszyscy ją stosujemy albo pozwalamy, żeby była stosowana wobec nas?
Powód, dla którego manipulujemy albo pozwalamy sobą manipulować, jest bardzo prosty: ponieważ są w nas pewne aspekty naszej osobowości, których nie umiemy rozpoznać i z którymi nie potrafimy sobie radzić. Nieświadome uczenie się, skojarzenia, uwarunkowania, błędy poznawcze, lęki, impulsy, pragnienia, deficyty, zranienia… Te wszystkie elementy, które mieszkają w najgłębszych zakamarkach naszego umysłu, wciągają nas w pułapki mentalne.
Czym dokładnie są pułapki mentalne? Ta koncepcja będzie powracać w książce wielokrotnie, dlatego ważne jest, abyś dobrze ją zrozumiał. Pułapki mentalne to charakterystyczny dla mnie sposób, w jaki się zachowuję, kiedy chcę zaspokoić i wykorzystać wspomniane wyżej elementy (lęki, deficyty, pragnienia i tak dalej), ostatecznie wyrządzając przy tym krzywdę, czy to samemu sobie, czy innym. To niewidzialne sieci, które przejmują kontrolę nad naszą świadomością i przekierowują nasze decyzje w stronę mrocznych odruchów.
Jak wspomniałam, człowiek może również wpaść we własną pułapkę mentalną, co jest powszechne, kiedy nie jest świadomy własnych słabości i powodujących nim impulsów. W takich przypadkach dana osoba manipuluje sama sobą i w rezultacie cierpi z powodu autosabotażu, samooszukiwania się i podejmowania złych decyzji. Ponadto może pociągnąć za sobą swoich najbliższych, ponieważ za ich pośrednictwem stara się zaspokoić własne cierpienie, lęki i deficyty, z którymi nie potrafi się uporać świadomie i w zdrowy sposób. Jednocześnie są też i tacy ludzie, którzy strategicznie i z premedytacją zastawiają te pułapki na swoje ofiary i doskonale wiedzą, co zrobić, by nakłonić innych do postępowania zgodnie z własnym interesem.
Narzędzia, za pomocą których zastawia się te pułapki, są rozliczne: techniki dyskursywne, panowanie nad myślami, mechanizmy władzy, aktywatory emocji czy starannie zaplanowane sytuacje mające na celu wywołanie określonych reakcji. Mogą zatem polegać na przygotowanych wypowiedziach, wykalkulowanych słowach, a nawet na milczeniu, które wywiera subtelną presję albo sugeruje zagrożenie. Tak czy inaczej odwołują się do naszych najwrażliwszych emocji, takich jak strach, poczucie winy i nadzieja, zniekształcają nasze postrzeganie i w konsekwencji przekierowują nasze decyzje w niechcianą przez nas stronę.
Na ogół pułapki są tak dobrze zakamuflowane, że osoba, która w nie wpadła, w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy i sądzi, że podejmuje decyzje w sposób całkowicie samodzielny, świadomy i uczciwy. Tymczasem to właśnie nieświadomość czyni te zasadzki tak niebezpiecznymi, ponieważ dana osoba nadal ufa własnemu postrzeganiu i własnym decyzjom, nie dostrzegając poważnych konsekwencji swojej ignorancji. Dlatego pułapki mentalne, zarówno te, które zastawiamy na samych siebie, te, które zastawiają na nas inni, jak i te, w które wciągają nas nasi najbliżsi, są przyczyną znacznej części naszego cierpienia.
Niebawem zapoznamy się z różnymi rodzajami pułapek mentalnych, zobaczymy, w jaki sposób są zastawiane w różnych sferach życia i jak je dezaktywować. Wcześniej jednak przyjrzymy się różnym typom manipulatorów.
Rozdział 2
Typy manipulatorów
Żeby zrozumieć, rozpoznać i zneutralizować manipulację, najpierw musimy wiedzieć, kto ją stosuje, a także jakie powody nim kierują, jakich strategii używa, jakie ma cele…
Często mówi się potocznie, że każdy człowiek jest inny. Dlatego my, psychologowie, nie lubimy generalizować ani kategoryzować ludzi, ponieważ w przypadku dowolnej osoby moglibyśmy wyczerpująco przeanalizować jej osobistą historię i indywidualny sposób funkcjonowania. Abym jednak mogła przedstawić w tej książce kwestię manipulacji, ustanowiłam trzy kategorie opisujące trzy główne grupy manipulatorów: są to manipulatorzy mroczni, manipulatorzy szarzy i manipulatorzy biali. W dalszej części zajmiemy się ich szczegółową analizą, ale teraz chcę pokrótce przedstawić te trzy kategorie:
Manipulatorzy mroczni:
działają w sposób świadomy i wyrachowany. Mają jasno określone cele, wiedzą, jak wykorzystywać ludzi, żeby te cele osiągnąć i bez wahania czy wyrzutów sumienia sięgają po niezbędne taktyki, pomimo wyrządzania przez to krzywdy.
Manipulatorzy szarzy:
nie wiedzą, że manipulują ani dlaczego i jak to robią. Działają impulsywnie i irracjonalnie, starając się znaleźć patologiczne antidotum na swoje rany, braki i lęki. Ponieważ nie są świadomi swoich słabości i zarządzają nimi w sposób toksyczny, często zatruwają osoby ze swojego otoczenia.
Manipulatorzy biali:
to przedstawiciele perswazji. Potrafią rozpoznać „przyciski” odpowiedzialne za działania człowieka i naciskają je, żeby poprowadzić go w stronę obopólnej korzyści. Doskonale wiedzą, jak funkcjonują pułapki mentalne, lecz zamiast wykorzystywać je do mrocznych celów, starają się sprawić, by rozbłysło światło.
Przeczytawszy to, zapewne chcesz się dowiedzieć więcej o tych trzech typach manipulatorów; niebawem do tego dojdziemy. Pamiętaj jednak, że nie zamierzam oferować ci uproszczonej psychologii opartej na etykietach, tylko chcę, żebyś zrozumiał, jak działa umysł. Etykiety, jeśli nie są do końca zrozumiałe, zamiast pomagać, mogą wprowadzać zamieszanie. Dlatego, zanim przejdziemy dalej, chciałabym przybliżyć ci, czym jest to, co nazywamy osobowością i jaki jest jej bezpośredni wpływ na to, czy manipulator jest mroczny, szary czy biały.
Jednym z naszych psychologicznych uwarunkowań jest tendencja do nadawania etykiet, dlatego mamy skłonność do oczekiwania, że dana osoba będzie wykazywać wszystkie zachowania mieszczące się w obrębie określonego sposobu postępowania; chcemy, żeby wszystko do siebie pasowało. Kiedy więc w rzeczywistości widzimy, że działa ona w sposób odpowiadający różnym etykietom, jesteśmy zdezorientowani. Rzadko się jednak zdarza, by ktoś wpasowywał się tylko w jedną etykietę i nie wykazywał zachowań typowych dla innej.
