Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
To nie jest książka o platformie. To jest książka o mechanizmie, który potrzebował platformy, żeby stać się widoczny.
„Brutalna prawda o OnlyFans” rozbiera na czynniki pierwsze proces, który zaczyna się od decyzji wyglądającej na w pełni własną, a kończy się w miejscu, w którym granica między tym, co Twoje, a tym, co zostało ukształtowane przez system, przestaje być oczywista. To nie jest opowieść o moralności, wyborach ani ocenach, tylko precyzyjna analiza tego, jak działa widoczność, kiedy zostaje przeliczona na wartość, i co dzieje się z człowiekiem, kiedy zaczyna funkcjonować w tym układzie.
Każdy rozdział odsłania jeden konkretny mechanizm psychologiczny, pokazany w realnej sytuacji, bez ogólników i bez uproszczeń. Widzisz moment, w którym cisza przestaje być neutralna, w którym decyzje zaczynają być podejmowane szybciej niż refleksja, w którym zatrzymanie staje się trudniejsze niż kontynuowanie, i w którym zaczynasz negocjować ze sobą, zamiast wybierać. Widzisz też, jak zmęczenie przestaje być czytelne, jak pojawia się tęsknota za wcześniejszą wersją siebie, i jak próba powrotu okazuje się niepełna.
To książka, która nie daje komfortu, bo nie została napisana po to, żeby go dawać. Zamiast tego pokazuje strukturę, która działa niezależnie od tego, czy ją rozumiesz, i prowadzi Cię przez kolejne etapy, w których coś, co wydawało się oczywiste, przestaje takie być. Nie ma tu rozwiązań, bo nie o to chodzi. Jest za to moment, w którym zaczynasz widzieć rzeczy, których wcześniej nie widziałeś, i nie możesz już wrócić do stanu, w którym były niewidoczne.
To książka dla tych, którzy nie szukają odpowiedzi, tylko chcą zobaczyć mechanizm bez filtra, bez złagodzeń i bez ucieczki.
Publikacja została przygotowana z wykorzystaniem narzędzi wspomagających proces twórczy, w tym rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję. Ostateczna koncepcja, struktura i redakcja należą do autora.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 153
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Telefon leży na nocnym stoliku, ekran rozświetla półmrok pokoju, a palec przesuwa się po nim z mechaniczną precyzją, jakby należał do kogoś innego niż właściciel ciała, które już dawno powinno spać. Nie ma tu żadnego napięcia ani podniecenia, które mogłoby usprawiedliwić ten rytuał, jest tylko cicha potrzeba sprawdzenia, czy ktoś nowy zapłacił za dostęp, czy licznik subskrypcji drgnął choćby o jedną jednostkę, czy algorytm znów zdecydował, że warto pokazać twarz komuś, kto nigdy nie pozna jej w rzeczywistości. To nie jest moment słabości ani chwilowa ciekawość, tylko powtarzalny schemat zachowania, który działa jak system podtrzymywania sensu, bo bez tego sprawdzenia dzień wydaje się niepełny, a noc niedomknięta. Mechanizm jest prosty i dlatego tak trudny do zatrzymania - im częściej jest uruchamiany, tym bardziej przestaje być wyborem, a zaczyna być koniecznością, która nie wymaga już nawet uzasadnienia.
Na ekranie pojawiają się liczby, małe cyfry, które udają znaczenie, ale w rzeczywistości są tylko paliwem dla systemu, który nie zna pojęcia „wystarczająco”. Jedna nowa subskrypcja nie przynosi ulgi, tylko przesuwa punkt odniesienia, bo skoro była jedna, to mogłyby być dwie, a skoro były dwie, to dlaczego nie trzy, i w ten sposób każdy mikro sukces natychmiast zamienia się w nowy standard, który trzeba utrzymać lub przekroczyć. To nie jest ekonomia ani nawet próżność, tylko czysty mechanizm adaptacji, w którym nagroda traci wartość dokładnie w momencie, w którym zostaje osiągnięta. Problem polega na tym, że ciało reaguje na tę zmianę wolniej niż świadomość, więc wciąż szuka tego samego bodźca, który już dawno przestał działać, co prowadzi do powtarzania tych samych ruchów z coraz mniejszym efektem.
W tym miejscu pojawia się pierwszy paradoks, który napędza całą konstrukcję - im bardziej coś jest dostępne, tym bardziej traci wartość, ale im bardziej traci wartość, tym więcej trzeba tego produkować, żeby utrzymać uwagę. Osoba po drugiej stronie ekranu nie jest już jednostką, tylko ciągiem treści, które muszą być regularnie aktualizowane, żeby nie zniknąć w tle, a każde opóźnienie jest interpretowane jako spadek zainteresowania, nawet jeśli w rzeczywistości oznacza tylko zmęczenie. Mechanizm nie pozwala na przerwę, bo przerwa nie istnieje w logice platformy - istnieje tylko aktywność albo zniknięcie, a zniknięcie jest równoznaczne z utratą wszystkiego, co zostało zbudowane.
To nie jest historia o seksualności ani o pieniądzach, chociaż oba te elementy są obecne na każdym poziomie. To jest historia o uwadze, która została przekształcona w walutę, i o tożsamości, która została podporządkowana jej zdobywaniu, aż granica między „kim jestem” a „co publikuję” zaczyna się zacierać. Kiedy ktoś zaczyna myśleć o sobie w kategoriach tego, co generuje reakcję, a nie tego, co faktycznie czuje, dochodzi do przesunięcia, które jest prawie niewidoczne na początku, ale z czasem staje się dominujące. Problem polega na tym, że ten proces nie ma naturalnego punktu zatrzymania, bo każda nowa reakcja tylko potwierdza jego sens.
W praktyce oznacza to, że życie zaczyna być organizowane wokół potencjalnych treści, a nie rzeczywistych doświadczeń, bo każde wydarzenie jest jednocześnie materiałem, który można wykorzystać, i to wykorzystanie staje się ważniejsze niż samo przeżycie. Spacer nie jest już spacerem, tylko okazją do stworzenia czegoś, co przyciągnie uwagę, a rozmowa przestaje być rozmową, jeśli nie może zostać przekształcona w coś, co da się pokazać innym. Mechanizm działa tutaj jak filtr, który przepuszcza tylko to, co ma potencjał sprzedażowy, a resztę uznaje za zbędną, co z czasem prowadzi do zawężenia doświadczenia do tego, co jest opłacalne.
Jednocześnie po drugiej stronie ekranu istnieje inny mechanizm, który jest równie istotny, choć mniej widoczny, bo dotyczy odbiorcy, a nie twórcy. Osoba, która płaci za dostęp, nie kupuje tylko treści, ale również iluzję relacji, która jest na tyle przekonująca, żeby uruchomić emocjonalne zaangażowanie, ale na tyle kontrolowana, żeby nigdy nie wymknęła się spod kontroli. To nie jest klasyczna forma bliskości, tylko jej symulacja, która działa dzięki temu, że jest jednostronna i bezpieczna, bo nie wymaga ryzyka odrzucenia ani konfrontacji z rzeczywistością. Problem polega na tym, że mózg nie rozróżnia tych poziomów tak dobrze, jak chcielibyśmy wierzyć, więc reaguje na tę symulację tak, jakby była czymś realnym.
To prowadzi do sytuacji, w której obie strony uczestniczą w tej samej grze, ale z różnych powodów, które się wzajemnie napędzają. Twórca potrzebuje uwagi, żeby utrzymać swoją pozycję i dochód, a odbiorca potrzebuje iluzji bliskości, żeby wypełnić lukę, której nie potrafi lub nie chce zapełnić w inny sposób. Mechanizm działa, bo obie strony dostają coś, co na chwilę wygląda jak rozwiązanie, ale w rzeczywistości tylko pogłębia problem, który miał zostać rozwiązany. Im więcej razy jest powtarzany, tym bardziej utrwala przekonanie, że to jedyna dostępna droga.
W tym miejscu pojawia się kolejny poziom, który jest trudniejszy do zauważenia, bo dotyczy sposobu, w jaki człowiek zaczyna postrzegać siebie w tym systemie. Kiedy wartość zaczyna być mierzona reakcją innych, a nie wewnętrznym odczuciem, dochodzi do stopniowego przesunięcia punktu odniesienia, które sprawia, że własna opinia traci znaczenie, a opinia zewnętrzna staje się jedynym kryterium. To nie jest decyzja podjęta świadomie, tylko proces, który zachodzi przez powtarzalność i wzmocnienie, aż w pewnym momencie staje się oczywisty. Problem polega na tym, że w tym modelu nie istnieje stabilność, bo reakcje innych są zmienne i nieprzewidywalne.
Z czasem prowadzi to do sytuacji, w której każdy spadek zainteresowania jest interpretowany nie jako zmiana algorytmu czy przypadek, ale jako dowód na to, że coś jest nie tak z osobą, która te treści tworzy. To jest moment, w którym mechanizm przestaje być zewnętrzny i zaczyna działać od środka, bo krytyka nie musi już przychodzić z zewnątrz, żeby była odczuwalna. Wystarczy brak reakcji, cisza, która w tym systemie jest najgłośniejszym komunikatem, bo oznacza, że coś przestało działać. To właśnie ta cisza jest jednym z najbardziej destrukcyjnych elementów całej konstrukcji.
Nie chodzi tutaj o moralność ani o ocenę, bo te kategorie nie mają realnego znaczenia w kontekście mechanizmów, które działają niezależnie od tego, co ktoś uważa za słuszne. Chodzi o strukturę, która została zbudowana w taki sposób, żeby maksymalizować zaangażowanie, nawet jeśli odbywa się to kosztem stabilności psychicznej i relacyjnej uczestników. To nie jest błąd systemu, tylko jego funkcja, która działa dokładnie tak, jak została zaprojektowana, a każdy, kto w niej uczestniczy, staje się jej częścią, niezależnie od intencji.
Dlatego ta książka nie będzie próbą odpowiedzi na pytanie, czy to jest dobre czy złe, ani nie będzie próbą znalezienia wyjścia z sytuacji, która nie ma prostego rozwiązania. To będzie analiza mechanizmów, które sprawiają, że coś, co miało być wyborem, staje się koniecznością, a coś, co miało dawać kontrolę, zaczyna ją odbierać. Każdy rozdział będzie skupiał się na jednym z tych mechanizmów, rozbierając go na części i pokazując, w jaki sposób działa, dlaczego jest tak skuteczny i jaki koszt generuje, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wygląda jak coś neutralnego.
Nie będzie tu komfortu ani prostych wniosków, bo komfort jest jednym z elementów, które pozwalają tym mechanizmom działać bez oporu. Zamiast tego pojawi się napięcie, które wynika z konfrontacji z czymś, co jest jednocześnie znajome i trudne do zaakceptowania, bo dotyczy nie tylko platformy czy modelu biznesowego, ale sposobu, w jaki człowiek reaguje na uwagę, brak uwagi i wszystko, co znajduje się pomiędzy tymi dwoma stanami. To napięcie nie jest efektem ubocznym, tylko częścią procesu, który pozwala zobaczyć coś, co na co dzień pozostaje ukryte.
Jeśli więc pojawi się moment, w którym czytanie stanie się niewygodne, a myśl będzie chciała zostać odrzucona, to nie będzie to przypadek, tylko sygnał, że mechanizm został trafiony dokładnie tam, gdzie działa najmocniej. I to właśnie w tym miejscu zaczyna się właściwa część tej książki, która nie będzie próbowała niczego łagodzić ani upraszczać, tylko pokaże, jak bardzo precyzyjnie skonstruowany jest system, w którym uczestnictwo wygląda jak wybór, ale w rzeczywistości jest wynikiem szeregu nacisków, które działają jednocześnie na poziomie emocji, relacji i tożsamości.
Poranek zaczyna się od sprawdzenia telefonu jeszcze zanim ciało zdąży w pełni wrócić do świadomości, a oczy próbują złapać ostrość szybciej niż myśl zdąży sformułować pierwsze zdanie. Powiadomienia nie są już informacją, tylko wskaźnikiem stanu, czymś w rodzaju tętna, które mówi, czy system działa, czy zaczyna się rozpadać, bo brak nowych sygnałów oznacza nie ciszę, ale potencjalny problem. Ten moment nie jest neutralny ani niewinny, bo od niego zależy, w jakim stanie psychicznym rozpocznie się dzień, a ten stan nie wynika z wewnętrznego odczucia, tylko z zewnętrznej reakcji, która może się pojawić albo nie. Mechanizm działa tak, że zanim pojawi się jakakolwiek świadoma refleksja, ciało już reaguje napięciem, które jest proporcjonalne do tego, co pokaże ekran.
Pierwsze spojrzenie na liczby nie daje odpowiedzi, tylko generuje kolejne pytania, które natychmiast zaczynają się mnożyć, bo każda informacja jest jednocześnie interpretacją i oceną. Jeśli liczba subskrypcji wzrosła, pojawia się krótkie uczucie ulgi, które jednak nie trwa, bo zaraz po nim pojawia się potrzeba sprawdzenia, czy to wzrost trwały, czy tylko chwilowy skok, który zaraz się cofnie. Jeśli liczba się nie zmieniła albo spadła, pojawia się napięcie, które nie ma konkretnego kształtu, ale jest wystarczająco intensywne, żeby wymusić działanie. To nie jest racjonalna analiza, tylko reakcja na bodziec, który został zaprogramowany tak, żeby uruchamiać kolejne zachowania.
Mechanizm, który stoi za tym procesem, jest prosty, ale jego prostota jest właśnie powodem jego skuteczności, bo opiera się na zmiennym wzmocnieniu, które sprawia, że nagroda nie pojawia się regularnie, tylko losowo. To powoduje, że mózg nie może przewidzieć, kiedy dostanie to, czego szuka, więc próbuje częściej, zwiększając częstotliwość sprawdzania, publikowania i reagowania. W praktyce oznacza to, że każda interakcja staje się potencjalną nagrodą, a brak nagrody nie zatrzymuje działania, tylko je wzmacnia, bo zwiększa napięcie, które domaga się rozładowania. Problem polega na tym, że to napięcie nie ma naturalnego punktu zakończenia.
Z czasem dochodzi do sytuacji, w której uwaga przestaje być czymś, co można zdobyć i zatrzymać, a staje się czymś, co trzeba nieustannie podtrzymywać, bo jej brak jest odczuwany jak utrata, nawet jeśli nic konkretnego nie zostało odebrane. To jest moment, w którym waluta przestaje być stabilna, bo jej wartość zależy od ciągłego przepływu, a nie od stanu posiadania. W praktyce oznacza to, że nie istnieje moment, w którym można powiedzieć, że jest wystarczająco, bo każda ilość uwagi jest tylko chwilowym stanem, który zaraz zacznie się zmieniać. Mechanizm działa tutaj jak bieżnia, na której trzeba biec, żeby nie spaść.
Ta bieżnia nie jest jednak widoczna w sposób oczywisty, bo na poziomie powierzchni wszystko wygląda jak seria wyborów, które można podjąć albo nie. Można opublikować coś nowego albo zrobić przerwę, można odpowiedzieć na wiadomość albo ją zignorować, można wejść w interakcję albo się wycofać. Problem polega na tym, że każdy z tych wyborów ma konsekwencje, które są odczuwalne natychmiast albo z opóźnieniem, ale zawsze wracają jako informacja zwrotna, która wpływa na kolejne decyzje. To nie jest wolność w klasycznym sensie, tylko system, w którym każda decyzja jest sprzężona z reakcją, która kształtuje następne zachowanie.
W tym miejscu pojawia się pierwszy koszt, który nie jest widoczny na poziomie finansowym ani nawet emocjonalnym w oczywisty sposób, bo dotyczy sposobu, w jaki człowiek zaczyna organizować swoją uwagę. Kiedy uwaga innych staje się głównym źródłem wartości, własna uwaga zaczyna być traktowana jako narzędzie, które należy inwestować tam, gdzie przynosi największy zwrot. To oznacza, że momenty ciszy, nudy albo braku aktywności przestają być neutralne, a zaczynają być postrzegane jako strata, coś, co można było wykorzystać lepiej. Mechanizm działa tutaj jak filtr, który eliminuje wszystko, co nie generuje natychmiastowej reakcji.
• Każde spojrzenie na telefon przestaje być spontaniczne, a staje się częścią cyklu kontroli, który ma na celu sprawdzenie, czy system nadal działa.
• Każda publikacja przestaje być wyrazem czegokolwiek, a staje się testem, który ma pokazać, czy uwaga zostanie utrzymana na odpowiednim poziomie.
• Każda reakcja innych przestaje być informacją, a staje się wskaźnikiem wartości, który wpływa na sposób postrzegania siebie.
• Każdy brak reakcji przestaje być neutralny, a staje się sygnałem, który wymaga interpretacji i często prowadzi do nadmiernych wniosków.
Ten zestaw zachowań nie pojawia się od razu w pełnej formie, tylko rozwija się stopniowo, w miarę jak system nagradza określone działania i ignoruje inne. Na początku może wyglądać jak ciekawość albo chęć sprawdzenia, jak działa platforma, ale z czasem przekształca się w schemat, który działa automatycznie, bez potrzeby świadomego uruchamiania. To jest moment, w którym mechanizm przestaje być narzędziem, a zaczyna być środowiskiem, w którym funkcjonuje człowiek, a zmiana tego środowiska wymaga czegoś więcej niż decyzji.
Jednocześnie uwaga nie jest zasobem nieskończonym, co oznacza, że jej ciągłe kierowanie na zewnątrz ma swoją cenę, która nie zawsze jest widoczna od razu. Kiedy większość energii jest inwestowana w monitorowanie reakcji innych, zaczyna brakować przestrzeni na przetwarzanie własnych doświadczeń, co prowadzi do sytuacji, w której emocje nie są przeżywane, tylko zarządzane w kontekście tego, jak mogą zostać pokazane. To nie jest świadoma manipulacja, tylko efekt uboczny systemu, który premiuje to, co widoczne, a ignoruje to, co prywatne.
W praktyce oznacza to, że granica między tym, co rzeczywiste, a tym, co prezentowane, zaczyna się zacierać, bo oba te poziomy zaczynają się przenikać w sposób, który trudno oddzielić. Kiedy coś się wydarza, pierwszą reakcją nie jest już doświadczenie tego wydarzenia, tylko myśl o tym, jak może zostać wykorzystane jako treść, co zmienia sposób, w jaki jest przeżywane. Mechanizm działa tutaj jak filtr interpretacyjny, który nadaje znaczenie wydarzeniom nie na podstawie ich wartości dla osoby, która je przeżywa, ale na podstawie ich potencjału do generowania uwagi.
To prowadzi do kolejnego poziomu, który dotyczy relacji, bo kiedy uwaga staje się walutą, relacje zaczynają być oceniane pod kątem tego, ile tej waluty generują albo ile jej wymagają. Spotkanie z kimś może być postrzegane jako okazja do stworzenia czegoś, co przyciągnie uwagę, albo jako strata czasu, jeśli nie ma takiego potencjału, co zmienia sposób, w jaki ludzie są traktowani. To nie jest cynizm w klasycznym sensie, tylko efekt uboczny systemu, który przekształca wszystko w funkcję.
• Relacje zaczynają być filtrowane przez ich potencjał do generowania treści, co zmienia ich pierwotny sens.
• Spotkania przestają być celem samym w sobie, a stają się środkiem do osiągnięcia innego celu.
• Ludzie przestają być postrzegani jako jednostki, a zaczynają być postrzegani jako elementy, które mogą coś wnieść do systemu.
• Bliskość przestaje być spontaniczna, a zaczyna być zarządzana w kontekście tego, co można z niej uzyskać.
Ten proces nie jest jednak jednostronny, bo dotyczy również osób, które konsumują treści, a nie tylko tych, które je tworzą. Odbiorca również funkcjonuje w systemie, w którym uwaga jest walutą, ale jego rola polega na jej dystrybucji, co daje mu poczucie kontroli, które jest jednak ograniczone. Kiedy ktoś decyduje się zapłacić za dostęp, nie kupuje tylko treści, ale również możliwość wpływania na to, co będzie publikowane, bo jego reakcje są częścią systemu, który kształtuje zachowanie twórcy. To jest subtelna forma władzy, która działa, nawet jeśli nie jest świadomie rozpoznawana.
Problem polega na tym, że ta władza jest iluzoryczna, bo choć daje poczucie wpływu, to w rzeczywistości jest częścią większego mechanizmu, który działa według własnych zasad. Odbiorca może zdecydować, co obejrzy i na co zareaguje, ale nie ma wpływu na to, jak system interpretuje te reakcje i jak je wykorzystuje do kształtowania kolejnych treści. To oznacza, że zarówno twórca, jak i odbiorca są jednocześnie uczestnikami i elementami systemu, który działa niezależnie od ich intencji.
W tym miejscu uwaga przestaje być tylko walutą, a staje się środowiskiem, w którym funkcjonują obie strony, co oznacza, że nie można się z niej po prostu wycofać bez konsekwencji. Wycofanie się oznacza utratę dostępu do systemu, który stał się głównym źródłem wartości, co jest odczuwane jako strata, nawet jeśli w rzeczywistości oznacza odzyskanie czegoś innego. Mechanizm działa tutaj jak zamknięty obieg, w którym wyjście jest możliwe, ale wiąże się z kosztami, które nie są oczywiste na pierwszy rzut oka.
Na końcu tego procesu pojawia się cicha refleksja, która nie ma formy konkretnej myśli, tylko raczej odczucia, że coś w tym wszystkim nie działa tak, jak powinno, mimo że na poziomie powierzchni wszystko wygląda poprawnie. To jest moment, w którym mechanizm zaczyna być widoczny, ale jego rozpoznanie nie oznacza jeszcze zmiany, bo zmiana wymaga czegoś więcej niż świadomości. Wymaga przerwania cyklu, który został wzmocniony przez setki powtórzeń, a to nie jest coś, co dzieje się automatycznie.
Wieczór zaczyna się od wiadomości, która nie wygląda jak coś istotnego, bo jest krótka, niemal neutralna, ale jej pojawienie się zmienia tempo myślenia w sposób natychmiastowy. To nie jest komunikat, który niesie treść, tylko sygnał, że ktoś po drugiej stronie pamięta, reaguje, istnieje w tym samym układzie, co uruchamia reakcję, której nie da się łatwo zatrzymać. Odpowiedź nie jest przemyślana ani zaplanowana, tylko pojawia się szybciej, niż można by się spodziewać, jakby była przygotowana wcześniej i tylko czekała na impuls. To nie jest spontaniczność, tylko efekt wyuczonego schematu, który łączy kontakt z natychmiastowym działaniem.
Ta wymiana nie jest rozmową w klasycznym sensie, bo nie rozwija się w kierunku pogłębienia, tylko utrzymania ciągłości, która sama w sobie staje się celem. Każde kolejne zdanie nie wnosi nowej treści, tylko potwierdza, że relacja nadal istnieje, nawet jeśli nie ma realnego fundamentu poza tym potwierdzeniem. Mechanizm działa tutaj na zasadzie mikro sygnałów, które są wystarczające, żeby podtrzymać poczucie obecności, ale zbyt powierzchowne, żeby stworzyć coś trwałego. Problem polega na tym, że to poczucie obecności jest odbierane jako coś znaczącego, mimo że jego struktura nie pozwala na rozwój.
To, co w tym momencie wydaje się niewinne, jest w rzeczywistości precyzyjnie skonstruowaną formą kontaktu, która eliminuje ryzyko, ale zachowuje emocjonalny efekt. Nie ma tu miejsca na niezręczność, konflikt ani konfrontację, bo wszystko jest filtrowane przez interfejs, który pozwala kontrolować tempo, treść i moment odpowiedzi. To daje poczucie bezpieczeństwa, które jest jednym z głównych powodów, dla których ten mechanizm działa tak skutecznie, bo umożliwia doświadczenie czegoś, co przypomina relację, bez konieczności ponoszenia kosztów, które są z nią związane w rzeczywistości.
Jednocześnie ta kontrola ma swoją cenę, która nie jest widoczna od razu, bo dotyczy tego, co zostaje wyeliminowane w tym procesie. Kiedy kontakt jest pozbawiony ryzyka, traci również głębię, która wynika z nieprzewidywalności i konieczności reagowania na coś, czego nie można w pełni kontrolować. Mechanizm działa tutaj jak filtr, który usuwa wszystko, co mogłoby zakłócić płynność interakcji, co prowadzi do sytuacji, w której relacja staje się płaska, ale jednocześnie wystarczająco stymulująca, żeby była podtrzymywana.
