Finisz. Grzechy krwi - Magdalena Winnicka - ebook

Finisz. Grzechy krwi ebook

Winnicka Magdalena

4,8

Opis

Kiedy koniec niespodziewanie okazuje się początkiem…

Wracamy do opowieści w chwili, w której zakończyła się w poprzednim tomie. Choćby nie wiadomo jak się starać, trudno sobie wyobrazić bardziej napiętą sytuację… Jesper właśnie poznał nazwisko ojca dziecka Filomeny. Sprawa nie wygląda dobrze.

Kiedy zadzierasz z potężną mafijną rodziną, musisz liczyć się z konsekwencjami. Śmierć jest najbardziej oczywistą z nich, ale może cię spotkać coś znacznie bardziej zaskakującego. Na przykład to, że przestaniesz być sobą i staniesz się kimś zupełnie innym…

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 418

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,8 (88 ocen)
77
8
1
2
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
goska171084

Nie oderwiesz się od lektury

Cudowna ❤️❤️❤️każde słowo czytałam w pełnym skupieniu 😁znając siebie to pewnie przeczytam ją jeszcze kilka razy 🙈ciężko mi stwierdzić, która z części to mój numer jeden, wszystkie są świetne 😘czekam z niecierpliwością na kolejne części 😘😘😘
20
Bozenka2022

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam Bożenka 2022 .
00
Kijano46

Nie oderwiesz się od lektury

Niesamowita Jak cala seria…
00
Korteress55

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam serdecznie ♥️♥️♥️. Grzechy krwi to wspaniała historia. Trzyma w napięciu i wyzwala wiele emocji. Czyta się szybko i nie można się oderwać od lektury. Wszystkie 4 tomy są na najwyższym poziomie.
00
LadyPok

Nie oderwiesz się od lektury

Petarda jak wcześniejsze czesci. Az żal że to koniec serii. Polecam
00

Popularność




Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redakcja: Beata Kostrzewska

Redaktor prowadzący: Grażyna Muszyńska

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowki

Korekta: Aleksandra Zok-Smoła, Renata Jaśtak

Zdjęcia na okładce:

© Daniele Cruciani/Shutterstock

© Billy333/Shutterstock

© by Magdalena Winnicka

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2023

ISBN 978-83-287-2350-4

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2023

–fragment–

Prolog

KOSTA

Właśnie skończyłem rozmawiać z Jesperem przez telefon. Był na bankiecie, gdzie przed chwilą odkrył szokującą prawdę. Wiedziałem, że w Europie szykowało się coś dużego i zamierzałem wesprzeć syna, mając świadomość, że będzie to ostatnia rzecz, jaką zrobię…

Moje dobre dni były policzone. Z trudem dawałem radę utrzymać wyprostowaną sylwetkę. Przy bliskich jednak wychodziłem ze skóry, by nie pokazać po sobie, jak jest źle. Grałem miną, która nie wyrażała absolutnie niczego. Taką zwykłem mieć przez większość życia. Dodatkowo ratowałem się garniturami. Kryłem pod nimi ciało, którego sam nie rozpoznawałem w lustrze. Niewiarygodne, jak szybko znikały moje mięśnie.

– Tato… – Za drzwiami rozległ się cichy głos Laili. Nie miała pojęcia, że w ogóle chorowałem. Olaf i Amiya także, ale ich, w przeciwieństwie do ciężarnej córki, zamierzałem dzisiaj poinformować.

– Wejdź – powiedziałem, dopiero gdy poprawiłem marynarkę i położyłem laptopa na kolanach. Drzwi skrzypnęły, ale nie posłałem spojrzenia w ich stronę, udawałem zainteresowanie ekranem.

– Dlaczego znów ogoliłeś głowę? – Laila nie kryła faktu, że nie pasowała mi ta fryzura.

– Uwierz mi, to jest lepsze niż odrastająca szczecina – skłamałem. Niestety nie było mi dane zobaczyć nowych włosów.

– Musisz po prostu przetrzymać kilkanaście dni.

– Innym razem. Mam dzisiaj ważne spotkanie.

– Codziennie masz ważne spotkania – zauważyła. Gdyby tylko wiedziała, że wcale tak nie jest. Z reguły po prostu spałem za ścianą. Nic jej teraz nie odpowiedziałem. Mówienie sprawiało mi trudność i wywoływało ból. Wcisnąłem kilka klawiszy, a kiedy dostałem napadu kaszlu, udałem, że to reakcja na coś, co akurat przeczytałem.

– Kurwa… – sapnąłem po ataku, by dodać sobie wiarygodności. Przekląłem przy Laili może kilka razy w życiu. Nienawidziłem wulgaryzmów, a już szczególnie z ust kobiet. To dlatego dziewczyna teraz nawet nie zarejestrowała kaszlu. Była ciekawa, co takiego wywołało unikatowe „kurwa”, ale nie zamierzałem niczego wymyślać. – Skarbie, zdradź, z czym przychodzisz – przeszedłem do sedna.

– To nic ważnego, rozumiem, że jesteś zajęty.

– Owszem, ale nie ma niczego ważniejszego od ciebie – zapewniłem, pozwalając jej mówić.

– Byłbyś bardziej wiarygodny, gdybyś przeklął z mojego powodu – zażartowała.

– Zdradź staremu, co gryzie jego małą córeczkę – poprosiłem łagodnie. – Do kurwy nędzy – dodałem, spełniając prośbę.

Zaskakiwałem samego siebie. Leki robiły ze mnie kogoś innego. Nienawidziłem tego, że nie miałem kontroli, a już samo to, że nie panowałem nad własnymi słowami i reakcjami, okazało się naprawdę trudne, bo całe życie niemal trzymałem świat w garści. To, co się ze mną działo, sprawiało, że pogodziłem się z faktem, iż przyszedł już mój czas. Nie chciałem egzystować w takiej słabości. Nie podobało mi się to, nie umiałem tak i byłem już bardzo zmęczony. Wciąż jednak nie czułem się gotowy na ostateczność w postaci śmierci. Pragnąłem zobaczyć zwycięstwo Jespera, usłyszeć jego przysięgę ślubną, dotknąć syna Laili, odprowadzić Amę do ołtarza, przy którym czekałby na nią Olaf. I przede wszystkim marzyłem, by znaleźć jakikolwiek ratunek dla mojej kruszynki. Jesper miał Filomenę, Amiya Olafa, Laila syna w brzuchu. Wiedziałem, że Alicja zostanie zupełnie sama, nawet jeśli dzieci nie odstąpią jej na krok. To będzie dla niej najgorszy rodzaj samotności.