Na przykład: pewnie słyszałeś o introwersji albo o introwertykach. Etykieta ta opisuje skłonność do preferowania aktywności wykonywanych w pojedynkę bądź w niewielkich grupach. Osoba introwertyczna czerpie energię z chwil spokoju i refleksji, a wyczerpują ją bodźce zewnętrzne. Jeśli poczytasz o cechach introwertyków, możliwe, że zaczniesz ich szukać wśród ludzi ze swojego otoczenia, lecz nie będzie to łatwe, ponieważ nie będą oni spełniać absolutnie wszystkich kryteriów, a niektóre ich cechy i zachowania wydadzą ci się wręcz niekompatybilne z zakładaną etykietą. Pomyślisz: „Chwila, w zasadzie mój przyjaciel ma cechy wskazujące, że jest introwertykiem, ale jednocześnie widzę, że nawiązuje nowe znajomości i lubi przemawiać publicznie; nie rozumiem w takim razie, kim on jest”.
Nie przejmuj się, już ci wyjaśniam, jak się tworzy i rozwija osobowość. Dzięki temu, w miarę jak będziesz się zagłębiać w zagadnienia psychologiczne i pojawią się dziesiątki etykiet (ponieważ jeśli psychologowie coś naprawdę lubią, to właśnie etykiety), nie popełnisz błędów żółtodzioba.
Nasza osobowość jest naszym sposobem bycia i definiuje względnie stabilny wzorzec, który określa to, jak odbieramy informacje i je interpretujemy, jak odczuwamy emocje, jak reagujemy, jak podejmujemy decyzje i jak działamy. Nie zachowujemy się jednak dokładnie tak samo w każdej sytuacji, bo nie jesteśmy robotami; istnieje wiele zmiennych wpływających na nasze reakcje, a pewne okoliczności mogą wręcz ujawnić cechy naszej osobowości, których nie znaliśmy. Lecz pomimo tej zmienności i stałego rozwoju zawsze istnieje tendencja do działania w określony sposób – zauważalne są pewne wzory i schematy.
Na przykład, jeżeli oczywistą cechą mojej osobowości jest introwersja, będę czuć się przytłoczona, kiedy w otoczeniu pojawi się sporo bodźców, a także trudno mi będzie odnaleźć się w dużych grupach nowych osób. Będą jednak takie sytuacje, jak wycieczka do miasta, które bardzo chcę poznać albo pójście na ślub bliskiej przyjaciółki, w których będę się czuć pewniej i na chwilę odłożę swoją introwersję na bok. Zresztą ten, kto pozna mnie właśnie w takiej sytuacji, może pomyśleć, że jestem ekstrawertyczką, a to dlatego, że widział mnie tylko w tym jednym kontekście. Nie zna mojego wzorca ani mojej tendencji, czyli typowego dla mnie zachowania.
A skąd się bierze osobowość? Od czego zależy to, że jesteśmy tacy czy inni? Jak ten wzorzec się w nas kształtuje? Osobowość buduje się wokół dwóch filarów: temperamentu i charakteru. Pierwszy odnosi się do gliny, z jakiej jesteśmy ulepieni, do tego, co wrodzone i odziedziczone, podczas gdy drugi dotyczy tego, co nabyliśmy z czasem pod wpływem zdobytej wiedzy i doświadczeń.
Żeby to wyjaśnić, zawsze sięgam po metaforę plasteliny. Podarowujesz dziecku plastelinę określonego rodzaju, konkretnego koloru i marki. Dziecko nie może więc wybrać, z jakim materiałem pracuje, za to decyduje o tym, jaki nada mu kształt. Teraz wyobraź sobie dwoje dzieci, które mają taką samą niebieską plastelinę, ale jedno z nich lepi słonia, a drugie żyrafę. Z drugiej strony jest dwójka dzieci, które mają plasteliny w różnych kolorach, jedną zieloną, a drugą pomarańczową, ale robią z nich podobne domy. Jeżeli porównamy wszystkie te dzieła, uświadomimy sobie, że słoń i żyrafa nie są całkowicie od siebie różne i że oba domy nie są dokładnie takie same. Tak więc końcowego rezultatu nie określa ani materiał, ani kształt, jaki nadało mu dziecko, jest on zależny od połączenia obydwu tych elementów. Na tej samej zasadzie nie definiuje nas wyłącznie to, z czym się rodzimy, ani to, czego się uczymy i doświadczamy.
Faktem jest, że my, psychologowie, mamy tendencję do większego skupiania się na charakterze niż na temperamencie, ponieważ jest go łatwiej zrozumieć i zmienić. Dlatego częściej mówimy o tym, jaki wpływ mają na nas nasze przeżycia, niż o genetyce. Niektórzy uważają wręcz za bezprzedmiotowe dyskutowanie o temperamencie. Jednak zarówno psychologia ewolucyjna, jak i badania nad genetyką behawioralną pokazują, że nie rodzimy się jako czysta karta. Istnieją dotyczące tej kwestii bardzo ciekawe analizy naukowe, z których wynika, że rozdzielone po urodzeniu bliźnięta w dorosłym życiu mają podobne zainteresowania, cechy, zachowania, a nawet gesty. Także w praktyce klinicznej obserwuje się coś równie zdumiewającego: rodzeństwo poczęte przez tych samych rodziców i wychowane w taki sam sposób i w takim samym środowisku ma już od urodzenia zupełnie odmienne temperamenty i charaktery.
Tak więc, chociaż nasze doświadczenia, zwłaszcza z okresu dzieciństwa, mają na nas olbrzymi wpływ, badanie naszej genetycznej osobowości zapewnia nam kontekst, który może wyjaśnić, w jaki sposób nasze doznania się integrują i jak są przeżywane. Na podobnej zasadzie odkryto, że wysoki wskaźnik neurotyczności zapowiada problemy psychologiczne: w obliczu takiego samego traumatycznego przeżycia osoba o wysokim wskaźniku neurotyczności jest bardziej narażona na problemy ze zdrowiem psychicznym niż osoba o niskim wskaźniku neurotyczności.
Jednak do dziś nie wiemy do końca, w jakim stopniu temperament wpływa na naszą osobowość. Każdy specjalista ma na tę kwestię inne spojrzenie, wobec czego istnieje wiele teorii i tak naprawdę przed badaczami jest jeszcze wiele pracy.
Teraz, gdy już wiesz, z czego składa się osobowość, spójrzmy na to, jak się ją analizuje oraz interpretuje. W tym celu proponuję, żebyś pomyślał o osobowości jak o sałatce. Wiem, że brzmi to nieco dziwnie i może nawet trochę zgłodniejesz, ale ta metafora pomoże ci lepiej rozumieć świat psychologii. Do dzieła, szefie kuchni!
Jak wiadomo, sałatkę można sporządzić z wielu składników, wymieszanych w bardzo różnych proporcjach. Najbardziej klasyczne sałatki zawierają tylko trzy składniki, podczas gdy do tych bardziej egzotycznych można ich dodać znacznie więcej: owoce, warzywa, sosy, nasiona, egzotyczne przyprawy… (aż nawet ja zgłodniałam!). I o ile osobowość jest sałatką, o tyle składniki są cechami tej osobowości. Podobnie jak sałatka, każda osoba składa się z pewnych składników wymieszanych w określonej ilości, tworząc wyjątkowe połączenie, które nadaje daniu unikatowy smak.
Cofnijmy się o krok do momentu, w którym mówiliśmy, iż oczekujemy, że dana osoba dopasuje się do konkretnej etykiety. Czy moglibyśmy powiedzieć, że danie z trzema pomidorkami cherry jest sałatką pomidorową? Z pewnością nie. Żebyśmy mogli je tak nazwać, powinno składać się głównie z pomidorów. Na tej samej zasadzie, czy nazwalibyśmy kogoś narcyzem tylko dlatego, że ma parę cech narcystycznych? Też nie. Żeby określić kogoś tym mianem, a przede wszystkim, żeby zdiagnozować u niego narcystyczne zaburzenie osobowości, narcyzm musi być cechą wiodącą, czyli głównym składnikiem jego osobowości.
Chcę, żebyś dzięki tej kulinarnej metaforze zrozumiał, że czytanie ludzi nie polega na etykietowaniu ich w zależności od składnika, jaki w nich dostrzegamy: należy się przyjrzeć i przeanalizować całą „sałatkę”. Jakie inne cechy się wyróżniają? W jakiej ilości? Jak się ze sobą wiążą? Jakie pełnią funkcje? Jaki jest ostateczny smak? Chciałabym, żebyś zawsze miał na uwadze metaforę sałatki i żebyś stawiał sobie te pytania, kiedy najdzie cię pokusa etykietowania ludzi.
W każdym razie, jeśli popełniłeś ten błąd i zaszufladkowałeś kogoś tylko na podstawie jednego składnika, nie przejmuj się. Psychologia jest wielowymiarowa i niekiedy, próbując przybliżyć ją ludziom, możemy popaść w zbytnie uproszczenia. Jednak teraz, gdy już wiesz, że osobowość jest jak sałatka, nie masz wymówki. Rzucanie etykietami i diagnozami, niczym gazeciarz gazetami pod drzwi, jest nie tylko niesprawiedliwe wobec innych, lecz może także prowadzić do popełniania przez ciebie wielu błędów w swoich relacjach: bezkrytycznie mógłbyś posądzić kogoś o bycie psychopatą, którym nie jest, za to przeoczyć zagrożenie ze strony osoby, której osobowość wyraża się w sposób bardziej złożony albo która ma ujmujące cechy.
O psychopatii opowiadam często w psychologicznych analizach postaci z seriali, filmów i różnych historii, które zamieszczam na moim kanale na YouTubie. Jedno z pytań, które zawsze potem dostaję, dotyczy tego, czy psychopata zrobiłby to czy tamto albo jak zareagowałby w konkretnej sytuacji. To wyraźnie pokazuje, że ludzie zazwyczaj uważają, że tylko jeden składnik (w tym przypadku psychopatia) wyjaśnia i determinuje wszelkie zachowania danej osoby. Nie wiemy – albo łatwo zapominamy – że powinniśmy brać pod uwagę inne składniki, takie jak: czy ten psychopata był wychowywany zgodnie z tradycyjnymi wartościami? Czy odniósł sukces społeczny, czy może spotkał się z odrzuceniem? Czy lubi zwracać na siebie uwagę, czy bardziej interesuje go pociąganie za sznurki z ukrycia? Jakich braków doświadczył w swoim życiu, które mogą go motywować i kierować jego działaniami?
Cech osobowości nie można bowiem badać każdej z osobna, trzeba to robić kompleksowo, ponieważ mogą się one nawzajem wzmacniać, równoważyć, a nawet wykluczać. Podam ci przykład: być może rozpoznajesz w sobie cechy makiaweliczne, ponieważ dorastałeś w mocno manipulującym środowisku i nauczyłeś się manipulować w sposób automatyczny, ale jednocześnie masz cechy altruistyczne i empatyczne, a to tłumaczy, dlaczego nigdy w pełni nie ujawniasz swojego makiawelizmu. Jesteś sałatką, a nie jej pojedynczym składnikiem.
Jaki, w takim razie, jest związek między tymi definicjami temperamentu, charakteru i sałatek a typami manipulatorów? Za chwilę wytłumaczę ci, z czego składają się sałatki najgroźniejszych manipulatorów i jak ważne w tych przepisach są tak mroczne i gorzkie składniki, jak makiawelizm, narcyzm i psychopatia.
Duża ilość któregoś z tych trzech składników może nas ostrzec przed mroczną osobowością, chociaż nie zawsze wszystkie one będą występować w takim samym natężeniu. Tak więc istnieją typy osobowości z wyraźnym narcyzmem i makiawelizmem, ale z niewielką psychopatią lub jej całkowitym brakiem. Można również zaobserwować typy mocno psychopatyczne i makiaweliczne, za to nieszczególnie narcystyczne, albo osoby o pewnych cechach narcystycznych, które jednak nie są makiawelikami ani psychopatami. Pamiętaj, że składniki nigdy nie występują pojedynczo ani nie definiują całkowicie sałatki – ani osoby! Skoro to wszystko jest już jasne, możemy zacząć sekcję najbardziej niebezpiecznych manipulatorów.
Niektóre osoby manipulują w sposób celowy, świadomy, a nawet zaplanowany i wykalkulowany – są to manipulatorzy mroczni. Nazwałam ich tak ze względu na to, że wywołują u innych cierpienie, a oprócz tego są to po prostu osoby, które plasują się wysoko w hierarchii – jak to nazywamy w psychologii – „mrocznej triady osobowości”.
Ta koncepcja jest wynikiem licznych badań mających sprawdzić, które cechy osobowościowe są zwykle obecne u jednostek regularnie krzywdzących innych: manipulujących strategicznie, instrumentalizujących relacje, raniących bez wyrzutów sumienia, łamiących zasady społeczne, niepotrafiących odczuwać empatii wobec nikogo i tak dalej.
