Dlaczego kobiety myślą źle o sobie samych i jak to zmienić - Betsy Holmberg - ebook
NOWOŚĆ

Dlaczego kobiety myślą źle o sobie samych i jak to zmienić ebook

Betsy Holmberg

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

11 osób interesuje się tą książką

Opis

Oto nowatorskie, neuronaukowe podejście do uciszania wewnętrznego krytyka!

Czy i ty masz w głowie bezlitosny głos, który mówi ci, że jesteś niewystarczająco mądra lub atrakcyjna, że nie zasługujesz na miłość albo sukces? Z tym problemem zmaga się wiele kobiet – ale właściwie dlaczego jesteśmy dla siebie tak surowe?

Ten bezkompromisowy przewodnik wyjaśni ci, czemu ewolucja wyposażyła nas w wewnętrznego krytyka i dostarczy praktycznych metod, które pozwolą ci go raz na zawsze uciszyć. Dzięki temu przestaniesz sobie stawiać nierealistyczne wymagania, a zamiast tego obdarujesz się miłością i akceptacją, której potrzebujemy, aby się rozwijać.

Z książki dowiesz się między innymi, jak:

• przestać porównywać się z innymi,

• pokonać syndrom oszusta,

• być pewną siebie i odważną, nawet w kryzysowych chwilach,

• podnosić samą siebie na duchu jak najlepsza przyjaciółka,

• rozpoznawać kłamstwa swojego umysłu i wytrenować go tak, by… przestał być dla ciebie niemiły.

Nadszedł czas, byś przestała być swoim zaciekłym wrogiem i stała się dla siebie największym wsparciem. Ta książka pokaże ci, jak to zrobić.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 172

Data ważności licencji: 8/7/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




Wprowadzenie

Bycie kobietą jest wyczer­pu­jące. Czu­jemy się oce­niane za to, jak wyglą­damy, co mówimy i robimy. Zmie­niamy sie­bie, żeby dogo­dzić ludziom obec­nym w naszym życiu i o nich zadbać, czy to będą sze­fo­wie, rodzice, mał­żon­ko­wie czy dzieci. Kiedy czu­jemy, że nie spi­sa­ły­śmy się wystar­cza­jąco dobrze, surowo się oce­niamy i sta­ramy się samo­udo­sko­na­lić, żeby to się już ni­gdy nie powtó­rzyło. Nasze myśli to przy­tła­cza­jący zalew list rze­czy do zro­bie­nia, samo­kry­tyki, lęków egzy­sten­cjal­nych i tym podob­nych.

Nauka usta­liła już, dla­czego jeste­śmy dla sie­bie takie ostre. Wyja­śnia, skąd pocho­dzą te myśli, dla­czego je mamy i jak je odsu­nąć. Prawda jest taka, że nie wypły­wają one z głębi two­jej istoty, by wyja­wić tajem­nice two­jej duszy. Są mecha­ni­zmem prze­trwa­nia, podob­nym do reak­cji stre­so­wych, które każą ci wal­czyć, ucie­kać albo zasty­gnąć w bez­ru­chu. Setki tysięcy lat temu ludzie żyli w „kla­nach” albo gru­pach liczą­cych od 50 do 150 osób, które współ­pra­co­wały ze sobą, by zapew­nić sobie poży­wie­nie i wodę, wycho­wać dzieci i bro­nić się przed dra­pież­ni­kami i innymi zagro­że­niami. W tam­tych cza­sach myśle­nie o dopa­so­wa­niu się do klanu i przy­sto­so­wy­wa­niu do obo­wią­zu­ją­cych w nim norm wspie­rało ten nowo powstały, zależny od spo­łecz­no­ści tryb życia. Obec­nie auto­ma­tyczne myśli każą ci się dosto­so­wać, dzia­łać tak, by być cenioną przez innych, oraz nakła­niają cię do wielu innych rze­czy – wszystko to po to, aby zapew­nić ci bez­pie­czeń­stwo. Każda z nich jest jak nado­pie­kuń­czy rodzic, który nie­ustan­nie ostrzega: nie idź tam, nie doty­kaj tego. Inten­cje mają dobre, ale życie z nimi może dopro­wa­dzić do sza­leń­stwa.

Ziden­ty­fi­ko­wa­nie tych myśli i zro­zu­mie­nie kie­ru­ją­cej nimi logiki otwo­rzy ci oczy. Głę­boko zako­rze­niona nie­pew­ność doty­cząca two­ich wybo­rów, oso­bo­wo­ści, inte­li­gen­cji i wyglądu osłab­nie, gdy się zorien­tu­jesz, jak ogromną część two­jego świata wewnętrz­nego, a także wewnętrz­nego świata innych ludzi, napę­dza auto­ma­tyczny mecha­nizm prze­trwa­nia. Kiedy zaczniesz uży­wać tech­nik mają­cych na celu zatrzy­ma­nie tych myśli, będziesz mogła odno­wić połą­cze­nie z tym, kim naprawdę jesteś, pod całą tą zasłoną dymną skła­da­jącą się z lęków i zwąt­pie­nia w sie­bie.

