Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
80 osób interesuje się tą książką
Po bolesnym rozstaniu ambitna reporterka Maddie McDermott obiecuje sobie jedno – nigdy więcej nie zaufa sportowcowi. Zdrada byłego partnera sprawia, że miłość kojarzy jej się wyłącznie z bólem i rozczarowaniem. Od teraz dziewczyna chce się skupić na wymarzonej pracy i nowym początku.
Daren Sloan, gwiazda futbolu amerykańskiego i świeżo upieczony zawodnik NFL, również próbuje zostawić przeszłość za sobą. Po toksycznym związku nie szuka niczego poważnego – w tym momencie liczy się dla niego tylko kariera i nadchodzący wielkimi krokami sezon.
Jednak los nieustannie stawia ich na swojej drodze. Ona uważa go za aroganckiego kobieciarza. On nie potrafi przestać o niej myśleć. Im bardziej próbują trzymać się od siebie z daleka, tym silniejsze staje się napięcie między nimi.
„Dearest Madeline” to historia o zaufaniu, namiętności i walce z własnymi lękami. O tym, że czasem najtrudniej pozwolić sobie na drugą szansę – zwłaszcza wtedy, gdy serce już raz zostało złamane.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 420
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Fragment
Tytuł: Dearest Madeline
Przekład z języka angielskiego: Agnieszka Kalus
Copyright © Lex Martin, 2026
This edition: © Risky Romance/Gyldendal A/S, Copenhagen 2026
Projekt okładki: Damian Niewczyński
Redakcja: Aleksandra Zok-Smoła
Korekta: Beata Wójcik
ISBN 978-91-8098-996-1
Opracowanie e-booka:Marcin Słociński / www.monikaimarcin.com
Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe.
Risky Romance /Gyldendal A/SKlareboderne 3 | DK-1115 Copenhagen K
www.gyldendal.dk
Dla Matta
i moich małych niedźwiadków
Największym powodem do chwały
nie jest to, że nigdy nie upadamy,
ale to, że potrafimy się po upadku podnieść.
– KONFUCJUSZ
PROLOG
Początek maja
DAREN
Niektórzy mogą sądzić, że jestem skazany na sukces. Ja twierdzę, że pozory mogą mylić.
Jasne światło oświetla mnie z góry, uśmiecham się. To moja odpowiedź na wszystko. Łamałem kości, nadwerężałem więzadła, skręcałem stawy i zawsze się uśmiechałem. W ten sposób radzę sobie z bólem, dopóki nie nadejdzie odrętwienie i znowu mogę oddychać. Kamery zbliżają się do stołu konferencyjnego, z łatwością odpowiadam na pytania.
– Jestem nowy. Na razie szukam swojego miejsca w drużynie, staram się robić, co do mnie należy, żeby wypełnić lukę. – Zerkam na trenera Reynoldsa i Shawna Brentwooda, doświadczonego rozgrywającego. – To znaczy, jeśli jest jakaś luka.
Wszyscy starają się stłumić śmiech, ale mimo uśmiechu wiem, co Brentwood sobie myśli, ponieważ myślałbym tak samo. Że jestem dupkiem, skoro przyjąłem tę propozycję. Ma rację. Jakim cholernym rozgrywającym bym był, gdybym zadowalał się siedzeniem na ławce przez cały dzień? Jestem tu po to, by wygrywać. Właśnie w tym jestem dobry.
Trener odpowiada na kilka pytań, ja rozglądam się po sali, zauważam kilka żon i narzeczonych kolegów z drużyny. Cholera, nawet mój ojciec zrobił sobie przerwę od korporacyjnych rozgrywek i przyszedł, a przecież ze sobą nie rozmawiamy. Stoi z tyłu sali obok matki, która wygląda tak, jakby miała zemdleć z euforii, że może dotknąć mojej koszulki z logo NFL1.
Powinienem być równie wzruszony. Osiągnąłem to dzięki tysiącom godzin treningów i meczów. Spełniłem swoje marzenie. Ale gdy rozglądam się po sali, odczuwam coraz większe odrętwienie.
Nie przyszła.
Zaciskam zęby. Nie powinienem się dziwić. Ale się dziwię. Ponieważ jestem tępym dupkiem, któremu wydawało się, że po takim czasie ona stanie się inna. Że naprawdę będzie dotrzymywała obietnic. Że się zmieni.
Zapewne jest gdzieś na mieście i kupuje sobie walizkę od Armaniego lub nowy zegarek Gucci albo jakiś inny szajs, który wsadzi do przepełnionej garderoby i o nim zapomni.
Nigdy o nic jej nie proszę, ale poprosiłem ją o tę jedną rzecz. Jedną. Żeby tu dzisiaj była, w najważniejszym dniu mojej kariery.
Pulsuje mi w skroniach, pocieram je dłonią.
W głębi serca wiem, że na to zasłużyłem. Jak to się mówi? Karma wraca. Tak, mają rację.
– Daren! Czy jako laureat nagrody Heismana czujesz presję przed występem?
Oczywiście.
Kręcę głową.
– Tytuły nic nie znaczą. Liczą się jedynie wygrane. Jestem zaszczycony tym, że zdobyłem to wyróżnienie, mam świadomość, że ta nagroda podsumowuje moją karierę na uczelni. Kariera w NFL rozpoczyna się dzisiaj. Chyba każdy sportowiec powie, że pod kontrolą można mieć jedynie to, co dzieje się tu i teraz. Więc nie pozwalam, by tytuły i poprzednie sukcesy dyktowały mi, co mam myśleć o meczu. Gram, by wygrać. Tak to wygląda.
Potakuje i zdaje się nie zauważać tego, że nie odpowiedziałem na jego pytanie. Zawsze tak robią, ponieważ widzą jedynie statystyki, moje udane rzuty i przyłożenia.
Łatwo zrozumieć, dlaczego ludzie sądzą, że jestem skazany na sukces. Kiedy patrzę na siebie w lustrze, myślę podobnie. Że zwycięstwa przychodzą mi zbyt łatwo, że gdzieś musi być druga strona medalu, ta bardziej mroczna, ta, której nikt nie zauważa. Ponieważ nikt nie potrafi przeskakiwać pomiędzy kroplami deszczu tak jak ja. Jestem pieprzonym mistrzem.
Jednak za balansowanie na linie trzeba zapłacić. Duma. Pycha. Próżność. Nazwijcie to, jak chcecie. Dla mnie to gry psychologiczne, które pomagają mi uwierzyć, że jestem lepszy. Kiedy więc leci piłka, kiedy czuję szwy skórzanej rękawicy pomiędzy palcami, a w głowie słyszę rytm bicia serca, górę bierze wyszkolenie i naprawdę czuję, że jestem niezwyciężony. Jasne, poświęcam temu mnóstwo czasu. Pocę się. Trenuję. Walczę. Jednak pod koniec dnia zwycięzcy czują, że są w stanie wygrać, a przegrani wiedzą, że nie dadzą rady.
Czy to nie brzmi jak jakieś brednie? Ależ tak. Ale jeśli będę sobie to wmawiał wystarczająco długo – uwierzę w to. A kiedy uwierzę – zwyciężę.
A co stanie się, kiedy nie uwierzę? Kiedy zrozumiem, że jestem gówno wart?
Dam dupy. Wszystko zawalę.
Mój telefon wibruje w kieszeni, zaraz trafi mnie szlag. Kiedy dziennikarze skupiają się na rozmowie ze skrzydłowym, wyjmuję komórkę.
Wiadomość od niej niczym mnie nie zaskakuje.
Coś mnie zatrzymało. Już jadę.
Odpowiadam tak szybko, jak potrafię wystukać literki.
Nie fatyguj się.
Dzięki, że nie przyszłaś na moje przyjęcie do NFL, dziwko.
1 NFL – National Football League, czyli Narodowa Liga Futbolowa – największa zawodowa liga futbolu amerykańskiego (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).ROZDZIAŁ 1
Koniec maja
MADDIE
Wreszcie się udało. Po rocznym stażu w NBC dostałam wymarzone stanowisko reporterki nadającej na żywo. Oznaczało to długie godziny w studio, pomijanie posiłków i brak życia towarzyskiego, ale dopięłam swego zaledwie dwa tygodnie po ukończeniu studiów.
Chciałabym móc powiedzieć, że NBC zaproponowało mi pracę, ale mój szef prosto z mostu oświadczył mi, że nie mają żadnego stanowiska dla żółtodziobów. Wobec tego zdecydowałam się na drugą najlepszą opcję – fuchę w stacji New England News Network, która znana jest z demaskatorskich programów. Oznacza to też, że w przeciwieństwie do większości rówieśników, którzy muszą wyjeżdżać, żeby nadawać wiadomości z terenu, ja nie ruszam się z miasta.
Jest tylko jedna osoba, z którą chciałabym dzisiaj świętować.
Jacob padnie trupem, kiedy powiem mu, że dostałam tę pracę.
Wchodzę do jego mieszkania, odkładam torbę i zrzucam szpilki. Jacob zapewne śpi. Zawsze robi sobie drzemkę po treningu. Jest zawodnikiem sportów walki i miłośnikiem siłowni. Nigdy wcześniej nie chodziłam z zawodowym sportowcem. Zwykle interesowali mnie spokojni ekonomiści lub studenci historii, ale nie umiałam się oprzeć urokowi Jacoba. Poznaliśmy się latem zeszłego roku, kiedy kręciłam materiał filmowy dla przyjaciela, który musiał przygotować program o meczu. Kiedy Jacob pokonał swojego przeciwnika, podbiegł do mnie i zaprosił mnie na randkę.
Dwa tygodnie temu poprosił, żebym się do niego wprowadziła, ale na razie przygotowuje się do ważnej walki, więc czekamy, aż wróci z podróży do Vegas.
Zerkam na zegarek i widzę, że jestem wcześniej o kilka godzin, ale nie mogę się doczekać, żeby mu powiedzieć.
Na blacie obok tuzina róż chłodzi się butelka wina. Czyżby przejrzał moją tajemnicę? Z ekscytacji aż łaskocze mnie w brzuchu.
Na paluszkach przemierzam korytarz, jestem gotowa, żeby zdjąć z siebie ubranie i obudzić go w odpowiedni sposób, kiedy słyszę śmiech. Kobiecy śmiech.
Zatrzymuję się gwałtownie, czuję głośne bicie serca.
– Podoba ci się to, co? – Jego głos przecina ciszę i sprawia, że na moim ciele pojawia się gęsia skórka. – Ssij mocniej. Dobrze. Pokaż, jak ci się podoba mój kutas w ustach.
O, Boże.
Drżę, nie chcę podchodzić bliżej. Nie chcę na to patrzeć, ale moje nogi nie słuchają głowy, idą przed siebie aż to momentu, gdy nie mam już wyboru i widzę to na własne oczy.
Widzę go przez szparę w drzwiach, siedzi na brzegu łóżka, wplótł palce w jej ciemne włosy. Ich twarze są w cieniu, ale on potakuje, podczas gdy jej głowa unosi się i opada nad jego kroczem.
Ona przerywa, żeby na niego spojrzeć.
– Możemy zrobić tak jak wczoraj?
On jęczy.
– Tak, skarbie, zróbmy tak jak wczoraj.
Zdzira wchodzi na łóżko, on za nią i siada okrakiem na jej piersi. Ona unosi ręce i chwyta metalową ramę łóżka, podczas gdy Jacob celuje w jej usta.
Czuję mdłości.
Wczoraj mój chłopak i ta dziewczyna uprawiali seks w tym łóżku. Niedługo przed tym, jak ja uprawiałam z nim seks w jego łóżku.
Zasłaniam usta, staram się powstrzymać odruch wymiotny, ponieważ wczoraj uprawialiśmy seks bez zabezpieczenia. Sądziłam bowiem, że jest mi wierny, że jest mężczyzną, którego poślubię. Pozwoliłam mu więc wsadzić w siebie tego brudnego kutasa.
W jednej chwili moje życie traci sens. Dzisiaj powinnam omawiać swoją przyszłość i planować życie z kimś, kto mnie kocha. Jestem taką idiotką. Nie słuchałam plotek, opuściłam gardę i pozwoliłam sobie uwierzyć w kłamstwa, gdy zarzekał się, że miał wcześniej wiele dziewczyn, ale tylko dlatego że nie mógł znaleźć tej właściwej. A ja uwierzyłam, że nią jestem. Że jestem jego na zawsze.
Gdy patrzę, jak ta dziewczyna mu obciąga, mija mi ból i uraza. Jedyne, co czuję, to wściekłość. Oślepiająca, rozżarzona do białości wściekłość. Mogłabym teraz kogoś zabić. Moje ręce poruszają się, jakby działały na autopilocie, górę bierze przeszkolenie. Jestem praktycznie nieświadoma tego, że trzymam w drżących rękach telefon, a palec przesuwa się po ekranie i włącza nagrywanie.
Wciskam czerwony przycisk. Nagrywam kilka sekund, ale to mi wystarczy, żeby pamiętać o własnej głupocie. Ponieważ wiem, że on mnie okłamie. Będzie tak naginał rzeczywistość, aż nie będę wiedziała, co jest prawdą, a co moim wymysłem, a on mi wmówi, że to wszystko jest moją winą.
Nie, to jego wina, a ja chcę pamiętać swoje poniżenie, żebym już nigdy nie powtórzyła tego błędu.
Lachociąg przestaje na chwilę, żeby zapytać, gdzie się będą spotykać, kiedy się wprowadzę, a on jej mówi, że będą to robić w szatni na siłowni. Elegancko.
Odrzucałam kolejnych facetów, a ten debil mnie zdradzał.
Chowam telefon do kieszeni, wchodzę do pokoju i wyrzucam jego klamoty z torby treningowej, po czym otwieram szuflady i wrzucam do niej swoje rzeczy.
– Kurwa. Kurwa. To Massie – mamrocze. – Kochanie, co robisz?
– Pierdol się, dupku. – Wpadam do łazienki i zbieram swoje akcesoria do makijażu. Kiedy wychodzę, Jacob odpycha dziewczynę i po raz pierwszy widzę jej twarz.
– O mój Boże. Coraz lepiej. – Patrzę na Kimmy, dziewczynę z klatki, i nie wierzę, że wszystko się tak skomplikowało.
– Kochanie, to nie tak, jak myślisz – jąka się Jacob.
Kostki moich palców bieleją, gdy zaciskam pięść na uchwycie torby.
– Serio? Czy twój kutas magicznie wylądował w jej ustach? Co za ciekawe zjawisko.
Wyjmuję breloczek z kluczami, które od niego dostałam. To miniaturowa rękawica bokserska, którą teraz rzucam mu w twarz.
– Kimmy, nie musisz się z nim pieprzyć na siłowni. Jest cały twój.
ROZDZIAŁ 2
MADDIE
Kiedy drzwi się otwierają, Sheri wybucha śmiechem.
– Maddie, masz klucz. Nie musisz pukać.
Wzruszam ramionami, torebka zsuwa mi się z ramienia i ciągnie za sobą bluzkę. Poprawiam ją, żeby nie świecić nagością, i zdmuchuję loki z twarzy.
– Pomyślałam, że tak należy. Jestem twoim gościem. Twoim bardzo wdzięcznym gościem.
– Nie, jesteś moją współlokatorką. Nie żadnym cholernym gościem.
Uśmiecham się, nie dyskutuję z tym, ale tylko dlatego, żeby przestała się ciskać, ponieważ obie wiemy, że nie płacę jej nawet połowy czynszu. Mieszka w luksusowej kamienicy z piaskowca w bostońskiej Back Bay, a mnie nawet w najśmielszych marzeniach nie byłoby stać na taką lokalizację. Moja stara przyjaciółka dowiedziała się skądś, że szukam jakiegoś kąta, ponieważ już wypowiedziałam najem swojego starego mieszkania, i nalegała, żebym się do niej wprowadziła. Odwiedzałam ją wcześniej, ale nadal jestem pod wrażeniem jej mieszkania. Ciemne, polerowane podłogi z drewna, przyciągający wzrok ogromny kominek, obok którego stoją smukłe, modernistyczne meble. Wystrój jest wyszukany i elegancki, jakiś milion razy lepszy od mojego składanego futonu i szarych regałów na książki.
Tylko jednej rzeczy mi brakuje.
– Przeniosłaś moje kartony. – A było, do cholery, co przenosić.
– Miałam pomocnika. Wpadł sąsiad i mi pomógł. A jeśli już mowa o tym ciachu…
– Niepotrzebnie to zrobiłaś. Uprzątnęłabym je sama. – Kiedy w zeszły weekend sprowadziłam się tutaj ze swoimi kartonami, bałam się, że dostanę mandat za parkowanie przed domem wynajętą furgonetką, więc po prostu zostawiłam wszystko w rogu jej salonu.
Macha ręką.
– Przynajmniej miałam wymówkę, żeby nie iść na siłownię. Poza tym, miałam dużo radochy, czytając, jak podpisałaś swoje rzeczy.
– To znaczy?
– Makijaż i kremy nawilżające. Zimowa pościel i ubrania termiczne. Podręczniki do dziennikarstwa i notatki. I wszystko opisane w różnych kolorach. Użyłaś markera do tworzenia etykiet? – Nie czeka na moją odpowiedź. – A tak przy okazji, co było w pudle z napisem „szafka nocna”? Bo zaczęło wibrować, gdy przypadkiem upuściłam je na podłogę? – Otwieram usta ze zdumienia, a jej chichot zmienia się w głośny śmiech. – Hmm, niech zgadnę. Zamiennik Jacoba.
Odchrząkuję i kręcę głową, przy okazji otrząsam się z zażenowania.
– Jacob chciałby być tak jurny jak Power-Boy 3000 i dać mi tyle orgazmów.
Sheri unosi brwi.
– Power-Boy 3000? Gdzie mogę go kupić?
– Ja kupiłam na przyjęciu z zabawkami erotycznymi u mojej koleżanki.
– My też musimy takie urządzić! Może jak skończymy ten film. – Sheri pracuje dla swojego ojca, który jest znanym producentem filmowym, więc bardzo dużo podróżuje. To jeden z powodów, dla którego potrzebuje lokatora. Żeby ktoś pilnował mieszkania, kiedy jej nie ma. O wiele łatwiej by było, gdyby przeprowadziła się do Nowego Jorku lub do LA, ale czuje się dziewczyną z Bostonu i nieco się wkurza na samą wzmiankę o przeprowadzce.
Przebieram się w dżinsy i dopasowaną koszulkę z dekoltem w serek, a Sheri proponuje, żebyśmy poszły obadać nowy bar, który otworzył się na naszej ulicy, i wypiły kilka drinków.
Dwadzieścia minut później siedzimy już przy stoliku w rogu i w słabo oświetlonym barze zamawiamy drugą kolejkę. Alkohol działa na mnie tak, że mam ochotę rozpłakać się nad kuflem piwa. Z tego powodu nigdy nie piję. Robię się zbyt płaczliwa. Teraz czuję, że moje serce stało się ciężkie.
– Sheri, bardzo ci dziękuję, że mnie przygarnęłaś.
Unosi brwi.
– Z tobą zaprzyjaźniłam się na samym początku studiów na BU. Przecież to naturalne, że cię przygarnęłam.
Na pierwszym roku Sheri i ja dzieliłyśmy pokój w akademiku należącym do Uniwersytetu Bostońskiego. Z początku się nie dogadywałyśmy. Chyba sądziła, że jestem sztywniarą, a ja uważałam, że ona jest bogaczką. Wiem, że to brzmi okropnie, ale wywodzi się z Park Avenue, podczas gdy ja, dorastając, donaszałam ciuchy po innych dzieciach – nie dlatego że uważałam, że to fajne i naoglądałam się zbyt wiele starych filmów Johna Hughesa, lecz dlatego, że nie było nas na wiele stać. Ale w końcu zaczęłam dostrzegać coś więcej niż metki drogich marek i francuski manikiur i zobaczyłam dziewczynę o wielkim sercu mieszczącym się w miniaturowym ciele.
Razem wyglądamy dziwacznie. Ona malutka jak orzeszek, a ja – rosła jak topola. Jest drobna, opalona, ma wycieniowane jasne włosy i wielkie niebieskie oczy. Ja mam ponad sto siedemdziesiąt centymetrów, długie czarne włosy, bladą cerę i niebieskie oczy. Ona wygląda, jakby właśnie zeszła z planu filmowego, a ja przypominam postać z Wicked. Ale kocham ją, chociaż cała mogłaby się zmieścić do jednej nogawki moich spodni.
– Mads, gdybym tylko mogła, skopałabym jaja Jacobowi. Czy ten kretyn nadal do ciebie wydzwania?
– Już tylko raz czy dwa razy w tygodniu. Zrzucam go na pocztę głosową.
Patrzy na mnie ze zmartwioną miną.
– A tak w ogóle, to jak sobie radzisz?
Upijam łyk piwa, żeby zyskać na czasie.
– Będę szczera. Ostatnie tygodnie były ciężkie. – Zwłaszcza gdy uświadomiłam sobie, że straciłam mieszkanie. Planowałam zamieszkać z Jacobem, moja stara współlokatorka znalazła sobie kąt gdzie indziej, a właściciel mieszkania podpisał już umowę z nowym najemcą, więc zostałam na lodzie. Bawię się etykietą przyklejoną do butelki piwa. – Niech będzie, że miesiąc i cztery dni.
Chociaż bardzo chciałabym zapomnieć datę naszego rozstania, zbiegła się z dniem rozpoczęcia przeze mnie pracy, więc będzie trudno wyprzeć ją z pamięci.
Muszę jednak patrzeć na pozytywy. Przynajmniej testy wyszły negatywnie. Ponieważ pierwsze, co zrobiłam po rozstaniu, to badania w klinice, by sprawdzić, czy ten drań nie sprzedał mi jakiegoś choróbska.
Sheri przysuwa do mnie krzesło i obejmuje mnie ręką. Kładę głowę na jej ramieniu i wzdycham. Jestem jedynaczką, ale gdybym miała siostrę, to właśnie tak ją sobie wyobrażam. W takich chwilach odczuwam ból większy niż ten po Jacobie. Tak bardzo tęsknię za tatą, że aż czuję ból w piersi.
– Wiem, że leczysz teraz złamane serce, ale chcę, byś wiedziała, jak bardzo się cieszę, mając cię za współlokatorkę. Nadal jestem wkurzona, że mnie odrzuciłaś na drugim roku.
Gwałtownie nabieram powietrza.
– Nie odrzuciłam cię! O ile pamiętam, chciałaś zamieszkać w Zachodnim Kampusie, a ja miałam zajęcia w Com School we Wschodnim Kampusie o szóstej rano.
– No dobrze. – Chichocze i spuszcza wzrok. Po chwili robi poważną minę. – Tak mi przykro, że ten kutas cię wystawił, Mads. Dobrze się czujesz? Serio?
– Mmm. – Oczy wypełniają mi się łzami. – Poza tym, że Jacob zrujnował mój plan pięcioletni? – Myślę o nagraniu, jakie mam w telefonie, i znowu na pierwszy plan wysuwa się złość. Muszę się jej trzymać, ponieważ nienawiść jest cenniejszą emocją niż żałoba.
Sheri wykrzywia usta. Ale nie dopuszczam jej do głosu.
– Rozumiem, że ciągnęło go do innych kobiet. Rzucają się na niego, gdziekolwiek się ruszy. Może byłam głupia, sądząc, że go utemperowałam. Ale tak naprawdę dręczy mnie myśl, jak… – Zamykam oczy i w najdrobniejszych szczegółach odtwarzam tę scenę. Zniżam głos i mówię: – Jak on do niej mówił.
Pokaż, jak ci się podoba mój kutas w ustach.
Nie jestem w stanie tego wypowiedzieć, ale słowa odbijają się rykoszetem w mojej głowie niczym strzał w kanionie.
Pochylam głowę, aż włosy opadają mi na twarz i odchrząkuję.
– Nigdy nie zachowywał się tak przy mnie.
– Co masz na myśli?
Jak mam to powiedzieć? Boże, to takie poniżające.
– Hmm, był… przy mnie uważny. Zachowywał się bardziej… właściwie.
– Nie mówił brzydkich rzeczy.
– Chodzi o coś więcej. Traktował mnie, jakby bał się, że mnie urazi. Taki budzący grozę zawodnik w stosunku do mnie był delikatny i może… okazywał mi zbyt wielkie poważanie? Och, brzmi to okropnie. Chyba upadłam na głowę, chcąc, by był bardziej szorstki?
– Wcale nie, do cholery. – Prycha. – Szorstkość jest dobra. Szorstkość ma na mnie dobry wpływ.
– Zastanawiam się, czy nie byłam dla niego zbyt pedantyczna i dupowata.
– W dupę też jest dobrze.
Uderzam ją w ramię.
– Wiesz, co mam na myśli. Tak jak powiedziałaś, bywam grymaśna i nienawidzę spać na mokrym. Nie cierpiał, gdy wyskakiwałam z łóżka w chwili, gdy skończył, ale nie znoszę, gdy to spływa mi po nodze o drugiej w nocy.
Sheri chichocze.
– Jego strata, że nie potrafił cię odpowiednio przelecieć. I co z tego, że chciałaś się umyć? Każdy ma swoje przyzwyczajenia. – Upija łyk piwa i obrzuca mnie uważnym spojrzeniem. – Słuchaj, wiem, że miałaś chłopaków przed Jacobem, ale masz w sobie coś z grzecznej dziewczynki. Wydaje mi się, że nie umiał wznieść się ponad to wrażenie. No wiesz, kompleks madonny i ladacznicy.
– Więc ja odgrywałam rolę dziewicy, a ta kobieta w jego łóżku była ladacznicą? – Sheri niechętnie potakuje. – Domyślam się, że to by wyjaśniło, dlaczego posuwał ją w usta tak, jakby chciał dosięgnąć jej pępka przez przełyk.
– Jacob może i posuwał laski na boku, ale chciał się z tobą żenić, więc może w pewnym sensie chciał, byś była niepokalana.
Śmieję się z tego.
– Niepokalana. Super. – Czyż nie kupiłam kilku przezroczystych halek dla niego? Która część niego sądziła, że chcę być niepokalana? Czy miałam mu to przeliterować? Zrozum, nie musiał się zachowywać, jakby był Christianem Greyem, ale on chyba nigdy nie stracił nad sobą kontroli, gdy był ze mną. A przecież tego chce każda dziewczyna. Każda chce, by facet oszalał dla niej z pożądania i stracił nad sobą kontrolę, co nie?
Cholerny Jacob. Czy nasz seks nie był dość dobry? Wydawało mi się, że był zadowolony. Może nie za każdym razem miałam orgazm, ale która pracująca sześćdziesiąt godzin tygodniowo dziewczyna dochodzi do wielkiego O za każdym razem?
Kusi mnie, by wziąć winę na siebie. Przyznać, że to ja sprawiłam, że był niewierny, ponieważ za dużo pracowałam i byłam pochłonięta pracą. Ale przecież to on robił skoki w bok, a ja nie jestem jakąś niedopieszczoną laską, której jedynym życiowym celem jest zadowolenie faceta.
Pieprzyć to. Przykładam butelkę do ust. Nie, udało mi się uniknąć tragedii.
Czytałam ostatnio, że ponad siedemdziesiąt procent żonatych mężczyzn zdecydowałaby się na romans, gdyby mieli pewność, że żona nigdy by się o nim nie dowiedziała. Nie, Jacob nie jest żadną anomalią, a ja nie jestem problemem. To mężczyźni nim są.
Czuję się spokojniejsza, gdy sobie to wyjaśniłam. Będę bezpieczna, dopóki nie zapomnę, że mężczyźni są wrogami. Zwłaszcza ci przystojni.
Sheri szturcha mnie łokciem.
– Nie odwracaj się. Właśnie wszedł mój ulubiony sąsiad. – Wbija wzrok w kogoś za moimi plecami.
Odwracam się i oczy wychodzą mi z orbit, gdy widzę niewielkie towarzystwo po drugiej stronie restauracji.
– To jest ten twój sąsiad? Daren Sloan?
– Widzę, że już znasz to niemal mityczne stworzenie.
Patrzę na nią i przykładam dwa palce do szyi.
– Hmm. Sprawdźmy. – Czekam kilka sekund dla większego efektu. – Wyczuwam puls. Ponieważ właśnie tego potrzeba, żeby zauważyć twojego „ulubionego sąsiada”.
W środku aż się wzdrygam. Nawet z tej odległości wkurza mnie jego mina. Daren Sloan ma taki irytujący wyraz twarzy, jakby wiedział, że każda kobieta wyobraża sobie, że zrywa z niej bieliznę zębami.
Oczywiście, że Sheri i Daren są sąsiadami. Jej ojciec jest magnatem filmowym, więc zna każdego. Kiedy mówi, że uwielbia Brada i Angelinę, ma na myśli to, że naprawdę ich uwielbia, ponieważ razem spędzali ferie świąteczne.
– Zawołajmy Darena. – Sheri zaczyna machać, ale łapię ją za rękę, zanim ktoś to zauważy.
– Lepiej nie.
– Dlaczego? – Posyła mi spojrzenie, które sugeruje, że chyba upadłam na głowę.
– Bo nie.
– Maddie, to nie jest wytłumaczenie. Zakochasz się w Darenie. Rany, jest naprawdę świetny. Dzięki Bogu, wreszcie zerwał z tą zdziroszmatą Veronicą. – Stuka swoją butelką o moją. Zdziroszmatą? – Powinnaś zobaczyć go po siłowni. Gorący, spocony i twardy. – Sheri upija łyk i nagle robi taką minę, jakby się zakrztusiła, już mam ją walnąć w plecy, kiedy zrzuca bombę. – No przecież! Powinnaś z nim chodzić!
Hę?
Wierci się na krześle, ma tak rozanieloną minę, jakbym właśnie jej powiedziała, że chce ją przelecieć Charlie Hunnam.
– Tego lata miał fazę na zaliczanie wszystkiego, co się ruszało, ale chyba już mu minęło. Ostatnio jego łóżko nie wali w ścianę.
– Czekaj. Co?
Na jej twarzy pojawia się szelmowski uśmiech.
– Jego sypialnia styka się z twoją, dzieli je tylko ściana. Może trochę podsłuchiwałam. I jeśli się nie mylę, to prawdziwa bestia. Jak Godzilla. Do cholery, bylibyście uroczą parą!
Kwituję to śmiechem. Wciąż się śmieję, gdy uświadamiam sobie, że mówiła poważnie. Ona naprawdę chce, żebym chodziła z Darenem.
– Aha, nie, Sheri, misiaczku. To się nigdy nie stanie. Nigdy. Nigdy przenigdy.
– Nigdy nie mów nigdy. – Łapie mnie za rękę. – Nie bądź głupia. To najbardziej pożądany kawaler w Bostonie. Zdobywca Heismana. Numer jeden wśród nowych zawodników. Bóg pomiędzy ludźmi. – Sheri odwraca moją twarz w stronę zajmowanego przez niego stolika. – Spójrz na ten dołeczek w jego brodzie. On jeden wystarczy, żeby dziewczyna wyskoczyła z majtek. Nie wspomnę już o tych oczach. Mówię ci, Maddie, gdyby kręciły mnie kutasy, wspięłabym się na jego Mount Everest tak szybko, że przekroczyłabym prędkość dźwięku.
– Mount Everest? – Unoszę brwi.
– Tak. Najwyższą górę świata. Big Bena. Wielkiego Ptaka…
– Już czaję. – Staram się być cierpliwa, ponieważ wiem, że Sheri chce mi pomóc. – Nie interesują mnie sportowcy. Już nie. Mają za dużo pokus, a ja nie nadaję się na wycieraczkę. To się nie uda. Wracam do ekonomistów. Ci co prawda nie będą w stanie zarzucić mnie sobie na ramię czy unosić mnie jak sztangę, ale przynajmniej nie wycisną ostatniej kropli krwi z mojego serca. – Próbuję znaleźć jakiś inny temat, żeby ze mnie zeszła. – Wiesz, Brad, technik z pracy, zaprosił mnie na randkę.
Patrzy na mnie podejrzliwie.
– Zgodziłaś się.
– Nie umawiam się ze współpracownikami, ale fajnie sobie pogadaliśmy. Całkiem przyzwoicie się prezentuje. I ani razu nie pomyślałam o Jacobie.
– Jestem pewna, że ten biedny frajer uzna to za pocieszenie, kiedy będzie się brandzlował lewą ręką zamiast posuwać seksowną reporterkę.
– Fuj. – Nie mam ochoty myśleć o Bradzie i jego lewej ręce.
Mój wzrok wędruje do stolika, przy którym siedzi Daren z kolegami. Myśli o moim koledze z pracy rozpływają się, gdy patrzę na tego elitarnego sportowca. Nazywanie go pięknym jest wielkim niedopowiedzeniem.
Jest najgorętszym okazem, pomimo ubrania.
Wywracam oczami do swoich myśli.
To stara Maddie. Nowa Maddie rozumie, że Daren jest tylko ładnym chłopcem, który uważa, że jest dla kobiet darem od Boga. Już to przerabiałam. Dorastałam w tej okolicy i prawdopodobnie lepiej znam reputację Darena Sloana, niż bym chciała.
Daren przeczesuje dłonią swoje gęste ciemne włosy, krótko ostrzyżone po bokach, lecz na górze na tyle długie, że opadają mu na czoło. Nie muszę podchodzić bliżej, żeby przekonać się, jaki efekt wywierają jego piwne oczy na dziewczynach, ponieważ do jego stolika zmierzają już trzy z nich.
Sheri trąca mnie w ramię.
– Niech cię chociaż przedstawię, zanim jakaś pinda go omota.
Na moich ustach pojawia się cyniczny uśmiech, taki, który – mam nadzieję – wyraża, że jestem strefą zakazaną dla graczy, ponieważ Daren jest sportowcem podobnie jak Jacob, a oni wszyscy zachowują się tak samo. Zdradzają.
– Nie ma potrzeby. – Kręcę głową. – Już się poznaliśmy.
* * *
Zacznij chodzić z Darenem. To najgorszy z możliwych pomysłów. Mam ochotę spoliczkować się za to, że przez dwie i pół sekundy mój mózg uznał ten pomysł za uroczy.
Wiążę buty, po czym zbiegam po schodach i wychodzę na dwór. Tego ranka jest duszno. Cóż, dla większości ludzi to jeszcze nic.
Sięgam ręką do tyłu, chwytam się za kostkę i rozciągam mięsień czworogłowy. W takich chwilach zwykle myślę o Jacobie. Nie, nie ćwiczyliśmy razem. Nigdy nie wstawał o tej porze. To, że tego nie robił, być może coś o nas mówi.
Nie mogę przestać tego robić, wciąż rozmyślam o różnych aspektach naszego związku, żeby móc wskazać, co poszło nie tak. Czułam się jak na torturach, nie odbierając telefonów od niego – tęsknię za nim jak szalona – ale nigdy mu nie wybaczę tego, co zrobił. To nie był jednorazowy skok w bok. Nie był to jakiś wypadek po pijaku. Zrobił to celowo. Wszystko sobie przekalkulował. Przemyślał.
Moja dłoń zaciska się na telefonie. Kiedy ogarnia mnie desperacja, kiedy kusi mnie, żeby do niego zadzwonić, oglądam filmik na komórce. To nieco inny rodzaj tortury. Oglądanie mężczyzny, o którym myślałam, że mnie kocha, gdy posuwa inną kobietę, jest jak powolna śmierć z powodu tysiąca kłamstw. Kocham cię. Chcę się z tobą ożenić. Chcę mieć z tobą dzieci. Same kłamstwa.
Jednak zamiast zdystansować się od tych myśli, zmuszam się do roztrząsania bolesnych szczegółów, żeby wzmocnić swoje postanowienie. Jego kutas. Jej usta. Ich jęki. Tak, pieprzyć go.
Kończę rozciąganie i powoli biegnę, żeby pozbyć się bólu po wczorajszym piciu. Nigdy wcześniej nie biegałam po dzielnicy Sheri, ale znam główne ulice dość dobrze, bo uczęszczałam do szkoły w pobliżu, więc dobiegam do znajomej Esplanade. Ścieżka wije się wzdłuż rzeki Charles, która tego wietrznego ranka chlupocze przy brzegu.
Po drugim kilometrze zdrada Jacoba wydaje się mniej okrutna, nie jest już nożem w moim sercu, lecz siniakiem na moim ego. Ale jestem zmęczona użalaniem się nad sobą. Podważaniem własnej wartości. Przeprowadzka do Sheri i nowa praca oznacza, że zaczynam wszystko od początku i mam zamiar w pełni wykorzystać nowe możliwości.
Być może właśnie dlatego Daren wydał mi się nieco kuszący. Ta piękna twarz mnie dekoncentruje. Umiem to wykorzystać. Dlatego uwielbiam pracować. Dzięki temu jestem zajęta i nie mam czasu nawet na wzięcie oddechu.
Zakręcam i dobiegam do budynku, w którym mieszkam z Sheri, w tym czasie słońce zaczyna już wysuwać się ponad horyzont. W moim iPhonie głośno gra Guns N’ Roses, a ja kończę bieg sprintem. Krew pulsuje mi w żyłach, jestem cała spocona, ale czuję się dobrze. Nigdy bym się przed nikim nie przyznała, ale lubię wstawać tak wcześnie. Zmusza mnie to do przejęcia kontroli nad życiem.
W głowie odhaczam kolejne punkty dzisiejszego planu dnia. Za godzinę mam spotkanie, o ósmej rano przeprowadzam wywiad na żywo, muszę poszukać materiałów do trzech reportaży na ten tydzień, wysłać raport i wykonać co najmniej kilkanaście telefonów.
Skręcam za róg i nie wiem, co się ze mną dzieje. Zderzam się ze ścianą, powietrze ucieka mi z płuc i padam na chodnik, lądując na plecach.
ROZDZIAŁ 3
DAREN
Jest kurewsko wcześnie, ale jeśli zaraz nie wyruszę, utknę w korku, a nie chcę się spóźnić. Poza tym, muszę sprawdzić, ile trwa podróż o tej godzinie, ponieważ trening zaczyna się o siódmej rano. Chociaż zgrupowanie zaczyna się dopiero za kilka tygodni, mam spotkanie z trenerami, którzy chcą mi pokazać szatnie i siłownię. Główny szkoleniowiec wie, że równie ważne jak fizyczna dyspozycja jest to, co dzieje się w głowie, więc pozwolił mi potrenować tam kilka dni w tygodniu, żebym zapoznał się z infrastrukturą klubu przed rozpoczęciem oficjalnych przygotowań.
Przekręcam klucz w zamku i zastanawiam się, po co zostawiłem sobie to mieszkanie. Bardzo ciężko tu zaparkować, dojazdy są straszne, a budynek stary. Kupiłem je dla siebie i Veroniki, żebyśmy mieli gdzie mieszkać po skończeniu studiów, ponieważ ona chciała zostać w mieście, ale zerwaliśmy ze sobą tego dnia, gdy zostałem przyjęty do drużyny zawodowej, więc nawet nie dowiedziała się o tym zakupie. Rozważam obejrzenie apartamentów położonych bliżej stadionu.
Na samą myśl o tym nieudanym związku od razu popadam w zły nastrój. Zmarnowałem cztery jebane lata. Nawet tych osiem miesięcy, które spędziliśmy bez siebie na drugim roku, zostało skażonych jej dramatami i kłamstwami.
Dobrze sobie radzę z wieloma rzeczami, takimi jak futbol czy nauka, ale na sam dźwięk słowa „związek” czuję się tak, jakbym miał zaraz usiąść na krześle elektrycznym.
Problem z Veronicą, oprócz tego, że w ogóle się ze sobą zeszliśmy, polegał na tym, że przeszkadzał jej futbol, jedyna rzecz, która zapewniała jej upragnioną popularność. Co za ironia.
Tak właśnie było. Nie mogę mieć kobiety, która jest zazdrosna o to, co robię zawodowo. Od dziecka wypruwałem sobie flaki, żeby dojść do tego miejsca. Ludzie mogą mówić, że i tak już jestem bogaty, więc nieważne, jak potoczy się moja kariera sportowa, ale przez to jeszcze bardziej chcę im pokazać swój potencjał. Poza tym, te pieniądze nie należą do mnie i chciałbym zarabiać na swój sposób.
Kiedy to robię, kiedy zrzucam winę na jej płytkość zamiast na zdradę, przynajmniej nie mam wrażenia, że zaraz pęknie mi serce. Że zaraz wybiję dziurę w betonowym murze. Ponieważ to wyznanie…
Aż mnie skręca w żołądku na myśl o tym, co mi powiedziała tamtego wieczora. Chociaż błagała, żebym jej wybaczył, są takie grzechy, których nie da się zmyć słowami.
Przełykam grudę w gardle, dociera do mnie, że słońce już wstaje, więc czas ruszyć dupę. Zarzucam torbę na ramię i kieruję się w stronę mojego SUV-a na tylnym parkingu. Gdy wychodzę za róg, wyciągam z tylnej kieszeni telefon, żeby sprawdzić, czy oddzwonił do mnie agent nieruchomości.
W głębi serca czuję ulgę, jakbym w ostatniej chwili uchylił się przed lecącą kulą. Przynajmniej Veronica nie zdążyła się do mnie wprowadzić. To byłby koszmar.
Nagle słyszę „dum” i moja komórka szybuje w powietrzu.
Po chwili już wiem, co się stało, i serce zaczyna mi bić jak szalone. Ja pierdolę. Na chodniku leży jakaś kobieta.
Rzucam torbę na ziemię i pochylam się nad nią.
– Nic się pani nie stało?
Odwraca twarz w moją stronę i jęczy.
Czekajcie. Znam tę twarz. Nigdy bym jej nie zapomniał.
– Maddie? – Co ona robi o wpół do szóstej przed moim domem? Ma na sobie spodnie do jogi i tank top. Kilka kroków dalej na ziemi leży jej iPhone. – Maddie, cholera. Przepraszam. Nie patrzyłem, jak idę.
Kilka razy mruga. W końcu jęczy.
– Jezu Chryste, Daren. Chcesz mnie zabić?
Zrobiłem jej krzywdę? Kurwa.
Odsuwam włosy z jej twarzy i widzę wbite we mnie przenikliwe spojrzenie. Bez namysłu przesuwam dłonią po jej włosach i obejmuję od tyłu jej szyję.
Patrzymy na siebie, ona łapie powietrze do płuc.
Dlaczego tak ją trzymam? To samo pytanie pojawia się w jej spojrzeniu, a ja odsuwam się i odchrząkuję, próbując nie patrzeć na jej podkreślony przez obcisły top dekolt.
Dlaczego ona nadal leży na ziemi? Och, ty dupku. Zderzyła się z tobą. Pomóż jej wstać i nie próbuj jej przy tym obmacywać.
– Dobrze, wstajemy z chodnika. – Wyciągam do niej rękę, którą ona ignoruje i sama wstaje.
Posyła mi wściekłe spojrzenie i otrzepuje tyłek, który bardzo chciałbym zobaczyć, ponieważ ma na sobie przylegające ubranie.
Wow. Maddie McDermott. Gęste czarne włosy związała w niechlujny kucyk, który po zderzeniu jeszcze bardziej stracił formę. Jest wysoka jak na dziewczynę. Szczupła, ale zaokrąglona we właściwych miejscach. Ostatnim razem, gdy ją widziałem, była w kostiumie w stonowanych kolorach i przeprowadzała wywiad z burmistrzem. A Maddie w kostiumie wygląda tak, że trudno pozbyć się jej widoku z głowy.
Do cholery. Wygląda jeszcze seksowniej bez makijażu.
Pochyla się, żeby podnieść iPhone’a, a ja odwracam wzrok od jej tylnej części ciała, bo nie chcę być perwerem, który gapi się na tyłki dziewczyn.
Marszczy czoło, gdy się do mnie odwraca.
– Powinni postawić cię na czele komitetu powitalnego. Czy właśnie w ten sposób witacie wszystkich nowych sąsiadów? Nie sądzisz, że atak ciałem powinieneś zarezerwować na mecz?
Mimo że zawarłem ze sobą pakt o niegapieniu się na nią, nie mogę się powstrzymać i wbijam wzrok w jej usta. Patrzę, jak uroczo marszczy nos, kiedy się złości.
Czekaj. O czym ona mówi?
– Przepraszam. Szedłem do Dunkin’ Donuts po kawę, więc mój mózg jeszcze się nie obudził. Powiedziałaś, że jesteśmy sąsiadami? – Potakuje. Robię wielkie oczy. – Czy ty jesteś tą Maddie od Sheri?
Pytająco unosi brwi.
– Sama bym tak siebie nie nazwała, ale tak, jestem Maddie od Sheri.
W jednej chwili przypominam sobie karton, o którym jej współlokatorka mówiła żartem, że jest pełen erotycznych zabawek.
Ja pierdzielę. Maddie i zabawki erotyczne.
Spokój tam. Muszę się oddalić, zanim mój kutas jeszcze bardziej nie podekscytuje się spotkaniem z nią.
– Przepraszam, Maddie. Trochę się spieszę. Pozdrów ode mnie Sheri. Jeśli zostajecie na weekend, przyjdźcie do mnie na imprezę z okazji Dnia Niepodległości. Odbędzie się na rzece.
Jeszcze nie skończyłem mówić, gdy ona już kręci głową i spuszcza wzrok.
– Sheri wyjeżdża z miasta, a ja muszę pracować. Ale dzięki. – Krzywi się tak, jakbym właśnie poprosił ją, żeby wyczyściła mi fugi w łazience.
No dobra. Jeśli się nie mylę, chodzi jej o to, żebym się odpierdolił.
Potakuję i zabieram swoją torbę.
– Cóż, to dobrej zabawy. Przepraszam, że przeze mnie upadłaś na dupę. – Nie czekam na jej odpowiedź i ruszam do auta.
* * *
Czterdzieści pięć minut później jestem już prawie na stadionie, ale ciągle myślę o Maddie. Nie wiem, dlaczego nadal mnie prześladuje, bo przecież dostałem od niej błyskawicznego kosza. Zupełnie inaczej było, gdy się ze sobą poznaliśmy zeszłej jesieni. No dobrze, może i była lekko podpita, gdy tak siedziała z jedną z moich najlepszych przyjaciółek, Clementine, ale była wówczas rozmowna, słodka i do cholery, równie prześliczna.
Zastanawiam się, czy jakoś ją uraziłem. Może to strasznie zarozumiałe, ale nieczęsto dostaję kosza.
Pocieram kark, chyba zaczynam popadać w paranoję. Zastanawiam się, czy zna prawdę o książce Clementine. Właśnie tak się poznaliśmy z Maddie, po tym jak przeprowadziła wywiad z Clem, gdy wyszło na jaw, że to ona jest autorką bestsellera.
Kręcę głową. W zasadzie chyba dobrze się składa, że Maddie nie jest zainteresowana. Z miliona powodów.
Treningi przed sezonem oznaczają, że nie mam czasu na pierdoły, więc tak czy owak latem nie będę uczestniczył w życiu towarzyskim. W nowej drużynie, w której muszę się nauczyć setek nowych zagrań, oraz z racji stresu związanego z NFL ostatnie, czego mi potrzeba, to gierki psychologiczne. A kobiety właśnie to oznaczają. Dobrze sobie radzę z wieloma rzeczami, lecz babskie dramaty do nich nie należą.
Ostatnie dwa miesiące po zerwaniu poświęciłem stylowi życia, który można nazwać „ruchaj, aż zapomnisz”, pragnąc, by jałowa ziemia, która pozostała po moim poprzednim związku, stała się tylko odległym, zamazanym widokiem. To lato jak nic innego pozwoliło mi zrozumieć, że moja była i ja tak naprawdę rozstaliśmy się wiele miesięcy temu, być może już w zeszłe święta.
Jax, mój najlepszy przyjaciel i brat bliźniak Clementine, powtarza mi, że to był najwyższy czas na rozstanie. Sądzę, że ma rację.
Teraz pora się ustatkować. Skupić na futbolu. Grać tak, jakby zależało od tego moje życie.
Wobec tego ostatnią rzeczą, o jakiej powinienem myśleć, jest to, że chciałbym widzieć Maddie McDermott w pozycji horyzontalnej w mojej pościeli, może w wannie i na pewno na podłodze w salonie, najlepiej obok kominka.
Mój kutas już zaczyna się ekscytować, ale ja wiem lepiej.
Kiedy dzwoni agent nieruchomości, przeprowadzka nagle nie wydaje mi się aż tak nagląca, jak była rano.
Może życie w mieście nie będzie aż tak uciążliwe. Mieszkanie w Back Bay ma co najmniej jedną zaletę.
ROZDZIAŁ 4
DAREN
Pot spływa mi po twarzy, gdy omiatam wzrokiem linię obrony. Może i wymiatałem w lidze uniwersyteckiej, ale NFL to zupełnie nowa stratosfera. Założenia obozu szkoleniowego są następujące: wyrobienie szczytowej formy, wprowadzenie nowych zawodników do drużyny i pozbycie się z niej tych, którzy nie dają rady. Ja już jestem w formie. Przez całą wiosnę i lato urabiałem sobie tyłek, ale mimo to jutro będę cholernie obolały. Ale to nie jest moje największe zmartwienie.
Pięć razy powtarzaliśmy to ćwiczenie, ale coś nam nie wychodzi z LaDuke’em, moim skrzydłowym. Tak wiele w meczu zależy od chemii, a między nami nie może zatrybić. Zauważam Brentwooda, weterana rozgrywających, który śmieje się przy stole z wodą, ale gdy znowu ustawiamy się na pozycjach, przystaje, żeby się nam przyglądać.
Piłka nadlatuje, gdy tylko moje palce chwytają jej skórę, wycofuję się pomiędzy innych zawodników i rozglądam po boisku. Ciała się przesuwają, a ja sprawdzam, jakie mam możliwości. W końcu LaDuke uwalnia się od swojego obrońcy, więc podaję do przodu.
Piłka leci perfekcyjnym łukiem. Ale w ostatniej chwili ten dupek zwalnia, a moje podanie nie trafia celu.
La Duke wraca truchtem i wzrusza ramionami.
– Przerzuciłeś? – pyta, doskonale wiedząc, że nie na tym polega problem.
Zgrzytam zębami, czekam na opierdziel trenera. Spotykam się wzrokiem z innym żółtodziobem na pozycji skrzydłowego, który biega w tę i z powrotem po linii bocznej. Quentin Alvarez jest głodny. Chce dostać piłkę.
Podbiegam do trenera Reynoldsa, żeby nie musiał podnosić głosu, gdy mnie będzie opierdalał. Wzdycha i marszczy brwi. Ale nie krzyczy, kładzie dłoń na moim ramieniu i odwraca mnie twarzą w stronę pustego boiska za nami.
– Daren, podoba mi się, że zachowujesz spokój. Potrzeba czasu, żeby zawodnicy zaakceptowali nowych. Nie bierz tego do siebie.
Biorę głęboki oddech i potakuję. Ma rację.
– Nie ma problemu, trenerze. – Tak zwykle odpowiadam na boisku. Powinienem trzymać gębę na kłódkę, ale postanawiam spróbować. – Nie sądzisz, że powinniśmy spróbować z Quentinem?
Reynolds porusza szczęką w przód i w tył.
– Przyjdzie jego kolej. Poza tym bardziej prawdopodobne jest to, że zagrasz ze starym składem i to z nimi musisz się ograć.
– Rozumiem. Ale wydaje mi się, że Quentin naprawdę tego chce.
Trener kiwa głową i marszczy opalone czoło.
– Zobaczymy. Weź sobie wodę.
Dziesięć minut później ponownie stoimy na swoich miejscach, a trener dmie w gwizdek.
– Wiesz co? Sprawdźmy Quentina – krzyczy do LaDuke’a i brodą wskazuje linię boczną.
Ciężko mi ukryć uśmiech, więc zaciskam szczękę do momentu, aż znowu czuję pełne skupienie. Quentin wbiega na boisko i potakuje, gdy nasze spojrzenia się spotykają.
Tym razem, gdy mój skrzydłowy urywa się obronie, wszyscy na linii bocznej przystają, żeby przyjrzeć się mojemu podaniu, które dosięga rąk Quentina na dwa kroki przed linią końcową.
Tak to się robi, skurwysyny. Wciąż się uśmiecham, gdy pół godziny później udajemy się do szatni, dopóki nie podchodzi do mnie Brentwood, jakbyśmy byli starymi przyjaciółmi. Pochyla się nade mną z uśmiechem na twarzy.
– Co to, kurwa, było? – szepcze, mimo że z głośników dudni Eminem.
To już się robi nudne. Półtora tygodnia na obozie, a ja straciłem już rachubę, ile razy dostałem zjebkę od Brentwooda.
– Słucham? O co, kurwa, chodzi?
– Dlaczego zaproponowałeś Quentina?
– Chyba nie wiem, o czym mówisz. – Nie mam w zwyczaju odrzucać podziękowań, kiedy mi się należą, ale również nie mam zamiaru wkurzać Brentwooda jeszcze bardziej, bo widać, że jest dziś nabzdyczony.
– Daren!
Do szatni wpada Jeanine Cartwright, zastępca dyrektora do spraw marketingu i PR, wcale nie przejmując się tym, że połowa facetów ma na sobie tylko ochraniacze krocza lub jest zupełnie nago. Macha do mnie, nie przerywając rozmowy przez telefon. Brentwood puszcza do niej oko i oddala się w kierunku swojej szafki po drugiej stronie pomieszczenia.
Kiwa głową i nadal rozmawia.
– Świetny pomysł. Tak, mam go tutaj. – Spogląda na mnie i uśmiecha się przez pół sekundy, po czym podnosi rękę, pokazując, że mam poczekać. Jeanine jest pierwszą kobietą na tak wysokim stanowisku i najmłodszą w zarządzie. Jest atrakcyjna, ale jej lodowate spojrzenie przypomina wzrok drapieżnika. Zawodnicy NFL nie należą do najbardziej kulturalnych, ale żaden jej nie zaczepia. Zapewne dlatego, że nie chcą, żeby wyrwała im jaja. Przygładza swoje ciemne włosy obcięte na krótkiego boba. – Jestem pewna, że się zgodzi. Żółtodzioby nigdy nie robią problemów z udzielaniem wywiadów.
Już rozumiem, Jeanine. Nie ma potrzeby mnie przeczołgiwać, tylko dlatego że jestem na najniższym szczeblu drabiny.
Rozłącza się, po czym powoli omiata wzrokiem moją nagą klatkę piersiową, zatrzymuje się dłużej na mojej talii i w jej oczach pojawia się błysk rozczarowania, że nadal mam na sobie szorty. W końcu podnosi wzrok i skupia się na mojej twarzy.
– Potrzebuję cię jutro rano po treningu z ciężarami. W zasadzie będziesz musiał go skrócić. Powiem wszystkim, że możesz się spóźnić na drugą sesję. Aha, i weź prysznic, zanim przyjdziesz do mnie na boisko treningowe. Przyda ci się.
Cóż, do cholery, nic dziwnego, że muszę się umyć. Przez dwie godziny byłem w pełnym słońcu w typowej dla Massachusetts w lipcu temperaturze trzydziestu pięciu stopni.
Jeanine stuka palcem po ekranie telefonu i wprowadza spotkanie do kalendarza.
– Ty i Quentin macie wywiad w lokalnej stacji, która robi cykl programów o sporcie dla kobiet. Nazwiemy go Futbol 101 i za każdym razem będziemy pokazywać innych zawodników. Ale chciałam wykorzystać to, że twoje przyjęcie do drużyny jest teraz gorącym newsem.
– Będę – zmuszam się do uśmiechu i wiem, że według niej jest szczery, ponieważ ona też się do mnie uśmiecha, nie spieszy się, jakby chciała się na mnie jeszcze napatrzeć, zanim pójdzie do Quentina.
Jeden z chłopaków czeka, aż Jeanine wyjdzie, po czym wyjmuje telefon.
– Chodźcie zobaczyć cipkę, którą wczoraj przeleciałem. Mój kutas wszedł w nią jak w rękawiczkę. – Kilku zawodników otacza go, żeby obejrzeć nagranie.
Gdyby był moim kumplem z drużyny w Boston College, powiedziałbym mu, że jest durnym fiutem. Wystarczy, że film wpadnie w niepowołane ręce i może zmienić twoje życie w piekło, zwłaszcza gdy towarzyszy mu plotka, którą ktoś rozpuścił, by zdobyć piętnaście minut sławy.
Ale to nie jest uczelnia. A ja nie stoję na czele tego zespołu. Spoglądam na Brentwooda, który nie ogląda nagrania. Cały czas mi się przygląda. Boże, co za dziwny czubek.
Robię minę pokerzysty, biorę ręcznik i idę pod prysznic. Mam jeszcze jeden trening po południu i muszę przed nim oczyścić głowę. Jestem przyzwyczajony do dramatów, ale na tym stadionie jest ich wystarczająco dużo, by człowieka przytłoczyć.
Gdy gorąca woda spływa po mojej skórze, zamykam oczy i próbuję odgrodzić się od hałasu. W końcu chwila spokoju.
I wtedy właśnie myślę o jej twarzy. Tych pełnych, różowych ustach w odcieniu słodkich jagód. Tej bladej skórze, która wydaje się jedwabiście gładka. Te podkreślone czarną kredką oczy przypominają mi o wodach u wybrzeży greckiej wyspy Santorini. Błękitnych niczym lód wytopiony z nieba.
Minęły dwa tygodnie od dnia, gdy zderzyła się ze mną i upadła na dupę, ale od tej pory nie widziałem jej ani razu. A rozglądałem się za nią.
Wbrew zdrowemu rozsądkowi chcę porozglądać się uważniej.
ROZDZIAŁ 5
MADDIE
Zapisuję ostatnie słowa wypowiedzi dowódcy straży pożarnej z wywiadu, który przeprowadziłam przez telefon, gdy do mojego boksu zagląda Roger.
– Madeline. Nicole. Do mojego biura. Zaraz.
Moja koleżanka z tego samego boksu głęboko wzdycha. Zamykam notes i patrzę na nią.
– Chodźmy sprawdzić, czego chce ten mały człowieczek – mamrocze pod nosem, zabierając swój notes. – Przynajmniej dzięki niemu przestałaś obgryzać długopis. – Mam wrażenie, że za chwilę wypuści na światło dzienne swoją niezbyt głęboko ukrytą naturę suki. – Czy powinnam przypomnieć ci o tym, że byłoby bosko, gdyby ktoś naoliwił ci krzesło? Bo kiedy machasz nogą, jakbyś miała jakiś atak, to skrzypienie doprowadza mnie do szału.
Z jakiegoś powodu Nicole nie jest moją największą fanką. Chociaż obie dostałyśmy tu pracę w tym samym czasie i powinnyśmy sobie pomagać w tej wymagającej branży, patrzy na mnie, jakbym miała ją zarazić chorobą weneryczną. Zwykle jestem pewna siebie – nie da się zaistnieć w branży dziennikarskiej, gdy jest się słabą nimfą – ale przy tej dziewczynie czuję się wytrącona z równowagi.
Zwykle ignoruję jej docinki, ale ostatnio, czyli odkąd dostałam tę pracę, sypiam po pięć godzin na dobę i mam nerwy napięte jak postronki.
– Nicole, a może zaczęłybyśmy udawać, że gramy w tej samej drużynie? Skończmy z tym cholernym skakaniem sobie do oczu, dobrze?
Unosi wysoko brwi.
– Nigdy nie słyszałam, żebyś przeklinała. Zrobisz to ponownie, jeśli wkurzę cię jeszcze bardziej?
I to ma być odpowiedź? Nie, nie przeklinam. Serio. Wystarczy, że tylko raz coś wymsknie mi się na wizji i trafię na drogi Montany, gdzie będę przygotowywała programy o rytuałach godowych bizonów.
Nie wiem nawet, dlaczego Nicole i ja siedzimy w tym samym boksie. Może tylko dlatego, że obie jesteśmy nowe. Ona powinna trzymać się z działem sportowym po drugiej stronie hali, ale u nich nie ma już miejsca. Sądzę, że jest wkurzona, że utknęła z reporterką wiadomości i nie może przez cały dzień słuchać ESPN2.
Jak zwykle mnie ignoruje i owija kosmyk blond włosów wokół palca z nienagannym francuskim manikiurem. Nicole wygląda tak, jakby została wychowana przez drużynę cheerleaderek gdzieś w Południowej Kalifornii. Nawet lekko sprężynuje, gdy się porusza.
Wygładzam swoją szarą ołówkową spódnicę i przyglądam się jej nieskromnie krótkiej sukience, która unosi się, gdy dziewczyna niemal w podskokach kieruje się do biura Rogera.
Kiedy do niego wchodzimy, Nicole staje się zupełnie inną osobą.
– Cześć, szefie, widział pan to niesamowite nagranie z obozu szkoleniowego? Rany, Daren Sloan ma cholernie celne podania.
W chwili gdy słyszę jego nazwisko, moje serce znacznie przyspiesza. Jezu, Madeline. Wyluzuj.
Nie wiem, na czym polega mój problem, ale od czasu, gdy w niego zaryłam, ilekroć słyszę jego imię, moje ciało przenikają małe wyładowania elektryczne. Winię za to te jego brązowe oczy… to, jak na mnie patrzył… to, jak objął moją szyję. I tak, także to, że pamiętał, jak mam na imię. A niech go.
Nicole zarzuca włosy na jedno ramię, a ja w myślach wywracam oczami. Olśniewający uśmiech na jej twarzy widzę tylko wtedy, gdy pojawiają się inni ludzie, głównie mężczyźni. Nigdy by nie zmarnowała tyle energii na mnie.
Roger nie wygląda na równie oczarowanego jak inni faceci, których momentalnie wsysa urok Nicole. Może dlatego że jest starszy, chyba po sześćdziesiątce. Ma zmęczoną twarz i pociera brodę z szorstkim zarostem.
– Wezwałem was, dziewczyny, żeby wam coś powiedzieć. – Siada na swoim trzeszczącym fotelu i marszczy czoło. – Będę was potrzebował jutro rano na stadionie Rebelsów, gdzie nakręcicie nowy program o futbolu skierowany do kobiet. Jeśli odniesie sukces, będziemy nagrywać co tydzień. Nicole, nie muszę ci chyba mówić, że to może być ważny krok w twojej karierze.
Jestem zdezorientowana.
– A do czego ja jestem tam potrzebna, proszę pana? – To ona jest reporterką z działu sportowego.
Uśmiecha się. Jest zmęczony, ale uśmiech ociepla jego twarz.
– Bardzo spodobała mi się twoja propozycja, żeby przyjrzeć się temu, jak poszerzenie parkingu dla drużyny wpłynie na przyrodę w położonym niedaleko rezerwacie przyrody. To twoja szansa na rozmowę z człowiekiem od spraw wizerunkowych Rebelsów i nagranie kilku odpowiedzi. W piątek odbędzie się głosowanie w tej sprawie, więc będziesz miała wszystko, co trzeba, by przygotować pełen reportaż.
Z trudem powstrzymuję się od uśmiechu. Dotychczas pisałam głównie dla spikerów lub robiłam nieduże wejścia na żywo o sprawach ważnych dla mieszkańców. Ale to może być coś ważnego. Dziennikarstwo pociągało mnie głównie przez to, że mogłam mieć wpływ na rozwiązywanie prawdziwych problemów. Nie jestem zainteresowana występowaniem w telewizji czy byciem rozpoznawalną. Uwielbiam walczyć o zwykłego człowieka i pomagać społeczności.
Szef macha ręką.
– Powinnyście zacząć przygotowania. Jutro Spencer poinformuje was o kwestiach logistycznych.
W tym momencie rzednie mi mina. Spencer jest nowym producentem, zatrudnionym po to, by podnieść wskaźniki. I jest totalnym dupkiem.
Roger potakuje, jakby wyczuł moje obawy.
– Pójdzie wam świetnie, dziewczyny. Wierzę w was.
Boże, jestem w stanie komuś dokopać dla niego. Ostatnio jest pod wielką presją związaną z naszymi wskaźnikami. Prezes chce, by wypuszczał więcej wiralowych filmików oraz bzdur o celebrytach. Jeszcze się broni, ale wiem, że jeśli nic się nie zmieni, prawdopodobnie straci pracę.
A najdziwniejsze jest co innego. Słyszałam plotki, że Roger nie był zachwycony tym, że Nicole i ja zostałyśmy tu zatrudnione. Chciał bardziej zaprawionych w boju weteranów, ale nie nalegał, bo nie dano mu wyboru. Według krążących pogłosek szefowie kazali mu zatrudnić młode, atrakcyjne dziewczyny. Nie wiem, dlaczego to sprawia, że lubię go jeszcze bardziej. Może dlatego że naprawdę zależy mu na wiadomościach i stara się robić je jak najlepiej.
Mam zamiar przysporzyć mu powodu do dumy.
* * *
Oczy Spencera aż błyszczą z entuzjazmu, gdy przegląda swoje notatki z Nicole. Ja mogłabym równie dobrze nie istnieć.
– Rebelsi mają nadzieję zwiększyć oglądalność wśród kobiet, chcą w tym celu wykorzystać ten cotygodniowy program. Sądzę, że jesteś właściwą dziewczyną do tej roboty – mówi do Nicole, nie ukrywając swojego zainteresowania jej sztucznie podniesionymi piersiami.
Spencer nie wygląda źle. Niedawno skończył trzydzieści lat, jego CV robi wrażenie, zwłaszcza to, że był konsultantem w największych stacjach informacyjnych w całym kraju. A przynajmniej byłabym pod wrażeniem, gdyby mnie tak nie brzydził.
Nicole chyba nie przeszkadza, że nasz przełożony ślini się do jej cycków. Pracowicie zapisuje pomysły w notesie.
– Nie wierzę, że będę przeprowadzać wywiad z Darenem Sloanem. O, kurwa!
Wzdrygam się na to przekleństwo, przypominając sobie swojego wykładowcę, który nas opierniczał, gdy przeklinałyśmy w jego obecności ze strachu, że zrzucimy bombę na literę „k” w wejściu na żywo, ale ten dupek Spencer nawet nie mrugnął okiem.
Nicole marszczy czoło, patrząc na jutrzejszy rozkład dnia.
– Nie mamy zbyt wiele czasu na wywiad.
W tej chwili mogłabym powiedzieć, że Daren jest moim sąsiadem i że mamy wspólnych przyjaciół i zapewne mogłabym załatwić jej więcej niż dziesięć minut obiecanych nam przez drużynę. Ale potem przypominam sobie, ile razy w ciągu ostatnich miesięcy Nicole zgasiła mnie złośliwą, krytyczną uwagą, więc moja życiowa filozofia polegająca na czynieniu dobrych uczynków znika szybciej niż fałszywe poczucie poniżenia u Kanye podczas uroczystości wręczenia nagród.
Nicole postukuje długopisem o krawędź notesu.
– Spence, jak powinnam do tego podejść? Czy wolisz, żebym zadawała całkowicie naiwne pytania, jak idiotka, która nie ma pojęcia o futbolu?
Spence? Chyba się zaraz porzygam.
– Nie, zrób to po swojemu. Niech Daren mówi o grze. Użyj swojego czaru, dziewczyno – klika językiem. – Niech panie oglądające program mają widowisko.
Staram się nie pokazywać po sobie, że doprowadzają mnie do mdłości. Ale staram się tylko trochę.
Spencer odwraca się i odchodzi.
– A dla mnie masz jakieś wskazówki? – wołam za nim.
Nie odwraca się od zdjęciowego planu pracy.
– Dowiedz się w dziale informacyjnym. Zobacz, czego potrzebują. – A potem wchodzi do swojego biura.
Jego zaangażowanie w dziennikarstwo jest naprawdę onieśmielające. Nicole wypróbowuje na głos swoje pytania, jakby mnie tu nie było.
Jak się czułeś, gdy zdobyłeś nagrodę Heismana? Czego możemy się po tobie spodziewać w tym sezonie? Jak sądzisz, ile czasu będziesz grał? Czy masz dziewczynę?
Mam wrażenie, że nie są to pytania, na które liczy drużyna. W końcu nie mogę jej już znieść.
– Nicole, a nie przyszło ci do głowy, żeby zadać pytania o podstawy futbolu dla dziewczyn, które chciałyby się dowiedzieć, o co chodzi, ale nie wiedzą od czego zacząć?
Robi tylko „pfff” i kręci głową, jakbym była idiotką.
Wporzo. Nic tu po mnie. Nicole wychodzi, żeby pogadać z działem sportowym, a ja wracam do swoich notatek.
Przynajmniej mogę w końcu zająć się ochroną środowiska. Rebelsi raczej nie przejmują się tym, że powiększenie parkingu będzie miało wpływ na populację lasówki złotoskrzydłej, która jest zagrożona wyginięciem.
Próbuję nadgonić nieco robotę, kiedy mój laptop się zawiesza, a na ekranie pojawia się symbol kręcącego się wiatraczka.
– Ja pierrrr… Kurrrrr… mać. Choleraaaaa… Do dupy. – Walę pięścią w biurko.
– Co się dzieje, Madeline?
Głos zza pleców sprawia, że aż podskakuję.
W wejściu do mojego boksu stoi Brad, facet ze wsparcia technicznego, jakby usłyszał moje krzyki z daleka. Poprawia okulary w czarnej oprawce i uśmiecha się do mnie swoimi zielonymi oczami, aż w kącikach robią mu się zmarszczki. Brad jest miły. Dlaczego nie mogą mi się podobać mili faceci? W zeszłym tygodniu przyniósł mi lodową mokkę, kiedy szedł po kawę. Znam kilka sekretarek, które się w nim podkochują. Pociąga je w nim wyluzowane podejście do wszystkiego oraz blond włosy. Chociaż nigdy nie umawiam się ze współpracownikami, żałuję, że nie czuję do niego żadnego pociągu. On jest w moim zasięgu.
Uśmiecham się z ulgą.
– Dzięki Bogu, tu jesteś. Ten cudowny wynalazek, który powinien ułatwiać mi życie, doprowadza mnie do szaleństwa. Ciągle się zawiesza. Wiem, że mówiłeś, że to przez ostatnią aktualizację systemu, ale laptop Nicole tak nie robi. Mógłbyś sprawdzić?
Uśmiecha się i zakłada ręce na piersi.
– Po to tu jestem.
2 ESPN – amerykańska stacja sportowa nadająca przez całą dobę (przyp. tłum.).ROZDZIAŁ 6
DAREN
Poranny dojazd jest wkurzający przez wielką ciężarówkę, która przewróciła się na drodze, praktycznie odcinając Mass Pike. Ledwie zdążam na czas, pozostali zjeżdżają się z opóźnieniem przez cały ranek.
Po półtoragodzinnym treningu podnoszenia ciężarów idę pod prysznic. Trener wywraca oczami, kiedy przypominam mu o wywiadzie, ale macha ręką, każąc mi odejść na spotkanie z ekipą telewizyjną.
Jeanine kieruje mnie na boisko treningowe, ale zatrzymuję się wpół kroku na widok Maddie McDermott, która stoi przy wejściu na stadion i prowadzi ożywioną dyskusję z jakimś facetem. Ich głosy, chociaż niezbyt głośne, odbijają się echem po oszklonym korytarzu.
– Spencer, nie przygotowałam się do tego. Jestem tutaj, żeby nagrać materiał o ochronie środowiska. Poczekajmy na przyjazd Nicole.
Patrzy na nią z góry.
– Przez ten wypadek jest co najmniej godzinę drogi stąd. Ekipa dostaje dziesiątki próśb, by kręcić takie gówniane kawałki, a ja nie wezmę odpowiedzialności za rozwalenie im planu dnia. Więc weź dupę w troki i idź się przebrać. – Wskazuje na łazienkę w drugiej części korytarza i wkłada jej do ręki sportową torbę.
Nie jestem w stanie znieść tonu jego głosu, bez zastanowienia podchodzę do niej.
– O co chodzi, Maddie? Masz jakiś problem?
Przyciska dłoń do piersi.
– Boże, Daren. Przestań mnie straszyć.
Spencer patrzy na nią, potem na mnie i uśmiecha się szeroko.
– Znacie się?
Mam już powiedzieć, że jesteśmy sąsiadami, gdy odzywa się Maddie.
– Spotkaliśmy się tylko dwa razy.
Nie umyka mi ostrzeżenie, które posyła mi wzrokiem, że mam trzymać gębę na kłódkę.
Facet przechyla głowę na bok, jakby próbował wymyślić, dlaczego się na niego zezłościłem, skoro nie znam Maddie zbyt dobrze, ale po chwili wzrusza ramionami.
– Świetnie. Niech będzie. Słuchaj, Madeline, zostawmy sobie rzewną historyjkę o ratowaniu planety na inną okazję, a dzisiaj nagrasz materiał dla działu sportowego.
Zamyka oczy i uciska grzbiet nosa.
– Nie jestem reporterką sportową, Spencer. Zajmuję się programami informacyjnymi. Wiadomościami. Więc dlatego mam na sobie garsonkę.
Jest ubrana w dopasowany zestaw w kolorze burgundowym i od razu przypominam sobie, dlaczego mam ochotę zaciągnąć ją do łóżka. Zmuszam się do podniesienia wzroku i niemyślenia o swoim kutasie.
Maddie wzdycha i oddaje torbę facetowi, który musi być jej szefem.
– Nie będę biegała po boisku futbolowym w spodniach do jogi i topie na ramiączkach podczas wywiadu. – Głęboko wzdycha. – Nawet nie lubię tego sportu.
Śmieję się, a oni przenoszą na mnie swoje spojrzenia.
Większość ludzi nigdy by się do tego nie przyznała w mojej obecności. Ta laska ma jaja. Nie wiem dlaczego, ale jej uwaga sprawia, że chcę się z nią poprzekomarzać.
– Ojoj, no co ty, Maddie. Nagraj ze mną ten wywiad. Obiecuję, że będę łagodny. – A potem puszczam do niej oko.
Otwiera usta ze zdziwienia, a obleśny uśmiech jej szefa jeszcze się poszerza.
– Doskonale – mówi. – Przekonasz się, że wyjdzie świetnie.
* * *
Spencer zaczyna się niecierpliwić. Zerkam na zegarek. Jeśli Maddie się nie pospieszy, być może i tak będziemy zmuszeni do zmiany terminu nagrania. Już mam zapukać do drzwi łazienki, kiedy wreszcie się otwierają.
Kiedy wychodzi, ma zaciśnięte zęby i przyciska do piersi podkładkę na dokumenty, jakby była jej kamizelką ratunkową. Po chwili opuszcza ją ze zrezygnowaną miną.
Swoje długie czarne włosy związała w kucyk na czubku głowy, włożyła obcisły, szary tank top z logo Rebelsów oraz spodnie do biegania. Ja pierdolę, można ją schrupać.
Ten facet, Spencer, rozmawia przez telefon i gdy ją zauważa, powoli, wręcz nieprzyzwoicie taksuje ją wzrokiem, po czym podnosi kciuk w górę.
Maddie wzdycha i kręci głową, wygląda na pokonaną.
– Świetnie wyglądasz – mówię, chcąc ją pocieszyć.
– Nienawidzę cię – warczy pod nosem.
– To minie. A potem mnie pokochasz. Przyrzekam.
Odwraca się i posyła mi wściekłe spojrzenie.
– Nie powinieneś obiecywać czegoś, czego nie jesteś w stanie dotrzymać.
Uśmiecham się do niej.
– Uważaj. Zawsze dotrzymuję danego słowa.
Maddie mamrocze coś, czego nie jestem w stanie zrozumieć, bo właśnie w tej chwili pojawia się Jeanine.
– Spencer! Musimy się pospieszyć. Daren powinien niedługo wrócić na trening.
Pięć minut później jesteśmy na boisku. Gburowaty gościu o imieniu Joe podaje mikrofon Maddie, po czym kieruje na nas obiektyw kamery i szybko odlicza do zera.
Chociaż Maddie jest wkurzona na maksa, w chwili gdy kamera się włącza, prostuje się i uśmiecha.
– Cześć, tu Madeline McDermott. Obok mnie stoi najnowszy zawodnik drużyny Rebelsów, doskonały rozgrywający, zdobywca nagrody Heismana, Daren Sloan.
– Stop! – Spencer każe zatrzymać nagranie. – Słuchaj, Daren mówił na ciebie Maddie. Tak mi się bardziej podoba. Przedstaw się w ten sposób. „Maddie” jest bardziej przystępne niż Madeline. Dobrze, Joe, kręcimy.
– Przepraszam – mówi, opuszczając mikrofon. – Tak, moi znajomi mówią na mnie Maddie, ale w pracy jestem Madeline. To znaczy, tak właśnie brzmi moje imię i byłabym wdzięczna, gdyby…
Spencer zaciska zęby.
– To nie podlega negocjacjom, Maddie.
Moja sąsiadka nieruchomieje i zwiesza głowę.
Cholera. To przeze mnie. To ja powiedziałem do niej Maddie. Otwieram usta, żeby przeprosić, kiedy słyszę:
– Dobrze, Spencer. Ty tu rządzisz.
Daje znak Joemu i ponownie wygłasza wstęp.
– Cześć, tu Maddie McDermott…
Wyłączam się i patrzę, jak zmienia się jej postawa przed okiem kamery. Jej oczy śmieją się i błyszczą. Jest opanowana i pewna siebie. W tonie jej głosu słychać przyjemny zaśpiew.
Kurwa, Sloan. Zaśpiew? Serio?
– Daren, niezbyt często oglądam mecze futbolu, więc chyba nie jestem najlepszą kandydatką na prowadzącą – zwraca się do mnie. – Ale skoro obiecałeś, że obejdziesz się ze mną łagodnie, zamierzam sprawić, żebyś dotrzymał obietnicy. – Śmieje się, a ja razem z nią. Cholera, jest czarująca. – Jaka jest najważniejsza rzecz, którą osoba taka jak ja powinna wiedzieć o tym sporcie? Załóżmy, że rozumiem ogólne zasady – że piłka musi dostać się na pole punktowe. Sądzę też, że wszyscy wiemy, że jesteś rozgrywającym i masz piłkę pod kontrolą. Co dalej?
– Cóż, zaczynamy na linii wznowienia gry, mam cztery próby, żeby zdobyć co najmniej cztery jardy w kierunku pola punktowego, mogę podawać piłkę lub biec, ale kiedy biegnę, mogę podawać ją tylko w bok lub za siebie.
– Brzmi dość łatwo. Chyba każdy z Nowej Anglii wie, że lubisz zapuszczać się głęboko – unoszę brew, z dziką satysfakcją zażartowałbym z tego dwuznacznego tekstu, ale wiem, że nie zamierzała brzmieć dwuznacznie – że lubisz długie podania i jesteś w nich dobry. To przywodzi mi na myśl kolejne pytanie. Jakie cechy, według ciebie, powinny charakteryzować dobrego rozgrywającego?
– Powinien umieć przewidzieć, jak potoczy się gra, zanim otworzy się przed nim wolna droga. Powinien umieć wyczuć pozostałych zawodników z drużyny i wiedzieć, dokąd pobiegną, jeszcze zanim to zrobią.
Wygląda tak, jakby ze mną flirtowała. Wielkie, błyszczące oczy zerkają na mnie spod gęstych rzęs.
– Brzmi jak wstęp do braterskiej miłości.
Zgadzam się z nią ze śmiechem.
– Ale to do mnie należą wszystkie kolejne ruchy.
Uśmiecha się do mnie zalotnie.
– Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. – Po jeszcze kilku pytaniach staje przodem do kamery. – Mamy nadzieję obejrzeć kolejne ruchy Darena Sloana w zaplanowanym na za dwa tygodnie pierwszym przedsezonowym meczu z Nowym Jorkiem. Maddie McDermott dla WNEN. Oddaję głos do studia.
Nie jestem całkowicie pewien, jakiej reakcji z jej strony się spodziewałem po zakończeniu nagrania, ale raczej nie takiej. Jej uśmiech w jednej chwili znika, ramiona uginają się, a pogodny nastrój przyćmiewają jej zmarszczone brwi.
– Dzięki, Daren. – Wyciąga do mnie rękę.
Serio? Chce mi uścisnąć rękę? Co stało się z Maddie, która przed chwilą flirtowała ze mną bez żenady? Powoli ujmuję jej szczupłą dłoń.
Jednak pomimo tego, że teraz zachowuje się niezbyt przyjaźnie, trudno nie zauważyć ognia w jej oczach. Znam takie spojrzenie, widzę je codziennie, gdy wchodzę na boisko. Kurwa, świetnie do niej pasuje.
Bez zwłoki odwraca się na pięcie i rusza w stronę parkingu, a ja nie mogę się powstrzymać i obcinam jej tyłek, który jest tak apetyczny, jak go sobie wyobrażałem. Ależ bym go chciał przelecieć.