U osób, których nie chciałbyś mieć blisko siebie, wyróżniają się trzy główne cechy: makiawelizm, narcyzm i psychopatia. Zwróć uwagę, że mówię o cechach, a nie o diagnozach czy osobowościach. Uważam, że trzeba to wyraźnie podkreślić, ponieważ po raz kolejny nie chcę, żebyś mylił bycie psychopatą z występowaniem cech psychopatycznych. To znaczy, jeśli poddalibyśmy mrocznego manipulatora ocenie klinicznej, być może nie spełniałby kryteriów diagnostycznych, by uznać go za psychopatę. Jednak cechy psychopatyczne występują u niego w wystarczającym natężeniu, żeby zaliczyć go do manipulatorów mrocznych. Wyjaśniwszy to ponownie (przepraszam, że jestem taka marudna, ale chcę, żebyś naprawdę nauczył się psychologii), przyjrzyjmy się bliżej charakterystycznym cechom tego typu.
Makiawelizm odnosi się do bardzo specyficznego podejścia do relacji międzyludzkich: dla makiawelików inne osoby są narzędziem, środkiem do osiągnięcia celu, więc ich wartość mierzą oni w zależności od tego, jak bardzo ich do niego przybliżają. Traktowanie ludzi przedmiotowo prowadzi makiawelika do przeświadczenia, że ma prawo nimi manipulować, żeby postępowali zgodnie z jego oczekiwaniami. Koniec końców, skoro ludzie są tylko narzędziami, to dlaczego nie używać ich tak, jakby byli pionkami na szachownicy? Jak widzisz, manipulacja makiaweliczna odbywa się strategicznie i bez żadnych skrupułów.
Charakterystyczną cechą takich osób jest cynizm; problemu nie stanowi dla nich nie tylko wykorzystywanie innych, lecz także samych siebie. Bez wahania wykonają najbrudniejsze, najpodlejsze i najbardziej niemoralne zadania, jeśli pozwoli to jak najszybciej osiągnąć wyznaczony cel. Honor, godność i czyste sumienie nie są zasadami, którymi się kierują. Spełnienie pragnień za wszelką cenę to wystarczający powód, żeby czuły się komfortowo i były z siebie dumne.
Żeby wykryć, czy ktoś ma cechy makiaweliczne, radzę szczegółowo, uważnie i analitycznie obserwować pod kątem etycznym jego działania. Słuchaj także wydawanych przez niego ocen i wyjaśnień dotyczących własnych poczynań. Analizuj jego wnioski i interpretacje dotyczące otoczenia, zdarzeń i zachowań innych osób.
W tym celu możesz zapytać go o pracę, rodzinę, przeszłość i zagłębić się w pobudki, z jakich działał. W ten sposób ktoś może z dumą opowiedzieć, jak dostał awans, przywłaszczywszy sobie cudzy pomysł. Ktoś inny może ci wyznać, jak wykorzystał błąd kolegi, doprowadzając do jego zwolnienia, tylko dlatego, że go nie lubił. Kiedy ktoś pęka z dumy albo uważa się za inteligentnego, bo realizuje własne cele, krzywdząc przy tym innych, trzeba mieć się na baczności.
Jeżeli nie masz dużego zaufania do osoby, którą chcesz poddać próbie, albo wolisz się upewnić, że jej odpowiedzi nie będą defensywne, możesz skomentować przy niej makiaweliczne działania osób trzecich i w ten sposób dowiesz się, co o tym myśli. Przedstawiając wątpliwą etycznie sytuację, zobaczysz, jakie ma w tej sprawie stanowisko. Musisz jednak mieć na względzie, że jeśli tej osobie bardzo zależy na sprawieniu dobrego wrażenia, może ci powiedzieć nie to, co tak naprawdę myśli, tylko to, co jest społecznie akceptowalne. Tak więc, aby uniknąć oszustwa, zwracaj uwagę zarówno na jej słowa, jak też na sposób przedstawiania przez nią swojej opinii, używane argumenty, spójność wypowiedzi z językiem niewerbalnym i tak dalej.
Żeby taka rozmowa była łatwiejsza, oto kilka pomysłów na tematy, które możesz poruszyć:
O osobie publicznej, która posunęła się do oszustwa, żeby osiągnąć określony cel: „Słyszałeś, że ten celebryta wymyślił pewną sytuację, żeby zdradzić swoją partnerkę?”.O osobie publicznej okazującej zadowolenie z cudzego nieszczęścia, które przyniosło jej korzyści, na przykład sportowiec, który cieszy się z kontuzji rywala.O polityku, który bezczelnie kłamał, żeby wygrać wybory.O jakimś oszustwie lub przekręcie, o którym jest głośno.Odkładając makiawelizm na bok, dam ci małą radę na wypadek, gdybyś kogoś poznał i zastanawiał się, czy zrobić dla niego miejsce w swoim życiu: otóż po usłyszeniu opinii, pragnienia, obawy czy decyzji danej osoby nie poprzestawaj na tym. Zawsze pytaj, dlaczego; dzięki temu uzyskasz cenniejsze informacje o ludziach. Czasami, kiedy pytają nas „dlaczego”, w naszej głowie pojawiają się sprawy, o których nawet nie mieliśmy pojęcia.
„Dlaczego” mówi o tym, co nas motywuje, o naszych ranach, o naszych pragnieniach, o tym, co mieszka wewnątrz nas. Natomiast „co” jest po prostu sposobem wyrażenia tego, co powszechnie akceptowalne – czy to społecznie, czy przez nas samych. „Co” nie daje zatem znaczącej informacji. To powiedziawszy (mam nadzieję, że się do tego zastosujesz!), wróćmy do makiawelizmu i tego, jak go wykryć.
Postaw sobie te pytania
Kiedy będziesz miał już wystarczająco dużo informacji na temat danej osoby, by wiedzieć, jak zareagowałaby w określonych sytuacjach, proponuję, byś wyobraził sobie, jak ta osoba odpowiedziałaby na poniższe pytania, gdyby była całkiem szczera.
Czy odrzuciłeś kiedyś jakieś możliwości lub drogę na skróty z przyczyn moralnych i z powodu wartości, jakie wyznajesz? Czy zwykle naginasz swoje wartości (o ile je masz) dla szybkiego i nieuczciwego zysku?
Odpowiedź makiaweliczna: Zasady są elastyczne i trzeba je dostosowywać do okoliczności. Jeśli pojawiłaby się szansa, która przyniosłaby mi znaczące korzyści, wykorzystałbym ją bez wahania, nawet jeśli oznaczałoby to odsunięcie na bok pewnych wartości. Ostatecznie liczy się cel, a nie środki.
Czy masz tendencję do przedkładania własnych interesów ponad interesy innych, czy też masz na uwadze te drugie?
