Daj się pokochać, dziewczyno - Katarzyna Miller, Joanna Olekszyk   - ebook

Daj się pokochać, dziewczyno ebook

Katarzyna Miller, Joanna Olekszyk

4,7

Opis

Poznaj sekret udanych relacji 

Jak kochać mądrze siebie i partnera? Jak znaleźć prawdziwe uczucie? Jak wskrzesić ogień w długotrwałym związku? Jak pozbierać się po zdradzie i na nowo uwierzyć w miłość? 

Wielu z nas zadaje sobie podobne pytania. Katarzyna Miller, psycholożka i psychoterapeutka, nie daje prostych odpowiedzi ani nie składa pustych obietnic. Przekonuje, że prawdziwa miłość nie ma nic wspólnego z cierpieniem, podporządkowaniem drugiej osobie, ani z oddaniem wolności. Nie znosi poświęceń, ale jest prawdziwym zachwytem nad światem, nad sobą i innymi ludźmi. Daleka jest od deklaracji: „bez ciebie wszystko traci sens”, a bliższa stwierdzeniu: „z tobą jest mi lepiej, przyjemniej i radośniej niż bez ciebie”. Nie deklaruje: „dla ciebie zrobię wszystko”, lecz zapewnia: „kocham cię, bo jesteś. Po prostu”. I taką miłość warto praktykować. A pomogą w tym mądre rozmowy Katarzyny Miller z redaktorką naczelną miesięcznika „Zwierciadło” Joanną Olekszyk. 

 

Katarzyna Miller 

Psycholożka i psychoterapeutka z kilkudziesięcioletnią praktyką terapeutyczną. Charyzmatyczna, odważna, dowcipna i pogodna, ale też szczera do bólu.  

Ukończyła psychologię i filozofię na UW. Treningu psychologicznego i prowadzenia psychoterapii uczyła się w Ośrodku Synapsis od prof. dr. hab. Kazimierza Jankowskiego, a następnie od rzeszy nauczycieli polskich i zagranicznych (w tym Carla Rogersa). Wykładowczyni na licznych warsztatach rozwojowych dla kobiet. Felietonistka miesięcznika „Zwierciadło”. Autorka i współautorka wielu bestsellerowych poradników, m.in. Chcę być kochana tak, jak chcę, Nie bój się życia, Kup kochance męża kwiaty (Wydawnictwo Zwierciadło). 

 

Joanna Olekszyk 

 

Dziennikarka, redaktorka naczelna miesięcznika„Zwierciadło”. Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa UW. Współautorka książek, m.in. Daj się pokochać dziewczyno (Wydawnictwo Zwierciadło). 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 338

Rok wydania: 2023

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,7 (84 oceny)
66
14
2
1
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Kochajaca_czytac

Dobrze spędzony czas

Znajdziecie tutaj rozmowy o życiu, tym jak zaakceptować i pokochać przede wszystkim siebie, jak komunikować swoje potrzeby. Autorka sprawiła, że zatrzymałam się na chwilę, przeanalizowałam kilka sytuacji i zauważyłam, że w tym co mówi jest dużo prawdy.  W dzisiejszym biegu ciężko jest odnaleźć balans, ale to właśnie on jest kluczem do odzyskania siebie.  Myślę, że jest to książka dla każdego. Nie marnujmy energii na to, na co nie mamy wpływu i skupmy się na tym co dla nas istotne.  Bywamy bardzo samokrytyczni, a przecież to właśnie siebie powinniśmy doceniać najbardziej ☺️ 
00
Odcieniestron1

Nie oderwiesz się od lektury

Poradnik, który nie jest poradnikiem? Uwielbiam format "Daj się pokochać dziewczyno"! Podczas lektury możemy się poczuć jak widzowie na panelu u Katarzyny Miller i Joanny Olekszyk lub jak w gronie przyjaciółek na spotkaniu przy kawie i ciastku. Książka ma niezwykłą formę luźnej, intymnej i brutalnie szczerej rozmowy, która dla mnie jest strzałem w dziesiątkę. _ "Daj się pokochać dziewczyno" normalizuje takie tematy jak kryzys w związku, zdradę lub spadek namiętności w związku. Okazuję się, że to nie musi być wcale koniec ale kolejny etap. Psychoterapeutka Katarzyna Miller w charakterystyczny dla siebie sposób opowiada o miłości, która wcale nie polega na poświęceniu lecz na zachwycie drugą osobą i wolności. Pozwoliło mi to na nowo spojrzeć na swój związek. Znów zacząć czerpać radość z flirtu z własnym mężem. Coś cudownego! Bardzo polecam. _ Warto dodać, że książka jest pięknie wydana. Mamy tu twardą okładkę z delikatnie barwionymi brzegami i wstążkę, która ma pełnić funkcję zakładki. W...
00
do_przeczyt_Ania

Nie oderwiesz się od lektury

Daj się pokochać, dziewczyno 💖💪 @katarzyna_miller_ @joannaolekszyk @wydawnictwo_zwierciadlo -współpraca- 💖🤍💖🤍💖🤍 „Nie chwa­limy sie­bie, nie do­ce­niamy swo­ich osią­gnięć i w związ­ku z tym mamy tak mało ra­do­ści z cięż­kiej pracy, jaką wy­ko­nu­jemy.” „Mąż jest pierw­szy i za­wsze po­wi­nien być pierw­szy, bo to jest twój part­ner, męż­czy­zna, któ­rego wy­bra­łaś, który po­wi­nien cię ob­cho­dzić, po­do­bać ci się, za­chwy­cać tobą, a ty nim.” 💖💖💖 Cześć! Czy potrzebujecie może… Najpiękniej wydanego poradnika? Albo wartościowego wywiadu? Proszę bardzo! W moje ręce trafiła specjalna edycja bestsellera, który podbił serca czytelników… moje również 🥹💖 Katarzyna Miller odpowiada na pytania i opowiada o tym, jak żyć szczęśliwie, spokojniej i jak najbliżej partnera, którego wybrałyśmy na drugą swoją drugą polowe. O tym jak pielęgnować związek, kiedy wyluzować, a także jak poradzić sobie w chwilach trudnych, a nawet po zdradzie- zrozumieć dlaczego do tego doszło? Dzi...
00
AlexandraBlack

