Dom z ogrodem tanio sprzedam - Eliza Veinard - ebook

Dom z ogrodem tanio sprzedam ebook

Veinard Eliza

3,2

Opis

Małe miasteczko, milcząca rzeka i śledztwo, które przerywa spokój lokalnej społeczności.

Grudzień w północnej Francji – okres ciszy, niespiesznych rytuałów i rodzinnych spotkań zostaje zakłócony, gdy niespodziewanie nad kanałem Ourcq spacerowicze odnajdują ludzkie zwłoki. Martwy mężczyzna to niepozorny pracownik kancelarii notarialnej – człowiek, który nie powinien mieć wrogów. Sprawie przygląda się emerytowany komisarz Serge Olovski – trochę zgorzkniały i ironiczny, ale wciąż ciekawy ludzi i ich sekretów. Zupełnie jak jego sąsiadka – Ewa Wolny, osoba równie samotna, co bezpośrednia. Olovski wspólne z Polką podejmują próbę rozwiązania sprawy na własną rękę. Czy para samozwańczych detektywów zdoła odkryć, kto i dlaczego zabił?

Pierwszy tom kryminalnych historii Elizy Veinard – o mrocznych sekretach sennego miasteczka i komisarzu, któremu nawet emerytura nie przynosi upragnionego spokoju.

Komisarz Serge Olovski

Spokój prowincjonalnego miasteczka pęka jak cienka tafla lodu pod ciężarem sekretów. Senne La Ferté potrzebuje bohatera takiego jak Serge Olovski. Emerytowany komisarz o ciętym języku, ostrym spojrzeniu i wewnętrznym kompasie moralnym wciąż ma nosa do zbrodni, które inni woleliby przemilczeć.

Eliza Veinard – z wykształcenia politolożka. Była bibliotekarką, urzędniczką, sprzątaczką, dziennikarką, dekoratorką wnętrz, redaktorką. Książki, podróże, ludzie i ich historie to pasje, które ukształtowały jej sposób widzenia świata. Piętnaście lat temu zamieniła Kraków na Paryż, gdzie nadal mieszka i tworzy, dzieląc czas między malarstwo i literaturę. W obu tych dziedzinach zajmuje się tropieniem banału w sensacyjnych wydarzeniach i magii w zwyczajnym życiu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 56

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,2 (9 ocen)
3
0
2
4
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Rokusana

Z braku laku…

Okropnie nudne, napisane tak, że więcej emocji wzbudzają we mnie przepisy na ciasto. Mam też wrażenie, że autorka nie potrafiła się zdecydować, czy chce pisać coś współczesnego czy może jednak chciałaby osądzić akcję w I połowie XX wieku.
00
miroslawa_miroslawa38

Z braku laku…

😉🙋‍♀️
00



Eliza Veinard

Dom z ogrodem tanio sprzedam

 

Saga Egmont

Dom z ogrodem tanio sprzedam

 

Zdjęcie na okładce: Midjourney

Copyright © 2020, 2026 Eliza Veinard i Saga Egmont

 

Wszystkie prawa zastrzeżone

 

ISBN: 9788727325118 

 

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

 

Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, przechowywana w systemie wyszukiwania danych lub przekazywana w jakiejkolwiek formie lub w jakikolwiek sposób bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy, ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie oprawy lub z okładką inną niż ta, z którą została opublikowana i bez nałożenia podobnego warunku na kolejnego nabywcę. Zabrania się eksploracji tekstu i danych (TDM) niniejszej publikacji, w tym eksploracji w celu szkolenia technologii AI, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.

 

www.sagaegmont.com

Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 55 milionów złotych.

 

Vognmagergade 11, 2, 1120 København K, Dania

Aurélien Collard nie przepadał za suczką imieniem Titi, którą jego żona stroiła w kokardki i chroniące przed zimnem kamizeleczki. Niemniej to on właśnie zobowiązany był każdego ranka wyprowadzać Titi na siusiu, podczas gdy małżonka zajmowała się parzeniem kawy i opiekaniem tostów do śniadania.

Ten czwartkowy poranek niczym nie różnił się od innych poranków. Monsieur Collard wsadził zrezygnowaną Titi do samochodu, podjechał kilkaset metrów Avenue de Verdun, skręcił w lewo nad Ourcq i zaparkował na skwerku, tuż obok kosza na śmieci. Otworzywszy drzwi swojego granatowego clio, wystawił Titi na trawę, sam zaś usadowił się wygodnie na przednim siedzeniu samochodu i spokojnie zabrał za przeglądanie wczorajszego numeru „L’Union”. Oczywiście upewnił się przedtem, czy w pobliżu nie widać innych spacerowiczów z psami. Titi bowiem, mimo nikczemnego ciała, posiadała nad wyraz waleczny charakter, który objawiał się zajadłymi atakami na wszystkie psy, niezależnie od ich wielkości, płci czy rasy. Ponieważ ludzi ignorowała całkowicie, siedzący na betonowej ławeczce mężczyzna nie wzbudził jej zainteresowania.

Artykuł o planowanej rozbudowie centrum sportowego i międzykomunalnego basenu w Villers-Cotterêts był dość długi, ale jako emerytowanego budowlańca szczególnie pana Collarda zainteresował. Przeczytał go od początku do końca, pozwalając sobie od czasu do czasu na sarkastyczne komentarze względem fragmentów, które wydawały się nierealnie optymistyczne.

Titi, załatwiwszy co trzeba, zwykle sama wracała do samochodu. Tym razem jednak jej przedłużająca się nieobecność nieco Collarda zaniepokoiła. Sięgnął pod siedzenie po smycz i otuliwszy się mocniej kurtką wyszedł z samochodu. Nawoływanie i gwizdanie nie zadziałało, chociaż pies był w zasięgu głosu i wzroku. Siedział nieruchomo, wpatrując się w człowieka, który mimo paskudnej pogody, drzemał na jednej z betonowych ławek. Sytuacja była nieco kłopotliwa. Doświadczenie życiowe podpowiadało panu Collardowi, że osoba, która w styczniowy poranek, przy minusowej temperaturze i nieustającej mżawce, drzemie w najlepsze na skwerku przy brzegu kanału, z pewnością ma za sobą długi i ciężki wieczór. A tacy ludzie różnie reagują na zakłócanie im spokoju. Aurélien zdawał sobie również sprawę, że ten cholerny, uparty pies nie ruszy się, jeśli nie ma na to ochoty, trzeba go więc będzie wziąć na ręce i wrzucić do samochodu. Na tę myśl westchnął ciężko. Kiedy podszedł powoli do ławki, przywołując Titi, ta nawet nie drgnęła. Szczeknęła tylko krótko, niepewnie, żeby nie powiedzieć – histerycznie.

– Bardzo pana przepraszam, ale ten pies… Collard podniósł wzrok, ponieważ przypinając psa, widział tylko buty i dolny odcinek spodni młodego mężczyzny.

– O cholera! Cholera, cholera, cholera! – Trzęsącymi się dłońmi wyszarpywał z kieszeni telefon.

Twarz mężczyzny miała odcień siny, z wyjątkiem ciemnej, brunatnej strużki wypływającej z nosa. Podobne w kolorze plamy widać było na kołnierzyku koszuli i kołnierzu jasnej kurtki. Jednak najgorsze było to, że miał otwarte oczy, które nie poruszyły się, gdy Aurélien Collard dwoma palcami tuż poniżej ucha usiłował doszukać się pulsu.

Zorientował się, że dość bezmyślnie wybrał z pamięci numer telefonu, kiedy w słuchawce usłyszał głos żony. Kazał jej więc natychmiast się ubrać, przyjść na skwerek i zabrać psa do domu, po czym rozłączył się i dopiero wtedy wybrał 112.

* * *

Kuchnia była najzimniejszym pomieszczeniem w całym domu. Ścienny termometr od kilku dni pokazywał uparcie piętnaście stopni. Na zewnątrz trwała mroźna bezśnieżna zima z temperaturą spadającą chwilami do minus dziesięciu. Słońce miało wzejść dopiero za godzinę, a widoczna za oknem zmrożona, wilgotna zawiesina nie zapowiadała pogodnego dnia.

Serge zaciągnął mocniej pasek grubego, polarowego szlafroka i poprawił zamotany na szyi szal. Nie miał skarpetek, a stare przetarte kapcie z popękanymi podeszwami nie chroniły stóp przed ciągnącym od podłogi chłodem. Objął dłońmi elektryczny czajnik, czekając, aż woda zacznie wrzeć. Potem nasypał do wielkiego pomarańczowego kubka dwie łyżeczki kawy, nalał wrzątku i dolał mleka. Zawsze rano pił kawę przyrządzoną w ten sposób. Kiedy się już ubierze, może zrobi sobie kawę z ekspresu. Może nawet wypije ją z filiżanki. Ale pierwsza poranna kawa od lat była właśnie taka – parzona w wielkim kubku z grubej ceramiki, z dużą ilością mleka, a czasami, kiedy nie miał ochoty nic jeść, z jedną kostką ciemnego cukru.

Szurając kapciami, poszedł do salonu i włączył telewizor na jedyny kanał, który o tej porze nadawał non stop wiadomości i prognozę pogody. Zbliżała się siódma. Ogień w kominku wygasł, więc wcisnął się w poduszki wysiedzianej kanapy i okrył kocem zmarznięte stopy. Popijał gorący płyn, przeglądał bez zainteresowania reklamowe gazetki wyjęte wczoraj ze skrzynki na listy i nieuważnie słuchał wiadomości, spoglądając od czasu do czasu na ekran. Nie spieszył się. Od lat nigdzie się nie spieszył.

Z drzemki obudził go przepełniony pęcherz. Zwlókł się więc z kanapy, wyłączył telewizor i poczłapał do łazienki. Obwąchał skarpety i uznał, że nadają się do ponownego użycia. Pozostałe ubrania poddał podobnej ocenie i w efekcie założył te same rzeczy, które miał na sobie poprzedniego dnia. Chwilę zastanawiał się nad koniecznością golenia, ale w końcu poprzestał na umyciu zębów i przemyciu twarzy.

Kiedy ponownie zszedł na dół, zaczynało świtać. Nadeszła pora na porządną kawę z ekspresu, z odrobiną mleka i herbatnikiem. O ile oczywiście znajdzie jeszcze jakieś herbatniki.

Oparty łokciami o kuchenny blat, wpatrywał się w strumień kawy lejący się do filiżanki i usiłował zaplanować coś, czym można byłoby wypełnić dzień.

W portfelu miał trochę drobnych. Przeliczał je kilka razy i wiedział, że na pewno wystarczy na bagietkę, a może nawet na lepszy chleb. Od kilku dni miał ochotę na dobry, świeży chleb, kawałek sera i kieliszek wina. Najchętniej zjadłby to, siedząc w ogrodzie, ale ciągle było za zimno. No i ten deszcz. Poszperał w kieszeniach kurtek i płaszczy i znalazł jeszcze dwa euro, co nastroiło go bardzo optymistycznie, bo doszedł do wniosku, że gdyby ograniczył się do zwykłej, najtańszej bagietki, mógłby zaszaleć i kupić sobie paczkę papierosów.

W piekarni na szczęście nie było kolejki. Kupił dwie zwykłe bagietki i stwierdził, że nadal stać go na paczkę cameli.

* * *