29,99 zł
Czy twoje dzieciństwo naprawdę steruje twoim życiem?
A może stało się elegancką wymówką?
„Brutalna prawda o traumie z dzieciństwa” to bezlitosna, ironiczna i niewygodna analiza współczesnej kultury zranienia. To książka dla tych, którzy mają dość miękkich haseł, terapeutycznych sloganów i narracji, w których przeszłość usprawiedliwia wszystko.
To nie jest poradnik.
To nie jest terapia.
To nie jest instrukcja uzdrawiania.
To lustro.
Autor rozkłada na czynniki pierwsze modę na traumę, język psychologiczny jako tarczę, rolę ofiary jako tożsamość oraz mechanizmy, dzięki którym przeszłość staje się wygodnym alibi dla teraźniejszości.
Jeśli choć raz pomyślisz: „To o mnie” - ta książka spełniła swoje zadanie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 87
Rok wydania: 2026
W pewnym momencie dorosłości zaczynasz używać słowa „trauma” jak przecinka.
Między kawą a terapią.Między rozwodem a kolejnym kursem rozwoju osobistego.Między „moi rodzice byli surowi” a „nie potrafię kochać”.
Trauma z dzieciństwa.
Brzmi poważnie.Brzmi ciężko.Brzmi jak coś, co tłumaczy wszystko.
I właśnie dlatego tak bardzo ją kochamy.
Bo trauma jest elegancka.Ma w sobie dramat.Ma w sobie alibi.
Nie musisz mówić: „Jestem niedojrzały”.Mówisz: „To przez dzieciństwo”.
Nie musisz mówić: „Nie umiem budować relacji”.Mówisz: „Mam styl przywiązania”.
Nie musisz mówić: „Uciekam, gdy robi się trudno”.Mówisz: „Mam aktywowane schematy”.
I nagle jesteś kimś głębokim.
• Twoje wybuchy złości stają się „reakcją na wyzwalacz”.• Twoja zazdrość staje się „lękiem opuszczenia”.• Twoje manipulacje stają się „mechanizmem obronnym”.
Wszyscy jesteśmy teraz delikatni.Wszyscy jesteśmy zranieni.Wszyscy jesteśmy ofiarami przeszłości.
To bardzo wygodne miejsce.
Bo jeśli winne jest dzieciństwo, to teraźniejszość nie musi już być twoja.
Nie musisz brać odpowiedzialności.Nie musisz się zmieniać.Nie musisz ryzykować.
Wystarczy rozumieć.
I analizować.
I opowiadać swoją historię coraz ładniej.
Nie zrozum mnie źle.
Są ludzie, którym wydarzyły się rzeczy straszne.Są domy, które były polem minowym.Są dzieci, które naprawdę przetrwały wojnę w czterech ścianach.
Ale jest też druga grupa.
Cichsza.Większa.Bardziej instagramowa.
Ludzie, którzy mieli zwykłych rodziców.Zwykłe konflikty.Zwykłe krzywe spojrzenia przy stole.
I dziś próbują z tego zrobić operę.
Bo łatwiej jest być bohaterem dramatu niż zwykłym dorosłym, który nie ogarnia.
• Łatwiej jest powiedzieć „zostałem emocjonalnie zaniedbany”, niż „nie nauczyłem się mówić o uczuciach”.• Łatwiej jest powiedzieć „mam traumę kontroli”, niż „boję się utraty wpływu”.• Łatwiej jest powiedzieć „mój ojciec był chłodny”, niż „ja też jestem”.
Ta książka nie będzie terapią.Nie będzie wsparciem.Nie będzie miękką poduszką pod twoje wspomnienia.
To nie jest poradnik, jak wybaczyć mamie.To nie jest instrukcja, jak przestać reagować jak pięciolatek.
To jest lustro.
Krzywe.Bez filtra.Bez pastelowej ramki.
Będziemy mówić o tym, jak trauma stała się walutą.Jak dzieciństwo stało się uniwersalnym wytłumaczeniem.Jak dorośli ludzie chowają się za historią, którą opowiadają o sobie.
Będzie niewygodnie.
Czasem rozpoznasz siebie.Czasem rozpoznasz kogoś obok.Czasem poczujesz, że to przesada.
Dobrze.
Bo jeśli choć raz pomyślisz:„To o mnie.”
To znaczy, że trafiło.
A jeśli poczujesz lekki gniew –to możliwe, że dotknęliśmy czegoś prawdziwego.
Nie po to, żeby to naprawiać.
Po to, żeby przestać udawać, że wszystko da się zrzucić na przeszłość.
Dzieciństwo było jakie było.
Ale to, co robisz z nim dzisiaj –to już nie jest historia.
To wybór.
I o tym właśnie będzie ta książka.
Dom.
Słowo, które powinno pachnieć obiadem i bezpieczeństwem.
Dziś pachnie diagnozą.
Bo kiedy coś w tobie nie działa, pierwsze pytanie brzmi:„A jak było w domu?”
Jakby dom był laboratorium, w którym ktoś ustawił ci parametry osobowości.
• Jeśli jesteś nieśmiały, to dlatego, że w domu nie było przestrzeni na głos.• Jeśli jesteś głośny, to dlatego, że musiałeś walczyć o uwagę.• Jeśli nie wierzysz w siebie, to dlatego, że nikt cię nie chwalił.• Jeśli wierzysz w siebie za bardzo, to dlatego, że cię rozpieszczono.
Cokolwiek zrobisz – dom wygra.
To najbezpieczniejsze oskarżenie świata.
Bo rodzice są daleko.Albo starsi.Albo już zmęczeni.
A ty możesz opowiadać swoją wersję bez kontrargumentów.
Prawda jest mniej romantyczna.
Większość domów nie była ani piekłem, ani rajem.Była przeciętnością.
Ojciec zmęczony pracą.Matka zmęczona wszystkim.Dziecko, które czegoś nie dostało.
Nie dlatego, że ktoś planował złamać ci psychikę.Tylko dlatego, że dorośli też nie wiedzieli, co robią.
Ale przeciętność nie brzmi dobrze na terapii.
Nie powiesz:„Moi rodzice byli zwyczajni i trochę zagubieni.”
To się nie klika.
Lepiej powiedzieć:„W moim domu nie było emocjonalnej regulacji.”
Brzmi poważnie.Brzmi naukowo.Brzmi jak powód.
• „Nie przytulano mnie wystarczająco często.”• „Nie słuchano mnie uważnie.”• „Moje potrzeby były ignorowane.”
Może były.
A może twoi rodzice po prostu nie mieli języka, żeby to zrobić lepiej.
Ale my wolimy wersję z dramatem.
Bo dramat daje tożsamość.
Jeśli miałeś trudne dzieciństwo – jesteś kimś, kto przetrwał.Jeśli miałeś „w miarę” – jesteś kimś nudnym.
Więc podkręcamy historię.
Pamiętasz jedno krzywe zdanie?Zrobisz z niego fundament swojej niepewności.
Pamiętasz jeden zakaz?Zrobisz z niego symbol kontroli.
Pamiętasz jedną karę?Zrobisz z niej system przemocy.
Nie twierdzę, że to się nie zdarzało.Twierdzę, że dziś stało się walutą.
Im bardziej jesteś zraniony, tym bardziej jesteś autentyczny.
Im bardziej jesteś „świadomy swoich traum”, tym wyżej stoisz w hierarchii emocjonalnej.
A jeśli powiesz:„Było normalnie.”
Ludzie patrzą podejrzliwie.
Bo normalność nie tłumaczy twoich porażek.
A przecież muszą mieć przyczynę.
Nie może być tak, że:
• boisz się bliskości, bo tak jest wygodniej,• unikasz odpowiedzialności, bo to trudne,• krzywdzisz innych, bo nie nauczyłeś się empatii jako dorosły.
Nie.
To musi być dom.
Dom jest idealny.
Nie odpowie.Nie zaprzeczy.Nie pozwie cię o zniesławienie.
Jest jak scenografia.
Możesz na niej zbudować wszystko.
W pewnym momencie jednak zaczyna się coś dziwnego.
Masz czterdzieści lat.Dwójkę dzieci.Kredyt.
I dalej mówisz:
„Bo w moim domu…”
Jakbyś mentalnie nadal siedział przy tamtym stole.
Jakby czas się zatrzymał.
Jakbyś nie miał żadnego wpływu na to, kim jesteś teraz.
• Masz wpływ na to, z kim jesteś w związku.• Masz wpływ na to, jak reagujesz na konflikt.• Masz wpływ na to, czy powtarzasz schemat.
Ale wpływ boli.
Bo oznacza odpowiedzialność.
A odpowiedzialność jest cięższa niż trauma.
Trauma jest miękka.Można się nią otulić.Można ją cytować.
Odpowiedzialność wymaga decyzji.
Czasem brutalnej.
Czasem niewygodnej.
Czasem takiej, która nie ma już nic wspólnego z twoim dzieciństwem.
Najtrudniejszy moment nie polega na tym, że uznasz, że coś w domu było nie tak.
Najtrudniejszy moment polega na tym, że przestaniesz używać domu jako wymówki.
Bo wtedy zostajesz sam ze sobą.
Bez rodziców jako winnych.Bez przeszłości jako tarczy.
Tylko ty.
I twoje wybory.
I to jest moment, którego większość z nas boi się bardziej niż jakiejkolwiek traumy.
Był czas, kiedy ludzie budowali tożsamość na zawodzie.
Lekarz.Prawnik.Matka.Biznesmen.
Dziś budujemy ją na zranieniu.
To subtelniejsze.Głębsze.Bardziej instagramowe.
„Jestem DDA.”„Mam styl unikający.”„Pracuję nad swoim wewnętrznym dzieckiem.”
Brzmi jak biżuteria emocjonalna.
Nie musisz już mówić, kim jesteś.Wystarczy, że powiesz, co ci się stało.
• Im bardziej skomplikowana trauma, tym ciekawsza historia.• Im bardziej złożony schemat, tym bardziej jesteś świadomy.• Im więcej nazw z psychologii używasz, tym mniej ktoś zadaje trudne pytania.
Bo przecież pracujesz nad sobą.
A praca nad sobą to nowa religia.
W tej religii nie ma grzechu.
Jest „nieprzepracowany temat”.
Nie ma winy.
Jest „reakcja z poziomu lęku”.
Nie ma manipulacji.
Jest „mechanizm obronny”.
I nagle wszystko staje się miękkie.
Wygładzone.
Opakowane w język, który brzmi odpowiedzialnie, ale często nią nie jest.
Trauma stała się statusem.
Kiedyś status dawał drogi zegarek.Dziś daje trudne dzieciństwo.
Bo jeśli miałeś ciężko, to jesteś głęboki.
Jeśli nie miałeś, to chyba coś wyparłeś.
• „Niemożliwe, żeby było normalnie.”• „Każdy ma traumę, tylko nie każdy ją widzi.”• „Brzmisz jak ktoś w zaprzeczeniu.”
To genialny system.
Nie da się z niego wyjść.
Jeśli przyznasz, że coś było trudne – jesteś świadomy.Jeśli powiesz, że nie – jesteś nieświadomy.
Wygrywa zawsze narracja o zranieniu.
Problem zaczyna się wtedy, gdy trauma przestaje być doświadczeniem, a staje się osobowością.
Nie mówisz już: „Przeżyłem coś trudnego.”
Mówisz: „Taki jestem.”
I to „taki jestem” zamyka wszystko.
Nie zmieniasz się.
Nie ryzykujesz.
Nie wychodzisz poza swoją historię.
Bo jeśli wyjdziesz, kim będziesz?
Zwykłym człowiekiem bez spektakularnej przeszłości?
To za mało.
Trauma daje głębię bez konieczności dorastania.
Możesz latami analizować.
Możesz latami wracać do wspomnień.
Możesz latami mówić:
„To przez moje dzieciństwo.”
I w pewnym sensie to prawda.
Ale tylko do momentu, w którym przestaje być początkiem, a staje się wymówką.
Najbardziej fascynujące jest to, jak bardzo kochamy opowiadać swoją wersję bólu.
W kółko.
W różnych odsłonach.
Nowym partnerom.Nowym terapeutom.Nowym znajomym.
• „Wiesz, u mnie w domu było ciężko.”• „Musiałem być dorosły za wcześnie.”• „Nikt mnie nie widział.”
To daje uwagę.
A uwaga jest walutą.
Zwłaszcza dziś.
Zwłaszcza w świecie, w którym każdy walczy o bycie wyjątkowym.
Trauma czyni cię wyjątkowym bez wysiłku.
Nie musisz mieć talentu.
Nie musisz mieć osiągnięć.
Wystarczy, że masz historię.
Im bardziej dramatyczną, tym lepiej.
Tylko że jest cienka granica między uznaniem bólu a przywiązaniem się do niego.
Bo jeśli twoja tożsamość opiera się na zranieniu, to zdrowienie jest zagrożeniem.
Wyobraź sobie, że naprawdę przestajesz reagować jak kiedyś.
Że naprawdę przestajesz uciekać.
Że naprawdę budujesz stabilną relację.
Co wtedy?
Nie będziesz już „tym, który ma trudne dzieciństwo”.
Będziesz kimś, kto po prostu żyje.
To mniej romantyczne.
Mniej dramatyczne.
Mniej ekscytujące.
Dlatego wielu ludzi nieświadomie trzyma się swojej traumy.
Jak marki.
Jak logo.
Jak znaku rozpoznawczego.
• „Jestem tą, która zawsze była odrzucona.”• „Jestem tym, który musiał walczyć o miłość.”• „Jestem tą silną, bo nikt mi nie pomógł.”
To daje sens.
Ale odbiera wolność.
Bo jeśli jesteś „tym zranionym”, to musisz konsekwentnie nim być.
Inaczej twoja historia się rozpadnie.
A bez historii zostajesz z pustką.
I z pytaniem:
Kim jestem, jeśli nie moją traumą?
To pytanie jest bardziej przerażające niż jakiekolwiek wspomnienie z dzieciństwa.
Bo nie dotyczy przeszłości.
Dotyczy teraz.
I nagle okazuje się, że może największym uzależnieniem nie jest ból.
Tylko opowieść o nim.
W pewnym momencie dorosłości dowiadujesz się, że masz w sobie dziecko.
Nie metaforycznie.
Prawdziwie.
Ma potrzeby.Ma lęki.Ma niezaspokojone pragnienia.
I najwyraźniej rządzi twoim życiem.
Brzmi uroczo.
Dopóki nie okaże się, że to wewnętrzne dziecko ma trzydzieści pięć lat i kartę kredytową.
„To moje wewnętrzne dziecko się obraziło.”„To moje wewnętrzne dziecko się boi.”„To moje wewnętrzne dziecko potrzebuje uwagi.”
A dorosły gdzie?
Zniknął.
Bo koncepcja wewnętrznego dziecka jest piękna.
Jest miękka.Jest wzruszająca.Jest rozbrajająca.
I jest niebezpiecznie wygodna.
• Możesz krzyczeć, bo twoje dziecko czuje się niesłyszane.• Możesz ignorować partnera, bo twoje dziecko boi się bliskości.• Możesz wydawać pieniądze impulsywnie, bo twoje dziecko chce nagrody.
Wszystko da się wyjaśnić.
Nic nie trzeba zatrzymać.
To nie ty.
To dziecko.
Problem polega na tym, że wewnętrzne dziecko nie prowadzi samochodu.
Nie podpisuje umów.
Nie wchodzi w relacje.
Robi to dorosły.
Ale my bardzo nie chcemy być dorosłymi.
Bo dorosłość nie ma w sobie romantyzmu.
Nie ma w niej wzruszających sesji przy świecach, gdzie przytulasz siebie sprzed lat.
Ma decyzje.
Ma konsekwencje.
Ma moment, w którym mówisz:
