Brutalna prawda o uzależnieniu od internetu - Scrollujesz, więc jesteś i coraz mniej czujesz. - Max Paradox - ebook

Brutalna prawda o uzależnieniu od internetu - Scrollujesz, więc jesteś i coraz mniej czujesz. ebook

Max Paradox

0,0
29,99 zł

-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

To nie jest poradnik.
To nie jest cyfrowy detoks.
To nie jest coaching o „zdrowej relacji z technologią”.

To bezlitosna, ironiczna i trafna analiza świata, w którym ekran stał się przedłużeniem naszej ręki, a powiadomienie – przedłużeniem ego.

„Brutalna prawda o uzależnieniu od internetu” obnaża mechanizmy, które sprawiają, że scrollowanie stało się znieczuleniem, obecność online – obowiązkiem, a cisza – zagrożeniem.

Jeśli kiedykolwiek:
• sięgałeś po telefon bez powodu,
• czułeś zmęczenie po „odpoczynku” w internecie,
• miałeś wrażenie, że jesteś wszędzie – tylko nie tu,

ta książka jest o Tobie.

Max Paradox bez moralizowania i bez rozwiązań pokazuje, jak internet zmienił naszą uwagę, emocje, relacje i tożsamość. To lektura, która nie daje prostych odpowiedzi – ale zostawia z niewygodnym pytaniem.

I może właśnie o to chodzi.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
PDF

Liczba stron: 95

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.


Podobne


INTRO

Nie obudził Cię budzik.

Obudził Cię ekran.

Małe światło.Małe powiadomienie.Mała dawka dopaminy, zanim jeszcze zdążysz poczuć własne ciało.

Ręka wie pierwsza.Nie oczy.Nie mózg.Ręka.

Sięga.

Przesuwa.

Odświeża.

Nie dlatego, że coś się stało.Tylko dlatego, że może.

Internet nie krzyczy.On szepcze.

„Może coś przegapiłeś.”

I to wystarczy.

• Sprawdzasz telefon, zanim sprawdzisz, czy żyjesz.• Wiesz, co robią obcy ludzie, ale nie wiesz, co czujesz.• Scrollujesz, bo boisz się ciszy bardziej niż hałasu.

To nie jest historia o technologii.

To historia o pustce, którą wypełniamy sygnałem Wi-Fi.

Mówisz, że masz kontrolę.

Że możesz odłożyć telefon w każdej chwili.

Że to tylko praca.Tylko kontakt.Tylko relaks.

Tylko pięć minut.

Internet nie zabiera Ci życia nagle.On zabiera je po 30 sekund.

I nawet nie boli.

Najpierw znika nuda.Potem skupienie.Potem rozmowy bez sprawdzania powiadomień.Potem wieczory.Potem lata.

Ale to nie wygląda dramatycznie.

To wygląda jak nowoczesność.

Siedzisz przy stole z rodziną.

Każdy ma telefon.

Nikt nie ma siebie.

• Mówisz „zaraz”, kiedy ktoś do Ciebie mówi.• „Zaraz” trwa dwadzieścia minut.• A potem już nie ma o czym rozmawiać.

Nie jesteśmy uzależnieni od internetu.

Jesteśmy uzależnieni od bycia widzianym.

Od reakcji.Od serduszek.Od cyfrowego potwierdzenia, że istniejemy.

Internet to największe lustro w historii ludzkości.

I najokrutniejsze.

Pokazuje Ci świat lepszy od Twojego.Ciała lepsze od Twojego.Życie ciekawsze od Twojego.

A potem pyta:„I co z tym zrobisz?”

Nic.

Scrollujesz dalej.

Bo łatwiej oglądać życie innych niż budować własne.

Nie jesteśmy głupi.

Wiemy, że to manipulacja.Wiemy, że algorytm nas czyta.Wiemy, że jesteśmy produktem.

Ale i tak klikamy „zgadzam się”.

Bo darmowe.

Bo szybkie.

Bo wszyscy tak robią.

• Wkurza Cię, że tracisz czas.• I tak go tracisz.• Najlepiej w jakości HD.

Najgorsze nie jest to, że jesteśmy online.

Najgorsze jest to, że offline czujemy się nieistotni.

Bez zasięgu czujemy się mniejsi.

Bez powiadomień czujemy się mniej ważni.

Bez internetu czujemy… ciszę.

A cisza jest niebezpieczna.

Bo wtedy zaczynasz słyszeć siebie.

A siebie często nie lubisz.

Internet daje Ci iluzję ruchu.

Przesuwasz palcem.Czujesz, że coś robisz.Że coś się dzieje.

Nie dzieje się nic.

Tylko czas.

Czas płynie szybciej, kiedy go nie czujesz.

To nie jest książka o wyłączaniu telefonu.

To książka o tym, jak telefon włączył się w nas.

Na stałe.

Nie musisz być influencerem.Nie musisz być graczem.Nie musisz być nastolatkiem.

Wystarczy, że masz ekran.

• I że boisz się zostać sam ze swoimi myślami.• I że wolisz powiadomienie niż refleksję.• I że czasem nie wiesz, czy coś czujesz, czy tylko reagujesz.

Internet nie jest wrogiem.

Jest lustrem.

A my nie możemy przestać się w nim przeglądać.

Bo może tym razem zobaczymy kogoś ważnego.

Siebie.

Albo przynajmniej wersję, którą inni polubią.

To będzie niewygodne.

Bo tu nie chodzi o nich.

Tu chodzi o Ciebie.

I o to, ile Twojego życia zostało zamienione na piksele.

Rozdział 1 – Pierwsza dawka jest za darmo

Nikt nie pamięta pierwszego razu.

Nie było ceremonii.Nie było ostrzeżenia.Nie było dramatu.

Było „Załóż konto”.

Było „To tylko komunikator”.

Było „Musisz, wszyscy mają”.

Pierwsza dawka internetu była niewinna.

Śmieszne filmiki.Kilka wiadomości.Zdjęcia z wakacji.

I nagle poczułeś coś, czego wcześniej nie znałeś.

Natychmiastowość.

Nie musisz czekać.Nie musisz wychodzić.Nie musisz się starać.

Świat przychodzi do Ciebie.

• Informacja w sekundę.• Rozrywka w sekundę.• Uwaga innych w sekundę.

Mózg to kocha.

Bo mózg kocha nagrody.

Szybkie.Częste.Bez wysiłku.

Internet to automat z dopaminą.

Wrzuć sekundę.Dostaniesz bodziec.

Wrzuć kolejną.

Dostaniesz więcej.

To nie Ty jesteś słaby.

To system jest genialnie zaprojektowany.

Powiadomienia są czerwone nie przez przypadek.

Scroll nie ma końca nie przez przypadek.

Filmiki zaczynają się same nie przez przypadek.

• Nie kończysz, bo nie ma końca.• Nie przerywasz, bo zawsze „jeszcze jedno”.• Nie wychodzisz, bo coś Cię ominie.

Strach przed przegapieniem jest silniejszy niż chęć życia.

FOMO brzmi modnie.

Ale to po prostu lęk.

Lęk, że świat toczy się bez Ciebie.

I że nie jesteś w nim wystarczająco ważny.

Internet daje Ci iluzję obecności.

Komentujesz.

Lajkujesz.

Udostępniasz.

Czujesz, że uczestniczysz.

W czym?

W strumieniu.

W niekończącym się strumieniu cudzych emocji, opinii i dramatów.

Nie masz czasu na swoje.

Bo ktoś właśnie wrzucił coś ważniejszego.

Ważniejsze niż Twoje życie.

Przynajmniej tak się wydaje.

Pierwsza dawka była gratis.

Bo najlepszy deal to taki, w którym nie widzisz ceny.

Cena przyszła później.

W postaci:

• Rozproszenia, które nie pozwala Ci przeczytać jednej strony bez sprawdzenia telefonu.• Rozmów, które przerywasz, bo ekran zawibrował.• Wieczorów, które znikają w czarnej dziurze algorytmu.

Mówisz, że to relaks.

Ale relaks zostawia Cię lżejszym.

Internet zostawia Cię zmęczonym.

Przebodźcowanym.

Pustym.

I gotowym na kolejną dawkę.

To nie jest uzależnienie jak w filmach.

Nie kradniesz.Nie kłamiesz.Nie sprzedajesz telewizora.

Po prostu siedzisz.

I patrzysz.

Godzinę.

Dwie.

Cztery.

Nie pamiętasz, co oglądałeś.

Ale pamiętasz, że było intensywnie.

Pierwsza dawka jest zawsze najlepsza.

Bo jeszcze nie wiesz, że to początek nawyku.

A nawyk jest cichy.

Wślizguje się między poranną kawę a wieczorną ciszę.

Między pracę a odpoczynek.

Między Ciebie a innych ludzi.

• Odruchowo sięgasz po telefon, kiedy robi się trudno.• Odruchowo sięgasz po telefon, kiedy robi się nudno.• Odruchowo sięgasz po telefon, kiedy robi się prawdziwie.

Internet nie jest dodatkiem.

Stał się tłem.

Nie zauważasz go, dopóki go nie ma.

Brak zasięgu wywołuje większy niepokój niż brak sensu.

Bo sens można odłożyć.

Zasięgu nie.

Pierwsza dawka była za darmo.

Druga też.

Trzecia też.

Dopiero po latach orientujesz się, że płacisz.

Czasem.

Skupieniem.

Zdolnością do bycia tu i teraz.

Zdolnością do bycia bez bodźca.

I najgorsze jest to, że nikt Cię do tego nie zmusza.

Sam wchodzisz.

Sam odświeżasz.

Sam klikasz.

• I mówisz, że to wybór.• I mówisz, że masz kontrolę.• I mówisz to, patrząc w ekran.

Pierwsza dawka była za darmo.

Reszta kosztuje życie.

Rozdział 2 – Scroll jako nowa modlitwa

Kiedyś ludzie wstawali rano i klękali.

Dziś wstają i scrollują.

Rytuał się nie zmienił.Zmienił się tylko ołtarz.

Telefon leży obok łóżka jak relikwia.Święty prostokąt.Źródło prawdy.Źródło sensu.Źródło porównania.

Nie musisz wierzyć w Boga.

Wystarczy, że wierzysz w powiadomienia.

• Otwierasz oczy i szukasz sygnału.• Szukasz potwierdzenia, że świat nadal Cię widzi.• Szukasz czegoś, co nada ton Twojemu dniu.

Scroll stał się poranną modlitwą.

Zamiast ciszy — feed.Zamiast skupienia — bodziec.Zamiast refleksji — reakcja.

Nie ma skupienia.

Jest przesuwanie.

Przesuwanie palcem stało się naszym różańcem.

Jedno zdjęcie.Jedna opinia.Jedna tragedia.Jedna reklama.Jedna cudza szczęśliwość.

I znowu.

I znowu.

I znowu.

Scroll to nie czynność.

To stan.

Półhipnoza.

Nie myślisz.Nie analizujesz.Nie zatrzymujesz się.

Reagujesz.

• Uśmiechasz się bez emocji.• Złościsz się bez konsekwencji.• Wzruszasz się bez głębi.

Internet daje Ci emocje w wersji instant.

Szybkie.

Powierzchowne.

Wymienne.

Nie czujesz ich naprawdę.

Ale czujesz coś.

A to już wystarczy, żeby nie czuć pustki.

Kiedyś modlitwa miała dawać sens.

Scroll daje zajęcie.

I to wystarcza współczesnemu człowiekowi.

Nie potrzebujemy transcendencji.

Potrzebujemy stymulacji.

Bo cisza jest zbyt głośna.

W ciszy pojawiają się pytania.

Kim jestem?Czy to, co robię, ma sens?Dlaczego jestem zmęczony, skoro nic nie zrobiłem?

Scroll wycisza pytania.

Zastępuje je cudzymi odpowiedziami.

• Ktoś jest szczęśliwy.• Ktoś jest oburzony.• Ktoś coś kupił.• Ktoś coś stracił.

Twoje życie zaczyna przypominać echo.

Reagujesz na cudze życie, zamiast przeżywać własne.

To nie jest przypadek.

Algorytm nie pokazuje Ci tego, co prawdziwe.

Pokazuje Ci to, co Cię zatrzyma.

Co Cię wciągnie.

Co sprawi, że zostaniesz jeszcze chwilę.

Jeszcze jedną.

Jeszcze ostatnią.

Scroll nie ma końca.

To najgenialniejszy wynalazek XXI wieku.

Nieskończoność w kieszeni.

Nie ma momentu, w którym możesz powiedzieć: „To wszystko”.

Bo zawsze jest coś dalej.

Jakby życie było w innym miejscu.

Tu tylko trailer.

Scroll to nowa liturgia porównywania.

Każde zdjęcie to mały wyrok.

• Oni mają lepiej.• Ona wygląda lepiej.• On osiągnął więcej.

Nie wiesz, czy to prawda.

Ale czujesz, że przegrywasz.

Codziennie.

W małych dawkach.

Nie tak spektakularnie, żeby się zbuntować.

Wystarczająco, żeby czuć niedosyt.

I wracać.

Bo może następnym razem to Ty będziesz lepszy.

Może następnym razem to Ty dostaniesz więcej reakcji.

Może następnym razem to Ty poczujesz, że istniejesz.

Scroll daje złudzenie wspólnoty.

Wszyscy jesteśmy razem.

Pod tym samym postem.

Pod tym samym oburzeniem.

Pod tym samym viralem.

Ale spróbuj wyłączyć telefon.

Zobacz, ile tej wspólnoty zostaje.

Cisza.

Nie jesteś przeciwko internetowi.

Jesteś przeciwko samotności.

Scroll to plaster.

Na nudę.Na lęk.Na brak sensu.Na brak relacji.

Plaster nie leczy.

Zakrywa.

• Scrollujesz, kiedy czekasz.• Scrollujesz, kiedy jedziesz.• Scrollujesz, kiedy ktoś mówi do Ciebie zbyt długo.

Zdolność do bycia w jednym miejscu zniknęła.

Zdolność do słuchania bez sprawdzania powiadomień też.

Nie umiemy już być.

Umiemy reagować.

Scroll stał się tłem wszystkiego.

Jedzenie z telefonem.Serial z telefonem.Rozmowa z telefonem.

Nie ma momentu bez bodźca.

Bo moment bez bodźca jest momentem bez ucieczki.

A my nie chcemy zostać bez ucieczki.

Nie chcemy zostać z sobą.

Scroll to nowa modlitwa.

Bez transcendencji.

Bez ciszy.

Bez odpowiedzi.

Jest tylko ruch.

Ruch palca.

Ruch obrazu.

Ruch czasu.

Czas płynie szybciej, kiedy nie patrzysz mu w oczy.

Patrzysz w ekran.

I czujesz, że jesteś częścią czegoś większego.

Wielkiego strumienia.

Wielkiej rozmowy.

Wielkiego świata.

Tylko że ten świat nie zna Twojego imienia.

Zna Twoje kliknięcia.

• I wie, co Cię wkurza.• I wie, co Cię podnieca.• I wie, jak długo patrzysz.

Może nawet lepiej niż Ty.

Scroll nie jest winny.

On po prostu działa.

To my klękamy.

Codziennie.

Z pokorą.

Z nadzieją.

Z pustką.

I przesuwamy.

Rozdział 3 – Dopamina w wersji kieszonkowej

Nie potrzebujesz dealera.

Masz aplikację.

Nie potrzebujesz ciemnej ulicy.

Masz łazienkę, biuro, kuchnię, przystanek.

Dopamina jest dziś demokratyczna.

Dostępna dla wszystkich.Bezpłatna.Nielimitowana.

Wystarczy ekran.

Mózg nie ewoluował do życia z nieskończonym strumieniem bodźców.

Ewolucja przygotowała go na:

• Polowanie.• Wysiłek.• Nagrodę po trudzie.

Dziś nagroda przychodzi bez wysiłku.

Klik.

I już.

Powiadomienie.

Serduszko.

Nowa wiadomość.

Nowy film.

Nowy temat do oburzenia.

Dopamina to nie szczęście.

To obietnica szczęścia.

To „zaraz będzie dobrze”.

Internet karmi Cię obietnicą.

W nieskończoność.

Dlatego nie możesz przestać.

Bo może następny post będzie lepszy.

Może następne wideo będzie śmieszniejsze.

Może następna wiadomość zmieni wszystko.

• Jeszcze jedno odświeżenie.• Jeszcze jeden filmik.• Jeszcze jeden komentarz.

Mózg uwielbia „może”.

Niepewność nagrody działa mocniej niż pewność.

Dlatego automaty hazardowe świecą.

Dlatego feed nie ma końca.

Nie wiesz, co będzie dalej.

I właśnie dlatego zostajesz.

Dopamina w wersji kieszonkowej sprawia, że zwykłe życie wydaje się… wolne.

Zbyt wolne.

Rozmowa twarzą w twarz nie daje natychmiastowej reakcji.

Książka nie daje powiadomienia.

Spacer nie wyskakuje z dźwiękiem.

Cisza nie świeci.

• Prawdziwe życie nie jest zoptymalizowane pod Twoją uwagę.• Nie ma algorytmu, który je podkręca.• Nie ma przycisku „następne”.

Dlatego zaczyna Cię nudzić.

Nie dlatego, że jest nudne.

Dlatego, że jest normalne.

A Ty przyzwyczaiłeś się do intensywności.

Do przeskoków.

Do bodźców co kilka sekund.

Twoja koncentracja stała się krucha.

Jak szkło.

Pęka przy pierwszym powiadomieniu.

Czytasz artykuł.

W połowie sprawdzasz telefon.

Odpowiadasz na wiadomość.

Wracasz.

Nie pamiętasz początku.

• Mózg nie lubi przerywania.• Internet żyje z przerywania.• Ty jesteś między nimi.

Zmęczony.

Nie fizycznie.

Pozornie nic nie zrobiłeś.

Siedziałeś.

Przesuwałeś palcem.

Ale czujesz się jak po maratonie.

Bo mózg był w ciągłym trybie czuwania.

Nowy bodziec.

Nowa reakcja.

Nowa mikroemocja.

To nie jest relaks.

To jest stymulacja.

Relaks to spadek napięcia.

Internet to stałe podkręcanie.