– Kocham cię, tato. – Laila spuściła wzrok, w jej oczach zdążyłem dostrzec łzy. Chciała opuścić pokój, ale nie pozwoliłem na to. Wstałem, próbując zdusić w trzewiach jęk, który wyrywał się z moich ust. Złapałem drobny nadgarstek i pociągnąłem dziewczynę, by zamknąć w ojcowskim uścisku.

– Co się dzieje, Laila? Dobrze się czujesz?

– Lepiej niż ty – stwierdziła, sugerując, że czegoś się domyśla. Nie zamierzałem jednak zdejmować maski. Liczyłem, że jakimś cholernie wielkim cudem dociągnę te trzy miesiące do jej rozwiązania. Albo chociaż dwa. Cesarka miesiąc przed terminem była lepsza niż taki stres w szóstym miesiącu.

– Ja dam radę, a ty?

– Co ci jest?

– To tylko Jesper. Ten chłopak wie, jak wyjąć z moich ust słowa… uznania. – Próbowałem sklecić jakieś wyjaśnienie, jednocześnie musiałem opuścić ramiona.

To było takie przykre – zawsze silny mężczyzna nie mógł przytulać własnej córki. Potrzebowałem natychmiast się położyć.

– Muszę mu pomóc, Laila. Wracamy dzisiaj do Europy – palnąłem, chcąc ją zszokować na tyle, by nie zauważyła mojego stanu.

– Dzisiaj? – pisnęła. – Co zrobił?

– Dopiero zrobi, zawołaj, proszę, mamę, ale najpierw powiedz mi, z czym przyszłaś.

– Z niczym, chciałam tylko cię zobaczyć. – Wiedziałem, że kłamała, i miałem ochotę płakać, bo nie znalazłem już w sobie siły nawet na to, by odprowadzić ją wzrokiem do drzwi. Opadłem na materac, niszcząc przy tym laptopa. Mimo to nie wyjąłem go spod pleców.

– Kochanie? – Wiecznie wystraszony głos żony dobiegł mnie, gdy byłem już jedną nogą we śnie.

– J już wie. Przetrzeb F. Pilnuj ich przez dwie h, potem mnie obudź – wymamrotałem polecenia. Poczułem ulgę, gdy Ala wyjęła spode mnie zgnieciony komputer, a potem ogromny żal, gdy wtuliła się w moje niemal martwe ciało. Ramiona nie należały do mnie, nie mogłem więc jej objąć.

Rozdział 1

FILOMENA

Bankiet trwał w najlepsze, gdy pojawił się wielki znak zapytania odnośnie do mojej przyszłości. Siedziałam z tatą przy bogato zastawionym stole. Cały czas coś mówił, ale zupełnie nie zwracałam uwagi na znaczenie słów. Myślałam tylko o tym, że Jesper właśnie poznał nazwisko biologicznego ojca mojego dziec­ka. Wciąż i wciąż na nowo odtwarzałam jego reakcję. Ta informacja go przerosła, pokusiłabym się wręcz o stwierdzenie, że zmiażdżyła. Szybko opuścił salę w obstawie swoich ludzi. Nie miałam z nim żadnego kontaktu od dwudziestu minut. Nie wiedziałam, czy wyszedł z hotelu na dobre, czy jedynie zaszył się gdzieś, żeby odreagować targające nim emocje.

Próbowałam trzymać pion i nie pokazywać po sobie zdenerwowania, ale z każdą chwilą okazywało się to coraz trudniejsze. Nie mogłam pogadać z Brandonem, szefem mojej ochrony, bo nie był wtajemniczony w sprawy związane z moją przeszłością.

Powtarzałam sobie w myślach obietnicę, którą złożyłam ukochanemu kilka dni temu. Przygotował mnie na to, że może się wściec, gdy w końcu pozna to jedno nazwisko. Polecił wtedy, żebym wówczas nie panikowała. Starałam się wierzyć w to, że zostawił mnie tu samą tylko na chwilę, a nie na zawsze. Ale chwila trwała już za długo. Nie byłam w stanie znieść bezczynności. Nie bałam się Jespera, za to śmiertelnie przerażała mnie myśl, że mogłabym go utracić. Nie istniała opcja, bym pozwoliła mu odejść. Rozkochał mnie w sobie na zabój, nie zamierzałam już żyć bez niego.

Wychyliłam kieliszek szampana i wstałam.

– Dokąd idziesz?! – Ojciec zerwał się za mną. Szczerze martwił się faktem, że polował na mnie portugalski zabójca i najwyraźniej zamierzał mnie pilnować. Miło, że się w końcu zreflektował, ale i tak go zignorowałam. W głowie miałam tylko związek z Jesperem. Jeśli postawił na mnie krzyżyk… to już nie żyłam. Portugalski zabójca mógłby się wtedy okazać wybawieniem.

– Do łazienki – skłamałam, ruszając szybkim krokiem w kierunku wyjścia z sali.

– Odprowadzę cię i poczekam – oznajmił tata stanowczo. Kątem oka widziałam, jak z bocznych wejść zaczęli wynurzać się ochroniarze. To chyba oni byli powodem, że przestałam wreszcie czuć oddech ojca za plecami.

Rozejrzałam się po zatłoczonym lobby i już wiedziałam, gdzie iść. W korytarzu za szklanymi drzwiami zauważyłam znajome twarze. Ekipa Jespera obstawiała jakiś pokój. To chyba oczywiste, kto w nim był. Minęłam łazienki…

– Wróć na salę, Filomeno! Tirona jest zajęty. – W pluskwie, którą miałam w uchu, rozbrzmiał głos Brandona. Zignorowałam go. – Filomena, Tirona jest zajęty – powtórzył. – Nie można mu teraz przeszkadzać. Obiecuję, że zaraz się czegoś dowiem. Wróć na salę – warczał w panice.

Nikt jednak mnie nie zatrzymywał.

– Nie – sprzeciwiłam się krótko. Wyjęłam z ucha pluskwę, bo Brandon nie przestawał odwodzić mnie od tego pomysłu. Po chwili w podobne zdenerwowanie wprawiłam ludzi odpowiedzialnych za bezpośrednią ochronę mojego mężczyzny. Gdy tylko mnie ujrzeli, zagrodzili sobą drogę. Któryś zapukał głośno do pokoju.

– NIE PRZESZKADZAĆ! – ryknął Jesper.

Bingo. Mam cię, skarbie.

Musiałam tylko jakoś się przemknąć obok goryli i otworzyć drzwi.

– Proszę zatem o zgodę na zatrzymanie Filomeny siłą – zażądał któryś facet. Zszokował mnie. Miałam ochotę obić mu szczękę za te słowa, ale tak naprawdę bardziej chciałam usłyszeć odpowiedź Jespera.

– Nie zezwalam! – wrzasnął. – Nikt nie ma prawa jej dotykać.

Usta drgnęły mi w uśmiechu. Od razu ruszyłam, ale nie przebiłam się przez blokadę – panowie jakby zmienili się w głazy.

– Wpuść mnie! – wydarłam się.

Po chwili usłyszałam cudowny dźwięk zwalnianego zamka. Ochroniarze natychmiast się rozstąpili, przepuszczając mnie. Niepewnie zajrzałam do środka. Jesper stał już na drugim końcu pomieszczenia. Patrzył przez okno, a jego szerokie plecy opinała jedynie biała koszula. Marynarka leżała na łóżku, obok kilku telefonów i tabletu.

– Nic nie mów. Zdejmij naszyjnik, wyjmij pluskwę i zostaw je na zewnątrz – polecił cicho, nie posyłając mi nawet szybkiego spojrzenia.

Nie miałam pojęcia, na czym stałam, ale bez wahania zrobiłam, co chciał. Sięgnęłam do torebki i podałam pluskwę pierwszemu lepszemu mężczyźnie, który następnie pomógł mi z rozpięciem biżuterii, będącej jednocześnie podsłuchem. Trzęsły mi się dłonie. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Trzask drzwi wydawał się zakończeniem jakiegoś etapu w moim życiu. Wszystko się zatrzymało, w ustach mi zaschło, a w uszach słyszałam dudnienie własnego pulsu.

– Jesteś sama? – dopytał Jesper.

Oprzytomniałam. Oderwałam nogi od dywanu.

– Tak – szepnęłam, podchodząc szybko. Nim jednak zdążyłam dojść do mężczyzny, ten opadł ciężko na łóżko, odsłaniając przede mną swoje oblicze. Serce boleśnie zatłukło mi się w piersi. Wyglądał… jak nie on. Miał przekrwione oczy i plamy na twarzy. To niemożliwe, żeby płakał… W jego przypadku bardziej prawdopodobne było nadużycie jakiejś substancji. Tylko dlaczego? – Kochanie? – wymamrotałam, wchodząc powoli na materac. Jesper wbił we mnie umęczone spojrzenie, a następnie westchnął i uniósł ramię w zapraszającym geście. Ułożyłam się obok i wtuliłam w niego tuż przy szyi. Prawdziwą ulgę poczułam, kiedy odwzajemnił uścisk i pocałował mnie w głowę. Cokolwiek spowodował Kevin, nie wpłynęło to na naszą miłość. – Powiedz coś – poprosiłam, przerywając nieznośną ciszę. Poczułam, że Jesper się spiął.

– Nie przeżyję, jeśli on umrze – wycedził przez zęby. – Nie dam rady. – Głos mu się załamał.

O mój Boże… Pękło mi serce… On się tu chował, bo pewnie znów rozmawiał z Kostą, kiedy poznał nazwisko mojego eks. Było mu ciężko, potrzebował chwili dla siebie, a ja mu jej nie dałam. Całe szczęście, bo chciałam wspierać Jespera, a nie zostawiać samemu sobie. Przytuliłam go mocniej, choć byłam jak sparaliżowana. Nie umiałam go pocieszyć, stan Kosty był naprawdę zły. Z całej siły zaciskałam każdy mięsień w ciele, żeby tylko nie wpaść w rozpacz. Nie potrafiłam nic powiedzieć, bo wtedy tama by puściła. Trzy razy otwierałam usta, ale nie wypłynął z nich żaden dźwięk. Nie istniały słowa, które przynios­łyby ulgę, dlatego mogłam jedynie z nim być…

– Kazał mi obiecać, że… – Urwał, gdy głos znów go zawiódł. – Ja pierdolę!!! – wrzasnął i zerwał się nagle. Przysiadł na brzegu materaca i oparł łokcie na kolanach. Natychmiast objęłam go od tyłu.

– Wiesz, że możesz się przy mnie załamać – bardziej stwierdziłam, niż zapytałam. Chciałam zapewnić Jespera, że zupełnie nie straci w moich oczach, jeśli nie powstrzyma łez. Owszem, był bezwzględną postacią w mafijnym świecie, ale z drugiej strony wciąż pozostawał tylko człowiekiem. Urodził się jak każdy i umrze jak każdy. Miał w sobie większe pokłady ciepłych uczuć niż niejeden święty. Cierpiał. Pragnęłam być dla niego osobą, przy której mógł pozwalać sobie na ściągnięcie maski twardziela. Sama przy nim odsłaniałam się mimo­wolnie.

– Wiem – sapnął, po czym wziął kilka głębokich wdechów, jakby chciał stłumić emocje. – Ale jeszcze nie teraz – dodał po chwili, potwierdzając tym samym moje spostrzeżenie. – Musimy poważnie porozmawiać, mała…

Zaniepokoił mnie tym. Nie pohamowałam głośnego przełknięcia śliny.

– Porozmawiajmy – szepnęłam. Jesper wysunął ramię i zgarnął moje. Ułożył mnie bokiem na swoich kolanach i natychmiast odnalazł mój wzrok.

– Nie mogę udawać kogoś, kim nie jestem, przez całą dobę i przed wszystkimi. Muszę mieć przy sobie osobę, która nie pozwoli mi zapomnieć, co jest prawdą, i dopilnuje, żebym nie stał się psychopatą. Nie masz pojęcia, jak bardzo cię potrzebuję… – Łzy napłynęły do moich oczu. – Chcę, żebyś to ty była tą osobą, Filomeno – wyznał. – Odkryłem się przed tobą dawno temu. Na pewno zdajesz sobie sprawę, że w moim świecie nie ma miejsca na niepewność. Dopuściłem cię do siebie nie z przypadku. Kiedy podjąłem taką decyzję, byłem już pewny, że chcę cię na poważnie i na zawsze. Cały czas – doprecyzował. – Pozwoliłem ci ujrzeć prawdziwego mnie, takiego, jakiego inni nigdy nie zobaczą. Znasz mnie. Nikogo przy tobie nie udaję.

Tym razem nie utrzymałam emocji na wodzy. Pojedyncze krople spłynęły mi po policzkach. Jesper schwycił je ustami, nie szczędząc mi przy tym delikatnych pocałunków.

– Związek ze mną wiąże się z nieograniczonymi możliwościami, ale i z wieloma wyrzeczeniami. To życie w ciągłym zagrożeniu. Czyhające niebezpieczeństwa zmuszają do bycia ostrożnym na każdym kroku. Wiem, że wszystko dzieje się szybko, ale od teraz będzie jeszcze szybciej i intensywniej. Przykro mi, że zmuszam cię do podjęcia ostatecznych decyzji, ale nie mam wyjścia. Powiedz, że zniesiesz ze mną wszystkie nieprzyjemności, powiedz, że ufasz mi na sto procent, powiedz, że nigdy we mnie nie zwątpisz… – prosił.

Nie chciałam płakać, ale on mówił do mnie w sposób, który kruszył wszelkie mury, jakie przez lata stworzył mój umysł. Ten pozornie bezwzględny mężczyzna miał większe serce niż ktokolwiek inny na świecie. I należało ono do mnie. To mnie rozwalało w równym stopniu, co budowało. Oba te procesy sprawiały, że byłam szczęśliwa. Nie potrafiłam jednak uzewnętrzniać się tak, jak Jesper. Naprawdę chciałam, ale nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie miał kto nauczyć mnie czułości. Raczkowałam w tym temacie.

– Masz moje pełne zaufanie, Jesper. Jestem nieodwracalnie twoja – zapewniłam. Chciałam objąć jego kark, ale pochwycił moją dłoń. Pocałował jej przegub, a następnie splótł nasze palce.

– Pamiętaj o tym za jakiś czas – poprosił z wyraźnie słyszalną w głosie desperacją. Poczułam ją też w jego uścisku. Nieprzyjemny impuls momentalnie rozpanoszył się w moim ciele.

– Dlaczego? Co… – Nie wiedziałam, jak sformułować pytanie, bo nie miałam pojęcia, o co mu chodziło. – Kocham cię, Jesper, i nic tego nie zmieni. Po prostu mi powiedz to, co wiesz, a ja nie…

– Tak zrobię. Nie zamierzam cię okłamywać, powiem wszystko. Daj mi tylko chwilę, żeby pomyśleć, bo nie wiem, od czego zacząć.

– Zapewnij mnie chociaż, że sobie z tym poradzimy – poprosiłam. – Chcę znać szczegóły, ale mogę poczekać. Potrzebuję jedynie zapewnienia, że to nie naruszy naszego związku.

– Wszystko zależy od ciebie. Doszło do tego, że możesz spełnić swoje marzenie sprzed kilku miesięcy i zniszczyć mnie z łatwością.

– O czym ty mówisz, Jesper? Mieliśmy rozmawiać szczerze – przypomniałam. – Nie chcę się teraz z tobą droczyć. Dobrze wiesz, że tamta Filomena już nie istnieje, a ta, która weszła na jej miejsce, skoczyłaby za tobą w ogień.

Usatysfakcjonowałam go swoim wyznaniem, bo kąciki jego ust się podniosły.

– W takim razie poradzimy sobie ze wszystkim – zapewnił w końcu. Tym razem to ja się uśmiechnęłam. Teraz mogłam czekać… – Jeśli jesteś gotowa rozpętać ze mną wojnę, to ja też jestem.

– Jestem gotowa.

– Wiesz, kim jest William Evans? – zapytał. Chodziło o ojca Kevina.

– Psem. – Celowo użyłam pogardliwego określenia. Wiedziałam, że to pewna niedogodność, że kiedyś ulokowałam swoje uczucia po drugiej stronie barykady. Teraz jednak obiema stopami tkwiłam w nielegalnym świecie i to tu chciałam być.

– Najwyżej postawionym psem w Wielkiej Brytanii. Siedzi też w ambasadzie – doprecyzował. Chyba już wiedziałam, o co mu chodzi…

– Nie był nim wtedy. Nie miał też pojęcia, że jego syn się ze mną spotykał. Nikt nie wiedział – zapewniłam. – To bardzo nik­łe i zardzewiałe powiązania z policją. Nikt się o nich nie dowie.

– Filomena… – Jesper westchnął ciężko i odłożył mnie na materac. Sam wstał i podszedł do okna. Widziałam, jak mocno zaciskał pięści. – Nawet kiedy nie znałem nazwiska, wiedziałem, że… – Urwał i potarł kark. – Od samego początku byłem niemal pewny, że go nie zabiłem.

– Mamy to już przepracowane, Jesper – przerwałam mu. – Wygląda na to, że jestem beznadziejna jako człowiek, bo zupełnie nie mam ci już tego za złe. Pewnie powinnam się wstydzić, ale nie mam przed kim, bo zależy mi tylko na tobie, a przy tobie mogę być sobą. Nie pojmujesz, jaką czuję ulgę, że jestem z dala od zakłamanego świata. Mogę głośno powiedzieć, że nie rusza mnie czyjaś śmierć, i nikt nie patrzy na mnie jak na psychopatkę.

– Nie zrozumiałaś mnie, maleńka – szepnął Jesper, odwracając się do mnie przodem. Ukląkł i chwycił moje dłonie. – Ja… Nie zabiłem go.

Zszokował mnie. Nie spodziewałam się po nim takiego kłamstwa. Szczególnie że patrzył mi prosto w oczy. Wyglądał i brzmiał tak szczerze, że automatycznie podałam w wątpliwość wszystkie jego wcześniejsze słowa. Skrzywiłam się. Naprawdę nie wiedziałam, co zrobić. Właśnie straciłam do niego całe zaufanie.

– Powiedz coś… – poprosił łagodnie.

Co on odwalał? Dlaczego wszystko niszczył?

– Nie wiem co – przyznałam, śledząc niewinną minę Jespera. Próbowałam zgadnąć, o co mogło mu chodzić, i przyszło mi do głowy tylko jedno rozwiązanie. – Jeśli chciałeś, żeby mi ulżyło, to tak nie jest. Nie mogę kochać cię już bardziej. Jest mi bez różnicy, kto go zabił, ale wiem, że ty to zrobiłeś. Wszyscy wiedzą, łącznie z twoją siostrą, która przeczytała informacje na ten temat w komputerze Kosty – przypomniałam. – Nie okłamuj mnie, naprawdę nie ma to dla mnie znaczenia.

– Skarbie… Znów źle mnie zrozumiałaś. – Zamknął oczy i pokręcił głową, a gdy na powrót uchylił powieki, nabrał głośno powietrza, jakby w końcu przygotowywał się na wyznanie jakiejś prawdy. – Zabiłem ponad ośmiuset ludzi – zdradził. Zatkało mnie. Nie spodziewałam się takiej informacji. – Dbam o poufność, dlatego od początku wiedziałem, że nie miałaś racji, o kimkolwiek byś nie mówiła. Niełatwo dowiedzieć się, kogo zabiłem. Nie ma takiej możliwości, żeby cały gangsterski świat wiedział, kto jest mordercą syna Williama, a sam William nie. Rozumiesz?

