Brutalna prawda o byciu prezesem - Czyli prawda o pięciu się na sam szczyt - Max Paradox - ebook

Brutalna prawda o byciu prezesem - Czyli prawda o pięciu się na sam szczyt ebook

Max Paradox

0,0

Opis

To nie jest książka o sukcesie.
To nie jest poradnik przywództwa.
To nie jest historia „od zera do bohatera”.

To brutalnie szczera prawda o tym, co naprawdę dzieje się na szczycie.

Samotność.
Presja.
Decyzje, które kosztują ludzi pracę.
Relacje, które się rozciągają.
Rodzina, która płaci część ceny.

Szczyt nie jest nagrodą.
Szczyt jest ciężarem.

Jeśli marzysz o stanowisku prezesa - przeczytaj.
Jeśli już nim jesteś - poczujesz, że ktoś wreszcie powiedział to głośno.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 85

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.


Podobne


INTRO

Chciałeś być na szczycie.

Nie dlatego, że kochasz odpowiedzialność.

Nie dlatego, że marzyłeś o zarządzaniu ludźmi.

Chciałeś być wyżej.

Wyżej niż oni.

Wyżej niż ci, którzy kiedyś cię ignorowali.

Wyżej niż twój były szef, który mówił: „Jeszcze nie jesteś gotowy”.

Dzisiaj jesteś gotowy.

Masz tytuł.

Masz gabinet.

Masz asystentkę, która mówi „panie prezesie” tonem, którego wcześniej nie znałeś.

Masz LinkedIna pełnego gratulacji.

Masz zdjęcie w marynarce, które wygląda jak okładka magazynu o sukcesie.

I masz coś jeszcze.

Ciszę.

Ciszę, której nikt nie opisał w broszurach motywacyjnych.

• Na szczycie jest więcej przestrzeni, ale mniej ludzi, którym możesz ufać.• Każde słowo waży więcej, więc zaczynasz mówić mniej.• Każda decyzja jest czyimś problemem, nawet jeśli jest twoim sukcesem.• Nagle wszyscy się z tobą zgadzają. I to jest najgorsze.

Bycie prezesem nie zaczyna się od władzy.

Zaczyna się od samotności.

Od momentu, w którym rozumiesz, że nie możesz już powiedzieć: „Nie wiem”.

Nie możesz mieć gorszego dnia.

Nie możesz być zagubiony.

Możesz być tylko „wizją”.

Twarzą firmy.

Strategią.

Brandem.

Ile razy mówiłeś, że „to tylko praca”?

Teraz to już nie jest tylko praca.

To jesteś ty.

Twoje nazwisko jest w prezentacjach.

Twoja twarz jest na stronie internetowej.

Twoja decyzja jest powodem, dla którego ktoś dostanie premię albo wypowiedzenie.

• Wszyscy patrzą w górę.• Ty patrzysz w dół.• I nikt nie patrzy na ciebie jak na człowieka.

Awans to moment, w którym myślisz, że coś zdobyłeś.

Szczyt to moment, w którym rozumiesz, ile oddałeś.

Oddałeś prywatność.

Oddałeś spontaniczność.

Oddałeś możliwość bycia zwykłym.

Już nie możesz być „jednym z zespołu”.

Jesteś zespołem.

Jesteś odpowiedzialnością.

Jesteś symbolem.

Najzabawniejsze?

Większość ludzi dalej myśli, że to luksus.

Że siedzisz w skórzanym fotelu i liczysz pieniądze.

Że „na pewno masz łatwiej”.

Że „jakbym był na twoim miejscu, zrobiłbym to lepiej”.

Oczywiście.

Każdy byłby lepszym prezesem.

Z kanapy.

Z komentarza.

Z teorii.

Ta książka nie będzie mówić, jak zostać CEO.

Nie będzie uczyć przywództwa.

Nie będzie sprzedawać złudzeń o wizji, misji i kulturze organizacyjnej.

Ta książka rozbierze ten tytuł.

Zedrze z niego prestiż.

Zostawi odpowiedzialność.