Odpowiedź makiaweliczna: Moje interesy są najważniejsze. Jeśli pomaganie innym służy moim celom, wtedy to rozważę, ale jeśli nie, to nie widzę żadnego powodu, żeby stawiać innych ponad sobą.
Czy kłamanie przychodzi ci z łatwością, czy wywołuje w tobie spory dyskomfort, zakłopotanie lub wstyd?
Odpowiedź makiaweliczna: Kłamstwo to pożyteczne narzędzie, po które w razie konieczności należy sięgać. Nie czuję z jego powodu dyskomfortu, zwłaszcza gdy pozwala mi osiągnąć to, czego chcę. Prawda jest względna i czasami trzeba ją przedstawić tak, żeby odpowiadała moim potrzebom.
Czy uważasz, że normy społeczne i wartości są elastyczne i można je naginać, kiedy w grę wchodzi duży zysk, czy masz bardzo silne poczucie etyki?
Odpowiedź makiaweliczna: Normy społeczne i wartości to koncepcje, które można naginać. Jeśli w grę wchodzi znaczący zysk, nie widzę problemu, żeby je naruszyć. Etyka jest dla tych, którzy nie wiedzą, jak naprawdę działa świat.
Czy do wszystkich odnosisz się jednakowo, czy masz skłonności do traktowania ludzi bardzo różnie w zależności od ich statusu społeczno-finansowego?
Odpowiedź makiaweliczna: Traktowanie innych zależy od ich statusu i od tego, co każda osoba może mi zaoferować. Nie ma sensu odnosić się do wszystkich jednakowo; niektórzy zasługują na większy szacunek czy uwagę niż inni, w zależności od ich użyteczności czy wpływów.
Czy zwykle dzielisz się swoimi celami i planami z otoczeniem, czy też zachowujesz dla siebie, a wręcz ukrywasz swoją sytuację i swoje potrzeby?
Odpowiedź makiaweliczna: Wolę zachować swoje plany dla siebie. Zdradzanie zbyt wiele może dać nade mną przewagę innym albo przeszkodzić w realizacji moich celów. Dyskrecja jest kluczowa dla zachowania kontroli i pewności, że moje interesy nie będą zagrożone.
Czy uważasz, że wszyscy ludzie są wartościowi sami w sobie i zasługują na jednakowy szacunek, czy twoim zdaniem niektórzy są wartościowsi od innych?
Odpowiedź makiaweliczna: Nie wszystkie osoby są tak samo wartościowe; niektóre są wartościowsze ze względu na posiadaną władzę, bogactwo czy wpływ. Błędem jest myślenie, że wszyscy zasługują na taki sam szacunek, bo to oczywiste, że niektórzy są użyteczniejsi czy ważniejsi niż inni.
Tak naprawdę rzadko się zdarza, by ktoś udzielił tak bezpośrednich odpowiedzi, ponieważ albo dana osoba chce ukryć te informacje, albo nigdy nie zadała sobie trudu, by ubrać w słowa swój sposób postrzegania świata. Jej czyny i opinie pozwalają nam jednak wyczuć, że u podstaw jej wypowiedzi leżą makiaweliczne przekonania, które wskazują na mentalność skupioną na manipulowaniu, dążeniu do władzy i skrajnym pragmatyzmie.
Przyjrzyjmy się teraz drugiej cesze należącej do mrocznej triady osobowości, czyli narcyzmowi.
Jeśli interesujesz się psychologią, to prawdopodobnie wiesz już coś na temat narcyzmu, wszak jest to bardzo popularny temat. Może aż za bardzo.
To prawda, że w przypadku wielu traumatycznych i toksycznych relacji, czy to w związku, rodzinie czy pracy, mamy do czynienia z oprawcą z narcystycznym zaburzeniem osobowości (ang. Narcissistic Personality Disorder, NPD). Wynika to z tego, że jednym z filarów narcyzmu jest egocentryzm, rządzący się zasadą „moje potrzeby są zawsze najważniejsze / tylko one się liczą”, niezbyt kompatybilną ze zdrowymi relacjami międzyludzkimi.
Jednak koncepcja narcyzmu, która zapewnia ofiarom nadużyć możliwe reakcje i narzędzia do obrony i zdrowienia, ostatecznie stała się workiem, do którego lekką ręką wrzucamy każdego, kto robi coś, co nam się nie podoba. Jako psycholożka widzę mnóstwo osób, a nawet konta popularyzujące psychologię w mediach społecznościowych, które używają słów „narcyz” i „psychopata” jako terminów tożsamych, co jest dość niebezpieczne. Kiedy zaczynamy lekkomyślnie szafować etykietami diagnostycznymi, tracimy szansę na lepsze zrozumienie, jak kształtują się profile osobowości i jak mogą zmieniać się na lepsze. Bo tak naprawdę wiele typów o cechach narcystycznych może ulec pozytywnej zmianie dzięki terapii.
Przypomnijmy sobie metaforę sałatki: w tym przypadku prognoza dla każdego typu o cechach narcystycznych będzie bardzo różna w zależności od tego, jak narcyzm łączy się z pozostałymi składnikami, jak również w zależności od sytuacji i momentu życiowego, w jakich znajduje się dana osoba. Inaczej wygląda leczenie młodego człowieka z kilkoma cechami narcystycznymi, który zgłasza się na terapię, żeby poprawić swoje zachowanie wobec partnerki, a zupełnie inaczej leczenie osoby z NPD, która przychodzi na wizytę pod przymusem z powodu stosowania przemocy w pracy.
Dlaczego zatem niektóre osoby używają słów „psychopata” i „narcyz”, jakby to były synonimy? Ponieważ, kiedy NPD jest już bardzo zawansowane, dana osoba zupełnie traci empatię, a w związku z tym także i zdolność do odczuwania wyrzutów sumienia. W rezultacie, mimo że mechanizm psychologiczny jest inny, zachowanie takiej osoby prawie się nie różni od zachowania psychopaty. W tym przypadku być może ta osoba urodziła się i dorastała, odczuwając empatię i wyrzuty sumienia, lecz w miarę jak zaburzenie przejmowało kontrolę nad jej osobowością, traciła te uczucia. To oznacza, że – choć pierwotnie nie była psychopatyczna – postępuje jak psychopata, co ogranicza do minimum możliwości terapeutycznej zmiany. Ale po raz kolejny chcę podkreślić, że istnieje wiele stopni narcyzmu i w związku z tym także wiele różnych sałatek.
Zanim wyjaśnię, jak rozpoznać zachowania znamionujące cechy narcystyczne, myślę, że interesujące (i przydatne!) okaże się dla ciebie zrozumienie źródła i roli tych cech. Ponadto podzielę się z tobą kilkoma konkretnymi radami dotyczącymi spektrum narcyzmu, dzięki którym zobaczysz coś więcej niż stereotypowy wizerunek narcyza z naszych wyobrażeń: aroganta i próżniaka.
Żeby dobrze zrozumieć, co siedzi w narcystycznym umyśle, musimy dotrzeć do sedna zagadnienia: narcyz to osoba, która w decydującym momencie swojego życia nie potrafiła zbudować zdrowego i solidnego poczucia własnej wartości, a zamiast tego przyjęła strategię budowania jego fałszywej i nadmuchanej wersji poprzez mechanizmy narcystyczne, jak odnoszenie sukcesów, szukanie podziwu i uznania, odrzucenie słabości, unikanie przykrych emocji, ukrywanie wad, rywalizowanie z innymi i tak dalej.
Wiemy, że brak poczucia własnej wartości leży u podstaw wielu problemów psychologicznych, z którymi stykamy się na co dzień. Ale nie przejmuj się, poczucie własnej wartości nie jest czymś, co się ma lub czego się nie ma; nie obawiaj się, że jeśli go nie masz, to jesteś skazany na psychiczne cierpienie. Budujemy je nieustannie w codziennym życiu – za sprawą naszych decyzji i tego, jak siebie traktujemy (i jak pozwalamy, by nas traktowano), kładziemy nowe cegły i remontujemy już istniejącą konstrukcję. Jednak prawda jest taka, że jeśli w pierwszych latach życia doszło do poważnych uszkodzeń fundamentów, możemy spędzić resztę naszych dni, układając kolejne poziomy cegieł na próżno albo nie tam, gdzie trzeba. Jeśli podstawa jest niestabilna, prawdopodobnie nasza budowla będzie się walić raz po raz.
Nie wszyscy rodzice mają bowiem możliwości, chęć i wiedzę, żeby wychowywać swoje dzieci w sposób zdrowy, okazując miłość, akceptację, wsparcie, ciepło, jednocześnie wyznaczając im granice i wpajając wartości. Jeśli przyjrzysz się rodzicom narcyza, zobaczysz, że rzadko się zdarza, by byli to zrównoważeni ludzie, którzy bezwarunkowo kochali swoje dziecko i zadbali o jego prawidłowy rozwój.
Jednak nie każdy, kto zmaga się z brakiem poczucia własnej wartości, rozwija cechy narcystyczne; są osoby, które zamiast tego obierają kurs na uległość i usłużność. Jeśli ktoś skłonił się ku narcyzmowi, to dlatego, że w pewnym momencie zrozumiał, że „pompowanie” własnego wizerunku i nieustanne jego potwierdzanie było tym, dzięki czemu czuł się dobrze, czy to za sprawą rodziców, którzy kochali swoje dzieci tylko wtedy, gdy się wyróżniały, czy za sprawą rodzeństwa, które ciągle ze sobą porównywano, czy za sprawą otoczenia, które karało wszelkie przejawy słabości, czy też za sprawą jakiejś ważnej narcystycznej postaci, która stanowiła wzór do naśladowania. Wszystko dlatego, że dana osoba nie była akceptowana, dopóki nie stworzyła swojego alter ego.
W każdym razie narcyz jest skazany na nieustanne poszukiwanie sposobów zrekompensowania sobie braku poczucia własnej wartości, jak gdyby kompulsywnie próbował zapełnić studnię bez dna. Istnieją mniej lub bardziej szkodliwe sposoby, by to robić. Można na przykład skupić się na rozwoju zawodowym i odłożyć na bok dbanie o siebie albo podążyć w innym kierunku wiążącym się z negatywnymi skutkami dla siebie samego i dla swojego otoczenia.
W miarę jak cechy narcystyczne się intensyfikują i przejmują kontrolę nad daną osobą, narcystyczne zachowania, które przedtem były nieszkodliwe, przybierają mroczniejsze barwy. Narcyz szuka wówczas bardziej atrakcyjnego partnera tylko po to, żeby czuć się bardziej wartościowym, nawiązuje usłużne przyjaźnie, żeby wzmocnić swoje ego, otacza się pochlebcami, którzy chwalą wszystko, co robi.
Z biegiem czasu narcyz z tak ekstremalnym zaburzeniem stopniowo wyłącza w sobie to, co ludzkie, emocjonalne i związane z relacjami, a jego egocentryzm i brak empatii się pogłębiają. Kiedy tak się dzieje, coraz łatwiej mu myśleć o innych jak o narzędziach służących do windowania jego ego, i nabiera cech makiawelicznych. W tym momencie staje się manipulatorem i wtedy zaczyna się gra. Sztuczki, po jakie sięgnie, będą zależeć od konkretnego przypadku, a także od typu narcyzmu. Poniżej przedstawiam najczęstsze typy narcystyczne, które szybko rozpoznasz w swoim życiu.
A oto najpowszechniejsze formy narcyzmu:
Narcyz wielkościowy:
prawdopodobnie ten typ najbardziej pasuje do twojego wyobrażenia narcyzmu. Jest to osoba, która czuje się lepsza od innych, porównuje się z nimi, żeby to udowodnić, oraz nieustannie zabiega o pochwały i podziw. Ten typ buduje swoje poczucie własnej wartości na wywyższaniu się i byciu postrzeganym przez wszystkich jako wspaniała osoba. Pozuje na bardzo pewnego siebie, zdolnego zrobić wszystko lepiej niż ktokolwiek inny, przez co zajmuje dużo przestrzeni, zarówno w sensie dosłownym, jak i w rozmowach, przez co wydaje się arogancki, próżny i irytujący.
Narcyz antagonistyczny:
buduje swoje poczucie własnej wartości na pogardzaniu innymi. Zamiast opowiadać, jaki jest wspaniały, skupia się na krytykowaniu innych, uwydatnianiu ich wad i wytykaniu błędów. Osoby mające takie cechy nie tylko krytykują innych, lecz także są napastliwe twarzą w twarz: dążą do konfrontacji i podważają wypowiedzi innych oraz odmienne od swojego punkty widzenia. A ponieważ wzmacniają swoje poczucie wyższości poprzez starcia, zwykle są to osoby konfliktowe, które oprócz tego bardzo źle reagują na krytykę.
Narcyz społeczny:
ten typ zwykle zaskakuje, ponieważ wywyższa się poprzez społecznie podziwiane zachowanie. Działa więc altruistycznie i prospołecznie: angażuje się w akcje charytatywne, robi dobre uczynki i pomaga społeczności, ale tylko dlatego, że pragnie być podziwiany. I jak się zapewne domyślasz, zawsze sprawdza, czy jego działania są dostrzegane i czy wszyscy się o nich dowiedzą. Dlatego takie osoby są altruistami nie z właściwych pobudek, tylko ze względu na uznanie i wysoką samoocenę, jakie im zapewnia to zachowanie. Chociaż ten typ wydaje się najbardziej czarującym spośród wszystkich narcyzów, za zamkniętymi drzwiami, kiedy nikt nie widzi, prawdopodobnie nie jest już tak wzorowym obywatelem.
Narcyz ukryty lub wrażliwy:
ten typ narcyza wtapia się w tłum, ponieważ jest to osoba nieśmiała i skromna. Inaczej niż narcyz wielkościowy, nie dąży do osiągania wielkich celów ani demonstrowania swojej wartości. Nie robi tego jednak z braku chęci, tylko z powodu absolutnej nietolerancji porażki i krytyki: cechuje go tak niskie poczucie własnej wartości, że nie ma odwagi zrobić tego, czego pragnie, z obawy, że nieosiągnięcie założonego rezultatu zniszczy jego nadęte ego. Pamiętajmy w tym kontekście, że zdrowe poczucie własnej wartości nie jest uzależnione wyłącznie od osiągnięć oraz zewnętrznej akceptacji i nie rozpada się z powodu błędu, porażki czy słów krytyki.
Niektórzy wrażliwi narcyzi głęboko zazdroszczą tym, którzy mają odwagę robić to, co oni też by chcieli, ale zamiast się do tego przyznać, krytykują i pogardzają tymi, których uważają za zagrożenie dla własnego ego. Inni natomiast odnoszą się nie do osoby, tylko sytuacji albo wyzwania jako takich, i stwierdzają, że sami się tym nie zajmują, ponieważ nie licuje to z ich godnością. Są również i tacy, którzy radzą sobie ze swoją niekonsekwencją, przyjmując postawę ofiary i obwiniając za swoją sytuację innych. Jak widzisz, ten typ narcyza unika odpowiedzialności i rozładowuje złość poprzez działania pasywno-agresywne.
Chociaż każdy z opisanych typów ukierunkowuje swój narcyzm w różny sposób, wszyscy mają wspólną cechę: brak miłości własnej oraz bezwarunkowej samoakceptacji. Trzeba podkreślić, że jest to powszechne u wielu osób, które mogą się utożsamiać z niektórymi opisanymi wyżej zachowaniami. Pamiętaj jednak, że mówimy o typach narcyzmu, czyli jeśli ktoś spełnia kryteria bycia narcyzem, następnie należy przeanalizować, jakim jest jego typem. A zatem, jeśli czujesz, że – podobnie jak narcyz wrażliwy – przestajesz robić różne rzeczy z obawy przed krytyką, to nie oznacza, że też nim jesteś. W tym celu musiałbyś spełnić kryteria, które zamieszczam poniżej.
Kryteria diagnostyczne zaburzeń psychicznych DSM-5-TR, podręcznik dla psychiatrów, który klasyfikuje zaburzenia psychiczne, wymienia następujące kryteria diagnostyczne zaburzenia narcystycznego. Trzeba jednak zaznaczyć, że technicznie rzecz biorąc, o narcyzmie mówimy wtedy, gdy dana osoba przejawia już od wczesnej dorosłości pięć lub więcej wskazanych poniżej zachowań i reakcji emocjonalnych.
Ma wielkościowe przekonanie o swojej wartości (np. wyolbrzymianie swoich osiągnięć i talentów, oczekiwanie bycia traktowanym lepiej niż inni, pomimo braku znaczących osiągnięć).
Jest pochłonięta wyobrażeniami o nieograniczonych: sukcesie, władzy, doskonałości, pięknie lub miłości idealnej.
Jest przekonana o byciu kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym, a co za tym idzie, rozumianym wyłącznie przez osoby (lub instytucje) o wysokim statusie społecznym i zdolnym do przebywania wyłącznie w towarzystwie takich osób.
Ma nadmierną potrzebę bycia podziwianą.
Ma poczucie bycia uprzywilejowaną (irracjonalne oczekiwanie szczególnego traktowania lub zakładanie z góry, że różne oczekiwania zostaną spełnione).
Wykorzystuje inne osoby do osiągnięcia swoich celów.
Cierpi na brak zdolności współodczuwania i odczuwa niechęć do rozpoznawania lub identyfikowania się z uczuciami albo potrzebami innych osób.
Często czuje zazdrość wobec innych lub jest przekonana o tym, że to inni są zazdrośni.
Wykazuje aroganckie, wyniosłe zachowanie lub postawę
1
.
Postaw sobie te pytania
Trzeba znać kryteria diagnostyczne, ale weź pod uwagę, że skupiają się one na narcystycznym zaburzeniu osobowości, czyli patologicznym i poważnym typie narcyzmu. Pamiętaj jednak, że osoba niezaburzona, za to mająca cechy narcystyczne, również może być niebezpiecznym manipulatorem, zalecam więc mieć na względzie następujące pytania, stanowiące wytyczne do obserwacji:
Czy żyje w świecie porównań? Czy jest nadzwyczaj ambitna i źle znosi porażki?
Czy ma skłonności do zazdroszczenia innym i wygłaszania dyskredytujących komentarzy, żeby umniejszyć ich osiągnięcia i zalety? Czy wspomina, że inni jej zazdroszczą?
Czy trudno jej odczuwać empatię wobec osób, które się od niej różnią, i sympatyzować z nimi?
Czy potrafi zrozumieć potrzeby innych, nawet jeśli są sprzeczne z jej własnymi potrzebami? Czy potrafi pomagać w sytuacjach, kiedy pomoc nie przynosi jej korzyści?
Czy oczekuje uprzywilejowanego i szczególnego traktowania ze strony innych, na przykład na imprezach czy w restauracji? Czy robienie tego, co zwykle robią ludzie, jak czekanie na coś lub stanie w kolejce, jest dla niej trudne albo wręcz niemożliwe?
Czy jest bardzo wrażliwa na krytykę, nawet konstruktywną?
Czy mając poczucie bycia ignorowanym, reaguje przesadnie? Czy usilnie domaga się pochwał lub uznania?
Czy dominuje w rozmowach, dużo mówiąc i mało słuchając?
Czy przerywa, kiedy mówi ktoś inny albo się rozprasza i nie słucha?
Czy interesuje się innymi osobami i zadaje im pytania, żeby je poznać i zrozumieć? Czy nieustannie przekierowuje rozmowę na siebie, swoje życie i sprawy?
Czy uważa, że jej zdanie jest ważniejsze niż zdanie innych, i pogardza tymi, którzy myślą inaczej?
Czy kreuje się na ofiarę i zapewnia, że jej problemy są ważniejsze albo bardziej realne niż problemy innych? Czy często narzeka na niesprawiedliwe lub nieprzychylne traktowanie i żąda czegoś lepszego?
Czy osoby ze swojego otoczenia traktuje jak ludzi, którzy mają własne potrzeby, pragnienia i prawa? Czy raczej zachowuje się tak, jakby wszyscy inni byli statystami w przedstawieniu, w którym ona gra główną rolę?
Podsumowując, chcę dodać coś, co być może cię zaskoczy: na płaszczyźnie behawioralnej potrzebna jest odrobina narcyzmu. W codziennym życiu wszyscy powinniśmy znaleźć chwilę, by się sobie przyjrzeć, postawić siebie na pierwszym miejscu i zadbać o siebie, dzięki czemu możemy się rozwijać; krótko mówiąc, niekiedy trzeba być „egoistą”.
Tak więc nawet jeśli masz dobrze ugruntowane poczucie własnej wartości, nie powinieneś zapominać o dalszym układaniu cegieł, żeby umacniać i upiększać swój dom. Najzdrowsze są osobowości zrównoważone i potrafiące dopasować się funkcjonalnie do otoczenia, w którym żyją. Ponieważ, koniec końców, równie źle jest żyć, myśląc wyłącznie o samym sobie, jak i myśląc tylko o innych. W tym drugim przypadku należałoby nauczyć się co nieco od narcyzów.
Przyjrzyjmy się teraz trzeciej cesze mrocznej triady osobowości, czyli psychopatii.
Obecność psychopatii lub cech psychopatycznych możemy podejrzewać głównie wtedy, gdy zauważymy całkowity brak empatii emocjonalnej oraz poczucia winy i wyrzutów sumienia w momencie działania. I nie mam na myśli empatii ogólnie, bo gdy mówimy o psychopatii, należy różnić empatię intelektualną i empatię emocjonalną. W pierwszym przypadku wiemy albo domyślamy się, jak ktoś się czuje w określonej sytuacji, podczas gdy w drugim przypadku to współodczuwam; między tymi dwoma stanami istnieje duża różnica.
Kiedy się mówi, że psychopaci nie odczuwają empatii, nie oznacza to, że nie mają pojęcia, co się dzieje w głowach innych osób albo że nie wiedzą, kiedy postępują źle i wyrządzają komuś krzywdę. Chodzi o to, że choć mają świadomość, że być może drugi człowiek cierpi z powodu ich działań, nie utożsamiają się z cudzym bólem i wobec tego nie potrafią doświadczyć żadnej reakcji emocjonalnej.
Żebyśmy mieli jasność; empatia emocjonalna jest mechanizmem pozwalającym nam odczuwać emocje, które zauważamy u innych, co wzmacnia altruizm i współpracę między ludźmi. Poza tym ten mechanizm sprawia, że za każdym razem, gdy widzimy, że ktoś cierpi z powodu naszych działań, nasz mózg uruchamia lawinę bardzo silnego dyskomfortu, który określamy mianem wyrzutów sumienia. Na pewno czułeś je kiedyś na skutek jakiegoś popełnionego błędu, musisz więc wiedzieć, że jest to wyjątkowo nieprzyjemne uczucie, zwłaszcza gdy ten błąd prowadzi do czyjegoś cierpienia.
Jak widzisz, źródło współpracy i zachowań prospołecznych człowieka tkwi nie tylko w dobrym samopoczuciu, które jest skutkiem pomagania innym, lecz także w unikaniu dyskomfortu, który pojawia się, gdy nie pomagamy ludziom, albo nawet gorzej: kiedy wyrządzamy im krzywdę. Dlaczego więc niektóre osoby są pozbawione tego mechanizmu i w związku tym także uczuć, które nie pozwalają krzywdzić innych?
Cóż, są osoby, które rodzą się z psychopatycznym mózgiem. Choć brzmi to dziwnie, owo zaburzenie ma podłoże genetyczne. Mówimy tu jednak tylko o psychopatii pierwotnej, kiedy obserwujemy u dzieci pewne cechy i zachowania, takie jak maltretowanie zwierząt czy innych dzieci. Mali psychopaci kłamią, manipulują, nie przestrzegają zasad, sprzeciwiają się autorytetom, buntują się i są agresywne. Najważniejsze jest jednak to, że nie mają poczucia winy, nie czują strachu ani dyskomfortu, choć wiedzą, że zrobili coś złego i że spowodowało to czyjeś cierpienie, nawet gdy skrzywdzoną osobą jest ich ojciec lub matka.
Jednak nie wszystkie psychopatie są wrodzone. Wiele z nich rozwija się z powodu dorastania w przemocowym otoczeniu i w emocjonalnym chłodzie, gdyż w takim środowisku myślenie o innych oznacza narażanie się na niebezpieczeństwo. Cechy psychopatyczne będące owocem brutalnego i niehumanitarnego środowiska niekiedy przyczyniają się do rozwoju antyspołecznego zaburzenia osobowości (ang. antisocial personality disorder, ASPD).
Istnieją dwa typy psychopatii: tak zwana psychopatia pierwotna charakteryzująca osobę, która urodziła się z mózgiem niezdolnym do wczuwania się w emocje innych, oraz antyspołeczne zaburzenie osobowości (lub psychopatia wtórna) dotyczące osoby, która nabyła te cechy wskutek określonych doświadczeń życiowych powodujących wyłączenie jej empatii i wyrzutów sumienia i sprawiających, że działa ona w sposób egoistyczny, wyrachowany i brutalny, żeby móc przetrwać.
Psychopata wtórny lub ASPD to taki, który wykazuje zachowania antyspołeczne: nie jest zintegrowany ze społeczeństwem, tylko łamie prawo, popełnia przestępstwa, stosuje przemoc wobec innych i narusza ich prawa, a także wykazuje się porywczością, wybuchowością i lekkomyślnością oraz łamie zasady społeczne i moralne. Krótko mówiąc, jest to psychopata występujący w zbiorowej wyobraźni: kryminalista, ktoś niebezpieczny, człowiek, który wzbudza strach już samą swoją obecnością, można więc powiedzieć, że łatwo go rozpoznać.
Natomiast w przypadku psychopaty pierwotnego będzie to znacznie trudniejsze, zwłaszcza gdy jest to psychopata zintegrowany. Już wyjaśniam: psychopata pierwotny może rozwinąć zachowania antyspołeczne, jeśli dorastał w środowisku konfliktowym, podobnie jak psychopata wtórny. Jeśli jednak miał w życiu szczęście, nie będzie wykazywał żadnych wyraźnych zachowań antyspołecznych i pozostanie niezauważony.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
American Psychiatric Association, Kryteria diagnostyczne DSM-5-TR ™ z Desk Reference, wyd. Edra Urban & Partner, Wrocław 2015, s. 317. [wróć]