Podane w tej książce przy­kłady i stu­dia przy­padku sku­piają się na kobie­cym doświad­cze­niu i łączą wiele kobiet, z któ­rymi pra­co­wa­łam. Nato­miast pod­stawy naukowe i tech­niki odno­szą się do wszyst­kich ludzi, bo mamy te same bio­lo­giczne struk­tury. Wszy­scy doświad­czają auto­kry­tyki. Nie­za­leż­nie od tego, jak się iden­ty­fi­ku­jesz ani skąd pocho­dzisz, możesz sko­rzy­stać na tej uzdra­wia­ją­cej podróży.

Kon­cep­cja mówiąca, że nie jesteś swo­imi myślami, nie jest nowa. Budda to mówił. Nauczy­ciele medy­ta­cji to mówią. Ludzie zaj­mu­jący się psy­cho­lo­gią i dobro­sta­nem to mówią. Wszy­scy to powta­rzają. Ja jed­nak ni­gdy tak do końca w to nie wie­rzy­łam – w końcu to nasz umysł i myśli dopro­wa­dziły do nauko­wych i tech­no­lo­gicz­nych postę­pów. Dopiero gdy dowie­dzia­łam się, skąd się bie­rze dia­log wewnętrzny i czym się różni od innych rodza­jów myśli, wresz­cie poję­łam, o czym mistrzo­wie mówili już tak dawno temu.

Być może ty też scep­tycz­nie pod­cho­dzisz do kon­cep­cji odse­pa­ro­wa­nia się od swo­ich myśli. Pozwól, że popro­wa­dzę cię przez naukowe wyja­śnie­nia. Zgłę­bimy mię­dzy innymi bada­nia obra­zowe, eks­pe­ry­menty na szczu­rach oraz wyniki ankiet. Praca nad tymi odkry­ciami trwa i codzien­nie posuwa się do przodu, a my coraz lepiej rozu­miemy mózg i spo­sób jego dzia­ła­nia.

Podzie­li­łam tę książkę na trzy czę­ści. Z pierw­szej dowiesz się, dla­czego mamy ten wewnętrzny głos, i poznasz jego oso­bo­wość, brzmie­nie i wpływ na cie­bie. Będziesz mieć oka­zję do ziden­ty­fi­ko­wa­nia go w sobie oraz odkry­cia, co jest dla niego ważne i jak funk­cjo­nuje w twoim życiu obec­nie. Nauczysz się tak­tycz­nych tech­nik, które zasto­so­wane w cza­sie rze­czy­wi­stym wyłą­czą kry­tyczne myśli. Nie ma tu jed­nego uni­wer­sal­nego roz­wią­za­nia. Ist­nieje mnó­stwo spo­so­bów na uci­sze­nie tego głosu i nie­które w twoim przy­padku spraw­dzą się lepiej od innych. Ich uży­tecz­ność będzie rów­nież zale­żała od kon­tek­stu i rodzaju danej myśli. Razem stwo­rzą twój nowy zestaw napraw­czy zdro­wia psy­chicz­nego.

W czę­ści dru­giej zwró­cimy uwagę na to, że dia­log wewnętrzny staje się trud­niej­szy, gdy życie staje się cięż­sze. Kiedy jesteś zestre­so­wana, prze­pra­co­wana, wyczer­pana albo chora, wyłą­cze­nie go może się oka­zać fizycz­nie nie­moż­liwe. Prze­pro­wa­dzę cię przez te trud­no­ści jedna po dru­giej i przed­sta­wię realne spo­soby na pora­dze­nie sobie w chwi­lach, gdy myśli napły­wają nie­prze­rwa­nie.

W miarę, jak będziesz się coraz bar­dziej odse­pa­ro­wy­wać od kry­tycz­nego głosu i leczyć rany, które spo­wo­do­wał w twoim życiu, zaczniesz odkry­wać dodat­kową prze­strzeń i nowe moż­li­wo­ści. To zmiana para­dyg­matu. „Skoro to nie ja przez te wszyst­kie lata mówi­łam, to kim jestem”? W czę­ści trze­ciej poznasz kilka ćwi­czeń, dzięki któ­rym odno­wisz kon­takt ze swoją praw­dziwą jaź­nią, tą cho­wa­jącą się pod lękiem i oba­wami. Zba­damy kon­kretne spo­soby na wpro­wa­dze­nie jej do codzien­nego życia. Nie cho­dzi o rady­kalne zmiany, jak roz­wód czy prze­pro­wadzka do innego kraju. Cho­dzi o bycie auten­tyczną sobą w dotych­cza­so­wym życiu i czer­pa­nie rado­ści z bycia w pełni obecną, bez nie­pew­no­ści i zmar­twień wybi­ja­ją­cych się na pierw­szy plan. Na koniec spraw­dzimy, jak nowe umie­jęt­no­ści wpi­sują się w szer­szy kon­tekst lecze­nia zdro­wia psy­chicz­nego, a także wyja­śnimy sobie zarówno spo­sób dzia­ła­nia tera­pii, jak i to, jak naukowa wie­dza na temat wewnętrz­nego kry­tyka może wes­przeć cię w two­jej podróży ku zdro­wie­niu.

Zale­cam ci pro­wa­dze­nie w cza­sie lek­tury dzien­nika, by jak naj­le­piej zro­zu­mieć, w jaki spo­sób ten głos cię poni­żał, i to ule­czyć. Jeżeli zechcesz pra­co­wać z tą książką w połą­cze­niu z tera­pią bądź innymi meto­dami lecze­nia, na pewno ci to pomoże. Zatem przy­go­tuj się i zacznijmy się uczyć. Jestem nie­zmier­nie pod­eks­cy­to­wana, że posta­no­wi­łaś odbyć tę podróż.

Część 1. Co o wewnętrznym krytyku mówi nauka

Część 1

Co o wewnętrz­nym kry­tyku mówi nauka

Rozdział 1. Dlaczego jesteś dla siebie taka surowa

Roz­dział 1

Dla­czego jesteś dla sie­bie taka surowa

Cho­lera, goście już przy­je­chali. O, nie! Lau­ren ubrała się znacz­nie swo­bod­niej. Za bar­dzo się wystro­iłam? Czuję się idio­tycz­nie. No cóż, teraz jest już za późno. Okej, przy­szła Rachel. Co ja mam jej powie­dzieć? Nie cier­pię takich sytu­acji. Cie­szą się w ogóle, że tu są? Mój dom tak dziw­nie pach­nie. Brzuch mi wystaje. Powin­nam go wcią­gnąć. Wypro­sto­wać się. Aaa, daj spo­kój. Jestem z samymi kobie­tami, tak? Muszę się napić.

Czy taki spo­sób myśle­nia brzmi zna­jomo? Dla mnie tak. Więk­szość z nas ma nie­usta­jący stru­mień myśli, które bacz­nie ana­li­zują nas samych i reak­cje innych na nas. Przej­mu­jące w tym przy­kła­dzie jest to, że nie opi­suje on trud­nej sytu­acji czy rela­cji, tylko spo­tka­nie klubu książ­ko­wego. Nasze myśli potra­fią prze­mie­nić poten­cjal­nie przy­jemne doświad­cze­nie w stre­su­jącą gehennę. To może bole­śnie uprzy­krzyć nam życie.

Sama odczu­łam to dotkli­wie, kiedy zosta­wił mnie mąż. Jakoś prze­ży­łam to roz­sta­nie, ale po trzech latach od pod­pi­sa­nia doku­men­tów roz­wo­do­wych na­dal drę­czyło mnie zwąt­pie­nie w sie­bie. Myśla­łam: „Jestem wybra­ko­wana. Nikt nie będzie chciał się ze mną spo­ty­kać, bo wszy­scy uznają, że coś jest ze mną nie tak. Inne matki nie będą się chciały ze mną przy­jaź­nić, bo jestem inna. Nie pora­dzę sobie jako samotny rodzic. To zbyt trudne. Nie dam rady”. Odno­si­łam wra­że­nie, że roz­wód mnie znisz­czył i że już ni­gdy nie poczuję się znowu bez­pieczna i szczę­śliwa. Mia­łam nasi­lone lęki i obni­żone poczu­cie wła­snej war­to­ści. Sytu­acja była tym bar­dziej bez­na­dziejna, że jestem tera­peutką. Wiem, co powie­dzia­łaby mi inna osoba wyko­nu­jąca ten sam zawód. Wiem, jak by do mnie pode­szła. A jed­nak czu­łam, że to nie powstrzy­ma­łoby tej drę­czą­cej mnie codzien­nie auto­kry­tyki.

Skoro wszyst­kie inne moż­li­wo­ści już wyczer­pa­łam, w akcie despe­ra­cji się­gnę­łam po lite­ra­turę naukową. To, co odkry­łam, cał­ko­wi­cie zmie­niło moje spoj­rze­nie na dia­log wewnętrzny. Olśniło mnie i w końcu dostrze­głam, kim tak naprawdę jest mój wewnętrzny kry­tyk, dzięki czemu mogłam roz­po­cząć podróż ku zdro­wie­niu.