Pokaże, że wspinanie się na szczyt nie jest historią o sukcesie.

Jest historią o cenie.

• Cenę płacisz ty.• Cenę płaci twoja rodzina.• Cenę płacą ludzie, których zwalniasz, żeby „ratować firmę”.• Cenę płaci twoje ego, kiedy okazuje się, że nie jesteś tak niezastąpiony, jak myślałeś.

Nie każdy nadaje się na szczyt.

I nie każdy, kto tam jest, powinien tam być.

Ale większość z was nadal chce tam dojść.

Bo szczyt brzmi lepiej niż plateau.

Bo prezes brzmi lepiej niż specjalista.

Bo CEO brzmi lepiej niż „pracuję w biurze”.

Brutalna prawda?

Im wyżej wchodzisz, tym bardziej jesteś sam.

Im wyżej wchodzisz, tym mniej możesz być sobą.

Im wyżej wchodzisz, tym bardziej twoje życie staje się publiczne, nawet jeśli nikt nie robi ci zdjęć.

To nie jest książka o władzy.

To jest książka o ciężarze.

O iluzji kontroli.

O strachu, którego nie możesz pokazać.

O ambicji, która nigdy nie mówi „wystarczy”.

Jeśli kiedykolwiek marzyłeś o rogu z widokiem na miasto -

Usiądź.

Zanim wejdziesz do windy.

Drzwi się zamykają.

Jedziemy w górę.

Rozdział 1 – Tytuł, który zmienia wszystko i nic

Moment, w którym dostajesz ten tytuł, jest dziwnie cichy.

Nie ma fanfar.

Nie ma slow motion.

Jest mail.

Albo telefon.

Albo sucha informacja w sali konferencyjnej, gdzie ktoś mówi: „Gratulujemy, od przyszłego miesiąca obejmujesz stanowisko prezesa”.

I nagle słowo „odpowiedzialność” przestaje być abstrakcją.

Zaczyna mieć twarze.

Nazwiska.

Kredyty hipoteczne.

Dzieci w prywatnych przedszkolach.

• Twoja decyzja przestaje być opinią, a zaczyna być konsekwencją.• Twoje wątpliwości przestają być prywatne, a zaczynają być ryzykiem.• Twój błąd przestaje być doświadczeniem, a zaczyna być newsem.

Pierwsze dni są euforyczne.

Uściski dłoni.

Gratulacje.

Posty w mediach społecznościowych.

Twoje nazwisko w komunikacie prasowym.

Ludzie, którzy nagle przypominają sobie, że zawsze w ciebie wierzyli.

To zabawne, jak wiara rośnie proporcjonalnie do stanowiska.

Ale po tygodniu zaczyna się coś innego.

Zaczynasz czuć dystans.

Ten sam zespół, z którym jadłeś lunch, teraz czeka, aż wyjdziesz pierwszy.

Rozmowy cichną, kiedy wchodzisz do kuchni.

Żarty przestają być takie same.

• Już nie jesteś kolegą.• Jesteś strukturą.• Jesteś decyzją.

Tytuł zmienia sposób, w jaki ludzie na ciebie patrzą.

Ale nie zmienia tego, kim jesteś w środku.

I tu zaczyna się problem.

Bo w środku nadal masz wątpliwości.

Nadal boisz się, że nie ogarniesz.

Nadal czujesz syndrom oszusta.

Tylko teraz nie możesz o tym powiedzieć.

Prezes nie ma syndromu oszusta.

Prezes ma wizję.

Prezes ma plan.

Prezes ma „strategiczne podejście do wyzwań”.

Zaczynasz mówić innym językiem.

Nie dlatego, że chcesz.

Dlatego, że musisz.

• „Zwolnienia” stają się „optymalizacją”.• „Chaos” staje się „dynamicznym środowiskiem”.• „Nie mamy pieniędzy” staje się „koniecznością restrukturyzacji kosztów”.

Język to pierwsza maska.

Druga to pewność siebie.

Musisz ją nosić codziennie.

Nawet jeśli nie spałeś.

Nawet jeśli zarząd naciska.

Nawet jeśli wiesz, że decyzja, którą podejmujesz, kogoś skrzywdzi.

Zabawne jest to, że tytuł daje ci władzę.

Ale zabiera ci komfort.

Już nie możesz narzekać na zarząd.

Już nie możesz mówić: „To nie moja decyzja”.

Teraz wszystko jest twoje.

Sukces?

Twój.

Porażka?

Też twój.

• Kiedy firma rośnie, jesteś wizjonerem.• Kiedy firma spada, jesteś winny.• Kiedy nic się nie dzieje, jesteś niewystarczający.

Z czasem zaczynasz rozumieć, że tytuł nie zmienił twojego życia w sposób, który sobie wyobrażałeś.

Nie masz więcej wolnego czasu.

Masz mniej.

Nie masz mniej stresu.

Masz go więcej.

Nie masz większej kontroli.

Masz większą odpowiedzialność.

To nie to samo.

Najbardziej brutalne?

Ludzie dalej myślą, że to nagroda.

Że to zwieńczenie.

Że to meta.

A to dopiero początek.

Bo wspinanie się było proste.

Miałeś cel.

Miałeś rywali.

Miałeś motywację.

Na szczycie nie ma już wyżej.

Jest tylko utrzymanie.

I strach przed spadkiem.

• Im wyżej jesteś, tym bardziej boli upadek.• Im wyżej jesteś, tym więcej osób czeka, aż się potkniesz.• Im wyżej jesteś, tym mniej możesz sobie pozwolić na bycie człowiekiem.

Tytuł zmienia wszystko.

I nie zmienia nic.

Bo nadal jesteś tą samą osobą.

Tylko teraz cały budynek stoi na twoich decyzjach.

A fundamenty nie zawsze są tak stabilne, jak w prezentacjach.

I nikt nie ostrzegł cię, że największym ciężarem nie jest odpowiedzialność za firmę.

Największym ciężarem jest świadomość, że wszyscy wierzą, że wiesz, co robisz.

Nawet jeśli dopiero się uczysz.

Rozdział 2 – Samotność w przeszklonym gabinecie

Gabinet na rogu budynku.

Widok na miasto.

Szkło.

Światło.

Przestrzeń.

Symbol sukcesu.

I akwarium.

Bo dokładnie tym staje się twoje biuro.

Akwarium, w którym wszyscy widzą, jak się poruszasz.

Ale nikt nie widzi, co myślisz.

Na początku czujesz dumę.

To twoja przestrzeń.

Twoje biurko.

Twoje decyzje.

Twoja cisza.

Potem zaczynasz rozumieć, że ta cisza nie jest luksusem.

Jest izolacją.

• Im wyżej siedzisz, tym mniej ludzi mówi ci prawdę.• Im większy masz gabinet, tym mniej spontanicznych rozmów.• Im więcej szkła wokół ciebie, tym grubsze ściany między tobą a resztą.

Kiedy byłeś „jednym z nich”, wiedziałeś, co się dzieje.

Słyszałeś plotki.

Czułeś napięcia.

Widziałeś zmiany nastrojów.

Teraz dostajesz raporty.

Slajdy.

Wykresy.

Podsumowania.

I wszyscy są „w miarę zadowoleni”.

Zadziwiające, jak poziom zadowolenia rośnie proporcjonalnie do twojego stanowiska.

Samotność prezesa nie polega na braku ludzi wokół.

Polega na braku ludzi, którzy nie kalkulują.

Każda rozmowa ma kontekst.

Każde spotkanie ma cel.

Każdy uśmiech ma potencjalny interes.

• Ktoś chce budżetu.• Ktoś chce awansu.• Ktoś chce twojej decyzji.• Nikt nie chce twojej słabości.

Nie możesz już powiedzieć: „Jestem zmęczony”.

Możesz powiedzieć: „To wymagający kwartał”.

Nie możesz powiedzieć: „Nie wiem, co robić”.

Możesz powiedzieć: „Analizujemy scenariusze”.

Nie możesz powiedzieć: „Boje się, że to nie wyjdzie”.

Możesz powiedzieć: „Ryzyko jest wkalkulowane”.

Język to tarcza.

Ale tarcza oddziela.

Z czasem zaczynasz zauważać, że ludzie przestają się z tobą sprzeczać.

Nie dlatego, że masz zawsze rację.

Dlatego, że jesteś prezesem.

Sprzeciw wobec ciebie staje się sprzeciwem wobec władzy.

A to już inny kaliber odwagi.

• Cisza w sali konferencyjnej nie oznacza zgody.• Skinienie głową nie oznacza przekonania.• „Oczywiście” nie oznacza „masz rację”.

To oznacza: „To twoja decyzja. My tylko wykonamy”.

I wtedy zaczyna się prawdziwa samotność.

Bo nawet jeśli jesteś otoczony ludźmi, wiesz, że w kluczowym momencie zostaniesz sam z decyzją.

Nocą.

W domu.

Przy laptopie.

Z myślą: „A jeśli się mylę?”.

Wspinając się na szczyt, myślałeś, że najtrudniejsze będą liczby.

Rynek.

Konkurencja.

Nie.

Najtrudniejsze jest to, że nie masz już równych sobie.

Masz zarząd.

Masz radę nadzorczą.

Masz akcjonariuszy.

Ale nie masz kolegów.

Nie masz ludzi, którzy powiedzą: „Stary, to był głupi pomysł” bez kalkulacji.

• Każda relacja zaczyna mieć strukturę.• Każde słowo zaczyna mieć wagę polityczną.• Każdy lunch zaczyna być strategią.

Zaczynasz filtrować siebie.

Nie możesz powiedzieć wszystkiego.

Nie możesz żartować tak samo.

Nie możesz pozwolić sobie na spontaniczność.

Bo twoje zdanie może stać się kierunkiem dla całej organizacji.

Jedno zdanie rzucone w korytarzu.

Jedna uwaga.

Jedna emocja.

I nagle 200 osób zmienia priorytety.

Wtedy zaczynasz rozumieć, że władza to nie tylko możliwość decydowania.

To permanentna świadomość konsekwencji.

To myślenie o tym, jak twoje zmarszczenie brwi zostanie zinterpretowane.

To kontrola własnej twarzy.

Własnego tonu.

Własnych pauz.

Najbardziej ironiczne?

Ludzie nadal zazdroszczą ci pozycji.

Widzą auto.

Widzą wynagrodzenie.

Widzą tytuł.

Nie widzą tego, że:

• Nie masz komu się wygadać.• Nie masz komu się poskarżyć.• Nie masz gdzie być po prostu sobą.

W przeszklonym gabinecie widać wszystko.

Ale nie widać samotności.

Ona jest cicha.

Elegancka.

Dobrze ubrana.

I bardzo skuteczna.

Bo kiedy przyzwyczaisz się do tego, że jesteś sam, zaczynasz podejmować decyzje jeszcze bardziej samodzielnie.

A to bywa niebezpieczne.

Bo brak sprzeciwu to nie to samo, co słuszność.

Brak krytyki to nie to samo, co mądrość.

Brak oporu to nie to samo, co siła.

I w pewnym momencie łapiesz się na tym, że tęsknisz za czasami, gdy mogłeś być tylko częścią zespołu.

Bez przeszklonego gabinetu.

Bez tytułu.

Bez tej eleganckiej izolacji.

Ale drzwi się zamknęły.

Widok jest piękny.

Cisza jeszcze piękniejsza.

A samotność?

Bezcennna.

Rozdział 3 – Odpowiedzialność, która nie ma limitu

Na średnim szczeblu miałeś zakres obowiązków.

Na wyższym szczeblu miałeś cele.

Na samym szczycie masz wszystko.

Nie ma już „to nie mój obszar”.

Nie ma „to dział HR”.

Nie ma „to kwestia operacyjna”.

Jest tylko jedno zdanie: