Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
53 osoby interesują się tą książką
Uległa żona, która po latach milczenia postanowiła wyrwać się spod kurateli przemocowego męża.
Ratownik medyczny, który odpowiedział na jej niemy krzyk i zaoferował pomoc.
Człowiek, który skrywa mroczną tajemnicę.
Tyle że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda.
Czy Alicja Rudeska na pewno jest bezbronna i słaba, a poznany przez nią mężczyzna okaże się tym, za kogo się podaje? A może każde z nich realizuje swój własny plan? I jaką rolę w całej historii odgrywa opuszczony dom, stojący na obrzeżach jednego ze szczecińskich osiedli?
***
Rafał Glina, urodził się w 1979 roku w Stargardzie, wówczas Szczecińskim. Mieszka w Suchaniu, niewielkim miasteczku w województwie zachodniopomorskim. Absolwent Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu na kierunku ekonomia. Szczęśliwy mąż, ojciec i właściciel Jack Russell teriera, z którym w wolnych chwilach spaceruje.
Zadebiutował kryminałem pt. Jednorożec, który został nominowany do nagrody KRYMINALNY DEBIUT ROKU 2024. W 2025 r. miał już na koncie kolejne części serii z komisarzem Jackiem Okońskim: Imaginację i Zaszłość, a następnie w 2026 r. opublikował Martwi też mówią.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 336
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: Inkluzja
© Copyright by Rafał Glina, Warszawa 2026 © Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2026
Redakcja: Anna Jeziorska
Korekta: Joanna Wysłowska
Skład i łamanie: Sylwia Kusz, Magraf sp.j., Bydgoszcz
Zdjęcia na okładce: Sila Toklu/www.pexels.com (duża pajęczyna), Animesh Srivastava/www.pexels.com (mała pajęczyna)
Projekt okładki: Eliza Luty
Redaktor inicjująca: Blanka Wośkowiak
Dyrektor produkcji: Robert Jeżewski
Wszelkie podobieństwa zdarzeń, instytucji i osób są przypadkowe i niezamierzone. Opowieść stanowi literacką fikcję.
Wydawnictwo nie ponosi żadnej odpowiedzialności wobec osób lub podmiotów za jakiekolwiek ewentualne szkody wynikłe bezpośrednio lub pośrednio z wykorzystania, zastosowania lub interpretacji informacji zawartych w książce.
ISBN 978-83-8132-815-9
Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o. o. ul. Widok 8, 00-023 Warszawa tel. 603-798-616 Dział handlowy: [email protected]
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
Wydanie I, 2026
Inkluzja – proces włączania jednostek, grup czy kategorii
społecznych w funkcjonowanie szerszego społeczeństwa;
w biologii – ciało obce wtopione w minerał podczas
procesu krystalizowania się tego minerału.
Jakieś półtora roku temu
Młody mężczyzna minął Mercedesa zaparkowanego na podjeździe i zapukał do drzwi niewielkiego domu otoczonego wysokimi sosnami. Nad jego głową rozbłysła lampa sterowana czujnikiem ruchu. Budynek, w odróżnieniu od innych w okolicy, stał kilkadziesiąt metrów w głąb od głównej drogi, w pasie lasu oddzielającym osiedle Głębokie-Pilchowo od Jeziora Głębokiego, na uboczu. Dzięki temu panowały tu cisza i spokój, ale i ciągły półmrok. Nawet w słoneczny dzień, nie mówiąc już o październikowym wieczorze, tak jak teraz.
Mężczyzna, trzymający w jednej ręce butelkę Jacka Daniel’sa, a w drugiej bukiet krwistoczerwonych róż, zapukał ponownie, tym razem głośniej. Usłyszał stłumione przekleństwo i po chwili dźwięk otwieranych zamków.
– Co jest, kurwa?! – W drzwiach stanął półnagi mężczyzna pokryty licznymi tatuażami, z ewidentnym zamiłowaniem do częstego odwiedzania siłowni. – Czego? – warknął.
– Pan Jarosław przesyła pozdrowienia i mały podarunek. – Przybysz uniósł trzymane rzeczy, ciągle przestępując z nogi na nogę.
– Kto? – Osiłek zmarszczył brwi. – Co za Jarosław?
Posłaniec spodziewał się takiej reakcji. Nie każdy znał właściciela tego domu, tak jak właściciel zazwyczaj nie znał nazwisk osób, którym go wynajmował. Inkasował należność, a klucz odbierało się ze skrytki, po wpisaniu odpowiedniego kodu.
– Pan Jarosław Orzechowski – padła szybka odpowiedź.
– Aaa, od Orzecha. To trza było tak od razu gadać, a nie wyskakiwać mi tu z jakimś Jarosławem. – Osiłek się zaśmiał. – Ale to pierwszy raz, żeby zrobił taką niespodziankę. Nigdy tak nie było – zdziwił się.
Pobudzony niewielką dawką amfetaminy mózg posłańca na poczekaniu wymyślił powód.
– Od niedawna tak robi i tylko wobec najlepszych klientów – zaznaczył. – Gdzie to położyć?
Przybysz zrobił krok do przodu i nerwowo rozejrzał się w poszukiwaniu jakiegoś stolika.
– Dobra, ja to wezmę, dzięki. – Osiłek przyjrzał się mężczyźnie. Spojrzał mu prosto w oczy. – A ty widzę to trochę nafrukany jesteś – zarechotał.
Posłaniec podał mu kwiaty i butelkę.
– Że co?
– No, na speedzie jesteś, co nie?
Przybysz sięgnął pod kurtkę, za plecy.
– Jeszcze tylko pokwitowanie – powiedział.
– Co? Jakie pokwitowanie?
Zdziwienie osiłka trwało krótko, bo po sekundzie uderzenie w skroń pozbawiło go przytomności. Napastnik spojrzał na trzymany w dłoni sześćdziesięciocentymetrowy kij bejsbolowy ze stopu metali o wadze dziewięciuset gramów i z uznaniem pokiwał głową. „Dobry zakup” – pomyślał i szybko zamknął drzwi wejściowe.
Jakimś fartem butelka Jacka Daniel’sa spadła na mały, owalny dywan leżący przy wejściu i nie rozbiła się, ale do spółki z upadającym ciałem osiłka narobiła sporo łoskotu.
– Co ty tam wyprawiasz?! – Z sypialni rozległ się krzyk. Piskliwy i strasznie irytujący. – Co to za hałas?
Spodziewał się jeszcze jednej osoby. Szybko podbiegł do kolejnego pomieszczenia. Drzwi były otwarte. Na łóżku siedziała naga dziewczyna z dużymi, zapewne sztucznymi, cyckami i absurdalnie wyglądającymi wielkimi wargami. Właśnie te dwie rzeczy rzuciły się w oczy napastnikowi, zanim wziął szeroki zamach i roztrzaskał jej głowę. Odgłos pękającej czaszki przywołał wspomnienia z dzieciństwa. Na chwilę zamknął oczy i się uśmiechnął.
– Przykro mi, paniusiu, ale to musi wyglądać spektakularnie – powiedział do ciała rozciągniętego na łóżku i zaczął raz po raz uderzać.
Krwawe rozbryzgi pojawiły się na ścianie, pościeli, a nawet suficie. Nagle mężczyzna przypomniał sobie o osiłku leżącym przy wejściu. Szybko wybiegł z sypialni. Zdążył w ostatniej chwili, bo ten już próbował wstać.
– Widocznie musiałem jakoś źle trafić – wymruczał do siebie napastnik i zamachnął się nad głową. I znów ten odgłos pękającej czaszki. I znów. I znów.
Krew, kości i kawałki galaretowatego mózgu ozdobiły podłogę i ściany.
W końcu mężczyzna się opamiętał. Amfetamina, którą zażył już jakiś czas temu, powoli odpuszczała. Spojrzał na swoje dzieło i się przestraszył, ale po chwili doszedł do siebie.
– Teraz, kurwa, nie da się tego ukryć – powiedział głośno, chociaż nie został nikt, kto mógłby go usłyszeć.
Nie przejmując się krwią, wetknął kij bejsbolowy za pasek spodni na plecach i podniósł butelkę whisky oraz bukiet. Wyłączył światło nad wejściem, aby się nie zapaliło, gdy on wyjdzie na zewnątrz, po czym spokojnie opuścił dom i zniknął w ciemności.
Teraz
Szczeciński Grand Pasadena Conference Hotel wbrew nazwie wcale nie był wielki, ale jak najbardziej sprawiał takie wrażenie. Szczególnie wieczorem i w nocy, kiedy ledowe instalacje na elewacji budynku nadawały mu nowoczesnego, spektakularnego wyglądu.
Poza profesjonalną obsługą i pozytywnymi opiniami gości na różnych internetowych stronach polecających hotel mógł się poszczycić także barem, restauracją, strefą spa z centrum fitness i saunami oraz nowoczesną salą konferencyjną.
To w niej odbywała się właśnie doroczna gala stowarzyszenia Totally Business Association, podczas której wybierano osobowość roku w dziedzinie biznesu i przedsiębiorczości miasta Szczecin. W założeniu miał to być prywatny klub zrzeszający najwybitniejszych i najbardziej prominentnych biznesmenów z regionu, zasłużonych dla rozwoju miasta i darzonych szacunkiem, a w praktyce mógł do niego należeć każdy, kto był w stanie opłacić składkę członkowską. Kilka razy do roku organizowali różne gale i spotkania, i na większości z nich przyznawali sobie wszelakie nagrody w uznaniu za swoją działalność, aby móc się później nimi chwalić przed maluczkimi.
– Mili państwo! – Prowadzący, znany głównie jako konferansjer imprez związanych z mieszanymi sztukami walki, omiótł wzrokiem zebranych.
Goście siedzieli przy okrągłych stolikach, nad którymi wisiały okazałe ledowe żyrandole, teraz emitujące neutralne, lekko przyciemnione światło. Część osób musiała się odwrócić razem z krzesłami, aby obserwować scenę, na której kilkanaście minut wcześniej swoje wokalne umiejętności przedstawiła lokalna artystka, a teraz nagradzano szczęśliwców.
– Wyróżnienie dla jednego z najmłodszych członków naszego stowarzyszenia wręczy nasz gospodarz, właściciel Grand Pasadena Conference Hotel, pan Tomasz Sierpiński.
Na scenę wszedł około pięćdziesięcioletni mężczyzna w nienagannie skrojonym garniturze.
– Moi mili – zaczął, po czym krótko przedstawił historię swoją oraz hotelu i podziękował przybyłym. Później teatralnie spojrzał na trzymaną statuetkę. – Mam zaszczyt wręczyć to wyróżnienie wspaniałemu młodemu człowiekowi – rozejrzał się po sali – lecz wbrew wcześniejszej zapowiedzi nie w uznaniu dla jego młodości i aparycji. – Mężczyzna pokiwał palcem, a wśród słuchaczy rozległy się śmiechy. – Ale w podziwie dla jego zmysłu przewidywania i rozumienia mechanizmów rządzących rynkiem nieruchomości, nie tylko w naszym mieście, ale i w całym województwie. Zapraszam na scenę pana Przemysława Rudeskiego.
Na wielkim telebimie wiszącym za plecami mówcy wybuchły kolorowe fajerwerki, a wszystkie światła w pomieszczeniu zmieniły kolor na złoty. Wywołany mężczyzna wstał od stolika. Uścisnął rękę siedzącego obok kompana, pocałował w policzek żonę i zapinając guzik marynarki, energicznym krokiem udał się w kierunku sceny.
Miał dwadzieścia osiem lat, metr osiemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu i ciemne, modnie przystrzyżone włosy. Częste wizyty na siłowni sprawiły, że teraz szedł wyprostowany, a drogi garnitur od znanego projektanta idealnie opinał jego muskularną sylwetkę. Mimo młodego wieku stał na czele największego biura nieruchomości w województwie, głównie dzięki rodzicom, chociaż nosa do dobrych inwestycji nie można było mu odmówić.
Mężczyzna odebrał statuetkę przy akompaniamencie braw.
– Bardzo dziękuję za to wyróżnienie. Na mój sukces złożyło się wiele osób, które także zasługują na podziękowania, ale w szczególności chciałbym wymienić moich rodziców, bez których bym tutaj nie zaistniał. I mam tu na myśli nie tylko obecność na tym ziemskim padole... – Tak jak zamierzał, wywołał rozbawienie wśród słuchaczy. – Ale przede wszystkim w trudnym i niebezpiecznym świecie nieruchomości. – Znów śmiech. – Oczywiście nie mogę nie wspomnieć mojej kochanej żony Alicji, która codziennie mnie wspiera i bez której byłbym zupełnie innym człowiekiem. Brawo.
Rudeski jeszcze przez chwilę wygłaszał płomienne podziękowania, po czym wrócił do stolika, odprowadzany oklaskami. Ponownie pocałował żonę i wręczył jej statuetkę, a sam usiadł i przyjął gratulacje od towarzyszy przy stole. Alicja również odbierała wyrazy uznania, chociaż nie miała zielonego pojęcia, kim byli siedzący obok niej ludzie. Oczywiście znała ich z opowiadań męża, czasami widywała w gazetach, ale osobiście akurat tych tutaj nigdy nie poznała. Przemek często zabierał ją na takie imprezy jak dziś, gdzie mógł się pochwalić wspaniałą żoną podczas odbierania kolejnego beznadziejnego trofeum, które członkowie sami sobie wręczali w tym swoim durnym towarzystwie. „Taki chów wsobny” – pomyślała, ściskając dłoń kogoś wychwalającego jej wspaniałego męża.
Kiedy rozdano już wszystkie wyróżnienia i nagrody, można było w końcu coś zjeść. Niektórzy z gości wyglądali, jakby tylko czekali na ten moment. Inni z kolei bardzo tego potrzebowali, bo drinki serwowane już od początku imprezy dla kilku z nich okazały się całkiem mocne. Na scenie rozgościł się didżej, a na parkiecie już pojawiło się kilka par podrygujących w rytm serwowanej muzyki.
– Dobra, trzeba iść się trochę polansować. – Przemek odłożył sztućce i łyknął drinka. Spojrzał na żonę. – Jakby co, to będę się gdzieś kręcił.
Wstał i po chwili zniknął jej z oczu. Alicja także skończyła jeść. Obok niej jak magik zmaterializował się kelner i natychmiast wymienił zastawę. Dopiero teraz mogła swobodnie się rozejrzeć. Przy tym stoliku została tylko ona. Przy innych ludzie jeszcze jedli, dużo osób tańczyło. Sporo zebrało się przy barze, głównie mężczyzn. Kobiety wolały raczej małe grupki rozproszone gdzieś na uboczu i dobrane jakby wiekiem. W jednych te trochę starsze, zazwyczaj żony, w innych te młodsze, zazwyczaj kochanki, ale to oczywiście nie stanowiło reguły. Przecież ona też należała do tych młodszych, a była żoną.
Wstała i skierowała się do baru. W połowie drogi poczuła na swoich biodrach czyjeś ręce. Wzdrygnęła się i chciała odskoczyć, ale chwyt okazał się mocny.
– Może zatańczymy?
Odwróciła się, a raczej to ktoś ją odwrócił. Z siłą i bezpardonowo.
– A to nie miałeś gdzieś się lansować? – Spojrzała zaskoczona na uśmiechniętego Przemka.
– Równie dobrze mogę się polansować z żoną, co nie? – Pchnął ją lekko w stronę parkietu.
Przetańczyli trzy utwory, ale w końcu stwierdzili, że nie za bardzo odpowiada im muzyka. Właściwie to Przemek tak stwierdził. Już kierowali się do stolika, kiedy podszedł do nich jakiś mężczyzna. Gruby i z nalaną twarzą.
– No, Przemo, nie mówiłeś, że masz taką piękną żonę – zwrócił się do Rudeskiego.
Ten tylko machnął ręką.
– To Alicja, a to...
Grubas uciszył go gestem dłoni, chwycił kobietę za rękę i szarmancko ucałował, zostawiając na jej dłoni kropelkę śliny, po czym się przedstawił. Alkoholowy wyziew z jego ust sprawił, że Alicja właściwie nie zarejestrowała, co do niej mówił, ale z jego słów wynikało, że jest jakąś bardzo ważną szychą. Musiała za to mocno się powstrzymywać, żeby się nie skrzywić.
– Czy mógłbym zaprosić do tańca? – Oblech wskazał na parkiet.
– Bardzo bym...
– Spoko – Przemek wszedł jej w słowo i lekko ją popchnął. – Alicja chętnie z tobą zatańczy.
Spojrzała na męża z wyrzutem, ale ten tylko się uśmiechnął.
Przez kilka kolejnych minut męczyła się niemiłosiernie. Nie dość, że facet cały czas do niej nawijał o swojej pracy i o tym, jakim to jest ważniakiem, ziejąc na nią smrodliwym oddechem, to jeszcze jego ręka uparcie zsuwała się na jej pośladki. Widziała, że Przemek cały czas ich obserwuje i kiedy chciała zakończyć taniec, dyskretnie pokręcił głową. W końcu nie wytrzymała. W którymś momencie tak niefortunnie stanęła, że obcas w jej bucie się złamał i omal nie upadła. Grubas ją przytrzymał, ale nie omieszkał przy okazji złapać ją za tyłek.
– Wszystko w porządku? Nic ci się nie stało?
– Nie, nic. – Spojrzała w dół ze zbolałą miną. – Tylko szpilki będą do wyrzucenia. Dzisiaj już chyba nie potańczę.
Przemek popatrzył na nią podejrzliwie znad szklaneczki whisky, kiedy grubas odprowadził ją do stolika.
– Bardzo dziękuję, wspaniale tańczysz – powiedział i po chwili zniknął im z oczu.
– Trochę nudno tu się zrobiło – stwierdził Przemek. – Skoczę po drinki.
Znów została sama. Zamyśliła się.
Poznali się na studiach. Ona studiowała pielęgniarstwo i kosmetologię, uczył się na kierunku organizacja i zarządzanie. Ona była piękna i inteligentna, on był przystojny i, jak się okazało, dosyć bogaty. Później, bo dopiero pod koniec jego studiów, rodzice zajmujący się nieruchomościami w szeroko pojętym zakresie dokonali kilku wielkich inwestycji, które okazały się strzałem w dziesiątkę. Można powiedzieć, że z dnia na dzień zyskali fortunę. I nie mieli nic przeciwko takiej synowej jak Alicja.
– Gin z tonikiem. – Usłyszała i to przywróciło ją do rzeczywistości.
Przemek podał jej drinka i się przysunął.
– Mogłaś być trochę milsza dla Wieśka – ściszył głos, chociaż w ogólnym gwarze rozmów i głośnej muzyce i tak nikt by go nie usłyszał.
– Dla kogo?
– Dla grubasa, z którym tańczyłaś. Wiesz, kim on jest?
– Nie wiem i mnie to nie obchodzi. I co to znaczy milsza? Obłapiał mnie jak jakiś zboczeniec.
– A ty usilnie mu w tym przeszkadzałaś.
Alicja spojrzała na Przemka z obrzydzeniem. Właśnie dlatego nie lubiła takich imprez – nigdy nie wiedziała, czego może się spodziewać po swoim mężu.
Pobrali się prawie trzy i pół roku temu, niemal od razu po studiach. Na co było czekać? Przecież się kochali, spotykali się już ponad dwa lata, nawet razem mieszkali. Żyło im się cudownie, więc decyzja mogła być tylko jedna. Szczególnie że mieli już zabezpieczenie finansowe na przyszłość, a rodzice Przemka przekazali mu stery w jednej ze swoich licznych inwestycji. Alicja nawet nie musiała pracować, chociaż bardzo chciała. Mąż obiecał, że pomoże jej otworzyć salon kosmetyczny, ale nigdy do tego nie doszło.
– Trzeba będzie niedługo się zwijać, strasznie sztywno się zrobiło.
Impreza dobiegała końca, wszyscy wylewnie się żegnali, sala pustoszała. Oni także opuścili lokal. Jak na kwiecień noc była dosyć ciepła. Wsiedli do wynajętej limuzyny. Kierowca natychmiast podniósł przyciemnioną szybę oddzielającą go od pasażerów. Kiedy ruszyli, Przemek zaczął szarpać się z rozporkiem. Zanim dojadą do domu na Osowie, minie kilkanaście minut. Alicja, widząc, co wyprawia, westchnęła cicho i zaczęła podciągać sukienkę.
– Co ty robisz? – Spojrzał na nią.
– Nooo, chyba chcesz się bzykać?
– Nie, nie, nie. – Pokiwał palcem, a na jego twarzy wykwitł złośliwy uśmiech. – Tylko mi obciągniesz.
Alicja się skrzywiła.
– Przecież wiesz, jak bardzo tego nie lubię.
Jego ręka wystrzeliła w bok i chwyciła ją za włosy.
– To trzeba było o tym pomyśleć, jak się wywijałaś Wieśkowi – zasyczał i przyciągnął jej głowę do swojego krocza.
– Co? – Usiłowała się wyszarpnąć, ale mocniej zacisnął dłoń. Zabolało. – Dobrze wiesz, że nic z tego nie będzie, za dużo wypiłeś. – Próbowała się jeszcze ratować.
– To się postaraj.
Tak jak przewidziała, jego członek nawet nie drgnął. Przemek nie miał słabej głowy, po prostu alkohol tak na niego działał. Po jednym, dwóch drinkach mógł góry przenosić, po trzech i więcej był niezdolny do działania. On też zdawał sobie z tego sprawę, ale mimo to chciał ją upokorzyć, bo wiedział, jak bardzo nie lubi robić tego ustami. Tylko nie domyślała się za co, chociaż to już od kilkunastu miesięcy zdawało się nie mieć żadnego znaczenia.
Dojeżdżali do domu, więc Przemek pociągnął ją za włosy i odepchnął.
– Do niczego się nie nadajesz – warknął, zapinając spodnie.
Alicja poprawiła zmierzwioną fryzurę. Podejrzewała, że to jeszcze nie koniec.
Limuzyna zatrzymała się przed szeroką bramą, która po chwili się rozsunęła. Pojazd przejechał kilkanaście metrów i stanął na podjeździe przed wejściem do wielkiej piętrowej willi. Dom oczywiście wybudowali rodzice Przemka. Planowali go sprzedać, jak wiele innych, ale spodobał się nowożeńcom, więc po ślubie młodzi wprowadzili się i już w nim zostali. Miał trzy spore sypialnie, trzy gustownie wykończone łazienki, przestronny salon połączony z funkcjonalną kuchnią, niewielkie biuro oraz kilka pomniejszych pomieszczeń, których przeznaczenie do dzisiaj nie zostało sprecyzowane. Oprócz tego do domu przylegał dwustanowiskowy garaż, w którym stały prawie trzystukonne BMW Przemka oraz prawie stu-sześćdziesięciokonny Mini Alicji. Obok garażu znajdowała się kotłownia. Wcześniej był w niej piec na pellet, ale teraz mieściła się tam pompa ciepła. Z kolei za domem znajdował się duży taras, a na działce mającej prawie pół hektara na razie ulokowano tylko sporych rozmiarów domek narzędziowy na sprzęt ogrodniczy oraz wiatę.
Alicja wzięła długi prysznic, mając nadzieję, że Przemek w tym czasie zaśnie. Przeliczyła się. Kiedy weszła do sypialni, czekał na nią w pełnej gotowości. Leżał nagi na ich ogromnym małżeńskim łożu, a niebieskie tabletki, które trzymał właśnie na takie okazje, jak zwykle zadziałały z imponującą skutecznością. Odłożył smartfon, na którym przeglądał pewnie ostatnie wyniki meczów.
– Co tak długo, skarbeńku? Myślałaś, że dzisiaj ci się upiecze, co nie? – Zaśmiał się, ale nie złośliwie.
Dostrzegła swoją szansę. „Może nie będzie tak źle” – pomyślała i wolnym, zmysłowym krokiem podeszła do łóżka, zdejmując jednocześnie koszulkę nocną. Przemek zlustrował ją z góry na dół.
Nie wyróżniała się niczym szczególnym, jak chociażby niektóre z kobiet, obecnych na dzisiejszej gali. Nie miała napompowanych silikonem piersi, nadmiernie wielkiego tyłka czy ust jak glonojad. Nigdy jej nie interesowały takie chirurgiczne ingerencje we własne ciało. Na szczęście jej męża również nie. Na nieszczęście interesowało go coś innego, a przekonała się o tym dobitnie kilka tygodni po ślubie. Oczywiście już wcześniej pojawiły się pewne sygnały, ale przecież kilka klapsów podczas łóżkowych igraszek czy silniejsze przytrzymanie nie budziło podejrzeń, jednak z biegiem czasu Przemek stawał się coraz brutalniejszy i zmuszał ją do rzeczy, których ona nie chciała.
Wiedziała, że dla wielu kobiet seks oralny czy analny nie stanowi problemu i czerpią z niego przyjemność, jednak dla niej taki rodzaj zbliżenia był nie do zaakceptowania. Powiedziała o tym Przemkowi, kiedy po raz pierwszy poprosił ją, aby zrobiła mu przyjemność ustami. Wtedy odpuścił, ale później już nie. Pamiętała ten moment, bo wówczas ją uderzył i zaczął się jej koszmar.
Siedziała wtedy na skraju łóżka w koszulce nocnej i kremowała stopy, kiedy wszedł nagi do sypialni i stanął przed nią. Dokładnie na wysokości oczu miała jego na wpół wzwiedzionego członka.
– Possij go – powiedział.
Wypili po dwa drinki, więc było wiadomo, że będą się kochać, ale nie spodziewała się takiego wstępu.
– Przecież wiesz, że tego nie lubię.
– Trudno, musisz się przełamać. Jesteś moją żoną i powinnaś robić to, co chcę.
Takiego wyrazu twarzy jeszcze u męża nie widziała.
– Co ty gadasz? Powaliło cię?
Nadal siedziała, patrząc mu w oczy, mimo to lewą ręką chwycił ją za podbródek i uniósł jej głowę.
Jego wspaniałe, opalone ciało przyciągało wzrok. Widoczny sześciopak na brzuchu, szeroka klatka piersiowa i silne ręce. I był przystojny. Miał wyraziste rysy twarzy: mocną linię szczęki, lekki zarost, który dodawał mu szlachetnej surowości, oraz brązowe oczy o głębokim spojrzeniu – takie, które potrafią zatrzymać rozmówcę w pół słowa. Krótko ścięte czarne włosy, teraz w lekkim nieładzie, zazwyczaj były zadbane i perfekcyjnie ułożone.
Nie spodziewała się ciosu. Po prostu poleciała na łóżko, czując piekący ból policzka. Zszokowało ją to. Może nie samo uderzenie, bo nie okazało się mocne, bardziej to, że w ogóle to zrobił. Niemal od razu chwycił ją prawą ręką za włosy i pociągnął z powrotem do pozycji siedzącej.
– Będziesz robić to, co ci każę – syknął. – Jak porządna żona.
– A jeśli nie, to co?
Próbowała go odepchnąć. W głowie kłębiło jej się milion pytań, ale akurat to jedno jakoś tak naturalnie przebiło się spośród wszystkich. Chyba jako wyraz buntu przeciwko temu, co się stało.
– To nie jesteś mi do niczego potrzebna – wycharczał i uderzył ją ponownie. Kiedy znowu poleciała na łóżko, usiadł na niej okrakiem i przytrzymał twarz ręką, aby na niego patrzyła. – Zabiję cię, a zwłoki ukryję i nikt cię nie znajdzie. Zaaranżuję to tak, że nikt nie będzie mnie podejrzewał. Myślisz, że nie potrafię?
„Czy on zwariował?” – pomyślała. Usiłowała się wyswobodzić, ale przyciskał ją całym ciałem, unieruchamiając jej ręce swoimi kolanami. Czuła jedynie dudnienie w uszach, ból policzków i jego zaciśnięte palce. Widziała nad sobą rozmazaną twarz.
Nagle wszystko pojaśniało, złapała oddech, przygniatający ją ciężar trochę zelżał. Przemek cały czas do niej mówił, ale dopiero teraz słowa zaczęły do niej docierać.
– ...komuś o tym piśniesz, to pamiętaj, co powiedziałem wcześniej. Zresztą i tak nikt ci nie uwierzy. Wszyscy wiedzą, jakie z nas wspaniałe małżeństwo, i niech tak zostanie. Masz tylko robić, co chcę, i tyle. Naprawdę tak dużo wymagam? Za to, że niczego ci nie brakuje?
Jego twarz przypominała wykrzywioną maskę, z ust tryskały kropelki śliny. Nigdy w życiu tak się nie bała. Nie poznawała swojego męża. Ostatnimi czasy był trochę zdenerwowany, ale nie chciał z nią o tym rozmawiać. Wręcz jej unikał. Ale to...
Łapczywie chwytała powietrze, a po jej twarzy płynęły łzy. W końcu zsunął się z niej, wstał i wyszedł z pokoju, a ona skuliła się na łóżku i płakała.
Na drugi dzień Przemek próbował się wytłumaczyć.
– Od dłuższego czasu mam trochę problemów w pracy i... – Zawiesił głos. – Przepraszam, te drinki były chyba za mocne, wszystko tak jakoś nałożyło się na siebie. To się więcej nie powtórzy.
Z początku nie chciała go słuchać, ale w końcu mu uwierzyła, że zachował się tak pierwszy i ostatni raz. Umiał się sprzedać. Wiedział, jak pokazać się z najlepszej strony i oczarować swojego rozmówcę. Ona nie okazała się wyjątkiem i też dała się nabrać.
– No dawaj, dawaj, nie ma czasu – ponaglił ją Przemek, wskazując na swojego pulsującego członka, jakby gdzieś mu się spieszyło.
Alicja z wymuszonym uśmiechem dosiadła go i z zamkniętymi oczami zaczęła rytmicznie poruszać się w górę i w dół. Poczuła jego dłonie na piersiach. Ugniatał je bez żadnego zaangażowania, jakby tylko chciał sprawdzić, czy rzeczywiście tam są. Poza tym w ogóle się nie poruszał, to ona miała się starać.
Po jakimś czasie, chyba już znudzony, kazał jej z siebie zejść i się odwrócić. Bez słowa się wypięła i zacisnęła zęby. Tak było szybciej, lepiej i bezpieczniej. Wiedziała, co ją czeka, bo już wcześniej dostrzegła buteleczkę z lubrykantem. Przynajmniej tyle dobrego.
– Dlaczego mi to robisz? – zapytała kiedyś.
– Bo lubię.
Jak zwykle wszystko poszło nader szybko i sprawnie, w końcu mogła iść się umyć. Zawsze to robiła. Przynajmniej tym razem jej nie uderzył, nie szarpał, nie wyzywał. Pod prysznicem spędziła kilka minut. Nie szorowała się jakoś specjalnie, nie próbowała histerycznie zmywać z siebie wyimaginowanego brudu, który odczuwała. To już dawno miała za sobą. Po prostu poczekała, aż z niej wypłynie, szybko się podmyła i stała pod strumieniem najgorętszej wody, jaką zdołała wytrzymać, próbując po raz kolejny wykrystalizować w głowie plan, który obmyśliła już jakiś czas temu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
