Wydawca: HarperCollins Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 153 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Grzeszne zauroczenie - Paula Roe

Dom aukcyjny w Nowym Jorku wystawia rękopis, który Vanessa pragnie za wszelką cenę zdobyć.  Licytację wygrywa jednak Chase Harrington, zamożny finansista. Chase nie spodziewał się, że tajemnicza kobieta z aukcji tak bardzo rozpali jego wyobraźnię. Odnajduje ją. I wtedy jego fascynacja przeradza się w gwałtowne pożądanie...

Opinie o ebooku Grzeszne zauroczenie - Paula Roe

Fragment ebooka Grzeszne zauroczenie - Paula Roe

Paula Roe

Grzeszne zauroczenie

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Pięćset tysięcy. Pół miliona dolarów, panie i panowie. Kto da więcej?

Baryton prowadzącego aukcję wzniósł się ponad szepty zebranych. Atmosfera była ożywiona, pełna podniecenia i zainteresowania. Chase Harrington miał wrażenie, że czuje energię potencjalnych kupców. Znajomy szum ściszonych głosów odbijał się od wytapetowanych ścian.

Oświetlona żyrandolami sala o lśniącej drewnianej podłodze i z krzesłami o wysokich oparciach w niczym nie przypominała Obscure w stanie Teksas. No i to nie Chase był tematem szeptanych komentarzy: wszyscy byli skupieni na aukcji.

Wystawienie ostatecznej wersji powieści D.B. Dunbara z odręcznymi notatkami pisarza było dla Waverly’s, jednego z najstarszych – i najbardziej znanych ze skandali – domów aukcyjnych w Nowym Jorku wielkim osiągnięciem. Tragiczna śmierć w katastrofie lotniczej sławnego amerykańskiego autora książek dla dzieci wstrząsnęła milionami ludzi. Ale po licznych wyrazach żałoby i żalu szybko zaczęto pisać o ostatniej powieści trzydziestolatka samotnika, jego sławnej i cenionej serii o przygodach Charliego Jacka. Fani Dunbara na Facebooku, Twitterze i innych stronach pisali o jednym: czy istnieje część czwarta serii, a jeśli tak, kiedy zostanie opublikowana?

Chase zacisnął palce na lizaku licytacyjnym. Pojawił się jakiś daleki kuzyn Dunbara, któremu zależało na sławie i pieniądzach. Walter… Walter Shalvey. Tak, Shalvey to narcystyczny dupek, ale niestety wie, jak grać z mediami, toteż dawkował informacje, by nie stracić zainteresowania opinii publicznej. Ten gość dzięki lukratywnym tantiemom i opłatom licencyjnym za pierwsze trzy książki był już do końca życia ustawiony. Ale była też czwarta książka – w minionym tygodniu agent Dunbara sprzedał ją za siedmiocyfrową kwotę, a publikację zaplanowano na kwiecień. O wiele za późno.

Chase rzucił na zatłoczoną salę zniecierpliwione spojrzenie. Sądząc z frekwencji, szum w mediach zadziałał, choć nie była to wierna publiczność aukcyjna. Zaproszenie dostali starannie wyselekcjonowani bogaci i sławni goście. Chase wypatrzył już polityka i celebrytę oraz aktora incognito, o którym mówiono, że jest zainteresowany prawami do nakręcenia filmu.

Dunbar, człowiek wyjątkowo dbający o prywatność, pewnie przewraca się teraz w grobie.

– Kto da więcej? – Prowadzący aukcję uniósł młotek.

Chase przez lata doprowadził do perfekcji obojętny i wyniosły wyraz twarzy, ale w duchu był bliski triumfalnego uśmiechu. Zdobędzie ten rękopis. Już to czuł.

– Pięćset dziesięć tysięcy. Dziękuję pani.

Przez salę przemknęło zbiorowe westchnienie, zagłuszając ciche przekleństwo Chase’a. Zacisnął palce na lizaku i uniósł rękę. Licytator skinął głową.

– Pięćset tysięcy dwieście.

Siedząca obok niego jaskrawo ubrana blondynka wreszcie podniosła wzrok znad telefonu.

– Wie pan, że za pół roku wydadzą tę książkę?

– Tak.

Kiedy Chase zamilkł, wzruszyła ramionami i przeniosła uwagę na swoją komórkę. Ponad głowami zebranych popłynął cichy pomruk, a zaraz potem…

– Pięć tysięcy trzysta.

O nie. Chase znów uniósł lizak i powiódł wzrokiem za spojrzeniem licytatora. Jego rywalka stała trzy rzędy dalej, plecami oparta o ścianę. Niewysoka, poważna, z ogromnymi oczami i gładko zaczesanymi do tyłu rudymi włosami. Chase dostrzegł to wszystko w ciągu kilku sekund, a potem stwierdził, że czarny kostium niekorzystnie podkreśla jej bladą cerę.

Gdy Chase mierzył ją wzrokiem, wyzywająco uniosła głowę. Widać było, że przywykła dostawać to, czego pragnie. Ni stąd, ni zowąd zalały go tysiące gorzkich wspomnień. No nie. Nie ma już szesnastu lat, a ona na pewno nie jest Panną Perfekcyjną.

Chryste, całe lata udało mu się nie myśleć o tamtych trzech draniach i ich złośliwych dziewczynach. Wyglądali idealnie, mieli doskonałe maniery i odsuwali od siebie wszystkich, którzy nie odpowiadali ich standardom. Przez tych cholernych Perfekcyjnych szkoła średnia była prawdziwym piekłem. Chase ledwie uszedł z życiem.

Spojrzał znów na kobietę, rozpoznając aroganckie uniesienie głowy. No tak, ona na wszystkich spogląda z góry. Osądza go i znajduje w nim braki. Nie jest jej wart. Weź się w garść, chłopie. Tysiąc razy pogrzebałeś tamto życie. Już nie jesteś bezbronnym chłopcem z niedoskonałej rodziny.

Mimo wszystko nie mógł oderwać od niej oczu. Tak mocno zacisnął zęby, aż poczuł ból. W końcu wrócił spojrzeniem do licytatora, a zaraz potem zawołał:

– Milion dolarów!

Dotychczas wyrażane półgłosem komentarze wybuchły jak tsunami. Chase z obojętną miną zerknął na rywalkę. Spróbuj mnie pokonać, księżniczko.

Kobieta zamrugała, wpatrując się w Chase’a z takim napięciem, że ściągnął brwi. Potem się odwróciła i patrząc na licytatora, pokręciła głową. Koniec.

Gdy Chase wstał i szedł między rzędami krzeseł zapełnionych przez gości, którzy gratulowali mu wygranej, czuł się jak zwycięzca.

– Gratuluję – powiedziała blondynka, idąc za nim. – Szczerze mówiąc, wolałabym na co innego wydać taką forsę.

Chase posłał jej uśmiech i po raz ostatni rozejrzał się po sali. Ruda kobieta zniknęła. Poszukał jej wzrokiem. Blondynka, druga blondynka, brunetka.

A, jest. Ruda rozmawiała z blondynką w kostiumie, a kiedy ta się odwróciła, Chase ją rozpoznał. Ann Richardson, ostatnio nękana kłopotami szefowa Waverly’s.

W minionych miesiącach czytał o Waverly’s więcej, niż miał ochotę. O skandalach, zaginionym złotym posążku, szaleństwie, które mogło stanowić treść bestsellerowej powieści sensacyjnej, ale nie życia. Czasami w głowie mu się nie mieściło, że obraca się w niemal tych samych kręgach. To Ann Richardson, charyzmatyczna kobieta z pasją, przez rzekomy romans z Daltonem Rothschildem sprawiła, że Waverly’s trafił do tabloidów.

Rothschild drażnił Chase’a. Owszem, miał mnóstwo uroku i był utalentowanym biznesmenem, ale Chase’owi nie podobało się, że tak bardzo się starał, by jego działalność charytatywna była nagłaśniana.

Chase przyjął jeszcze gratulacje od kilku osób i wrócił spojrzeniem do dwóch kobiet. Rozmawiały przyjaźnie, dłoń Ann spoczywała na ręce rudej. Potem pochyliły głowy, w pośpiechu wymieniły jakieś słowa, jednocześnie ukradkiem zerkając na boki, co mogło znaczyć, że mówią o prywatnych sprawach.

Chase wyjął telefon i pod pretekstem, że sprawdza połączenia, bacznie przyglądał się kobietom. Dla postronnego obserwatora ruda wyglądała nienagannie. Chase szukał jakichś niedociągnięć i wkrótce się ich dopatrzył. Lekko nadpruty szew na mankiecie, zagniecenia na marynarce. Rączki jej torebki nosiły lekkie ślady zużycia. Patrząc na nogi kobiety, chwilę się zawahał. Doceniał szczupłe łydki, lecz spuścił wzrok niżej. Kobieta miała buty na niewyobrażalnie wysokich obcasach, błyszczące i najwyraźniej drogie. Skądś je znał.

Tak, projektantka mody, z którą się spotykał, miała słabość do butów. Była właścicielką tego samego fasonu butów w pięciu różnych kolorach. Jeśli te są oryginalne, muszą mieć co najmniej trzy lata. Gdyby to były podróbki, rodziłoby to tylko więcej pytań.

Ruda przeniosła ciężar ciała na drugą nogę i skrzywiła się. Czyli nie przywykła do tak wysokich obcasów. A zatem, pomyślał Chase, nie miała też do wydania pół miliona. Wszystkie te drobne anomalie zrodziły podejrzenia. Chase był świadkiem zbyt wielu mętnych interesów, by pojąć, że coś tu nie gra.

Czy to przypadek? Wykluczone. Wszystko ma swą przyczynę, nic nie dzieje się z powodu kosmicznej karmy. Ta ruda miała jakiś cel. Jej wizerunek, powiązanie z Ann Richardson w połączeniu ze splamioną opinią tej ostatniej… Jeśli Ann Richardson uciekła się do wynajęcia osoby, która miała podbijać cenę, Chase jej nie odpuści.

Stracony, stracony. Obcasy butów Louboutina wystukiwały to słowo na lśniącej posadzce holu Waverly’s, po której Vanessa szła ze ściśniętym z żalu gardłem. Jej klęskę na krótko przesłoniło spotkanie z Ann Richardson, z którą jej siostra w college’u dzieliła pokój.

– Juliet będzie parę tygodni w Waszyngtonie – powiedziała Vanessa. – Zadzwoń do niej, umówimy się na lunch. To znaczy – poprawiła się, przypominając sobie ostatnie sensacyjne tytuły w prasie – jeśli nie jesteś zbyt zajęta.

Ann się uśmiechnęła.

– Zawsze jestem zajęta, ale chętnie wyrwę się na moment.

Przez kilka minut rozmawiały jeszcze o aukcji, a potem o rodzinie Vanessy, aż ta wspomniała, że musi jechać na lotnisko. Ann zaproponowała jej swój samochód z szoferem. Vanessa chciała odmówić, ale wiedziała, że będzie miała dzięki temu więcej prywatności, niż podróżując nowojorską taksówką.

Potrzebowała prywatności, by oddać się żalowi z powodu bolesnej porażki. Licytowała tak wysoko, jak mogła, lecz znaczny fundusz powierniczy babki nie wystarczył. Wybacz, Meme, westchnęła, zawiązując pasek płaszcza. Uznałabyś, że zwariowałam. Ale zawsze powtarzałaś, że rodzinne pamiątki to jeden z najcenniejszych darów, jaki możemy ofiarować swoim dzieciom. Tymczasem cały ten trud skończył się tylko bólem mięśni.

Już dawno nie musiała przybierać maski pokerzysty, ale człowiek tak łatwo nie zapomina. Odkąd skończyła pięć lat, wbijano jej to do głowy. A przez kolejne dwadzieścia dwa lata Vanessa zgodnie z tym żyła i to akceptowała. „Nazywasz się Partridge”, powtarzał jej ojciec. „Twoi przodkowie byli jedną z rodzin, które stworzyły wspaniałe miasto Waszyngton. Nie wolno ci okazywać słabości ani bezbronności i nigdy, ale to nigdy nie wolno ci skalać szlachetnego dziedzictwa przodków”.

Czując złość, chwyciła za klamkę. Cóż, skalała spuściznę przodków. Zamiast wybrać karierę prawnika, skończyła studia pedagogiczne. Porzuciła posadę w ekskluzywnej prywatnej szkole Winchester Prep, którą załatwił jej ojciec, a na domiar złego zaszła w ciążę, nie wychodząc za mąż. W oczach wielkiego Allena Partridge’a to było większe przestępstwo niż praca w przedszkolu Bright Stars. Dopóki mieszkała pod jego dachem, czuła pogardę i rozczarowanie ojca, aż wreszcie zdecydowała się na przeprowadzkę.

– Przepraszam. – Męska dłoń zamknęła drzwi.

– Co pan…? – Odwróciła się gwałtownie i urwała, spojrzawszy w pełne złości niebieskie oczy. Ładna twarz, pomyślała. Nie, chwileczkę. To jest Pan Milion Dolarów, który wylicytował coś, co powinno do niej należeć. – Co pan robi?

Mężczyzna emanował wrogością, trzymał się prosto, a na jego przystojnej twarzy malowała się chłodna arogancja. Miał opaloną skórę i klasyczne rysy. Artystyczna dusza Vanessy doceniała ten widok.

– Kim pani jest? – warknął.

Vanessa zamrugała. Czar prysł.

– Nie pański interes. A kim pan jest?

– Kimś, kto może pani uprzykrzyć życie. Skąd pani zna Ann Richardson?

Vanessa założyła torebkę na ramię.

– To też nie pańska sprawa. Wybaczy pan.

Mężczyzna ani drgnął. Vanessa uniosła protekcjonalnie brwi, po czym powoli splotła na piersi ramiona.

– Mam wezwać ochronę?

– Och, proszę bardzo. Pani opowieść na pewno ich zainteresuje.

Zakłopotanie Vanessy zastąpił cień niepokoju.

– Nie wiem, kim pan jest ani co ja…

– Niech mi pani nie wciska kitu. Świetnie wiem, co pani robiła. Pytanie, czy sama się pani przyzna? – zapytał zimnym stalowym głosem.

– Przyzna się? – spytała cicho.

– Tak. Jestem pewien, że kilku dziennikarzy chętnie napisze o tej historii.

Szok na moment pozbawił ją głosu. Skąd on może to wiedzieć? Uniosła rękę i zacisnęła palce na wełnianym kołnierzyku. A jednak, kiedy mężczyzna tak stał najeżony i gotowy do walki, do głowy Vanessy wpadła pewna myśl, odsuwając na bok jej złość i strach. Jak to mawiał ojciec? „Dopóki nie ma niezbitego dowodu, do niczego się nie przyznawaj”. Adwokat w rodzinie się przydaje.

Z mocnym postanowieniem opuściła zaciśniętą dłoń.

– A co to za historia? – zapytała spokojnie.

Jego pomruk niedowierzania diabelnie ją rozzłościł.

– Sztucznie podbijała pani cenę.

– Co? – Vanessa zamrugała.

– Jest pani podstawioną osobą, która licytuje przeciw uczciwym licytującym, żeby podnieść cenę.

– Stracił pan rozum. – Głośno wypuściła powietrze.

– Zaprzecza pani, że zna Ann Richardson?

– Oczywiście, że znam. Podczas studiów była współlokatorką mojej siostry – odparła.

Mężczyzna spojrzał przenikliwie.

– Jasne. – Omiótł ją wzrokiem, nie ukrywając niechęci.

Vanessa znów poczuła cień niepokoju.

– To prawda, łatwo to sprawdzić.

– Oczywiście.

– Proszę posłuchać, panie…?

– Chase Harrington.

– Panie Harrington. Wygrał pan aukcję, jest pan właścicielem cennego rękopisu ostatniej książki D.B. Dunbara – głos mało jej się nie załamał, ale brnęła dalej – więc niech pan już idzie, zapłaci Waverly’s i cieszy się wygraną. A teraz proszę wybaczyć.

– Więc czemu licytowała pani książkę Dunbara?

Zaczęła szukać w torebce ciemnych okularów.

– A czemu chcieli ją kupić wszyscy inni?

– Pytam panią.

Na pozór obojętnie wzruszyła ramionami i włożyła na nos okulary.

– Nienawidzę czekać. Zwłaszcza na D.B. Dunbara.

Chase skrzyżował ramiona ze sceptyczną miną.

– Pół roku nie mogła pani czekać.

– Zgadza się.

– Nonsens.

Stres minionych lat, pełna napięcia aukcja, tęsknota za dziećmi i szaleństwo Nowego Jorku zrobiły swoje, powoli wyprowadzając ją z równowagi. A teraz na dodatek ten arogant. Miała dość.

Poczuła rumieńce na policzkach i jeszcze bardziej się wyprostowała. Przesunęła okulary na czoło i uniosła głowę, mierząc go wyniosłym spojrzeniem.

– Wie pan co? Przyłapał mnie pan. Chce pan wiedzieć, kim jestem? – Gdy się do niego zbliżyła, przez twarz Chase’a przemknęło zdumienie. – Byłam potajemną dziewczyną Dunbara. Zostawił mnie z niczym, więc licytowałam rękopis, żeby odczekać parę miesięcy, a potem, jak wyjdzie książka, z zyskiem go opchnąć. I jak to brzmi? Prawdopodobnie?

Palcem wskazującym podkreślała każde słowo, aż wreszcie urwała, zatrzymując palec niespełna dwa centymetry od jego piersi. Chase miał bystre niebieskie oczy w odcieniu spotykanym wyłącznie u gwiazd filmowych. Vanessie przywodziły na myśl poranek po pierwszych opadach śniegu w Kolorado. Pewnie nosi szkła kontaktowe. Całym sobą krzyczał: Jestem bogaty i wszystko mi wolno! Co za tym idzie, był próżnym egoistą.

Gdy Vanessa skończyła mówić i oparła ręce na biodrach, wzrok mężczyzny zatrzymał się na jej wargach. Nagle jej złość wyparowała, czuła tylko bliskość Chase’a i związane z tą bliskością nieskończone możliwości, na które czekała niecierpliwie. W głowie jej się zakręciło.

Chase nie mógł nie zauważyć, jak szeroko otworzyła oczy. Niewinne zielone oczy, powiedziałby, gdyby nie fakt, że przez ostatnie dwadzieścia sekund krzyczała jak szalona. Boże, a jakie miała usta! Kobieta z takimi ustami nie może być niewinna. Zaczerpnął powietrza, potem szybko je wypuścił, gdy sobie uświadomił, że poczuł zapach… trochę wanilii z czymś pudrowym, znajomym, a równocześnie trudnym do nazwania.

Pachniała zachwycająco, a to go tylko irytowało, bo ostatnia rzecz, jakiej potrzebował, to by wzbudziła w nim pożądanie. Nie może do tego dopuścić.

– Panna Partridge? – odezwał się jakiś głos.

Vanessa i Chase jednocześnie się odwrócili. Za nimi stał mężczyzna w uniformie, z czapką pod pachą.

– Tak. – Vanessa uniosła głowę i brwi.

– Panna Richardson kazała przekazać, że samochód czeka. Dokąd mam panią zawieźć?

Vanessa obrzuciła Chase’a wyniosłym spojrzeniem.

– Lotnisko JFK, dziękuję – odrzekła, odwróciła się na pięcie i poszła za szoferem długim korytarzem.

Miała wielkopański styl. Chase obserwował jej kołyszące się biodra opięte czarną wąską spódnicą, jej pewne kroki na wysokich obcasach. Ten arogancki, lecz hipnotyczny chód mówił, że Vanessa świetnie wie, na co on patrzy. Założyłby się o tysiąc dolarów, że na ślicznej buzi ma szeroki uśmiech.

Gapił się na jej pośladki, aż zniknęła mu z oczu.

Nie stwierdziła, że jest niewinna, nie odpowiedziała na jego pytania. Ale znał już jej nazwisko – Partridge.

Tytuł oryginału: A Precious Inheritance

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2012

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2012 by Harlequin Books S.A.

© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2014

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone.

Wyłącznym właścicielem nazwy i znaku firmowego wydawnictwa Harlequin jest Harlequin Enterprises Limited. Nazwa i znak firmowy nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Harlequin Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-0933-5

GR – 1047

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com