51,99 zł
Dlaczego mózg potrzebuje przyjaciół–Dobra rozmowa może być najlepszym lekarstwem na podły humor i złe samopoczucie!
Czy wiecie, że ludzki mózg został ukształtowany w procesie ewolucji w taki sposób, by nagradzać nas za kontakty z innymi i karać za izolację? Niestety żyjemy w czasach pogłębiającej się samotności, która niszczy nasze zdrowie. Doktor neurobiologii Ben Rein za pomocą przykładów z codziennego życia i zaskakujących badań naukowych objaśnia w prosty i dowcipny sposób, jak głęboki wpływ na ludzki organizm mają relacje z drugim człowiekiem, i podpowiada, jak skutecznie walczyć z nieśmiałością i izolacją społeczną.
Z tej książki dowiecie się m.in.:
Nie ignorujcie zaproszeń od znajomych. Bądźmy w tych trudnych czasach razem!
Wyobraźcie sobie następującą scenę: jest czwartkowe popołudnie, godzina 16, siedzicie zgarbieni przy komputerze, zżera was stres i lęk. Cały tydzień był koszmarny. Każdą wolną chwilę poświęciliście na pracę przy gigantycznym projekcie, który jest totalnie do niczego, a deadline zbliża się wielkimi krokami. Odchylacie się w fotelu, czując, że zużyliście resztki energii, zamykacie oczy i bierzecie głęboki wdech. Ciało błaga was, żebyście odpoczęli, ale przekonujecie sami siebie, że wystarczy popracować jeszcze parę godzin, a jutro poczujecie się lepiej. Nachylacie się znów nad komputerem, skupiając załzawione oczy na ekranie. Dokładnie w tym momencie telefon na biurku zaczyna wibrować. Ku waszemu zaskoczeniu okazuje się, że dzwoni kumpel, z którym nie rozmawialiście od lat. Cholera, o co może chodzić? Zerkacie to na telefon, to na komputer i bijecie się z myślami. Odebrać? Czy lecieć dalej z projektem? Spróbujcie na moment naprawdę wyobrazić sobie siebie w tej sytuacji i uczciwie odpowiedzcie na pytanie:Czy odebralibyście ten telefon? – fragment książki
dr Ben Rein– jest neuronaukowcem, dyrektorem naukowym w fundacji Mind Science, adiunktem na Uniwersytecie Stanforda i na Uniwersytecie Stanu Nowy Jork w Buffalo oraz popularyzatorem nauki. Otrzymał m.in. nagrody organizacji zrzeszającej amerykańskich naukowców United States National Academies oraz towarzystwa Society for Neuroscience. W pracy skupia się na neuronauce interakcji społecznych, opowiada też o mózgu ponadmilionowemu gronu odbiorców w mediach społecznościowych. Występował w popularnych programach telewizyjnych takich jakEntertainment TonightorazGood Morning America.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Dla wszystkich, którzy kiedykolwiek zmagali się z osamotnieniem, i dla tych, którzy pokazali im, jak z niego wyjść.
Irytuje mnie, kiedy ktoś używa trudnych słów bez żadnego uzasadnienia.
Prostsze określenia prawie zawsze sprawdzają się lepiej. Po co operować trudnym słownictwem, jeśli możemy po prostu użyć łatwiejszego? Oczywiście zawsze przyjemnie „zademonstrować”, że „dysponuje się” „szerokim zasobem leksykalnym”, ale dobrą książkę da się napisać łatwym językiem. Trudne słowa „zaburzają klarowność przekazu” – o przepraszam: utrudniają zrozumienie tego, co chce się powiedzieć. Czasem pomagają coś wyjaśnić, ale mogą wznieść barierę nie do przeskoczenia dla całej rzeszy czytelników.
Coś w tym rodzaju dzieje się właśnie teraz w świecie nauki. Badacze używają żargonu, który rozmywa sens artykułów i uniemożliwia szerokiej opinii publicznej śledzenie debat oraz kierunków rozwoju. Musimy komunikować się lepiej. Zamiast zakładać, że czytelnicy wiedzą, co to jest pęcherzyk presynaptyczny, możemy spokojnie nazwać go „małą kieszonką gromadzącą neuroprzekaźniki” i przejść nad tym do porządku dziennego. Odszukanie łatwiejszego sposobu tłumaczenia różnych zagadnień jest znacznie bardziej konstruktywne niż pakowanie w zdania tyle żargonu, ile się tylko da, i trzymanie kciuków, że czytelnicy jakoś się w tym wszystkim połapią. Jeśli my, naukowcy, naprawdę chcemy zmieniać świat na lepsze, to nie możemy być strażnikami wiedzy, tylko musimy otworzyć bramy dla innych. Ja zapraszam do lektury tej książki wszystkich czytelników. Proszę mnie źle nie zrozumieć – zamierzam opowiedzieć o bardzo wielu poważnych zagadnieniach z dziedziny neuronauki, ale będę używał takiego języka, który pozwoli docenić te zjawiska bardzo różnym odbiorcom. Lekarze składają przyrzeczenie nawiązujące do zasady ukutej przez Hipokratesa, która brzmi „po pierwsze nie szkodzić”. Moja obietnica brzmi: po pierwsze nie używać żargonu.
To powiedziawszy, muszę zaznaczyć, że czasem nie sposób tego uniknąć. Niektóre terminy są po prostu potrzebne. GABA (skrót od kwasu gamma-aminomasłowego) to GABA, nie da się tego inaczej powiedzieć. Ale takie nazwy zawsze da się jakoś wyjaśnić. Podczas prac nad tą książką odkryłem, że bez pewnych terminów naukowych nie mogę się obyć, więc – żeby nikogo nie wykluczać – napisałem dodatek, który znajdziecie na końcu książki. Wyjaśniam w nim, co różne określenia tak naprawdę znaczą i czasem poszerzam trochę ich kontekst. Jeśli natkniecie się w tekście na taki znak: (+), to znaczy, że na ten temat można znaleźć nieco więcej informacji w dodatku. Mam nadzieję, że tam zajrzycie.
„Halo?”
Wyobraźcie sobie następującą scenę: jest czwartkowe popołudnie, godzina 16, siedzicie zgarbieni przy komputerze, zżera was stres i lęk. Cały tydzień był koszmarny. Każdą wolną chwilę poświęciliście na pracę przy gigantycznym projekcie, który jest totalnie do niczego, a deadline zbliża się wielkimi krokami. Im większe napięcie, tym trudniej się wam skoncentrować. Już nie możecie się doczekać końca tego zadania, ale jednocześnie nie potraficie sobie wyobrazić, że kiedykolwiek się z tego wygrzebiecie.
Odchylacie się w fotelu, czując, że zużyliście ostatnie resztki energii, zamykacie oczy i bierzecie głęboki wdech. Całe ciało błaga was, żebyście odpoczęli, ale przekonujecie sami siebie, że wystarczy popracować jeszcze parę godzin tego wieczora, a jutro poczujecie się lepiej. Nachylacie się znów nad komputerem, skupiając załzawione oczy na ekranie. Czujecie się fatalnie z tym, że zlekceważyliście podpowiedzi ciała, ale czy naprawdę mieliście jakiś wybór?
Dokładnie w momencie podjęcia tej decyzji telefon na waszym biurku zaczyna wibrować i migać. Ku waszemu zaskoczeniu okazuje się, że dzwoni stary kumpel, z którym nie rozmawialiście od lat. Cholera, o co może chodzić? Zerkacie to na telefon, to na komputer i bijecie się z myślami. Odebrać? Czy lecieć dalej z projektem? Spróbujcie na moment naprawdę wyobrazić sobie siebie w tej sytuacji i uczciwie odpowiedzcie na pytanie: Czy odebralibyście ten telefon?
Macie twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony chcecie za wszelką cenę skończyć rozbabrany projekt. Wszystko, co odciąga waszą uwagę, może doprowadzić do katastrofy. Z drugiej strony ciekawi was, dlaczego przyjaciel dzwoni. Może ma jakieś dobre wiadomości. A może... Co, jeśli stało się coś złego? Może dzwoni, żeby poprosić o przysługę? A co, jeśli rozmowa pójdzie w dziwnym kierunku, nie będzie się kleić, a wy będziecie musieli znaleźć jakiś pretekst, żeby ją zakończyć?
Mimo tych wszystkich obaw coś wam mówi, żeby jednak odebrać. Ulegacie impulsowi. Wciskacie przycisk zielonej słuchawki.
– Halo?
– Cześć!
Tak rozpoczyna się zaskakująco owocna i przyjemna rozmowa. Konwersacja się klei, nie ma w niej ani jednej prośby o przysługę ani żadnych złych wiadomości. Stary przyjaciel po prostu pomyślał o was i chciał się dowiedzieć, co słychać. Razem się śmiejecie, przywołujecie wspólne wspomnienia, wymieniacie się opowieściami z przeszłości. Mija zaledwie parę chwil, a już jesteście pochłonięci rozmową i odwracacie się od komputera, skupiając się tylko na głosie w słuchawce. Po prawie godzinie żegnacie się, obiecując sobie, że wkrótce znowu się zdzwonicie. Macie mocne postanowienie, by naprawdę dotrzymać słowa.
Kiedy wracacie do komputera, czujecie niespodziewany przypływ energii i świeżości. Macie czystą głowę, projekt nie wydaje się już tak przytłaczający i jesteście gotowi się z nim zmierzyć. Pracujecie spokojnie jeszcze przez godzinę lub dwie i udaje się wam zrobić więcej, niż się spodziewaliście.
Wszyscy przeżyliśmy coś takiego, prawda? Dobra rozmowa może być najlepszym lekarstwem na paskudny humor, zwłaszcza jeśli od co najmniej kilku dni nie mieliście żadnego satysfakcjonującego spotkania z drugim człowiekiem. Historia z telefonem nie jest tylko anegdotką, z którą możemy się łatwo utożsamiać. Ma ona oparcie w badaniach naukowych, które pokazują, że ludzie zwykle kończą rozmowy w lepszym nastroju i z mniejszym poziomem stresu. W dłuższym okresie te efekty się potęgują: osoby, które częściej wchodzą w interakcje z innymi, podają w badaniach, że mają lepsze samopoczucie, a ludzie z niezaspokojoną potrzebą kontaktu społecznego – gorsze.
Owszem, spotkania z drugim człowiekiem są naturalnym środkiem na poprawę nastroju, ale to nie wszystko. Częstsze interakcje społeczne wiążą się także z niższym ryzykiem demencji, niewydolności serca, cukrzycy, depresji i stanów lękowych. Dowiedziono, że wsparcie naszych systemów społecznych przekłada się na większą odporność na stres oraz wyższy próg bólu. Z kolei izolacja społeczna stanowi jeden z czynników, które najlepiej potrafią zapowiadać pojawienie się zachowań samobójczych. Nie da się ukryć, że życie społeczne ma wielki wpływ na nasze zdrowie i nasz dobrostan.
Mało tego: badania dają podstawy do przypuszczeń, że jakość funkcjonowania społecznego oddziałuje nawet na długość życia. To brzmi absurdalnie, ale ten wybór – odebrać telefon albo niech sobie dzwoni – może wpłynąć na liczbę lat, jakie zostały wam na tym świecie. W jednym z badań monitorowano stan zdrowia ponad 300 tysięcy ludzi przez średnio 7,5 roku, co naturalnie oznacza, że część badanych w tym okresie zmarła. Kiedy zaczęto sprawdzać powiązanie różnych czynników z ryzykiem zgonu, odkryto zdumiewającą prawidłowość – okazało się, że prawdopodobieństwo śmierci osób posiadających słabsze więzi społeczne było wyższe o 50 procent. Oznacza to, dla porównania, że izolacja jest mniej więcej dwa razy bardziej szkodliwa niż otyłość oraz cztery razy bardziej szkodliwa niż mieszkanie w obszarze, gdzie występuje wysokie zanieczyszczenie.
Cofnijmy się teraz do naszego dylematu z telefonem. Czy myśleliście o swoim zdrowiu, kiedy zastanawialiście się, czy odebrać połączenie? Pewnie nie, co jest całkowicie normalne. Po prostu nie myślimy o naszym życiu towarzyskim w ten sposób... ale właśnie powinniśmy! Jako neuronaukowiec specjalizujący się w biologii zachowań społecznych uważam, że kontakty międzyludzkie są równie ważne jak inne filary dobrego zdrowia, takie jak ćwiczenia fizyczne, dobry sen i odżywianie. Jednak nie są dla nas takim priorytetem.
Właśnie na tym polega nasze największe wyzwanie. Świat stoi przed problemem społecznym i im szybciej to sobie uświadomimy, tym szybciej możemy zacząć coś z nim robić. To prowadzi mnie do gorzkiej prawdy numer jeden: żyjemy w świecie podziałów. Można w tym miejscu wskazywać wiele przyczyn tej sytuacji – od coraz szerszego użycia mediów społecznościowych, przez pandemię COVID-19, po rozpowszechnienie pracy zdalnej, polaryzację polityczną i niezliczone inne zjawiska. Niezależnie od tego, kogo lub co uważamy za winnego numer jeden, trzeba sobie zdać sprawę z tego, że utrzymujemy coraz mniej kontaktów społecznych. I to stanowi kolosalny problem.
Na szczęście do wielu zaczyna to już docierać. Z radością dostrzegam, że przez ostatnie kilka lat dyskusja publiczna dotycząca izolacji posunęła się bardzo do przodu. O naszym problemie z życiem towarzyskim zaczęliśmy czytać w gazetach i słuchać w podcastach. Najlepsze jest to, że istnieje proste i oczywiste rozwiązanie: spotykajmy się z innymi częściej! Ale czy naprawdę wprowadzamy to w życie? Czy zauważacie jakąś zmianę? Ja nie dostrzegłem wielkich postępów, jeśli chodzi o budowanie społeczności albo spotykanie się ponad podziałami. Widzę za to ciągłe bariery, które dzielą nasze społeczeństwo. Dlaczego nie robimy więcej, żeby je zburzyć? Być może nie zdajemy sobie w pełni sprawy z tego, jakie konsekwencje niesie brak interakcji. Dlatego właśnie jestem zmuszony zaserwować wam kilka nieprzyjemnych informacji, których pewnie nie chcecie usłyszeć. Musimy potraktować tę sprawę poważnie. A to z powodu gorzkiej prawdy numer dwa: podziały są szkodliwe dla mózgu.
Ludzki mózg został ukształtowany w procesie ewolucji w taki sposób, by nagradzać nas za kontakty z innymi i karać za izolację. Właśnie dlatego nawiązując kontakty towarzyskie, możemy zyskać tak wiele, a być może jeszcze więcej stracić, kiedy jesteśmy ich pozbawieni. Wszyscy wiemy, że naprawdę powinniśmy częściej odbierać telefon i znajdować więcej czasu dla przyjaciół i rodziny, ale najwyraźniej nie mamy wystarczającej motywacji, żeby coś z tym zrobić. Sądzę, że ta niezdolność do działania wynika po części z tego, że w dyskusji na temat izolacji brakuje jednego ważnego tematu. Wszyscy słyszeliśmy, że spotykanie się z innymi jest dla nas dobre, a izolacja zła, ale jak to faktycznie wygląda na poziomie mózgu i ciała? W żadnych artykułach ani podcastach nie znajdziemy pełnego obrazu, który daje nam neuronauka, pokazując stawkę, o jaką toczy się gra. A jest o czym opowiadać. Kontakty społeczne oddziałują na nas na bardzo głębokim poziomie funkcjonowania organizmu i dotykają niezliczonych wewnętrznych układów. Kiedy spychamy kwestie towarzyskie na drugi plan, robimy sobie większą krzywdę z punktu widzenia biologii, niż moglibyśmy przypuszczać. Wierzę, że jeśli naprawdę dostrzeżemy, co możemy stracić, być może bardziej zmotywuje nas to do działania. No bo przecież: jak mamy pragnąć zmiany, jeśli nie wiemy, dlaczego jest potrzebna?
Została jeszcze jedna gorzka prawda – rzecz najtrudniejsza do przełknięcia. Chociaż często zrzucamy odpowiedzialność za nasz problem z brakiem kontaktu z innymi na zewnętrzne czynniki, takie jak COVID-19 lub praca zdalna, to musimy też dostrzec rolę, którą odgrywamy w tym my sami. Zachowania, jakie przejawiają ludzie we współczesnych społeczeństwach, powodują podziały, ale nie jest to do końca naszą winą. Świat, w którym ukształtował się ludzki mózg, bardzo różnił się od tego, który znamy dzisiaj, i dlatego organ ten nie zawsze robi to, co uważamy za najsłuszniejsze albo najlepsze z punktu widzenia obecnego społeczeństwa. Na przykład czasem kłócimy się w internecie z zupełnie obcymi ludźmi, mamy tendencję do częstszego ignorowania cierpienia osób, które się od nas różnią, i nie doceniamy wartości mówienia innym miłych słów. To takie społeczne mielizny, które oczywiście nie ułatwiają nam nawiązywania i utrzymywania kontaktów, ale trzeba wiedzieć, że stanowią one konsekwencję funkcjonowania naszego mózgu. Posiadamy genialny organ, który daje nam wielkie możliwości, ale nie jest idealny. Też ma swoje wady i czasem przeszkadza nam w budowaniu relacji z innymi. To prowadzi mnie do gorzkiej prawdy numer trzy: mózg ma wewnętrzne niedoskonałości, które mogą nas od siebie odsuwać.
