Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
To nie jest książka o skrajnej nędzy.
To książka o napięciu.
O życiu, które wygląda normalnie - ale nie ma marginesu błędu.
O pracy, która nie daje spokoju.
O kredycie, który jest etapem dorosłości.
O wypłacie, która znika szybciej niż nadzieja.
„Brutalna prawda o biedzie w Polsce” to bezlitosna, momentami niewygodna satyra społeczno-psychologiczna o tym, jak ogromna część społeczeństwa żyje w trybie przetrwania.
Nie dramatycznym.
Zwyczajnym.
To książka dla tych, którzy:
• mają pracę, ale nie czują się bezpiecznie
• mają mieszkanie, ale nie mają luzu
• mają oszczędności, ale dalej się boją
• czują, że „powinno być dobrze”, a nie jest spokojnie
Nie znajdziesz tu porad.
Nie znajdziesz checklisty.
Nie znajdziesz motywacyjnych sloganów.
Znajdziesz lustro.
I zdania, po których trudno się uśmiechnąć bez lekkiego ukłucia.
Jeśli kiedykolwiek myślałeś:
„Przecież nie jestem biedny… ale coś tu jest nie tak” - ta książka jest o tobie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 81
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Bieda w Polsce nie wygląda jak w reklamach fundacji.
Nie ma dramatycznej muzyki.Nie ma czarno-białego filtra.Nie ma slow motion.
Jest Biedronka o 21:47.Jest koszyk, który waży więcej psychicznie niż fizycznie.Jest kalkulator w głowie.
Bieda nie zawsze śmierdzi.Czasem pachnie płynem do płukania z promocji.
Czasem ma iPhone’a sprzed trzech generacji.Czasem ma Netflixa współdzielonego z czterema osobami.Czasem ma dumę większą niż saldo.
W Polsce bieda jest cicha.Elegancka.Zawstydzona.
• Bieda ubiera się „normalnie”, żeby nikt nie pytał.• Bieda mówi „wszystko okej”, nawet gdy nie jest.• Bieda nie płacze publicznie, bo to wstyd.
W Polsce bieda jest względna.Bo zawsze jest ktoś, kto ma gorzej.I zawsze jest ktoś, kto ma lepiej.
Więc się porównujemy.
• Skoro on ma kredyt na 30 lat, to chyba nie jest tak źle.• Skoro ona jeździ 15-letnim autem, to jeszcze nie tragedia.• Skoro stać mnie na raty, to przecież jakoś żyję.
Jakoś.
To najczęstsze słowo w tym kraju.
Nie „dobrze”.Nie „stabilnie”.Nie „bezpiecznie”.
Jakoś.
Bieda w Polsce nie zawsze oznacza brak pieniędzy.Czasem oznacza brak wyboru.
Brak luzu.Brak marginesu błędu.Brak poduszki.
Jedna awaria i jesteś miesiąc do tyłu.Jedna choroba i jesteś rok do tyłu.Jedna utrata pracy i jesteś w innym świecie.
• Bieda zaczyna się tam, gdzie przestajesz spać spokojnie.• Bieda zaczyna się tam, gdzie Excel zastępuje nadzieję.• Bieda zaczyna się tam, gdzie planujesz życie w tygodniach, nie w latach.
Najciekawsze jest to, że większość ludzi powie: „Mnie to nie dotyczy.”
Bo pracują.Bo się starają.Bo nie piją.Bo nie przepuszczają.
Bo wierzą w narrację, że bieda to skutek błędu charakteru.
To wygodne.
• Jeśli bieda to lenistwo, to ja jestem bezpieczny.• Jeśli bieda to brak ambicji, to mnie to nie spotka.• Jeśli bieda to głupota, to ja jestem mądrzejszy.
Tyle że system nie czyta twoich afirmacji.
Wypłata znika szybciej niż przyszła.Ceny rosną szybciej niż cierpliwość.A standard życia podnosi się nie dlatego, że chcesz — tylko dlatego, że wszyscy wokół już podnieśli.
W Polsce bieda często wygląda jak „średnia krajowa”.Tylko bez średniej.I bez krajowej.
Wygląda jak człowiek, który pracuje 40 godzin tygodniowo i dalej nie ma pewności jutra.Wygląda jak rodzic, który udaje spokój.Wygląda jak młody dorosły, który mieszka z rodzicami, bo „tak wygodniej”.
Wygodniej.
• Wygodniej niż przyznać, że nie stać cię na wynajem.• Wygodniej niż przyznać, że kredyt to fantazja.• Wygodniej niż przyznać, że marzenia mają oprocentowanie.
Bieda w Polsce ma wiele twarzy.
Ma twarz nauczyciela.Ma twarz pielęgniarki.Ma twarz magazyniera, sprzedawczyni, programisty na UoP bez podwyżki od trzech lat.
Ma twarz ludzi, którzy „powinni sobie radzić”.
