Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
15 osób interesuje się tą książką
Zabójczyni na usługach tyrana.
Mężczyzna, który miał ją złamać.
Tajemnica, która może zniszczyć ich oboje.
Eira była dzieckiem wojny, zanim stała się Szkarłatnym Cieniem – najgroźniejszą infuzycką zabójczynią w Cortessie. Każdy rozkaz wykonywała bez wahania, bo tylko to gwarantowało bezpieczeństwo jej brata. Jeden błąd sprawił, że straciła łaskę władcy i trafiła pod władzę człowieka, którego od zawsze się obawiała.
Vren da Morta, książęcy Egzekutor, to żywa legenda: milczący, nieprzenikniony i śmiertelnie niebezpieczny. Miał nauczyć Eirę posłuszeństwa, zrobić z niej jeszcze doskonalszą broń. Ale gdy zostali zmuszeni działać razem, stało się coś, czego żadne z nich nie przewidziało.
W świecie intryg, krwi i złudzeń dwoje wrogów musi zdecydować, czy są tylko narzędziami w cudzych rękach… czy wreszcie odważą się zawalczyć o własny los.
Nowelka z Kolekcji romantasy Inanny
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 143
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Egzekutor z Cortessy
Maria Zdybska
Wydawnictwo Inanna
Rozdział 1
Copyright
📖 Informacja o wersji demo
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Strona 10
Eira wstrzymywała oddech, czując nadciągającą kolejną falę bólu emanującego z tatuażu na jej piersi. Potężna infuzycka magia, którą był nasączony, wysyłała coraz bardziej natarczywe ostrzeżenia nieomylnie zwiastujące rychłe nadejście jej właścicielki.
Znała ten ból. Znała go zbyt dobrze, żeby mieć choćby cień wątpliwości. Maestra była coraz bliżej, a Eirze nieubłaganie kończył się czas.
– Tym razem mi się uda – obiecała sobie solennie na przekór narastającej panice.
Serce dudniło jej jak wojenne bębny, kiedy przywarła do nadgryzionego solą i wiatrem muru i w napięciu wpatrywała się w pokład opasłego kupieckiego statku, cumującego właśnie w porcie. Trwający ostatnie dwa dni sztorm opóźnił większość regularnych kursów z Delniru, ale teraz morze wydawało się spokojniejsze, a niebo na horyzoncie przecierało się obiecującym błękitem. To mógł być właściwy statek. To mogła być ich upragniona szansa na wolność. Musiała tylko znaleźć jakiś sposób, żeby przemycić siebie i Astera pod pokład, a jeśli to miało okazać się niemożliwe, wykupić, wynegocjować albo wymusić przeprawę. Gdzieś, gdziekolwiek… Byle dalej od Maestry, byle dalej od Eldairs.
Zaplotła palce na szkarłatnym pasku, który Aster dał jej na szczęście, kiedy wyruszyła na poszukiwania wybawienia. Materiał zaczął już blaknąć, a zwęglone końce strzępiły się brzydko nierównym grzebieniem, ale ona nie dostrzegała w nim żadnych niedoskonałości. To był jej skarb. Jedyny symbol tego nieuchwytnego miejsca, który ludzie nazywali domem. Jedyny namacalny fragment przeszłości brutalnie przerwanej wojną, która rozerwała Imperium Larneńskie na krwawiące do dziś strzępy. Materialny dowód tego, że ona i Aster nie zawsze byli niewolnikami, nie zawsze byli sierotami. Kiedyś, tak dawno, że wydawało się to bajką, mieli prawdziwą kochającą rodzinę. Tylko tyle zostało z ulubionej przepaski ich matki, po tym jak kobieta spłonęła żywcem na skutek ataku ventaryjskich legionów śmierci. Po ojcu nie zachowało się zupełnie nic.
Nie miało większego znaczenia, dokąd pożeglują. Infuzyckie zaklęcia stopniowo traciły moc wraz ze wzrostem odległości naznaczonego nimi obiektu od Zaklinacza. Eira chętnie udałaby się więc w nieznane, z radością wypłynęłaby na nieodkryte oceany, ochoczo poznałaby obce wybrzeża, jeśli to oznaczałoby szansę na wolność. Zwłaszcza teraz, kiedy pościg zdawał się tak blisko, nie stać jej było na wybrzydzanie. Każdy kierunek wiodący poza port w Delnirze mógł uratować im życie. Każdy statek obiecywał ocalenie.
Wzięła głęboki oddech, poprawiła pasek ściągający w talii jej zbyt obszerną podniszczoną tunikę i wyciągnęła z podręcznej sakwy dwie niepozorne monety infuzowane magią. Nie były wiele warte, ale ich cierpliwe nasączanie odpowiednim zaklęciem miało sprawić, że zwykły człowiek nie tylko uzna je za złoto, lecz także będzie bardziej spolegliwy podczas negocjacji. Obróciła w palcach pociemniałe krążki. Cała jej nadzieja na ocalenie tkwiła w tych dwóch żałosnych kawałkach metalu, nad którymi ostatnie trzy miesiące pracowała w ukryciu przed Maestrą Emoren.
Kupiecki statek przybił do nabrzeża. Wzburzona ruchem czarna portowa woda nadal jeszcze oblizywała zachłannie jego wydęte burty, kiedy Eira ruszyła pospiesznie krętą brukowaną uliczką ze śmierdzącej rybami dzielnicy poławiaczy, a potem śliskimi schodami w dół, ku schowanej pod kłębami mgły redzie.
Oddech przyspieszał jej z każdym stopniem, po części z powodu szaleńczego tempa, a po części ze strachu przed kolejną porażką. Kiedy zostawiała rano Astera w ich tymczasowym schronieniu, trawiąca go gorączka była tak wysoka, że z trudem wymamrotał do niej słowa pożegnania. Nie mogli dłużej zwlekać.
Strome schody wyprowadziły ją na niewielki owalny placyk, który popołudniami wypełniały obwoźne stragany z przygotowywanymi na miejscu lokalnymi rybnymi specjałami. Teraz zupełnie pusty, nie licząc leniwie przechadzających się portowych kotów, błyszczał porannym słońcem odbijającym się w kałużach wczorajszego deszczu. Eira przemierzała go pospiesznie najkrótszą drogą, nie bacząc na rozbryzgującą się pod jej wysłużonymi butami wodę wymieszaną z rybim szlamem, a kiedy dotarła do ozdobnej kamiennej bramy oddzielającą placyk i dzielnicę rybacką od właściwego nabrzeża krzyknęła zatrzymana gwałtownym szarpnięciem.
– Co my tu mamy? – szeptał jej wprost do ucha niski, chropowaty głos, a potężne ramię oplotło ją mocno w talii, podczas gdy dłoń zacisnęła się na jej gardle.
Krew zaszumiała jej w uszach, oddech zmienił się w spanikowane dyszenie.
– Zostaw mnie! – krzyknęła przerażona, czym spłoszyła kilka mew po drugiej stronie bramy, ale poza nimi i kotami na rybackim placyku nie widziała wokół nikogo, kto mógłby jej pomóc.
Mężczyzna przysunął ją bliżej siebie, tak że jej plecy oparły się o jego tors. W jej nozdrza natychmiast uderzył smród alkoholu wymieszany z potem. Napastnik wygiął jej szyję do tyłu, a kiedy zmuszona tym ruchem odchyliła głowę, przytknął nos do jej skóry i zaciągnął się łapczywie jej zapachem.
– Wyczuwam apetyczną młodą magię… – wymamrotał niewyraźnie. Każde słowo oddzielały obrzydliwe pociągnięcia nosem. Jego eldari naznaczony był obcym akcentem, którego Eira nie potrafiła rozpoznać. – Skoncentrowaną, rzadką i niezwykle obiecującą – kontynuował, nie przestając jej wąchać. – Ach… Zaklinaczka… – ocenił triumfalnym tonem. – Młoda krew, stara moc. Tyle wspaniałego potencjału w tak mizernym ciele. Cóż za marnotrawstwo.
Powoli pogładził jej gardło, a potem zacisnął palce. Długie paznokcie boleśnie wbiły się w skórę.
– Puść! – załkała Eira.
W odpowiedzi przesuwał swoje szpony tylko dalej, brutalnie kalecząc jej szyję.
– Powiedz, czego tu szukasz, mała, przebiegła Infuzytko – dociekał, tuląc ją do siebie. – No dalej, mów szczerze, może zdołam ci jakoś pomóc.
Eira szarpnęła się, ale udało jej się wyswobodzić tylko jedno ramię.
– Nie chcę twojej pomocy – oznajmiła gniewnie.
– Nie? – Napastnik zaśmiał się cicho, paskudnie. – Jesteś pewna? To może w takim razie od razu przekażę cię twoim przyjaciołom? – Złapał ją za kark i przekręcił głowę w kierunku, z którego nadbiegła.
Po drugiej stronie placyku stało dwóch ludzi w płaszczach straży Maestry Emoren. Eira przełknęła z trudem. Nie sądziła, że są już w mieście. Nie miała też pojęcia, że ktoś ją obserwował i rozpracował na tyle dobrze, żeby wiedzieć, przed kim ucieka. Przeklęła w duchu. Powinna być ostrożniejsza.
– Zdaje się, że to właśnie ciebie szukają – wysyczał napastnik z ustami tak blisko jej ucha, że poczuła obrzydliwą wilgoć na małżowinie. – I są bardzo, ale to bardzo zmotywowani. Ciekawe, ile byliby w stanie za ciebie zapłacić, póki oddychasz, bo martwa Infuzytka nie jest nikomu potrzebna, prawda? – zarechotał.
Dłoń z karku przesunął wyżej i chwycił garść splątanych jasnych włosów, po czym szarpnął ją tak mocno, że kolana się pod nią ugięły. Zasyczała przeciągle z bólu.
– Komu uciekłaś, dziewczynko? – zapytał, potrząsając nią ze złością.
Fizycznie nie miała z nim najmniejszych szans. W wieku ledwie czternastu lat była wysoka i chuda, a cały jej potencjał w walce ograniczał się do zajadłości sieroty głodującej w wojennym obozie. Aster, choć całe dwa lata młodszy, był zwinniejszy, ale i bardziej przezorny. Przypomniała sobie o niewielkim ostrzu przemyconym przez niego z Teremiru. Ostrzu, które jak właśnie sobie uzmysłowiła, tkwiło bezpiecznie ukryte w jej bucie.
Załkała, udając spazmy, po czym się skuliła i wykorzystała chwilowe rozluźnienie agresora, żeby sięgnąć po broń. Udało jej się chwycić niepozorną rękojeść i ukryć w dłoni, zanim mężczyzna popchnął ją na ścianę i przycisnął do zimnego muru.
– Nie tak prędko… – ostrzegł, a w jego głosie zagrało coś mrocznego. – Zachowuj się grzecznie, to nie będzie bolało. Za kogoś z twoim talentem mogę dostać naprawdę przyzwoitą sumę.
– Nie jestem na sprzedaż – wydyszała z ustami wykrzywionymi z bólu pod wpływem jego nacisku.
Poczuła dziki ogień kiełkujący w sercu. Już raz ją kupiono, już raz trafiła do niewoli. Nie po to znosiła lata służby u swojej sadystycznej Maestry, żeby teraz wpaść w podobne sidła.
– Wszystko jest na sprzedaż – poprawił ją mężczyzna, po czym boleśnie wykręcił jej ramię. – A magia w szczególności, bo w całej tej przeklętej Larnie nie ma niczego cenniejszego. Szara Kohorta nieustannie szuka takich jak ty. Dość już mają pospolitych Tkaczy i tych niezrównoważonych Liminarzy. Za Infuzytkę mogę wynegocjować naprawdę porządną zapłatę.
Roześmiał się, nerwowo i nienaturalnie, zamiast rozbawienia emanował narastającym szaleństwem. Wtedy Eira poczuła, że jego nacisk odrobinę zelżał, a jej ciało zareagowało, jeszcze zanim świadomie podjęła decyzję. Wykorzystała ten moment, żeby sięgnąć po nóż i obrócić się twarzą do napastnika.
– Puść mnie wolno, a ocalisz życie. – Przytknęła ostrze do jego gardła.
Nóż był niewielki, żałosny wręcz, ale wystarczający, żeby przeciąć najważniejszą tętnicę, nawet jeśli jej ręka drżała.
Mężczyzna wydął pogardliwie wargi.
– Ooo, grozisz mi, dziewczynko? – zadrwił i bez trudu odepchnął jej dłoń, zrobił to bardziej z obrzydzeniem niż ze strachem. – Gorący temperament? – Rozciągnął ciemne usta w złowieszczym uśmiechu, aż ukazał zniszczone zęby. – To lubię. I wiesz co? Zmieniłem zdanie. Może zanim cię sprzedam tamtym, jeszcze sam się z tobą zabawię.
Boleśnie wykręcił jej nadgarstek, przez co syknęła i upuściła ostrze, które potoczyło się z brzękiem po bruku. To była jej ostatnia linia obrony. Zostały tylko siła mięśni i zwinność ciała, ale napastnik był duży i brutalny, a ona – wyczerpana i słaba. Niemal bez wysiłku okręcił ją i rzucił na ścianę tak mocno, że straciła oddech. Z rozciętego łuku brwiowego popłynęła gorąca krew. Eira otworzyła usta, jednak wargi przykleiły się tylko do wilgotnej ściany, a zanim zebrała myśli, poczuła na plecach szarpnięcie i usłyszała dźwięk rozdzieranego materiału. Jej stara tunika zwisała w talii żałosnymi strzępami jak połamane skrzydła morskiego ptaka, a napastnik powoli przeciągnął szponiastymi paznokciami po jej obnażonej skórze. Zadrżała.
– Proszę… – wyjąkała, nienawidząc siebie za łzy bezsilności, których nie zdołała powstrzymać. – Proszę, nie…
Zacisnęła powieki, kiedy obrzydliwy dotyk powrócił, a mężczyzna chwycił jej łokieć i przycisnął jeszcze mocniej do ściany. Teraz była już całkowicie unieruchomiona. Mały nożyk znikł w ciemności bramy. Zostało jej tylko błaganie o litość.
– Zostaw – usłyszała stanowczy męski głos, dochodzący gdzieś z boku, od strony portowego nabrzeża.
Zastanowiło ją, że jeszcze chwilę temu nikogo tam nie dostrzegła i że mimo okoliczności właściciel głosu nie wydawał się ani odrobinę zaalarmowany.
Jej napastnik w odpowiedzi parsknął szyderczym śmiechem.
– Wynoś się stąd, panisko, to nie twoja dziewka i nie twoja sprawa – rzucił z pogardą w kierunku obcego.
Eira, z twarzą wciąż wciśniętą w ścianę, nie mogła zaobserwować jego reakcji, ale miała wrażenie, że ciemność w bramie jakby zgęstniała, a rosnące napięcie skoncentrowało się w pulsującej nerwowym rytmem czerni. Powietrze nasyciło się śmiercionośną energią jak wzbierająca na horyzoncie gwałtowna burza. Kimkolwiek był ten człowiek, niósł za sobą niebezpieczeństwo i moc… Potężną, nieokiełznaną moc, która podnosiła dziewczynie włoski na karku i przyspieszała i tak już galopujący puls.
– Zostaw – powtórzył tym samym, beznamiętnym tonem, który teraz rozległ się znacznie bliżej.
Napastnik złapał Eirę za włosy na karku i szarpnął, a policzek przeciągnięty po ostrych krawędziach nieobrobionych kamieni zaczerwienił się od krwi. Popchnął ją kolanem przed siebie i zadarł jej głowę tak, żeby tajemniczy obcy mógł ją sobie dobrze obejrzeć. Ten gest przywołał najgorsze koszmary w jej pamięci. Już ją tak kiedyś oglądano. Spędziła w niewoli większość życia.
– Jest moja – wysyczał z furią napastnik. – Ale możesz ją ode mnie odkupić. Za odpowiednią cenę oczywiście. – Chrząknął, prychnął i zakasłał, jakby powiedział coś nieskończenie błyskotliwego i zabawnego zarazem, ale nie doczekał się żadnej odpowiedzi.
Eira, skoncentrowana dotąd na kurczowym ściskaniu strzępów swojej podartej tuniki, odważyła się w końcu otworzyć oczy.
W półmroku dostrzegła sylwetkę postawnego mężczyzny. Trzymał się prosto, z pewną szczególną gracją wyraźnie odróżniającą go od portowego motłochu, w sposób emanujący pewnością siebie i skrywaną potęgą. Miał ciemne włosy i przykuwające uwagę oczy, w których płonął dziwny ogień. Zdecydowała, że musi być kimś ważnym, bo sam jego szkarłatny płaszcz z grubego brokatu z pewnością kosztował więcej niż ona i Aster razem wzięci.
Nieznajomy nadal uparcie milczał, jakby słowne zaczepki napastnika były poniżej jego godności. Eira niczym zahipnotyzowana patrzyła, jak jego klatka piersiowa poruszyła się powoli, kiedy mężczyzna wziął głęboki wdech, a potem znieruchomiał i zrobił coś doprawdy bardzo dziwnego. Powoli uniósł dłonie i ostrożnie zdjął ze skroni cienką metalową obręcz, której dziewczyna wcześniej nie zauważyła, ukrytą w jego gęstych włosach. Świat zamarł.
Uderzenie mocy nadeszło tak gwałtownie, że początkowo nie zrozumiała, co się dzieje. Nacisk brutalnej siły na jej tułów wycisnął z jej gardła paniczny wysoki krzyk. Jako Infuzytka od zawsze była bardzo wrażliwa na emanację magii u innych, ale nigdy dotąd nie doświadczyła równie zmasowanej manifestacji nadnaturalnej siły. Taką energię mogli zgromadzić jedynie wynaturzeńcy, ale przecież żaden wynaturzeniec nie potrafił choćby w połowie panować nad sobą tak dobrze jak ten specyficzny mężczyzna.
Jej ostatnią myślą, zanim straciła świadomość, był Aster.
„Koniecznie muszę go o to zapytać” – obiecała sobie tuż przed tym, jak zemdlała. Maestra Alba od lat szukała sposobu na okiełznanie wynaturzenia u swoich niewolników, a Aster na jej życzenie przekopywał starożytne księgi i analizował każdy możliwy aspekt władania wzbierającą na sile magią. Bezskutecznie. Najwyraźniej taka kontrola była jednakże możliwa.
Eira ocknęła się po gwałtownym zaczerpnięciu powietrza. Czuła się tak, jakby ktoś usiłował ją utopić, ale w ostatniej chwili darował jej życie.
Niezgrabnie podnosiła się z bruku, przytrzymując się na wszelki wypadek ściany. Twarz miała mokrą od ściekającej z łuku brwiowego krwi i od łez, które nie wiadomo kiedy zaczęły płynąć po policzkach. U jej stóp leżał bezwładny napastnik, z oczami groteskowo wybałuszonymi przedśmiertnym przerażeniem. Jego zmasakrowana pierś wyglądała tak, jakby coś gwałtownie rozerwało ją od wewnątrz, a potem rozszarpało serce.
Oddech Eiry przyspieszył w narastającej panice, w ustach poczuła gorzki smak wzbierającej żółci. Widok śmierci nie był jej obcy, ale tyle krwi, tyle brutalności i tak gwałtowne morderstwo sprawiły, że miała ochotę zwymiotować.
– Nie płacz, dziecko – odezwał się spokojnym tonem nieznajomy w szkarłatnym płaszczu. Na jego skroni ponownie pobłyskiwała tajemnicza obsydianowa obręcz. W ciemnym metalu kryło się coś złowieszczego.
Eira w zdumieniu przyglądała się przystojnej i niemożliwie spokojnej twarzy mężczyzny. Nie wyglądał na kogoś, kto przed chwilą wyzwolił dziką moc i bez wahania zmasakrował przypadkowego zbira.
Chciała coś powiedzieć, ale pytania, które jeszcze moment temu piętrzyły się jej w głowie, rozpierzchły się niczym stado spłoszonych mew. Mężczyzna popatrzył na nią z cieniem zaciekawienia, skrzywił się nieznacznie, w sposób, który można by uznać za niechętny uśmiech, i niedbale starł wierzchem dłoni krople krwi plamiące gładko ogolony policzek. W jego obliczu, w tych regularnych, szlachetnych rysach kogoś z wyższych sfer, dominowało coś niebezpiecznego, ale wyzierający z oczu ogień sprawiał, że Eira poczuła z nieznajomym niewytłumaczalną więź. Przed sobą zobaczyła nie tylko arystokratę, lecz także kogoś, kto potrafił władać mocą w sposób, o którym ona mogła jedynie marzyć. Zapragnęła takiej siły. Zamarzyła o podobnej kontroli. Nigdy więcej nie chciała już czuć się bezbronna. Nigdy więcej nie zamierzała błagać o życie.
– Powinniśmy już ruszać, mój panie. – Z półcieni bramy wyłonił się siwowłosy mężczyzna w schludnym, czarnym kaftanie. Głowę pochylał z szacunkiem i choć mówił ściszonym głosem, to jego nienaganna dykcja sugerowała wysokie pochodzenie.
Nieznajomy w koronie przytaknął lekko w odpowiedzi i nie patrząc na niego, odprawił go niedbałym gestem.
Eirze mimo oszołomienia nie umknął fakt, że choć jej wybawca rozmawiał z nią po eldarysjku, to jego siwowłosy podwładny posługiwał się ventari z akcentem sugerującym odmienne pochodzenie. Skoro byli nietutejsi, musieli mieć statek, a statek oznaczał nadzieję na wolność. Dziewczyna natychmiast zaczęła układać w głowie odpowiedni plan.
– Należysz do dworu Alby Emoren – zauważył nieznajomy swobodnym konwersacyjnym tonem. Równie dobrze mogliby teraz rozmawiać przy szklaneczce jakiegoś drogiego trunku w lokalnej tawernie, a nie w ciemnym zaułku nad zmasakrowanym ciałem niedoszłego gwałciciela. – Uciekłaś? – dopytał. Przymrużył oczy i obrzucił ją oceniającym spojrzeniem, jakby dopiero teraz naprawdę ją dostrzegał. – No dalej, mów, nie ma sensu kłamać. Dobrze znam to znamię.
Eira przełknęła z trudem, bo dopiero teraz uświadomiła sobie, że jej rozchełstana tunika ujawniła tatuaż zniewolenia, jaki wszyscy poddani Maestry nosili na piersi. Zacisnęła szczelniej mizerne strzępy materiału, choć zupełnie bezskutecznie starała się prezentować nieco godniej. Nieznajomy westchnął i z wyraźną niechęcią malującą się na przystojnej twarzy ściągnął własny płaszcz i zarzucił go na jej chude ramiona.
Ciężki szkarłatny materiał otulił ją tak, jakby ktoś bliski przygarnął ją do siebie i uściskał z miłością. Odetchnęła nieco swobodniej, sycąc się bogatą fakturą i subtelnym, różanym zapachem, którym odzienie było nasycone.
– Mój brat… – zaczęła w końcu niepewnie, podnosząc wzrok na wybawiciela – ma gorączkę, jest bardzo słaby, mój panie.
– Brat – powtórzył za nią i skrzywił się cierpko. – Kochasz go?
– Mam tylko jego – wyznała pospiesznie. – Jeśli zawiodę, umrze. Jeśli wróci do niewoli, skona w męczarniach.
Mężczyzna wbił w nią uważne spojrzenie.
– Chcesz go ocalić? – zapytał, powoli akcentując każde słowo.
– Zrobię wszystko, żeby go stąd zabrać – odparła bez wahania. – Wszystko, żeby dać mu wolność.
Nieznajomy zmrużył oczy, przyglądając się jej w sposób, w jaki Maestra Emoren oceniała nowe dzieci na targu niewolników. Nie wydawał się ani poruszony, ani szczególnie zdziwiony jej wyznaniem. Wydął jedynie lekko usta. Najwyraźniej się nad czymś zastanawiał.
– Odważne słowa, zwłaszcza dla kogoś równie młodego jak ty – podsumował w końcu bez śladu współczucia. Zamiast tego jego słowa były podszyte drwiną. – Ale… – wskazał na nią dłonią i pokręcił powoli głową – ja widzę przed sobą tylko obszarpaną, wychudzoną, wściekłą na cały świat dziewczynę. Nie masz pieniędzy, nie masz urody, nie masz nic, czym mogłabyś handlować, nic, co chciałbym od ciebie otrzymać bądź kupić. – Uśmiechnął się kwaśno, z wyższością. – Jesteś… bezużyteczna. Powiedz zatem: dlaczego miałoby mnie to obchodzić?
Eira poczuła się wstrząśnięta bezwzględnością takiej oceny.
– Nie jestem bezużyteczna! – zaprotestowała zajadle. – Jestem Infuzytką. Mogę ci służyć. Pomóż mi, a odpracuję ten dług, jeśli tylko obiecasz, że mój brat…
Mężczyzna zacisnął usta w wąską linię. Nie uczynił żadnego innego gestu, a jednak dalsze słowa zamarły jej w ustach.
– Mam obiecać? – dopytał, unosząc z niedowierzaniem brwi. – Chcesz ze mną negocjować? Wiesz, kim jestem, dziewczyno?
Eira przełknęła nerwową suchość w gardle i mocniej przycisnęła do piersi szkarłatny płaszcz.
– Wiem, że wszystko jest na sprzedaż. A mój talent jest cenny.
Nieznajomy roześmiał się cicho. W jego oczach pojawił się błysk zainteresowania.
– Podoba mi się twoja bezczelność – oznajmił i wyciągnął do niej rękę. – Alba na ciebie nie zasługuje, bo to jej znamię, prawda? Wrócisz ze mną do Cortessy i rozpoczniesz służbę dla princepsa Ventaris. Jeżeli się sprawdzisz, czeka cię wspaniałe życie, a jeśli zawiedziesz, zatęsknisz jeszcze za swoją okrutną panią.
Pomógł jej wstać, a gdy zachwiała się na nogach, poprawił płaszcz na ramionach dziewczyny, po czym ruszył w kierunku jednego ze statków cumujących w porcie. Zaskoczona Eira początkowo dała mu się prowadzić, ale w połowie dystansu zatrzymała się gwałtownie i stanowczo wyszarpnęła dłoń.
– A co z moim bratem?
– Twój brat odpłynie jutro drugim statkiem – wyjaśnił spokojnie mężczyzna. – Napiszesz do niego list i wytłumaczysz Volmerowi, gdzie ma go dostarczyć. – Ruchem głowy wskazał siwowłosego sługę czekającego kilka kroków dalej.
Eira zamarła, gorące łzy nabiegły jej do oczu. Nie powinna zostawiać Astera samego. Nie mogła mu tego zrobić. Była jego starszą siostrą, była za niego odpowiedzialna. W desperacji złapała swojego wybawcę za rękaw, rozpaczliwie, żałośnie. Wyszarpnął się i skrzywił z obrzydzeniem.
– Dlaczego nie możesz zabrać nas oboje? – załkała.
– Bo raz już uciekliście, a ja potrzebuję lojalności – odparł bez choćby cienia żalu. Mówił takim tonem, jakby starał się coś racjonalnie wyjaśnić nierozgarniętemu dziecku, ale Eira już dawno przestała być dzieckiem.
Zacisnęła pięści i się wyprostowała, by wyglądać na tyle poważnie, na ile to było możliwe w podartej tunice i z jego zbyt dużym płaszczem na plecach.
Ponownie zmierzył ją oceniającym spojrzeniem i gestem zaprosił na pokład ventaryjskiego statku.
– Spokojnie, dopóki pozostanę z ciebie zadowolony, mała Infuzytko, twój brat będzie się cieszył wolnością. Jeżeli jednak spróbujesz mnie zdradzić, to on pierwszy poniesie karę.
Egzekutor z Cortessy
Copyright © Maria Zdybska
Copyright © Wydawnictwo Inanna
Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak
Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.
ebook ISBN 978-83-7995-811-5
Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski
Redakcja: Joanna Błakita
Korekta: Anna Nowak | proAutor.pl
Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski
Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl
Skład i typografia: Bookiatryk.pl
Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
MORGANA Katarzyna Wolszczak
ul. Kormoranów 126/31
85-432 Bydgoszcz
www.inanna.pl
Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl
To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.
Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.
Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl
