29,99 zł
To nie jest poradnik.
Nie znajdziesz tu jadłospisu.
Nie dostaniesz planu treningowego.
Dostaniesz coś gorszego.
Lustro.
„Brutalna prawda o diecie i odchudzaniu” obnaża to, o czym branża fitness woli milczeć: że większość naszych prób schudnięcia nie zaczyna się od zdrowia, tylko od wstydu. Że walka z kilogramami często jest walką z poczuciem „nie dość”. Że kontrola kalorii bywa próbą kontrolowania życia.
Ta książka rozbiera na czynniki pierwsze:
• mit silnej woli
• obsesję deficytu
• sezon bikini
• cheat day jako legalne poczucie winy
• porównywanie się do ciał z internetu
• uzależnienie od wagi łazienkowej
Jeśli kiedykolwiek zaczynałeś „od poniedziałku”,
jeśli odkładałeś życie „na moment, gdy schudniesz”,
jeśli jadłeś w ukryciu i obiecywałeś sobie, że to ostatni raz -
ta książka jest o tobie.
Będzie niewygodnie.
Będzie znajomo.
Będzie prawdziwie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 86
Rok wydania: 2026
Dieta zaczyna się w poniedziałek.
Zawsze w poniedziałek.
Bo w niedzielę jeszcze „dojadamy, żeby się nie zmarnowało”.
To jedno zdanie streszcza całą historię ludzkości.
Nie chodzi o jedzenie.Chodzi o nadzieję, że od jutra będziemy kimś lepszym.
Chudszym.Bardziej zdyscyplinowanym.W końcu „ogarniętym”.
W rzeczywistości nie chcesz schudnąć.
Chcesz przestać się wstydzić.
• W przymierzalni.• Na zdjęciach z wakacji.• Na rodzinnych imprezach.• We własnej głowie.
Dieta to nie jest plan żywieniowy.To projekt naprawy tożsamości.
Kupujesz e-booka.Zapisujesz się na wyzwanie.Instalujesz aplikację.Wyrzucasz cukier.
A potem stoisz o 22:47 w kuchni i jesz coś „na szybko”, żeby nikt nie widział.
Bo dieta nie walczy z tłuszczem.Dieta walczy z emocjami.
I przegrywa.
Świat diet to teatr.
Influencerka mówi, że „to nie jest dieta, to styl życia”.Trener mówi, że „wystarczy deficyt kaloryczny”.Psycholog mówi, że „musisz pokochać siebie”.
A ty patrzysz w lustro i liczysz centymetry.
• Brzuch.• Uda.• Podbródek.• Godność.
Odchudzanie jest jedyną dziedziną życia, w której człowiek jednocześnie nienawidzi siebie i wierzy w cud.
Kupujesz catering.Przestajesz jeść chleb.Przestajesz jeść po 18.Przestajesz jeść w ogóle.
A potem wracasz.
Bo ciało nie czyta motywacyjnych cytatów.Ciało chce przetrwać.
Dieta obiecuje kontrolę.Życie daje stres.
Dieta obiecuje nową wersję ciebie.Życie daje pizzę o 23:30.
Nie będę ci mówił, jak schudnąć.
Nie będę mówił, że „dasz radę”.Nie będę mówił, że „wystarczy chcieć”.
W tej książce nie ma przepisów.Nie ma jadłospisów.Nie ma planów treningowych.
Jest brutalna prawda.
O tym, że jedzenie stało się walutą emocji.O tym, że ciało jest billboardem społecznej presji.O tym, że większość diet nie jest o zdrowiu.
Jest o wstydzie.
• Wstydzie przed oceną.• Wstydzie przed byciem „za dużym”.• Wstydzie przed byciem „za mało zdyscyplinowanym”.• Wstydzie, który sprzedaje się w promocji 2+1.
Odchudzanie to biznes wart miliardy.Twoje poczucie winy to model subskrypcyjny.
Im częściej zaczynasz od nowa,tym więcej ktoś zarabia.
A ty?Ty liczysz kalorie i myślisz, że to twoja osobista porażka.
Nie jest.
To system, który nauczył cię wierzyć, że twoje ciało to projekt do poprawy.
Nie będziemy się tu oszukiwać.
Będzie niewygodnie.Będzie znajomo.Czasem będzie bolało.
Bo brutalna prawda o diecie i odchudzaniu jest taka:
To nie jest walka z kilogramami.
To jest walka z tym, kim myślisz, że powinieneś być.
I najgorsze jest to, że nawet gdy schudniesz -ta myśl zostaje.
Poniedziałek ma w sobie coś mistycznego.
To dzień resetu.Nowego początku.Czystej kartki.
I czystej lodówki.
W niedzielę wieczorem jesteś innym człowiekiem niż w poniedziałek rano.
W niedzielę planujesz.W poniedziałek walczysz.We wtorek negocjujesz.W środę kombinujesz.W czwartek jesteś zmęczony.W piątek zasługujesz.W weekend „i tak już przepadło”.
I cykl się zamyka.
Poniedziałek jest wygodny, bo jest odroczony.
Nie musisz zmieniać się dziś.Wystarczy, że zaplanujesz zmianę.
• Od jutra zero cukru.• Od jutra siłownia.• Od jutra 10 tysięcy kroków.• Od jutra nowa ja.
Dziś jeszcze można.
„Dziś jeszcze można” to najbardziej niedoceniany slogan branży dietetycznej.
W niedzielę jesz więcej, bo to „ostatni raz”.W niedzielę kupujesz więcej, bo „od jutra dieta”.W niedzielę robisz zakupy jak człowiek, który wyjeżdża na pustynię.
A potem w poniedziałek budzisz się z rzeczywistością.
Budzik dzwoni.Dziecko płacze.Mail już czeka.Szef chce raport.
Ty chcesz kawy.
I czegoś słodkiego.
Bo w teorii masz plan.W praktyce masz życie.
Dieta zakłada idealne warunki.Życie ich nie oferuje.
• Masz jeść co trzy godziny.• Masz pić dwa litry wody.• Masz trenować cztery razy w tygodniu.• Masz spać osiem godzin.
Masz.
Słowo „masz” brzmi jak wyrok.
Nie chodzi o brak wiedzy.Wiesz wszystko.
Wiesz, ile kalorii ma croissant.Wiesz, że cola zero to nie woda.Wiesz, że „tylko kawałek” to nie jest jednostka miary.
Problem nie leży w informacji.
Problem leży w tym, że jedzenie nie jest matematyczne.
Jedzenie jest emocjonalne.
Wracasz zmęczony.Ktoś cię wkurzył.Coś nie wyszło.
I nagle deficyt kaloryczny przegrywa z deficytem cierpliwości.
• Jedzenie uspokaja.• Jedzenie nagradza.• Jedzenie wypełnia ciszę.• Jedzenie nie ocenia.
Poniedziałek jest symbolem kontroli.A kontrola to iluzja.
Chcesz kontrolować ciało, bo nie kontrolujesz reszty.
Nie masz wpływu na inflację.Nie masz wpływu na politykę.Nie masz wpływu na to, co ludzie o tobie myślą.
Ale możesz nie zjeść bułki.
To daje poczucie mocy.
Do momentu, aż ją zjesz.
I wtedy czujesz nie tylko sytość.Czujesz porażkę.
Jedna bułka.Jedno ciastko.Jedna decyzja.
I narracja w głowie rusza:
• „Znowu zawaliłeś.”• „Nie masz silnej woli.”• „Inni potrafią.”• „Z tobą coś jest nie tak.”
Nie analizujesz tygodnia.Nie analizujesz stresu.Nie analizujesz kontekstu.
Analizujesz siebie.
Poniedziałek obiecuje czystość.Rzeczywistość jest brudna.
W pracy ktoś przynosi ciasto.Na mieście pachnie kebab.W domu czeka lodówka pełna „na wszelki wypadek”.
A ty próbujesz być silniejszy niż cały system.
System, który sprzedaje ci jednocześnie fast food i dietę.
To nie jest przypadek.
• Reklama mówi: „Zasługujesz.”• Druga reklama mówi: „Powinieneś wyglądać lepiej.”• Trzecia mówi: „Kup plan.”• Czwarta mówi: „Bądź sobą.”
Tylko nie taką wersją siebie.
Poniedziałek jest jak Nowy Rok w miniaturze.Krótki wybuch nadziei.
Potem codzienność.
Najgorsze jest to, że kiedy dieta się kończy, nie kończy się presja.
Presja wraca w lustrze.W komentarzu.W porównaniu do kogoś z Instagrama.
Więc znowu planujesz.
Kolejny poniedziałek.Kolejny start.Kolejne „tym razem na serio”.
Bo najłatwiej wierzyć w przyszłość.
Trudniej zaakceptować teraźniejszość.
Może problemem nie jest brak silnej woli.Może problemem jest to, że próbujesz naprawić swoje życie przez talerz.
A talerz nie jest terapeutą.
Poniedziałek nigdy nie nadchodzi w takiej formie, jaką sobie wyobrażasz.
Przychodzi zmęczony.Niedospany.Z kawą w ręku.
I z tym samym człowiekiem w środku.
Tylko trochę bardziej rozczarowanym.
Lustro nie mówi nic.
A i tak potrafi zrujnować poranek.
Wystarczy sekunda.Spojrzenie.Minimalne napięcie twarzy.
I już wiesz.
Nie tak miało być.
Nie taka wersja ciebie miała wyjść z tej diety.Nie taka sylwetka miała się pojawić po „ograniczeniu słodyczy”.Nie taki brzuch miał zostać po „tylu wyrzeczeniach”.
Lustro jest brutalne, bo nie negocjuje.
Nie mówi: „Dobrze wyglądasz jak na swój wiek.”Nie mówi: „Ważne, że jesteś zdrowy.”Nie mówi: „Liczy się wnętrze.”
Lustro pokazuje.
• Fałdę, którą próbujesz wciągnąć.• Udo, które nie współpracuje.• Ramiona, które miały być „bardziej jędrne”.• Twarz, która wygląda jakby wiedziała więcej niż ty.
Nie chodzi o centymetry.Chodzi o narrację.
Bo patrząc w lustro, nie widzisz tylko ciała.Widzisz historię swoich prób.
Pierwsza dieta w liceum.Druga przed wakacjami.Trzecia przed weselem.Czwarta po rozstaniu.Piąta „dla zdrowia”.
Każda miała być tą ostatnią.
Każda kończyła się powrotem do punktu wyjścia.Albo dalej.
Lustro nie ocenia.Ty oceniasz.
• „Powinno być lepiej.”• „Inni jakoś potrafią.”• „Może po prostu jestem leniwy.”• „Może to geny.”
Lustro to ekran, na którym wyświetlasz swoje przekonania.
Najgorsze jest porównanie.
Nie do siebie sprzed roku.Nie do siebie sprzed diety.
Do kogoś z internetu.
Kto ma światło ustawione pod odpowiednim kątem.Kto ma filtr.Kto ma pozę.Kto ma życie, które wygląda jak reklama smoothie.
Ty masz łazienkę.Zimne światło.Zmęczenie pod oczami.
I brzuch, który nie zna filtrów.
Porównywanie się to sport narodowy.
• Ona ma dwoje dzieci i wygląda jak modelka.• On ma 40 lat i sześciopak.• Tamta „po prostu zdrowo je”.• Tamten „po prostu ćwiczy”.
Słowo „po prostu” jest najokrutniejsze.
Bo sugeruje, że to łatwe.
Lustro nie pokazuje wysiłku.Nie pokazuje deficytu kalorycznego.Nie pokazuje porannego biegania w deszczu.
Pokazuje efekt.
A efekt nigdy nie jest wystarczający.
Bo gdy schudniesz pięć kilo, chcesz dziesięć.Gdy schudniesz dziesięć, widzisz „jeszcze tu”.Gdy dojdziesz do celu, boisz się przytyć.
Ciało staje się projektem bez końca.
• Jeszcze trochę.• Jeszcze jeden miesiąc.• Jeszcze jeden plan.• Jeszcze jedna aplikacja.
Lustro nie nagradza.
Nie mówi: „Gratulacje, starczy.”Nie mówi: „To już jest okej.”
Ty też nie mówisz.
Bo w głowie masz obraz idealny.Wersję siebie, która istnieje tylko w przyszłości.
Ta wersja wstaje bez wahania.Ta wersja nie podjada.Ta wersja nie je emocji.Ta wersja ma płaski brzuch i spokój w oczach.
Ta wersja nie istnieje.
Ale próbujesz ją dogonić.
Im bardziej próbujesz, tym bardziej oddala się obraz.
To nie jest problem z lustrem.To problem z oczekiwaniem.
Społeczeństwo nauczyło cię, że ciało jest wizytówką.
Twoja wartość wchodzi do pokoju przed tobą.W postaci sylwetki.
• Gruby znaczy niezdyscyplinowany.• Szczupły znaczy silny.• Umięśniony znaczy pracowity.• Otyły znaczy „coś z nim nie tak”.
To uproszczenie jest wygodne.
Nie trzeba znać historii.Wystarczy spojrzeć.
Lustro jest narzędziem kontroli.
Stajesz bokiem.Napinasz brzuch.Sprawdzasz profil.
Szukasz dowodu, że jesteś „bliżej celu”.
Czasem znajdziesz.
Częściej znajdziesz coś, co „trzeba poprawić”.
Wtedy wraca dieta.
Wraca plan.Wraca restrykcja.Wraca obietnica.
Bo skoro lustro pokazuje problem, to rozwiązaniem ma być dyscyplina.
Ale lustro nie pokazuje stresu.Nie pokazuje presji.Nie pokazuje twojej relacji z jedzeniem.
Pokazuje powierzchnię.
A ty próbujesz naprawić głębię przez powierzchnię.
Największy paradoks?
Nawet gdy ktoś mówi ci, że dobrze wyglądasz, nie wierzysz.
• „Tylko tak mówi.”• „Pewnie z grzeczności.”• „Nie widzi tego, co ja.”• „Nie zna mojej wagi.”
Lustro staje się bardziej wiarygodne niż ludzie.
Bo potwierdza to, co już myślisz.
Jeśli uważasz, że jesteś niewystarczający, lustro znajdzie dowód.
Zawsze znajdzie.
Nie chodzi o to, że chcesz być piękny.
Chcesz być akceptowalny.
A akceptacja została sprowadzona do rozmiaru.
Im mniejszy rozmiar, tym większa szansa na spokój.
Tylko że spokój nie zależy od rozmiaru.
To zdanie brzmi jak coaching.
Ale nim nie jest.
Bo możesz mieć idealne ciało i nadal nienawidzić swojego odbicia.
Wtedy lustro nie jest problemem.
Problemem jest głos w twojej głowie.
Ten, który mówi:
• „Jeszcze nie.”• „Jeszcze za mało.”• „Jeszcze trochę i wtedy…”
Tylko że „wtedy” nigdy nie przychodzi.
Lustro jest tylko szkłem.
To, co w nim widzisz, to opowieść, którą sobie sprzedajesz.
I dopóki ta opowieść brzmi: „Muszę być inny, żeby zasługiwać” -
żadna dieta nie wystarczy.
Głód jest prosty.
Burczy w brzuchu.Czujesz pustkę.Zjesz.Przechodzi.
To najuczciwsza relacja w twoim życiu.
Problem w tym, że większość twojego jedzenia nie ma nic wspólnego z głodem.
Jesz, bo coś się wydarzyło.