– Ale właśnie tak jest – poirytowałam się. To było faktycznie dziwne, że Evans nie pomścił syna. Pozwalał Tironie panoszyć się po Anglii, jakby ten był nietykalny.

– Śmierć Kevina Evansa z mojej ręki, za sprawą wbitego w wątrobę noża z odległości dwunastu metrów, zbudowała moją postać w środowisku. Zostałem wówczas dwudziestolatkiem, którego bali się starzy wyjadacze. Dzięki tej akcji zyskałem zajebiście duży autorytet w kręgach… Ale to tylko kontrolowana plotka, Filomena. Kontrolowana przez Kostę i Williama. Rozumiesz?

– Nie – wymamrotałam.

– Oficjalnie zabiłem Kevina Evansa, a wersję nieoficjalną zna tylko kilka osób. Między innymi Kosta, William, moja mama, ja, on i… teraz jeszcze… ty…

Rozdział 2

JESPER

– Powiedz coś – spróbowałem przywołać Filomenę do żywych.

Od kilku dobrych chwil gapiła się na mnie szeroko otwartymi oczami i ani drgnęła. Rozumiałem jej szok, każdy by zrozumiał. Postanowiłem, że nie będę miał przed nią tajemnic, tak jak miało to miejsce z Amiyą. Filomena stanowiła jej przeciwieństwo. Chciałem, żebyśmy tworzyli związek partnerski. Marzyło mi się to, dlatego rozmawiałem z nią otwarcie. Może jednak nie była na tyle silna, żeby to udźwignąć? Może powinienem był zrobić to jakoś łagodniej albo wcale?

– Skarbie? – Ostrożnie wyciągnąłem rękę do jej policzka. Zabolało mnie, gdy się wzdrygnęła. Nie wiedziałem, co zrobiłem źle. To znaczy miałem na sumieniu tysiące działań, uznawanych w społeczeństwie za przewinienia, ale powszechnie wiadomo, że do świętych nie należałem. W tej sprawie chyba jednak nie do końca byłem czarnym charakterem… – Wolałabyś, żebym ci nie powiedział? – zadałem pierwsze pytanie z serii.

Nie zamierzałem się kłócić, pozostawiać niedopowiedzenia, chciałem mieć jasną sytuację i zdrową relację. To, o czym rozmawialiśmy, wydarzyło się dziesięć lat temu. Filomena musiała to zrozumieć. Nie znałem jej wtedy, nie mogłem zapobiec pewnym rzeczom. Gorzej, że ja nie byłem w stanie jej zrozumieć ani też przewidzieć, co postanowi, kiedy dowie się reszty, a przede wszystkim co zrobi, kiedy naprawdę zabiję Kevina.

– On… Czy… Dlaczego… – mamrotała, nie mogąc dokończyć żadnego zdania.

– Masz dużo pytań, odpowiem na wszystkie, jeśli będę znał odpowiedź, a jak nie, to się dowiem – zapewniłem, robiąc drugie podejście, by ją dotknąć. Powoli wyciągnąłem dłoń, a Filomena szybko złapała ją oburącz.

– Chcę wiedzieć, jak umarł – wyrzuciła z siebie stanowczo, patrząc mi podejrzliwie w oczy, a jednocześnie miażdżyła moją dłoń. Chyba znów nie wyraziłem się całkiem jasno… Potrzebowała wyraźnego potwierdzenia.

– On żyje – oświadczyłem powoli, bacznie przyglądając się Filomenie. Brwi podjechały jej naprawdę wysoko, dolna warga opadła, dłonie straciły kontakt z moją skórą, ale pozwoliła mi znów je pochwycić.

– Ży-je – powtórzyła, oblizując usta. – Kevin Evans ży-je. Kevin Evans, syn Williama, żyje. Czy tylko ja słyszę, jak absurdalnie to brzmi? – Mięśnie jej twarzy jakby zwiotczały. Powiodła wzrokiem po pokoju i zatrzymała go na mnie. Usta ułożyły się jej w dzióbek, a za chwilę w wąską linię. Zrobiła całą masę różnych min, ostatecznie pozostawiając tę podejrzliwą. – Wkręcasz mnie – stwierdziła i parsknęła śmiechem. – Zaraz mi wyjedziesz z tekstem, że został wampirem albo innym zombie? – Nie przestawała się nerwowo śmiać.

– Dasz radę usłyszeć więcej? – Zignorowałem jej drwiny. Umilkła i przybrała grobową minę.

– Dam radę, Jesper – zapewniła ostrzej, niż było potrzeba. – Nie jestem małym dzieckiem, któremu ktoś ukradł misia. Tkwię tylko w pierdolonym szoku, największym, jaki jest możliwy. Chcę wiedzieć wszystko. Chcę wiedzieć, gdzie on… – Urwała, robiąc wielkie oczy. – O kurwa! On tu jest! – odgadła. – Skurwysyn tu jest, zobaczyłeś go i cię olśniło! – połączyła kropki, a potem zerwała się na nogi.

Wprawiła mnie tym w takie osłupienie, że dogoniłem ją dopiero przy drzwiach.

– A ty dokąd? – Przykleiłem się do jej pleców i złapałem rękę, która zawisła nad klamką. Na zewnątrz słychać było rozmowy. Powinienem włączyć jakąś muzykę, żeby mieć pewność, że nikt nas nie podsłucha.

– Powszechnie wiadomo, że nie można umrzeć dwa razy – warknęła Filomena. – Zapierdolę go więc. Tutaj. Przy wszystkich. Na środku. Gołymi rękoma. Zapierdolę jak ka-ra-lu-cha. Poderżnę mu gardło, uduszę bułką… – nie przestawała mówić.

Oszalała mi dziewczyna. Nie zwracała uwagi na to, że ją uniosłem i zawróciłem w stronę łóżka. Jak w amoku opowiadała, co jeszcze zrobi: szybki nokaut, wbity w nerkę obcas, wydłubanie oczu, kopnięcie w krocze… Wymieniała różne możliwości i musiałem przyznać, że miała wyobraźnię stworzoną do życia u mojego boku. Usiadłem. Trzymałem ją na kolanach, obejmowałem mocno i słuchałem. Chciało mi się śmiać, ale z drugiej strony nieco się zmartwiłem, bo Filomena nie przestawała, brutalne fantazje zdawały się nie mieć końca. Zacząłem gładzić jej ramiona, całując jednocześnie nagie plecy (dekolt jej sukienki sięgał pośladków). Chyba odeszła od zmysłów, bo nie wyglądało na to, by zauważała ten dotyk czy w ogóle zarejestrowała moją obecność. Sięgnąłem po telefon, żeby odblokować linię. Spodziewałem się masy połączeń…

– Jesper?! – Filomena zerknęła nagle przez ramię. Nie byłem pewny, czy się ocknęła i sprawdzała, kto ją obejmuje, czy cały czas miała tego świadomość.

– Tak?

– Mógłbyś mnie pilnować? – szepnęła, dysząc. – Zabierz mnie stąd, bo nie jestem poczytalna – dodała. Przekręciłem ją na swoich kolanach i przygarnąłem do klaty. Skuliła się i wtuliła we mnie, jakby chciała się schować, więc z przyjemnością dałem jej schronienie. Oddychała głośno i ciężko, a serce biło jej nad wyraz mocno.

– Zawsze będę cię pilnować, kruszynko – zapewniłem, sunąc dłonią po jej ramieniu.

Siedzieliśmy tak kilka chwil, aż rozdzwonił się mój telefon.

– Mamo, wszystko gra? Mogę oddzwonić później?

– Muszę wiedzieć, co postanowiłeś.

– Jeszcze nie jestem pewny, dopiero rozmawiam z Filomeną.

– Domyślam się, że jest w szoku, spróbuj się wstrzymać parę dni.

– Nie mam paru dni. – Żałowałem, że tak było. Miałem na głowie zbyt wiele dużych spraw.

– Ona ich potrzebuje – nalegała.

– To się okaże. Pogadamy później.

– Dobrze. Obiecaj, że jeśli pójdziecie dzisiaj na całość, to na jutro zaplanujesz wyjazd z kraju.

– Odpada, jutro mam spotkanie z informatorem – przypomniałem, ignorując pukanie do hotelowych drzwi.

– To wzmocnij ochronę. Wiesz, że rzucą się na nią.

– Wiem, nie martw się.

– Dobrze już. Po prostu daj znać. – Pożegnaliśmy się, odłożyłem telefon i zatrzymałem rękę, którą gładziłem ramię Filomeny. Powoli odsunąłem kobietę od siebie, żeby spojrzeć jej w oczy.

– Już mi lepiej – odezwała się.

– Nie musisz kłamać. Wiem, że zmiotłem cię tą informacją. Nie udawaj przy mnie.

– Nie. Jest w porządku, naprawdę.

Zszokowała mnie.

– Nie potrzebuję paru dni. – Nawiązała chyba do słów mamy, nie spodziewałem się, że dosłyszała rozmowę. – Możemy iść na całość i oficjalnie ogłosić nasz związek. Chcę tylko wiedzieć, dlaczego mi to zrobiłeś…

– Dlaczego ci powiedziałem?

– Nie. Dlaczego mi NIE powiedziałeś, że byłeś niemal pewny, że go nie zabiłeś? Rozumiem, że na początku specjalnie wyprowadzałeś mnie z równowagi, powtarzając w kółko, że go zamordowałeś. Ale potem… Dlaczego pozwoliłeś mi myśleć, że jesteś bezwzględnym, okrutnym mordercą? – wyrzuciła z żalem. W ostatniej chwili zapanowałem nad sobą, żeby nie roześmiać się jej w twarz.

– Skarbie… Z bardzo prostego powodu… Ja… jestem bezwzględnym i okrutnym mordercą.

– Oj, wiesz, o co mi chodzi.

– Chciałem, żebyś pokochała mnie mimo tego, że go zabiłem – odpowiedziałem na jej pytanie.

– Brzmi jak wyzwanie z wysoko postawioną poprzeczką. Rozkochać w sobie potencjalnie niemożliwy obiekt – zauważyła całkiem trafnie.

– Myślę, że to już nieistotne, jakie pobudki mną kierowały. Nigdy nie wątp w moje uczucia do ciebie – poprosiłem.

– Wytłumacz mi więc, dlaczego ja mam nie wątpić w ciebie, skoro ty z taką łatwością zwątpiłeś we mnie.

– O czym ty mówisz?

– Zaprzecz, że pomyślałeś, iż zostawię cię dla skurwiela, który brutalnie puścił kantem mnie i dziecko – zażądała.

– Oczywiście, że zaprzeczam – przyznałem jej w ten sposób rację. – Wydawało mi się tylko, że mogłoby przejść ci przez myśl zostawienie mnie dla kogoś, kto wcale nie puścił cię kantem – wyjawiłem kolejny fragment historii.

– Chcesz mi powiedzieć, że…

– Poczekaj moment – przerwałem jej. Potrzebowałem chwili, żeby się uspokoić. Byłem wkurwiony. Przez ostatnie miesiące liczyłem, że kimkolwiek jest eks Filomeny, został zabity przez kogoś innego niż ja. Tymczasem sprawa miała się zupełnie inaczej. Najbezpieczniej byłoby jej nałgać, ale postawiłem na szczerość i nie zamierzałem się cofnąć. Musiałem jedynie odroczyć to chociaż o kilka sekund. Ochrona pukała do drzwi już trzykrotnie, więc stanowiła doskonałą wymówkę.

– Sprawdzę sytuację. – Pocałowałem dziewczynę w usta i przesunąłem jej pośladki na łóżko. Potem wstałem i chwyciłem tablet. Odblokowałem go i podałem Filomenie. – Przeczytaj to – poleciłem i odszedłem do lustra, żeby doprowadzić się do ładu przed otwarciem drzwi. Po chwili omiotłem wzrokiem ekipę. Było sześciu ludzi, a zatem dziesięciu kręciło się jeszcze w pozostałej części hotelu.

– Mamy Nastyńskiego w pokoju obok. Musieliśmy go zakneblować, bo darł się, żeby oddać jego córkę – poinformował lider i podał mi plik wizytówek, które przekazywali różni goście bankietu. – Lista osób, które pytały o możliwość rozmowy, jest na mailu ze szczegółowymi danymi.

– Przyprowadź Nastyńskiego za piętnaście minut. Upewnij się, że nie ma podsłuchów…

Nim wróciłem do Filomeny, wydałem jeszcze kilka dyspozycji. Kiedy stanąłem przy niej, wciąż wodziła wzrokiem po ekranie tabletu.

– Czytasz oficjalną informację. Została napisana przez Kostę i Williama zaraz po rzekomej śmierci Kevina, a następnie puszczona w obieg, by szerzyć plotki. To właśnie ją widziała Laila na komputerze ojca. Nieoficjalnej wersji nie ma w żadnych archiwach. Obiecałem, że cię nie okłamię, dlatego będę z tobą brutalnie szczery, Filomena. Brutalnie dla siebie, bo prawda jest taka, że Kevin nigdy nie chciał cię porzucić… Wspominałaś, że mieliście wyjechać właśnie w tamtym dniu. On…

– Jesper… – przerwała mi, odkładając urządzenie. Stanęła przede mną i ujęła w dłonie moją twarz. Miała lodowatą skórę i drżała. Automatycznie objąłem ją w talii. Nie wiedziałem, kiedy stała się dla mnie całym światem, miałem nadzieję, że za chwilę mi go nie roztrzaska. Nie umiałbym dać jej odejść… – Nawet, jeśli on jest czysty jak łza i wcale mnie nie porzucił… Nawet jeśli to on był poszkodowany, a ty winny… Cokolwiek się wydarzyło, nie ma to dla mnie znaczenia. Naturalnie, chcę poznać każdy szczegół, ale najpierw pragnę ci powiedzieć, może dość nieskładnie, bo wylewność nie jest moją mocną stroną… W każdym razie chcę cię zapewnić, że dalej pamiętam, że jestem niezaprzeczalnie twoja i nic tego nie zmieni, więc przestań się denerwować.

Uszczęśliwiła mnie tym. Tak jak powiedziałem Koście, byłem pewny uczuć Filomeny, a jednak uspokoiłem się dopiero, słysząc takie wyznanie z jej ust.

– Oczywiście mówię to nieoficjalnie, bo oficjalnie strasznie cię nie lubię, Tirona. – Uszczypnęła mnie w bok i pocałowała. Nie spodziewałem się, że tak szybko okiełzna emocje i zacznie żartować. Amiya w tym przypadku potrzebowałaby z pół roku. Ale Filomena to Filomena. Silna kobieta, której miejsce jest u mojego boku. Chciałem to ogłosić światu, sformalizować i… pójść na całość, jak to powiedziała mama.

– Oczywiście! – Zaśmiałem się, podrywając swoją wymarzoną kobietę z podłogi. – Lepiej, żebyś była pewna tego, co powiedziałaś, bo nigdy cię nie wypuszczę. – Zamknąłem ją w mocnym uścisku i schowałem twarz w jej włosach. – Kocham cię jak pojebany, moja kruszynko.

– To wyrzuć już ten szajs z siebie i miejmy to z głowy.

– Skoro nie ma to dla ciebie znaczenia, to resztę opowiem ci później. – Opuściłem ją na nogi i spojrzałem na zegarek. – Zaraz zawita tu twój ojciec. Pomyślałem, że może chciałabyś sama zaoferować mu pomoc – zaproponowałem, wyjmując z kieszeni wizytówki. Zacząłem je przeglądać.

– Mam mu dać zniżkę w twoim imieniu?

– Nie. Po tym, co sobie dopiero co powiedzieliśmy, nie ma już ciebie i mnie. Jesteśmy my. Wyjdziemy dzisiaj razem na salę, a potem nic już nie będzie takie jak dawniej. Chcę, żebyś pokazała ojcu swoją pozycję.

– Chcesz, żebym wywyższyła się, szczyciła tym, że jestem kobietą słynnego Tirony? – zapytała wprost, zabierając z moich rąk jeden kartonik. Zacisnęła szczęki na widok odbitych ust jakiejś laski, która zostawiła mi swój numer.

– Taki jest fakt, Filomena. Jeśli masz problem z tym, żeby poużywać sobie mojego nazwiska, to faktycznie… masz problem. I to potężny. Z automatu zyskasz w środowisku szacunek i autorytet jako moja kobieta. I… przez jakiś czas, raczej dłuższy, tak będą cię postrzegać. Moja mama siedzi w biznesie na równi z ojcem, a dla większości dalej jest żoną Kostandina Tirony, a nie Alicją. Tak po prostu jest, że kobiety mają trudniej w tej branży.

– Mhm – potwierdziła, że usłyszała. Zamyśliła się, rozdzierając wizytówkę. – Jeszcze rok temu dałabym sobie wyciąć nerkę, gdybym potem mogła odstawić przed ojcem taką szopkę. Zgubiłam jednak gdzieś tę próżność albo po prostu przestałam go nienawidzić.

– Możliwe nawet, że trochę go kochasz? Bardzo się o ciebie martwi – zauważyłem.

– Możliwe – przyznała, zabierając ode mnie pozostałe wi­zytówki. Urocze było to, jak swobodnie się przy tym czuła. Była zaborcza i nawet tego nie kryła. – Kurwa, Tirona. Ile ich jest? Tylko czekają na twoje skinienie, żeby paść przed tobą na kolana. – Podstawiła mi przed nos kartonik od kolejnej kandydatki. Nie dojrzałem treści odręcznego dopisku.

– To mam niefart, skoro od wielu miesięcy kiwam do takiej, która jakoś nie chce paść przede mną na kolana.

– I nigdy tego nie zrobi. – Przewróciła oczami. Wyrwałem jej wizytówkę i zamiast podrzeć, wsadziłem do swojej kieszeni.

– To w takim razie… zostawię to sobie na czarną godzinę! – Zaśmiałem się z jej oburzonej miny.

– Oddaj. – Wystawiła dłoń.

– Powiedz, że kłamałaś – droczyłem się.

– Ja? – Wskazała na siebie palcem. – Na kolanach? – Spojrzała w dół. – Przed tobą? – Dźgnęła mnie w klatę. – Z fiutem w ustach? – upewniła się, jednocześnie lubieżnie oblizując wargi.

– Mhm – potwierdziłem.

– Kłamałam – przyznała od niechcenia, wracając do przeglądania kolejnych wizytówek. – A teraz podrzyj propozycję od tej dziwki, zanim zmienię zdanie – dodała, zerkając na mnie ze zmarszczonymi brwiami.

I jak ja miałbym nie kochać tej jej ekspresji? Rozwalała mnie…

– Kto by pomyślał, że życie może zmienić się o sto osiemdziesiąt stopni, co? – zauważyłem, niszcząc kawałek papieru, na który nie spojrzałbym, nawet gdybym nie był zakochany jak wariat.

– Założę się, że ty tak pomyślałeś. – Podarła kolejny świstek z propozycją seksu.

– Zatrzymałem nawet nagrania, na których mówisz, jak mnie nienawidzisz. Pomyślałem wtedy, że pewnie będziesz chciała je zobaczyć, gdy będziesz mnie ujeżdżać – parsknąłem śmiechem.

– Nie zapominaj, chłopaku, że jestem dziewczyną Tirony. Mogę te nagrania usunąć. – Pokazała mi język.

– A przy czym Tirona będzie się zadowalał, jak jego dziewczyna poleci do Polski? – oburzyłem się.

– Kiedy?! – połknęła haczyk.

– Może jutro rano? – zaproponowałem. – Oczywiście z ochroną – dodałem szybko, żeby miała tego pełną świadomość. To była jedna z niedogodności, które niósł za sobą związek ze mną. Takie coś jak zwykłe wyjście do sklepu nie istniało. Żywiłem nadzieję, że Filomena, tak jak ja, nie potrzebowała zwykłych wyjść do sklepu. Bo już do końca życia będzie otaczać się ochroną.

– A ty?

– Maniery nie pozwalają mi się wpraszać…

– Maniery? Od kiedy znasz to słowo? – zakpiła, unosząc ironicznie brew. – Pamiętasz jeszcze, że spaliłeś mi dom?

– Jak przez mgłę. – Zamknąłem oczy i uchyliłem nieznacznie jedną powiekę. Kiedy go paliłem, nie podejrzewałem jeszcze, że zakocham się w Filomenie.

– Raczej przez dym – podsunęła trafnie.

– Nie gniewaj się, ale nie podobał mi się. Mały, słaba lokalizacja, kiepska konstrukcja.

– Wziąłeś chociaż kasę spod podłogi?

– Wziąłem. To tylko pieniądze. Nie były niczemu winne, szkoda było je spalić – zażartowałem.

– Miałam tam więcej rzeczy, które też było szkoda spalić.

– Na przykład?

– Na przykład… – Urwała, myśląc intensywnie.

Prawda jednak wyglądała tak, że nie miała niczego, czego nie można by kupić ponownie. Żadnych zdjęć, dokumentów, nawet komputera. Wciąż nie wiedziałem, gdzie go schowała. Telefon, z którego korzystała podczas gali, nie zawierał interesujących połączeń. Domyślałem się, że posiadała jeszcze jedną nieruchomość i sprzęty na cudze nazwisko. Była ostrożna i zaimponowała mi tym.

– No nic, dzięki, że pozbyłeś się wszystkiego, skoro nie miało żadnej wartości – zadrwiła.

– Dla ciebie wszystko, kochanie. – Zagryzłem wargę i przyciągnąłem Filomenę do siebie. – Wiesz już, dlaczego nie pozbyłem się ciebie? – mruknąłem jej do ucha. – Od początku stanowiłaś dla mnie największą wartość – dodałem, sunąc językiem po cienkiej skórze na jej szyi. – Nawet jeśli sam nie zdawałem so­bie jeszcze z tego sprawy. Zdominowałaś mnie, mała. Moje ego nie było na to gotowe. Frustracja przyćmiła mózg i teraz nie mogę sobie wybaczyć tego, jaki koszmar ci zgotowałem. Obiecuję próbować wynagradzać ci wszystko każdego dnia.

– Chciałam powiedzieć, że się nie gniewam, ale wizja Tirony na smyczy jest zbyt kusząca.

– Poużywaj sobie, bo potem zwiążę cię tą smyczą i doprowadzę do tylu orgazmów, że… – Pukanie do drzwi przerwało naszą grę wstępną. – Twój ojciec… – Oboje jednocześnie wydaliśmy z siebie dźwięk sugerujący irytację.

Poprawiłem fiuta, włożyłem marynarkę i poszedłem otworzyć. Zobaczyłem Nastyńskiego z ustami zaklejonymi srebrną taśmą. Zaprosiłem go do środka i zamknąłem za nim, a następnie rozwiązałem mu ręce. Nie zdążyłem nawet odkleić taśmy, a już agresywnie złapał za poły mojej marynarki. Kątem oka zauważyłem, jak Filomena zerwała się na równe nogi. Uniosłem do niej dłoń w uspokajającym geście.

– Następnym razem amputuję ci obie ręce przy samych pachach – poinformowałem i mocno stuknąłem kostkami w przeguby mężczyzny. Ten trik jest szalenie bolesny i gwarantuje, że przeciwnik mimowolnie zluzuje pięści. Tak też się stało. Chwyciłem taśmę i wreszcie uwolniłem jego usta. Nie mściłem się przy tym nadmiernie.

– Nic ci nie zrobił? – wydyszał Nastyński do Filomeny, masując jednocześnie brodę.

– „Nic” to nie jest trafne słowo – odparła.

– Co jej zrobiłeś?!!! Kurwa. Puść ją, Tirona. Możesz uczynić ze mną, co chcesz, ale jej odpuść.

– Oferujesz mi starego trepa w zamian za piękną kobietę? – zapytałem, nie dowierzając.

– Po prostu powiedz, czego chcesz – warknął wściekle. – Dam ci wszystko.

– Mam wszystko, czego chcę – zapewniłem z uśmiechem. – A Filomeny nie puszczę nigdy. – Postanowiłem przez chwilę zabawić się jego kosztem. Zrobiłem to w dobrej wierze, chciałem trochę mu pomóc zyskać uznanie córki. Chciałem, żeby mogła poczuć, że ma kochającego tatę, dlatego prowokowałem go do walki o nią.

– Oddam ci swoje szlaki przemytnicze, kurierów, klientów i wszystkie inne kontakty. Będziesz miał na wyłączność moich Hiszpanów i Portugalczyków. – Podał konkretną propozycję i tym samym stanął na wysokości zadania.

Spojrzałem na Filomenę. Nie okazywała zupełnie żadnych emocji. Możliwe, że nie zdawała sobie sprawy z wielkości przedsięwzięcia. Dla mnie było to niczym, z łatwością mogłem zdobyć te wszystkie informacje, ale nie chciałem się tym zajmować. Właśnie od tego miałem Nastyńskiego. Dla niego jednak stanowiło to dorobek całego życia.

– Jesteś gotowy na poświęcenie wszystkiego dla córki – podkreśliłem. – Myślisz, że jest tego warta?

– Kurwa, Tirona. Dobrze wiesz, że składam ci propozycję nie do odrzucenia. Skończ swoje gierki. Bierz, co ci daję, i się pożegnajmy.

– Filomena jest dla mnie warta nieco więcej – dalej się z nim droczyłem, a także z nią.

– Jak mi jej nie oddasz, to nie tylko nie zarobisz na mojej ofercie. Stracisz wszystko, bo przejdę do…

– Wystarczy – uciąłem, nie pozwalając mu na dokończenie groźby. Nie chciałem się na niego wkurwić, w końcu był moim przyszłym teściem… – Usiądź. – Wskazałem krzesła przy stoliku kawowym.

– Zgadzasz się czy nie?

– Mamy dla ciebie z Filomeną nowe warunki. – Podszedłem do kobiety i sugestywnie zacisnąłem dłoń na jej talii. – Powiedz tacie, że wcale nie chcesz, żebym cię puszczał.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Wydawnictwo Akurat

imprint MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz