29,99 zł
Marzenia miały być paliwem.
Stały się presją.
Miały dawać kierunek.
Zaczęły wyznaczać wartość.
W świecie, w którym każdy „zmierza”, „rośnie” i „buduje”, brak wielkiej wizji wygląda jak wada charakteru. Ta książka rozbiera ten mit bez litości.
To nie jest poradnik.
To nie jest coaching.
To nie jest motywacyjna bajka.
To bezlitosna analiza tego, jak marzenia stały się:
• narzędziem kontroli społecznej,
• paliwem dla porównań,
• elegancką formą wstydu,
• projektem naprawczym dla zranionego ego,
• luksusem dostępnym nie dla wszystkich.
„Brutalna prawda o marzeniach” pokazuje, że nie każde „chcę więcej” jest autentyczne. Czasem to echo cudzych ambicji. Czasem strach przed przeciętnością. Czasem ucieczka od teraźniejszości.
A czasem po prostu zmęczenie byciem wiecznie „w drodze”.
Jeśli kiedykolwiek pomyślałeś:
„A co jeśli ja nie chcę aż tyle?”
ta książka jest o tobie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 85
Rok wydania: 2026
Mówili ci, że masz marzyć.
Że marzenia są paliwem.
Że bez marzeń człowiek jest jak samochód bez baku, tylko że bardziej smutny i z kredytem.
Nikt nie powiedział, że marzenia są też systemem kontroli.
Subskrypcją premium do wiecznego niezadowolenia.
Od dziecka pytają:„Kim chcesz zostać?”
Nie pytają:„Czy dasz radę żyć z tym, kim będziesz?”
Masz marzyć.Dużo.Głośno.Ambitnie.Instagramowo.
• Jeśli twoje marzenie nie da się sfotografować, prawdopodobnie jest za małe.• Jeśli nie budzi zazdrości, to chyba nie warto.• Jeśli nie wiąże się z sukcesem, pieniędzmi albo przynajmniej TEDx-em, to po co w ogóle żyjesz.
Marzenia są dziś walutą.
Wpisujesz je w bio.Mówisz o nich przy winie.Opowiadasz o nich ludziom, których nie lubisz, żeby ich trochę zabolało.
I każdego dnia czujesz, że jesteś „w drodze”.
W drodze do czegoś większego.Lepszego.Spektakularnego.
Tylko że ta droga nie ma końca.
Bo gdy osiągniesz jedno marzenie,natychmiast pojawia się następne.
Wyższe.Droższe.Bardziej efektowne.
• Marzenie o stabilnej pracy zamienia się w marzenie o własnej firmie.• Marzenie o własnej firmie zamienia się w marzenie o wolności finansowej.• Marzenie o wolności finansowej zamienia się w marzenie o tym, żeby nie mieć już żadnych marzeń, tylko święty spokój.
Tego ostatniego nie wolno mówić głośno.
Bo brzmi jak porażka.
Społeczeństwo nie znosi ludzi bez aspiracji.Bez wizji.Bez „projektu siebie”.
Masz być w procesie.Masz się rozwijać.Masz podnosić poprzeczkę.
A jeśli jej nie podnosisz, to znaczy, że się cofasz.
Marzenia stały się KPI dla duszy.
Nie spełniasz?Słabo zarządzasz sobą.
Nie realizujesz?Może za mało chcesz.
Nie czujesz już ekscytacji?Może potrzebujesz większego marzenia.
Większego.Jeszcze większego.Największego.
I tak rośnie nie tylko twoja lista celów.Rośnie też twoje poczucie niedosytu.
Bo marzenie zawsze jest o krok dalej.
Zawsze trochę poza zasięgiem.Zawsze minimalnie za drogie.Zawsze minimalnie za trudne.
To dlatego tak dobrze działa.
• Marzenie nigdy nie pozwala ci usiąść spokojnie.• Marzenie zawsze szepcze, że mógłbyś więcej.• Marzenie jest subtelną formą wstydu w eleganckim opakowaniu.
Nie chodzi o to, żebyś coś osiągnął.
Chodzi o to, żebyś ciągle czuł, że jeszcze nie.
I właśnie o tym jest ta książka.
O marzeniach, które karmią się twoim niedosytem.
O wizjach, które są piękne tylko z daleka.
O ambicji, która wygląda jak motywacja, a działa jak permanentne napięcie.
Nie będę ci mówić, żebyś przestał marzyć.
Nie będę cię też zachęcać, żebyś marzył odważniej.
To nie jest poradnik.
To sekcja zwłok twoich aspiracji.
Bez znieczulenia.
Bo może problemem nie jest to, że nie spełniłeś marzeń.
Może problemem jest to,że ktoś ci wmówił,że musisz je mieć.
I że bez nich jesteś nikim.
A teraz usiądź wygodnie.
Albo nie.
Bo będzie trochę niewygodnie.
Marzenie kiedyś było czymś intymnym.
Cichym.Osobistym.Trochę naiwnym.
Dziś marzenie jest produktem.
Ma opakowanie.Ma slogan.Ma target.
I ma cenę.
Nie kupujesz już tylko rzeczy.Kupujesz wizję siebie w przyszłości.
Lepszej wersji.Zrobionej w Photoshopie.
• Nie kupujesz kursu, kupujesz obietnicę nowego życia.• Nie kupujesz mieszkania, kupujesz status.• Nie kupujesz wakacji, kupujesz zdjęcie, które udowodni, że żyjesz.
Marzenie jest dziś strategią marketingową.
Reklama nie sprzedaje ci przedmiotu.Reklama sprzedaje ci to, kim będziesz, gdy go kupisz.
Będziesz bardziej wolny.Bardziej atrakcyjny.Bardziej spełniony.
To nigdy nie jest wprost.
To jest subtelne.Miękkie.Uśmiechnięte.
Nikt nie mówi: „Kup to, bo jesteś niewystarczający.”
Mówią:„Zasługujesz na więcej.”
I nagle czujesz,że twoje obecne życie to wersja demo.
Że prawdziwe zacznie się dopiero wtedy,gdy spełnisz marzenie numer 17 z listy.
Problem polega na tym,że lista nigdy się nie kończy.
Bo rynek potrzebuje twojego niedosytu.
• Zadowolony człowiek jest fatalnym klientem.• Człowiek, który już „ma dość”, nie kupuje kolejnych wizji.• Człowiek spokojny jest ekonomicznie podejrzany.
Dlatego marzenia muszą być stale aktualizowane.
Jak aplikacje.Jak system operacyjny.Jak trendy.
Jeszcze pięć lat temu marzeniem było mieć mieszkanie.
Dziś marzeniem jest mieć mieszkanie, które wygląda jak Pinterest.
Jeszcze niedawno marzeniem była praca zdalna.
Dziś marzeniem jest pracować zdalnie z Bali, ale tak, żeby wszyscy wiedzieli.
Nie chodzi o to, żeby żyć.Chodzi o to, żeby żyć spektakularnie.
Bo zwykłe życie nie sprzedaje się dobrze.
Zwykłe życie nie robi zasięgów.
Zwykłe życie nie nadaje się na motywacyjny cytat.
• „Cieszę się spokojem” nie brzmi inspirująco.• „Zrezygnowałem z wyścigu” nie buduje marki osobistej.• „Wystarczy mi to, co mam” brzmi jak przegrana.
Więc marzysz.
Bo tak trzeba.
Bo wszyscy marzą.
Bo jeśli nie marzysz,to znaczy, że się poddałeś.
A poddanie się jest dziś największym grzechem.
Nie wolno przestać chcieć.
Nie wolno przestać aspirować.
Nie wolno przestać wierzyć,że gdzieś tam czeka na ciebie „więcej”.
To „więcej” jest jak horyzont.
Im szybciej biegniesz,tym bardziej się oddala.
I to jest genialne.
Bo system nie potrzebuje, żebyś coś osiągnął.
System potrzebuje, żebyś ciągle gonił.
• Marzenie trzyma cię w ruchu.• Ruch generuje konsumpcję.• Konsumpcja napędza kolejne marzenia.
Zamknięte koło.
Eleganckie.Efektywne.Dochowne.
Najbardziej przewrotne jest to,że często nawet nie wiesz, czy to twoje marzenie.
Czy naprawdę chciałeś tej kariery?Czy naprawdę chciałeś tego domu?Czy naprawdę chciałeś tej wersji siebie?
Czy może tylko zobaczyłeś ją tyle razy,że zaczęła wyglądać jak obowiązek.
Marzenia stały się benchmarkiem normalności.
Jeśli nie chcesz więcej,to coś z tobą nie tak.
Może masz za małą ambicję.Może jesteś leniwy.Może boisz się sukcesu.
Rzadko kto zadaje pytanie:a co jeśli to marzenie wcale nie było moje?
Co jeśli zostało mi sprzedanejak subskrypcja,którą odnawiam co miesiąc,bo boję się sprawdzić,kim jestem bez niej?
Marzenie jako produkt działa perfekcyjnie.
Bo nie kupujesz rzeczy.
Kupujesz nadzieję.
A nadzieja,jak wiadomo,ma najwyższą marżę.
Najbardziej niebezpieczne marzenia zaczynają się od zdania:
„Jak już będę…”
Jak już będę kimś.Jak już będę na swoim.Jak już będę zarabiał X.Jak już będę miał nazwisko, które coś znaczy.
Wtedy.
Wtedy zacznę żyć.
Na razie jestem w wersji roboczej.Wersja beta.Wersja „jeszcze nie”.
To „jeszcze” potrafi trwać całe dekady.
Bo bycie kimś to ruchomy cel.
• Gdy jesteś studentem, będziesz kimś, gdy skończysz studia.• Gdy skończysz studia, będziesz kimś, gdy dostaniesz pierwszą poważną pracę.• Gdy dostaniesz pracę, będziesz kimś, gdy awansujesz.
A gdy awansujesz?
Wtedy okaże się, że ktoś nad tobą jest bardziej „kimś”.
Więc marzenie aktualizuje się automatycznie.
Bycie kimś to kategoria społeczna.Nie wewnętrzna.
Nie czujesz, że jesteś kimś.Dopóki inni nie uznają, że jesteś.
Potrzebujesz dowodu.
Stanowiska.Metrażu.Liczby obserwujących.Kwoty na koncie.
Bo kimś jest ten, kogo widać.
Ten, o kim się mówi.Ten, kto „osiągnął”.
Słowo „osiągnąć” jest fascynujące.
Jakbyś miał coś złapać i przytrzymać.
Tylko że sukces ma konsystencję dymu.
Chwilę po tym, jak go dotkniesz, już go nie ma.
• Sukces przestaje smakować po kilku tygodniach.• Awans staje się nową normą szybciej, niż zdążysz go świętować.• Nowy poziom dochodu natychmiast rodzi nowy poziom wydatków.
I znowu jesteś „w drodze”.
W drodze do bycia kimś.
Najbardziej bolesne jest to,że często już jesteś kimś.
Ale to się nie liczy.
Bo to „kimś” nie ma odpowiedniego opakowania.
Nie świeci.Nie błyszczy.Nie robi wrażenia.
Masz rodzinę?To nie jest spektakularne.
Masz spokojną pracę?To nie inspiruje.
Masz zwykłe życie bez dramatów?To się nie klika.
Więc zaczynasz podejrzewać,że może coś z tobą nie tak.
Może za mało chcesz.Może za mało ryzykujesz.Może boisz się wyjść ze strefy komfortu.
Strefa komfortu.Najbardziej znienawidzone miejsce XXI wieku.
• Jeśli jest ci w miarę dobrze, to znaczy, że się nie rozwijasz.• Jeśli nie cierpisz w drodze do celu, to znaczy, że cel jest za mały.• Jeśli nie jesteś zmęczony, to znaczy, że za mało próbujesz.
Bycie kimś musi kosztować.
Czas.Relacje.Spokój.Zdrowie.
Bo inaczej nie jest wystarczająco heroiczne.
Nie ma legendy bez ofiary.
Problem polega na tym,że gdy już „będziesz kimś”,świat nie zatrzyma się,żeby ci pogratulować.
Świat powie:„I co dalej?”
I znowu jesteś w punkcie wyjścia.
Z nową poprzeczką.Z nowym marzeniem.Z nowym napięciem.
To jest wyścig bez mety.
Bo meta oznaczałaby,że można przestać.
A przestać znaczy wypaść z gry.
A wypaść z gry to dziś najgorszy scenariusz.
Nie boisz się porażki.Boisz się niewidzialności.
Boisz się, że jeśli nie będziesz kimś,to nikt nie zauważy, że w ogóle jesteś.
Więc budujesz siebie.
Projekt „Ja 2.0”.
Optymalizujesz.Szkolisz się.Porównujesz.
Porównywanie to paliwo marzeń.
Zawsze znajdzie się ktoś:młodszy,bogatszy,odważniejszy,bardziej „ogarnięty”.
• Porównanie zabija radość szybciej niż porażka.• Cudze sukcesy bolą bardziej niż własne błędy.• Scrollowanie to dziś forma autoagresji.
I tak powstaje paradoks.
Im bliżej jesteś bycia kimś,tym bardziej czujesz,że jeszcze nim nie jesteś.
Bo standard rośnie razem z tobą.
A może nawet szybciej.
Może problem nie polega na tym,że nie jesteś wystarczająco kimś.
Może problem polega na tym,że uwierzyłeś,że trzeba być kimś szczególnym,żeby mieć prawo do zwykłego spokoju.
Bo spokój bez sukcesu wygląda podejrzanie.
Jakbyś z czegoś zrezygnował.
Jakbyś przestał marzyć.
A przestać marzyć to,w dzisiejszej narracji,mała społeczna śmierć.
Więc dalej gonisz.
Dalej aktualizujesz wersję siebie.
Dalej odkładasz życie na później.
Bo przecież
jak już będziesz kimś,
to wtedy.
Nikt nie wręczył ci oficjalnej listy.
Nie było maila.Nie było regulaminu.Nie było podpisu.
A jednak ją masz.
W głowie.W tle.W standardzie.
Lista rzeczy, które „normalny człowiek” powinien chcieć.
Nie zastanawiasz się, skąd się wzięła.Po prostu zakładasz, że jest oczywista.
• Chcieć stabilności.• Chcieć rozwoju.• Chcieć związku.• Chcieć domu.• Chcieć więcej niż wczoraj.
To brzmi niewinnie.
Wręcz rozsądnie.
Problem zaczyna się wtedy,gdy przestajesz czuć, że to twoje.
Ale boisz się to zakwestionować.
Bo co jeśli nie chcesz domu?Co jeśli nie marzysz o dzieciach?Co jeśli nie masz w sobie ognia przedsiębiorczości?
Wtedy zaczyna się wewnętrzne śledztwo.
Czy coś ze mną nie tak?
Czy jestem wybrakowany?Czy jestem leniwy?Czy mam za małe ambicje?
Społeczeństwo nie mówi wprost:„Masz chcieć tego samego co wszyscy.”
Społeczeństwo pokazuje to tysiąc razy dziennie.
Na ekranie.W rozmowach.W sukcesach innych.
I nagle okazuje się,
