47,99 zł
Jak odzyskać miłość do siebie– Poznaj swój cień i pokochaj siebie
Dlaczego nie możemy znaleźć szczęścia? Dlaczego wciąż czujemy niepokój i szukamy doskonałości i spełnienia? Dlaczego trudno nam odczuwać prawdziwą radość? Dlaczego nie lubimy siebie?
Stefanie Körber, dyplomowana psycholożka i psychoterapeutka, od dziesięcioleci zgłębia te pytania w swojej praktyce zawodowej. Odpowiedzi i wynikające z nich rozwiązania znajduje w pracy z cieniem.
Dzięki bogatemu doświadczeniu autorka przekonała się, że wszyscy – zarówno ci młodsi z nas, jak i starsi, kobiety i mężczyźni, niezależnie od ścieżki życiowej, jaką przebyliśmy – spychamy pewne aspekty naszej osobowości w cień. Są to cechy, które choć z różnych powodów zostały wypchnięte poza obszar świadomości, to i tak towarzyszą nam na co dzień i wpływają na wszystko, co czujemy i robimy.
Körber kieruje na ów cień terapeutyczny snop światła i zachęca do poznania tego, co się w nim kryje – a tym samym do wyzbycia się lęku, jaki w nas wzbudza. W ten sposób autorka otwiera przed nami drogę do wewnętrznego spokoju i rozwoju osobistego.
Stefanie Körber‒ austriacka dyplomowana psycholożka i psychoterapeutka pracująca w nurcie terapeutycznym skoncentrowanym na kliencie. Po ukończeniu studiów w Niemczech otworzyła gabinet psychoterapeutyczny. Opracowała autorską metodę pracy z cieniem i w 2017 roku założyła w Wiedniu Institut für Schattenarbeit (Instytut Pracy z Cieniem).
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Dlaczego nie żyjemy tak, jak byśmy tego pragnęli? Dlaczego nie potrafimy przekuć naszej wiedzy w naprawdę udane, spełnione życie? Jak gdybyśmy byli odcięci od jakichś ważnych części nas samych lub jakby istniała bariera uniemożliwiająca nam osiągnięcie szczęścia i trwałego zadowolenia.
Rodzimy się. Dorastamy. Uczymy się. Wciąż się rozwijamy. I dopóki wszystko idzie dobrze, postępujemy w zgodzie ze sobą. Gdy jednak w dzieciństwie zdarzają się chwile, w których przytłaczają nas zbyt silne emocje, nierzadko zaczynamy wątpić w siebie i uznawać, że jakaś część nas nie pasuje do okoliczności albo innych osób. W reakcji na wewnętrzną opresję tłumimy i wypieramy pewne elementy nas samych. Dosłownie spychamy je w cień naszej świadomości. W miejsce, do którego tracimy dostęp. Część naszej osobowości, żyjąc potem w ukrytym, nieuświadamianym świecie cienia, w świetle naszej świadomości pozostaje zaledwie niewyraźnym przeczuciem. Tracimy spokój ducha. Czujemy, że dawniej było coś jeszcze – jakaś cząstka nas samych, jakaś beztroska i niewymagająca uzasadnienia radość z istnienia, jego oczywistość oraz naturalna serdeczność wystarczająca, by wieść dobre życie z innymi ludźmi.
Dezintegracja naszej osobowości w dzieciństwie w dorosłym życiu skutkuje ciągłym poczuciem braku i niezaspokojoną tęsknotą za czymś, czego nawet nie umiemy określić.
Nieuświadomione poszukiwania tego, co utraciliśmy, wpędzają nas w problemy, których nie potrafimy zrozumieć. Mimo starań wciąż odczuwamy wewnętrzną pustkę, której nie udaje nam się zapełnić zewnętrznym sukcesem. Podświadomie tęsknimy za tamtą wypartą częścią siebie. I dopiero gdy ponownie zintegrujemy w jaźni nasze „ja cienia”, będziemy w stanie pojednać się z dzieciństwem i dalej rozwijać wewnętrznie. Aby tak się stało, musimy odszukać drogę do naszego cienia, a następnie włączyć go do naszego życia, by znów stać się całością.
Psychologia XX wieku dostarczyła nam wiedzy o tym, że potrafimy odciąć jakąś część naszego ja i strącić ją na dno nieświadomości. Praca z wewnętrznym cieniem ma umożliwić nam podróż w głąb nas samych w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania takie jak: „Kim naprawdę jestem?” albo: „Kim chcę być?”. Osiągnięcie samoświadomości i integrację naszego wewnętrznego cienia określam zawsze jako „następny krok w psychologii”.
W tej książce opowiem wam o owym fascynującym procesie, a dzięki przedstawionej w niej metodyce poznacie mentalną strukturę, która stanie się waszym przewodnikiem. To bardzo ważne, byśmy dokładnie zrozumieli proces formowania się cienia i jego wpływ na nasze życie. Pozwoli nam to skonfrontować się z nim bez lęku i z zaciekawieniem, a następnie ponownie go zintegrować.
Cień nie jest naszym wrogiem. Przeciwnie – potrzebujemy go, jeżeli zależy nam na spełnionym życiu. Aby z niego czerpać, niezbędne są obie ręce, a bez cienia jesteśmy jak bez jednej z nich. Używajcie więc ich obu i żyjcie tak, jak zawsze marzyliście. Wydobądźcie z cienia swoje wyparte dziecko!
Człowieka tworzy triada: ciało, umysł i dusza. Jeśli chcemy żyć w szczęściu i spełnieniu, musimy pogodzić ze sobą wszystkie te trzy aspekty. Nie stanie się tak jednak, jeżeli obok nich będzie istniał czwarty, nieuświadomiony element w postaci wewnętrznego rozdarcia, czyli cienia. Prawdziwe życie będzie możliwe dopiero po jego wyeliminowaniu. I dokładnie na tym polega praca z cieniem – na reintegracji tych fragmentów naszej osobowości, które do niego wepchnęliśmy.
Aby unaocznić wam nieświadome ja, które niegdyś było częścią was samych, nazwałam je „dziewczynką cienia” i „chłopcem cienia”, co w jednej chwili pozwoli wam zrozumieć, że nasz cień bierze swój początek w dzieciństwie. Ale czym on tak naprawdę jest? Kiedy słyszymy: „Żyjesz w cieniu”, nie brzmi to zbyt pochlebnie. Jak gdyby słowo „cień” oznaczało coś negatywnego. Coś wywołującego przykrość albo nawet nieokreśloną obawę.
Z punktu widzenia psychologii cień symbolizuje „nieświadomość” – elementy naszego ja wyparte z naszej świadomości. Chłopiec lub dziewczynka cienia stanowią zatem część naszej osobowości, której sobie nie uświadamiamy oraz – jak się słusznie domyślacie – z którą nie chcemy się konfrontować. Powody tego zjawiska opiszę wam wyczerpująco na kolejnych stronach.
Na podstawie własnego doświadczenia, a przede wszystkim na latach praktyki psychologicznej, muszę stwierdzić, że potrzebę poszukiwania swojego cienia wyzwalają kryzysy egzystencjalne lub fizyczne, jakich doświadczamy w dorosłym życiu. Dobrym przykładem może być bolesna porażka w miłości. Niepowodzenie staje się dla nas impulsem – chcemy zrozumieć jego przyczynę. Dzięki pracy z cieniem odnajdziemy w sobie wszystkie składniki osobowości niezbędne do zbudowania udanego związku. Dopóki nie włączycie cienia do swojego życia, dopóty w każdej waszej relacji będzie wam towarzyszyć poczucie braku albo niezadowolenie z siebie.
Największą zaletą pracy z cieniem jest to, że uwalnia ona energię, jaką traciliśmy dotąd na podświadome niedopuszczanie go do siebie. Bo chociaż cień może zniknąć z naszej świadomości, nie oznacza to, że przestaje istnieć. Był i pozostanie częścią nas samych – i co jakiś czas będzie wtrącał się nam do życia. Dlatego nieświadomie poświęcamy mnóstwo energii, aby temu zapobiec.
Tymczasem to właśnie tej energii kierowanej do tłumienia nieświadomości potrzebujemy do osobistego rozwoju. Jeśli chcemy się rozwijać, musimy odsłonić swój cień i rzucić na niego światło naszej świadomości. Wyzwolona w ten sposób siła i wyparte dotychczas elementy osobowości otworzą nam drogę do nowych doświadczeń – w naszych związkach, pracy bądź w rodzinie.
Psychologia jest bardzo młodą nauką. Pamiętajmy, że aż do początków XX wieku nie wiedzieliśmy, że istnieje coś takiego jak „podświadomość”. Że w naszym ja kryją się nieuświadamiane, ale aktywne elementy decydujące o tym, co myślimy, jak postępujemy czy jak się czujemy. Gdy studiowałam psychologię, jednocześnie zdumiewało mnie i niepokoiło, jak wiele obszarów naszej psychiki pozostaje wciąż poza naszym poznaniem. W trakcie szkolenia psychoterapeutycznego liczba moich pytań tylko wzrosła, a odpowiedzi raczej mnie nie zadowalały. Zastanawiałam się: „Jak to możliwe, że aby uporządkować dorosłe życie, nieustannie musimy wracać do dzieciństwa?”. Wydawało mi się to bezproduktywne i mało efektywne. W jaki sposób najszybciej dotrzeć do swojej „podświadomości”, a jak skutecznie poszerzać „świadomość”? W trakcie takich rozważań towarzyszyły mi zawsze skojarzenia z mocą i sukcesem, z ludźmi, którzy wiedzą, czego chcą, oraz dysponują środkami i sposobami, aby urzeczywistniać swoje plany. Przez długi czas określałam takie osoby swoim ulubionym słowem „samoświadomy”, które w moich ustach było komplementem.
Niedługo po ukończeniu specjalizacji zetknęłam się z pojęciem „cienia” jako czwartej składowej naszej istoty. W jednej z prac Kena Wilbera, świetnego psychologa i filozofa, przeczytałam, że składamy się z ciała, umysłu, duszy oraz cienia. Natychmiast to pojęłam, bo nareszcie trafiłam na wyjaśnienie, dlaczego wszyscy „mamy cień”, który wypieramy. Zrozumiałam też, że jeżeli pragniemy życia spełnionego i naprawdę świadomego, musimy przywrócić ten cień naszej jaźni. Zafascynowała mnie ta koncepcja. W końcu znalazłam pojęcia i wiedzę o wszystkim, co czułam, że istnieje, ale czego jeszcze nie pojmowałam. Zapragnęłam zrozumieć ów cień, te nieuświadamiane fragmenty swojej osobowości, i wydobyć je na światło dzienne.
Jako psychoterapeutka początkowo nie spotkałam się ze szczególnym zainteresowaniem wobec cienia ze strony moich klientów i klientek. Najwyraźniej obawiali się swojej „ciemnej” strony. Dlatego najpierw skupiłam się na przekształceniu ich obaw w zaciekawienie. Zaczynałam zawsze od dokładnej analizy powstawania naszego cienia i tłumaczyłam to tak dobrze, że wszyscy chcieli wiedzieć więcej.
Kluczową rolę odgrywa tu idea miłości własnej. Nie możemy dopuścić, by jakaś część nas samych, uznana za niegodną miłości, dosłownie zmarniała „w cieniu”, ponieważ w ten sposób uniemożliwiamy rozwinięcie w sobie prawdziwej miłości własnej. Jak mamy pokochać siebie lub uznać się za godnych miłości, skoro odmawiamy istnienia jakiejś części siebie i ukrywamy ją głęboko przed sobą i resztą świata?
Zabieram was teraz do pierwszego rozdziału mojej pracy z cieniem. Opisuję w nim, w jaki sposób dochodzi do utraty miłości własnej, a tym samym do powstania naszego ja cienia. Uwierzcie, nie musicie bać się swojego cienia. Po prostu go nie znacie – stanowi dla was nowy, być może fascynujący obszar. Ale udając się tam w poszukiwaniu wewnętrznej dziewczynki albo wewnętrznego chłopca, wyruszycie w podróż w głąb samych siebie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Dorosłe życie stanowi swego rodzaju kalkę naszego dzieciństwa. To w tamtym okresie ukształtowało się nasze wyidealizowane ja i to nasze dziecięce decyzje doprowadziły do utworzenia cienia. Musimy więc uświadomić sobie, że ów, jak go nazywam, „program ochrony dziecka” w dalszym ciągu dzierży stery naszego życia i za wszelką cenę blokuje nam dostęp do naszego ja cienia. Kierując się dziecięcym programem unikania bólu, powstałe w dzieciństwie ja wyidealizowane trzymaliśmy dotychczas z dala od odrzuconego w tym samym czasie ja cienia. Najważniejsze pytanie brzmi zatem: jak przekształcić ten niedojrzały i słabo rozwinięty sposób postępowania w niosący siłę i radość program dorosłości?
Jako dorośli staramy się ułożyć sobie dobre życie, nie dostrzegając jednak, że wszystkie nasze działania bazują na wzorcu ukształtowanym w dzieciństwie. Brak jego „aktualizacji” ujawnia się w powracających raz za razem dramatach, a każda próba uporania się z problemami spełza na niczym.
Celem pracy z cieniem nie jest bagatelizowanie przeżytego bólu. Wręcz przeciwnie – chodzi w niej o przyjrzenie się bolesnym doświadczeniom z perspektywy dorosłego i ze współczuciem dla tego, co musieliśmy przejść. Dla odwagi i siły, na które musieliśmy się zdobyć, aby przetrwać w określonych sytuacjach i znieść emocjonalne obciążenia. Łącząc wszystkie aspekty życia, praca z cieniem oferuje nam zupełnie nowe, pojednawcze i wielkoduszne spojrzenie na nie. To, co piękne, zaczyna błyszczeć całkiem nowym, silniejszym blaskiem, ponieważ do naszej świadomości powracają elementy ukryte dotąd w cieniu.
Dopiero kiedy zrozumiemy, co spotkało nas w dzieciństwie, będziemy zdolni odzyskać miłość do siebie i doprowadzić do zjednoczenia ze swoim dzieckiem cienia. W tym procesie przejdziemy przez fazy zauważenia i akceptacji. Uzmysłowimy też sobie, że z dzisiejszej dorosłej perspektywy potrafimy pojednać się z całą swoją przeszłością, pod warunkiem że znajdziemy w sobie wolę i odwagę do przeprowadzenia zmian. Musimy podjąć świadomą decyzję o rezygnacji z dziecięcego oprogramowania i przyjęciu dorosłej postawy. Ten wewnętrzny proces inicjowany jest przez zewnętrzne przeżycia. Niech powtarzające się wciąż w naszym obecnym życiu wydarzenia, które wyzwalają w nas emocje, takie jak rozpacz, gniew i nienawiść, zazdrość, bezwład czy wstyd, staną się okazją, dzięki której w końcu nauczymy się rozumieć i oceniać dawne bolesne doświadczenia w zupełnie nowy sposób.
Dojrzałość wymaga zaakceptowania faktu, że nasze dzieciństwo było takie, jakie było, i że nigdy nie będzie inne. To trudne, ponieważ wszędzie czają się niezaspokojone dziecinne tęsknoty, które będą nas osaczać, dopóki nie uda nam się spojrzeć na swoje przeżycia z dzieciństwa z perspektywy dorosłego. Dopóki będziemy mylić dziecięce potrzeby z tym, czego naprawdę potrzeba nam dzisiaj w dorosłym życiu, nasz rozwój będzie zablokowany! Celem jest ponowna integracja cienia, byśmy mogli realizować cały swój potencjał.
Miejmy zawsze w świadomości, że już nigdy nie będziemy dziećmi. Dziecku cienia również nie chodzi o to, abyśmy zachowywali się dziecinnie. Przeciwnie, pragnie w sposób dojrzały i konsekwentny, ale także z radością i entuzjazmem dołączyć do naszego dorosłego życia. Ale musi się to dokonać łagodnie, ponieważ każda z wypartych do cienia cech, każde z odrzuconych niegdyś pragnień, myśli oraz impulsów musi się dopasować do naszego życia. Dopiero wtedy powoli zespolimy się ze swoim dzieckiem cienia i znowu staniemy się jednością.
Kiedy wydobędziemy na światło dzienne wszystko to, co w dzieciństwie wtrąciliśmy do cienia, nasze dopełnione ja będzie gotowe na nowe doświadczenia, jednak już nie jako dziecko, lecz dorosły człowiek.
Osią, wokół której obraca się nasze życie, są nasze schematy cienia. Z każdym doświadczeniem, z każdą podjętą decyzją łączy się bowiem podświadome założenie, że odzwierciedlają one prawdę. Jak gdyby w naszym wnętrzu działał „tajny agent” podszeptujący nam, jak mamy myśleć i postępować oraz co mamy czuć.
Nieświadomością rządzą niepodzielnie narracje i schematy cienia, a także budujące je przekonania. Z kolei w sferze świadomości każdego dnia przechodzimy pranie mózgu w postaci racjonalizowania tego, dlaczego kształtujemy nasze życie w taki, a nie inny sposób i dlaczego nie umiemy inaczej. Potrafimy niezmordowanie tłumaczyć sobie lub usprawiedliwiać w umyśle każde swoje działanie oraz bronić wszystkiego, co mówimy albo robimy. Nie potrafimy też przestać nieustannie wątpić w siebie i w innych. Trudno się dziwić, że dziecięcy zwyczaj krytykowania siebie, przyjmujący również postać krytykowania innych, przenosimy do dorosłości. Jak gdybyśmy dorastając, nie mieli możliwości, by przyjrzeć się sceptycznie swojemu sposobowi myślenia i postępowania, i weszli w dorosłe życie z takim właśnie mentalnym oprogramowaniem.
Powód, dlaczego nigdy nie wyrwaliśmy się z tego zaklętego kręgu, tkwi w dziecięcych przeżyciach. Nie chcemy już więcej konfrontować się z uczuciami wypartymi do cienia ani czuć tamtych lęków i wynikającego z nich poczucia bezsilności oraz bezradności.
Dlatego wpuszczenie światła do cienistych światów przychodzi nam z takim trudem. Niestety w dalszym ciągu uważamy, że to, co w nich ukryliśmy, nie ma dla nas żadnej wartości, a wręcz nam zagraża, i że życie, które z takim mozołem budowaliśmy, zawali się, jeżeli przyjrzymy się z uwagą temu, co kryje się w cieniu.
Możecie mi wierzyć – nic takiego się nie wydarzy. Nie stracicie niczego, z czym dobrze się czujecie, do czego sami doszliście, co „przeboleliście” i co zbudowaliście. Przeciwnie, zyskacie więcej! Objaśnię wam to na przykładzie pewnej bardzo pozytywnej zmiany w moim życiu.
Moje starsze rodzeństwo mnie nie lubiło. Byłam dla nich jak tygrys wśród niedźwiedzi polarnych. Lubili siebie nawzajem, a ja zawsze im przeszkadzałam. Podczas zabaw największą frajdę sprawiało im przeganianie mnie albo zostawianie gdzieś samej. Tak już było i nic nie mogłam na to poradzić. Kochałam ich i często czułam się bezradna i opuszczona. Lata takiego traktowania zaowocowały we mnie schematem cienia, który można ująć słowami: „Nikt nie chce ze mną być!”. Jednym z moich najsilniejszych przekonań stało się: „Zabawa zaczyna się dopiero, kiedy mnie nie ma”. Bycie przez nich odrzucaną wywoływało we mnie dezorientację. Ich postępowanie racjonalizowałam sobie tłumaczeniem, że widocznie ich nudzę, że jestem zbyt poważna i psuję im zabawę. To była prosta droga do powracających dramatów. W dorosłym życiu, kiedy chciałam dołączyć do jakiegoś grona, zawsze najpierw wychodziłam z propozycją pomocy. I za każdym razem, gdy już pomogłam, wycofywałam się pod dowolnym pretekstem, bo byłam święcie przekonana, że zaczną się świetnie bawić dopiero, kiedy wreszcie zniknę. Największy koszmar przeżywałam podczas wieczorów z grami. Wszystkie emocje wyparte niegdyś do cienia zalewały mnie wtedy niczym tsunami, w rezultacie czego albo rzeczywiście psułam wszystkim zabawę, albo z góry rezygnowałam z udziału. Dopiero gdy jedna z moich córek rzuciła kiedyś mimochodem: „Mamo, ty jesteś jakaś dziwna, wszyscy lubią się bawić, tylko nie ty”, zaczęłam się w końcu zastanawiać, dlaczego tak się dzieje. Efektem była smutna konstatacja, że całkowicie pozbyłam się ze swojego życia wszelkich elementów rozrywki i frajdy. Żyłam w przekonaniu, że zostanę częścią jakiejś grupy tylko pod warunkiem, że najpierw okażę się przydatna. Ponowne włączenie do swojej osobowości tego, co niepoważne, swawolne i niepraktyczne, zabrało mi naprawdę dużo czasu. Za to dzisiaj bardzo lubię wszelkie gry, nie stronię od towarzystwa i bywa, że jestem ostatnią osobą, która chce kończyć zabawę. Największą przyjemność sprawia mi granie z mężem w warcaby albo ping-ponga czy „bezproduktywne” spędzanie czasu z córkami, bez potrzeby bycia przydatną.
Na zewnątrz mogłam się wydawać osobą towarzyską i pomocną, otoczoną interesującymi ludźmi, którzy lubili moje towarzystwo. W głębi duszy przez długi czas wciąż pozostawałam jednak dziewczynką uwięzioną w schemacie cienia „Nikt nie chce ze mną być!”. Skutkiem takich schematów jest wewnętrzna rezygnacja z wielu pięknych momentów. Moje dzisiejsze życie widziane z zewnątrz nie różni się znacząco od wcześniejszego, za to perspektywa wewnętrzna zmieniła się diametralnie. Dziś umiem z autentyczną radością się bawić i świętować razem z innymi.
Mój przykład pokazuje, jak krok po kroku, motyw za motywem, przebiega demontaż dziecięcego oprogramowania.
Dlaczego trzymamy się programu ochrony
Doświadczenia własne, ale także moich klientów, pozwoliły mi zrozumieć procesy zachodzące w naszym wnętrzu, w tym formowanie się naszego cienia. Dzięki temu stało się dla mnie jasne, że dorosłe życie stanowi kalkę dzieciństwa. Wniosek ten wydał mi się z początku tak paradoksalny, że gorączkowo szukałam dowodów na jego obalenie, ponieważ czułam się wręcz zażenowana, a na pewno zdruzgotana tym, że schematy cienia tak bardzo ingerowały w moje myślenie, emocje i działania. A przecież uważałam się za osobę zdolną do autorefleksji i wykształconą w dziedzinie psychologii. Jak to możliwe – myślałam – byśmy do tego stopnia podlegali tym dziecinnym mechanizmom i nie potrafili się z nich wyzwolić?
Analizując narracje cienia, które wciąż są w nas obecne, zacznę od odróżnienia tego, co dziecinne, od tego, co dorosłe. W dzieciństwie koniecznością było przekształcanie prawdy w półprawdy i złudzenia oraz nieustanne wzbudzanie w sobie nadziei po to, by nie ulec rozpaczy, lecz żyć dalej z wiarą i siłą.
Czy to nie dziwne, że w dorosłym życiu nadal stosujemy tę dziecięcą strategię, choć od dawna jesteśmy w stanie kreować swoją rzeczywistość w sposób, który najbardziej nam odpowiada, i na własną odpowiedzialność wprowadzać zmiany, które najlepiej by nam służyły? Tymczasem wolimy chować głowę w piasek i objaśniać sobie świat na podstawie wyobrażeń o sobie i innych. Zadowalając się w obecnym życiu półprawdami, wymazując z niego wszystko, co nie pasuje do naszego wyidealizowanego ja, będziemy w stanie podejmować decyzje „tylko w połowie”, realizować się w związkach i pracy „tylko w połowie” i budować swoją rzeczywistość również „tylko w połowie”.
Oto krótki przykład tego, w jaki sposób przenosimy dziecinne wzorce do dorosłego życia.
M. był rozważnym i bystrym chłopcem, nigdy się nie wywyższał. Choć był uzdolniony sportowo, interesowało go też wiele innych rzeczy. Przyniosło mu to mnóstwo przykrości, ponieważ ojciec uważał go za maminsynka. Wolałby mieć syna, który zdobywałby sportowe medale i nad wszystkimi górował. „Nie jestem cool”, „Nigdy nie będę prawdziwym mężczyzną” – te i inne przekonania podważające jego męskość i umiejętności rywalizacyjne doprowadziły do powstania w nim schematu cienia: „Nie będę mistrzem w żadnej dziedzinie”.
Sposoby myślenia i działania bazujące na dziecinnym wzorcu ujawniają się u M. przede wszystkim w jego pracy. Owszem, został wybitnym naukowcem, ale też nerdem, który wolał przesiadywać w zaciszu laboratorium, niż błyszczeć na kongresach, prezentując swoje dokonania. Śmietankę spijali więc inni.
Kiedy jako dzieci napotykamy problemy, szukamy pomocy. Jeśli nie możemy jednak na nią liczyć, ogarnia nas lęk i zaczynamy rozmyślać. „Jak mogę sobie poradzić z trudnymi sytuacjami? Jak mogę ich uniknąć i wyjść z nich cało?”. Wytężamy umysł, żeby pomógł nam poradzić sobie z lękiem i bezsilnością. Tę samą taktykę stosujemy w dorosłym życiu. W efekcie wszystkie problemy wydają nam się większe i groźniejsze niż są w rzeczywistości, zwłaszcza gdy za myśleniem nie podążają czyny. Tymczasem dojrzałość polega na myśleniu nakierowanym na rozwiązywanie problemów i podejmowaniu niezbędnych w danym momencie działań, a nie na zwlekaniu z nimi i reagowaniu dopiero, gdy zmusza nas do tego sytuacja.
Inną formą dziecinnego myślenia, jakie zachowujemy również w dorosłości, jest skłonność do budowania domków z kart i bujania w obłokach. Ucieczka od rzeczywistości ratowała nas w najtrudniejszych chwilach naszego dzieciństwa i pomagała je przetrwać. Jednak w dorosłości takie myślenie życzeniowe tylko sprowadzi na nas kłopoty.
Kolejnym zjawiskiem jest nieustanne szukanie winnego. Albo my sami, albo ktoś inny musi przecież ponosić winę, gdy nie wszystko przebiega zgodnie z naszą wolą albo planami. Pojęcie winy rodzi oczywiście potrzebę znalezienia ofiary i sprawcy. Zdołamy jednak przerwać takie błędne myślenie, jeśli nauczymy się dostrzegać związki przyczynowo-skutkowe. Jeśli zrozumiemy, że kiedy postępujemy tak i tak, to następnie wydarzy się to i to. Zasada przyczyny i skutku zaowocuje wzięciem na siebie dorosłej odpowiedzialności i zmusi nas do zrozumienia wszystkich okoliczności i motywacji. Wynikające z tego działania przyczynią się do rozwiązania problemu bez szukania czyjejkolwiek winy.
Kiedy zrozumiemy te pięć mechanizmów i dostrzeżemy je też u siebie, będzie nam o wiele łatwiej przejść w końcu od dziecinnego postrzegania świata do dorosłej perspektywy.
Dążenie do prawdziwego ja
Jesteśmy dorośli i dajemy z siebie wszystko, uruchamiamy talenty i uzdolnienia, aby urzeczywistniać swoje nadzieje i pragnienia. Mimo to wciąż czegoś nam brakuje. Nie osiągnęliśmy takiego poziomu życia, takiej miłości, takiego sukcesu i takich relacji z naszymi partnerami, rodzicami albo dziećmi, jakie moglibyśmy mieć. Wciąż gonimy za sensem życia, szczęściem oraz radością.
Jako dorośli żyjemy pod dyktando masterplanu opracowanego przez nasze wyidealizowane ja. Przypomnijmy: wyidealizowane ja to nasze prawdziwe ja uszczuplone o elementy wygnane do cienia. A więc jesteśmy niepełni, brakuje nam tego, co wyparliśmy i czego w sobie nie chcemy. Dlatego żyjemy w nieświadomości, że to nasze dziecinne tęsknoty, wizje czy plany wybierają dla nas zarówno otoczenie czy warunki życia, jak i powiązane z nimi osoby. W dodatku kiedy tylko poczujemy wątpliwości wobec swojego masterplanu, wyidealizowane ja błyskawicznie podnosi lament: „Przecież tak się starałem, robiłem wszystko, żeby mieć dobre życie. Jak możesz być tak niewdzięczny! Jak możesz chcieć mnie obalić i mówić mi, że jestem niepotrzebne!”.
To nie tak! Wszystko, do czego doszliśmy w swoim dotychczasowym życiu, przyda nam się również na jego kolejnych etapach. Nasze wątpliwości dotyczą tylko fundamentu, na jakim do tej pory je budowaliśmy. Chodzi więc o uświadomienie sobie, że tak naprawdę nie chcemy już żyć pozbawieni swojej dziewczynki lub chłopca cienia, ponieważ kompetencje i wartości, jakie reprezentują, są nam niezbędne do zorganizowania sobie dobrego dojrzałego życia, w którym będziemy się w pełni realizować.
Przed zintegrowaniem cienia nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak ułożą się poszczególne obszary naszego życia. Możemy się jednak domyślać, że kiedy już zintegrujemy cień i przekształcimy dziecięce wyidealizowane ja w dorosłe, zyskamy więcej możliwości, siły i pomysłów, a na pewno znacznie więcej radości z życia.
Zobaczmy teraz, jak wygląda klasyczne życie realizowane pod dyktando wyidealizowanego ja.
Rozwój dwóch braci przebiega w odmienny sposób. Jeden pilnie się uczył, zdobył wykształcenie i jest człowiekiem otwartym oraz ciekawym świata. Drugiemu, który ledwie skończył zawodówkę, wciąż brak motywacji i chęci do życia. Rodzice starają się jak mogą, by go wspierać i zapewnić mu dobre warunki. Przekazują mu nawet rodzinny pensjonat, choć wiedzą, że sam nie poradzi sobie z jego prowadzeniem. Podobnie jak w dzieciństwie proszą jego pracowitego brata, by mu pomógł.
Ten zaś działa w myśl swojego schematu cienia: „Przecież nie chodzi o mnie. Ja mam wszystko, czego potrzebuję!”. To dla niego oczywiste, że musi zrezygnować z dobrej pracy, aby przejąć stery i odpowiedzialność za rodzinną firmę. Nie większościowe udziały w niej – te należą do „słabszego” brata – ale odpowiedzialność, bo przecież on sam ma już wszystko, czego potrzebuje. Dlatego z dojrzałością podchodzi do nowych zadań. Pensjonat pod jego znakomitym zarządzaniem rozkwita. Rozważne i produktywne działania przynoszą sukcesy i zyski całej rodzinie, w tym bratu. Spełnia się plan wyidealizowanego ja – zapomnieć o sobie i wspierać rodzinę, a zwłaszcza brata. Jedyny dramat to rosnąca nadwaga. Odkąd zajmuje się rodzinnym interesem, nadmiernie się objada, popijając do tego uwarzone przez siebie piwo. To początek dramatu zdrowotnego.
Mamy przed sobą obraz pozornie udanego dorosłego życia. Jednak jego podwaliny stanowi dziecinna motywacja realizowana przez schemat cienia, niepozwalający na życie w pełni.
Jeżeli zatem chcemy pozbyć się dramatów i włączyć do swojego ja naszą osobowość cienia, przyda nam się pewien mechanizm. Są nim projekcje, które nie pozwalają zapomnieć, że nosimy w sobie wiele niezabliźnionych ran oraz wypartą do cienia osobowość, która chce mieć udział w naszym życiu.
Nasze nieuświadomione pomocnice: projekcje
Na drodze ku spotkaniu z dziewczynką lub chłopcem cienia mamy zawsze pod ręką nieocenioną pomoc w postaci projekcji. To taki osobisty i niezawodny wykrywacz kłamstw. Poprzez projekcje dostrzegamy w innych nasze cienie i nieprzepracowane przeżycia z dzieciństwa. Proces ten zachodzi tak szybko, instynktownie i nieświadomie, że nie jesteśmy w stanie nad nim panować. I to właśnie ów brak kontroli stanowi o ich prawdziwości. To fantastyczne, że nie możemy tak po prostu ich wyłączyć. Mimowolnie przenosimy na innych nieuświadamiane elementy własnej osobowości oraz nieprzepracowane bolesne doświadczenia, jak gdyby to oni w rzeczywistości mieli dane cechy lub przypominali nam o minionej opresji. Kiedy bowiem czujemy presję ze strony emocji albo wypartych elementów naszego ja, do akcji wkracza mechanizm obronny pozwalający daną cechę, pragnienie, myśl czy impuls przypisać innym osobom. Wszystko, czego nie chcemy posiadać, czym nie chcemy być, projektujemy na innych. Projekcje są więc jak wyborowy detektyw, który celnie i bezbłędnie ujawnia wszystko to, co ukryliśmy głęboko w cieniu.
W procesie wydobywania naszego ja cienia na światło dzienne biorą udział projekcje negatywne i pozytywne. Z projekcjami negatywnymi mamy do czynienia, gdy odrzucamy i potępiamy pewne cechy lub zachowania, a nawet nimi gardzimy. To elementy należące do naszej osobowości, które jednak wyparliśmy. Oto kilka przykładów:
Znajoma wciąż opowiada wam, jak wielką radość sprawiają jej dom i ogród. Wy jednak kwitujecie ją w myślach: „Domatorka jedna! Ile można o tym gadać!”. Przemawia przez was tęsknota – być może brakuje wam własnego domu albo ogrodu.Sąsiad nieustannie nadaje o kolejnych wizytach w operze. „Mój Boże, obym nigdy nie zdziadział do tego stopnia, żeby wykupić abonament do opery!” Jeśli taka myśl pojawia się często, może jednak warto wybrać się na spektakl. Kto wie, czy was pozytywnie nie zaskoczy.Podczas spotkania rodziców pewna wzięta prawniczka opowiada, jak doskonale udaje jej się godzić pracę zawodową z opieką nad dziećmi. „Wyrodna matka, karierowiczka! I po co takim dzieci!” Co tak naprawdę was denerwuje? Jej kariera, opieka nad dziećmi, a może swoboda i wewnętrzny spokój w odniesieniu do tematów, które dla was zawsze są trudne?Jeśli zazdrościmy innym czegoś, co wprawdzie mamy, ale trzymamy w ukryciu, mówimy o projekcji pozytywnej. Gdy pewne cechy innych lub ich zachowanie wzbudza nasz zachwyt, a jednocześnie zazdrość, możemy być pewni, że coś w nas samych bardzo chce wydostać się na światło dzienne.
Kiedy słyszycie, że ktoś codziennie dojeżdża do pracy rowerem, co napawa was zazdrością i podziwem, spróbujcie tego sami. Zacznijcie od jednego dnia w tygodniu. Nowe doświadczenie wydobędzie z cienia nieuświadamiane aspekty waszej osobowości, których obecność, choć się tego nie spodziewaliście, będzie przyjemna.Jeśli córka opowiada wam, jak cudowny jest golf, a wy w tej samej chwili czujecie ukłucie w sercu, bo przed oczami wyobraźni maluje wam się piękny wiosenny dzień, zielona pachnąca trawa i wy z kijem golfowym w ręku, być może odzywa się w was długo skrywane pragnienie. Idźcie za nim.Przyjaciel z zachwytem opowiada wam o swoich studiach. Kocha to, co robi, czym budzi w was nieustanny podziw i zazdrość. A co wy kochacie? Podziwiacie przecież to, co kryje się w was samych. Odkryjcie to i niech sprawia wam radość.Projekcje pozwalają nam rozpoznać elementy naszej osobowości, od których się odcięliśmy, a jednocześnie my możemy projektować wszystkie wyparte i nieuleczone przeżycia z dzieciństwa na innych ludzi. Przedstawię wam to na swoim przykładzie. Już jako dorosła osoba długo nie mogłam znieść krzyku małego dziecka. Natychmiast, nie zastanawiając się nad powodem, uznawałam, że to najpewniej wina jego matki. Ta projekcja nie dawała mi spokoju, dopóki w końcu nie przepracowałam własnych dziecięcych krzyków, na które nikt nie reagował. Jeżeli nie możecie wytrzymać do końca na filmie pokazującym czyjeś cierpienie, być może odzywa się w was echo podobnego bólu, jakiego doświadczyliście w dzieciństwie. Przypisujemy innym cierpienie, które tak naprawdę jest nasze, a którego dotąd nie przepracowaliśmy.
Projekcje stanowią cenne informacje, które w połączeniu z dramatami pozwalają najskuteczniej dotrzeć do cienia i nieprzepracowanych problemów. Bądźcie więc czujni, zapisujcie je – najlepiej w notatniku, który warto zawsze mieć pod ręką. Śledźcie je, czytajcie notatki i zadawajcie sobie pytanie: „Co to ma ze mną wspólnego, jaką część siebie wyparłem do cienia i wciąż jeszcze jej nie rozumiem?”.
Twoje zadanie:
Notuj rzeczy, które zawsze cię denerwują; zachowania i cechy innych, które uważasz za nieprzyjemne. Pytanie: „Co to ma ze mną wspólnego i czemu nie mogę w tej sytuacji pozostać neutralny?” może znacznie ułatwić ci wytropienie swojego dziecka cienia. Jakie powtarzające się sytuacje wywołują w tobie mimowolne wspomnienia własnych bolesnych przeżyć? Projektowanie na innych własnego bólu również pomoże ci rozpoznać i uleczyć rany z przeszłości.Wróćmy do historii brata, który poświęcił wszystko dla dobra rodzinnej firmy. Posłużmy się teraz projekcjami, aby dostrzec, jak on może odnaleźć drogę do udanego dorosłego życia.
„Udanemu” bratu działają na nerwy rowerzyści robiący sobie postój przy jego pensjonacie. Te obcisłe ubranka, te ich zadowolone i pewne siebie miny. A jednak któregoś dnia na widok kolejnego wysportowanego turysty jakiś krótki przebłysk przebija się do jego cienia i w głowie rodzi się myśl: „Ja też tak potrafię, wystarczy tylko chcieć!”. Sprawia więc sobie fantastyczną kolarzówkę – ten sam model, jakim jeździł w latach młodości – i rusza przed siebie, mimo zadyszki i lejącego się strugami potu. Po pół roku jazdy zmienia też swoje nawyki żywieniowe i powoli, ale z wielkim zapałem, traci zbędne kilogramy, odzyskując dobre samopoczucie. Niemal równolegle wzrasta w nim gniew na brata i oburzenie na niesprawiedliwość ze strony rodziców. Uświadamia sobie stopniowo schemat cienia, w jakim dotąd żył, a ponieważ nie tłumi już swojego ja obżarstwem i piwem, czuje świeży powiew pochodzący z cienia. Staje się wymagający, podejmuje walkę o swoje prawa, a kobieta, którą wybrał, zdecydowanie nie chce mieć nic wspólnego z pensjonatem. Początkowo rodzice i brat są bardzo niezadowoleni. Ale on, po latach przeżytych w szponach swojego schematu cienia, pedałuje już ku swojej prawdziwej tożsamości.
Na podstawie tego przykładu widać, że proces rozmontowywania schematu cienia i następującej po nim integracji cienia przebiega może w niezbyt widowiskowy, ale za to bardzo skuteczny sposób. Integracja rusza, gdy tylko stworzymy przestrzeń do zmian, a uruchamia ją właśnie rozmontowanie schematu cienia.
Proces integracji naszego ja cienia
Integracja oznacza, że przywracamy swojemu życiu wszystko, od czego się odcięliśmy, czego nie urzeczywistnialiśmy, choć przez cały czas było częścią naszej osobowości, i że się z tym jednamy.
Integracja następuje po rozpuszczeniu schematów cienia i wypartych do cienia emocji. Nie dojdzie do niej bez tego etapu pracy rozwojowej. W przeciwieństwie do aktywnych kroków, które musimy podjąć na początku, integracja przebiega w spokoju i ciszy. Rozwój oznacza więc w tym przypadku „aktywne nowe działania”, natomiast integracja „zrobienie miejsca w życiu na coś nowego”.
Poszczególne kroki integracji przebiegają zawsze w indywidualnym tempie i nie powinniśmy ich przyspieszać ani spowalniać. Każdy musi odnaleźć własny rytm. Co ciekawe, często zmiany płynące z udanej integracji dostrzega najpierw nasze otoczenie. Jeszcze zanim sami to sobie uświadomimy, słyszymy z boku na przykład: „O, jak ty poweselałeś!”. Integracja przebiega bowiem raczej dyskretnie, niemal bezszelestnie, i daje się dostrzec jedynie w nowych reakcjach, pomysłach czy w radosnych zachowaniach. Jej postęp otwiera nas na nowe doświadczenia i zarazem wyczula na własne działania czy odruchy. Budzi się w nas też ciekawość wobec wszystkiego, co jeszcze może nas czekać.
Rozwój przebiega stopniowo. Pracując z cieniem w dorosłym życiu, przechodzimy przez kilka faz – od dziecięcej niesamodzielności do pełnej dorosłej niezależności. Z każdym kolejnym krokiem rozwoju rośnie też nasza samoświadomość, co oznacza, że stopniowo coraz wyraźniej uświadamiamy sobie swoje prawdziwe ja. Osiągamy je, poznając siebie coraz lepiej i podchodząc do siebie z życzliwością, która jest przeciwieństwem samokrytyki. Wzrasta też nasza akceptacja wobec własnych, odkrywanych na kolejnych etapach talentów, marzeń, potrzeb czy własnej wyjątkowości.
Odbudowując miłość własną, warto zadać sobie następujące pytania: „Na jakim etapie samorozwoju jestem dzisiaj?”, „Czy umiem rozpoznać, kiedy i w jakich sytuacjach reaguję dziecinnie?”.
Za każdym razem, gdy uporacie się z kolejnym powtarzającym się w życiu problemem, robicie kolejny krok w swoim rozwoju i dowiadujecie się więcej o sobie, dzięki czemu wasze życie nabiera więcej barw, staje się bogatsze i spokojniejsze. W dodatku, nawet jeśli tego nie zauważacie, na tej drodze towarzyszy wam ktoś jeszcze – to wasze dziecko cienia. Im bardziej świadomie badacie swoje wnętrze, tym bardziej uniezależniacie się od świata zewnętrznego i w naturalniejszy sposób jesteście w stanie zaakceptować i zintegrować wyparte części osobowości. Dzięki temu utracone dziecięce ja cienia zjednoczy się z waszym dorosłym, samodzielnym, prawdziwym ja, otwierając was na zupełnie nowe doświadczenia.
Nowe doświadczenia będą naszym udziałem na każdym etapie rozwoju. Kiedy uda nam się zintegrować wszystko, co było możliwe na danym poziomie, a następnie poświęcić odpowiednio dużo czasu, aby to przeżyć, nasz cień znów się odezwie i pokaże w postaci projekcji, czym żyją, co mają i kim są inni, a czego jednocześnie my wciąż pragniemy. To znak, że nadchodzi kolejny etap.
Jeżeli wzrasta w nas pragnienie, aby coraz pełniej realizować siebie, proces integracji narzuca się niemal naturalnie. Kiedy otworzymy się na nowych ludzi, nowe otoczenie i nowe doświadczenia, uświadomimy też sobie, że sprzyja temu cała nasza natura. Nagle potrafimy zdobyć się na czułość, dostrzegać innych, stawiać wymagania czy się obronić – wiemy, czego chcemy i co jest dla nas najlepsze. Dlatego wraz z każdym kolejnym etapem rozwoju i integracji naszego cienia rośnie w nas poczucie coraz większej radości z życia. Nowe aspekty naszej osobowości wydają nam się tak samo fascynujące jak pierwszy pocałunek, pierwsze nocowanie poza domem czy pierwsze samodzielnie zarobione pieniądze.
Życie stwarza nam nieustannie okazje do nowych przeżyć. Wystarczy mieć otwarte oczy, by rozpoznawać takie momenty. Im lepiej nauczymy się je dostrzegać, tym propozycje składane nam przez życie będą różnorodniejsze. W takich chwilach będziecie potrafili przystać na daną propozycję, z przyjemnością udzielić pomocy, o którą zostaniecie poproszeni, lub grzecznie odmówić, jeśli poczujecie, że coś was przerasta. Uświadomicie sobie, jak cudownie jest coś dostawać, oferować albo przyjmować pomoc. Zdacie sobie sprawę, że przepełnia was rosnąca radość połączona z dumą i poczuciem bycia kompetentnym, a więc całkiem nowa dla was mieszanka uczuć, która z początku was zaskoczy, a następnie wywoła głęboką wdzięczność za to, że możecie ją odczuwać.
Każdy kolejny krok naszego rozwoju oznacza coraz większą samoświadomość, a więc także coraz większy udział w naszym życiu elementów wypartych niegdyś do cienia. Wracają one niemal natychmiast, gdy zmianie ulegają okoliczności, w jakich żyjemy, i gdy powstaje przestrzeń dla tego wszystkiego, czego nie doświadczaliśmy jeszcze jako dorośli. Tak właśnie działa cud integracji. Elementy nas samych, które trafiły do cienia w dzieciństwie, nie miały do tej pory szans na urzeczywistnienie. Z początku będzie nam brakować doświadczenia, jednak tym bardziej zaskakująca i fascynująca będzie obserwacja, jak te elementy zaczynają oddziaływać na nasze życie.
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Przypisy są dostępnetylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Tytuł oryginałuHOL DEIN SCHATTENKIND INS LICHT
Projekt okładkiKarolina Żelazińska-Sobiech
Redaktor prowadzącaMonika Koch
RedakcjaAleksandra Dobrowolska
KorektaIda Świerkocka, Teresa Zielińska
Copyright © © 2025 ecoWing Verlag bei Benevento Publishing Salzburg – Wien, eine Marke der Red Bull Media House GmbH, Wals bei Salzburg Copyright © for the Polish translation by Paulina Filippi-Lechowska, 2026 Copyright © by Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2026
Żaden fragment tej książki nie może być wykorzystywany do szkolenia systemów sztucznej inteligencji.
ISBN 978-83-8360-375-9
Wielka Litera Sp. z o.o. ul. Wiertnicza 36 02-952 Warszawa
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