Jeśli mamy nadzieję, że pewnego dnia stworzymy społeczeństwo, w którym kontakt z drugim człowiekiem naprawdę będzie sprawą numer jeden, to trzeba od początku zrozumieć, co stoi nam na drodze. Spróbujmy zmierzyć się bezpośrednio z tymi barierami. W kolejnych rozdziałach wskażę liczne dziwaczne mechanizmy w mózgu, które prowadzą do tworzenia podziałów, opiszę przyczyny, dla których zostały one wpisane w konstrukcję ludzkiego umysłu, i omówię sposoby radzenia sobie z nimi. Chcę rzucić światło na słabe punkty naszego społecznego mózgu, żebyśmy mogli ich uniknąć, postępując w sposób celowy i przemyślany.
W dzisiejszym świecie wszyscy mieszkańcy Ziemi mają wspólnego wroga: podziały. Ludzkość prowadzi po cichu wojnę z przeciwnikiem, który zagraża zdrowiu naszego mózgu i przyszłości naszego gatunku. Można go pokonać tylko w jeden niesłychanie prosty sposób: przekraczając to, co nas różni. W tej książce odsłonimy tajniki licznych badań z dziedziny neuronauki, żebyście mogli lepiej zrozumieć, na czym polega prawdziwa natura tej bitwy. Wspólnie zadamy sobie pytanie: Co takiego dają mózgowi interakcje społeczne na poziomie biologicznym? Co się dzieje, kiedy spędzamy za mało czasu z innymi, a za długo jesteśmy sami? Czy kontaktowanie się z innymi w sieci wywiera jakiś wpływ na mózg? Czy zabawa z psem liczy się jako interakcja? I jakie zakulisowe mroczne siły manipulują mózgiem, czyhając na możliwość sabotażu naszych relacji społecznych? Niektóre wnioski z badań sprawią, że opadną wam szczęki! Możecie przeżyć wstrząs. Zaczniecie kwestionować wiele rzeczy, których kiedyś byliście pewni, i mam nadzieję, że zachwycicie się niewiarygodnymi układami funkcjonującymi w każdym z nas.
Przede wszystkim liczę jednak na to, że jeśli zrobię dobrze to, co do mnie należy, zapragniecie wyciągnąć dłoń do drugiego człowieka i dołączyć do walki z naszym wspólnym wrogiem.
Kontakty społeczne fascynowały mnie, odkąd byłem dzieckiem. Pamiętam bardzo dobrze, jak w czasie którejś przerwy obiadowej w szkole rozejrzałem się i nagle dotarło do mnie, jak duża jest liczba stolików, przy których jedzą uczniowie. Przy niektórych panowała cisza, bo zajmowały je najbardziej nieśmiałe dzieci, które siadały razem tylko dlatego, że tak się powinno robić na przerwie. Czytały książki albo wpatrywały się w swoje kanapki, żeby nie musieć z nikim rozmawiać, a kiedy nawiązywały interakcje, wychodziło im to dość niezdarnie i wydawało się, że nie sprawia im przyjemności. Jako jeden z moli książkowych często lądowałem przy takim stoliku. Brak kontaktów społecznych jednak mi doskwierał. Podczas przerwy obiadowej rozglądałem się po innych stołach i wyobrażałem sobie, że dołączam do energiczniejszych i popularniejszych kolegów z klasy. Tam panowały większy gwar i lepsze nastroje. Było to zupełnie inne środowisko społeczne – takie, do którego za wszelką cenę chciałem dołączyć.
Przez lata obserwowania ludzi w dzieciństwie odkryłem, że mają bardzo różne zwyczaje społeczne. Zacząłem wyobrażać sobie towarzyskość jako kontinuum rozciągające się od największych głębin nieśmiałości po zewnętrzne rubieże ekstrawertyzmu. Każdy może umiejscowić się gdzieś na tej skali. W którym miejscu się odnajdujecie?
Kiedy dorosłem, raz po raz wracałem do tej koncepcji, bo chciałem zrozumieć, dlaczego tak bardzo różnimy się od siebie. Na szczęście znalazłem drogę do stolików z innymi ekstrawertykami, ale nigdy nie przestałem rozglądać się wokół. Nie przestałem obserwować pięknej różnorodności postaw towarzyskich i zastanawiać się nad systemami operacyjnymi, które sprawiają, że każdy z nas jest jedyny w swoim rodzaju.
Idąc na studia, zdecydowałem, że moim głównym kierunkiem będzie psychologia, bo miałem nadzieję, że pewnego dnia zajmę się badaniem tych różnic. Jednak w tej ścieżce edukacji coś mi nie pasowało. Miałem poczucie pewnego braku, niekompletności, jakbym studiował nie to, co powinienem. Nauka nie była tak ekscytująca, jak się spodziewałem. Wraz z zaliczaniem kolejnych kursów powoli do mnie docierało, na czym polega problem: uczyłem się o zachowaniach i o tym, dlaczego ludzie robią różne rzeczy, ale tym, co mnie naprawdę interesowało, był mózg. Wracając do dziecięcej koncepcji kontinuum towarzyskości, zrozumiałem, że unikalny sposób wyrażania siebie każdego z uczniów lub studentów odzwierciedlał pewne niewidzialne różnice w sposobie funkcjonowania ich mózgów! Zafiksowałem się na ich odszukiwaniu. Dlaczego mózgi niektórych uczniów czuły się bardziej komfortowo przy cichych stolikach, a inne wolały wchodzić w kolejne interakcje? Czy można prześledzić związek tych zwyczajów społecznych z działaniem konkretnych układów w mózgu? Wydawało się, że w badaniach nad mózgiem odkryłem swoją prawdziwą pasję, ale był mały problem... otóż neuronauka sprawiała, że srałem po gaciach ze strachu.
Ten przedmiot mnie skrajnie onieśmielał. Gdybym miał zmienić mój główny kierunek studiów z psychologii na neuronaukę, musiałbym zaliczać zajęcia takie jak biochemia, genetyka i biologia molekularna i po prostu sądziłem, że jestem na to za słaby. Od dziecka miałem problemy z pewnością siebie i nie wierzyłem we własne możliwości. Dlatego zamiast zająć się badaniami marzeń, dalej studiowałem psychologię, w nadziei, że jakoś się to wszystko ułoży. Chociaż czułem, że popełniam wielki błąd, wydawało mi się, że nie mam wyboru. Miałem dobrą średnią i nie chciałem tego psuć, podejmując studia nad neuronauką. Ze zwieszoną głową podążyłem w stronę przyszłości, która chyba mi się nie uśmiechała.
A później wszystko się zmieniło. Zaledwie trzy semestry przed końcem studiów przyśnił mi się przerażający koszmar, który całkowicie zmienił moje życie. Byłem w nim dorosły, miałem dom i rodzinę. Na pozór wszystko było normalnie, tylko że prześladowało mnie jakieś zło. Nie widziałem go, ale ono kontrolowało moje życie. Jeśli lekceważyłem rozkazy tej siły, byłem poddawany przerażającym przeobrażeniom: ręce i nogi zaczynały zginać mi się w drugą stronę, twarz puchła od gromadzącego się płynu, aż prawie pękała mi skóra, na całym ciele pojawiały mi się wrzody. Brzmi koszmarnie – było koszmarne. W kulminacyjnym momencie snu demoniczna siła wezwała mnie do piwnicy w moim domu. Do tej pory była niewidzialna, ale nagle zrozumiałem, że lada chwila mi się objawi. Czułem, że otacza mnie niewiarygodna, paraliżująca potęga, która napełnia mnie zgrozą i wrażeniem mojej własnej kruchości. Nie potrafię opisać tego przerażenia. I właśnie wtedy, kiedy ta moc zaczęła mnie pochłaniać – obudziłem się.
Doznanie po przebudzeniu było równie silne. Zerwałem się jak oparzony z mojego skrzypiącego podwójnego łóżka i rozejrzałem po cichym, ciemnym pokoju. Był środek nocy, ale ciało aż buzowało mi od adrenaliny. Wróciłem pod kołdrę i próbowałem się jakoś pozbierać, jednak nie mogłem strząsnąć z siebie doznania, jakie wywołał koszmar. Spośród wszystkich myśli, które mogły mi przyjść wtedy do głowy, jedna nie dawała mi spokoju: Jak, do cholery, mój mózg to zrobił? Byłem zdumiony, że jeden organ mógł wygenerować tak skomplikowaną koszmarną wizję, łącznie z wyrazistymi krajobrazami, nieprzewidywalnymi bohaterami i intrygującą fabułą, a jednocześnie doświadczać tego snu, wchodzić w interakcje z bohaterami i podejmować decyzje. Jakim cudem to wszystko wydarzyło się wewnątrz mojego mózgu?
Ta ciekawość przechyliła szalę. Oficjalnie zostałem wrzucony na głęboką wodę. Było jasne, że nie mogę dłużej tłumić pragnienia studiowania neuronauki. Nie zmrużyłem już oka, tylko do rana planowałem, jak przeprowadzę zmianę mojej ścieżki akademickiej. Tego samego dnia odbyłem spotkanie z uczelnianym doradcą, dołączyłem do klubu studentów neuronauki i wysłałem zgłoszenie jako wolontariusz do różnych laboratoriów neuronaukowych. Chciałem dalej badać zachowania społeczne, lecz tym razem z perspektywy neuronauki. Miałem nadzieję, że może pewnego dnia odkryję, dlaczego mózgi niektórych studentów wolą gapić się w ich kanapki, a inne lubią narobić trochę hałasu.
Z perspektywy czasu zawsze zastanawiam się, czy ta zła „siła” miała reprezentować moją ścieżkę awansu. Być może podświadomość próbowała mnie ostrzec, że zmierzam w nieprzyjemnym kierunku: moje życie zostanie podporządkowane karierze, ale nie tej właściwej, więc będę musiał robić to, czego nie chcę, i przeobrażę się w osobę, z którą się nie identyfikuję. A może ta siła nie miała jednak objawić mi się we śnie, lecz planowała ukazać mi prawdę na jawie, w tych chwilach po przebudzeniu, gdy nie mogłem przestać myśleć o mózgu. Zastanawiam się też, czy ta moc, którą nieomal spotkałem we śnie, nie była moją podświadomością i czy przypadkiem nie próbowała mnie przestraszyć, żebym dostrzegł błąd, jaki popełniałem.
Oczywiście ta historia ma szczęśliwe zaskoczenie. Dostałem się na studia doktoranckie na uniwersytecie stanu Nowy Jork w Buffalo (SUNY Buffalo) i okazało się, że nie miałem problemu z zaliczeniem żadnych zajęć o długich nazwach, których wcześniej tak bardzo się bałem. Kiedy zdobyłem stopień doktora, zatrudniłem się na Uniwersytecie Stanforda, gdzie zajmowałem się badaniami neuronaukowymi. Mogę się pochwalić ponad 20 publikacjami na temat funkcjonowania mózgu. Badałem wpływ genów na zachowania społeczne, próbowałem odkryć, w jaki sposób narkotyki, takie jak MDMA, pobudzają empatię, jak presja czynników środowiskowych może wpływać na motywację społeczną, skąd bierze się brutalność w mediach społecznościowych, jak interwencje interpersonalne mogą zapobiegać samobójstwom, a nawet – jak mierzyć poziom interakcji społecznych u myszy. Jestem dumny z młodszej wersji siebie, że miała odwagę zmierzyć się z wyzwaniem, które było przerażające, ale konieczne.
Zajmując się neuronauką, dowiedziałem się niesamowitych rzeczy na temat nauki o naszych interakcjach i nie mogę się doczekać, aż będę mógł się tym podzielić z wami w tej książce. A jeśli tak jak ja trochę się boicie, że badania nad mózgiem to dla was za trudny temat, nie przejmujcie się. Ta książka jest dla was. Oprócz pracy naukowej miałem też przyjemność uczyć neuronauki w mediach społecznościowych, gdzie opowiadałem każdemu, kto chciał mnie słuchać, o pięknie mózgu i jego tajemnicach. Postanowiłem rozwinąć umiejętność przekazywania wiedzy naukowej, ponieważ uważam, że każdy może się nauczyć czegoś o mózgu – o ile informacje podane są we właściwy sposób. Wszyscy mamy ten organ i jego zrozumienie nam się po prostu należy. Ta myśl przyświecała mi, kiedy pisałem tę książkę, bo chcę, by każdy miał dostęp do tej wiedzy.
To, że mamy problem społeczny, nie jest informacją z ostatniej chwili. Jestem pewien, że w najbliższych latach ukaże się wiele książek, które zdiagnozują głębię naszej izolacji. Jednak ta do nich nie należy. Napisałem tę książkę nie po to, żeby powiedzieć wam to, co już wiecie: jak jesteśmy samotni i jak zmienia się współczesny świat. Zamierzam zanurzyć się w temat głębiej, zostać waszym przewodnikiem po tajemniczym świecie biologii mózgu i wyjaśnić znaczenie tych zmian dla naszego zdrowia i dobrego samopoczucia. Na kolejnych stronach nie będę wam tylko tłumaczył, że potrzebujemy kontaktów społecznych, ale pokażę także, dlaczego tak jest. Odpowiem na niezliczone pytania na temat miękkiej, sprężystej, różowej maszynki w waszych głowach, która łaknie towarzystwa. Poznamy najbardziej istotne wnioski z niesłychanej liczby badań przeprowadzonych przez kilkadziesiąt lat na wielu kontynentach. I chociaż pewnie nigdy wcześniej o nich nie słyszeliście ani nie czytaliście tych publikacji, to mają one potencjał, by na serio zmienić wasze życie.
Najważniejsze wnioski
Kontakty z innymi są niezbędne dla dobrego samopoczucia. Nie są jedynie przyjemnym dodatkiem, tylko rzeczą równie ważną, co ruch, sen i dobre odżywianie. Niestety zwykle nie umiemy dostrzec, że to kluczowy element zdrowego życia.Kontaktowanie się z ludźmi głęboko oddziałuje na zdrowie. Wiąże się z niższym ryzykiem demencji, problemów z sercem, cukrzycy, depresji i stanów lękowych. Ma nawet związek z wyższym progiem bólu i dłuższym życiem.W debacie publicznej na temat izolacji za mało mówi się o neuronaukowych podstawach tego zagadnienia. Dzięki tej książce zobaczycie jak na dłoni, co mamy do stracenia.Musimy uzmysłowić sobie trzy gorzkie prawdy na temat kontaktów społecznych:Żyjemy w świecie podziałów. Czynniki zewnętrzne, takie jak media społecznościowe, pandemia i polityczna polaryzacja, spowodowały, że przepaście między nami się poszerzyły.Podziały są szkodliwe dla mózgu. Mózg jest skonstruowany tak, żeby nagradzać za kontakty z innymi, a karać za izolację, co sprawia, że podziały są poważnym zagrożeniem dla naszego dobrego samopoczucia.Mózg ma wewnętrzne niedoskonałości, które mogą nas od siebie odsuwać. Nasz neurologiczny komputer ma pewne błędy i kieruje się uprzedzeniami, które mogą utrudniać nawiązywanie kontaktów z innymi. Kiedy zrozumiemy te naturalne przeszkody, będziemy mogli lepiej budować życie społeczne.Na końcu książki znajduje się bibliografia do każdego z rozdziałów. Przypisy bibliograficzne do konkretnych fragmentów tekstu można znaleźć na stronie benrein.com/book.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Przypisy są dostępnetylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Tytuł oryginałuWHY BRAINS NEED FRIENDS:THE NEUROSCIENCE OF SOCIAL CONNECTION‒ AND WHY WE ALL NEED MORE
Tłumaczenie
Projekt okładkiKarolina Żelazińska-Sobiech
Redaktor prowadzącyDominik Leszczyński
RedakcjaAleksandra Dobrowolska
KorektaAleksandra Marczuk-Radoszek, Alicja Laskowska
Skład i łamaniePlus 2 Witold Kuśmierczyk
Copyright © 2025 by Ben Rein All rights reserved including the right of reproduction in whole or in part in any form. This edition published by arrangement with Avery, an imprint of Penguin Publishing Group, a division of Penguin Random House LLC. Copyright © for the Polish translation by Maciej Domagała, 2026 Copyright © by Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2026
Żaden fragment tej książki nie może być wykorzystywany do szkolenia systemów sztucznej inteligencji.
ISBN 978-83-XXX
Wielka Litera Sp. z o.o. ul. Wiertnicza 36 02-952 Warszawa
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