Wie­rzymy, że myśli wypły­wają z naszego wnę­trza, bo tak to odczu­wamy. To nie­usta­jący stru­mień świa­do­mo­ści, któ­rym opo­wia­damy sobie rze­czy­wi­stość. Jed­nak bada­nia oparte na obra­zo­wa­niu mózgu oba­lają to zało­że­nie. Myśli nie wypły­wają z jed­nego miej­sca, ist­nieją dwie odrębne sieci odpo­wie­dzialne za to, co myślimy. Pierw­szą z nich jest cen­tralna sieć wyko­naw­cza (ang. cen­tral exe­cu­tive network, CEN) poło­żona w grzbie­towo-bocz­nej korze przed­czo­ło­wej oraz tyl­nej korze cie­mie­nio­wej (patrz: skany mózgu w czę­ści Free Tools na stro­nie https://www.newhar­bin­ger.com/547111). Akty­wu­jemy ją, kiedy się na czymś sku­piamy – czy będzie to zada­nie mate­ma­tyczne, czy kolor nieba. Drugą jest domyślna sieć mózgu (ang. default mode network, DMN) znaj­du­jąca się w środ­ko­wej korze przed­czo­ło­wej, tyl­nej korze zakrętu obrę­czy i zakrę­cie kąto­wym. To twój dia­log wewnętrzny – myśli, któ­rych słu­chasz w ciągu dnia i które cza­sami dopro­wa­dzają cię do szału, kiedy pró­bu­jesz zasnąć.

Mózg potrze­buje spo­sobu na prze­łą­cza­nie się pomię­dzy tymi dwiema kon­ku­ru­ją­cymi ze sobą sie­ciami. W tym celu wyko­rzy­stuje sieć istot­no­ści (ang. salience network, SN) leżącą w przed­niej czę­ści wyspy i grzbie­to­wej przed­niej czę­ści kory obrę­czy, którą możesz sobie wyobra­zić jako prze­łącz­nik. Kiedy sku­piasz na czymś uwagę, SN włą­cza CEN i aktyw­nie wyci­sza inne bodźce pły­nące ze śro­do­wi­ska, żebyś mogła się skon­cen­tro­wać. To wła­śnie dzięki temu chi­rur­dzy mogą ope­ro­wać przez sześć godzin i dopiero po skoń­cze­niu zabiegu zorien­to­wać się, jak bar­dzo chce im się siku. Jeżeli włą­czy się alarm albo pojawi się jakieś zagro­że­nie, SN wyłą­czy CEN i pozwoli prze­jąć kon­trolę DMN. Zagro­że­nie może być duże – na przy­kład minie cię wóz stra­żacki na sygnale, więc rzu­cisz to, co aku­rat robisz, żeby spraw­dzić, co się pali, albo drobne – na przy­kład nie możesz się sku­pić na służ­bo­wym e-mailu, bo jesteś głodna. SN wybiera, czy prio­ry­te­tem w danej chwili mają być twoje cele, czy może bez­pie­czeń­stwo i potrzeby two­jego ciała, czym pomaga ci zacho­wać rów­no­wagę pomię­dzy utrzy­ma­niem się przy życiu a pora­dze­niem sobie ze wszyst­kim, co pla­nu­jesz osią­gnąć danego dnia.

Z punktu widze­nia ewo­lu­cji CEN to obszar, który roz­wi­nął się w mózgu naj­póź­niej, a zara­zem jest naj­bar­dziej skom­pli­ko­wany. Pomaga ci pla­no­wać, myśleć logicz­nie i wyko­ny­wać zło­żone zada­nia, od wyko­ny­wa­nia pracy zarob­ko­wej po pro­wa­dze­nie gospo­dar­stwa domo­wego. Sieć ta jest akty­wo­wana, kiedy posta­na­wiasz się na czymś sku­pić. Działa line­ar­nie: kiedy zada­nie zostaje ukoń­czone, wyłą­cza się. Nie unie­moż­li­wia ci zaśnię­cia w środku nocy, bo prze­staje dzia­łać po skoń­cze­niu tego, czego od niej wyma­ga­łaś.

Niczym stary dom, do któ­rego z cza­sem dobu­do­wy­wano kolejne skrzy­dła, ludzki mózg roz­wi­nął bar­dziej zaawan­so­wane zdol­no­ści na bazie star­szych struk­tur. Trak­tuj DMN jako pier­wotny szkie­let domu. Jak wspo­mnia­łam we wpro­wa­dze­niu, przez więk­szość histo­rii ludz­ko­ści żyli­śmy w łowiecko-zbie­rac­kich spo­łecz­no­ściach liczą­cych do 150 człon­ków. Prze­trwa­nie zale­żało od dopa­so­wa­nia się do klanu i prze­strze­ga­nia obo­wią­zu­ją­cych w nim norm. Sieć domyślna mózgu wspie­rała nas w tym, nie­ustan­nie infor­mu­jąc nas, jak nam idzie i czy mogli­by­śmy radzić sobie lepiej. Ska­no­wała śro­do­wi­sko w poszu­ki­wa­niu wska­zó­wek co do tego, jak powin­ni­śmy wyglą­dać i postę­po­wać, i kry­ty­ko­wała nas, gdy nie speł­nia­li­śmy norm spo­łecz­nych. Umoż­li­wiała nam wspólne życie i gro­ma­dze­nie zaso­bów, by popra­wić jakość życia wszyst­kich człon­ków klanu. Wspie­rała kry­tyczny etap naszej ewo­lu­cji.

Obec­nie na­dal wszy­scy ją mamy. Działa auto­ma­tycz­nie i cyklicz­nie, jedna wywo­łana przez nią myśl pro­wa­dzi do dru­giej, przez co możemy mieć wra­że­nie, że sta­czamy się po równi pochy­łej. Nawet jeśli zdo­łamy zała­twić to, co DMN uznała za ważną sprawę – czy cho­dzi o nasz wygląd, czy o to, jak bar­dzo jeste­śmy lubiane – zaraz znaj­dzie kolejną kwe­stię do prze­ana­li­zo­wa­nia. Nie świę­tuje suk­ce­sów; pełni rolę radaru, który nie­ustan­nie wyszu­kuje zagro­że­nia. Rol­ling Sto­nesi mają rację: nic nie daje nam satys­fak­cji (We can’t get no satis­fac­tion), bo nasze mózgi nie są odpo­wied­nio zapro­gra­mo­wane.

Sieć domyślna mózgu także wyjąt­kowo nas roz­pra­sza. Kiedy dajemy się ponieść myślom pocho­dzą­cym z niej, tra­cimy poczu­cie czasu i miej­sca. Odcina nas od świata wokoł. Nie wiemy, gdzie jeste­śmy, kto stoi przed nami ani co robimy. Jeżeli spę­dzamy dużo czasu na jej słu­cha­niu, możemy się zorien­to­wać, że jest już wie­czór, a my nie wiemy, gdzie prze­padł cały dzień. Albo jedziemy gdzieś i nie pamię­tamy, jak tam dotar­ły­śmy. Oso­bi­ście, jeżeli czuję, że muszę ponow­nie dostroić się do oto­cze­nia („Która godzina? Co się dzieje?”), to wiem, że moją DMN wła­śnie ponio­sło.

DMN żyje prze­szło­ścią i przy­szło­ścią. Ana­li­zuje prze­szłość, żeby zro­zu­mieć, co poszło nie tak, i wyobraża sobie przy­szłość, żeby przy­go­to­wać nas na różne ewen­tu­al­no­ści, a tym samym zapew­nić nam bez­pie­czeń­stwo. Ze względu na swoją naturę zazwy­czaj wsz­czyna alarmy i nas stra­szy, co wywo­łuje stres. Jeżeli pod koniec dnia czu­jesz się szcze­gól­nie wykoń­czona, mimo że nie wyda­rzyło się nic poważ­nego, zasta­nów się, czy nie męczyły cię zbyt­nio rumi­na­cje. Słu­cha­nie myśli DMN może powo­do­wać stres, nie­wielki, ale chro­niczny, który wyczer­puje twoją ener­gię.

Auto­ma­tyczna natura DMN jest źró­dłem jej naj­więk­szej mocy: odno­sisz wra­że­nie, że wszystko pocho­dzi od cie­bie. Masz poczu­cie, że to ty two­rzysz te wszyst­kie myśli i towa­rzy­szysz sobie przez cały dzień, pod­czas gdy w rze­czy­wi­sto­ści słu­chasz pry­mi­tyw­nej sieci bez­pie­czeń­stwa, która jest nie­przy­sto­so­wana do radze­nia sobie z zawi­ło­ściami współ­cze­snego życia.

Nie­które osoby wąt­pią, że ta sieć działa auto­ma­tycz­nie. Prze­cież naprawdę mamy wra­że­nie, że roz­ma­wiamy z samą sobą! Staje się to jaśniej­sze, gdy przyj­rzysz się banal­niej­szym myślom. Przy­po­mnij sobie chwilę, gdy w gło­wie utknęła ci jakaś pio­senka. Jej tekst odtwa­rzał się w two­ich myślach w nie­skoń­czo­ność, a ty nie mogłaś nic na to pora­dzić. Albo gdy nagle poja­wiło się nie­zwią­zane z niczym wspo­mnie­nie. Wczo­raj przy­po­mnia­łam sobie, jak weszłam do sali kon­fe­ren­cyj­nej w Pit­ts­bur­ghu i włą­czy­łam świa­tło, bo było w niej ciemno. Na jakiej pla­ne­cie byłaby to pomocna wska­zówka od mózgu? Takie momenty poka­zują, jak bar­dzo auto­ma­tyczna jest w rze­czy­wi­sto­ści DMN.

Jeżeli masz z tej książki zapa­mię­tać tylko jedno, mam nadzieję, że będzie to nastę­pu­jąca infor­ma­cja: „Nie jesteś tymi myślami”. Kiedy myślisz: „Ale ze mnie prze­gryw” albo „Nie uda mi się tego zro­bić”, tak naprawdę wcale w to nie wie­rzysz. To DMN usi­łuje zapew­nić ci bez­pie­czeń­stwo w świe­cie, któ­rego nie rozu­mie.

Żeby usły­szeć, czym róż­nią się myśli CEN od myśli DMN, wyobraźmy sobie ich reak­cje na ten sam temat. Powiedzmy, że zakoń­czy­łaś pię­cio­letni zwią­zek. Na­dal marzysz o wyj­ściu za mąż i uro­dze­niu dzieci, więc wra­casz do apli­ka­cji rand­ko­wych. Prze­glą­dasz pro­file i zauwa­żasz faceta, który wyjąt­kowo przy­ciąga twój wzrok. CEN mówi: „Ale cia­cho! Patrz na ten uśmiech. Daj w prawo”. Z kolei DMN mówi: „On jest dla cie­bie za dobry. Patrz, jaki wyspor­to­wany. Jeź­dzi na nar­tach, cho­dzi na wędrówki, dużo podró­żuje. Machu Pic­chu? W porów­na­niu z nim nic nie osią­gnę­łaś. Nie zechce kogoś takiego jak ty. Pra­gnie kogoś wyspor­to­wa­nego i żąd­nego przy­gód. Ni­gdy nikogo nie znaj­dziesz”.

To dwa różne światy. Jeden jest prag­ma­tyczny i zde­ter­mi­no­wany, drugi – pro­tek­cjo­nalny i oce­nia­jący. Jado­wita kry­tyka DMN nas nie alar­muje, bo nie znamy życia, które byłoby od niej wolne. Zakła­damy, że to my same myślimy te rze­czy, mówimy więc o niskim poczu­ciu wła­snej war­to­ści, kom­plek­sach na punk­cie wyglądu albo zabu­rze­niach lęko­wych, pod­czas gdy te cechy oso­bo­wo­ści należą do DMN, nie do nas.

W Czar­no­księż­niku z Kra­iny Oz jest taka scena, w któ­rej Dorotka i jej towa­rzy­sze znaj­dują się w pałacu i trzęsą ze stra­chu, słu­cha­jąc „wiel­kiego i potęż­nego” czar­no­księż­nika. Dopiero Toto odciąga zasłonę, ujaw­nia­jąc prze­cięt­nego sta­ruszka, który panicz­nie boi się zde­ma­sko­wa­nia. Czas zatem, żeby­śmy odsło­niły kur­tynę skry­wa­jącą DMN i zoba­czyły jej praw­dziwą naturę.

Ćwi­cze­nie: Spo­tka­nie z DMN

Posłu­chaj uważ­nie swo­jej DMN przez chwilę. O czym mówi? Jakich stan­dar­dów prze­strzega? W jaki spo­sób cię kry­ty­kuje? Co każe ci robić?

To ćwi­cze­nie można wyko­nać na dwa spo­soby: albo zauważ, kiedy DMN się włą­cza, i wtedy wsłu­chaj się w jej słowa, albo ustaw w tele­fo­nie alarm, który ci o niej przy­po­mni. Zapisz, co mówi. Czy wspo­mina o rze­czach fizycz­nych, na przy­kład jedze­niu albo poczu­ciu dys­kom­fortu w ciele? Czy recy­tuje listę wszyst­kich spraw, jakie musisz dzi­siaj zała­twić, a może przy­wo­łuje przy­pad­kowe wspo­mnie­nie ze szkoły? Czy cię kry­ty­kuje, mówi ci, że nie jesteś wystar­cza­jąco dobra albo że gdzieś nie pasu­jesz?

Kiedy już zauwa­żysz dzia­ła­nie DMN w cza­sie rze­czy­wi­stym, ode­tchnij głę­boko i uświa­dom sobie, że to nie ty stwo­rzy­łaś te myśli. One po pro­stu się poja­wiły. Jak się czu­jesz ze świa­do­mo­ścią, że nie two­rzysz z nimi cało­ści? Zano­tuj swoje obser­wa­cje w dzien­niku albo notat­niku.

Kiedy będziesz wyko­ny­wać to i inne ćwi­cze­nia, pamię­taj, że mogą one wywo­ły­wać prze­różne reak­cje. Nie­któ­rych ludzi osza­ła­mia nagłe uświa­do­mie­nie sobie, że głos, który przez całe życie ich ogra­ni­czał, nie jest rze­czy­wi­sty. Inni są przy­bici tym, jak bar­dzo ten głos naru­szał ich dobro­stan. Nie­za­leż­nie od two­jej reak­cji wiedz, że to pierw­szy etap zdro­wie­nia i że nie jesteś sama. Oto kilka histo­rii osób, które opo­wie­działy, jaki wpływ DMN miała na ich życie:

Od dziecka oba­wia­łam się, że skoń­czę spłu­kana. Nie­za­leż­nie od tego, jak ciężko pra­co­wa­łam czy jakie suk­cesy odno­si­łam, czu­łam, że znaj­duję się o krok od bez­dom­no­ści. Wyda­wa­nie pie­nię­dzy nie­zmier­nie mnie stre­so­wało i zawsze strasz­nie besz­ta­łam się za to, że w ogóle muszę to robić. Ni­gdy nie potra­fi­łam zro­zu­mieć, jak ludzie mogą wyjeż­dżać na urlop albo iść do dro­giej restau­ra­cji. Teraz patrzę na te myśli i widzę, że nie są rze­czy­wi­ste. Moja DMN nie potrafi zro­zu­mieć tak skom­pli­ko­wa­nego zagad­nie­nia, jak odkła­da­nie na eme­ry­turę! Zamiast tego tylko mnie stra­szy i nie pozwala robić rze­czy, które mogłyby mnie uszczę­śli­wić. To, co tak naprawdę powin­nam zro­bić, to poroz­ma­wiać z doradcą finan­so­wym, by stwo­rzyć kon­kretny plan. Nie mogę uwie­rzyć, że przez cały ten czas pozwa­la­łam DMN powstrzy­my­wać mnie przed życiem.

– Car­rie, 46 lat

Kiedy zerwał ze mną chło­pak, poczu­łam, że coś ze mną nie tak. Byłam po trzy­dzie­stce i na­dal nie mia­łam męża. Czy schrza­ni­łam sprawę? Czy powin­nam była spo­ty­kać się z kimś innym? Czy to zna­czyło, że ni­gdy nie będę mieć dzieci? Nacho­dziły mnie czarne myśli i teraz wiem, że to DMN prze­jęła kon­trolę. Uznała, że przez roz­sta­nie zna­la­złam się w nie­bez­pie­czeń­stwie. Naprawdę czu­łam się tak, jakby rzu­cono mnie mię­dzy wilki. Teraz jed­nak potra­fię spoj­rzeć na to z nowej per­spek­tywy. Wszystko ze mną w porządku. Mnó­stwo ludzi czeka ze ślu­bem. Zamiast słu­chać DMN, muszę wie­rzyć, że kiedy przyj­dzie odpo­wied­nia pora, znajdę odpo­wied­niego part­nera. Poczu­łam, jak cię­żar spada mi z serca.

– Sha­ron, 35 lat

Mój brat był bar­dzo mądry. Miał naj­wyż­sze stop­nie w szkole i zgar­niał nagrodę za nagrodą. W porów­na­niu z nim czu­łam się głu­pia. Rodzice ni­gdy nie ocze­ki­wali, że będę sobie rów­nie dobrze radzić. Wię­cej czasu poświę­ca­łam kole­żan­kom niż nauce, bo jaki był sens, skoro byłam głu­pia? Teraz czuję głę­boki smu­tek. Moja DMN mówiła, że jestem głu­pia, a ja jej wie­rzy­łam. Ukształ­to­wa­łam swoje życie zgod­nie z tym prze­ko­na­niem. A co, jeśli tak naprawdę byłam mądra? Co by było, gdy­bym jed­nak mogła odnieść więk­sze suk­cesy? Mam wra­że­nie, że prze­ga­pi­łam oka­zję, by być w życiu kimś wię­cej, by robić coś wię­cej.

– Debo­rah, 52 lata

Ogól­nie rzecz bio­rąc, ude­rza­jące jest to, jak szko­dliwa może być DMN. Spra­wia, że czu­jemy się ze sobą źle, nakła­nia nas do dopa­so­wy­wa­nia się do panu­ją­cych stan­dar­dów i unie­moż­li­wia nam podej­mo­wa­nie ryzyka oraz wyra­ża­nie tego, kim naprawdę jeste­śmy. Wywo­łuje w nas smu­tek i lęki. Słu­chamy jej głosu i wie­rzymy w każde jej słowo, ponie­waż wydaje się nam, że to my je wypo­wia­damy.

Potem kry­ty­ku­jemy się za te myśli. „Jestem taką idiotką. Nie powin­nam być taka zner­wi­co­wana. Powin­nam być wdzięczna! Inni ludzie mają o wiele gorzej ode mnie. Co ze mną nie tak, że nie potra­fię pozbyć się tego złego samo­po­czu­cia?”. Nie­ustan­nie pró­bu­jemy pod­nieść swoje poczu­cie wła­snej war­to­ści albo napra­wić brak pew­no­ści sie­bie, pod­czas gdy jedyne, czego naprawdę potrze­bu­jemy, to odse­pa­ro­wać się od zrzędy w swoim mózgu.

Ta wie­dza nie­sie ze sobą ogromną nadzieję. Zerwa­nie woalu tajem­nicy, który spo­wija kry­tyczne myśli, odbiera im moc. Możemy być wtedy łagod­niej­sze dla sie­bie i innych, kiedy przy­znamy, że wszy­scy ludzie skła­dają się z takich samych ele­men­tów kon­struk­cyj­nych. Możemy zauwa­żyć, że nasze myśli stają się bar­dziej przy­kre lub trud­niej­sze do powstrzy­ma­nia, i zawczasu pod­jąć odpo­wied­nie kroki, by nie wpę­dzić się w ner­wicę czy depre­sję. Zamiast pró­bo­wać się napra­wić, możemy wyko­rzy­stać spraw­dzone spo­soby i wyci­szyć ten sys­tem. W następ­nym roz­dziale omó­wimy oso­bo­wość DMN. Przyj­rzymy się trzem głów­nym tema­tom, które prze­wi­jają się w jej papla­ni­nie, dzięki czemu nauczysz się łatwo iden­ty­fi­ko­wać je we wła­snej gło­wie.

Rozdział 2. Jak brzmi twój dialog wewnętrzny

Roz­dział 2

Jak brzmi twój dia­log wewnętrzny

Prze­trwa­nie ma wiele pozio­mów – od tak banal­nego, jak decy­zja, co zjeść na obiad, po zło­żony, jak to, czy zna­joma cię lubi – i DMN odpo­wiada za każdy z nich. Jeżeli cho­dzi o pod­stawy, sły­szysz nawi­ja­nie DMN na temat odczu­wa­nego głodu, bólu i dole­gli­wo­ści, zmę­cze­nia i pro­ce­sów fizjo­lo­gicz­nych („Muszę siku. Powin­nam iść teraz czy jesz­cze zacze­kać?”). Na przy­kład moja DMN ma obse­sję na punk­cie tem­pe­ra­tury. Typowe tło zimo­wego spa­ceru z moim psem brzmi tak: „Rany, nie mogę. Jest za zimno. Nie­na­wi­dzę zimy. Dla­czego tak wieje?! Niech­że już się skoń­czy”. Dopiero kiedy zda­łam sobie sprawę z tego, skąd biorą się te okropne myśli, mogłam zacząć na nie odpo­wiadać. Teraz mówię swo­jej DMN: „Nie umie­rasz. Wszystko w porządku. Jesz­cze tylko dzie­sięć minut. Zaraz będziemy w domu”. Sieci domyślne wielu osób fik­sują się na punk­cie jedze­nia: tego, co chcą, a co i ile powinny zjeść, jak mają wyglą­dać i tak dalej. Świat na wiele spo­so­bów poka­zuje nam, że wygląd ma zna­cze­nie, więc nic dziw­nego, że DMN zalewa nas myślami doty­czą­cymi jedze­nia i syl­wetki. Nie­stety sieć domyślna z rado­ścią two­rzy w naszym umy­śle sper­so­na­li­zo­waną wer­sję kul­tury odchu­dza­nia i diet.

W myślach gene­ro­wa­nych przez DMN widać trzy stałe tematy. Po pierw­sze, nasza sieć domyślna mocno przej­muje się paso­wa­niem do grupy, czyli robie­niem wszyst­kiego, co w jej mocy, byś pozo­stała w kla­nie, a nie została z niego wyrzu­cona. Po dru­gie, zamar­twia się. Nie­po­koi się tym, co może pójść źle w przy­szło­ści, i chce cię przed tym chro­nić. Po trze­cie, mówi o porażce. Umniej­sza twoim zdol­no­ściom, by powstrzy­mać cię przed podej­mo­wa­niem ryzyka. Albo mówi ci, że nie pora­dzisz sobie z tym, co aku­rat dzieje się w twoim życiu.

Pierw­szym kro­kiem ku wol­no­ści jest zro­zu­mie­nie, w jaki spo­sób DMN wpływa na twoje życie tu i teraz. W cza­sie lek­tury poda­nych dalej przy­kła­dów zwróć uwagę na to, które z nich z tobą rezo­nują. Póź­niej przed­sta­wię quiz, dzięki któ­remu usta­lisz prio­ry­tety swo­jej sieci domyśl­nej.

Temat pierwszy: dopasowanie. Czy pasuję do grupy?

Odwró­ciła wzrok, gdy mówi­łam. Chce roz­ma­wiać z kimś innym? Powiedz coś inte­re­su­ją­cego, żeby cię polu­biła. Ups, za dużo infor­ma­cji. Kur­czę, nie mam żad­nych umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych. Patrz, co ma na sobie. Wygląda tak ślicz­nie! A ja tak nie­mod­nie. Powiedz coś zabaw­nego. Nie jestem zabawna. Nie wie­rzę, że wła­śnie to powie­dzia­łam. Krę­pu­jące. Czemu jestem taka dzi­waczna? Już ni­gdy nie zechce ze mną roz­ma­wiać.

– Deb, 26 lat

Sieć domyślna mózgu jest fizycz­nie zapro­jek­to­wana tak, by bycie akcep­to­waną trak­to­wać abso­lut­nie prio­ry­te­towo. Ska­nuje oto­cze­nie, by okre­ślić, jakie normy obo­wią­zują w kla­nie i jakiego zacho­wa­nia ocze­kuje się od cie­bie. To dla­tego pod­świa­do­mie spraw­dzamy, jakie ubra­nia noszą inne osoby, jaką mają fry­zurę i jaki maki­jaż. Kata­lo­gu­jesz, z kim kto mieszka, gdzie pra­cuje, dokąd jeź­dzi na waka­cje i jakie ma hobby. Słu­chasz, o czym się roz­ma­wia, co kogo śmie­szy, a co znie­chęca. DMN wyko­rzy­stuje te dane do spraw­dza­nia, co masz robić, żeby inni cię akcep­to­wali.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Aby uzy­skać dostęp, należy się naj­pierw zalo­go­wać. Dokładną instruk­cję znaj­dziesz na s. 207 (przyp. red.). [wróć]