29,99 zł
Rodzicielstwo miało być spełnieniem.
Miało być najpiękniejszą przygodą życia.
Miało nadać sens.
Ale nikt nie mówił, że po drodze możesz zgubić siebie.
„Brutalna prawda o rodzicielstwie” to bezlitosna, ironiczna i momentami niewygodna analiza tego, co dzieje się z dorosłym człowiekiem, gdy zostaje rodzicem. To książka o zmęczeniu, winie, presji, utracie tożsamości, lęku o przyszłość i cichych tęsknotach, których nie wypada wypowiadać na głos.
To NIE jest poradnik.
To NIE jest coaching.
To NIE jest terapia.
To jest lustro.
Jeśli choć raz pomyślałeś:
• „Nie mam dziś siły.”
• „Tęsknię za dawnym sobą.”
• „Czy robię wystarczająco dużo?”
to ta książka jest o tobie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 74
Rok wydania: 2026
Mówili ci, że to najpiękniejsza przygoda życia.
Nie mówili, że to również najdłuższy maraton tożsamościowy, w którym gubisz siebie gdzieś między pieluchą a kredytem.
Rodzicielstwo sprzedaje się jak wakacje all inclusive.
Na zdjęciach: uśmiechnięte twarze, czyste dzieci, pastelowe koce.
W rzeczywistości: niewyspanie, napięcie i cicha żałoba po własnym czasie.
• Nikt nie mówi, że pierwszą rzeczą, którą tracisz, jest cisza.• Drugą jest spontaniczność.• Trzecią jest wersja ciebie, która miała jakieś hobby.
Zostajesz z kimś, kto mówi „mama” albo „tata”, jakby to było twoje nowe imię.
I w pewnym sensie jest.
Twoje stare imię funkcjonuje już tylko w dokumentach i w mailach z pracy.
Reszta świata widzi w tobie funkcję.
Nie osobę.
Funkcję.
Rodzicielstwo to jedyny projekt, w którym wszyscy oczekują perfekcji od kogoś, kto działa na dwóch godzinach snu.
• Masz być cierpliwy.• Masz być empatyczny.• Masz być dostępny emocjonalnie.• Masz nie krzyczeć.• Masz nie mieć żalu.
Masz być lepszą wersją siebie.
Codziennie.
Bez aktualizacji systemu.
Bez przerwy technicznej.
Bez instrukcji.
Największy paradoks?
Kochasz to dziecko bardziej niż cokolwiek wcześniej.
I jednocześnie tęsknisz za życiem, które miałeś przed nim.
Nie wolno mówić tego drugiego na głos.
Bo wtedy patrzą.
Jakbyś był niewdzięczny.
Jakbyś nie rozumiał, że „dzieci to sens życia”.
• Sens życia nie powinien wymagać 24-godzinnego dyżuru.• Sens życia nie powinien sprawiać, że chowasz się w łazience dla pięciu minut samotności.• Sens życia nie powinien oznaczać, że liczysz minuty do snu jak więzień.
Ale liczysz.
Wszyscy liczą.
Tylko nikt się nie przyznaje.
Rodzicielstwo to także konkurs porównań.
Czy twoje dziecko mówi szybciej.
Czy chodzi wcześniej.
Czy je zdrowiej.
Czy śpi dłużej.
Czy ty jesteś bardziej „świadomym rodzicem” niż inni.
• Wychowujesz dziecko.• Ale jednocześnie wychowujesz swój wizerunek.• I karmisz go lajkami.
Masz aplikacje do monitorowania snu dziecka.
Nie masz aplikacji do monitorowania własnego rozpadu.
Nikt nie ostrzega, że po drodze przestajesz być partnerem, a zaczynasz być zespołem logistycznym.
Związek zamienia się w harmonogram.
Romantyzm w checklistę.
• Kto odbiera.• Kto kąpie.• Kto wstaje.• Kto jest bardziej zmęczony.
Miłość nie znika.
Zmienia formę.
Na bardziej użytkową.
Na bardziej zmęczoną.
Na bardziej milczącą.
Rodzicielstwo to stan permanentnej odpowiedzialności.
Nie ma „wyloguj”.
Nie ma „trybu samolotowego”.
Nie ma „wrócę później”.
• Twoje emocje muszą poczekać.• Twoje kryzysy muszą poczekać.• Twój rozwój osobisty musi poczekać.
Dziecko nie czeka.
Świat nie czeka.
Ty uczysz się funkcjonować w trybie niedokończonym.
W trybie pół.
Pół-sen.
Pół-koncentracja.
Pół-cierpliwość.
A jednak, gdy zasypia.
Patrzysz na tę małą istotę.
I czujesz coś tak pierwotnego, że aż boli.
I wiesz.
Że jutro znowu wstaniesz.
Zrobisz to wszystko jeszcze raz.
I jeszcze.
I jeszcze.
Bo brutalna prawda jest taka:
Rodzicielstwo nie odbiera ci życia.
Ono je przepisuje.
A ty przez długi czas próbujesz znaleźć w tym tekście swoje imię.
Zaczyna się niewinnie.
„Teraz najważniejsze jest dziecko.”
Brzmi szlachetnie.
Brzmi odpowiedzialnie.
Brzmi jak cytat z kubka w sklepie z eko-zabawkami.
I wiesz co?
To prawda.
Dziecko jest najważniejsze.
Problem w tym, że z tego zdania bardzo szybko robi się inne:
„Ja nie jestem już ważny.”
I nikt nie zauważa momentu, w którym przestajesz mówić „ja”.
Zaczynasz mówić „my”.
My nie możemy.
My nie damy rady.
My mamy drzemkę.
My mamy kolkę.
My nie wychodzimy.
• Twoje potrzeby zaczynają brzmieć jak fanaberia.• Twoje zmęczenie jak słabość.• Twoje marzenia jak egoizm.
Wchodzisz w tryb „dla dobra dziecka”.
To bardzo niebezpieczny tryb.
Bo jest nie do podważenia.
Kto odważy się powiedzieć, że coś nie jest „dla dobra dziecka”?
W imię tego dobra:
Rezygnujesz z wyjazdu.
Rezygnujesz ze spotkań.
Rezygnujesz z hobby.
Rezygnujesz z ciszy.
Rezygnujesz z siebie.
I robisz to z poczuciem moralnej wyższości.
Bo przecież jesteś odpowiedzialny.
Dojrzały.
Świadomy.
• Tylko nikt nie mówi, że po kilku latach możesz nie pamiętać, kim byłeś przedtem.• Nikt nie mówi, że tożsamość nie znika z hukiem, tylko wyparowuje po cichu.• Nikt nie mówi, że „poświęcenie” ma swoją cenę.
Cena to frustracja, która nie ma gdzie wyjść.
Nie możesz jej wylać na dziecko.
Nie możesz jej wylać na partnera.
Nie możesz jej wylać na świat.
Więc wlewasz ją w siebie.
I udajesz, że to miłość.
Rodzicielstwo bardzo szybko staje się konkursem cierpliwości.
Wygrywa ten, kto mniej narzeka.
Wygrywa ten, kto mniej potrzebuje.
Wygrywa ten, kto bardziej się poświęca.
• Zaczynasz być dumny z tego, że nie śpisz.• Zaczynasz być dumny z tego, że nie masz czasu.• Zaczynasz być dumny z tego, że „ogarniesz wszystko”.
To nie jest siła.
To jest tryb przetrwania w ładnym opakowaniu.
Najbardziej ironiczne jest to, że dziecko wcale nie potrzebuje twojego zniknięcia.
Potrzebuje ciebie.
Prawdziwego.
Nie wypalonego.
Nie cichego.
Nie zredukowanego do funkcji logistycznej.
Ale kultura rodzicielska mówi coś innego.
Mówi:
„Dobry rodzic zawsze stawia dziecko na pierwszym miejscu.”
Zawsze.
To słowo jest zabójcze.
Bo „zawsze” oznacza, że nigdy nie jesteś pierwszy.
Nigdy nie jesteś drugi.
Czasem nawet nie jesteś na liście.
• Twój odpoczynek staje się luksusem.• Twoje wyjście bez dziecka staje się tematem do obrony.• Twoja potrzeba samotności staje się podejrzana.
„Nie tęsknisz?”
Tęsknisz.
Ale tęsknisz też za sobą.
I to jest zdanie, którego nie wypowiadasz.
Bo brzmi jak zdrada.
Po drodze zaczynasz żyć w trybie odroczonym.
„Jak podrośnie.”
„Jak pójdzie do przedszkola.”
„Jak będzie łatwiej.”
• Odkładasz swoje życie na później.• Odkładasz swoje ambicje na później.• Odkładasz swoje potrzeby na później.
Później jest bardzo wygodnym słowem.
Później może nigdy nie nadejść.
Najgorsze nie jest zmęczenie.
Najgorsze jest to, że zaczynasz wierzyć, że tak ma być.
Że dorosłość to rezygnacja.
Że odpowiedzialność to wymazanie siebie.
Że bycie dobrym rodzicem oznacza bycie niewidzialnym człowiekiem.
A potem któregoś dnia łapiesz się na czymś małym.
Nie wiesz, jakiej muzyki teraz słuchasz.
Nie wiesz, co cię naprawdę cieszy.
Nie wiesz, co robisz dla siebie.
• Twoje rozmowy krążą wyłącznie wokół dziecka.• Twoje plany są podporządkowane harmonogramowi drzemek.• Twoje decyzje filtrujesz przez pytanie: „Czy to jest rozsądne?”
Rozsądne bardzo często znaczy: bezpieczne, przewidywalne, nudne.
To nie jest oskarżenie.
To obserwacja.
Rodzicielstwo ma w sobie ogromną miłość.
Ale ma też ogromny potencjał do samozaniku.
I nikt nie rozdaje mapy, jak nie zniknąć całkowicie.
Bo oficjalna narracja jest prosta:
„To minie.”
Owszem.
Minie etap pieluch.
Miną pobudki.
Miną kolki.
Nie minie fakt, że przez lata ćwiczyłeś życie w trybie „nie-ja”.
I teraz musisz sobie przypomnieć, kim jesteś.
Bez instrukcji.
Bez tutorialu.
Bez gwarancji, że to jeszcze gdzieś tam jest.
Brutalna prawda?
Rodzicielstwo nie zabiera cię w całości.
Ono powoli przesuwa cię na margines.
A ty bijesz brawo.
Bo przecież robisz to z miłości.
I z poczucia obowiązku.
I z lęku, że jeśli postawisz siebie choćby o pół kroku wyżej, świat nazwie cię złym rodzicem.
A może najgorsze nie jest to, że stawiasz siebie niżej.
Może najgorsze jest to, że przestajesz pamiętać, że w ogóle masz prawo stać gdziekolwiek.
Przed dzieckiem byliście parą.
Po dziecku jesteście systemem operacyjnym.
Wersja 1.0 miała namiętność.
Wersja 2.0 ma kalendarz współdzielony.
Miłość nie znika.
Ona się przepoczwarza.
W coś bardziej praktycznego.
W coś, co działa.
Ale niekoniecznie żyje.
Na początku mówicie: „Dam radę, przecież się kochamy.”
I to jest prawda.
Kochacie się.
Tylko że teraz miłość musi konkurować z niewyspaniem.
Z obowiązkami.
Z rachunkami.
Z krzykiem o 3:17 w nocy.
• Namiętność nie lubi pobudek o świcie.• Flirt nie rozwija się w oparach kaszki i zmęczenia.• Seks nie jest spontaniczny, kiedy w głowie masz listę zakupów.
Związek zaczyna działać jak firma.
Macie podział ról.
Macie zakres obowiązków.
Macie napięcia w zespole.
I nie macie działu HR.
Zaczyna się od drobiazgów.
„Dlaczego ja znowu wstaję?”
„Dlaczego ty masz więcej czasu?”
„Dlaczego ja jestem bardziej zmęczony?”
To nie są pytania.
To są ukryte oskarżenia.
• Zmęczenie staje się walutą.• Kto bardziej zmęczony, ten bardziej pokrzywdzony.• Kto bardziej pokrzywdzony, ten ma rację.
Nie kłócicie się o wielkie sprawy.
Kłócicie się o detale.
O ton głosu.
O to, kto zapomniał kupić mleko.
O to, kto „zawsze” i kto „nigdy”.
Słowa „zawsze” i „nigdy” robią w związku więcej szkód niż brak randek.
A randek brakuje.
Bo randka wymaga energii.
A energia jest towarem deficytowym.
Zaczynacie mówić o dziecku więcej niż do siebie.
Wasze rozmowy wyglądają tak:
„Zjadł?”
„Spał?”
„Kupiliśmy?”
„Zapłaciłeś?”
Komunikacja funkcjonalna.
Efektywna.
Sucha.
• Przestajecie pytać: „Jak się czujesz?”• Przestajecie słuchać odpowiedzi.• Przestajecie być ciekawi siebie nawzajem.
Bo znacie się już „na wylot”.
A prawda jest taka, że znacie tylko wersję zmęczoną.
Związek po dziecku to często zderzenie dwóch rozczarowań.
Ty myślisz: „Miał/a być bardziej wyrozumiały/a.”
On/ona myśli: „Miał/a być bardziej obecny/a.”
Oboje myślicie, że dajecie z siebie wszystko.
Oboje czujecie, że to za mało.
Największa pułapka?
Milczenie.
Nie to spokojne.
To napięte.
To, które mówi: „Nie mam siły już tego tłumaczyć.”
• Przestajesz mówić o swoich potrzebach.• Przestajesz wierzyć, że ktoś je usłyszy.• Przestajesz próbować.
Wtedy związek zaczyna być poprawny.
Działa.
Funkcjonuje.
Spełnia normy.
Ale nie iskrzy.
Iskra wymaga przestrzeni.
