Brutalna prawda o Thermomixie i sekcie jej sprzedawców - Jak kuchenny symbol stał się religią klasy średniej - Max Paradox - ebook

Brutalna prawda o Thermomixie i sekcie jej sprzedawców - Jak kuchenny symbol stał się religią klasy średniej ebook

Max Paradox

0,0
29,99 zł

-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

To nie jest książka o gotowaniu.

To książka o potrzebie bycia lepszym.

„Brutalna prawda o Thermomixie i sekcie jej sprzedawców” to bezlitosna, ironiczna i momentami niewygodna analiza jednego z najbardziej kultowych sprzętów kuchennych w Polsce.

Dlaczego zwykłe urządzenie stało się symbolem statusu?
Dlaczego rozmowa o zupie potrafi zamienić się w ideologiczną wojnę?
Dlaczego tak bardzo potrzebujemy wierzyć, że jedna decyzja zakupowa może zmienić nasze życie?

Max Pradox rozbiera na czynniki pierwsze:

• Mechanizmy sprzedaży oparte na relacjach.
• Psychologię przynależności i potrzebę akceptacji.
• Iluzję oszczędności i racjonalizacji wydatków.
• Emocje, które projektujemy na sprzęt kuchenny.
• Wstyd, zazdrość i cichy fanatyzm.

To nie jest atak na urządzenie.

To lustro.

Jeśli kiedykolwiek czułeś, że w tej historii chodzi o coś więcej niż o zupę – ta książka jest o Tobie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
PDF

Liczba stron: 99

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.


Podobne


INTRO ...................................................................................... 3

Rozdział 1 – Pokaz, który zmienia życie ................................. 11

Rozdział 2 – Rata 0 procent i inne bajki dla dorosłych .......... 21

Rozdział 3 – Konsultantka, czyli uśmiech w fartuchu .......... 30

Rozdział 4 – Społeczność, czyli sekta bez białych szat .......39

Rozdział 5 – Gotowanie jako status społeczny ..................... 47

Rozdział 6 – Przepis na lepszą wersję siebie ....................... 55

Rozdział 7 – Gdy mąż mówi: to tylko garnek ........................63

Rozdział 8 – Instagram, czyli kult perfekcyjnej zupy ............ 72

Rozdział 9 – Plan posiłków jako iluzja kontroli ..................... 80

Rozdział 10 – Dzieci zjedzą wszystko. Podobno................... 87

Rozdział 11 – Zdrowie na abonament ................................... 94

Rozdział 12 – Miejsce na blacie, czyli terytorium władzy .... 100

Rozdział 13 – Gdy przestajesz używać ............................... 107

Rozdział 14 – Biznes w fartuchu, czyli jak klient staje się

sprzedawcą ......................................................................... 114

Rozdział 15 – Mity oszczędzania, czyli matematyka z innego

wymiaru .............................................................................. 122

Rozdział 16 – Kiedy krytyka boli bardziej niż rata ............... 129

Rozdział 17 – Promocja tylko dziś, czyli FOMO w fartuchu 135

Rozdział 18 – Technologia jako alibi ..................................... 141

Rozdział 19 – Wstyd, czyli gdy nie stać cię na przynależność

............................................................................................ 147

Rozdział 20 – Gdy sprzęt staje się religią ........................... 153

Rozdział 21 – Wersja 7.0, czyli wieczny niedosyt ............... 159

Rozdział 22 – Porównania, czyli wojna na blendery ........... 165

Rozdział 23 – Męska ironia i kobieca presja ........................ 171

Rozdział 24 – Kiedy znajomi przestają przychodzić na „kawę”

............................................................................................ 177

Rozdział 25 – Gdy zupa jest dobra, ale życie nadal

chaotyczne ......................................................................... 182

Rozdział 26 – Kiedy zaczynasz bronić firmy jak rodziny .... 188

Rozdział 27 – Gdy zaczynasz mierzyć innych swoją decyzją

............................................................................................ 193

Rozdział 28 – Zazdrość, której nikt nie nazwie ................... 198

Rozdział 29 – Przeprowadzka, czyli brutalne zderzenie z

rzeczywistością ................................................................. 204

Rozdział 30 – Kiedy przestajesz mówić o nim głośno ........ 210

Rozdział 31 – Gdy zostaje tylko smak ................................. 216

Rozdział 32 – Prawda, której nikt nie chce słyszeć ............ 221

Rozdział 33 – Cisza po zachwycie ..................................... 226

Rozdział 34 – Ostateczne rozliczenie ................................. 231

Rozdział 35 – Brutalna prawda........................................... 236

INTRO

W Polsce są dwie rzeczy, których nie krytykujesz przy stole.

Pierwsza to czyjaś mama.

Druga to Thermomix.

O mamie możesz coś powiedzieć tylko wtedy, gdy jesteś jej dzieckiem.

O Thermomixie nie możesz powiedzieć nic, nawet jeśli jesteś jego właścicielem.

Bo to nie jest urządzenie.

To jest wyznanie wiary.

Kiedyś ludzie mieli religię, potem mieli kredyt hipoteczny, teraz mają ratę na sprzęt kuchenny, który kosztuje tyle, co wakacje w Tajlandii, ale przynajmniej blenduje z godnością.

Thermomix nie stoi w kuchni.

On tam króluje.

Błyszczy.

Pipczy.

Wyświetla przepis, którego i tak nie przeczytasz, bo aplikacja już myśli za ciebie.

I wtedy zaczyna się narracja.

• To inwestycja w zdrowie.

• To oszczędność czasu.

• To zmiana stylu życia.

• To najlepsza decyzja w moim życiu.

Ciekawe, że najlepsze decyzje w życiu zawsze mają raty.

Nie kupujesz Thermomixa.

Ty do niego dołączasz.

Bo zaraz po zakupie odkrywasz, że to dopiero początek. Jest grupa.

Jest konsultantka.

Jest pokaz.

Jest przepis na hummus, który zmieni twoje podejście do ciecierzycy i do siebie samego.

I nagle jesteś w systemie.

• Nie gotujesz już z książki, tylko z platformy. • Nie pytasz babci o rosół, tylko aplikację. • Nie mówisz „mam blender”, tylko „mam TM”.

TM.

Jakby to był model samochodu albo tajny skrót wojskowy.

I w tym skrócie jest wszystko.

Status.

Nowoczesność.

Usprawiedliwienie ceny.

Bo jeśli coś kosztuje tyle co używane auto, to musi być czymś więcej niż mikserem.

Musi być historią.

Narracją o tym, że jesteś kimś, kto inwestuje w siebie. W rodzinę.

W zdrowie.

W przyszłość dzieci.

Dzieci, które i tak chcą pizzę.

Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że nikt nie mówi wprost, że to drogie.

Mówi się „premium”.

• Drogo to płacić mandat.

• Premium to wydać kilka tysięcy na urządzenie do zupy krem.

Jest w tym jakaś poezja.

Bo Thermomix to nie tylko sprzęt.

To test.

Test z asertywności.

Czy odmówisz koleżance z pracy, która „tylko zaprasza na kawę”, a potem przez trzy godziny pokazuje ci, jak urządzenie kroi cebulę z dumą?

Czy wytrzymasz pokaz, podczas którego wszyscy klaszczą, gdy maszyna wyrabia ciasto?

Czy potrafisz powiedzieć: „Nie potrzebuję tego”?

Większość nie potrafi.

Bo to nie jest sprzedaż.

To jest atmosfera.

• Najpierw dostajesz ciasto.

• Potem historię o oszczędnościach. • Potem arkusz z ratami.

• A na końcu poczucie, że jeśli nie kupisz, to coś przegapisz.

To FOMO w fartuchu kuchennym.

I nagle zaczynasz liczyć.

Gdybyś codziennie gotował.

Gdybyś przestał zamawiać jedzenie. Gdybyś piekł chleb.

Gdybyś robił jogurt.

Gdybyś był kimś innym.

Bo Thermomix zawsze zakłada, że jutro będziesz lepszą wersją siebie.

Zmotywowaną.

Zorganizowaną.

Fit.

Uśmiechniętą przy parowaniu warzyw.

A potem przychodzi wtorek.

Wracasz z pracy.

Dziecko ma zadanie.

Kot miauczy.

Masz dość.

I wiesz, co robisz?

Zamawiasz pizzę.

A Thermomix patrzy.

Cicho.

Z wyrzutem.

Jest w tym wszystkim coś bardzo ludzkiego.

Kupujemy nie urządzenie.

Kupujemy wizję.

• Wizję, że będziemy gotować jak influencerzy. • Wizję, że dzieci pokochają jarmuż.

• Wizję, że przestaniemy marnować jedzenie. • Wizję, że kontrolujemy chaos.

Thermomix obiecuje kontrolę.

W świecie, w którym nie kontrolujesz prawie nic.

Inflacji.

Cen prądu.

Humoru teściowej.

Ale możesz kontrolować temperaturę zupy co do stopnia.

To daje złudzenie mocy.

A złudzenie mocy jest bardzo drogie.

Najciekawsze jednak nie jest samo urządzenie.

Najciekawsza jest sekta.

Tak, sekta.

Bo jeśli coś ma własną społeczność, własny język, własne rytuały i własne pokazy inicjacyjne, to trudno to nazwać tylko sprzedażą bezpośrednią.

To jest styl życia.

• Spotkania przy kuchennym blacie.

• Historie o tym, jak TM „uratował święta”. • Opowieści o oszczędnościach, które jakoś nigdy nie pokrywają się z ceną zakupu.

• Dumne zdjęcia puree na Instagramie.

I zawsze to samo zdanie.

„Nie rozumiesz, dopóki nie masz.”

To zdanie jest fundamentem każdej sekty.

Nie rozumiesz, dopóki nie wejdziesz.

Nie rozumiesz, dopóki nie zapłacisz.

Nie rozumiesz, dopóki nie uwierzysz.

A kiedy już masz, zaczynasz bronić swojej decyzji.

Bo jeśli przyznasz, że to tylko bardzo drogi robot kuchenny, to będziesz musiał przyznać, że dałeś się wciągnąć w marketingową opowieść.

A tego nikt nie lubi.

Więc zaczyna się racjonalizacja.

• I tak wydajemy na głupoty.

• To przynajmniej coś pożytecznego. • Zdrowie nie ma ceny.

• To dla dzieci.

Dzieci, które naprawdę chciały frytki.

Ta książka nie jest o gotowaniu.

Nie jest o technologii.

Nie jest nawet o sprzedaży.

Jest o nas.

O naszej potrzebie przynależności.

O naszej potrzebie bycia mądrzejszymi niż inni. O naszej potrzebie uzasadniania własnych wyborów. O naszej potrzebie wiary, że pieniądze można zamienić na lepszą wersję siebie.

Thermomix to tylko symbol.

Symbol tego, jak łatwo wchodzimy w narrację, jeśli jest wystarczająco ładnie podana.

Z parą.

Z aplikacją.

Z ratą 0 procent.

Będziemy mówić o pokazach.

O sprzedawcach, którzy uśmiechają się jak trenerzy motywacyjni w fartuchach.

O klientach, którzy nagle stają się ambasadorami.

O tym, dlaczego tak trudno powiedzieć „to tylko sprzęt”.

Będzie śmiesznie.

Trochę niewygodnie.

Momentami za bardzo.

• Bo może byłeś na pokazie.

• Może kupiłeś.

• Może sprzedajesz.

• Może właśnie czytasz to, a obok cicho miesza się zupa.

Nie będziemy nikogo nawracać.

Nie będziemy nikogo ratować.

Nie będziemy dawać rozwiązań.

Zajrzymy pod pokrywę.

I zobaczymy, co naprawdę się tam gotuje.

A jeśli poczujesz lekki dyskomfort, to spokojnie.

To tylko para.

Albo coś więcej.

Czas to sprawdzić.

Rozdział 1 –Pokaz, który zmienia życie

Wszystko zaczyna się niewinnie.

„Wpadnij na kawę.”

To zdanie zrujnowało więcej budżetów domowych niż Black Friday.

Myślisz, że idziesz na plotki.

Może ciasto.

Może nowe krzesła w jadalni.

Nie wiesz jeszcze, że jesteś w procesie.

Proces zaczyna się od zapachu.

Świeże bułeczki.

Zupa krem.

Sorbet z mango.

Wszystko zrobione w jednym urządzeniu, które stoi na środku blatu jak ołtarz nowoczesności.

I nagle nie jesteś już gościem.

Jesteś kandydatem.

• Najpierw dostajesz kawę.

• Potem historię o tym, jak wszystko się zmieniło. • Potem liczby, które brzmią jak matematyka z równoległej rzeczywistości.

• A na końcu pada pytanie, którego nie chcesz usłyszeć.

„A ty, myślałaś kiedyś o TM?”

To nie jest pytanie.

To jest brama.

Pokaz Thermomixa nie przypomina sprzedaży.

To spektakl.

Konsultantka nie sprzedaje urządzenia. Ona sprzedaje narrację.

Jest spokojna.

Uśmiechnięta.

Profesjonalna.

Ma w sobie coś z trenerki fitness i coś z kaznodziei.

Opowiada historię o tym, jak wcześniej nie miała czasu.

Jak była zmęczona.

Jak dzieci jadły byle co.

A potem pojawił się On.

I wszystko się ułożyło.

• Nagle gotowanie stało się przyjemnością. • Nagle budżet się domknął.

• Nagle mąż zaczął gotować.

• Nagle życie nabrało smaku.

Zupa bulgocze.

Ekran świeci.

Ty zaczynasz myśleć.

To nie wygląda jak sprzęt.

To wygląda jak obietnica.

Najlepsze w tym pokazie jest to, że nikt nie mówi wprost o cenie.

Cena pojawia się jak deser.

Na końcu.

Kiedy jesteś już najedzony.

Kiedy śmiejecie się razem.

Kiedy czujesz się częścią czegoś większego.

Bo pokaz to wspólnota.

Siedzicie przy jednym stole.

Degustujecie.

Komentujecie.

„Wow, jakie puszyste.”

„Nie wierzę, że samo to zrobiło.”

„To by mi uratowało święta.”

I wtedy wchodzi Excel.

Rozpiska.

Raty.

„To tylko tyle miesięcznie.”

Słowo „tylko” w ustach sprzedawcy znaczy coś zupełnie innego niż w twojej aplikacji bankowej.

• Tylko tyle, ile wydajesz na kawę.

• Tylko tyle, ile kosztuje jeden obiad na mieście. • Tylko tyle, ile przepalasz w aucie.

• Tylko tyle, ile nie zauważysz.

Zauważysz.

Ale teraz jeszcze nie.

Teraz jesteś w euforii.

Bo pokaz jest zaprojektowany perfekcyjnie.

Najpierw smak.

Potem zachwyt.

Potem racjonalizacja.

Na końcu decyzja.

To jest struktura.

Nie improwizacja.

Konsultantka wie, kiedy zażartować.

Wie, kiedy przyspieszyć.

Wie, kiedy spojrzeć w oczy i powiedzieć:

„Naprawdę zmienia życie.”

To zdanie jest kluczowe.

Zmienia życie.

Nie ułatwia gotowania.

Nie przyspiesza przygotowania zupy.

Zmienia życie.

To ogromna obietnica jak na urządzenie, które waży kilka kilogramów i ma ostrza.

Ale nikt się nie śmieje.

Bo każdy chce, żeby coś zmieniło życie.

• Kredyt miał zmienić życie.

• Nowa praca miała zmienić życie.

• Siłownia miała zmienić życie.

• Teraz może blender.

I w tym momencie zaczynasz negocjować sam ze sobą.

Może faktycznie gotowałbym częściej.

Może dzieci jadłyby zdrowiej.

Może przestałbym zamawiać jedzenie.

Może byłbym bardziej zorganizowany.

Zauważ, że urządzenie jeszcze nie jest twoje.

A już projektujesz nową wersję siebie.

To jest magia pokazu.

Sprzedają przyszłość.

Nie metal.

Nie plastik.

Przyszłość.

Jest też element presji.

Delikatnej.

Subtelnej.

Ale wyczuwalnej.

• Promocja trwa tylko teraz.

• W tym miesiącu są gratisy.

• Mamy ostatnie miejsca w kalendarzu. • Dziś decyzja jest najkorzystniejsza.

To zawsze jest „teraz”.

Bo jeśli dasz sobie czas, możesz zacząć myśleć.

A myślenie jest wrogiem impulsu.

Najbardziej fascynujące jest jednak to, że pokaz nie kończy się decyzją.

On dopiero się zaczyna.

Bo jeśli kupisz, stajesz się historią sukcesu.

Twoje mieszkanie może być kolejną sceną.

Twoi znajomi kolejną publicznością.

System działa, bo klient staje się ambasadorem.

To genialne.

• Kupujesz produkt.

• Stajesz się reklamą.

• Zapraszasz innych.

• System rośnie.

I nikt nie czuje się sprzedawcą.

Każdy czuje się polecającym.

„Ja tylko pokazuję, jak to działa.”

To brzmi niewinnie.

Ale to najskuteczniejsza forma sprzedaży.

Bo kiedy poleca znajoma, wyłączasz czujność.

Przecież ona nie chce cię naciągnąć.

Ona chce się podzielić.

Sukcesem.

Smakiem.

Lepszym życiem.

I tu pojawia się moment, który jest najbardziej ludzki.

Moment, w którym boisz się odmówić.

Bo jeśli powiesz „nie”, możesz poczuć się jak ktoś, kto nie wierzy.

Kto nie chce się rozwijać.

Kto nie inwestuje w rodzinę.

To absurdalne.

A jednak działa.

• Nie chcesz wyjść na skąpego.

• Nie chcesz wyjść na zacofanego.

• Nie chcesz wyjść na tego, który nie ogarnia. • Nie chcesz wyjść poza wspólnotę.

Pokaz to nie sprzedaż urządzenia.

To test przynależności.

Czy jesteś jednym z nas?

Czy zostaniesz po drugiej stronie blatu?

I kiedy już podpiszesz.

Kiedy dostaniesz potwierdzenie.

Kiedy poczujesz lekkie ukłucie w żołądku, które nie ma nic wspólnego z zupą.

Zaczyna się nowy etap.

Obrona decyzji.

Bo od tej chwili będziesz tłumaczyć.

Znajomym.

Rodzinie.

Sobie.

Będziesz opowiadać o funkcjach.

O oszczędności.

O wygodzie.

Nie dlatego, że ktoś pyta.

Ale dlatego, że musisz utwierdzić siebie.

Pokaz, który miał zmienić życie, zmienia coś innego.

Sposób, w jaki myślisz o wydanych pieniądzach.

Sposób, w jaki patrzysz na kuchnię.

Sposób, w jaki reagujesz na krytykę.

Bo jeśli ktoś powie: „To tylko drogi garnek”, poczujesz się dotknięty.

Nie dlatego, że to nieprawda.

Tylko dlatego, że to zbyt proste.

A przecież to miało być coś więcej.

Pokaz nie kończy się przy stole.

On zostaje w głowie.

Jak zapach świeżego chleba.

Albo jak myśl:

„Może jednak powinniśmy.”

I to „powinniśmy” jest najdroższe.