Jak przestać żyć pożyczonym życiem. Uwolnij się od cudzych oczekiwań i zacznij podążać własną drogą - Paulina Maciboch - ebook

Jak przestać żyć pożyczonym życiem. Uwolnij się od cudzych oczekiwań i zacznij podążać własną drogą ebook

Paulina Maciboch

5,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Niezależnie od tego, czy masz 20, 45 czy 60 lat – w każdym momencie życia możesz postawić pierwszy krok w stronę życia na własnych zasadach

Czy czujesz, że oczekiwania najbliższych lub presja społeczna odbierają ci moc decydowania o sobie? Czy przeglądając media społecznościowe, zadręczasz się myślą, że twoja codzienność jest daleka od obrazu życia tych, których podziwiasz? A może nawet jeśli inni ci zazdroszczą, ty wciąż czujesz niewyjaśniony smutek lub pustkę?

Nie jesteś w tym poczuciu osamotniona. W świecie, który nieustannie narzuca nam gotowe role i style życia, wiele z nas gubi swój własny głos i zaczyna żyć pożyczonym życiem. Na szczęście odnalezienie siebie jest możliwe, nawet jeśli od lat jesteśmy więźniami schematów i cudzych oczekiwań. Ten poradnik nauczy cię, jak:

• odróżniać swoje autentyczne pragnienia od potrzeby spełnienia cudzych oczekiwań,

• odważnie dokonywać wyborów, które nie muszą podobać się nikomu oprócz ciebie,

• wyłączyć życiowego autopilota i zacząć aktywnie kształtować swoje życie,

• celebrować swoją indywidualność, zamiast nieświadomie naśladować innych,

• podążać za intuicją i podejmować decyzje w zgodzie z własnymi wartościami,

• zerwać z etykietami i odnaleźć własną niepowtarzalną tożsamość,

• żyć po swojemu bez usprawiedliwiania się i lęku przed oceną.

Ta książka nie podsunie ci gotowych odpowiedzi i jedynie słusznej wizji życia. Nie obieca ci też pasma sukcesów i radości. Zamiast tego pomoże ci ukształtować twój własny, wyjątkowy wewnętrzny kompas, który poprowadzi cię do poczucia, że żyjesz w zgodzie ze sobą.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 314

Data ważności licencji: 7/15/2030

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
natwoz87

Nie oderwiesz się od lektury

ok
00



Wstęp. Zanim ruszysz

Wstęp

Zanim ruszysz

Wyobraź sobie, że sto­isz przed lustrem. Po two­jej pra­wej stro­nie na wie­szaku wisi piękna, poły­sku­jąca złota mary­narka. Jest cała w ceki­nach, które skrzą się w słońcu. Patrzysz na nią zachwy­cona i prze­bie­rasz nogami, żeby ją przy­mie­rzyć. Zdej­mu­jesz mary­narkę z wie­szaka, wsu­wasz dłoń do rękawa, potem drugą, i już mary­narka jest na tobie. Patrzysz ponow­nie w lustro, żeby zachwy­cić się tym wido­kiem, ale… otwie­rasz sze­roko oczy ze zdu­mie­nia, bo w mary­narce wyglą­dasz jakoś sztucz­nie, dziw­nie, nie­na­tu­ral­nie. Nie pasuje na cie­bie, odstaje na wyso­ko­ści ramion, a na ple­cach jest za cia­sna, przez co nie jesteś w sta­nie swo­bod­nie gesty­ku­lo­wać. Mary­narka ogra­ni­cza twoje ruchy i spra­wia, że czu­jesz się w swoim ciele obco. Co wię­cej, mate­riał, z któ­rego ją uszyto, rów­nież jest bar­dzo nie­przy­jemny. Dra­pie cię w kark, uwiera pod pachami, a gdy doty­kasz dłońmi tych poły­sku­ją­cych ceki­nów, ozdoby cię ranią. Spo­glą­dasz w lustro i nie możesz uwie­rzyć, że ta mary­narka, o któ­rej marzy­łaś od tygo­dni, jest do cie­bie tak nie­do­pa­so­wana.

Może zoba­czy­łaś ją na face­bo­oko­wych zdję­ciach u kole­żanki. Albo wpa­dła ci w oko, bo jakaś influ­en­cerka zachwy­cała się nią na Insta­gra­mie. A może link do tej mary­narki wysłała ci mama ze sło­wami: „To wdzianko dla cie­bie, koniecz­nie je kup!”. Pomy­śla­łaś wów­czas: „Tak! Muszę je mieć!”, zamó­wi­łaś i teraz sto­isz, zasta­na­wia­jąc się: „Jak to się stało? Dla­czego ta mary­narka jest tak nie­wy­godna? Dla­czego nagle stra­ciła w moich oczach cały blask?”.

Jeśli była droga, to może dasz jej jesz­cze szansę. Może zało­żysz ją na nad­cho­dzącą imprezę, licząc na to, że w praw­dzi­wym życiu, a nie przed lustrem, poczu­jesz się w niej lepiej. Być może wszy­scy twoi zna­jomi będą się zachwy­cać tym nowym stro­jem… Jed­nak nawet jeśli zauwa­żysz podziw i zazdrość w ich oczach, to na­dal będziesz się czuła tak jak wcze­śniej. Mary­narka nie prze­sta­nie cię uwie­rać, będziesz się w niej czuła jak w prze­bra­niu, a jedyne, na co przyj­dzie ci ochota, to zdjąć ją z sie­bie i rzu­cić w kąt. Ale tego nie zro­bisz. W końcu faj­nie jest widzieć zachwyt i zazdrość w oczach innych ludzi, prawda?

Mary­narka z tej histo­rii to meta­fora two­jego życia. Bar­dzo czę­sto widzimy piękne kadry i sceny wokół nas: jakaś influ­en­cerka ma cudowne życie na Insta­gra­mie, bo mieszka sobie na Bali. Twoja kole­żanka podró­żuje trzy razy w roku i pra­cuje z lap­to­pem na plaży, popi­ja­jąc wodę z kokosa. Te małe wycinki cudzej codzien­no­ści, bywa, że pod­ko­lo­ry­zo­wane, są pięk­niej­sze i atrak­cyj­niej­sze niż „zwy­kłe życie”. Też pra­gniesz cze­goś takiego dla sie­bie. Może nawet podej­mu­jesz pewne kroki, żeby żyć takim życiem. Tylko że – tak jak wspo­mniana mary­narka – takie życie może nie być dla cie­bie, może nie być twoje.

Gdy zamie­nisz swoje życie w takie, jakim zachwy­ci­łaś się u kogoś, może się oka­zać, że jest ci nie­swojo i odczu­wasz ogromne nie­do­pa­so­wa­nie. Ta sytu­acja wcale nie należy do rzad­ko­ści. Wiele z nas goni za ide­al­nym życiem, które widać u innych. Podą­żamy cudzą ścieżką, żeby na końcu tej drogi poczuć roz­cza­ro­wa­nie, zawód i uświa­do­mić sobie, że to nie jeste­śmy my. I wła­śnie dla­tego napi­sa­łam tę książkę – żeby pomóc ci, gdy czu­jesz, że twoje życie nie jest tak naprawdę twoje. Ta książka powstała dla trzech grup osób i to one naj­bar­dziej z niej sko­rzy­stają. Prze­czy­taj poniż­sze punkty i sprawdź, czy odnaj­du­jesz sie­bie w któ­rejś z tych grup.

Kto może być odbiorcą tej książki?

Osoby, które zatę­sk­niły za zie­leń­szą trawą i zupeł­nie zmie­niły swoje życie

żeby na końcu poczuć, że to życie do nich nie pasuje

Wyje­cha­łaś do cie­płego kraju, by żyć pod pal­mami i pra­co­wać zdal­nie. Teraz czu­jesz pustkę, bo bra­kuje ci głę­bo­kich rela­cji, pol­skiej kuchni i moż­li­wo­ści doga­da­nia się w języku pol­skim. Życie cyfro­wej nomadki cię zawio­dło.

Dosta­łaś upra­gniony awans lub nową pracę, piękne biuro, pre­sti­żowy tytuł, wyż­sze zarobki. A w środku czu­jesz cią­gły stres, nie możesz spać i nie widzisz sensu w swo­jej pracy. Zaczy­nasz tęsk­nić za „nudną” starą pracą, w któ­rej czu­łaś się sobą.

Poszłaś na swoje, bo insta­gra­mowi eks­perci mówili, że tylko w ten spo­sób będziesz naprawdę wolna w pracy. Mija rok, a ty wciąż wal­czysz o prze­trwa­nie, masz już dość swo­ich klien­tów, a codzien­nie wie­czo­rem pró­bu­jesz zalać swoją samot­ność i swoje przy­tło­cze­nie kil­koma kie­lisz­kami wina.

Zdję­cia z Pin­te­re­sta natchnęły cię do prze­pro­wa­dze­nia meta­mor­fozy swo­jego miesz­ka­nia. Wszystko jest teraz beżowe, lśniące i upo­rząd­ko­wane. Bała­gan za to panuje w two­jej rodzi­nie, bo twoja obse­sja na punk­cie miesz­ka­nia powo­duje cią­głe kłót­nie z bli­skimi. Codzien­nie jesteś smutna.

W ślad za tren­dem „slow life” rzu­ci­łaś korpo i wyje­cha­łaś na wieś. Zaczę­łaś piec wła­sny chleb i medy­to­wać. Po pół roku odkry­łaś, że tęsk­nisz za miej­ską ener­gią, wyzwa­niami inte­lek­tu­al­nymi i że… do szału dopro­wa­dza cię cią­gła cisza.

Zapra­gnę­łaś ciała i kon­dy­cji, jakie mają tre­nerki fit­nessu z Insta­grama. Prze­szłaś na dietę, zaczę­łaś ćwi­czyć sześć razy w tygo­dniu, kupi­łaś zestawy dopa­so­wa­nych leg­gin­sów i topów. Zna­jomi podzi­wiają twoją prze­mianę, a ty wra­casz do domu, patrzysz na sałatkę ze wstrę­tem i zasta­na­wiasz się: „Czy naprawdę całe życie mam się tak męczyć?”.

A może zmie­ni­łaś w swoim życiu coś innego i teraz tego żału­jesz?

Osoby, które cze­kają, aż ich życie sta­nie się bar­dziej ide­alne

Od lat marzysz o wła­snym biz­ne­sie i roz­woju, ale cią­gle powta­rzasz: „Teraz dzieci są małe. Póź­niej się za to wezmę”. Tylko że dzieci rosną, czas mija, a ty coraz bar­dziej boisz się, że twoja szansa ni­gdy się nie pojawi, ten lęk zaś blo­kuje cię przed pod­ję­ciem próby.

Masz wiele do powie­dze­nia światu i piękną pasję, którą chcesz się dzie­lić z ludźmi w mediach spo­łecz­no­ścio­wych. Nic z tym jed­nak nie robisz, bo cze­kasz na „lep­sze” warunki. Lata mijają, fru­stra­cja rośnie, ale nic się nie zmie­nia.

Pra­gniesz dziecka, ale twój part­ner nie jest na to gotowy. Cze­kasz już piąty rok, „aż mu się zmieni”. Marze­nie o dużej rodzi­nie zaczyna ci się wymy­kać, ale boisz się odejść – bo może on jed­nak zmieni zda­nie.

Masz wiele pomy­słów na poboczny pro­jekt albo nowe hobby, ale żad­nego z nich nie urze­czy­wist­niasz. Twoja codzien­ność jest pełna cha­osu, obo­wiąz­ków i stresu. Cze­kasz na „spo­koj­niej­szy moment”, żeby zacząć dzia­łać, ale on ni­gdy nie nad­cho­dzi.

Dusisz się w obec­nej pracy, myślisz o prze­bran­żo­wie­niu. Nie podej­mu­jesz jed­nak decy­zji, bo nie chcesz ryzy­ko­wać. Cze­kasz, aż będziesz w stu pro­cen­tach pewna. Pew­ność jed­nak przy­cho­dzi po dzia­ła­niu, a nie przed – dla­tego od lat tkwisz w zawie­sze­niu.

Twoje potrzeby są nie­za­spo­ko­jone, a twoje pra­gnie­nia leżą zaku­rzone na półce. Na pierw­szym miej­scu sta­wiasz zawsze innych ludzi – part­nera, dzieci, rodzi­ców, kole­żanki i kole­gów. Dajesz im całą sie­bie i powta­rzasz: „Jesz­cze przyj­dzie na mnie czas”. A ten czas nie przy­cho­dzi.

Myślisz o zmia­nie (miej­sca zamiesz­ka­nia, pracy, związku) – od lat cze­kasz na moment, gdy będziesz „w pełni gotowa” na zmianę. Tylko że ten moment nie nad­cho­dzi, bo goto­wość jest decy­zją, a nie sta­nem.

A może jesteś w zupeł­nie innej sytu­acji? Może masz wra­że­nie, że twoje życie pły­nie sobie obok cie­bie, a ty je bier­nie obser­wu­jesz, bez próby wpły­wa­nia na to, co się w nim dzieje?

Osoby, które chcą żyć świa­do­mie i na wła­snych zasa­dach, ale nie wie­dzą, od czego zacząć

Od lat żyjesz zgod­nie ze sche­ma­tem, który nie jest twój. Może postę­pu­jesz tak, jak ocze­kują od cie­bie twoi rodzice, przy­ja­ciele lub twój part­ner czy twoja part­nerka? Wybra­łaś stu­dia, które „są dobre”, poszłaś do sta­bil­nej pracy, a w środku czu­jesz, że ani tro­chę się nie speł­niasz?

Żyjesz na auto­pi­lo­cie, z dnia na dzień. Doko­nu­jesz codzien­nych wybo­rów nawy­kowo. Czu­jesz, jak­byś w ogóle nie miała wpływu na swoje życie i kie­ru­nek, w jakim podą­żasz.

Czu­jesz, że coś cię woła, ale nie wiesz, co z tym zro­bić. W gło­wie kieł­kuje ci pomysł na samą sie­bie, chęć odda­nia się nowej pasji, marze­nie o zmia­nie życio­wej ścieżki, ale nie wiesz, jak posta­wić pierw­szy krok.

Masz milion pomy­słów na sie­bie, a każdy z nich wydaje się atrak­cyjny. Nie wiesz, na który się zde­cy­do­wać – boisz się, że wybór jed­nego spo­wo­duje żal i tęsk­notę za tym, czego nie wybra­łaś.

Masz wszystko, czego kie­dy­kol­wiek chcia­łaś – karierę, dom, rodzinę, wysoki sta­tus mate­rialny. Jed­nak wciąż czu­jesz w sobie jakąś nie­na­zwaną pustkę i bra­kuje ci sensu.

Zaczę­łaś dostrze­gać swoje potrzeby i marze­nia i chcesz je reali­zo­wać. Czu­jesz się jed­nak tym przy­tło­czona i nie wiesz, jak tę chęć zamie­nić na fak­tyczne dzia­ła­nia.

A może jesteś w innej sytu­acji, ale wciąż pra­gniesz żyć na wła­snych zasa­dach, po swo­jemu, w zgo­dzie ze sobą? Nawet jeśli nie odnaj­du­jesz się w żad­nej z tych grup, ale czu­jesz, że ta książka pomoże ci poznać samą sie­bie, zro­zu­mieć swoje potrzeby i moty­wa­cje oraz posta­wić mały kro­czek w stronę życia po swo­jemu, to warto ją prze­czy­tać.

Bywa, że do zmiany życia potrze­bu­jemy jed­nej małej decy­zji. Ta mała decy­zja może zapaść pod wpły­wem prze­czy­ta­nej książki, wyko­na­nego ćwi­cze­nia, a nawet jed­nego zasły­sza­nego zda­nia. Dla­tego jeśli cho­ciaż jeden frag­ment z tej książki poru­szy cię i pobu­dzi do auto­re­flek­sji, osią­gniesz korzyść z tej lek­tury.

Dlaczego ta książka powstała i co może zmienić?

Napi­sa­łam tę książkę dzięki temu, czego sama dozna­łam kilka lat temu. Pamię­tam jak dzi­siaj tam­ten dzień, gdy po raz pierw­szy – świa­do­mie i celowo – postą­pi­łam w zgo­dzie z tym, co jest dla mnie ważne. Gdy sobie to uświa­do­mi­łam, zalała mnie fala wzru­sze­nia, dumy z sie­bie, satys­fak­cji i poczu­cia wewnętrz­nej siły. Ta kom­bi­na­cja uczuć była tak wyzwa­la­jąca, że zapra­gnę­łam doświad­czać jej czę­ściej. To był mój począ­tek świa­do­mego życia. Od tam­tego momentu bacz­niej­szą uwagę zwra­cam na swoje życiowe war­to­ści, uczu­cia i potrzeby, na swoje pra­gnie­nia i marze­nia oraz na moje wła­sne myśli. Nauczy­łam się oddzie­lać to, co naprawdę jest moje, od tego, co świat wokół chce uczy­nić „moim”. Nauczy­łam się zada­wać sobie pyta­nia, które poma­gają mi odna­leźć swój głos w cha­osie i szu­mie.

Ten chaos i szum w XXI wieku jest naszą codzien­no­ścią. Każ­dego dnia docie­rają do nas tysiące bodź­ców, infor­ma­cji, komu­ni­ka­tów. Część z nich „zapra­sza nas” do przy­ję­cia pew­nego stylu życia, doko­ny­wa­nia kon­kret­nych wybo­rów i podą­ża­nia wska­za­nymi ścież­kami życio­wymi. Moż­li­wo­ści jest cała masa. Nic więc dziw­nego, że czu­jemy przy­tło­cze­nie i zagu­bie­nie. Para­dok­sal­nie wła­śnie mno­gość opcji utrud­nia nam wybra­nie jed­nej ścieżki. Final­nie nie zmie­niamy niczego – bo bez­piecz­niej jest zostać tam, gdzie jeste­śmy, niż wejść w sam śro­dek infor­ma­cyj­nego cha­osu.

Pamię­taj jed­nak, że nie­ważne, na jakim eta­pie się znaj­du­jesz, ile masz lat i ile doświad­czeń życio­wych jest za tobą – w każ­dym momen­cie możesz zacząć eks­plo­ro­wać to, co dla cie­bie zna­czy życie w zgo­dzie ze sobą. W tej książce znaj­dziesz nie tylko kon­kretne pyta­nia i narzę­dzia, które mogą cię do tego celu przy­bli­żyć, lecz także inspi­ra­cję, żeby wychy­lać się poza swoją strefę kom­fortu. Nie po to, żeby cią­gle się roz­wi­jać, ale żeby spraw­dzić, czy poza tą strefą nie leży cza­sem życie, jakim naprawdę chcesz żyć.

Jak pracować z tą książką?

Na rynku nie bra­kuje porad­ni­ków z dzie­dziny roz­woju oso­bi­stego, które mówią nam, jak żyć. Ta książka nie będzie takim porad­ni­kiem. Moim celem jest zain­spi­ro­wa­nie cię i wzbu­dze­nie w tobie auto­re­flek­sji, która pomoże ci odna­leźć wła­sny głos i swoją oso­bi­stą ścieżkę. Nie znaj­dziesz w tej książce uni­wer­sal­nych recept na suk­ces ani pro­ti­pów, które uszczę­śli­wią cię w sie­dem dni. Odkry­wa­nie sie­bie jest pro­ce­sem, a on musi trwać. Ten pro­ces nie ma cha­rak­teru line­ar­nego i nie zakoń­czy się, na przy­kład, równo mie­siąc po prze­czy­ta­niu tej pozy­cji. Każda osoba prze­twa­rza infor­ma­cje i doj­rzewa do wła­snych wnio­sków w swoim cza­sie, podej­muje też decy­zje w swoim tem­pie. Dla­tego nie wywie­raj na sie­bie pre­sji, gdy będziesz czy­tać. To nie jest wyścig z cza­sem. Możesz przeczy­tać całą książkę na raz i wpro­wa­dzać to, co z tobą rezo­nuje. Możesz rów­nież czy­tać na raty, czyli wybie­rać roz­działy, któ­rych tytuły do cie­bie tra­fiają – te, któ­rych wła­śnie teraz potrze­bu­jesz.

Nie musisz też robić wszyst­kich ćwi­czeń, do któ­rych wyko­na­nia będę cię zachę­cać. Pamię­taj jedy­nie, że to dzia­ła­nie – a nie myśle­nie o dzia­ła­niu – prze­chyla szalę zmiany w twoim życiu. Zmianę tę lubię roz­pa­try­wać w kate­go­rii mate­ma­tycz­nej pro­por­cji, w któ­rej 100 pro­cent ozna­cza pełną zmianę. Z tego 49 pro­cent sta­no­wią twoje pro­cesy myślowe, które do tej zmiany pro­wa­dzą. Mogą się na nie skła­dać: naby­cie świa­do­mo­ści, inspi­ra­cja, auto­re­flek­sja czy pro­ces podej­mo­wa­nia decy­zji. To ważny ele­ment tego rów­na­nia – pra­wie połowa. Jed­nak tym, co ma decy­du­jące zna­cze­nie i dopro­wa­dza zmianę do końca, jest wła­śnie dzia­ła­nie. Dla­tego w tym rów­na­niu dzia­ła­nie sta­nowi 51 pro­cent.

Czerp więc z tej książki inspi­ra­cję i świa­do­mość. Daj sobie czas i prze­strzeń na myśle­nie. Jed­nak jeśli chcesz, żeby zmiana wystą­piła, rób też ćwi­cze­nia. Posta­wie­nie każ­dego kolej­nego kroku i obser­wo­wa­nie efek­tów, które on za sobą pociąga, natchnie cię do dal­szej pracy. Warto zatem sta­wiać małe kroki i je cele­bro­wać. Z przy­jem­no­ścią będę to robić razem z tobą. Pamię­taj bowiem, że przez cały czas towa­rzy­szę ci w tej podróży do wnę­trza sie­bie. Nie jesteś sama, nawet jeśli teraz tak wła­śnie się czu­jesz. Idę z tobą ramię w ramię. A jeśli chcesz to wspar­cie poczuć głę­biej, napisz do mnie na adres kon­takt@pau­li­na­ma­ci­boch.pl. Z przy­jem­no­ścią cię wesprę rów­nież w for­mie wia­do­mo­ści.

Część I. Czym jest pożyczone życie?

CZĘŚĆ I

CZYM JEST POŻY­CZONE ŻYCIE?

Rozdział 1. Tożsamość i niezależność

Roz­dział 1

Toż­sa­mość i nie­za­leż­ność

Wróćmy na chwilę do histo­rii, od któ­rej zaczę­łam tę książkę. Opi­sana przeze mnie złota poły­sku­jąca mary­narka, która wygląda pięk­nie u innych ludzi, ale do cie­bie nie pasuje i nie jest „twoja”, to meta­fora „poży­czo­nego” życia.

Poży­czone życie to prze­ję­cie war­to­ści, postaw, stylu i spo­sobu życia oraz prio­ry­te­tów od innych ludzi i życie według nich.

Gdy żyjesz poży­czo­nym życiem, czu­jesz, że codzienne decy­zje podej­mu­jesz wbrew sobie, za to w zgo­dzie z ocze­ki­wa­niami innych.

Gdy żyjesz poży­czo­nym życiem, reali­zu­jesz dzia­ła­nia, które wyni­kają z war­to­ści innych ludzi zamiast z two­ich.

Gdy żyjesz poży­czo­nym życiem, swoją ener­gię, czas i uwagę prze­zna­czasz na nie­istotne dla cie­bie kwe­stie i ludzi, któ­rzy wcale nie są dla cie­bie ważni.

Gdy żyjesz poży­czo­nym życiem, twoje dni płyną według sce­na­riu­sza, który napi­sał dla cie­bie ktoś inny – twoi rodzice, twój part­ner, twoi zna­jomi. A może ktoś jesz­cze inny?

Gdy żyjesz poży­czo­nym życiem, czu­jesz się wła­śnie jak w pięk­nej zło­tej, poły­sku­ją­cej mary­narce, która ład­nie wygląda na innych, ale kiedy ją zakła­dasz – uwiera cię. To uwie­ra­nie począt­kowo może być bar­dzo deli­katne, odczu­walne tylko oka­zjo­nal­nie, ale im dłu­żej będziesz nosić tę poży­czoną mary­narkę, tym bar­dziej się w niej będziesz męczyć.

Jeśli już teraz czu­jesz lek­kie „uwie­ra­nie” i dys­kom­fort, to czy­taj dalej. W dal­szej czę­ści książki podzielę się z tobą spo­so­bami na to, jak spraw­dzić, czy życie, któ­rym żyjesz, jest naprawdę „twoje”. Naj­pierw jed­nak wyja­śnię ci, jak wygląda pro­ces odkry­wa­nia sie­bie, swo­jego głosu, swo­jej toż­sa­mo­ści i swo­jej nie­za­leż­no­ści.

Jak budują się odrębna tożsamość człowieka i jego niezależność?

Jako czło­wiek wciąż się roz­wi­jasz – od maleń­ko­ści, kiedy jesteś w pełni zależna od opie­ku­nów, aż do peł­nej doro­sło­ści (a nawet póź­niej, szcze­gól­nie gdy dbasz o swój roz­wój). Roz­wi­jasz się też wtedy, gdy nie znasz teo­rii psy­cho­lo­gicz­nych na temat ludz­kiego roz­woju. Ba, wcale nie musisz ich znać, by pro­ces two­jego roz­woju postę­po­wał! To się dzieje natu­ral­nie i cią­gle.

Jeżeli jed­nak zechcesz poznać pewne etapy roz­woju czło­wieka – zwłasz­cza te, któ­rych dobre „prze­ży­cie” albo „zali­cze­nie” uła­twia póź­niej­sze życie w zgo­dzie ze sobą – będzie ci dużo łatwiej. Dla­tego warto się­gnąć po odro­binę teo­rii na ten temat, szcze­gól­nie gdy widzisz, że twoja auto­no­mia jest ogra­ni­czona, a ty sama czu­jesz się mało kom­for­towo w nie­pa­su­ją­cej „mary­narce”. Być może dzięki pozna­niu teo­re­tycz­nych pod­staw uświa­do­misz sobie, że to, że w wieku 30, 40 czy 50 lat nie żyjesz w zgo­dzie ze sobą, nie jest twoją winą, tylko efek­tem sku­mu­lo­wa­nych doświad­czeń – także tych z cza­sów, gdy byłaś dziec­kiem.

Jedną ze wspo­mnia­nych teo­rii roz­woju czło­wieka przed­sta­wił Erik Erik­son1, ame­ry­kań­ski psy­cho­ana­li­tyk i psy­cho­log duń­skiego pocho­dze­nia. Według Erik­sona w życiu czło­wieka wystę­puje osiem faz roz­wo­jo­wych. Pod­czas każ­dej z nich doświad­cza on kry­zy­sów, któ­rych prze­zwy­cię­że­nie pozwala mu przejść do kolej­nego etapu. Poni­żej szcze­gó­łowo opi­szę ci tylko te fazy, które mają zna­czący wpływ na kształ­to­wa­nie się naszej nie­za­leż­no­ści oraz odręb­nej toż­sa­mo­ści.

Pierw­szym eta­pem istot­nym z punktu widze­nia budo­wa­nia nie­za­leż­no­ści (wystę­pu­ją­cym nie tylko w teo­rii Erik­sona, ale też w wielu innych kon­cep­cjach) jest wiek od około roku do trzech lat. To wtedy jako dziecko uczy­łaś się, że jesteś nie­za­leż­nym, osob­nym bytem – zarówno pod wzglę­dem fizycz­nym, jak i psy­chicz­nym. Wów­czas podej­mo­wa­łaś próby samo­dziel­nego jedze­nia, ubie­ra­nia się i wyko­ny­wa­nia innych codzien­nych czyn­no­ści. Wtedy rów­nież jako dziecko pozna­łaś słowo „nie” i po raz pierw­szy doświad­czy­łaś wła­snej nie­za­leż­no­ści. Któż nie sły­szał o słyn­nym „bun­cie dwu­latka”! To sfor­mu­ło­wa­nie, będące oczy­wi­ście pew­nym uprosz­cze­niem, odnosi się wła­śnie do tej fazy, gdy dziecko testuje gra­nice, odkrywa nowe moż­li­wo­ści i spraw­dza, co jest w sta­nie zro­bić samo­dziel­nie.

Już w tak mło­dym wieku nabiera ono prze­ko­na­nia, czy sta­wa­nie się osobą nie­za­leżną, odrębną od rodzi­ców, z wła­snymi decy­zjami i dzia­ła­niami, jest „w porządku”, czy też nie. Wszystko zależy od tego, czy jego rodzice lub opie­ku­no­wie dają na to zgodę. Jeśli na tym eta­pie jako dziecko otrzy­my­wa­łaś dosta­teczne wspar­cie ze strony opie­ku­nów, mogłaś zacząć budo­wać zdrowe poczu­cie auto­no­mii. Nad­mierna kon­trola lub kry­tyka mogły za to pro­wa­dzić do poja­wie­nia się u cie­bie wstydu, zwąt­pie­nia w sie­bie i nie­chęci zarówno do odkry­wa­nia życio­wych moż­li­wo­ści, jak i do odkry­wa­nia sie­bie samej.

Kolejny etap istotny z punktu widze­nia budo­wa­nia nie­za­leż­no­ści i toż­sa­mo­ści to według teo­rii Erik­sona dwie nastę­pu­jące po sobie fazy: wiek przed­szkolny oraz szkolny. W tym cza­sie podej­mu­jesz kolejne próby bycia samo­dzielną i pod­kre­śla­nia swo­jej odręb­no­ści. Jeżeli na tym eta­pie nie otrzy­ma­łaś wystar­cza­ją­cego wspar­cia, w młodą doro­słość praw­do­po­dob­nie weszłaś z prze­ko­na­niem, że:

musisz zawsze szu­kać apro­baty rodzi­ców;

nie możesz podej­mo­wać wła­snych decy­zji, zwłasz­cza jeśli są one nie­zgodne z ocze­ki­wa­niem rodzica;

twoje próby budo­wa­nia nie­za­leż­no­ści koń­czą się tym, że nie dosta­jesz miło­ści i wspar­cia, a rodzic jest z cie­bie nie­za­do­wo­lony.

Takie prze­ko­na­nie, wzmac­niane na prze­strzeni lat, może wciąż bar­dzo sil­nie pobrzmie­wać w gło­wie doro­słego czło­wieka i pro­wa­dzić do takich sce­na­riu­szy jak u Magdy i Ani.

MAGDA

Już jako dziecko Magda wyka­zy­wała zdol­no­ści arty­styczne. Ryso­wała, robiła kolaże, two­rzyła nawet wła­sne gra­fiki. Ale gdy przy­szło do wyboru stu­diów, tata – z zawodu inży­nier – miał jedną odpo­wiedź: „Po ASP to będziesz robić kawę na recep­cji. Idź na prawo. Zawsze będziesz mieć pracę”. Mama nie była prze­ko­nana co do podej­ścia ojca, ale nie sta­nęła po stro­nie Magdy.

Magda poszła więc na prawo. Przez pierw­sze seme­stry pró­bo­wała prze­ko­nać samą sie­bie, że to dobra decy­zja, bo daje moż­li­wo­ści. Jed­nak coś w niej gasło. Ryso­wała już tylko od święta. Zaczęła mieć pro­blemy ze snem, odczu­wała cią­głe napię­cie w ciele, a naj­bar­dziej bolało ją to, że nie umie powie­dzieć rodzi­com: „Nie chcę tak żyć”.

Na trze­cim roku zaczęła cho­dzić na tera­pię. Tam po raz pierw­szy nazwała swoje uczu­cie: „Żyję nie swoim życiem, jakby ktoś mi wrę­czył sce­na­riusz i kazał grać rolę, która jest mi obca”.

ANIA

Choć Ania, mająca dziś 34 lata, pra­cuje w dużej kor­po­ra­cji na nie­złym sta­no­wi­sku i z zewnątrz wydaje się, jakby była kobietą suk­cesu, to od lat czuje, że coś w niej umiera. Kiedy w jej gło­wie rodzi się jakiś pomysł, zawsze natych­miast poja­wia się pyta­nie: „Co inni na to powie­dzą?”. Kiedy w pracy szef deli­kat­nie kry­ty­kuje pod­su­wane przez nią roz­wią­za­nia, Ania odbiera to jak oso­bi­sty atak. Od razu chce napra­wiać, zado­wo­lić szefa, prze­pra­szać.

Ania wycho­wy­wała się w domu, w któ­rym matka miała wobec niej okre­ślone ocze­ki­wa­nia: „Aniu, masz być odpo­wie­dzialna i twardo stą­pać po ziemi, żebyś mogła zawsze liczyć na sie­bie”. Gdy jako nasto­latka chciała zapi­sać się do szkoły fil­mo­wej, usły­szała: „Co ty sobie wyobra­żasz? Chcesz być bez­ro­botną marzy­cielką?”. Po tych sło­wach zre­zy­gno­wała.

Dziś widzi, że więk­szość jej decy­zji to próby zasłu­że­nia na akcep­ta­cję. Zamiast pytać sie­bie, czego pra­gnie – spraw­dza, kto będzie zado­wo­lony z jej wyboru, i robi co w jej mocy, żeby zado­wo­lić wszyst­kich jed­no­cze­śnie. Czuje się jak dziecko, które wciąż nie dostało zgody na bycie sobą.

Kolejną fazą (w teo­rii Erik­sona piątą z ośmiu) klu­czową dla roz­woju two­jej toż­sa­mo­ści i nie­za­leż­no­ści jest okres doj­rze­wa­nia. To wła­śnie wtedy nastę­puje bar­dzo inten­sywny czas eks­plo­ra­cji, czyli „wypró­bo­wy­wa­nia” róż­nych toż­sa­mo­ści i ról spo­łecz­nych, spraw­dza­nia, co jest „moje”, szu­ka­nia odpo­wie­dzi na pyta­nie „Kim jestem?” oraz „Kim chcę być?”. Faza eks­plo­ra­cji jest klu­czowa, bo to wła­śnie odkry­wa­nie róż­nych moż­li­wo­ści i ście­żek pozwala na końcu wybrać tę, która naj­bar­dziej ci pasuje. Co się jed­nak dzieje, gdy tej eks­plo­ra­cji nie doświad­czasz?

Kiedy pra­cuję z doro­słymi klient­kami i klien­tami w pro­ce­sach men­to­rin­go­wych, bar­dzo czę­sto sły­szę od nich: „Mam sło­miany zapał. Za cokol­wiek się wezmę, zaraz to porzu­cam. Łapię wiele srok za ogon”. Gdy docie­ramy wspól­nie do sedna tego pro­blemu, oka­zuje się, że w ich gło­wach tkwi prze­ko­na­nie, że od razu muszą zde­cy­do­wać się na jeden kie­ru­nek, jedną ścieżkę, jeden spo­sób życia. Okre­śle­nie „sło­miany zapał” czę­sto jest nie­wła­ści­wie przy­po­rząd­ko­wy­wane – do osób, które są po pro­stu w fazie eks­plo­ra­cji, nie­za­leż­nie, czy jest to doj­rze­wa­jący młody czło­wiek, który nie może „zde­cy­do­wać się” na jedną pasję lub sport, czy doro­sła osoba, która ma wiele pomy­słów na sie­bie.

Faza eks­plo­ra­cji jest klu­czowa. Jeśli jako młoda osoba nie mia­łaś oka­zji do eks­plo­ro­wa­nia róż­nych kie­run­ków albo byłaś do tego znie­chę­cana, wcho­dzisz w doro­słość z poczu­ciem, że nie można eks­plo­ro­wać oraz że szu­ka­nie jest złe. Rośnie w tobie prze­ko­na­nie, że trzeba się zde­cy­do­wać na jeden kie­ru­nek i podą­żać nim przez kolejne 50 lat.

To straszna i krzyw­dząca bzdura.

Faza eks­plo­ra­cji po pierw­sze ma zasad­ni­cze zna­cze­nie dla zorien­to­wa­nia się, co cię kręci, co cię inte­re­suje, jak chcesz żyć albo jak chcesz pra­co­wać, a po dru­gie dostar­cza wielu wspa­nia­łych prze­żyć, takich jak eks­cy­ta­cja z pozna­wa­nia nowo­ści, wciąż roz­bu­dzana cie­ka­wość i zachwy­ca­nie się tym, na co tra­fiasz.

W ide­al­nym sce­na­riu­szu w okre­sie doj­rze­wa­nia młody czło­wiek uczy się, że to zupeł­nie w porządku szu­kać sie­bie, spraw­dzać różne opcje, „przy­mie­rzać” różne toż­sa­mo­ści i wycią­gać z tego wnio­ski. W tym pro­ce­sie popeł­nia błędy, bo błędy są natu­ralną czę­ścią nauki, zwłasz­cza jeśli robimy coś po raz pierw­szy. Nie­stety czę­sto ten ide­alny sce­na­riusz jest nazna­czony ocze­ki­wa­niami rodzi­ców, przy­kle­ja­niem dora­sta­ją­cym dzie­ciom ety­kiet w rodzaju „Ale ty masz sło­miany zapał!” albo „Nie łap kilku srok za ogon!” lub wpę­dza­niem w poczu­cie winy i wstydu. W ten spo­sób młody czło­wiek uczy się życia w zgo­dzie z jed­nym sche­ma­tem (czę­sto tym, w któ­rego zasad­ność wie­rzą rodzice).

A jak było u cie­bie z fazą eks­plo­ra­cji i budo­wa­nia nie­za­leż­no­ści w mło­do­ści? Jak jest teraz?

Poni­żej, w sek­cji „Twój ruch”, znaj­dziesz kilka pytań, które pomogą ci w auto­re­flek­sji. Taką auto­re­flek­sję możesz prze­pro­wa­dzić w myślach, na głos lub zapi­sać swoje prze­my­śle­nia. Wybierz spo­sób, który ci naj­bar­dziej odpo­wiada. Nie­za­leż­nie od tego, który z nich wybie­rzesz w poniż­szym ćwi­cze­niu, przy­go­tuj sobie na czas czy­ta­nia tej książki coś do noto­wa­nia. Może to być notes, zeszyt, teczka z kart­kami albo wir­tu­alny doku­ment w wyzna­czo­nym fol­de­rze. Nie­które z pro­po­no­wa­nych przeze mnie ćwi­czeń będą wyma­gały zapi­sa­nia pew­nych kwe­stii. Warto mieć te wszyst­kie zapi­ski w jed­nym miej­scu, bo potem łatwiej do nich wró­cić.

Twój ruch

Gdy byłam nasto­latką…

Czy czu­łam, że mam prze­strzeń na popeł­nia­nie błę­dów i pró­bo­wa­nie nowych rze­czy?Kto wspie­rał moje pomy­sły, nawet jeśli były „dziwne” lub „nie­prak­tyczne”?Jak reago­wali moi rodzice lub opie­ku­no­wie, gdy chcia­łam cze­goś innego niż oni?

Dziś, jako doro­sła osoba…

Czy pozwa­lam sobie na zmianę zda­nia, eks­pe­ry­men­to­wa­nie, zaczy­na­nie od nowa?Czy z łatwo­ścią podej­muję decy­zje, które są nie­zgodne ze zda­niem moich bli­skich?Z jakimi dzia­ła­niami się powstrzy­muję, bo „nie wypada”?Kiedy ostat­nio zro­bi­łam coś tylko dla­tego, że ja tego chcia­łam, a nie dla­tego, że „tak trzeba”?Czy cza­sem mam poczu­cie, że muszę się komuś tłu­ma­czyć z moich wybo­rów?

Odpo­wie­dzi na te pyta­nia zapew­nią ci pierw­szy wgląd w to, czy dajesz sobie obec­nie zgodę, żeby szu­kać tych ele­men­tów życia (war­to­ści, dzia­łań, decy­zji), które są naprawdę twoje. Jeśli tej zgody sobie nie dajesz – nie martw się. W następ­nych roz­dzia­łach pod­sunę ci kolejne pyta­nia oraz narzę­dzia, które pomogą ci posta­wić pierw­sze kroki w stronę życia po swo­jemu. A jeśli trudno ci odpo­wie­dzieć na te pyta­nia, prze­czy­taj to, co przy­go­to­wa­łam dla cie­bie poni­żej. Mowa tu o teo­rii sta­tu­sów toż­sa­mo­ści, którą opra­co­wał psy­cho­log kli­niczny James Mar­cia2. Gdy ją poznasz, zyskasz narzę­dzie, które pomoże ci okre­ślić, jakie jest twoje poło­że­nie w pro­ce­sie poszu­ki­wa­nia odręb­nej toż­sa­mo­ści.

Żeby lepiej zro­zu­mieć to zagad­nie­nie, wróćmy na chwilę do etapu doj­rze­wa­nia, który Erik Erik­son nazwał wła­śnie poszu­ki­wa­niem toż­sa­mo­ści. To wtedy młody czło­wiek szuka odpo­wie­dzi na pyta­nia: „Kim jestem?”; „Kim chcę być?”. Zgod­nie z teo­rią odpo­wiada się na nie w nasto­let­nim okre­sie życia, w prak­tyce jed­nak fazy roz­woju warto dopa­so­wy­wać do czło­wieka, a nie na odwrót. Każdy z nas doj­rzewa w swoim tem­pie, a różne doświad­cze­nia życiowe mogą opóź­nić wystę­po­wa­nie pew­nych eta­pów roz­woju nawet o lata.

Faza poszu­ki­wa­nia toż­sa­mo­ści u nasto­latka, który nie miał warun­ków do aktyw­nego eks­plo­ro­wa­nia tejże toż­sa­mo­ści, może prze­su­nąć się na wiek doro­sły. To wów­czas doro­sła osoba będzie szu­kała odpo­wie­dzi na wspo­mniane już pyta­nia: „Kim jestem?”, „Kim chcę być?” oraz „Jak chcę żyć?”; „Co jest dla mnie ważne w życiu?”. Jeśli tak jest u cie­bie, chcę, żebyś wie­działa, że to zupeł­nie w porządku. Ni­gdy, naprawdę NI­GDY nie jest za późno na to, żeby zde­cy­do­wać, że wła­śnie teraz sta­wiasz pierw­szy krok w stronę życia po swo­jemu i świa­do­mego budo­wa­nia swo­jej toż­sa­mo­ści.

Jeśli chcesz to zro­bić, pomocna może być wspo­mniana już teo­ria Jamesa Mar­cii. Korzy­sta­jąc z teo­rii Erik­sona, wyod­ręb­nił on cztery sta­tusy toż­sa­mo­ści – cztery „kamie­nie milowe”, które możesz zali­czyć w dro­dze do życia na wła­snych zasa­dach. Opie­rają się one na dwóch wymia­rach: eks­plo­ra­cji (aktyw­nym poszu­ki­wa­niu swo­jej toż­sa­mo­ści) oraz zobo­wią­za­niach (pod­ję­tych decy­zjach doty­czą­cych toż­sa­mo­ści).

Cztery statusy tożsamości

Toż­sa­mość osią­gnięta (iden­tity achie­ve­ment)

Eks­plo­ra­cja – wystą­piła

Zobo­wią­za­nie – wystą­piło

Osoba na tym eta­pie aktyw­nie poszu­ki­wała swo­jej toż­sa­mo­ści, ana­li­zo­wała różne kie­runki i pod­jęła świa­domą decy­zję. Zna już swoje war­to­ści i aspi­ra­cje.

Jak to może wyglą­dać w życiu?

Ola przez kilka lat pra­co­wała w kor­po­ra­cji, potem podró­żo­wała, pró­bo­wała pracy w NGO. W końcu zało­żyła wła­sną firmę i czuje, że „to jest to”.

Toż­sa­mość mora­to­ryjna (mora­to­rium)

Eks­plo­ra­cja – wystą­piła

Zobo­wią­za­nie – nie wystą­piło

Osoba na tym eta­pie aktyw­nie poszu­kuje swo­jej toż­sa­mo­ści, ale jesz­cze nie pod­jęła żad­nej decy­zji. Zmie­nia kie­runki, pró­buje róż­nych rze­czy, testuje. Może czuć się zagu­biona, ale to etap, który daje jej szansę na ważne odkry­cia – o ile nie utknie w nim na zawsze.

Jak to może wyglą­dać w życiu?

Karo­lina naj­pierw stu­dio­wała psy­cho­lo­gię, następ­nie gra­fikę, a potem zaczęła kurs pro­gra­mo­wa­nia. Tro­chę się gubi, ale mówi: „Wolę szu­kać, niż znów robić coś tylko dla­tego, że wypada”.

Toż­sa­mość prze­jęta (lustrzana)

Eks­plo­ra­cja – nie wystą­piła

Zobo­wią­za­nie – wystą­piło

Osoba w tym sta­nie przy­jęła toż­sa­mość, styl życia narzu­cony przez rodzi­ców, kul­turę lub śro­do­wi­sko, bez głęb­szej reflek­sji i eks­plo­ra­cji. To osoba, która – zgod­nie z meta­forą przy­jętą w tej książce – „żyje poży­czo­nym życiem”.

Jak to może wyglą­dać w życiu?

Marta została praw­niczką, bo w jej rodzi­nie wszy­scy są praw­ni­kami. Ma duszę artystki, ale od dawna w ślad za rodzi­cami powta­rza sobie: „Trzeba być realistką”. Dziś ma 40 lat i czuje się w swoim życiu jak jego bierna obser­wa­torka.

Toż­sa­mość roz­pro­szona (dyfu­zyjna)

Eks­plo­ra­cja – nie wystą­piła

Zobo­wią­za­nie – nie wystą­piło

Osoba w tym sta­nie nie anga­żuje się w poszu­ki­wa­nie toż­sa­mo­ści i nie podej­muje żad­nych decy­zji. Może czuć zagu­bie­nie lub być nie­za­in­te­re­so­wana zde­fi­nio­wa­niem swo­jego „ja”. Żyje z dnia na dzień, tro­chę bez kie­runku, cza­sem z poczu­ciem bez­sensu.

Jak to może wyglą­dać w życiu?

Ania po szkole śred­niej nie poszła na stu­dia, pra­cuje tu i tam, nic jej spe­cjal­nie nie kręci, ale nawet się nad tym nie zasta­na­wia. Nie ma poję­cia, co chcia­łaby robić w życiu. Czuje, że stoi w miej­scu, ale nie wie, od czego zacząć zmianę.

Czy te opisy pod­po­wia­dają ci, na jakim eta­pie poszu­ki­wa­nia toż­sa­mo­ści możesz się znaj­do­wać? Eks­plo­ru­jesz, tkwisz w czymś, co nie jest twoje, a może ugrzę­złaś w miej­scu? Nie­za­leż­nie od tego, na któ­rym kamie­niu milo­wym teraz jesteś, możesz zmie­nić swoje poło­że­nie za pomocą auto­re­flek­sji i róż­nych narzę­dzi, któ­rymi dzielę się z tobą w tej książce.

Rozdział 2. Skąd się biorą przekonania?

Roz­dział 2

Skąd się biorą prze­ko­na­nia?

Wyobraź sobie, że wyru­szasz na wyprawę. Idziesz z ple­ca­kiem wyła­do­wa­nym ekwi­pun­kiem, z któ­rego korzy­stasz w trak­cie drogi. Droga to meta­fora całego two­jego życia, a ple­cak wypeł­niony jest prze­ko­na­niami. Mogą one uła­twiać ci poko­ny­wa­nie trasy, a mogą wcale nie być pomocne i wręcz utrud­niać ci prze­miesz­cza­nie się. Wtedy ple­cak ci ciąży. Gdy tak się dzieje, warto ten ple­cak zdjąć, otwo­rzyć, przyj­rzeć się znaj­du­ją­cym się w środku prze­ko­na­niom i doko­nać wyboru: które nie­siesz dalej i uzna­jesz za wła­sne, praw­dziwe i wspie­ra­jące, a które zosta­wiasz za sobą…

Czym w ogóle są prze­ko­na­nia? Są to takie prawdy o świe­cie, ludziach, życiu i o samej sobie, które uwa­żasz za pew­nik. Prze­ko­na­nia to stwier­dze­nia, które na okre­ślo­nym eta­pie życia uzna­łaś za „obo­wią­zu­jące”. Każdy z nas ma w gło­wie pewien zestaw prze­ko­nań, które poma­gają lub utrud­niają mu życie w zgo­dzie ze sobą. Co wię­cej, takie prze­ko­na­nia są ci bar­dzo potrzebne, bo to dzięki nim podej­mu­jesz kon­kretne decy­zje, inter­pre­tu­jesz w okre­ślony spo­sób różne sytu­acje, nada­jesz swoim doświad­cze­niom jakieś zna­cze­nie. Prze­ko­na­nia są też moto­rem napę­do­wym two­ich dzia­łań.

Prze­ko­na­nia kształ­tują się w two­jej gło­wie na prze­strzeni całego życia, jed­nak naj­in­ten­syw­niej ten pro­ces prze­biega w dzie­ciń­stwie. Nakre­śla­jąc pewne ele­menty teo­rii Erika Erik­sona, wspo­mi­na­łam, że pomię­dzy pierw­szym a trze­cim rokiem życia oraz w kolej­nych latach dziecko „uczy się” świata. Przez podej­mo­wa­nie róż­nych dzia­łań, obser­wo­wa­nie ich skut­ków oraz reak­cji oto­cze­nia – zazwy­czaj naj­bliż­szego: naj­pierw rodziny, potem śro­do­wi­ska przed­szkolno-szkol­nego, następ­nie rówie­śni­czego – dziecko two­rzy w gło­wie różne sfor­mu­ło­wa­nia, po które od tej pory sięga, doświad­cza­jąc świata. To zupeł­nie natu­ralny i potrzebny pro­ces.

Każdy z nas rodzi się z czy­stą kartą, jeśli cho­dzi o postrze­ga­nie świata. Jako małe brzdące nie mamy poję­cia, jak działa świat, co jest dobre, a co złe. Nie mamy wyro­bio­nej opi­nii na swój temat ani na temat innych ludzi. To rodzice lub opie­ku­no­wie na wcze­snych eta­pach życia poka­zują nam rze­czy­wi­stość. To oni uczą nas zasad rzą­dzą­cych tym świa­tem, prze­ka­zują nam wie­dzę i uczą, jak rozu­mieć i inter­pre­to­wać to, co nas ota­cza, jak postrze­gać sie­bie, innych ludzi i zda­rze­nia, które nam się przy­tra­fiają.

Małe dzieci, dopóki nie nabędą umie­jęt­no­ści poznaw­czych, takich jak kry­tyczne myśle­nie, wycią­ga­nie wnio­sków czy myśle­nie przy­czy­nowo-skut­kowe, w dużej mie­rze zależą od wzor­ców, które prze­każą im rodzice lub opie­ku­no­wie. Takie prze­ko­na­nia mogą for­mo­wać się na pod­sta­wie zarówno tego, co oni mówią, jak i tego, co robią. A mówiąc pre­cy­zyj­niej, for­mują się one na pod­sta­wie tego, co robią i co mówią NAJ­CZĘ­ŚCIEJ. Im wię­cej razy zaob­ser­wo­wa­łaś lub usły­sza­łaś pewien komu­ni­kat i uzna­łaś go za prawdę w danej sytu­acji, tym moc­niej „wdru­kuje” ci się prze­ko­na­nie, że tak wła­śnie jest i będzie.

Należy w tym miej­scu zazna­czyć, że nie­które prze­ko­na­nia, które „odzie­dzi­czy­łaś” po rodzi­cach, mogą być wspie­ra­ją­cymi i uła­twia­ją­cymi ci życie praw­dami o świe­cie, o tobie samej i o innych ludziach. Nie wszyst­kie prze­ko­na­nia, które ci „wdru­ko­wano”, musisz więc porzu­cić. Warto jed­nak, żebyś się im wszyst­kim przyj­rzała. Wra­ca­jąc do meta­fory ple­caka peł­nego prze­ko­nań – w doro­słe życie wcho­dzisz wypo­sa­żona w kom­plet prawd, w które wie­rzysz. Dobrze by było, żebyś jako doro­sła osoba co jakiś czas ten ple­cak zdjęła i przej­rzała jego zawar­tość. Oce­nisz dzięki temu, czy chcesz swoje prze­ko­na­nia nieść dalej.

W jakie prze­ko­na­nia możesz wie­rzyć, jeśli czu­jesz, że nie żyjesz po swo­jemu? Przyj­rzyj się poniż­szym przy­kła­dom.

Muszę speł­niać ocze­ki­wa­nia innych, żeby być akcep­to­waną.

Naj­pierw obo­wiązki, a potem przy­jem­no­ści.

Na odpo­czy­nek trzeba zasłu­żyć.

Inni wie­dzą lepiej, co jest dla mnie dobre.

Do niczego się nie nadaję.

Powin­nam chcieć tego, co wszy­scy.

W życiu nie można się wychy­lać.

Jest jeden sche­mat życia, któ­rym trzeba podą­żać.

Błąd ozna­cza porażkę.

Nie mogę maru­dzić, bo inni mają gorzej.

Jestem za stara na zmianę.

Nie można zmie­niać zda­nia i raz pod­ję­tych decy­zji.

Gdy mówi się A, trzeba powie­dzieć B.

Moje potrzeby są mniej ważne niż ocze­ki­wa­nia innych ludzi.

Muszę udo­wad­niać innym, że zasłu­guję na ich uwagę.

Mam sło­miany zapał.

Powin­nam wie­dzieć, czego chcę od życia.

Twój ruch

Jeśli masz poczu­cie, że nie­które z tych prze­ko­nań, są twoje, zadaj sobie nastę­pu­jące pyta­nia, żeby oce­nić ich „przy­dat­ność”:

Czy to prze­ko­na­nie jest na­dal praw­dziwe w moim obec­nym życiu?Czy to prze­ko­na­nie pozwala mi żyć takim życiem, jakim chcę żyć?Czy to prze­ko­na­nie wspiera mnie, czy ogra­ni­cza?Czy ja sama naprawdę wie­rzę w to prze­ko­na­nie albo czy chcę w nie wie­rzyć?Czy chcę, żeby to prze­ko­na­nie wpły­wało na moje wybory, decy­zje i dzia­ła­nia?Jakie uczu­cia poja­wiają się we mnie, gdy myślę o tym prze­ko­na­niu?Jaki jest koszt wiary w to prze­ko­na­nie i podą­ża­nia za nim?

Te pyta­nia warto sobie zada­wać zwłasz­cza w tych momen­tach, gdy czu­jesz, że ple­cak z prze­ko­na­niami cię przy­gniata, odbiera ci oddech i nie pozwala iść twoją życiową drogą. Szczera auto­re­flek­sja jest jed­nym z naj­lep­szych, naj­tań­szych i zawsze dostęp­nych narzę­dzi do odkry­wa­nia sie­bie, budo­wa­nia życia na wła­snych zasa­dach i pogłę­bia­nia samo­świa­do­mo­ści. A świa­do­mość (np. tego, że pewne prze­ko­na­nie już ci nie służy) jest zawsze pierw­szym kro­kiem do zmiany.

Bar­dzo lubię także porów­na­nie utrwa­lo­nych przez lata prze­ko­nań do wydep­ta­nej w lesie ścieżki. Gdy idziesz jedną kon­kretną ścieżką przez gęsty las i robisz to od wielu lat, ta ścieżka jest widoczna, znana i domyślna – to zna­czy wybie­rasz ją za każ­dym razem, gdy chcesz się prze­pra­wić przez leśną gęstwinę. Podą­żasz tą dróżką auto­ma­tycz­nie. Dokład­nie tak samo jest z prze­ko­na­niami.

Dajmy na to, że prze­ko­na­niem, które przez lata utrwa­liło się w two­jej gło­wie, jest sfor­mu­ło­wa­nie „Trzeba postę­po­wać tak, żeby zado­wo­lić innych ludzi i zyskać ich apro­batę”. Moż­liwe, że takie słowa powta­rzali ci rodzice. Moż­liwe, że to prze­ko­na­nie wzmoc­nili twoi nauczy­ciele i nauczy­cielki w szkole, któ­rzy zachę­cali cię do cią­głej pogoni za piąt­kami i szóst­kami. Moż­liwe, że to prze­ko­na­nie utrwa­liło ci się, gdy jako nasto­latka w gru­pie przy­ja­ciół zde­rza­łaś się z róż­nymi ocze­ki­wa­niami róż­nych ludzi i wszyst­kie z nich chcia­łaś speł­nić. Podą­ża­łaś ścieżką o nazwie „Muszę speł­niać ocze­ki­wa­nia innych” od tak wielu lat, że to obec­nie jedyna znana ci metoda postę­po­wa­nia.

A co by było, gdy­bym ci powie­działa, że ta droga nie jest jedyną opcją? Takich moż­li­wych ście­żek ist­nieje naprawdę dużo, ale twój mózg „widzi” w tej chwili tę, która jest wydep­tana. Jeśli posze­rzysz pole widze­nia, może nawet zauwa­żysz, że tuż obok two­jej bie­gną inne ścieżki. Co prawda te ścieżki są zaro­śnięte i nie­znane, ba, nawet spra­wiają wra­że­nie nie­bez­piecz­nych – ale to tylko dla­tego, że ni­gdy nimi nie podą­ża­łaś.

Nie ma jed­nej prawdy na temat świata. Nie ma tylko jed­nej ścieżki przez las. Tych prawd i ście­żek jest naprawdę dużo. A naj­pięk­niej­sze jest to, że możesz zmie­nić prawdę, w którą wie­rzy­łaś przez lata. Możesz odważ­nie zejść z wydep­ta­nej dróżki i zacząć wydep­ty­wać nową – może taką, która będzie dla cie­bie bar­dziej wspie­ra­jąca? Może taką, która pozwoli ci odkryć sie­bie i reali­zo­wać swój poten­cjał? A może taką, która będzie pierw­szym kro­kiem w stronę życia na wła­snych zasa­dach?

Zobacz, jak takie „wydep­ty­wa­nie” może wyglą­dać w prak­tyce.

WERO­NIKA

Życie Wero­niki zawsze było wypeł­nione zada­niami do wyko­na­nia. Śnia­da­nie w pośpie­chu, dzieci do przed­szkola, praca na 120 pro­cent, zakupy, obiad, pra­nie i znowu praca. To była jedyna znana jej rze­czy­wi­stość. Nawet wie­czorne zmę­cze­nie było jej sta­łym punk­tem orien­ta­cyj­nym, jakby dowo­dziło pro­duk­tyw­no­ści Wero­niki. Ta ścieżka wyro­sła z prze­ko­na­nia: „Muszę być pro­duk­tywna, żeby zasłu­gi­wać na sza­cu­nek i miłość”.

Wero­nika wydep­ty­wała ją przez całe dzie­ciń­stwo, kiedy pochwały przy­cho­dziły jedy­nie za dobre oceny albo posprzą­tany pokój. Doro­słe życie jedy­nie utrwa­liło w niej to prze­ko­na­nie o koniecz­no­ści bycia pro­duk­tywną, bo każdy ją chwa­lił za to, jaka jest zor­ga­ni­zo­wana, nie­za­wodna, nie­za­stą­piona.

Pew­nego dnia, kiedy znowu była w szale obo­wiąz­ków, zdała sobie nagle sprawę, że życie jej umyka, bo cią­gle jest w pośpie­chu. Spoj­rzała w bok – a tam, pośród krze­wów i zaro­śli, maja­czyła inna ścieżka. Pra­wie nie­wi­doczna. Pro­wa­dziła w głąb lasu ciszy. W stronę drzew, pod któ­rymi można było usiąść. W stronę prze­strzeni, w któ­rej nie trzeba było nic robić.

Zatrzy­mała się i zawa­hała, jed­nak posta­wiła pierw­szy krok. To nie był łatwy spa­cer. Po dro­dze poja­wiały się wąt­pli­wo­ści, lęk, a cza­sem poczu­cie winy, bo „mogłaby w tym cza­sie coś nad­ro­bić”. Ale z każ­dym kolej­nym kro­kiem robiło się lżej. Wero­nika zaczęła oddy­chać głę­biej. Zaczęła wię­cej odpo­czy­wać i prze­stała się za to obwi­niać.

Dziś ta nowa ścieżka jesz­cze nie jest sze­roka, ale już widać ją wyraź­nie. Wero­nika wraca na nią coraz czę­ściej, a dzięki temu, że ją wydep­tuje, łatwiej jej nią podą­żać. Coraz moc­niej wie­rzy w to, że war­to­ści czło­wieka nie mie­rzy się ilo­ścią wypeł­nio­nych obo­wiąz­ków.

KASIA

Kasia znała tylko jedną ścieżkę przez życie, ścieżkę „grzecz­nej dziew­czynki”. Szła nią od dziecka: ni­gdy nie pro­te­sto­wała, nie spra­wiała kło­potu, była miła, nawet jeśli coś jej się nie podo­bało, a także wtedy, gdy ktoś prze­kra­czał jej gra­nice. Czuła się na tej ścieżce bez­piecz­nie, bo wie­działa, czego się od niej ocze­kuje.

Z cza­sem, gdy doro­sła, coś zaczęło ją uwie­rać. Wyda­wało jej się, jakby każdy krok na ścieżce „grzecz­nej dziew­czynki” odda­lał ją od niej samej. Gdzieś w środku czuła, że ta ścieżka pro­wa­dzi doni­kąd. Mimo że wygląda na bez­pieczną, to powo­duje coraz więk­szy dys­kom­fort.

Pew­nego dnia, kiedy kolejny raz zgo­dziła się na coś, czego nie chciała, coś w niej pękło. Zatrzy­mała się na swo­jej wydep­ta­nej dro­dze i spoj­rzała w bok. Tam, led­wie widoczna, była inna trasa. Zaro­śnięta. Nie­znana. Tro­chę straszna. Ale też… intry­gu­jąca. Ta nowa ścieżka zakła­dała świa­dome odma­wia­nie innym ludziom, mówie­nie, co się naprawdę myśli, bycie sobą, nawet jeśli komuś się to nie spodoba.

Z lekką obawą Kasia zro­biła pierw­szy krok na nowej dróżce. Odmó­wiła spo­tka­nia, na które nie miała ochoty. Potem powie­działa sze­fo­wej, że nie chce kolej­nego pro­jektu. Czuła się, jakby weszła na nie­znane tery­to­rium, ale też po raz pierw­szy od dawna miała wra­że­nie, że podąża naprawdę swoją drogą.

Teraz wraca na tę ścieżkę coraz czę­ściej. Co prawda wciąż zda­rza jej się zgo­dzić na coś auto­ma­tycz­nie. Ale z każ­dym dniem staje się coraz bar­dziej świa­doma, a każdy krok na „nowej ścieżce” napawa ją dumą. A tamta stara ścieżka? Na­dal ist­nieje i na­dal jest wydep­tana, ale Kasia już wie, że nie musi z niej korzy­stać, i coraz czę­ściej wybiera to roz­wią­za­nie.

Te przy­kłady poka­zują, że prze­sta­wie­nie się na nowe tory, czyli for­mo­wa­nie w gło­wie nowego prze­ko­na­nia, nie jest pro­ste. Prze­ciw­nie – jest nie­zmier­nie trudne, jest czaso- i ener­go­chłonne, bar­dzo czę­sto wymaga też wspar­cia osoby spe­cja­li­zu­ją­cej się w zdro­wiu psy­chicz­nym, na przy­kład psy­cho­loga lub psy­cho­te­ra­peuty.

Za każ­dym razem gdy ja sama odczu­wam opór przed pod­ję­ciem świa­do­mej decy­zji w zgo­dzie ze sobą, gdy mam obawy, że nie podo­łam temu zada­niu, i gdy kusi mnie, by postą­pić tak, jak chcą inni, przy­po­mi­nają mi się słowa przy­pi­sy­wane mistrzowi świata w pod­no­sze­niu cię­ża­rów Jerzemu Gre­gor­kowi: „Łatwe wybory, trudne życie. Trudne wybory, łatwe życie”. Te słowa są bar­dzo piękne i praw­dziwe. Życie w zgo­dzie ze sobą jest trudne i ma swoją cenę.

Tą ceną jest wkła­da­nie wysiłku w postę­po­wa­nie ina­czej, niż ocze­kuje od cie­bie oto­cze­nie.

Tą ceną jest wkła­da­nie wysiłku w zasta­na­wia­nie się nad swo­imi dzia­ła­niami, zamiast robie­nia wszyst­kiego na auto­pi­lo­cie.

Tą ceną jest wkła­da­nie wysiłku w powta­rza­nie sobie nowych, wspie­ra­ją­cych prze­ko­nań, zamiast wiary w znane „stare”, które nie pozwa­lają ci żyć tak, jak chcesz.

Tą ceną jest odwaga, żeby wejść na nową ścieżkę, zaro­śniętą, straszną, nie­znaną, ale pro­wa­dzącą do peł­niej­szego życia na wła­snych zasa­dach.

Co zatem wybie­rasz? Łatwe wybory, a przez to trud­niej­sze życie? Czy trudne wybory, które dadzą ci łatwiej­sze życie? To ty zawsze decy­du­jesz.

Jeśli teraz cała twoja dusza krzy­czy: „Tak! Czuję goto­wość na wło­że­nie wysiłku w życie po swo­jemu”, to wspa­niale – gra­tu­luję ci tej pierw­szej waż­nej decy­zji.

W czę­ści o pro­jek­to­wa­niu życia na wła­snych zasa­dach mam dla cie­bie ćwi­cze­nia i wska­zówki, które pomogą ci podą­żać wła­sną ścieżką. Będzie ona wydep­ty­wana przez cie­bie i twoje wybory, a nie przez ocze­ki­wa­nia innych ludzi, które „poży­czy­łaś” i potrak­to­wa­łaś jako wła­sne.

Część II. Czyim życiem żyjesz? Autodiagnoza

CZĘŚĆ II

CZYIM ŻYCIEM ŻYJESZ? AUTO­DIA­GNOZA

Rozdział 3. Od kogo możesz „pożyczyć” życie?

Roz­dział 3

Od kogo możesz „poży­czyć” życie?

Lecisz samo­lo­tem, ale to nie ty sie­dzisz za ste­rami. Jedziesz samo­cho­dem, ale to nie ty trzy­masz w rękach kie­row­nicę. Dzia­łasz w zgo­dzie ze sce­na­riu­szem, ale to nie ty go piszesz. Ist­nieje naprawdę wiele pięk­nych, bar­dziej lub mniej obra­zo­wych meta­for odda­ją­cych przy­kre odczu­cie, że twoje życie nie jest tak naprawdę twoje. Takie praw­dzi­wie TWOJE, wyni­ka­jące z two­ich pra­gnień, ambi­cji, aspi­ra­cji, potrzeb i war­to­ści.

Jeśli czu­jesz się tak wła­śnie teraz, pamię­taj, że nawet bar­dzo nie­kom­for­towa świa­do­mość to pierw­szy krok do zmiany. Ba! Powiem wię­cej. Jeśli ta świa­do­mość spra­wia dys­kom­fort i cię uwiera – to bar­dzo dobrze. Stan „nie­wy­gody”, niczym w nie­pa­su­ją­cej mary­narce, jest moty­wa­cją do tego, żeby coś w życiu zmie­nić. Chcia­ła­bym móc napi­sać, że to inspi­ra­cja i zachwyt nad wizją tego, jak piękne mogłoby być życie po swo­jemu, są dobrymi moty­wa­to­rami do zmiany, ale nie­stety tak nie jest. To wła­śnie fizyczny lub psy­chiczny ból, uwie­ra­nie, dys­kom­fort i przy­kra świa­do­mość są punk­tami wyj­ścia, z któ­rych chcesz, no wła­śnie… wyjść.

Wspa­niały, zmarły nie­stety w 2024 roku psy­cho­log i eko­no­mi­sta Daniel Kah­ne­man przez lata zaj­mo­wał się bada­niem ludz­kiej moty­wa­cji. Razem z kolegą po fachu Amo­sem Tver­skym ukuł on poję­cie teo­rii per­spek­tywy3. Ich kon­cep­cja w skró­cie odnosi się do tego, że jako ludzie czu­jemy szcze­gólną awer­sję do straty i że awer­sja ta bie­rze u nas górę nad chę­cią poten­cjal­nego zysku. Do dzia­ła­nia więc moty­wuje nas raczej chęć pozby­cia się owej straty (która może mieć formę bólu, dys­kom­fortu) – bo strata „szcze­gól­nie boli” – niż moż­li­wość otrzy­ma­nia zysku (np. w postaci speł­nie­nia czy satys­fak­cji) – bo poten­cjalny zysk jest „mniej atrak­cyjny”.

Pozwól, że wyja­śnię ci to w odnie­sie­niu do tema­tyki tej książki. Jeśli teraz czu­jesz dys­kom­fort i bole­sną świa­do­mość tego, że nie żyjesz na wła­snych zasa­dach, tylko reali­zu­jesz sche­mat, który ktoś ci kie­dyś narzu­cił, to chęć pozby­cia się tego dys­kom­fortu może moty­wo­wać cię do poprawy swo­jej sytu­acji nawet dwa razy sil­niej niż wizja poten­cjal­nych korzy­ści, na przy­kład w postaci speł­nio­nego życia w zgo­dzie ze sobą. Świa­do­mość ist­nie­nia tej pra­wi­dło­wo­ści może napeł­nić cię dodat­kową siłą. Jeśli masz poczu­cie, że życie cię uwiera, to z dużym praw­do­po­do­bień­stwem – więk­szym, niż gdyby moty­wo­wała cię chęć osią­gnię­cia lep­szego życia – zaczniesz żyć po swo­jemu. To praw­do­po­do­bień­stwo będzie też więk­sze, bo będziesz mogła liczyć na moje wspar­cie w tych sta­ra­niach.

Skoro już wiesz lub domy­ślasz się, a może po pro­stu czu­jesz, że żyjesz „nie swoim” życiem, to czas zorien­to­wać się, czyim życiem tak naprawdę żyjesz. Odkry­wa­nie sie­bie oraz swo­jego głosu wymaga, żeby na chwilę się zatrzy­mać i wsłu­chać w te wszyst­kie głosy, które w tobie są i czę­sto wza­jem­nie się prze­krzy­kują. To, co krzy­czą, bywa nawet sprzeczne. Roz­po­zna­nie ich jest jed­nak klu­czowe – dzięki temu zorien­tu­jesz się, skąd poja­wiły się w tobie prze­ko­na­nia, sche­maty i myśli, które w pew­nym momen­cie życia „poży­czy­łaś” i potrak­to­wa­łaś jako wła­sne. A gdy wsłu­chasz się w te wszyst­kie głosy i je ziden­ty­fi­ku­jesz, to dużo łatwiej będzie ci wśród nich usły­szeć, a nawet pod­gło­śnić SWÓJ GŁOS.

(Nie)daleko pada jabłko od jabłoni

Wiesz już, że to naj­bliżsi opie­ku­no­wie i rodzina są pierw­szym śro­do­wi­skiem, z któ­rym ma stycz­ność dora­sta­jący czło­wiek. To wła­śnie w tym śro­do­wi­sku, obser­wu­jąc codzienne decy­zje, które podej­mują naj­bliżsi, a także ich zacho­wa­nia, młoda osoba uczy się świata i zasad nim rzą­dzą­cych oraz poznaje wyzna­wane przez bli­skich war­to­ści. Nasią­ka­nie przez dziecko war­to­ściami ota­cza­ją­cych go doro­słych to zupeł­nie natu­ralny mecha­nizm. Tak samo natu­ralnym mecha­nizmem jest stop­niowe „oddzie­la­nie się” od rodziny, roz­wi­ja­nie wła­snej toż­sa­mo­ści, odkry­wa­nie sie­bie i eks­plo­ro­wa­nie moż­li­wo­ści w świe­cie. O tym pisa­łam ci w czę­ści pierw­szej.

Jeśli dziecko ma stwo­rzone warunki, w któ­rych może roz­wi­jać się jako odrębna istota – na przy­kład rodzice wspie­rają jego potrzebę osią­gnię­cia samo­dziel­no­ści, dają na to zgodę i prze­strzeń albo akcep­tują, że młoda osoba popeł­nia pewne błędy i się na nich uczy – z cza­sem zacznie iden­ty­fi­ko­wać to, co jest dla niego ważne, jak chce żyć i w jakie prawdy o świe­cie chce wie­rzyć. Trzeba zwró­cić w tym miej­scu uwagę na jedną ważną kwe­stię. Nie jest prawdą, że pro­ces roz­woju odręb­no­ści polega na oddzie­le­niu grubą kre­ską wszyst­kiego, co prze­ka­zali rodzice, war­to­ści, jakie wpo­ili, i prawd, jakich uczyli. Odkry­wa­nie sie­bie nie polega na tym, że wyrzu­casz do kosza wszystko, co dali ci rodzice, i sta­jesz się czy­stą kartką. Odkry­wa­nie sie­bie polega na świa­do­mej decy­zji: co chcesz zosta­wić, w co chcesz dalej wie­rzyć, jaka wizja życia ci pasuje, jakie war­to­ści są dla cie­bie ważne.

Ludzki mózg jest fascy­nu­jącą maszy­ne­rią, ale jed­nym z mniej faj­nych aspek­tów pracy tej maszy­ne­rii jest skłon­ność do myśle­nia czarno-bia­łego. Lewo albo prawo. Tak albo nie. Sto pro­cent albo zero. Ta skłon­ność naszych mózgów do cho­dze­nia na skróty ma źró­dła w ewo­lu­cji. Przez setki tysięcy lat „nauczyły się” one oszczę­dzać ener­gię – żeby star­czyło jej na prze­trwa­nie – i auto­ma­ty­zo­wać wszel­kie moż­liwe decy­zje. Dla­tego zamiast roz­my­ślać nad zło­żo­no­ścią świata i godzić się na odpo­wiedź „To zależy” (która jest czę­sto bar­dzo praw­dziwa!), wolimy jako ludzie pro­ste roz­wią­za­nia i szyb­kie odpo­wie­dzi, pocho­dzące zwy­kle z jed­nego z dwóch koń­ców skali. Ta skłon­ność może być dla nas zgubna rów­nież w przy­padku życia „poży­czo­nego” od rodzi­ców.

Bar­dzo czę­sto albo cał­ko­wi­cie przej­mu­jemy war­to­ści, prze­ko­na­nia, aspi­ra­cje i sce­na­riu­sze życia od swo­ich rodzi­ców, albo odrzu­camy każde ogniwo łączące nas z rodziną lub rodzi­cami. Albo niczego nie kwe­stio­nu­jemy, postę­pu­jemy tak, jak ocze­kują tego od nas człon­ko­wie rodziny, i nie zasta­na­wiamy się głę­biej nad swo­imi dzia­ła­niami i decy­zjami, albo kwe­stio­nu­jemy wszystko, co od człon­ków rodziny usły­sze­li­śmy. Może nawet winimy ich za to, jak wygląda nasze życie. Z naszych ust mogą padać takie słowa jak „Nie będę jak moja matka!”.

To czarno-białe myśle­nie powo­duje, że nie widzimy sza­ro­ści. Umyka nam ten śro­dek skali, który warto poeks­plo­ro­wać. Żeby zobra­zo­wać pro­ces budo­wa­nia swo­jej odręb­no­ści i W PEŁNI SWO­JEGO życia, posłużmy się meta­forą ogrodu. Twoje życie to ogród, który dosta­łaś od rodzi­ców. Rośnie w nim już to, co zasa­dzili w prze­szło­ści twoi bli­scy. Ty sama na początku sadzisz to, co dają ci mama lub tata: pomi­dory, ogórki, mar­chewki. Ale z cza­sem zauwa­żasz, że zamiast warzyw wolisz róże, zioła i wino­rośl. Możesz je zasa­dzić czy zasiać – to w końcu twój ogród. Musisz jedy­nie pod­jąć decy­zję, czy będzie w nim prze­strzeń zarówno na warzywa, jak i na róże, zioła oraz wino­rośl. Jeśli zde­cy­du­jesz, że tak, i uznasz, że te różne rośliny mogą ze sobą współ­ist­nieć – wspa­niale! Jeśli jed­nak doj­dziesz do prze­ciw­nego wnio­sku – będziesz musiała prze­ko­pać grządki, coś wyrwać, coś prze­sa­dzić, zro­bić porządki i posta­no­wić, co w tym ogro­dzie zostaje.

Dokład­nie to samo dzieje się, gdy zaczy­nasz odkry­wać i budo­wać sie­bie. Porząd­ku­jesz war­to­ści, może zmie­niasz ich hie­rar­chię. Może pozby­wasz się z głowy sce­na­riu­szy życia, któ­rych wcale nie chcesz reali­zo­wać. Robisz miej­sce na to, co TWOJE. Ten pro­ces to nie jest zdrada, akt nie­lo­jal­no­ści ani brak sza­cunku. To wzię­cie odpo­wie­dzial­no­ści za swoje życie i odważne przy­zna­nie przed sobą oraz innymi: „To jest moje życie i jestem gotowa zbudo­wać je na wła­snych zasa­dach”. Jeśli ta myśl ni­gdy nie poja­wiła się w two­jej gło­wie ani na języku, moż­liwe, że żyjesz życiem poży­czo­nym od rodzi­ców i rodziny.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

E. Erik­son, Dzie­ciń­stwo i spo­łe­czeń­stwo, tłum. P. Hej­mej, Rebis, Poznań 1996. [wróć]

J. Mar­cia, Deve­lop­ment and vali­da­tion of ego-iden­tity sta­tus, „Jour­nal of Per­so­na­lity and Social Psy­cho­logy”, Ame­ri­can Psy­cho­lo­gi­cal Asso­cia­tion, Washing­ton 1966. [wróć]

D. Kah­ne­man, A. Tver­sky, Pro­spect the­ory: An ana­ly­sis of deci­sion under risk, „Eco­no­me­trica”, The Eco­no­me­tric Society, New York 1979. [wróć]