Najbardziej brutalne jest to, że wielu z nich radzi sobie.Codziennie.Godnie.Po cichu.
I właśnie o tym jest ta książka.
Nie o skrajnościach.Nie o patologiach.Nie o moralnych wyrokach.
O normalności.
O tym, jak bieda potrafi być zwyczajna.Jak potrafi być systemowa.Jak potrafi być niewidzialna.
• Bieda, która nie krzyczy.• Bieda, która nie prosi.• Bieda, która udaje klasę średnią.
Jeśli czytasz to i czujesz lekki dyskomfort — dobrze.
To nie jest książka, która ma cię pocieszyć.To nie jest książka, która ma dać checklistę.To nie jest książka, po której „wszystko zrozumiesz”.
To jest książka, po której możesz spojrzeć na swoje konto.
I przez chwilę nie mrugać.
Klasa średnia w Polsce to najbardziej ambitna iluzja XXI wieku.
To nie jest grupa społeczna.To jest stan umysłu.
Deklaracja.Tożsamość.Naklejka przyklejona do czoła, żeby nikt nie pomyślał inaczej.
Większość ludzi uważa się za klasę średnią.Nawet jeśli matematyka się z tym nie zgadza.
• Jeśli mam pracę na etacie, to jestem klasą średnią.• Jeśli mam leasing, to jestem klasą średnią.• Jeśli latam raz w roku tanimi liniami, to jestem klasą średnią.
Klasa średnia z przeceny.
Bo prawdziwa klasa średnia ma coś, czego my często nie mamy.
Spokój.
Nie taki instagramowy.Nie taki „mindfulness z aplikacji”.Tylko ten nudny, stabilny, finansowy spokój.
Tymczasem u nas wygląda to tak:
Wypłata wpada.Raty wychodzą.Czynsz wychodzi.Jedzenie wychodzi.Życie wychodzi.
Zostaje coś pomiędzy.
• Za mało, żeby odłożyć bez bólu.• Za dużo, żeby przyznać się do biedy.• Idealnie, żeby udawać stabilność.
To jest najbardziej niebezpieczna strefa.
Bo jesteś wystarczająco wysoko, żeby się wstydzić narzekać.I wystarczająco nisko, żeby się bać przyszłości.
Klasa średnia z przeceny żyje na cienkiej granicy.
Jedna podwyżka czynszu.Jedna podwyżka stóp procentowych.Jedna awaria samochodu.
I nagle Excel staje się thrillerem psychologicznym.
• Arkusz kalkulacyjny decyduje o twoim humorze.• Rata kredytu decyduje o twoim związku.• Promocja w Lidlu decyduje o twoim menu.
A jednak mówimy: „Jest okej.”
Bo porównujemy się w dół.
Zawsze w dół.
• Skoro nie muszę wybierać między prądem a jedzeniem, to przecież nie jest źle.• Skoro nie stoję po zasiłek, to chyba nie jestem biedny.• Skoro mam Netflixa, to przecież dramatyzuję.
Netflix stał się nowym wskaźnikiem dobrobytu.
Tak jak kiedyś telewizor plazmowy.Tak jak kiedyś samochód z Niemiec.
Tyle że wszystkie te symbole są na raty.
Klasa średnia z przeceny żyje w permanentnym napięciu.
Nie mówi o nim.Nie pokazuje go.Ale czuje.
Czuje, że wszystko jest kruche.
Praca jest „stabilna”, dopóki firma nie robi restrukturyzacji.Kredyt jest „bezpieczny”, dopóki WIBOR nie przypomni, kto tu rządzi.Związek jest „spokojny”, dopóki pieniądze nie stają się tematem numer jeden.
• Pieniądze nie są najważniejsze.• Ale brak pieniędzy bardzo szybko staje się najważniejszy.• I nikt nie jest na to emocjonalnie przygotowany.
Najbardziej brutalne jest to, że klasa średnia z przeceny często gardzi „biedą”.
Nie tą prawdziwą, ekstremalną.Tą zwyczajną.
• „Trzeba było się uczyć.”• „Trzeba było zmienić pracę.”• „Trzeba było lepiej planować.”
To daje złudzenie kontroli.
Bo jeśli wszystko jest wynikiem decyzji, to świat jest logiczny.A jeśli świat jest logiczny, to jesteśmy bezpieczni.
Problem w tym, że świat nie jest logiczny.
Inflacja nie pyta o twoje studia.Ceny mieszkań nie sprawdzają twojej ambicji.Rynek pracy nie czyta twojego CV z sentymentem.
Klasa średnia z przeceny często pracuje więcej niż kiedykolwiek.
Nadgodziny.Dodatkowe zlecenia.Fuchy po godzinach.
Nie po to, żeby być bogatym.
Po to, żeby nie spaść.
• Nie chodzi o luksus.• Chodzi o utrzymanie poziomu.• Chodzi o to, żeby nie cofnąć się o jedno piętro w dół.
Największy lęk nie brzmi: „Nie będę milionerem.”
Brzmi: „Stracę to, co mam.”
To jest mentalność przetrwania w eleganckim opakowaniu.
Auto jest ładne, ale leasingowane.Mieszkanie jest własne, ale do spłaty przez 28 lat.Wakacje są zagraniczne, ale opłacane kartą kredytową.
I wszyscy udajemy, że to standard.
Standard życia rośnie szybciej niż nasze bezpieczeństwo.
• Dziecko „musi” mieć zajęcia dodatkowe.• Musisz mieć nowy telefon, bo stary „już nie wyrabia”.• Musisz jechać na wakacje, bo „wszyscy jadą”.
Nie dlatego, że chcesz.
Dlatego, że tak wygląda norma.
A norma w Polsce jest droga.
Klasa średnia z przeceny żyje w permanentnym rozdźwięku.
Z jednej strony duma.Z drugiej strony napięcie.
Z jednej strony „damy radę”.Z drugiej strony nocne liczenie.
Najgorsze jest to, że wielu z nas naprawdę daje radę.
Naprawdę pracuje.Naprawdę się stara.Naprawdę nie marnuje.
I dalej balansuje.
• System nagradza przetrwanie, nie stabilność.• System daje kredyt, ale nie daje spokoju.• System sprzedaje aspiracje, ale nie sprzedaje bezpieczeństwa.
Klasa średnia z przeceny nie jest biedna w klasycznym sensie.
Ale jest zmęczona.
Zmęczona udawaniem, że wszystko jest pod kontrolą.Zmęczona porównywaniem się.Zmęczona gonieniem standardu, który ciągle się oddala.
I najgorsze pytanie brzmi nie: „Czy jestem biedny?”
Brzmi:
„Jak długo jeszcze to utrzymam?”
Jest taki moment w dorosłości, kiedy rozumiesz coś bardzo niewygodnego.
Możesz robić wszystko „jak trzeba”.I dalej nie mieć poczucia bezpieczeństwa.
Masz pracę.Masz umowę.Masz grafik.Masz kartę do budynku.
I masz lęk.
Nie spektakularny.Nie dramatyczny.Cichy.
Ten, który pojawia się w niedzielę wieczorem.
• A jeśli mnie zwolnią?• A jeśli firma zacznie ciąć koszty?• A jeśli ja jestem pierwszym kosztem?
Pracujesz.Codziennie.Uczciwie.
A mimo to wiesz, że twoje bezpieczeństwo nie jest twoje.
Jest pożyczone.
Od rynku.Od zarządu.Od sytuacji gospodarczej.Od kogoś, kogo nigdy nie spotkasz.
W Polsce praca nie daje już spokoju.Daje przetrwanie.
• Etat to nie stabilność.• Etat to tymczasowa umowa z rzeczywistością.• Etat to „na razie”.
Najbardziej ironiczne jest to, że często pracujemy więcej niż kiedykolwiek wcześniej.
Nadgodziny bez rozgłosu.Wiadomości po 21:00.„Szybkie call’e” w dni wolne.
Bo każdy chce być potrzebny.
Potrzebny znaczy bezpieczny.
Tak nam się wydaje.
• Jeśli jestem niezastąpiony, to mnie nie ruszą.• Jeśli robię więcej, to mnie docenią.• Jeśli się staram, to los będzie sprawiedliwy.
Los nie ma działu HR.
System nie zna słowa „lojalność”.
Pracujesz 5 lat.Pracujesz 10 lat.A potem dostajesz maila.
„Dziękujemy za wkład.”
I nagle okazuje się, że twoja wartość była w Excelu.W kolumnie „koszty”.
To jest moment, w którym wiele osób rozumie, że bieda nie zaczyna się od braku pracy.
Zaczyna się od braku kontroli.
Bo nawet mając pracę, nie czujesz się pewnie.
Masz wypłatę, ale nie masz gwarancji.Masz stanowisko, ale nie masz wpływu.Masz obowiązki, ale nie masz zabezpieczenia.
• Możesz pracować całe życie i dalej być o jedną decyzję od problemu.• Możesz mieć „dobrą posadę” i dalej żyć od miesiąca do miesiąca.• Możesz być produktywny i dalej być wymienialny.
Najbardziej bolesne jest to, że wielu ludzi w Polsce naprawdę wierzyło, że ciężka praca wystarczy.
Wierzyli, że wystarczy być solidnym.Punktualnym.Zaangażowanym.
Wierzyli, że system działa według zasad.
A potem zobaczyli, że system działa według tabel.
W tabeli nie ma emocji.Nie ma historii.Nie ma kredytu na 30 lat.
Jest liczba.
Praca stała się czymś, co trzeba utrzymać za wszelką cenę.
Nie dlatego, że ją kochasz.Nie dlatego, że to misja.Tylko dlatego, że rachunki nie mają litości.
