Chłopak, który wiedział o mnie wszystko - Kirsty Moseley - ebook
Opis

O Boże, chyba zwymiotuję! Nie wierzę, że muszę iść do tej głupiej nowej szkoły, i to od razu po beznadziejnie nudnych wakacjach.

Wtem za plecami usłyszałam najcudowniejszy głos na świecie. To przecież Clay Preston, mój najlepszy przyjaciel, któremu zwierzałam się z każdej tajemnicy, i który znał mnie na wylot. Wtuliłam twarz w jego szyję. Ależ za nim tęskniłam!

Od razu poczułam, że odzyskałam utraconą cząstkę siebie. Ale zaraz, jest jakoś inaczej. Dlaczego wszyscy się na nas gapią i szepczą? I dlaczego oboje jesteśmy tacy zmieszani? Przecież łączy nas tylko przyjaźń, prawda?

Kirsty Moseley odniosła ogromny sukces, publikując powieści w Internecie. W ciągu kilku lat sprzedały się w oszałamiającej liczbie 720 000 egzemplarzy, a sama autorka jest porównywana do bestsellerowych pisarek: Anny Todd, Colleen Hoover i Jennifer L. Arymentrout.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 620

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Kirsty Moseley

Chłopak, który wiedział o mnie wszystko

Tłumaczenie:Danuta Fryzowska

Dla Adelaine

 

Moja droga, wprawdzie nigdy się nie spotkałyśmy, ale niektórzy po prostu zjawiają się w życiu innych ludzi i zaskarbiają sobie szczególne miejsce w ich sercach. Tak właśnie było z Tobą.

Prolog

Od: rileythecandyeater@hotmail.com

Data: Pt 2012-01-20 10:21

Do: ClayPreston12@hotmail.com

Temat: Zacofana wiocha bez Wi-Fi!

Hejka!

No więc zmiana planów. Pamiętam, że mieliśmy dziś poczatować, ALE wiesz, jak jest na tym wygwizdowie. U mojej ciotki padł internet. David musiał mnie podwieźć do miasta, żebym mogła skorzystać z Wi-Fi w McDonaldzie i wysłać Ci mejla! Wcale nie był z tego powodu zadowolony, ale teraz wcina ze smakiem cheeseburgera, więc chwilowo mam go z głowy.

Z zasięgiem komórki też tutaj kiepsko. Zaczynam żywić szczerą urazę do tego miejsca, LOL. Jak można żyć bez internetu? :(

No, ale dość narzekania i rozpaczania nad beznadziejnością Devonu. Co u Ciebie? Wybrałeś się na ten zjazd inżynierów, o którym mi wspominałeś? Mówili coś o praktykach?

Co jeszcze mnie ominęło (poza słońcem, spotkaniami z przyjaciółmi, ludźmi jeżdżącymi po prawej stronie ulicy i ramówką kanału Fox)? Robiłeś coś fajnego, co mogłoby mnie zaciekawić?

Anglia jest nudna jak flaki z olejem. Nie wierzę, że od miesiąca tkwię na tej głupiej farmie bydła. Jedyną zaletą jest to, że mogę spędzić trochę czasu z wujkiem i kuzynami! Wszyscy są naprawdę przemili, ale to nie zmienia faktu, że wieje tu nudą, i to do tego stopnia, że chodzę spać o dziewiątej wieczorem. Tęsknię za swoim łóżkiem, tęsknię za Stanami, tęsknię za naszym domem i samochodem. A, i jeszcze za czymś, ale za nic nie mogę sobie przypomnieć za czym (a raczej za kim)… ;P

Wracam w niedzielę późnym wieczorem. Cholera, już się nie mogę doczekać! Niedługo się odezwę.

Buziaki!

Riley

Od: ClayPreston12@hotmail.com

Data: Pt 2012-01-20 16:16

Do: rileythecandyeater@hotmail.com

Temat: Napisz mi szczerze, co myślisz!

Cześć, Niedźwiadku!

Czyli śmiało można powiedzieć, że podoba Ci się w Anglii? LOL. Zgadzam się z Tobą w kwestii braku Wi-Fi. Prawdziwy zaścianek! Ale mogę się założyć, że gdy tylko wrócisz do domu, zatęsknisz za krowami i Twoim ukochanym kogutem, który budził Cię bladym świtem… ;)

Nie szkodzi, że nie mogliśmy pogadać na czacie; za kilka dni odbijemy sobie w realu. Od Twojego wyjazdu naprawdę minął tylko miesiąc? Mam wrażenie, że cała wieczność. :(

Na zjeździe było ekstra. Sporo się dowiedziałem o stażu. Mam nadzieję, że zrobiłem na nich wrażenie. Trzymaj kciuki!

A wracając do Twojego pytania, to właściwie niewiele Cię ominęło. Byłem na plaży, trochę posurfowałem, zaliczyłem nieco więcej imprez niż zwykle i to wszystko.

Ja też się nie mogę doczekać Twojego powrotu. Brakuje mi mojego Niedźwiadka. Strasznie tu cicho, gdy nie zagadujesz mnie na śmierć…

Do zobaczenia wkrótce.

Całusy!

Clay

Rozdział pierwszy

O Boże, chyba zwymiotuję! Nie wierzę, że muszę iść do tej głupiej szkoły, i to zaraz po przyjeździe. Przecież dopiero co wróciłam z miesięcznych wakacji. Beznadzieja!

Przenoszenie się do nowej szkoły w połowie trzeciego roku było chyba najgłupszym z możliwych pomysłów. Ludzie zdążyli się już zaprzyjaźnić i mają własne ekipy, a ja będę sama przez kolejne półtora roku.

Krzywiłam się i prychałam, patrząc przez przednią szybę na bramę do mojego nowego koszmaru – liceum South Shore. Gdy pod nią podjechałam, przez chwilę rozważałam, czy nie zawrócić do domu i nie błagać ojczyma, aby pozwolił mi zostać w starej szkole. Wiedziałam jednak, że to nic nie da, bo próbowałam go ubłagać od trzech miesięcy – jak widać bezskutecznie. Skręciłam więc niechętnie na parking.

Zaparkowałam na pierwszym wolnym miejscu i rozejrzałam się nerwowo po ludziach, którzy siedzieli na maskach samochodów, śmiali się i flirtowali, korzystając ze słońca, zanim znajdą się w murach szkoły.

Przełknęłam ślinę, próbując zwalczyć mdlące uczucie niepokoju, i przechyliłam wsteczne lusterko, by się w nim przejrzeć. Wyglądałam w porządku: długie, ciemnobrązowe włosy spięłam w luźny kok. Rzęsy musnęłam lekko maskarą, aby podkreślić błękit tęczówek, a usta pociągnęłam bezbarwnym błyszczykiem. Nie przesadzałam z makijażem, żeby nie rzucać się w oczy. Chciałam po prostu przetrwać ten dzień i się nie zbłaźnić.

Narzuciłam skórzaną kurtkę na czerwoną bluzkę, którą dobrałam do czarnych, obcisłych dżinsów, wzięłam głęboki oddech i wysiadłam z samochodu. Niemal natychmiast wszyscy zamilkli i skierowali na mnie spojrzenia. Czułam się trochę tak, jak w jednym z tych filmów, w których gdy tylko pojawia się nowa dziewczyna, każdy przerywa to, co właśnie robił, by ją zlustrować i odpowiednio zaszeregować w szkolnej hierarchii.

To tyle w kwestii niezwracania na siebie uwagi!

Wyprostowałam się, żeby wyglądać na pewną siebie – nie chciałam okazywać zdenerwowania.

Jak na zawołanie, chłopcy zaczęli za mną gwizdać, a dziewczyny obrzuciły mnie spojrzeniami pełnymi zazdrości i nienawiści.

Chyba nie będzie łatwo się tu wpasować, pomyślałam.

Wtem za plecami usłyszałam najcudowniejszy głos na świecie, który tak uwielbiałam:

– Riley!

Na moją twarz wpełzł szeroki uśmiech, a puls gwałtownie przyspieszył. Odwróciłam się, wypatrując go wśród tłumu, i gdy go ujrzałam, serce niemal mi zamarło. Pędził przez parking z szerokim uśmiechem, zręcznie omijając ludzi, a wiatr targał jego krótkie, zmierzwione blond włosy.

Clay Preston, mój najlepszy przyjaciel, któremu zwierzałam się z każdej tajemnicy i który znał mnie na wylot.

Westchnęłam z zadowoleniem i nagle poczułam, że ulatuje ze mnie całe napięcie. Samotność i ból rozłąki, które towarzyszyły mi przez ostatni miesiąc, zniknęły jak ręką odjął na widok jego pięknej twarzy.

Brakowało mi tego uśmiechu!

Rzuciłam plecak na ziemię i gdy Clay był już wystarczająco blisko, skoczyłam na niego. Oplotłam go rękami i nogami, ściskając najmocniej, jak potrafiłam, i wtuliłam twarz w jego szyję, wdychając jego zapach.

Boże, ależ za nim tęskniłam!

Miałam wrażenie, że duszę się bez niego. Przez cały wyjazd prawie nie jadłam; po prostu snułam się jak cień i usychałam z tęsknoty. Teraz, w jego ramionach, znów mogłam oddychać. Czułam, że odzyskałam utraconą cząstkę siebie.

Westchnęłam radośnie, a on objął mnie jeszcze mocniej i zakręcił się dookoła ze śmiechem.

Wszyscy na parkingu stali z otwartymi ustami i wytrzeszczali na nas oczy.

– Clay, tak bardzo się za tobą stęskniłam! – wyznałam, niechętnie się odsuwając i całując go w policzek.

Westchnął, a jego piękne ciemnozielone oczy błyszczały szczęściem.

– Ja za tobą też, Niedźwiadku. Nie sądziłem, że się dziś pojawisz. Wróciłaś w nocy, prawda? – powiedział radośnie, zarzucając mi rękę na ramię i biorąc mój plecak. Na jego twarzy nadal widniał szeroki uśmiech.

– Taa, jestem wyczerpana, ale David kazał mi przyjść, bo i tak opuściłam już sporo zajęć – jęknęłam, przewracając oczami.

– Trzeba było mi powiedzieć, przyjechalibyśmy razem. – Objął mnie mocniej i poprowadził w kierunku, z którego chwilę wcześniej przybiegł.

– Gdy dotarłam do domu, było po pierwszej, więc stwierdziłam, że nie będę dzwonić i cię budzić – wyjaśniłam. Oczywiście wolałabym jechać z nim niż kierować drżącymi rękami.

Zatrzymał się nagle i spojrzał mi prosto w twarz.

– Riley Jane Tanner! Możesz do mnie dzwonić o każdej porze dnia i nocy, przecież wiesz – powiedział stanowczo, sprawiając wrażenie urażonego.

Przewróciłam oczami. Zawsze używał mojego pełnego nazwiska, gdy chciał dać mi coś jasno do zrozumienia.

– Clayu Richardzie Prestonie, daj spokój – zakpiłam, odpłacając mu pięknym za nadobne, i popchnęłam go lekko ze śmiechem.

Wyszczerzył się i przyciągnął mnie do siebie, całując w skroń. Starałam się ignorować wymierzone we mnie spojrzenia.

Wyglądało na to, że prowadzi mnie w stronę trzech kolesiów, którzy siedzieli na masce starego czerwonego bmw. Gdy do nich podeszliśmy, spojrzeli na mnie wyczekująco z przyklejonymi do twarzy uśmiechami. Przyglądali mi się z zaciekawieniem, niespiesznie przesuwając wzrokiem po moim ciele, przez co poczułam się trochę nieswojo. Cóż, jako nowa dziewczyna w szkole musiałam trafić pod lupę. Mogłam mieć tylko nadzieję, że nie będę dziś jedyną nową osobą i ta uwaga zostanie podzielona.

– Chłopaki, poznajcie moją najlepszą przyjaciółkę Riley. Riley, to Craig, Ben i Tom – oświadczył, wskazując każdego palcem.

Przyjrzałam się im uważnie i od razu zauważyłam, że każdy z nich był na swój sposób przystojny. Mieli w sobie coś, co pozwoliło mi przypuszczać, że są szkolnymi ulubieńcami i mają wzięcie. Craig był niebieskookim blondynem, z kolei Ben i Tom mieli tak samo brązowe włosy i oczy, za to Tomowi robiły się w policzkach urocze dołeczki, gdy się uśmiechał. Wszyscy byli podobnie zbudowani: mieli około stu osiemdziesięciu centymetrów wzrostu i wyraziste mięśnie odznaczające się pod ubraniem.

Hmm, może w tej szkole nie będzie tak źle, jak myślałam! – przemknęło mi przez głowę.

– Hej – przywitali mnie niemal jednocześnie.

– Cześć – odpowiedziałam z zalotnym uśmiechem, a Clay natychmiast stężał.

Cholera, zapomniałam, jak się zachowywał, gdy wokół pojawiali się chłopcy.Miałam już kilku chłopaków, ale Clay prawie wszystkich odstraszył swoją przemową w stylu: „Tylko ją skrzywdź, to cię zabiję”. Objęłam go w pasie i uścisnęłam uspokajająco, wywołując uśmiech na jego twarzy.

– Nie mogę uwierzyć, że przez cały ten czas ukrywałeś przed nami taką laseczkę! To jest Riley? Twoja sąsiadka? Ta, z którą przyjaźnisz się od kołyski? – spytał z niedowierzaniem Tom, poruszając palcami na znak cudzysłowu przy słowie „przyjaźnisz”.

Clay skinął głową, ale widać było, że czuje się niezręcznie.

– Tak właśnie, więc łapy precz! Na nic jej tacy kobieciarze – warknął ostrzegawczo.

Parsknęłam śmiechem.

– Clay, skarbie, sama sobie poradzę. Nie musisz zgrywać starszego brata. – Pokręciłam głową, klepiąc go po piersi.

– Wcale nie próbuję nim być, Riley – mruknął, marszcząc brwi.

W tej samej chwili nadeszła grupka pięciu niezwykle atrakcyjnych dziewczyn. Wszystkie wyglądały tak samo: krótkie spódniczki, wydekoltowane bluzki, tona makijażu i uwodzicielskie uśmiechy przyklejone do twarzy. Jedna z nich uwiesiła się na Benie i od razu zaczęła się z nim obściskiwać. Inna podeszła do Claya i spojrzała na mnie z taką pogardą, że natychmiast go puściłam.

– Hej, Clay. Co słychać, kocie? – wymruczała, przesuwając dłonią po jego klatce piersiowej.

Uśmiechnął się, ale z tego, jak zaciskał szczęki, wywnioskowałam, że czuł się głupio. Rozbawiona pokręciłam głową. Nigdy nie potrafił powiedzieć szczerze, co myśli, wiedząc, że mógłby tym kogoś urazić. Był zbyt miękki.

– Yyy, wszystko w porządku, Zoë, a u ciebie? – odpowiedział i się cofnął.

Ten unik okazał się jednak daremny, bo Zoë ruszyła w ślad za nim i szczerząc się uwodzicielsko, przywarła do jego piersi.

– Och, teraz, gdy cię zobaczyłam, znacznie lepiej – wymruczała. – Może wybierzemy się gdzieś dziś wieczorem? Ostatnio dobrze się bawiliśmy, prawda? – Uniosła wymownie brwi, wyraźnie z siebie zadowolona.

Clay zerknął niepewnie w moją stronę; widać było, że się zawstydził.

Przewróciłam oczami. Wiedziałam, że czas się zbierać.

– Zobaczymy się później. Muszę iść po plan – rzuciłam, po czym chwyciłam plecak i skierowałam się ku głównemu wejściu do budynku szkoły, licząc, że jakoś się odnajdę i trafię we właściwe miejsce.

– Riley, poczekaj! – zawołał Clay.

Zignorowałam go i szłam dalej. Nienawidziłam patrzeć, jak dziewczyny się do niego kleiły; z jakiegoś nieznanego powodu wszystko się we mnie skręcało. Właściwie to powinnam już była do tego przywyknąć, bo co tydzień widywałam go z inną. Nie wiem, jak to możliwe, że przez te wszystkie lata nie nabawił się jeszcze mononukleozy.

Gdy spojrzałam na ogromną budowlę, do której zmierzałam, po plecach przebiegł mi dreszcz, a na policzki wpełzł rumieniec. Wydawała się dużo większa od mojej starej szkoły. Już sobie wyobraziłam, jak się tu gubię.

Przeszłam zaledwie kilka metrów, gdy nagle ktoś zarzucił mi rękę na ramię.

– Odprowadzę cię, słońce – zaproponował Tom, mrugając do mnie znacząco.

Wzdrygnęłam się lekko, gdy zobaczyłam, że to nie Clay, ale postanowiłam z nim pójść.

– Dzięki – powiedziałam i uśmiechnęłam się z wdzięcznością.

– No więc jak myślisz, dlaczego Clay nie wspomniał, że taka z ciebie laska? – spytał z uśmiechem.

Wzruszyłam ramionami. Nie uważałam się za „laskę”. Byłam raczej przeciętna. Miałam wady i kompleksy, jak każda dziewczyna.

– Pewnie dlatego, że tego nie zauważył. Nie patrzy na mnie w ten sposób. Dorastaliśmy razem. – Znałam Claya od urodzenia, nasi rodzice się przyjaźnili, no i mieszkaliśmy po sąsiedzku. Był nieco ponad rok starszy ode mnie i chodził do ostatniej klasy, ale ta różnica wieku nigdy nie miała dla nas znaczenia. Od dnia, gdy nauczyłam się chodzić i wymawiać jego imię, byliśmy nierozłączni.

– Ta, jasne. Na pewno dlatego – odpowiedział sarkastycznie Tom, przewracając oczami i rechocząc.

Spojrzałam na niego krzywo; nie miałam pojęcia, co go tak rozbawiło.

Dotarliśmy właśnie pod sekretariat, więc weszłam do środka i odebrałam plan.

– Daj zobaczyć – rzucił radośnie Tom, wyrywając mi go z ręki, gdy tylko wyszłam z pokoju. – Hej, pierwszą i czwartą lekcję mamy razem. Clay też – oświadczył, wpatrując się z uśmiechem w kartkę.

– Pierwszą i czwartą? Które to?

Zabrałam mu plan i zaczęłam go przeglądać.

1. Angielski – poziom zaawansowany

2. Przyroda

3. Historia

LUNCH

4. WF

5. Francuski

6. Literatura angielska – poziom zaawansowany

Hmm, nie jest taki zły, pomyślałam.

– Ekstra. Odprowadzisz mnie do szafki? – spytałam, uśmiechając się zalotnie do Toma. Im dłużej na niego patrzyłam, tym bardziej mi się podobał. Byłam jednak pewna, że Clay nie byłby zadowolony, gdybym zaczęła się spotykać z jednym z jego przyjaciół.

Odwróciłam wzrok i zobaczyłam, że wszyscy znów na mnie patrzą.

– Mam coś na twarzy? – spytałam nerwowo.

Tom spojrzał na mnie ze zdziwieniem.

– Yyy, nie. A co?

Nagle ktoś chwycił mnie od tyłu i przyciągnął do muskularnej piersi, zamykając w objęciach, aż pisnęłam.

– Hej, czemu uciekłaś? Poszedłbym z tobą po plan – wymruczał mi do ucha Clay.

Odetchnęłam z ulgą i szturchnęłam go łokciem w brzuch.

– Clay, ty idioto! Przestraszyłeś mnie! – skarciłam go i pchnęłam lekko w żartach. Uśmiechnął się tylko, biorąc mnie za rękę. – Uciekłam, bo byłeś zbyt zajęty swoją nową zdzirą – ciągnęłam dalej, starając się przybrać srogi wyraz twarzy, ale kompletnie mi nie wyszło. Nie potrafiłam się na niego złościć. Przyjaźniliśmy się od szesnastu lat i w tym czasie pokłóciliśmy się tylko raz, a po godzinie wszystko już było w porządku.

– Oho, czyżbyś była zazdrosna? – rzucił ze śmiechem, przytulając mnie do siebie.

– Uhm, zazdrosna, jasne! – odpowiedziałam sarkastycznie. – Marzę o tym, by się do ciebie dobrać. Chcę, żebyś mnie przeleciał kilka razy, a potem rzucił jak stary łach. – Przewróciłam oczami i go odepchnęłam, ruszając w kierunku, w którym, jak sądziłam, powinny znajdować się szafki.

– Cóż, wystarczyło poprosić. Na pewno bym nie odmówił – rzucił zuchwale, doganiając mnie i obejmując ramieniem.

Nie odmówiłby? Wow, co za tupet! – pomyślałam. Hmm, no to się zdziwi.

Skoro i tak wszyscy się na mnie patrzyli, postanowiłam urządzić im małe przedstawienie.

Zatrzymałam się i pchnęłam go mocno na szafki, przywierając do niego tak, że nasze twarze dzieliły jedynie centymetry. Położyłam mu dłonie na udach i powoli, przekornie przesunęłam je w górę, zwiedzając palcami jego biodra, brzuch i klatkę piersiową.

– Och, proszę, Clay, zróbmy to teraz! Tak cię pragnę! – błagałam, dysząc prosto w jego ucho.

Z jego ust wyrwał się niski jęk. Chwycił mnie mocno za biodra i przyciągnął jeszcze bliżej.

– Yyy, Riley…

Przylegałam do niego całym ciałem, więc czułam, że coś zaczyna się dziać w jego spodniach. Oddech uwiązł mi w gardle, lecz zaraz oprzytomniałam, przypominając sobie, że miałam się z nim tylko podroczyć.

Zaśmiałam się nerwowo, nieco skrępowana reakcją jego ciała. Odsunęłam się szybko i nagle zauważyłam, że wszyscy się na nas gapią i szepczą. Clay nadal stał w tym samym miejscu i wyglądał na lekko oszołomionego.

Na moje usta wpełzł uśmiech. I co? Gdzie się podział twój tupet, cwaniaczku?

– Clayu Prestonie, lepiej ze mną nie zadzieraj, bo wiesz, że nie wygrasz! – zażartowałam, mrugając do niego znacząco, po czym złapałam go za rękę i ruszyłam przed siebie. – Moja szafka ma numer dwieście jedenaście. Wiesz, gdzie jest? – spytałam, rozglądając się dookoła. Nie odpowiedział. – Halo, Clay? Dwieście jedenaście, wiesz gdzie to? – powtórzyłam, machając mu ręką przed twarzą.

Zaczerwienił się lekko i uśmiechnął, ciągnąc mnie za róg.

– Tak, chodź.

Na angielskim usiadłam z Clayem i Tomem, którzy skupili na sobie całą uwagę, co było świetne, bo prawie nikt się mną nie interesował. Niestety kolejne wspólne zajęcia mieliśmy dopiero po lunchu. Gdy zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec lekcji, wzięłam głęboki oddech. Nie chciałam zostawać sama.

Clay posłał mi pełen współczucia uśmiech. Wiedział, że nie lubię zawierać nowych znajomości i będzie mi ciężko.

– No dalej, Niedźwiadku. Odprowadzę cię do klasy – zaoferował, pomagając mi wstać.

Szliśmy w milczeniu ręka w rękę. Nasza przyjaźń była nieskomplikowana, szczera i zażyła. Czuliśmy się ze sobą naprawdę swobodnie. Clay od tak dawna był moim przyjacielem i moją opoką, że nie potrafiłam wyobrazić sobie życia bez niego.

Gdy stanęliśmy przy drzwiach do sali, ujął moją twarz w dłonie i przysunął się tak, że stykaliśmy się czołami. Słyszałam dochodzące z klasy westchnięcia i szepty, więc zamknęłam oczy, by się od nich odciąć i móc nacieszyć bliskością Claya.

Moje ciało ogarnęło mrowienie, a w brzuchu poczułam dziwne łaskotanie. Nagle uświadomiłam sobie, jak cudownie pachnie i jak przyjemnie łaskocze mnie swoim oddechem. Nie chciałam go puszczać. Nie miałam pojęcia, dlaczego czułam się tak dziwnie, ale podejrzewałam, że wszystkiemu winne były nerwy i stres związany z pierwszą lekcją, na której będę sama. Przełknęłam głośno ślinę i uśmiechnęłam się, udając, że wszystko gra, choć Clay na pewno wiedział, że jest inaczej.

– Głowa do góry, będzie dobrze. Widzimy się na lunchu – wyszeptał, całując mnie w czoło, i odszedł.

Odwróciłam się twarzą do klasy i zobaczyłam, że wszyscy, włącznie z nauczycielem, się na mnie gapią.

Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę jedynego wolnego miejsca w ostatnim rzędzie. Jakiś rudawy chłopak, którego minęłam, klepnął mnie w tyłek. Zacisnęłam zęby i go zignorowałam, po czym usiadłam w ławce, opierając głowę na rękach. Czułam, że jestem w centrum uwagi, więc po prostu siedziałam bez ruchu.

– Cześć – zagaiła siedząca obok dziewczyna.

Podniosłam głowę, by na nią spojrzeć. Była ładna, ale nie w oczywisty sposób. Miała krótkie, modnie nastroszone czarne włosy z niebieskimi pasemkami oraz duże brązowe oczy, i uśmiechała się do mnie przyjaźnie.

– Hej – odpowiedziałam, starając się brzmieć pewniej, niż się czułam.

– Chodzisz z Clayem Prestonem? – spytała, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami, jakby z podziwem. Widać było, że Clay się jej podobał.

Zaprzeczyłam ruchem głowy.

Ja i Clay? Serio?

– Nie, jesteśmy przyjaciółmi – wyjaśniłam. – Znam go od zawsze.

Uśmiechnęłam się. Ludzie zawsze brali nas za parę. Nasi rodzice żartowali nawet, że kiedyś się pobierzemy.

– Och, wielka szkoda. Jest taki seksowny! -Westchnęła tęsknie, wachlując ręką twarz.

Zaśmiałam się. Clay nie był po prostu seksowny – był wręcz boski. Nawet ja musiałam to przyznać, a przecież byłam jego przyjaciółką. Zawsze był atrakcyjny, ale z wiekiem jeszcze bardziej wyprzystojniał. Szczerze mówiąc, nie było takiej, która oparłaby się jego urokowi.

– Panno Kent, czy chciałaby się pani z nami czymś podzielić? – spytał z sarkazmem nauczyciel. Dziewczyna zarumieniła się i pokręciła głową, tym samym kończąc naszą rozmowę.

Gdy zadzwonił dzwonek, zaczekała na mnie, aż się spakuję.

– A tak w ogóle to jestem Rachel – przedstawiła się z miłym uśmiechem. – Co masz teraz? – spytała, gdy wyszłyśmy z sali.

Wyjęłam plan lekcji.

– Yyy, historię – odpowiedziałam.

– Nie gadaj, ja też! – krzyknęła z ekscytacją, biorąc mnie pod rękę.

Gdy szłyśmy korytarzem, wszyscy znów się na mnie gapili. Kilku chłopaków zagwizdało i rzuciło w moją stronę parę niewybrednych komentarzy, ale po prostu to zignorowałam.

– Nie mogę uwierzyć, że jesteś tu dopiero pierwszy dzień i już ugania się za tobą cała drużyna futbolowa. Słyszałam na matmie, jak o tobie gadali. Zakładali się, kto pierwszy zaciągnie cię do łóżka – powiedziała, kręcąc z dezaprobatą głową.

Zatkało mnie.

– Żartujesz!

– Nie, to nie żart. Jesteś nowa i do tego atrakcyjna! Cheerleaderki pewnie zaproponują, żebyś do nich dołączyła. Zanim się obejrzysz, będziesz tu gwiazdą – stwierdziła, marszcząc z pogardą nos.

– Nie chcę być cheerleaderką! – jęknęłam. Nie chciałam, żeby chłopcy całymi dniami się do mnie przystawiali.

– Świetnie, więc możemy być przyjaciółkami! – Wyszczerzyła się w uśmiechu i ścisnęła mnie mocniej za ramię, prowadząc skomplikowaną plątaniną korytarzy.

Szybko znalazłyśmy wspólny język. Gadałyśmy, gdy tylko się dało: na lekcjach, kiedy nauczyciele nie patrzyli, i na przerwach, przechodząc z sali do sali. Rachel była naprawdę miła. Opowiedziała mi o szkole i o tym, jak tu wszystko funkcjonowało, zwracając szczególną uwagę na interesujących ludzi, czyli seksownych chłopaków, a także na nachalnych stalkerów, których najlepiej unikać. Powiedziała, że Clay i jego trzej kumple, których poznałam rano, należą do drużyny futbolowej, a poza tym są najpopularniejszymi i najbardziej rozchwytywanymi chłopakami w szkole.

Okazało się, że Clay – jako najseksowniejszy – cieszył się największym uznaniem, ale podobno wszyscy bez wyjątku byli podrywaczami i interesowali się dziewczynami tylko po to, by dobrać się im do majtek.

Uśmiechnęłam się na te rewelacje. Żadna mi nowość! Wiedziałam, że Clay spotykał się z wieloma dziewczynami. Nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic. Zresztą otwarcie przyznał, że nie chce być z żadną na stałe. Zawsze żartował, że jestem dla niego tą jedyną, a tamte służą tylko rozrywce, ponieważ ja nie jestem zainteresowana.

Po historii wybrałam się z Rachel na lunch. Gdy tylko weszłyśmy do stołówki, w pomieszczeniu zapadła cisza. Odwróciłam się do Rachel z kwaśną miną, a ona chwyciła mnie bez słowa pod ramię i zaciągnęła do kolejki.

– Straciłam apetyt – jęknęłam, patrząc na szeroki wybór jedzenia. Za plecami słyszałam szepty.

– Hej, Niedźwiadku. Jak minął poranek? – spytał nagle Clay, który zaszedł mnie od tyłu i przyciągnął do siebie. Odetchnęłam z ulgą, czując jego bliskość, i oparłam głowę na jego ramieniu.

– W porządku – mruknęłam, zerkając na Rachel, która stała z otwartymi ustami i gwałciła Claya wzrokiem. – Hmm, Clay, to jest Rachel. Rachel, to Clay – przedstawiłam ich sobie, choć pewnie już się znali. A może nie? Clay mógł nie wiedzieć o jej istnieniu, bo chodził do ostatniej klasy, a ona, tak jak ja, do trzeciej, więc pewnie nigdy się nie zetknęli… no, chyba że w łóżku. Na tę myśl lekko się skrzywiłam.

– Cześć, Rachel. Opiekowałaś się moją kumpelą? – spytał, uśmiechając się do niej życzliwie, lecz ona tylko się w niego wpatrywała, jakby odjęło jej mowę. -Oookej, no to sobie pogadaliśmy – rzucił ze śmiechem.

– Ewidentnie właśnie tak działasz na dziewczyny w tej szkole. Mam wrażenie, że wszystkie mnie nienawidzą – wyznałam szeptem.

– Nikt cię nie nienawidzi. Masz paranoję – zripostował, przytulając mnie mocniej dla otuchy.

– Serio? Paranoję? – wycedziłam, kiwając nieznacznie głową przez ramię.

Clay rozejrzał się dookoła, by zobaczyć te wszystkie nienawistne i pełne zawiści spojrzenia, lecz gdy tylko jego wzrok wędrował w stronę obserwujących nas dziewczyn, na ich twarzach natychmiast pojawiał się uśmiech.

– Och! Okej, może nie powinienem cię więcej przytulać – zasugerował, odsuwając się ode mnie z uśmiechem.

– Chodź tu, w tej chwili! – syknęłam rozkazującym tonem.

Clay zarechotał szelmowsko i zarzucił mi rękę na ramię, kładąc na mojej tacy dwa talerze z frytkami w sosie chili i popychając mnie w kierunku kasy. Sięgnęłam do torby po portfel, ale on był szybszy. Zapłacił i zabrał tackę.

– No więc jak, Rachel, chcecie się do nas przysiąść? – spytał, wskazując głową największy stół na końcu stołówki. Zebrali się tam najseksowniejsi uczniowie w szkole, zarówno chłopcy, jak i dziewczyny.

– Pewnie – odpowiedziała z szeroko otwartymi oczami. Była tak podekscytowana, że prawie podskakiwała w miejscu.

Zaprowadził nas do stolika.

– Chłopaki, ruszcie tyłki. Zróbcie miejsce dla mojej kumpeli i jej przyjaciółki – rozkazał, machając ręką na kolegów. Wszyscy natychmiast się poderwali i przesunęli, żebyśmy miały gdzie usiąść.

Wow, naprawdę ma posłuch! – pomyślałam. Mówi „skaczcie”, a wszyscy pytają tylko „jak wysoko?”.

Przewróciłam oczami. Nie należał do tych, którzy nadużywają władzy – był zbyt dobry i kochany – ale lubił zgrywać macho.

– Hej, Riley. Nie mogę się już doczekać następnej lekcji – rzucił jeden z chłopaków, mrugając do mnie znacząco.

Spojrzałam na niego i przygryzłam wargę. Kolejny przystojniak, tym razem z brązowymi, opadającymi na czoło włosami i olśniewająco niebieskimi oczami.

Rany, czy w tej szkole dodają coś do wody? – przemknęło mi przez myśl. I dlaczego, do cholery, wcześniej nie widziałam tych chłopaków?

Odpowiedź była prosta: to dlatego, że mama posłała mnie do głupiej prywatnej szkoły trzy miasta dalej. Nie narzekałam, bo byłam tam szczęśliwa, miałam mnóstwo przyjaciół i wszyscy mnie znali. Ale nieee… David musiał jej nagadać, że to strata pieniędzy. Dlatego teraz chodziłam do szkoły państwowej, a środki przeznaczone na moją edukację były odkładane na moje dwudzieste pierwsze urodziny. Cóż, przynajmniej mogłam się częściej widywać z Clayem, co było niewątpliwym plusem tej sytuacji.

– Co to za lekcja? – spytała Rachel.

– Wuef – jęknęłam, kręcąc nosem.

Clay zarechotał złośliwie, przeżuwając frytkę. Byłam beznadziejna w sportach. Lubiłam jedynie biegać; każdego ranka przed szkołą biegałam z Clayem.

– Sprawdźmy jeszcze raz twój plan – zasugerowała Rachel, wyciągając wyczekująco rękę. Wyłowiłam plan z plecaka, a ona przejrzawszy go, krzyknęła: – Hej, mamy razem francuski i literaturę angielską!

– O, ja też mam teraz wuef. Może będziemy w parze? – zaproponował inny chłopak, poruszając sugestywnie brwiami.

Clay nagle zesztywniał.

– Dosyć tego dobrego! Dajcie jej spokój. Chyba już wam coś mówiłem! – warknął, po kolei piorunując każdego wzrokiem.

Spojrzałam na niego ze zdumieniem.

Serio? Ostrzegał ich, żeby się do mnie nie zbliżali?

– Clay, sama potrafię o siebie zadbać! – skomentowałam, marszcząc brwi.

Przeniósł spojrzenie na mnie, a jego twarz złagodniała.

– Po prostu troszczę się o ciebie, Niedźwiadku. Nie chcesz się zadawać z tymi napaleńcami – wyjaśnił, zataczając ręką wokół stołu.

– Ci napaleńcy to twoi przyjaciele, Clay – zripostowałam.

– Owszem, dlatego wiem, co siedzi im w głowie. Trzymaj się od nich z daleka – syknął.

Nie wytrzymałam i kopnęłam go w łydkę pod stołem.

– Aua! Za co? – spytał z urazą, masując nogę.

– Za to, że jesteś takim dupkiem. Będę gadać, z kim chcę, słyszysz? Proszę, nie zaczynaj znowu z tym samym – powiedziałam, przywołując na twarz szczenięce spojrzenie, któremu nigdy nie mógł się oprzeć.

Prychnął lekceważąco i pokręcił głową.

– Dobrze! Gadaj, z kim chcesz, i spotykaj się, z kim chcesz, tylko nie przychodź do mnie z płaczem, jeśli coś pójdzie nie tak – odgryzł się, odsuwając ostentacyjnie talerz, i odszedł od stołu w kierunku wyjścia.

Zaraz, czy on jest na mnie zły? Cholera, co ja takiego zrobiłam? To on był zaborczy i nadopiekuńczy!

Patrzyłam w osłupieniu na jego oddalające się plecy. Nie rozumiałam, co się stało, ale nie mogłam pozwolić, by się na mnie gniewał. Kochałam tego głupka z całego serca.

Odruchowo zerwałam się z krzesła i pobiegłam za nim. Gdy byłam wystarczająco blisko, skoczyłam mu na plecy i objęłam go mocno rękami i nogami, niemal go przewracając. Pochyliłam głowę i pocałowałam go w szyję. Zaśmiał się cicho i już wiedziałam, że mi wybaczył i wszystko zapomniał.

Nagle wpadłam na szelmowski pomysł: przyssałam się mocniej do jego delikatnej skóry i zrobiłam mu malinkę.

– Przepraszam. Nie chciałam być niewdzięczna. Wiem, że się o mnie troszczysz – wyznałam.

Poczułam, że się rozluźnia.

– Nie, Niedźwiadku, masz rację. Nie powinienem był tego mówić. Możesz rozmawiać, z kim tylko chcesz. Po prostu nie chcę, żeby stała ci się krzywda. Ci kolesie nie są dla ciebie wystarczająco dobrzy – powiedział, kręcąc smutno głową.

Westchnęłam i pocałowałam malinkę na jego szyi. W tej samej chwili mój brzuch zaburczał z głodu.

– Możemy już wrócić i dokończyć lunch? – poprosiłam.

Przytaknął i zawrócił, łapiąc mnie asekuracyjnie za uda, żebym nie musiała się go tak kurczowo trzymać. Gdy doszliśmy do stołu, posadził mnie z powrotem na krześle. Wszyscy znowu się na nas gapili.

Przewróciłam oczami, a Clay pocałował mnie w czubek głowy, ściągając na mnie jeszcze więcej wrogich spojrzeń.

Gdy usiadł naprzeciwko mnie, Ben natychmiast wytrzeszczył oczy.

– Cholera! Pozwalasz jej się znakować? – krzyknął, wskazując palcem szyję Claya.

– Jak to znakować? – powtórzył zdziwiony Clay.

– Zrobiła ci malinkę! – wyjaśnił ze śmiechem Ben.

Clay spiorunował mnie wzrokiem.

– Nie zrobiłaś tego! – rzucił oskarżycielskim tonem.

Skinęłam głową, starając się nie roześmiać.

– A jednak! Zemsta jest słodka! – skwitowałam z szelmowskim uśmieszkiem.

Przewrócił tylko oczami i postawił kołnierzyk koszuli, żeby zakryć malinkę. On robił mi je prawie co tydzień, odkąd skończyłam dziesięć lat, twierdząc, że znaczy swój teren, podobnie jak kot.

Wreszcie dostał za swoje.

Na wuefie mieliśmy trening na bieżni, co bardzo mnie ucieszyło. Uwielbiałam biegać, a już na pewno wolałam to niż grać w dwa ognie albo inną denną grę halową. Jedynym problemem było to, że nie miałam żadnego stroju do ćwiczeń, bo dopiero wróciłam z wakacji. Rachel pożyczyła mi spodenki, które okazały się bardzo krótkie. Cóż, byłam od niej znacznie wyższa. Koszulki też nie miałam, więc wysłałam Clayowi esemesa z pytaniem, czy nie ma jakiejś zapasowej. Po kilku sekundach odpisał, że będzie na mnie czekał przed szatnią.

Wszystkie dziewczyny były już przebrane, więc zaczęły wychodzić. Gdy wyjrzałam niepewnie na zewnątrz, zobaczyłam Claya, który stał przed drzwiami i się wychylał, zaglądając do środka.

– Łap! – krzyknął, rzucając mi dużą białą koszulkę.

– Pospieszcie się, bo inaczej za karę będziecie robić pięćdziesiąt pompek! – warknął nauczyciel i wyszedł.

Szybko zdjęłam bluzkę, ciskając ją w głąb szatni na stos moich rzeczy, i przebrałam się w T-shirt od Claya. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam, że stoi w progu ze zbolałym wyrazem twarzy.

– Coś się stało? – spytałam, związując koszulkę na plecach, by bardziej przylegała.

Clay pokręcił przecząco głową, ale nie odpowiedział. I nagle mnie olśniło. Przed chwilą ściągnęłam na jego oczach bluzkę.

Cholera! Brawo, Riley!

Choć tak naprawę to nie było nic wielkiego. Nieraz widywał mnie już w bikini, a to było prawie to samo. Więc dlaczego tak na mnie patrzył?

Odwróciłam się i wybiegłam na boisko, ignorując jego skrępowanie.

– Kto pierwszy, ten lepszy! – krzyknęłam przez ramię, bo nadal stał jak sparaliżowany przed szatnią.

Mieliśmy przebiec pięć okrążeń. Pędziłam ile sił w nogach, by już na starcie wyrobić sobie przewagę. Clay był naprawdę szybki. Mniej więcej po minucie usłyszałam za sobą jego kroki i wiedziałam, że zaraz mnie dogoni.

Gdy przebiegał obok, klepnął mnie w tyłek, aż zapiszczałam, czując lekkie pieczenie.

– Ruchy, ślimaku! Bo będziesz płacić za kolację – rzucił ze śmiechem.

Nabrałam głęboko powietrza i zaczęłam szybciej przebierać nogami. Dogoniłam go, ale coś mi podpowiadało, że mi na to pozwolił – gdyby tego nie chciał, na pewno bym go nie doścignęła. Biegliśmy teraz ramię w ramię, przerzucając się w żartach uszczypliwościami, tak jak każdego ranka.

Robiliśmy właśnie ostatnie okrążenie – dzięki Bogu, bo byłam już ledwie żywa – gdy nagle Clay wpadł na pomysł.

– Co powiesz na zakład? – zaproponował, szczerząc zęby w uśmiechu.

Cholera, zawsze z nim przegrywałam!

– Zależy jaki – odpowiedziałam niepewnie.

Czułam, że po plecach spływa mi pot. Byliśmy sami, bo nikt oprócz nas nie traktował tego poważnie; wszyscy albo szli spacerkiem, prowadząc rozmowy, albo biegli truchtem.

– Jeśli cię pokonam, będziesz musiała pocałować kogoś, kogo wybiorę. A jeśli ty mnie pokonasz, to ty wybierzesz, kogo mam pocałować. Tylko żadnego cmokania! To ma być porządny pocałunek, z języczkiem – zaznaczył z szerokim uśmiechem.

Popatrzyłam w dal, zastanawiając się, czy jestem w stanie pobiec jeszcze szybciej. Wiedziałam, że on nie będzie miał z tym problemu. Do mety zostało już tylko sto metrów.

Szybko rozważyłam, czy mi się to opłaci. Naprawdę nie miałam ochoty nikogo całować, ale jeśli wygram i każę Clayowi pocałować Rachel, to będzie mi za to dozgonnie wdzięczna.

To mnie przekonało.

– Dobra, niech będzie – zgodziłam się i trąciłam go biodrem, wybijając z rytmu. Potrzebowałam każdej pomocy, żeby go prześcignąć.

Biegłam ile tchu w piersiach, przebierając nogami tak szybko, że ledwie mogłam za nimi nadążyć. Nie oglądałam się za siebie, żeby się nie dekoncentrować. Skupiłam się na linii mety i na zwycięstwie, które miałam na wyciągnięcie ręki…

Nagle, jakby znikąd pojawił się Clay i przemknął obok, wygrywając z przewagą dobrych dziesięciu metrów.

Cholera!

Wpadłam za nim na metę, lecz żadne z nas się nie zatrzymało. Zwolniliśmy do truchtu i podbiegliśmy jeszcze kawałek, po czym zaczęliśmy maszerować.

Byłam kompletnie wyczerpana. Opadłam na trawę w cieniu drzewa, z trudem łapiąc oddech. Chwilę później Clay zwalił się na mnie i przycisnął swoim ciałem do zimnej, twardej ziemi, tak że trawa łaskotała mnie w odsłonięty skrawek pleców.

O dziwo, nie było mi ciężko, więc pewnie podpierał się rękami.

Zaśmiał się, gdy zaczęłam się szamotać, próbując go zepchnąć, ale byłam zbyt zmęczona, a moje mięśnie odmówiły współpracy.

– Wygrałem – oświadczył z satysfakcją i zaczął potrząsać głową jak pies, ochlapując mnie potem.

– Zawsze wygrywasz! Może w końcu założymy się o coś, w czym nie będę totalnie bez szans? Jeśli jeszcze nie zauważyłeś, jestem dziewczyną i mam krótsze nogi – powiedziałam zdyszanym głosem.

– Owszem, zauważyłem – odpowiedział z szelmowskim uśmiechem. Pchnęłam go w żartach, lecz on tylko się zaśmiał, po czym dodał: – A teraz przejdźmy do mojej nagrody…

– W porządku – jęknęłam. – Wybieraj. Tylko niech to nie będzie nauczyciel, bo na pewno tego nie zrobię. Dziewczyny też nie pocałuję – mruknęłam, kręcąc nosem i jednocześnie się śmiejąc.

– Nic z tych rzeczy. Ułatwię ci sprawę – oświadczył z ironią.

Zamknęłam oczy, zastanawiając się, dlaczego w ogóle przystałam na jego zakład. Nigdy na tym dobrze nie wychodziłam.

– Okej, no to kogo mam pocałować? – spytałam.

Zdążyłam ochłonąć i zaczęłam czuć zimną ziemię i wiatr. Zadrżałam i objęłam go w pasie, przyciągając bliżej, żeby trochę się ogrzać. Przylegał do mnie całym sobą, a ja chłonęłam jego ciepło. Gorący oddech Claya owiewał moją twarz słodkim zapachem jego ulubionych truskawkowych cukierków.

Uśmiechnął się i otarł mi pot z czoła.

Boże, musiałam wyglądać naprawdę seksownie, cała spocona – choć z drugiej strony to przecież Clay! Widział mnie taką każdego dnia.Jego pot też mi nie przeszkadzał, wręcz przeciwnie – teraz, gdy był zgrzany i ciężko dyszał, wyglądał jeszcze ponętniej.

Chwila, o czym ja myślę! To mój najlepszy kumpel! – skarciłam się w duchu i spojrzałam na niego wyczekująco.

Przyglądał mi się z dziwną miną.

– Clay? Kogo mam pocałować? – powtórzyłam, by odwrócić jego uwagę, w razie gdyby czytał mi w myślach i wiedział, że właśnie krążą wokół niego.

– Pamiętasz, że ma to być porządny pocałunek, z języczkiem? – przypomniał, przygryzając wargę.

Pokiwałam głową, przewracając oczami.

Tak, tak, pamiętam ten durny zakład! – pomyślałam.

– W takim razie pocałuj mnie – wyszeptał, pochylając powoli głowę.

Zamarłam.

Co takiego? Cholera, mam go pocałować? Mojego najlepszego przyjaciela?

Zbliżał się coraz bardziej, czułam na ustach jego oddech, ale leżałam bez ruchu, czekając w napięciu na to, co miało się wydarzyć.

Nagle chwycił mój podbródek, odwracając moją głowę, i przyssał się mocno do mojej szyi. Zachichotałam, czując na sobie jego usta; zawsze mnie to bawiło. Podniosłam ręce, by go odepchnąć, lecz złapał mnie za nadgarstki i przycisnął je do ziemi, nieprzerwanie ssąc moją skórę. Po kilku sekundach odsunął się i spojrzał z dumą na swoje dzieło.

– Dlaczego mi to zrobiłeś? – spytałam, znowu się śmiejąc.

Wyglądał na bardzo zadowolonego.

– Musiałem zaznaczyć swój teren – odpowiedział, całując mnie w czoło.

Zszedł ze mnie, pomagając mi wstać, i razem ruszyliśmy w stronę szatni.

– Zimno ci? – spytał, obejmując mnie ramieniem.

Potwierdziłam ruchem głowy.

– Czyli to był tylko żart? – spytałam cicho. Tak naprawdę nie chciał, żebym go pocałowała?

– Trzymaj – powiedział, po czym zdjął T-shirt i narzucił mi go na plecy, żeby było mi cieplej. Starałam się nie odwracać i nie patrzeć na jego boskie ciało, ale bezskutecznie. Zapatrzyłam się na kroplę potu spływającą po jego umięśnionym brzuchu i zanim pomyślałam, starłam ją palcem, przytrzymując go tam nieco dłużej, niż to konieczne.

Ups! Co ja robię, do cholery? – zganiłam się w myślach.

Zgrzytnęłam zębami i podniosłam wzrok. Clay miał taki sam wyraz twarzy jak wtedy, przed szatnią.

Uśmiechnęłam się słabo.

– Przepraszam, miałeś, yyy… chodził po tobie robak – skłamałam bez przekonania.

– Dzięki, że się go pozbyłaś – powiedział cicho, a potem odchrząknął, zmieniając temat: – Obejrzymy dzisiaj film? Do pizzy?

Uśmiechnęłam się na tę myśl. Uwielbiałam nasze filmowe wieczory! Z oczywistej przyczyny nie urządziliśmy żadnego od przeszło miesiąca.

– No pewnie! Ty przynieś lody, a ja załatwię popcorn – zaproponowałam z szerokim uśmiechem. Zawsze tak robiliśmy.

– Mam DVD z Paranormal Activity 3. Wczoraj kupiłem.

– Naprawdę? Dlaczego? Przecież nie cierpisz filmów o duchach – stwierdziłam nieco zmieszana.

– Wiem, że chciałaś go obejrzeć – odpowiedział, wzruszając ramionami.

Westchnęłam radośnie. Jak można było go nie kochać? Był taki słodki i troskliwy.

– I to jak! Pod warunkiem, że nie będziesz się ze mnie nabijał, jeśli nagle podskoczę albo zacznę krzyczeć – zastrzegłam, przyglądając mu się podejrzliwie.

– Hej, kiedy się niby z ciebie nabijałem? – spytał, udając urażonego, i ścisnął mnie za ramię.

– Yyy, niech no pomyślę. Na Egzorcyście i Głosach. Aaa, i jeszcze na Widmie. Śmiałeś się ze mnie przez kilka dni! – zauważyłam z nadąsaną miną.

Parsknął śmiechem.

– Faktycznie! To akurat było śmieszne. Szkoda, że siebie nie widziałaś. „Ja cię sunę, Clay! Tak się boję! Sprawdź szafę!”. Przezabawne! – powiedział, nieudolnie mnie przedrzeźniając i zaśmiewając się przy tym do łez. Uderzyłam go w nagą klatkę piersiową mocniej, niż chciałam, aż rozległo się głośne plaśnięcie.

– Aua, Niedźwiadku, to bolało – zażartował, pocierając pierś, lecz nie przestał się śmiać.

– Och, biedne maleństwo. Duża, niedobra dziewczynka zrobiła ci kuku? – przemówiłam do niego dziecinnym głosem, masując miejsce, w które go uderzyłam. Jego skóra była tak miękka i ciepła w dotyku, że nie chciałam zabierać ręki. Za bardzo mi się podobało.

Odsunęłam się od niego i przygryzłam wargę. Cholera, co się dziś ze mną dzieje? – pomyślałam.

Gdy dotarliśmy do szatni, uśmiechnęłam się i skierowałam ku dziewczęcej przebieralni.

– Wezmę ją do domu i wypiorę – zaproponowałam, rozwiązując supeł na koszulce, którą mi pożyczył.

Już miałam iść, ale chwycił mnie za rękę. Odwróciłam się i spojrzałam mu w oczy.

– Odpowiedź brzmi „nie”, Riley. Nie żartowałem – oświadczył z uśmiechem i poszedł w swoją stronę, zostawiając mnie samą i zdezorientowaną.

Nie żartował? Na jaki temat? Chodziło o film? O to, że nie będzie się ze mnie naśmiewał?

Przewróciłam oczami i poszłam pod prysznic, nie zawracając sobie tym głowy. Za Clayem czasem trudno było nadążyć.

– Hej, Riley, chciałabyś spróbować sił jako cheerleaderka? Prowadzimy nabór – rzuciła radośnie ładna blondynka, gdy kończyłam się ubierać.

– Yyy, nie, dzięki. Nie mam zadatków na cheerleaderkę. – Uśmiechnęłam się przyjaźnie, potrząsając głową.

– Jak sobie chcesz, ale wiesz, że cheerleaderki umawiają się z najseksowniejszymi chłopakami? Clay jest w drużynie futbolowej. Jeśli chcesz z nim chodzić, musisz być cheerleaderką, żeby w ogóle cię zauważył – skwitowała szorstko.

Nachmurzyłam się.

– Uwierz mi, nie muszę nią być, żeby mój przyjaciel mnie zauważył – zripostowałam.

– Przyjaciel, ta, jasne. Widziałam was. Na litość boską, zrobiłaś mu malinkę, a on się nawet nie przejął. Gdyby zrobiła to któraś z nas, wpadłby w panikę – prychnęła, posyłając mi szydercze spojrzenie.

– To były zwykłe wygłupy. – Wzruszyłam ramionami. – Wiedziałam, że to go rozbawi – dodałam, upinając włosy w niedbały kok.

Nagle się zapowietrzyła.

– A to co, do cholery? – wykrztusiła wreszcie, wskazując moją szyję.

Spojrzałam w lusterko i ujrzałam wielką, fioletową malinkę.

– Skurkowany! Minie wieczność, zanim mi to zejdzie – jęknęłam, dźgając malinkę palcem, jakby to miało pomóc. – Zamorduję go.

– Clay ci ją zrobił? – spytała dziewczyna, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.

Zmarszczyłam nos i przytaknęłam. Ten dupek mi za to zapłaci, pomyślałam. Poczekam, aż zaśnie, i wtedy go dopadnę.

– Wow, nigdy wcześniej nie znakował tak żadnej dziewczyny – dodała cicho. – Musisz się naprawdę dobrze bzykać.

Spojrzałam na nią zaszokowana.

– To mój najlepszy przyjaciel! Tylko się wygłupiał. Nigdy z nim nie spałam.

Cóż, to niezupełnie prawda. Owszem, spałam z nim wiele razy, ale nigdy nie uprawialiśmy seksu. Właściwie to z nikim jeszcze nie uprawiałam seksu. Kończyło się tylko na pocałunkach.

Dziewczyna obrzuciła mnie sceptycznym spojrzeniem – ewidentnie mi nie wierzyła. Odwróciła się na pięcie i wypadła z szatni. Wyglądała, jakby miała się zaraz rozpłakać.

Co ja takiego powiedziałam?

Rozdział drugi

Reszta dnia minęła jak z bicza strzelił. Podczas kolejnej wspólnej lekcji miałyśmy z Rachel niezły ubaw, a poza tym wymieniłyśmy się numerami telefonów. Spytałam ją o dziewczynę z szatni. Okazało się, że Jennifer, bo tak się nazywała, umówiła się kilka razy z Clayem – więc pewnie też kilka razy się z nim przespała – i chciała, żeby był jej chłopakiem, ale odmówił. Nie byłam tym zaskoczona. Cały Clay – żadnych zobowiązań.

Po powrocie do domu powiedziałam mamie i ojczymowi, że Clay wpadnie na noc i zamówimy pizzę. Jak zwykle nie mieli nic przeciwko. Clay właściwie z nami mieszkał. Nocował u nas w każdą środę, sobotę i niedzielę, i to od małego.

Ledwo zdążyłam wziąć prysznic i przebrać się w piżamę – różowe spodenki z podobizną Betty Boop i podkoszulek – gdy zapukał do mojej sypialni.

– Hej, Niedźwiadku – przywitał się, wchodząc jak do siebie, i rzucił swoje rzeczy na krzesło. – Tak jak obiecałem, lody są w zamrażarce. Wziąłem śmietankowe z ciasteczkami i sorbet truskawkowy, bo wiedziałem, że nie będziesz się mogła zdecydować, które wolisz.

Uśmiechnęłam się i wcisnęłam mu do ręki telefon.

– Ty zamawiasz pizzę – oświadczyłam radośnie. Złapałam go za drugą rękę i zaprowadziłam do kuchni, podczas gdy on składał zamówienie.

Włożyłam popcorn do mikrofalówki i usiadłam na blacie kuchennym. Clay stanął tyłem do mnie, opierając się o szafkę między moimi nogami. Objęłam go za szyję i wsparłam brodę na jego ramieniu, przywierając do jego pleców. Patrzyliśmy, jak robi się popcorn, a on w tym czasie muskał moje łydki kciukami. Brakowało mi tego.

– Cześć, Clay. Stęskniłam się za tobą! – zaszczebiotała mama, wchodząc do kuchni, a potem mocno go przytuliła.

– Ja za tobą również, Sandro – odpowiedział, posyłając jej czarujący uśmiech. – Davidzie, podróż się udała? – spytał, wyciągając rękę do mojego ojczyma.

David uścisnął jego dłoń i uśmiechnął się serdecznie.

– Jak najbardziej, synu. Aż szkoda było wracać, ale szczerze mówiąc, chyba nie zniósłbym dłużej marudzenia Riley! – zażartował, dźgając mnie palcem w żebra.

Przewróciłam oczami, wsypując popcorn do miski, a mama zachichotała jak nastolatka.

– Marudziła? Z jakiego powodu? – spytał Clay i spojrzał na mnie wyraźnie zdziwiony.

– Twojego, na litość boską – rzucił ze śmiechem David. – „Brakuje mi Claya! Kiedy wracamy? Chcę się zobaczyć z Clayem! Dlaczego moja komórka nie działa? Chcę wysłać Clayowi esemesa” – ciągnął dalej, naśladując dziewczęcy głos.

Clay parsknął śmiechem i objął mnie ramieniem.

– David, cicho! Wcale nie marudziłam. Po prostu tęskniłam za moim najlepszym przyjacielem. Miesiąc to szmat czasu! – zripostowałam, rzucając w niego gorącym popcornem. Złapał go i zjadł, nie przestając się śmiać. Tak naprawdę to wiedziałam, że byłam bardzo męcząca, ale na swoją obronę dodam, że miesiąc bez uścisków Claya to zdecydowanie za długo.

– No to bawcie się dobrze. Wychodzimy na kolację – oznajmiła mama, całując nas oboje w policzek.

W tej samej chwili rozległ się dzwonek.

– Pizza! – zawołał David z przedpokoju. Podbiegłam do drzwi z portfelem. – Nie trzeba, już zapłaciłem – powiedział i podał mi pizzę, całując mnie w czoło.

Uśmiechnęłam się z wdzięcznością. Wiedziałam, że nie mogłam trafić na lepszego ojczyma. Kochał nas obie do szaleństwa. Gdy związał się z mamą, miałam zaledwie siedem lat, a on wychowywał mnie i traktował jak własną córkę. Był jedynym ojcem, jakiego znałam. Ten biologiczny był tylko dawcą nasienia. Nigdy mnie nie chciał i zniknął, gdy się dowiedział o ciąży. Mama i David starali się o dziecko, ale okazało się, że David jest bezpłodny, dlatego rozpieszczał mnie bez umiaru.

Gdy tylko rodzice wyjechali, tak jak zawsze wzięliśmy jedzenie i poszliśmy do mojego pokoju. Opchawszy się pizzą, opowiedzieliśmy sobie o wszystkim, co się wydarzyło przez ostatni miesiąc.

O wpół do dziesiątej wreszcie włączyliśmy film. Clay przebrał się w piżamę – co sprowadzało się do zdjęcia koszulki i dżinsów, bo zwykle spał w samych bokserkach – i wskoczył do łóżka.

Film był straszny, naprawdę straszny. W którymś momencie nie mogłam już patrzeć. Tak mocno wtuliłam twarz w pierś Claya, że zdrętwiał mi nos. Clay obejmował mnie ramieniem, a drugą rękę położył mi z tyłu na głowie, wplatając palce we włosy.

I tak dotrwaliśmy do końca.

Spojrzałam na niego, oczekując, że zacznie się śmiać, jak zawsze to robił po obejrzeniu strasznego filmu, lecz tylko patrzył, wnikliwie badając wzrokiem moją twarz.

Oddech mi przyspieszył, bo coś się zmieniło. Nie wiedziałam, jak to się stało, ale nagle dostrzegłam, jaki jest przystojny. Poczułam, jak miły jest dotyk jego skóry, a gdy zacisnął palce na moich włosach, cała zadrżałam. Powietrze zgęstniało od napięcia i zaczęłam ciężej oddychać.

Co się ze mną dzieje, do cholery? Owszem, nie widziałam go przez miesiąc, ale to był jakiś obłęd!

Nagle Clay ocknął się jakby z transu.

– Pójdę po lody – mruknął i wyskoczył z łóżka, włączając pauzę.

Usiadłam, pocierając dłonią twarz, lekko oszołomiona tym, co się działo. Cholera, to było naprawdę dziwne.

Po dwóch minutach wrócił z uśmiechem na twarzy.

– No więc które wolisz, Niedźwiadku? – spytał, wyciągając w moją stronę dwa pudełka lodów.

Zmusiłam się do uśmiechu; postanowiłam zignorować ogarniającą mnie konsternację. On najwyraźniej nie poczuł nic, bo zachowywał się zupełnie normalnie, więc może to tylko zmęczenie.

– Hmm, sorbet truskawkowy – odpowiedziałam, dobierając się do lodów.

Opadł ciężko obok mnie i zaczął opowiadać z ekscytacją o swoich treningach.

– Chciałbym cię o coś spytać – powiedział nagle i spoważniał. Natychmiast zesztywniałam, bo Clay nigdy nie był tak poważny. Uniosłam brwi z wyczekiwaniem, a wtedy on odchrząknął. – Zastanawiałem się, czy… yyy… skoro chodzimy do tej samej szkoły, to… może mogłabyś nosić mój numer? – wyjąkał ze wzrokiem wbitym w deser.

– Nosić twój numer? O czym ty mówisz? Jaki numer? – spytałam ze zdziwieniem, korzystając z okazji, by podebrać mu lody.

Zaśmiał się tylko i podał mi je, a sam wziął do połowy zjedzony sorbet.

– Nie wiem, czemu w ogóle pytam, co chcesz. I tak ostatecznie podjadasz ode mnie – zakpił, ponownie wybuchając śmiechem. Uśmiechnęłam się z miną winowajcy i znów wbiłam łyżeczkę w lody. – A wracając do tego, co powiedziałem… Wiesz, że gram w futbol, prawda? Cóż, teraz, gdy chodzisz ze mną do szkoły, oczekuję, że będziesz przychodzić na mecze. Wszyscy na nie chodzą, a po nich zawsze jest impreza. – Skrzywił się, rozcierając nerwowo kark.

– Okej, chętnie przyjdę popatrzeć. Nigdy nie widziałam, jak grasz tak na serio na boisku, tylko w parku – odpowiedziałam z uśmiechem.

Pokiwał głową.

– Tak, yyy, więc… chłopaki mają taką zasadę, że dają koszulkę ze swoim numerem swojej dziewczynie, która ją nosi, no wiesz, by okazać wsparcie – wymamrotał. – Ale ja nigdy nie miałem dziewczyny, więc tak się zastanawiałem, czy nie chciałabyś nosić tej koszulki i mnie dopingować? – wydusił z siebie wyraźnie zakłopotany.

Na moją twarz wpełzł dumny uśmiech.

– Pewnie, że tak, głuptasie! Przecież jestem twoją największą fanką – stwierdziłam, szturchając go łokciem w żebra.

Podniósł wzrok i uśmiechnął się promiennie.

– Dzięki.

Ziewnęłam; wciąż nie odespałam wczorajszej nocy. Do domu wróciliśmy późno, poza tym nie mogłam zasnąć, stresując się pierwszym dniem w nowej szkole.

– Jesteś zmęczona. Zgaszę światło – zawyrokował Clay, wyrzucając do kosza prawie puste pudełka po lodach.

Gdy zgasił górne światło, włączyłam nocną lampkę i patrzyłam, jak wraca do łóżka. Naprawdę był piękny, zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Bardzo za nim tęskniłam.

Przesunęłam się, by zrobić mu miejsce. Objął mnie jak zwykle i przygarnął do piersi. Leżeliśmy na boku twarzami do siebie. Nasze ciała się stykały, a on znowu intensywnie mi się przyglądał.

– Coś nie tak? – spytałam cicho. Czułam, że chce mi coś powiedzieć. Znałam go na wylot.

– Chodzi o nasz wcześniejszy zakład – wyszeptał, zbliżając się do mnie.

Cholera, zupełnie o nim zapomniałam! Chyba nie chciał tak naprawdę, żebym go pocałowała?

Poczułam na twarzy jego słodki, ciepły oddech, a moje serce przyspieszyło.

– Tak? – wychrypiałam nerwowo. Co zrobić, jeśli mnie pocałuje? Zakład to zakład, nigdy się z nich nie wycofywaliśmy. Poza tym wygrał uczciwie. Gdyby wynik był inny, musiałby pocałować osobę, którą ja bym wybrała.

– Chciałbym odebrać nagrodę – wymruczał, po czym przekręcił się lekko i przyparł mnie piersią do łóżka.

– Clay, co do…? – wydyszałam, ale on już pochylił się w moją stronę. Zamarłam; nie wiedziałam, co robić, więc po prostu leżałam nieruchomo.

Jego wargi musnęły moje usta tak delikatnie, że ledwie to poczułam. Odchylił się i znów na mnie spojrzał.

– Mogę cię pocałować? – wyszeptał ochrypłym głosem. Brzmiał tak seksownie, że aż jęknęłam.

– W ramach zakładu? – spytałam, nadal nie rozumiejąc, dlaczego w ogóle tego chciał.

Pokiwał głową, a na jego twarzy z jakiegoś powodu pojawił się smutek.

– Yyy… no dobrze.

Ledwo to powiedziałam, pochylił się, całując mnie czule i namiętnie.

O Boże, to było niesamowite!

Jego miękkie usta wpasowały się idealnie w moje, rozpalając mnie do czerwoności. Gdy przesunął językiem po mojej dolnej wardze, rozchyliłam je jeszcze szerzej, a wtedy on wsunął go do środka i zaczął delikatnie masować mój język. Smakował tak cudownie, że nie wytrzymałam i jęknęłam. Nikt mnie tak jeszcze nie całował. Owszem, całowałam się już z kilkoma chłopakami, ale to było coś zupełnie innego.

Objęłam go za szyję i wplotłam palce w jego włosy, próbując przyciągnąć go bliżej. Cichy jęk, który wyrwał się z jego gardła, sprawił, że ogarnęło mnie dziwne mrowienie.

Clay odsunął się, ale tylko po to, by wyznaczyć pocałunkami ścieżkę wzdłuż mojej szczęki i obsypać nimi moją szyję. Po chwili wrócił do ust, a ja pocałowałam go tak zachłannie, jakbym chciała wyssać z niego duszę. Poczułam, że jego ręka wędruje po moim udzie do biodra, potem wsuwa się pod top od piżamy i zaczyna gładzić mój brzuch. Moje ciało zadrżało, domagając się czegoś, co ledwie rozumiałam.

Gdy jego palce wpiły się w moje biodro, nagle dotarło do mnie, co robię.

O Boże, obściskuję się z Clayem. Do cholery, co ja wyprawiam?To przecież Clay, mój najlepszy przyjaciel, i właśnie wsadził mi rękę pod bluzkę. Wcale nie lubię go w ten sposób. Bo nie lubię, prawda?

Niechętnie wyplątałam dłonie z jego włosów, oparłam się nimi o jego pierś i lekko go odepchnęłam.

Natychmiast się odsunął, wbijając we mnie wzrok. Po chwili westchnął i usiadł.

– Przepraszam, Riley. Naprawdę cię przepraszam – jęknął, zasłaniając się dłońmi. Wyglądał na bardzo zmartwionego.

Wyciągnęłam ku niemu ręce, by odsłonić mu twarz. Nie lubiłam, gdy ukrywał przede mną swoje uczucia. Rozmawialiśmy o wszystkim, nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic. Musiałam się dowiedzieć, co to wszystko znaczyło.

– Clay, co to było? Dlaczego to zrobiłeś? Nie żeby mi się nie podobało, ale… no wiesz… co to było? – wyjąkałam skołowana i zawstydzona. Na policzkach czułam wypieki i w duchu dziękowałam, że przy łóżku świeci się tylko jedna lampka, więc nie były zbyt widoczne.

– Nie wiem – wydusił, przełykając ślinę. – Nie powinienem był tego robić. Przepraszam. Wybacz mi, proszę – błagał, patrząc na mnie z przerażeniem.

Chwila, dlaczego on ma taką minę? O Boże, czyżbym marnie całowała? Byłam taka odpychająca, że to go przeraziło?

Natychmiast ogarnął mnie strach na myśl o tym, że to może zrujnować naszą przyjaźń.

– Clay, nie przejmuj się. Ale to nie powinno się było wydarzyć. Nie wracajmy już do tego, okej? To znaczy nie chcę, żeby coś się między nami zmieniło, rozumiesz? Jesteś moim najlepszym przyjacielem, nie mogę cię stracić – powiedziałam ze łzami w oczach.

Przytulił mnie i pozwolił, bym wypłakała się w jego pierś.

– Ja też nie chciałbym cię stracić, Niedźwiadku – wyszeptał, całując mnie w czubek głowy.

Odsunęłam się, by na niego spojrzeć – na mojego przyjaciela, anioła stróża, chłopaka, którego nie może zabraknąć w moim życiu.

– Udawajmy, że to się nigdy nie wydarzyło, dobrze? – zaproponowałam z nadzieją w głosie.

Otarł mi łzy i uśmiechnął się smutno.

– Dobrze, Niedźwiadku – zgodził się, po czym opadł na plecy i przyciągnął mnie do siebie, pochylając się, by wyłączyć światło.

Wtuliłam twarz w jego pierś i wdychałam jego cudny zapach, starając się uspokoić. Czułam buzujące we mnie hormony. Jakaś część mnie wyrywała się, by go chwycić i znów pocałować, pragnęła zerwać z niego ubranie i zwiedzić językiem każdy centymetr jego idealnego ciała. Jednak zdrowy rozsądek podpowiadał mi, bym zamknęła oczy i zasnęła, a rano zapomniała o tym, co się wydarzyło.

Wreszcie po długiej walce z grzesznymi pragnieniami, która zdawała się nie mieć końca, usnęłam w ramionach Claya, słuchając bicia jego serca.

Gdy obudziłam się rano, pierwsze, co zobaczyłam, to wbite we mnie spojrzenie Claya. Wyglądał na zmęczonego. Dotknęłam jego twarzy i przesunęłam palcem po cieniu widocznym pod okiem.

– Nie wyspałeś się? – spytałam, z całych sił starając się zignorować chęć rzucenia się na niego i zasypania pocałunkami. Nie miałam pojęcia, co mnie napadło, ale już nie patrzyłam na Claya jak na przyjaciela i tego głupkowatego dzieciaka, z którym kiedyś robiłam ciasta z błota. Nagle dostrzegłam w nim urok i czar, którym nie mogły się oprzeć inne dziewczyny.

– Nie bardzo – przyznał z lekkim, wymuszonym uśmiechem. – Coś mi nie dawało spokoju.

– Co? Nie mów, że miałeś koszmary po filmie – rzuciłam z przekąsem, śmiejąc się histerycznie.

Roześmiał się i zaczął mnie łaskotać.

– Nie, Niedźwiadku, nie chodzi o film. To ty jęczałaś i bełkotałaś przez sen – odpowiedział i nagle znów posmutniał.

– Jęczałam i bełkotałam? – spytałam zmieszana. Pamiętałam, że w nocy śniłam o Clayu: powiedział, że nie możemy się dłużej przyjaźnić, a potem się odwrócił i pobiegł tak szybko, że nie mogłam go dogonić.

Potrząsnęłam głową, aby oczyścić umysł. Co ja takiego mówiłam?

Clay odgarnął mi włosy z twarzy.

– Powtarzałaś, że wszystko zrujnowane. Wołałaś mnie i zawodziłaś – powiedział szeptem, jeszcze mocniej mnie obejmując. Zaniemówiłam. – To przeze mnie, Riley? Ja wszystko zrujnowałem? Proszę, powiedz, że możemy zapomnieć o zeszłej nocy – błagał, patrząc mi głęboko w oczy.

Skinęłam głową, próbując się uśmiechnąć. Zapomnę o tym, zmuszę się do tego, pomyślałam. Za bardzo kochałam Claya, by go stracić.

– Oczywiście, że możemy. Prześpij się jeszcze. Darujmy sobie dziś bieganie i zostańmy godzinę dłużej w łóżku – zaproponowałam, kładąc mu głowę na piersi.

Usłyszałam, jak wzdycha z zadowoleniem. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że leży z zamkniętymi oczami, a w kącikach jego ust majaczy uśmiech.

Przez kilka następnych dni było dość dziwnie. Clay prawie wcale mnie nie dotykał, nie obejmował ramieniem ani nie trzymał za rękę jak dawniej. Brakowało mi tego. Nie chciałam nic mówić, więc udawałam, że wszystko jest w porządku.

Ale w piątek miałam już dosyć; ta utrata kontaktu zaczynała mi naprawdę doskwierać.

Szłam z Rachel do sali. Nie mówiłam jej o tym, co zaszło między mną a Clayem, lecz ona wiedziała, że coś się zmieniło.

Gdy zobaczyłam, że Clay zmierza z Tomem w moją stronę, zastąpiłam mu drogę.

– Hej, Niedźwiadku. Wszystko w porządku? – rzucił z szerokim uśmiechem. Przytaknęłam i zamknęłam go w ramionach, mocno przytulając. Z początku nie zareagował, po prostu stał bez ruchu, jednak po chwili również mnie objął, wtulając twarz w moje włosy. – Riley, o co chodzi? – spytał szeptem, odsuwając się, by na mnie spojrzeć. – Jeśli ktoś sprawił ci przykrość, to przysięgam na Boga, że… – zaczął, ale nie pozwoliłam mu dokończyć, kładąc mu palec na ustach.

– Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu stęskniłam się za tobą przez tych kilka dni – wyjaśniłam, całując go w policzek.

Uśmiechnął się niewesoło; dobrze wiedział, co miałam na myśli.

– Ja też się za tobą stęskniłem.

– Riley, chodź, bo się spóźnimy! – krzyknęła znienacka Rachel, aż podskoczyłam.

Clay wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– No już, idź. Zobaczymy się po szkole – oznajmił, robiąc krok w bok, bym mogła przejść.

Pokazałam mu język i ruszyłam przed siebie, a gdy go mijałam, klepnął mnie lekko w tyłek. Westchnęłam radośnie i odeszłam bez słowa. Miałam nadzieję, że teraz będzie już okej.

Tego wieczoru Clay miał mecz, a potem zabierał mnie na moją pierwszą imprezę w tej szkole. Trochę się stresowałam, ale obiecał, że się mną zaopiekuje. Wiedziałam od Rachel, że takie balangi bywają dość szalone.

– No to jak? Nadal chcesz nosić moją koszulkę? – spytał, pomagając mi wysiąść z auta, gdy zajechaliśmy na szkolny parking, po czym ruszył w kierunku chłopięcej szatni, cały czas trzymając mnie za rękę.

Uśmiechnęłam się radośnie. Wyglądało na to, że wszystko wraca do normy.

– Oczywiście, jeśli ty tego chcesz – odpowiedziałam, przygryzając wargę.

– Pewnie, że chcę. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką – oświadczył z szerokim uśmiechem.

Poczułam lekkie ukłucie w sercu, ale nie wiedziałam dlaczego. To prawda, byłam jego najlepszą przyjaciółką, i tyle. Więc czemu nagle zapragnęłam czegoś więcej? Dlaczego nie mogłam przestać myśleć o tamtym pocałunku i o tym, że jego usta tak idealnie pasowały do moich?

Wciągnął mnie za sobą do szatni.

– Hej, ona nie może tu wchodzić! – krzyknął jakiś chłopak.

Wytrzeszczyłam oczy, bo w środku roiło się od półnagich byczków.

– Mmm, fajny widok – mruknęłam z ironicznym uśmieszkiem. Rozejrzałam się dookoła, przesuwając leniwie wzrokiem po każdym z nich.

Clay zasłonił mi ręką oczy, i tyle się napatrzyłam.

– Chodź, zboczuchu. Dam ci koszulkę i możesz iść! – powiedział ze śmiechem, prowadząc mnie w nieznanym kierunku.

Usłyszałam za sobą gwizdy i komentarze. Clay mruknął jedynie „zamknąć japy!”, po czym wcisnął mi w ręce koszulkę, i wciąż zakrywając mi oczy, wyprowadził z szatni.

Gdy tylko znaleźliśmy się na zewnątrz, zachichotałam.

– Dzięki za to i tamto – powiedziałam radośnie, poruszając wymownie brwiami.

Przewrócił oczami z życzliwym uśmiechem.

– Odprowadzić cię na boisko? – zaoferował, obejmując mnie ramieniem.

Pokręciłam głową, śmiejąc się z tego, jaki był kochany. Zawsze się tak wobec mnie zachowywał. Nawet gdy byliśmy dziećmi, wszędzie ze mną chodził, pilnując, by nie stała mi się krzywda.

– Powinnam trafić – zripostowałam.

– Okej, widzimy się później – rzucił i wrócił do środka.

Ledwo otworzył drzwi, jego kumple zaczęli mu docinać z mojego powodu. Uśmiechnęłam się tylko i spojrzałam na koszulkę, którą trzymałam w dłoniach. Była duża i bordowa, a na plecach miała napis: PRESTON 12. Narzuciłam ją na mój czarny obcisły top i z szerokim uśmiechem dołączyłam do Rachel, która siedziała na trybunach, by wraz z nią obejrzeć mecz.

Po jakimś czasie usłyszałam obok siebie męski głos:

– Cześć.

– Yyy, cześć – odpowiedziałam, odwracając się do chłopaka, który mnie zagadnął.

Był naprawdę wysoki, miał pewnie ze sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Był też dobrze zbudowany, ale nie przesadnie umięśniony. Miał czarne, zwichrzone włosy, które opadały mu na czoło, i jasnoniebieskie oczy. Lewą brew przecinała niewielka szrama, a tuż obok widniał mały, srebrny kolczyk. Taki sam tkwił w kąciku dolnej wargi.

Miał na sobie czarny, przylegający T-shirt, nisko opuszczone dżinsy i buty motocyklowe, których nie zasznurował. Był tak przystojny, że wyglądał, jakby urwał się właśnie z wybiegu dla modeli.

Nagle zdałam sobie sprawę, że się na niego gapię, więc szybko odwróciłam wzrok, przenosząc go na boisko, gdzie dalej toczyła się gra.

– Więc chodzisz z Clayem Prestonem? – zagaił nieznajomy.

Dlaczego, do cholery, wszyscy tak uważali?

– Po czym wnosisz? – spytałam, odwracając się do niego. Nie kojarzyłam go ze szkoły. Gdybym go już widziała, na pewno bym go zapamiętała.

– Cóż, nosisz jego numer. Tak robią dziewczyny sportowców, no nie? – odpowiedział z wyniosłym uśmiechem.

Spojrzałam w dół na wyjazdową koszulkę Claya. Zupełnie zapomniałam, że miałam ją na sobie.

– Yyy, niekoniecznie. Nie jesteśmy parą. Tylko się przyjaźnimy – sprostowałam, patrząc na boisko.

– To świetnie! Jestem Blake – przedstawił się z miłym uśmiechem. Przygryzłam wargę, ponownie go taksując.

– A ja Riley – odpowiedziałam, starając się zignorować lekkie łaskotanie w brzuchu. Dla niepoznaki skupiłam się ponownie na grze, ale czułam, że na mnie patrzy.

– Chodzisz do South Shore? – rzucił nagle.

Potwierdziłam ruchem głowy.

– Taa, a ty? – spytałam, chociaż znałam już odpowiedź. Na pewno go tu nie widziałam. Zauważyłam też, że wszystkie dziewczyny – a nawet niektóre mamy – pożerały go wzrokiem.

– Nie-e – odpowiedział, powtarzając „e” dla efektu. Nie ciągnął tematu, więc odwróciłam głowę, uśmiechając się pod nosem.

Okej, skoro chce się bawić, to proszę.

– Dawaj, Clay! – krzyknęłam, zrywając się z ławki i klaszcząc w dłonie.

Clay spojrzał na mnie z uśmiechem, więc mrugnęłam do niego znacząco i usiadłam z powrotem na miejsce.

Blake znów się do mnie odwrócił.

– Nie jesteście parą, tak? – rzucił z ironicznym uśmieszkiem.

– Nie-e – powiedziałam, celowo go przedrzeźniając.

Zaśmiał się.

– No więc, Riley, robisz coś po meczu? – spytał zalotnie, ponownie sprawiając, że poczułam łaskotanie w brzuchu.

– Tak – odpowiedziałam, starając się nie roześmiać na widok jego poirytowanej miny.

– A co? – nie dawał za wygraną. Przysunął się bliżej, tak że dotykaliśmy się bokami.

– Idę z Clayem na imprezę – powiedziałam nonszalancko.

Wciągnął głęboko powietrze w płuca.

– Cóż, w takim razie będę musiał zabrać kogoś innego na kolację. – Nadąsał się i westchnął teatralnie, odsuwając się ode mnie.

– Na to wygląda. – Mrugnęłam do niego żartobliwie.

Pokręcił głową ze śmiechem – był chyba lekko speszony. Z takim wyglądem pewnie nigdy nie musiał zabiegać o randkę.

W tym momencie wróciła Rachel z colą i frytkami. Gdy zobaczyła siedzącego obok Blake’a, opadła jej szczęka.

– Ożeż w mordę! Ty jesteś Blake Chambers! – niemal krzyknęła, po czym wcisnęła się między nas, prawie siadając mu na kolanach.

– Nie inaczej – odpowiedział z ironicznym uśmieszkiem. Rachel aż się zaśliniła na jego widok. Zapewne takiej samej reakcji oczekiwał po mnie.

Wzięłam swoją porcję frytek i zaczęłam jeść, starając się wczuć w grę, niestety z marnym efektem. Nic z tego nie rozumiałam. Według tablicy wyników wygrywaliśmy, i tylko tyle wiedziałam.

Nagle wszyscy zerwali się z miejsc, bucząc i krzycząc. Rozejrzałam się dookoła z konsternacją, zastanawiając się, co przegapiłam. Blake przyglądał mi się z szerokim uśmiechem.

– Co się stało? – chciałam wiedzieć.

Pokręcił głową i zaśmiał się cicho.

– Faul – wyjaśnił. – Wiesz cokolwiek o futbolu? – spytał.

Wzruszyłam ramionami, unosząc brwi.

– Wiem, że nasi grają w niebieskich strojach – odpowiedziałam, na co on parsknął śmiechem.

Śmiał się naprawdę cudownie.

Mecz zakończył się naszą wygraną. Koledzy z drużyny znieśli Claya i Bena na rękach za zdobycie ostatniego przyłożenia, które przypieczętowało zwycięstwo.

– Widzimy się na imprezie – rzuciła Rachel i wstała.

– Okej – odpowiedziałam automatycznie, nie odrywając wzroku od telefonu. Mama przysłała wiadomość, że dziś nocują w hotelu. Podobno David zrobił jej niespodziankę na „półrocznicę”, ale ja już o tym wiedziałam, bo wygadał się w zeszłym tygodniu.

Nie zauważyłam, że Blake znowu się do mnie przysunął. Trybuny były już puste, ale musiałam poczekać na Claya.

– Co to za imprezka? – wymruczał mi do ucha, przyprawiając mnie o dreszcz.

– Hmm, nie wiem, kto ją wyprawia. Jestem tu nowa i prawie nikogo nie znam – odpowiedziałam, wzruszając ramionami.

– Czyli nie ma szans, żebym wyciągnął cię na kolację? – spytał z miną zbitego szczeniaka. Zapatrzyłam się w jego jasnoniebieskie oczy i wciągnęłam nerwowo powietrze. Nigdy się nie stresowałam w towarzystwie chłopców, ale przy nim pociły mi się dłonie.

– Nie, wybacz – rzuciłam od niechcenia, żeby nie zorientował się, jak na mnie działa.

Nagle wyrwał mi komórkę z rąk i zaczął coś na niej wystukiwać.

– Hej! – krzyknęłam, próbując mu ją odebrać.

Zaśmiał się tylko i uniósł telefon tak wysoko, że nie mogłam go dosięgnąć.

– To może jutro? – nie ustępował.

Jutro wypadał wieczór filmowy.

– Nie mogę. Mam już plany – powiedziałam zgodnie z prawdą.

– A pojutrze? – spytał, unosząc brew, w której tkwił kolczyk.

– Też – rzuciłam ze śmiechem.

Westchnął, kręcąc głową.

– Nie poddam się tak łatwo. Zawsze dostaję to, czego chcę – ostrzegł, patrząc mi prosto w oczy.

Poczułam ściskanie w dołku. Miał tupet, ale mogłam się założyć, że mówił prawdę. Dziewczyny pewnie codziennie rzucały mu się do stóp.

– Twój wybór – odpowiedziałam z diabolicznym uśmieszkiem, patrząc na niego uwodzicielsko spod rzęs. Wciągnął głęboko powietrze, po czym wypuścił je z westchnieniem.

Właśnie wtedy na trybunach pojawił się Clay. Szedł w moją stronę, piorunując Blake’a wzrokiem. Nie mogłam pojąć, skąd ta wrogość; Clay zwykle wszystkich lubił. Poderwałam się z ławki i rzuciłam mu na szyję.

– To było świetne! Dobra robota! – wykrzyknęłam z entuzjazmem, całując go w policzek.

Zaśmiał się.