Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Jak wygląda życie w rodzinie patchworkowej z perspektywy dziecka?
Jakie emocje towarzyszą młodym ludziom, gdy dorośli próbują „ułożyć wszystko na nowo”?
Jak wypracować model wspólnego funkcjonowania w nowej rodzinie?
Książka Magdaleny Śniegulskiej to napisany z perspektywy specjalisty poradnik, który przede wszystkim koncentruje się na pokazaniu czynników, które mogą być wspierające w procesie tworzenia rodziny patchworkowej. Skupia się na szukaniu korzyści, siły, zasobów, które mogą stać się fundamentem dobrych relacji.
Siłą książki jest oddanie głosu dzieciom. Ich autentyczne historie odsłaniają codzienność pełną ambiwalentnych emocji – od radości i nadziei, po zagubienie i niepewność. To opowieści, które pomagają dorosłym lepiej zrozumieć, co buduje poczucie bezpieczeństwa, a co bywa dla dzieci szczególnie trudne i obciążające.
Poruszający i niezbędny poradnik dla wszystkich, którzy chcą lepiej zrozumieć świat dzieci wychowujących się w rodzinach patchworkowych.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 421
Data ważności licencji: 3/25/2031
Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN
Redaktor inicjujący: Barbara Czechowska
Redaktor prowadzący: Magdalena Zabrocka
Redakcja: Magdalena Zabrocka
Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz
Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski
Korekta: Katarzyna Szajowska, Anna Sośnicka (Lingventa)
© for the text by Magdalena Śniegulska
© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2026
ISBN 978-83-287-3446-3
MUZA SA
Wydanie I
Warszawa 2026
–fragment–
MUZA SA
ul. Sienna 73
00-833 Warszawa
tel. +4822 6211775
e-mail: [email protected]
Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl
Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz
Kiedy dostałam propozycję napisania tej książki, wystraszyłam się. Nie chciałam pisać o rodzinach patchworkowych… Wydawało mi się, że jako autorka w pewien nieformalny sposób zadeklaruję: Wiem! Wiem, jak jest albo jak być powinno, i tę obiektywną prawdę jestem gotowa przedstawić światu. Tymczasem pisanie o rodzinie, a w szczególności o rodzinie patchworkowej, jest dla mnie niełatwe. Doskonale wiem, że wnioski płynące z mojego doświadczenia są niejednoznaczne, a na pewno nie poddają się uogólnieniom.
Miałam też głębokie przekonanie, że temat wymaga szerokiej wiedzy, dużej wrażliwości i sporego doświadczenia. Czułam, że brak mi tych zasobów albo mam je na niewystarczającym poziomie. Bałam się, że może powstać coś, co zabrzmi jak poradnik i co uprości czy strywializuje problemy, z którymi rodziny patchworkowe mierzą się każdego dnia, gdy wypracowują nowe sposoby funkcjonowania właściwie bez oparcia w znanych sobie schematach rodziny. Często wiedzą przy tym, czego nie chcą dla siebie, swoich dzieci i partnerów. Częściej jednak nie wiedzą, jak wypracować optymalny sposób tego wspólnego funkcjonowania.
Takiego, w którym nowa rodzina będzie dawała swoim członkom siłę, poczucie bezpieczeństwa i radość. Bardzo szanuję i podziwiam wszystkie osoby budujące patchwork.
Dlaczego zmieniłam zdanie? Dzięki mojej nastoletniej klientce. To ona powiedziała: „Może pani sprawić, że ktoś wreszcie mnie usłyszy. A moja historia komuś pomoże, przyniesie ulgę, pozwoli zobaczyć, że nie jest sam”.
Pomyślałam, że mogę dać miejsce, przestrzeń i głos młodym ludziom – dzieciom w rodzinach patchworkowych.
Najczęściej są jak inne dzieci. Czasem cierpią, czasem są szczęśliwe, czasem usłyszane, a czasem niewidoczne. Chciałam pokazać dorosłym, co sprawia, że rodzina, w której przyszło dorastać tym dzieciom, daje siłę i moc. Bywają jednak sytuacje, doświadczenia czy wyzwania nieporównywalnie trudniejsze, bardziej złożone od wszystkiego, co znane i zrozumiane, kiedy myślimy o rodzinie.
W tekście przedstawiłam moją perspektywę – perspektywę, która jest fragmentaryczna, specyficzna i przede wszystkim nieobiektywna. Pewien zbieg okoliczności sprawił bowiem, że spotkałam się z takimi, a nie innymi ludźmi, takie, a nie inne rodziny stanęły na mojej zawodowej drodze. Czy mam zatem prawo mówić, że znam to zjawisko?
Napisałam tekst z perspektywy praktyka, nie prowadziłam rzetelnych, podłużnych badań. Pojawią się tu również dane oparte na dowodach naukowych, ale w książce chciałam opisać przede wszystkim doświadczenia moich klientów i klientek – młodych ludzi, którzy z różnych powodów w pewnym momencie swojego życia potrzebowali wsparcia psychologa. Jednak nie zawsze – a właściwie w większości moich historii – to nie patchwork był problemem, czynnikiem ryzyka czy punktem zapalnym. Choć oczywiście i takie sytuacje miały miejsce.
Chciałabym razem z czytelnikami wysłuchać po raz kolejny pewnych unikatowych historii. I poddać je refleksji. Bo tak jak nie ma jednej modelowej rodziny, tak nie ma jednej właściwej interpretacji czy oceny ludzkich decyzji. Dlatego skupiłam się raczej na pokazaniu czynników, które mogą być wzmacniające w procesie tworzenia nowej rodziny, i potencjalnych zasobów1. Nie unikałam też poszukiwania czynników ryzyka.
W książce zamieściłam historie ludzi z krwi i kości. Ich imiona, dane, niektóre specyficzne cechy zostały zmienione tak, aby nie było możliwości identyfikacji bohaterów. Wybierałam takie opowieści, z którymi zetknęłam się w gabinecie więcej niż jeden raz lub o podobnej historii usłyszałam na superwizji2. Wywiady czy fragmenty wypowiedzi publikuję za zgodą autorów. Starałam się opisywać te historie z szacunkiem dla ich bohaterów i jeśli ktoś rozpozna w nich siebie, a nie miał ze mną kontaktu lub spotkaliśmy się, ale przed publikacją tej książki nie kontaktowałam się z nim z prośbą o autoryzację, może mieć pewność, że jego historia jest też udziałem innych. W moim przekonaniu to daje nadzieję. Pokazuje, że jako ludzie jesteśmy podobni, że w trudnych sytuacjach zachowujemy się w określony sposób – często najlepszy, jaki w danym momencie był dla nas dostępny.
Nie chciałabym, aby moi bohaterowie byli oceniani. Chciałabym, żebyśmy wysłuchali ich z wyrozumiałością i ciekawością. Łatwo oceniać, kiedy znamy zakończenie, ale kiedy samemu jest się zanurzonym w danej sytuacji, pojawia się więcej niepewności i trudnych, złożonych emocji.
Refleksja – wydaje mi się, że to jest coś, czego potrzebujemy w dyskusji o rodzinach.
I empatia.
Kiedy zaczęłam spisywać historie młodych ludzi, szybko zdałam sobie sprawę, że ten obraz nie jest pełny. Potrzebowałam jeszcze innej perspektywy, dlatego zamieściłam w tekście rozmowy ze specjalistami, z którymi współpracuję na co dzień. Ich obserwacje są niezwykle ważne, czasem niezbędne, żeby wspólnie wypracować sposób oddziaływania, który będzie pomocny, adekwatny i możliwy do zrealizowania w konkretnych warunkach, w określonej rodzinie.
Ta książka to również ich cenny głos.
Na poziomie teoretycznym my, psychologowie, mamy pewną wiedzę o czynnikach warunkujących prawidłowy proces rozwojowy, wpływających na wychowanie czy pozwalających budować satysfakcjonujące, szczęśliwe relacje. Nawet co nieco wiemy o małżeństwach i rodzinach. Jesteśmy w stanie wymienić elementy sprzyjające i potencjalnie zagrażające procesom w nich zachodzącym. Jednak kiedy próbujemy przełożyć tę wiedzę na sytuację konkretnego dziecka czy konkretnej rodziny, stajemy wobec znacznie trudniejszego zadania. Mówimy: to zależy. Gdyby za każdym razem można było użyć czułego, trafnego i rzetelnego testu diagnostycznego (wystandaryzowanego narzędzia) i opisać każdy przypadek na tle normy rozwojowej, wskazać, co dokładnie trzeba zrobić, aby wszystko szło jak po sznurku, o ileż byłoby łatwiej! Niestety w życiu tak nie jest, a rozwój – rozwój rodziny również – to proces zależny od szeregu rozmaitych czynników.
Na niektóre z nich mamy wpływ (styl wychowawczy, kompetencje rodzicielskie, sposoby komunikacji), na inne ten wpływ jest bardzo znikomy (uwarunkowania biologiczne czy polityka kraju, w którym żyje rodzina).
Każda rodzina, a rodzina patchworkowa w szczególności, to przede wszystkim grupa jednostek z ich indywidualnymi temperamentami, charakterami, podatnościami na zmiany i własnymi historiami. Niejednokrotnie jeszcze z własnym bólem, żałobą i lękami z poprzednich rodzin. Często są to osoby pełne nadziei.
Kiedy szukałam badań i naukowych opracowań opisujących zjawisko patchworku, zdałam sobie sprawę, że mam pewien kłopot z powszechnie stosowanym nazewnictwem. A jak wiemy, semantyka ma znaczenie. To słowa opisują świat i nadają znaczenia. Określenie „macocha” czy „ojczym” mają w języku polskim wyraźnie negatywne konotacje1. Aby uniknąć tych stereotypowych znaczeń, stale poszukuje się bardziej neutralnych nazw, takich jak partnerka taty / żona ojca, partner mamy / mąż mamy, rodzic przybrany, ciocia/wujek/pan/pani x. Czasem pojawia się też określenie „osoba wspierająca w rodzinie zrekonstruowanej” – choć tu mam wątpliwość, czy zasadne jest nazywanie rodziny patchworkowej zrekonstruowaną. Najbardziej podoba mi się określenie bonusowy rodziciel / rodzic bonusowy (lub anglojęzyczne bonus parent). To określenie coraz bardziej popularne w literaturze psychologicznej. Sugeruje, że ta osoba jest dodatkowym zasobem (bonusem) i wsparciem w życiu dziecka, a nie zastępstwem dla rodzica biologicznego. Najważniejsze jest to, że współcześnie w zdrowo funkcjonujących rodzinach patchworkowych dorośli i dzieci wspólnie wypracowują własne, akceptowalne przez wszystkich nazewnictwo, które najlepiej oddaje charakter ich unikalnej relacji. Czasem jest to po prostu imię. Podobnie jest zresztą z określeniem pasierb/pasierbica. Funkcjonują już bardziej przyjazne wyrażenia (nie nacechowane tak negatywnie), jak bonusowe dziecko (z ang. bonus child) – termin bardzo popularny w krajach skandynawskich i coraz częściej pojawiający się w Polsce; podkreśla się w ten sposób pozytywny aspekt relacji (dodatkowe dziecko, a nie dziecko „zamiast”) – oraz dziecko patchworkowe. To ostatnie określenie odnosi się do metafory rodziny jako mozaiki.
Lubię słowo „patchwork”. Moim zdaniem dobrze obrazuje charakter zjawiska. Rodzina „pozszywana” z odrębnych podsystemów rodzinnych, które z różnych powodów (rozwód, rozstanie, śmierć jednego z partnerów) zostały przerwane. Osoby, które ją tworzą, mają swoje historie, tradycje, zwyczaje. Jeden z ojców powiedział mi kiedyś: „Wyszedłem z rodziny pochodzenia, w której właściwie każde z nas było osobnym elektronem. Niby byliśmy blisko, ale każdy miał swoją przestrzeń. Szanowaliśmy to. Nie czułem się samotny albo że czegoś mi brak. Swoje pierwsze małżeństwo zbudowałem na tym doświadczeniu. Moja żona miała podobnie, może nawet u niej bardziej widoczna była ta niezależność, samodzielność. No nie wiem… Teraz wszedłem do rodziny kompletnie innej. Głośnej, licznej, otwartej. Przyjęli mnie od razu jak swojego. I o dziwo, poczułem się na miejscu. Naprawdę lubię te wielkie niedzielne obiady. Ta rodzina jest trochę jak bagno: wciąga i jest przekonana, że ten model jest najlepszy. Ale dla mojej córki to jest szok. Myślę, że dla wielu, nawet dorosłych osób, to może być trudne. Bo inaczej się wchodzi w taką rodzinę, kiedy oboje jesteśmy na starcie. A jak jesteś w połowie okrążenia?”.
Często też rodzinę patchworkową czy typu patchwork określa się jako wielorodzinę. Mam natomiast kłopot, jak już wcześniej pisałam, z innymi określeniami, które też występują w języku polskim: rodziny odbudowane czy zrekonstruowane.
Myślę, że w tym specyficznym procesie formułowania pozszywanego patchworku trudno mówić o rekonstrukcji2. Rekonstrukcja w architekturze to „odtworzenie zniszczonego obiektu do stanu sprzed zniszczenia”3. Kiedy myślę o wielorodzinach, bardziej odpowiednim słowem wydaje mi dekonstrukcja, czyli „proces rozbiórki z naciskiem na ponowne wykorzystanie materiałów”. W filozofii dekonstrukcja to analiza i krytyka zastanych struktur, idei i języka w celu ukazania ich ukrytych założeń i wieloznaczności4. I myślę, że dekonstruowana rodzina właśnie musi zanalizować i krytycznie ocenić te swoje zastane struktury, wartości, ale i język, którego się w niej używa (mama, były mąż, matka mojego dziecka, bonusowy syn), aby odkryć wieloznaczność, ukryte założenia i stworzyć coś nowego z użyciem tych starych materiałów. Ważne więc będzie ustalenie na nowo ról rodzinnych, granic i sposobów kontaktu i relacji z otoczeniem.
Będę starała się używać w książce określeń: rodzina patchworkowa, partner/partnerka rodzica biologicznego lub bonusowy rodzic / bonusowe dziecko czy dziecko partnera.
Aby przyjrzeć się temu, jak tworzy się rodzina patchworkowa, co może ją czynić silniejszą, a co ją osłabia, warto w ogóle zastanowić się, jaka jest współczesna rodzina.
O rodzinie możemy powiedzieć, że to „dwie lub więcej osób, związanych urodzeniem, małżeństwem, adopcją lub wyborem, odczuwających więzi emocjonalne i mających wobec siebie obowiązki”5.
Definicja ta jest prosta i zrozumiała. Jednak kiedy zaczynamy przyglądać się funkcjonującym wokół nas rodzinom, złożoność zjawiska bywa zdumiewająca. Małgorzata Sikorska6 często posługuje się terminem „rodzina negocjowana” lub „rodzina jako projekt”, ponieważ współczesne rodziny są tworzone i podtrzymywane przez ciągłe decyzje, uczucia i zaangażowanie wszystkich członków. A i samych definicji rodzin, zarówno w socjologii, jak i w psychologii7, znajdziemy naprawdę sporo…
Kuba, lat 4
„Rodzina jest po to, żeby wszyscy się dobrze bawili” – mówi mi, lekko sepleniąc, czteroletni Kuba, którego sytuacja rodzinna jest… nietypowa.
„To mama, tata, wujek Adam i Agata, i Bogusia, i i i pies Tofik, i Nienasz (kot)… No i babcia Ela, babcia Zosia, i babcia Marysia, i babcia Helenka, i dziadek Staszek, i dziadek Leszek, co mieszka u babci Zosi, i dziadek Leon. Ale on mieszka na cmentarzu i dobrze go nie znam dlatego. I mój malutki braciszek Jaś! Ale on się nie bawi. Jeszcze”.
Kuba dobrze wie, kto należy do jego rodziny. Nie ma problemu, żeby włączyć do niej wszystkich dziadków i wszystkie babcie, bonusowe rodzeństwo, a nawet psa i kota.
Dla Kuby tak właśnie wygląda świat. Nie zawsze jednak tak było. Biologiczni rodzice Kuby rozstali się na długo przed jego urodzeniem. Jego tata, w momencie kiedy mama zaszła w ciążę, był przekonany, że nigdy nie założy rodziny, a właściwie że dla niego wystarczającą rodziną jest jego partnerka, on sam i ich pies. Poczuł się oszukany, kiedy okazało się, że ona jest w ciąży. Rozstali się. Obydwoje rozczarowani, ale nie było między nimi gniewu. Był żal… Renata (tak nazwijmy mamę Kuby) szybko stworzyła nowy związek. Była szczęśliwa. Jej nowy partner – nazwijmy go Jerzy – oszalał na punkcie malutkiego Kubusia, który stał się jego światem. Według Jerzego bycie tatą Kuby to jego najważniejsza rola w życiu. „On wypełnia mnie światłem” – opowiadał mi Jerzy, kiedy się spotkaliśmy. Ponieważ biologiczny ojciec Kubusia zadeklarował, że wyjeżdża za granicę, nie chce i nigdy nie będzie chciał być ojcem, a Renata nie oczekiwała od niego pomocy, alimentów czy obecności w życiu Kuby, we trójkę postanowili, że „wygumkują” biologicznego ojca z życia chłopca. Odtąd ojcem, pełnoprawnym i pełnoetatowym, został Jerzy. Rodzina wyprowadziła się do innego miasta, ich historię znali tylko najbliżsi. Nikt zresztą nie miał wątpliwości, czyim synem jest Kuba – on i Jerzy byli do siebie niezwykle podobni…
Po trzech latach niespodziewanie do ich drzwi zapukał biologiczny ojciec Kuby. Chciał poznać chłopca. Narady trwały długo i nie były łatwe. Biologiczny ojciec był zdeterminowany. Na początku wszyscy umówili się, że Kuba pozna po prostu nowego wujka. Wujka Adama. I tyle. Sytuacja wydawała się opanowana. Adam spędzał coraz więcej czasu z Kubą. Doskonale się rozumieli i bawili. Renata, która była wówczas w niełatwej dla niej ciąży, nawet się cieszyła, że zyskała dodatkową pomoc w opiece nad Kubą. Tylko Jerzy czuł się coraz gorzej.
Pewnego dnia Adam, który również był w nowym związku: z Agatą, mamą czternastoletniej Bogusi, uświadomił sobie, że bycie wujkiem dla Kuby mu nie wystarcza. Chciał stać się pełnoprawnym ojcem, chciał, żeby Kuba poznał prawdę.
Wtedy się poznaliśmy. To nie była łatwa sytuacja, a znalezienie rozwiązania wydawało się niemożliwe. Lęk, gniew, rozczarowanie – głównie te uczucia towarzyszyły trójce najbardziej zaangażowanych w sprawę dorosłych. Ważny był również głos pozornie nieobecnej w tym trio Agaty, która dość jasno powiedziała swojemu partnerowi, że nie chciałaby budować związku z mężczyzną, który nie ma kontaktu z własnym biologicznym synem.
W rozmowach dorosłych trwał pat. Mediacje w specjalistycznym ośrodku szły powoli i opornie, a czas uciekał. Kuba czuł napięcie, którego nie rozumiał. Spotkałam się z nim i trochę bawiliśmy się w rodzinę, rysowaliśmy, rozmawialiśmy…
– Wiesz – powiedział w pewnym momencie Kuba. – A Henio u mnie w przedszkolu ma dwóch tatów i wszystkim się tym chwali.
– A ty też byś chciał mieć dwóch tatów? – spytałam.
– No nie wiem… Ja mam tatę Jurka i on jest ekstra!
Sądziłam, że ta opowieść może być dobrym punktem wyjścia do rozmowy z Kubą o jego sytuacji. Jednak Jerzy i Renata stanowczo się temu sprzeciwili. Po kolejnych sześciu miesiącach Kuba poznał Agatę i jej córkę, którą pokochał, i ona też oszalała na jego punkcie. Są rodziną dla Kuby, ale Kuba nie wie, że uwielbiana przez niego Bogusia mieszka z jego biologicznym tatą. Wie to jednak Bogusia i musi się bardzo pilnować, żeby nie zdradzić tej tajemnicy…
Ile to będzie trwało i co zrobią z tym trupem w szafie – nie wiem. Zastanawiam się, czy wszystkim nie byłoby łatwiej, gdyby dorośli od początku wyłożyli wszystkie karty na stół.
Kiedy w rodzinie pojawiają się tajemnice, niedopowiedzenia i napięcia, większość dzieci orientuje się, że coś jest nie tak. Dorośli czasem przerywają rozmowy, bywają poirytowani – zdaje się – bez powodu, smutni. To, szczególnie w przypadku dzieci przedszkolnych, wczesnoszkolnych, ale i „późnych” nastolatków (szesnaście–siedemnaście lat), każe szukać uzasadnienia dla tego typu zachowań. Większość dzieci obarcza winą siebie (coś strasznego zrobiłem, byłam okropna, to przeze mnie rodzice cierpią) lub tworzy dramatyczne historie w głowie, które pozwalają nadać obserwowanym zachowaniom sens (ktoś w rodzinie jest śmiertelnie chory, stracimy dom, oni się rozwiodą). Prawda, choć trudna i pewnie kosztowna, jeśli chodzi o kondycję rodziny, pozwala wszystkim zmierzyć się z wyzwaniem i poszukać wsparcia. Im dłużej trwa ukrywanie prawdy, tym trudniej znaleźć odpowiedni moment na jej ujawnienie. Normalizowanie natomiast małym dzieciom zawiłości relacyjnych między dorosłymi (na przykład: „Tak czasami jest, że dzieci mają dwie mamy albo dwóch tatów; że ktoś urodził dziecko, ale ktoś inny je kocha i wychowuje; że niektóre dzieci mają pełno kochających osób i czasem są to rodzice, a czasem opiekunowie”) sprawia, że widzą świat przez ten pryzmat i coś, co jest trudne, inne czy „dziwne” dla dorosłych, dla nich jest normą, w której żyją, o której potrafią opowiedzieć i się do niej zaadaptować.
Ta historia jest jedną z wielu, które usłyszałam w gabinecie. Dobrze pokazuje, jak rozbudowanym pojęciem jest rodzina, że może znaczyć coś innego dla poszczególnych jej członków, dawać i odbierać różne tożsamości, role społeczne, zadania, w końcu siłę. I że może się komplikować.
W mojej pracy często towarzyszy mi pytanie: Czym właściwie jest rodzina? Zaprezentowana przeze mnie na początku rozdziału definicja, choć elegancka i prosta, nie jest, jak pisałam, jedyną funkcjonującą w naukach społecznych. Bardzo różnie wyobrażamy sobie rodzinę.
Kiedy przeglądam polskie badania socjologiczne8 dotyczące zjawiska rodziny, najczęściej widzę dwa kluczowe słowa: dobrowolność (ludzie dorośli w założeniu chcą być ze sobą, choć dzieci z tego związku już nie zawsze dobrowolnie chcą być jego częścią) i wzajemne wsparcie9. Co ciekawe, więzy krwi nie są wcale w rodzinie najważniejsze – część z nas jest bowiem gotowa przyznać status rodziny starszej pani i jej kotu (choć już niekoniecznie dwóm mężczyznom wychowującym wspólnie dziecko – tu postawy są bardziej radykalne). A jaka jest rodzina patchworkowa? Czy wszyscy jej członkowie są w niej dobrowolnie? Czy dają sobie wsparcie? Czy można do niej przykładać te same wzorce co do rodziny tradycyjnej?
„Rodzina daje siłę!” „Rodzina jest najważniejsza!” „Każde dziecko powinno mieć mamę i tatę – tak dla niego jest najlepiej!” To tylko przykłady stwierdzeń, które pojawiają się w publicznym dyskursie, kiedy mowa o rodzinie czy wychowaniu. I nie jest moim celem podważanie ich czy dyskutowanie z nimi, ale raczej zastanowienie się, co się dzieje w sytuacji, kiedy prócz mamy i taty w rodzinie jest jeszcze partnerka taty, mąż mamy, bonusowe rodzeństwo oraz dodatkowi dziadkowie. Czy taka rodzina też daje siłę, czy nadal jest najważniejsza? Kto w tej układance rodzinę stanowi, a kto już nie? Jak żyje się w rodzinie patchworkowej – co sprawia, że to jest łatwe lub trudne zadanie dla funkcjonujących w niej dzieci?
Spróbujmy określić, co uznajemy za rodzinę, do czego dziecku potrzebna jest rodzina i jaka rodzina wydaje się najlepsza. Bardzo mi zależy, aby pokazać, że patchwork nie jest jedyną inną od tradycyjnej (mama, tata, dwójka dzieci) formą życia rodzinnego. Choć niewątpliwie najbardziej złożoną.
Nie jest łatwo zdefiniować rodzinę tak, aby definicja ta odnosiła się do wszystkich kultur czy subkultur i okresów historycznych. Modeli rodziny jest wiele i warto zaznaczyć, że współczesność niczego nowego nie wymyśliła. Zmienił się jedynie procentowy udział poszczególnych typów rodzin10. Jest to widoczne zwłaszcza w Europie od połowy lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku. Mamy większą różnorodność alternatywnych form tworzenia rodzin, na przykład związków typu Living Apart Together (gdzie dwoje ludzi będących w związku decyduje się mieszkać osobno), par jednopłciowych czy rodzin patchworkowych. Widzimy wyraźnie, że decyzje o byciu rodzicem pojawiają się coraz później na ścieżkach rozwojowych młodych ludzi. Niepokoi nas, z punktu widzenia ekonomicznego, rosnący spadek dzietności wynikający zarówno z decyzji o nieposiadaniu dzieci, jak i z coraz większej trudności z zajściem w ciążę. W mediach często możemy przeczytać, że obserwujemy wzrost rozwodów we wszystkich krajach Europy. Opis tych zjawisk nie jest jednak prosty. Wydaje się, że nie tyle rośnie liczba rozwodów w każdym kraju z roku na rok, co zmienia się nasz model życia. Rodzina nuklearna oparta na dozgonnym małżeństwie przestaje być jedynym dominującym wzorcem, ustępując miejsca większej płynności relacji.
W Polsce procesy te wyraźnie nasiliły się w okresie transformacji. Jak wynika z danych GUS (2021), zawieramy coraz mniej małżeństw – w 2021 roku było to ponad 67% ogółu rodzin (w 2011 – 74,3% ogółu rodzin). W ciągu tych dziesięciu lat trzykrotnie natomiast wzrosła liczba par pozostających w związkach nieformalnych11. Pomimo spadku liczby małżeństw z dziećmi niezmiennie ta grupa pozostawała najczęstszym typem rodziny. W 2021 roku rodziny takie stanowiły prawie 44% ogółu rodzin (w porównaniu z blisko 67% rodzin w 2011). Kolejnym typem rodzin, których liczba zwiększyła się (o ponad 64 tys.) w odniesieniu do wyników spisu z 2011 roku, są rodziny niepełne (matki z dziećmi i ojcowie z dziećmi). W 2021 roku prawie co czwarta rodzina była tworzona przez samotnego czy – jak wolę o tego typu rodzinach myśleć – samodzielnego rodzica z dziećmi, a samodzielne matki stanowiły ponad 85% ogółu rodzin niepełnych (ile spośród nich to tak zwane tęczowe rodziny3, nie wiemy). Ciekawy jest wzrost liczby ojców samodzielnie wychowujących dzieci. Nadal jednak nic nie wiemy o rodzinach patchworkowych. Choć ten typ jest uwzględniany w Narodowym Spisie Powszechnym Ludności i Mieszkań od 2002 roku, to nie jest to grupa wyodrębniona – wchodzi w skład rodzin pełnych12.
Współcześnie w rodzinie poszukujemy przede wszystkim ciepła, bliskości, zrozumienia, intymności, wsparcia, akceptacji, „uważnienia” nas jako osób. Ale i pewnej nowej jakości. Wychodzimy ze swoich domów rodzinnych i już wiemy, czego chcemy, a czego zdecydowanie nie13. Wydaje nam się, że wiemy, co się sprawdzi, czego potrzebujemy… ale czy wiemy, jak to osiągnąć z drugą osobą? I czy ona też tego właśnie chce? A czego potrzebują wzrastające w tworzącej się rodzinie dzieci?
Jeszcze do niedawna wydawało się, że podstawą dobrego życia jest bliska i adekwatna relacja z matką – jedyną opiekunką – szczególnie na początku. Dziś już wiadomo, że obecność biologicznej matki nie jest niezbędna do prawidłowego rozwoju, jednocześnie zmieniła się też rola ojca, któremu daliśmy wreszcie prawo i przyznaliśmy kompetencje do sprawowania opieki nad dziećmi14. Coraz większa liczba wyników badań nad funkcjonowaniem dzieci w rodzinach, które do niedawna uznawane były za nietypowe (na przykład rodziny tęczowe15 czy patchworkowe16), pokazuje, że wychowują się w nich również szczęśliwe, empatyczne dzieci, świadome swoich potrzeb oraz gotowe do wejścia w dorosły świat. Widzimy więc, że nie ma jednego uniwersalnego modelu, takiego, który zawsze gwarantowałby dobry rozwój. Chodzi raczej o procesy, które zachodzą w każdym z modeli.
W rodzinie, niezależnie od jej typu, rodzice wpływają na swoje dzieci, ale – co równie ważne i o czym czasem zapominamy – dzieci wpływają na zachowania i praktyki wychowawcze rodziców. Często słyszę od rodziców moich klientów: „Obiecałam sobie, że nie będę zmuszała mojego dziecka do jedzenia, kiedy jednak pediatrka powiedziała, że on jest już poniżej trzeciego centyla, zmieniłam zdanie”, „Miałem nie dawać mu smartfona do szesnastego roku życia, ale kiedy pokazał mi, jak kręcą z kolegami filmiki poklatkowe o życiu ludzików Lego, jak szukają informacji na temat technik i wymieniają się doświadczeniami z dziećmi z całego świata, a on jest trochę z tego wyłączony – zmiękłem”, „Na wywiadówce pani powiedziała, że nie rozumie, co my robimy, że najstarszy syn był taki idealny, najmłodsza nie sprawia żadnych trudności, a ten średni to półdiablę. Powiedziałam jej, że jego postanowiliśmy nie wychowywać. Taki eksperymencik. Śmieję się, ale taka prawda. To, co działało w przypadku starszego i sprawdza się przy najmłodszej, tu się nie sprawdza. On uczy nas też większego dystansu do życia, luzu i powiem pani, chyba lubię tę wyluzowaną wersję siebie”.
Rodzina to złożony system społeczny – sieć wzajemnych relacji i sojuszów, które nieustannie ewoluują i podlegają wpływom otoczenia i kultury. To miejsce, gdzie możemy się nauczyć te sojusze zawiązywać i podtrzymywać, gdzie dowiadujemy się, jak dbać o siebie nawzajem, kochać, kłócić się, rozwiązywać rozmaite konflikty. Z perspektywy rozwojowej najważniejszą funkcją rodziny, niezależnie od kontekstu kulturowego, jest dbanie o młodych ludzi i ich socjalizacja, a więc proces, w którym dzieci przyswajają poglądy, motywy, wartości i zachowania uważane przez starszych członków społeczności za istotne oraz odpowiednie, bo ułatwiające życie we wspólnocie. Dzieci, żyjąc w rodzinie, powinny mieć szansę nauczyć się relacji z drugim człowiekiem: relacji bliskości, budowania związków partnerskich, powinny uczyć się, czym jest miłość. Oczywiście rodzina to tylko jedna z wielu instytucji zaangażowanych w proces socjalizacji (jest nią również na przykład szkoła), ale przez większość życia podstawowa i najważniejsza. Socjalizacja ma przygotować do wymagań stawianych przez społeczeństwo, w którym żyje dana rodzina. Społeczeństwo to jednak pojęcie dość abstrakcyjne, dlatego to od rodziców wymaga się, aby działali jako przedstawiciele norm kulturowych. I tu pojawiają się pytania: Czy warto spełniać oczekiwania narzucone przez normy kulturowe? Czy mamy się podporządkować, czy też kierować się własnymi sądami i przekonaniami? Co zrobić, kiedy socjalizuję dzieci, które nie są moimi biologicznymi dziećmi? Odpowiedź nie jest jednoznaczna – szczególnie że niepodporządkowanie się normom może wiązać się z wykluczeniem i ostracyzmem. Co zatem będzie łatwiejsze lub możliwe do udźwignięcia? Czy nasze dziecko jest buntownikiem? A może raczej dobrze się czuje jako konformista?
Socjalizacja to nie tylko intelektualne uczenie się. Jednym z najistotniejszych doświadczeń, jakich dostarcza życie rodzinne, jest socjalizacja emocji. To ona często decyduje o kształtowaniu postawy altruistycznej czy o poziomie empatii u dziecka.
Aby te zadania rodzina miała szansę wypełniać, potrzebny jest w niej przynajmniej jeden dojrzały dorosły.
koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji
1 Witczak J. (1983), Pasierb – macocha – ojczym, „Problemy Rodziny”, 5. [wróć]
2 Derrida J. (2006), O gramatologii, Wydawnictwo KR; Goffman E. (2020), Człowiek w teatrze życia codziennego, Wydawnictwo Aletheia; Minuchin S., Reiter M.D., Borda C. (2018), Kunszt terapii rodzinnej, Wydawnictwo Paradygmat; Papernow P.L. (2013), Surviving and thriving in stepfamily relationships: What works and what doesn’t, Routledge; Szlendak T. (2012), Socjologia rodziny. Ewolucja, historia, podziały, Wydawnictwo Naukowe PWN. [wróć]
3 Kubalska-Sulkiewicz K. (red.) (2007), Słownik terminologiczny sztuk pięknych, Wydawnictwo Naukowe PWN. [wróć]
4 Addis W. (2006), Building with reclaimed components and materials: A design guide for reuse and recycling, Earthscan. [wróć]
5 Kwak A. (2000), Rodziny zrekonstruowane – problemy i zagrożenia, [w:] Milewska E., Szymanowska A. (red.), Rodzice i dzieci. Psychologiczny obraz sytuacji problemowych, Warszawa: Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej Ministerstwa Edukacji Narodowej, s. 78–99; Sikorska M. (2019), Praktyki rodzinne i rodzicielskie we współczesnej Polsce – rekonstrukcja codzienności, Wydawnictwo Naukowe Scholar. [wróć]
6 Sikorska M. (2019), Praktyki rodzinne…, dz. cyt. [wróć]
7 Por. Bakiera L. (2006), Rodzina z perspektywy socjologicznej i psychologicznej: ciągłość i zmiana, „Roczniki Socjologii Rodziny”, 17, s. 101–115, http://hdl.handle.net/10593/4969 [dostęp: 09.01.2026]. [wróć]
8 Klich-Kluczewska B. (2015), Rodzina, tabu i komunizm w Polsce: 1956–1989, Wydawnictwo Libron; Majchrzyk-Mikuła J., Matusiak M. (2016), Społeczny kontekst funkcjonowania rodziny adopcyjnej po przysposobieniu, „Journal of Modern Science”, 31(4); Skarbek-Jaskólska K., Kierzkowska M. (2023), Bonusowe rodzicielstwo – zasoby, wyzwania i zagrożenia związane z rodzicielstwem przybranym w rodzinie patchworkowej, „Annals of Pedagogies”, 15, 4, https://doi.org/10.18290/rped23154.4 [dostęp: 09.01.2026]; Skarbek-Jaskólska K., Kierzkowska M. (2024), Family Relationships and Parenting Dynamics in Blended Families, „Studia Paedagogica Ignatiana”, 27, s. 19–41, https://doi.org/10.12775/SPI.2024.3.001 [dostęp: 09.01.2026]; Slany K. (2020), Różnorodność typów rodzin, różnorodność praktyk w rodzinach, [w:] Obrazy życia rodzinnego i intymności. Książka dedykowana Profesor Annie Kwak. Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, s. 19–29. [wróć]
9 Sikorska, M. (2019), Praktyki rodzinne…, dz. cyt. [wróć]
10 Bieńko M. (2013), Intymne i prywatne praktyki codzienności. Studium socjologiczne, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego; Mateja-Jaworska B., Zawodna-Stephan M. (2019), Badania życia codziennego w Polsce. Rozmowy (nie)codzienne, Wydawnictwo Naukowe UAM; Pinkowska-Zielińska H., Zalewski B. (2025), Terapia par. Od rezygnacji do nadziei, Wydawnictwo Naukowe PWN; Zalewski B. (2009), Rozwój rodziny i jej naprawa, Wydawnictwo Akademickie Żak; Zalewski B., Pinkowska-Zielińska M. (red.) (2011), Rodzina w świecie współczesnym: Ujęcie interdyscyplinarne, Wydawnictwo SWPS Academica. [wróć]
11 Krywult-Albańska M. (2024), Przemiany rodzin i gospodarstw domowych w Polsce w świetle danych ze spisów powszechnych, „Wychowanie w Rodzinie”, 31(1), s. 107–131; Główny Urząd Statystyczny (2024), Sytuacja demograficzna Polski, raport 2022–2023, https://share.google/9bkAFQejcyRWEqTG2 [dostęp: 09.01.2026]. [wróć]
12 Główny Urząd Statystyczny (2023), Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań w 2021, https://share.google/ubFNbAHQkA06UvNxp [dostęp: 09.01.2026]. [wróć]
13 Akademia przyszłości (b.d.), Raport o Dołowaniu, https://akademiaprzyszlosci.org.pl/raport-o-dolowaniu/ [dostęp: 09.01.2026]; Lipińska E., Kuszneruk N., Nowaszczuk A., Melaniuk K., Szary K., Waszczuk J. (2022), Świadomość wychowawcza rodziców w aspekcie funkcjonowania dziecka w wieku wczesnoszkolnym, praca dyplomowa, Akademia Bialska im. Jana Pawła II, https://bibliotekanauki.pl/chapters/55993239.pdf [dostęp: 09.01.2026]; Pracuj.pl. (2023), Plany zawodowe rodziców wobec dzieci, https://media.pracuj.pl/ 244324-plany-zawodowe-rodzicow-wobec-dzieci-badanie-pracujpl [dostęp: 09.01.2026]; Rzecznik Praw Dziecka (2022), Rodzice 2022. Postawy rodzicielskie – raport, https://brpd.gov.pl/wp-content/uploads/2023/04/Za%C5%82%C4%85cznik-nr-3.-Raport-z-badania-ilo%C5%9Bciowego-Rodzice-2022.-Postawy-Rodzicielskie.pdf [dostęp: 09.01.2026]; Tato.Net. (b.d.), Postawy Polaków wobec rodzicielstwa i ojcostwa, https://tato.net/o-tato-net/aktualnosci/ukazal-sie-nowy-raport-o-postawach-polakow-wobec-rodzicielstwa [dostęp: 09.01.2026]; Włodarczyk J. (2022), Tata 2022. Raport z badania polskich ojców, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, https://fdds.pl/_Resources/Persistent/0/8/d/2/ 08d2d671775998e23c0948380f8837bb4613b210/fdds-raport-tata2022-07.pdf [dostęp: 09.01.2026]. [wróć]
14 Doherty W.J., Kouneski E.F., Erickson M.F. (1998), Responsible fathering: An overview and conceptual framework, „Journal of Marriage and the Family”, 60(2), s. 277–292, https://doi.org/10.2307/ 353848 [dostęp: 09.01.2026]; Lamb M.E. (2000), The history of research on father involvement: An overview, „Marriage & Family Review”, 29(2/3), s. 23–42; Patterson C.J. (2006), Children of lesbian and gay parents, „Current Directions in Psychological Science”, 15(5), s. 241–244; Schaffer D.R., Kipp K. (2015), Psychologia rozwoju. Od dziecka do dorosłości, Harmonia Universalis; Sosnowski T. (2018), Ojcostwo w perspektywie pokoleniowej: Studium socjopedagogiczne, Wydawnictwo Naukowe Scholar. [wróć]
15 Por. Tomalski P. (2007), Nietypowe rodziny: O parach osób tej samej płci i ich dzieciach z perspektywy psychologicznej, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego. [wróć]
16 Gyuris P., Kozma L., Kisander Z., Láng A., Ferencz T., Kocsor F. (2020), Sibling relations in patchwork families: Co-residence is more influential than genetic relatedness, „Frontiers in Psychology”, 11, 993. [wróć]
1 Zasoby w psychologii rozumiemy jako środki, cechy, umiejętności, warunki i przedmioty, które jednostka posiada, ceni i wykorzystuje, aby skutecznie, w sposób adaptacyjny funkcjonować, radzić sobie ze stresem, osiągać cele oraz dążyć do dobrostanu i rozwoju. Mówiąc prościej, zasoby to mocne strony człowieka i jego otoczenia, które pomagają mu przetrwać i prosperować. [wróć]
2 Superwizja w psychologii, a w szczególności w psychoterapii, jest obowiązkowym i regularnym procesem konsultacyjnym, w którym terapeuta/psycholog omawia swoją pracę kliniczną z bardziej doświadczonym specjalistą. Głównym celem superwizji jest zapewnienie bezpieczeństwa i najwyższej jakości świadczonych usług. Często mówi się, że superwizja to „terapia terapii”. [wróć]
3 Rodziny tęczowe to komórki społeczne, w których przynajmniej jeden z rodziców identyfikuje się jako osoba należąca do społeczności LGBTQ+ (lesbijki, geje, osoby biseksualne, transpłciowe, queer i inne). [wróć]
