Jak rozpoznać manipulację, zanim zadziała. Samoobrona psychologiczna - Claudia Nicolasa - ebook

Jak rozpoznać manipulację, zanim zadziała. Samoobrona psychologiczna ebook

Claudia Nicolasa

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

10 osób interesuje się tą książką

Opis

Nie pozwól, by ktokolwiek rządził twoimi wyborami, emocjami i czasem!

Manipulatorzy otaczają cię ze wszystkich stron. Są obecni w mediach, w polityce, w pracy, a może nawet siedzą z tobą przy stole w twoim własnym domu. Nie zawsze wykorzystują swoje techniki w pełni świadomie, ale ich cel pozostaje ten sam – osiągnąć zarówno finansowe, jak i emocjonalne korzyści twoim kosztem. Ich metody można jednak przejrzeć, a kiedy już zaczniesz dostrzegać pewne wzorce zachowania i komunikacji, z łatwością nauczysz się przed nimi bronić.

Z tej książki dowiesz się:

• jaka jest różnica między wywieraniem wpływu, perswazją czy flirtem a manipulacją,

• czym się charakteryzują trzy typy manipulatorów: mroczni, biali i szarzy,

• czy masz cechy idealnej ofiary, które przyciągają manipulatorów,

• po czym poznać, że ktoś tobą manipuluje i jak temu zaradzić,

• jak uchronić się przed manipulacją w związku, w rodzinie i w pracy,

• jakim technikom manipulacji ulegają ekstrawertycy, a jakim introwertycy.

To jedyna książka o manipulacji, jakiej potrzebujesz, by żyć w pełni świadomie i niezależnie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 386

Data ważności licencji: 7/30/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wprowadzenie. Źródło kontroli

Wpro­wa­dze­nie

Źró­dło kon­troli

W 1864 roku Emil Nobel zgi­nął wraz z czte­rema innymi oso­bami wsku­tek eks­plo­zji nitro­gli­ce­ryny. Jego brat Alfred Nobel sku­pił się wów­czas na opra­co­wa­niu bez­piecz­niej­szego spo­sobu obcho­dze­nia się z tą sub­stan­cją. Wła­śnie tak powstał dyna­mit, który przy­czy­nił się do postępu w róż­nych sek­to­rach prze­my­słu, takich jak gór­nic­two czy budow­nic­two.

Czło­wiek jed­nak bar­dzo szybko wymy­ślił dla niego nowe zasto­so­wa­nie i wyko­rzy­stał do zdo­by­cia prze­wagi pod­czas pierw­szej wojny świa­to­wej, która stała się jed­nym z naj­krwaw­szych i naj­bar­dziej nisz­czy­ciel­skich wyda­rzeń w histo­rii. Z tego powodu Nobel zyskał przy­do­mek „han­dla­rza śmier­cią”, co oczy­wi­ście ani tro­chę nie przy­pa­dło mu do gustu. Posta­no­wił zatem prze­ka­zać olbrzy­mią for­tunę, któ­rej doro­bił się dzięki swo­jemu wyna­laz­kowi, żeby uho­no­ro­wać osoby przy­czy­nia­jące się zna­cząco do roz­woju ludz­ko­ści. W ten spo­sób powstała słynna Nagroda Nobla.

Co cie­kawe, słowo „dyna­mit” pocho­dzi od sta­ro­grec­kiego ter­minu dýnamis, ozna­cza­ją­cego wła­dzę i jak każda inna wła­dza, wyna­la­zek ten może być wyko­rzy­sty­wany mądrze bądź w spo­sób ego­istyczny i destruk­cyjny. Podob­nie jak on, psy­cho­lo­gia zapew­nia narzę­dzia i wie­dzę, które w nie­po­wo­ła­nych rękach mogą stać się nie­bez­pieczną bro­nią, zwłasz­cza jeśli cho­dzi o książkę zgłę­bia­jącą temat mani­pu­la­cji i tech­nik kon­troli umy­słu.

Była to zresztą moja naj­więk­sza obawa, kiedy posta­no­wi­łam ją napi­sać: prze­ka­za­nie potęż­nych narzę­dzi nie­wła­ści­wym oso­bom. Dla­tego powta­rza­łam sobie: „Zdra­dzę, co czyni nas podat­nymi na mani­pu­la­cję, i szcze­gó­łowo opi­szę stra­te­gie, jakie sto­sują mani­pu­la­to­rzy, by pod­po­rząd­ko­wać sobie myśli i wolę innych. Moim celem jest to, żeby czy­tel­nik potra­fił roz­po­znać te sytu­acje i nauczył się sta­wiać im czoło, ale… co, jeśli ta książka wpad­nie w nie­po­wo­łane ręce i zosta­nie wyko­rzy­stana w pod­łych celach?”.

Nie będę cię okła­my­wać, mówiąc, że nie czuję już tego nie­po­koju, bo wciąż ist­nieje moż­li­wość, że ktoś dzięki prze­ka­za­nej przeze mnie wie­dzy „wypro­du­kuje dyna­mit”. Po dłu­gim namy­śle doszłam jed­nak do wnio­sku, że ten, kto zechce mani­pu­lo­wać, i tak to zrobi – z moją książką czy bez niej. Nie­stety ludzie, któ­rzy pra­gną oszu­ki­wać i są pozba­wieni empa­tii oraz wyrzu­tów sumie­nia, zawsze znajdą spo­sób, żeby to robić. Tak więc, ponie­waż makia­we­lizm na­dal będzie ist­niał, nie­za­leż­nie od tego, czy ta książka się ukaże, czy nie, posta­no­wi­łam przy­czy­nić się do zmniej­sze­nia grona osób, które – pozba­wione odpo­wied­niej wie­dzy i narzę­dzi – utknę­łyby w nik­czem­nych i pato­lo­gicz­nych rela­cjach.

Decy­zja o wyda­niu książki jest efek­tem wnio­sku, do jakiego doszłam na pod­sta­wie zarówno zawo­do­wego, jak i oso­bi­stego doświad­cze­nia, że powo­dami, dla któ­rych wiele nie­szczę­śli­wych, pogu­bio­nych i pogrą­żo­nych w sta­gna­cji osób nie rozu­mie źró­dła swo­jego złego samo­po­czu­cia i nie wie, w jakim kie­runku należy pójść, są mani­pu­la­cja i pułapki men­talne. Cza­sami zasta­wiają je inni ludzie, któ­rzy przed­kła­dają wła­sne inte­resy ponad nasz dobro­stan, ale bywa też i tak, że sami sabo­tu­jemy wszel­kie szanse na osią­gnię­cie szczę­ścia, przy­spa­rza­jąc cier­pie­nia naszym naj­bliż­szym. W każ­dym razie prawda jest taka, że więk­szość osób nie jest wolna ani men­tal­nie, ani emo­cjo­nal­nie.

Naj­bar­dziej nie­po­ko­jące jest to, że choć mani­pu­la­cja jest nie­zwy­kle powszech­nym zja­wi­skiem, w więk­szo­ści przy­pad­ków nie mamy świa­do­mo­ści, że ktoś nami mani­pu­luje albo że my mani­pu­lujemy kimś. Być może kie­dyś nie­świa­do­mie powie­dzia­łeś: „Chcę tylko two­jego dobra”, nakła­nia­jąc jakąś osobę do pod­ję­cia decy­zji, która osta­tecz­nie opła­ciła się bar­dziej tobie niż jej. Nie przej­muj się, wszy­scy wpa­damy w takie pułapki men­talne. Jeste­śmy tylko ludźmi. A co, gdy­bym ci powie­działa, że ist­nieje spo­sób na roz­po­zna­nie i uniesz­ko­dli­wie­nie tych stra­te­gii? Że możesz się chro­nić, a ponadto nauczyć się zapo­bie­gać temu, by twoje lęki uczy­niły mani­pu­la­tora z cie­bie?

Ta książka będzie więc twoją mapą dro­gową, która pomoże ci roz­szy­fro­wać mecha­ni­zmy mani­pu­la­cji wystę­pu­jące we wszyst­kich obsza­rach życia: w pracy, w związ­kach, w rodzi­nie, a nawet w spo­łe­czeń­stwie i w mediach. Poznasz mani­pu­la­tora mrocz­nego, który sto­suje tech­niki obli­czone na to, żeby zasiać w tobie wąt­pli­wo­ści w kwe­stii two­jego postrze­ga­nia rze­czy­wi­sto­ści; mani­pu­la­tora sza­rego, który – uwię­ziony we wła­snych kom­plek­sach – dopro­wa­dza do kon­flik­tów, by czuć, że zdo­był twoją uwagę; a także mani­pu­la­tora bia­łego, który sto­suje per­swa­zję etycz­nie i przej­rzy­ście, aby wpły­wać pozy­tyw­nie na innych, i dowiesz się, czego możesz się od niego nauczyć. Jed­nak zapo­znasz się nie tylko z teo­rią. Wspie­rają ją liczne przy­kłady praw­dzi­wych sytu­acji, tech­nik mani­pu­la­cji, narzę­dzi obron­nych, które będziesz mógł zasto­so­wać już po prze­czy­ta­niu pierw­szych stron, a także doty­czące ich reflek­sje.

Nie spo­dzie­waj się jed­nak, że prze­czy­tasz tu, że wszystko możesz napra­wić, odsu­wa­jąc się od „tok­sycz­nych ludzi”, albo że pro­blem ni­gdy nie leży w tobie. Nie, to nie jest przy­jemna książka, która sprawi, że poczu­jesz się lepiej na krótką metę, pod­czas gdy w dłuż­szej per­spek­ty­wie i tak nic nie ule­gnie zmia­nie. Jest to książka o intro­spek­cji, samo­kry­tyce, podej­mo­wa­niu decy­zji, a przede wszyst­kim o roz­woju. Każdy roz­dział to zapro­sze­nie do dez­ak­ty­wa­cji puła­pek, w które zosta­li­śmy schwy­tani zarówno przez innych, jak i przez sie­bie samych. Ponie­waż dogłębne pozna­nie mani­pu­la­cji, tak jak w przy­padku nitro­gli­ce­ryny Alfreda Nobla, ozna­cza nie tylko wła­dzę, z któ­rej korzy­sta­nia będziesz musiał się nauczyć; jest to także bilet do wol­no­ści umy­sło­wej. Do życia, w któ­rym będziesz podej­mo­wać bez­piecz­niej­sze i bar­dziej świa­dome decy­zje, w któ­rym będziesz się w pełni cie­szyć zdro­wymi rela­cjami i w któ­rym będziesz panem kie­runku, jaki posta­no­wisz obrać, a także tego, jak to zro­bisz i kto będzie ci w tym towa­rzy­szyć. Zaczy­namy?

Część pierwsza. Manipulacja i jej pułapki

Część pierw­sza

Mani­pu­la­cja i jej pułapki

Rozdział 1. Tajemnica manipulacji: czym jest tak naprawdę?

Roz­dział 1

Tajem­nica mani­pu­la­cji: czym jest tak naprawdę?

Pomyśl o chwili, kiedy przy­ja­ciel, part­ner lub part­nerka, a nawet ktoś nie­zna­jomy skło­nił cię do zro­bie­nia cze­goś, czego tak naprawdę nie chcia­łeś zro­bić. Być może ule­głeś, cho­ciaż czu­łeś, że jesteś pod pre­sją. Moż­liwe, że uzmy­sło­wi­łeś to sobie dopiero po jakimś cza­sie, a może ni­gdy nie zda­łeś sobie sprawy z tego, że padłeś ofiarą mani­pu­la­cji. Nie­wy­klu­czone też, że w któ­rymś momen­cie zorien­to­wa­łeś się, że sam ucie­kłeś się do jakiejś nie­znacz­nej stra­te­gii emo­cjo­nal­nej, chcąc spra­wić, by ktoś się na coś zgo­dził. Nie przej­muj się, nie jesteś sam, a mani­pu­la­cja jest czę­ścią naszego życia.

To mocne słowo koja­rzy się ponuro – z oszu­stwami i kon­trolą. Ale czy to naprawdę tak mroczne zja­wi­sko, jak się wydaje? Prawda jest taka, że zasad­ni­czo nie jest ono ani złe, ani zare­zer­wo­wane tylko dla „pod­łych” ludzi. Ogól­nie rzecz bio­rąc, mani­pu­la­cja to dzia­ła­nie, które wpływa na zacho­wa­nie, myśli czy decy­zje innej osoby w kon­kret­nym celu. I cho­ciaż czę­sto wiąże się ją z próbą osią­gnię­cia cze­goś w celu uzy­ska­nia korzy­ści dla sie­bie, nie przej­mu­jąc się wolą dru­giego czło­wieka, to może ona przy­bie­rać sub­telne formy, które bar­dzo czę­sto pozo­stają nie­zau­wa­żone. W grun­cie rze­czy mani­pu­la­cja opiera się na sile komu­ni­ka­cji i wpły­wie, jaki mamy na innych: spo­sób, w jaki przed­sta­wiamy nasze pomy­sły, język, jakiego uży­wamy, a nawet nasze emo­cje oddzia­łują na to, jak jeste­śmy postrze­gani i jak pozo­stałe osoby reagują na nasze słowa.

Czym więc różni się codzienny wpływ od mani­pu­la­cji emo­cjo­nal­nej, która może wyrzą­dzić nam krzywdę? Żeby odpo­wie­dzieć na to pyta­nie, naj­pierw musimy odsu­nąć na bok pro­ste i ugrun­to­wane poję­cia. Ponie­waż, drogi czy­tel­niku, ta książka nie ma na celu powie­dzieć ci, że ist­nieją „dobrzy” i „źli” ani wska­zy­wać pal­cem tych, któ­rzy – jak ty i ja – nie­kiedy dzia­łają powo­do­wani wła­snymi ranami i bra­kami emo­cjo­nal­nymi. Celem tej publi­ka­cji jest nato­miast pomóc ci zro­zu­mieć, że mani­pu­la­cja to coś znacz­nie wię­cej niż mroczne narzę­dzie; to lustro naszych emo­cji, pra­gnień i lęków. Kiedy już to zro­zu­miesz, będziesz wie­dział, jak się chro­nić, ule­czyć i, co naj­waż­niej­sze, znacz­nie swo­bod­niej i auten­tycz­niej poro­zu­mie­wać się z innymi.

Każdy jest potencjalnym manipulatorem

Postawmy sprawę jasno: wszy­scy mani­pu­lu­jemy. Robimy to, ponie­waż jeste­śmy ludźmi, a nasz umysł jest tak zapro­jek­to­wany, żeby szu­kać spo­so­bów na zaspo­ko­je­nie naszych potrzeb, roz­wią­zy­wa­nie kon­flik­tów lub uni­ka­nie nie­wy­god­nych kon­fron­ta­cji. Nie zna­czy to oczy­wi­ście, że wszy­scy dzia­łamy ze złymi inten­cjami ani że powin­ni­śmy uspra­wie­dli­wiać szko­dliwe zacho­wa­nia. Jed­nak zro­zu­mie­nie tego, że każdy z nas stąpa po tym samym grun­cie, jest aktem pokory i doj­rza­ło­ści.

Mani­pu­la­cja prze­ja­wia się na różne spo­soby, jej spek­trum roz­ciąga się od zacho­wań sub­tel­nych aż po naj­bar­dziej szko­dliwe. Na jed­nym końcu skali znaj­dują się mani­pu­la­to­rzy mroczni: osoby, które w spo­sób umyślny i wyra­cho­wany uży­wają swo­ich umie­jęt­no­ści, żeby szko­dzić, kon­tro­lo­wać lub wyko­rzy­sty­wać innych, pod­czas gdy na jej dru­gim końcu miesz­czą się mani­pu­la­to­rzy biali, któ­rych celem jest poma­ga­nie innym poprzez per­swa­zję. Jed­nakże – jak się póź­niej prze­ko­nasz – więk­szość osób mani­pu­lu­ją­cych robi to z pozy­cji wypo­środ­ko­wa­nej i nie­świa­do­mie, kie­ru­jąc się ranami emo­cjo­nal­nymi, lękami i sche­ma­tami, któ­rych nawet nie jest świa­doma.

W każ­dym razie pro­blem nie polega tylko na tym, że inni nami mani­pu­lują, lecz także na tym, że czę­sto sami wzmac­niamy tę mani­pu­la­cję. Ile razy ule­gli­śmy jakiejś proś­bie, ponie­waż czu­li­śmy się winni? I ile razy wole­li­śmy się na coś zgo­dzić, byle tylko nie dopro­wa­dzić do kon­fliktu? Te mecha­ni­zmy, oprócz pod­trzy­my­wa­nia kon­troli, jaką mają nad nami inni, kar­mią też nasze wła­sne pułapki men­talne.

Zanim ogarną cię strach i kon­ster­na­cja na myśl o tym, co ta książka może dla cie­bie ozna­czać, chcę ci prze­ka­zać moty­wu­jącą wia­do­mość: dzięki tej lek­tu­rze nauczysz się roz­po­zna­wać różne typy mani­pu­la­to­rów, oraz dowiesz się, z jakich powo­dów każdy z nich mani­pu­luje, w jaki spo­sób to robi i jak dez­ak­ty­wo­wać ich stra­te­gie. Ponadto wie­dza o tym, jak działa ludzka psy­chika, pomoże uchro­nić cie­bie i two­ich bli­skich przed wpad­nię­ciem w sidła pato­lo­gicz­nych dyna­mik, jak rów­nież pozwoli ci nawią­zy­wać zdrow­sze, swo­bod­niej­sze i bar­dziej kon­struk­tywne rela­cje.

Wiele pro­ble­mów i cier­pień w rela­cjach mię­dzy­ludz­kich bie­rze się bowiem z mani­pu­la­cji, zarówno tej, którą sto­su­jemy wobec innych, jak i tej, którą nie­świa­do­mie sto­su­jemy wobec samych sie­bie. Tak więc, zanim zagłę­bimy się w mroczną psy­cho­lo­gię i temat mani­pu­la­cji, zachę­cam cię do ćwi­cze­nia doj­rza­ło­ści i do zro­zu­mie­nia, że w któ­rymś momen­cie wszy­scy, choć sta­ramy się zacho­wy­wać empa­tycz­nie, życz­li­wie i szcze­rze, wpa­damy we wła­sne pułapki men­talne, a w kon­se­kwen­cji zasta­wiamy je na innych. Jeste­śmy tylko ludźmi.

Daj sobie spokój z „dobrymi” i „złymi”

Jedną z pierw­szych rze­czy, o któ­rych powin­ni­śmy zapo­mnieć, by naprawdę zro­zu­mieć mani­pu­la­cję, jest para­dyg­mat „dobrzy i źli”. Przy­znaję, to wygodny sche­mat men­talny: dzieli świat na dwie wyraźne kate­go­rie, tak że wszystko wydaje się łatwiej­sze do zaak­cep­to­wa­nia. Jed­nak to uprosz­cze­nie spra­wia, że tra­cimy z oczu zło­żo­ność ludz­kich rela­cji i czyni nas podat­nymi na mecha­ni­zmy, które utrwalą cier­pie­nie.

Na czym ogól­nie polega sche­mat „dobry i zły”? Owa dycho­to­mia opiera się na prze­ko­na­niu, że osoby, które nami mani­pu­lują, robią to dla­tego, że są „złe”, a te, które tego nie robią, są „dobre”. Daje nam to fał­szywe poczu­cie bez­pie­czeń­stwa, ponie­waż myślimy, że wystar­czy roz­po­znać „złych”, żeby ich od sie­bie odsu­nąć, i ota­czać się jedy­nie „dobrymi”. Uwa­żamy, że to roz­wiąże wszyst­kie nasze pro­blemy. Tym­cza­sem prawda, jak zapewne już się zorien­to­wa­łeś, jest znacz­nie bar­dziej zło­żona.

Pro­blem tego sche­matu polega na tym, że nie dość, że jest uprosz­czony, to w dodatku nie pozwala nam postę­po­wać doj­rzale i w odpo­wiedni spo­sób w naszych rela­cjach. Akcep­ta­cja tego, że ktoś, kto nas kocha, może jed­no­cze­śnie nie­świa­do­mie nami mani­pu­lo­wać, nie jest wyra­zem ule­gło­ści, tylko szcze­ro­ścią. Powin­ni­śmy zresztą umieć przy­znać, że nawet my sami, mając jak naj­lep­sze inten­cje, możemy wpaść w pułapki men­talne, które szko­dzą innym, lecz to nie czyni nas złymi oso­bami – czyni nas ludźmi.

Ponadto ten dycho­to­miczny model powo­duje, że podej­mu­jemy decy­zje na pod­sta­wie skraj­no­ści. Jeśli ktoś, kogo kochamy, nami mani­pu­luje, czu­jemy, że zwró­ce­nie mu na to uwagi albo wyzna­cze­nie gra­nic jest rów­no­znaczne z przy­cze­pie­niem mu ety­kiety „złego”. Dla­tego, jeśli to robimy, ogar­niają nas poczu­cie winy i wąt­pli­wo­ści: „Może prze­sa­dzam?”, „Czy jestem nie­spra­wie­dliwy?” lub „Jak mogę tak myśleć o swo­jej matce, part­ne­rze czy naj­lep­szym przy­ja­cielu?”. A więc zamiast dzia­łać kon­struk­tyw­nie, żeby popra­wić tę rela­cję, dalej tkwimy w spra­wia­ją­cej nam ból spi­rali bier­no­ści. To ważne, by zaak­cep­to­wać, że jako ludzie nie jeste­śmy dosko­nali, ale jed­no­cze­śnie powin­ni­śmy być inte­li­gentni i aser­tywni, żeby radzić sobie z tą nie­do­sko­na­ło­ścią.

Pod­czas sesji tera­peuci czę­sto sty­kają się z reak­cją, która ide­al­nie odzwier­cie­dla ten pro­blem, a która ujaw­nia się, gdy wska­zują pacjen­towi (zawsze z dużym wyczu­ciem) mani­pu­la­cyjne zacho­wa­nie ze strony jego rodziny, wyja­śnia­jące w dużej mie­rze odczu­wany przez niego dys­kom­fort. W takich przy­pad­kach, zwłasz­cza gdy tera­peuta nie­wła­ści­wie zarzą­dzał cza­sem i nie przy­go­to­wał odpo­wied­nio gruntu, pacjent reaguje zwy­kle defen­syw­nie: „Moja rodzina jest bar­dzo dobra i mnie kocha, jak mogliby zro­bić mi coś takiego?” albo „Moja rodzina dużo wycier­piała, ma wła­sne pro­blemy i stara się, jak może, nie chcę obwi­niać jej o moją sytu­ację”.

W takim przy­padku para­dyg­mat dycho­to­miczny utrud­nia pacjen­towi roz­po­zna­nie u bli­skich osób pew­nych zacho­wań, które należy prze­ana­li­zo­wać, prze­pra­co­wać i napra­wić, ponie­waż ma on prze­ko­na­nie, że jest to rów­no­znaczne z uzna­niem ich za złe osoby albo obwi­nia­niem. Dla­tego, nawet nie­świa­do­mie, woli pono­sić kon­se­kwen­cje mani­pu­la­cji, by w ten spo­sób utrwa­lić wize­ru­nek swo­ich krew­nych i swo­jej rela­cji z nimi. W rezul­ta­cie, jeśli tera­peuta nie pomoże mu prze­ła­mać tego para­dyg­matu, pacjent dalej będzie zma­gał się z tymi samymi pro­ble­mami, co zawsze, i nie zdoła zbu­do­wać zdrow­szego i szczę­śliw­szego życia.

Świa­do­mość naszych wła­snych puła­pek men­tal­nych, jak rów­nież puła­pek osób z naszego naj­bliż­szego oto­cze­nia, otwiera nam mnó­stwo moż­li­wo­ści, by zro­zu­mieć i uzdro­wić nasze rela­cje oraz się roz­wi­jać. Chcę, żebyś wła­śnie to wyniósł z lek­tury tej książki: samo­świa­do­mość, zro­zu­mie­nie i narzę­dzia do poprawy two­ich rela­cji.

Ale chcę pójść jesz­cze dalej: dzięki tej książce nie tylko nauczysz się roz­po­zna­wać i dez­ak­ty­wo­wać pułapki men­talne, lecz także, dowia­du­jąc się coraz to wię­cej o mani­pu­la­cji, popra­wisz rów­nież swoje umie­jęt­no­ści wywie­ra­nia wpływu i per­swa­zji. Koniec koń­ców mani­pu­lo­wa­nie, wpły­wa­nie i per­swa­do­wa­nie mają pewne wspólne pod­stawy wie­dzy i umie­jęt­no­ści, czę­sto więc bywają mylone. Zatrzy­majmy się na chwilę i przyj­rzyjmy, na czym pole­gają róż­nice mię­dzy nimi.

Różnica między wywieraniem wpływu, manipulowaniem i perswadowaniem

Kiedy sta­ramy się wpły­wać na innych i na ich decy­zje, możemy to robić na wiele spo­so­bów, a róż­nice mię­dzy nimi są bar­dzo sub­telne.

Wywie­ra­nie wpływu odbywa się spon­ta­nicz­nie i przy­jaź­nie, per­swa­do­wa­nie zaś ozna­cza celowy zamiar prze­ko­na­nia kogoś do cze­goś, choć zawsze bez zmu­sza­nia czy wyrzą­dza­nia krzywdy. Mani­pu­la­cja nato­miast polega na osią­gnię­ciu wła­snych korzy­ści poprzez sto­so­wa­nie ukry­tych tech­nik, które wywo­łują cier­pie­nie dru­giej osoby.

Poniż­sza tabela szcze­gó­łowo poka­zuje te róż­nice:

KRY­TE­RIUM

WYWIE­RA­NIE WPŁYWU

PER­SWA­ZJA

MANI­PU­LA­CJA

Uwzględ­nie­nie potrzeb

Osoba wpły­wa­jąca sza­nuje potrzeby i zda­nie dru­giej osoby, nie pró­bu­jąc zmie­niać jej osta­tecz­nej decy­zji.

Osoba per­swa­du­jąca bie­rze pod uwagę potrzeby i zda­nie dru­giej osoby, cho­ciaż stara się je zmie­nić.

Osoba mani­pu­lu­jąca ma na uwa­dze jedy­nie wła­sne potrzeby i wła­sne zda­nie.

Korzyść

Korzyść odno­szą zwy­kle obie strony albo żadna, ponie­waż celem tego dzia­ła­nia nie jest kon­trola ani domi­na­cja.

Zacho­wa­nie przy­nosi korzy­ści obu stro­nom; zysk może być obo­pólny.

Zyskuje tylko strona mani­pu­lu­jąca, zaś mani­pu­lo­wany czę­sto ponosi kon­se­kwen­cje.

Odpo­wiedź nega­tywna

Osoba wpły­wa­jąca przyj­muje „nie” bez wywie­ra­nia naci­sku.

Osoba per­swa­du­jąca przyj­muje „nie”, ale może być tro­chę natar­czywa.

Osoba mani­pu­lu­jąca nie przyj­muje „nie”: sięga po szan­taż emo­cjo­nalny, kary, groźby i inne narzę­dzia.

Kon­tekst i przej­rzy­stość

Inte­rak­cja odbywa się natu­ral­nie, w atmos­fe­rze sza­cunku i bez żad­nych ukry­tych inten­cji.

Inte­rak­cja odbywa się na zasa­dzie syme­trii, gdzie obie osoby mają świa­do­mość per­swa­zji.

Osoba mani­pu­lu­jąca stara się kamu­flo­wać, pozo­sta­wać nie­zau­wa­żona i sta­now­czo zaprze­czy, jeśli ktoś ją zde­ma­skuje.

Stan psy­chiczny roz­mów­ców

Obie osoby są w zdro­wej kon­dy­cji psy­chicz­nej i mają swo­bodę decy­do­wa­nia, bez żad­nej pre­sji.

Obie osoby są w dobrej kon­dy­cji psy­chicz­nej, w pełni władz umy­sło­wych i mają swo­bodę decy­do­wa­nia.

Osoba mani­pu­lu­jąca wyko­rzy­stuje pro­blemy psy­cho­lo­giczne, braki, lęki, samot­ność, izo­la­cję oraz bez­bron­ność.

Powta­rzal­ność

Dzia­ła­nie ma zwy­kle cha­rak­ter jed­nost­kowy i nie powta­rza się, jeśli nie jest mile widziane.

Dzia­ła­nie nie powta­rza się, jeśli pod­dana mu osoba oka­zała dys­kom­fort i nastą­piły nega­tywne kon­se­kwen­cje.

Zacho­wa­nie utrzy­muje się i powta­rza wie­lo­krot­nie, nawet jeśli osoba mani­pu­lo­wana oka­zała nie­za­do­wo­le­nie.

Żebyś mógł lepiej zro­zu­mieć te róż­nice, poni­żej zamiesz­czam kilka przy­kła­dów:

Wywie­ra­nie wpływu:

Luis wpływa na swo­jego przy­ja­ciela Adriána, kiedy mówi mu o swoim zami­ło­wa­niu do pie­szych wędró­wek i opo­wiada o szla­kach, które odkrył, a także o tym, jak przy­jem­nie jest spa­ce­ro­wać na łonie natury. Nie sta­ra­jąc się go prze­ko­nać, dzieli się swoim doświad­cze­niem i oznaj­mia, że po każ­dej wędrówce czuje się bar­dziej zre­lak­so­wany, a jed­no­cze­śnie nała­do­wany ener­gią. Po wysłu­cha­niu go Adrián posta­na­wia spró­bo­wać i wybiera się na długi spa­cer w poje­dynkę. Cho­ciaż Luis nie pró­bo­wał go prze­ko­ny­wać ani tym bar­dziej nim mani­pu­lo­wać, jego szczery entu­zjazm i to, jak korzyst­nie oddzia­łują na niego pie­sze wędrówki, osta­tecz­nie wpły­nęły na decy­zję Adriána, by też spró­bo­wać. Wywie­ra­nie wpływu odbyło się w spo­sób cał­ko­wi­cie przy­ja­zny i spon­ta­niczny.

Per­swa­zja:

Psy­cho­log sięga po per­swa­zję, żeby pacjent miał świa­do­mość swo­jej sytu­acji, powodu swo­jego złego samo­po­czu­cia i tego, jak ważne jest sto­so­wa­nie się do zale­ceń, żeby roz­wią­zać pro­blem. W tym celu używa meta­for, żeby jego pod­opieczny mógł zoba­czyć sytu­ację w szer­szej per­spek­ty­wie, sta­wia otwarte pyta­nia, by skło­nić go do reflek­sji, umiesz­cza go w roz­ma­itych sce­na­riu­szach, żeby wyobra­ził sobie różne kon­se­kwen­cje. Takie tech­niki akty­wują emo­cje i zmie­niają sche­maty poznaw­cze, które mobi­li­zują pacjenta do lecze­nia. Tutaj per­swa­zja jest wyko­rzy­stana dla dobra dru­giej osoby, żeby pomóc jej w pod­ję­ciu decy­zji, które przy­niosą poprawę jej zdro­wia psy­chicz­nego.

Mani­pu­la­cja:

W miej­scu pracy szef mani­pu­luje pra­cow­ni­kiem, żeby ten zgo­dził się na nad­go­dziny bez dodat­ko­wego wyna­gro­dze­nia. Ponie­waż wie, że pra­cow­nik czuje się nie­pew­nie co do swo­jej pozy­cji w fir­mie, suge­ruje, że wzię­cie dodat­ko­wych obo­wiąz­ków może „poka­zać jego zaan­ga­żo­wa­nie” i „zabez­pie­czyć mu przy­szłość” w miej­scu pracy. Tym­cza­sem tak naprawdę szef robi to, żeby nie zatrud­niać dodat­ko­wych osób, dzięki czemu obcina koszty, aby reali­zo­wać swoje cele finan­sowe. Wyko­rzy­stu­jąc nie­pew­ność pod­wład­nego, osiąga korzyść kosz­tem jego dobro­stanu i praw pra­cow­ni­czych, co defi­niuje mani­pu­la­cję jako dzia­ła­nie ego­istyczne i wyzy­sku­jące.

Klucz

Róż­nica mię­dzy tymi trzema sce­na­riu­szami polega na zamia­rze i rezul­ta­cie. Pod­czas gdy wywie­ra­nie wpływu odbywa się spon­ta­nicz­nie jako natu­ralny efekt naszego zacho­wa­nia wobec innych, per­swa­zja i mani­pu­la­cja mają wyraźny cel: wywo­ła­nie zmiany w dru­giej oso­bie. Róż­nica polega jed­nak na tym, że per­swa­zja sku­pia się na pozy­tyw­nej mody­fi­ka­cji dzia­łań dru­giej osoby dla jej wła­snego dobra i dobra innych, tym­cza­sem mani­pu­la­cja kon­cen­truje się na wymu­sze­niu zmiany zacho­wa­nia dla wła­snych korzy­ści, bez wzię­cia pod uwagę krzywdy, jaką może to wyrzą­dzić dru­giej oso­bie. Jak widzisz, linia oddzie­la­jąca per­swa­zję od mani­pu­la­cji jest cienka – to roz­róż­nie­nie zależy od empa­tii, war­to­ści, sza­cunku, etyki, poczu­cia winy i sumie­nia.

Manipulacja: droga dwukierunkowa

Gdy­bym miała zde­fi­nio­wać mani­pu­la­cję jed­nym zda­niem, powie­dzia­ła­bym, że jest to wyko­rzy­sty­wa­nie emo­cji, lęków czy sła­bo­ści dla osią­gnię­cia wła­snej korzy­ści. Ta defi­ni­cja obej­muje mnó­stwo sytu­acji, z któ­rymi sty­kamy się na co dzień, ponie­waż koniec koń­ców z natury jeste­śmy podatni na mani­pu­la­cję: nasze emo­cje, pra­gnie­nia i myśli spra­wiają, że sta­jemy się nie­od­porni na wpływ ze strony innych.

Trzeba jed­nak pamię­tać, że my rów­nież jeste­śmy mani­pu­la­to­rami. Każ­demu z nas zda­rzyło się kie­dyś uciec do smut­nego spoj­rze­nia, sub­tel­nego komen­ta­rza czy stra­te­gicz­nego prze­mil­cze­nia, żeby coś osią­gnąć. I nie zde­cy­do­wa­li­śmy się na to dla­tego, że jeste­śmy złymi oso­bami, tylko dla­tego, że w naszą ludzką naturę wpi­sane są chro­nie­nie i zaspo­ka­ja­nie swo­ich potrzeb, raz bar­dziej, a raz mniej etycz­nie.

Dzięki tej książce chcę ci prze­ka­zać nie strach, tylko wła­dzę. Wła­dzę, abyś mógł się zorien­to­wać, kiedy jesteś pod­da­wany mani­pu­la­cji, a także byś potra­fił prze­rwać tę spi­ralę i bar­dziej świa­do­mie budo­wał rela­cje. Chcę rów­nież, żebyś nauczył się patrzeć w głąb sie­bie, dzięki czemu będziesz roz­po­zna­wał pułapki men­talne, które spra­wiają, że ule­gasz mani­pu­la­cji albo nieświa­do­mie sam mani­pu­lu­jesz – i to nie tylko innymi, ale także sobą, wma­wia­jąc sobie na przy­kład, że „to nie jest wcale takie złe”, że „nic się nie sta­nie, jeśli tym razem ustą­pię” albo że „pew­nie prze­sa­dzam”. Tak więc roz­po­zna­nie wewnętrz­nych puła­pek jest rów­nie klu­czowe, jak dostrze­ga­nie zewnętrz­nych zagro­żeń.

Ale skoro mani­pu­la­cja wydaje nam się czymś nie­god­nym, to dla­czego wszy­scy ją sto­su­jemy albo pozwa­lamy, żeby była sto­so­wana wobec nas?

Pułapki mentalne: narzędzia manipulacji

Powód, dla któ­rego mani­pu­lu­jemy albo pozwa­lamy sobą mani­pu­lo­wać, jest bar­dzo pro­sty: ponie­waż są w nas pewne aspekty naszej oso­bo­wo­ści, któ­rych nie umiemy roz­po­znać i z któ­rymi nie potra­fimy sobie radzić. Nie­świa­dome ucze­nie się, sko­ja­rze­nia, uwa­run­ko­wa­nia, błędy poznaw­cze, lęki, impulsy, pra­gnie­nia, defi­cyty, zra­nie­nia… Te wszyst­kie ele­menty, które miesz­kają w naj­głęb­szych zaka­mar­kach naszego umy­słu, wcią­gają nas w pułapki men­talne.

Czym dokład­nie są pułapki men­talne? Ta kon­cep­cja będzie powra­cać w książce wie­lo­krot­nie, dla­tego ważne jest, abyś dobrze ją zro­zu­miał. Pułapki men­talne to cha­rak­te­ry­styczny dla mnie spo­sób, w jaki się zacho­wuję, kiedy chcę zaspo­koić i wyko­rzy­stać wspo­mniane wyżej ele­menty (lęki, defi­cyty, pra­gnie­nia i tak dalej), osta­tecz­nie wyrzą­dza­jąc przy tym krzywdę, czy to samemu sobie, czy innym. To nie­wi­dzialne sieci, które przej­mują kon­trolę nad naszą świa­do­mo­ścią i prze­kie­ro­wują nasze decy­zje w stronę mrocz­nych odru­chów.

Jak wspo­mnia­łam, czło­wiek może rów­nież wpaść we wła­sną pułapkę men­talną, co jest powszechne, kiedy nie jest świa­domy wła­snych sła­bo­ści i powo­du­ją­cych nim impul­sów. W takich przy­pad­kach dana osoba mani­pu­luje sama sobą i w rezul­ta­cie cierpi z powodu auto­sa­bo­tażu, samo­oszu­ki­wa­nia się i podej­mo­wa­nia złych decy­zji. Ponadto może pocią­gnąć za sobą swo­ich naj­bliż­szych, ponie­waż za ich pośred­nic­twem stara się zaspo­koić wła­sne cier­pie­nie, lęki i defi­cyty, z któ­rymi nie potrafi się upo­rać świa­do­mie i w zdrowy spo­sób. Jed­no­cze­śnie są też i tacy ludzie, któ­rzy stra­te­gicz­nie i z pre­me­dy­ta­cją zasta­wiają te pułapki na swoje ofiary i dosko­nale wie­dzą, co zro­bić, by nakło­nić innych do postę­po­wa­nia zgod­nie z wła­snym inte­re­sem.

Narzę­dzia, za pomocą któ­rych zasta­wia się te pułapki, są roz­liczne: tech­niki dys­kur­sywne, pano­wa­nie nad myślami, mecha­ni­zmy wła­dzy, akty­wa­tory emo­cji czy sta­ran­nie zapla­no­wane sytu­acje mające na celu wywo­ła­nie okre­ślo­nych reak­cji. Mogą zatem pole­gać na przy­go­to­wa­nych wypo­wie­dziach, wykal­ku­lo­wa­nych sło­wach, a nawet na mil­cze­niu, które wywiera sub­telną pre­sję albo suge­ruje zagro­że­nie. Tak czy ina­czej odwo­łują się do naszych naj­wraż­liw­szych emo­cji, takich jak strach, poczu­cie winy i nadzieja, znie­kształ­cają nasze postrze­ga­nie i w kon­se­kwen­cji prze­kie­ro­wują nasze decy­zje w nie­chcianą przez nas stronę.

Na ogół pułapki są tak dobrze zaka­mu­flo­wane, że osoba, która w nie wpa­dła, w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy i sądzi, że podej­muje decy­zje w spo­sób cał­ko­wi­cie samo­dzielny, świa­domy i uczciwy. Tym­cza­sem to wła­śnie nie­świa­do­mość czyni te zasadzki tak nie­bez­piecz­nymi, ponie­waż dana osoba na­dal ufa wła­snemu postrze­ga­niu i wła­snym decy­zjom, nie dostrze­ga­jąc poważ­nych kon­se­kwen­cji swo­jej igno­ran­cji. Dla­tego pułapki men­talne, zarówno te, które zasta­wiamy na samych sie­bie, te, które zasta­wiają na nas inni, jak i te, w które wcią­gają nas nasi naj­bliżsi, są przy­czyną znacz­nej czę­ści naszego cier­pie­nia.

Nie­ba­wem zapo­znamy się z róż­nymi rodza­jami puła­pek men­tal­nych, zoba­czymy, w jaki spo­sób są zasta­wiane w róż­nych sfe­rach życia i jak je dez­ak­ty­wo­wać. Wcze­śniej jed­nak przyj­rzymy się róż­nym typom mani­pu­la­to­rów.

Rozdział 2. Typy manipulatorów

Roz­dział 2

Typy mani­pu­la­to­rów

Żeby zro­zu­mieć, roz­po­znać i zneu­tra­li­zo­wać mani­pu­la­cję, naj­pierw musimy wie­dzieć, kto ją sto­suje, a także jakie powody nim kie­rują, jakich stra­te­gii używa, jakie ma cele…

Czę­sto mówi się potocz­nie, że każdy czło­wiek jest inny. Dla­tego my, psy­cho­lo­go­wie, nie lubimy gene­ra­li­zo­wać ani kate­go­ry­zo­wać ludzi, ponie­waż w przy­padku dowol­nej osoby mogli­by­śmy wyczer­pu­jąco prze­ana­li­zo­wać jej oso­bi­stą histo­rię i indy­wi­du­alny spo­sób funk­cjo­no­wa­nia. Abym jed­nak mogła przed­sta­wić w tej książce kwe­stię mani­pu­la­cji, usta­no­wi­łam trzy kate­go­rie opi­su­jące trzy główne grupy mani­pu­la­to­rów: są to mani­pu­la­to­rzy mroczni, mani­pu­la­to­rzy sza­rzy i mani­pu­la­to­rzy biali. W dal­szej czę­ści zaj­miemy się ich szcze­gó­łową ana­lizą, ale teraz chcę pokrótce przed­sta­wić te trzy kate­go­rie:

Mani­pu­la­to­rzy mroczni:

dzia­łają w spo­sób świa­domy i wyra­cho­wany. Mają jasno okre­ślone cele, wie­dzą, jak wyko­rzy­sty­wać ludzi, żeby te cele osią­gnąć i bez waha­nia czy wyrzu­tów sumie­nia się­gają po nie­zbędne tak­tyki, pomimo wyrzą­dza­nia przez to krzywdy.

Mani­pu­la­to­rzy sza­rzy:

nie wie­dzą, że mani­pu­lują ani dla­czego i jak to robią. Dzia­łają impul­syw­nie i irra­cjo­nal­nie, sta­ra­jąc się zna­leźć pato­lo­giczne anti­do­tum na swoje rany, braki i lęki. Ponie­waż nie są świa­domi swo­ich sła­bo­ści i zarzą­dzają nimi w spo­sób tok­syczny, czę­sto zatru­wają osoby ze swo­jego oto­cze­nia.

Mani­pu­la­to­rzy biali:

to przed­sta­wi­ciele per­swa­zji. Potra­fią roz­po­znać „przy­ci­ski” odpo­wie­dzialne za dzia­ła­nia czło­wieka i naci­skają je, żeby popro­wa­dzić go w stronę obo­pól­nej korzy­ści. Dosko­nale wie­dzą, jak funk­cjo­nują pułapki men­talne, lecz zamiast wyko­rzy­sty­wać je do mrocz­nych celów, sta­rają się spra­wić, by roz­bły­sło świa­tło.

Prze­czy­taw­szy to, zapewne chcesz się dowie­dzieć wię­cej o tych trzech typach mani­pu­la­to­rów; nie­ba­wem do tego doj­dziemy. Pamię­taj jed­nak, że nie zamie­rzam ofe­ro­wać ci uprosz­czo­nej psy­cho­lo­gii opar­tej na ety­kie­tach, tylko chcę, żebyś zro­zu­miał, jak działa umysł. Ety­kiety, jeśli nie są do końca zro­zu­miałe, zamiast poma­gać, mogą wpro­wa­dzać zamie­sza­nie. Dla­tego, zanim przej­dziemy dalej, chcia­ła­bym przy­bli­żyć ci, czym jest to, co nazy­wamy oso­bo­wo­ścią i jaki jest jej bez­po­średni wpływ na to, czy mani­pu­la­tor jest mroczny, szary czy biały.

Tajemnica osobowości

Jed­nym z naszych psy­cho­lo­gicz­nych uwa­run­ko­wań jest ten­den­cja do nada­wa­nia ety­kiet, dla­tego mamy skłon­ność do ocze­ki­wa­nia, że dana osoba będzie wyka­zy­wać wszyst­kie zacho­wa­nia miesz­czące się w obrę­bie okre­ślo­nego spo­sobu postę­po­wa­nia; chcemy, żeby wszystko do sie­bie paso­wało. Kiedy więc w rze­czy­wi­sto­ści widzimy, że działa ona w spo­sób odpo­wia­da­jący róż­nym ety­kietom, jeste­śmy zdez­o­rien­to­wani. Rzadko się jed­nak zda­rza, by ktoś wpa­so­wy­wał się tylko w jedną ety­kietę i nie wyka­zy­wał zacho­wań typo­wych dla innej.

Na przy­kład: pew­nie sły­sza­łeś o intro­wer­sji albo o intro­wer­ty­kach. Ety­kieta ta opi­suje skłon­ność do pre­fe­ro­wa­nia aktyw­no­ści wyko­ny­wa­nych w poje­dynkę bądź w nie­wiel­kich gru­pach. Osoba intro­wer­tyczna czer­pie ener­gię z chwil spo­koju i reflek­sji, a wyczer­pują ją bodźce zewnętrzne. Jeśli poczy­tasz o cechach intro­wer­ty­ków, moż­liwe, że zaczniesz ich szu­kać wśród ludzi ze swo­jego oto­cze­nia, lecz nie będzie to łatwe, ponie­waż nie będą oni speł­niać abso­lut­nie wszyst­kich kry­te­riów, a nie­które ich cechy i zacho­wa­nia wyda­dzą ci się wręcz nie­kom­pa­ty­bilne z zakła­daną ety­kietą. Pomy­ślisz: „Chwila, w zasa­dzie mój przy­ja­ciel ma cechy wska­zu­jące, że jest intro­wer­ty­kiem, ale jed­no­cze­śnie widzę, że nawią­zuje nowe zna­jo­mo­ści i lubi prze­ma­wiać publicz­nie; nie rozu­miem w takim razie, kim on jest”.

Nie przej­muj się, już ci wyja­śniam, jak się two­rzy i roz­wija oso­bo­wość. Dzięki temu, w miarę jak będziesz się zagłę­biać w zagad­nie­nia psy­cho­lo­giczne i poja­wią się dzie­siątki ety­kiet (ponie­waż jeśli psy­cho­lo­go­wie coś naprawdę lubią, to wła­śnie ety­kiety), nie popeł­nisz błę­dów żół­to­dzioba.

Nasza oso­bo­wość jest naszym spo­so­bem bycia i defi­niuje względ­nie sta­bilny wzo­rzec, który okre­śla to, jak odbie­ramy infor­ma­cje i je inter­pre­tu­jemy, jak odczu­wamy emo­cje, jak reagu­jemy, jak podej­mu­jemy decy­zje i jak dzia­łamy. Nie zacho­wu­jemy się jed­nak dokład­nie tak samo w każ­dej sytu­acji, bo nie jeste­śmy robo­tami; ist­nieje wiele zmien­nych wpły­wa­ją­cych na nasze reak­cje, a pewne oko­licz­no­ści mogą wręcz ujaw­nić cechy naszej oso­bo­wo­ści, któ­rych nie zna­li­śmy. Lecz pomimo tej zmien­no­ści i sta­łego roz­woju zawsze ist­nieje ten­den­cja do dzia­ła­nia w okre­ślony spo­sób – zauwa­żalne są pewne wzory i sche­maty.

Na przy­kład, jeżeli oczy­wi­stą cechą mojej oso­bo­wo­ści jest intro­wer­sja, będę czuć się przy­tło­czona, kiedy w oto­cze­niu pojawi się sporo bodź­ców, a także trudno mi będzie odna­leźć się w dużych gru­pach nowych osób. Będą jed­nak takie sytu­acje, jak wycieczka do mia­sta, które bar­dzo chcę poznać albo pój­ście na ślub bli­skiej przy­ja­ciółki, w któ­rych będę się czuć pew­niej i na chwilę odłożę swoją intro­wer­sję na bok. Zresztą ten, kto pozna mnie wła­śnie w takiej sytu­acji, może pomy­śleć, że jestem eks­tra­wer­tyczką, a to dla­tego, że widział mnie tylko w tym jed­nym kon­tek­ście. Nie zna mojego wzorca ani mojej ten­den­cji, czyli typo­wego dla mnie zacho­wa­nia.

A skąd się bie­rze oso­bo­wość? Od czego zależy to, że jeste­śmy tacy czy inni? Jak ten wzo­rzec się w nas kształ­tuje? Oso­bo­wość buduje się wokół dwóch fila­rów: tem­pe­ra­mentu i cha­rak­teru. Pierw­szy odnosi się do gliny, z jakiej jeste­śmy ule­pieni, do tego, co wro­dzone i odzie­dzi­czone, pod­czas gdy drugi doty­czy tego, co naby­li­śmy z cza­sem pod wpły­wem zdo­by­tej wie­dzy i doświad­czeń.

Żeby to wyja­śnić, zawsze się­gam po meta­forę pla­ste­liny. Poda­ro­wu­jesz dziecku pla­ste­linę okre­ślo­nego rodzaju, kon­kret­nego koloru i marki. Dziecko nie może więc wybrać, z jakim mate­ria­łem pra­cuje, za to decy­duje o tym, jaki nada mu kształt. Teraz wyobraź sobie dwoje dzieci, które mają taką samą nie­bie­ską pla­ste­linę, ale jedno z nich lepi sło­nia, a dru­gie żyrafę. Z dru­giej strony jest dwójka dzieci, które mają pla­ste­liny w róż­nych kolo­rach, jedną zie­loną, a drugą poma­rań­czową, ale robią z nich podobne domy. Jeżeli porów­namy wszyst­kie te dzieła, uświa­do­mimy sobie, że słoń i żyrafa nie są cał­ko­wi­cie od sie­bie różne i że oba domy nie są dokład­nie takie same. Tak więc koń­co­wego rezul­tatu nie okre­śla ani mate­riał, ani kształt, jaki nadało mu dziecko, jest on zależny od połą­cze­nia oby­dwu tych ele­men­tów. Na tej samej zasa­dzie nie defi­niuje nas wyłącz­nie to, z czym się rodzimy, ani to, czego się uczymy i doświad­czamy.

Fak­tem jest, że my, psy­cho­lo­go­wie, mamy ten­den­cję do więk­szego sku­pia­nia się na cha­rak­te­rze niż na tem­pe­ra­men­cie, ponie­waż jest go łatwiej zro­zu­mieć i zmie­nić. Dla­tego czę­ściej mówimy o tym, jaki wpływ mają na nas nasze prze­ży­cia, niż o gene­tyce. Nie­któ­rzy uwa­żają wręcz za bez­przed­mio­towe dys­ku­to­wa­nie o tem­pe­ra­men­cie. Jed­nak zarówno psy­cho­lo­gia ewo­lu­cyjna, jak i bada­nia nad gene­tyką beha­wio­ralną poka­zują, że nie rodzimy się jako czy­sta karta. Ist­nieją doty­czące tej kwe­stii bar­dzo cie­kawe ana­lizy naukowe, z któ­rych wynika, że roz­dzie­lone po uro­dze­niu bliź­nięta w doro­słym życiu mają podobne zain­te­re­so­wa­nia, cechy, zacho­wa­nia, a nawet gesty. Także w prak­tyce kli­nicz­nej obser­wuje się coś rów­nie zdu­mie­wa­ją­cego: rodzeń­stwo poczęte przez tych samych rodzi­ców i wycho­wane w taki sam spo­sób i w takim samym śro­do­wi­sku ma już od uro­dze­nia zupeł­nie odmienne tem­pe­ra­menty i cha­rak­tery.

Tak więc, cho­ciaż nasze doświad­cze­nia, zwłasz­cza z okresu dzie­ciń­stwa, mają na nas olbrzymi wpływ, bada­nie naszej gene­tycz­nej oso­bo­wo­ści zapew­nia nam kon­tekst, który może wyja­śnić, w jaki spo­sób nasze dozna­nia się inte­grują i jak są prze­ży­wane. Na podob­nej zasa­dzie odkryto, że wysoki wskaź­nik neu­ro­tycz­no­ści zapo­wiada pro­blemy psy­cho­lo­giczne: w obli­czu takiego samego trau­ma­tycz­nego prze­ży­cia osoba o wyso­kim wskaź­niku neu­ro­tycz­no­ści jest bar­dziej nara­żona na pro­blemy ze zdro­wiem psy­chicz­nym niż osoba o niskim wskaź­niku neu­ro­tycz­no­ści.

Jed­nak do dziś nie wiemy do końca, w jakim stop­niu tem­pe­ra­ment wpływa na naszą oso­bo­wość. Każdy spe­cja­li­sta ma na tę kwe­stię inne spoj­rze­nie, wobec czego ist­nieje wiele teo­rii i tak naprawdę przed bada­czami jest jesz­cze wiele pracy.

Osobowość jak sałatka

Teraz, gdy już wiesz, z czego składa się oso­bo­wość, spójrzmy na to, jak się ją ana­li­zuje oraz inter­pre­tuje. W tym celu pro­po­nuję, żebyś pomy­ślał o oso­bo­wo­ści jak o sałatce. Wiem, że brzmi to nieco dziw­nie i może nawet tro­chę zgłod­nie­jesz, ale ta meta­fora pomoże ci lepiej rozu­mieć świat psy­cho­lo­gii. Do dzieła, sze­fie kuchni!

Jak wia­domo, sałatkę można spo­rzą­dzić z wielu skład­ni­ków, wymie­sza­nych w bar­dzo róż­nych pro­por­cjach. Naj­bar­dziej kla­syczne sałatki zawie­rają tylko trzy skład­niki, pod­czas gdy do tych bar­dziej egzo­tycz­nych można ich dodać znacz­nie wię­cej: owoce, warzywa, sosy, nasiona, egzo­tyczne przy­prawy… (aż nawet ja zgłod­nia­łam!). I o ile oso­bo­wość jest sałatką, o tyle skład­niki są cechami tej oso­bo­wo­ści. Podob­nie jak sałatka, każda osoba składa się z pew­nych skład­ni­ków wymie­sza­nych w okre­ślo­nej ilo­ści, two­rząc wyjąt­kowe połą­cze­nie, które nadaje daniu uni­ka­towy smak.

Cof­nijmy się o krok do momentu, w któ­rym mówi­li­śmy, iż ocze­ku­jemy, że dana osoba dopa­suje się do kon­kret­nej ety­kiety. Czy mogli­by­śmy powie­dzieć, że danie z trzema pomi­dor­kami cherry jest sałatką pomi­do­rową? Z pew­no­ścią nie. Żeby­śmy mogli je tak nazwać, powinno skła­dać się głów­nie z pomi­do­rów. Na tej samej zasa­dzie, czy nazwa­li­by­śmy kogoś nar­cy­zem tylko dla­tego, że ma parę cech nar­cy­stycz­nych? Też nie. Żeby okre­ślić kogoś tym mia­nem, a przede wszyst­kim, żeby zdia­gno­zo­wać u niego nar­cy­styczne zabu­rze­nie oso­bo­wo­ści, nar­cyzm musi być cechą wio­dącą, czyli głów­nym skład­ni­kiem jego oso­bo­wo­ści.

Chcę, żebyś dzięki tej kuli­nar­nej meta­fo­rze zro­zu­miał, że czy­ta­nie ludzi nie polega na ety­kie­to­wa­niu ich w zależ­no­ści od skład­nika, jaki w nich dostrze­gamy: należy się przyj­rzeć i prze­ana­li­zo­wać całą „sałatkę”. Jakie inne cechy się wyróż­niają? W jakiej ilo­ści? Jak się ze sobą wiążą? Jakie peł­nią funk­cje? Jaki jest osta­teczny smak? Chcia­ła­bym, żebyś zawsze miał na uwa­dze meta­forę sałatki i żebyś sta­wiał sobie te pyta­nia, kiedy naj­dzie cię pokusa ety­kie­to­wa­nia ludzi.

W każ­dym razie, jeśli popeł­ni­łeś ten błąd i zaszu­flad­ko­wa­łeś kogoś tylko na pod­sta­wie jed­nego skład­nika, nie przej­muj się. Psy­cho­lo­gia jest wie­lo­wy­mia­rowa i nie­kiedy, pró­bu­jąc przy­bli­żyć ją ludziom, możemy popaść w zbyt­nie uprosz­cze­nia. Jed­nak teraz, gdy już wiesz, że oso­bo­wość jest jak sałatka, nie masz wymówki. Rzu­ca­nie ety­kie­tami i dia­gno­zami, niczym gaze­ciarz gaze­tami pod drzwi, jest nie tylko nie­spra­wie­dliwe wobec innych, lecz może także pro­wa­dzić do popeł­nia­nia przez cie­bie wielu błę­dów w swo­ich rela­cjach: bez­kry­tycz­nie mógł­byś posą­dzić kogoś o bycie psy­cho­patą, któ­rym nie jest, za to prze­oczyć zagro­że­nie ze strony osoby, któ­rej oso­bo­wość wyraża się w spo­sób bar­dziej zło­żony albo która ma ujmu­jące cechy.

O psy­cho­pa­tii opo­wia­dam czę­sto w psy­cho­lo­gicz­nych ana­li­zach postaci z seriali, fil­mów i róż­nych histo­rii, które zamiesz­czam na moim kanale na YouTu­bie. Jedno z pytań, które zawsze potem dostaję, doty­czy tego, czy psy­cho­pata zro­biłby to czy tamto albo jak zare­ago­wałby w kon­kret­nej sytu­acji. To wyraź­nie poka­zuje, że ludzie zazwy­czaj uwa­żają, że tylko jeden skład­nik (w tym przy­padku psy­cho­pa­tia) wyja­śnia i deter­mi­nuje wszel­kie zacho­wa­nia danej osoby. Nie wiemy – albo łatwo zapo­mi­namy – że powin­ni­śmy brać pod uwagę inne skład­niki, takie jak: czy ten psy­cho­pata był wycho­wy­wany zgod­nie z tra­dy­cyj­nymi war­to­ściami? Czy odniósł suk­ces spo­łeczny, czy może spo­tkał się z odrzu­ce­niem? Czy lubi zwra­cać na sie­bie uwagę, czy bar­dziej inte­re­suje go pocią­ga­nie za sznurki z ukry­cia? Jakich bra­ków doświad­czył w swoim życiu, które mogą go moty­wo­wać i kie­ro­wać jego dzia­ła­niami?

Cech oso­bo­wo­ści nie można bowiem badać każ­dej z osobna, trzeba to robić kom­plek­sowo, ponie­waż mogą się one nawza­jem wzmac­niać, rów­no­wa­żyć, a nawet wyklu­czać. Podam ci przy­kład: być może roz­po­zna­jesz w sobie cechy makia­we­liczne, ponie­waż dora­sta­łeś w mocno mani­pu­lu­ją­cym śro­do­wi­sku i nauczy­łeś się mani­pu­lo­wać w spo­sób auto­ma­tyczny, ale jed­no­cze­śnie masz cechy altru­istyczne i empa­tyczne, a to tłu­ma­czy, dla­czego ni­gdy w pełni nie ujaw­niasz swo­jego makia­we­li­zmu. Jesteś sałatką, a nie jej poje­dyn­czym skład­ni­kiem.

Jaki, w takim razie, jest zwią­zek mię­dzy tymi defi­ni­cjami tem­pe­ra­mentu, cha­rak­teru i sała­tek a typami mani­pu­la­to­rów? Za chwilę wytłu­ma­czę ci, z czego skła­dają się sałatki naj­groź­niej­szych mani­pu­la­to­rów i jak ważne w tych prze­pi­sach są tak mroczne i gorz­kie skład­niki, jak makia­we­lizm, nar­cyzm i psy­cho­pa­tia.

Duża ilość któ­re­goś z tych trzech skład­ni­ków może nas ostrzec przed mroczną oso­bo­wo­ścią, cho­ciaż nie zawsze wszyst­kie one będą wystę­po­wać w takim samym natę­że­niu. Tak więc ist­nieją typy oso­bo­wo­ści z wyraź­nym nar­cy­zmem i makia­we­li­zmem, ale z nie­wielką psy­cho­pa­tią lub jej cał­ko­wi­tym bra­kiem. Można rów­nież zaob­ser­wo­wać typy mocno psy­cho­pa­tyczne i makia­we­liczne, za to nie­szcze­gól­nie nar­cy­styczne, albo osoby o pew­nych cechach nar­cy­stycz­nych, które jed­nak nie są makia­we­li­kami ani psy­cho­pa­tami. Pamię­taj, że skład­niki ni­gdy nie wystę­pują poje­dyn­czo ani nie defi­niują cał­ko­wi­cie sałatki – ani osoby! Skoro to wszystko jest już jasne, możemy zacząć sek­cję naj­bar­dziej nie­bez­piecz­nych mani­pu­la­to­rów.

Manipulatorzy mroczni

Nie­które osoby mani­pu­lują w spo­sób celowy, świa­domy, a nawet zapla­no­wany i wykal­ku­lo­wany – są to mani­pu­la­to­rzy mroczni. Nazwa­łam ich tak ze względu na to, że wywo­łują u innych cier­pie­nie, a oprócz tego są to po pro­stu osoby, które pla­sują się wysoko w hie­rar­chii – jak to nazy­wamy w psy­cho­lo­gii – „mrocz­nej triady oso­bo­wo­ści”.

Ta kon­cep­cja jest wyni­kiem licz­nych badań mają­cych spraw­dzić, które cechy oso­bo­wo­ściowe są zwy­kle obecne u jed­no­stek regu­lar­nie krzyw­dzą­cych innych: mani­pu­lu­ją­cych stra­te­gicz­nie, instru­men­ta­li­zu­ją­cych rela­cje, ranią­cych bez wyrzu­tów sumie­nia, łamią­cych zasady spo­łeczne, nie­po­tra­fią­cych odczu­wać empa­tii wobec nikogo i tak dalej.

U osób, któ­rych nie chciał­byś mieć bli­sko sie­bie, wyróż­niają się trzy główne cechy: makia­we­lizm, nar­cyzm i psy­cho­pa­tia. Zwróć uwagę, że mówię o cechach, a nie o dia­gno­zach czy oso­bo­wo­ściach. Uwa­żam, że trzeba to wyraź­nie pod­kre­ślić, ponie­waż po raz kolejny nie chcę, żebyś mylił bycie psy­cho­patą z wystę­po­wa­niem cech psy­cho­pa­tycz­nych. To zna­czy, jeśli pod­da­li­by­śmy mrocz­nego mani­pu­la­tora oce­nie kli­nicz­nej, być może nie speł­niałby kry­te­riów dia­gno­stycz­nych, by uznać go za psy­cho­patę. Jed­nak cechy psy­cho­pa­tyczne wystę­pują u niego w wystar­cza­ją­cym natę­że­niu, żeby zali­czyć go do mani­pu­la­to­rów mrocz­nych. Wyja­śniw­szy to ponow­nie (prze­pra­szam, że jestem taka marudna, ale chcę, żebyś naprawdę nauczył się psy­cho­lo­gii), przyj­rzyjmy się bli­żej cha­rak­te­ry­stycz­nym cechom tego typu.

Mroczna triada osobowości

Makiawelizm
Co to jest?

Makia­we­lizm odnosi się do bar­dzo spe­cy­ficz­nego podej­ścia do rela­cji mię­dzy­ludz­kich: dla makia­we­li­ków inne osoby są narzę­dziem, środ­kiem do osią­gnię­cia celu, więc ich war­tość mie­rzą oni w zależ­no­ści od tego, jak bar­dzo ich do niego przy­bli­żają. Trak­to­wa­nie ludzi przed­mio­towo pro­wa­dzi makia­we­lika do prze­świad­cze­nia, że ma prawo nimi mani­pu­lo­wać, żeby postę­po­wali zgod­nie z jego ocze­ki­wa­niami. Koniec koń­ców, skoro ludzie są tylko narzę­dziami, to dla­czego nie uży­wać ich tak, jakby byli pion­kami na sza­chow­nicy? Jak widzisz, mani­pu­la­cja makia­we­liczna odbywa się stra­te­gicz­nie i bez żad­nych skru­pu­łów.

Cha­rak­te­ry­styczną cechą takich osób jest cynizm; pro­blemu nie sta­nowi dla nich nie tylko wyko­rzy­sty­wa­nie innych, lecz także samych sie­bie. Bez waha­nia wyko­nają naj­brud­niej­sze, naj­po­dlej­sze i naj­bar­dziej nie­mo­ralne zada­nia, jeśli pozwoli to jak naj­szyb­ciej osią­gnąć wyzna­czony cel. Honor, god­ność i czy­ste sumie­nie nie są zasa­dami, któ­rymi się kie­rują. Speł­nie­nie pra­gnień za wszelką cenę to wystar­cza­jący powód, żeby czuły się kom­for­towo i były z sie­bie dumne.

Jak wykryć cechy makiaweliczne

Żeby wykryć, czy ktoś ma cechy makia­we­liczne, radzę szcze­gó­łowo, uważ­nie i ana­li­tycz­nie obser­wo­wać pod kątem etycz­nym jego dzia­ła­nia. Słu­chaj także wyda­wa­nych przez niego ocen i wyja­śnień doty­czą­cych wła­snych poczy­nań. Ana­li­zuj jego wnio­ski i inter­pre­ta­cje doty­czące oto­cze­nia, zda­rzeń i zacho­wań innych osób.

W tym celu możesz zapy­tać go o pracę, rodzinę, prze­szłość i zagłę­bić się w pobudki, z jakich dzia­łał. W ten spo­sób ktoś może z dumą opo­wie­dzieć, jak dostał awans, przy­własz­czyw­szy sobie cudzy pomysł. Ktoś inny może ci wyznać, jak wyko­rzy­stał błąd kolegi, dopro­wa­dza­jąc do jego zwol­nie­nia, tylko dla­tego, że go nie lubił. Kiedy ktoś pęka z dumy albo uważa się za inte­li­gent­nego, bo reali­zuje wła­sne cele, krzyw­dząc przy tym innych, trzeba mieć się na bacz­no­ści.

Jeżeli nie masz dużego zaufa­nia do osoby, którą chcesz pod­dać pró­bie, albo wolisz się upew­nić, że jej odpo­wie­dzi nie będą defen­sywne, możesz sko­men­to­wać przy niej makia­we­liczne dzia­ła­nia osób trze­cich i w ten spo­sób dowiesz się, co o tym myśli. Przed­sta­wia­jąc wąt­pliwą etycz­nie sytu­ację, zoba­czysz, jakie ma w tej spra­wie sta­no­wi­sko. Musisz jed­nak mieć na wzglę­dzie, że jeśli tej oso­bie bar­dzo zależy na spra­wieniu dobrego wra­że­nia, może ci powie­dzieć nie to, co tak naprawdę myśli, tylko to, co jest spo­łecz­nie akcep­to­walne. Tak więc, aby unik­nąć oszu­stwa, zwra­caj uwagę zarówno na jej słowa, jak też na spo­sób przed­sta­wia­nia przez nią swo­jej opi­nii, uży­wane argu­menty, spój­ność wypo­wie­dzi z języ­kiem nie­wer­bal­nym i tak dalej.

Żeby taka roz­mowa była łatwiej­sza, oto kilka pomy­słów na tematy, które możesz poru­szyć:

O oso­bie publicz­nej, która posu­nęła się do oszu­stwa, żeby osią­gnąć okre­ślony cel: „Sły­sza­łeś, że ten cele­bryta wymy­ślił pewną sytu­ację, żeby zdra­dzić swoją part­nerkę?”.O oso­bie publicz­nej oka­zu­ją­cej zado­wo­le­nie z cudzego nie­szczę­ścia, które przy­nio­sło jej korzy­ści, na przy­kład spor­to­wiec, który cie­szy się z kon­tu­zji rywala.O poli­tyku, który bez­czel­nie kła­mał, żeby wygrać wybory.O jakimś oszu­stwie lub prze­krę­cie, o któ­rym jest gło­śno.

Odkła­da­jąc makia­we­lizm na bok, dam ci małą radę na wypa­dek, gdy­byś kogoś poznał i zasta­na­wiał się, czy zro­bić dla niego miej­sce w swoim życiu: otóż po usły­sze­niu opi­nii, pra­gnie­nia, obawy czy decy­zji danej osoby nie poprze­sta­waj na tym. Zawsze pytaj, dla­czego; dzięki temu uzy­skasz cen­niej­sze infor­ma­cje o ludziach. Cza­sami, kiedy pytają nas „dla­czego”, w naszej gło­wie poja­wiają się sprawy, o któ­rych nawet nie mie­li­śmy poję­cia.

„Dla­czego” mówi o tym, co nas moty­wuje, o naszych ranach, o naszych pra­gnie­niach, o tym, co mieszka wewnątrz nas. Nato­miast „co” jest po pro­stu spo­so­bem wyra­że­nia tego, co powszech­nie akcep­to­walne – czy to spo­łecz­nie, czy przez nas samych. „Co” nie daje zatem zna­czą­cej infor­ma­cji. To powie­dziaw­szy (mam nadzieję, że się do tego zasto­su­jesz!), wróćmy do makia­we­li­zmu i tego, jak go wykryć.

Postaw sobie te pyta­nia

Kiedy będziesz miał już wystar­cza­jąco dużo infor­ma­cji na temat danej osoby, by wie­dzieć, jak zare­ago­wa­łaby w okre­ślo­nych sytu­acjach, pro­po­nuję, byś wyobra­ził sobie, jak ta osoba odpo­wie­dzia­łaby na poniż­sze pyta­nia, gdyby była cał­kiem szczera.

Czy odrzu­ci­łeś kie­dyś jakieś moż­li­wo­ści lub drogę na skróty z przy­czyn moral­nych i z powodu war­to­ści, jakie wyzna­jesz? Czy zwy­kle nagi­nasz swoje war­to­ści (o ile je masz) dla szyb­kiego i nie­uczci­wego zysku?

Odpo­wiedź makia­we­liczna: Zasady są ela­styczne i trzeba je dosto­so­wy­wać do oko­licz­no­ści. Jeśli poja­wi­łaby się szansa, która przy­nio­słaby mi zna­czące korzy­ści, wyko­rzy­stał­bym ją bez waha­nia, nawet jeśli ozna­cza­łoby to odsu­nię­cie na bok pew­nych war­to­ści. Osta­tecz­nie liczy się cel, a nie środki.

Czy masz ten­den­cję do przed­kła­da­nia wła­snych inte­re­sów ponad inte­resy innych, czy też masz na uwa­dze te dru­gie?

Odpo­wiedź makia­we­liczna: Moje inte­resy są naj­waż­niej­sze. Jeśli poma­ga­nie innym służy moim celom, wtedy to roz­ważę, ale jeśli nie, to nie widzę żad­nego powodu, żeby sta­wiać innych ponad sobą.

Czy kła­ma­nie przy­cho­dzi ci z łatwo­ścią, czy wywo­łuje w tobie spory dys­kom­fort, zakło­po­ta­nie lub wstyd?

Odpo­wiedź makia­we­liczna: Kłam­stwo to poży­teczne narzę­dzie, po które w razie koniecz­no­ści należy się­gać. Nie czuję z jego powodu dys­kom­fortu, zwłasz­cza gdy pozwala mi osią­gnąć to, czego chcę. Prawda jest względna i cza­sami trzeba ją przed­sta­wić tak, żeby odpo­wia­dała moim potrze­bom.

Czy uwa­żasz, że normy spo­łeczne i war­to­ści są ela­styczne i można je nagi­nać, kiedy w grę wcho­dzi duży zysk, czy masz bar­dzo silne poczu­cie etyki?

Odpo­wiedź makia­we­liczna: Normy spo­łeczne i war­to­ści to kon­cep­cje, które można nagi­nać. Jeśli w grę wcho­dzi zna­czący zysk, nie widzę pro­blemu, żeby je naru­szyć. Etyka jest dla tych, któ­rzy nie wie­dzą, jak naprawdę działa świat.

Czy do wszyst­kich odno­sisz się jed­na­kowo, czy masz skłon­no­ści do trak­to­wa­nia ludzi bar­dzo róż­nie w zależ­no­ści od ich sta­tusu spo­łeczno-finan­so­wego?

Odpo­wiedź makia­we­liczna: Trak­to­wa­nie innych zależy od ich sta­tusu i od tego, co każda osoba może mi zaofe­ro­wać. Nie ma sensu odno­sić się do wszyst­kich jed­na­kowo; nie­któ­rzy zasłu­gują na więk­szy sza­cu­nek czy uwagę niż inni, w zależ­no­ści od ich uży­tecz­no­ści czy wpły­wów.

Czy zwy­kle dzie­lisz się swo­imi celami i pla­nami z oto­cze­niem, czy też zacho­wu­jesz dla sie­bie, a wręcz ukry­wasz swoją sytu­ację i swoje potrzeby?

Odpo­wiedź makia­we­liczna: Wolę zacho­wać swoje plany dla sie­bie. Zdra­dza­nie zbyt wiele może dać nade mną prze­wagę innym albo prze­szko­dzić w reali­za­cji moich celów. Dys­kre­cja jest klu­czowa dla zacho­wa­nia kon­troli i pew­no­ści, że moje inte­resy nie będą zagro­żone.

Czy uwa­żasz, że wszy­scy ludzie są war­to­ściowi sami w sobie i zasłu­gują na jed­na­kowy sza­cu­nek, czy twoim zda­niem nie­któ­rzy są war­to­ściowsi od innych?

Odpo­wiedź makia­we­liczna: Nie wszyst­kie osoby są tak samo war­to­ściowe; nie­które są war­to­ściow­sze ze względu na posia­daną wła­dzę, bogac­two czy wpływ. Błę­dem jest myśle­nie, że wszy­scy zasłu­gują na taki sam sza­cu­nek, bo to oczy­wi­ste, że nie­któ­rzy są uży­tecz­niejsi czy waż­niejsi niż inni.

Tak naprawdę rzadko się zda­rza, by ktoś udzie­lił tak bez­po­śred­nich odpo­wie­dzi, ponie­waż albo dana osoba chce ukryć te infor­ma­cje, albo ni­gdy nie zadała sobie trudu, by ubrać w słowa swój spo­sób postrze­ga­nia świata. Jej czyny i opi­nie pozwa­lają nam jed­nak wyczuć, że u pod­staw jej wypo­wie­dzi leżą makia­we­liczne prze­ko­na­nia, które wska­zują na men­tal­ność sku­pioną na mani­pu­lo­wa­niu, dąże­niu do wła­dzy i skraj­nym prag­ma­ty­zmie.

Przyj­rzyjmy się teraz dru­giej cesze nale­żą­cej do mrocz­nej triady oso­bo­wo­ści, czyli nar­cy­zmowi.

Narcyzm

Jeśli inte­re­su­jesz się psy­cho­lo­gią, to praw­do­po­dob­nie wiesz już coś na temat nar­cy­zmu, wszak jest to bar­dzo popu­larny temat. Może aż za bar­dzo.

To prawda, że w przy­padku wielu trau­ma­tycz­nych i tok­sycz­nych rela­cji, czy to w związku, rodzi­nie czy pracy, mamy do czy­nie­nia z oprawcą z nar­cy­stycz­nym zabu­rze­niem oso­bo­wo­ści (ang. Nar­cis­si­stic Per­so­na­lity Disor­der, NPD). Wynika to z tego, że jed­nym z fila­rów nar­cy­zmu jest ego­cen­tryzm, rzą­dzący się zasadą „moje potrzeby są zawsze naj­waż­niej­sze / tylko one się liczą”, nie­zbyt kom­pa­ty­bilną ze zdro­wymi rela­cjami mię­dzy­ludz­kimi.

Jed­nak kon­cep­cja nar­cy­zmu, która zapew­nia ofia­rom nad­użyć moż­liwe reak­cje i narzę­dzia do obrony i zdro­wie­nia, osta­tecz­nie stała się wor­kiem, do któ­rego lekką ręką wrzu­camy każ­dego, kto robi coś, co nam się nie podoba. Jako psy­cho­lożka widzę mnó­stwo osób, a nawet konta popu­la­ry­zu­jące psy­cho­lo­gię w mediach spo­łecz­no­ścio­wych, które uży­wają słów „nar­cyz” i „psy­cho­pata” jako ter­mi­nów toż­sa­mych, co jest dość nie­bez­pieczne. Kiedy zaczy­namy lek­ko­myśl­nie sza­fo­wać ety­kie­tami dia­gno­stycz­nymi, tra­cimy szansę na lep­sze zro­zu­mie­nie, jak kształ­tują się pro­file oso­bo­wo­ści i jak mogą zmie­niać się na lep­sze. Bo tak naprawdę wiele typów o cechach nar­cy­stycz­nych może ulec pozy­tyw­nej zmia­nie dzięki tera­pii.

Przy­po­mnijmy sobie meta­forę sałatki: w tym przy­padku pro­gnoza dla każ­dego typu o cechach nar­cy­stycz­nych będzie bar­dzo różna w zależ­no­ści od tego, jak nar­cyzm łączy się z pozo­sta­łymi skład­ni­kami, jak rów­nież w zależ­no­ści od sytu­acji i momentu życio­wego, w jakich znaj­duje się dana osoba. Ina­czej wygląda lecze­nie mło­dego czło­wieka z kil­koma cechami nar­cy­stycz­nymi, który zgła­sza się na tera­pię, żeby popra­wić swoje zacho­wa­nie wobec part­nerki, a zupeł­nie ina­czej lecze­nie osoby z NPD, która przy­cho­dzi na wizytę pod przy­mu­sem z powodu sto­so­wa­nia prze­mocy w pracy.

Dla­czego zatem nie­które osoby uży­wają słów „psy­cho­pata” i „nar­cyz”, jakby to były syno­nimy? Ponie­waż, kiedy NPD jest już bar­dzo zawan­so­wane, dana osoba zupeł­nie traci empa­tię, a w związku z tym także i zdol­ność do odczu­wa­nia wyrzu­tów sumie­nia. W rezul­ta­cie, mimo że mecha­nizm psy­cho­lo­giczny jest inny, zacho­wa­nie takiej osoby pra­wie się nie różni od zacho­wa­nia psy­cho­paty. W tym przy­padku być może ta osoba uro­dziła się i dora­stała, odczu­wa­jąc empa­tię i wyrzuty sumie­nia, lecz w miarę jak zabu­rze­nie przej­mo­wało kon­trolę nad jej oso­bo­wo­ścią, tra­ciła te uczu­cia. To ozna­cza, że – choć pier­wot­nie nie była psy­cho­patyczna – postę­puje jak psy­cho­pata, co ogra­ni­cza do mini­mum moż­li­wo­ści tera­peu­tycz­nej zmiany. Ale po raz kolejny chcę pod­kre­ślić, że ist­nieje wiele stopni nar­cyzmu i w związku z tym także wiele róż­nych sała­tek.

Dlaczego ktoś rozwija taki sposób bycia?

Zanim wyja­śnię, jak roz­po­znać zacho­wa­nia zna­mio­nu­jące cechy nar­cy­styczne, myślę, że inte­re­su­jące (i przy­datne!) okaże się dla cie­bie zro­zu­mie­nie źró­dła i roli tych cech. Ponadto podzielę się z tobą kil­koma kon­kret­nymi radami doty­czą­cymi spek­trum nar­cy­zmu, dzięki któ­rym zoba­czysz coś wię­cej niż ste­reo­ty­powy wize­ru­nek nar­cyza z naszych wyobra­żeń: aro­ganta i próż­niaka.

Żeby dobrze zro­zu­mieć, co sie­dzi w nar­cy­stycz­nym umy­śle, musimy dotrzeć do sedna zagad­nie­nia: nar­cyz to osoba, która w decy­du­ją­cym momen­cie swo­jego życia nie potra­fiła zbu­do­wać zdro­wego i solid­nego poczu­cia wła­snej war­to­ści, a zamiast tego przy­jęła stra­te­gię budo­wa­nia jego fał­szy­wej i nadmu­cha­nej wer­sji poprzez mecha­ni­zmy nar­cy­styczne, jak odno­sze­nie suk­ce­sów, szu­ka­nie podziwu i uzna­nia, odrzu­ce­nie sła­bo­ści, uni­ka­nie przy­krych emo­cji, ukry­wa­nie wad, rywa­li­zo­wa­nie z innymi i tak dalej.

Wiemy, że brak poczu­cia wła­snej war­to­ści leży u pod­staw wielu pro­ble­mów psy­cho­lo­gicz­nych, z któ­rymi sty­kamy się na co dzień. Ale nie przej­muj się, poczu­cie wła­snej war­to­ści nie jest czymś, co się ma lub czego się nie ma; nie oba­wiaj się, że jeśli go nie masz, to jesteś ska­zany na psy­chiczne cier­pie­nie. Budu­jemy je nie­ustan­nie w codzien­nym życiu – za sprawą naszych decy­zji i tego, jak sie­bie trak­tu­jemy (i jak pozwa­lamy, by nas trak­to­wano), kła­dziemy nowe cegły i remon­tu­jemy już ist­nie­jącą kon­struk­cję. Jed­nak prawda jest taka, że jeśli w pierw­szych latach życia doszło do poważ­nych uszko­dzeń fun­da­men­tów, możemy spę­dzić resztę naszych dni, ukła­da­jąc kolejne poziomy cegieł na próżno albo nie tam, gdzie trzeba. Jeśli pod­stawa jest nie­sta­bilna, praw­do­po­dob­nie nasza budowla będzie się walić raz po raz.

Nie wszy­scy rodzice mają bowiem moż­li­wo­ści, chęć i wie­dzę, żeby wycho­wy­wać swoje dzieci w spo­sób zdrowy, oka­zu­jąc miłość, akcep­ta­cję, wspar­cie, cie­pło, jed­no­cze­śnie wyzna­cza­jąc im gra­nice i wpa­ja­jąc war­to­ści. Jeśli przyj­rzysz się rodzi­com nar­cyza, zoba­czysz, że rzadko się zda­rza, by byli to zrów­no­wa­żeni ludzie, któ­rzy bez­wa­run­kowo kochali swoje dziecko i zadbali o jego pra­wi­dłowy roz­wój.

Jed­nak nie każdy, kto zmaga się z bra­kiem poczu­cia wła­snej war­to­ści, roz­wija cechy nar­cy­styczne; są osoby, które zamiast tego obie­rają kurs na ule­głość i usłuż­ność. Jeśli ktoś skło­nił się ku nar­cy­zmowi, to dla­tego, że w pew­nym momen­cie zro­zu­miał, że „pom­po­wa­nie” wła­snego wize­runku i nie­ustanne jego potwier­dza­nie było tym, dzięki czemu czuł się dobrze, czy to za sprawą rodzi­ców, któ­rzy kochali swoje dzieci tylko wtedy, gdy się wyróż­niały, czy za sprawą rodzeń­stwa, które cią­gle ze sobą porów­ny­wano, czy za sprawą oto­cze­nia, które karało wszel­kie prze­jawy sła­bo­ści, czy też za sprawą jakiejś waż­nej nar­cy­stycznej postaci, która sta­no­wiła wzór do naśla­do­wa­nia. Wszystko dla­tego, że dana osoba nie była akcep­to­wana, dopóki nie stwo­rzyła swo­jego alter ego.

W każ­dym razie nar­cyz jest ska­zany na nie­ustanne poszu­ki­wa­nie spo­so­bów zre­kom­pen­so­wa­nia sobie braku poczu­cia wła­snej war­to­ści, jak gdyby kom­pul­syw­nie pró­bo­wał zapeł­nić stud­nię bez dna. Ist­nieją mniej lub bar­dziej szko­dliwe spo­soby, by to robić. Można na przy­kład sku­pić się na roz­woju zawo­do­wym i odło­żyć na bok dba­nie o sie­bie albo podą­żyć w innym kie­runku wią­żą­cym się z nega­tyw­nymi skut­kami dla sie­bie samego i dla swo­jego oto­cze­nia.

W miarę jak cechy nar­cy­styczne się inten­sy­fi­kują i przej­mują kon­trolę nad daną osobą, nar­cy­styczne zacho­wa­nia, które przed­tem były nie­szko­dliwe, przy­bie­rają mrocz­niej­sze barwy. Nar­cyz szuka wów­czas bar­dziej atrak­cyj­nego part­nera tylko po to, żeby czuć się bar­dziej war­to­ścio­wym, nawią­zuje usłużne przy­jaź­nie, żeby wzmoc­nić swoje ego, ota­cza się pochleb­cami, któ­rzy chwalą wszystko, co robi.

Z bie­giem czasu nar­cyz z tak eks­tre­mal­nym zabu­rze­niem stop­niowo wyłą­cza w sobie to, co ludz­kie, emo­cjo­nalne i zwią­zane z rela­cjami, a jego ego­cen­tryzm i brak empa­tii się pogłę­biają. Kiedy tak się dzieje, coraz łatwiej mu myśleć o innych jak o narzę­dziach słu­żą­cych do win­do­wa­nia jego ego, i nabiera cech makia­we­licz­nych. W tym momen­cie staje się mani­pu­la­to­rem i wtedy zaczyna się gra. Sztuczki, po jakie się­gnie, będą zale­żeć od kon­kret­nego przy­padku, a także od typu nar­cyzmu. Poni­żej przed­sta­wiam naj­częst­sze typy nar­cy­styczne, które szybko roz­po­znasz w swoim życiu.

A oto naj­pow­szech­niej­sze formy nar­cy­zmu:

Nar­cyz wiel­ko­ściowy:

praw­do­po­dob­nie ten typ naj­bar­dziej pasuje do two­jego wyobra­że­nia nar­cy­zmu. Jest to osoba, która czuje się lep­sza od innych, porów­nuje się z nimi, żeby to udo­wod­nić, oraz nie­ustan­nie zabiega o pochwały i podziw. Ten typ buduje swoje poczu­cie wła­snej war­to­ści na wywyż­sza­niu się i byciu postrze­ga­nym przez wszyst­kich jako wspa­niała osoba. Pozuje na bar­dzo pew­nego sie­bie, zdol­nego zro­bić wszystko lepiej niż kto­kol­wiek inny, przez co zaj­muje dużo prze­strzeni, zarówno w sen­sie dosłow­nym, jak i w roz­mo­wach, przez co wydaje się aro­gancki, próżny i iry­tu­jący.

Nar­cyz anta­go­ni­styczny:

buduje swoje poczu­cie wła­snej war­to­ści na pogar­dza­niu innymi. Zamiast opo­wia­dać, jaki jest wspa­niały, sku­pia się na kry­ty­ko­wa­niu innych, uwy­dat­nia­niu ich wad i wyty­ka­niu błę­dów. Osoby mające takie cechy nie tylko kry­ty­kują innych, lecz także są napa­stliwe twa­rzą w twarz: dążą do kon­fron­ta­cji i pod­wa­żają wypo­wie­dzi innych oraz odmienne od swo­jego punkty widze­nia. A ponie­waż wzmac­niają swoje poczu­cie wyż­szo­ści poprzez star­cia, zwy­kle są to osoby kon­flik­towe, które oprócz tego bar­dzo źle reagują na kry­tykę.

Nar­cyz spo­łeczny:

ten typ zwy­kle zaska­kuje, ponie­waż wywyż­sza się poprzez spo­łecz­nie podzi­wiane zacho­wa­nie. Działa więc altru­istycz­nie i prospo­łecz­nie: anga­żuje się w akcje cha­ry­ta­tywne, robi dobre uczynki i pomaga spo­łecz­no­ści, ale tylko dla­tego, że pra­gnie być podzi­wiany. I jak się zapewne domy­ślasz, zawsze spraw­dza, czy jego dzia­ła­nia są dostrze­gane i czy wszy­scy się o nich dowie­dzą. Dla­tego takie osoby są altru­istami nie z wła­ści­wych pobu­dek, tylko ze względu na uzna­nie i wysoką samo­ocenę, jakie im zapew­nia to zacho­wa­nie. Cho­ciaż ten typ wydaje się naj­bar­dziej cza­ru­ją­cym spo­śród wszyst­kich nar­cy­zów, za zamknię­tymi drzwiami, kiedy nikt nie widzi, praw­do­po­dob­nie nie jest już tak wzo­ro­wym oby­wa­te­lem.

Nar­cyz ukryty lub wraż­liwy:

ten typ nar­cyza wta­pia się w tłum, ponie­waż jest to osoba nie­śmiała i skromna. Ina­czej niż nar­cyz wiel­ko­ściowy, nie dąży do osią­ga­nia wiel­kich celów ani demon­stro­wa­nia swo­jej war­to­ści. Nie robi tego jed­nak z braku chęci, tylko z powodu abso­lut­nej nie­to­le­ran­cji porażki i kry­tyki: cechuje go tak niskie poczu­cie wła­snej war­to­ści, że nie ma odwagi zro­bić tego, czego pra­gnie, z obawy, że nie­osią­gnię­cie zało­żo­nego rezul­tatu znisz­czy jego nadęte ego. Pamię­tajmy w tym kon­tek­ście, że zdrowe poczu­cie wła­snej war­to­ści nie jest uza­leż­nione wyłącz­nie od osią­gnięć oraz zewnętrz­nej akcep­ta­cji i nie roz­pada się z powodu błędu, porażki czy słów kry­tyki.

Nie­któ­rzy wraż­liwi nar­cyzi głę­boko zazdrosz­czą tym, któ­rzy mają odwagę robić to, co oni też by chcieli, ale zamiast się do tego przy­znać, kry­ty­kują i pogar­dzają tymi, któ­rych uwa­żają za zagro­że­nie dla wła­snego ego. Inni nato­miast odno­szą się nie do osoby, tylko sytu­acji albo wyzwa­nia jako takich, i stwier­dzają, że sami się tym nie zaj­mują, ponie­waż nie licuje to z ich god­no­ścią. Są rów­nież i tacy, któ­rzy radzą sobie ze swoją nie­kon­se­kwen­cją, przyj­mu­jąc postawę ofiary i obwi­nia­jąc za swoją sytu­ację innych. Jak widzisz, ten typ nar­cyza unika odpo­wie­dzial­no­ści i roz­ła­do­wuje złość poprzez dzia­ła­nia pasywno-agre­sywne.

Cho­ciaż każdy z opi­sa­nych typów ukie­run­ko­wuje swój nar­cyzm w różny spo­sób, wszy­scy mają wspólną cechę: brak miło­ści wła­snej oraz bez­wa­run­ko­wej samo­ak­cep­ta­cji. Trzeba pod­kre­ślić, że jest to powszechne u wielu osób, które mogą się utoż­sa­miać z nie­któ­rymi opi­sa­nymi wyżej zacho­wa­niami. Pamię­taj jed­nak, że mówimy o typach nar­cyzmu, czyli jeśli ktoś speł­nia kry­te­ria bycia nar­cy­zem, następ­nie należy prze­ana­li­zo­wać, jakim jest jego typem. A zatem, jeśli czu­jesz, że – podob­nie jak nar­cyz wraż­liwy – prze­sta­jesz robić różne rze­czy z obawy przed kry­tyką, to nie ozna­cza, że też nim jesteś. W tym celu musiał­byś speł­nić kry­te­ria, które zamiesz­czam poni­żej.

Jak rozpoznać cechy narcystyczne?

Kry­te­ria dia­gno­styczne zabu­rzeń psy­chicz­nych DSM-5-TR, pod­ręcz­nik dla psy­chia­trów, który kla­sy­fi­kuje zabu­rze­nia psy­chiczne, wymie­nia nastę­pu­jące kry­te­ria dia­gno­styczne zabu­rze­nia nar­cy­stycz­nego. Trzeba jed­nak zazna­czyć, że tech­nicz­nie rzecz bio­rąc, o nar­cy­zmie mówimy wtedy, gdy dana osoba prze­ja­wia już od wcze­snej doro­sło­ści pięć lub wię­cej wska­za­nych poni­żej zacho­wań i reak­cji emo­cjo­nal­nych.

Ma wiel­ko­ściowe prze­ko­na­nie o swo­jej war­to­ści (np. wyol­brzy­mia­nie swo­ich osią­gnięć i talen­tów, ocze­ki­wa­nie bycia trak­to­wa­nym lepiej niż inni, pomimo braku zna­czą­cych osią­gnięć).

Jest pochło­nięta wyobra­że­niami o nie­ogra­ni­czo­nych: suk­ce­sie, wła­dzy, dosko­na­ło­ści, pięk­nie lub miło­ści ide­al­nej.

Jest prze­ko­nana o byciu kimś wyjąt­ko­wym i nie­po­wta­rzal­nym, a co za tym idzie, rozu­mia­nym wyłącz­nie przez osoby (lub insty­tu­cje) o wyso­kim sta­tu­sie spo­łecz­nym i zdol­nym do prze­by­wa­nia wyłącz­nie w towa­rzy­stwie takich osób.

Ma nad­mierną potrzebę bycia podzi­wianą.

Ma poczu­cie bycia uprzy­wi­le­jo­waną (irra­cjo­nalne ocze­ki­wa­nie szcze­gól­nego trak­to­wa­nia lub zakła­da­nie z góry, że różne ocze­ki­wa­nia zostaną speł­nione).

Wyko­rzy­stuje inne osoby do osią­gnię­cia swo­ich celów.

Cierpi na brak zdol­no­ści współ­od­czu­wa­nia i odczuwa nie­chęć do roz­po­zna­wa­nia lub iden­ty­fi­ko­wa­nia się z uczu­ciami albo potrze­bami innych osób.

Czę­sto czuje zazdrość wobec innych lub jest prze­ko­nana o tym, że to inni są zazdro­śni.

Wyka­zuje aro­ganc­kie, wynio­słe zacho­wa­nie lub postawę

1

.

Postaw sobie te pyta­nia

Trzeba znać kry­te­ria dia­gno­styczne, ale weź pod uwagę, że sku­piają się one na nar­cy­stycz­nym zabu­rze­niu oso­bo­wo­ści, czyli pato­lo­gicz­nym i poważ­nym typie nar­cy­zmu. Pamię­taj jed­nak, że osoba nie­za­bu­rzona, za to mająca cechy nar­cy­styczne, rów­nież może być nie­bez­piecz­nym mani­pu­la­to­rem, zale­cam więc mieć na wzglę­dzie nastę­pu­jące pyta­nia, sta­no­wiące wytyczne do obser­wa­cji:

Czy żyje w świe­cie porów­nań? Czy jest nad­zwy­czaj ambitna i źle znosi porażki?

Czy ma skłon­no­ści do zazdrosz­cze­nia innym i wygła­sza­nia dys­kre­dy­tu­ją­cych komen­ta­rzy, żeby umniej­szyć ich osią­gnię­cia i zalety? Czy wspo­mina, że inni jej zazdrosz­czą?

Czy trudno jej odczu­wać empa­tię wobec osób, które się od niej róż­nią, i sym­pa­ty­zo­wać z nimi?

Czy potrafi zro­zu­mieć potrzeby innych, nawet jeśli są sprzeczne z jej wła­snymi potrze­bami? Czy potrafi poma­gać w sytu­acjach, kiedy pomoc nie przy­nosi jej korzy­ści?

Czy ocze­kuje uprzy­wi­le­jo­wa­nego i szcze­gól­nego trak­to­wa­nia ze strony innych, na przy­kład na impre­zach czy w restau­ra­cji? Czy robie­nie tego, co zwy­kle robią ludzie, jak cze­ka­nie na coś lub sta­nie w kolejce, jest dla niej trudne albo wręcz nie­moż­liwe?

Czy jest bar­dzo wraż­liwa na kry­tykę, nawet kon­struk­tywną?

Czy mając poczu­cie bycia igno­ro­wa­nym, reaguje prze­sad­nie? Czy usil­nie domaga się pochwał lub uzna­nia?

Czy domi­nuje w roz­mo­wach, dużo mówiąc i mało słu­cha­jąc?

Czy prze­rywa, kiedy mówi ktoś inny albo się roz­pra­sza i nie słu­cha?

Czy inte­re­suje się innymi oso­bami i zadaje im pyta­nia, żeby je poznać i zro­zu­mieć? Czy nie­ustan­nie prze­kie­ro­wuje roz­mowę na sie­bie, swoje życie i sprawy?

Czy uważa, że jej zda­nie jest waż­niej­sze niż zda­nie innych, i pogar­dza tymi, któ­rzy myślą ina­czej?

Czy kreuje się na ofiarę i zapew­nia, że jej pro­blemy są waż­niej­sze albo bar­dziej realne niż pro­blemy innych? Czy czę­sto narzeka na nie­spra­wie­dliwe lub nie­przy­chylne trak­to­wa­nie i żąda cze­goś lep­szego?

Czy osoby ze swo­jego oto­cze­nia trak­tuje jak ludzi, któ­rzy mają wła­sne potrzeby, pra­gnie­nia i prawa? Czy raczej zacho­wuje się tak, jakby wszy­scy inni byli sta­ty­stami w przed­sta­wie­niu, w któ­rym ona gra główną rolę?

Pod­su­mo­wu­jąc, chcę dodać coś, co być może cię zasko­czy: na płasz­czyź­nie beha­wio­ral­nej potrzebna jest odro­bina nar­cy­zmu. W codzien­nym życiu wszy­scy powin­ni­śmy zna­leźć chwilę, by się sobie przyj­rzeć, posta­wić sie­bie na pierw­szym miej­scu i zadbać o sie­bie, dzięki czemu możemy się roz­wi­jać; krótko mówiąc, nie­kiedy trzeba być „ego­istą”.

Tak więc nawet jeśli masz dobrze ugrun­to­wane poczu­cie wła­snej war­to­ści, nie powi­nie­neś zapo­mi­nać o dal­szym ukła­da­niu cegieł, żeby umac­niać i upięk­szać swój dom. Naj­zdrow­sze są oso­bo­wo­ści zrów­no­wa­żone i potra­fiące dopa­so­wać się funk­cjo­nal­nie do oto­cze­nia, w któ­rym żyją. Ponie­waż, koniec koń­ców, rów­nie źle jest żyć, myśląc wyłącz­nie o samym sobie, jak i myśląc tylko o innych. W tym dru­gim przy­padku nale­ża­łoby nauczyć się co nieco od nar­cy­zów.

Przyj­rzyjmy się teraz trze­ciej cesze mrocz­nej triady oso­bo­wo­ści, czyli psy­cho­pa­tii.

Psychopatia

Obec­ność psy­cho­pa­tii lub cech psy­cho­pa­tycz­nych możemy podej­rze­wać głów­nie wtedy, gdy zauwa­żymy cał­ko­wity brak empa­tii emo­cjo­nal­nej oraz poczu­cia winy i wyrzu­tów sumie­nia w momen­cie dzia­ła­nia. I nie mam na myśli empa­tii ogól­nie, bo gdy mówimy o psy­cho­pa­tii, należy róż­nić empa­tię inte­lek­tu­alną i empa­tię emo­cjo­nalną. W pierw­szym przy­padku wiemy albo domy­ślamy się, jak ktoś się czuje w okre­ślo­nej sytu­acji, pod­czas gdy w dru­gim przy­padku to współ­od­czu­wam; mię­dzy tymi dwoma sta­nami ist­nieje duża róż­nica.

Kiedy się mówi, że psy­cho­paci nie odczu­wają empa­tii, nie ozna­cza to, że nie mają poję­cia, co się dzieje w gło­wach innych osób albo że nie wie­dzą, kiedy postę­pują źle i wyrzą­dzają komuś krzywdę. Cho­dzi o to, że choć mają świa­do­mość, że być może drugi czło­wiek cierpi z powodu ich dzia­łań, nie utoż­sa­miają się z cudzym bólem i wobec tego nie potra­fią doświad­czyć żad­nej reak­cji emo­cjo­nal­nej.

Żeby­śmy mieli jasność; empa­tia emo­cjo­nalna jest mecha­ni­zmem pozwa­la­ją­cym nam odczu­wać emo­cje, które zauwa­żamy u innych, co wzmac­nia altru­izm i współ­pracę mię­dzy ludźmi. Poza tym ten mecha­nizm spra­wia, że za każ­dym razem, gdy widzimy, że ktoś cierpi z powodu naszych dzia­łań, nasz mózg uru­cha­mia lawinę bar­dzo sil­nego dys­kom­fortu, który okre­ślamy mia­nem wyrzu­tów sumie­nia. Na pewno czu­łeś je kie­dyś na sku­tek jakie­goś popeł­nio­nego błędu, musisz więc wie­dzieć, że jest to wyjąt­kowo nie­przy­jemne uczu­cie, zwłasz­cza gdy ten błąd pro­wa­dzi do czy­je­goś cier­pie­nia.

Jak widzisz, źró­dło współ­pracy i zacho­wań pro­spo­łecz­nych czło­wieka tkwi nie tylko w dobrym samo­po­czu­ciu, które jest skut­kiem poma­ga­nia innym, lecz także w uni­ka­niu dys­kom­fortu, który poja­wia się, gdy nie poma­gamy ludziom, albo nawet gorzej: kiedy wyrzą­dzamy im krzywdę. Dla­czego więc nie­które osoby są pozba­wione tego mecha­ni­zmu i w związku tym także uczuć, które nie pozwa­lają krzyw­dzić innych?

Cóż, są osoby, które rodzą się z psy­cho­pa­tycz­nym mózgiem. Choć brzmi to dziw­nie, owo zabu­rze­nie ma pod­łoże gene­tyczne. Mówimy tu jed­nak tylko o psy­cho­pa­tii pier­wot­nej, kiedy obser­wu­jemy u dzieci pewne cechy i zacho­wa­nia, takie jak mal­tre­to­wa­nie zwie­rząt czy innych dzieci. Mali psy­cho­paci kła­mią, mani­pu­lują, nie prze­strze­gają zasad, sprze­ci­wiają się auto­ry­te­tom, bun­tują się i są agre­sywne. Naj­waż­niej­sze jest jed­nak to, że nie mają poczu­cia winy, nie czują stra­chu ani dys­kom­fortu, choć wie­dzą, że zro­bili coś złego i że spo­wo­do­wało to czy­jeś cier­pie­nie, nawet gdy skrzyw­dzoną osobą jest ich ojciec lub matka.

Jed­nak nie wszyst­kie psy­cho­pa­tie są wro­dzone. Wiele z nich roz­wija się z powodu dora­sta­nia w prze­mo­co­wym oto­cze­niu i w emo­cjo­nal­nym chło­dzie, gdyż w takim śro­do­wi­sku myśle­nie o innych ozna­cza nara­ża­nie się na nie­bez­pie­czeń­stwo. Cechy psy­cho­pa­tyczne będące owo­cem bru­tal­nego i nie­hu­ma­ni­tar­nego śro­do­wi­ska nie­kiedy przy­czy­niają się do roz­woju anty­spo­łecz­nego zabu­rze­nia oso­bo­wo­ści (ang. anti­so­cial per­so­na­lity disor­der, ASPD).

Ist­nieją dwa typy psy­cho­pa­tii: tak zwana psy­cho­pa­tia pier­wotna cha­rak­te­ry­zu­jąca osobę, która uro­dziła się z mózgiem nie­zdol­nym do wczu­wa­nia się w emo­cje innych, oraz anty­spo­łeczne zabu­rze­nie oso­bo­wo­ści (lub psy­cho­pa­tia wtórna) doty­czące osoby, która nabyła te cechy wsku­tek okre­ślo­nych doświad­czeń życio­wych powo­du­ją­cych wyłą­cze­nie jej empa­tii i wyrzu­tów sumie­nia i spra­wia­ją­cych, że działa ona w spo­sób ego­istyczny, wyra­cho­wany i bru­talny, żeby móc prze­trwać.

Psy­cho­pata wtórny lub ASPD to taki, który wyka­zuje zacho­wa­nia anty­spo­łeczne: nie jest zin­te­gro­wany ze spo­łe­czeń­stwem, tylko łamie prawo, popeł­nia prze­stęp­stwa, sto­suje prze­moc wobec innych i naru­sza ich prawa, a także wyka­zuje się poryw­czo­ścią, wybu­cho­wo­ścią i lek­ko­myśl­no­ścią oraz łamie zasady spo­łeczne i moralne. Krótko mówiąc, jest to psy­cho­pata wystę­pu­jący w zbio­ro­wej wyobraźni: kry­mi­na­li­sta, ktoś nie­bez­pieczny, czło­wiek, który wzbu­dza strach już samą swoją obec­no­ścią, można więc powie­dzieć, że łatwo go roz­po­znać.

Nato­miast w przy­padku psy­cho­paty pier­wot­nego będzie to znacz­nie trud­niej­sze, zwłasz­cza gdy jest to psy­cho­pata zin­te­gro­wany. Już wyja­śniam: psy­cho­pata pier­wotny może roz­wi­nąć zacho­wa­nia anty­spo­łeczne, jeśli dora­stał w śro­do­wi­sku kon­flik­to­wym, podob­nie jak psy­cho­pata wtórny. Jeśli jed­nak miał w życiu szczę­ście, nie będzie wyka­zy­wał żad­nych wyraź­nych zacho­wań anty­spo­łecz­nych i pozo­sta­nie nie­zau­wa­żony.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Ame­ri­can Psy­chia­tric Asso­cia­tion, Kry­te­ria dia­gno­styczne DSM-5-TR ™ z Desk Refe­rence, wyd. Edra Urban & Part­ner, Wro­cław 2015, s. 317. [wróć]