Z braku laku…

Książka - wywiad
00
MonikaJudy

Nie oderwiesz się od lektury

Mądra i świetnie napisana. Każda dziewczyna i kobieta powinna to przeczytać.
00

Popularność




© Co­py­ri­ght by Wy­daw­nic­two Zwier­cia­dło Sp. z o.o., War­szawa 2023 Text © co­py­ri­ght by Ka­ta­rzyna Mil­ler, Jo­anna Olek­szyk 2019 Wy­da­nie II
Ko­rektyMe­lanż
Pro­jekt okładkiZuza Miśko
Ła­ma­nie i składPlu­part, Piotr Szczer­ski
Re­dak­torka ini­cju­jącaMag­da­lena Cho­rę­bała
Dy­rek­tor pro­duk­cjiRo­bert Je­żew­ski
ISBN: 978-83-8132-543-1
Wy­daw­nic­two Zwier­cia­dło Sp. z o.o. ul. Wi­dok 8, 00-023 War­szawa tel. 603 798 616
Dział han­dlowy:han­dlowy@gru­pa­zwier­cia­dlo.pl
Wszel­kie prawa za­strze­żone. Re­pro­du­ko­wa­nie, ko­pio­wa­nie w urzą­dze­niach prze­twa­rza­nia da­nych, od­twa­rza­nie, w ja­kiej­kol­wiek for­mie oraz wy­ko­rzy­sty­wa­nie w wy­stą­pie­niach pu­blicz­nych tylko za wy­łącz­nym ze­zwo­le­niem wła­ści­ciela praw au­tor­skich.

WSTĘP

Za­nim za­czniemy...

Jo­asia: Ka­siu, jaka jest wła­ści­wie twoja spe­cjal­ność? W czym po­ma­gasz lu­dziom?

Ka­sia: Kie­dyś by­łam spe­cja­listką od al­ko­ho­li­ków, a te­raz je­stem spe­cja­listką od nor­mal­nych lu­dzi (śmiech), a zwłasz­cza od ko­bi­tek. Choć chłopcy też do mnie przy­cho­dzą, i pary.

Jo­asia: A ja są­dzi­łam, że twoja spe­cjal­ność to mi­łość. Nie po nią lu­dzie do cie­bie przy­cho­dzą?

Ka­sia: A tak, przy­cho­dzą przede wszyst­kim po mi­łość.

Jo­asia: Są tego świa­domi?

Ka­sia: Nie, nie wszy­scy. Je­śli są, to już jest bar­dzo dużo, to zna­czy, że są ze sobą w nie­złym kon­tak­cie, że już przyjmą pewne rze­czy. Ja też cho­dzi­łam do psy­cho­te­ra­peu­tów po mi­łość. Mia­łam na­wet ta­kiego cu­dow­nego te­ra­peutę, któ­rego kie­dyś spy­ta­łam: „Ko­chasz mnie?”. „Oczy­wi­ście, że cię ko­cham” – od­po­wie­dział. Jak o to samo py­tają mnie moi pa­cjenci, też im mó­wię: „Oczy­wi­ście. Jak cię nie ko­chać?”.

Jo­asia: Oni przy­cho­dzą po to, by usły­szeć te słowa czy że­byś zna­la­zła im part­nera lub part­nerkę?

Ka­sia: Oni chcą to po pro­stu od ko­goś usły­szeć. Ale po part­nera też przy­cho­dzą, ma­sami, zwłasz­cza ko­biety. Atrak­cyjna pani mówi: „Mam 39 lat i chcę, żeby po­mo­gła mi pani zna­leźć part­nera”. „No do­brze” – mó­wię – „ale prze­cież ja nie swatka”. „Ale niech mi pani po­wie, jak się szuka”. „W ogóle się nie szuka”. „Pani żar­tuje”. „A co bę­dzie, je­śli pani nie znaj­dzie part­nera?”. „Ja so­bie tego nie wy­obra­żam”. „A jak pani te­raz żyje?”. „Żyję bez”. „I ja­kie jest to ży­cie?”. „No ja­koś żyję”. „A nie może tak pani żyć jak te­raz?”. „Ale ja nie chcę”. „Ja pa­nią ro­zu­miem, że pani nie chce. Ale co to ma zna­czyć dla świata, dla ży­cia i dla wszyst­kich męż­czyzn, że pani nie chce? To jest pre­ten­sja. I przy­cho­dzi pani do mnie, że­bym co ja z tym zro­biła?”. „Bo pani na pewno wie, co zro­bić, żeby mieć fa­ceta”. „Gdy­bym ja to wie­działa, to ja bym była bo­gat­sza niż ten fa­cet od Fa­ce­bo­oka. Wie pani, co by baby zro­biły, gdyby się do­wie­działy?”. „Pani ze mnie żar­tuje”. „Ale ko­chana, nikt pani tak po­waż­nie jak ja dawno nie trak­to­wał” (śmiech).

Tro­chę so­bie oczy­wi­ście po­żar­tuję, ale tak na­prawdę ja tej pani bar­dzo współ­czuję. Bo kiedy ma się tak jak ona, to całe ży­cie sku­pia się na tym jed­nym je­dy­nym ocze­ki­wa­niu, które – je­śli się nie spełni – bę­dzie ozna­czało, że jest się osobą prze­graną. „Niech pani zo­ba­czy, ile pani ma” – mó­wię za­tem do niej. „W końcu tym, co pani ma, ma pani tych fa­ce­tów do sie­bie prze­ko­nać. Je­śli pani jest taką ma­ru­dzącą, zgorzk­niałą i znie­chę­coną babą, co to nie wie, jak żyć, to niby dla­czego ktoś miałby chcieć być z pa­nią?”. I ona za­czyna się już wtedy tro­szeczkę za­sta­na­wiać, je­śli ze­chce, oczy­wi­ście... Ale prze­waż­nie ko­biety już na tym eta­pie chcą.

„W pracy so­bie pani do­brze ra­dzi. Lu­dzie pa­nią lu­bią, sza­nują. Pie­nią­dze pani za­ra­bia. Po­trafi pani tyle rze­czy” – wy­li­czam. To jest w ogóle syn­drom na­szych cza­sów – dziew­czyny su­per­o­gar­nięte z ze­wnątrz, a w środku dzium­dzie i dzi­dzie, pła­czące, że są same.

Więc mó­wię znów: „Ko­chana, jak je­steś pu­sta w środku, jak ze sobą nie ob­cu­jesz i się nie lu­bisz, to do­póki tej pustki w so­bie nie wy­peł­nisz, z czym ma ob­co­wać ten ktoś, kto cie­bie wy­bie­rze? Ładna je­steś, ubrana do­brze, dużo za­ra­biasz, ale co oprócz wiel­kiej tę­sk­noty i wiel­kiego głodu wnie­siesz do tego związku?”.

Jo­asia: Cza­sem tej pu­stce i tę­sk­no­cie to­wa­rzy­szy ogromne we­wnętrzne spię­cie...

Ka­sia: Dla­tego po­wta­rzam ba­bom: „puść się”. To jest naj­waż­niej­szy prze­kaz – puść się! I sek­su­al­nie, i men­tal­nie, i cie­le­śnie. Roz­luź­nij mię­śnie, ode­tchnij, wy­puść głos, śmiej się, krzycz, płacz. Pła­kać to one jesz­cze po­tra­fią, nie po­wiem, tylko to jest taki płacz do sie­bie, ra­czej im­plo­zja niż eks­plo­zja. One pła­czą tak na­prawdę nad sobą.

Jo­asia: Ale czy nie jest winne temu prze­ko­na­nie, które nam się wkłada do głów od dziecka...

Ka­sia: ...stop, nie po­wta­rzajmy go! Nie wolno po­wta­rzać rze­czy, które są ne­ga­cją.

Jo­asia: To za­mie­nię je w py­ta­nie: Czy ży­cie bez mi­ło­ści ma sens?

Ka­sia: Ale co to zna­czy: ży­cie bez mi­ło­ści? Nie ma ży­cia bez mi­ło­ści! Tej mi­ło­ści jest w nim mnó­stwo: do do­brego je­dzonka, do dzieci, do star­szych lu­dzi, do ma­musi i ta­tu­sia – o ile jest za co, do przy­ja­ció­łek i przy­ja­ciół, do słońca na nie­bie...

Jo­asia: I to jest cały czas ta sama mi­łość?

Ka­sia: To jest za­chwyt ży­ciem! Apro­bata ży­cia, ra­dość, że się jest, po­czu­cie cie­ka­wo­ści, cza­sem też tę­sk­noty, pra­gnie­nia... Ja też prze­szłam ten etap, że się co chwila w kimś za­ko­chi­wa­łam i wie­rzy­łam, że te­raz to już TEN. Ża­den nie był TYM, choć to byli bar­dzo fajni fa­ceci. Zwy­czaj­nie po ja­kimś cza­sie oka­zy­wało się, że coś mi w nich nie pa­suje. Te­raz je­stem z jed­nym fa­ce­tem od 30 lat, co prawda z prze­rwami, i wiesz, co dzięki temu od­kry­łam i co z upodo­ba­niem po­wta­rzam? Że je­den fa­cet to wszy­scy fa­ceci, jedna ko­bieta to wszyst­kie ko­biety. Co ja so­bie będę ich zmie­niać, jak ja z każ­dym będę miała po­dobny albo różny ro­dzaj ja­kichś nie­speł­nień.

Męż­czy­zna nie jest od tego, żeby speł­niał ko­bietę całą, tylko ka­wa­łek jej ży­cia. Faj­nie jest być z kimś, z kim można wy­mie­nić do­brą ener­gię, po­móc so­bie cza­sem, po­śmiać się i po­kłó­cić, ale nie wy­my­ślajmy so­bie, że to jest je­dyna mi­łość w ży­ciu, bo wtedy ro­bimy się skraj­nie ego­cen­tryczni. „To mój fa­cet i ko­niec”. A reszta świata to niby co? Chcę po­wie­dzieć, że naj­waż­niej­sza jest mi­łość do ży­cia. Ja ko­cham ży­cie, choć cza­sem je­stem na nie wście­kła, ale wtedy wiem, że je­stem wście­kła na samą sie­bie.

Jo­asia: Ży­cie za­wsze jest fair?

Ka­sia: Ży­cie jest, ja­kie jest. Nie jest za­wsze fair. Bu­rza nie jest prze­cież fair ani nie fair. Po pro­stu jest. Zresztą bu­rzę też ko­cham.

Kiedy się za­czy­nam zło­ścić na ży­cie, to py­tam sie­bie: „Mil­ler, spo­koj­nie, o co masz do sie­bie pre­ten­sję?”. Oczy­wi­ście w war­stwie ze­wnętrz­nej mogę mieć pre­ten­sję do chłopa, do ko­goś, do rządu (nie wiem dla­czego, ale mam), wtedy jed­nak za­wsze ozna­cza to, że moje we­wnętrzne dziecko się z czymś nie upo­rało. Gdy po­ja­wia się ta­kie po­de­ner­wo­wa­nie lub pre­ten­sja, to zna­czy, że to dziecko w so­bie trzeba ukoić, dać mu coś albo je za coś prze­pro­sić. Mój we­wnętrzny ro­dzic, czyli moja do­bra we­wnętrzna mama, którą w so­bie w miarę wy­pra­co­wa­łam, bo jesz­cze dużo pracy przede mną, po­trafi już spy­tać moje we­wnętrzne dziecko, wy­słu­chać je i po­wie­dzieć: „Na ra­zie nie wiem, co z tym zro­bimy, ale już wiem, o co ci cho­dzi”. Bo mama nie musi wie­dzieć. I nie musi wie­dzieć od razu. Ważne, żeby po­wie­działa dziecku: „Kiedy będę wie­działa, to ci po­wiem, albo coś ra­zem wy­my­ślimy”.

Jo­asia: Czy jako psy­cho­lożka i doj­rzała ko­bieta, która nie­jedno w ży­ciu prze­żyła, wie­rzysz w mi­łość?

Ka­sia: Wie­rzę. Tylko że to jest bar­dzo trudna rzecz dla nie­ko­cha­nych lu­dzi, a ła­twa dla ko­cha­nych. Nie­mniej jed­nak można się jej na­uczyć. Naj­lep­szą drogą jest ko­chać sie­bie i in­nych, ale naj­pierw sie­bie. A po­tem się wi­dzi przy­ro­sty – to­le­ran­cji, braku za­zdro­ści o coś. Dla mnie naj­waż­niej­szym mo­men­tem w moim roz­woju było to, że prze­sta­łam za­zdro­ścić. To zna­czyło, że co­raz bar­dziej sie­bie ko­cham. Bo je­żeli coś mi się u ko­goś po­doba, a tego nie mam, to zna­czy, że ja tego chcę i albo to so­bie dam, albo nie. Jak się ko­cham i lu­bię, to ja so­bie za­cznę da­wać. Może nie od razu, może po­woli, może ktoś mi da – też się cza­sem zda­rza – ale w końcu to do­stanę.

Jo­asia: Kiedy już po­ko­chamy sie­bie, mo­żemy za­cząć ko­chać in­nych. Dla wielu nie ma nic wspa­nial­szego od mi­ło­ści ro­man­tycz­nej...

Ka­sia: Nie zno­szę mi­ło­ści ro­man­tycz­nej. Są­dzę, że wy­rzą­dziła nam strasz­nie dużo krzywdy i na­dal wy­rzą­dza. Lu­bię fajne ko­me­die ro­man­tyczne, bo są słod­kie i sama się na nich ba­wię i wzru­szam, a i cza­sem so­bie my­ślę, jaki to by był ten naj­faj­niej­szy fa­cet. Ale wiem, że to tylko na­sze ma­rze­nia. Nie­za­leż­nie od tego mi­łość mię­dzy ko­bietą i męż­czy­zną czy mię­dzy dwoma męż­czy­znami czy dwiema ko­bie­tami – jest strasz­nie fajną rze­czą. To, że cią­gnie nas do sie­bie, że mamy ja­kiś in­te­res do dru­giej osoby – jest fa­scy­nu­jące.

Jo­asia: Nie są­dzisz, że mi­łość ro­man­tyczna tro­chę po­gar­dza in­nymi ro­dza­jami mi­ło­ści? Jakby mó­wiła: „Tylko ja się li­czę, inne nie mają zna­cze­nia”.

Ka­sia: To nie mi­łość tak robi, tylko lu­dzie. Te dziew­czyny, które mó­wią: „Mam pu­ste ży­cie, bo nie mam fa­ceta”. One ma­rzą, że przyj­dzie fa­cet i po­ko­cha je za wszystko i za wszyst­kich. Za nie same też. To jest nie­prawda i nie­moż­ność oraz skrajny ego­cen­tryzm. „Moja droga re­dak­cjo, je­stem taka sa­motna”. A może byś się ro­zej­rzała i zo­ba­czyła in­nych sa­mot­nych? Za­jęła nimi albo ra­zem z nimi coś zro­biła – za­raz nie bę­dziesz sa­motna. „Ma­rzę, by ktoś mnie zro­zu­miał”. A kogo ty ro­zu­miesz? Na­wet sie­bie sa­mej nie ro­zu­miesz. Nie wiem, czy to bar­dziej mnie wku­rza, czy za­smuca.

Jo­asia: W jaką mi­łość ty wie­rzysz?

Ka­sia: W mi­łość naj­wyż­szą, czyli agape. W mi­łość du­chową, która ogar­nia wszystko, co żyje. Lu­dzi, zwie­rzęta, ro­śliny, na­turę. Je­ste­śmy czę­ścią tego wszyst­kiego, sam fakt, że ży­jemy, jest ja­kimś da­rem i wy­jąt­kiem. Spójrz, ilu lu­dzi się nie ro­dzi.

Agape to mi­łość, na którą chwi­lami nas stać, zwy­kle kiedy je­ste­śmy na­kar­mieni spo­ko­jem, bez­pie­czeń­stwem, bli­sko­ścią. Oczy­wi­ste jest więc, że aby tak ko­chać, trzeba mieć w miarę do­bre ży­cie, a przy­naj­mniej je wy­grać w ja­kimś mo­men­cie albo do­stać od lu­dzi wspar­cie, żeby je wy­grać. Czło­wiek, który był w ży­ciu mal­tre­to­wany i mę­czony, nie za­znał ni­gdy mi­ło­ści. Zna tylko jej głód. Czuje więc głód i kupę zło­ści, żalu i pre­ten­sji. Są lu­dzie uszko­dzeni, nie­stety. I tacy lu­dzie uszka­dzają in­nych. My­ślę, że ci, któ­rzy ko­chają mi­ło­ścią du­chową, są jak pla­ster na świat, le­kar­stwo.

Mi­łość praw­dziwa jest mi­ło­ścią nie­ocze­ku­jącą, da­jącą, ale nie na za­sa­dzie „od­da­jesz wszystko”. Nie cho­dzi o to, że ja mam być dla ko­goś wy­łącz­nie do­bra, cza­sem mu­szę ko­goś otrzeź­wić, ko­cha­jąc go jed­no­cze­śnie. Jest ta­kie cudne po­ję­cie „twarda mi­łość”, które wpro­wa­dziła do le­cze­nia al­ko­ho­li­ków Ste­pha­nie Brown. Je­śli ko­chasz al­ko­ho­lika, to go nie my­jesz i nie ścią­gasz z klatki scho­do­wej, tylko go tam zo­sta­wiasz, żeby zo­ba­czył, do czego sam się do­pro­wa­dza i czy chce da­lej tak żyć. To jakby za­prze­cze­nie po­wszech­nie ro­zu­mia­nej mi­ło­ści, która lu­dziom ko­ja­rzy się głów­nie z na­do­pie­kuń­czo­ścią lub ro­man­ty­zmem we dwoje. Ale to tylko na­miastki mi­ło­ści, praw­dziwa mi­łość jest przede wszyst­kim mą­dra.

Różne od­cie­nie mi­ło­ści

We­dług ame­ry­kań­skich ba­da­czy Su­san i Clyde’a Hen­drick­sów ist­nieje sześć ro­dza­jów mi­ło­ści i każdy z nas może prze­ży­wać to uczu­cie w inny spo­sób:

EROS – mi­łość na­miętna i ro­man­tyczna. Po­żą­da­nie.

LUDUS – mi­łość prze­ży­wana jako ro­dzaj gry, za­bawy. Da­jąca przy­jem­ność, nie­za­leżna.

STORGE – mi­łość przy­ja­ciel­ska (we­dług Gre­ków storge to mi­łość wy­ni­ka­jąca z przy­na­leż­no­ści, na przy­kład do ro­dziny, a mi­łość przy­ja­ciel­ska to fi­lia, har­mo­nijna, spo­kojna).

PRAGMA – mi­łość prak­tyczna, ra­cjo­nalna, bez­pieczna, ro­zumna.

MANIA – mi­łość ob­se­syjna, czyli nie­ustanne wzloty i upadki, la­wi­ro­wa­nie mię­dzy po­chła­nia­jącą bli­sko­ścią a po­czu­ciem od­rzu­ce­nia.

AGAPE – mi­łość al­tru­istyczna, bez­in­te­re­sowna. Mi­łość mimo wszystko.

CZĘŚĆ 1

CO­DZIEN­NOŚĆMOŻE BYĆ JAK BAJKA

ROZ­DZIAŁ 1

Za­ko­chaj sięwe wła­snym mężu

Zmę­czeni pracą, ży­ciem, a cza­sem i sobą na­wza­jem, go­nimy za eks­cy­ta­cją, od­mianą, czymś zu­peł­nie no­wym. Szu­kamy mi­ło­ści, ale po­woli prze­sta­jemy w nią wie­rzyć. Po­dob­nie jak w to, że można być szczę­śli­wym z jedną osobą przez całe ży­cie. Albo po kilku nie­uda­nych związ­kach. Jak ko­chać mą­drze i trwale? Jak żyć, żeby chciało nam się tak ko­chać?

Jo­asia: Ży­jemy w cza­sach rze­czy jed­no­ra­zo­wego użytku. Za­miast na­pra­wiać, wy­mie­niamy na nowe. Ro­dzi się po­kusa, żeby prze­ło­żyć to na re­la­cje. Nie masz wra­że­nia, że w tej ma­te­rii cza­sem też zbyt szybko się pod­da­jemy? Wy­rzu­camy na śmiet­nik jesz­cze cał­kiem do­brze funk­cjo­nu­jący zwią­zek tylko dla­tego, że tro­chę się za­czął psuć?

Ka­sia: Prawda, zbyt szybko się pod­da­jemy – i to w wielu dzie­dzi­nach. Moim zda­niem jest to bez­po­śred­nio zwią­zane z ro­dza­jem wy­cho­wa­nia, ja­kie nam się fun­duje. Je­ste­śmy nie­cier­pliwi, bo nasi ro­dzice nie byli wo­bec nas cier­pliwi. Nie da­wali nam prawa do tego, że­by­śmy na przy­kład bar­dzo spo­koj­nie i bez po­śpie­chu na­uczyli się za­wią­zy­wać so­bie sznu­rówki albo jeść łyżką zupę. Dziecko bez prze­rwy jest po­pę­dzane przez do­ro­słych. Oczy­wi­ście ro­dzice sa­mych sie­bie tak po­pę­dzają, ale po­przez to po­pę­dzają też swoje dzieci. Dla­czego na­zy­wamy na­sze czasy szyb­kimi? Wła­śnie dla­tego. Cią­gle sły­szę i czy­tam, że czas tak szybko leci. A gówno prawda! Czas nie bie­gnie ani szyb­ciej, ani wol­niej – to od nas za­leży, jak go po­strze­gamy i co z nim ro­bimy. Je­śli za­czy­nasz urlop z my­ślą, że za­raz się skoń­czy, to nic dziw­nego, że czas ci pę­dzi jak sza­lony. Je­śli idziesz na randkę i nie od­da­jesz się przy­jem­no­ści pa­trze­nia na tę drugą osobę i trzy­ma­nia jej za łapkę, tylko my­ślisz go­rącz­kowo: „No, cie­kawe, czy pój­dziemy dziś do łóżka” albo: „Kiedy on mnie wresz­cie po­ca­łuje?”, tra­cisz całą przy­jem­ność tej chwili.

Jo­asia: Jak ro­zu­miem, po­stu­lu­jesz o coś, co można na­zwać...

Ka­sia: ...ce­le­bra­cją ży­cia. Rzecz dziś bar­dzo uni­kalna. Nie­któ­rzy mó­wią, że ce­le­brują ży­cie w święta, ale nie bar­dzo chce mi się w to wie­rzyć – z mo­ich ob­ser­wa­cji wy­nika, że ra­czej za­pie­przają... Bo naj­pierw trzeba ku­pić, po­tem ugo­to­wać, po­dać, po­sprzą­tać, po­dać na­stępne – gdzie tu jest ce­le­bra­cja?

A jak ktoś śpiewa pio­senkę „Za­mie­nię cie­bie na lep­szy mo­del”, to wszy­scy się cie­szą, i choć przy­znaję, jest to za­bawny i przy­jemny utwór, to jed­nak też i smutny. Wszy­scy zgo­dzi­li­śmy się na to, że je­ste­śmy ta­kimi mo­de­lami – głów­nie do oglą­da­nia i oce­nia­nia: tu za dużo, tu za krótko, a tu nie ten ko­lor... Cią­gle coś trzeba po­pra­wiać i zmie­niać.

Jo­asia: Ko­le­żanka po­wie­działa mi ostat­nio, że jak sły­szy, że ja­kaś ko­bieta zmie­niła wszystko: wy­gląd, pracę, a po­tem part­nera – to za­czyna się o nią mar­twić.

Ka­sia: No bo jest w tym przy­mus uzna­nia dla jej wiel­kiej zmiany. Wszy­scy mają się cie­szyć, że schu­dła, i wszy­scy mają się cie­szyć, że ma no­wego fa­ceta. Ale cza­sami nowy jest gor­szy od sta­rego. Taki przy­kład: jak po­ma­luję so­bie u ko­sme­tyczki brwi, to się cie­szę, że nie mu­szę ich co­dzien­nie ma­lo­wać i dzięki temu do­brze wy­glą­dam od rana i mogę za­osz­czę­dzić czas, ale nie spo­dzie­wam się, że dzięki no­wym brwiom moje ży­cie się od­mieni. Po zmia­nach spo­dzie­wajmy się tylko kon­kret­nych re­zul­ta­tów, nie ma­gii, ra­czej za­do­wo­le­nia niż na­tych­mia­sto­wego szczę­ścia. Wię­cej do­brego wy­nik­nie z tego, że dzięki temu, że schu­dłaś, bę­dziesz bar­dziej za­do­wo­lona. W związku z tym zro­bisz wię­cej mi­łych i do­brych rze­czy i na wię­cej bę­dziesz miała ochotę. To są re­alne plusy. Na tym po­lega zmiana, ale nie na tym, że na­gle świat się w to­bie za­ko­cha, bo ina­czej wy­glą­dasz. Świat może tego na­wet nie za­uwa­żyć.

Jo­asia: Na wspo­mnia­nej li­ście zmian ta do­ty­cząca part­nera była przed­sta­wiona ni­czym je­den z po­rząd­ków, ja­kie mo­żesz zro­bić w swoim ży­ciu, tak jak prze­me­blo­wa­nie miesz­ka­nia. Tro­chę się prze­ciwko temu bun­tuję...

Ka­sia: Rze­czą zro­zu­miałą w częst­szych zmia­nach part­nera jest to, że dzięki po­stę­powi me­dy­cyny ży­jemy obec­nie co­raz dłu­żej i po kil­ku­na­stu czy kil­ku­dzie­się­ciu la­tach może się oka­zać, że je­den part­ner nie jest kom­pa­ty­bilny z na­szym ży­cio­wym roz­wo­jem. Je­żeli para po­znała się w pod­sta­wówce i od tego czasu są ra­zem, mają dzieci i strasz­nie długi staż – to dla jed­nych bę­dzie to cu­downe, a dla in­nych mę­czące i nudne. Go­rzej, jak tylko dla jed­nej strony bę­dzie mę­czące, a dla dru­giej cu­downe. Lu­dziom w trak­cie ży­cia zmie­niają się punkty wi­dze­nia, po kil­ku­dzie­się­ciu la­tach mogą mieć zu­peł­nie inne cele, niż mieli na po­czątku zna­jo­mo­ści – je­śli part­ner nie zmie­nia się w ta­kim tem­pie i kie­runku jak ty, mo­że­cie po ja­kimś cza­sie nie mieć już ze sobą o czym roz­ma­wiać.

Kie­dyś wi­zja by­cia z kimś do końca ży­cia była dla mnie prze­ra­ża­jąca. Dziś mogę ze zdzi­wie­niem wy­znać, że je­stem w nie­złym związku od 30 lat, choć, jak już mó­wi­łam, z prze­rwami, i my­ślę, że to cał­kiem nor­malna rzecz. I chwi­lami fajna. Oczy­wi­ście cze­piam się go cza­sami, on mnie też, ale my­ślę, że każ­dego bym się cze­piała, choć pew­nie w in­nej spra­wie. Może więc zmie­niamy part­ne­rów, bo chcemy się po­cze­piać ko­goś o inne rze­czy (śmiech).

Jo­asia: Ale sły­sza­łam też ta­kie wy­zna­nie – męż­czy­zny, który ma już czwartą żonę – że dziś wi­dzi, że tak na­prawdę mógł być szczę­śliwy już z tą pierw­szą.

Ka­sia: To samo sły­sza­łam od jed­nej ko­bitki: „Po cho­lerę mi trzeci mąż, jak pierw­szy był naj­lep­szy”. Jedna z mo­ich pa­cjen­tek na­zwała to kie­dyś ład­nie „smok po­ga­niacz” – my­ślę, że wielu z nas ma go w so­bie. Ten smok pod­po­wiada: „Jest do­brze, ale stać cię na wię­cej”, „Zmień coś, bo ja­kiś za­stój się zro­bił” i „Co lu­dzie po­wie­dzą, że wy cią­gle ra­zem, z tym sa­mym chło­pem”. Dla­tego zda­rza nam się cza­sem psuć cał­kiem udane związki. Oczy­wi­ście każdy bar­dzo fajny zwią­zek z cza­sem nie­uchron­nie zmie­rza do kry­zysu, ale po to, by go wspól­nie prze­pra­co­wać. Znam wiele przy­kła­dów par, które po prze­pra­co­wa­nych zdra­dach do­stały ta­kiego wia­tru w ża­gle, że tylko za­zdro­ścić. Prze­ga­dali, co trzeba, przy­znali, że od­da­lili się od sie­bie i że zdrada znów ich zbli­żyła – zro­zu­mieli, że wcale nie chcą się roz­sta­wać. Prawda jest taka, że gdyby lu­dzie do­brze się do­bie­rali, to na­prawdę mo­gliby więk­szość ży­cia prze­żyć szczę­śli­wie w jed­nym związku. Ale zwy­kle lu­dzie nie są do­brze po­do­bie­rani – cza­sem łą­czą się w pary cał­kiem przy­pad­kowo, a bo ktoś mnie po­rzu­cił i te­raz chcę po­ka­zać, że wcale nie je­stem taka kiep­ska, a bo nie było ko­goś lep­szego...

Jo­asia: ...albo wpraw­dzie się nie ko­chamy, ale się lu­bimy.

Ka­sia: O, to już jest bar­dzo dużo. Wtedy można się tylko za­sta­no­wić, co do­brego zro­bić, żeby do­ło­żyć tu odro­binę iskry... To może być lep­szy po­czą­tek niż za­cząć od czy­stej na­mięt­no­ści, bo ta po­trafi spa­lić na wę­giel i zo­sta­wić zwią­zek na zglisz­czach. Ow­szem, są mał­żeń­stwa, które tę po­cząt­kową na­mięt­ność po­tra­fiły prze­kształ­cić w bar­dzo głę­bo­kie przy­wią­za­nie, czyli praw­dziwą mi­łość. Ale to zda­rza się rzadko. Moja zna­joma mi nie­dawno wy­znała: „Ach, szkoda że ja tego mo­jego Adama nie spo­tka­łam kil­ka­na­ście lat wcze­śniej, bo ja bym chciała prze­żyć z nim całe ży­cie”, na co jej od­po­wie­dzia­łam, że wtedy pew­nie by go nie do­ce­niła.

Jo­asia: Czę­sto po­da­jesz przy­kład pary, która po­bie­rała się cztery razy...

Ka­sia: Tak, ale my z Ed­kiem też je­ste­śmy ta­kim przy­kła­dem. Co prawda ni­gdy się nie po­bra­li­śmy, ale nie raz i nie dwa się roz­sta­wa­li­śmy, to zna­czy, uczci­wie mó­wiąc, to ja się roz­sta­wa­łam. Dla­czego? Ciężko po­wie­dzieć. Z jed­nej strony mam głę­bo­kie po­czu­cie, że jest to mi naj­bliż­szy na świe­cie czło­wiek, a z dru­giej bar­dzo mnie wku­rza i mi prze­szka­dza – bo jest zu­peł­nie inny ode mnie. Więc co ja­kiś czas mia­łam go zwy­czaj­nie do­syć i mó­wi­łam: „Już dłu­żej nie dam rady”. Roz­sta­wa­li­śmy się i wią­za­li­śmy z in­nymi part­ne­rami, ale po ja­kimś cza­sie wpa­da­li­śmy na sie­bie i oka­zy­wało się, że nie chcemy być z ni­kim in­nym, tylko ze sobą. Jest mię­dzy nami coś, co nas ra­zem trzyma. Nie­któ­rzy na­zy­wają to karmą – to ładny po­mysł, choć troszkę zdej­mu­jący z czło­wieka od­po­wie­dzial­ność...

Jo­asia: Kilka lat temu na ła­mach SENSu opi­sy­wa­li­śmy cie­kawe zja­wi­sko: lu­dzie roz­sta­wali się ze swo­imi part­ne­rami i wra­cali do mi­ło­ści ze szkol­nych cza­sów.

Ka­sia: I cza­sem byli roz­cza­ro­wani, a cza­sem oka­zy­wało się to strza­łem w dzie­siątkę, prawda? Cóż, mi­łość z cza­sów szkol­nych ma taki żar, świe­żość i wbrew po­zo­rom tak wielką głę­bię, wiel­kie na­dzieje i taką nie­sa­mo­witą wy­jąt­ko­wość, że można tę­sk­nić za tym całe ży­cie. Poza tym mło­dość ma to do sie­bie, że za nic nie od­po­wiada – poza sobą i samą mi­ło­ścią.

Jo­asia: Dla­czego chcemy wró­cić do stanu pierw­szego za­ko­cha­nia – z tą samą albo z inną osobą?

Ka­sia: My­ślę, że jest to swo­isty po­wrót do nie­win­no­ści. Wszy­scy jako bar­dzo mło­dzi lu­dzie mó­wimy so­bie: „Nie będę jak moi sta­rzy, nie będę po­ga­niał swo­ich dzieci, nie będę krzy­czała na męża, nie będę się pod­li­zy­wać sze­fowi”, „Będę dzia­łać tylko w zgo­dzie z mo­imi war­to­ściami”, a kilka lub kil­ka­na­ście lat póź­niej ro­bisz wszystko po­dob­nie jak ro­dzice. Kiedy lu­dzie mają po­czu­cie, że zdra­dzili swoje ide­ały, że się sami na so­bie za­wie­dli, to co im zo­staje? Dawna mi­łość na przy­kład. Może być tę­sk­notą za otwo­rze­niem no­wego roz­działu, po­wro­tem do tego mo­mentu, w któ­rym to do­ro­słe ży­cie do­piero się za­czy­nało. Je­śli lu­dzie byli w sta­nie za­cho­wać w so­bie We­wnętrzne Dziecko, które nie dało się stłam­sić i za­głu­szyć, to po­wrót do sie­bie z cza­sów pierw­szej mi­ło­ści, tej nie­sa­mo­wi­tej ra­do­ści i wiary, jest moż­liwy. Na ile się uda to za­cho­wać na dłu­żej, to już inna sprawa.

Sama zna­łam cu­downą parę, która spo­tkała się po la­tach. Byli w so­bie za­ko­chani w szkole, po­tem on wy­je­chał za gra­nicę i miał cztery żony, z któ­rymi był względ­nie szczę­śliwy, ona zo­stała i miała dwóch mę­żów, z któ­rymi była nie­szczę­śliwa. Kiedy po kil­ku­dzie­się­ciu la­tach wró­cił do Pol­ski i się spo­tkali, nie mo­gli się na­dzi­wić, co ro­bili osobno przez tyle lat. Byli tak zgrani, miało się wra­że­nie, że nie wkła­dają w to by­cie ra­zem żad­nego wy­siłku.

Jo­asia: Piękny przy­kład doj­rza­łego uczu­cia. Stanu, mam wra­że­nie, nie­do­ce­nia­nego.

Ka­sia: Masz ra­cję, prze­ce­niamy stan z po­czątku związku, a nie do­ce­niamy doj­rze­wa­nia, nie do­ce­niamy od­po­wie­dzial­no­ści. Świat ludzki jest, nie­stety, świa­tem nie­do­ro­bio­nym. Więk­szość idzie po li­nii naj­mniej­szego oporu, bo nie na­uczono ich czer­pa­nia sa­tys­fak­cji z prze­zwy­cię­ża­nia sie­bie i z ucze­nia się no­wych rze­czy. Nie chwa­limy sie­bie, nie do­ce­niamy swo­ich osią­gnięć i w związku z tym mamy tak mało ra­do­ści z cięż­kiej pracy, jaką wy­ko­nu­jemy.

Jo­asia: A jak to prze­kłada się na zwią­zek?

Ka­sia: Ano tak: „Ja je­stem zmę­czona, ty je­steś zmę­czony, od­czep się ode mnie, sam wiesz, ja­kie jest to wszystko trudne”. Albo: „Ma­ru­dzę, bo ty ma­ru­dzisz, ma­ru­dzę, bo już nie daję rady”. To, że oboje je­ste­śmy w pod­łym sta­nie, nie jest żad­nym po­wo­dem do tego, żeby się po­czuć bli­sko, tylko da­lej od sie­bie. A prze­cież warto po­wie­dzieć so­bie: „Po­nie­waż oboje je­ste­śmy zmę­czeni, zróbmy so­bie ką­piel, her­batkę lub na­pijmy się winka”, a może się zdrzem­nijmy, po­bawmy z psem, obej­rzyjmy z dziećmi ja­kiś film i chwi­lowo nic od sie­bie wię­cej nie chciejmy. I nie prze­no­śmy na drugą osobę fru­stra­cji, którą przy­nie­śli­śmy z in­nego miej­sca. Ale to wy­maga wy­siłku, o wiele ła­twiej jest so­bie od­pu­ścić. Tym bar­dziej że tam – w pracy czy na waż­nym spo­tka­niu – się pil­no­wa­łaś, a tu to prze­cież twój chłop, dla niego tak sta­rać się nie mu­sisz.

Jo­asia: Je­ste­śmy milsi dla ob­cych osób niż dla tych naj­bliż­szych?

Ka­sia: Wie­lo­krot­nie bła­ga­łam moją mamę: „Bądź dla mnie tak miła jak dla ob­cych lu­dzi albo tych, któ­rych nie lu­bisz”. To ja­koś osmo­tycz­nie chyba prze­nika w głąb nas, że na swo­ich się war­czy, a do ob­cych się mówi: „A dzień do­bry pani, ależ nie, nie prze­szka­dza pani, nic się nie stało”. I kto obe­rwie po­tem za taką chwilę sztucz­nego uśmie­chu? Mąż albo dzieci, czyli do­mow­nicy.

Jo­asia: Po­roz­ma­wiajmy chwilę o pracy nad związ­kiem.

Ka­sia: Je­śli czło­wiek jest troszkę ku­maty, to wie, że – cze­go­kol­wiek by to do­ty­czyło – ile włoży, tyle wyj­mie. Wszy­scy wie­dzą, że warto in­we­sto­wać w firmę, bo to się opłaci, ale nie­wiele się mówi o tym, że warto in­we­sto­wać też w swój zwią­zek i roz­wój. W pracy jest to dla nas zro­zu­miałe, że naj­pierw jest po­trzebny wy­si­łek, żeby był efekt. A w po­zo­sta­łych sfe­rach ży­cia ocze­ku­jemy, że samo się ułoży.

Jo­asia: No ale z dru­giej strony, je­śli cią­gle mu­sisz w coś wkła­dać dużo wy­siłku – i mó­wię tu już o związku – to może nie jest on taki do­bry, jak ci się wy­daje...

Ka­sia: Ale co to zna­czy „wkła­dać w coś dużo wy­siłku”? Może to, że na przy­kład ze­chce­cie przez dwa dni nie wy­cho­dzić z łóżka? Ro­bi­cie so­bie szla­fro­kowy week­end, je­cie śnia­danko i pi­je­cie kawkę w łóżku, ga­da­cie so­bie głu­poty, co i rusz tro­chę seksu, troszkę przy­tu­la­nia, troszkę spa­nia, troszkę oglą­da­nia fil­mów, a troszkę dra­pa­nia po ple­cach – to jest wła­śnie wkła­da­nie wy­siłku i in­we­sto­wa­nie w zwią­zek. Czego prze­ci­wień­stwem jest na przy­kład to, że każde sie­dzi przy swoim lap­to­pie i na­wet na sie­bie nie spoj­rzą.

Jo­asia: Albo ina­czej: wra­casz pad­nięta do domu i on od progu czymś cię de­ner­wuje. Ty, za­miast od­ru­chowo wy­ła­do­wać na nim złość, mó­wisz: „Chwi­leczkę, daj mi pięć mi­nut”, wcho­dzisz do ła­zienki, bie­rzesz prysz­nic, ro­bisz kilka głę­bo­kich od­de­chów...

Ka­sia: Tak jest – na tym wła­śnie po­lega ta praca i ten wy­si­łek. Na wstrzy­ma­niu od­ru­chu rosz­cze­nio­wego we­wnętrz­nego ba­chora, który ma­ru­dzi i ka­prysi, bo chciałby, żeby ktoś go tro­chę po­roz­piesz­czał. Za darmo.

Jo­asia: A wi­dzisz, mnie się długo wy­da­wało, że praca po­lega na tym, żeby wiecz­nie ko­muś ustę­po­wać, bar­dziej się sta­rać, my­śleć za dwoje, po­świę­cać się...

Ka­sia: Bez po­świę­ca­nia się mo­głoby być na przy­kład tak – ja w mój zwią­zek wkła­dam wię­cej wy­siłku, ewi­dent­nie. I dawno so­bie po­wie­dzia­łam, że jak­bym nie chciała, to­bym tego nie ro­biła. Ja to lu­bię i ja to umiem. W jed­nych dzie­dzi­nach ro­bię wię­cej, ale mi to nie prze­szka­dza – ja urzą­dzam na­sze miesz­ka­nia, pla­nuję ży­cie to­wa­rzy­skie i ja za­wsze my­ślę o pre­zen­cie, jak do ko­goś idziemy. On wie­dzie prym w in­nych spra­wach, na przy­kład tech­nicz­nych. Je­ste­śmy dla sie­bie wza­jem­nie do­brzy, żadne z nas nie jest mę­czen­ni­kiem mi­ło­ści. Do­ce­niamy swoją róż­no­rod­ność i czer­piemy z tego obu­stronne ko­rzy­ści.

Jo­asia: Są­dzisz, że jest moż­liwa re­ak­ty­wa­cja mi­ło­ści w wie­lo­let­nim związku?

Ka­sia: Tak, ale pod wa­run­kiem, że naj­pierw zre­ak­ty­wu­jemy mi­łość do sa­mych sie­bie. Bo wtedy mamy z czego czer­pać.

Jo­asia: Można się na nowo za­ko­chać we wła­snym mężu?

Ka­sia: Ab­so­lut­nie.

Jo­asia: A czego do tego trzeba?

Ka­sia: Przede wszyst­kim po­trzeba zwol­nie­nia ob­ro­tów, trzeba po­py­tać samą sie­bie o to, czego mi bra­kuje i czy zdo­by­cie tego jest w za­sięgu ręki – a bar­dzo dużo rze­czy jest w za­sięgu na­szej ręki. Je­śli nie jest, to prze­stańmy się wresz­cie sie­bie cze­piać. To samo do­ty­czy part­nera – je­śli nie jest nam w sta­nie dać tego, czego chcemy, prze­stańmy się go cze­piać. Zgódźmy się na pewne rze­czy, bo one już inne nie będą. Na­to­miast są sprawy, które można od­świe­żyć. Na przy­kład wpro­wa­dzić ja­kieś wy­jąt­kowo miłe nowe zwy­czaje. Po­wie­dzieć coś ina­czej niż zwy­kle, zro­bić coś dla dru­giej osoby. Oczy­wi­ście, je­śli ci się chce. Je­śli ci się nie chce, nie rób nic – tylko po­tem nie miej pre­ten­sji.

Jo­asia: Może przy­da­łaby się też zmiana my­śle­nia? Na przy­kład by za­cząć na­wyki part­nera, które cię do tej pory de­ner­wo­wały, po­strze­gać jako jego część skła­dową. Może na­wet uro­czą. Na za­sa­dzie: „on tak ma, i już”.

Ka­sia: Je­steś mą­drą ko­bietą, bo to jest wła­śnie naj­więk­sza sztuka, ko­chać ko­goś tak po pro­stu. I z taką cał­ko­witą ak­cep­ta­cją: „on tak ma”. W skró­cie o to w tym wszyst­kim cho­dzi. Warto też prze­ło­żyć to na sie­bie, po­wie­dzieć so­bie i in­nym: „ja tak mam”. Mnie nie prze­szka­dza na przy­kład, jak ktoś mnie kry­ty­kuje, mó­wię wtedy: „Ale to­bie się to może nie po­do­bać, ja to ro­zu­miem i na­wet sza­nuję, ale nie­zbyt mnie to do­tyka, bo nie­spe­cjal­nie mogę coś z tym zro­bić, a po dru­gie, nie za­mie­rzam, więc po co masz so­bie gębę strzę­pić?”. To jest wła­śnie to py­ta­nie: Po co to ro­bisz? Po co wszy­scy to ro­bimy? Od­po­wiedź jest pro­sta: dla po­czu­cia cze­goś zna­nego. Za­wsze wy­grywa to, co znane. Je­śli mie­li­śmy taki dom lub ta­kie ży­cie, że wiecz­nie było w nim ma­ru­dze­nie albo na­rze­ka­nie, albo przy­naj­mniej brak ra­do­ści i chwa­le­nia, to tego bę­dziemy szu­kać i ocze­ki­wać w ży­ciu. Chyba że ktoś nad sobą na­prawdę mocno po­pra­cuje, ale rzadko kto chce.

Jo­asia: Co po­wie­dzia­ła­byś ko­bie­cie, która jest po kilku nie­uda­nych związ­kach i tro­chę wątpi w mi­łość...?

Ka­sia: Że ni­gdy nie wia­domo, czy ko­lejny nie bę­dzie cudny.

Jo­asia: A tej, która jest w związku, ale też za­częła wąt­pić...

Ka­sia: Na­pi­sa­łam kie­dyś ta­kie słowa w pio­sence: „Bo mi­ło­ści jest tyle, ile trzeba nam. Warto mieć do niej bi­let, warto stu­kać do bram”. Tyle jej jest, więc ją bierzmy. Za­cznijmy od ak­cep­ta­cji sie­bie, a po­tem ak­cep­ta­cji tych, co do któ­rych nie je­ste­śmy zbyt szla­chetne, że tak to ujmę. Po pro­stu po­pra­cujmy nad sobą. Oczy­wi­ście, je­śli ktoś nas rani czy nisz­czy – to coś zu­peł­nie in­nego, ale je­żeli on się po pro­stu uwa­lił na ka­na­pie, to niech leży. A co ci do tego? Ko­cury tak mają, że lu­bią le­żeć na ka­na­pie. Bo wi­dzisz, w ży­ciu to jest tak: albo bę­dziesz chciała strasz­nie dużo rze­czy, które są nie­re­alne, i nie bę­dziesz ich miała, albo zo­ba­czysz to, co masz, i się z tego ucie­szysz. Czasu jest tyle, ile nam po­trzeba, a ży­cie jest dłu­gie i wszystko się w nim zmie­ści.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki